Kim jest sensitivity reader? Jakie są jego obowiązki? Jak powstanie tego nowego zawodu świadczy o naszym współczesnym podejściu do kultury i historii?
Kim jest sensitivity reader?
Sensitivity reader może się wydawać nowością na rynku pracy, jednak do złudzenia przypomina funkcje obecne już w średniowieczu. Obowiązki w ramach tego stanowiska obejmują czytanie książek i różnego rodzaju publikacji oraz sprawdzanie ich pod kątem poprawności treści. Nie mamy jednak na myśli poprawności gramatycznej czy językowej, a raczej wyszukiwanie zwrotów i motywów budzących obecnie społeczny sprzeciw. Sensitivity reader zajmuje się poszukiwaniem wrogiego języka, treści sprzyjających wykluczaniu pewnych grup społecznych, rasizmowi oraz uprzedzeniom. Może także zwracać szczególną uwagę na triggery, przed którymi czytelnik powinien być zawsze przestrzegany. Następnie taki pracownik przesyła do autora oraz wydawcy odpowiedni raport informujący o wykrytych nieodpowiednich treściach, o zastrzeżeniach i ewentualnych sugestiach co do poprawek. Niezastosowanie się do tego typu uwag skutkować może tzw. cancellingiem, czyli cofnięciem publikacji danego materiału.
Kim jest sensitivity reader? Wymagania
W celu skutecznego wyszukiwania w tekście niedelikatnego języka i treści dyskryminujących, należy mieć w sobie szczególną wrażliwość na tego typu wpadki. Właśnie dlatego sensitive readerzy wywodzą się najczęściej z jakichś mniejszości. Najłatwiej bowiem odnosić przyswajane treści do własnej osoby: wtedy właśnie uruchamia się nasz wewnętrzny „radar”. Dodatkowym walorem jest znajomość kultur i tradycji jak największej ilości krajów i regionów. To daje lepszy wgląd w kontrolowane treści, które często zawierają błędy łatwo odbierane później przez czytelników jako obraźliwe lub mało profesjonalne. Od sensitivity readerów wymaga się zatem szerokiej wiedzy o współczesnej kulturze historii zarówno lokalnej oraz globalnej. Muszą także stale aktualizować swoje wiadomości na temat społecznie akceptowanego języka.
Kontrowersje
Sensitivity reader jest zatem czymś w rodzaju współczesnego cenzora. Zmieniły się jedynie treści uznane za zakazane. Obecnie dąży się do jak największej różnorodności kulturowej w publikacjach, inkluzywności oraz jak najbardziej neutralnego języka. Coraz częściej pojawiają się jednak próby „poprawiania” starszych wydań książek, w tym klasyki literatury. Dlaczego? Ponieważ treści akceptowalne i zupełnie normalne w przeszłości obecnie mogą zostać zrozumiane jako obraźliwe.
Piszemy nową historię?
Jest to zupełnie zrozumiałe, że z biegiem lat zmienia się akceptacja społeczna dotycząca różnych tematów, mamy do czynienia z innymi realiami politycznymi, światopoglądowymi i naukowymi. Świat nie stoi w miejscu, zatem również kryteria wydawnicze podlegają przemianom. Jednakże sensitivity reading działający wstecz wzbudza coraz większe kontrowersje. Brak poszanowania dla oryginalnych treści znanych i popularnych książek (często nagradzanych) niebezpiecznie zbliża się do prób pisania na nowo historii. Wszak to właśnie książki stanowią najlepsze świadectwo zdarzeń, myślenia i języka przeszłości. Nawet jeśli dla współczesnego czytelnika pewne zapisy będą brzmiały np. obraźliwie, nielogicznie lub rasistowsko – to nie zmienia faktu, iż kiedyś tak wyglądał świat i tak pisano.
Nowe odsłony książek
Głośnym przypadkiem modyfikacji klasyków literatury jest przypadek z tego roku, kiedy to postanowiono wydać na nowo książki Iana Fleminga. Seria o Agencie 007 z okazji 70 rocznicy premiery Casino Royale uzyska nową szatę graficzną, jednak jej treść nie zostanie niezmieniona. Uznano ją bowiem za obraźliwą w stosunku do osób czarnoskórych, przede wszystkim ze względu na język, jakim operuje Flemming. Część zwrotów postanowiono zmodyfikować, by zyskały bardziej neutralny charakter. Fani pisarza zareagowali na decyzję falą nieprzychylnych komentarzy. Według nich to zbyt wielka ingerencja w tekst i całkowity brak zrozumienia dla realiów lat, w których seria powstawała. Co więcej, nie ma już możliwości uzyskania zgody autora na jakiekolwiek zmiany w tekście. Wcześniej podobny los spotkał także książki dla dzieci autorstwa Roalda Dahla. Kolejna „w kolejce” jest Agata Christie i zmiany planowane w jej książkach wzbudzą najprawdopodobniej jeszcze większe kontrowersje.
Kim jest sensitivity reader? Znak czasu
Powstawanie takich stanowisk pracy jak sensitivity reader to świadectwo kondycji współczesnego społeczeństwa. Poprawność polityczna zaczyna przeważać nad wartością merytoryczną. Z jednej strony cenzura działa w słusznej sprawie, ponieważ zapobiega treściom obraźliwym i nawołującym do przemocy. Trudno jednak nie martwić się o wolność słowa, podczas gdy cenzorzy próbują zmieniać treści nie tylko wydawane obecnie, ale także te obecne na rynku już od dawna. Jeśli jednak uznamy, że pewne poprawki są konieczne, jak daleko może sięgać ingerencja wydawcy w korygowane materiały? Co z prawami autorskimi? Od kogo uzyskać autoryzację, jeśli autor nie żyje? Zabiegi cenzorskie stanowią także istotny element tzw. kultury cancellingu, zyskującej coraz większy wpływ na dzisiejsze media, kulturę i politykę. Pewnym niewygodnym treściom lub osobom po prostu obcina się zasięgi, tak by nie mogły docierać do szerszej publiczności. Często ma to miejsce w ramach prewencji, jednak w wielu przypadkach „kasuje się” za karę. Jedna niezręczna wypowiedź w mediach, jeden niefortunnie sformułowany materiał – i już twórca zostaje usunięty (ang. cancelled).
Źródło – goldenowls.pl/kim-jest-sensitivity-reader/




Powtarzam: było to 11 kwietnia 1961 roku, we wtorek. W ówczesnym państwie monopartyjnym panował zwyczaj, by towarzyszy na kierowniczych stanowiskach w porę informować zawsze o wszystkim, żeby nie byli zaskoczeni, albo też nie dowiadywali się o jakichś wydarzeniach skądinąd (broń Boże z Radia Wolna Europa). Świadczyłoby to, że Budapeszt podał dalej wiadomość otrzymaną z Moskwy. Mogę sobie wyobrazić, że tegoż wieczoru rzecz rozegrała się podobnie nie tylko w naszym mieście i nie tylko na Węgrzech. Moskwa zawiadomiła najpierw partyjnych przywódców państw satelickich, ci swoich ludzi w stolicach i z kolei wieść poszła do województw, regionów, podwładnych “republik” i tak dalej. Oczywiście wszędzie przekazano wiadomość tylko kierownikom, lecz podobnie jak to się stało u nas, ci, chełpiąc się posiadaniem dobrych informacji, podali je swemu bliskiemu otoczeniu. Nic więc dziwnego, że w ciągu kilku godzin wieści rozeszły się po całym mieście.






Samuel Lipszyc przyjął chrzest i jego dzieci również. W trakcie wizyty wyświetlany jest film w którym są przytaczane wypowiedzi żyjących do dziś wychowanków Heleny Kowalskiej. Stwierdzają oni jednoznacznie, że w dzieciństwie byli katolikami, natomiast teraz określają się jako niewierzący. Podobnie było z ich mamą p. Aldoną – po wojnie stała się osobą niewierząca.