Jałmużnik Warszawy

Błogosławiony Adalbert (Wojciech) Kopliński urodził się 30 lipca 1875 roku w Debrznie, które wtedy należało do Cesarstwa Niemieckiego a dziś jest w województwie pomorskim. Jego ojciec Lorenz (czyli Wawrzyniec) Koplin był zgermanizowanym Mazurem wyznania katolickiego, natomiast matka była protestantką. Miał jedenaścioro rodzeństwa. W Debrznie ukończył gimnazjum i wstąpił do zakonu. W dzieciństwie poważnie zachorował i ślubował, że jeżeli wyzdrowieje to wstąpi do zakonu. Wybór jego padł na zakon Braci Mniejszych Kapucynów. W roku 1893 wyjechał do Alzacji gdyż wtedy, w Prusach, wszystkie klasztory kapucyńskie zostały zlikwidowane. W zakonie przyjmuje imię Anicet (Niezwyciężony) i w roku 1900, w dzień Wniebowzięcia NMP otrzymuje święcenia kapłańskie. Następnie przebywa w Nadrenii i Westfalii gdzie ma styczność z Polakami tam pracującymi. Był doskonałym kaznodzieją, ze znajomością oraz lekkością wyjaśniał zawiłe prawdy wiary. Kochał poezję i pisał wiersze. Posiadał rozległą wiedzę historyczną i pisał wiele tekstów na temat dziejów Kościoła. Szczyt jego twórczości to I wojna światowa, lata 1914-1918.

W 1918 roku Polska odzyskuje niepodległość i pojawia się konieczność budowania struktur państwa jak i Kościoła i zakonów. Ojciec Anicet zostaje w marcu 1918 roku wysłany w celu reorganizacji zakonu w Warszawie. Tak opisuje swoje przybycie: Przy wejściu do starej polskiej rezydencji królewskiej ogarnęło mnie miłe ciepło łagodnych promieni słonecznych budzącej się właśnie w tym kraju młodej wiosny, przyjacielski zwiastun owego uszczęśliwiającego światła słonecznego, które uśmiechnęło się do mnie z oczu Ojca Komisarza Kazimierza przy wejściu do nowego domu zakonnego. Uściskał mnie z prawdziwie polską serdecznością i franciszkańską braterskością, a okazywał miłość najczulszej i najtroskliwszej matki.

W Warszawie był znanym spowiednikiem – spowiadali się u niego m.in.: kard. Aleksander Kakowski, bp Stanisław Gall jak również nuncjusze papiescy w Polsce: Achille Ratti (przyszły papież Pius XI), kard. Lorenzo Lauri, kard. Francesco Marmagii, abp Filippo Cortesi oraz liczne duchowieństwo. Przyszły błogosławiony zajmował się przede wszystkim działalnością na rzecz ubogich, dla nich kwestował, pomagał w nauce i znajdował pracę. Stąd nazywany był „jałmużnikiem Warszawy”, „św. Franciszkiem z Warszawy” oraz opiekunem ubogich. Wiele osób pamięta z tamtego czasu jego postać z piuską na głowie i wyciągniętą ręką proszącego po łacinie „Pro pauperibus” czyli dla ubogich. Na ówczesnych obrzeżach miasta – Woli, Kole, Powązkach i Żoliborzu żyło się w ciężkich warunkach. Zakonnik znany był również na warszawskim Annopolu gdzie przebywali bezdomni – w 113 barakach żyło ok. 11 tys. ubogich. Zakon kapucynów uruchomił tam kuchnię wydającą posiłki dla potrzebujących. Był znany najbiedniejszym jak i najbogatszym mieszkańcom Warszawy, gdyż jednych wspierał a do drugich zgłaszał się z prośbą o wsparcie. O biednych i potrzebujących pamiętał nawet w czasie spowiadania dostojników Kościoła. Ponoć, jako pokutę, kardynałowi Kakowskiemu nakazał dostarczenia wózka z węglem dla ubogich.

Żebranie na rzecz ubogich było jego codziennym zajęciem – znosił cierpliwie wszelkiego rodzaju przykrości, upokorzenia i zniewagi jakie go spotykały w związku z prowadzonym dziełem. W potrzebie potrafił nawet zdjąć własne buty i oddać je potrzebującemu. Ale również widział chciwość i bierność osób ubogich. Nieraz z jego ust słyszano naganę: „Siostro, wzięłabyś się do pracy, umyła dzieci, wyszorowała podłogę. Bieda nie musi śmierdzieć brudem!” Bogatych i możnych prosił o chleb dla biednych, a biednych zachęcał do modlitwy za nich samych i za bogatych gdyż przed Bogiem odpowiadamy jeden za drugiego. Dla pozyskania większej hojności wykorzystywał również swój talent poetycki. Układał okolicznościowe wiersze po łacinie i deklamował je w tak aktorski sposób, że nawet nie znający łaciny mogli pojąć prezentowaną treść.

Polszczyzna jego niestety była niedoskonała i dlatego nie głosił kazań. Mimo to został uznany przez Warszawę za rodaka i on sam czuł się Polakiem. W latach 30 przyjął obywatelstwo polskie i zmienił nazwisko na Kopliński (dodając polską końcówkę -ski). Był życzliwie przyjmowany przez właścicieli barów, kawiarń, restauracji, hoteli, sklepików czy też piekarzy, którzy wspierali działalność kapucyńskiego zakonnika. Wspomina Mirosław Kukowski: „Znałem innych ojców i braci kapucynów z ulicy Miodowej. Ten spośród nich wybijał się na plan pierwszy i to wbrew jego woli. Późną jesienią, inni już w trzewikach, on w sandałach na bosych stopach. Oni w nowiutkich, czystych habitach, on zagoniony, zatroskany innych troskami i nędzą, zawsze najgorzej odziany, wprost zaniedbany”.

Ojciec Anicet przed pójściem spać, po wieczornych modlitwach, regularnie ćwiczył podnoszenie ciężarów. W Warszawie znana była przygoda jednego nieopanowanego policjanta, który niezbyt dobrze traktował żonę i dzieci. Pewnego razu, po spowiedzi, ojciec kapucyn, zaprowadził go do zakrystii chwycił za pas u spodni i podniósł ponad głowę, wykrzykując: „Widzisz, co mogę z tobą zrobić? A co zrobi z tobą Pan Bóg, gdy będziesz dalej takim gwałtownikiem?” Lekcja okazała się skuteczna.

Wybuch II wojny światowej nie zmienił jego postępowania w żaden sposób. Pomagał nie tylko biednym, ale również pomagał Żydom i osobom zaangażowanym w ich ratowanie. W nocy z 26 na 27 czerwca 1941 roku został aresztowany wraz z 21 współbraćmi. Pomimo torturowania, ośmieszania i poniżania nie wahał się powiedzieć na przesłuchaniu: „Wstydzę się, że jestem Niemcem”. We wrześniu 1941 roku został przewieziony do niemieckiego obozy w Auschwitz gdzie zmarł 16 października 1941 roku.

Dnia 13 czerwca 1999 roku na Mszy świętej w Warszawie został beatyfikowany wśród 108 męczenników II wojny światowej.

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W listopadzie 2019 ROKU.

Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz

Józef Antoni Machluf urodził się 8 maja 1828 we wsi Bika Kafra położonej w górach północnego Libanu. Wychowany został razem ze swoim starszym rodzeństwem, dwiema siostrami i dwoma braćmi w katolickiej rodzinie obrządku maronickiego. W wieku trzech lat umiera ojciec; matka ponownie wychodzi za mąż za człowieka uczciwego i pobożnego, który był diakonem w Kościele maronickim.

Kościół obrządku maronickiego jest jednym z Kościołów Wschodnich i pozostaje cały czas w unii z Rzymem. Początki tego Kościoła sięgają IV wieku i wiążą się ze świętym Maronem, pustelnikiem żyjącym w górach Taurus. Jego ascetyczne życie zaowocowało tym, że wokół niego zgromadziło się wielu naśladowców oraz wiernych. Broniąc się przed najazdem muzułmanów uciekli oni w góry Libanu gdzie ukrywali się w trudno dostępnych dolinach. Ukrycie było na tyle skuteczne, że reszta Kościoła była przekonana, iż zostali całkowicie wyniszczeni. Dopiero pierwsza wyprawa krzyżówa w roku 1099 odkryła Kościół maronicki dla świata zewnętrznego. W celu zaprzeczenia poglądom, że wyznają herezje monoteletyzmu (pogląd, że Chrystus w swej boskiej i ludzkiej naturze kierował się jedną wolą) składają przysięgę katolickiemu patriarsze Antiochii – Aimerowi z Limogenes.

Józef Antoni w wieku lat 14 odczuwa powołanie do życia zakonnego. W wieku 23 lat zgłasza się do klasztoru w Maifug. Odbywa postulat i pierwszy rok nowicjatu, po którym dostaje przeniesienie do klasztoru w miejscowości Annaya. W klasztorze przybiera imię Szarbel – na pamiątkę męczennika z 107 roku. W 1859 roku kończy studia w klasztorze w Kafifan i otrzymuje święcenia kapłańskie. Przez następne 16 lat przebywa w swoim klasztorze w Annaya. W roku 1875, za pozwoleniem swoich przełożonych udaje się do górskiej samotni, gdzie spędza 23 lata życia, wypełnione pracą, umartwieniami ciała, milczeniem oraz kontemplacją Najświętszego Sakramentu. Cela, w której mieszkał miała 6 metrów kwadratowych, o. Szarbel nosił zawsze włosiennicę, spał pięć godzin na dobę, jadł raz dziennie bardzo skromne potrawy bezmięsne. Łóżkiem jego był tylko siennik wypełniony dębowymi liśćmi pokryty kozią skórą, za „poduszkę” służył mu kawałek drewna owinięty postrzępioną sutanną. Często kładł się na gołej ziemi. Samotnia, w której przebywał św. Szarbel była położona w górach na wysokości 1300 m npm.

16 grudnia 1898 roku dostaje udaru mózgu w trakcie odprawiania Mszy świętej. Umiera w wigilię Bożego Narodzenia tego samego roku.

Jego współbracia zakonni już za jego życia uważali go za świętego. Jego modlitwa miała bardzo dużą skuteczność. W 1885 roku uprawy okolicznych rolników niszczyła plaga szarańczy, modlitwa zakonnika, i pokropienie święconą wodą, sprawiło, że owady odleciały a plony zostały ocalone.

Oznaki wybraństwa nastąpiły zaraz po jego śmierci. Następnego dnia po pogrzebie, grób jego był, przez 45 dni otoczony tajemniczym światłem widocznym w najbliższej okolicy. Kiedy po paru miesiącach otwarto grób, okazało się, że jego ciało nie uległo najmniejszemu rozkładowi, zachowując plastyczność żywego człowieka. Oprócz tego ciało wydzielało swoistą, tajemniczą ciecz. Substancja ta nazywana jest „olejem św. Szarbela” i wraz z modlitwą i żywą wiarą uzdrawia z nieuleczalnych chorób i przypadłości. W 1927 roku ciało jego zostało poddane drobiazgowemu badaniu przez komisję kościelną, na czele której stało dwóch lekarzy z Francuskiego Instytutu Medycyny. Następnie ciało zostało umieszczone w nowej metolowej trumnie i zamurowane w grobowcu w niszy kaplicy. W 1950 roku stwierdzono, że tajemnicza ciecz wydobywa się z kamiennego grobowca. Po otwarciu grobowca stwierdzono, że ciało nadal zachowuje elastyczność i temperaturę ciała osoby żyjącej.

Dnia 5 grudnia 1965 roku, ojciec święty Paweł VI beatyfikował ojca Szarbela Machlufa, a 9 października 1977 roku został on kanonizowany. Od tego czasu ustało wydzielanie się tajemniczej cieczy, a ciało świętego zaczęło ulegać rozkładowi. Szacowane jest, że z ciała maronickiego zakonnika uwolniło się ok. 100 litrów tajemniczej cieczy.

Nikt nie sfotografował o. Szarbela, i nie namalował jego portretu. 8 maja 1950 roku kilku misjonarzy maronitów zrobiło sobie grupowe zdjęcie przed grobem świętego pustelnika. Po wywołaniu fotografii, okazało się, że jest na niej jeszcze jedna postać – tajemniczy mnich. Starsi maroniccy zakonnicy rozpoznali w tej postaci o. Szarbela. Na podstawie tej fotografii malowane są portrety świętego pustelnika.

W miejscowości Ananya znajduje się sanktuarium św. Szarbela a w nim jest obfita dokumentacja zawierająca opisy ponad sześciu tysięcy cudownych uzdrowień za przyczyną świętego z Libanu. Wśród nich znajdują się nie tylko maronici czy katolicy ale są również muzułmanie jak i Żydzi. Libanka, Malake Michel-Malek urodziła się w 1950 roku ze zniekształconymi nogami. Poruszała się tylko za pomocą kul i specjalistycznego aparatu ortopedycznego. Leczenie oraz wielokrotne operację nie przyniosły żadnego skutku. Latem 2004 roku spędziła trzy dni w klasztorze Annayi przy grobie świętego, poszcząc i modląc się. Po powrocie do domu została całkowicie uleczone – nogi jej stały się normalne i mogła swobodnie chodzić. Natychmiast wyruszyła do grobu zakonnika by podziękować za cudowne uzdrowienie.

Nouhad Al.-Chami, sparaliżowana Libanka, której jedynie skomplikowana operacja tętnicy szyjnej mogła pomóc, została cudownie uleczona przez świętego Szarbela. Ślady po tym wydarzeni pozostały na jej szyi i są bardzo widoczne każdego 22 dnia miesiąca, kiedy to ma zlecone dawanie świadectwa o swoim uleczeniu.

Ten maronicki święty do końca XX wieku był bardzo mało znany. Obecnie, Polacy stanowią drugą co do liczebności grupę pątników odwiedzających grób jego w Annaya.

Wspomnienie świętego Szarbela Machlufa obchodzimy 28 lipca.

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W grudniu 2019 ROKU.

Święty Alojzy Gonzaga

Luigi Gonzaga należał do znamienitego rodu władców miasta Mantui we Włoszech. Był pierworodnym synem margrabiego Ferdynanda rządzącego w Castigliano. Matką jego była Laura de Gonzaga, dama dworu królowej Hiszpanii. Urodził się 9 marca 1568 roku w Castiglione della Stievere w księstwie Mantui. Był bardzo wątłym dzieckiem a jego matce groziła śmierć przy porodzie. Rodzice złożyli przyrzeczenie odbycia pielgrzymki do Loreto aby uprosić szczęśliwe narodziny syna i zdrowie dla matki. Co też zostało zrealizowane po szczęśliwym porodzie. Przyszły święty został ochrzczony będąc jeszcze w łonie matki – z powodu zagrożenia życia.

Ojciec marzył o karierze rycerskiej dla swojego syna. W 1571 roku miała miejsce sławetna bitwa pod Lepanto, w której flota chrześcijańska pokonała armię muzułmańską – ojciec Alojzego brał w niej udział. Po zwycięstwie ubrał trzyletniego syna w strój rycerski i zabierał go na ćwiczenia wojskowe, by się przyglądał i uczył przyszłego zawodu. W 1573 roku ojciec Alojzego podąża na wyprawę wojenną do Tunisu a opiekę nad małym Alojzym przejmuje matka.

W wieku siedmiu lat doznaje on niechęci do świata i odczuwa wielką tęsknotę do Boga. Jak sam to później określił – doznał „nawrócenia”. Oddaje się modlitwie i pokucie. Oprócz normalnych pacierzy rano i wieczorem odmawiał również siedem psalmów pokutnych oraz oficjum do Matki Bożej. Tak wspomina jeden ze służących rodziny tego chłopca: „uciekał od zabaw, widowisk i uroczystości. Gdy wyrażaliśmy się niezbyt czystym językiem, wzywał nas i napominał z wielką grzecznością i łagodnością”.

Ojciec Alojzego nie był z tego zadowolony i postanawia umieścić syna na dworze księcia Francesco de Medici we Florencji. Młodzieniec znajduje dla siebie miejsce w sanktuarium Annuntiaty i tam przed ołtarzem Matki Bożej składa ślub dozgonnej czystości. Jak podają jego biografie w nagrodę otrzymał przywilej braku pokus przeciwko anielskiej cnocie czystości.

W 1579 roku udaje się razem z ojcem do Monferrato w Piemoncie gdzie jego ojciec został mianowany gubernatorem. W następnym roku wizytację kanoniczną odbył arcybiskup Mediolanu kardynał, święty Karol Boromeusz. Wtedy to Alojzy Gonzaga przyjmuje od świętego hierarchy pierwszą komunię świętą.

Jesienią 1580 roku rodzice jego przenoszą się do Madrytu i tam na dworze królewskim spędzają dwa lata. Pomimo tak niespokojnego trybu życia Alojzy rozwija życie duchowe. Podczas pobytu w Hiszpanii rozczytuje się w „Ćwiczeniach duchowych” Ignacego Loyoli oraz pismach św. Piotra Kanizjusza. Obok lektury była również modlitwa, na którą poświęcał nawet do pięciu godzin dziennie.

Alojzy Gonzaga postanawia wstąpić do zakonu jezuitów. Mimo gniewu ojca trwa przy swojej decyzji. W wieku siedemnastu lat zrzeka się prawa do dziedzictwa na korzyść swego brata Rudolfa i udaje się do Rzymu.

Jest 25 listopada 1585 roku gdy zostaje przyjęty do nowicjatu jezuitów w Rzymie. Jak sam podaje, praktyki pokutne obowiązujące w zakonie były znacznie lżejsze od tych, które sam sobie nakładał. Zakon dawał mu również możliwość ćwiczenia się w różnych innych cnotach.

Jeszcze w tym samym roku bierze udział w dyspucie filozoficznej w Kolegium Rzymskim. Wystąpienie jego olśniło słuchaczy subtelnością z jednej strony i siłą argumentacji z drugiej strony.

W niedługim czasie składa śluby zakonne i otrzymuje niższe święcenia i zostaje skierowany na studia teologiczne.

W 1579 roku przełożonym Kolegium Rzymskiego zostaje mianowany św. Robert Bellarmin. Był on również spowiednikiem Alojzego Gonzagi. Wysłał on młodego kleryka do Castiglione aby pojednał swojego brata z ojcem, który chciał wydziedziczyć syna za popełniony mezalians (poślubił osobę z niższego stanu). Młodemu zakonnikowi udaje się misja i wraca do Rzymu na czwarty rok studiów.

O pokorze Alojzego pisze jego kolega z Kolegium Rzymskiego o. Cepari:  „Alojzy pragnął jak najniższe i najpodlejsze odprawiać posługi. Cieszył się niewymownie, gdy mu kazano pomywać talerze i miski, zamiatać, lampy czyścić. Każdy rozkaz przełożonych spełniał tak wiernie, jakby to sam Bóg był rozkazał, albowiem wierzył, że przez przełożonych Bóg objawia wolę swoją. Rozmowy, które nie miały Boga na celu były mu przykre, prosił przeto, żeby i w czasie przeznaczonym na rozrywkę wolno mu było rozmawiać o rzeczach Boskich. Na rok przed śmiercią wszystkie pisma, które był ułożył, oddał przełożonemu, a gdy go ten pytał, czemu się własnego pisania pozbawia, rzekł, iż czyni to dlatego, że one są jedyną jeszcze jego uciechą na świecie, więc i tej chce się wyrzec”.

W latach 1590-1591 szaleje w Rzymie epidemia dżumy. Na usilną prośbę Alojzego przełożeni zgadzają się aby młody kleryk pielęgnował chorych w szpitalach. Udaje się na ochotnika, z innymi klerykami, do szpitala św. Sykstusa oraz do szpitala Matki Bożej Pocieszenia. Wyczerpany studiami i umartwieniami również on sam zapada na tę chorobę. 21 czerwca 1591 roku chorego kleryka odwiedza ojciec prowincjał i pyta go: „Cóż porabiamy, bracie Alojzy?”, na co chory odpowiedział: „Idziemy, ojcze” – „A dokąd?”, spytał zdziwiony nieco prowincjał – „Do Nieba” – brzmiała odpowiedź świętego młodzieńca, po czym dodał: „Mam nadzieję w miłosierdziu Boskim, iż dziś tam jeszcze będę”. I tak się stało. Alojzy Gonzaga nie doczekał się święceń kapłańskich, zmarł w 23 roku życia. Już w 1605 roku został ogłoszony błogosławionym. Natomiast kanonizacja nastąpiła wraz ze Stanisławem Kostką w 1726 roku. Jest patronem młodzieży, szczególnie studiującej. Przedstawiany jest w białej komży a jego atrybutami są krzyż, białe lilie, mitra książęca i trupia czaszka.

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W czerwcu 2019 ROKU.

Święty Jan Nepomucen

Urodził ok. 1350 roku w miejscowości Pomuk która obecnie nazywa się Nepomuk i jest położona w Czechach niedaleko Pilzna. Ojciec jego Velfi był urzędnikiem miejskim. Z 1370 roku pochodzą wiadomości o kleryku Janie, który był równocześnie notariuszem przy arcybiskupie w Pradze czeskiej. Jan odbył studia w Pradze oraz Padwie i Bolonii. W roku 1380 został wyświęcony na kapłana. Po powrocie ze studiów został mianowany przez arcybiskupa wikariuszem generalnym i kanonikiem przy praskiej katedrze. Jan był faktycznie drugą osobą w archidiecezji po arcybiskupie.

W owym czasie władcą Czech oraz Niemiec był król Wacław IV Luksemburczyk. Był osobą impulsywną, prowadzącą hulaszczy tryb życia. Wacław IV popierał antypapieża Klemensa VII i było to powodem konfliktu z arcybiskupem praskim Janem z Jenstejnu. Jan Nepomucen bywał na dworze królewskim jako kaznodzieja i był spowiednikiem królowej Zofii. Król, podejrzewając żonę o zdradę, pragnął potwierdzenia u Jana swoich przypuszczeń. Jan Nepomucen popadł w niełaskę królewską i w 1393 roku został uwięziony. Według zachowanych relacji był torturowany i w umęczeniu brał udział sam król Wacław IV. Na wpół żywy Jan został w nocy 20 marca 1393 roku zrzucony z mostu do Wełtawy. Przekazy podają, że kapłan miał uwiązany do szyi młyński kamień, który się urwał. Ciało męczennika zostało odnalezione 17 kwietnia dzięki pięciu gwiazdom wskazującym jego położenie. Pochowany został w kościele Świętego Krzyża w pobliżu rzeki a następnie w grobowcu pod katedrą, na którym umieszczono napis Johannes de Pamuk.

Po śmierci króla Wacława IV Luksemburczyka w 1419 roku kult Nepomucena spontanicznie szerzył się nie tylko w Czechach.

W 1683 roku na moście Karola w Pradze, w miejscu, z którego wrzucono Jana Nepomucena do rzeki, postawiona została figura przyszłego świętego. W postumencie wmurowane zostały płyty ze scenami z jego życia. W 1719 roku otwarto trumnę ze zwłokami męczennika. Ciało było zupełnie spróchniałe, natomiast kości zachowały się dobrze a język nie tylko nie uległ rozkładowi lecz zachował pewną świeżość. 31 maja 1721 roku Innocenty XIII ogłosił Jana błogosławionym a 19 marca 1729 roku Benedykt XIII kanonizował heroicznego spowiednika.

Święty Jan Nepomucen jest jednym z najbardziej uwiecznianych oraz zapracowanych świętych. Z uwagi na sposób swojej śmierci jest patronem żywiołu wodnego. Ma pod swoją opieką rzeki, strumienie, jeziora i stawy. Pilnuje mostów, grobli, fos, brodów i przepraw promowych. Dlatego też w ich pobliżu można spotkać – w całej Polsce, Litwie, w Niemczech, Czechach, Austrii, na Węgrzech aż po same Włochy – figury tego świętego. Doczekały się one nawet swojej odrębnej nazwy – są to nepomuki. Mają one, w zdecydowanej większości, wzór wzięty z figury tego świętego z mostu Karola w Pradze. W serwisie internetowym nepomuki.pl opisano 9842 nepomuków z czego 5746 znajduje się na terenie Polski. Podane jest jak rozpoznać nepomuka oraz, że możemy spotkać pseudonepomuki (np. figura św. Jana Sarkandra, Franciszka Ksawerego, Stanisława Kostki i paru innych).

Święty Jan Nepomucen przedstawiany jest w stroju kapłańskim, w sutannie, rokiecie (rodzaj komży noszonej na sutannie) i birecie. Trzyma palmę męczeńską w ręku, krucyfiks, niekiedy palec trzymany na ustach, symbolizujący dochowanie tajemnicy spowiedzi. Atrybutami jego są klucz, książka, kłódka, krzyż w ręku, zapieczętowany list, most, pieczęć, aureola z pięcioma gwiazdami (jedyny święty, obok Najświętszej Maryi Panny przedstawiany z gwiazdami wokół głowy), wieniec z gwiazd mający w środku napis TACUI – „milczałem”, woda, zamek. Jest patronem zakonu jezuitów, Pragi, królestwa Czech i języka czeskiego (mimo tego, że zapewne nie mówił w tym języku), spowiedników, szczerej spowiedzi, dobrej sławy, tonących i wsparciem w trakcie powodzi. Patronuje mostom oraz studniom i źródłom a w dniu dzisiejszym  wodociągom. Według tradycji chronił nie tylko przed powodziami ale również przed suszą. Z tej przyczyny figury i kapliczki jemu poświęcone można spotkać w okolicach mostów, rzek ale również na placach publicznych czy też na skrzyżowaniach dróg. Portugalscy i hiszpańscy żeglarze przyozdabiali dzioby swoich statków rzeźbami świętego Jana Nepomucena. Do niego orędują ludzie związani zawodowo z żywiołem wodnym – marynarze, flisacy, rybacy, płetwonurkowie, wioślarze, żeglarze, ratownicy wodni.

Na jednym z postumentów z figurą św. Jana Nepomucena na Dolnym Śląsku jest łacińska inskrypcja:

„Co często nieżyczliwość, nienawiść i zazdrość wymyśli nagannego, a oprócz tego trucizna złych języków wyrządzi złośliwą szkodę naszej godności – odwróć przez swe wstawiennictwo. Spraw, aby ich złośliwe poczynania nie miały Twojego błogosławieństwa. Kto złośliwości zmyśla, przez nieprzyzwoite plotkarstwo poniża godność bliźniego. Spraw przez swoje wstawiennictwo i uwolnij nas od grzechu oraz występku, ponieważ życie w grzechu jest największym wstydem przed Bogiem”.

Święty Jan Nepomucen uważany jest za pierwszego męczennika tajemnicy spowiedzi.

 

Modlitwa do św. Jana Nepomucena

Boże, któryś przez śmierć świętego Jana, dla nieprzezwyciężonego milczenia sakramentalnego, Kościół Twój nową męczeństwa koroną przyozdobił, daj za jego przyczyną i przykładem przezorną w języku ostrożność, abyśmy raczej wszystko złe, niźli uszkodzenie duszy na tym świecie ponosili. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

Święty Janie Nepomucenie, módl się za nami!

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W maju 2019 ROKU.

Święta Katarzyna ze Sieny

Przedstawiając jej życiorys na początku można zadać przewrotne pytanie: czy analfabeta może zostać doktorem Kościoła? W jej przypadku będzie to odpowiedź twierdząca.

Urodziła się 25 marca 1347 roku w Sienie (Włochy) jako jedna z bliźniaczek w rodzinie bardzo wielodzietnej – były jako 23 i 24 dzieci swych rodziców Jakuba Benincasy i Monny Lapy Piangenti. Jej bliźniaczka Joanna zmarła w dzieciństwie – natomiast wdzięk, urok i rezolutność małej Kasi zachwycały nie tylko rodziców ale i krewnych oraz sąsiadów.

Była pobożnym dzieckiem i już w wieku siedmiu lat złożyła Bogu w ofierze swoje dziewictwo. Jej matka chciała by prowadziła życie jak inne dziewczynki w jej wieku – natomiast ona sama chciała wieść życie pokutne. Nie mogąc w domu rodzicielskim urządzić pustelni – własne serce zamieniła w celę zakonną. Z miłości do Chrystusa pracowała nad swoim charakterem, między innymi upatrując w woli rodziców wolę Zbawiciela. Pomimo sprzeciwów w 1363 roku wstępuje do zakonu tercjarskiego dominikanek w Sienie. Tam prowadziła surowe życie zakonne. Jadła skąpo, bardzo mało spała, spędzała dużo czasu na modlitwie i często biczowała się do krwi.

W 1367 roku pod koniec karnawału zostaje w mistyczny sposób zaślubiona Chrystusowi – jako znak tego pojawił się ślad obrączki na jej palcu. Była również obdarzona śladami męki Chrystusa – stygmatami i koroną cierniową.

W tym samym czasie dostała polecenie wyjścia z samotni do rodziny i do tych co jej potrzebują.

Jej działania były nietypowe, miała cięty, ostry język, raczej brak ogłady, porywczy charakter oraz mówiła prawdę prosto w oczy. Mimo tego była orędowniczką pokoju jak i skutecznym mediatorem w sporach.

Katarzyna zaczęła nie tylko przemawiać ale również wysyłała listy do kapłanów, biskupów a nawet samego papieża. Listy były przez nią dyktowane skrybom i według relacji jej spowiednika, była w stanie dyktować nawet cztery listy jednocześnie, nie myląc wątków, nie mieszając faktów, nie tracąc nic z głębi przekazu. Jej nauczanie zostało sprawdzone przez trybunał świętej inkwizycji jako wolne od błędów herezji i zgodne z nauką Kościoła.

Czas, w którym żyła był okresem, w którym papież urzędował w Awinionie. To dzięki napomnieniem, namowom, prośbom i modlitwom Katarzyny Sieneńskiej jak również jej pobycie w tej rezydencji, papież Grzegorz XI w 1377 roku przeniósł z powrotem swoją siedzibę do Rzymu.

Owocami jej działań były liczne nawrócenia ludzi z różnych warstw społecznych. Tak samo martwiła się o duszę biednego rozbójnika jak i błądzącego kardynała. To były dla niej dusze potrzebujące ratunku.

W czasie trwającej dżumy w mieście poświęciła się posłudze chorym i potrzebującym z heroicznym oddaniem. Za kolejnego papieża Urbana VI w Kościele doszło do tzw. wielkiej schizmy zachodniej. Część kardynałów nie zgadza się z wyborem papieża i wybierają spomiędzy siebie antypapieża który przyjmuje imię Klemensa VII. Katarzyna pisze listy do kapłanów i kardynałów, którzy nie uznają prawowitego papieża. Napomina ich i nakłania do jedności z władcą Rzymu. Adresatami jej listów są również królowie i władcy ówczesnej Europy. Jednocześnie pociesza i umacnia papieża Urbana oraz zanosi w jego intencji wiele modlitw.

Oprócz listów perłą mistyki katolickiej jest jej „Dialog o Bożej opatrzności”. Zawarte w nim są zapisy jej rozmów mistycznych z Panem Bogiem. Dialogi te spisywane były na bieżąco przez dominikanów. Powstały najprawdopodobniej między 1377 a 1378 rokiem.

Jej życie duchowe znane jest nam z relacji zatytułowanej „Żywot świętej Katarzyny ze Sieny” autorstwa bł. Rajmunda z Kapui, który był jej spowiednikiem i przewodnikiem duchowym.

„Sam niejednokrotnie byłem świadkiem, jak tłum tysiąca i więcej ludzi, zwołany przez jakąś niewidzialną trąbę, zbiegał się z gór i innych okolic Sieny, aby zobaczyć Katarzynę i jej słuchać. Nawet jej słów nie potrzeba było, sam jej widok wystarczał, aby ludzie kruszyli się ze swoich zbrodni. Płakali i żałowali za swoje grzechy, i biegli do spowiedników (wśród których i ja byłem). Spowiadali się zaś z taką skruchą, że nie było wątpliwości, iż wielka obfitość łaski została wylana z góry w ich serca. Zdarzało się to nie jeden czy dwa razy, ale bardzo często.

Z tego względu świętej pamięci papież Grzegorz XI, uradowany i szczęśliwy z takiego pożytku dusz, upoważnił mnie oraz dwóch moich towarzyszy do odpuszczania takich grzechów, które rozwiązać mogą tylko biskupi. Ten, co jest Prawdą, która nie oszukuje i nie da się oszukać, wie, jak wielu zbrodniarzy i obciążonych wielkimi grzechami przychodziło wówczas do nas.

Przychodzili tacy, którzy nigdy jeszcze się nie spowiadali, oraz tacy, którzy nigdy jeszcze ważnie nie przyjęli sakramentu pokuty. Często na czczo staliśmy aż do samego wieczora i nie byliśmy w stanie wysłuchać wszystkich, którzy chcieli się spowiadać.

Żeby zaś wyznać własną niedoskonałość oraz płodność tej świętej dziewicy, tak się cisnęli ludzie do spowiedzi, że wielokrotnie byłem zmęczony i prawie nieprzytomny od tej pracy ponad siłę. Ona zaś nieustannie się modliła i jak zwyciężczyni zagarniając łup, tym bardziej radowała się w Panu. Pozostałym zaś synom i córkom nakazywała, aby usługiwali nam, pracującym przy sieciach, które ona zarzuciła.”

Katarzyna Benincasa zmarła z wycieńczenia 29 kwietnia 1380 roku mając 33 lata. Uroczyście beatyfikowana przez papieża Piusa II 26 czerwca 1461 roku w bazylice św. Piotra. W 1866 roku ogłoszona została patronką Rzymu. Papież Paweł VI w 1970 roku ogłosił ją Doktorem Kościoła. Jest patronką Europy, Włoch, Rzymu, Sieny oraz pielęgniarek, strażników i strażaków, osób cierpiących oraz kobiet, które poroniły. Jej atrybutami w ikonografii są: lilia, książka, krzyż, korona cierniowa, biało-czarny habit dominikański, stygmaty na dłoniach, serce gorejące. Wspomnienie jej obchodzimy w dzień jej śmierci – 29 kwietnia.

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W kwietniu 2019 ROKU.

Święty Jan Kapistran

Przyszły kaznodzieja Europy urodził się 24 czerwca 1386 roku w Capestrano koło Neapolu. Według średniowiecznych zwyczajów nazwa miejsca urodzenia była używana jako nazwisko. Rodzice jego byli bogatą szlachtą niemiecką, którą było stać na staranne wykształcenie syna. Studiował prawo kanoniczne i cywilne na uniwersytecie w Perugii, gdzie otrzymał tytuł doktora praw. Władysław, król Neapolu mianował go w 1413 roku sędzią w mieście Perugia. W 1415 roku wybucha wojna domowa i Jan zostaje uwięziony. Spędza w więziennym osamotnieniu długie miesiące, poświęcając się żarliwej modlitwie. Według jego własnej relacji doznaje objawienia św. Franciszka z Asyżu, który zachęcał go do wstąpienia w szeregi jego uczniów.

„Kazanie Jana Kapistrana w Bambergu” autor nieznany, XV w.

Po złożeniu okupu zostaje zwolniony i postanawia wypełnić otrzymane polecenie. Według niektórych informacji był już żonaty z córką bogatego mieszczanina z Perugii – Kościół udzielił mu dyspensy, gdyż małżeństwo nie zostało dopełnione.

W 1416 roku wstępuje do zakonu franciszkanów i w trakcie studiów teologicznych poznaje św. Bernardyna ze Sieny, który przeprowadził odnowienie zakonu i doprowadził do powstania nowej gałęzi franciszkanów – obserwantów, zwanych w Polsce bernardynami. Wspólnie odbywają wyprawy kaznodziejskie, które są szkołą krasomówstwa dla Jana. W niedługim czasie Kapistran zasłynął jako złotousty misjonarz, którego kazania przyciągały ogromne tłumy wiernych. Kazania jego poparte były żarliwą wiarą oraz praktykami pokutnymi – nosił na ciele włosienicę, wszędzie chodził pieszo, nie nosił obuwia, spał od dwóch do czterech godzin na dobę. Według przekazów kazania odbywały się na wolnym powietrzu gdyż mogły zgromadzić nawet do 100 tysięcy słuchaczy. Nawoływał do nawrócenia, odrzucenia próżnych rozrywek i przedmiotów zbytku, które odciągały uwagę ludzi od tego co najważniejsze w życiu. Słuchacze porwani jego słowami często rozpalali stos na którym spalano rzeczy kuszące i do złego prowadzące jak karty i kości do gry, maski karnawałowe, itp.

Sława działalności Kapistrana dotarła do Rzymu, i papież Marcin V w 1426 roku mianuje go inkwizytorem na całe Włochy z zadaniem zwalczania ruchów heretyckich.

Jan Kapistran okazał się również bardzo dobrym mediatorem w sporach i był wykorzystywany w takiej roli przez papieża Marcina V i Eugeniusza IV. W latach 1435-36 służył jako rozjemca w sporze o następstwo tronu neapolitańskiego, a w okresie 1440-42 łagodził spór między Mediolanem z Bazyleą i w dwa lata później podobnie działał na Sycylii.

W 1451 roku cesarz Fryderyk III wysłał do papieża Mikołaja V prośbę o ogłoszenie krucjaty przeciw Turkom oraz husytom czeskim. Według papieża Jan Kapistran najlepiej nadawał się do takiego zadania. Został mianowany legatem papieskim z potrzebnymi pełnomocnictwami oraz inkwizytorem. Udaje się przez Karyntię i Styrię do Wiednia, a następnie na pogranicze Czech i Moraw. Kolejnymi regionami są Bawaria, Turyngia, Saksonia i Śląsk.

Informacja o dziełach Kapistrana dociera również do Polski – w sierpniu 1451 roku kardynał Oleśnicki wysyła zaproszenie do kaznodziei na misję w swej diecezji. Prośbę ponawia król Kazimierz Jagiellończyk.

Jan Kapistran przybywa do Krakowa w 1453 roku. Według Jana Długosza, który miał możliwość oglądać go osobiście, był on łysy, niskiego wzrostu i „suchego ciała”. Miał długą brodę oraz sięgające kolan ręce. Trudno było uwierzyć aby człowiek o tak wątłej posturze pociągnął za sobą tłumy.

Charyzmatyczny kaznodzieja przemawiał z beczki ustawionej na rynku w pobliżu kościoła św. Wojciecha. Gdy głosił kazanie zamierało życie w mieście. Duchowym efektem jego pobytu była deklaracja około 100 osób wstąpienia do obserwanckiej gałęzi zakonu franciszkanów. Pod Wawelem powstał klasztor i kościół pod wezwaniem św. Bernardyna z Sieny, stąd powszechna nazwa tego zgromadzenia – bernardyni.

Dnia 10 lutego Jan Kapistran udzielił sakramentu małżeństwa królowi Kazimierzowi Jagiellończykowi z Elżbietą Rakuszanką.

Giovanni di Bartolomeo d’Aquila „Sceny z życia św. Jana Kapistrana”

Jan Kapistran znany jest nie tylko jako kaznodzieja ale również jako autor traktatów teologicznych przeciwko współczesnym mu herezjom. Głosił idee Trzeciego Zakonu na terenie Polski i Czech. Wzorem swojego nauczyciela św. Bernarda był głosicielem kultu Najświętszego Imienia Jezus i uzyskał papieskie zatwierdzenie dla jego propagowania.

We wtorek 29 maja 1453 roku wojska Imperium Osmańskiego zdobywają Konstantynopol. Sułtan Mehmed II zamierza zdobyć Wiedeń i Rzym. Papież wysyła Jana aby zorganizował krucjatę przeciwko muzułmanom. Idee walki z islamem podejmują Węgrzy, którzy już częściowo byli podbici przez Turcję. Dnia 6 sierpnia 1456 roku doszło do przełamania tureckiego oblężenia miasta Belgrad. Węgierski wódz Jan Hunyadi odniósł wspaniałe zwycięstwa którego ojcem i duchowym sprawcą był Jan Kapistran. Aby upamiętnić ten dzień, papież Kalikst III nakazał, aby w dniu 6 sierpnia, corocznie święcić uroczystość Przemienia Pańskiego.

Wyczerpany ogromnym wysiłkiem Kapistran zmarł w mieście Uliak 23 października 1456 roku i tam został pochowany.

Nazywano go „apostołem zjednoczonej (po schizmie) Europy”. Papież Leon X w 1514 roku zezwolił na lokalne obchodzenie jego dorocznego święta. W 1622 roku papież Grzegorz XV rozszerzył ten przywilej na cały Kościół. Uroczysta kanonizacja nastąpiła dopiero w 1690 roku i dokonał jej papież Aleksander VII.

W ikonografii święty Jan Kapistran przedstawiany jest w habicie zakonu franciszkanów. Jego atrybutami są: gwiazda koło głowy, księga, monstrancja w ręku, noga depcząca turecki turban, sztandar z krzyżem. Jest patronem prawników oraz kapelanów wojskowych. Wspomnienie Jana Kapistrana obchodzono dnia 28 marca, od 1969 roku przeniesione jest na dzień 23 października.

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W Marcu 2019 ROKU.

Błogosławiona mistyczna i stygmatyczka

Anna Katarzyna Emmerich urodziła się 8 września 1774 roku w diecezji Műnster w Westfalii, w północno-wschodnich Niemczech. Rodzice jej, Bernard i Anna, byli ubogimi rolnikami, Katarzyna była ich piątym dzieckiem i miała ośmioro rodzeństwa. Była słabego zdrowia, mimo to pomagała w pracach domowych, opiekowała się młodszym rodzeństwem i w wieku dwunastu lat zaczęła pracować u swych krewnych jako służąca.

Po wielu trudnościach i początkowym sprzeciwie rodziny w 1802 roku wstępuje do klasztoru sióstr Augustianek w Dűlmen i w rok później składa śluby nowicjatu.

W 1811 roku władze państwowe, realizując politykę przymusowej laicyzacji, zamykają klasztor. Zakonnice zostają zmuszone do opuszczenia klasztoru. Anna Katarzyna ciężko zachorowała, tak że wszyscy sądzili, iż wkrótce umrze. W następnym roku przenosi się do domu wdowy Roters w tym samym mieście.

W 1812 roku pojawiły się na jej rękach i nogach wyraźne znaki ran Chrystusa oraz na boku obficie krwawiąca rana w kształcie krzyża. Tak to opisuje: „Było to trzy dni przed Nowym Rokiem, mniej więcej o godzinie trzeciej po południu. Rozważałam właśnie Mękę Pańską, prosząc Pana Jezusa, by mi pozwolił uczestniczyć w tych strasznych cierpieniach, a potem zmówiłam pięć Ojcze nasz na cześć pięciu świętych ran… Nagle ogarnęła mnie światłość. Widziałam Ciało Ukrzyżowanego, żywe, świetliste, z rozkrzyżowanymi ramionami, lecz bez krzyża. Rany jaśniały jeszcze silniejszym blaskiem niż reszta Ciała. W sercu czułam coraz większe pragnienie ran Jezusowych. Wtedy najpierw z Jego rąk, a potem z boku i nóg wyszły czerwone promienie, które niczym strzały przeszyły moje ręce, bok i nogi”.

Jeszcze przed wstąpieniem do klasztoru na jej głowie pojawiły się znamiona korony cierniowej. Ukrywała je pod stale noszoną opaską na głowie.

W roku 1813 przenosi się do domu piekarza i piwowara Limberga, brata jej spowiednika. Od tego roku jest chorą leżącą stale w łóżku oraz do końca jej życia jedynym pokarmem jest Komunia Święta.

Proboszcz miejscowej parafii, dwaj lekarze oraz jej spowiednik przeprowadzili badania Anny Katarzyny. Zostało ono powtórzone w obecności wikariusza generalnego. Oba badania stwierdziły prawdziwość stygmatów i ich nadprzyrodzony charakter. Władze świeckie chcąc zdemaskować oszustwo zarządziły własne badania. Stwierdzono, że rany nie mogły powstać w naturalny sposób. Rany były świeże, mimo ich opatrywania nie goiły się w żaden sposób. Krwawienie z nich nasilało się znacznie już w czwartek wieczorem jak również w wielkim poście a szczególnie w Wielkim Tygodniu. Mimo tego, że stygmatyczka leżała w łóżku, krew z ran spływała według Ukrzyżowanego Ciała Chrystusowego.

Od dzieciństwa Anna Katarzyna miała wizje mistyczne. Sądziła, że wszyscy mają takie wizje i swobodnie i nich mówiła w szkole oraz w domu. Dopiero surowe upomnienie nauczyciela uświadomiło jej, że dana jest jej specjalna łaska. W wizjach poznała całe dzieje odkupienia – od upadku aniołów, stworzenia świata i raju, Adama i Ewy oraz ich upadku – do Zmartwychwstania, życie i działalności świętych oraz zdarzeń przyszłych.

Początkowo samo próbowała spisywać wizje które ją nawiedzały, ale stwierdziła, że przerasta to jej możliwości.

W 1818 roku pojawia się u niej Klemens Brentano – poeta okresu romantyzmu, i to on spisuje wizję stygmatyczki. Prawie codziennie wysłuchiwał i notował jej słowa, aż do śmierci przyszłej błogosławionej w 1824 roku i opublikował je w 1833 roku. „Wiem, że gdyby nie ten pielgrzym – mawiała Anna Katarzyna o Klemensie Brentano – już dawno bym umarła. Jednak najpierw on musi wszystko spisać, bo moje wizje są darem Boga dla ludzi”. Z kolei Brentano tak wspominał te spotkania: „Nie widziałem w jej twarzy czy spojrzeniu cienia wzburzenia czy egzaltacji. Wszystko, co mówiła, było zwięzłe, proste i spójne, a zarazem pełne życia i miłości”.

Jeszcze w XIX wieku książka z jej wizjami została przetłumaczona na język polski. To według jej wizji został nakręcony film „Pasja” Mela Gibsona.

Kierując się wizjami błogosławionej Emmerich w 1891 roku księża z Izmiru zorganizowali wyprawę archeologiczną i odnaleźli w Efezie ruiny domu gdzie w latach 37-45 mieszkała Najświętsza Maryja Panna.

Anna Katarzyna Emmerich zmarła 9 lutego 1824 roku w Dülmen. Klemens Brentano podaje, że mimo cierpienia „modliła się przede wszystkim za Kościół i za wszystkich umierających.” A jej spowiednik wspominał: „tego dnia bardzo pragnęła śmierci i często wzdychała <Przyjdź już, Panie Jezu!>”.

Proces beatyfikacyjny rozpoczęty został pod koniec XIX wieku. Wznowienie jego nastąpiła za pontyfikatu Pawła VI. W 2004 roku w czasie uroczystej Mszy św. na Watykanie papież Jan Paweł II zaliczył Annę Katarzynę Emmerich w poczet błogosławionych Kościoła Katolickiego.

Z wizji bł. Anny Katarzyny Emmerich: „Ujrzałam straszne skutki działań wielkich propagatorów „światła” wszędzie tam, gdzie dochodzili oni do władzy i przejmowali wpływy albo dla obalenia kultu Bożego oraz wszelkich praktyk i pobożnych ćwiczeń, albo dla uczynienia z nich czegoś równie próżnego jak używane przez nich słowa: światło, miłość, duch. Usiłowali pod nimi ukryć przed sobą i innymi opłakaną pustkę swych przedsięwzięć, w których Bóg był niczym.”

 

 

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W lutym 2019 ROKU.

Bł. Marcelina Darowska

Marcelina Darowska z d. Kotowicz urodziła się 16 stycznia 1827 roku w Szulakach, posiadłości rodziców Jana i Maksymiliany z Jastrzębskich, w pobliżu Kamieńca Podolskiego. Ojciec jej był dobrym gospodarzem i sąsiedzi wybrali go marszałkiem szlachty. W wieku 12 lat została wysłana na pensję dla dziewcząt do Odessy. W roku 1842 powraca do rodzinnego domu i pomaga ojcu w zarządzaniu majątkiem (była sekretarką i prowadziła kancelarię) oraz pracowała na rzecz ubogich i cierpiących. W 1849 roku wyszła za mąż za Karola Weryhę Darowskiego któremu trzykrotnie odmawiała ręki. W rok później urodził się syn Józef a w 1852 roku córka Karolina.

Rok 1852 jest tragiczny dla Marceliny, umiera na tyfus mąż Karol a w styczniu 1853 na błonicę syn.

Doświadczenia te odbijają się na zdrowiu młodej wdowy i za namową rodziny i przyjaciół wyjeżdża na leczenie trwające cztery miesiąca.

Następnie wyjeżdża do Paryża gdzie krewni chcą ją zabawić pokazując uroki światowej stolicy mody i kultury.

Przełomem w jej życiu jest poznanie o. Aleksandra Jełowieckiego przełożonego zakonu zmartwychwstańców. Po odbyciu spowiedzi generalnej rozpoczęła regularne życie sakramentalne. Za namową zakonnika udaje się do Rzymu. Tu spotyka się z założycielem zgromadzenia zmartwychwstańców ojcem Hieronimem Kajsiewiczem.

Ojciec Kajsiewicz wraz z Józefą Karską byli w trakcie tworzenia nowej żeńskiej wspólnoty zakonnej nakierowanej na pracę w Polsce.

W maju 1854 roku Marcelina Darowska składa ślub posłuszeństwa i dozgonnej czystości które mają doprowadzić do wstąpienia do klasztoru, co było jej pragnieniem po śmierci syna.

W 1859 roku odbyły się obłóczyny i pierwsze śluby wieczyste nowego zgromadzenia zakonnego – Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia NMP. Pierwszą przełożoną zostało s. Józefa Karska która w niecały rok później, chorująca na gruźlicę płuc, zmarła. Na swoją następczynie wyznaczyła s. Marcelinę Darowską.

Już w czasie nauki na pensji przejawiały się w matce Darowskiej spore talenty dydaktyczne jak również zdolności organizacyjno-przywódcze. W 1861 roku zostaje przełożoną generalna zgromadzenia i w dwa lata później postanawia przenieść dom generalny z Rzymu do Jazłowca na Ukrainie.

Zgromadzenie nakierowane było na wychowanie młodzieży żeńskiej. Matka Marcelina w swoim programie nauczania odrzuciła zasadę tzw „ślepego posłuszeństwa” na rzecz indywidualizacji nauczania. W nauczaniu uwzględniono przedmioty dotyczące Polski tzn, nauka języka, historii, literatury. Nie tylko uczono dziewczęta ale i kształtowano aby mogły stać się dojrzałymi kobietami, żonami, matkami, zaangażowanymi w sprawy narodu i Kościoła. Była przekonana, że kobieta jest duchem rodziny i że to one ucząc nowe pokolenia przyczynią się do odrodzenia całego społeczeństwa. System jej opierał się na czterech punktach:

  1. Nauczyć dzieci żyć Bogiem.
  2. Nauczyć, żeby były dobrymi Polakami.
  3. Nauczyć, by kochały obowiązek.
  4. Nauczyć dzieci myśleć.

W niedługim czasie powstają kolejne domy niepokalanek w Jarosławiu, Niżniowie, Nowym Sączu, Słonimie i Szymanowie pod Warszawą. Było to możliwie dzięki licznym powołaniom zakonnym – w ciągu 10 lat do zakonu zostało przyjętych 60 osób. Szkoły prowadzone przez siostry niepokalanki działają do dnia dzisiejszego. Warto tu wspomnieć, że w 2008 roku Minister Obrony Narodowej przyznał siostrom niepokalankom z Szymanowa medal Pro Memoria za podtrzymywanie tradycji 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich, opiekę duchową nad kombatantami, oraz wybitne osiągnięcia w pracy wychowawczej młodego pokolenia.

Wydarzeniem w życiu szkoły sióstr w Jazłowcu, była wizytacja abp Zygmunta Felińskiego oraz poświęcenie w 1883 roku figury Matki Boskiej ufundowana przez arcybiskupa, która była zamówiona u polskiego rzeźbiarza i zesłańca Oskara Sosnowskiego. W lipcu 1939 roku figura została uroczyście ukoronowana i znana jest jako „Figura Matki Boskiej Jazłowieckiej”. Po drugiej wojnie światowej została przeniesiona do siedziby sióstr w Szymanowie pod Warszawą gdzie nawiedzana jest przez liczne pielgrzymki.
W czerwcu 1907 roku matka Darowska miała wypadek, skutkiem czego doznała złamania szyjki kości udowej. W 1908 roku, mimo podeszłego wieku(81 lat) kapituła generalna Zgromadzenia wybrała ją na kolejną kadencję.

W połowie października 1910 roku doznała udaru mózgu i została sparaliżowana. Zmarła 5 stycznia 1911 roku w Jazłowcu w otoczeniu sióstr i swojej rodziny, córki Karoliny wnuków i prawnuków.

Mając porywczy i ostry charakter matka Darowska wypracowała w sobie cierpliwość i determinację. Przywiązywała szczególną wagę do relacji osobistych czego przykładem jest zachowane w Zgromadzeniu ponad 11 tys. jej listów. W archiwum Zgromadzenia znajdują się jeszcze nie opublikowane jej m.in. Pamiętniki, Memoriał o nauce i wychowaniu.

Błogosławiona Marcelina Darowska była nie tylko osobą czynną w działalności zewnętrznej. Należy ona również do polskich mistyczek XIX wieku. Dzięki jej obszernej korespondencji między innymi z kierownikiem duchowym o. Kajsiewiczem, wiemy o jej przeżyciach i doznaniach.

W roku 1900 miała wizję, że umierać będzie w wielkim cierpieniu, co spełniło w 11 lat później. Pogrzeb jej odbył się 9 stycznia 1911 roku w Jazłowcu, któremu przewodniczył arcybiskup obrządku ormiańskiego Józef Teodorowicz.

6 października 1996 roku w Rzymie została beatyfikowana przez papieża Jana Pawła II. Jest patronką wielu placówek oświatowych prowadzonych przez siostry niepokalanki.

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W styczniu 2019 ROKU.

Błogosławiony Rafał Chyliński

Błogosławiony Rafał Chyliński urodził się w szlacheckiej rodzinie, we wsi Wysoczka w Wielkopolsce, dnia 6 stycznia 1694 roku. Z tego powodu na chrzcie otrzymał imię Melchior. Rodzicami jego byli Arnold Jan i Marianna z domu Kierska. Naukę zaczął pobierać w szkole parafialnej w pobliskim Buku razem ze swoim bratem Michałem. Kolejnym etapem był Poznań z założonym przez ks. Jakuba Wujka kolegium jezuickim. Po trzech latach nauki, z powodu choroby i śmierci ojca rezygnuje z dalszego kształcenia i w 1712 roku zaciąga się do wojska, otrzymując przydział do regimentu królewskiego. Prawdopodobnie był w szeregach wojska króla Stanisława Leszczyńskiego. Posiadał stanowisko odpowiedzialne za rozliczenia finansowa z władzami, mając wykształcenie jak również zaufanie dowództwa (niektórzy biografowie uważają, że służył w rajtarii króla Augusta II Sasa). Widząc demoralizację żołnierzy i bratobójcze walki (był to czas walk między zwolennikami Sasa – Augusta II i Lasa – Stanisława Leszczyńskiego) opuszcza szeregi wojska i wstępuje do zakonu franciszkanów konwentualnych w Krakowie. 4 kwietnia 1615 zostaje obłóczony i przyjmuje imię zakonne Rafał. Studiuje Pismo Święte, teologię dogmatyczną, moralną oraz liturgikę w kolegium franciszkańskim w Kaliszu oraz w Obornikach koło Poznania. W następnym roku składa śluby wieczyste i w czerwcu 1717 roku przyjmuje święcenia kapłańskie.

Przełożeni wysyłali go na misje wewnętrzne – do różnych województw i klasztorów. Przebywał w Radziejowie, Pyzdrach, Kaliszu, Gnieźnie, Warszawie, Poznaniu, Warce. Słynął wielkim talentem misjonarskim i prowadził ascetyczne życie jak w wiekach średnich – nosząc włosiennicę i stosując biczowanie. Umartwiał się by zadośćuczynić Bogu za grzechy ludzi. Często powtarzał: „Miłujmy Pana, wychwalajmy Pana zawsze, nigdy Go nie obrażajmy”. Był bardzo dobrym kaznodzieją – wierni chętnie słuchali jego kazań; ulubioną tematyką była Męką Pańska oraz kazania maryjne.

W trakcie zarazy w 1736 roku zgłasza się do opieki nad chorymi i zostaje wysłany do Krakowa. Według zeznań świadków, bez obrzydzenia przystępował do chorych leżących w barłogach, z których wydzielał się niesamowity smród.

Po ustaniu zarazy powrócił do Łagiewnik koło Łodzi gdzie przebywał najdłużej. Było to miejsce postoju pielgrzymek zamierzających z Pomorza do Częstochowy.

Ojciec Rafał zasłynął jako opiekun biednych i opuszczonych, spowiednik, pokutnik i egzorcysta. Przez jego konfesjonałem ustawiała się długa kolejka oczekujących penitentów. Brak czasu powodował, że nie zawsze zdążył wszystkich  wyspowiadać. Przepraszał oczekujących i odnajdywał ich po pewnym czasie i spowiadał. Wspierał potrzebujących nawet oddając swoje odzienie jak i korzystając ze spiżarni klasztornej. Dla każdego potrzebującego miał serce, radę, dobre słowo. Określany był ironicznym określeniem „dziadowski biskup”.

Zmarł dnia 2 grudnia 1741 roku w Łagiewnikach koło Łodzi (teraz jest to część miasta) i w tamtejszym klasztorze został pochowany.

Po śmierci wsławił się wieloma cudami. Do klasztoru w Łagiewnikach (tych koło Łodzi) przyszłą kobieta z podziękowaniami dla ojców za dostarczony jej chleb przez jednego zakonnika. Żaden z obecnych ojców nie przyznawał się do takiego czynu w ostatnim czasie. Kobieta stwierdziła, że łatwo rozpozna tego mnicha, gdyż nachylając się nad piecem, aby się ogrzać, z paleniska wypadł kawałek rozżarzonego węgla i wypalił dziurę w habicie. Przyglądała się wszystkim zakonnikom ale to nie był żaden z nich. W pewnym momencie zakrzyknęła – To ten na obrazie! Ależ on nie żyje już parę lat – stwierdzili franciszkanie. Gdy otwarto trumnę błogosławionego Rafał Chylińskiego znaleziono jego nienaruszone ciało, ubrane w habit, w którym była świeżo wypalona dziura.

Sława jego świętości rozchodziła się szybko – biedacy którymi opiekował się za życia, otrzymywali za jego wstawiennictwem wiele łask.

Świątobliwe życie zakonnika i cuda za jego przyczyną były podstawą do wszczęcia procesu beatyfikacyjnego już w 1761 roku. Komisja przygotowująca opinię o życiu i niezwykłych wydarzeniach związanych z o. Rafałem dokonała otwarcia jego grobu, w którym znaleziono ciało nie poddane procesowi rozkładu.

Wydarzenia historyczne następnych dwóch stuleci (Rewolucja we Francji, rozbiory Polski oraz kasaty zakonów franciszkańskich we Francji, Włoszech, krajach niemieckich) nie pozwoliły na zakończenie wszczętego postępowania. Mimo to kult o. Rafała Chylińskiego, pochowanego w podziemiach kościoła w Łagiewnikach przetrwał wśród wiernych. Dokumenty dotyczące beatyfikacji o. Rafała Chylińskiego odnalezione zostały dopiero po I wojnie światowej we Francji. Dnia 13 maja 1949 roku wydany został dekret o heroiczności cnót o. Rafała Chylińskiego. Dokument ten jest zasadniczym etapem w procesie kanonizacyjnym. W poczet błogosławionych Kościoła Katolickiego został zaliczony dnia 9 czerwca 1991 roku, na Mszy św. w Warszawie przez Ojca świętego Jana Pawła II.

Postać bł. Rafała Chylińskiego żyjącego w czasach saskich, znanych z rozrzutności,  prymitywnej zabawy, upadku moralnego oraz intelektualnego nabiera szczególnego znaczenia. Na przekór tej sytuacji asceza katolicka, pokuta i umartwienie miały jednak szeroki wpływ na ówczesne społeczeństwo, dając nadzieję na odrodzenie narodu. Postać błogosławionego franciszkanina może być wzorem również dla nas żyjących w XXI wieku wobec zagrożeń: konsumpcjonizmu, utraty wartości oraz wszelkich uzależnień.

W Łodzi-Łagiewnikach znajduje się Sanktuarium św. Antoniego Padewskiego i bł. o. Rafała Chylińskiego. Do specjalnie przygotowanej kaplicy przeniesiono zachowane relikwie błogosławionego.

Wspomnienie liturgiczne bł. Rafała Chylińskiego w Kościele katolickim obchodzone jest 2 grudnia.

 

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W grudniu 2018 ROKU.

Imię Maryi

Imię to jest znakiem w krainie myśli, uczucia, woli, namiętności i cierpienia. Znak to, który sieje blaski lub pomrokę, budzi słodką radość lub zaprawia goryczą. Jakie znaczenie ma dla mnie imię Maryi?

  1. Oznacza blask i światłość świt życia duchowego, promieniowanie wszelkiej cnoty, jak pokory, prostoty, posłuszeństwa, skromności, zgadzania się z wolą Bożą. Atoli w szczególności oznacza ono nienaruszoną, dostojną czystość, która rozlana jest po obliczu Najświętszej Panny i po całym jej jestestwie, oznacza wcielone, chwałą uwieńczone dziewictwo. Imię Marji jest słupem ognistym dla zmysłowego, zbrukanego świata. W zepsutej naszej naturze raz po raz budzą się chuci cielesne, często wybucha ponury ogień nieczystości, wzniecający pokusy w myślach, pragnieniach i słowach. Ogień ten wkrada się do duszy przez oczy, umie się uśmiechać, schlebiać, oczarować, a poczucie wstydu utrudnia potem wyznawanie tych grzechów na spowiedzi. Im bardziej będziemy kochać Maryję, której samo imię już jest czystym blaskiem, tym większy wstręt i obrzydzenie ogarnie nas do wszystkiego, co lubieżne. Pismo święte z naciskiem podnosi jej potęgę: „Któraż to jest… ta piękna i straszna jak wojsko uszykowane?” A skąd taka jej moc? 1. Z piękności i jasności jej duszy, wszystko podbijającej. Jej się poddajmy, a wyzwolimy się z nagabywań złego. „Wywyższyłam się jako palma…” 2. Z jej wstawiennictwa. Ona Matką i obroną dzieci bożych.
  2. „Marja” znaczy gorycz. Ona matką Syna, przybitego do krzyża, zatem i sama do tego krzyża była przygwożdżona. Przystaje więc do niej to imię. Przypominając sobie jej gorzkie przejścia, uczuwamy współczucie i boleść. I z cicha szepczemy jej imię: „Mario, morze goryczy”, przyjmij moje pozdrowienia, wieleś ucierpiała, wieleś zniosła, by stać się moją matką. Gdy słyszę twe imię, gorzkość morza przychodzi mi na myśl, atoli imię twoje zawsze dla mnie słodkie. Gdy zgorzknieje mi kiedykolwiek życie, będę sobie przypominał imię św. Dziewicy, ono mię napełni pociechą i otuchą.
  3. „Marja” znaczy także tyle, co „pani, władczyni”. Kiedy Izraelici przeprawili się przez morze Czerwone, a Egipcjanie utonęli w falach, Marja, siostra Mojżesza, zanuciła hymn zwycięstwa, a za nią szły niewiasty, bijące w bębny i ugrupowane w chóry śpiewaczek. Marja ta jest typem Najświętszej Panny, która również umie zwyciężać i wznosić hymny triumfalne. Zwyciężyła grzech, który nigdy nie miał do niej przystępu, i potężna była przez miłość Syna Bożego, który był jej poddany. Jest panią pokoleń, składających jej hołdy i błogosławiących jej, pokoleń, które się do niej uciekają i u niej znajdują ukojenie… O Marjo, twoim chcę być sługą!

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Doskonalenie posłuszeństwa

Doskonalenie posłuszeństwa jest doskonaleniem miłości ku Niepokalanej

Obecnie przygotowuje się cięższy atak masonerii na nas. Jest to stara historia, która obecnie się ciągle powtarza. Wąż wciąż czyha i Niepokalana wciąż mu głowę miażdży(por. Rdz. 3,15). Polecajmy sprawę Niepokalanej, żeby wszystko było według Jej Woli. Trudności też są potrzebne, żebyśmy czuwali. Jak żołnierz czuwa na warcie, tak samo trzeba, żeby każdy z nas czuwał. […]

Im oddanie się nasze Niepokalanej będzie gruntowniejsze, tym miłość nasza ku Niej będzie głębsza i sprawy zewnętrzne lepiej się będą układały.

Jeden z braci pisze do mnie, żeby mu odpisać, jak ja kocham Niepokalaną, gdyż on tak samo chce kochać. Na akademii niedzielnej (w niedzielę MI) poruszyłem sprawę doskonalenia posłuszeństwa, które jest istotą miłości. Na czym więc ono polega? Czy może na uczuciu? – Uczucie nie jest rzeczą istotną. Uczucie jest przemijające. A nawet może być i może go nie być. Miłość nie polega na uczuciu. Nie trzeba się trapić, jeśli go brak, i nie radować się zbytnio, jeśli się w nie obfituje. Uczucie wprawdzie wzmacnia miłość, lecz nigdy nie jest istotą miłości. – Nieraz bierze się uczucie za miłość. – Jeśli chodzi o miłość ku Niepokalanej – to można sobie pofolgować. Więc owszem i uczucie jest dobre. Przede wszystkim jednak doskonalenie posłuszeństwa, zlanie się naszej woli z Jej wolą.

To posłuszeństwo nadnaturalne wciąż trzeba pogłębiać. Łatwo nam się miesza posłuszeństwo nadnaturalne z posłuszeństwem naturalnym. Nieraz dusz jest przekonana, że jest posłuszna nadnaturalnie, gdy tymczasem okazuje się, że jest posłuszna naturalnie.

Jak poznać kiedy posłuszeństwo jest nadnaturalne? Weźmy pod uwagę takie przykłady: Żyd będzie słuchał, gdy powiedzenie jest mądre i korzystne dla niego; niewierzący – gdy powiedzenie jest zgodne z jego zapatrywaniami; inny znowu będzie słuchał, bo go za to spotka pochwała. – Tak słuchać potrafi i poganin.

Żeby było posłuszeństwo nadnaturalne, to musi pochodzić nie z rozumu, ale z wiary. Pismo Święte mówi: „Sprawiedliwy mój z wiary żyje”(por. Rz. 1,17). – Odległość między wiarą a rozumem jest nieskończona. Porządek nadnaturalny opiera się na wierze. Dusza zatem opierająca się na nieskończenie więcej działa, niż dusza opierająca się na rozumie. Stąd też, jeśli chcemy, by praca nasza w zdobywaniu dusz była owocniejsza, musimy więcej do Woli Bożej się dostosować, w naszym języku – do woli Niepokalanej.

Kiedy możemy się upewnić, że posłuszeństwo nasze jest nadnaturalne? Kiedy w naszym posłuszeństwie mniej jest motywów naturalnych. Kiedy przełożony nie jest doskonały, a nawet może gburowaty i jeśli wtedy z takim samym zadowoleniem spełniamy polecenia, jak gdyby ono pochodziło od człowieka cnotliwego i mądrego, to wtedy posłuszeństwo w nas jest nadnaturalne. Jeśli natomiast jest przeciwnie, wtedy jest jeszcze wiele do doskonalenia. – Komu się zdawało, że u niego jest posłuszeństwo doskonałe, niech je jednak jeszcze doskonali, bo „kto jest święty – mówi Pismo Święte – niech będzie jeszcze świętszy”(por. Ap 22,11).

Więc doskonalenie posłuszeństwa jest doskonaleniem miłości ku Niepokalanej. Kiedy mimo przykrości dla zmysłów, gdy braknie nawet uczucia – polecenie przyjmuje się z równym zadowoleniem, wtedy jest posłuszeństwo doskonałe i wtenczas można powiedzieć, że jest posłuszeństwo nadnaturalne. Jeśli się myśli inaczej, jeśli się jest innego zdania – a idzie się wbrew temu, wtedy jest się posłusznym nadnaturalnie. – Nie znaczy to, żeby nie poddawać racji, gdy zajdzie potrzeba. Gdyby kto zaniechał podania racji, nie byłoby to doskonałością. Więc i owszem i racje podać można, i trzeba. Chodzi tylko o to, żeby tak ze strony podwładnego, jak i przełożonego było swobodne wypowiedzenie się. To, że ze swej strony poda się racje, nie jest uszczerbkiem dla doskonałego posłuszeństwa. Jeśli jednak przełożony rozpatruje racje i mimo wszystko poleci rozkaz spełnić, wtedy już racje trzeba zostawić na boku i robić tak, jak każe posłuszeństwo.

I więcej pójdziemy drogą nadnaturalnego posłuszeństwa, tym bardziej Niepokalana będzie mogła nami kierować. Pogłębiajmy więc doskonalenie nadnaturalnego posłuszeństwa. U nas w Niepokalanowie niech każdy będzie Jej narzędziem. Tu niech nie będzie żadnego „ale”. Wtedy Ona będzie wszystkim kierowała. Wtedy te zewnętrzne rzeczy nie będą przeszkodą.

Niepokalanów, sobota 7 wrzesień 1938.

 

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

Fałszywi czciciele

Święty Ludwik Maria Grignion de Montfort w „Traktacie o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” podaje siedem rodzajów fałszywych czcicieli i fałszywych nabożeństw do Najświętszej Dziewicy. Są to czciciele:

  1. krytyczni
  2. skrupulatni
  3. powierzchowni
  4. zarozumiali
  5. niestali
  6. obłudni
  7. interesowni

 

  1. Czciciele krytyczni są to osoby zazwyczaj przepełnione pychą, umysły bystre, inteligentne, które żywią nabożeństwo Najświętszej Maryi Panny, ale krytykują niemal wszystkie praktyki prostych ludzi jak i tradycyjne nabożeństwa. Podają w wątpliwość znane i uznane cuda i historie z kronik zakonnych świadczące o przejawach miłosierdzia i mocy Najświętszej Dziewicy. Z wielką trudnością akceptują publiczne, zewnętrzne formy nabożeństwa. W ich ustach pojawiają się nawet słowa o bałwochwalstwie. Na przytaczane argumenty z nauczania świętych Ojców którzy głosili chwałę Najświętszej Maryi Panny odpowiadają, że jest to tylko oratorska przenośnia lub też możliwym jest niedokładne tłumaczenie ich słów.
  2. Skrupulanci są to ludzie, którzy obawiają się znieważyć Chrystusa okazując cześć i nabożeństwo Jego Matce. Nie mogą znieść pochwał Matce Boga, jakby szacunek Jej okazywany był w jakiejkolwiek sprzeczności z kultem Jezusa. Nie zauważają, że ci którzy modlą się do Najświętszej Dziewicy, modlą się przez Nią do Jezusa Chrystusa. Nie chcą aby Jej kult był powszechny. Jest to pułapka zastawiona przez nieprzyjaciela ukryta pod pozorem większego dobra. Nigdy nie czcimy bardziej Jezusa Chrystusa niż wówczas, gdy oddajemy większą cześć Najświętszej Matce, gdyż czcimy Ją po to by doskonalej uczcić Jezusa Chrystusa. Kościół święty wraz z Duchem Świętym najpierw błogosławi Maryję a następnie Jezusa Chrystusa. „…błogosławionaś Ty między niewiastami błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus”.
  3. Czciciele powierzchowni to ci których nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny polega na praktykach zewnętrznych i nie mają wewnętrznego ducha. Pospiesznie odmówią mnóstwo różańców, nieuważnie wysłuchają Mszy świętej, bez należnej pobożności pójdą w procesji, zapiszą się wielu bractw a nic nie poprawią w swoim życiu, nie walczą ze swoimi wadami. Nabożeństwa odbierają jedynie cielesnymi zmysłami nie smakując ich treści duchowej. Kiedy nie mają zewnętrznych impulsów wydaje się im, że wiara ich upada.
  4. Zarozumiały czciciel to grzesznik pochłonięty swoimi namiętnościami lub miłośnik świata. Określając się katolikiem skrywa w swoim wnętrzu pychę, skąpstwo, nieczystość, pijaństwo, przeklinanie, obgadywanie itd: i nie zadaje sobie żadnego trudu by to naprawić gdyż uważa, że oddając cześć Najświętszej Dziewicy, uzyska przebaczenie Boga, że nie umrze w grzechu, nie będzie potępiony gdyż odmawiał różaniec. Na uwagę, że ich nabożeństwo jest tylko szatańskim mamieniem i niebezpiecznym zarozumialstwem mogącym prowadzić do zguby odpowiadają, że Bóg jest dobry i miłosierny; że nie stworzył nas w celu potępienia; że nie ma ludzi bezgrzesznych; że nie umrą bez spowiedzi; że przecież w godzinie śmierci wystarczy wzbudzić żal doskonały. W celu uwiarygodnienia swoich argumentów przytaczają przeczytane lub zasłyszane prawdziwe lub fałszywe historie jak to w stanie grzechu śmiertelnego jakiś człowiek został jednak zbawiony gdyż praktykował jakieś nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny, bądź też w jakiś cudowny sposób został wskrzeszony aby odbyć spowiedź, bądź też za wstawiennictwem Najświętszej Dziewicy uzyskali od Boga skruchę i odpuszczenia grzechów. Jest to drugi z grzechów przeciwko Duchowi świętemu. Grzechy też, według słów samego Jezusa, nie będą przebaczone ani na ziemi ani w niebie. Jest to również grzech wobec samej Najświętszej Matki Chrystusa gdyż to Ona jest mieszkaniem Ducha Świętego.
  5. Niestali czciciele to ci, którzy oddają cześć Najświętszej Maryi Pannie dorywczo i kapryśnie; raz są żarliwi, a raz letni, wydają się być gotowi na wszystko aby Jej służyć a niedługo potem zmieniają się. Zapisują się do Jej bractw i zgłaszają chęć uczestnictwa a następnie nie przestrzegają stosownych reguł. Są zmienni jak księżyc dlatego Maryja Panna kładzie ich pod swoimi stopami razem z sierpem księżyca ponieważ są niegodni zaliczenia w szeregi sług Maryi. Słudzy Jej znamionują się wiernością i stałością. Lepiej jest nie podejmować się tylu modlitw i pobożnych praktyk, a spełniać ich niewiele z miłością i wiernością, wbrew światu, diabłu i ciału.
  6. Czciciele obłudni to tacy, którzy skrywają swoje grzechy i nałogi pod płaszczem nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny, aby w oczach ludzi uchodzić za kogoś, kim tak naprawdę, nie są.
  7. Interesowni czciciele, uciekają się do Najświętszej Maryi Panny jedynie po to, aby wygrać jakiś proces, uniknąć niebezpieczeństwa, wyzdrowieć z choroby, osiągnąć jakieś dobro materialne lub powodzenie w życiu doczesnym. Są to również fałszywi czciciele którzy nie są mili Bogu ani Jego świętej Matce.

 

 

 

 

 

Święty Andrzej Świerad

Data urodzenia Świerada nie jest nam znana. Ks. Piotr Skarga w swoich „Żywotach świętych Starego i Nowego Testamentu” podaje 980 rok. Bardzo wcześnie rozpoczął życie pustelnicze w pobliżu miejscowości Tropie nad Dunajcem koło Czchowa. Według przekazu Jana Długosza miało się wokół niego zgromadzić nawet dziesięciu uczniów. Święty Just oraz Urban pamiętani są do czasów obecnych.

W roku 997 wstępuje do zakonu benedyktynów na górze Zabor koło Nitry (w IX wieku Nitra, na Słowacji, była stolicą księstwa i za pierwszych Piastów należała do Węgier). Opat Filip przyjmuje Świerada i nadaje mu zakonne imię Andrzej, na cześć patrona Węgier św. Andrzeja Apostoła. Imię Świerad na Węgrzech było zapisane po łacinie jako Zoeradus lub Zorardus a Jan Długosz zapisał je w postaci Zorawdus, natomiast ks. Piotr Skarga spolszczył je na Zorawek (Żórawek). Dlatego też błędnie określa się go mianem Żórawek.

Świerad był już zaprawiony w życiu pustelniczym. I dlatego dostał jednego ucznia imieniem Benedykt, z którym udał się do pustelni oddalonej od opactwo o pół dnia drogi. Co tydzień Andrzej-Świerad miał obowiązek pojawiać się w sobotę i pozostać w opactwie przez całą niedzielę. Do jego codziennych zajęć należało karczowanie lasu oraz modlitwa. Mimo tak ciężkiej pracy Świerad pościł przez trzy dni w tygodniu w poniedziałek, środę i piątek. Natomiast w Wielki Post brał od opata 40 orzechów włoskich, na każdy dzień postu jeden (wyjąwszy sobotę i niedzielę kiedy spożywał posiłek w opactwie). Świerad nie tylko postami i pracą umartwiał ciało. Do snu miał przysposobiony pieniek otoczony ostrymi prętami. Kiedy ciało bezwiednie przechylało się w jakąś stronę, budził się boleśnie raniony.

Takie umartwienia powodowały częste omdlenia w ciągu dnia. Jak podają przekazy podczas wyrębu lasu święty Andrzej zasłabł. Nagle pojawił się przy nim młodzieniec, który załadował pustelnika na wóz i przywiózł go do jego chatki. Święty Andrzej poznał w nim anioła i przykazał Benedyktowi aby za jego życia nie mówił o tym wydarzeniu nikomu.

Żywot Świętego Andrzeja Świerada znany jest nam z zapisów opata Maura dokonanych w 1064 roku. Spisał w niej relację św. Benedykta, pustelnika, który był uczniem oraz współtowarzyszem pracy w pustelni.

Z zapisów opata Maura możemy poznać cuda jakie wydarzyły się za przyczyną św. Andrzeja. W niedalekiej okolicy leśni zbójnicy pokłócili się o podział łupów i w trakcie bójki jeden z nich zastał ciężko ranny. Postanowili zanieść go do pustelnika lecz w drodze ranny zmarł. Z uwagi na zbliżającą się noc zostawili ciało zmarłego na progu by rano go pogrzebać. Z nastaniem świtu znaleźli go żywego. Przestraszeni zaczęli uciekać a ten krzyczał za nimi: „Nie uciekajcie bracia! Święty Świerad mię mocą Boską wskrzesił”. Upominał druhów by porzucili dotychczasowe zajęcie i zajęli się uczciwą pracą. Jego towarzysze odeszli zaś on sam pozostał w pustelni do swojej śmierci.

W ramach pokuty święty Świerad przepasany był mosiężnym łańcuchem. Z czasem łańcuch ten wrósł w jego ciało. W pewnym momencie nastąpiło uszkodzenie wewnętrznego naskórka i wdała się gangrena. Święty Andrzej posłał po opata i przykazał by tylko on przygotował ciało do pochówku. Opat opatrując zmarłego pustelnika odkrył łańcuch i zabrał go ze sobą jako relikwie. Świerad został pochowany w kościele opackim na górze Zabor. Uczeń św. Andrzeja, Benedykt po śmierci swojego współbrata i mistrza zamieszkał samotnie w pustelni. Trzy lata później pogańscy zbójcy napali pustelnię i uprowadzili mnicha do Skałki w okolicach Trenczyna – tam został zamordowany a ciało jego wrzucono do rzeki Wag. Według przekazów przez rok było pilnowane przez orła aż zostało odnalezione przez współbraci w stanie nienaruszonym. Został pochowany obok swojego nauczyciela św. Andrzeja Świerada w opackim kościele. Według zachowanych przekazów oraz tradycji on również przybył do opactwa koło Nitry z ziemi polskiej.

Obaj pustelnicy już za życia otaczani byli szacunkiem współbraci oraz okolicznej ludności. W 1083 roku na prośbę króla Węgier Władysława I świętego, papież Grzegorz VII ogłosił Świerada oraz jego ucznia i współtowarzysza Benedykta, świętymi Kościoła Katolickiego. Około roku 1064 ciała obu pustelników zostały przeniesione do katedry w Nitrze gdzie spoczywają do dnia dzisiejszego. Andrzej i Benedykt są po kamedułach z eremu międzyrzeckiego Izaaku, Mateuszu i Kryspinie kanonizowanych w 1004 roku, kolejnymi świętymi z polskiej ziemi.

Według lokalnej tradycji Skałki koło Trenczyna na Słowacji są miejscem gdzie mieściła się pustelnia obu benedyktyńskich mnichów. W 1224 roku biskup Nitry ufundował klasztor dla benedyktynów w miejscu śmierci św. Andrzeja.

W Polsce, w Tropiu nad Dunajcem król Kazimierz Odnowiciel ufundował w roku 1045 kościół nad fundamentami pustelni świętego Świerada z okresu jego pobytu na ziemiach polskich. Wspomnienie liturgiczne obchodzone jest 13 lipca.

Święty Andrzej Świerad jest patronem diecezji nitrzańskiej, tarnowskiej, miasta Nitry oraz młodzieży słowackiej. Atrybutami jego jest dziupla, orzechy, łańcuch na biodrach lub na rękach.

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W lipcu-sierpniu 2018 ROKU.

Święty Jan Chrzciciel

Jan Chrzciciel urodził się pół roku wcześniej od Pana Jezusa. Rodzicami jego byli Elżbieta i Zachariasz, który był kapłanem. Rodzice Jana byli już w podeszłym wieku gdy się im narodził jedyny syn. Mieszkali niedaleko Jerozolimy, prawdopodobnie w miasteczku Ain Karim. Ewangelista Łukasz przedstawia nam okoliczności zapowiedzi narodzin oraz nadania imienia przyszłego proroka. Zachariasz miał objawienie anioła Gabriela, który wyjawił mu, że jego żona porodzi syna, którego nazwą imieniem Jan: „Będzie to dla ciebie radość i wesele; i wielu z jego narodzenia cieszyć się będzie. Będzie bowiem wielki w oczach Pana; wina i sycery pić nie będzie i już w łonie matki napełniony będzie Duchem Świętym. Wielu spośród synów Izraela nawróci do Pana, Boga ich; on sam pójdzie przed Nim w duchu i mocy Eliasza, żeby serca ojców nakłonić ku dzieciom, a nieposłusznych – do usposobienia sprawiedliwych, by przygotować Panu lud doskonały»” (Łk 1, 14-17). Zachariasz nie mógł uwierzyć w takie szczęście, dlatego też do czasu narodzenia syna i nadania mu imienia był niemy. W szóstym miesiącu ciąży św. Elżbieta została nawiedzona przez Maryję, która również była brzemienna. To właśnie Elżbieta, krewna Maryi, jako pierwsza oddała hołd Matce Boga. Odpowiedzią Maryi jest piękny hymn – Magnificat (Łk 1,64-55). Wtedy Jan został oczyszczony ze skutków grzechu pierworodnego i był napełniony Duchem Świętym. Dlatego też Kościół wyjątkowo czci narodziny tego świętego, a nie jak w przypadku wszystkich pozostałych świętych, dzień ich śmierci – dzień narodzin dla nieba.

Według zgodnych przekazów, św. Jan Chrzciciel pędził żywot pustelniczy, samotnie lub może w towarzystwie innych.

Kiedy skończył 30 lat, co było w 15 roku panowania cesara Tyberiusz (Łk, 3, 1) rozpoczął publiczne nauczanie. Na początku był to bród w pobliżu Jerycha nad rzeką Jordan. A później przenosił się w inne miejsca – Betania i Enon w pobliżu Salim. W swoim nauczaniu zdecydowanie zaznaczał, że nie wystarczy przynależność do rodu Abrahama by dostąpić łaski zbawienia, trzeba czynić pokutę i konieczne jest przeobrażenie wewnętrzne. Tym, co chcieli podjąć się tego zadania, udzielał chrztu pokuty na odpuszczenie grzechów (Łk 3, 3). Jan był heroldem, zapowiadającym przyjście Zbawiciela, był „głosem wołającym na pustyni: przygotujcie drogę Panu, prostujcie Jemu ścieżki.” (Łk 3, 4). Na pytanie czy jest zbawicielem sam odpowiedział, że tylko jego zwiastunem, niegodnym nawet do noszenia za Nim sandałów (Mt 3, 11). Jego zdecydowana postawa, mocny charakter, siła nauczania i bezkompromisowość zjednała mu rzeszę zwolenników oraz uczniów wśród ludu izraelskiego ale również wielu wrogów wśród uczonych w Piśmie oraz starszyzny ludu.

Nad Jordan, do miejsca gdzie nauczał i święcił swoich zwolenników przybył również Jezus by też przyjąć od niego chrzest. Jan zaskoczony i jednocześnie szczęśliwy udziela chrztu, dając o Nim świadectwo: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata” (J 1, 29. 36). Na to wyznanie do Chrystusa zgłosiło się dwóch pierwszych uczniów: Jan i Andrzej, którzy byli uczniami św. Jana Chrzciciela.

Święty Jan Chrzciciel napominał nie tylko maluczkich ale również starszyznę żydowską jak i samego króla Heroda Antypasa, władcę Galilei. Odebrał on żonę Herodiadę bratu swemu Filipowi i żył z nią. Czyn ten był niezgodnym z obowiązującym prawem żydowskim. W swoim nauczaniu święty Jan potępiał czyn władcy, jak i zarzucał jego żonie Herodiadzie cudzołóstwo. Herod uwięził go w lochach twierdzy Macheront, nie odważając się wydania go na śmierć gdyż lud uważał Jana za proroka i posłańca Boga.

Jednakże w czasie uczty z okazji urodził króla, żona jego uknuła intrygę aby pozbyć się Jana, który przypominał i potępiał ich związek. Święty Jan Chrzciciel został ścięty a głowa jego na misie podarowana została Herodiadzie (Mk 6, 17-29). Wydarzyło się ok. 32 po narodzeniu Chrystusa.

Według słów samego Chrystusa: „Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela” (Mt 11, 11; Łk 7, 28).

Jan Chrzciciel jest ostatnim prorokiem Starego Testamentu a jednocześnie jest pierwszym chrześcijaninem – a on sam chyba nie był ochrzczony. Słowa Jezusa dotyczyły oceny Jana w świetle oczekiwania na Zbawiciela gdyż dalej mówi, że: „Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on”.

Święty Jan Chrzciciel był pierwszym świętym czczonym w cały Kościele. To jemu poświęcona jest bazylika rzymska na Lateranie będąca katedrą papieża. Najgłośniejszym jego sanktuarium była bazylika wystawiona przez cesarza Teodozego Wielkiego w Damaszku, która dziś jest meczetem tureckim. Znajduje się w niej grobowiec z relikwią głowy Jana Chrzciciela (Turcy uznają św. Jana za jednego z proroków). W soborze Chrystusa Zbawiciela w Moskwie „znajduje się relikwia „Prawicy, która ochrzciła Pana”. Relikwie te trafiły do Moskwy gdy Napoleon zajął Maltę siedzibę zakonu joannitów zwanych również zakonem Maltańskim, a zakonnicy na swojego przełożonego wybrali cara Pawła I. Relikwii świętego Jana Chrzciciela jest wiele gdyż kult jego był bardzo znaczący w całym Kościele.

W Polsce Kościołów poświęconych świętemu .Janowi Chrzcicielowi jest ponad 350 a do znaczących należą katedry w Warszawie, we Wrocławiu, Kamieniu Pomorskim czy też w Toruniu. O znaczeniu tego świętego świadczyć może również popularność imienia Jan jak i Janina dla kobiet, nazw miast i wsi pochodzących od tego imienia, jak również umieszczenie jego postaci w herbach 18 miast i osad.

Święty Jan jest patronem wielu zakonów np. joannitów oraz mnichów, dziewic, pasterzy, kowali, krawców, kuśnierzy, rymarzy, abstynentów, niezamężnych matek, skazanych na śmierć. Jest patronem wielu państw, miast w świecie jak i w Polsce. Wspomnienie jego obchodzimy dwa razy w roku: 24 czerwca Narodzenie św. Jana oraz 29 sierpnia wspomnienie jego męczeństwa.

 

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W czerwcu 2018 ROKU.

Doczesne przyjemności

Powiem ci o miłości niedoskonałej. Nie zamilczę przed tobą o złudzeniu, jakiemu ulegają ci, co kochają Boga dla swej własnej pociechy. Wiedz o tym, że jeśli sługa Boży kocha Go niedoskonale, szuka nie tyle Boga, ile pociechy, dla której Go kocha.

Przekonać się o tym można przez to, że kiedy mu braknie pociechy duchowej lub doczesnej, smuci się. O pociechy doczesne chodzi przede wszystkim ludziom tego świata, którzy spełniają pewne czyny cnoty, dopóki im się dobrze powodzi. Lecz kiedy spotka ich przykrość, którą zsyłana jest dla ich dobra, doznają zamieszania w tej odrobinie dobra, które czynili. Gdyby ich spytać, skąd to zniechęcenie twoje, odpowiedzą: „Bo spotkało mnie nieszczęście, i to nieliczne dobro, które czyniłem, wydaje mi się stracone, gdyż nie spełniam go już, jak sądzę, z tym sercem i z tą ochotą, jak to czyniłem dawniej. Powodem tego jest udręczenie, którego doznałem, bo przedtem, zdaje mi się, z większym pokojem i pogodą serca, czyniłem więcej, niż czynię teraz”. Mówiąc tak, łudzą się co do źródła własnej przyjemności.

Nieprawdą jest, że udręczenie jest przyczyną tego, iż mniej kochają i mniej działają. Czyny, które się spełnia w czasie udręczenia, mają przez się taką samą wartość, co dzieła dokonywane przedtem w czasie pociechy; mogłyby nawet mieć wartość większą, gdyby się z nimi łączyła cierpliwość. Prawdą jest, że właśnie z pomyślności czerpali swą radość, a miłość, którą żywili dla Boga, okazywali Mu w tych nielicznych czynach cnoty. Serce ich było spokojne, bo zadowalali się tym skąpym działaniem. Gdy zabrakło im pociechy, która była całą ich radością, zdaje im się, że stracili pokój, który, zdaniem swoim, znajdowali w pełnieniu cnoty.

Łudzą się, dzieje się z nimi jak z człowiekiem, który ma ogród. Człowiek ten upatruje przyjemność w przebywaniu w swoim ogrodzie i w jego uprawianiu. Zdaje mu się, że lubuje się w uprawie ogrodu, podczas gdy naprawdę pociąga go tylko ogród. Jedno zdarzenie objaśni go co do prawdy uczuć. Człowiek traci ogród i odtąd nie znajduje upodobania w ogrodnictwie. Gdyby główną przyjemność widział w samej pracy dal ogrodu, nie przestałaby mu się ona podobać, choć nie posiada on już swego ogrodu. Tak samo ten, który lubuje się w pełnieniu cnoty bardziej niż w pociechach zewnętrznych, nie opuści się w dobrych uczynkach, nie przestanie, o ile nie chce, znajdować w nich spoczynku dla ducha. Gdy przyjdzie niepowodzenie, nie będzie taki jak ów, co utracił ogród.

Poszukiwanie więc własnej przyjemności łudzi ludzi co do własnych czynów. Mówią oni zwykle: „Wiem, że czyniłem lepiej dawniej i znajdowałem w tym więcej pociechy, zanim zostałem tak doświadczony. Przyjemnością było dla mnie czynić dobrze. Teraz nie bawi mnie to, i nie zajmuje wcale”. Sąd ich jest równie fałszywy jak ich słowa. Gdyby szukali zadowolenia w czynieniu dobra, dla miłości samego dobra i cnoty, nie straciliby ochoty, przeciwnie, wzmogłaby się ona i wzrosła. Lecz ponieważ pełnienie cnoty oparte było tylko na własnym ich zadowoleniu zmysłowym, przeto słabnie i ginie.

Oto złudzenie, w które popada większość ludzi, czyniąc dobrze. Oszukują się sami przez poszukiwanie własnej przyjemności.

Słudzy Boga, trwający jeszcze w tej miłości niedoskonałej szukają i kochają Go przez przywiązanie do pociechy i radości, którą w Nim znajdują. Ponieważ Bóg nagradza wszelkie dobro, które się czyni, dając więcej lub mniej, wedle miary miłości tego, który ją otrzymuje, więc Bóg udziela pociech duchowych, już to w ten, już to w inny sposób, w czasie modlitwy. Jeśli to czyni, to nie dlatego, aby dusza nieświadomie czyniła zły użytek z pociechy i zamiast kochać przede wszystkim Boga, który ją nam daje, zważała więcej na pociechę, która została jej dana. Bóg chce, aby dusza ceniła bardziej uczucie miłości, z jakim otrzymuje dary i swoją niegodność, niż przyjemność własnej pociechy.

 

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012