Życie wyobraźnią

Ach, to życie wyobraźni! My nie rozumiemy dobrze, jakie ono miejsce w życiu zajmuje naszym, inaczej czuwalibyśmy nad nim w daleko inny sposób. Powiedzieć można, że jaka wyobraźnia, taki człowiek, jakie wyobraźni życie, takie i życie człowieka. I znowu można powiedzieć, że jeżeli nieczystość zmysłów przyrównana być może do kanałów, czyli ścieków, prze które plugastwo przepływa, tedy wyobraźnię przyrównać potrzeba do ściekowiska samego, w którym plugastwo samo w sobie grzęźnie i z sobą samym w fermentację wchodzi.

Powiedziałem, że jaka wyobraźnia, taki człowiek! I powtarzam, bo to, niestety widoczna jak na dłoni. Ledwie dziesiąty może rządzi się rozumem i rzeczywistością, a może tysięczny rozumem chrześcijańskim nadprzyrodzonym i rzeczywistością Bożą i wiekuistą; wszyscy inni, miliony – wyobraźnią. Szczęśliwy jeszcze ten, kto ma poczucie, kto ma czyste serce; takie serce obroni go i od wyobraźni; ale takich niewiele! Zresztą wszędzie wyobraźnia panuje i rządzi; ona nie wie i ani się troszczy o to, co rzeczywistość, co obowiązek, co wola Boża szczególniej; ani się pyta o to. Ona idzie na ślepo, pozwala sobie wszystkiego, żyje i panuje samowolnie, samowładnie, po tyrańsku, urojeniami, kaprysami, widzimisiami, zachciankami, sympatiami, antypatiami, goniąc za tym tylko, co się podoba, co na tę chwilę szczęśliwym uczyni i tak na oślep pędzi naprzód, a biedne popychadło tej szalonej samorządności, człowiek, ani pomyśli nawet o tym, by się obejrzeć, aby się wstrzymać, a tym mniej, aby kiedykolwiek zwyciężyć siebie i do rzeczywistości świętej, do Boga się obrócić. Istne zwierzątko; trzy rzeczy go wiodą: instynkt, wyobraźnia, apetyt! I to człowiek? I to dzieło Boże? I to dusza Krwią Chrystusa zbawiona? Męką Jego okrutną tak drogo odkupiona? O człowieku! Czyżeś ty raczej nie jeden z tych oprawców Chrystusowych, którzy Jego skronie cierniami przebodli? Czyś nie jeden z tych okrutniejszych albo szaleńczych, którzy biorą ową trzcinę fatalną do ręki i uderzają raz po razie, bez miary i liczby, po tej koronie boleści? Czy przesadzę, jeżeli zapytam, czy nie gorzej jeszcze czynisz: tamci przez godzinę jaką bawili się w swoją grę okrutną, a twoja wyobraźnia tej gry nigdy nie przerywa, a ty od rana do wieczora i znowu od wieczora do rana tylko kolce dawać umiesz Zbawicielowi swemu. O nieszczęśliwy!

Ach, wiemci, wiem, że wielu z was, o ludzie żyjący wyobraźnią, nie wiedzą, co czynią, że nigdy się nie zastanowią: ależ w tym wina wasza, w tym nieszczęście, że nie myślicie o tym, co czynicie, i nie zastanowicie się nigdy nad tym waszym nieszczęściem.

O Jezu mój, o Zbawicielu, gdyby ci ludzie wiedzieli, coś Ty za nich wycierpiał, choćby w tym cierniem ukoronowaniu Twoim! Gdyby uczuli całą tej boleści, że tak powiem, i głębokość, i szerokość, i długość, a szczególniej długość, przeciągłość, okrutniejszą niż okrucieństwo Męki samej!

 

Piotr Semenenko CR; Kazania o męce i śmierci Pana Jezusa; Oficyna Wydawnicza Viator, Warszawa 2001

Pochwała Krzyża

Krzyż jest dobry i drogocenny z bardzo wielu powodów:

  1. Ponieważ upodabnia nas do Jezusa Chrystusa;
  2. Ponieważ czyni nas godnymi dziećmi Ojca przedwiecznego, godnymi członkami Jezusa Chrystusa i godnymi świątyniami Ducha Świętego. Bóg Ojciec karze wszystkie dzieci, które przyjmuje: to są wyrocznie: „castigat… omnem filius quem recipit”(Hbr 12,6). Jezus Chrystus przyjmuje za swoich tylko tych, którzy niosą swój krzyż. Duch Święty ociosuje i wygładza wszystkie żywe kamienie niebieskiego Jeruzalem, to znaczy wybranych;
  3. Krzyż jest dobry, ponieważ oświeca umysł i daje mu więcej rozeznania niż wszystkie księgi świata: qui non est tentatus, guid scit(Syr 34,9: Kto nie był kuszony, cóż wie?)?
  4. Ponieważ, kiedy się go dobrze niesie, jest przyczyną, pokarmem i świadectwem miłości. Rozpala ogień boskiej miłości w sercu, odrywając je od stworzeń. Podtrzymuje i pomnaża tę miłość; i jak drewno jest strawą ognia, tak Krzyż jest strawą miłości. Jest najpewniejszym świadectwem, że kocha się Boga. Tym właśnie świadectwem posłużył się Bóg, by nam pokazać, że nas kocha; i jest to także świadectwo, jakiego Bóg od nas oczekuje, byśmy Mu pokazali, że Go kochamy;
  5. Krzyż jest dobry, ponieważ jest obfitym źródłem wszelkiego rodzaju słodkości i pociech; i rodzi w duszy radość, pokój i łaskę;
  6. Wreszcie jest dobry, ponieważ gotuje temu, kto go niesie, bezmiar chwały w niebie: immensum gloriae pondus operatur(2 Kor 4,17).

Gdybyśmy znali cenę Krzyża, kazalibyśmy odprawiać nowenny, jak święty Piotr z Alkantary, by otrzymać ten subtelny kawałek raju. Mówilibyśmy za świętą Teresą: „Aut pati, aut mori: Cierpieć albo umrzeć”; albo za świętą Marią Magdaleną Pazzi: „Non mori, sed pati: Nie umrzeć, ale cierpieć”. Ze świętym Janem od Krzyż prosilibyśmy jedynie o łaskę cierpienia czegoś dla Niego: „pati et contemni pro te”(Cierpieć i być wzgardzonym dla Ciebie). W niebie z rzeczy ziemskich ceni się jedynie Krzyż, mówił ten Doktor Kościoła do pewnej sługi Bożej po śmierci. „Mam krzyże, których cena jest tak wielka, mówił Pan do jednego ze swych sług, że jest to wszystko, co moja najdroższa Matka przy całej swej wszechmocy może uzyskać ode Mnie dla swoich wiernych sług”.

Mędrcze tego świata, światowcu, w ogóle nie rozumiesz tego tajemnego języka. Nazbyt kochasz przyjemności, nazbyt poszukujesz uciech, zbytnio kochasz dobra tego świata, zbytnio obawiasz się wzgardy i upokorzeń, jednym słowem, jesteś zbyt wielkim nieprzyjacielem Krzyża Jezusa. Cenisz, a nawet wychwalasz Krzyż w ogóle; ale nie swój, przed którym uciekasz jak możesz albo który wleczesz jedynie wbrew sobie, szemrząc, niecierpliwiąc się i skarżąc. Zdaje mi się, że widzę krowy, które rycząc, ciągnęły pod przymusem arkę przymierza, w której znajdował się to co najcenniejsze na świecie: trahentes et mugientes(1 Sm 6,12).

Nieskończona jest liczba głupców i nieszczęśników, powiada Mądrość(Koh 1,15), ponieważ liczba tych, którzy nie znają ceny Krzyża i noszą go wbrew sobie, jest nieskończona. Jednak wy pozostali, prawdziwi uczniowie Mądrości Przedwiecznej, którzy popadliście w wiele pokus i udręk, którzy cierpicie wiele prześladowań dla sprawiedliwości, którzy jesteście uważani za śmiecie świata, pocieszajcie się, weselcie się, drżyjcie z radości, gdyż Krzyż, który nosicie, jest cennym darem, który wzbudza zazdrość szczęśliwych; oni jednak nie są już do niego zdolni. Cokolwiek z czci, chwały, cnoty jest w Bogu i w samym Jego Duchu Świętym, spoczywa na was, gdyż wasza nagroda jest wielka w niebie, a nawet na ziemi, dzięki łaskom duchowym, jakie dla was uzyskuje.

Miłość Mądrości Przedwiecznej; Święty Ludwik Maria Grignion de Montfort

 

Szemranie… – ofiarować Bogu

Szemranie! Wszak to wyraźny bunt przeciwko samemu Bogu, przeciwko Jego woli. Jak to? – Bóg daje ci do zniesienia drobnostkę, a ty ją odrzucasz – mówisz: „nie chcę tego lub owego – nie podobna mi żyć z tą osobą, znieść tę niesłuszną uwagę, to upokorzenie!… Całą noc czuwałabym chętnie na modlitwie, ale poddać wolę swoją, woli Bożej, nie, tego nigdy nie potrafię!”

Jestże to prawdziwa pobożność! Oj! Podejrzana bardzo twoja pokuta, jeśli z tych cierpień, które wprost od Boga pochodzą, korzystać nie chcesz… To nie duch pokuty pędzi cię do ostrości życia, ale pycha, żądza nadzwyczajności i wyróżnienia, żądza choćby tych oklasków, które człowiek sam sobie daje… jest to miłość własna, kryjąca się pod płaszczykiem umartwienia.

Pięknie w aureoli męczenników wyglądalibyśmy, przeto po tę aureolę ręką sięgamy – jednak bez męczeństwa! O, jakże się szatan z nas natrząsa!

Niestety! Jakże często życiem pokazujemy, że tylko ustami lub wyobraźnią ofiarowaliśmy się Bogu na cierpienie, a w gruncie, według słów św. Pawła, nieprzyjaciółmi krzyża Chrystusowego jesteśmy, gdyż mamy ducha całkiem ziemskiego, który szuka wygódek i spełnienia woli własnej, goni za tym co bohaterskie, a pomija gruntownie cnoty pokory, cierpliwości i poddania się woli Bożej.

Często wszelako – wyznać należy – przyczyną powyższych złudzeń jest brak zastanowienia.

Nie zdaje ci się, aby te drobne codzienne przykrostki miały jaką istotną wartość, nie przypuszczasz, aby było można z nich jaką duchową korzyść odnieść, nie przygotowujesz się więc na przyjęcie ich.

Gdyby Bóg dopuścił jaką większą próbę, być może, że zniósłbyś ją lepiej; gdyby przypadło na ciebie większe cierpienie, przypomniałbyś sobie zapewne, że ono od Boga pochodzi, ofiarowałbyś je Bogu na chwałę, ale te drobne, wstręt i niechęć tylko w tobie budzą.

Te drobne przykrości, którymi życie jest zasłane, mają jednak w rozporządzeniach Bożych niepospolite znaczenie i bodaj czy nie najbardziej ważą na szali naszych zasług. Te drobne próby, małe upokorzenia, nieprzyjemności – bądź od zwierzchników, od rodziców, rodzeństwa, bądź od podwładnych… te małe umartwienia w jedzeniu – choćby przesolenie lub przydymienie potrawy, chleb czerstwy itp., ten niedostatek tej lub owej rzeczy, ten brak tego lub owego, co się wydawało niezbędne, to niedospanie, to towarzystwo osoby uprzykrzonej, niecierpliwiącej, ta konieczność zniesienia czyjego złego humoru, to przybycie czyjeś nie w porę, odrywające cię od najważniejszego zajęcia, przerywając modlitwę,, ta niesprawiedliwość tobie wyrządzona, ten zaduch, to zimno w pokoju, ta niedołężna usługa, ta oschłość w modlitwie, te roje roztargnień przy rozmyślaniu, te pokusy nie dające ci wytchnienia itp., one to przede wszystkim – wiedz o tym dobrze – stanowią krzyż chrześcijanina, krzyż twój, który każdego dnia dźwigać musisz do końca życia. To są drogie perły, które skwapliwie zbierać należy, a z których aniołowie uplotą ci kiedyś koronę w niebie; to są nieustanne upominki Oblubieńca twej duszy, który o tobie nie zapominając, wciąż ci nastręcza drobne krzyżyki dla wyćwiczenia cię w cnocie – słowem, dla większej chwały Bożej i uświęcenia twego. Są to skarby bez ceny, droższe nad wszystkie klejnoty tego świata, a których wartość istotną dopiero w wieczności poznasz.

Cierpienia większe rzadko kiedy się trafiają, czekając przeto na nie, skąpo byś uzbierał zasług na niebo, wówczas gdy tych drobnych, co dzień znaleźć możesz wiele i z nich każdego dnia piękny bukiet ofiarować Bogu.

 

O pobożności prawdziwej i fałszywej; Cecylia Plater-Zyberkówa; Wydawnictwo Monumen; Poznań 2016

Wizja Różańca

Ukazało się [bł. Alanowi z la Roche] piętnaście królowych, majestatem swym nieskończenie górujących nad ziemianami; każdą z nich otaczały ich własne dwórki. 1. Pierwsze pięć, razem ze swymi pięćdziesięcioma dziewczętami, niosły ze sobą tyle samo niezwykle pięknych róż. Na pierwszej z nich widać było wypisane złotymi literami słowo: Ave; na drugie – Maryja; na trzeciej łaska (łac. gratia); na czwartej – pełna (łac.plena); na piątej – Pan (łac. Dominus). 2. Następne pięć królowych, razem z pięćdziesięcioma dziewczętami przynosiły pięć bezcennych pereł. Na pierwszej z nich było wyryte: z Tobą (łac. tecum); na drugiej – błogosławiona (łac. benedicta); na trzeciej – Ty (łac. tu); na czwartej – między niewiastami (łac. in mulieribus); na piątej – i błogosławiony (łac. et benedictus). 3. Ostatnie pięć, razem z pięćdziesięcioma dziewczętami, przynosiły Matce Bożej pięć gwiazd. Na pierwszej z nich widniała inskrypcja: owoc (łac. fructus); na drugiej – łono (łac. ventris); na trzeciej – Twojego (łac. tui); na czwartej Jezus, a na piątej – Chrystus. Wtedy Syn powiedział do swej Matki: „Najsłodsza Matko, najdroższa Oblubienico, trzy są niebieskie cesarstwa, stanowiące razem jedno(cesarstwo): Ojca, Syna i Ducha, z każde z nich posiada pięć własnych królestw. Słuszną jest przeto rzeczą, żebyś była Królową Niebios – nie tylko uczestniczką i wspólniczką, jak wszyscy święci, ale właśnie Królową tych cesarstw. Odwagi zatem!”

I: Cesarstwo Ojca

Należy do niego pięć królestw: 1. Ojcostwo; 2. Jedność; 3. Moc; 4. Wieczność; 5. Stworzenie. Każde z osobna i wszystkie razem są niezmierzone, godne uwielbienia i Boskie.

Ad. 1: Święta Dziewica i Matka tak tutaj mówi z pokorą do Ojca Wszechmocnego, Cesarza: „Bądź pozdrowiony, Ojcze, Bycie nad bytami. Od siebie i od wszystkich moich ofiaruję tę różę, daną mi uprzednio z Twojej łaski.” Jednocześnie z rąk pierwszej królowej wzięła różę z napisem Ave i ofiarowała ją Ojcu za cesarskie królestwo Ojcostwa. Po otrzymaniu „róży ojcostwa” Ojciec rzekł: „Godna to i chwalebna róża! Za to będziesz na zawsze królową królestwa Ojca jako jedyna Matka wszystkich stworzeń. Przez swoje Ave zrodziłaś mojego Syna, Stwórcę wszystkich rzeczy”. Błogosławionemu Alanowi wydawało się, że cały dwór niebieski zapisał w księdze ten dar dla Maryi i dla Jej psałterzystów.

Ad. 2: Stanąwszy przed Królem i przed królestwem Jedności, Maryja wręczając różę, mówi: „Ave Królu świateł! Oto »róża jedności« nieskończonej, od której pochodzą wszystkie rzeczy. Ja Maryja, ofiaruję ją od siebie i od wszystkich moich sług, moich psałterzy stów, jak wiesz i jak chcesz”. Otrzymawszy różę, Król rzekł: „Będziesz błogosławioną Królową królestwa mojej Jedności. Chcę, żeby jedność bytów, wszystkich razem i każdego z osobna, były pod Twoją władzą”.

Ad. 3: Stanęła następnie przed Królem i przed królestwem Mocy i ofiarując różę ze słowem łaska, powiedziała: „Bądź pozdrowiony, najłaskawszy Królu, to dar ode Mnie i od moich sług, psałterzystów. Spodziewam się, że Ci się spodoba.” Król Jej rzekł: „Podoba mi się, podobała i będzie podobać. Bądź Królową mojej Mocy, a każda moc w niebie i na ziemi będzie Ci poddana. Bo Ty zrodziłaś Syna, Moc Ojca, który jest Łaską świata”.

Ad. 4: Stanąwszy przed Królem i w królestwie Wieczności, z pokorą mówiła: „Przyjmij ode Mnie i od moich sług różę pełna ”. Król na to: „Matko całej Wieczności, w nagrodę za Twe zasługi przyjmij, Królowo, to królestwo Wieczności”.

Ad. 5: Gdy w ten sam sposób ofiarowała różę Królowi i królestwo Stworzenia, Pan rzekł: „Królowa otrzymuje to królestwo Stworzenia, ponieważ zrodziła Syna Stwórcę. Jakaż to była radość wszystkich!”

II: Cesarstwo Syna

Zgodnie z przymiotami Syna pięć królestw Radości: 1. Synostwo; 2. Słowo; 3. Mądrość; 4. Odkupienie; 5. Opatrzność. Królowa, która miała stanąć przed Królem i przed każdym z tych królestw, szła pokornie za Przewodnikiem.

Ad. 1: Powiedziawszy to samo, co zawsze mówiła, ofiaruje za siebie i za swoich perłę z inskrypcją z Tobą Królowi Synostwa i królestwu synów Bożych.

Ad. 2: Tak samo daje Królowi perłę błogosławionaś dla królestwa Słowa wcielonego, i Królowa je otrzymuje.

Ad. 3: Dla królestwa Mądrości daje Królowi perłę Twój, i staje się Królową Mądrości.

Ad. 4: Królestwu Odkupienia daję perłę między niewiastami, i staje się Królową Odkupienia.

Ad. 5: Królestwu Opatrzności daję perłę i błogosławiony, i otrzymuje to królestwo. Wtedy rozlegają się nowe odgłosy radości niebian i przedziwne wyrazy chwały.

III. Cesarstwo Ducha (Świętego)

Również to Cesarstwo ma pięć królestw, podobnie jak jest pięć właściwości Ducha Świętego: 1. Uświęcanie; 2. Obdarzanie darami; 3. Posyłanie; 4. Okazywanie łaski; 5. Ocalanie.

Ad. 1: Królowi Duchowi Uświęcicielowi pokorna Dziewica ofiaruje gwiazdę za słowem owoc. Król rzecze Jej: „Najdroższa Przyjaciółko, weź w posiadanie królestwo wszystkich duchów – niech pełnią Twoją wolę. Bo chętnie poczęłaś owoc Ducha Świętego”.

Ad. 2: Ofiarującej królestwu Darów gwiazdę łono Król mówi: „Będziesz Królową Darów Bożych, nikomu nie będzie dany żaden dar naturalny, moralny, żaden dar łaski i chwały bez Twej współpracy i Twojego pośrednictwa”.

Ad. 3: Ofiarującej gwiazdę twój królestwu Misji Król mówi: „Jak przez pośrednictwo Tego błogosławionego łona zostały dane światu wszystkie dobra, tak też najważniejsza misja mojego ukazania się jest poznawana za pośrednictwem posłania do Ciebie Syna. Dlatego będziesz Królową wszystkich misji w obydwu światach i bez Twojej zgody nie dokona się żadna zmiana”.

Ad. 4: Ofiarującej gwiazdę Jezus królestwu Wszelkich Łaski i Dobroci Król mówi: „Będziesz Królową Dobroci, Ja zaś nikomu nie dam żadnego dobra bez Twego pośrednictwa”.

Ad. 5: Ofiarującej gwiazdę Chrystus królestwu Ocalania Król mówi: „Nie chcę, żeby bez Ciebie cokolwiek było ocalone, zarówno w naturze, jak i w łasce. Bo Ty Królowo wszystko zachowująca zrodziłaś Zbawiciela świata”.

A oto zakończenie

Na koniec najświętsza Maryja, w imieniu swoim i wszystkich psałterzystów, oddała siebie samą Trójcy Świętej. Bóg zaś rzekł Jej: „Chcę tego i postanawiam, żebyś udzielone Ci dary miała na wieki. Będziesz triclinium Trójcy Świętej. Ja będę cały w Tobie, a Ty, całkowicie przemieniona, będziesz we Mnie – nie z powodu wniebowzięcia, lecz dlatego że otoczono Cię chwałą szczególną. Nie sprzeciwie się w niczym Twej woli.” Następnie dodał: „Ponieważ dla odnowienia dziesięciu kategorii (łac. praedicamenta) natury te piętnaście darów połączyłaś z Moimi dziesięcioma przykazaniami i Moimi głównymi dziesięcioma cnotami przeciwnymi dziesięciu wadom tego świata, dlatego chcę, żebyś pod tą liczbą była wysławiana w Różańcu. Zwracając się do oblubieńca [bł. Alana z la Roche], Oblubienica powiedziała na koniec: „To, co widziałeś i słyszałeś, głoś w swych kazaniach. Nie lękaj się, Ja jestem z tobą i będę wspomagała ciebie i wszystkich moich psałterzystów. Karać będę przeciwstawiających się tobie. Zginą oni, byłeś zresztą świadkiem tego, widziałeś wielu umierających w grzechach. Teraz uważaj jednak”.

Krzyż i my

Mądrość Przedwieczna, oczekując na wielki dzień swojego triumfu na sądzie ostatecznym, chce, by Krzyż był sygnałem, znakiem, bronią wszystkich jej wybrańców.

Nie przyjmuje żadnego dziecka, które nie ma go za znak; nie przyjmuje żadnego ucznia, który nie nosi go na czole bez zawstydzenia, na sercu bez wstrętu, i na ramionach, nie ciągnąc go za sobą albo odrzucając (Mt 16,24;Łk 9,23).

Nie przyjmuje żadnego żołnierza, który nie bierze go za swój oręż, by się bronić, atakować, by zwyciężać i miażdżyć wszystkich nieprzyjaciół i woła do nich:, ufajcie jam zwyciężył (J16.33), w tym znaku zwyciężysz. Ufajcie mi, moi żołnierze: jestem waszym kapitanem, jestem zwycięzcą moich nieprzyjaciół przez Krzyż, i wy także nim będziecie przez ten znak.

Zamknęła w Krzyżu tak wiele skarbów, łask, życia i radości, że daje poznać tylko swoim największym ulubieńcom. Często odkrywa przez swoimi przyjaciółmi, jak przed Apostołami, wszystkie inne swoje tajemnice : wszystko oznajmiłem wam (J 15,15); ale nie tajemnicę Krzyża, przynajmniej jeśli nie zasłużyli na to bardzo wielką wiernością, wielką pracą. Ach! Jak trzeba być pokornym, małym, umartwionym , uduchowionym i wzgardzonym od świata, by poznać tajemnicę Krzyża, który jest jeszcze i dziś, nie tylko pośród Żydów i pogan, Turków i heretyków, mędrców tego wieku i złych katolików, ale i pośród ludzi nazywanych pobożnymi, nawet bardzo pobożnymi, powodem zgorszenia, przedmiotem szaleństwa, wzgardy i ucieczki; nie w sferze myśli, bo nigdy nie mówiło się więcej, nigdy nie pisało się niż dziś o pięknie i wspaniałości Krzyża; ale w praktyce, ponieważ boimy się, skarżymy się, usprawiedliwiamy się, uciekamy, kiedy chodzi o to, by coś wycierpieć.

„Mój Ojcze, mówi któregoś dnia ta Mądrość Wcielona w uniesieniu radości, widząc piękno Krzyża, dziękuje Ci za to, że zakryłeś przed mądrymi i roztropnymi tego wieku skarby i cuda mojego Krzyża, i za to, że objawiłeś je pokornym i małym” (Łk 10,21).

 

Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, Miłość Mądrości Przedwiecznej (MMP 173-174)

Zasada pobożności

Wyraz „pobożność” mieści w sobie znaczenie doskonale odpowiadające w naszej polskiej mowie swojej etymologii. Być pobożnym, znaczy tyle co „żyć po Bożemu”. Pobożność jest to więc życie prowadzone według myśli i woli Bożej, są to przykazania Boże spełnione, jest to zasada Chrystusowa w czyn wprowadzona, jest to duch Chrystusa wszelkie sprawy człowieka ożywiający. I tym się różni pobożność od religijności, że przez religijność wypełniany ściśle przykazania, jako sługa spełniający pańskie rozkazy z obawą i uszanowaniem, przez pobożność zaś wypełniamy przykazania z miłością, a przeto z pewną rączością, jako syn miłujący, który zna wolę ojca i wykonuje ją z pośpiechem.

Wy jesteście przyjaciele moi – mówi Zbawiciel do Apostołów, a w ich osobie do nas wszystkich – jeśli czynić będziecie co wam rozkazuje. Już nie będę was zwał sługami, bo sługa nie wie co czyni Pan jego, lecz was nazwałem przyjaciółmi, bo wszystko com słyszał od Ojca, oznajmiłem wam(J 15, 14-15).

Prawdziwa pobożność zasadza się więc na czynie z wiary i miłości płynącym – istota jest całkowicie wewnętrzna; z wewnątrz uwydatnia się na zewnątrz, przenika nie tylko wszystkie czyny człowieka, jak woda gąbkę przesiąka, ale nadto i zasadę tych czynów, jest ich motorem ukrytym, sprężynąsiłą. Jest to królowanie Chrystusa w duszy, na zewnątrz się odzwierciedlające.

Pobożność nie stanowi odrębnego stanu, jak to wielu sądzi, ale stosuje się do każdego, każdego uszlachetniając i czyniąc go zasługującym na żywot wieczny.

W każdym przeto stanie, na każdym stanowisku i przy każdym obowiązku pobożnym być można i trzeba, każdy obowiązek według myśli Bożej spełniać, bo nie ma tak dalece pochłaniającej pracy, która by nam przeszkadzać mogła w miłowaniu Boga, a na czynnej miłości Bożej cała pobożność zawisłą, jak już wyżej zauważyliśmy.

Święty Paweł wymownie nas tej prawdy uczy: „I któż mnie odłączy – woła on – od miłości Chrystusowej? Utrapienie czy ucisk, czy głód, czy nagość, czy niebezpieczeństwo, czy prześladowanie, czy miecz? Nic nie zdoła mnie odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie Panu naszym”(Rz 8, 35-39). A w innym miejscu pisze: „Chociaż tedy jecie, choć pijecie, choć co innego czynicie, wszystko ku chwale Bożej czyńcie”(1 Kor 10, 31).

Jeśliby córka bardzo swą matkę kochająca, a od niej oddalona, cały dzień ciężką była pracą zajęta, czy jej ta praca przeszkodzi serdecznie matkę miłować i dla niej pracować? Nie ciągle wprawdzie będzie ona o niej myślała, ale od czasu do czasu wspomni na nią, westchnie i zatęskni, i pocieszy się tą myślą, że chociaż matki nie widzi, dla niej jednak wszystkie trudy ponosi.

Podobny stosunek zachodzi pomiędzy duszą pobożną a Bogiem. Prawdziwie pobożnym być może tedy rolnik, rzemieślnik, żołnierz, bankier, młoda panienka, mężatka, a nawet osoba śród świata żyjąca, byle się obyczajów i zasad tego świata strzegła. A na dowód tego, że w każdym stanie pobożnym być można, Kościół nam przedstawia cały poczet świętych, którzy w najróżniejszych stanach i rodzajach prac dostąpili wysokiego stopnia uświętobliwienia.

 

O pobożności prawdziwej i fałszywej; Cecylia Plater-Zyberkówa; Wydawnictwo Monumen; Poznań 2016

O dystrakcji

Czym jest dystrakcja?

Dystrakcja jest to dłuższe lub krótsze oderwanie myśli od przedmiotu, którym w danej chwili zajmować się powinniśmy – jest to błąkanie się jej bezładne pod wpływem wrażeń doznanych – bądź zewnętrznych, bądź wewnętrznych. To błąkanie się myśli bywa mniej lub więcej świadome lub nieświadome, dobrowolne lub niedobrowolne, trwałe lub przejściowe. Powodowane bywa zazwyczaj nieujarzmieniem władz ducha i lenistwem, krócej mówiąc – nieumartwieniem; o tyle zaś człowieka obwinia, o ile jest świadome, dobrowolne, i trwałe, o ile się z nim nie walczy.

Pisze Ewangelista o Zbawicielu: „że wszystko dobrze czynił”. I my także, na wzór Chrystusa, powinniśmy wszystko dobrze czynić; cokolwiek bowiem «czynić warto, warto czynić dobrze». Na to jednak, aby swe czynności spełniać dobrze, niezbędne jest przyłożenie się do czynu władz całej naszej istoty, a więc skupienie ich w kierunku mającej się wykonać czynności. Jedne władze należy skupić i takowych używać, drugie – co najmniej ujarzmić, uciszyć, aby w czynności nie przeszkadzały. Bez tego skupienia, czyli skoncentrowania sił ducha, które zwać zwykliśmy uwagą, żadnej pracy zadowalająco wykonać nie jesteśmy w stanie, a tym bardziej modlić się nie możemy.

Zupełnie machinalnie nic wykonać się nie daje, dowodem czego, że i koń obracający maneż, skoro ulegnie dystrakcji(które i u zwierząt się przytrafiają), wnet przestaje dobrze ciągnąć. Batem zmusza się go do uwagi – a raczej przerywa mu się roztargnienie – i zmusza do skupionej pracy.

Dusza człowieka jest mieszkanką ciała wielce ułomnego i jego wspólniczką w skażeniu pierworodnym, nie dziw tedy, jeśli należyta uwaga w czynnościach – innymi słowy dobre spełnienie czynów – jest człowiekowi niezmiernie trudne, a roztargnienie naturalne; w każdym bowiem czynie ciało przeszkadza duchowi, a duch ciału – ciało swoją ociężałością, a duch swą lotnością.

Nadto tak ciało jak duch mają swe pożądliwości, z których się rodzą namiętności, mniej lub więcej silne, lecz w każdej pracy – bądź duchowej, bądź umysłowej, bądź nawet fizycznej – zawsze bardzo przeszkadzające. I tak np. – pamięć o jakiejś łakotce przeszkadzać będzie dziecku w odrabianiu zadanego ćwiczenia, a rozmarzona głowa zawsze będzie niezdolna do pracy… itp.

Z powyższych przyczyn wrodzonej ułomności natury ludzkiej wszyscy podlegamy dystrakcjom i tylko usilną pracą nad sobą zdobywać możemy uwagę i skupienie. Przyznać tu jednak należy, że najtrudniejsza jest uwaga w modlitwie. Wszelka praca, tak umysłowa, jak i fizyczna, ma to do siebie, że będąc w danej chwili tym co najbardziej zmysły uderza i współdziałania zmysłów wymaga, tym samym najsilniej nas zajmuje, a przeto od innych dalszych przedmiotów odrywa i w sobie skupia. Dlatego to praca jest nieraz dla człowieka skołatanego nieszczęściem niezmiernym dobrodziejstwem – stanowi bowiem dla niego pożądaną dystrakcję, zmuszając go, aby choć przez czas trwania pracy zapomniał o tym, co boli, co duszę przytłacza – a to już jest wielką ulgą. Również praca jest znakomitym lekarstwem przeciwko marzycielskiej skłonności oraz w innych duchowych cierpieniach. Z modlitwą rzecz się ma odwrotnie. Modlitwa będąc czynem czysto duchowym, wewnętrznym – zwykle niczym nie uderza naszych zmysłów; naturalnym, fizycznym sposobem, nie zajmuje nas; przymusowo uwagi naszej nie skupia i nie przykuwa. Owszem, przy modlitwie oderwani ciałem od czynności zewnętrznych, uwolnieni od wszelkiej kontroli, przymusu, a duchem często na wskroś przejęci stworzeniami, całym impulsem dążenia do punktu ciężkości, do stworzeń się zwracamy wyobraźnią. To nam tłumaczy te roje roztargnień, które nas przy modlitwie oblegają i dręczą. «Niepodobieństwem jest – pisze św. Bernard – aby mógł z Bogiem rozmawiać ten, który chociaż milczy, przecież z całym światem rozmawia».

Trudna jest więc modlitwa całkiem skupiona dla ułomnej natury naszej i prawdopodobnie nigdy nie dojdziemy do tego stanu doskonałości, abyśmy zupełnie dystrakcji nie podlegali(zapewne Bóg to dopuszcza, aby nas w pokorze utrzymać) jednak przy pomocy łaski Bożej, i przy naszym współdziałaniu z tą łaską usunąć możemy i powinniśmy wiele z naszych roztargnień, a zwłaszcza wyleczyć się ze stanu ustawicznego błąkania się naszej myśli przy modlitwie – jeśli temu podlegamy.

Najskuteczniejszym lekarstwem w tym względzie jest umartwienie. Umartwienie ciała daje panowanie nad duchem, duch zaś ujarzmiony skłania się do skupionej modlitwy.

(…)

Nawyknienie do dystrakcji nie tylko że stanowi silną zaporę w życiu duchowym, ale nadto przeszkadza nam w bardzo w sprawach doczesnych, w stosunkach z ludźmi, w nauce, w pracy, w spełnianiu zajęć obowiązkowych. Dystrakcja czyni nas niepamiętnymi, nieakuratnymi, niedokładnymi, a nawet często niegrzecznymi.

Zbyteczne zajmowanie się sobą bywa bardzo powszechnym powodem wielu dystrakcji: wówczas dzieje się, że to maleńkie ja zasłania całkowicie i obowiązek, i bliźniego – Boga nawet!

Nieporządek zaś i nielogiczność w myślach bywa najbliższym skutkiem dystrakcji przeszłej w nałóg.

Marzycielstwo – to pewnego rodzaju dystrakcja; dystrakcja zaś – sposobem marzycielstwa.

 

O pobożności prawdziwej i fałszywej; Cecylia Plater-Zyberkówa; Wydawnictwo Monumen; Poznań 2016

Powody odmawiania Różańca

Błogosławiony Alan z la Roche wylicza powody odmawiania Różańca. Oto one:

  1. Najpierw dlatego, żebyście mieli sto pięćdziesiąt skał, w których jest w każdej piętnaście kopalń nieskończenie szlachetnych kamieni.
  2. Następnie, żebyście osiągnęli sto pięćdziesiąt razy piętnaście najpiękniejszych darów Dziewicy Maryi, do których należą: niewinność, mądrość, wdzięk, piękno, szlachetność, szczodre miłosierdzie, status synów Boga i Maryi, uczciwość, pomyślność, odpoczynek, zachowanie wszystkich rzeczy, pokarm od Matki Bożej, wszelkie bogactwa, doskonałe zbawienie, przyjęcie sakramentów, definitywne ukoronowanie prawdy, i szczęśliwego życia. W tych rzeczach zawiera się w całej pełni wszystko, czego można pragnąć. Ponieważ według Bernarda i Alberta Wielkiego cały Stary i Nowy Testament, a nawet cały świat zawarte są w Pozdrowieniu anielskim.
  3. Ażeby chwalebna Dziewica, wraz ze swym Synem, była czczona za tak wielkie Jej zasługi
  4. Żebyś ty był codziennie wyzwalany od stu pięćdziesięciu stających przeciw tobie rodzajów zła.
  5. Żeby cały wojujący Kościół został przez ciebie ukoronowany stu pięćdziesięcioma wińcami.
  6. Ażeby zmarli wierni zostali za twoją sprawą uwolnieni od stu pięćdziesięciu kar.
  7. Żeby święci cieszyli się w ojczyźnie stu pięćdziesięcioma radościami.
  8. Ze względu na sto pięćdziesiąt radości, które Dziewica Maryja miała przy poczęciu i narodzeniu swego Syna i które ta Dziewica niekiedy objawiała i przypominała w szczególny sposób.
  9. Ze względu na sto pięćdziesiąt cierpień, które Maryja znosiła podczas męki swego Syna.
  10. Ze względu na sto pięćdziesiąt radości, które teraz ma w niebie więcej niż wszyscy święci.
  11. By przeciwstawić się stu pięćdziesięciu grzechom najczęściej popełnianym na świecie; również o nich Maryja przypominała.
  12. Z powody stu pięćdziesięciu śmiertelnych niebezpieczeństw.
  13. Z powodu stu pięćdziesięciu straszliwych rzeczy, które na Sądzie wystąpią przeciw grzesznikom.
  14. Z powodu stu pięćdziesięciu dobrodziejstw, które otrzymał świat dzięki wcieleniu Chrystusa.
  15. Z powodu stu pięćdziesięciu szczególnych przywilejów, które otrzymują odmawiający Różaniec, zarówno w rzeczach zewnętrznych, jak i w duszy, zarówno w śmierci, jak i w chwale. Dlatego przed śmiercią otrzymają szczególną łaskę wśród wszystkich żyjących, co potwierdzają niezliczone przykłady i doświadczenia.

Wszystkie te rzeczy Dziewica Maryja nieraz objawiała i wyraźnie po imieniu nazywała.

 

 

Betlejem a przeszłość

Rzuty oka w przeszłość u wejścia do groty betlejemskiej. a) Widzę przed sobą świat rzymski, w którym główną rolę odgrywa siła, prawo i polityka. Do tej potęgi cały świat należy. To młockarnia, w którą wtłoczone są narody, to żelazny mechanizm, którego ramiona sięgają od słupów Herkulesa po granice Indii. W białej, purpurą obramowanej todze chodzi dusza wyniosła a chora. – Wydaje »edykt«, zresztą nie troszczy się o Niemowlę. Później łamie kości jego apostołom i wiernym, ale Dziecina zwycięża. O święta, wzniosła, czcigodna mocy duszy, tyś silniejsza niż prawo i polityka! W tej mocy togę się obleczemy!

b) Patrzę na świat grecki, w którym rozum, dowcip, jaskrawa wielobarwność myśli rej wodzi. To zabawki ludu pokonanego. Słodki Jezu, większyś Ty od Platona, praktyczniejszy od Zenona, głębszy niż Heraklit. Wszakże jeden cień nosisz na sobie, który przeraża człowieka światowego. Oto odrywasz duszę od czaru kłamstwa i ułudy. Wielu daje się usidlać »zmamieniu marności«, urok błyskotliwego krasomówstwa odwidzi ich od wiary. Lecz Ty potęgą swej osobistości torujesz drogi i nowe stwarzasz światy, otrzeźwiasz nas z obłędu i mówisz: »Czyż ja nie więcej niż to wszystko?« – Pójdę za twym głosem.

c) Patrzę na świat żydowski, gdzie dusze jęczą w zaduchu i skostniałego formalizmu. Naród to złamany, czyniący z religii politykę. Żądają Mesjasza, któryby Rzymian pokonał. Takiego Bóg nie przyśle. Przyszedł Mesjasz, który przynosi żywot wieczny i uczy, jak tenże przenikać winien formy życia osobistego, rodzinnego i narodowego. Tamte mogą przepaść, temu nawet w ruinach nie wolno się zachwiać.

d) Sięgam wzrokiem i w świat chiński i hinduski, w te starożytne kultury, które zbudowały dla umysłu ludzkiego ulice bez wylotu, ulice wspaniałe, wysadzone pagodami, wybrukowane porcelaną, ale zamknięte ponurą rezygnacją i niemożliwością dalszego postępu. Te mrowiska ludzkie, te hordy koczownicze nie oczekują Wybawiciela. Czują kajdany swej niewoli, atoli nie ożywia ich patos nadziei. My zaś spodziewamy się z niezachwianą wiarą wyzwolenia z naszej nędzy.

e) Rzucam okiem wreszcie na świat barbarzyński, świat ludów błąkających się po lasach i gąszczach, mieszkających w kolibach, to w budowlach nawodnych. I nad ich lasami i jeziorami również przepływa powiew nocy Bożego Narodzenia. Niepostrzeżony przyszedł Pan, wszelako i onym barbarzyńcom śle swoje błogosławieństwo. Widzi w nich przygotowany dla siebie materiał surowy, bloki kamienne, z których niezadługo ciosać będzie katedry, ołtarze i świętych. – O święta, błogosławiona nocy! Ja, potomek rodziców barbarzyńców, witam, cię z całego serca. Ukształtuj mą duszę wedle twoich motywów, by z rysów barbarzyńskich wyzierało oblicze Chrystusa.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Protestanci i różokrzyż

Znalazłem w księgarni książkę p. Michała Krajskiego „Luter i różokrzyżowcy” – a znając już autora z wcześniejszych publikacji oraz zachęcony wstępem Grzegorza Brauna, drogą kupna nabyłem tą pozycję. Oczywiście, nie omieszkałem jej przeczytać, gdyż bardzo pochlebna opinia G. Brauna dawała podstawy do lektury przynoszącej nowe informację, jak i nowe spojrzenie na już posiadane wiadomości.

Pierwszym mottem książki jest cytat z autora, który jest różokrzyżowcem – Jan van Rijckenborg: „Raz jeszcze chcieliśmy zwrócić uwagę na wielką reformację kościelną Lutra, która ruszyła pod wpływem Różokrzyża”.

To, że różokrzyżowiec chce przedstawić swoją idee, swoje wierzenia jako starożytne(vide masoneria odwołująca się do budowniczych piramid) lub też mające wpływ na dzieje świata nie jest czymś dziwnym ani też rzadkim.

We wprowadzeniu Michał Krajski jasno mówi o czym będzie ta pozycja: „W książce tej dowodzę, że różokrzyżowcy, którzy następnie założyli masonerię, inspirowali działania Marcina Lutra(…).” Jasno i wyraźnie powiedziane, że różokrzyżowcy byli i działali przed Lutrem, że luteranizm był następcą, wywodził się z różokrzyżowców.

 

W rozdziale I zatytułowanym „Doktryna różokrzyżowców” ostatni podrozdział nosi tytuł „Alchemia” i jego początek brzmi: „Różokrzyżowcy określani są także jako alchemicy. Ich swoistą »Biblią« jest dzieło Alchemiczne gody Christiana Rosenkreutza. Napisał ją Johann Valentin Andrea w 1616 r. uważany za oficjalnego twórcę Różokrzyża”.

Kim był Johann Valentin Andrea? Okazuje się, że to był syn niemieckiego pastora (!). Opisuje on przygody i przeżycia adepta tajemnej i mistycznej sztuki oraz przedstawia założenia tej egipskiej i arabskiej wiedzy będącej kwintesencją poznania hermetycznego. W roku 1619 Johann Valentin Andrea przyznał, że niewidzialne bractwo Christiana Rosenkreutza, opisane w opublikowanym dziele, tak naprawdę nigdy nie powstało. Publikację tę należałoby umieści na jednej półce z Utopią Morusa.

W drugim rozdziale autor przytacza cytat z pracy Tadeusza Cegielskiego Ordo ex Chao: „… poprzedzająca wolnomularstwo formacja Różokrzyżowców w istocie miała protestancki – choć daleki od ortodoksji – charakter.”

To, że różokrzyżowcy biorą swój początek od utopi nie jest czymś dziwnym. Dziwnym i zastanawiającym jest kolejność wydarzeń. Marcin Luter i jego herezja to jest rok 1518, a dzieło początkujące różokrzyżowców to sto lat później, to 1616 rok. Jak w takim razie Marcin Luter(zmarł w 1546 roku) mógł być inspirowany dziełem które powstało 70 lat po jego śmierci???

Niestety w książce Michała Krajskiego nie znajduje odpowiedzi, na to bardzo intrygujące pytanie.

Mogę zrozumieć, że Marcin Luter i różokrzyżowcy czerpali z tych samych źródeł, że mieli wspólne korzenie.

W dalszych rozdziałach autor konsekwentnie trzyma się tezy, że różokrzyżowcy byli prekursorami protestantów, że to oni byli inspiratorami reformacji. Z prostego zestawienia dat wynika, że różokrzyżowcy są dziećmi protestantyzmu, jak i o 200 lat późniejsza masoneria.

Natomiast analiza współczesności, aktualne zdarzenia, jak również wpływów protestantyzmu na katolicyzm jest przedstawiona klarownie i bez zastrzeżeń. Bardzo ciekawym jest dodatek podający 50 argumentów za tym, że protestantyzm to zjudaizowane chrześcijaństwo. Jeśli nie będziemy zwracali uwagi na początkową tezę książki to pozycja w swoim rozwinięciu jest warta zapoznania.

Oczekiwanie adwentowe

Adwent oczekiwaniem Chrystusa. Ubiegłe czasy wyczekiwały Chrystusa, tęskniły za jego wcieleniem. My także go wyglądamy i pragniemy, by ukształtował się w naszych duszach. Prócz tego oczekujemy jego przyjścia na końcu świata.

  1. W dawnym adwencie wyglądano Chrystusa, który miał przyjść w ciele. Wcielenie to dowód bezgranicznej łaskawości bożej, to fakt najdonioślejszy, to wielki punkt środkowy w dziejach świata, to nieskończone dobrodziejstwo boże. Prze wcieleniem lód mroził serca, zima panowała na świecie, dusze ogarniała ciemność. Grzech podnosił swe czoło ukoronowane. Człowiek był poniekąd zagrzebany w ciemności i chłodzie. Śród tej nocy grobowej zagrzmiał głos proroków i rozbudził lepszą nadzieję. Gruba noc i świtająca śród niej nadzieja to cechy pierwszego adwentu. Dopełniła się wreszcie miara nędzy, zabłysła zorza i przyszedł Ten, którego dusze wyglądały z takim pożądaniem. O święta nadziejo proroków, która sięgasz w nieskończoność, ty cnoto boska, która śród nędzy oczekujesz szczęścia, a śród słabości marzysz o sile, wstąpże i do mojej duszy! Chcę ufać silnie, z zapałem. Mimo słabość i nędzę swą spodziewam się zwycięstwa. Chcę żyć w nastroju adwentowym. Słodka, silna, święta nadziejo, w tobie moja moc i moje oparcie!
  2. W obecnym adwencie gotujemy się również na przyjście Chrystusa. Czekamy, żeby przyszedł i ukształtował się w duszach naszych, czekamy nadto na drugie przyjście Pańskie, które nastąpi pod koniec świata. W to ostatnie wierzę, nad pierwszym zaś, nad przyjściem Chrystusa do duszy, pracuję. Obecny adwent jest dla mnie najważniejszy. I jego także poprzedziła gęsta ciemność i mroźny chłód śmierci. I w nim również panował sen głęboki i długa noc, ale rozlegają się też głosy budzących wezwań, nawoływania pełne zachęty. Dawny adwent minął, teraźniejszy ciągle trwa i w każdej duszy z osobna się powtarza. Dusza śpi… błądzi… zamarła w odrętwieniu. Należy ją zbudzić. Niejedną duszę przygłusza ciało, żyje w niej zwierzę, a człowiek uśpiony. Inne zamroczył obłęd, więzi ułuda. Żyje w nich człowiek pełen samego siebie, a drzemie człowiek boże. Każdy z nas jest w mniejszym lub większym stopniu lunatykiem na tym świecie. Żyje, porusza się, lecz jakby we śnie. Nasza świadomość przyćmiona niewiadomością, pełna uprzedzeń, zwątlona. Życie boże, by dotrzeć do wnętrza duszy, przebijać się musi przez skorupę kamienną, lodową. Gdy zajrzę w głąb swej duszy, ile tam odkrywam jednostronności, pomyłek i braków, ile małostkowości, drażliwości, antypatii, ile dymu, cienia i mroku, ile ścieżek wydeptanych przez nieświadome poruszenia namiętności. Istotnie, pod niejednym względem pogrążony jestem w ciemnościach. Sumienie moje i natchnienia boże to tyleż głosów proroczych, które mię budzą, mną wstrząsają i usiłują mię wyzwolić z pod ułudy tych majaków. „Oświeć oczy moje!…” Chcę widzieć, chcę ujrzeć samego siebie. Chcę się oczyścić i nabrać kształtu. Po co mi chodzić po niegodnych ugorach instynktu, miłości własnej, impulsów i reakcji?

Będę prosił Boga, by mię oświecił, będę zastanawiał się nad sobą i porównywał siebie z innymi, szlachetniejszymi duszami, żeby naśladować je w tym, co mi się w nich podoba. Precz z lunatyzmem duszy! Objaw to nie normalny , choroba i niemoc! Kto rozpozna Wać zaczyna swoje błędy, ten już się budzi, a kto silną ręką zabiera się do ich naprawy, ten już stanął do służby bożej.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Schemat Różańca

Święty Dominik zwalczając herezje albigensów dotarł do Tuluzy. Mieszkańcy miasta nie byli chętni do słuchania nauk zakonnika. Oddalił się on od miasta i w grocie, w pobliskim lesie modlił się do Najświętszej Maryi Panny poszcząc i umartwiając ciało jako zadośćuczynienie za grzechy i zatwardziałość mieszkańców Tuluzy.

Gdy leżał w modlitwie na ziemi podeszła do niego Patronka i Królowa niebios i natchnęła go nadzieją. Obok świętej Królowej niebieskiej stały trzy inne towarzyszące Jej królowe, twarzą i strojem podobne do Niej, jednak Jej nie dorównujące. Obok każdej z nich stało pięćdziesiąt dziewic, jakby im towarzyszących, majestatem swym górujących zad zwykłą ludzką naturą i we wspaniałych szatach. Na twarzy Dominika widać było zdumienie. Czcigodna Dziewica skierowała do niego następujące słowa: „Dominiku, synu mój i serdeczny oblubieńcze, ponieważ natchniony przez Jezusa i wspomagany przeze mnie mężnie zwalczałeś nieprzyjaciół wiary, oto ja sama, ta, którą wzywasz, przychodzę ci z pomocą”. Tak powiedziała i jednocześnie trzy królowe podniosły leżącego niemal bez życia i przyprowadziły z szacunkiem do Maryi. Ona zaś przywrócił go do życia i powiedziała do niego: „Najmilszy synu mój, Dominiku, powiedz szczerze, jaką bronią trzykrotnie posłużyła się Trójca Święta, gdy postanowiła odnowić świat cały?” Na to on: „O Pani świata, wiesz dobrze, że zbawienia świata dokonało się przez Ciebie, i dzięki Twemu pośrednictwu świat został odnowiony i odkupiony”. Ona zaś, uśmiechając się do swego oblubieńca, rzekła: „Chcąc zniweczyć wszystkie przestępstwa świata Błogosławiona Trójca jako najskuteczniejszą broń wybrała Pozdrowienie anielskie, z którego składa się nasz Różaniec, fundament całego Nowego Testamentu. Dlatego jeśli oczekujesz upragnionych owoców swego przepowiadania, głoś mój Różaniec. Wówczas od razu żywo poczujesz wsparcie po trzykroć Świętej Trójcy”.

Następnie przekazała mu schemat Psałterza(Różańca).

Powiedziała: „Na potwierdzenie tego powiem ci, że towarzyszące mi trzy królowe przedstawiają Trójce Świętą.

Pierwsza z nich, przyodziana jasną szatą, ukazuje Moc Ojca, którą ukazał w swoim Synu zrodzonym ze mnie przez najświętsze wcielenie. Te dziewice(pięćdziesiąt), także zasługujące swym blaskiem na cześć, oznaczają zaś pierwszy Jubileusz łaski i chwały, z przy tym moc, która jest w Ojcu i z Niego promieniuje. Druga królowa, odziana w purpurowe szaty, oznacza mądrość Syna, która w Jego męce objawiła w świecie odkupienie. Pięćdziesiąt jej towarzyszek w podobnych purpurowych szatach wskazuje drugi Jubileusz pięćdziesiątego roku łaski i chwały pochodzący od zasług cierpiącego Chrystusa. Trzecia królowa, przyozdobiona gwiazdami, oznacza łaskawość Ducha Świętego i miłosiernie wskazuje na uświęcanie odkupionego świata. Towarzyszące jej pięćdziesiąt dziewic, jaśniejących z wszystkich stron gwiazdami, zapowiada trzeci Jubileusz łaski i chwały, mający źródło w Duchu Świętym i od Niego pochodzący.

Wiedz przy tym, że jako Królowa tych trzech królowych jestem też Królową trzech Jubileuszy, tu na ziemi, i w ojczyźnie. Jestem bez wątpienia Królową prawa naturalnego, prawa spisanego i prawa łaski, które trwają przez wieki dla szczęśliwości błogosławionych. To jest powód, dla którego Święta Trójca dała mi tutaj (na tym świecie) Psałterz ze świętą liczbą stu pięćdziesięciu. W pierwszej pięćdziesiątce jaśniej on bielą wcielenia, w drugiej czerwieni się purpurą męki Syna, a w trzeciej błyszczy gwiazdami zmartwychwstania i chwały świętych.

Dalej więc! Weź ten Psałterz i razem ze mną rozgłaszaj go nieustannie. Wejdź odważnie do miasta, między zastępy nieprzyjaciół i tam, gdzie zbierało się najwięcej ludzi, wysławiaj go i zalecaj. Zachęcaj do modlitwy i wierz, że zaraz zobaczysz przedziwne dzieła Bożej mocy”. To powiedziawszy, znikła ponad gwiazdami.

 

Wg Psałterz Jezusa i Maryi; błogosławionego Alana z la Roche

 

 

Święty Rafał Kalinowski

Święty Rafał Kalinowski – carski oficer, inżynier, powstaniec styczniowy, sybirak, nauczyciel, wychowawca oraz odnowiciel zakonu karmelitów. Samo wyliczenie czym zajmował się w swoim życiu pokazuje nam osobowość nieprzeciętną. Urodził się w Wilnie w 1835 roku i na chrzcie otrzymał imię Józef. Ojciec jego Andrzej był nauczycielem i dyrektorem elitarnego Instytutu Szlacheckiego w Wilnie, gdzie nauki pobierał Józef i ukończył je z wyróżnieniem. Wstępuje do Mikołajewskiej Szkoły Inżynieryjnej w Petersburgu, którą kończy w 1855 roku. W 1856 roku otrzymuje awans na podporucznika i podejmuje pracę jako wykładowca w tejże uczelni. Na początku 1859 roku rezygnuje z pracy w Mikołajewskiej Akademii Inżynieryjnej i zatrudnia się w prywatnym przedsiębiorstwie budującym kolej żelazną na linii Odessa-Kursk. Początek lat 60 XIX wieku to czas zwiększonego ruchu patriotyczno-religijnego. Znając sytuację militarną Rosji jak również oceniając możliwości powodzenia powstania styczniowego jest krytyczny co do jego istoty. Mimo to prosi o dymisję z wojska rosyjskiego i przyjmuje nominację na ministra wojny na Litwie. Zawiadamia Warszawę, o złej organizacji podziemia powstańczego, o słabej dyscyplinie, o braku łączności, o braku broni. W grudniu 1863 roku zawiadamia władze powstańcze o upadku powstania na Litwie.

25 marca 1864 roku Józef Kalinowski zostaje aresztowany i poddany śledztwu. Początkowo wypierał się uczestnictwa w powstaniu, ale postanowił wziąć na siebie jak najwięcej winy i przyznać się do wszelkich zarzutów. W czerwcu 1864 roku zostaje skazany na karę śmierci. Karę zamieniono na zesłanie na Syberie pod wpływem opinii, że wykonanie wyroku śmierci na Józefie Kalinowskim może uczynić go męczennikiem w oczach Polaków.

W czasie studiów w Petersburgu Kalinowski zaniechał praktyk religijnych. Wspierany modlitwami macochy (jego matka Józefa z Połońskich zmarła kilka dni po jego urodzeniu), Zofii z Puttkamerów, córki Maryli Wereszczakówny oraz swojego przyrodniego rodzeństwa powraca do praktyk religijnych ze szczególną gorliwością. W połowie 1864 roku zostaje zesłany na Syberię, pracuje w kopalni soli w Usolu, przebywa w Nerczyńsku oraz Irkucku. Na zesłaniu odznaczał się głęboką religijnością, mocą ducha, która była wsparciem dla otoczenia, był cierpliwy i delikatny, czuwał nad chorymi i pomagał potrzebującym. Na zesłaniu sybiracy stosowali inwokację litanijną zawierającą słowa „Przez modlitwy Kalinowskiego wysłuchaj nas Panie!” Po usunięciu księży i zakonników z Usoli, zesłańcy w sprawach duchowych zwracali się do Kalinowskiego.

Zaopiekował się i był wychowawcą opuszczonej młodzieży. Po dziesięciu latach powraca do ziem polskich w 1874 roku. Podejmuje się wychowania młodego księcia Augusta Czartoryskiego (beatyfikowanego w 2003 roku). Jest mu wychowawcą oraz nauczycielem przez trzy kolejne lata.

W lipcu 1877 roku mając już 42 lata Józef Kalinowski wstępuje do zakonu karmelitów bosych w Grazu w Austrii i przyjmuje imię brat Rafał od św. Józefa. Składa śluby zakonne w listopadzie 1878 roku. W styczniu 1882 roku w Czernej pod Krakowem otrzymuje święcenia kapłańskie od bp Albina Dunajewskiego.

Jedną z represji po powstaniu styczniowym była kasata zakonów. Klasztor w Czernej pozostał jako jedyny karmelitański zakon na terenach dawnej Rzeczpospolitej bez możliwości przyjmowania kandydatów. W Czernej byli jedynie schorowani i postarzali już zakonnicy niezdolni do regularnego życia zakonnego. Już w listopadzie 1882 roku zostaje przeorem klasztoru w Czernej.

Święty Rafał był niezłomnym spowiednikiem, potrafiącym spowiadać nieraz po kilkanaście godzin w ciągu dnia. Posiadał niezwykłą intuicję i dążył do wzbudzenia w penitencie autentycznej skruchy. Osobom dręczonym przez lęki i niepewności potrafił przywrócić spokój. Przez własne doświadczenia potrafił dotrzeć do zbuntowanych przeciwko Bogu i błądzących w swoich wyborach. Działalność św. Rafała doprowadziła do odnowienia życia karmelitańskiego w Galicji. W 1884 roku założony został z jego inicjatywy klasztor karmelitanek bosych w Przemyślu i w cztery lata później we Lwowie. W Wadowicach na początku 1892 roku założono klasztor męski i niższe seminarium. Święty Rafał jest pierwszym karmelitą kanonizowanym od św. Jana od Krzyża.

Święty Rafał Kalinowski zmarł w Wadowicach 15 listopada 1907 roku. Za życia był uważany za świętego: ks. Mieczysław Kuznowicz, jezuita opowiadał jak ludzie klękali i prosili o błogosławieństwo na dworcu w Krakowie, gdy przechodził o. Rafał, a szeptu „Idzie święty” nie zagłuszał dworcowy zgiełk. Już w roku 1934 nastąpiło otwarcie procesu beatyfikacyjnego. Błogosławionym został ogłoszony 22 czerwca 1983 roku w Krakowie, a świętym dnia 17 listopada 1991 roku w Watykanie. W Kościele wspomnienie obchodzimy 20 listopada. W 2007 roku, w setną rocznicę śmierci został ogłoszony przez Senat RP wzorem patrioty, oficera, inżyniera, wychowawcy i kapłana.

Jest patronem sybiraków, oficerów, żołnierzy, osób przeżywających sprawy trudne lub beznadziejne, diecezji sosnowieckiej oraz odradzającego się Kościoła na Syberii.

Według polskiego historiozofa i twórcy nauki o cywilizacjach Feliksa Konecznego przed czynem jest praca duchowa. Widać to w czasach zaborów, w II połowie wieku XIX, kiedy to ciężką i cichą pracę prowadzili: święty Rafał Kalinowski, bł. Honorat Koźmiński, św. brat Albert Chmielowski i inni. To dzięki ich pracy nastąpiło odrodzenie duchowe, wzmocnienie i pojawiła siła i mądrość, dzięki czemu możliwe było działanie na rzecz odzyskania niepodległości przez Polskę.

W Czernej pod Krakowem znajduje się klasztor karmelitów bosych ufundowany przez Agnieszkę z Tęczyńskich Firlejową w 1629 roku. Pośrodku zabudowań klasztornych stoi wybudowany w latach 1631-40 kościół św. Eliasza. Jest on podwójnym sanktuarium: Matki Bożej Szkaplerznej i św. Rafała Kalinowskiego, którego szczątki spoczywają w kaplicy jego imienia.

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W listopadzie 2018 ROKU.

Uroczystość Wszystkich Świętych

Jest to jedna z najwspanialszych, najwznioślejszych uroczystości Kościoła św., jego apoteoza i apologia. „Społeczność Świętych” oddziela się tutaj od hałaśliwej, zgiełkliwej, chaotycznej „gromady nieświętych”.

  1. Dusza człowieka światowego jest niespokojna, burzliwa, natrętna. Szuka tego, co lepsze. Taki jej instynkt, będący zarazem dla niej pokutą. Ma słuszność, wysilać się musi, bo człowiek rządzony jedynie popędem przyrodzonym, nieokrzesany jest i przyziemny. Wszak był mieszkańcem jaskiń, ludożercą, był dziki. Potem przebył ogromny rozwój dziejowy, doszedł do obecnego stopnia cywilizacji i mieszka dziś w Paryżu, Londynie, Warszawie. Zbudował sobie miasta, teatry, uprawia sztuki piękne i łamie sobie głowę pytaniem, co jeszcze będzie z niego. Na czoło tego niespokojnego, rwącego potoku wysuwa się chrześcijaństwo to, co ma najlepszego: „Dii estis”, jesteście bogami, i wskazuje na społeczność świętych. To nie ludzie ziemscy, ale „bogowie”. Na czele idzie Jezus Chrystus, Bóg wcielony, po nim idą Najświętsza Panna, dziewice czyste jak lilie… młodzieńcy z wińcami na głowach… dusze ofiarne, proste, nieskalane… bohaterzy i wyrobnicy… to dokonywa się proces przebóstwienia. Nieskończenie miłujący Bóg zakochany jest w duszach, ich życie jest dla niego skarbem (wszystko w nim zasługą), ich tchnienie ostatnie jest mu klejnotem („droga przed oblicznością Pańską śmierć świętych jego”). Żyje w nich swą łaską i rozbudza pragnienie żywota wieczystego. Vita… Vita aeterna – to kadencja ewangelii, jej finał harmonijny. Już tu na ziemi Bóg wskazuje zdroje żywota i piękne, szczęśliwe życie w ośmiu błogosławieństwach. O Chryste, kochać będę to życie, w niem wieczna młodość! Wiem, że jedynie przez Ciebie zdołam je posiąść. Do braci swoich w niebie, których kocham, wienienem stać się podobnym.
  2. Powiadają, że smutne to życie, które nie kocha rozkwieconej ziemi, błękitnego nieba, wonnej róży, marmuru lśniącego, które się nie uśmiecha, a marzy o śmierci. Przeciwnie! Życie święte kocha to wszystko. Lecz gdy zamracza się błękitne niebo, więdnie róża, kruszeje marmur, miłość świętych wychodzi daleko poza to wszystko i stwarza harmonie między ziemią a grobem, czasem a wiecznością, rozkwitem róż a znikomością. W głąb się spuszcza, a na skrzydłach wiary wznosi się w górę w żywot wiekuisty. W ośmiu błogosławieństwach ujmuje wszelkie wyzwolenie duszy i życia, czy je nazywają ubóstwem czy łzą, męczeństwem lub prześladowaniem. O boski, radosny, harmonijny żywocie, ten tylko oburza się na ciebie, kto nigdy nie ujrzał twego oblicza. Ja cię znam i kocham.
  3. Sądzono, że to życie podłe i nikczemne, że obrzydzenie i nienawiść ma do siebie, że poczytuje się za nieczyste i grzeszne i chce , by po nim deptano. Biczuje się i nie myje się nigdy, nie buduje domów lecz wydrąża sobie pieczary w ścianie skalnej. – Rysy zewnętrzne nie stanowią świętości. Także w psychologii życia duchowego zdarzają się objawy chorobliwe, przesady chwilowo modne, których naśladować nie ma potrzeby. Faktem jest, że przychodzimy na świat w grzechu pierworodnym i sami również grzeszymy, bolejemy zaś nad tym dlatego tylko, żeby dostąpić chwały, a w żalu i w pokucie pracujemy także tylko dla chwały. Zresztą życie duchowe podobne jest do fabryki budowlanej. Są tu wiadra z wapnem, skały piaski, kamieni i cegieł, a wśród nich uwijają się młoty i motyki. Dopiero dzięki tym przyborom i pracom powstaje dom lub świątynia. Dusza nasza jest takim terenem budowlanym. Pracuje na nim ogień, żelazo, łzy, krew, a skoro tylko wyrośniesz ze swych ułomności, powstanie z ciebie „świątynia boża”.
  4. Mniemano, że to życie bezsilne i tchórzowskie, jest słabe, bo miłosierne, bo miłuje cierpiącego i nędzarza. Mówi o litości i smuci się nad cudzą niedolą. Podnosi na duchu ubogiego i żebraka, nad którym się roztkliwia. Tak, to prawda. Lecz czyni to z miłości, która mocna jak śmierć. Zniża się, lecz po to, by podnosić do góry. „Mocna jak śmierć”, pełna łaski. Ten boży pierwiastek działa w niej, w jego mocy ściera się ze światem i nie lęka się.
  5. A gdzie rodzą się takie dusze? W obcowaniu Świętych. Tam żyje wiara, tam bije siedem zdrojów łaski, sakramenty św., tam Przenajświętsza Ofiara, klucz do bram wieczności, tam wspólna praca nad wielkimi zadaniami, tam samopomoc(zasługa) i pomoc wzajemna (modlitwa, miłość, wstawiennictwo, odpusty). A zatem jest ideał i jest siła w społeczności świętych. Zapalajmy się do czynu, mówiąc sobie: Powiodło się tym i tamtym, czemu by mnie nie miało się udać? W życiu duchowym panuje wieczna wiosna, w niej przebywają dusze uwielbione. Wszelako istnieje także wieczna śmierć, w której żyje dusza, zdruzgotana ku wiecznej dla siebie udręce. Ma też dusza swe lato, kiedy wydaje owoc, wreszcie jesień w życiu duszy, pora niedostatku, smutku, melancholii, opadu liści, ogołocenia i nagości, a jesienią tą jest ogień czyśćcowy na drugim świecie.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

 

Szermierze Różańca

Głosiciele, obrońcy, krzewiciele i szermierze Różańca, nie powinni być pozbawieni należnej im chwały. Oto dlaczego:

  1. 1.Są oni wielkimi anioła Boga, którzy w niebie oświecali swym światłem najmniejszych, ażeby zajmowali pierwsze miejsce w miłości i oddawaniu czci Bogu Stwórcy. 2. Są, jak dobry Abel, tymi, którzy krzewią kult Boga; są jak Set, wzywającymi imienia Pana (zob. Rdz 4). 3. Są jak drugi Noe (Zob. Rdz 7), bo ocalają wiele dusz w arce bractwa. Oni rzeczywiście budują na znak pokoju Arkę przymierza dla grzeszników i błagają, żeby gołębica wzniosła się wysoko do kuszonych z gałązką oliwną Bożej łaskawości. 4. Są także jak Abram, bo wyzwalają więźniów z rąk grzeszników(zob. Rdz 14). 5. Są też jak Izaak, bo kopią studnie łaski i błogosławieństwa(zob. Rdz 26).
  2. 6.Budują podobnie jak Jakub drabinę do nieba(zob. Rdz 28), po której grzesznicy mogą wrócić do Boga. 7. Jak Izaak(zob. Rdz 26) zasiewają pola łask i w spichlerzach gromadzą przeobfite zbiory. 8. Dobre łaski i ich sława wznoszą się niczym snopy Józefa(Rdz 37) i stają się obiektem podziwu i czci dla innych. 9. Są jak Józef w Egipcie zbawcami świata, który podtrzymywany jest modlitwami Psałterza. 10. Jak Mojżesz pasą swymi modlitwami wierne owce, rózgą pokuty dokonują wielkich i przedziwnych rzeczy w nawracaniu grzeszników. Równie wiele czynią w świętych rozmowach, gdy zadają wielkich szkód demonom w celu wyzwalania z niewoli grzechów, gdy sprowadzają z nieba mannę łaski i Eucharystii, wreszcie, gdy dobywają ze skał łzy pokuty i doprowadzają braci na górę niebiańskiego, wiecznego odpoczynku.
  3. 11.Jak Jozue przeprowadzają przez Jordan świata suchą nogą, przez to, że zarówno dobrych, jak i złych kształtują i zaprawiają do kultu Bożego przykładem, zasługami i słowem. 12. Są Samuelem(1 Sm 8), ucząc lud i zachęcając go do prowadzenia godnego życia. 13. Są Dawidem(1 Sm 17), zabijając procą Różańca szatańskiego Goliata z pomocą pięciu najczystszych kamieni pięćdziesiątek. 14. Są Eliaszem (1 Krl 19) jako żarliwi obrońcy Prawa, piętnujący i zabijający zbuntowanych i prowadzący do zbawienia tych, którzy się opamiętają. 15. Są Elizeuszem, gdy dokonują mocą Różańca niezwykłych znaków i cudów.
  4. 16.To dumni Jeremiasze, co to noszą wszędzie zawieszony na szyi Różaniec, mówiąc jednocześnie grzesznikom o nieprawości i pokucie. 17. To Daniele, co to przez okna ran Chrystusa zanoszą do domu Bożego swe nieustanne modlitwy. 18. To Zorobabele wyprowadzający wielu z niewoli babilońskiej. 19. To Izajasze przez modlitwę i rozważania pilnie zgłębiający i głoszący wcielenie Chrystusa, mękę i źródła Jego nauki. 20. To Ezdrasze i Nehemiasze, którzy ożywiają przytłumiony i niemal wygasający ogień miłości, czym przywracają zapomniane Prawo i odbudowują świątynię jerozolimską.
  5. 21.Są oni towarzyszami Gabriela w pozdrawianiu Maryi i często o nim mówiącymi światu. 22. Są współbraćmi aniołów, głoszącymi pokój bractwu ludziom dobrej woli, sławiącymi Chrystusa zrodzonego z nienaruszonego łona Dziewicy. 23. Są uczniami i naśladowcami Chrystusa; są apostołami przekazującymi światu ewangelię Pozdrowienia [anielskiego] i Modlitwy [Pańskiej]. 24. Są orędownikami pogan i chorych, prowadzącymi ich do Chrystusa, żeby ich uzdrowił. 25. Są obecni przy przemienień Pana, są świadkami i głosicielami konania Jego w Ogrójcu, ukrzyżowania na Górze i wstąpienia do nieba. Znalazłem te rzeczy i przeczytałem w Mariale Jana ze Monte, kaznodziei nieodłącznego towarzysza kaznodziejstwa naszego świętego ojca Dominika.

 

Znalezione w Psałterzu Jezusa i Maryi; błogosławionego Alana z la Roche