Różaniec do granic nieba propaguje herezję?

W zaproszeniu do modlitwy różańcowej „Różaniec do Granic Nieba” znajdujemy taką intencję: „Będziemy prosić o wybaczenie te dzieci, którym nie pozwolono się narodzić. Ponadto zwrócimy się do wszystkich dzieci nienarodzonych, także tych zmarłych w sposób naturalny lub zmarłych tuż po porodzie, z prośbą o wstawiennictwo, za nami u Boga.”

 

Czy taka intencja niesie w sobie herezję? Czy dzieci zmarłe bez chrztu mogą dostąpić widzenia Boga w niebie? Nie mogą, gdyż są skalane grzechem pierworodnym. Jest to prawda wiary zawarta w Piśmie świętym i w Tradycji. Sam Zbawiciel zapowiedział: Jeśli się kto nie odrodzi z wody a z Ducha Świętego, nie może wnijść do królestwa Bożego (J, 3,5); i dlatego kazał nie tylko nauczać, ale i chrzcić wszystkie narody (Mat 28,9).

Potwierdza to cała Tradycja katolicka streszczona w tych słowach Tertuliana: „Nikt bez chrztu nie otrzyma zbawienia”; a sobór trydencki orzekł: „Jeżeli kto twierdzi, że chrzest jest pozostawiony każdemu do woli, to jest, że nie jest koniecznym do zbawienia: niech będzie wyklęty” (Sesja 7, Kan 5). Przedtem jeszcze sobór florencki wypowiedział, że dusze tych, którzy w stanie grzechu śmiertelnego albo grzechu pierworodnego umierają, zaraz zstępują do piekła, gdzie atoli nierównym karom podlegają; należy tu jednak zaznaczyć, że słowo infernus (po hebr. sheol) oznacza wszystkie miejsca poza niebem, a więc otchłań, czyściec, i właściwe piekło.

Dzieci, które bez chrztu umierają, nie ponoszą kary ognia piekielnego – jest powszechnym prawie zdaniem teologów; co św. Tomasz tak wykłada: W piekle jest podwójna kara, to jest, pozbawienia widzenia Boga, odpowiadające odwróceniu się grzesznika od Boga, i kara zmysłów odpowiadająca zwróceniu się grzesznika do stworzeń. Otóż dzieci wskutek grzechu pierworodnego zostają w stanie odwrócenia się od Boga, ale nie w stanie dobrowolnego zwrócenia się do stworzeń; a stąd nie jest rzeczą słuszną, aby ponosiły karę ognia.

 

Wg. Św. Bp. Józefa Sebastiana Pelczara; Religia Katolicka (Rozdz. X nr XII)

Modlitwa Różańcowa jest jak najbardziej konieczna a szczególnie obecnie, natomiast należy zwracać uwagę na intencję. One mogą być niekoniecznie w zgodzie z nauczaniem Kościoła Katolickiego.

Wola i lenistwo

Lenistwo – nie ma drugiego grzechu, który by tak niepostrzeżenie ogarniał duszę w jej życiu duchowym; a jest to grzech zabójczy, przypominający tę śmierć przez zamarznięcie, która na dalekiej północy opada podróżnika prędzej niż ten się spostrzeże. Śmiertelne zimno, powoli ogarniające swoją ofiarę, wywołuje w niej, jak mówią wrażenia jakby przyjemne, aż w końcu zamrozi żywotne i śmierć zabiera nieszczęśliwca, nie wiedzącego nawet o tym, że umiera. Podobne skutki powoduje lenistwo duchowe. Zaczyna się od małych opuszczeń, małych opieszałości, małych zaniedbań, aż powoli człowiek staje się śmielszy w swoim niedbalstwie. Jego sumienie niepostrzeżenie oswaja się z opuszczeniem także większych rzeczy; z początku, w konkretnym przypadku zaniecha jednego obowiązku, potem drugiego i trzeciego, potem coraz częściej i częściej, aż wreszcie te ciągłe opuszczenia spajają się w nałóg. A przecież w tym długim szeregu opuszczeń, każde z osobna było aktem wolnej woli zupełnie tak samo, jak byłoby aktem mojej wolnej woli, gdybym w tej chwili przestał pisać. Gdybym przestał pisać, byłoby to skutkiem powziętego w duchu postanowienia, żeby więcej nie pisać. Tego zapewne nikt nie nazwałby zwykłym tylko opuszczeniem – byłby to rozmyślny akt mojej woli. I takimi aktami woli są te wszystkie opuszczenia, z których powstaje najniebezpieczniejszy z nałogów, nałóg lenistwa.

Wszelkie opuszczenie, powtarzam, jest jednocześnie pozytywnym aktem woli. Gdybyś w tej chwili rzucił się na ziemię, byłby to akt twojej woli; i gdybyś leżąc na ziemi, nie chciał wstać, byłby to również akt twojej wolnej woli. Samo leżenie na ziemi byłoby pod pewnym względem tylko opuszczeniem; ale opuszczenie to byłoby zarazem skutkiem woli i postanowienia nieużycie tej siły, którą masz, a przez której użycie mógłbyś się podnieść. Tak samo człowiek, który zaczyna opuszczać modlitwę, spowiedź, Komunię, rachunek sumienia, Mszę Świętą, pamięć na obecność Bożą, akty miłości Bożej, w każdym z tych opuszczeń wykonuje tyleż oddzielnych aktów woli. Nie są to rzeczy negatywne, są to pozytywne uczynki; i uczynki te, raz we wspomniany sposób dopiero co zaczęte, spoją się wszystkie razem w jeden łańcuch.

Święty Augustyn, opowiadając o latach swojej młodości, w których żył w grzesznych nałogach, mówi, że nałogi te trzymały go jakby okutego w kajdany. Związany byłem – to jego własne słowa – łańcuchem, który sam sobie ukułem. Nie kto inny go ukuł, tylko ja sam. Związany byłem mea ferrea voluntate, żelaznym łańcuchem mojej własnej woli.

Czy stan śmierci wiecznej jest czymkolwiek innym? Cóż to jest: utrata Boga na wieki? To ostatecznym i niezmienny stan duszy, która tu na ziemi zerwała łączność z Bogiem swoimi własnymi aktami woli. Powrozami piekielnymi (2P 2,4), jak mówi św. Piotr, związana, gdy czas łaski upłynie, dzień próby doczesnej dobiegnie zachodu, a sąd się zakończy, dusza ta – która sama siebie na tym świecie pozbawiła Boga – będzie odrzucona od oblicza Bożego w świecie przyszłym i utwierdzona zostanie na zawsze w całej goryczy swojego z Bogiem rozdziału i w swej nieprzyjaźni z Bogiem, którego nigdy nie będzie oglądać: bo sama zawiązała sobie oczy zasłoną dobrowolnej ślepoty, a wszystkie swoje władze skuła w żelazne kajdany swej własnej, rozmyślnej woli. I dlatego nigdy, jak mówiliśmy nie może człowiek osiągnąć zbawienia inaczej, jak tylko ze swej własnej woli; a jego wola nigdy nie błądzi inaczej, jak tylko z jego własnej winy.

 

Przewodnik życia w Duchu Świętym; Henry Kard. Manning

Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz

Józef Antoni Machluf urodził się 8 maja 1828 we wsi Bika Kafra położonej w górach północnego Libanu. Wychowany został razem ze swoim starszym rodzeństwem, dwiema siostrami i dwoma braćmi w katolickiej rodzinie obrządku maronickiego. W wieku trzech lat umiera ojciec; matka ponownie wychodzi za mąż za człowieka uczciwego i pobożnego, który był diakonem w Kościele maronickim.

Kościół obrządku maronickiego jest jednym z Kościołów Wschodnich i pozostaje cały czas w unii z Rzymem. Początki tego Kościoła sięgają IV wieku i wiążą się ze świętym Maronem, pustelnikiem żyjącym w górach Taurus. Jego ascetyczne życie zaowocowało tym, że wokół niego zgromadziło się wielu naśladowców oraz wiernych. Broniąc się przed najazdem muzułmanów uciekli oni w góry Libanu gdzie ukrywali się w trudno dostępnych dolinach. Ukrycie było na tyle skuteczne, że reszta Kościoła była przekonana, iż zostali całkowicie wyniszczeni. Dopiero pierwsza wyprawa krzyżówa w roku 1099 odkryła Kościół maronicki dla świata zewnętrznego. W celu zaprzeczenia poglądom, że wyznają herezje monoteletyzmu (pogląd, że Chrystus w swej boskiej i ludzkiej naturze kierował się jedną wolą) składają przysięgę katolickiemu patriarsze Antiochii – Aimerowi z Limogenes.

Józef Antoni w wieku lat 14 odczuwa powołanie do życia zakonnego. W wieku 23 lat zgłasza się do klasztoru w Maifug. Odbywa postulat i pierwszy rok nowicjatu, po którym dostaje przeniesienie do klasztoru w miejscowości Annaya. W klasztorze przybiera imię Szarbel – na pamiątkę męczennika z 107 roku. W 1859 roku kończy studia w klasztorze w Kafifan i otrzymuje święcenia kapłańskie. Przez następne 16 lat przebywa w swoim klasztorze w Annaya. W roku 1875, za pozwoleniem swoich przełożonych udaje się do górskiej samotni, gdzie spędza 23 lata życia, wypełnione pracą, umartwieniami ciała, milczeniem oraz kontemplacją Najświętszego Sakramentu. Cela, w której mieszkał miała 6 metrów kwadratowych, o. Szarbel nosił zawsze włosiennicę, spał pięć godzin na dobę, jadł raz dziennie bardzo skromne potrawy bezmięsne. Łóżkiem jego był tylko siennik wypełniony dębowymi liśćmi pokryty kozią skórą, za „poduszkę” służył mu kawałek drewna owinięty postrzępioną sutanną. Często kładł się na gołej ziemi. Samotnia, w której przebywał św. Szarbel była położona w górach na wysokości 1300 m npm.

16 grudnia 1898 roku dostaje udaru mózgu w trakcie odprawiania Mszy świętej. Umiera w wigilię Bożego Narodzenia tego samego roku.

Jego współbracia zakonni już za jego życia uważali go za świętego. Jego modlitwa miała bardzo dużą skuteczność. W 1885 roku uprawy okolicznych rolników niszczyła plaga szarańczy, modlitwa zakonnika, i pokropienie święconą wodą, sprawiło, że owady odleciały a plony zostały ocalone.

Oznaki wybraństwa nastąpiły zaraz po jego śmierci. Następnego dnia po pogrzebie, grób jego był, przez 45 dni otoczony tajemniczym światłem widocznym w najbliższej okolicy. Kiedy po paru miesiącach otwarto grób, okazało się, że jego ciało nie uległo najmniejszemu rozkładowi, zachowując plastyczność żywego człowieka. Oprócz tego ciało wydzielało swoistą, tajemniczą ciecz. Substancja ta nazywana jest „olejem św. Szarbela” i wraz z modlitwą i żywą wiarą uzdrawia z nieuleczalnych chorób i przypadłości. W 1927 roku ciało jego zostało poddane drobiazgowemu badaniu przez komisję kościelną, na czele której stało dwóch lekarzy z Francuskiego Instytutu Medycyny. Następnie ciało zostało umieszczone w nowej metolowej trumnie i zamurowane w grobowcu w niszy kaplicy. W 1950 roku stwierdzono, że tajemnicza ciecz wydobywa się z kamiennego grobowca. Po otwarciu grobowca stwierdzono, że ciało nadal zachowuje elastyczność i temperaturę ciała osoby żyjącej.

Dnia 5 grudnia 1965 roku, ojciec święty Paweł VI beatyfikował ojca Szarbela Machlufa, a 9 października 1977 roku został on kanonizowany. Od tego czasu ustało wydzielanie się tajemniczej cieczy, a ciało świętego zaczęło ulegać rozkładowi. Szacowane jest, że z ciała maronickiego zakonnika uwolniło się ok. 100 litrów tajemniczej cieczy.

Nikt nie sfotografował o. Szarbela, i nie namalował jego portretu. 8 maja 1950 roku kilku misjonarzy maronitów zrobiło sobie grupowe zdjęcie przed grobem świętego pustelnika. Po wywołaniu fotografii, okazało się, że jest na niej jeszcze jedna postać – tajemniczy mnich. Starsi maroniccy zakonnicy rozpoznali w tej postaci o. Szarbela. Na podstawie tej fotografii malowane są portrety świętego pustelnika.

W miejscowości Ananya znajduje się sanktuarium św. Szarbela a w nim jest obfita dokumentacja zawierająca opisy ponad sześciu tysięcy cudownych uzdrowień za przyczyną świętego z Libanu. Wśród nich znajdują się nie tylko maronici czy katolicy ale są również muzułmanie jak i Żydzi. Libanka, Malake Michel-Malek urodziła się w 1950 roku ze zniekształconymi nogami. Poruszała się tylko za pomocą kul i specjalistycznego aparatu ortopedycznego. Leczenie oraz wielokrotne operację nie przyniosły żadnego skutku. Latem 2004 roku spędziła trzy dni w klasztorze Annayi przy grobie świętego, poszcząc i modląc się. Po powrocie do domu została całkowicie uleczone – nogi jej stały się normalne i mogła swobodnie chodzić. Natychmiast wyruszyła do grobu zakonnika by podziękować za cudowne uzdrowienie.

Nouhad Al.-Chami, sparaliżowana Libanka, której jedynie skomplikowana operacja tętnicy szyjnej mogła pomóc, została cudownie uleczona przez świętego Szarbela. Ślady po tym wydarzeni pozostały na jej szyi i są bardzo widoczne każdego 22 dnia miesiąca, kiedy to ma zlecone dawanie świadectwa o swoim uleczeniu.

Ten maronicki święty do końca XX wieku był bardzo mało znany. Obecnie, Polacy stanowią drugą co do liczebności grupę pątników odwiedzających grób jego w Annaya.

Wspomnienie świętego Szarbela Machlufa obchodzimy 28 lipca.

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W grudniu 2019 ROKU.

Modlitwa w czasie zarazy

Ksiądz Marcin Dunin Sulgostowski był autorem „Książki do nabożeństwa dla wszystkich katolików”, którą od jego nazwiska nazywano popularnie Duninem.

Drugie wydanie Modlitewnika z 1844 roku – dla mężczyzn

Modlitewnik ten spisał na polecenie arcybiskupa ksiądz Jan Kanty Dąbrowski. Pierwsze wydanie książki zostało opublikowane w 1842.

Ksiądz Marcin Dunin Sulgostowski (ur. 11 listopada 1774 w Wale, zm. 26 grudnia 1842 w Poznaniu) był polskim biskupem rzymskokatolickim, arcybiskupem metropolitą gnieźnieńskim i poznańskim oraz prymasem Polski w latach 1831–1842.

Źródło: Wikipedia https://pl.wikipedia.org/wiki/Marcin_Dunin

 

Modlitwa w czasie zaraźliwej choroby

Smutek i trwoga przerażają nas zewsząd, o Boże! gdy tak nagle, a tak wielu przyjaciół i braci zabierasz z pośród nas przez zaraźliwą chorobę. Wszyscy wprawdzie umrzemy, bośmy grzesznicy, przeto wyrokowi śmierci na grzeszników wydanemu uledz musimy. Lecz gdy tak wielu, o Boże! razem zabierasz ludzi, gdy umarły tuż za umarłym wynoszony bywa, i wszyscy prawie jakby w cieniu śmierci chodzimy; gdy się codziennie na lamentujących i płaczących braci patrzymy, i trwogą przerażeni sami, tylko wyglądamy zarazy, która i nas ma zgładzić z tej ziemi; ach Boże! Jakżeto okropne życie wśród takiej trwogi!

Ach zmiłujże się, Ojcze niebieski, nad nami!

Jeżeliśmy zgrzeszyli, patrz, oto się upokarzamy przed Tobą! Otośmy gotowi czynić pokutę, a przez poprawę życia pragniemy zasłużyć na Twoję łaskę i przebaczenie.

Użycz nam tylko Twojej pomocy i czasu do prawdziwej pokuty i poprawy życia, a wtedy ta chłosta i doświadczenie stanie się dla nas przestrogą, że się tem szczerzej do śmierci sposobić będziemy.

Zlitujże się, o Boże! I odwróć od nas ten ciężki bicz Twej kary. Jeżeli to bydź może, weź ten kielich od nas, o Boże i Ojcze!

Jeżeli zaś podług Twoich najmędrszych i najświętszych zamiarów postanowiłeś, aby ten smutny cios dłużej trwał jeszcze, udzielże nam przynajmniej cierpliwości, i dodaj odwagi!

Ulżyj, pokrzep schorzałe siostry i braci; pociesz umierających, umocnij zdrowych, aby sobie nie przykrzyli w pielęgnowaniu i usłudze chorym, a przyspiesz godzinę wybawienia od tego złego, abyśmy Ci dzięki składać, wielbić Cię znowu, i w radości serc naszych służyć Ci mogli. Amen.

 

Zachowano oryginalną pisownię.

Uroczystość Wszystkich Świętych

Jest to jedna z najwspanialszych, najwznioślejszych uroczystości Kościoła św., jego apoteoza i apologia. „Społeczność Świętych” oddziela się tutaj od hałaśliwej, zgiełkliwej, chaotycznej „gromady nieświętych”.

  1. Dusza człowieka światowego jest niespokojna, burzliwa, natrętna. Szuka tego, co lepsze. Taki jej instynkt, będący zarazem dla niej pokutą. Ma słuszność, wysilać się musi, bo człowiek rządzony jedynie popędem przyrodzonym, nieokrzesany jest i przyziemny. Wszak był mieszkańcem jaskiń, ludożercą, był dziki. Potem przebył ogromny rozwój dziejowy, doszedł do obecnego stopnia cywilizacji i mieszka dziś w Paryżu, Londynie, Warszawie. Zbudował sobie miasta, teatry, uprawia sztuki piękne i łamie sobie głowę pytaniem, co jeszcze będzie z niego. Na czoło tego niespokojnego, rwącego potoku wysuwa się chrześcijaństwo to, co ma najlepszego: „Dii estis”, jesteście bogami, i wskazuje na społeczność świętych. To nie ludzie ziemscy, ale „bogowie”. Na czele idzie Jezus Chrystus, Bóg wcielony, po nim idą Najświętsza Panna, dziewice czyste jak lilie… młodzieńcy z wińcami na głowach… dusze ofiarne, proste, nieskalane… bohaterzy i wyrobnicy… to dokonywa się proces przebóstwienia. Nieskończenie miłujący Bóg zakochany jest w duszach, ich życie jest dla niego skarbem (wszystko w nim zasługą), ich tchnienie ostatnie jest mu klejnotem („droga przed oblicznością Pańską śmierć świętych jego”). Żyje w nich swą łaską i rozbudza pragnienie żywota wieczystego. Vita… Vita aeterna – to kadencja ewangelii, jej finał harmonijny. Już tu na ziemi Bóg wskazuje zdroje żywota i piękne, szczęśliwe życie w ośmiu błogosławieństwach. O Chryste, kochać będę to życie, w niem wieczna młodość! Wiem, że jedynie przez Ciebie zdołam je posiąść. Do braci swoich w niebie, których kocham, wienienem stać się podobnym.
  2. Powiadają, że smutne to życie, które nie kocha rozkwieconej ziemi, błękitnego nieba, wonnej róży, marmuru lśniącego, które się nie uśmiecha, a marzy o śmierci. Przeciwnie! Życie święte kocha to wszystko. Lecz gdy zamracza się błękitne niebo, więdnie róża, kruszeje marmur, miłość świętych wychodzi daleko poza to wszystko i stwarza harmonie między ziemią a grobem, czasem a wiecznością, rozkwitem róż a znikomością. W głąb się spuszcza, a na skrzydłach wiary wznosi się w górę w żywot wiekuisty. W ośmiu błogosławieństwach ujmuje wszelkie wyzwolenie duszy i życia, czy je nazywają ubóstwem czy łzą, męczeństwem lub prześladowaniem. O boski, radosny, harmonijny żywocie, ten tylko oburza się na ciebie, kto nigdy nie ujrzał twego oblicza. Ja cię znam i kocham.
  3. Sądzono, że to życie podłe i nikczemne, że obrzydzenie i nienawiść ma do siebie, że poczytuje się za nieczyste i grzeszne i chce , by po nim deptano. Biczuje się i nie myje się nigdy, nie buduje domów lecz wydrąża sobie pieczary w ścianie skalnej. – Rysy zewnętrzne nie stanowią świętości. Także w psychologii życia duchowego zdarzają się objawy chorobliwe, przesady chwilowo modne, których naśladować nie ma potrzeby. Faktem jest, że przychodzimy na świat w grzechu pierworodnym i sami również grzeszymy, bolejemy zaś nad tym dlatego tylko, żeby dostąpić chwały, a w żalu i w pokucie pracujemy także tylko dla chwały. Zresztą życie duchowe podobne jest do fabryki budowlanej. Są tu wiadra z wapnem, skały piaski, kamieni i cegieł, a wśród nich uwijają się młoty i motyki. Dopiero dzięki tym przyborom i pracom powstaje dom lub świątynia. Dusza nasza jest takim terenem budowlanym. Pracuje na nim ogień, żelazo, łzy, krew, a skoro tylko wyrośniesz ze swych ułomności, powstanie z ciebie „świątynia boża”.
  4. Mniemano, że to życie bezsilne i tchórzowskie, jest słabe, bo miłosierne, bo miłuje cierpiącego i nędzarza. Mówi o litości i smuci się nad cudzą niedolą. Podnosi na duchu ubogiego i żebraka, nad którym się roztkliwia. Tak, to prawda. Lecz czyni to z miłości, która mocna jak śmierć. Zniża się, lecz po to, by podnosić do góry. „Mocna jak śmierć”, pełna łaski. Ten boży pierwiastek działa w niej, w jego mocy ściera się ze światem i nie lęka się.
  5. A gdzie rodzą się takie dusze? W obcowaniu Świętych. Tam żyje wiara, tam bije siedem zdrojów łaski, sakramenty św., tam Przenajświętsza Ofiara, klucz do bram wieczności, tam wspólna praca nad wielkimi zadaniami, tam samopomoc(zasługa) i pomoc wzajemna (modlitwa, miłość, wstawiennictwo, odpusty). A zatem jest ideał i jest siła w społeczności świętych. Zapalajmy się do czynu, mówiąc sobie: Powiodło się tym i tamtym, czemu by mnie nie miało się udać? W życiu duchowym panuje wieczna wiosna, w niej przebywają dusze uwielbione. Wszelako istnieje także wieczna śmierć, w której żyje dusza, zdruzgotana ku wiecznej dla siebie udręce. Ma też dusza swe lato, kiedy wydaje owoc, wreszcie jesień w życiu duszy, pora niedostatku, smutku, melancholii, opadu liści, ogołocenia i nagości, a jesienią tą jest ogień czyśćcowy na drugim świecie.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

 

Woda z kałuży

Od marca 1984 aż do maja 2019 roku obowiązywał zakaz organizowania pielgrzymek przez parafie, dekanaty, diecezje do Medjugorie. Mimo to takie „wyjazdy” były organizowane, w niektórych parafiach nawet w sposób cykliczny. Spotkałem się z opiniami osób które odwiedziły to miejsce(prywatne nawiedzenia nie były objęte tym zakazem). Nie spotkałem się z krytycznymi uwagami – raczej wszyscy byli zadowoleni, przedstawiali wiele korzyści duchowych, jak i informacji o nawróceniach. Próbując przedstawić oficjalne stanowisko Watykanu oraz początki objawień jak i losy pierwszych księży którzy mieli styczność z widzącymi, otrzymywałem odpowiedź, że przecież są tam nawrócenia, że odmawiany jest Różaniec, że tyle duchowych przeżyć, że nie może to być coś złego. Patrząc na oficjalne stanowisko Kościoła w sprawie „objawień” w Medjugorie nasuwa się porównanie do spragnionego wędrowca na pustyni. On, aby zaspokoić swoje pragnienia, będzie pił wodę z każdej napotkanej kałuży i będzie szczęśliwy, że ją znalazł. Nie patrzy na to czym ta woda jest, skąd jest, co w sobie zawiera – dla niego ważne jest, że gasi pragnienie.

J. Malczewski „Zatruta studnia” (1905)

Medjugorie jest niestety taką duchową zatrutą studnią do której można odnieść obraz Jacka Malczewskiego. Powołana przez biskupa Ratko Perića komisja nie stwierdziła nadprzyrodzoności w wydarzeniach w Medjugorie. Episkopat byłej Jugosławii jak i Kongregacja Nauki Wiary zgadza się z wnioskami tej komisji. Oczywiście modlić się można w każdym miejscu i łaskami jesteśmy obdarowywani na każdej Mszy świętej. Natomiast są miejsca gdzie łaski spływają na nas znacznie obficiej i są to miejsca szczególne. Do nich należą z pewnością miejsca objawień. Miejscami autentycznych i zatwierdzonych przez Kościół objawień są np. Gietrzwałd, Fatima, Lourdes, Guadalupe – te najbardziej znane.

Dlaczego nie gasić pragnienia wodą z czystego źródła, wodą która prawdziwe gasi pragnienie, z której korzystano przez pokolenia?

Tak licznie odwiedzane Medjugorie świadczy o pustyni duchowej w naszym życiu. Świadczy, że naszych potrzeb duchowych nie zaspokaja coniedzielna Msza św. – potrzebujemy więcej duchowości. W naszym pragnieniu zadowalamy się nawet wodą z kałuży, bo jest mokra i również ugasi pragnienie. Nie zwracamy w ogóle uwagi na niebezpieczeństwa, ważne jest dla nas zaspokojenie pragnienia – pragnienia duchowego przeżycia, autentycznej modlitwy, pragnienia sacrum.

 

Kary czyśćcowe

Idąc za głosem Bożym, święta Małgorzata Maria ofiarowała się nieraz na ratunek dusz zatwardziałych, winnych nadużycia łask i zagrożonych zupełnym opuszczeniem. Wówczas czuła się pogrążona w rozpaczy, jakiej doznaje dusz potępionych w chwili swego rozłączenia z ciałem, a było to stan tak okropny, że nie miała słów na jego określenie. Dnia jednego podczas pracy ujrzała z nagła przed sobą zakonnicę jeszcze żyjącą i dobitnie od Pana Jezusa usłyszała te wyrazy: „Patrz, oto zakonnica z imienia tylko, którą gotów jestem wyrzucić z mego Serca i zostawić samej sobie”. Słysząc to Święta, przejęta niewypowiedzianą trwogą, upadła twarzą na ziemię i długo tak pozostawała, nie mogąc przyjść do siebie. Nareszcie wzruszona litością bez granic dla tej biednej duszy, zaofiarowała się za nią Sprawiedliwości Bożej, której gniew natychmiast przeciwko niej się obrócił, skutkiem czego doświadczyła niewysłowionego ucisku serca i rozdzierającej boleści. Przytłoczono niezmiernym ciężarem, widziała uzbrojonego przeciw sobie i już uderzyć ją mającego Boga; widziała pod swoimi stopami rozwarte piekło gotowe na jej pożarcie, a obok tego wszystko w swym wnętrzu w buncie i nieładzie. Nieprzyjaciel ścigał ją na każdym kroku i gwałtownie wiódł do rozpaczy. Nie mogła ujść przed jego napaścią, ani się skryć przed jego wzrokiem; doznawała przy tym strasznego zawstydzenia, myśląc, że jej cierpienia były wszystkim znane. Niezdolna nawet do modlitwy, we łzach tylko znajdowała ulgę. „Ach, wołała, jakże to straszna rzecz wpaść w ręce Boga żyjącego!” Albo znowu padając twarzą na ziemię: „Bij, mój Panie, mówiła, siecz, pal, niszcz wszystko, co Ci się nie podoba; nie oszczędzaj ni życia, ni ciała, ni krwi mojej, byłeś tylko zbawił duszę na wieki”.

Swoje modlitwy, pokuty i cierpienia ofiarował również za dusze w czyśćcu cierpiące, które nazywała swoimi dobrymi przyjaciółkami, i wzajemnie uciekała się do tychże dusz z prośbą o modlitwę w innych potrzebach. Mianowicie podczas adoracji, jaką odprawiała corocznie w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek, polecała dusze skazane na męki czyśćcowe miłosierdziu Serca Jezusowego, bo sam Pan Jezus tego zażądał. Ona też, będąc mistrzynią nowicjuszek, wprowadziła zwyczaj odbywania z nimi procesji do grobów sióstr na cmentarzu zakonnym. Jej modlitwy umartwienia i Komunie święte niejednej duszy wyjednały skrócenie kary. Oto pewnego dnia, gdy zostawała na adoracji, ukazał się jej zmarły dawniej przeora benedyktynów w Paray-le-Monial, żaląc się na straszne męki czyśćcowe jako karę za trzy winy, z których pierwsza ta była, że skutkiem zbytecznego przywiązania do sławy, przedkładał własny interes nad chwałę Boga; drugą, że wykraczał przeciw miłości bratniej; trzecia, że się kierował zbyt naturalnym uczuciem ku stworzeniom. Potem przez wzgląd na spowiedź, jaką raz święta Małgorzata Maria przed nim odprawiła, prosił ją o odstąpienie wszystkich pokutnych uczynków, które spełni w przeciągu trzech miesięcy. Przyrzekła to, kierując się litością, i przez trzy miesiące zadawała sobie surowe umartwienia, aż wreszcie wpadła w chorobę, ale duszy otworzyły się przez to bramy niebieskie.

 

Nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusowego według objawień danych św. Małgorzacie Marii i żywot tejże świętej; Św. bp Józef Sebastian Pelczar; Wydawnictwo Świętego Biskupa Józefa Sebastiana Pelczara, Rzeszów 2017.

 

 

Popielec

Dziś Kościół posypuje popiołem nasze głowy, wprowadzając nas w post i przed oblicze męki Chrystusowej. Zachęca nas przez to usilnie do skruchy i pokuty, jako też do wielkodusznej miłości ku cierpiącemu Zbawicielowi

  1. Chcemy się upokorzyć w popiele. Popiół oznajmia nam, że czeka nas śmierć, zwiędnięcie naszego życia, obrócenie się w proch naszej cielesności i zmysłowości i kara za grzechy nasze. Proch jesteś, prochem się staniesz! Śmierć jest dziełem człowieka, płodem nieszczęsnego artyzmu. Wszak pierwszy umarły był ofiarą bratobójstwa! Adam ze zgrozą spoglądał na to dzieło. Śmierć mówi także o życiu, zarówno o tym, któreśmy przeżyli, jak i o tym którym żyć będziemy. Wielka to łaska rzucić okiem wstecz na całą swą przeszłość w chwili, kiedy się żywo odczuwa obecność śmierci. Jeśli życie było dobre, wtedy śmierć będzie piękna jak zorza wieczorna, pełna zapachu borów i pól, wtedy jasnym blaskiem święcić będzie ufność w oczach strudzonego pracownika. Jeśli zaś życie było złe, wtedy śmierć przychodzi jak noc bezgwiezdna, przykrywająca swym całunem ruiny. W każdym razie śmierć wzywa do zwrotu w siebie. Wszak żyjesz jeszcze, jeszcze masz w ręku daną ci przez łaskę możność pokierowania losem swojego życia. Wejdź w siebie i powiedz sobie: Mało żyłem, dużo zmarnowałem, ale jeszcze moim jest to piękne, urocze życie, i natychmiast rozpocznę żyć prawdziwie.
    Przez cichą tę dolinę przed laty już trzydziestu,
    Nad brzegiem szedłem strugi słuchając fal szelestu,
    Dziś znowu w tę dolinę z tęsknotą mknę tajemną:
    Trzydzieści lat pierzchnęło jak lekka mgła przede mną.
    (Tennyson)
  2. Nie po to przenosimy się myślą w chwilę śmierci, by się smucić, i więdnąć, lecz by życiu przysporzyć dzielności i radości, by nabrać ducha i zakwitnąć. Będę usilnie o to się starał, by nie zaniedbać ani okruszyny dobrego, które mogę spełnić, lecz by wyzyskać ją według sił, bo jeszcze mam czas. Myśl ta napełnia me serce słodkim uczuciem, pod jej wpływem brzydki kościotrup obleka się w piękne ciało i skrzydła anielskie i wznosi się ku Panu. On mię postawił w zmiennej kolei istnienia i znikomości, wszelako po to jedynie, by życie moje nabrało treści bogatej. Czy nie zmarnowałem swego życia? Czy moja praca życiowa nie była przygotowaniem dzieła śmierci, zaniku i rozkładu? Od śmierci nauczę się piękności, a od rozkładu życia.
  3. Chcę pościć z Jezusem, który przez 40 dni nie przyjmował pokarmu, a chętnie chcę to czynić, bo tak nakazuje Kościół, mistrzyni dusz, wyćwiczonych w karności. W tym wyrzeczeniu się tkwi znakomity pierwiastek wychowawczy, bo ujmujący w karby pragnienia oczu i podniebienia, podnoszący ducha i przysparzający także ciału czystości i giętkości. Gęsta, zwierzęca, karmiąca niskie popędy krew rozrzedza i odświeża się i nabiera większej energii, a nadto post mój jest pokutą za moje winy.
  4. Muszę wejść w siebie i oczyścić się pokutą, jeśli chcę wniknąć głębiej w mękę Jezusa. Do tego bowiem potrzeba ducha, wrażliwej, szlachetnej duszy o wielkim stylu. Chcę zrozumieć ducha ofiary i odczuć, że Jezus za mnie cierpi. Z jakim ciśnieniem serca wstępuje w świat tropikalny tej ognistej duszy, tego cierpiącego Jezusa. Tutaj widzę przed sobą bezdenną przepaść i szczyty niebosiężne. I czekam, pogrążony w tęsknej modlitwie, na anioła współczucia, by poruszył w mym wnętrzu wody uzdrawiające czułości i serdecznego wzruszenia. Zdejm obuwie, święte to miejsce! Niech oczy moje skąpią się we łzach, bym lepiej widział, niech kolano moje przywrze do ziemi, bym szybciej postępował na drodze krzyżowej. Prawdziwie święty to czas, święcie też chce go przepędzić.

 

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Co to jest adwent?

Wstępujemy w szczególni pociągający i miły okres roku kościelnego, w adwent. Cztery niedziele adwentu obchodzić będziemy z należytą gorliwością, a potem zawita w nasze progi święta wigilia, noc najświętsza, rozbrzmiewająca radosnym „gloria”, i dzień uroczysty Bożego Narodzenia ze swą potrójną Mszą.

  1. Cóż to jest ten adwent? Jest to okres przedświąteczny, pamiątka odległej przeszłości. Obchodzimy w tym okresie oczekiwania i tęsknoty dawnych wieków. Śpiewamy na nowo antyfony, w których szlocha ból i płacze nadzieja całych tysiącleci. Cofamy się pamięcią do dni proroków Izraela. Wstępujemy w święty mrok, który ich otaczał, i zakrywamy niejako oblicze duszy naszej zasłoną ich wieszczych wizji. I po co to czynimy? Ażeby tym gorętszą zapłonąć radością, gdy pomyślimy, że oto z tej przeszłości wyłoniła się piękna, słodka teraźniejszość. Zastanawiamy się nad tym, ile to gorących żądz i tęsknot musiało przebić niebiosa, zanim się otworzyły. Ale w końcu się otwarły, a to dla nas rzeczą najważniejszą. Przypominamy sobie, ile łez gorących zrosiło ziemię, by sprowadzić na nią wiosnę. I oto nareszcie ta wiosna nadeszła. Dzięki niebu! Naśladujemy w czasie adwentu matkę, przekomarzającą się ze swym dziecięciem. Matka zasłania sobie twarz przed maleństwem, by zaraz potem spojrzeć na nie z uśmiechem szczęścia. Bo też my jesteśmy „szczęsnymi posiadaczami”, nam dano pożywać owoców owych tęsknic tylowiekowych, nas to Pan tym wszystkim obdarzył.
  2. Atoli ów adwent miniony zwraca uwagę naszą na adwent obecny, w którym Pan dopiero nadchodzi. Tak, Pan ku nam idzie! W tym znaczeniu całe nasze życie jest adwentem. Gody po obecnym adwencie nastaną dla nas, gdy po śmierci ujrzymy łaskawe i pełne miłosierdzia oblicze Chrystusa. Pierwsze to spojrzenie, które dusza, zmarła w stanie łaski, rzuci na Pana, będzie kresem adwentu życiowego. „Mitis atque festivus Christi Jezu tibi aspectus appereat!” Oby to się stało, oby i dusza moja, o Jezu, ujrzała twe łaskawe, promienne oblicze!
  3. Życie nasze do samej śmierci pozostaje pod znakiem adwentu. Jakież jego cechy? 1) Mrok. Drogi życia, prowadzące na tamten świat, są drogami mrocznymi. Umysł nasz pogrążony ciemnościach, poglądy na świat niepewne. Powątpiewanie i kapryśne hasła postępu czyhają dokoła nas. Kto nas tedy poprowadzi pewną drogą śród tej nocy ku naszemu celowi? Jedynie Kościół święty. 2) Oczekiwanie. Z zapartym tchem nasłuchujemy, z natężoną uwagą rozglądamy się wokół i pytamy: Jak stoi sprawa mojej duszy i kiedy umrę? Nie możemy się na dobre uspokoić, nawet we śnie sprawa ta trapi wyobraźnię. Gdy pomyślimy o niepewności naszego zbawienia, dreszcz zimny nas ogarnia. A nasze nadzieje są tak wielkie, tak napięte do najwyższego stopnia. Rozbudzili je prorocy, tyle nam zapowiadając. 3) Wiara i ufność w Zbawicielu-Bogu. Deus ipse veniet. „Bóg sam przyjdzie”, prawda ta uczy nas wierzyć przede wszystkim w niebo, a tylko w piekło, uczy nas wierzyć w Boga-Zbawcę. Ufajmy więc i gorąco pragnijmy zbawienia, módlmy się o nie wołaniem tęsknoty onych trzech tysięcy lat!
    Duch adwentu – to nie duch bierny, ale czynny, naglący do pracy. „Przyobleczcie się w Chrystusa!” woła ten duch. Podczas adwentu życia naszego powinniśmy ukształtować w duszach swoich Chrystusa. Życie człowieka to sznur, rozpięty nad przepaścią między światem zwierzęcości a światem świętości. Przeprawa na drugą stronę odbywa się śród niebezpieczeństw. Bo też wielkość życia ludzkiego na tym właśnie polega, że nie celem jest, lecz jedynie pomostem. Niechaj się więc wypręża, niech weźmie rozmach! Jego psychologią musi być wysiłek, trud i walka. Niech asceza chrześcijańska nigdy nie wyradza się w gnuśność i marnotę! Walcz, człowiecze, i ufaj bez granic!

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Święta Gertruda Wielka

Święta Gertruda urodziła się w święto Trzech Króli 1256 roku w Turyngii. Prawdopodobnie we wczesnym dzieciństwie została sierotą i dlatego w wieku pięciu lat została oddana do klasztoru sióstr benedyktynek w Helfcie k. Eisleben (późniejszym miejscu urodzenie Marcina Lutra). Gertruda z Helfty jest jedną z największych mistyczek średniowiecza. Nad wykształceniem dziewczynki pieczę miała św. Mechtylda z Hackeborn, która prowadziła szkołę przyklasztorną oraz była kantorką, a przepiękny głos i zapał w śpiewie sprawiły, że nazywano ją „słowikiem Chrystusa”. Starsza siostra Mechtyldy Gertruda z Hackeborn była ksienią klasztoru. Z powodu zbieżności imion obie Gertrudy są często ze sobą mylone. Święta Gertruda z Helfty nie była ksienią. Otrzymała staranne wykształcenie, biegle opanowała łacinę, retorykę, znajomość Pisma św. oraz pism Ojców Kościoła. Pracowała przez całe swoje życie jako kopista. Dnia 27 stycznia 1281 roku miała przeżycie mistyczne, doświadczyła głębokiego nawrócenia: „nie od grzechu do pobożności oczywiście, ale od pobożności do Boga Żywego”.

Swoje przeżycia mistyczne św. Gertruda zawarła w dziele  „Zwiastun Bożej miłości”. Autorką jest ona sama jak również jedna z sióstr, której mistyczka opowiedziała o otrzymanych łaskach. Święta Gertruda jest samodzielną autorką „Ćwiczeń” – w których zawarte są rady pomocne zakonnicom do przeżywania ważnych wydarzeń, np. śluby wieczyste, konsekracja dziewic, udział w sakramentach.

„Zwiastun Bożej miłości” znany również pod tytułem „Objawienia” powstał na wyraźnie życzenie Jezusa. Podczas jednego z objawień Gertruda usłyszała pytanie, czy pragnie zdrowia czy cierpienia. Zakonnica odpowiedziała: „Wszechmogący Boże, proszę, daj mi to, co podoba się Tobie. Nie dbaj o moje pragnienia. Ja wierzę, że to, co od Ciebie otrzymam, będzie dla mnie najlepszym darem”. Święta Gertruda została obdarzona szczególną więzią z Chrystusem – doświadczyła łaski spoczywania w Sercu Jezusa. Zaczęła szukać początków nabożeństwa do Serca Jezusowego w Piśmie Świętym. Chrystus Pan odpowiedział jej, że nabożeństwo to jest zarezerwowane na czasy ostateczne, na czas gdy wiara ostygnie w sercach ludzi. Wezwania jakie znajdują się w litanii do Najświętszego Serca Jezusowego znaleźć można w pismach mistyczki z Turyngii. Objawienia św. Gertrudy są przygotowaniem do objawień Serca Pana Jezusa jakie miała św. Małgorzata Maria Alacoque w 1674 roku.

Święta Gertruda Wielka jest świętą Chrystusowego człowieczeństwa, pokazuje nam w jaki sposób Bóg jest bliski człowiekowi. Jej miłość do Chrystusa ma cechę poufałości, która jednak nie wyklucza adoracji oraz z zapałem i radością ogarnia wszystkie dary Boże jakie człowiek otrzymał.

Cnota czystości była przez nią szczególnie umiłowana i wspierana przez Boże łaski poprzez zachowania od pokus cielesnych.

Słowa Pana Jezusa zapisane w „Zwiastunie Bożej miłości”: „Jeśli ktoś poświęci Mi codziennie przynajmniej jedną godzinę w pełnym skupieniu, zgotuje Mi przez to miłe, gościnne przyjęcie. Jeśli ktoś będzie się starał dzień w dzień ćwiczyć w jakiejś cnocie, przyjmę to, jakby Mnie okrył piękną szatą. Podobnie, jeśli ktoś odniesie zwycięstwo walcząc z jakąś wadą lub pokusą, uznam, że Mnie odwiedził i otoczył czułą troską w chorobie. Kto zaś by się modlił żarliwie za grzeszników albo za dusze czyśćcowe, przyjmę to z taką wdzięcznością, jakby Mnie często odwiedzał w więzieniu, by złagodzić me odosobnienie czułymi słowami swego pocieszenia”.

Bazylika św. Justyny (Padwa) – Ekstaza Św. Gertrudy – Piotr Liberi

Święta Gertruda z Helfty miała również szczególne umiłowanie do dusz w czyśćcu cierpiących. Złożyła akt heroicznej miłości za te dusze, czyli ofiarowała za nie wszystkie swoje czyny i akty pokuty nie zostawiając sobie nic co mogłoby być zadośćuczynieniem za jej grzechy. Przed śmiercią usłyszała pocieszenie od Jezusa: „Bądź pewna, moja córko, że twoje umiłowanie zmarłych nie będzie ci przeszkodą. Wiedz, że ten hojny dar, jaki złożyłaś ze wszystkich swoich uczynków duszom czyśćcowym, szczególnie mi się spodobał, a na dowód tego oświadczam, iż wszystkie kary jakie musiałabyś znosić w życiu przyszłym, zostały ci odpuszczone,- co więcej, w nagrodę za twą szczodrość tak pomnażam wagę twoich zasług, że będziesz się w niebie cieszyć wieczną chwałą”.

Doświadczenia mistyczne nie powodowały braku cierpienia. Pragnąc naśladować Chrystusa, zadawała sobie rozmaite pokuty i umartwienia, Bóg nie oszczędził jej dodatkowych cierpień, zarówno fizycznych, jak i duchowych. Święta zakonnica cierpiała nie tylko duchowo, ale również z powodu słabego zdrowia. Święta Gertruda zmarła w klasztorze w Helfcie mając zaledwie czterdzieści sześć lat. Jej „Objawienia” pisane po łacinie, przetłumaczono na wszystkie języki europejskie i rozpowszechniono.

Jej kult, na prośbę króla polskiego Augusta II Sasa, w 1732 roku, rozciągnięty został na cały Kościół.

W 2012 roku powołana została Komisja, której zadaniem jest przygotowanie postulatu o nadanie św. Gertrudzie z Helfty tytułu Doktora Kościoła. Atrybutami świętej są: Serce Jezusowe, krzyż i książka.

Święta mistyczka jest patronką Peru i miasta Tarragony w Hiszpanii a jej wspomnienie liturgiczne obchodzimy 16 listopada.

Modlitwa Św. Gertrudy za dusze czyśćcowe (Jednorazowe odmówienie tej modlitwy wybawia z Czyśćca 1000 dusz)

 

 Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci, Najdroższą Krew Boskiego Syna Twego, Pana naszego, Jezusa Chrystusa w połączeniu ze wszystkimi Mszami św. dzisiaj na całym świecie odprawianymi, za dusze w Czyśćcu cierpiące, za umierających, za grzeszników na świecie, za grzeszników w Kościele powszechnym, za grzeszników w mojej rodzinie, a także w moim domu. Amen.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W listopadzie 2017 ROKU.

O potępieniu

Męką potępionych jest również widok szczęśliwości sprawiedliwych. Widok ten wzmaga ich kaźń, jak  w sprawiedliwych kara potępionych wzmaga radość z dobroci Bożej. Bo światłość uwydatnia ciemność, a ciemność światło. Toteż dla potępionych będzie męką widok szczęśliwych; z przerażeniem czekają ostatniego dnia sądu, gdyż wiedzą, że będzie on dla nich wzmożeniem katuszy.

Istotnie, gdy usłyszą straszliwy głos: Surgite mortui, venite ad iudicium(Powstańcie zmarli, stańcie przed sądem), dusza wróci z ciałem, które w sprawiedliwych będzie uwielbione, a w potępionych udręczone na wieku. Potępieni okryją się wstydem i hańbą w obliczu Prawdy i wszystkich błogosławionych. Robak sumienia toczyć wtedy będzie rdzeń drzewa, to jest duszę, i pożerać korę, to jest ciało.

Wypominana im będzie: krew za nich wylana, działa duchowe i doczesne miłosierdzia Bożego, dokonana dla nich przez Syna Bożego, ich własne powinności względem bliźniego, zapisane w świętej Ewangelii. Oskarżeni będą za okrucieństwa względem bliźniego, za pychę i miłość własną, za rozpustę i chciwość; widok miłosierdzia, którego od Boga doznali, srodze zaostrzać będzie naganę.

W chwili śmierci dusza sama słyszy oskarżenie, lecz na sądzie powszechnym odnosić się ono będzie jednocześnie do duszy i ciała; bo ciało było towarzyszem i narzędziem duszy, w czynieniu dobra i zła, wedle tego co podobało się woli własnej.

Każdy czyn dobry i zły spełniony jest za pośrednictwem ciała. Toteż słusznie, dusze wybrane, otrzymują chwałę i szczęście nieskończone ze swymi ciałami uwielbionymi, aby odebrały nagrodę za trudy, które razem poniosły dla Boga. Tak samo ciała złych będą dzielić ich męki wieczne, gdyż były narzędziem grzechu.

Odświeżą się więc i wrosną męki grzeszników, gdy z ciałem staną przed obliczem Syna Bożego. Cóż za potępienie ich nędznej zmysłowości i nieczystości, widzieć naturę ludzką w człowieczeństwie Chrystusa zjednoczoną z czystością Boga. Ujrzą tę glinę Adama, z której uczyniona jest natura ludzka, wyniesioną ponad wszystkie chóry aniołów, gdy oni pogrążeni będą przez błędy swoje w głębokości piekła.

Ujrzą szczodrobliwość i miłosierdzie jaśniejące w błogosławionych, którzy otrzymali owoc krwi Baranka; ujrzą wszystkie cierpienia, które znieśli i które zdobią ich ciała, jak haft suknię, nie przez moc ciała, lecz jako skutek pełni duszy, która odbija w ciele nagrodę swych trudów, gdyż było ono towarzyszem jej w pełnieniu cnoty. Jak twarz człowieka odbija się w zwierciadle, tak w ciele prześwieca owoc trudów.

Patrząc na taką godność, której są pozbawieni, ci mieszkańcy ciemności czują, że rośnie ich męka i wstyd, gdyż na ciele ich udręczonym i umęczonym zjawia się piętno niegodziwości, które popełnili. Wtedy na głos straszliwy, który usłyszą: „Idźcie przeklęci w ogień wieczny” (Mt 25, 41), pójdzie ich dusza wraz z ciałem, otoczona całym zaduchem ziemi, żyć z diabłami, bez pociechy nadziei, każda na swój sposób, wedle miary i rozmaitości popełnionych grzechów. Skąpy, pogrążony w smrodzie chciwości, płonąc będzie w ogniu wraz z dobrami tego świata, które tak chciwie pokochał. Okrutnik płonąć w nim będzie ze swym okrucieństwem; rozpustnik ze swą rozpustą i niecnymi pożądaniami; niesprawiedliwy ze swymi niesprawiedliwościami, zawistny i zawzięty na bliźniego ze swą nienawiścią. Ta nieuporządkowana miłość własna, sprzęgnięta z dumą, z której wyszły wszystkie złości, będzie palić i zadawać mękę nieznośną; tak wszyscy będą ukarani, każdy na swój sposób, zarazem na duszy i ciele.

Oto nędzny koniec tych, którzy idą drogą dolną, przez rzekę, nie odwracając się, aby poznać swoje winy i prosić o miłosierdzie Boże. Tak dochodzą do bramy kłamstwa, bo idą za nauką diabła, który jest ojcem kłamstwa, i diabeł jest sam bramą, przez którą dochodzą do potępienia wiecznego.

Natomiast wybrani, idąc drogą górną, przez most, kroczą drogą prawdy, a prawda ta sama jest bramą. Przeto rzekła Prawda: „Nikt nie przychodzi do Ojca mego, jeno przez Mnie” (J 14, 6). On jest bramą i drogą, którą trzeba iść, aby przyjść do zbawiania, morza pokoju.

 

 

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012

 

Zagubiony Sakrament

Przez prawie dwa tysiące lat Kościół Katolicki w szczególny sposób przygotowywał swoich wyznawców do ostatnich chwil życia doczesnego i początków życia w wieczności. Moment śmierci niesie za sobą wielki lęk któremu podlegał również Jezus Chrystus w Ogrójcu. Zbawiciel został pokrzepiony przez anioła by podołać tej ostatecznej przeprawie. Kościół Katolicki również chce nas pokrzepić, przygotować do tej wielkiej chwili naszego życia czyli do wieczności i otworzyć bramy nieba czyli do śmierci i dlatego ustanowiony został specjalny sakrament: Ostatnie Namaszczenie.

Na początku lat 70 XX wieku został wydany dokument papieża Pawła VI wprowadzający nie tylko nową nazwę – Sakrament chorych, ale również zmianę formy, materii, podmiotu jak i skutku istniejącego Sakramentu.

Według tradycyjnego nauczania zawartego w katechizmie kard. Gaspariego skutki wywierane przez ten Sakrament są następujące:

  1. Pomnaża łaskę uświęcającą;
  2. Podnosi chorego na duszy i pomaga mu w walce z pokusami, zwłaszcza w chwili zgonu;
  3. Gładzi pozostałości grzechów i odpuszcza grzechy powszednie, a nawet śmiertelne, gdy chory niemający świadomości ich, ma przynajmniej żal niedoskonały za nie, a już nie może się spowiadać;
  4. Czasem odwraca chorobę, jeżeli to jest a korzyścią dla duszy chorego.

Każdy z Sakramentów Kościoła Katolickiego został ustanowiony ze względu na jeden skutek, natomiast przyjęcie Sakramentu przez wiernego może powodować również dodatkowe skutki. Jak wyjaśnia św. Tomasz z Akwinu głównym skutkiem Ostatniego Namaszczenia jest leczenie z choroby grzechu, wzmocnienia osłabionej duszy gdy już brak sił potrzebnych do uczynków życia łaski lub chwały. Sakrament ma pomóc w usunięciu pozostałości grzechu – słabości duchowej tkwiącej w umyśle która łatwo może skłaniać do grzechu.

Drugorzędne skutki to zmniejszenie kary doczesnej jak również według nauczania Soboru Trydenckiego – „usuwanie winy, jeśli są jeszcze do odpokutowania, oraz pozostałości grzechu”. Aby przyjęcie Ostatniego Namaszczenia było w pełni owocne należy je przyjąć po spowiedzi lub przynajmniej po wzbudzeniu doskonałego aktu żalu. Jeśli jest to dla zbawienia grzesznika korzystne może nastąpić poprawa zdrowia cielesnego przyjmujące Sakrament Ostatniego Namaszczenia.

 

Według przyjętego po Soborze Watykańskim II nauczania przyjęcie określenia „sakrament chorych” ma znaczenie większe niż tylko słownikowe. Sakrament, używając poświęconego oleju ma dać przede wszystkim zdrowie i uzdrowić chorego. Działanie Sakramentu, według posoborowego nauczania,  przejawia się przede wszystkim w skutkach doczesnych, materialnych w  zdrowiu fizycznym. Sakrament udzielany jest osobom nie będącym w niebezpieczeństwie śmierci.

Zmiany te powodują, że wiele osób przyjmujących Sakrament Chorych przyjmuje go nieważnie.

W instrukcji Episkopatu Polski podane jest:

4.f) Sakramentu chorych można udzielić tym, którzy utracili przytomność, jeżeli roztropnie przypuszcza się, że w stanie świadomości prosiliby o ten sakrament.
Wolno też udzielić namaszczenia warunkowo wkrótce po zgonie.

Słowo biskupów do duchowieństwa z okazji nowej księgi Liturgicznej: Sakramenty Chorych (Instrukcja)
Warszawa, dnia 14 grudnia 1979 roku.
171 Konferencja Plenarna Episkopatu Polski

https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TA/TAL/kkbids/instrukcja_sakrament_chorych.html

Sens i cel piekła

„Cierpienia i modlitwy wzbijają się ku mnie hołdem chwały dla imienia mego. Tak, chcąc czy nie chcąc, złośnik pracuje dla mojej sławy, choćby nie ją miał na celu, lecz znieważenie Mnie.

Jak w tym życiu grzesznicy przyczyniają się do wzrostu cnót sług moich, tak w piekle diabli są wykonawcami mej sprawiedliwości i pracują dla Mnie. Wykonują wyroki na potępieńcach. Wspomagają też stworzenia moje, które odbywają podróż tego żywota, dążąc do Mnie, który jestem celem ich pielgrzymki. Pomnażają ich cnoty, doświadczając ich licznymi napaściami i różnymi pokusami, przez pobudzanie innych do znieważania i okradania ich, nie w celu wyrządzenia im obelgi lub odebrania dobra, lecz aby pozbawić ich miłości. Lecz sądząc, że przyprawiają o stratę sługi moje, umacniają w nich cnotę cierpliwości, męstwa i wytrwałości.

W ten sposób oddają cześći chwałę imieniu mojemu i tak spełnia się w nich moja Prawda. Stworzyłem ich dla sławy i chwały mojej, Ja, Ojciec wieczny, aby uczestniczyli w mej dobroci. Powstawszy przeciwko Mnie, upadli przez pychę swoją zostali pozbawienie mego widoku. Nie oddali Mi chwały miłości. Lecz Ja, Prawda wieczna, uczyniłem z nich swoje narzędzie, aby ćwiczyli sługo moje w cnocie, i jednocześnie zrobiłem ich katami tych, którzy przez swoje błędy idą na potępienie wieczne, oraz tych, co przechodzą przez męki czyśćcowe. Tak to, jak widzisz, Prawda moja spełnia się w nich. Oddają mi chwałę, nie jako mieszkańcy życia wiecznego, którego pozbawieni zostali przez swoje błędy, lecz jako wykonawcy mej sprawiedliwości! Przez nich objawiam mą sprawiedliwość względem potępionych i względem tych z czyśćca.”

 

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012

 

Znaczenie Wniebowstąpienia Pańskiego

  1. Jest to tryumfalny wjazd Chrystusa do krainy, w której Chrystus jest Królem, do królestwa cnoty, piękności i siły, do królestwa dusz. Na ziemi znajdujemy tylko drogę do tej krainy, pewną, ale osypaną kurze. Miasto boże jeszcze nie gotowe, dopiero na placu budowlanym wre praca. Zamiast muzeum widzimy warsztat, na którym robota wymaga wiele znoju i mozołu. Tu na ziemi widzimy korzenie żywota wiecznego; kwiat jego wonny rozchyla się dopiero w światłości bożej. – Tutaj zakłada się dopiero panowanie Chrystusa. Tutaj toczy się walka, w niebie dopiero cieszą się zwycięstwem. „Obyś tylko zwyciężył”, woła pobojowisko, wołają ruiny. Z pobojowiska tworzy się skiby i bruzdy pola chwały, z gruzów buduje się nowa dzielnica „Miasta Bożego”. Tu na ziemi pracujemy, budujemy, walczymy, wtedy też i zwyciężymy.
  2. Pan dochodzi do wiecznych bram, a one otwierają się przed nim. „Chrystus stawszy się najwyższym Kapłanem dóbr przyszłych… przez własną krew wszedł do raz do Świątyni, nalazłszy wieczne odkupienie”(Żyd. 9, 11). Tam przedstawił na wieczne czasy Ojcu swe dzieło, zapewnił temu dziełu powodzenie i błogosławieństwo, i wziął w posiadanie swe dziedzictwo. W tem nasza ufność! „Takiego mamy najwyższego Kapłana, który usiadł na prawicy stolicy wielmożności na niebiesiech” (Żyd. 8.1). Niech nas to zapali do przywiązania i wierności. Jego jesteśmy własnością, jego moc, zstępująca z najwyższego nieba, wlewa w nas siłę i podnosi nas. Wnet krople jego krwi uderzą w nas ognistymi językami, a jego tchnienie urośnie w szumiący wicher.
  3. Świat zagrobowy to świat całkiem nowy. Tak niepodobny do naszego, jak las do morza, albo jak pieśń skowronka do skrawka papieru. „Oko nie widziało, ucho nie słyszało”. Z tego, co tu na ziemi oko widzi, a ucho słyszy, „tamtego” świata skonstruować niepodobna. To świat nadzmysłowy. By stanąć na jego poziomie, należy nam wznieść swe myśli ponad kategorie barw, dźwięków i wszystkiego, co cielesne, a cele swe ponad sferę dóbr zmysłowych. Jakie przebudzenie przyniesie nam śmierć, jaki będzie nasze spotkanie z Chrystusem! Kiedy zmieni się forma bytu, a dusza napełni się Nowem życiem, nowemi myślami, wizjami, uczuciami, kiedy w niej się otworzą boskie głębie na przyjęcie oceanu siły i radości, wówczas zrozumiemy słowa Pisma św. „Jak wielki jest dom boży i niezmierne miejsce osiadłości jego” (Bar 3, 24).

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Zwycięstwo Boga-człowieka nad śmiercią

Atoli idźcie, powiedzcie uczniom jego i Piotrowi… One więc wyszły, u uciekły od grobowca, bo zdjął je strach i zdumienie (Mar 16, 7-8)

Na wywróconym kamieniu grobowym jakby na piedestale króluje tajemnicza potęga Chrystusa, zwyciężająca grzech i śmierć. Nas również ogarnia pewien rodzaj świętej grozy, gdy zastanawiamy się nad zwycięstwem, które Chrystus odniósł nad niewiarą.

  1. Triumf Chrystusa to jasne światło, rozpraszające noc zwątpienia, to pokój niewzruszony, który gładzi wzburzone fale, to pewność, którą przeciwstawiamy wszystkim swym niepokojom, to rękojmia prawdy, przez nas wyznawanej: On jest Synem Bożym. Już w wieczór Wielkiego Piątku błyska promień tego światła, kiedy setnik mówi: Zaiste, ten był Synem Bożym. Co na Golgocie było brzaskiem, zamieniło się tutaj w promienisty wschód słońca. Nie na krzyżu, ale w chwalebnym zmartwychwstaniu objawił nam Bóg, że Chrystus jest jego Synem. Niewiara, świętokradzka zbrodnia ukrzyżowania, wreszcie zwycięski obłęd wyparcia się Boga domagał się tego najwyższego objawienia. Powstał z martwych, zatem jest Bogiem.
  2. Istota Chrystusa była tajemnicza. Dokoła niego odzywają się wątpliwości. Podwójna ciemność śmiertelności i śmierci pochłonęła go. Prawda, że trzymał w rękach pochodnię wiary apostoł, który powiedział: Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego. Wszelako w dniu Wielkiego Piątku i ta pochodnia zgasła. Mesjasz umarł, wszystko przepadło! Gałązka palmowa ufności również uschła w rękach apostołów. Należało więc na nowo zapalić pochodnię, ale nie od ziemskiego ognia, lecz od blasku wiecznego, od światłości wiekuistej. U grobu Chrystusowego sam Bóg zapala lampę i ukazuje ją nam: Lumen Christi. Deo gratias.
  3. Wszystko musiało dziać się w ten sposób, tak a nie inaczej. Chrystus musiał nad bramą śmierci zatknąć swój sztandar zwycięski, musiał okazać się panem życia w objęciach śmierci. A w tych ramach chwalebny jego obraz staje przed oczyma świata tysiąc razy jaśniejszy niż w cichej nocy betlejemskiej. „Szalejcie, mówi Jezus, gniew wasz bezsilny, posiadam tron królewski i podnóżek. Diadem swój perłowy przyniosłem sobie z głębokości, w której wy wszyscy doznaliście rozbicia, wszyscy, wszyscy, Faraony i Cezary, satrapy i mędrcy, prorocy i poeci. Wieniec swój wawrzynowy zerwałem na niwach wiekuistego żywota. Patrzcie, jaką śpiewam pieśń zwycięstwa”. Nie rozumieją jej ci, co nie kochają. Lecz ci, co miłością zjednoczeni z Chrystusem, patrzą nań z zachwytem i tęsknotą i wołają: „Jezu, Jezu, drogi twoje samotne są drogami chwały. Ty jeden możesz niemi chodzić. Szczęśliwiśmy, żeś przyszedł do nas w takiej mocy i chwale”.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931