Apoftegmaty – trzy obrazy

Abba Arseniusz opowiadał jakoby o kimś innym – ale to na pewno o niego chodziło – taką historię. Pewien starzec, siedząc w celi, usłyszał głos mówiący: „Chodź, pokażę ci dzieła ludzkie”. Wstał więc i wyszedł, i zaprowadzono go w jakieś miejsce, gdzie zobaczył murzyna, który rąbał drewno i układał je w wielką wiązkę. Próbował tę wiązkę unieść, ale nie mógł: i wtedy zamiast coś z niej odjąć, znowu rąbał drewno i jeszcze więcej do niej dokładał. Trwało to długo. Nieco dalej pokazano starcowi człowieka, który stał nad jeziorem i czerpał z niego wodę i lał ją do dziurawego naczynia, tak że woda z powrotem spływała do jeziora. A głos dalej mówił do starca: „Chodź, pokażę ci jeszcze coś więcej”. I zobaczył starzec świątynię, a przed nią dwóch ludzi na koniach trzymało w poprzek belkę, stojąc jeden obok drugiego. I chcieli z nią wjechać przez bramę, ale nie mogli, ponieważ belka była ustawiona w poprzek. Żaden jednak z nich nie poniżył się do tego, żeby stanąć za towarzyszem i ustawić belkę na wprost: toteż i stali przed bramą. A głos mówił: „Ci tutaj to są ludzie, którzy jarzmo sprawiedliwości niosą z pychą, i nie chcą się upokorzyć, aby się poprawić i pójść pokorną drogą Chrystusową (Mt 5,20; 11,29n): toteż i pozostaną na zewnątrz Królestwa Bożego. Ten zaś, co rąbał drewno, to człowiek mający wiele grzechów na sumieniu: i zamiast się nawrócić, dodaje do tych grzechów jeszcze dalsze. A ten co czerpał wodę, to człowiek, który wprawdzie spełnia dobre czyny, ale ponieważ jest w nich domieszka zła, przepada także i dobro. Toteż każdy człowiek powinien czuwać nad swymi czynami, aby się nie trudził na próżno” (Flp 2,16).

 

Za: Apoftegmaty Ojców Pustyni – tom 1; Gerontikon.

 

Cztery dary Ducha Świętego

Są między siedmioma darami takie, które uświęcają umysł; przez te dary Duch Święty tworzy Doktorów Kościoła. Wiara jest jak słońce, teologia zaś to jakby promienie z tego słońca wychodzące. To wielkie promieniowanie wiary polega po części na tym, przeciwko czemu świat szturmuje jako dogmatowi – to nazywa się teologią dogmatyczną; po części na tym, czego świat nie rozumie – to nazywa się teologią mistyczną; po części na tym, czego świat nienawidzi – to nazywa się teologią ascetyczną; po części wreszcie na tym, co świat bezustannie gwałci – to nazywa się teologią moralną. Te cztery wielkie obszary prawdy Bożej uprawiane są w Kościele przez ludzi, których do tego dzieła oświeca i uświęca Duch Święty. Mężowie tacy jak św. Atanazy, św. Augustyn, św. Leon, św. Anzelm z Canterbury, św. Tomasz z Akwinu, św. Bonawentura, św. Bernardyn Sieneński, św. Alfons i cała rzesza innych, którzy choć nie zostali kanonizowani na ziemi, są przecież Świętymi w niebie – wszyscy oni byli oświęceni przez Ducha Świętego czterema darami, które udoskonalają umysł, a byli oświęceni dla oświecenia Kościoła. Każdy z nich wedle rodzaju daru, jaki w dominującej mierze w nim działał – czy był to dar umiejętności, rady, rozumu czy mądrości – uprawiał i podawał dalej naukę prawdy: dogmatycznej, mistycznej, ascetycznej, bądź moralnej.

Możemy tu też zaliczyć Papieży, którzy ustanawiali prawa Kościoła. Święte prawo kanoniczne – choć zawsze byli ludzie, którzy upartą wolą i ciasnym umysłem przeciw niemu powstawali – to najszlachetniejsze, najwyższe i najczystsze prawodawstwo, jakie rodzaj ludzki kiedykolwiek znał i posiadał. Prawodawstwo Kościoła to mądrość i sprawiedliwość w najwyższym na tej ziemi stopniu doskonałości.

I tu w pełnym świetle ukazuje się różnica pomiędzy Kościołem a światem. Nauczyciele i prawodawcy świata mogą być ludźmi wcale nie uświęconymi – nauczycieli i prawodawców Kościoła tworzy Duch Święty. Wśród tych uczonych, którzy są dzisiaj nauczycielami świata, jest wielu takich, co jawnie zaprzeczają istnieniu Boga; a przecież żyjemy w wieku, w którym ludzie jak nigdy dotąd chełpią się swoją kulturą umysłową, oświeceniem przez naukę i czym tam jeszcze, nie wiem. Jest to jednak kultura umysłowa, której tytułem do dumy jest niepodleganie Bogu i rozwód z uświęceniem woli. Cała potęga „postępu” i „nowoczesnej cywilizacji” skupia dziś wszystkie swoje wysiłki na tym, by osiągnąć cztery rzeczy: wyrugowanie Boga z nauki; wykreślenie Jego imienia z całego wychowania, poczynając od szkoły najwyższej aż po najniższą; wykluczenie Objawionego Prawa Bożego z całego porządku publicznego społeczeństw; a wreszcie wykluczenie Go z całego obszaru ludzkiej kultury umysłowej. Cóż więc dziwnego, że apostołowie, prorocy, uczeni w piśmie i faryzeusze tej nowoczesnej cywilizacji tak się wzburzyli, że wzbili pod niebo takie tumany kurzu, gdy tylko ogłoszony został Syllabus.

Duch Święty stwarza Świętych, i Duch Święty stwarza Doktorów, ale głupcy stwarzają sami siebie. A kim są ci, których Słowo Boże zalicza do głupców? To ci, którzy nie mają w sobie siedmiu darów Ducha Świętego albo ci, którzy, otrzymawszy je, nie chcą zrobić użytku z tych władz, które otrzymali; ci, którzy mając światłość Ducha Świętego i mogą przez nią nabyć mądrości i rozumu, wolą raczej dla próżnej pychy pogasić w sobie te dary. Używam słowa głupiec, bo go przede mną użyło Słowo Boże, a w Słowie Bożym wyraz głupiec znaczy tyle samo co grzesznik.

Mądrością i nauką głupi gardzą – to słowa samego Ducha Świętego. Kto przedkłada ten doczesny świat nad świat przyszły, ten naprawdę głupi robi interes. Kto mając w sobie skarby przewyższające wszystko co może dać człowiek, marnuje je jak hulaka i traci jak bankrut, ten doprawdy jest głupi.

 

Przewodnik życia w Duchu Świętym; Henry Kard. Manning.

Rozproszenie objawem lenistwa

Rozproszenie jest to grzech, który nie ma własnego ciała, ale zwykł czepiać się czegokolwiek. Działa on milczkiem i niełatwo go odkryć. Najzdradliwszą zaś cechą rozproszenia jest okoliczność, iż uchodzi on uwagi osoby rozproszonej nawet wówczas, kiedy bywa zawiniona. Natomiast jej skutki mają się całkiem odwrotnie do niepozornej powierzchowności. W ciągu kilku godzin zdoła ono wniwecz obrócić łaski, zdobyte mozolną pracą długich miesięcy lub owoc całych rekolekcji; przy tym szczególnie dlań sprzyjającym jest czas porekolekcyjny. Przyjrzyjmy się nieco, na czym ono polega. Po fakcie każdy się spostrzega, iż był rozproszony, lecz nie zawsze się wie, na czym ono rozproszenie polegało. Jakiś cień, leżący na duszy mówi mu, że coś tam nie było w porządku, lecz nie każdy umie ten nieporządek nazwać po imieniu.

Roztargnienie polega przede wszystkim na niespełnianiu pewnych spraw w swoim czasie, skutkiem czego jeden obowiązek depcze po piętach drugiego, a wszystkie razem stłoczone zamieniają się w jarzmo, pod którym stękamy i tracimy spokój ducha. Następstwem tego w większości przypadków jest, że brak nam czasu na wykonanie naszego dzieła tak, jak ono winno być zrobione: zbywamy ję czym prędzej, z jakimś nieświętobliwym pośpiechem, z pragnieniem raczej pozbycia się go niż sumiennego wykonania, bardzo niewiele myśląc o Bogu. Słynna zasada francuskiego męża stanu „Nie czyń tego dziś, co możesz odłożyć na jutro”, jakkolwiek przydaje się nieraz w roztropnym załatwianiu obowiązków światowych, to przecie niezmiernie rzadko ma zastosowanie bezpieczne w życiu duchowym. Niemniejsze zamieszanie mogłaby wprowadzić odwrotna zasada, którą miał postawić lord Nelson, iż należy każdą sprawę kończyć na kwadrans przed oznaczonym czasem. Właściwą zasadą jest spełniać wszystkie obowiązki po kolei, w miarę jak się nasuwają, bez pośpiechu a wytrwale, z oczyma utkwionymi w Boga. Nawet bez trzymania się jakiegoś jednostajnego, z góry nałożonego porządku, życie nasze codziennie zwykło sobie żłobić jakieś stałe łożysko, w którym każde zajęcie ma swój czas. Jeśli w tym kierunku będziemy współdziałali, unikniemy z jednej strony natłoku zapóźnionych zajęć, z drugiej zaś ujdziemy niebezpieczeństwu roztargnienia z powodu niezapełnionych chwil. Człowiek bez zajęcia nie może być ani człowiekiem szczęśliwym ani mężem duchownym.

 

Postęp duszy czyli wzrost w świętości, O. Fryderyk William Faber