Żołnierz Chrystusa w służbie Kościołowi i Ojczyźnie

Takim mianem nazywa jezuitę, księdza Piotra Skargę Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej mające go za patrona.

Która jest pierwsza i zasłużeńsza Matka, jak Ojczyzna, która jest gniazdem wszystkich matek i powinowactw waszych i komorą dóbr waszych wszystkich. (…) Oną miłując, sami siebie miłujecie” — ksiądz Piotr Skarga

„W czterechsetną rocznicę śmierci Piotra Skargi, który dzielnie, słowem i czynem, zabiegał o szacunek dla Ojczyzny i lepszy byt dla rodaków, Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, w uznaniu Jego zasług, postanawia oddać hołd Piotrowi Skardze”.

Tymi słowami zaczyna się Uchwała Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 16.09.2011 r.  w sprawie ustanowienia roku 2012 Rokiem księdza Piotra Skargi.

 

Przeciętny Polak kojarzy postać księdza Skargi z obrazem „Kazanie Skargi” Jana Matejki oraz dziełami „Kazania Sejmowe” i „Żywoty Świętych”.

Co wyjątkowego wnosi ta postać, że ma być dla nas, żyjących 400 lat po jego śmierci, wzorem do naśladowania?

Piotr Skarga urodził się 2 lutego 1536 r. w Grójcu na Mazowszu, w rodzinie Michała Powęskiego i Anny ze Świątków, najprawdopodobniej bogatych chłopów. W uznaniu zasług otrzymał pod koniec swojego życia szlachectwo. Urodził się za panowania Zygmunta I Starego, w okresie świetności Rzeczypospolitej. Wykształcił w Akademii Krakowskiej, wstąpił do nowicjatu Towarzystwa Jezusowego w Rzymie gdzie gruntownie ukształtował swoją formację duchową i intelektualną i w wieku 28 lat przyjął święcenia kapłańskie a wróciwszy do kraju otrzymał posadę kaznodziei w katedrze lwowskiej. Zaczął budować struktury zakonu jezuitów na ziemiach Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Był wybitnym organizatorem szkolnictwa w Rzeczypospolitej, rektorem Kolegium Jezuitów w Wilnie, wykładowcą w Kolegium jezuickim w Pułtusku, pierwszym rektorem Uniwersytetu Wileńskiego, założycielem kolegiów jezuickich w Połocku, Rydze i Dorpacie. Kolegia były odpowiednikami dzisiejszych szkół średnich i miały wysoki poziom nauczania. Mogły do nich uczęszczać nie tylko dzieci szlachty, ale też niższych warstw społecznych, wolny wstęp mieli też protestanci.

Ksiądz Piotr Skarga był cenionym przez królów Stefana Batorego i Zygmunta III doradcą. Przez 24 lata sprawował funkcję kaznodziei króla Zygmunta III Wazy wspierając jego politykę wymierzoną przeciwko nadmiernym przywilejom szlacheckim oraz rokoszowi Mikołaja Zebrzydowskiego.

Był jezuitą, teologiem, charyzmatycznym kaznodzieją i pisarzem.

Jego dzieła wyrażające się zarówno w żywej mowie kaznodziejskiej, jak i w piśmie (różnego typu zbiory kazań), zmierzały do poprawy obyczajów moralnych i politycznych katolików, zwłaszcza szlachty. Ksiądz Piotr Skarga chciał Polski silnej. Wskazywał, że droga do tego wiedzie przez bezwzględny brak tolerancji dla zdeprawowanych elit szlacheckich, dla ich grzechów takich jak „łakomstwo, lichwa, nieczystości, pijaństwo”, ale też braku pobłażania dla siejących zgorszenie przez zły żywot kapłanów. Uważał, że szlachectwo zobowiązuje – zarówno to wywodzące się z klejnotu i herbu, jak i to wypływające z podniesienia do godności kapłana. Uważał, że duchowni nie mogą się łasić do możnych, pomijać milczeniem ich występnego życia, relatywizować grzechów.

Będąc zwolennikiem państwa jednowyznaniowego i podejmując polemiki z heretykami miał świadomość, jakie jest najczęściej źródło porzucania wiary katolickiej. Pisał “naprzód, gdy na heretyki wejrzymy, pomyślić mamy, iż z naszych katolickich grzechów wyrośli”.

Przeciwstawił opisywanego przez kalwinistę Mikołaja Reja „człowieka poćciwego”- biernego i pasywnego obywatela ulegającego swoim słabościom (przedstawiciela ówczesnej „małej stabilizacji”) –  człowiekowi wojującemu, zaangażowanemu w sprawy narodu i Ojczyzny, mającego postawę określoną przez współczesnego kaznodziei Mikołaja Sępa Szarzyńskiego, jako przygotowującą na „wojnę naszą, którą wiedziemy z szatanem, światem i ciałem”.

Ksiądz Piotr Skarga był współautorem Unii Brzeskiej z 1596 r. wspomagającym swoim piórem koncepcję unii z prawosławiem.

Piotr Skarga prorokował upadek Rzeczypospolitej („nas potłucze Pan jako ten garnek”, “nierządne królestwo bliskie zginienia”), jeśli złe nawyki elit nie zostaną ukrócone, jeśli rządzący nie zmienią swoich postaw i nie przystąpią do reform. Odważnie piętnował gorszące życie elit, które zamiast być wzorem dla poddanych, wzmacniać ich ducha, budować moralnie – a przez to tworzyć silną Rzeczypospolitą- dają zły przykład nie troszcząc się o pomyślność duchową i materialną całego społeczeństwa.

W stosunku do ubogich nie chłoszcze ich ostrzem swojej krytyki i uważa, że Polska powinna być miłosierna i wybaczająca dla małych i nieważnych. Nie moralizuje i nie piętnuje pojawiającej się niekiedy wśród niezamożnych panien praktyki, “pójścia na ulicę”, w celu “zapracowania” na wiano, tylko tworzy i wspomaga Skrzynkę św. Mikołaja, umożliwiającą biednym dziewczętom otrzymanie wiana, dzięki czemu “mogą mężów dostać i w uczciwym małżeństwie mieszkać albo też do klasztorów iść”.

Nawracał więc słowem, piórem oraz dobrymi uczynkami. W Krakowie zainicjował działalność charytatywną kilku instytucji (Bank Pobożny, Arcybractwo Miłosierdzia, Komora Potrzebnych, Bractwo Świętego Łazarza, Skrzynka Św. Mikołaja) służących ubogim.

Piotr Skarga był autorem wielu książek, w tym czytanych do dziś „Żywotów świętych”, i kazań: wielokrotnie wznawianych „Kazań na niedzielę i święta”, „Pobudki do modlitwy 40 godzin”, “Żołnierskie nabożeństwo” i najbardziej znanych „8 Kazań sejmowych”.

Te ostatnie nigdy nie zostały wygłoszone w Sejmie, ale stanowią program naprawy Rzeczypospolitej. Zostały zauważone i docenione dopiero po upadku państwa polskiego.

Kaznodzieja był człowiekiem absolutnie obojętnym na zaszczyty, bogactwa czy splendory, dobra materialne rozdawał potrzebującym..

Na krótko przed śmiercią Piotr Skarga przeniósł się z dworu królewskiego do Krakowa, gdzie zmarł 27 września 1612 r. w opinii świętości. Został pochowany w podziemiach jezuickiego kościoła Św. Piotra i Pawła przy ul. Grodzkiej w Krakowie.

Wizerunek Skargi, kaznodziei-proroka, utrwalali polscy romantycy: Adam Mickiewicz, Cyprian K. Norwid. Jan Matejko przedstawił wizję profety w słynnym obrazie “Kazanie Skargi” a Stefan Żeromski przyznawał, że jego pisarstwo wiele zawdzięcza Piotrowi Skardze, którego prace były wzorem języka literackiego i pięknej polszczyzny.

Postawa księdza Piotra Skargi w wielu aspektach pozostaje wciąż aktualna, choć po 400 latach zmieniły się realia. Budzenie sumień Polaków trwa powoli.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W MARCU 2012 ROKU.

Smutki Jezusowe

Wyprawa wakacyjna pod koniec sierpnia zaprowadziła mnie do miejscowości Jarczów odległej 14 kilometrów na wschód od Tomaszowa Lubelskiego. Celem była zachowana drewniana cerkiew z początku XVIII wieku.

Nosiła wezwanie św. Mikołaja z Miry i służyła ponad sto lat wiernym obrządku greckokatolickiego. W roku 1870 przejęli cerkiew prawosławni, którym służyła do 1921 roku, gdy została zamieniona na kościół rzymskokatolicki pod wezwaniem św. Stanisława Biskupa Męczennika. Cerkiew jest starannie wyremontowana. Obok niej w 1984 roku wybudowano murowany kościół. Drewniany kościół przestał być użytkowany. Nie skończyła się jednak jego rola w posłudze ewangelizacyjnej i katechetycznej. Stary kościół otoczony jest wydatnym okapem. Pod nim na ścianach świątyni umieszczono szereg drewnianych tablic. Od wschodu, przed prezbiterium jest figura św. Józefa z Jezusem i modlitwą ojca rodziny, od zachodu Figura Matki Bożej z Dzieciątkiem i modlitwą matki rodziny. Znajdziemy też historię parafii oraz dwie duże tablice umieszczone od północnej i południowej strony. To krótka i siłą rzeczy wybiórcza lekcja „Jak żyć po katolicku”.

W Wielkim Poście warto się pochylić nad ich treścią, bo są przesłaniem nie tylko dla mieszkańców Jarczowa i parafian z okolicznych miejscowości ale mogą służyć każdemu z nas.

To są też smutki Jezusowe

Dzieci bez opieki – osierocone
Dzieci alkoholików – bite i dręczone
Dzieci głodujące – poniewierane
Dzieci smutne i zaniedbane
Dzieci poza domem się błąkające
Dzieci niegrzeczne skłonne do złości
Dzieci nie szanujące starości
Dzieci, którym na wszystko zezwalają
Dzieci, które samolubne się stają

Małżonkowie niedobrani – niedoświadczeni
Małżonkowie obojętni sobie – skłóceni
Małżonkowie, którzy miłości nie znają
Małżonkowie, którzy rozejść się mają.

Niech wszyscy oni objęci zostaną twoją modlitwą

 

I druga tablica z przesłaniem dla nas do zastanowienia.

To są też smutki Jezusowe

Chorzy z łóżkiem związani
Chorzy na dożywotne cierpienie skazani
Chorzy przez swoich opuszczeni
Chorzy z cierpieniem nie pogodzeni

Ludzie nienawistni, kłótliwi
Ludzie zazdrośni i leniwi
Ludzie niepoprawni ze złem związani
Ludzie samotni i wyszydzani
Ludzie starzy, którym się zdaje,
Że są niepotrzebni
Ludzie opuszczeni i biedni.

Niech wszyscy oni objęci zostaną twoją modlitwą

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W marcu 2016 ROKU.

Jak dziecko…

Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w Królestwie niebieski.”(Mt 18,1–4)

 

Co oznaczają słowa Pan Jezusa? W jakim sensie mamy być jak dzieci? Św. Augustyn napisał w Wyznaniach, że „ Na własne oczy widziałem niemowlę, które jeszcze nie umiało mówić, a już było blade ze złości.” Dzieci nie są więc niewinne w sensie moralnym, droga do niewinności jest długim procesem trwającym całe życie. Stać się dzieckiem nie oznacza też jakiejś infantylnej, nieodpowiedzialnej postawy, w której rezygnujemy z pracy nad sobą i dojrzałego kierowania naszym życiem. Stajemy się dziećmi wtedy, kiedy oddajemy się z ufnością naszemu Ojcu. Dziecko kochane przez swoich rodziców, jest właśnie pełne ufności, nie troszczy się nadmiernie o swoje potrzeby, wie, że rodzice chcą dla niego jedynie dobra. Dziecko nie skrywa swoich uczuć, jest spontaniczne i z odwagą wyraża swoje myśli. Nasza postawa wobec ukochanego Ojca powinna właśnie być przepełniona taką dziecięcą prostotą. Żyjąc w ramionach Taty wzrasta w nas pokój i głębokie poczucie bezpieczeństwa. Świadomość nieskończonej Miłości jaką obdarza nas Bóg jest źródłem radości, swego rodzaju beztroski, jaką mają tylko kochane przez rodziców dzieci. Dziecko wie, że samo nic nie może, że potrzebuje opieki, i że tylko kochający rodzic może zatroszczyć się o wszystko czego mu potrzeba. Dziecięctwo Boże nie jest więc moralną bezgrzesznością, ale pełnym pokory poddaniem się woli Ojca.

Często nasza pycha, nasz własny plan na życie, nie pozwala przyjąć tego co chce ofiarować nam dobry Bóg. Kiedy zapominamy, że tak naprawdę jesteśmy słabi i bezbronni, zaczynamy żyć po swojemu. Zdarza się, że gonimy za tym, co przerasta nasze siły, wywyższamy się nad innych, pragniemy nad nimi dominować, męczymy się rywalizacją i perfekcjonizmem. Pan Jezus poucza nasJeśli ktoś chce być pierwszy, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich. I biorąc dziecko postawił je przed nimi. Objął je ramieniem i powiedział do nich: kto przyjmuje jedno z tych dzieci w moje imię, Mnie przyjmuje”. (Mk 9, 35-37) Tak więc Pan Jezus będąc dla nas doskonałym wzorem sam stawia siebie na miejscu dziecka. Pokazuje nam, że naszą prawdziwą siłą i wielkością jest Bóg. Kiedy miłość, którą obdarzył nas Ojciec otaczamy naszych bliźnich, kiedy służymy im takim dobrem jakim sami zostaliśmy obdarowani przez naszego Tatę, wtedy stajemy się naprawdę wielcy. To postawa zawierzenia, ufności i uległości wobec Ojca czyni nas jego dziećmi. Promieniując miłością i dobrem otrzymanym od najlepszego Rodzica, dziecko-bozeuczymy innych prawdy o Królestwie Bożym i dajemy przykład prawdziwego szczęścia, które można odnaleźć tylko w Jego ramionach.

Panie, moje serce się nie pyszni
i oczy moje nie są wyniosłe.
Nie gonię za tym, co wielkie,
albo co przerasta moje siły.
Przeciwnie: wprowadziłem ład
i spokój do mojej duszy.
Jak niemowlę u swej matki,
jak niemowlę — tak we mnie jest moja dusza
(Ps 131).

Być dzieckiem Bożym to wielki dar wolności i pokoju, trwanie w Ojcu daje bezpieczeństwo i odsuwa nadmierną troskę, pozwala nam być sobą. Będąc szczerymi i spontaniczni wobec naszego Ojca wyzwalamy się z fałszu i poznajemy prawdziwy obraz samych siebie. Stawanie się dzieckiem to zadanie na całe życie, to codzienna świadomość oddawania swojego życia w Jego ręce i budowania z Nim ciągłej opartej na prawdzie relacji. Można powiedzieć, że to jedno z największych wyzwań jakie się przed nami pojawia, bo nie wystarczy wierzyć w to, że Bóg jest, trzeba przede wszystkim uwierzyć Jemu. Uwierzyć, że nasz Ojciec kocha swoje dzieci nieskończoną Miłością i pragnie dla nas prawdziwej radości. Nasza postawa nieustannego nawracania się jest właśnie ufnym oddaniem się Jego woli i wiarą w Jego Dobroć i Miłość, nawet wtedy, a może przede wszystkim wtedy, kiedy po ludzku dotyka nas wielkie cierpienie. Nasz Pan Jezus Chrystus jest dla nas prawdziwym obrazem Synostwa Bożego.

 

Katarzyna Janus

PIERWOTNIE TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W CzERWCU 2015 ROKU

Łaska rozważania Męki Pańskiej

Rzeczą bardzo pożyteczną i świętą jest rozmyślać o męce Pana i nad nią się zastanawiać, albowiem na tej drodze dochodzi się do nadprzyrodzonej łączności z Bogiem. W tej świętej szkole nabywa się prawdziwej mądrości. Tam wyuczyli się jej wszyscy święci.”

św. Paweł od Krzyża

droga-krzyzowaCzasem, może wydawać się nam, że rozważanie cierpienia i śmierci naszego Pana to trudne i przykre zadanie. Musimy przecież dotknąć bolesnej rzeczywistości nie tylko wielkiego bólu Boga-człowieka, ale i naszego grzechu, który do tego cierpienia doprowadził. Jeśli jednak odważnie oddamy się rozmyślaniom nad każdym etapem Drogi Krzyżowej, odkryjemy wielką Miłość i Miłosierdzie. Staniemy w prawdzie, poznając naszą słabość i grzeszność, a zarazem odkryjemy jak wielkim darem jest nasze Odkupienie. Zaczerpniemy sił do niesienia własnego, często niezwykle bolesnego krzyża. Pan Jezus pokazuje nam jak przyjmować wolę Bożą w naszym życiu. Uczy nas, że każde cierpienie przeżywane wraz z Nim, nabiera głębokiego, zbawczego sensu. Wielki Post i okres Triduum Paschalnego jest czasem, który w wyjątkowy sposób zaprasza nas, aby rozważać i kontemplować Mękę naszego Pana. Jest to moment, w którym staramy się w sposób szczególny zgłębić tajemnicę Bożej Miłości, przyjąć naukę płynącą z Krzyża. Pan Jezus przyjmuje wolę Ojca jako najdoskonalszy i jedyny plan ostatecznego wyrwania człowieka ze śmierci. Podejmuje zbawczą mękę pełen ufności, w ciszy i pokorze. Jezus miał świadomość, że na Nim wypełnią się słowa proroka Izajasza o Cierpiącym Słudze Jahwe: “Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego patrzeć… Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem … On dźwigał nasze boleści… On był przebity za nasze grzechy. Zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie… Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich” (Iz 53,2-6). Jezus wziął więc na Krzyż wszystkie nasze grzechy by je zgładzić w swojej śmierci. Droga Krzyżowa pokazuje nam, że Bóg z Miłości do każdego z nas gotów jest ponieść najwyższą ofiarę. To nie pozostawia nas obojętnymi. Pragniemy odpowiedzieć na Jego Dar, z ufnością powierzając Mu naszą drogę. To właśnie w wydarzeniach Misterium Paschalnego Jezus odkrywa przed nami prawdziwą głębię Bożej miłości. On jest bowiem Miłością, która, aby nas zbawić, dobrowolne przyjmuje na siebie cierpienie i śmierć.

Panie Jezu, który jesteś wśród nas i spoglądasz w nasze serca z tej białej Hostii. ubiczowanyDziękujemy Ci, że zgodziłeś się za nas umrzeć. Dziękujemy za Twoją miłość, ujawnioną w Twojej męce i śmierci krzyżowej, dziękujemy za każdy dar odpuszczenia grzechów, za otwarcie nam nieba. Przynosimy ci dziś wszelkie nasze cierpienie, które nas w życiu spotkało, także to, które trwa i które może jeszcze nadejdzie. Przynosimy nasze krzyże. Chcemy je traktować jako wolę Bożą. Wierzymy wbrew wszystkiemu, że cierpienie może stać się dla nas wielką łaską. Wierzymy, że Bóg nie dopuści nigdy na nas takiego krzyża, którego nie potrafilibyśmy udźwignąć. Pomni jednak na naszą słabość, potrzebujemy jednak Twego wsparcia, pamiętając o słowach Apostoła: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” ( Flp 4,13). Dlatego pokornie prosimy, pomagaj nam dźwigać nasz krzyż. Bądź z nami w ciemnych dolinach naszego życia. Spraw, abyśmy mogli z przekonaniem powtarzać słowa psalmu: “Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (Ps. 23,4). Amen”. ( modlitwa bp Ignacego Deca)

 

Katarzyna Janus

PIERWOTNIE TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W KWIETNIU 2015 ROKU

Spotkałam Miłość

Doświadczenie Bożej Miłości otworzyło mnie na wiarę, stało się jej źródłem, a także początkiem nowego życia. Świat i wszystko to co do tej pory zdawało się mieć tak wielkie znaczenie, zastąpił zachwyt nad przenikającą wszystko Miłością, którą jest Bóg. Zanim jednak otrzymałam tą wielką łaskę, przez bardzo wiele lat poszukiwałam Boga. Syn-marnotrawnyTak się złożyło, że nie otrzymałam prawdziwego chrześcijańskiego wychowania, a jedynie jakiś rodzaj światła, który był tylko wstępem do prawdziwej wiary. Będąc małą dziewczynką byłam kilka razy w Kościele z kimś z rodziny, babcia nauczyła mnie pacierza, przystąpiłam do Pierwszej Komunii, ale mimo to w mojej rodzinie Bóg był tylko jakimś dodatkiem do życia, gdzieś na dalszym planie. We mnie jednak ciągle rodziła się przynaglająca potrzeba odkrycia Boga, wypływająca z jakiegoś rodzaju niepokoju i wewnętrznej pustki. Chciałam naprawdę Go poznać, zrozumieć Kim jest, a przede wszystkim uwierzyć w Jego istnienie. Niestety lata mijały a ja wciąż byłam osobą bardziej poszukującą, niż wierzącą. Obrzędy kościelne, lekcje religii, oddziaływały na mnie tylko w niewielkim stopniu. Bywały jakieś poruszenia serca na Oazie czy na pielgrzymce, ale one nie wypełniły mnie wiarą, Bóg nadal wydawał mi się tylko teoretycznym pojęciem.

Przyszedł czas kiedy założyłam własną rodzinę, wyszłam za mąż, urodziłam dzieci. Wciąż jednak błądziłam, wpadałam w pewien rodzaj skrajności. Po intensywnych praktykach religijnych, których głębi pomimo starań nie umiałam odkryć, przechodziłam do postawy typowej dla osoby „wierzącej – nie praktykującej”. Byłam letnią chrześcijanką, czasem latami nie praktykującą wiary.

Nastąpił jednak czas wielkiej próby…Kiedy miałam niewiele ponad trzydzieści lat, a mój najmłodszy syn zaledwie dziewięć miesięcy, zdiagnozowano u mnie nowotwór. MagdalenaStanęłam w obliczu czegoś co zdecydowanie mnie przerosło. Uświadomiłam sobie, że mogę umrzeć w każdej chwili… bardzo, bardzo się bałam…byłam przepełniona lękiem i rozpaczą. W myśl starego mądrego powiedzenia, że „jak trwoga to do Boga” zaczęłam intensywnie się modlić, chodzić do Kościoła i błagać Boga o życie i wewnętrzny pokój. Niestety wciąż nie było we mnie prawdziwej wiary. Gdzieś w głębi serca coś się tliło, ale nie przekładało się to na moją relację do Boga, On nadal jakby nie istniał. Przyszedł dzień, w którym poczułam wielki żal, że przez całe życie Go szukam, że tak bardzo go teraz potrzebuję, a On zdaje się milczeć. Pytałam w rozpaczy, czemu inni przychodzą do Kościoła, modlą się i czynią to z wiarą? A ja tak nie potrafię. Wielki ból i lęk budziła we mnie myśl, że stoję w obliczu śmierci, a tam po drugiej stronie nie ma nic, tylko pustka. Dziwne więc były te moje pretensje do Kogoś w Kogo istnienie miałam dopiero nadzieję uwierzyć.

Minęły dwa dni, był piątek, zdążyłam już zapomnieć o mojej pełnej skargi i żalu rozmowie z Bogiem. Wieczorem, jak co dzień uklękłam do różańca. Kiedy odmawiałam czwartą bądź trzecią Tajemnicę Bolesną nagle znalazłam się w Miłości, nie było to uczucie, ale stan przebywania w Niej. Miłość ta była potężna a zarazem subtelna i delikatna. Majestatyczna a zarazem pokorna, otaczała mnie i przenikała. Niemożliwa do opisania, byłam w Niej maleńkim pyłkiem, który Ona nieskończenie miłuje. Czas nie istniał, była tylko Miłość, w której przebywałam, trwałam. Nie wiem czy znajdowałam się wtedy w swoim ciele. Przepełniała mnie trwoga a zarazem głębokie szczęście. Kiedy powróciłam, jakby wyrwana z tej nieskończenie wielkiej Mocy, nie mogłam pojąć co właściwie się wydarzyło. Byłam zdumiona jakby oszołomiona tym doświadczeniem, przypomniałam sobie jednak, że kiedyś słyszałam, że to Bóg jest Miłością, uświadomiłam więc sobie, że to w Nim przebywałam. Wkroczyłam w stan nieustającego zachwytu, wielkiego pragnienia przebywania w tej Miłości nieustannie. Nie umiałam i nie chciałam, żyć bez Boga, to życie tu na ziemi stało się tęsknotą za Nim. Wszystko było inne, miłość, którą do tej pory czułam do bliskich zdawała się tylko zwyczajną troską, śmierć przestała przerażać, stała się bramą do przebywania w Miłości. Chciałam tylko wypełniać Wolę Boga, odpowiedzieć swoim życiem na ten dar, jaki otrzymałam. Przyszedł jednak czas kiedy musiałam zejść z mojej Góry Tabor, zmierzyć się z prawdą o sobie… Stopniowo uświadamiałam sobie jak wielka praca przede mną. Okazywało się, że Pan Bóg uchylając przede mną zasłonę z niczego mnie nie zwolnił. To był dopiero początek mojej drogi nawrócenia zbudowanej na wierze wypływającej z tego Spotkania. Krok po kroku odsłaniało się wszystko to co oddzielało mnie od Boga, co wymagało przemiany i uzdrowienia. Intensywność wspomnienia tamtego doświadczenia zacierała się, a życie stopniowo weryfikowało to co naprawdę jest na dnie mojego serca. Czemu Pan Bóg postanowił obdarzyć mnie łaską, której czuję się tak niegodna? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Ale żyję nadzieją, że ostatecznie wypełnię Jego Wolę. Wciąż jestem na drodze nawrócenia, wciąż uczę się przyjmować cierpienie, rozumieć jego sens, oddawać wszystko Bogu, zmagać się ze swoimi słabościami i upadkami. Tym bardziej, że po dziesięciu latach od tego zdarzenia, znów zachorowałam na nowotwór, znów przeszłam trudne leczenie. Tamto doświadczenie pozostaje jednak moją siłą, celem, do którego zmierzam i nadzieją, że nie zmarnuję tej łaski, którą mnie Bóg obdarzył.

 

 

PIERWOTNIE TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W MAJU 2014 ROKU.

Sakramenty – Boże dary

Na co dzień traktujemy Sakramenty jako oczywisty element życia chrześcijańskiego. Przez to bywa, że traktujemy je tylko jako obowiązki, obojętniejemy, popadamy w rutynę. Zdarza się, że niedzielna Eucharystia, czy spowiedź, staje się zwykłą praktyką religijną, pozbawioną radości i nadziei spotkania z Bogiem. A przecież są to wielkie dary kochającego Ojca. Przejaw Jego miłości i miłosierdzia wyrażany w najgłębszy sposób. Według nauki Kościoła Sakramenty święte są to widzialne znaki, które ustanowił Chrystus i przez które daje ludziom niewidzialną Łaskę Bożą. Sakramenty mają moc Bożą, rozpoczynają w nas życie nadprzyrodzone, rozwijają je i strzegą, prowadzą nas w coraz głębsze życie w jedności z Chrystusem, są etapami stopniowej dojrzałości naszej wiary. Każdy z Sakramentów to łaska niezbędna do naszego wzrastania na chrześcijańskiej drodze.

chrzestPierwszym z sakramentów jest Chrzest, jest on obok Bierzmowania i Eucharystii jednym z trzech Sakramentów wtajemniczenia. Chrzest to akt wprowadzenia w życie chrześcijańskie. Czyni on człowieka przybranym Dzieckiem Bożym i członkiem wspólnoty Kościoła. Pomimo naszej ułomności i grzeszności, doświadczamy więc niezwykłego cudu jedności z Bogiem i stajemy się Jego świątynią. Obrzęd Chrztu nie jest więc tylko uroczystym nadaniem imienia, czy okazją do spotkań rodzinnych, ale jest przede wszystkim „zanurzeniem” w Bożej Miłości, przyjęciem daru Ducha Świętego i narodzeniem do nowego życia. Chrzest rozpoczyna nasze życie w bliskości z Bogiem.

bierzmowanieSakrament Bierzmowania jest natomiast darem dopełniającym łaskę Chrztu, jest pogłębieniem i rozwinięciem naszej wiary. Otrzymujemy Ducha Świętego, który podobnie jak na Chrzcie ofiarowuje nam swoje dary. Wchodzimy w dojrzałe życie chrześcijańskie, jest to umocnienie naszej drogi ofiarnego życia dla Jezusa Chrystusa. Tym samym wzmocnieni Duchem Świętym bierzemy pełną odpowiedzialność za nasze chrześcijańskie życie i rozwijanie naszych charyzmatów.

 

eucharystiaSzczególnym zaś Sakramentem jest Eucharystia- Najświętszy Sakrament, gdyż stanowi centrum życia Kościoła. Jest wielkim darem, który napełnia nas miłością, oczyszcza z grzechów powszednich. W Komunii Świętej Chrystus przenika nas swoją obecnością, napełnia i przemienia. Ofiara Chrystusa na krzyżu była krwawą ofiarą, my natomiast uczestnicząc w bezkrwawej ofierze jaką jest Eucharystia, oddajemy Bogu całe nasze życie, nasze cierpienia i radości łącząc je z ofiarą Jezusa. Jest to szczególny dar zjednoczenia, Kościół naucza nas, że: ”przez celebrację Eucharystii jednoczymy się już teraz z liturgią niebieską i uprzedzamy życie wieczne, gdy Bóg będzie wszystkim we wszystkich”. Eucharystia to szczególny moment uwielbienia i dziękczynienia, który rodzi naszą radość i pokój.

spowiedzKolejnym darem Boga dla nas jest Sakrament pokuty. Każdy kto odwrócił się od Miłości Boga, szczególnie wtedy kiedy popełnił grzech ciężki, dzięki temu Sakramentowi może na nowo pojednać się z Bogiem. Można więc powiedzieć, że jest to wyjście Ojca w stronę swojego zagubionego dziecka, to znak, że Bóg nigdy nas nie opuszcza i zawsze mamy otwartą drogę powrotu. Jeśli tylko szczerze żałujemy, jeśli naprawdę mamy wolę poprawy, to Bóg w swoim miłosierdziu, przebaczy nam, oczyści z win i napełni prawdziwą wolnością.

 

namaszczenieW poważnej chorobie, w chwili kiedy nasze życie tu na Ziemi może się zakończyć, Bóg przychodzi do nas z darem Sakramentu Namaszczenia Chorych. Czasem błędnie uważa się, że jest to Sakrament udzielany tylko umierającym, tymczasem jest to Sakrament, który ma przynieść ulgę w cierpieniu lub uzdrowienie. Jest Sakramentem nadziei i pocieszenia, umocnienia w czasie cierpienia, choroby, umierania. Dzięki Namaszczeniu chory jednoczy się w Zbawczej Męce Chrystusa.

Sakramenty są tajemnicą jednoczącą nas z Trójcą Świętą. Darami, które nas umacniającymi, bez których o własnych siłach nie bylibyśmy w stanie dojść do Nieba. Sakramenty posiadają Bożą Moc, pozwalającą nam trwać w Chrystusie, wprowadzają nas w głębie poznania Boga. Musimy jednak pamiętać, że tylko Sakrament przyjęty z wiarą będzie naprawdę skuteczny i przyniesie owoce w naszym życiu. Nasza współpraca z Bogiem jest konieczna. Sakramenty są dla nas zarówno darem jak i zobowiązaniem. To szczególne prezenty Pana Boga, które będziemy „otwierać” przez całe życie, rozwijając Dary Ducha Świętego i pogłębiając naszą relację z Chrystusem. Zawsze kiedy przyjmowany jest Sakrament obecne jest żywe i szczególne działanie Jezusa Chrystusa.

 

K. J.

PIERWOTNIE TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W Kwietniu 2014 ROKU

Przepis na Nowy Rok

aomegaPierwszego stycznia przybywa nam lat, ale też z ciekawością otwieramy pustą kartę Nowego Roku naszego życia. To, co było już się nie powtórzy. Planujemy czas nowego roku od nowa. Marzymy o podróżach, o modnych ubraniach, o remoncie domu, o nowej pracy, o podwyżce. Szukamy miejsc, gdzie jeszcze nie byliśmy, wrażeń i przeżyć, które nie były jeszcze naszym udziałem. Nowy Rok jest okazją do postanowień i życzeń. Staramy się patrzeć z optymizmem w przyszłość, wierząc, że wszystko, co postanowiliśmy spełni się.
To emocjonalne podejście odnawia, odświeża nasze myślenie i zmysły. Gotowi nawet jesteśmy na podjęcie pewnych wyrzeczeń.
Nasze ludzkie doświadczenie, lata naszego życia, które minęły i ten rok, który się zakończył, podpowiadają nam jednak, że łatwo wypalamy się, że codzienne obowiązki temperują nasze zapędy, że życiowa zmienność zaskakuje nas nieprzewidywalnymi zwrotami. Wielu z nas będzie towarzyszyło poczucie zagrożenia, brak pewności, co do materialnych środków na życie. Choroby trwają, problemy nie znikają z końcem minionego roku, kredyty trzeba spłacać, obowiązków przybywa. Dla wielu z nas Nowy Rok jest dalszym ciągiem trudnej egzystencji. Wyobraźnia karmiona jest codziennie informacjami o nieszczęściach i globalnych zagrożeniach, które i w nas wywołują lęk i niepewność jutra.
W cichości jednak wszyscy marzymy, aby nasze życie było jak słynna maszyna perpetuum mobile-napędzane samoodtwarzającą się energią, napełniane niezniszczalną siłą witalną, zawsze w doskonałej kondycji fizycznej i psychicznej, pełne urody, zawsze młode i barwne.
Nauka w chwili obecnej mówi nam, że nie jest możliwa konstrukcja perpetuum mobile. Współczesny świat zaprzecza nieśmiertelności. Wciąż ogłaszane złudne recepty obiecujące wieczną młodość i zdrowie, nie zapewniają ich.
Wiara katolicka mówi nam natomiast, że jest życie wieczne, że dusza jest nieśmiertelna, że nadprzyrodzona rzeczywistość może być naszym udziałem.
Trzeba spróbować w zalewie tanich informacji dostrzec, że Miłość Boga proponuje nam życie pełne szczęścia pomimo codziennych trudności i cierpień. W świetle Bożej Miłości odkrywamy, że życie ma swoją niezwykłą wartość i godność, że człowiek nosi w sobie zdolność do rozwoju i przekraczania siebie, że może być darem dla drugiego człowieka. Jezus, Syn Boży, stał się człowiekiem, uniżył samego siebie, aby nas odkupić i otworzyć nam drogę do zbawienia.
Dostaliśmy drogowskaz, nie tylko na Nowy Rok, ale na całe nasze życie.JChrystus
Jam jest Drogą, Prawdą i Życiem” powiedział do uczniów Pan Jezus (J14,6). Oznacza to dla każdego przyjmującego tę propozycję, że Bóg jest dla nas źródłem siły tak potrzebnej nam w życiu „tu i teraz”.
Ufność i pokora są niezbędnymi postawami w naszej ziemskiej drodze z Jezusem ku pełni naszego życia w wieczności.

 

 

Pierwotnie tekst był opublikowany w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w styczniu 2011 roku.

Tradycja kolędowania w Polsce

Kolędowanie

Kolędowanie

 

Blisko 600 lat temu śpiewano w czas bożonarodzeniowy następującą kolędę:
Zdrów bądź, Królu Anjelski
K’nam na świat w ciele przyszły,
Tyś zajisty Bóg skryty,
W święte, czyste ciało wlity.

Zdrów bądź, Stworzycielu
wszego stworzenia!
Narodził(e)ś się w ucierpienia
Prze swego luda zawinienie.

Zdrów bądź, Panie, od Panny
Jenż się narodził za nie.
Zdrów bądź, Jezu Kryste, Królu!
Racz przyjąci naszę chwałę,

Racz daci dobre skonanie
Prze twej Matki zasłużenie,
Abychom cię wżdy chwalili
Z tobą wiecznie królowali. Amen.

Z pewnością i wcześniej śpiewano po polsku kolędy, ale ta właśnie z 1424 roku zachowała się do naszych czasów i świadczy, jak stary jest to zwyczaj. Zapisał ją w kazaniu na Boże Narodzenie Jan ze Szczekna, magister uniwersytetu praskiego, profesor teologii w Akademii Krakowskiej i spowiednik królowej św. Jadwigi.
Łacińskie słowo „calendae” oznacza pierwszy dzień miesiąca. W szczególności zawsze bardzo uroczyście był obchodzony początek nowego roku kalendarzowego. Tym uroczystościom towarzyszyły pieśni z życzeniami pomyślności i dostatku.
Pierwotnie słowo kolęda oznaczało podarek, dar dla parafii, chodzenie proboszcza z wizytą do parafian i zbieranie darów, chodzenie z szopką po domach. Powszechne było obdarowywanie służby czy poddanych przez panów, biednych przez bogatych. Potwierdzenia tego zwyczaju znajdujemy m.in. w wydatkach dworu króla Władysława Jagiełły, Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta oraz w księgach domowych (sylwach) szlachty i możnowładców. Już w dyplomatycznym Kodeksie Księstwa Mazowieckiego z 1422 roku kolędą nazywano daninę pobieraną przez duchowieństwo w okresie Bożego Narodzenia. Wygłaszano też specjalne bożonarodzeniowe kazania, których zapisy dotrwały do naszych czasów. W nich symbolicznie obdarowywano wszystkie stany często czyniąc aluzje do ich przywar. Przykładowo w takim kazaniu z 1458 roku kaznodzieja „darował” duchowieństwu skowronka, rajcom miejskim żurawia, rzemieślnikom dzięcioła, bogaczom piegżę. Znane są też i inne „podarki”: królowi lwa, duchowieństwu pelikana, szlachcie kwokę.
Kolęda pierwotnie nie była związana z ewangelicznymi przekazami opisującymi przyjście na świat Zbawiciela. Powoli sytuacja się zmieniała wraz z zapotrzebowaniem wiernych i duchowieństwa.
Pieśni o tematyce bożonarodzeniowej początkowo były śpiewane jedynie w liturgii w postaci hymnów, litanii. Początkowo tłumaczono teksty łacińskie lub pisano słowa do melodii psalmów i innych pieśni liturgicznych. Potem, szczególnie w tradycji ludowej, powstawało wiele odrębnych utworów. A w końcu zaczęto komponować specjalne melodie i pisać słowa pieśni bożonarodzeniowych: kolęd śpiewanych w kościołach oraz pastorałek (opisujących życie codzienne i świeckie zwyczaje) śpiewanych w domu
W średniowieczu bardzo popularne stały się misteria, które przybliżały ludziom życie na ziemi Pana Jezusa. Ludzie, w większości nie potrafiący czytać poznawali w ten sposób Pismo Święte.
Ogromną zasługę w rozpowszechnianiu pieśni opowiadających o przyjściu naszego Pana na świat mają zgromadzenia zakonne. W szczególności zakon franciszkanów. To właśnie świętemu Franciszkowi przypisuje się zorganizowanie 24 grudnia 1223 roku pierwszej szopki i żłóbka w ubogiej wiosce Greccio. Zachował się opis Tomasza z Celano (przyjaciel i biograf św. Franciszka) świętowania Bożego Narodzenia prowadzonego przez Biedaczynę z Asyżu.
Pierwsi franciszkanie pojawili się w Polsce już w XIII wieku.
Właśnie w zakonnych graduałach (księgach z pieśniami na cały rok liturgiczny) zachowało się wiele melodii i słów kolęd. Czasami do tej samej melodii powstawało niezależnie kilka tekstów.
W XV wieku pieśni dotyczące Bożego Narodzenia nazywano rotułami, w późniejszych wiekach kantyczkami. Nazwę kolędy dla tych utworów zaczęto używać dopiero w XVII wieku.
Kolędy średniowieczne mające rodowód ludowy były żywe i wesołe, często na melodie mazurów, kujawiaków. Z biegiem wieków nabierały dostojeństwa i powagi, śpiewano je na melodie chorałów, hymnów, uroczystych polonezów i paradnych marszów.
W Polsce z okresu średniowiecza zachowało się 9 kolęd, z wieku XVI około 100, w tym śpiewana do dzisiaj „Anioł pasterzom mówił”. Z wieku XVII pochodzą kolędy „W żłobie leży”, „Przybieżeli do Betlejem”, „Nowy Rok bieży”. Kolejny wiek przyniósł niezwykle popularne i dziś kolędy: „Jezus malusieńki”, „Lulajże Jezuniu”, „Ach, ubogi żłobie”, „Bóg się rodzi”, „Tryumfy Króla niebieskiego”. O niektórych kolędach warto napisać.

Pieśń „Przybieżeli do Betlejem” znalazła się w wydanych w Krakowie w roku 1630 „Symfoniach anielskich” Jana Żabczyca, zawierających teksty 36 kolęd „pasterskich”. Kołysanki z XVIII wieku: „Gdy śliczna Panna” i śpiewana na melodię rzewnego kujawiaka „Jezus malusieńki” były bardzo popularne w żeńskich zakonach. Żyjący w XVI/XVII wieku kaznodzieja Piotr Skarga napisał tekst kolędy „W żłobie leży” do melodii poloneza tańczonego na dworze króla Władysława IV.
Pod koniec XVIII wieku poeta doby stanisławowskiej Franciszek Karpiński ułożył słowa uroczystej kolędy„Bóg się rodzi” do melodii poloneza koronacyjnego królów polskich. Ten właśnie utwór rozpoczyna najczęściej Pasterkę.
W 1849 roku piękny tekst „Mizerna cicha, stajenka licha” napisał poeta Teofil Lenartowicz. Śpiewamy ją na melodię kołysanki.
W 1838 r. ukazał się pierwszy zbiór kolęd, czyli „Wielki śpiewnik kościelny” księdza Marcina Mioduszewskiego, a w nim zbiór „Pieśni o Bożym Narodzeniu”.
W 1834 roku Fryderyk Chopin napisał Scherzo h – moll, w którym brzmi wpleciona melodia słodkiej kołysanki „Lulajże Jezuniu”. Słowa tej kolędy wplótł w swój wiersz „Przed zapaleniem choinki” Konstanty Ildefons Gałczyński:

„(…) Jest cicho. Choinka płonie.
Na szczycie cherubin fruwa.
Na oknach pelargonie,
Blask świeczek złotem zasnuwa,
A z kąta, z ust brata płynie
Kolęda na okarynie.

Lulajże, Jezuniu,
Moja perełko,
Lulajże, Jezuniu
Me pieścidełko”.

Kartka z koledowaniaUtwory kolędowe, zarówno słowa jak i melodie są ważnym działem twórczości polskiej. Mają one charakter narodowy, śpiewane są na melodie zaczerpnięte z folkloru różnych regionów Polski. Usłyszymy melodie poloneza, mazurka, oberka, krakowiaka, kujawiaka. Od dawnych wieków pisane są w języku polskim. W okresach zaborów dla wielu pokoleń Polaków były pieśniami patriotycznymi, symbolem narodowym, ostoją polskości i pozwalały zachować ducha narodowego.
Adam Mickiewicz, w wykładach z literatury słowiańskiej (1841) mówił: „Nie wiem, czy jaki inny kraj może się pochlubić zbiorem podobnym do tego, który posiada Polska… Mówię o zbiorze Kantyczek… Uczucia w nich wypowiedziane, uczucia macierzyńskie, gorliwej czci Najświętszej Panny dla Boskiego Dzieciątka, są tak delikatne i święte, że tłumaczenie prozą mogłoby je spospolitować. Trudno by znaleźć w jakiejkolwiek innej poezji wyrażenia tak czyste, o takiej słodyczy i takiej delikatności”.

Pierwotnie tekst był opublikowany w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w styczniu 2014 roku.

Ręka Boga

Na rusztowaniu wysokości czteropiętrowego budynku stoi odgięty w tył lub leży człowiek i pokrywa freskami sklepienie wielkości 1/3 boiska do piłki nożnej. I tak maluje, praktycznie sam, przez 4 lata. Pracuje w systemie dniówkowym gdyż pokryta świeżym tynkiem ściana musi być zamalowana w ciągu 12 godzin, aby farby związały się z podłożem. Ten człowiek przed wejściem na rusztowania długo przygotowywał się do pracy w pracowni. Każda scena do namalowania została narysowana w skali1:1 na kartonie. Kontury obrazu zostały podziurkowane, arkusz przyklejany jest do ściany i sadze lub utarty na pył pigment są wtłaczane przez malutkie otworki. Dopiero po pojawieniu się konturów na murze artysta wielokrotnie pokrywa je farbami. Oczywiście wcześniej teologowie, doradcy papieża i sam malarz opracowali cały projekt malowidła. Artysta wielokrotnie skarżył się w listach do ojca na cierpnie fizyczne, jakie mu towarzyszyło przy pracy.
W 2012 roku minęło 500 lat od zakończenia prac nad freskami.
Artystą, którego dzieło nieustannie zachwyca przybywających do kaplicy, to Michał Anioł Buonarroti. A jego dzieło to freski w Kaplicy Sykstyńskiej w Watykanie.

Gdy Michał Anioł przystępował do pracy kaplica funkcjonowała od ponad 30 lat (została wybudowana w latach 1475-1483 na zlecenie papieża Sykstusa IV). Jej ściany pokryte były freskami przez największych włoskich artystów, takich jak: Botticelli, Perugio, Luca Signorelli, Pinturicchio czy Ghirlandaio (nauczyciel Michała Anioła). Przedstawili oni na podstawie Starego Testamentu historię Mojżesza (m.in. Mojżesza z gorejącym krzakiem, Mojżesza na górze Synaj, Przejście przez Morze Czerwone) oraz na podstawie ksiąg Nowego Testamentu historię Jezusa Chrystusa (m.in. Chrzest Jezusa, kuszenie Chrystusa, Kazanie na Górze, Ostatnia Wieczerza). Kaplica była przeznaczona na najważniejsze uroczystości w Watykanie, odprawiano w niej uroczyste msze święte, a od 1492 roku odbywało się w niej konklawe wybierające kolejnych papieży.
Papież Juliusz II zatrudnił Michała Anioła, uznanego rzeźbiarza, do budowy swojego wspaniałego grobowca w nowobudowanej bazylice watykańskiej. Planował wykonanie przez Michała Anioła 40 posągów. Artysta zaangażował się w prace, sam wybierał w kamieniołomach Carrary bloki marmuru. Nigdy dzieła nie zrealizował gdyż Juliusz II …zmienił plany. Mistrz był dotknięty, gdyż rzeźba była jego ulubionym tworzeniem. Miał już na koncie kilka wspaniałych dzieł jak chociażby posąg Dawida i słynną Pietę stojąca dziś w bazylice św. Piotra.
Kilka lat potem papież zatrudnia Michała Anioła do pokrycia freskami sklepienia Kaplicy Sykstyńskiej. Artysta nie jest freskarzem, ma tylko 2 letnie studium malarstwa. Podejmuje się wykonania tego dzieła. Kończy je a po 23 latach wraca do Kaplicy Sykstyńskiej, aby na zamówienie papieża Klemensa VII namalować nad ołtarzem ogromny fresk Sąd Ostateczny.
Prace w Kaplicy Sykstyńskiej wycisnęły głębokie piętno na artyście. Pod koniec swojego długiego, bo prawie 90. letniego życia, gdy zaczął tworzyć poezje, w sonetach znów opisywał cierpienia duchowe i fizyczne, które towarzyszyły mu w trakcie pracy nad freskami w Kaplicy Sykstyńskiej.
Genialny malarz, rzeźbiarz i architekt w 9. głównych freskach uwiecznił sceny począwszy od stworzenia świata, stworzenia człowieka, poprzez grzech pierworodny do biblijnego potopu. Choć nie zachowały się źródła to potwierdzające, artysta musiał wyliczać, jaką wielkość muszą mieć postaci na różnych planach, aby wchodzący do Kaplicy widział je jednakowej wielkości.
Gdy przed wieloma laty zwiedzałam Kaplicę Sykstyńską trwały prace nad renowacją fresków Michała Anioła. W ogromnym, stosunkowo ciemnym wnętrzu, na sklepieniu pozostającym w większości w barwach żółto- brązowo-ugrowych pojawiały się barwne, wręcz krzykliwe w porównaniu z dotychczasowymi, oczyszczone z pyłu, sadzy, przebarwień oryginalne freski Michała Anioła. Dopiero w 1999 roku zwiedzający mogli ocenić jak doskonałym kolorystą był renesansowy twórca. Znawcy malarstwa odnajdą w malowidłach elementy manieryzmu a nawet sztuki baroku.
Przywrócenie po kilkuset latach pierwotnego wyglądu dzieła zawdzięczamy pracy włoskich konserwatorów i pieniądzom japońskiej telewizji. Prace trwały ponad 10 lat. W kaplicy nie wolno robić zdjęć, Japończycy mają wyłączność na pokazywanie reprodukcji fresków. Podnoszą się głosy, że 5 mln zwiedzających obiekt rocznie stanowi też zagrożenie dla genialnego dzieła.Reka Boga
Jeden z fresków przykuwa uwagę w sposób wyjątkowy. Jest utrwalany od lat w świadomości przez niezliczone reprodukcje i przeróbki.
To fresk „Stworzenie Adama”.
Porusza on moje serce i wyobraźnię za każdym razem. Mam w szufladce od ponad 20 lat przechowywaną kartę z reprodukcją tylko dwóch rąk: Adama–człowieka i Boga. Wyjmuję ją, gdy słabną moje siły życiowe, gdy codzienne problemy przytłaczają a rozum nie podpowiada rozwiązań. Wyjmuję ją też dla przeżycia chwili radości, przyjemności patrzenia na boski akt stworzenia mnie samej, człowieka takiego jak Adam. Uśmiecham się wewnętrznie i każdorazowo spływa na mnie błogi spokój. Jestem dziełem Boga, nie przypadkowym tworem, nie skutkiem eksperymentu, nie zabawką, którą się porzuca. Jestem dzieckiem Bożym. Michał Anioł malując te dwie dłonie oddał w genialny sposób ideę boskiej wszechmocy i miłości do człowieka. Wyraził to, że bez iskry boskości, która wlewa się i wnika w człowieka, ten pozostałby słabym, bezwolnym tworem. Malarskie przedstawienie daru stworzenia przez Boga pierwszego człowieka jak i wszystkich ludzi po wszystkie czasy, jest dla mnie czymś niezwykłym. Zmusza mnie do spoglądania z pokorą na swoje życie i dziękowania za ten akt stwórczy i jego skutki dla mnie osobiście. Przepełnia mnie taka radość z tego faktu, że nie lękam się zobowiązania do dobrego życia, jakie jest konsekwencją stworzenia człowieka na obraz i podobieństwo Boga. Chce mi się tak żyć, aby spotkać się z Miłującą Wszechmocą.

Pierwotnie tekst ukazał się w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w grudniu 2013 roku.

Święto Podwyższenia Krzyża Pańskiego

krzyswiety14 września obchodzimy w Kościele Święto Podwyższenia Krzyża Pańskiego. Zastanawiałam się czasami, dlaczego „podwyższenia”. Bardziej pasowało mi określenie „wywyższenia”. Sytuacja się zmieniła, gdy wakacyjne wędrówki zaprowadziły mnie na Warmii do Chwalęcina- Sanktuarium Podwyższenia Krzyża. Polichromia w kościele opowiadała historię znalezienia Krzyża, na którym skonał Jezus Chrystus. Choć odnalezienia Krzyża Świętego nie można udokumentować w naukowym tego słowa znaczeniu, to o samym fakcie pisała w IV wieku chrześcijańska pątniczka Egeria nawiedzająca święte miejsca a potem w VIII-IX wieku Teofanes Wyznawca i Nicefor patriarcha Konstantynopola.
Pierwsze wieki chrześcijaństwa spłynęły krwią wyznawców Chrystusa, którzy byli prześladowani przez 300 lat. Przełom nastąpił w 326 roku, gdy Helena, matka cesarza Konstantyna Wielkiego wyruszyła z pielgrzymką do Ziemi Świętej i gdzie z jej polecenia poszukiwano na wzgórzu Golgoty szczątków krzyża. Znaleziono w starej cysternie na wodę pozostałości 3 krzyży, gwoździe i tabliczkę. Cudowna moc uzdrawiania chorych wskazała krzyż Jezusa.
Drzewo Krzyża Pańskiego zostało podzielone na trzy główne relikwie. Największa część została w Jerozolimie w wybudowanej przez syna św. Heleny Konstantyna Bazylice Grobu Pańskiego i Zmartwychwstania (obiekt obejmuje grób i Golgotę). Drugą wysłano do Rzymu i umieszczono potem w bazylice Santa Croce del Gerusalemme, ufundowanej przez papieża Sylwestra I a trzecią przekazano do Konstantynopola, gdzie ostatecznie w 537 r. spoczęła w pięknej świątyni Hagia Sophia ufundowanej przez cesarza Justyniana Wielkiego.
Persowie zrabowali relikwię w Jerozolimie, ale została ona „odbita” przez cesarza Herakliusza i triumfalnie, choć z pokorą (władca zrzucił insygnia władzy i wkraczał do miasta boso z relikwią Krzyża na ramieniu) została zwrócona Jerozolimie. Działo się to 14 września i potem przez wiele stuleci na pamiątkę tego wydarzenia była otwierana Złota Brama w Jerozolimie (otwierano ją jeszcze tylko w Niedzielę Palmową).
W czasie uroczystości w bazylice Grobu Pańskiego upamiętniających zdarzenia odnalezienia (3 maja) i powrotu relikwii do Jerozolimy (14 września) odprawiano obrzęd hypsosis, co oznacza po grecku wyniesienie, podwyższenie. Relikwie Drzewa Krzyża były podnoszone w czterech miejscach świątyni dla adoracji przez zebranych wiernych.
Reforma liturgiczna w 1969 roku połączyła oba święta pod datą 14 września.
Burzliwe były losy relikwii Drzewa Świętego. Ten sam Herakliusz uciekając przed kolejnym najazdem wywiózł relikwię jerozolimską do Konstantynopola gdzie spoczęła w Hagia Sophia obok relikwii bizantyjskiej. W X wieku relikwia jerozolimska została przekazana księciu Rusi Kijowskiej Włodzimierzowi, który przyjął wiarę katolicką i ochrzcił się w Chersonezie Taurydzkim, dawnej greckiej kolonii na Krymie. Jego syn, Jarosław Mądry zbudował w Kijowie sobór Mądrości Bożej, „matkę wszystkich cerkwi na Rusi”, wzorowaną na Hagia Sophia i w niej umieścił drogocenną relikwię Krzyża Świętego. W XIII wieku relikwia bizantyjska została przekazana do Cortony w Toskanii, do klasztoru franciszkańskiego.Procesja
Czas i sposób dotarcia jednej z głównych relikwii Krzyża do Polski jest trudny do udowodnienia. Relikwie były cenne, stanowiły o randze i ważności zgromadzenia czy władcy, który je posiadał. W celu podniesienia ważności zakonu, posuwano się nawet do niezgodnych z faktami zapisów w kronikach. Ostatnie badania zdają się wskazywać, że do Polski dotarła relikwia jerozolimska. Przywiózł ją w 1420 roku dominikanin, biskup Andrzej, (którego istnienie kwestionowano aż do znalezienia w 1995 roku jego pochówku w dominikańskiej bazylice w Lublinie). Słynące licznymi cudami Drzewo Krzyża Pańskiego z bazyliki Dominikanów w Lublinie zostało skradzione w 1991 roku i do dziś nie odnaleziono sprawców. Zapisane w annałach największe cuda za przyczyną tychże relikwii, to ochrona przed morowym powietrzem w 1592 roku, ocalenie miasta w 1649 roku przed najazdem Bohdana Chmielnickiego, klęskę w 1651 roku wojsk kozackich pod dowództwem pułkownika Daniela Neczaja, opanowanie pożaru miasta w 1719 roku, wygaśniecie epidemii cholery w 1853 roku i wiele innych cudownych interwencji.
Oprócz tych trzech głównych relikwii, były i mniejsze. Jedna z nich dotarła na ziemie polskie najprawdopodobniej już w XII wieku. Otrzymali ją benedyktyni budujący ufundowany przez króla Bolesława Krzywoustego klasztor na górze o nazwie Łysiec w paśmie Łysogór. swietykrzyzJest to najstarsze polskie sanktuarium narodowe (pierwotnie Świętej Trójcy a od XV w. Krzyża Świętego). Góra została nazwana po prostu Świętym Krzyżem, pasmo – Górami Świętokrzyskimi a szlak – Królewskim z racji pielgrzymek naszych władców w ważnych chwilach dziejowych ich panowania i modlitw zawierzających Krzyżowi losy państwa polskiego i narodu (Władysław Łokietek, Władysław Jagiełło, Kazimierz Jagiellończyk, Zygmunt Stary z żoną Boną i dziećmi, Zygmunt August).
Ślady kultu i symboliki relikwii Drzewa Krzyża Świętego odnajdziemy w postaci podwójnego złotego krzyża w herbie benedyktynów, jak i w godle Węgier czy Słowacji. Krzyż patriarchalny był też w herbie Bizancjum ze stolicą w Konstantynopolu.
Istotę czci i miłości, jaką wierni przenieśli przez stulecia dobitnie wyrażają słowa proboszcza powstałego w stanie wojennym kościoła pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego w Kłodzku.
„Wobec Krzyża, który prawie 2000 lat temu został wpisany w dzieje ludzkości, nie można przejść obojętnie. To Chrystus, przyjmując jego ciężar, ból i śmierć na nim zmienił kwalifikację jego wartości ze znaku hańby na znak odkupieńczej miłości Boga względem człowieka. Dzisiaj człowiek przez wiarę i miłość do Boga opowiadając się za znakiem Krzyża, włącza siebie i ludzkość w dzieło zbawienia. Delikatne zaproszenie:, „Kto chce iść za mną, niech weźmie swój Krzyż…” honoruje ludzką wolność, ale też czyni każdego z nas odpowiedzialnym za swoje zbawienie. Od Krzyża nie można uciec, bo albo zatraci się całą nadzieję i sens życia – odrzucając go albo uczyni się z niego bramę do zrozumienia przebaczającej miłości Pana Boga – przyjmując go. Dlatego zawołanie: „Ave crux. spes unica” – Witaj Krzyżu, Jedyna Nadziejo – jest najgłębszym zrozumieniem Krzyża, jako znaku zbawienia, nadziei i miłości” (ks. Ryszard Dominik).

Pierwotnie tekst ukazał się w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim we wrześniu 2012 roku

Jan III Sobieski – król, mąż, wyznawca

król Jan III SobieskiMija 331 lat od dnia, który zmienił historię Europy. 12 września 1683 roku król Polski Jan III Sobieski stoczył zwycięską bitwę z kilkakrotnie liczniejszą armią turecką pod Wiedniem.
Któż nie zna jego słów: ”Venimus, vidimus et Deus vicit (Przybyliśmy, zobaczyliśmy i Bóg zwyciężył)” napisanych w noc po wiktorii wiedeńskiej do papieża Innocentego XI oraz tych, które napisał do swojej żony Marysieńki „Bóg i Pan nasz na wieki błogosławiony dał zwycięstwo i sławę narodowi naszemu, o jakiej wieki przeszłe nigdy nie słyszały”.
Jan Sobieski pochodził z rodu Sobieskich z Sobieszyna (obecnie województwo lubelskie). Jego ojciec, Jakub Sobieski, pod koniec życia był kasztelanem krakowskim. Był prawnukiem hetmana wielkiego koronnego Stanisława Żółkiewskiego (spokrewniony z Żółkiewskimi po matce Zofii Teofili z Daniłowiczów). Dzieciństwo spędził w rezydencji pradziada w Żółkwi (obecnie na Ukrainie).
Po odebraniu starannego wykształcenia w Polsce i za granicą (studiował filozofię, znał język łaciński, francuski, niemiecki, włoski) wraz z bratem Markiem powrócił do Polski w 1648 roku na wieść o wybuchu powstania Chmielnickiego. Obaj zaciągnęli się do wojska i jako rotmistrze, na czele własnych chorągwi husarskiej i kozackiej rozpoczęli swoją wieloletnią karierę wojskową i polityczną. Sławę w świecie i koronę Rzeczypospolitej przyniosła Janowi Sobieskiemu wyprawa na czambuły tatarskie, kiedy to używając swej trzytysięcznej jazdy pokonał kilkudziesięciotysięczne wojska tatarskie uwalniając 44 000 ludzi z jasyru oraz brawurowe zwycięstwo w 1673 nad 30 000. armią turecką pod Chocimiem, zaledwie rok po pokonaniu Tatarów.
Jan III Sobieski panował 22 lata. Był zręcznym politykiem, dyplomatą a przede wszystkim dbał o polską rację stanu.
Wykorzystując swoje wielkie doświadczenie wojenne Sobieski zreformował wojska Rzeczypospolitej, zmieniając ich organizację i wyposażenie. Zwiększyło się znaczenie artylerii i dragonii, w ataku ciężkozbrojna husaria pozostawała główną siłą. Pod koniec swojego panowania Sobieski zlecił budowę potężnych, nowoczesnych umocnień na granicy z Portą – Okopów Św. Trójcy i Szańców Panny Maryi.
W polityce zagranicznej starał się chronić Rzeczpospolitą przed wykrwawiającymi wojnami z Turcją a poprzez polityczne sojusze odebrać Brandenburgii Prusy Książęce a Habsburgom Śląsk. Zwycięzca spod Chocimia jako pierwszy widział zagrożenie dla ojczyzny ze strony Rosji i ówczesnej Brandenburgii (późniejsze Królestwo Prus). Miał też król plany reform wewnętrznych: zniesienie liberum veto, usprawnienie sejmu, wzmocnienie władzy królewskiej, 100-tysieczne wojsko zaciężne, dziedziczność tronu lub przynajmniej zasada vivente rege.
Nie zrealizował ich gdyż jak to bywa w polityce wrogowie stali się sojusznikami (elektor Brandenburgii i król Francji Ludwik XIV) a i opozycja wewnętrzna magnaterii była bardzo silna.
Od 1665 był żonaty z Marią Kazimierą d’Arquien, zwaną Marysieńką, córką francuskiego markiza Henryka d’Arquien, wdową po wojewodzie sandomierskim, Janie Sobiepanie Zamoyskim.
Ród_SobieskichKról Jan III Sobieski był też mecenasem kultury: opiekował się znanymi architektami (Tylmanem z Gameren, Augustynem Loccim i innymi), humanistami (Wespazjanem Kochowskim, Joachimem Pastoriusem), matematykami i astronomami (Janem Heweliuszem, Adamem Kochańskim). Wielu nobilitował. Był honorowym członkiem pierwszego na świecie towarzystwa geograficznego Accademia cosmografica degli argonauti, założonego przez weneckiego franciszkanina Vincenza Marię Coronelliego. Zgromadził dużą bibliotekę. Wybudował pałac w Wilanowie, ufundował kościół kapucynów (jako wotum za wiktorię wiedeńską, gdzie spoczywa jego serce) i kościół św. Kazimierza (sakramentek) na Nowym Mieście w Warszawie (kolejne wotum) oraz Kaplicę Królewską w Gdańsku. Przebudował również jedną z kamienic na lwowskim rynku. Historię panowania, opis króla, jako człowieka i męża, niuanse polityki królewskiej opisał w książce „The History of Poland” wydanej w 1698 roku w Londynie, wieloletni lekarz, opiekun i powiernik króla, Irlandczyk Bernard O’ Connor.
Król Jan III Sobieski ruszył pod Wiedeń bronić Europy przed zalaniem przez turecką potęgę realizując zapis sojuszu, jakim był związany. Uważał, że musi tak postąpić, aby Turcja nie opanowała południa Europy i tak urosła w siłę, że stałaby się nie do pokonania. Oznaczałoby to koniec cywilizacji łacińskiej – koniec ówczesnego świata. Była więc i polską racją stanu obrona kultury chrześcijańskiej wyrosłej na fundamencie prawa rzymskiego, czyli obrona Krzyża.
Na pamiątkę zwycięstwa nad armią Imperium Osmańskiego papież Innocenty XI ustanowił dzień 12 września świętem Imienia Najświętszej Maryi Panny. Liczne znaki wdzięczności są świadectwem, że mocą Boga i Jej Imienia osiągnięto zwycięstwo. W Rzymie przy Forum Trajana zbudowano kościół Imienia Najświętszej Maryi Panny z obrazem Matki Bożej Zwycięskiej. Papież Innocenty XI polecił wybić medal na cześć polskiego króla i nadał mu tytuł Obrońcy Wiary (Defensor Fidei) a w swoim rodowym herbie Odescalchich dokonał zmiany czarnego orła na białego w koronie.
W Warszawie nieduża figura Matki Boskiej Passawskiej na Krakowskim Przedmieściu w pobliżu kościoła św. Anny upamiętnia wiktorię wiedeńską Jana III Sobieskiego.
Wielu czytających różne relacje i opisy wyprawy wiedeńskiej może zadziwić codzienne uczestnictwo we mszy świętej, nawiedzanie kościołów w drodze pod Wiedeń a w drodze powrotnej pozostawianie w nich wotów dziękczynnych. A przecież Jan II Sobieski był członkiem Sodalicji Mariańskiej a przez to przede wszystkim rycerzem Maryi. Przed bitwą i w czasie niej duchowym przewodnikiem króla i żołnierzy był włoski kapucyn Marek z Aviano (beatyfikowany w 2003 roku), ustanowiony legatem papieskim i misjonarzem Stolicy Apostolskiej pod Wiedniem. To dzięki jego zabiegom dyplomatycznym Jan III Sobieski został głównodowodzącym wojsk sprzymierzonych.
W sam dzień bitwy, o świcie, o. Marek odprawił w zrujnowanej kaplicy klasztoru kamedułów Mszę św. dla króla i dowódców. Jan III z synem Jakubem służyli do Mszy. Wszyscy obecni w kaplicy przyjęli Komunię św. Po Mszy o. Marek odmówił specjalną modlitwę. Był też obecny na polu walki pośród walczących, dodawał otuchy i z uniesionym krzyżem odmawiał słowa egzorcyzmu „Ecce crux Domini, fugite partes adversae – Oto krzyż Pana, uciekajcie wrogie siły”.
Po zwycięstwie król napisał do żony Marii Kazimiery oczekującej na Wawelu wraz z dworem i nuncjuszem papieskim wieści z pola bitwy: „Padre z Aviano, który mnie nacałować nie mógł, powiada, że widział gołębicę białą nad wojskami się naszemi przelatującą”.
To właśnie o. Marek z Aviano powiedział królowi, że „Bóg dał nam victorię, a męstwo Waszej Królewskiej Mości ją wywalczyło” a w liście do papieża Innocentego XI stwierdził, że wyzwolenie Wiednia nastąpiło „w sposób cudowny”.
W roku 2012 w czasie rocznicowych uroczystości kardynał K. Nycz wzywał do obrony europejskiej tożsamości. Opierając się na słowach św. Jana Pawła II o dziedzictwie Europy opartym na trzech wzgórzach: Akropolu, Kapitolu i Golgocie, wzywał „Nie wolno nam się tych filarów wyrzec”.

Pierwotnie tekst był opublikowany w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium
Bożego Miłosierdzia w Ożarowie Mazowieckim we wrześniu 2013 roku

14 Świętych Wspomożycieli

Drużyna Dzieciątka Jezus

Wyobraźmy sobie, że przenosimy się w14wsp- czasie i przestrzeni. Jesteśmy ponad 500 km na zachód od Wrocławia na terenie opactwa cystersów w miejscowości Langheim w południowej części Niemiec, we Frankonii. Jest rok 1446. Pasterzowi Hermannowi Leichowi trzykrotnie ukazuje się Dzieciątko Jezus na łące. Dzieciątko otoczone jest przez czternaścioro innych dzieci w biało–czerwonych szatach z czerwonymi krzyżami w sercach. Dzieciątko Jezus przedstawiło pasterzowi swoich Towarzyszy – Czternastu Świętych Wspomożycieli w potrzebie i poprosiło o wybudowanie kościoła im poświęconego w miejscu objawień. Jezus potwierdził, że wstawiennictwo u Boga Świętych Wspomożycieli jest wyjątkowo skuteczne i polecił modlącym się, aby zawierzali im swoje troski i trudności, potrzeby i choroby.
Pasterz Hermann opowiadał o swoich widzeniach w domu, w wiosce oraz o. Bernardowi – opatowi klasztoru cystersów. Czasy były trudne, epidemie i morowe powietrze przetaczały się w średniowieczu przez Europę, ludzie byli biedni. Opat Bernard odpowiedział na prośbę Dzieciątka Jezus i zdecydował o wybudowaniu kaplicy w miejscu objawień. Rozumiał też, że ludzie poszukują opieki i poczucia bezpieczeństwa wobec zagrożeń życia codziennego.
Kult Czternastu Wspomożycieli szybko rozwijał się (w Langheim po kilku latach powstało probostwo i bractwo Świętych Wspomożycieli) i przekraczając granicę południowych Niemiec, zawędrował do Czech i na Śląsk za przyczyną cystersów. Na Śląsku w 1633 roku wydano, a w 1693 wznowiono specjalny modlitewnik pod tytułem „Pomoc w 14wsp-2potrzebie, czyli życie Jezusa, Maryi i Józefa wraz ze śmiercią i cudownym oddziaływaniem 14 wspomożycieli”. Zawierał on biogramy Świętych przybliżające ich życie oraz miedzioryty z ich przedstawieniami. Pomocą było też dzieło z 1270 roku włoskiego dominikanina, biskupa Jakuba de Voragine, „Złota legenda”, zawierające żywoty świętych i legendy hagiograficzne ułożone według kościelnego kalendarza (w Polsce wydane zostały 143 edycje a jednym z tłumaczy był Leopold Staff).
Większość z 14 Świętych Wspomożycieli żyła na przełomie III i IV wieku za panowania cesarza Dioklecjana, w czasach krwawych prześladowań chrześcijan i poniosła męczeńską śmierć. To święci wspólni dla Kościoła wschodniego i zachodniego.
„Do czternastu wspomożycieli zalicza się znanych nam wszystkim świętych: Krzysztofa, Barbarę, Katarzynę, Małgorzatę i Jerzego. Mniej znani to: Achacy, Błażej, Cyriak, Dionizy, Erazm, Eustachy, Idzi, Pantaleon czy Wit. W zależności od związanych z nimi opowieści, święci stawali się patronami różnych spraw. Dobrze nam znany jest św. Krzysztof, którego imię oznacza „niosący Chrystusa”. Jest on patronem przewoźników, kierowców oraz wszystkich wędrowców. Święty Wit, który uzdrowił chorego na padaczkę syna Dioklecjana, stał się patronem chorych na epilepsję, a do świętego Idziego modliły się bezpłodne pary. Za jego wstawiennictwem urodził się Bolesław Krzywousty, a jego rodzice, Władysław Herman i Judyta Czeska, ufundowali później u stóp Wawelu kościół pod jego wezwaniem. Większość katolików, którym jest udzielane błogosławieństwo św. Błażeja dwoma skrzyżowanym świecami nie wie, że ów święty stał się patronem od bólu gardła, gdyż uzdrowił w cudowny sposób chłopca duszącego się połkniętą ością.
Święta Katarzyna przekonała do wiary chrześcijańskiej pięćdziesięciu uczonych, których zadaniem było wykazanie, że się myli. Została patronką wielu zawodów, a szczególnie uczonych. Jest uznawana za najpotężniejszą wśród wspomożycieli, a jej kult był tak wielki, że poświęcono jej zwrotkę w pieśni Bogurodzica.
Święta Barbara została ścięta mieczem przez własnego ojca. Jej niezwykła odwaga spowodowała, że uznano ją za patronkę dobrej śmierci, a szczególnie ludzi będących w niebezpieczeństwie śmierci, a więc górników, saperów czy artylerzystów” (http://www.otonysa.pl/news.php?id=33356). Wspólne wspomnienie obchodzone jest lokalnie 8 lipca lub 8 sierpnia a poszczególni święci mają swoje dni w kalendarzu liturgicznym.

Na Śląsku łączono przedstawienie Czternastu Wspomożycieli z wizerunkiem Świętej Rodziny, jako Trójcy Stworzonej.

Kościoły pod wezwaniem 14 Wspomożycieli znajdują się w Lubawce, Trzebnicy a ołtarze lub obrazy np. w Krzeszowie, Nysie, Kłodzku, Oleśnie Śląskim.

Kult 14 Świętych Wspomożycieli upadł po sekularyzacji zakonu cystersów w 1810 roku, gdy majątek zgromadzenia przeszedł na własność rządu pruskiego.

W Niemczech na miejscu objawień stoi zbudowana w XVIII wieku bazylika Czternastu Świętych Wspomożycieli.Zaliczana jest do pereł architektury rokokowej. Miejscowość nosi obecnie nazwę Vierzehnheiligen czyli dosłownie 14 Świętych. Do bazyliki wierni pielgrzymują z prośbami do świętych patronów tego kościoła. Przybywają też, aby oddać cześć Dzieciątku Jezus, jedynemu Wspomożycielowi otoczonemu swoimi świętymi.14wsp-oltarz
Od grudnia do lutego można oglądać w bazylice Czternastu Świętych Wspomożycieli w Vierzehnheiligen (Górna Frankonia, diecezja Bamberg) szopkę. Bazyliką i pielgrzymami opiekują się ojcowie franciszkanie.

Tu na ziemi wojujecie
i triumfalnie zwyciężacie
diabła, ciało i świat.
O, wszechwładni Wspomożyciele! […]
Z piekła złość się wylewa
a diabeł czynami szaleje
z całej siły przeciw wam.
O, wszechwładni Wspomożyciele!
Oni wyśmiani teraz muszą
leżeć wszyscy u waszych stóp:
królestwo ich przepadło całe.
O, wszechwładni Wspomożyciele!”.
Warto zwracać się do 14 Świętych Wspomożycieli w trudnych sytuacjach życiowych, zwłaszcza w chorobach.

 

Pierwotnie tekst ukazał się w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w listopadzie 2013 roku

Jestem obdarowany, jestem wierny

 

Minął okres Pierwszej Komunii Świętej, Sakramentu Bierzmowania oraz Mszy Prymicyjnej w naszej parafii.
Co łączy te uroczystości?
To 3 z 7 Sakramentów Świętych, a właściwie 5, bo Chrzest i Sakrament Pojednania są też udziałem świętujących osób.
Pomyślałam, że spróbuję przyjrzeć się, czym są te szczególne dary Jezusa Chrystusa.
Zamysł pisania tego tekstu wywołał we mnie falę wspomnień dotyczącą mojej Komunii i Bierzmowania. Co pamiętam z tych uroczystości? Co wtedy przeżywałam? Jakie miało i czy w ogóle miało dla mnie znaczenie przyjęcie tych Sakramentów?

Ze swojej Pierwszej Komunii pamiętam śpiewany w kolegiacie hymn Veni Creator. Śpiewanie w kościele „O Stworzycielu, Duchu przyjdź” napełnia mnie do dziś nieuzasadnioną radością i żalem, że tak rzadko śpiewamy tę uroczystą pieśń. Pamiętam jeszcze wchodzenie do kościoła i oczywiście bardzo dokładnie pamiętam swoją sukienkę. Odkrywam z niejakim zaskoczeniem, że nie pamiętam żadnych swoich przeżyć, uniesień.
Moje Bierzmowanie natomiast wywołuje we mnie złość na samą siebie, że nie przyłożyłam się do świadomego wyboru swojego patrona a tym samym imienia z Bierzmowania. Smutek z powodu niepamięci przeżyć z czasów, gdy przyjmowałam Sakrament Bierzmowania i Pierwszą Komunię Świętą szybko minął.
chwilaTo gdzie teraz jestem, jaka jestem, w jaki sposób kroczyłam przez życie od szkolnych lat, gdy przyjmowałam te Sakramenty, są skutkiem, konsekwencją moich wyborów.
Doszłam do wniosku, że właściwa ocena siebie samego, skutków podjętych decyzji i konsekwentnego ich realizowania wymaga bycia dorosłym, upływu lat, które zapełniają się świadectwami pokazującymi czy udaje mi się kroczyć wybraną przez siebie drogą a raczej drogą, którą zaproponował mi Bóg.
Otrzymałam, jak wielu innych, wspaniałe dary od Boga, dary, które pomagają żyć według systemu wartości, wyznawanego przez moich rodziców, którzy w moim imieniu na Chrzcie Świętym otworzyli mi możliwość pójścia za Chrystusem w miarę mojego dorastania i dojrzewania.
Ja dorastając potwierdzałam tylko świadomie pierwotny wybór. Miałam, podobnie jak każdy, wolną wolę uczynienia ze swoim życiem, co zechcę.
Moim ulubionym motywem są ręce z fresku „Stworzenie Adama” Michała Anioła ze sklepienia Kaplicy Sykstyńskiej w Watykanie. Silna i władcza ręka naszego Pana kieruje się ku wiotkiej i osłabionej ręce pierwszego człowieka-każdego człowieka. Tak działają Boże Dary w postaci Sakramentów. Niosą siłę i wiarę oraz nadają sens naszym działaniom. Są tchnieniem Boga w nasze życie.
Czy będą nas prowadziły, czy będą dla nas źródłem wody żywej, czy pozostaną kręgosłupem wiary – to zależy od nas.
Boża i ludzka ręka kojarzy mi się również ze specjalnym błogosławieństwem księdza Prymicjanta odprawiającego swoją pierwszą Mszę Świętą po przyjęciu Sakramentu Kapłaństwa. Przeżyłam to wiele lat temu, gdy mój szkolny kolega położył rękę na mojej głowie i wymówił słowa błogosławieństwa. Doznałam tego odczucia przepływu Łaski Bożej po raz kolejny w czasie prymicji naszego parafianina.
Moja koleżanka mówi, że powinniśmy nieść w nasze życie, do rodziny, znajomych, bliźnich to, co dostaliśmy od Boga. I oddawać, oddawać…
Porównuje to do działania wody w dzbanie, która utrzymuje przy życiu zerwane kwiaty.
Mnie osobiście najbardziej urzeka w życiu to, że nie można zastygnąć, znieruchomieć. Życie wymaga działania, pracy, trudu, pasji, aktywności i troski.
Wspierani Bożą Mocą z radością kroczmy przez życie pielęgnując Dary płynące z Sakramentów, rozdając je innym, chroniąc je przed uszkodzeniem i zepsuciem.
Nawrócony poeta Jerzy Liebert napisał w wierszu „Jeździec” słowa, które oddają sens życia katolika.

Uczyniwszy na wieki wybór,
W każdej chwili wybierać muszę.

Michał Anioł „Stworzenie Adama”

Michał Anioł „Stworzenie Adama”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pierwotnie tekst ukazał się w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w maju 2010 roku

„Zamieszkały w Biblii”

Roman Brandstaetter

Roman Brandstaetter

Tymi słowami historyk literatury, biblistka prof. Anna Świderkówna określiła Romana Brandstaettera (1906-1987), polskiego pisarza, poetę, dramaturga, tłumacza i wybitnego znawcę Pisma Świętego.
W lecie 1987 roku zgłoszono czterotomowe dzieło „Jezus z Nazarethu” do nagrody Literackiej Nobla, ale nagła śmierć pisarza na zawał serca we wrześniu tegoż roku spowodowała wycofanie kandydatury. W tym wybitnym dziele autor połączył dogłębną znajomość Biblii i zwyczajów narodu wybranego z głębokim zrozumieniem zbawczej misji Jezusa Chrystusa nadając dziełu pełną poezji formę.
Roman Brandstaetter „zamieszkał w Biblii” podobnie jak jego przodkowie Żydzi, którzy w 1670 roku osiedlili się w Polsce uciekając przed prześladowaniami w Austrii. Na szlaku ich polskich wędrówek jest Brzesko, Tarnów, Warszawa i Poznań.
Pradziadek Romana, Abraham Brandstaetter osiedliwszy się w Tarnowie założył tam dwie tłocznie oleju, znany był ze swej dobroci (w każdy piątek na dziedzińcu swego domu rozdzielał biednym pieniądze, chleb i oliwę), mądrości i bogobojności wynikających z wcielania w życie nakazów Biblii.
Dziadek Romana, Mordechaj Dawid mieszkający w Tarnowie, badacz Biblii i Talmudu, był jednym z twórców literatury hebrajskiej i założycielem żydowskiego ruchu oświeceniowego w Galicji „Haskala” dążącego do wyjścia Żydów z izolacji społecznej i przeciwstawiającego się fanatyzmowi religijnemu.
To właśnie dziadek zostawił Romanowi Brandstaetterowi testament, który tak zapisał wnuk w w książce „Krąg biblijny”:
„Będziesz Biblię nieustannie czytał – powiedział do mnie. – Będziesz ją kochał więcej niż rodziców… Więcej niż mnie… Nigdy się z nią nie rozstaniesz… A gdy zestarzejesz się, dojdziesz do przekonania, że wszystkie książki, jakie przeczytałeś w życiu, są tylko nieudolnym komentarzem do tej jedynej Księgi”.
Roman Brandstaetter wychował się w domu gdzie przykładano wagę do tradycji i historii rodziny, do religii, kultury i literatury. Uczył się czytać i pisać z Biblii w polskim tłumaczeniu ks. Jakuba Wujka, odebrał staranne klasyczne wychowanie, uczył się gry na fortepianie, i już, jako 13 latek podjął pierwsze poetyckie próby. Ukończył szkołę powszechną i męskie gimnazjum w Tarnowie, a maturę zdał w Krakowie gdzie też studiował filozofię i literaturę polską w Uniwersytecie Jagiellońskim. Podejmował kolejne próby poetyckie i pisał do różnych czasopism. Po studiach przebywał w Paryżu na rządowym stypendium badając działalność polityczno-społeczną Adama Mickiewicza i uzyskał w 1932 roku tytuł doktora filozofii. Po wybuchu II wojny światowej Roman Brandstaetter uciekł do Wilna, gdzie ożenił się z Tamarą Karren. Poszukiwany przez NKWD, dzięki pomocy rodziny żony przez Moskwę, Iran i Irak dotarł do Jerozolimy. W Palestynie dostaje pracę w nasłuchu radiowym Polskiej Agencji Telegraficznej. Niestety opuszcza go żona, zakochana w polskim oficerze, lekarzu chirurgu.
To czas ogromnej przemiany wewnętrznej autora dramatu „Powrót Syna Marnotrawnego”.
Roman Brandstaetter przyjął za prawdę słowa Jezusa: „Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem (J 6,63).
W 1946 roku autor „Kupca Warszawskiego” wyjechał do Rzymu i tam przyjął chrzest w Kościele Katolickim. Poznał w polskiej ambasadzie Reginę Brochwicz Wiktor, asystentkę ambasadora RP prof. Kota – swojego profesora z okresu studiów w UJ. Wkrótce pobrali się a po 40 latach małżeństwa pisarz napisał po śmierci żony: „Była mym domem. Mój dom umarł. Anioł opuścił mój dom”. Dramaturg powrócił na stałe do Polski w 1948 roku, 10 lat spędził w Zakopanem, aby potem osiąść aż do śmierci w Poznaniu, gdzie został pochowany na cmentarzu w Miłostowie. Roman Brandstaetter kazał umieścić na płycie grobowca, w którym spoczęła wcześniej jego żona słowa z 1 Listu Apostoła św. Jana „Przeszliśmy ze śmierci do życia” (1 J 3,14).
Autor dramatów „Medea”, „Dzień gniewu”, „Cisza”, „Upadek kamiennego domu” zawsze aktywnie pracował zawodowo i społecznie. Był kierownikiem literackim Teatru Polskiego w Poznaniu, a następnie Opery, przewodniczącym rady Kultury w MRN w Zakopanem, członkiem korespondentem francuskiej Academie Rhodanienne des Lettres. Dokonał przekładów wybranych dzieł Szekspira: „Hamlet”, „Król Ryszard III”, Kupiec wenecki” i innych.
Przede wszystkim jednak dokonał cudownych przekładów z języka hebrajskiego czterech Ewangelii, Dziejów Apostolskich, Apokalipsy oraz Listów św. Jana a ze Starego Testamentu „Pieśni nad pieśniami”, Antologii poezji Starego Przymierza, Czterech poematów biblijnych, Psałterza i innych.

Pomnik Romana Brandstaettera w Tarnowie

Pomnik Romana Brandstaettera w Tarnowie

Roman Brandstaetter pozostawił po sobie ogromną spuściznę: dramaty, powieści, książki, tomiki poezji, jak Pieśń o moim Chrystusie, Hymny Maryjne, Dwie Muzy, Księga modlitw, Pieśń o życiu i śmierci Chopina i Księga modlitw starych i nowych. W 1975 roku wydał książkę „Krąg biblijny„ a potem „Krąg franciszkański”. Wiele opowiadań w tych książkach ma charakter autobiograficzny. Wszystkie wciąż powracają do Biblii, która dla pisarza była jednością Starego i Nowego Przymierza. Jednym z opowiadań jest „Lament nie czytanej Biblii”. Biblia, jako Słowo ma charakter osobowy. Skarży się i żali na właściciela, który ją kupił, postawił na półce, zapomniał o niej i w jego życiu nie odgrywa ona żadnej roli, choć uważa się za chrześcijanina. Anonimowy autor w Internecie zamieścił odpowiedź na lament Biblii. Tekst doskonale oddaje to, o czym myślę, czytając opowiadanie Brandstaettera.
„Droga Biblio!
Jesteś chyba jedyną księgą, która w różnych ludziach wywołuje tak mieszane uczucia. Każdy człowiek traktuje Cię inaczej. Dla jednego jesteś świętą księgą stanowiącą fundament życia duchowego, a dla drugiego, niestety, zwyczajną książką zapełniającą miejsce na półce. Często jednak i u tych drugich w końcu znajdujesz czołowe miejsce w życiu, nierzadko w ostatnich jego latach.
Uważam, że masz rację żaląc się na ludzi, dla których nie masz żadnego znaczenia. Ale nie wszyscy są tacy. Nie możesz o nich zapominać. Przecież tak wielu ludzi opiera na Tobie swoje życie, uczysz ich kochać, wybaczać, rozumieć innych… Oni wiedzieli, co robią wydając na Ciebie pieniądze i dźwigając Cię w torbie do domu. Nie zapominaj, Biblio, o tych osobach.
Pisząc ten list chciałabym Ci uzmysłowić, kochana Biblio, że istnieje na świecie bardzo wielu ludzi, dla których w Twoich naukach jest podstawa życia duchowego. Szacunek i miłość do Ciebie przekazywać oni będą przyszłym pokoleniom, które podobnie jak przodkowie poszukiwać będą na Twoich stronach wyjaśnienia sensu życia, pocieszenia lub pogłębienia swojej wiary. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy mogą wybrać inną, błędną drogę do poszukiwania tych uczuć, ale i oni prawdopodobnie przekonają się, że najlepszą drogą do osiągnięcia tego celu jesteś właśnie Ty, Biblio”.
Jaką Ty dajesz odpowiedź Biblii?

Pierwotnie tekst był opublikowany w miesięczniku Misericordia Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w maju 2013 roku.