Święta Katarzyna ze Sieny

Przedstawiając jej życiorys na początku można zadać przewrotne pytanie: czy analfabeta może zostać doktorem Kościoła? W jej przypadku będzie to odpowiedź twierdząca.

Urodziła się 25 marca 1347 roku w Sienie (Włochy) jako jedna z bliźniaczek w rodzinie bardzo wielodzietnej – były jako 23 i 24 dzieci swych rodziców Jakuba Benincasy i Monny Lapy Piangenti. Jej bliźniaczka Joanna zmarła w dzieciństwie – natomiast wdzięk, urok i rezolutność małej Kasi zachwycały nie tylko rodziców ale i krewnych oraz sąsiadów.

Była pobożnym dzieckiem i już w wieku siedmiu lat złożyła Bogu w ofierze swoje dziewictwo. Jej matka chciała by prowadziła życie jak inne dziewczynki w jej wieku – natomiast ona sama chciała wieść życie pokutne. Nie mogąc w domu rodzicielskim urządzić pustelni – własne serce zamieniła w celę zakonną. Z miłości do Chrystusa pracowała nad swoim charakterem, między innymi upatrując w woli rodziców wolę Zbawiciela. Pomimo sprzeciwów w 1363 roku wstępuje do zakonu tercjarskiego dominikanek w Sienie. Tam prowadziła surowe życie zakonne. Jadła skąpo, bardzo mało spała, spędzała dużo czasu na modlitwie i często biczowała się do krwi.

W 1367 roku pod koniec karnawału zostaje w mistyczny sposób zaślubiona Chrystusowi – jako znak tego pojawił się ślad obrączki na jej palcu. Była również obdarzona śladami męki Chrystusa – stygmatami i koroną cierniową.

W tym samym czasie dostała polecenie wyjścia z samotni do rodziny i do tych co jej potrzebują.

Jej działania były nietypowe, miała cięty, ostry język, raczej brak ogłady, porywczy charakter oraz mówiła prawdę prosto w oczy. Mimo tego była orędowniczką pokoju jak i skutecznym mediatorem w sporach.

Katarzyna zaczęła nie tylko przemawiać ale również wysyłała listy do kapłanów, biskupów a nawet samego papieża. Listy były przez nią dyktowane skrybom i według relacji jej spowiednika, była w stanie dyktować nawet cztery listy jednocześnie, nie myląc wątków, nie mieszając faktów, nie tracąc nic z głębi przekazu. Jej nauczanie zostało sprawdzone przez trybunał świętej inkwizycji jako wolne od błędów herezji i zgodne z nauką Kościoła.

Czas, w którym żyła był okresem, w którym papież urzędował w Awinionie. To dzięki napomnieniem, namowom, prośbom i modlitwom Katarzyny Sieneńskiej jak również jej pobycie w tej rezydencji, papież Grzegorz XI w 1377 roku przeniósł z powrotem swoją siedzibę do Rzymu.

Owocami jej działań były liczne nawrócenia ludzi z różnych warstw społecznych. Tak samo martwiła się o duszę biednego rozbójnika jak i błądzącego kardynała. To były dla niej dusze potrzebujące ratunku.

W czasie trwającej dżumy w mieście poświęciła się posłudze chorym i potrzebującym z heroicznym oddaniem. Za kolejnego papieża Urbana VI w Kościele doszło do tzw. wielkiej schizmy zachodniej. Część kardynałów nie zgadza się z wyborem papieża i wybierają spomiędzy siebie antypapieża który przyjmuje imię Klemensa VII. Katarzyna pisze listy do kapłanów i kardynałów, którzy nie uznają prawowitego papieża. Napomina ich i nakłania do jedności z władcą Rzymu. Adresatami jej listów są również królowie i władcy ówczesnej Europy. Jednocześnie pociesza i umacnia papieża Urbana oraz zanosi w jego intencji wiele modlitw.

Oprócz listów perłą mistyki katolickiej jest jej „Dialog o Bożej opatrzności”. Zawarte w nim są zapisy jej rozmów mistycznych z Panem Bogiem. Dialogi te spisywane były na bieżąco przez dominikanów. Powstały najprawdopodobniej między 1377 a 1378 rokiem.

Jej życie duchowe znane jest nam z relacji zatytułowanej „Żywot świętej Katarzyny ze Sieny” autorstwa bł. Rajmunda z Kapui, który był jej spowiednikiem i przewodnikiem duchowym.

„Sam niejednokrotnie byłem świadkiem, jak tłum tysiąca i więcej ludzi, zwołany przez jakąś niewidzialną trąbę, zbiegał się z gór i innych okolic Sieny, aby zobaczyć Katarzynę i jej słuchać. Nawet jej słów nie potrzeba było, sam jej widok wystarczał, aby ludzie kruszyli się ze swoich zbrodni. Płakali i żałowali za swoje grzechy, i biegli do spowiedników (wśród których i ja byłem). Spowiadali się zaś z taką skruchą, że nie było wątpliwości, iż wielka obfitość łaski została wylana z góry w ich serca. Zdarzało się to nie jeden czy dwa razy, ale bardzo często.

Z tego względu świętej pamięci papież Grzegorz XI, uradowany i szczęśliwy z takiego pożytku dusz, upoważnił mnie oraz dwóch moich towarzyszy do odpuszczania takich grzechów, które rozwiązać mogą tylko biskupi. Ten, co jest Prawdą, która nie oszukuje i nie da się oszukać, wie, jak wielu zbrodniarzy i obciążonych wielkimi grzechami przychodziło wówczas do nas.

Przychodzili tacy, którzy nigdy jeszcze się nie spowiadali, oraz tacy, którzy nigdy jeszcze ważnie nie przyjęli sakramentu pokuty. Często na czczo staliśmy aż do samego wieczora i nie byliśmy w stanie wysłuchać wszystkich, którzy chcieli się spowiadać.

Żeby zaś wyznać własną niedoskonałość oraz płodność tej świętej dziewicy, tak się cisnęli ludzie do spowiedzi, że wielokrotnie byłem zmęczony i prawie nieprzytomny od tej pracy ponad siłę. Ona zaś nieustannie się modliła i jak zwyciężczyni zagarniając łup, tym bardziej radowała się w Panu. Pozostałym zaś synom i córkom nakazywała, aby usługiwali nam, pracującym przy sieciach, które ona zarzuciła.”

Katarzyna Benincasa zmarła z wycieńczenia 29 kwietnia 1380 roku mając 33 lata. Uroczyście beatyfikowana przez papieża Piusa II 26 czerwca 1461 roku w bazylice św. Piotra. W 1866 roku ogłoszona została patronką Rzymu. Papież Paweł VI w 1970 roku ogłosił ją Doktorem Kościoła. Jest patronką Europy, Włoch, Rzymu, Sieny oraz pielęgniarek, strażników i strażaków, osób cierpiących oraz kobiet, które poroniły. Jej atrybutami w ikonografii są: lilia, książka, krzyż, korona cierniowa, biało-czarny habit dominikański, stygmaty na dłoniach, serce gorejące. Wspomnienie jej obchodzimy w dzień jej śmierci – 29 kwietnia.

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W kwietniu 2019 ROKU.

Historia antykultury według Krzysztofa Karonia

Spotkałem reklamę książki pana Krzysztofa Karonia, jak i wywiady z nim w miejscach, o których wiem, że podchodzą do takich rzeczy poważnie. Zainteresowało mnie to i zacząłem lekturę.

Chcąc mówić czy też pisać o antykulturze autor podaje nam na początku czym jest sama kultura. I jest to podejście jak najbardziej prawidłowe.

Czym zatem jest kultura według Krzysztofa Karonia?

Na początek podana jest definicja angielskiego antropologa Edwarda Tylora. Ma ona chyba dla autora znaczenie, gdyż jej treść jest wyróżniona pogrubioną czcionką.

Kultura lub cywilizacja, ujęta w szerokim sensie etnograficznym, jest to kompleksowa całość obejmująca wiedzę, wierzenia, sztukę, moralność, prawa, obyczaje, oraz wszelkie inne zdolności i nawyki nabyte przez człowieka jako członka społeczeństwa.

Zagłębiając się i wyjaśniając różne odniesienia podanej definicji dochodzimy do takiego stwierdzenie: „Najwięcej nieporozumień budzi często spotykane rozróżnienie pojęć na elitarną kulturę wysoką i masową (popularną) kulturę niską. Wyjaśnienie tego rozróżnienia wykracza poza ramy tego szkicu, wymaga zresztą ustalenia, czym jest sama kultura”(!).

I tu rodzi się pytanie: po co jest podana definicja kultury gdy parę zdań dalej autor podaje, że jeszcze nie ustalił czym ona jest?

I dalej.

Do prezentacji swoim przemyśleń w zakresie kultury Krzysztof Karoń posługuje się pojęciem „mechanizm kultury”. Jest podana jego definicja (pogrubionym drukiem): Wewnętrzny mechanizm automatyzacji skłaniający człowieka do podejmowania nieprzyjemnego wysiłku w celu stworzenia dzieła umożliwiającego przeżycie satysfakcji to podstawowy mechanizm kultury.

I dalszy ciąg już normalnym drukiem: „Kultura w znaczeniu społecznym to taka formacja społeczno-ekonomiczno-polityczna, która umożliwia uruchomienie i działanie w człowieku podstawowego mechanizmu kultury tworzącego motywację do dobrowolnego podejmowania celowego wysiłku prowadzącego do powstania społecznie użytecznego dzieła (produktu, dobra)”.

I taki jeszcze cytat: „Zasadnym wydaje się rozumienie pojęcia kultura jako zbioru tylko takich wzorców zachowań, których celem jest doskonalenie (budowa, konstruowanie, rozwój) osiągane kosztem wysiłku (praca, nauka, trening) zwieńczonego dziełem (materialnym lub niematerialnym) i nagradzanego satysfakcją (podziwem, uznaniem, zachwytem, szacunkiem, pieniędzmi).”

Parę akapitów dalej, dosłownie na sąsiedniej stronie, mamy pogrubione zdanie: Kultura może prowadzić do zbrodni.

 

W jaki sposób „mechanizm kultury”(tworzący społecznie użyteczne dzieła), powodujące zachwyt może prowadzić do zbrodni, tego autor nie wyjaśnia, mimo, że stwierdza, że tak jest i jest to dla niego oczywistością.

 

Podrozdział Kultury dobre i złe zawiera takie stwierdzenie: „Istnieją przecież różne kultury(…), jednak nikt nie ma (a raczej nie powinien mieć) również wątpliwości, że jedynie kultura chrześcijańska stworzyła najwyżej rozwiniętą cywilizację wysokich technologii, powszechnego dobrobytu i powszechnej wolności.” Jasne zauważenie jakiejś sytuacji. Zaraz pojawia się stwierdzenie, że różnice między kulturami sprowadzają się do różnic w systemach wartości wyznaczających ich cel, kierujących nimi w drodze do tegoż celu i hamujących przed rozbiciem się lub stoczeniem w przepaść. Jakie to są wartości? Nie ma wyjaśnienia.

Podobne stwierdzenia możemy znaleźć w podrozdziale Hierarchia elementów: Przykładowo akapit: „Jedyną kulturą, jaka stworzyła cywilizację wysokich technologii, jest kultura chrześcijańska, i tylko system wartości chrześcijańskich (a mówiąc precyzyjniej katolickich – nie ma tu miejsca na szczegółowe uzasadnienie) dzięki upowszechnieniu kultury w postaci etosu pracy umożliwił niespotykane wcześniej poszerzenie sfery wolności. Współcześni ludzie cenią sobie ten cywilizacyjny i wolnościowy dorobek, nawet nie zadając sobie sprawy z jego źródła.”

Jasno z niego wynika, że według autora kultura w stosunku do cywilizacji jest rzeczą sprawczą, że kultura tworzy cywilizacje.

 

Drugi rozdział książki to Errata do historii kultury a jego pierwszy podrozdział nosi tytuł Instytucje zła.

Co jest, według autora pierwszą instytucją zła? Może to będzie zaskoczenie a może i nie, dla autora jest nim Kościół Katolicki oraz chrześcijaństwo a zwłaszcza katolicyzm.

Jaki jest zdaniem p. Karonia negatywny dorobek chrześcijaństwa?

– wspieranie opresyjnej władzy świeckiej,

– ekspansjonizm ideologiczny,

– monopolizacja systemu edukacji i wychowania,

– restrykcyjna moralność religijna i obyczajowość,

– hamowanie rozwoju nauki,

– hamowanie postępu społecznego,

– ograniczenie wszelkich form wolności słowa i myśli i krzewienie nietolerancji.

 

Prawdę mówiąc każdy z tych punktów wymaga sporego referatu wyjaśniającego błędy. Zwłaszcza, że autor rzuca sformułowania hasłowo, bez uzasadnienia. Opiera się na pobieżnej i obiegowej opinii środowisk antykatolickich, nie chcąc nawet zajrzeć do źródeł – niekoniecznie katolickich. Wystarczy popatrzeć na początki uniwersytetów by zauważyć, że to właśnie Kościół Katolicki a zwłaszcza katolicyzm stał za powołaniem takich instytucji, dawał swoich kapłanów jako rektorów i wykładowców oraz dbał o to by były one nieskrępowane w swoich badaniach. Ciężko również udowodnić monopolizację edukacji, gdy w XIV-XVIII wieku państwo jako takie nie było w ogóle zainteresowane kształceniem dzieci i młodzieży. Kościół nie był monopolistą – był jedyną instytucją, która działa w tym zakresie. Dlatego też nie można mówić o monopolu, gdyż to sugeruje, że były inne instytucje działające na tym polu – a tak nie było.

Dotyczy to również innych zarzutów stawianych przez p. Karonia Kościołowi Katolickiemu.

Czytając tą książkę, dziwię się bardzo, że jest ona promowana przez portale, które chcą uchodzić za katolickie. Z jednej strony chaos myślowy, brak dyscypliny pojęciowej, zlepek myśli i pojęć często ze sobą nie powiązany a nawet stojących w opozycji, trudność z uchwyceniem przyczyny i skutku a z drugiej strony otwarty antykatolicyzm i walka z Kościołem Katolickim dyskredytują promowanie jej gdziekolwiek.

Niewykluczone, że promowana jest ta pozycja jako antidotum na powszechny jeszcze marksizm. Ale niestety książka pisana jest z pozycji marksisty, z pozycji materialistycznej. I tak naprawdę wprowadza ona większy zamęt niż porządkowanie pojęć i zjawisk.

 

Moc kapłana

Syn Boży posiada mądrość nieskończoną, która zarządza światem, dając mu inteligencję i wiedzę. Największą mądrością obdarzył aniołów, ażeby z jej pomocą dokonywali licznych przedziwnych i wielkich rzeczy. 1. O ileż wyższa od niej jest jednak łaska dana kapłanom, z pomocą której stwarzają nie rzeczy skończone, lecz samego Syna Bożego, Pana i Twórcę wszelkiej mądrości. To zaś jest czymś o wiele więcej niż gdyby im dano moc obdarzania wszelką wiedzą stworzoną albo mocą jej pozbawioną. 2. Spróbuj przeto zestawić Boską wielkość najświętszej Eucharystii z jakąkolwiek wiedzą aniołów, musimy przyznać, że nie dorównuje jej godnością, co więcej – wiedza Eucharystię adoruje. Tymczasem najświętsze kapłaństwo jej godne, bo stwarza ją, dotyka swymi rękami i podaje do adorowania aniołom, którzy ją drżący otaczają. 3. Czcisz człowieka przyodzianego purpurą, który w swym złotym pierścieniu ma niesłychanie cenną perłę, a przecież nie mógłby jej stworzyć, nie chciałby też dać jej innemu ani też by nie chciał, żeby wielu ją nabyło. A na ileż większy szacunek zasługuje każdy kapłan, który trzyma w rękach Boską Perłę i jednym swoim słowem tworzy ich tysiące, tysiącom też rozdaje i nigdy mu ich nie zabraknie. 4. Tej czci ustępuje wszelka cześć okazywana aniołom. Co więcej, ich cześć z pokorą klęka przed tamtą i z drżeniem pragnie jej służyć, a służba ta jest dla niej zaszczytem i napełnia ją najwyższą radością. 5. Jak bardzo by się radował ten, kto by mógł dać sobie albo drugiemu jakąś wielką wiedzę! A przecież nie można i nie należy jej nawet porównywać z darem Eucharystii. Toteż: a) jakże wielkiego dobra pozbawia świata ten, kto mogąc, nie odprawia mszy; b) jak trudno będzie, niestety, usprawiedliwić tak poważne zaniedbanie; c) niemożliwe też będzie zwrócenie tego wielkiego dobra zabranego innym przez zaniedbanie, bo też nie można zwrócić tego, czego się nie zrobiło, jak nie można przywrócić dnia, który minął, tak też nieodprawionej poprzedniego dnia mszy.

Tak więc w jednej Eucharystii zawarte są wszystkie rzeczy tego świata, Światło na światłami, Stwórca, który dostarcza wiedzę: wargi kapłana niech tej wiedzy strzegą. Nawet gdyby Bóg nie chciał, żeby Maryja była przy Synu i kimś najważniejszym na świecie, i Tą, która oświeca wszystkich, to by jednak nie tylko było słuszną rzeczą, ale nawet trzeba by było, by przede wszystkim kapłani stwarzali tę Gwiazdę Maryję i w Pozdrowieniu anielskim pozdrawiali Ją jako światło i zbawienie. A ponieważ w żadnym innym miejscu nie pojawia się rzecz bardziej czcigodna nie w Różańcu, trzeba niewątpliwie, żeby to nabożeństwo kapłani praktykowali jak najczęściej i pobożnie oraz żeby swym przykładem i w kazaniach zalecali je świeckim. Czy Kościół nie czcił zawsze Maryi, Matki Bożej jako orędowniczki i opiekunki wszelkiej wiedzy i blasku świętości bijącego od Ojca? Zadaniem kapłanów jest więc codziennie strzec i umacniać w sobie tę wiedzą, a także przekazywać ją ludowi i rozpowszechniać.

 

Z „Psałterza Jezusa i Maryi” błogosławionego Alana de la Roche

 

Wielkanoc 2020

Utrudnienia materialne i fizyczne w przeżywaniu Zmartwychwstania Pańskiego, niechaj będą źródłem do mocniejszego i spokojniejszego duchowego spotkania  z Chrystusem.

Niech ten czas otworzy nas na łaski Boże i pozwoli nam przyjmować je 
z rado
ścią.

Grażyna i Rafał

Alexander Ivanov – Christ’s Appearance to Mary Magdalene after the Resurrection

 

Życie wyobraźnią

Ach, to życie wyobraźni! My nie rozumiemy dobrze, jakie ono miejsce w życiu zajmuje naszym, inaczej czuwalibyśmy nad nim w daleko inny sposób. Powiedzieć można, że jaka wyobraźnia, taki człowiek, jakie wyobraźni życie, takie i życie człowieka. I znowu można powiedzieć, że jeżeli nieczystość zmysłów przyrównana być może do kanałów, czyli ścieków, przez które plugastwo przepływa, tedy wyobraźnię przyrównać potrzeba do ściekowiska samego, w którym plugastwo samo w sobie grzęźnie i z sobą samym w fermentację wchodzi.

Powiedziałem, że jaka wyobraźnia, taki człowiek! I powtarzam, bo to, niestety widoczna jak na dłoni. Ledwie dziesiąty może rządzi się rozumem i rzeczywistością, a może tysięczny rozumem chrześcijańskim nadprzyrodzonym i rzeczywistością Bożą i wiekuistą; wszyscy inni, miliony – wyobraźnią. Szczęśliwy jeszcze ten, kto ma poczucie, kto ma czyste serce; takie serce obroni go i od wyobraźni; ale takich niewiele! Zresztą wszędzie wyobraźnia panuje i rządzi; ona nie wie i ani się troszczy o to, co rzeczywistość, co obowiązek, co wola Boża szczególniej; ani się pyta o to. Ona idzie na ślepo, pozwala sobie wszystkiego, żyje i panuje samowolnie, samowładnie, po tyrańsku, urojeniami, kaprysami, widzimisiami, zachciankami, sympatiami, antypatiami, goniąc za tym tylko, co się podoba, co na tę chwilę szczęśliwym uczyni i tak na oślep pędzi naprzód, a biedne popychadło tej szalonej samorządności, człowiek, ani pomyśli nawet o tym, by się obejrzeć, aby się wstrzymać, a tym mniej, aby kiedykolwiek zwyciężyć siebie i do rzeczywistości świętej, do Boga się obrócić. Istne zwierzątko; trzy rzeczy go wiodą: instynkt, wyobraźnia, apetyt! I to człowiek? I to dzieło Boże? I to dusza Krwią Chrystusa zbawiona? Męką Jego okrutną tak drogo odkupiona? O człowieku! Czyżeś ty raczej nie jeden z tych oprawców Chrystusowych, którzy Jego skronie cierniami przebodli? Czyś nie jeden z tych okrutniejszych albo szaleńczych, którzy biorą ową trzcinę fatalną do ręki i uderzają raz po razie, bez miary i liczby, po tej koronie boleści? Czy przesadzę, jeżeli zapytam, czy nie gorzej jeszcze czynisz: tamci przez godzinę jaką bawili się w swoją grę okrutną, a twoja wyobraźnia tej gry nigdy nie przerywa, a ty od rana do wieczora i znowu od wieczora do rana tylko kolce dawać umiesz Zbawicielowi swemu. O nieszczęśliwy!

Ach, wiemci, wiem, że wielu z was, o ludzie żyjący wyobraźnią, nie wiedzą, co czynią, że nigdy się nie zastanowią: ależ w tym wina wasza, w tym nieszczęście, że nie myślicie o tym, co czynicie, i nie zastanowicie się nigdy nad tym waszym nieszczęściem.

O Jezu mój, o Zbawicielu, gdyby ci ludzie wiedzieli, coś Ty za nich wycierpiał, choćby w tym cierniem ukoronowaniu Twoim! Gdyby uczuli całą tej boleści, że tak powiem, i głębokość, i szerokość, i długość, a szczególniej długość, przeciągłość, okrutniejszą niż okrucieństwo Męki samej!

 

Piotr Semenenko CR; Kazania o męce i śmierci Pana Jezusa; Oficyna Wydawnicza Viator, Warszawa 2001

Pochwała Krzyża

Krzyż jest dobry i drogocenny z bardzo wielu powodów:

  1. Ponieważ upodabnia nas do Jezusa Chrystusa;
  2. Ponieważ czyni nas godnymi dziećmi Ojca przedwiecznego, godnymi członkami Jezusa Chrystusa i godnymi świątyniami Ducha Świętego. Bóg Ojciec karze wszystkie dzieci, które przyjmuje: to są wyrocznie: „castigat… omnem filius quem recipit”(Hbr 12,6). Jezus Chrystus przyjmuje za swoich tylko tych, którzy niosą swój krzyż. Duch Święty ociosuje i wygładza wszystkie żywe kamienie niebieskiego Jeruzalem, to znaczy wybranych;
  3. Krzyż jest dobry, ponieważ oświeca umysł i daje mu więcej rozeznania niż wszystkie księgi świata: qui non est tentatus, guid scit(Syr 34,9: Kto nie był kuszony, cóż wie?)?
  4. Ponieważ, kiedy się go dobrze niesie, jest przyczyną, pokarmem i świadectwem miłości. Rozpala ogień boskiej miłości w sercu, odrywając je od stworzeń. Podtrzymuje i pomnaża tę miłość; i jak drewno jest strawą ognia, tak Krzyż jest strawą miłości. Jest najpewniejszym świadectwem, że kocha się Boga. Tym właśnie świadectwem posłużył się Bóg, by nam pokazać, że nas kocha; i jest to także świadectwo, jakiego Bóg od nas oczekuje, byśmy Mu pokazali, że Go kochamy;
  5. Krzyż jest dobry, ponieważ jest obfitym źródłem wszelkiego rodzaju słodkości i pociech; i rodzi w duszy radość, pokój i łaskę;
  6. Wreszcie jest dobry, ponieważ gotuje temu, kto go niesie, bezmiar chwały w niebie: immensum gloriae pondus operatur(2 Kor 4,17).

Gdybyśmy znali cenę Krzyża, kazalibyśmy odprawiać nowenny, jak święty Piotr z Alkantary, by otrzymać ten subtelny kawałek raju. Mówilibyśmy za świętą Teresą: „Aut pati, aut mori: Cierpieć albo umrzeć”; albo za świętą Marią Magdaleną Pazzi: „Non mori, sed pati: Nie umrzeć, ale cierpieć”. Ze świętym Janem od Krzyż prosilibyśmy jedynie o łaskę cierpienia czegoś dla Niego: „pati et contemni pro te”(Cierpieć i być wzgardzonym dla Ciebie). W niebie z rzeczy ziemskich ceni się jedynie Krzyż, mówił ten Doktor Kościoła do pewnej sługi Bożej po śmierci. „Mam krzyże, których cena jest tak wielka, mówił Pan do jednego ze swych sług, że jest to wszystko, co moja najdroższa Matka przy całej swej wszechmocy może uzyskać ode Mnie dla swoich wiernych sług”.

Mędrcze tego świata, światowcu, w ogóle nie rozumiesz tego tajemnego języka. Nazbyt kochasz przyjemności, nazbyt poszukujesz uciech, zbytnio kochasz dobra tego świata, zbytnio obawiasz się wzgardy i upokorzeń, jednym słowem, jesteś zbyt wielkim nieprzyjacielem Krzyża Jezusa. Cenisz, a nawet wychwalasz Krzyż w ogóle; ale nie swój, przed którym uciekasz jak możesz albo który wleczesz jedynie wbrew sobie, szemrząc, niecierpliwiąc się i skarżąc. Zdaje mi się, że widzę krowy, które rycząc, ciągnęły pod przymusem arkę przymierza, w której znajdował się to co najcenniejsze na świecie: trahentes et mugientes(1 Sm 6,12).

Nieskończona jest liczba głupców i nieszczęśników, powiada Mądrość(Koh 1,15), ponieważ liczba tych, którzy nie znają ceny Krzyża i noszą go wbrew sobie, jest nieskończona. Jednak wy pozostali, prawdziwi uczniowie Mądrości Przedwiecznej, którzy popadliście w wiele pokus i udręk, którzy cierpicie wiele prześladowań dla sprawiedliwości, którzy jesteście uważani za śmiecie świata, pocieszajcie się, weselcie się, drżyjcie z radości, gdyż Krzyż, który nosicie, jest cennym darem, który wzbudza zazdrość szczęśliwych; oni jednak nie są już do niego zdolni. Cokolwiek z czci, chwały, cnoty jest w Bogu i w samym Jego Duchu Świętym, spoczywa na was, gdyż wasza nagroda jest wielka w niebie, a nawet na ziemi, dzięki łaskom duchowym, jakie dla was uzyskuje.

Miłość Mądrości Przedwiecznej; Święty Ludwik Maria Grignion de Montfort