Święty Robert Bellarmin

Robert Franciszek Romulus Bellarmin przyszedł na świat 4 października 1542 roku, w Toskanii, w Montepulciano. Rodzina była zacna i majętna, a matka jego Cintia z domu Cervini była siostrą papieża Marcelego II. W 1557 roku zakon jezuitów otworzył w jego rodzinnym mieście szkołę, w której Robert był jednym z pierwszych uczniów. Po ukończeniu szkoły decyduje się, w 1560 roku, na wstąpienie do zakonu jezuitów. Studiuje w latach 1560-1567 filozofię w Kolegium Rzymskim oraz we Florencji i Mondovi oraz w Padwie i Lowanium (Leuven) w Belgii. W 1570 roku kończy studia w Belgii i otrzymuje święcenia kapłańskie. Zostaje nauczycielem oraz pełni funkcję prefekta studiów i dyrektora duchowego na uczelni w Lowanium.

W Belgii toczą się wówczas zażarte dyskusje między protestantami i katolikami. Robert bierze w nich czynny udział. W tym okresie powstają jego pierwsze pisma w obronie wiary katolickiej: „Wykaz heretyków”, „Konkluzje o sakramentach” oraz „O pisarzach kościelnych”.

Działalność, skuteczność i przywiązanie do nauki Kościoła Katolickiego zostają zauważone i w roku 1576 zostaje przeniesiony do Rzymu. W Kolegium Rzymskim prowadzi zajęcia z tych samych tematów co w belgijskim Lowanium. W latach 1586-1593 w trzech tomach ukazuje się dzieło, które przynosi mu największą chwałę – są to „Dysputy i kontrowersje o spornych kwestiach wiary chrześcijańskiej” w skrócie „Kontrowersje”. Zawarte jest tu podsumowanie nauki Kościoła Katolickiego i wiary katolickiej. Robert Bellarmin przytacza cytaty z ponad 250 autorów katolickich i ponad 50 niekatolickich. W ciągu kolejnych 30 lat ukazało się 20 wydań w różnych językach.

W 1597 roku papież Klemens VIII ustanawia Roberta Bellarmina swoim doradcą oraz egzaminatorem biskupów. Został powołany również na stanowisko inkwizytora. Z uwagi na ilość zleconych zadań miał żartobliwy przydomek „tragarz kurii rzymskiej”. Był skromnym, ascetycznym człowiekiem, tytanem pracy, wzbudzającym podziw swoją wiedzą. W tym samym 1597 roku ukazuje się drukiem „Katechizm”, który niebawem przetłumaczony będzie na 56 języków i doczeka się ponad 400 wydań. Katechizm Bellarmina składa się z czterech zasadniczych części omawiających Credo, modlitwę, przykazania i Sakramenty. W dodatkowych rozdziałach prezentowane są cnoty, błogosławieństwa ewangeliczne, dary Ducha Świętego, grzechy i rzeczy ostateczne. Jest on maksymalnie skondensowanym zbiorem zasad wiary katolickiej, bez zbędnych komentarzy. Został tak skonstruowany by odbiorcy mogli wyuczyć się na pamięć podanych formuł. Z tego to powodu był wzorem dla katechizmów do XX wieku.

Jego publikację spowodowało powołanie na uczelniach protestanckich katedr „antybellarminowskich”.

W 1599 roku zostaje kardynałem a w 1602 roku arcybiskupem Kapui. Jako biskup Bellarmin przyjął zasadę by nie gromadzić majątku, nie wspierać krewnych natomiast wspierać i pomagać ubogim oraz być zawsze zakonnikiem. Postanowień tych trzymał się do śmierci i stąd też nie przyjął wysokiej pensji ofiarowanej mu przez króla Hiszpanii Filipa III.

Dla chwały Bożej nie wahał się sprzeciwić nawet samemu papieżowi – co możemy poznać czytając „O głównym obowiązku papieża” w którym wylicza siedem głównych nadużyć najważniejszego urzędu w Kościele Katolickim.

Jako biskup Kapui okazał się gorliwym duszpasterzem oraz utalentowanym administratorem. W ciągu trzech lat trzykrotnie wizytował całą swoją diecezję oraz zwołał trzy synody. We wszystkie niedzielę oraz dni świąteczne osobiście głosił kazania. W tym też czasie wydał „Wyjaśnienia symbolu dla proboszczów” zawierające materiały do kazań.

Po śmierci papieża Klemensa VIII uzyskał na konklawe nawet kilka głosów przy wyborze kolejnego papieża. Nowy papież Paweł V czyni go członkiem wielu kongregacji.

Robert Bellarmin jako inkwizytor przygotował akt oskarżenia, sprecyzowany w postaci ośmiu zarzutów, w procesie Giordano Bruno. Włoski dominikanin nie został skazany za propagowanie teorii Kopernika ani za poglądy naukowe. Skazany został za negowanie bóstwa Jezusa Chrystusa, za głoszenie, że był On sprytnym sztukmistrzem; twierdzenie, że Duch Święty jest „duchem wszechświata”, że szatan będzie zbawiony. Głoszenie takich poglądów i brak chęci ich odwołania karany był śmiercią również w krajach protestanckich.

Będąc już arcybiskupem i kardynałem Robert Bellarmin brał udział w 1616 roku w procesie Galileusza. Był to pierwszy proces włoskiego naukowca, na którym został upomniany aby nie przedstawiał teorii Kopernika jako faktu ale jako właśnie teorię, co wówczas było zgodne z prawdą.

Drugi proces Galileusza odbył się w roku 1633 i dotyczył złamania nałożonego na Galileusza zakazu (w opublikowanej rozprawie naukowej w formie dialogu jedna z postaci o imieniu Simplicio, co może znaczyć „matołek”, wypowiada się słowami papieża Urbana VII). Skazany został na dożywotni areszt domowy, złagodzony do 3 lat („uwięzienie” odbywał w willi Medyceuszów oraz w pałacu arcybiskupa Sienny, prowadząc działalność naukową, przyjmując gości) oraz odmawianie cotygodniowo siedmiu psalmów pokutnych przez okres trzech lat. Odmawianie tych psalmów Galileusz czynił do końca życia. Należy tu zaznaczyć, że teoria Kopernika nie została uznana przez Kościół Katolicki za heretycką i zakazaną w głoszeniu czy też nauczaniu.

W 1618 Robert Bellarmin został prefektem Kongregacji Indeksu, zajmującej się publikowaniem „Indeksu ksiąg zakazanych” (spis dzieł, których katolikom nie wolno było czytać, posiadać, rozpowszechniać bez zezwolenia władz kościelnych).

W 1620 roku wydaję drukiem „O sztuce dobrego umierania”. Święty Robert Bellarmin zmarł 17 września 1621 roku. Dopiero papież Pius XI w 1923 roku dokonał jego beatyfikacji, w 1930 ogłoszony go świętym i w następnym roku Doktorem Kościoła. Relikwie jego przechowywanie są w Rzymie, natomiast peleryna kardynalska w Muzeum Towarzystwa Jezusowego Prowincji Polski Południowej w Starej Wsi k. Brzozowa na Podkarpaciu.

Wspomnienie liturgiczne św. Roberta Bellarmina obchodzone jest 17 września. Jest on patronem katechetów i kanonistów.

 

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM We wrześniu 2018 ROKU.

Działanie ducha własnego

Natura, czyli duch własny, zwykle szuka tego, co się podoba zmysłowości i co schlebia miłości własnej, a jeżeli rwie się do dobrego, wybiera to, co jest piękne, wielkie i miłe, a nie to, co pomnaża chwałę Bożą. We wszystkim szuka swego zadowolenia siebie samą ma na celu. Ustawicznie też zwraca się ku sobie, tak iż ośrodkiem jej działania jest jawne lub ukryte „ja”. Jest zmysłowa i żądna pociech, lubi wygody, dobry stół, miłą zabawę, czułą przyjaźń. Jeżeli wyrzeka się pociech ziemskich, wówczas szuka duchowych, do których lgnie z całą siłą. Jest leniwa i rozmiłowana w gnuśnym spoczynku. Jeżeli zaś działa, to gwałtownie i hałaśliwie, z stąd z pośpiechem i niepokojem. Jest przywiązana do swojej woli, a nie chce być krępowana i nie znosi innego jarzma oprócz tego, które sama wybiera. Jest chciwa czci i sławy, pragnie być widziana i chwalona, a obawia się zawstydzenia i wzgardy. Jest samolubna i wszystko czyni dla własnej korzyści, a chociaż zdaje się uczynkami mierzyć do Boga, trafia jednak do siebie. Jest ciekawa, lubi nowinki, rozrywki i zajęcia zewnętrzne; przeciwnie, skupienie i czuwanie nad sobą nie należą do jej przyjaciół.

W działaniu nie troszczy się o intencję, lecz całą uwagę zwraca na to, by czyn był okazały na zewnątrz, bo pragnie wewnętrzną próżnię wypełnić zewnętrznym blaskiem. Stroni od rzeczy małych i niskich, a za to nierozważnie rwie się do wielkich i błyskotliwych, niby to licząc na pomoc Bożą, a w istocie na własne siły. Jeżeli podoba się jej jakaś czynność, z taką radością, a nawet z gorączkowością ją spełnia, że z trudnością daje się od niej oderwać. Jeżeli się jej nie podoba, wtedy ją opuszcza albo wykonuje z niedbalstwem i wstrętem. Nadto natura przywiązuje się łatwo do tego, co czyni. Jeżeli jej ktoś przeszkadza, smuci się i gniewa, a nawet broni z uporem. Ponieważ się opiera na sobie, jest niestała i chwiejna, łatwo zraża się przeszkodami lub przechodzi z jednej czynności do drugiej, bo jej normą postępowania nie jest wola Boża, ale własne zachcianki. Jeżeli jest pod wpływem miłego wrażenia, rozpuszcza swe skrzydła i szybkim lotem zdąża ku niebu; rozpłomieniona, wyrzuca z siebie niczym iskry, postanowienia, ofiary i śluby. Lecz gdy zetnie mróz zawodu lub cierpienia, pada zemdlona na ziemię i jest jakby martwa. Lubi się rozczulać i wylewać łzy, tak jednak, że ich źródło nie tryska z opok łaski, ale z mielizny naturalnej czułości, dlatego te łzy nie mają wartości. Czasem nawet walczy ze sobą, nie wzbrania się przed umartwieniem, nie lęka się cierpień, lecz gdybyśmy zbadali intencję, poznalibyśmy, że szuka w tym siebie. Tak jest jednak przebiegła i chytra, że tę pobudkę ukrywa nie tylko przed ludźmi, ale i przed sobą.

 

Józef Sebastian Pelczar; Życie Duchowe; t2, Wyd. Św. Stanisława BM; Kraków 2012

 

Najświętsza Maryja Panna i współczesne grzechy

Maryja pozwala nam zrozumieć, że wiara nie jest jakimś subiektywnym doświadczeniem, uczuciem, stanem emocjonalnym, jakimś głosem wydobywającym się na powierzchnię z głębin samoświadomości czy podświadomości człowieka. Niepokalana wzywa nas do wiary będącej świadomym i dobrowolnym aktem rozumu, który przyjmuje prawdę objawioną nie dlatego, że sam coś zrozumiał, tylko dlatego, że tę prawdę objawił Bóg.

Szczególnie pomocna jest mądrość Maryi w kwestii rozpoznania błędów godzących w czystość wiary. Niektóre błędy noszą jaskrawe znamiona i przez to łatwo je rozpoznać. Inne mają barwy maskujące, co sprawia, że nie tylko trudno je rozpoznać, ale i zapobiec ich wnikaniu do oficjalnych dokumentów Kościoła (jak to miało miejsce podczas ostatniego soboru). Wobec takich uchybień ubranych w szaty prawdy człowiek wydaje się, bez pomocy mądrości Maryi, niemal zupełnie bezbronny.

Przede wszystkim chodzi tu o następujące błędy: ekumenizm z „dialogiem międzyreligijnym”, wolność religijna zrównująca prawdę z fałszem i kolegializm zmieniający ustrój Kościoła. Bez mądrości Maryi trudno też dostrzec istotę różnicy między tradycyjną i posoborową liturgią Mszy świętej. Maryja jest na wskroś antyekumeniczna. Należy w Niej widzieć przeciwniczkę wszystkich herezji, które detronizują Jej Syna. Niemożliwym jest wyobrazić Ją sobie w „dialogu” z wyznawcami pogańskich religii. Ona cała jest afirmacją wyłącznej chrześcijańskiej prawdy. Zapatrzona w Chrystusa, żyjąca tajemnicami Trójcy Przenajświętszej, niejako oddychając prawdą, wobec niechrześcijańskiego świata może tylko pragnąć jego nawrócenia. Każdemu człowiekowi przykładem swego życia chrystocentrycznego mówi, że Chrystus jest jedynym i prawdziwym Synem Bożym, drugą osobą Trójcy Przenajświętszej, wcielonym Bogiem, a nie jedną z wielu wybitnych, równorzędnych postaci w panteonie bohaterów. Przypomina nam, że nikt nie ma prawa do swobodnego wyboru religii bez uwzględnienia tego, czy jest ona prawdziwa czy fałszywa. Wszyscy zaś mają obowiązek wybrać i przyjąć religię prawdziwą. Nie wolno zrównywać religii prawdziwej z fałszywymi wierzeniami, bo Chrystus nie jest równy Mahometowi, Buddzie, Mojżeszowi, Wisznu, Zoroasterowi czy Konfucjuszowi. Mądrość Maryi prowadzi do Chrystusa jako do tego, który jest ponad wszystkimi i który jest prawdą!

Cały wszechświat został stworzony jako jedna wielka hierarchia, na czele której stoi sam Chrystus. Hierarchicznym musi więc też być Kościół. Chrystus uczynił św. Piotra widzialną głową Kościoła. Władza papieska nie może być zależna od takich czy innych „gremiów”, „kolegiów” lub „rad”. Kościół jest organizmem monarchicznym, a nie demokratycznym. Kościół ma w osobie Chrystusa – swego króla, a jeśli tak, to nie może być zarządzany przez reprezentantów większości obywateli republiką.

Maryja pokazuje nam też, że grzech niszczący wiarę powinien nas przerażać nie z powodu kary, ale przede wszystkim jako obraza Chrystusa. Modlitwa dziękczynna jest wznioślejsza od błagalnej, a prośby o dobra duchowe (nawrócenie i uświęcenie) są szlachetniejsze od próśb o pomyślność doczesną. Widzimy, że do poznanej prawdy nie można przylgnąć w jakimś stopniu, częściowo. Prawda wymaga przylgnięcia całkowitego. W jej świetle należy postrzegać całą rzeczywistość, zarówno tę stworzoną (wszechświat), jak i stwarzającą, a więc samego Boga. Postrzegać w prawdzie Boga znaczy wierzyć w Niego. Ta wiara jest obowiązkiem człowieka i źródłem duchowego życia.

Życie Maryi stanowi piękne potwierdzenie słów proroka Habakuka: „Sprawiedliwy przez wiarę swą żyć będzie”(Ha 2,4b). Życie społeczne nie może osiągnąć swej pełni, jeśli jego uczestnicy nie są ludźmi prawdziwie wierzącymi. Wiara jest cnotą wlaną, nadprzyrodzoną; o nią powinniśmy przede wszystkim prosić Maryję.

 

ks. Karol Stehlin FSSPX, Immaculata – Sapientia, Misericordia, Caritas, Te Deum 2014

 

 

Ufność i nadzieja w Bogu!

Panie, cóż jest moją ufnością w tym życiu, jakaż jest największa moja pociecha wśród tego, co widzę pod słońcem? Czyż nie Ty to jesteś, Panie, Boże mój, którego miłosierdzie jest bez granic? Gdzież było mi dobrze bez Ciebie? Albo kiedyż mogło być źle, gdy Ty byłeś przy mnie?

Wolę być ubogim z Tobą niż bogatym bez Ciebie. Wybieram raczej ziemskie pielgrzymowanie z Tobą niż posiadanie nieba bez Ciebie. Gdzie Ty, tam niebo, a gdzie nie ma Ciebie – tam śmierć i piekło. Ciebie pragnę i dlatego nie przestaje do Ciebie wzdychać, wołać i krzyczeć.

Nikomu nie mogę w pełni zaufać, że w potrzebie przyjdzie mi na pewno z pomocą, tylko Tobie, Boże. Tyś moja nadzieja i ufność, Tyś zawsze niezawodny mój Pocieszyciel.

Każdy szuka swego: Ty pragniesz tylko mojego zbawienia i mojej doskonałości i wszystko mi na dobre obracasz.

A nawet poddając mnie różnym pokusom i trudnościom, wszystko to czynisz dla mojego pożytku, bo tych, których kochasz, zwykłeś na tysiące sposobów próbować. A w tych próbach nie mniej powinienem Cię kochać i wielbić, jak wówczas, gdy napełniasz mnie niebiańskim ukojeniem.

W Tobie więc, Panie Boże, pokładam całą moją nadzieję, w Tobie moja ucieczka, w Tobie składam każde moje cierpienie i mękę, bo wszystko, co dostrzegam poza Tobą, jest nędzne i nietrwałe.

Nie pomogą mi rozliczni przyjaciele, nie zdołają przyjść mi z pomocą możni, nie potrafią udzielić rady czy odpowiedzi mądrzy, nie pocieszą mnie uczone księgi, nie dadzą wolności drogocenne przedmioty, nie zabezpieczy miejsce ukryte ani żadne zacisze, jeżeli Ty sam nie przyjdziesz, nie wspomożesz, nie pokrzepisz, nie pocieszysz, nie pouczysz, nie ubezpieczysz.

Wszystko, co wydaje się prowadzić do pokoju i szczęścia, jest bez Ciebie niczym i nic naprawdę szczęścia nie daje. Bo celem wszelkiego dobra i wzniosłością życia, i głębią mowy Ty jesteś i w Tobie nad wszystko mieć można nadzieję, to największa pociecha Twoich sług.

Ku Tobie biegną moje oczy, Tobie ufam, Boże, Ojcze miłosierdzia. Pobłogosław i uświęć moją duszę niebiańskim swoim błogosławieństwem, aby stała się Twoim świętym mieszkaniem, siedzibą Twojej chwały wiekuistej i aby w niej jako w świątyni Twojego bóstwa nie znalazło się nic, co mogłoby urazić oczy Twojego majestatu.

Spójrz na mnie w wielkiej Twojej dobroci i bezmiernej litości i wysłuchał prośby ubogiego sługi, dalekiego wygnańca w cienistej krainie śmierci. Broń mnie i zachowaj duszę Twego nędznego sługi pośród niebezpieczeństw tego kruchego życia, a z pomocą łaski prowadź mnie drogą pokoju do ojczyzny wiekuistej światłości

Amen.

 

O naśladowaniu Chrystusa; Tomasz a Kempis – Cz. III; rozdział LIX

 

 

Modlitwa o oświecenie

Oświeć mnie, Jezu, blaskiem wewnętrznego światłą, rozprosz ciemności w domu mojego serca. Spraw, abym przestał ciągle się błąkać, i wyrwij ze mnie tę siłę, która jest przyczyną pokus.

Walcz dzielnie po mojej stronie i pokonuj dzikie bestie, oszukańcze pożądania, niech nastanie wielki pokój Twojego zwycięstwa, a w świętym przybytku czystego sumienia, niech brzmi nieustannie Twoja chwała. Rozkaż wiatrom i burzom, powiedz morzu: Ucisz się!, a wichurze: Nie wiej! – i spłynie wielka cisza.

Ześlij Twoje światło i prawdę, niech jaśnieją ponad ziemią, bo ziemią jestem jałową i próżną, póki jej nie oświecisz. Zlej z góry łaskę, pokrop serce rosą niebieską, spuść strumienie pobożności, niech zwilżą glebę, aby wydała owoc dobry, owoc doskonały.

Podźwignij duszę przygniecioną ciężarem występków i wznieś moją tęsknotę ku niebu, niech pokosztuje słodyczy szczęścia wiecznego i z niechęcią myśli o sprawach doczesnych.

Porwij mnie i wydrzyj spośród nietrwałych radości świata, bo nic, co stworzone, nie zdoła w pełni zaspokoić mojego głodu i dać mi radości prawdziwej. Powiąż mnie z sobą nierozerwalnym węzłem miłości, bo dla tego, kto kocha, wystarczy jedno: Ty sam, bez Ciebie zaś cały świat to fraszka.

 

O naśladowaniu Chrystusa; Tomasz a Kempis – Cz. III; rozdział XXIII

 

Czystość pobudek

  1. Mieć Boga za ostateczny cel działania – takie jest prawo życia duchowego.
    Wszyscy uznają wpływ skłonności na życie moralne, ale nie wszyscy zdają sobie jasno sprawę z wpływu zamiarów, czyli intencji. Związek tych ostatnich z naszymi czynami nie jest tak bliski i widoczny, a jednak trzeba pamiętać, że pobudki są pierwszymi sprężynami całego naszego postępowania. Działać z tych czy innych pobudek znaczy mieć zasady, wiedzieć dokąd się dąży.
    Wzgląd wyższy, wzgląd na prawo Boże zajmuje w dziedzinie pobożności miejsce pierwsze. Będziesz miłował Pana Boga twego ze wszystkiego serca twego, z całej duszy twojej i ze wszystkich sił twoich. Tak brzmi prawo, a oto jego zastosowanie:
    Chociaż tedy, jecie, choć pijecie, choć co innego czynicie wszystko ku chwale Bożej czyńcie (1 Kor 10.31).
    Sprawy Boga, Jego chwała, Jego upodobanie – oto pobudka, która ma ożywiać całe życie duchowe i wywierać wpływa na najdrobniejsze nawet czynności.
    Choć rozum nasz uznaje ten obowiązek, natura łatwo od niego odchodzi. Instynktownie uderza nas we wszystkim ta strona, która stanowi o naszej korzyści lub przyjemności. Nawet w pobożności nie przestajemy szukać sami siebie: tak naturalne jest żyć dla siebie.
    Dać Bogu miejsce, jakie mu się należy, unikać wszelkiego przywłaszczania sobie tego, do czego nie mamy prawa: oto na czym polega nieustanna praca oczyszczania intencji.
    Aby uwydatnić piękność i ogrom tego obowiązku, zapożyczamy od św. Ignacego jego mistrzowską naukę, od której jako od podstawy zaczyna on swoje Ćwiczenia.
    Cel człowieka. Człowiek został stworzony na to, aby Pana Boga znał, chwalił Go i służył Mu; taki jest jego cel i dążąc do tego celu, dojdzie on do nieba.
    Zwróćmy uwagę na to, że Bóg jest celem życia: nie jest nim bezpośrednio moje zbawienie, a tym bardziej maja w danej chwili przyjemność; moje zbawienie jest wprawdzie moim celem, ale drugorzędnym.
    Przyczyna istnienia stworzeń. Inne rzeczy, znajdujące się wokół człowieka, stworzone są po to ażeby były dla niego środkiem do chwalenia i kochania Boga oraz do służenia Mu.
    Inne rzeczy, to znaczy wszelkiego rodzaju dobra, radości i cierpienia, wszystko, co mnie spotyka, co stanowi treść mojego życia.
    Prawidło praktyczne. Wynika stąd, że człowiek powinien się tymi rzeczami posługiwać o tyle, o ile pomagają mu one w dążeniu do celu i odwracać się od nich o tyle, o ile są mu przeszkodą… ani mniej, ani więcej.
    To stanowcze sformułowanie zawiera w sobie wiele światła! Jeśli zapatruje się na każdą rzecz z punktu widzenia moje przyjemności czy pożytku, a nie jako na środek uwielbienia Boga i służenia Mu, to mam na względzie siebie, oddalam od przeznaczonego celu i siebie, i te rzeczy, których mam używać.
    Usposobienie umysłu. Powinniśmy zatem czynić się obojętnymi na wszystko co stworzone, tak byśmy nie wybierali sami dla siebie zdrowia ani choroby, bogactwa ani ubóstwa, sławy ani upokorzenia, życia długiego lub krótkiego, pragnąc i szukając tego jedynie, co może nas lepiej doprowadzić do celu, dla jakiego jesteśmy stworzeni.
    Posiadanie, na mocy powziętego postanowienia, takiego usposobienia umysłu dowodzi dobrego stanu woli; trwanie, wskutek długiego nawyku, w takim oderwaniu jest objawem dobrego stanu natury czyli cnoty. Obojętność tę można nazwać usposobieniem przygotowawczym, gdyż ustaje ono z chwilą, gdy wola Boża wskazuje nam jakiś cel, jakiś przedmiot ukochania.
  2. Działać przez wzgląd na siebie samych – takie jest błędne prawo naszej natury. Pogodnie patrzy na świat i pewny jest, że dobrze pokieruje życiem, ten, kto rządzi się względem na chwałę Bożą i na sprawy Boże; własne ja schodzi tutaj na drugi plan. Własne ja to pycha, zmysłowość, zadowolenie, szukanie korzyści osobistych, choćby nawet duchowych.
    Czy poczucie obowiązku nie poprzestaje u mnie na pragnieniu: byle tylko nie zgrzeszyć? Czy ideał doskonałości, jaki sobie zakreślam, nie ogranicza się do unikania niedoskonałości, co jest bardzo nie jasne?
    Ależ źródłem wszelkich niedoskonałości jest szukanie siebie: a przecież, niestety, całe moje życie jest wypełnione szukaniem siebie!
    Ukrywa się ono pod pięknymi słówkami: „Boże mój! Do Ciebie należę całkowicie! Pragnę żyć tylko dla Twojej chwały!” Mówię to z całą szczerością, ale czy także usposobienie wewnętrzne jest w zgodzie z tym, co mówią usta? Czy nie należę raczej do tego, czego pragnę, co mnie zajmuje, nad czym cierpię – czy nie należę w szczególności do tego, co kocham?
    Czy mogą sobie przyznać, że cierpię dla Boga, że raduję się chwałą, jaką On odbiera z każdej rzeczy? Czy ma przekonanie, że wszystkie rzeczy na tym świecie są dla mnie szczeblami, po których mam się ku Niemu wznosić? Że stanowią one drobne cząsteczki dobra, rozproszone i niewyraźne, które mam do Niego doprowadzić, na wzór liści, które ku pożytkowi drzewa zatrzymują na sobie odrobiny węgla przynoszone im przez wiatr?
    Wobec choroby, nędzy, niesprawiedliwości, opuszczenia doświadczam wstrętu – jest to wrażenie czysto naturalne, które samo przez się nie odwraca mnie od Boga. Ale dać się temu wrażeniu opanować i powodować – to już stanowi naruszenie porządku, a czy ja nie robię tego codziennie? Czy nie pragnę zbyt żywo szacunku, miłości, zdrowia, tysiącznych rzeczy, których całą wartość stanowi ta cząstka chwały, jaką Bóg może z nich mieć przez mnie?
    Niektóre osoby, te zwłaszcza, które pędzą życie samotnie, troszczą się nadmiernie o swoje zdrowie. Nie mając żadnych obowiązków, ani głębokich przywiązań, które by je odrywały od tej troski, badają ciągle siebie, wszystkiego się boją, najdrobniejsze wrażenia biorą za groźne objawy i ostatecznie nie są dla nikogo pożyteczne. I w takiej sytuacji mieć polot ducha!
    Inne znowu są wrażliwe na cierpienia moralne: nikt nie cierpi tyle, co one, nikt nie umie ich zrozumieć! Ten bardzo często zdarzający się rodzaj samolubstwa ma to do siebie, że osoby nim dotknięte wcale go w sobie nie widzą.
    Niepokoje sumienia często pochodzą z samolubstwa i jeszcze bardziej to samolubstwo potęgują. Nabrawszy zwyczaju badania swoich usposobień i wrażeń osoby te nieustannie zatopione są w sobie; ich pobożność jest oschła, zawikłana, prawie zawsze znudzona i niezdolna do polotu.
    Lubią się żalić i wzbudzać politowanie innych, nużą uszy przyjaznych sobie osób.
    Duszom tym zagraża jeszcze inne niebezpieczeństwo. Niby to szukając powetowania, gotowe są z łatwością pozwalać sobie na niebezpieczne przyjemności. Gorliwość nie daje się pogodzić z tego rodzaju usposobieniem. Jaki sposobem te biedne dusze mogą robić postępy, skoro postępować znaczy iść do Boga, a one idą tylko same do siebie.
    Wniosek: Dopóki wzgląd na Boga nie wejdzie mi w zwyczaj, dopóki nie zacznę kierować wszystkimi moimi krokami, dopóty nie przestanę być istotą nieświadomą swoje drogi, igraszką sprzecznych prądów. Będę jak kółko w maszynie, które nie jest na swoim miejscu, w wskutek tego źle działa i wprowadza wokół siebie zamęt.
    Boże mój, daj mi poznać niskość moich zbyt samolubnych pobudek, potrzebę uszlachetnienia ich przez wzgląd na Twoją chwałę we wszystkim!… To prawdziwy przewrót, jaki mam zaprowadzić w moich pojęciach – drogowskazem i treścią mojego życia moralnego mam uczynić pierwiastek nadprzyrodzony.

 

Wg „Spowiedź Przygotowanie do Sakramentu Pokuty”, Warszawa 2005

Trzech nieprzyjaciół

Trzech mamy nieprzyjaciół naszej duszy i naszego zbawienia, z którymi musimy walczyć.

Pierwszym z tych nieprzyjaciół jest świat. Świat swoimi ponętami, którymi nam zaleca dobra widzialne, więc marne i kłamliwe, pociągając nas, tym samym odciąga nas od dóbr niewidzialnych, prawdziwych, trwałych, bo wiecznych. Dlatego pisze św. Jak w liście swoim: Nie miłujcie świata, ani tego co jest na świecie. Jeśli kto miłuje świat, nie masz w nim miłości Ojca. Albowiem wszystko, co jest na świecie, jest pożądliwość ciała, i pożądliwość oczu i pycha żywota, która nie jest z Ojca, ale jest z świata. – A świat przemija i pożądliwość jego. Lecz kto czyni wolę Bożą, trwa na wieki(1J 2, 15-17).

Drugim, daleko zaciętszym naszym nieprzyjacielem jest nasze własne ciało. Ciało – mówi św. Paweł – pożąda przeciwko duchowi, a duch pożąda przeciwko ciału(Gal 5,17). Ciało pożąda rozkoszy niskich, zniżających nas do zwierząt, duch zaś pożąda rozkoszy świętych, które są w dobrach zacnych i w Bogu, Najwyższym Dobru. Rozkosze cielesne uniemożliwiają kosztowanie czystych radości ducha. Tu tedy walka jest najzaciętsza, między zmysłową a duchową częścią naszej duszy, a tak uporczywa, że nie pozwala złożyć oręża aż do ostatniego tchu naszego życia. Św. Augustyn mówi, że rzadko tu ktoś jest zwycięzcą. Bo zwycięzcami mogą być ci, którzy w świętej nienawiści do siebie przez umartwienie ukrzyżowali ciało swe z namiętnościami i z pożądliwościami (Gal 5,24).

Atoli najstraszniejszym naszym nieprzyjacielem jest czart, od którego wziął początek grzech, i z którego nieustającą dążnością jest nas wtrącić w grzechy, w stanie grzechu utrzymać i zgubić wiecznie. O walce ze złymi duchami tak mówi św. Paweł: Nie mamy walki przeciw ciału i krwi, ale przeciw książętom i władcą, przeciwko rządcom świata tych ciemności, przeciwko duchowym złością w niebiesiech (Ef 6,12). Jakże tu zwyciężyć w tej walce z duchami, mającymi stokroć subtelniejszy umysł od naszego a przy tym są niewidzialnymi. Wprawdzie Bóg otoczył nas strażą swoich Aniołów, ale przy tym kazał nam czuwać i modlić się, abyśmy nie weszli w pokuszenie(Mat 26, 41)

Św. Antoni widział pewnego razu cały świat pokryty sieciami i przerażony tym widokiem, zawołał: Panie, a któż ich ujdzie? – I usłyszał głos: Pokorny!

Tak pokorny ustrzeże się tych sieci, bo on będzie czuwać i modlić się, pyszny ich się nie ustrzeże, bo zaufany w sobie, nie będzie się miał na ostrożności w tym względzie i tak w nie wpadnie. Tak tedy w walce z tym największym nieprzyjacielem tylko zwycięża pokorny, a pyszny zgubi się, pysznego bowiem ten duch pychy już ma w swojej mocy.

 

 

Ks. Jan Adamski; Pokora podstawą życia chrześcijańskiego; Wyd. św. bp J.S.Pelczara Rzeszów 2017

 

Kary czyśćcowe

Idąc za głosem Bożym, święta Małgorzata Maria ofiarowała się nieraz na ratunek dusz zatwardziałych, winnych nadużycia łask i zagrożonych zupełnym opuszczeniem. Wówczas czuła się pogrążona w rozpaczy, jakiej doznaje dusz potępionych w chwili swego rozłączenia z ciałem, a było to stan tak okropny, że nie miała słów na jego określenie. Dnia jednego podczas pracy ujrzała z nagła przed sobą zakonnicę jeszcze żyjącą i dobitnie od Pana Jezusa usłyszała te wyrazy: „Patrz, oto zakonnica z imienia tylko, którą gotów jestem wyrzucić z mego Serca i zostawić samej sobie”. Słysząc to Święta, przejęta niewypowiedzianą trwogą, upadła twarzą na ziemię i długo tak pozostawała, nie mogąc przyjść do siebie. Nareszcie wzruszona litością bez granic dla tej biednej duszy, zaofiarowała się za nią Sprawiedliwości Bożej, której gniew natychmiast przeciwko niej się obrócił, skutkiem czego doświadczyła niewysłowionego ucisku serca i rozdzierającej boleści. Przytłoczono niezmiernym ciężarem, widziała uzbrojonego przeciw sobie i już uderzyć ją mającego Boga; widziała pod swoimi stopami rozwarte piekło gotowe na jej pożarcie, a obok tego wszystko w swym wnętrzu w buncie i nieładzie. Nieprzyjaciel ścigał ją na każdym kroku i gwałtownie wiódł do rozpaczy. Nie mogła ujść przed jego napaścią, ani się skryć przed jego wzrokiem; doznawała przy tym strasznego zawstydzenia, myśląc, że jej cierpienia były wszystkim znane. Niezdolna nawet do modlitwy, we łzach tylko znajdowała ulgę. „Ach, wołała, jakże to straszna rzecz wpaść w ręce Boga żyjącego!” Albo znowu padając twarzą na ziemię: „Bij, mój Panie, mówiła, siecz, pal, niszcz wszystko, co Ci się nie podoba; nie oszczędzaj ni życia, ni ciała, ni krwi mojej, byłeś tylko zbawił duszę na wieki”.

Swoje modlitwy, pokuty i cierpienia ofiarował również za dusze w czyśćcu cierpiące, które nazywała swoimi dobrymi przyjaciółkami, i wzajemnie uciekała się do tychże dusz z prośbą o modlitwę w innych potrzebach. Mianowicie podczas adoracji, jaką odprawiała corocznie w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek, polecała dusze skazane na męki czyśćcowe miłosierdziu Serca Jezusowego, bo sam Pan Jezus tego zażądał. Ona też, będąc mistrzynią nowicjuszek, wprowadziła zwyczaj odbywania z nimi procesji do grobów sióstr na cmentarzu zakonnym. Jej modlitwy umartwienia i Komunie święte niejednej duszy wyjednały skrócenie kary. Oto pewnego dnia, gdy zostawała na adoracji, ukazał się jej zmarły dawniej przeora benedyktynów w Paray-le-Monial, żaląc się na straszne męki czyśćcowe jako karę za trzy winy, z których pierwsza ta była, że skutkiem zbytecznego przywiązania do sławy, przedkładał własny interes nad chwałę Boga; drugą, że wykraczał przeciw miłości bratniej; trzecia, że się kierował zbyt naturalnym uczuciem ku stworzeniom. Potem przez wzgląd na spowiedź, jaką raz święta Małgorzata Maria przed nim odprawiła, prosił ją o odstąpienie wszystkich pokutnych uczynków, które spełni w przeciągu trzech miesięcy. Przyrzekła to, kierując się litością, i przez trzy miesiące zadawała sobie surowe umartwienia, aż wreszcie wpadła w chorobę, ale duszy otworzyły się przez to bramy niebieskie.

 

Nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusowego według objawień danych św. Małgorzacie Marii i żywot tejże świętej; Św. bp Józef Sebastian Pelczar; Wydawnictwo Świętego Biskupa Józefa Sebastiana Pelczara, Rzeszów 2017.

 

 

Pycha i pokora

Mamy przykłady wielkich grzeszników przypuszczonych potem do wielkich przywilejów, szczególniej wybranych, podczas kiedy wielu po niewielu grzechach jako odrzuceni pogrążonymi są w piekle. Bo jak św. Paweł Apostoł mówi w liście do Tymoteusza: Zna Pan tych, którzy są Jego (2Tym 2,19). – Jednych widzi leżących w grzechach, ale pragnących wydobycia się z tej sromotnej niewoli i o pomoc do Boga wołających i do miłosierdzia Jego uciekających, w czym ich dobroć Boża nie zawiedzie; a drugich widzi zaufanych w ich niby cnocie, raczej w tym, że się zaliczają do porządnych ludzi, więc o zbawienie swoje się nie troszczących, w pokorze do łaski Bożej się nie udających.

Pierwszych Bóg w wyrokach swoich zaliczył do wybranych, znając ich jako swoich, a drudzy sami się wykluczyli z liczby wybranych, przeto widzi ich pośród odrzuconych, gdyż nie zna ich jako swoich.

Ks. Jan Adamski; Pokora podstawą życia chrześcijańskiego; Wyd. św. bp J.S.Pelczara Rzeszów 2017

Nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa

Jaki jest cel takiego nabożeństwa?

  1. Weszło na naszym niebie jak gwiazda lśniąca, by promieniować w duszę naszą wielką postać Jezusa i godny uwielbienia majestat jego osobistości. Ukochał was, głosi to nabożeństwo, i pragnie od was wdzięczności wzajemnej. Cześć Najświętszego Serca wprowadza nas w świat wewnętrzny Jezusa, z którego wykwitło życie najpiękniejsze i wytrysła ewangelia, i chce dla tego świata cudnego wzniecić zapał. Chce, byśmy kochali to serce, czcili, hołd mu składali, przejednywali je i o łaskę prosili. A zarazem chce, byśmy je naśladowali, jak gdyby mówiło: Kto chce być szczęśliwy, niech stworzy w sobie serce, „Sursum corda”.
  2. Cześć Najświętszego Serca pomaga nam szczególniej przyswoić sobie ducha wiary. Do każdego poznania Boga potrzeba serca. Wiara bez uczuć natchnionych nie może się ostać. Oczy, pragnące ujrzeć Jezusa, muszą być oświecone ogniem serca. W każdej naszej wielkiej myśli tętni zapał serca. Dlatego też życzy apostoł wiernym „oświeconych oczu serca”. Dlatego też Jezus „dał nam zmysł” jak gdyby ewangelia chciała powiedzieć: dał nam serce. – Tych, co szukają łaski bożej, Jezus zwraca na drogi szlachetnych, czystych uczuć, na ścieżki dobrego serca. Wiara nasza zawładnąwszy serce, będzie „wiarą serca”.
  3. Nabożeństwo to dopomaga do życia na modłę życia Jezusowego. Najświętsze Serce było organem tego życia. Serce dostarcza wielkich i subtelnych motywów, woli silnej, kochającej, namiętnej. Tylko serce wydaje męczenników. Wielkie wysiłki, boje i zwycięstwa biorą początek z natchnienia serca. „Schätze schafft die Liebe”. Czego nie kochamy, to nie ma dla nas wartości. Jeśli Boga nie kocham, nie mam Boga. Jeśli Jezusa nie miłuje, jestem bez Zbawcy. Jeśli zatem nie ma we mnie miłości, noszę piekło w sobie tutaj na ziemi, a zapadnę tez w piekłona tamtym świecie. – Kochaj gorąco, służ serce i duszą, walcz, pracuj. Najlepsza to miłość samego siebie.

Czego nas uczy to nabożeństwo?

  1. Cześć do Najświętszego Serca Jezusowego jest dla nas nauką. Kto wejrzy do duszy Jezusa, temu się będzie wydawać, że patrzy z góry na rozległą, piękną, wspaniałą okolicę. Nie tylko oko nasze wtedy patrzy, lecz i dusza napełnia się uczuciem wielkości. Królewski duch odsłania się nam w Zbawicielu, kiedy w swych przypowieściach powiada: „Ja jestem dobry pasterz, który krew swoją oddaje, który umie także na pustkowiu o głodzie i chłodzie chodzić za swoją owieczką, który dla dziewięćdziesięciu dziewięciu pozostałych nie zapomina o zagubionej setnej. A gdy ją odnajdzie, pieści ją, wkłada na barki, i tak wraca do domu, że nie czuję zmęczenia. Wielka wtedy jego radość, tak wielka, iż słyszy śpiewanie aniołów. Wie, że jego radość podzielają także aniołowie w niebie… Oto wielki styl, oto charakter, dusza, świat uczuć, świat wewnętrzny, kwitnący nawet na pustyni. Oto dusza, której świat jest siłą i kwieciem, młodością i ogniem, majestatem królewskim, a zarazem powabem dziecięcia. W nieskończonych perspektywach, w których ogląda Boga, staje przed nią wizja bolesna, widzenie człowieka zgubionego” i ona wskazuje mu kierunek drogi i zachęca do poszukiwań: „Idź, idź za zgubionym! Teraz on ci ciężarem póki jeszcze nie twoim. Ale przestanie ci ciążyć, skoro go weźmiesz na barki swoje, bo wtedy będzie twoim. Póki się trudzisz, bądź silny, aby gdy odnajdziesz tego, którego szukasz, moc twoja zamieni się w radość”.
  2. Wielki ten styl naśladujmy, nie kurcząc się w nasz drobne miary i ramy, ale dążąc stale otwartą drogą ku otaczającej nas nieskończoności. Należy wyrabiać w sobie zmysł do wielkich myśli bożych, choćby nawet sprzeciwiały się naszym dzisiejszym modnym poglądom, naszym zapatrywaniom parafialnym. Zawsze winniśmy wyrywać się z naszych ziemskich horyzontów ku widnokręgom bożym i ku tamtym wyższym ciążyć i dążyć, lecz nie tak, by zrywać wszelką łączność z zadaniami doczesnymi. Grawitujmy ku Bogu przez pokorne przyswajanie sobie jego myśli, tak jak pączek ciąży na zewnątrz, kiedy pęka, jak kwiat, kiedy się rozchyla, jak źródło kiedy się wydobywa z głębi na wierzch. Wszak wszystko rozwija się na zewnątrz, by tem bardziej pozostawać w sobie. Dusza również powinna wyprężać się ku wielkiej nieskończoności i otwierać się dla niej. Powinna chętnie przyswajać sobie wielkie prawdy boże, że nas stworzył, choć jest nieskończony i nie potrzebuje nikogo, że nas odkupił, że tutaj obecny w Najświętszym Sakramencie, że Nieskończonego posiąść można i nasycić się jego bezpośrednią obecnością. Z tych faktów cieszyć się należy, a nie wątpić o nich. Cóż ptakowi po skrzydłach, jeśli siedzi na gałęzi pomazanej klejem? Co rzece po falach, jeśli do dna zamarznięta? A po cóżby istniało światło słoneczne, gdybyśmy się zamykali w piwnicach?
  3. Co wielkie, wzniosłe, potężne i budzące zapał powinniśmy przeżywać w duszy i w czyn obracać. Kto wątpi, kto wszystko przeżuwa na miazgę, tego dusza rozstrojona, nieharmonijna, niesymetryczna. Myśl jego jak klocki plątają się między nogami i wytrącają go z równowagi. Podobny jest do źle zbudowanego statku, który, spuszczony na wodę kładzie się na bok. Można źle budować okręty i źle wychowywać dusze, nie dając im równowagi i symetrii. Dobrze wychowana dusza podobna jest do statku, puszczającego się na szeroki ocean, lub do latającego ptaka. Nie traci równowagi wobec nieskończoności, nie lęka się głębin, pędzi naprzód, lata i dosięga celu. Takie dusze są proste i pełne ufności, wzrok ich jest otwarty i czysty, a zmysł praktyczny. Wiedzą, że czyn jest dzieckiem rodzonym myśli, a słowo tylko czynu macochą. Taka dusza działa, praktykuje to, czego uczy święta wiara, i nie odstępuje od form, lubo nie wykonywa ich mechanicznie, lecz wlewa w nie świadomość i treść. Chodzi na Mszę świętą jak ten, co umie przeżywać nastrój ostatniej wieczerzy. Umie odmawiać różaniec, lecz tak, że zatapia się w jego tajemnicach, by nabrać z nich świeżego życia.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Pochwała cierpienia

Rozważ skutki dobrej i złej woli. W dobrej – często serce psuje się przez pychę, podczas gdy w złej oczyszcza się przez cierpienie. W pierwszej człowiek sam siebie zapomina, w drugiej – pamięta o Bogu. Pomyślność rozprasza najczęściej jego dobre uczynki, podczas gdy cierpienie okupuje mnóstwo jego przeszłych nieprawości i umacnia duszę przeciw niebezpieczeństwu popełnienia nowych. Trapi cię ciężka choroba – pomyśl sobie, że zdrowie byłoby zgubne dla twojej niewinności i że Bóg, odbierając ci je, chciał ci odebrać możność grzeszenia. On wie, że lepiej jest tracić przytomność w bólu, niż być zdrowym w nieprawości. Z pewnością, nie może ten dobry Ojciec z upodobaniem patrzeć, jak Jego dzieci jęczą w ucisku, ale cieszy się widząc, że przez odmawianie sobie rzeczy godziwych, powstają one z upadków, których powodem stało się dla nich używanie rzeczy zakazanych. Zrozum więc, że jeśli Pan karze cię na tym świecie, to dlatego, by ci przebaczyć na tamtym, i że obchodzi się tu z tobą z miłosierną surowością dlatego, by w wieczności nie wywierać przeciwko tobie całej srogości sprawiedliwego i nieubłaganego gniewu. Najstraszniejszym znakiem gniewu Bożego jest, kiedy nie podnosi się on przeciwko tobie. Skoro więc nie chcesz być karany na tym świecie z dziećmi, spodziewaj się być potępionym w piekle z czartami. Ach! Powtarzaj raczej za św. Bernardem: Tu mnie, Panie, siecz, tu mnie karz, tu nie przepuszczaj, byłeś nie odrzucił na wieki! Zamiast narzekania, podziwiaj, błogosław tkliwą pieczołowitość tego dobrego Mistrza, który prowadzi cię za rękę i trzyma na wodzy twoje żądze i złe skłonności. Lekarze Pozwalają na wszystko chorym, którzy nie mają szans na przeżycie, tym natomiast, którzy mogą wyzdrowieć, nakazują ścisłą dietę i surowo zabraniają im wszystkiego, co mogłoby im zaszkodzić. Ojciec także odbiera rozpustnemu synowi pieniądze, które mu pomagają w grzechu, co nie przeszkadza, że później przekazuje mu cały majątek. Jest to obraz postępowania względem nas najwyższego. Lekarza naszych dusz, najbardziej kochającego Ojca, najtkliwszego ze wszystkich ojców.

Przypatrz się Zbawicielowi wśród męczarni, jakie ponosi On od tych właśnie, którzy winni Mu są życie! Piekielne usta okrywają Jego święte oblicze plwocinami, a On nie odwraca głowy. Ostre kolce rozdzierają Jego najświętsze skronie tysiącznymi ranami, a On zachowuje łagodność baranka. W gorączce okrutnego pragnienia podają mu gorzki napój, On go bez skargi, bez szemrania przyjmuje. Obrzucają Go obelgami i znieważają szyderczymi pokłonami – On nawet jednego słowa nie wypowiada. W końcu prowadzą Go na śmierć; to cel, to kres Jego pożądania. Śpieszy, biegnie naprzeciw niej, szczęśliwy, że może uwolnić od niej nas. O, podli i nikczemni ludzie! Jak może wam być ciężko cierpieć z woli Bożej za własne grzechy, skoro On Sam tyle wycierpiał, by wyjednać nam tych grzechów przebaczenia? Przyszedł na świat święty, niewinny, wolny od wszelkiej zmazy, a zszedł z niego w najokrutniejszych, niesłychanych mękach. Trzeba było, aby Chrystus cierpiał i w ten sposób wszedł do Swojej chwały, własnym przykładem przekonuje nas o prawdzie słów. Czy nie lepiej więc, prze pokorne poddanie się nędzom tego życia, obrócić je sobie na pożytek, dla odpokutowania za grzechy i dodania ozdoby przygotowanej nam w niebie korony, niż tracić wszystkie te korzyści, poddając się niecierpliwości, która powiększa tylko ciężary, bo i tak, i tak – radzi nie radzi – cierpieć musimy, jeśli taka jest wola Boża, której nic się nie oprze.

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

Bądźmy z Chrystusem!

Jesteśmy chrześcijanami: bądźmy tedy z Chrystusem, a nie z jego sędziami. O, niech nas Bóg strzeże, abyśmy mieli Chrystusa sprzedać za trzydzieści srebrników! Niech nas Bóg strzeże wydać na niego Kajfaszowe potępienie. Lecz jeśli nie chcemy być Judaszami, strzeżmy oczy nasze i wyobraźnię od pożądania dóbr tego świata i wszelkiej chciwości; nie sądźmy z Judaszem, że pieniądz lepszy niż Bóg. Jeśli z Annaszem spółki mieć nie chcemy, strzeżmy umysł nasz i rozum od ufności w siebie i zarozumiałości. Niech z Annaszem nie sądzimy, że nasz sąd i nasze widzimisie mędrsze, niż prawda Boża. Jeśli nie chcemy Kajfaszem zostać, strzeżmy duszę naszą od chęci panowania, od chęci posiadania innych, od zazdrości bezbożnej. Niech z Kajfaszem nie sądzimy, że nasza wola, chęć świętsze, niż przykazanie Boże. W ten sposób tylko nie będziemy sędziami Chrystusa. W ten sposób także do tego przyjdziemy, że będziemy prawdziwie z Chrystusem. Niech wierzymy, że Bóg Dobro, Prawda, Pan, a przykazania Jego Zakon Żywota. A wtedy dopiero prawdziwie i rzeczywiście z Chrystusem będziemy, kiedy nas chciwość zdradzi, kiedy nas duma odepnie, kiedy nas zazdrość potępi. O, szczęśliwi, trzykroć szczęśliwi kiedy to nas spotka! Cieszmy się wtedy i radujmy, wyskakujmy i weselmy się, bośmy wtenczas prawdziwie z Chrystusem. Tak jak Apostołowie cieszyli się i szli weseląc się, ibant gudentes, sprzed oblicza zboru żydowskiego, iż godni byli z Chrystusem cierpieć, z Chrystusem być osądzeni, z Chrystusem odepchnięci, z Chrystusem potępieni, tak i my wtenczas cieszmy się i weselmy, bośmy wtenczas prawdziwie Chrystusowi, bośmy wtenczas pewni, że jak z Chrystusem współcierpimy, tak z Chrystusem będziemy współuwielbieni!

 

Ks. Piotr Semenenko Kazania o męce i śmierci Pana Jezusa; Viator Warszawa 2001

 

Wszechmogący, dobry Panie

Wszechmogący, dobry Panie,
O jak jawne Twe kochanie
Człowieka, stworzenia Swego,
Łaski Twojej niewdzięcznego.Stworzyłeś go tak nadobnym,
Twarzy Twej świętej podobnym;
Wszystko coś na świecie sprawił,
Pod władzęś człowieka stawił.

Lecz stał Ci się nieposłusznym,
Gardząc przykazaniem słusznym,
Stąd zasłużył potępienia,
Niewdzięczne łask Twych stworzenie.

Wszak Ty Pan miłosierny,
By nie zginął człek mizerny,
Przyrzekłeś mu odkupienie
Przez Syna Twego wcielenie.

Gdy przyszedł czas Twej litości,
Dałeś Anioła jasności,
Żeby Maryi objawił,
Co w niej Bóg Duch święty sprawił.

Że miała porodzić Syna,
Przez którego grzechów wina
Ma być męką wypłacona,
Dusza ludzka odkupiona.

Więc przeszedł Syn na świat Boski,
Cierpiał smutek, wszelkie troski;
Jeszcze mu się mało zdało,
Wydał na krzyż Swoje ciało.Szósty dzień przed Wielkanocą,
Kiedy wjeżdżał dziwną mocą
Do Jerozolimskiej bramy,
wyszły Mu dziatki z palmami.

Wdzięczne Mu głosy śpiewały,
Króle Go swym wyznawały:
Witaj, Zbawicielu świata,
Przez długie czekany lata!

O jak prędka jest odmiana
W ludzkim afekcie do Pana!
Bo po krótkim potem czasie
Ciągną do miasta w hałasie,

A jak łotra związanego
Prowadzą Syna Bożego
I niesławą ochydzają
Zdrajco, łotrze, nań wołają.

Amen

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich – o Męce Pańskiej

 

 

Pożyteczne trudności

O pożytku z trudności

  1. To dobrze, że niekiedy napotykamy trudności i przeszkody, bo one zmuszają człowieka, aby wejrzał w swoje serce i przypomniał sobie, że jest tu tylko przechodniem i nie ma prawa budować nadziei na żadnej rzeczy tego świata.
    To dobrze, że cierpimy czasem zarzuty i oskarżenia i że niektórzy źle o nas myślą, nawet jeśli staramy się i czynimy dobrze. To pomaga nam wyrobić w sobie pokorę i nie dopuszcza do nas próżnego rozgłosu. Wtedy bowiem, kiedy ludzie nie doceniają nas i niedobrze o nas sądzą, usilniej szukamy naszego wewnętrznego świadka – Boga.
  2. Dlatego człowiek powinien opierać się wyłącznie na Bogu, aby nie musiał szukać nieustannie potwierdzenia siebie u ludzi. Człowiek dobrej woli, dopiero kiedy gnębią go pokusy albo złe myśli, pojmuje, jak bardzo potrzebny mu jest Bóg i już wie, że bez Niego nie mógłby zdziałać nic dobrego.
    A przecież kiedy jest smutny, jęczy i modli się, aby Bóg odjął mu cierpienie. Czasem wydaje mu się, że nie warto żyć dłużej, przywołuje śmierć, aby uwolnić się od bólu i móc przebywać z Chrystusem. Dopiero wtedy zaczyna rozumieć, że tu, na świecie, nie ma trwałego bezpieczeństwa i pokoju.

 

O naśladowaniu Chrystusa; Tomasz a Kempis – Cz. I; rozdział XII

Droga potępionych

Ci którzy Boga nie posiadają, nie mogą być nasyceni, choćby posiedli cały świat, gdyż rzeczy stworzone są mniejsze niż człowiek; są bowiem stworzone dla człowieka, nie człowiek dla nich. Nie mogą więc być przez nie nasyceni. Tylko Bóg może ich nasycić. Przeto ci biedacy, tkwiąc w takiej ślepocie, są głodni; nigdy się nie mogą nasycić, ciągle pożądają tego, czego nie mogą posiąść, bo nie proszą o to Boga, który może im to dać.

Chcesz wiedzieć, czemu cierpią? Wiesz, jakie miłość zawsze zadaje cierpienie, gdy człowiek traci coś, z czym się utożsamił. Tamci utożsamili się przez miłość z ziemią w różny sposób; stali się ziemią.

Ten utożsamia się z bogactwem, ten z zaszczytami, ten z dziećmi; jeden opuszcza Boga by służyć stworzeniom, tamten czyni z ciała swego nieczyste grube zwierzę. I tak, bez względu na stan, pożądają ziemi i pasą się nią. Chcieliby, aby rzeczy te były stałe, a one stałe nie są: przemijają jak wiatr. Albo śmierć odrywa ich od tego, co kochają, lub to co kochają, odbiera im boże zarządzenie. Pozbawieni tych dóbr bardzo cierpią. Im większą była ich nieuporządkowana miłość posiadania, tym większą jest boleść straty. Gdyby byli posiadali te rzeczy jako pożyczone, a nie własne, zostawiliby je teraz bez żalu. Smucą się, bo nie mają tego, czego pragną. Bo, świat nie może ich nasycić; nie będąc syci, cierpią.

Jakże nęka oścień sumienia! Jakież męki sprawia żądza zemsty, która ustawicznie trawi duszę i uśmierca ją, zanim zabiła nieprzyjaciela; pierwsza ginie dusza od noża nienawiści.

Jakąż męką znosi skąpiec, który z chciwości umniejsza swe potrzeby! Jakież udręki doznaje zawistny, który wiecznie gryzie się w sercu swoim i nie daje mu radować się szczęściem bliźniego. Wszystkie rzeczy, które ludzie kochają zmysłowo, są im źródłem strapienia i nieumiarkowanych obaw. Wzięli na ramiona krzyż diabła i mają przedsmak piekła, życie jest dla nich pełne chorób wszelkiego rodzaju i jeśli się nie poprawią, czeka ich śmierć wieczna.

Oto ci, ranieni cierniami licznych udręczeń, umęczają się jeszcze sami nieuporządkowaną wolą własną. Ci niosą krzyż w sercu i w ciele: dusza i ciało przechodzą katusze i męki bez żadnej zasługi, bo nie znoszą trudów z cierpliwością, lecz z niecierpliwością, ponieważ zdobyli i posiadali złoto i rozkosze świata z nieuporządkowaną miłością. Pozbawieni życia łaski i porywu miłości, stali się drzewami martwymi; także wszystkie uczynki ich są martwe. Ze smutkiem idą przez rzeką, gdzie toną; i dochodzą do wody śmierci; przechodzą z nienawiścią w sercu przez bramę diabła i otrzymują potępienie wieczne.

 

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012