Baranek Boży

Z Wielkanocą kojarzy się nam nieodłącznie, święconka, w której, można znaleźć pisanki, baranka a od niedawna kurczaczka, zajączka czy kaczuszkę. Wielkanoc jest świętem Baranka i to On powinien być przede wszystkim w naszym koszyczku, na kartach wielkanocnych i świątecznym stole. Symbol Baranka swoim początkiem sięga opisanego w Starym Testamencie przygotowania Żydów do ucieczki z Egiptu. ofiaraBóg nakazał Izraelitom spożycie baranka w zamkniętym domu i naznaczenie jego krwią drzwi aby uchronić się od Anioła Śmierci. Spożywany miał być na stojąco i w stroju podróżnym.

Drugim miejscem w Starym Testamencie gdzie przywołany jest obraz baranka w skardze proroka Jeremiasza. „Ja zaś, jak baranek oswojony, którego prowadzą na rzeź, nie wiedziałem, że powzięli przeciw mnie zgubne plany” (Jr 11,19). W księdze proroka Izajasza jest kilka odniesień do baranka Jeremiaszowego. Przytaczany obraz baranka ma dwie charakterystyczne cechy: jest cichy i łagodny oraz daje się łatwo prowadzić na zabicie. Widzimy, że prorok dobrowolnie, bez sprzeciwu poddaje się cierpieniu, które ofiaruje w intencji zbawienia dla innych. Ofiara Baranka staje się wzorem dla tych, którzy są szczególnie powołani przez Boga.

Stary Testament w Księdze Rodzaju opisuje gotowość Abrahama, wezwanego przez Boga, do złożenia na górze Moria swojego jedynego syna w ofierze. Z woli Boga ofiarą w ostateczności stał się baranek.

ofiara barankaOpisywane w Starym Testamencie ofiary z baranka były zapowiedzią i symbolem ofiary Jezusa Chrystusa w Nowym Testamencie. Św. Jan Chrzciciel przed chrztem Jezusa tak Go określił: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (J 1, 29). Wskazał tymi słowami na przyszłą ofiarę Jezusa, który, jak baranek zapowiadany przez Jeremiasza, będzie cichy i pokorny oraz zostanie uśmiercony. Zapowiada, że śmierć ma być dobrowolna i przyjęta z łagodnością i spokojem. Będzie to również ofiara, jak ofiara baranka Paschalnego. Tak jak w Starym Testamencie w czasie ucieczki z niewoli egipskiej ofiara baranka pozwoliła Żydom na uchronienie się przed śmiercią, tak teraz ofiara Baranka Bożego daje nam życie wieczne. W przytoczonej zapowiedzi św. Jana Chrzciciela jest również podany cel i owoce ofiary Baranka Bożego. Ma to być zgładzenie naszych grzechów. Tak jak krwią baranka paschalnego zostali Żydzi odkupieni w Starym Testamencie, tak krew Jezusa, będzie odkupieniem dla wszystkich wierzących. Ostatnia Wieczerza jest również nawiązaniem do ofiary baranka gdyż odbyła się w żydowskie święto Paschy.

Do śmierci Jezusa Chrystusa w jerozolimskiej świątyni rano i wieczorem składano Bogu ofiarę z baranka. Ofiara Jezusa na Krzyżu, Jego śmierć zakończyła krwawą ofiarę ze zwierząt. Odtąd składana jest ofiara bezkrwawa, z Chleba i Wina, która ma zadośćuczynić i zapłacić Bogu za grzechy tych, co mu zawierzą.

Figura baranka jest obrazem Odkupiciela jak to przedstawia św. Piotr w liście: „Wiecie bowiem, że z waszego, odziedziczonego po przodkach, złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa jako Baranka niepokalanego i bez zmazy. On był wprawdzie przewidziany przed stworzeniem świata, dopiero jednak w ostatnich czasach się objawił ze względu na was. Wyście przez Niego uwierzyli w Boga, który wzbudził go z martwych i udzielił mu chwały, tak, że wiara wasza i nadzieja są skierowane ku Bogu” (1 P 1,18-21).

 

Tekst pierwotnie ukazał się w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w kwietniu 2013 roku.

Zakazana spowiedź furtkowa

Tak zwana spowiedź furtkowa może prowadzić do poważnej szkody psychicznej i duchowej penitenta – napisali członkowie Komisji Wydziału Teologicznego KUL. O jakie dokładnie niebezpieczeństwa chodzi? Publikujemy cały dokument wydany przez Komisję.

 

 

  1. W ostatnim czasie jesteśmy świadkami pojawienia się nowej formy sprawowania sakramentu pokuty w postaci tzw. spowiedzi furtkowej. Jej geneza nie jest do końca jasna. Zwykle wskazuje się na założony w 2006 r. Krąg Miłosierdzia Kapłanów, skupiający księży żyjących charyzmatem Wspólnoty Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia w Rybnie koło Sochaczewa. Jak dotąd nie ma też jasno sprecyzowanej definicji „spowiedzi furtkowej”. Już sama nazwa jest niejasna i tajemnicza. Niektórzy mówią tu o spowiedzi generalnej połączonej z modlitwą o uwolnienie. Takie określenie jest jednak mylące i może wprowadzać w błąd. Jak wynika z dostarczonych komisji materiałów, istota tej spowiedzi polega na zamykaniu „furtek” (stąd nazwa „furtkowa”), które grzech (osobisty lub „pokoleniowy”) otwarł przed szatanem, dając mu w ten sposób pewną władzę nad człowiekiem. Cechą charakterystyczną „spowiedzi furtkowej” jest wysoce rozbudowany, aczkolwiek ograniczony do pierwszego przykazania Dekalogu (stąd nie jest to spowiedź generalna) rachunek sumienia oraz modlitwa o uwolnienie, czasem przybierająca formę uroczystego egzorcyzmu. Tego rodzaju praktyka domaga się pogłębionej refleksji oraz oceny teologicznej i pastoralnej.

 

  1. Różne opisy „spowiedzi furtkowej” sugerują, że mamy tu do czynienia z pewnego rodzaju synkretyzmem, polegającym na łączeniu sakramentu pokuty z elementami psychoterapii i egzorcyzmu. Te trzy elementy należy wyraźnie od siebie oddzielić, gdyż stanowią one trzy różne płaszczyzny niesienia pomocy człowiekowi. Ich przekraczanie jest w większości przypadków przekraczaniem granic własnych kompetencji, co może prowadzić do poważnej szkody psychicznej i duchowej penitenta. W tym aspekcie „spowiedź furtkowa” jawi się jako prawdziwe zagrożenie duchowe. Trzeba ponadto zauważyć, że przyzwolenie na wprowadzenie nowej formy sakramentu pokuty, i to bez zgody kompetentnych władz kościelnych (!), może uruchomić lawinę kolejnych pomysłów na „ulepszanie” tego sakramentu. Przykładem tego może być praktykowana już spowiedź połączoną z uzdrawianiem obrazu ojca. Taka sytuacja grozi chaosem, a ostatecznie rozbiciem jednego Sakramentu Pokuty i Pojednania. W pogoni za nadzwyczajnością wierni mogą nie chcieć „zwykłej” spowiedzi jako w ich przekonaniu bezwartościowej. Grozi to pojawieniem się księży-specjalistów, namaszczonych lub samozwańczych „guru”, dysponujących monopolem na sprawowanie takiej czy innej formy sakramentu pokuty.

 

  1. Istotną kwestią w praktykowaniu tzw. spowiedzi furtkowej jest badanie poprzez bardzo obszerny zestaw pytań, aż na trzech poziomach (penitent, rodzina, przodkowie), czy w przeszłości popełnione grzechy nie są nadal otwartymi „furtkami” dla złego dycha, które należy zamknąć. W takim rozumowaniu sugeruje się, że potomstwo ponosi konsekwencje za grzechy przodków, co byłoby nawiązaniem do przekonania Starego Testamentu o odpowiedzialności zbiorowej. Potwierdza go powiedzenie w formie przysłowia: „Ojcowie jedli zielone winogrona, a zęby ścierpły synom” (Jr 31,29; Ez 18,2). Cytujący go prorocy Jeremiasz i Ezechiel jednomyślnie twierdzą, że zasada odpowiedzialności zbiorowej jest jednak błędna i nie należy się nią posługiwać (Jr 31,30; Ez 18,3-4). Nikt nie ponosi odpowiedzialności za winy przodków. Wprawdzie historia ludzi, całego narodu, jest historią grzechu, ale o śmierci czy życiu duchowym rozstrzyga postawa każdego człowieka w danej sytuacji (por. Pwt 24,16). W duchu odpowiedzialności indywidualnej każdy osobiście odpowiada za swoje postępowanie przed Bogiem. W całej pełni potwierdza to Nowy Testament, w którym nie spotykamy się z jakimś przypadkiem odwoływania się do grzesznej przeszłości przodków, aby w ten sposób uzasadnić aktualną obecność demonicznych związań.

 

  1. Poważnym nadużyciem jest wprowadzanie w ryt sakramentu pokuty modlitwy o uwolnienie, której tekst przyjmuje czasem formę uroczystego egzorcyzmu. Dodatkowa modlitwa o uwolnienie podważa skuteczność wcześniej udzielonego sakramentalnego rozgrzeszenia. Należy pamiętać, że sama spowiedź jest już egzorcyzmem, a uwolnienie od winy jest owocem doświadczenia absolutnego usprawiedliwienia, jakie otrzymuje się w rozgrzeszeniu. To samo dotyczy innych elementów „spowiedzi furtkowej”, których nie przewidują Obrzędy pokuty. Trzeba stanowczo podkreślić, że sakramenty są dobrem Kościoła i żaden kapłan nie ma prawa samowolnego wprowadzania nowych elementów do rytu sakramentalnego ustalonego przez kompetentną władzę kościelną. Wszelkie innowacje w tym zakresie, czynione bez wiedzy i zgody odpowiednich instancji, są nadużyciem.

 

  1. Groźne jest również szukanie nowych spowiedników, by zlokalizować „furtkę” i ją zamknąć ostatecznie. Wiąże się z tym wielokrotne powtarzanie tej samej spowiedzi aż do skutku. Tego rodzaju praktyka może doprowadzić do skrupułów oraz osłabienia wiary w nieograniczoną moc Bożego miłosierdzia. Ponadto zakłada ona, że jakiś grzech niewyznany bez winy penitenta (np. wskutek zapomnienia) pozostaje nieodpuszczony i nadal może stanowić „furtkę” dla złego ducha. Jest to niezgodne z nauką Kościoła, wedle której do ważności spowiedzi wymagana jest zawsze i koniecznie zupełność formalna wyznania grzechów, niekoniecznie zaś materialna.

 

  1. Nieuzasadnione jest także przekonanie, że tylko określone wykroczenia otwierają „furtkę” dla złego ducha. W konsekwencji rachunek sumienia w „spowiedzi furtkowej” ogranicza się do jednego (zwykle pierwszego) przykazania, co poważnie narusza integralność tego sakramentu. Do tego dochodzi spowiadanie się z cudzych grzechów (tzw. grzechów pokoleniowych). Kościół nie zna takiej praktyki. Wręcz przeciwnie, zgodnie z nauczaniem kościelnym wszystkie przykazania Dekalogu stanowią integralną całość, w związku z czym przekroczenie jednego z nich jest także naruszeniem pozostałych (por. Jk 2,10-11; KKK 2069). Katechizm Kościoła Katolickiego idąc za Soborem Trydenckim stwierdza wyraźnie, że podczas spowiedzi winno się wyznać wszystkie grzechy śmiertelne, „chociaż byłyby najbardziej skryte i popełnione przeciw dwu ostatnim przykazaniom Dekalogu, ponieważ niekiedy ciężej one ranią duszę i są bardziej niebezpieczne niż te popełnione jawnie” (KKK 1456).

 

  1. Zastrzeżenia budzi również sposób, w jaki przy okazji „spowiedzi furtkowej” przeprowadzany jest rachunek sumienia. Spowiednik nie może zapominać, że podstawą sakramentu pokuty jest wolność penitenta i świadomość jego sumienia. Przygotowując się do spowiedzi, penitent sam powinien dokonać aktu samooceny, a następnie wyrazić żal za swoje grzechy i postanowienie poprawy. Spowiednik nie może więc zastępować go w szukaniu prawdy o własnym życiu. Robienie z penitentem monstrualnie rozbudowanego rachunku sumienia, i to wyłącznie pod kątem grzechów, które miałyby otworzyć „furtki” dla szatana, jest koncentrowaniem się na nim jako głównym sprawcy zła, a nie na pełnej prawdzie o człowieku. Sama spowiedź to nie pora na robienie rachunku sumienia z penitentem. Dodatkowe pytania mają służyć między innymi uściśleniu materii grzechu, wyjaśnieniu kwestii wątpliwych, niejasno czy zdawkowo sformułowanych. Nie należy więc w trakcie spowiedzi czynić notatek (np. dotyczących grzechów, nazw demonów itp.), zagrażających naruszeniem tajemnicy spowiedzi.

 

  1. Miejscem uwrażliwiania wiernych na różnego rodzaju zagrożenia duchowe jest szeroko rozumiane nauczanie kościelne. Dobrym miejscem ku temu jest wspólnotowe słuchanie słowa Bożego w obrzędzie pojednania wielu penitentów z indywidualną spowiedzią czy też nabożeństwa pokutne w ramach dalszego przygotowania wiernych do sakramentu pojednania. Przed indywidualną spowiedzią, w homilii lub kierowanym przez celebransa rachunku sumienia, jest stosowny moment, by uwrażliwiać wiernych na niebezpieczeństwa różnych zniewoleń. Wierni świadomi owych zagrożeń, pouczeni jak przygotowywać się do spowiedzi i w jaki sposób wyznawać grzechy, będą się dobrze i owocnie spowiadać.

 

  1. W przypadku spraw trudnych i patologicznych ich rozwiązanie nie jest możliwe w konfesjonale. Istnieją też problemy życiowe, które nadają się na dłuższą rozmowę poza konfesjonałem, czy może wymagałyby kierownictwa duchowego. W samej spowiedzi zamiast tracić czas na szukanie szatańskich „furtek” należy otwierać wiernych na słowo Boże, na zaufanie w moc Bożej łaski, na przemianę w myśleniu, by żyć Ewangelią w realiach swego życia i powołania. W takiej perspektywie „spowiedź furtkowa” jawi się nawet jako szatańska prowokacja. Sakrament pokuty zamiast stać się miejscem spotkania człowieka z miłosierną miłością Boga, która uzdrawia i leczy, staje się napawającą lękiem konfrontacją z siłami zła. Dlatego zamiast zamykać „furtki” przed szatanem, należy jeszcze bardziej otwierać penitenta na Chrystusa, a w Nim na nowość życia chrześcijańskiego, by trwało w nim „nasienie Boże” (słowo Boże, łaska, Duch Święty), bo tylko taki człowiek nie może grzeszyć (por. 1 J 3,9).

 

  1. „Spowiedź furtkowa” budzi również szereg zastrzeżeń o charakterze dogmatycznym i religiologicznym. Z punktu widzenia duszpasterskiego warto zapytać, na czym polega jej „sukces”? Dlaczego wierni chcą się w ten sposób spowiadać? Wydaje się, iż głównym motywem jest tutaj doświadczenie zniewolenia jakimś konkretnym złem. Człowiek ma poczucie, że nie panuje nad swoim życiem; wydaje mu się, że jakaś mroczna siła trzyma go na uwięzi i ściąga w dół. W takiej perspektywie „spowiedź furtkowa” jawi się jako konkretna oferta wyzwolenia. Trzeba jednak zauważyć, iż źródła zniewolenia człowieka mogą być bardzo różne. Niekoniecznie mają one charakter demoniczny, o czym zdają się zapominać zwolennicy „spowiedzi furtkowej”. Zgodnie ze świadectwem biblijnym, pierwszym i podstawowym źródłem zniewolenia jest grzech (hamartía). Nie jest on tylko aktem nieposłuszeństwa względem Boga, ale także mocą, która bierze człowieka w niewolę i nim zawłada: „każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu” (J 8,34; por Ga 4,3). Tej zniewalającej mocy grzechu nie należy identyfikować z mocą złego ducha. Biblia ukazuje wprawdzie związek między nim a grzechem, jednak nie ma on charakteru koniecznościowego (jeśli w rycie chrzcielnym jest mowa o szatanie, „który jest głównym sprawcą grzechu”, to sformułowanie to odnosi się do faktycznego porządku zbawienia). Człowiek mógł był zgrzeszyć także bez pomocy szatana. Właściwe źródło grzechu nie leży więc poza człowiekiem, ale w nim samym. Jest nim wolność – jedyna „furtka”, przez którą zło ma do niego przystęp: „[…] grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować” (Rdz 4,7). Błędne jest zatem nazywanie grzechu „furtką”, przez która szatan niepostrzeżenie wkrada się w życie człowieka i staje się jego cichym reżyserem. Wizja taka może stać się niebezpieczną strategią spychania winy na innych, a nawet postrzegania siebie w kategoriach ofiary: „Wąż mnie zwiódł i zjadłam” (Rdz 3,23). W konsekwencji demonizowanie rzeczywistości może prowadzić do wymawiania się od odpowiedzialności za zło, u którego początku stoją nasze osobiste decyzje i czyny. W Sakramencie Pokuty i Pojednania człowiek otrzymuje szansę stanięcia w prawdzie i doświadczenia wyzwalającej mocy Bożego miłosierdzia. Wciąż jednak pozostaje w nim „zarzewie grzechu” (fomes peccati), które Sobór Trydencki nazywa także „pożądliwością” (concupiscentia). Określenia te wskazują na pewną skłonność ludzkiej woli do zła. Jest ona skutkiem grzechu pierworodnego i pozostaje także w człowieku usprawiedliwionym przez Chrystusa – a więc po chrzcie świętym. Do tego dochodzą różne skłonności naturalne, których źródła tkwią w konkretnych uwarunkowaniach biologicznych, społecznych i kulturowych. Swoją rolę mogą odgrywać także różnego rodzaju zranienia w sferze psychicznej i duchowej, sięgające nieraz głębokich pokładów ludzkiej osobowości. W takiej perspektywie staje się jasne, że sakramentu pokuty nie można traktować w sposób magiczny. Uzdrowienie/wyzwolenie, które rzeczywiście się w nim dokonuje, jest procesem, gdyż ma ono zawsze na uwadze ludzką wolność i respektuje całą złożoną strukturę ludzkiej osoby. Niestety, przy okazji „spowiedzi furtkowej” element ten niemal wcale nie dochodzi do głosu. W konsekwencji zachodzi niebezpieczeństwo składania penitentowi nierealnych obietnic, których niespełnienie spotęguje w nim tylko poczucie rozczarowania i frustracji. W życiu duchowym nie ma automatyzmu. Nie można w jednym momencie przekreślić dwudziestu lat życia w nałogu lub zmagania się z jakimś bolesnym problemem i zacząć wszystko od nowa. Nie taka jest biblijna wizja człowieka i zbawienia. Łaska Boża nie jest jakimś „dobrym fatum”, które niejako za plecami człowieka wszystko prowadzi ku dobremu. Gratia supponit naturam. Bóg nie łamie natury, ale respektuje prawa, które sam jej nadał.

 

  1. W ostatnim czasie spotykamy się z przesadnym podkreślaniem roli szatana w życiu jednostek i całych społeczności. Mówi się nawet o „złu pokoleniowym”, którego destruktywna moc może przetrwać nawet wody chrztu świętego. Nietrudno dostrzec w tym pewne tendencje dualistyczne, które nie znajdują żadnego uzasadnienia w chrześcijańskiej wizji Boga, świata i człowieka. Kościół od samego początku głosił, że całe stworzenie jest dobre, gdyż ma swoje źródło w Bogu, który jest dobrem absolutnym (por. Rdz 1,18; Mdr 1,14; Dz 11,5-10). Nie ma zatem jakiejś złej energii (duchowej lub materialnej), która przenikałaby rzeczywistość, i którą można by wykorzystać w dobrym bądź złym celu (np. przy pomocy magicznych zaklęć, radiestezji itd.). Także szatan jest ontologicznie dobry, a zło, które czyni, wynika z wolności jego decyzji. Zło jest brakiem należnego dobra (privatio boni), w związku z czym nie może być ani bytem substancjalnym, ani żadnym pozytywnym stanem rzeczy (wszystko co jest, jest dobre: ens et bonum convertuntur). W przeciwnym razie należałoby przyjąć istnienie dwóch pryncypiów, będących źródłem dobra i zła, co jednak pozostaje w głębokiej sprzeczności z chrześcijańską nauką o stworzeniu. Jeśli mówi się czasem o „złu metafizycznym” (Leibniz), to akcentuje się jedynie egzystencjalną i istotową ograniczoność bytu na tle bytu absolutnego. Teologia chrześcijańska nie wyklucza wprawdzie działań szatańskich i demonicznych, jednak ich nie eksponuje. Chrześcijanin żyje świadomością, że Chrystus pokonał moce szatańskie, i że to Jego zwycięstwo ma charakter ostateczny i nieodwołalny (por. J 12,31; Ef 1,20-22; Kol 2,15; Ap 12,9). Szatan w żadnym wypadku nie jest równym przeciwnikiem Boga. Nie przysługuje mu też żadna władza nad człowiekiem. Dzięki zwycięstwu Chrystusa na krzyżu człowiek odzyskał utraconą wolność i może stać się uczestnikiem królestwa Bożego. To wyzwolenie człowieka jest wyzwoleniem „od”, a jednocześnie wyzwoleniem „ku”; wyzwoleniem, umożliwiającym podejmowanie czynów prowadzących do zbawczego zjednoczenia z Bogiem i ukazujących w świecie Chrystusowe zwycięstwo na krzyżu. W kontekście „spowiedzi furtkowej” oznacza to: samo zamykanie „furtek” nie wystarczy; o wiele bardziej trzeba otwierać człowieka na Boga i Jego zbawcze słowo (por. Mt 12,43-45; Łk 11,24-26).

 

  1. Charakterystyczne dla zwolenników „spowiedzi furtkowej” demonizowanie rzeczywistości wiąże się ze zdecydowanie negatywną oceną religii niechrześcijańskich, zwłaszcza religii Wschodu. Należy stanowczo stwierdzić, iż nie jest to stanowisko Kościoła katolickiego. Sobór Watykański II stwierdza wyraźnie: „Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co w religiach owych prawdziwe jest i święte. Ze szczerym szacunkiem odnosi się do owych sposobów działania i życia, do owych nakazów i doktryn, które chociaż w wielu wypadkach różnią się od zasad przez niego wyznawanych i głoszonych, nierzadko odbijają promień owej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi” (DRN 2).

 

  1. Mając na uwadze wszystkie poczynione uwagi, postuluje się, by władza kościelna oficjalnie zakazała praktyki tzw. spowiedzi furtkowej. Jej potrzebę dobrze spełnia wypróbowana i przyjęta w Kościele praktyka spowiedzi generalnej, którą dla uniknięcia nieporozumień należy nazywać „generalną”, a nie „furtkową” czy jakąkolwiek inną. Warto również zachęcać wiernych do korzystania z kierownictwa duchowego oraz różnego rodzaju rekolekcji. Tam, gdzie zachodzi uzasadniona konieczność, należy zachęcać do skorzystania z pomocy psychoterapeuty lub diecezjalnego egzorcysty.

 

Lublin, 28.01.2015 r.

 

http://www.pch24.pl/spowiedz-furtkowa-to-zagrozenie-duchowe-,34648,i.html

 

decyzja-KEP

Rzadko do tej pory zgadzałem się ze stanowiskiem KUL zwłaszcza w sprawach duchowych. Tu jasne i jednoznaczne – co prawda punkt 12 jest dyskusyjny, w nawiązaniu do dogmatu poza Kościołem nie ma zbawienia obowiązującego każdego katolika, również teologów.

Natomiast cieszę się, że Konferencja Episkopatu Polski podjęła taką decyzję.

 

 

 

Nadprzyrodzone posłuszeństwo

Musimy się starać, żeby zachować dobrze milczenie, bo tylko przez skupienie ducha otrzymamy od Pana Boga dużo łask. O. Prowincjał [o. Korneli Czupryk] pisze, żeby o ile to możności zwalać na braci wszelkie sprawy, a więc wola Niepokalanej, więc będę tak robił. Nie wiem, czy w maju pojadę do Polski, czy nie, a może już umrę. Wczoraj tak mi krew biła do głowy i dzisiaj podczas Mszy świętej trzymałem się aż za głowę, ale to sprawa Niepokalanej, niech czyni, co się Jej podoba. Chciałbym, żebyście dawali sami radę w kierowaniu sprawami. Wczoraj mówiłem to sekretariatowi dyrekcji i dzisiaj mówię do każdego działu to samo, żeby każdy dział starał się w swym zespole o jak największą swobodną inicjatywę w projektowaniu. My w zakonie jesteśmy w szczęśliwym położeniu, że mamy święte posłuszeństwo, czego ludzie w świecie nie mają.niepokalanow-99

Gdy się poda projekt, to potem, czy on jest potwierdzony, czy nie, z równym zadowoleniem przyjąć go, bez żadnego kwaszenia się i krzywienia, chociaż natura będzie się wzdrygać, ale nie chodzi tu o nią, chodzi tu jedynie o wolę, jak wola powie „tak”, to wszystko w porządku. Nieraz się zdarzy, że w sam raz wyszło tak, jak on przewidywał, ale przełożeni nie chcieli tego uczynić, i potem sobie mówili: a co, nie mówiłem, że tak będzie. Oczywiście, że to już nie jest żadne posłuszeństwo nadprzyrodzone, a tylko kierowanie się według swego rozumu, a więc całkiem naturalne.

Ale – ktoś powie – przecież z tego wynikła szkoda dla tej rzeczy. Panu Bogu nie chodzi o tę rzecz, ziemia jest pyłkiem wobec Boga, a co mówić dopiero o tej rzeczy, drobiazgu tylko. Panu Bogu chodzi o naszą wolę, zgodzenie woli naszej z wolą Bożą, i to jest cała istota naszego życia i istnienia. W Niepokalanowie musi być to nadprzyrodzone posłuszeństwo; jak tego by brakło, to cały Niepokalanów przepadł. Gdzie jak gdzie, to tu przede wszystkim w Niepokalanowie musi być; gdy to będzie, to Niepokalana cuda będzie działać i ludzie będą się dziwić, jak teraz się już dziwią, co to jest ten Niepokalanów, że tak się rozpycha i rozrasta. To wszystko się rozrasta, bo pochodzi z woli Niepokalanej od samego początku swego istnienia

 

Mugenzai no Sono 14.02.1933.

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

Różne oblicza postu

Przeczytałam: „Odnowa w dwa dni-Poświęć weekend na specjalną dietę, która sprawi, że zyskasz lekkość, dobry humor i poczujesz przypływ energii”.post

Zabrzmiało jak najlepsza rada oddanej przyjaciółki, jak przykazanie czy cudowna recepta.
Próbuję wybrać coś dla siebie z tej oferty: Dieta Diamondów, Dieta Montignaca, Dieta France Aubry – francuska wersja głodu, Dieta optymalna (dr Kwaśniewskiego), Dieta zgodna z grupą krwi, Dieta Atkinsa czyli tłuszczem w tłuszcz itd. Trudno się zdecydować. Szukam dalej niestrudzenie czegoś wyjątkowego dla siebie. Trafiam na przepis pod przyciągającym tytułem: „Jak być szczupłym bez wysiłku?”.
I od razu pojawia się odpowiedź w punktach: Nie stosować diet, pilnować wagi, nie rozwiązywać problemów przy pomocy jedzenia, przestawać jeść, gdy czujemy się najedzeni, jeść śniadanie, nie opuszczać posiłków.
Tyle energii poświęciłam na poszukiwania, a tu całkiem zwyczajne rady, sugerujące jak powinna wyglądać codzienność.
To było impulsem do głębszych rozważań. Zaczął się okres Wielkiego Postu i myśl poszybowała w tym kierunku.
Dla uporządkowania wiedzy sprawdzam zasady obowiązujące katolików:

Post w Kościele katolickim

W Piśmie Świętym na określenie postu występują dwa hebrajskie słowa: ’anah’ oznaczające „bycie nisko, uniżenie się, upokorzenie” oraz ’tsuwm’ oznaczające „ustanie cielesnych funkcji”, czyli np. zanik przyjmowania pokarmu.
W Starym Testamencie post opisywany jest w kontekście narodowych nieszczęść, np. wojny, suszy, epidemii, plagi szarańczy itd. Podjęcie postu oznaczało zwrócenie się do Boga w postawie całkowitego zaufania przed podjęciem jakiegoś trudnego zadania lub żeby uprosić dla siebie przebaczenie jakiegoś grzechu, oddalić od siebie jakąś klęskę czy przygotować się na spotkanie z Bogiem. Prorocy Starego Testamentu traktowali post jako łaskę i łączyli go zawsze z modlitwą i uczynkami miłosiernymi.
W Nowym Testamencie post jest rozumiany jako otwarcie się na działanie Boga w naszym życiu, zaproszenie Go do siebie, zaakceptowanie Jego woli w naszym postępowaniu.

Post reguluje Prawo Kanoniczne w kanonach 1249 — 1253 i określa jako formę pokutną.

W praktyce wyróżnia się trzy główne rodzaje postów:

  1. Post ścisły – obowiązuje w całym Kościele katolickim w Środę Popielcową oraz w Wielki Piątek. Polega na powstrzymaniu się od spożywania mięsa i ograniczeniu posiłków. Obowiązuje wszystkich pełnoletnich do ukończenia 60 roku życia. Konferencje Episkopatu i ordynariusze mają prawo przez własne zarządzenia określać szczegóły zachowania postu. W Polsce post ścisły oznacza spożycie w ciągu dnia wyłącznie jednego posiłku do syta i dwóch niepełnych.
  2. Wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych – polega na powstrzymaniu się od spożycia pokarmów mięsnych w każdy piątek roku liturgicznego z wyjątkiem uroczystości, czyli dni liturgicznych najwyższej rangi, dla wszystkich w wieku powyżej 14 roku życia do końca życia. Z przestrzegania postu zwolnione są osoby chore oraz te, które nie mają możliwości wyboru pokarmu (dotyczy punktów zbiorowego żywienia), bądź odbywają podróż. Wyjątek ten nie dotyczy postu ilościowego w Środę Popielcową i Wielki Piątek. W szczególnych przypadkach, ze słusznych powodów, dyspensy od zachowania postu może udzielić proboszcz własny bądź miejsca poszczególnym wiernym, rodzinom lub grupom wiernych, nakładając wówczas formę zadośćuczynienia do wypełnienia przez wiernych, np. jałmużnę albo modlitwę w intencjach Kościoła.
  3. Post Eucharystyczny – powstrzymanie się od spożycia pokarmów na godzinę przed przyjęciem Komunii Świętej. Obowiązuje wszystkich przystępujących do Komunii świętej, z wyjątkiem chorych i ich opiekunów oraz kapłanów, którzy celebrują lub koncelebrują Mszę po raz kolejny w danym dniu.

Postem nazywa się również dobrowolnie podejmowane przez wiernych postanowienia odmawiania sobie określonych przyjemności, czy też pewnych rodzajów jedzenia albo ograniczania jego ilości.

popiolPrzestrzeganie powyższych zasad jest obowiązkiem każdego katolika. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby ukształtować nasze cotygodniowe menu zgodnie z zapisami postu jakościowego opisanymi w punkcie drugim, wzbogacić go dobrowolnymi postanowieniami i mamy dietę, która zdyscyplinuje nasze odżywianie i z pewnością zbuduje też naszą duszę.
Zastanawiałam się, dlaczego człowiek tak chętnie poddaje się różnym rodzajom diet, cierpi przeróżne wyrzeczenia licząc na piękny wygląd, większe powodzenie, dbając o rzeczy przemijające, nie najważniejsze w życiu. Dlaczego unikamy dbania o duchową stronę naszej osoby, nie zależy nam na naszym wszechstronnym rozwoju, nie myślimy o spotkaniu z Bogiem.
Jakiś czas temu moje zdziwienie i zdumienie wywołała informacja przeczytana na jednym z portali, że internetowa strona klubowa wyrzuciła ze swojego grona około 5 tysięcy członków (z tego 510 osób z Polski) za to, że przybrali na wadze w sezonie świątecznym. Ludzie ci, aby wrócić do społeczności „pięknych ludzi” musieli publicznie przejść po raz kolejny fazę akceptacji przez pozostałych członów wspomnianego klubu. Pomyślałam o upokorzeniu, jakie musieli znieść wyrzuceni ludzie.
Zastanowiło mnie, jakich partnerów życiowych szukają ludzie w takich społecznościach. Dlaczego ludzie piękni charakterem, sercem, wiedzą, kulturą, wrażliwością przegrywają z osobami o pięknym wyglądzie, który biorąc pod uwagę długość życia człowieka trwa stosunkowo krótko?
Zatem poświećmy okres Wielkiego Postu na uczynienie się pięknymi w oczach Boga, bliźnich i siebie?

Ja próbuję się do tego dobrze przygotować, pójść w ślady innych.
Pierwsi chrześcijanie jedli jeden posiłek w ciągu dnia, wieczorem, a to, co udawało im się dzięki temu zaoszczędzić, oddawali biednym. I taki był dla nich sens jałmużny wielkopostnej.konf-postny
Pokarm jest niezbędny człowiekowi do życia, ale gdy odmawiamy sobie pokarmu lub ograniczamy go, i równocześnie dziękujemy za dar pokarmu Bogu poszcząc, to nasz post przestaje być tylko powstrzymywaniem się od jedzenia.
Jeśli zgadzamy się z wolą Bożą i mówimy jak Rejent w Zemście Aleksandra Fredry „Niech się dzieje wola Nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba”, musimy się dobrze przygotować na spotkanie z Bogiem, tak jak przygotowywali się Mojżesz, Eliasz czy Jan Chrzciciel.
Postem możemy okazać skruchę za popełnione grzechy, post możemy ofiarować w intencji innych osób, postem wyrażamy naszą wiarę.
Jezus mówił do nas „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelie” (Ewangelia Mk 1,12-15). To pokazuje nam kierunek naszych działań. W naszym życiu powinniśmy wciąż się nawracać do Jezusa.
A więc przeżywając Wielki Post warto zastanowić się, zapytać samego siebie, w jakich sferach mojego życia nie ma Boga, kiedy o Nim zapominam, kiedy od Niego się oddalam.
I zrobić wszystko, aby otworzyć dla niego te miejsca swojej duszy, w których Go nie ma lub jest Go za mało.

 

Pierwotnie tekst ukazał się w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w maRCU 2010 roku

Objawienia w Lourdes – 1858 rok

W wieku XIX w wielu krajach Europy i Ameryki Południowej panował liberalizm. W rządach tych państw przeważali wolnomyśliciele i przedstawiciele masonerii. Powodowało to otwartą niechęć do Kościoła, podważanie nauczania katolickiego, krytykowanie księży, wyśmiewanie zakonnic i zakonników, jak i wyszydzanie szkół katolickich. Bardzo często niechęć ta była tak silna, że przeradzała się w agresję i otwarte zwalczanie Kościoła oraz dyskryminację i szykanowanie katolików.

W takich warunkach, w niecałe cztery lata po ogłoszeniu dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny następują objawienia w Lourdes, w południowo-zachodniej Francji. Osobą, która dostępuje tego wyróżnienia jest prosta 14-letnia dziewczynka Bernadetta Soubirous, córka ubogiego młynarza. Pierwsze objawienie ma w „tłusty czwartek” 11 lutego 1858 roku. Zdarzyło się ono w pobliżu rzeki Gawy, w grocie Massabielskiej Skały. Razem z Bernadettą była tam obecna jej młodsza siostra oraz koleżanka. Towarzyszki nie mają widzenia a jedynie obserwują zachowanie i reakcję wizjonerki.

Zgodnie z przekazem Bernadetty w owalnym obramowaniu groty stała postać kobieca. Mimo światłości i bijącej od niej jasności była to wyraźna ludzka postać. Różniła się niezwykłą pięknością, która nie dawała się opisać słowami, ani żadnymi porównaniami. Piękność ta nie dawała się namalować ani uchwycić żadnymi ludzkimi środkami gdyż była to piękność nieziemska.

grotaMPostać ukazywała dwudziestoletnią, średniego wzrostu kobietę. Jej piękno i młodość wydawały się być wieczne a jednocześnie emanowały dobrocią matki i monarszym majestatem. Nie miała na sobie żadnych ozdób a jedynie ze splecionych dłoni zwieszał się biały różaniec. Przesuwała palcami po jego paciorkach, ale nie poruszała wargami, nie szeptała słów modlitwy, była jakby zapatrzona i wsłuchana w dal.

To pierwsze objawienie zostało przez dorosłych zignorowane, jako fantazje dzieci. Po paru dniach, gdy nastąpiło drugie objawienie w mieście zawrzało od domysłów i pytań. Proboszcz parafii z uwagi na zbyt gorącą atmosferę wolał poczekać z oceną i podejmowaniem jakichś działań, inne osoby doszły do wniosku, że jest to dusza zmarłej niedawno mieszkanki miasta. W trakcie kolejnego objawienia dziewczynka została poproszona o wykopanie dołka u wejścia do groty. W trakcie kopania pojawiła się w nim wilgoć a następnie podeszła woda. Po paru dnia powstało małe jeziorko, z którego popłynął strumyk do pobliskiej rzeki. Bardzo szybko okazało się, że ta woda ma właściwości lecznicze. Informacja o tym szybko rozeszła się wśród okolicznych mieszkańców a z biegiem czasu rozprzestrzeniła się na cały kraj.

Liberalna prasa, wolnomyśliciele jak i znaczna część urzędników państwowych traktowała to, jako przejaw halucynacji dziecka lub też przedstawienie przygotowane przez kler. Bernadetta była przesłuchiwana przez komisarza policji w obecności naczelnika urzędu skarbowego. Również prokurator i sędzia wyrażali swój sceptycyzm w odniesieniu do informacji o objawieniach oraz następujących po nich cudach. Starano się doprowadzić do umieszczenia Bernadetty w zamkniętym zakładzie, jako osobę chorą. Na szczęście zdecydowana postawa miejscowego proboszcza zapobiegła temu. Były też próby innego zastraszenia dziewczynki, aby zmieniła relację i powiedziała, że to wszystko wymyśliła sobie. Były również usiłowania wywarcia nacisku na rodziców Bernadetty, aby zakazali dziecku chodzić do groty w Massabielskiej Skale.

Bernadetta była bardzo nieśmiała zwłaszcza wobec obcych sobie osób. To jednak nie przeszkadzało jej, by opisy widzeń były szczegółowe, bardzo wyraziste i relacjonowane z ogromną pewnością tego, co widziała oraz słyszała a jednocześnie były nacechowane pokorą i skromnością. Jej relacje były za każdym razem jednakowo dokładne i szczegółowe.

Bernadetta została poproszona o zapytanie ukazującej się Pani, kim ona jest. W trakcie widzenia, które miało miejsce 25 marca zadała to ważne pytanie. Powtórzyła trzykrotnie prośbę: „O, Pani, proszę Cię, racz być tak łaskawą i powiedzieć mi, kim jesteś i jakie jest Twe imię?” Dopiero za trzecim razem, świetlista postać, wznosząc ręce do Boga odpowiedziała: Ja jestem Niepokalane Poczęcie.

Mała Bernadetka nie zrozumiała tej odpowiedzi i idąc do proboszcza powtarzała sobie usłyszane słowa. Dla księdza było jasne, że to nie mogło być zmyślenie, fantazja czy halucynacja. To objawienie było prawdziwe. Takiej odpowiedzi nie można było sobie wymyślić.

W roku 1862 biskup Laurence potwierdził prawdziwość i rzeczywistość objawień oraz bezdyskusyjność uzdrowień za przyczyną wody ze źródła. Zatwierdzenie objawień było poprzedzone latami badań. lourdes2Badano przede wszystkim samą Bernadettę, jej prawdomówność jak i zdrowie umysłowe. Szczegółowym badaniom poddano osoby cudownie uzdrowione. Przeprowadzano rozmowy z lekarzami, którzy leczyli te osoby i stwierdzali, że choroby były nieuleczalne a wyleczenie było niewytłumaczalne z medycznego punktu widzenia. Bardzo uważnie i dokładnie sprawdzono cudowną wodę, jej skład chemiczny jak i zawartość minerałów i soli oraz działanie biologiczne.

Pielgrzymki trwają nieustannie do Massabielskiej Groty, gdzie następują ciągle uzdrowienia fizyczne jak i duchowe. Wypełniając prośbę Najświętszej Maryi Panny wybudowano kościół, który obecnie jest w randze bazyliki. Jedną z próśb Maryi było, aby ludzie przybywali do tego miejsca. Jest to nieprzerwanie i masowo realizowane do dnia dzisiejszego od ponad 150.lat.

Na przekór różnego rodzaju wolnomyślicielom, jak i masonerii Najświętsza Maryja Panna objawia nam, że szczęście można odnaleźć tylko w Bogu. Poszukiwanie wolności od Boga, ucieczka od Niego nie przynoszą dobrych owoców a wręcz przeciwnie rodzą przemoc, destrukcję a nawet autoagresję i prześladowania.

 

Na podstawie „Niepokalana z Lurd” – Henri Lasserre (pisownia oryginalna wydania Niepokalanów 1957 r.)

 

PIERWOTNIE TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LUTYM 2014 ROKU.

Przesłanki wewnętrzne liberalnego katolika

Jak dziwna by się nie wydawała owa anomalia zwana liberalnym katolicyzmem, nie trzeba daleko szukać jej przesłanek. Jest ona zakorzeniona w fałszywym ujęciu natury aktu wiary. Liberalny katolik zakłada, że formalnym motywem aktu wiary jest nie nieomylny autorytet Boży, objawiający nadnaturalną prawdę, lecz jego własny rozum, raczący uznać za prawdziwe to co wydaje mu się rozumne, zgodne z oceną i miarą jego własnego, indywidualnego osądu. Poddaje on autorytet Boży krytycznemu badaniu ze strony swojego rozumu, a nie – swój rozum autorytetowi Bożemu. Uznaje Objawienie nie ze względu na nieomylność Objawiającego, lecz z racji „nieomylności” odbiorcy. Indywidualny osąd jest dla niego prawidłem wiary. Wierzy on w niezależność rozumu. Uznaje wprawdzie magisterium Kościoła, nie uznaje go jednak za jedyną uprawnioną wykładnię boskiej prawdy. Zastrzega sobie swój własny, prywatny osąd jako czynnik współdziałający przy określaniu owej prawdy. Prawdziwy sens objawionego nauczania nie zawsze jest dla niego pewny i dlatego rozum ludzki ma w tej kwestii coś do powiedzenia – na przykład nauka ludzka mogłaby określać granice nieomylności Kościoła. W tak określonych granicach deklaracje Kościoła są dla niego nieomylne, lecz granice te nie podlegają określeniu przez sam Kościół – czyni to za niego nauka. Jest on oczywiście nieomylny, powiadają, lecz to my będziemy określać, kiedy i w jakich sprawach będzie on wypowiadać się w sposób nieomylny. W taką niedorzeczność popada liberalny katolik, lokując formalny motyw wiary w rozumie ludzkim.

Liberalny katolik nazywa siebie katolikiem, ponieważ wierzy mocno, że katolickość jest prawdziwym objawieniem Syna Bożego, nazywa siebie liberalnym katolikiem, ponieważ uważa, że nikt nie może narzucać mu żadnej opinii, której jego indywidualny osąd nie oceniłby jak doskonale rozumnej. Odrzuca to, co nie jest rozumne, mając intelektualną wolność przyjmowania lub odrzucania. Zgadza się z tym co wydaje mu się dobre, lecz nie jest do niczego intelektualnie zobowiązany. W ten sposób, nieświadomie, staje się łatwą ofiarą sideł zastawionych przez diabła na ludzi owładniętych pychą intelektualną. Podstawił on naturalistyczną zasadę wolnego badania w miejsce nadprzyrodzonej zasady wiary. W konsekwencji nie jest w rzeczywistości chrześcijaninem, lecz poganinem. Nie ma on prawdziwej, nadprzyrodzonej wiary, lecz tylko zwykła ludzkie przekonanie. Przyjmując zasadę, że indywidualny rozum posiada wolność wierzenia lub niewierzenia, liberalni katolicy ulegają złudzeniu, że niewiara jest raczej cnotą niż wadą. Nie potrafią oni dostrzec w niej słabości umysłu, dobrowolnej ślepoty serca, i wynikających stąd słabości woli. Z drugiej strony patrzą oni na postawę sceptyczną jako na uprawnioną sytuację, w której zachowana jest wolność intelektualna, ponieważ sceptyk pozostaje sam dla siebie panem decydującym o wierzeniu lub negacji. Zgrozą napawa ich wszelki element przymusowości w kwestiach wiary; wszelka nagana dla błędu wstrząsa ich wrażliwością i brzydzą się oni wszelkim katolickim prawodawstwem zmierzającym w kierunku, który lubią nazywać nietolerancją. „Syllabus błędów” Piusa IX to dla nich zmora – najbardziej kłopotliwy, władczy, surowy i apodyktyczny dokument, obliczony na ranienie wrażliwości protestantów i nowoczesnego świata; nie należy uznawać go za wypowiedź nieomylną, lecz, o ile w ogóle ma on być uznawany, musi się go przyjmować w sensie bardzo zmodyfikowanym. Jego interpretacja ultramontańska [tradycyjna] jest brutalna i skrajna; przynosi ona więcej szkody niż dobra, odstręczając życzliwych takim pokazem nieliberalności.

Z tym przeczuleniem w kwestii nauczania chrześcijańskiego łączy się ściśle odraza do wchodzenia w konflikt z cudzymi przekonaniami, niezależnie od tego, jak bardzo sprzeciwiają się one prawdzie objawionej, ponieważ dla liberalnych katolików to co najbardziej błędne jest równie święte jak najprawdziwsze przekonanie, w równej mierze korzystając z zasady wolności intelektualnej. W ten sposób podnoszą oni do rangi dogmatu tak zwaną zasadę tolerancji. Różnice w wierzeniach wynikają, jak przekonują oni z lubością, przede wszystkim z różnic temperamentu, wychowania itd. – nie będziemy ich aprobować w ścisłym tego słowa znaczeniu, lecz powinniśmy przynajmniej je wybaczać.

Już w swoim pierwszym ujęciu ta koncepcja wiary ma charakter naturalistyczny, a przy rozwijaniu i stosowaniu tej koncepcji, czy to do jednostki, czy to do społeczeństwa, rozwija się również tenże element naturalistyczny. Wynika stąd, że akceptacja Kościoła przez liberalnych katolików nie ma oparcia w jego nadprzyrodzonym charakterze. Kościół nie wzbudza w nich sympatii jako nadprzyrodzona społeczność, której pierwszym i nadprzyrodzonym celem jest chwała Boża i zbawienie dusz. Patrzy zaś nań z sympatią od strony ludzkiej i społecznej. Zyskuje ona poklask i aprobatę jako wielka siła cywilizująca i harmonizująca, która podniosła wielu ludzi ze stanu barbarzyństwa, jako strażnik starożytnej literatury i sztuki, jako krzewiciel wiedzy. Ma on pierwszeństwo nie z racji pierwszeństwa jakie posiada sam w sobie, zgodnie z prawem boskim, lecz pierwszeństwo na mocy aprobaty ze strony naszego wielkiego intelektu. Zgodnie z tą fałszywą koncepcją, pisano w naszych czasach apologie i z dziwną niekonsekwencją Kościół bywa często chwalony jako wielki patron i protektor cywilizacji w przeszłości, podczas gdy ubolewa się nad jego wstecznymi tendencjami w teraźniejszości (jak gdyby instytucja, która sama jedna, na mocy boskiego ustanowienia, ma wiecznotrwałą siłę postępu, mogła kiedykolwiek osłabnąć lub zawieść w swojej misji odrodzenia człowieka). Zauroczeni postępem ku mirażowi szczęścia na pustyni tego życia, nasi liberalni katolicy sławią cień, odrzucając istotę rzeczy. Prawdziwy postęp, który można osiągnąć tylko poprzez posuwanie się ku Bogu, nie może być realizowany inaczej niż poprzez owego pośrednika w boski sposób wyznaczonego do tego, by prowadził nas ku Bogu. Może to czynić jedynie Kościół Jezusa Chrystusa, albowiem, z Jego ustanowienia, tak jak On sam, jest on drogą, prawdą i życiem.

Zapominając o boskim i nadprzyrodzonym charakterze Kościoła ( a jest on tylko boski i nadprzyrodzony), liberalni katolicy mówią i piszą o nim jak o zwykłym tworze ludzkim, przyjmując, w zaślepieniu tym fałszywym ujęciem naturalistyczną definicję wiary. Patroszą oni w ten sposób wizerunek Kościoła, pozostawiając tylko łupinę z tego czym jest on naprawdę.

Sama pobożność nie umknie działaniu tej niszczycielskiej zasady naturalistycznej; zmienia się ona w pietyzm – to jest w parodię prawdziwej pobożności, jak widzi się to z przykrością w nabożnych praktykach wielu ludzi, szukających w aktach pobożności tylko sentymentalnych wzruszeń, których źródłem zdolni są być oni sami dla siebie. Są oni nabożni wobec samych siebie, czcząc swoje własne, małe sentymenty i ofiarując kadzidło bałwanom wyrzeźbionym na ich własne podobieństwo. Jest to po prostu duchowa zmysłowość i nic więcej. Na tej zasadzie widzimy w naszych czasach w tak wielu duszach zwyrodnienie chrześcijańskiego ascetyzmu (będącego oczyszczaniem duszy przez tłumienie pożądliwości) i zafałszowanie chrześcijańskiego mistycyzmu, nie będącego ani emocją, ani niskiego rzędu pocieszeniem, ani żadną inną epikurejską słabością ludzkiego odczuwania, lecz związkiem z Bogiem poprzez nadprzyrodzoną miłość do Niego i poprzez absolutne poddanie się Jego świętej woli.

To dlatego katolicyzm wielkiej liczby ludzi w naszych czasach jest katolickością liberalną, a raczej – katolickością fałszywą. Nie jest to w rzeczywistości katolickość, lecz tylko naturalizm, czysty racjonalizm; jest to jednym słowem pogaństwo przebrane w katolickie szaty i używające katolickiego języka.

 

Liberalizm jest grzechem; Ks. Dr Felix Sarda y Solvany; wyd. WERS, Poznań 2010; rozdz. VII

Domek św. Faustyny

W Ostrówku niedaleko Warszawy jest domek należący do diecezji Warszawsko-Praskiej i przeznaczony na centrum modlitwy oraz miejsce pielgrzymkowe i formacyjne zwłaszcza dla młodzieży przygotowującej się do posługi kapłańskiej i zakonnej.
W tym miejscu u rodziny Lipszyców zatrudniła się Helena Kowalska aby zarobić pieniądze na wyprawkę do wstąpienia do klasztoru. Sporo miejsca poświęcone jest właścicielom posesji. Samuel Lipszyc był żydem, natomiast jego żona Aldona była katoliczką. Samuel Lipszyc przyjął chrzest i jego dzieci również. W trakcie wizyty wyświetlany jest film w którym są przytaczane wypowiedzi żyjących do dziś wychowanków Heleny Kowalskiej. Stwierdzają oni jednoznacznie, że w dzieciństwie byli katolikami, natomiast teraz określają się jako niewierzący. Podobnie było z ich mamą p. Aldoną – po wojnie stała się osobą niewierząca.

I tu pojawia się wiele pytań.
Dlaczego takie miejsce upamiętniać i tworzyć tu ośrodek formacyjny gdy u źródeł widać, że działanie łaski Bożej w stosunku do właścicieli było nieskuteczne? Czemu to ma służyć?

http://domfaustyny.pl/

Duszom na ratunek

A zebrawszy 12 tysięcy drachm srebra, posłał do Jeruzalem, aby złożono za grzechy umarłych ofiarę, dobrze i pobożnie o zmartwychwstaniu myśląc (…) i ponieważ uważał, że ci, którzy pobożnie zasnęli, bardzo dobrą łaskę mieli zachowaną. A tak święta i zbawienna jest myśl modlić się za umarłych, aby byli od grzechów rozwiązani”.
(2 Mch 12, 43-46)

Ratunek dla grzeszników

Słowa ze Starego Testamentu z 2 Księgi Machabejskiej stały się podstawą do zapisu „Komunii ze zmarłymi” w Katechizmie Kościoła Katolickiego.
Starotestamentowi wyznawcy Boga, oczekując na przyjście Zbawiciela-Mesjasza, składali Bogu, również za zmarłych, ofiary materialne połączone z modlitwą czy intencją. Przyjście na świat Jezusa Chrystusa, jego zbawcza śmierć na krzyżu i złożona z Siebie ofiara za nasze grzechy, dały ludziom źródło nieprzebranych łask, jakim jest ofiara Mszy świętej.
Podobnie jak opisane w Starym Testamencie ofiary składane za zmarłych, tak i teraz msza święta może być odprawiana i ofiarowana w intencji tych, którzy zakończyli ziemską wędrówkę.
Zwyczaj odprawiania mszy świętych za zmarłych jest tradycją zrodzoną w początkach chrześcijaństwa. Wiąże się z przekonaniem, że dusza ludzka nie umiera wraz z ciałem i oczekuje na zbawienie. Ci, którzy pozostają jeszcze w doczesności nie powinni zapominać o duszach tych, którzy odeszli z tego świata. Mogą modlić się do Boga pełnego miłosierdzia o umniejszenie lub darowanie kar, na jakie zmarli zasłużyli w swoim ziemskim życiu. Najpiękniejszą modlitwą w Kościele jest Msza Święta. Jej moc jest mocą samego Jezusa Chrystusa, mocą Jego zbawczej Ofiary i zasług w odkupieniu ludzkości.
Sobór Trydencki w XVI wieku uznał msze święte za zmarłych za najbardziej skuteczny sposób modlitwy za dusze w czyśćcu cierpiące.
Jednym z rodzajów mszy świętej w intencji osoby zmarłej jest msza gregoriańska.
Mszami gregoriańskimi nazywane jest 30 mszy odprawianych w intencji jednej osoby zmarłej w ciągu 30 kolejnych dni, przez jednego lub wielu kapłanów. Praktyka ta datuje się od VI wieku. Zwyczaj ten zapoczątkował papież Grzegorz Wielki, święty i Doktor Kościoła.
To właśnie od jego imienia pochodzi nazwa tych mszy w intencji zmarłego.
Święty Grzegorz Wielki w jednej z Ksiąg Dialogów (IV,57,8-16) opisał historię zmarłego benedyktyńskiego mnicha Justusa z klasztoru na wzgórzu Celio w Rzymie, który sam założył w 575 roku w swoim domu rodzinnym zanim został wybrany papieżem. W celi zmarłego zakonnika znaleziono trzy złote monety a reguła zakonna zobowiązywała mnichów do ubóstwa i nie pozwalała na posiadanie prywatnych dóbr.

Papież Grzegorz polecił przeorowi klasztoru odprawienie w kolejnych dniach trzydziestu Mszy świętych i błaganie Boga o uwolnienie zmarłego współbrata od kary czyśćcowej za grzech sprzeniewierzenia się ślubowi ubóstwa. Po trzydziestu dniach Justus ukazał się we śnie bratu mówiąc, że został dopuszczony do wspólnoty. Potwierdził tym, że ofiarowane w intencji oczyszczenia go ze skutków grzechu msze święte, okazały się skutecznym błaganiem i pomocą w drodze do zbawienia.
Zwyczaj odprawiania trzydziestu Mszy św. zaczął się coraz bardziej rozprzestrzeniać, najpierw w klasztorach, potem w kościołach.
Formalne potwierdzenie zgodności tej praktyki z wiarą katolicką nastąpiło w 1884 roku w oświadczeniu Kongregacji Odpustów.
Deklaracja Tricenario Gregoriano Kongregacji Soboru (obecnie Kongregacji ds. Duchowieństwa) z dnia 24 lutego 1967 r. podkreśliła konieczność ciągłości w odprawianiu mszy gregoriańskich.
Kościół katolicki nie przypisał do mszy gregoriańskich żadnych specjalnych odpustów. Praktyka ta opiera się na przeświadczeniu wiernych o skuteczności ofiary Mszy Świętej w intencji zmarłych.
Wielu mistyków w swoich wizjach opisywało dusze w czyśćcu i wskazywało na ich pragnienie naszej modlitwy, a zwłaszcza ofiary Mszy świętej.
Ofiarujmy duszom czyśćcowym nasze modlitwy i prośmy świętego Grzegorza o szczególne wstawiennictwo u Boga poprzez msze gregoriańskie.

 

Pierwotnie tekst ukazał się w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w listopadzie 2012 roku.

Nowy Różaniec

List apostolski Jana Pawła II Rosarium Virginis Mariae(RVM) proponuje osiem zmian w odmawianiu różańca (włączając w to nowe tajemnice) jako całościowy plan „ożywienia” różańca w całym Kościele. Podejście to w niepokojący sposób przypomina twierdzenie, podtrzymywane po dziś dzień, że nowa Msza wynikała z potrzeby „odnowienia” liturgii.

Po pierwsze, RVM proponuje, by odtąd ogłaszaniu każdej tajemnicy towarzyszyło „odczytanie odnośnego tekstu biblijnego, który, zależnie od okoliczności, może być krótszy albo dłuższy”.

Po drugie, „przy pewnych uroczystych okazjach wspólnotowych” (tj. publicznym odmawianiu różańca w parafiach) krótszy lub dłuższy tekst biblijny można „objaśnić krótkim komentarzem”.

RVM usprawiedliwia dodanie czytań biblijnych i komentarzy w następujący sposób: „Przyjęte w ten sposób, wchodzi ono w różańcową metodologię powtarzania, nie powodując znużenia, jakie wywoływałoby zwykłe powtarzanie informacji dobrze już przyswojonej. Nie chodzi bowiem o przywoływanie na pamięć informacji, ale o to, by pozwolić Bogu «mówić»”. Innymi słowy, tradycyjny różaniec powoduje znudzenie i nie pozwala Bogu „mówić”.

Po trzecie, „stosowne jest, by po zapowiedzeniu tajemnicy i proklamacji Słowa przez odpowiedni czas zatrzymać się i skupić na rozważanej tajemnicy, zanim rozpocznie się modlitwę ustną”.

Po czwarte, RVM zaprasza cały Kościół do przyjęcia zwyczaju występującego rzekomo w pewnych miejscach, polegającego na kładzenia akcentu na imię Jezus w każdym Zdrowaś Maryjo, „dodając do niego refren (tak zwane «dopowiedzenia») nawiązujący do rozważanej tajemnicy”. Nie sposób zgadnąć, czym miałby być ów refren, wyobraźmy sobie jednak skutek umieszczania w każdym Zdrowaś Maryjo nowych refrenów po imieniu Jezus, różnych dla każdej z 20 tajemnic nowego różańca.

Po piąte, RVM proponuje śpiewanie wszystkich Gloria podczas różańca, kiedy tylko jest on odmawiany publicznie, ponieważ: „Ważne jest, żeby «Chwała Ojcu», szczyt kontemplacji, zostało w różańcu dobrze uwydatnione”. Zauważmy, że w ten sposób Zdrowaś Maryjo, a więc i sama Matka Boża spychana jest w tym nabożeństwie na dalszy plan, podczas gdy właściwym celem różańca jest błaganie Maryi o szczególne łaski Boga, udzielane jedynie poprzez Jej wstawiennictwo, jako Pośredniczki wszelkich łask.

Szósta zmiana: RVM sugeruje, by pod koniec każdej dziesiątki różańca odmawiana była „modlitwa o osiągnięcie specyficznych owoców konkretnej tajemnicy”. Dokument sugeruje, że te nowe „krótkie modlitwy końcowe” dla każdej dziesiątki powinny powstać „w uzasadnionej różnorodności” i że „różaniec uzyskuje w ten sposób również rysy bardziej odpowiadające różnym tradycjom duchowym i różnym wspólnotom chrześcijańskim”.

 

W oparciu o: Krzysztof A. Ferrara; Nowy Różaniec

 

 

Przy odmawianiu różańca prywatnie, indywidualnie druga i piąta zmiana może być pominięta. Według tego listu odmawianie różańca ma wyglądać następująco: najpierw czytanie z Pisma św., potem moment milczenia przed każdym pierwszym Zdrowaś Maryjo rozpoczynającym kolejną dziesiątkę, następnie dopowiedzenie przy każdym imieniu Jezus, nawiązujące do rozważanej tajemnicy i na zakończenie każdej dziesiątki modlitwa o owoce rozważanej tajemnicy. Jak ma się odmawianie różańca przed ogłoszeniem tego listu? Skuteczność tradycyjnej formy różańca była potwierdzona wieloma cudami.

W liście apostolskim dotyczącym odmawiania różańca zabrakło odniesienia do modlitwy anioła z objawienia w Fatimie. Z tego można wnosić, że ta modlitwa nie jest zalecana w nowym sposobie odmawiania różańca św.

Przy tak rozbudowanych propozycjach jedna część różańca to nie będzie już pół godziny ale przeciągnie się do dwóch godzin. Zastosowanie tych zmian powoduje skomplikowanie prostej modlitwy. Kto spamięta wszystkie dopowiedzenia do imienia Jezus oraz końcowe modlitwy? Czy można je gdzieś znaleźć?

Trzy obszary działania modernizmu

Wolność religijna

Wolność religijna jest stawianiem wszystkich religii, wierzeń na jednym poziomie w życiu publicznym, w państwie, w prawie.
Stanowisko Kościoła katolickiego przedstawia w tym zakresie np. Sylabus papieża Piusa IX, prezentując potępione zdania:

77. W naszej epoce nie jest już użyteczne, by religia katolicka miała status jedynej religii państwowej, z wykluczeniem wszystkich innych wyznań.
78. Chwalebne jest więc, że w pewnych krajach uważanych za katolickie ustawy zezwalają, by przybysze mogli tam sprawować publicznie swoje nabożeństwa.
79. Jest bowiem fałszem, jakoby wolność prawna wyznań i pełne prawo wszystkich do manifestowania jawnie i publicznie wszelkich swoich opinii i mniemań, prowadziły do łatwiejszego ulegania przez ludy zepsuciu moralnemu i duchowemu i sprzyjały zasadzie indyferentyzmu.

Państwo nie powinno zezwalać na publiczny kult fałszywych wierzeń. Kłamstwo i fałsz nie powinny mieć żadnych praw w życiu społecznym, w państwie, w przestrzeni publicznej. Prawda i fałsz nie mogą mieć takich samych praw. Natomiast osoby wyznające fałszywe religie nie mogą być z tego powodu prześladowane czy w jakikolwiek inny sposób szykanowane. Człowiek ma prawo do błądzenia, do poszukiwania prawdy.
Sobór Watykański II w deklaracji o wolności religijnej DIGNITATIS HUMANAE stwierdza:
Obecny Sobór Watykański oświadcza, iż osoba ludzka ma prawo do wolności religijnej. Tego zaś rodzaju wolność polega na tym, że wszyscy ludzie powinni być wolni od przymusu ze strony czy to poszczególnych ludzi, czy to zbiorowisk społecznych i jakiejkolwiek władzy ludzkiej, tak aby w sprawach religijnych nikogo nie przymuszano do działania wbrew jego sumieniu ani nie przeszkadzano mu w działaniu według swego sumienia prywatnym i publicznym, indywidualnym lub w łączności z innymi, byle w godziwym zakresie. Poza tym oświadcza, że prawo do wolności religijnej jest rzeczywiście zakorzenione w samej godności osoby ludzkiej, którą to godność poznajemy przez objawione słowo Boże i samym rozumem.

Deklaracja ta zezwala na neutralność religijną państwa. Indyferentyzm państwa prowadzi nieuchronnie do indyferentyzmu jednostki, agnostycyzm społeczny do ateizmu oraz do apostazji. Nie istnieje żaden wymiar społeczny, który byłby wyłączony spod suwerennej władzy Boga.
Wprowadzenie tego dekretu w życie spowodowało, że praktycznie wszystkie istniejące państwa katolickie – Hiszpania, Włochy, niektóre kantony szwajcarskie, kraje Ameryki Południowej – zostały zlaicyzowane. Bardzo często stało się to wbrew stanowczej woli prezydentów tychże państw. Było to realizowane pod wpływem silnych nacisków Episkopatów lub Watykanu, przykładem może być Kolumbia w 1973 roku.

 

Ekumenizm

Pod pojęciem ekumenizmu rozumie się ruch powstały wśród protestantów w XIX w., dążący do współpracy i zbliżenia różnych wyznań chrześcijańskich. Ten ruch doprowadził do utworzenia w 1948 r. Światowej Rady Kościołów. Ta Rada określa się jako „wspólnota kościołów uznających Chrystusa za Boga i Zbawiciela”. Poszczególne wspólnoty religijne, będące członkami tej Rady, pozostają jednak niezależne. Rada nie ma nad nimi żadnej władzy, a owe wspólnoty mogą decydować, czy i w jakim stopniu przyjmują postanowienia Rady. Nie jest też konieczne, aby poszczególne wspólnoty członkowskie uznawały inne wspólnoty za kościoły w pełnym tego słowa znaczeniu.
Ta sama postawa doprowadziła z biegiem czasu do równoległych starań o rozpoczęcie dialogu i zbliżenie także z religiami niechrześcijańskimi.
Prawdziwie katolickie stanowisko wobec ekumenizmu wyraża encyklika Piusa XI Mortalium animos (1928 r.):
Wychodząc z założenia, dla nich nie ulegającego wątpliwości, że bardzo rzadko tylko znajdzie się człowiek, któryby nie miał w sobie uczucia religijnego, widocznie żywią nadzieję (oni, tzn. zwolennicy ekumenizmu – przyp. aut.), że mimo wszystkich różnic zapatrywań religijnych nie trudno będzie, by ludzie przez wyznawanie niektórych zasad wiary, jako pewnego rodzaju wspólnej podstawy życia religijnego, w braterstwie się zjednali. W tym celu urządzają zjazdy, zebrania i odczyty z nieprzeciętnym udziałem słuchaczy i zapraszają na nie dla omówienia tej sprawy wszystkich, bez różnicy, pogan wszystkich odcieni, jak i chrześcijan, a nawet tych, którzy – niestety – odpadli od Chrystusa, lub też uporczywie przeciwstawiają się Jego Boskiej naturze i posłannictwu.
Katolicy nie mogą żadnym paktowaniem pochwalić takich usiłowań, ponieważ zasadzają się one na błędnym zapatrywaniu, że wszystkie religie są mniej lub więcej dobre i chwalebne, o ile w równy sposób, chociaż w różnej formie, ujawniają i wyrażają nasz przyrodzony zmysł, który nas pociąga do Boga i do wiernego uznania Jego panowania. (…) W ten sposób dochodzą stopniowo do naturalizmu i ateizmu. Z tego wynika jasny wniosek, że każdy kto przytakuje podobnym poglądom i staraniom, opuszcza całkowicie teren objawionej przez Boga religii.
Zgodnie z nauczaniem podanym w tej encyklice doprowadzenie do jedności może polegać tylko na nawróceniu, czyli powrocie poszczególnych osób lub wspólnot.
„Pracy nad jednością chrześcijan nie wolno popierać inaczej, jak tylko działaniem w tym duchu, by odszczepieńcy powrócili na łono jedynego, prawdziwego Kościoła Chrystusowego, od którego niegdyś, niestety, odpadli”.
Prawdziwa jedność może nastąpić tylko w Prawdzie.
W Sylabusie są trzy twierdzenia potępiające współczesne rozumienie ekumenizmu:
16. Ludzie mogą znaleźć drogę do wiecznego zbawienia i osiągnąć to wieczne zbawienie przez praktykowanie jakiejkolwiek religii.
17. Należy mieć przynajmniej zasadną nadzieję co do zbawienia wiecznego tych wszystkich, którzy w żaden sposób nie przynależą do prawdziwego Kościoła Chrystusowego.
18. Protestantyzm nie jest niczym innym, jak tylko jedną z różnych form tej samej prawdziwie chrześcijańskiej religii, w której tak samo można się podobać Bogu, jak i w Kościele katolickim.

Co jest zapisane w Dekrecie o ekumenizmie, Unitatis redintegratio:
Pkt 3 – Same te Kościoły i odłączone Wspólnoty, choć w naszym przekonaniu podlegają brakom, wcale nie są pozbawione znaczenia i wagi w tajemnicy zbawienia. Duch Chrystusa nie wzbrania się przecież posługiwać nimi jako środkami zbawienia, których moc pochodzi z samej pełni łaski i prawdy, powierzonej Kościołowi katolickiemu.
Duch Chrystusa nie odrzuca fałszu, buntu – teraz mogą one również prowadzić do zbawienia!
Pkt 11 – Sposób formułowania wiary katolickiej żadną miarą nie powinien stać się przeszkodą w dialogu z braćmi. Całą i nieskazitelną doktrynę trzeba przedstawić jasno.

Dogmaty wiary katolickiej mają być podporządkowane DIALOGOWI. Dogmaty Maryjne usunie się aby nie przeszkadzały w dialogu, jak i naukę o czyśćcu, obcowanie świętych, prymat papieża, przemilczamy temat łaski Bożej jak i o ofierze Mszy Świętej jako dziele zbawienia.
Drugie zdanie w podanym cytacie stoi w sprzeczności z pierwszym. Bo z jednej strony mamy odsunąć i przemilczeć to co może wywołać zgorszenie a z drugiej całą naukę mamy przedstawić jasno. Tu pojawiają się różnego rodzaju ekwilibrystyka hierarchii prawdy, jakoby jedne z prawd wiary były ważniejsze od innych. Porządek dogmatów jest w tym sensie, że jeden wypływa z drugiego, a więc jeden stanowi podstawę drugiego. To nie znaczy, że jeden jest ważniejszy do drugiego. Jeśli ktoś świadomie zaprzecza tylko jednemu dogmatowi, zaprzecza autorytetowi Boga, na którym ten dogmat się opiera, a tym samym całej wierze.
Skutki widać było w spotkaniu w Asyżu, które to było tak naprawdę zanegowanie pierwszego przykazania Dekalogu. Było to publiczne wprowadzenie zamętu oraz zgorszenie.

 

Kolegializm

Sobór Watykański I ustanowił:
„Gdyby zatem ktoś mówił, [a] że biskup Rzymu posiada tylko urząd nadzorowania lub kierowania, a nie pełną i najwyższą władzę jurysdykcji w całym Kościele, nie tylko w sprawach wiary i moralności, ale także w sprawach dotyczących karności i rządzenia Kościołem rozproszonego po całym świecie;
[b] albo że posiada on tylko większą część, a nie całą pełnię tej najwyższej władzy;
[c] albo że ta jego władza nie jest zwyczajna i bezpośrednia, zarówno w odniesieniu do wszystkich i każdego z kościołów, jak również wobec wszystkich i każdego z pasterzy i wiernych – niech będzie wyklęty”
.
http://soborowa.strefa.pl/code-22/
Natomiast przyjęta Konstytucja Dogmatyczna „Lumen gentium” naucza, że w Kościele istnieje podwójny autorytet, z jednej strony papież, a z drugiej strony autorytet biskupów w powiązaniu z papieżem. Autorytet biskupów w połączeniu z papieżem istniał, ale był ograniczony tylko do tego okresu soboru. W przyjętym dokumencie zostało to rozszerzone na cały czas. Z postanowień Soboru biskupi wywodzą prawo współdecydowania i współrządzenia. W ten to sposób kolegialność burzy monarchię papieską i jest prostą drogą do powstawania Kościołów narodowych.
Ordynariusze diecezji kryją się za ogólnym ciałem czyli konferencją biskupów. Powoli następuje zrzeczenie się odpowiedzialności osobistej. Z jednej strony mają konferencję biskupów a z drugiej jest rada diecezjalna. Zasada ludowej demokracji przenosi się na życie parafii gdzie władzę przejmuje rada parafialna, asystencji pastoralni, itd. System rad według marksistowskiego wzorca wypiera Bożą, hierarchiczną strukturę.

Na podstawie:

Bomby zegarowe Soboru Watykańskiego II; ks Franz Schmidberger FSSPX

Przekazałem to co otrzymałem; ks Franz Schmidberger FSSPX

Katechizm o kryzysie w Kościele; ks. Mateusz Gaudron FSSPX:

Czym jest modlitwa

Modlitwa jest narzędziem do budowania duchowości. Jest ona „rozmową duszy z Bogiem i tłumaczeniem jej pragnień wobec Boga”, jest rozmową dziecka Bożego ze swoim Ojcem Niebieskim.

Modlitwa jest aktem duszy gdyż wszystkie władze w niej biorą udział. Pamięć przypomina doskonałości, dzieła i dary Boże, rozważane to jest przez rozum, serce przejmuje się uczuciami, wola czyni postanowienia a wyobraźnia przywołuje obrazy z świata wiary. Ciało składa również pewną ofiarę Bogu na modlitwie.

Modlitwa przenosi nas w świat nadprzyrodzony w towarzystwo Boga dlatego też jest aktem życia nadprzyrodzonego. Modlitwa jest doskonalsza jeśli łaska Boża łatwiej pobudza duszę do myśli, postanowień i świętych uczuć, to jest do żalu, upokorzenia się, ufności i miłości.

Bez łaski Bożej nie możemy modlić się należycie. Bóg swoich łask nie odmawia nikomu, jednak ducha modlitwy, a mianowicie zamiłowania i skupienia w modlitwie daje tylko proszącym.

Bóg ma upodobanie w modlitwie, tak jak ojciec ma upodobanie w rozmowie z dzieckiem. Św. Jan opisuje, iż widział anioła stojącego przed tronem Pańskim i trzymającego kadzielnicę pełną wonnych rzeczy a były nimi modlitwy świętych. Pismo Święte przyrównuje modlitwę do gry na cytrze, której Bóg chętnie słucha.

Bóg wymaga od człowieka modlitwy gdyż jest ona aktem uznania i uczczenia, jakie się Stwórcy należy od stworzenia, jest to jakby ofiara całopalenia dla Boga. Przez modlitwę wyznajemy swoją nicość i nędzę jak i wszechmoc i dobroć Boga. Oświadczamy, że sami z siebie nic nie mamy i znikąd nie będziemy mieli – tylko od Boga, który może dać wszystko i chce dać co jest nam potrzebne. Modlitwa jest aktem wiary, pokuty, ufności i miłości względem Boga.

Modlitwa jest hołdem stworzenia dla Stwórcy. Św. Jan Maria Vianey mówi, że człowiek wydaj dwojaki okrzyk – okrzyk anioła przez modlitwę, a okrzyk zwierzęcy przez grzech.

Dlaczego ludzie nie chcą się modlić? Jedni, gdyż utracili wiarę w Boga – dlaczego mieliby się modlić do Tego kogo nie uznają? Inni nie znają Boga i nie chcą Go poznać, nie będą się wobec tego modlili do kogoś kogo nie znają. Jeszcze inni stawiają człowieka lub ludzki rozum w miejsce Boga – nie będą się modlić do kogoś kto jest niższy od nich samych. Są też tacy którzy mają błędne wyobrażenie o modlitwie, że jest to tylko mechaniczne odmawianie słów i formułek co jest monotonne i nudne.

Modlitwa jest potrzebna do zbawienia.

Modlitwa jest w życiu chrześcijanina główną pomocą, pociechą, treścią i obowiązkiem, można powiedzieć, że życie chrześcijanina powinno być życiem modlitwy. Obowiązek modlitwy dany przez Zbawiciela (Łk 18,1; Mt 26,41;Mk 14,38; Łk 22,40) nigdy nie ustaje a w trzech sytuacjach staje się naglący: gdy dusza znajduje się w ciężkiej pokusie lub w stanie grzechu albo w niebezpieczeństwie śmierci. Według teologów zaniedbując przez miesiąc modlitwę jesteśmy niewolnikami grzechu.

Bez łaski nie można się zbawić. Bez modlitwy nie można otrzymać łaski. Św. Augustyn: „Wierzymy, że nikt nie może być zbawiony, kogo Bóg nie powoła; że żaden powołany nie może się zbawić, jeżeli mu Bóg nie użyczy pomocy; że nikt nie może sobie wyjednać pomocy, jeżeli się nie modli”. Kto potrzebuje łaski niech się modli.

Modlitwa jest kluczem, otwierającym skrzynię Bożego miłosierdzia.

Bez modlitwy nie zachowamy się w łasce uświęcającej. Czym oddech dla ciała, tym modlitwa dla duszy. Modlitwa uprasza pomoc Bożą! Jeśli zaniedbamy modlitwę z pewnością upadniemy. Św. Jan Chryzostom mówi: „Nie może być uniewinniony, kto w pokusie upada. Dlatego bowiem upada, iż nie chce się modlić”.

Bez modlitwy nie możemy odzyskać utraconej łaski. Aby uzyskać Boże przebaczenie trzeba uznać się winnym i rzucić się do stóp Sędziego błagając miłosierdzia. To się dzieje w modlitwie i poprzez modlitwę.

Modlitwa przygotowuje i usposabia duszę do przyjęcia łaski uczynkowej, współdziałania z tą łaską oraz wyprasza dar wytrwania w łasce uświęcającej. Człowiek zaślepiony pychą i miłością własną nie chce uznać swojej słabości i jest przywiązany do swojej woli. Świat i pożądliwość wprowadzają do duszy taki hałas i rozgardiasz, że nie możemy usłyszeć głosu Boga, co stawia tamę przypływowi łaski Bożej. Modlitwa z jednej strony upokarza człowieka, przypomina mu, że jest lichym żebrakiem, ucisza również gwar ziemski i odrywa choćby na chwilę od świata czym sprawia, że łaska Boża trafia łatwiej do rozumu i woli.

Z dwóch łotrów wiszących razem z Chrystusem na krzyżu zbawienia dostąpił ten, który się modlił. Jak powiada św. Bonawentura – kto umie się dobrze modlić, ten potrafi także dobrze żyć.

 

 

 

O Sylabusie

Przeciwnikiem Sylabusa jest liberalizm bezwzględny. Według encykliki Leona XIII Libertas – są to ci, którzy bezwzględnie zaprzeczają wszechwładzy Bożej i w życiu uzurpują sobie prawo do słuchania własnego rozumu, jako wskaźnika ostatecznego i niezależnego od wszelkiej wyższej władzy.
Po drugie przeciwnikiem Sylabusa jest liberalizm umiarkowany, który posiada wiele odcieni. Liberalizm ten uznaje kult Boga przez każdego człowieka ale tylko w życiu prywatnym. Odrzuca on kult publiczny, nie godzi się na katolicyzm jako wyznanie państwowe. Niektórzy liberałowie uważają, że taki kult to już przeżytek, zamierzchłe czasy, nie dla nowoczesnego człowieka. Każdy z liberałów godzi się na wolności nowoczesne: prasy, wyznania i sumienia. Mają nawet być one prawem każdego człowieka. Sylabus te wolności współczesności potępia.

Kolejnym zagadnieniem jest Sylabus a nauka masońska.

  • Prawdy wiary katolickiej streścić następująco: Bóg jeden we trzech osobach; Jezus Chrystus to Syn Boży, Zbawiciel, Prawodawca i Sędzia; Kościół święty zaopatrzony jest w prawa, jakie mu nadał Chrystus Pan.
  • Z drugiej strony naukę masonerii, potępioną przez Sylabus, streścić można w ten sposób: Człowiek na miejscu Boga postawiony, Chrystus jest Bóstwa pozbawiony, Kościół jako zrzeszenie ludzkie przedstawiony, działający jako jeden z elementów administracji w Państwie.

Zdania potępione w Sylabusie odnajdujemy w nauczaniu masonerii z XVIII wieku. Różnice są tylko w sposobach i metodach działania. Człowiek jest postawiony na miejscu Boga, a kolejnymi stopniami jest: człowiek dokonały, władca, kapłan i król przyrody oraz bóg ze swej natury.

Mamy tu po kolei:

  1. Panteizm; boskość przyrody, i człowieka, ubóstwienie rozumu.
  2. Wolność przyrodzona i niezaprzeczona człowieka jako przywilej boskości, niezależność rozumu nie uznająca żadnego nad sobą prawodawcy oraz niezależna moralność.
  3. Równość przyrodzoną i niezaprzeczoną ludzi – nikt nie ma prawa rozkazywać swemu bliźniemu.
  4. Wszelka zatem władza jest wykluczona – pochodząca od Boga, duchowa, czy też doczesna. Kościół jest niczym innym  jak tylko zrzeszeniem ludzkim, poddanym państwu.

Według przywódców tych stowarzyszeń zwalczanie Sylabusa jest mierzeniem Kościołowi w serce, strąceniem Chrystusa Pana ze swej stolicy, unicestwieniem wszechwładzy Bożej.
Zwalczając Sylabus mają oni na celu upadek całej nauki Kościoła, bowiem jest on streszczeniem jego nauki.
Wielkie trzy dzieła Boże to: Stworzenie świata, Zbawienie ludzi, Panowanie Boże, rozpoczęte na ziemi a mające być dopełnione w Niebie. Masoneria usiłuje te trzy dzieła Boże zniszczyć, ale najbardziej zwalcza Wszechwładzę Bożą.
Stworzeniu świata, które jest wszechwładzy Boskiej podstawą, przeciwstawia się naturalizm wraz z teorią o wieczności materii, o ewolucjonizmie i nieograniczonym postępie człowieka. Dziełu Zbawienia, któremu dał powód grzech człowieka, przeciw Panu i Bogu zbuntowanemu, masoneria przeciwstawia fałszywy dogmat doskonałości człowieka; zbawienie człowieka polega rzekomo jedynie na tym, aby uwolnić się z więzów krępujących jego umysłu i rozwijać namiętności.
Panowaniu Bożemu i Wszechwładzy Bożej masoneria przeciwstawia wszechwładnego człowieka i panowanie ogółu ludzkiego, niezależnego od wszelkiej władzy wyższej. Wszystkie potępienia w Sylabusie sprowadzają się do potępienia zasadniczych trzech rzeczy: bunt przeciw Stworzeniu świata, Zbawieniu i wszechwładzy Bożej.
W imieniu postępu i nowoczesności masoneria usiłuje narzucić światu kłamstwo a bunt uczynić metodą działania. W imię tego postępu mamy powtarzać „Nie będę służył” i głosić własną boskość.

Przeciwko temu nowoczesnemu „postępowi” staje Kościół w imieniu Boga Stwórcy i Pana jak i w imieniu Jezusa Chrystusa Zbawiciela i Króla narodów. Zbudowany na nieporuszonej opoce wiary, uzbrojony w sprawiedliwość, prawdę i słowo Boże, odpowiedział Kościół na te wyzwania Sylabusem, który jest uroczystym oświadczeniem praw Bożych i Chrystusowych przeciw zaprzeczeniu Wszechwładzy Bożej. Wolności nowoczesne, zrodzone przez rewolucję z 1789 r., są niczym innym jak tylko zastosowaniem tezy o człowieku wszechwładnym, o ubóstwianiu człowieka.
Przez zwalczanie Boga od której wszelka władza pochodzi, masoneria burzy doszczętnie społeczeństwo i religie. Jest to źródło anarchii, skoro społeczeństwo przestaje mieć podstawę przyrodzoną; nie ma wtedy już zasad i pękają wszelkie ogniwa społeczne; nie ma już moralności, nie ma rodziny, ani własności, nie ma obowiązków, odpowiedzialności. A więc nierząd wszędzie.

Sylabus sprzeciwia się tej olbrzymiej tyranii.

Zbawienia szukać należy w powrocie do zasad, które Sylabus Piusa IX przeciw wściekłej fali liberalizmu stanowi.
Można śmiało powiedzieć, że Sylabus jest odpowiedzią Kościoła na rewolucję.
Papieże w ciągu XIX wieku w licznych przemówieniach, encyklikach i innych listach apostolskich piętnowali zasady rujnujące porządek religijny i społeczny. Zabronili oddawać Cezarowi, księciu lub narodowi, tego co się wyłącznie Bogu należy. Pius IX zebrał następnie pod nazwą Sylabusa błędy te różne, od jednego pnia pochodzące: z niezależności człowieczej. „Pius IX, powiada Leon XIII, ilekroć nadarzyła się sposobność, potępił fałszywe opinie, najbardziej wzięcia mające, kazał z nich zbiór uczynić, by w takim potopie błędów katolikom nie brakło pewnej przewodni”.

Czy katolik jest w sumieniu pod grzechem ciężkim obowiązany, potępić wszystkie zdania w Sylabusie potępione?

Odpowiedź. – Tak jest, katolik jest w sumieniu pod grzechem ciężkim obowiązany wszystkie bez wyjątku odrzucić, przynajmniej na zasadzie władzy nauczającej.

By więc był obowiązek sumienia w odrzuceniu jakiejś nauki, nie ma potrzeby aby była ogłoszona za herezję. Wystarcza by była cenzurowana czyli zganiona urzędownie przez najwyższego Pasterza.
Encyklika Quanta Cura zawierająca Sylabus łączy w sobie wszystkie warunki dokumentu ex cathedra: żaden z teologów nie zaprzecza temu.
Warunki dokumentu ex catedra i nieomylności papieża są następujące:

a) By papież przemawiał jako Nauczyciel i Pasterz najwyższy Kościoła.

b) By przemawiał dla nauczania prawd będących przedmiotem bezpośrednim lub pośrednim nieomylności lub też dla potępienia teorii bezpośrednio lub pośrednio przeciwnych wierze katolickiej.

c) By wypowiadał wyrok ostateczny z zamiarem zobowiązywania na sumieniu: żadna zaś formuła uroczysta nie jest postanowiona.

d) By zobowiązywał Kościół cały, nawet gdy do jednej osoby się odnosi, na przykład do biskupa.

Warunki te zawarte są w Syllabusie. Nie jest przeszkodą, że Syllabusowi braknie pewnych uroczystych formuł, w innych aktach zastosowanych. Formuły te nie są kanonicznie wymagalne.

Zdania potępione zawarte w Sylabusie są wyjęte z listów, przemówień, alokucji i nauczania Piusa IX. Trudno jest twierdzić, że nie jest to nauczanie Piusa IX gdy przy każdym zdaniu podane jest z jakiego wcześniejszego dokumentu ono pochodzi. Na prośbę papieża zostały one zebrane w jeden dokument. W Sylabusie nie ma nic nowego, wszystkie to wynika z nauczania Kościoła Katolickiego.
Św. Pius X wydał nowy Sylabus, na wiek XX, czyli dekret Lamentabili w którym wzmocniony jest Sylabus i potępione są błędy modernizmu. Prawda jest niezmienna, błąd nie przestaje być błędem a potępienie raz wyrzeczone jest nieodwalane.

Jest to streszczenie rozdziału „Sylabus w XX wieku”, Henryka Hello z książki „Liberalizm potępiony przez papieży”; Wyd. TeDeum 2003

Wspólny Bóg?

Rozmawiając z ludźmi na temat ekumenizmu często słyszę argument, że wierzymy w tego samego Boga, co żydzi czy też muzułmanie. Mamy wspólnego Boga dlatego nie ma nic nagannego we wspólnej modlitwie. Zdanie takie słyszałem również od osób konsekrowanych.
Czy rzeczywiście wierzymy w tego samego Boga co żydzi i muzułmanie?

Katolicyzm mówi jasno w co ma wierzyć katolik: „Wierzę w jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało”.
Czy pod tym wyznaniem podpisze się muzułmanin, żyd? Kto z nie będący katolikiem wyznaje tego Boga?

Można powiedzieć, że twierdzenie o wspólnym Bogu zaprzecza Bóstwu Chrystusa, Jego zbawiennemu Zmartwychwstaniu. Jest to negowanie Bóstwa Jezusa Chrystusa. Głosząc takie poglądy stawiamy pod bardzo dużym znakiem zapytania nasz katolicyzm

 

Co to jest liberalizm?

Protestantyzm w naturalny sposób rodzi tolerancję dla błędu. Odrzucając zasadę autorytetu w religii, nie ma on ani kryterium ani określonej wiary. Na zasadzie, że każda jednostka czy sekta może interpretować depozyt Objawienia zgodnie z orzeczeniami prywatnego osądu, rodzi on nie kończące się różnice i sprzeczności. Napędzany prawem własnej niemocy, przez brak jakiegokolwiek rozstrzygającego głosu autorytetu w sprawach wiary, zmuszony jest uznawać za ważną i prawowierną wszelką opinię wyłaniającą się ze stosowania prywatnego osądu. Dlatego ostatecznie dochodzi on, na mocy własnych założeń, do wniosku, że jedno wyznanie jest równie dobre jak inne; stara się więc osłaniać swoją niekonsekwencję fałszywym powoływaniem się na wolność sumienia. Pogląd nie jest narzucany przez prawnie i w boski sposób ustanowiony autorytet, lecz wyłania się bezpośrednio i swobodnie z nieograniczonego stosowania jednostkowego rozumu i kaprysu w sprawach Objawienia. Jednostka czy sekta dokonuje interpretacji jak jej się podoba – odrzucając lub przyjmując to co wybiera. Przyjmując tę zasadę, niewierność, pod tym samym pretekstem, odrzuca wszelkie Objawienie, a protestantyzm, dostarczywszy przesłanek, nie ma siły, by protestować przeciwko wnioskom; jasne jest bowiem, że ktoś kto pod pretekstem wolności rozumu ma prawo odrzucić dowolną część Objawienia, która może mu się nie podobać, nie potrafi logicznie spierać się z kimś kto na tej samej podstawie odrzuca całość. Jeżeli w imię wolności rozumu jedno wyznanie jest równie dobre jak inne, to pod tym samym pretekstem brak wyznania jest równie dobry co jakieś wyznanie. Zdobywając pole tym zgubnym orężem racjonalizmu, niewierność szturmowała i zdobyła samą cytadelę protestantyzmu, bezradnego wobec wroga, którego sam stworzył.

(…)

Religia jest bowiem więzią łączącą nas z Bogiem, źródłem i celem wszelkiego dobra; zaś niewiara, czy to praktyczna jak w protestantyzmie, czy otwarta, jak w agnostycyzmie, rozrywa więź łączącą człowieka z Bogiem, usiłując budować społeczeństwo ludzkie na fundamencie absolutnej niezależności człowieka. Dlatego stwierdzamy, że u podstaw swojej propagandy kładzie liberalizm następujące zasady:

  1. Absolutna suwerenność jednostki w jej całkowitej niezależności od Boga i od władzy Bożej.
  2. Absolutna suwerenność społeczeństwa w jego całkowitej niezależności od wszystkiego co nie pochodzi od niego samego.
  3. Absolutna suwerenność obywatelska w zakładanym prawie narodu do stanowienia własnych praw w całkowitej niezależności i przy skrajnym lekceważeniu wszelkich innych kryteriów niż wola ludu, wyrażona w głosowaniach i w większości parlamentarnej.
  4. Absolutna wolność myśli w polityce, moralności i religii. Nieograniczona wolność prasy.

 

Takie są podstawowe zasady liberalizmu. W założeniu absolutnej suwerenności jednostki, to jest całkowitej niezależności od Boga, znajdujemy źródło wszystkich innych zasad. Aby wyrazić je wszystkie z pomocą jednego terminu, powiemy, że w płaszczyźnie ideowej stanowią one RACJONALIZM czyli doktrynę absolutnej suwerenności rozumu ludzkiego. Czyni się tu z rozumu ludzkiego miarę i sumę prawdy. Stąd mamy racjonalizm indywidualny, społeczny i polityczny, zepsute źródło zasad liberalistycznych [którymi są]: absolutna wolność kultu, zwierzchność państwa, świecka edukacja odrzucająca jakąkolwiek więź z religią, małżeństwo sankcjonowane i legalizowane wyłącznie przez państwo itd.; jednym słowem, które łączy wszystko, mamy SEKULARYZACJĘ, odmawiającą religii prawa do jakiejkolwiek czynnej ingerencji w problemy życia publicznego i prywatnego, jakie by one nie były. To prawdziwy ateizm społeczny.

Takie są źródło liberalizmu w płaszczyźnie ideowej; taka, w konsekwencji naszego protestanckiego i niewiernego otoczenia, jest atmosfera intelektualna, jaką stale wchłaniamy w nasze dusze. Zasady te nie pozostają też tylko w płaszczyźnie teoretycznej, utrzymując się na zawsze w sferze myśli. Ludzie nie są samymi myślicielami. Doktryny i wierzenia nieuchronnie przechodzą do działania. Dzisiejsze teoretyzowani staje się jutrzejszym czynem, ponieważ ludzie, na mocy prawa ich natury, dają zawsze wyraz temu co myślą. Stąd też racjonalizm przybiera konkretny kształt w prawodawstwie i w życiu społecznym. Czuć nim prasę świecką, proklamującą prawie jednogłośnym krzykiem absolutny rozdział pomiędzy życiem publicznym a religią. Stał się on sloganem dziennikarstwa, a redaktor nie uznający go w swoim codziennym felietonie poczuje wkrótce ostrze publicznej dezaprobaty. W świeckim małżeństwie i w naszym prawie rozwodowym rozrywa on same korzenie społeczności domowej; w świeckiej oświacie – kardynalna zasada naszego publicznego systemu szkolnego – krzewi się w sercach przyszłych obywateli i przyszłych rodziców; w prawach obowiązkowej szkoły wbija już na wstępie klin socjalizmu; w mowie i w stosunkach życia społecznego domaga się uznania z rosnącą natarczywością; w tajnych towarzystwach, zorganizowanych w duchu niszczenia religii, a często w otwartym celu wykorzenienia katolicyzmu, zagraża naszym instytucjom, wydając kraj w ręce spiskowców, których plany i metody działania, poza polem widzenia opinii publicznej, składają się na tyranię ciemności.

Na tysiące sposobów zasada racjonalizmu znajduje czynny wyraz w życiu społecznym i obywatelskim i choć zróżnicowane są jej przejawy, zawsze jest w tym jedność i system sprzeciwu wobec katolicyzmu. Czy jest to zgrane czy nie, zawsze działa ona w tym samym kierunku, i każda konkretna szkoła w ramach gatunku liberalnego wyznają ją i wprowadza w czyn – czy to w społeczeństwie, czy to w życiu domowym, czy też w polityce – znajdujemy te same zasadnicze cechy szczególne we wszystkich proteuszowych postaciach – sprzeciw wobec Kościoła – i zawsze stwierdzamy, że piętnuje się najżarliwszych obrońców wiary jak reakcjonistów, klerykałów, ultramontanów [fundamentalistów] itd.

Gdzie byśmy go nie znaleźli, jaki by nie był jego mundur, w praktycznym działaniu liberalizm oznacza zawsze wojnę z Kościołem.

Czy intryguje on czy stanowi prawo, czy peroruje czy też morduje, czy zwie się Wolnością czy Rządem, Państwem, Ludzkością czy Rozumem, czy też czymkolwiek innym, jego podstawową cechą jest bezkompromisowy sprzeciw wobec Kościoła.

Liberalizm jest sam w sobie całym światem; ma on swoje hasła, swoje mody, swoją sztukę, swoją literaturę, swoją dyplomację, swoje prawa, swoje spiski, swoje zasadzki. Jest on światem Lucyfera, skrywającym się w naszych czasach pod nazwą liberalizmu, w radykalnej opozycji i ustawicznej wojnie przeciwko tej społeczności jaką tworzą dzieci Boże – Kościołowi Jezusa Chrystusa.

 

Liberalizm jest grzechem; Ks. Dr Felix Sarda y Solvany; wyd. WERS, Poznań 2010; rozdz. II

 

Czym jest modernizm?

Modernizm jest herezją dość subtelną i trudno w kilku słowach ująć jego istotę. Ponadto św. Pius X uznał, że herezja ta jest niezwykle groźna i wymaga dokładnego omówienia. Nie mamy, oczywiście, miejsca, by w wyczerpujący sposób opisać modernizm, dlatego ograniczę się do skrótowego wyliczenia kilku głównych jego zasad.

Pierwszą jest agnostycyzm, czyli założenie, że umysł ludzki poznaje obiektywnie tylko rzeczy zmysłowe, a więc wszystko, co jest ponad nimi, w tym Bóg i cały świat nadprzyrodzony, nie jest przedmiotem pewnego poznania. Dlatego wszelkie dowody prawdziwości religii chrześcijańskiej są niemożliwe do przeprowadzenia. Stąd religia, według modernistów, jest prawdziwa tylko o tyle, o ile jest odczuwana i przeżywana. Stanowi to drugą ich zasadę, a mianowicie immanencję religijną. Religia wynika z doświadczenia religijnego, które przecież u każdego człowieka wygląda inaczej. Uderza to w obiektywność i historyczność religii chrześcijańskiej oraz jej boskiego Założyciela. Nie ma zewnętrznego prawdziwego Objawienia Bożego, a chrześcijaństwo jest tylko wyrazem wewnętrznych przeżyć w świadomości Chrystusa, Apostołów i ich uczniów. Stąd wynika trzecia zasada modernizmu, jaką jest ewolucja. Skoro bowiem religia jest tylko wyrazem doświadczeń ludzkich, to ewoluuje wraz z kolejnymi pokoleniami, z których każde ma odmienne przeżycia. Więcej, każdy z ludzi przeżywa religię na swój sposób i nie sposób orzec o jej prawdzie lub fałszu. W tej heretyckiej koncepcji nie ma, rzecz jasna, miejsca na dogmaty, albowiem są one subiektywnym wyrazem doświadczeń danej epoki. Sakramenty zaś to tylko symbole, a nie ryty przekazujące łaskę Chrystusa. Pismo Święte jest zbiorem doświadczeń, co prawda, nadzwyczajnych, ale jednak ludzkich. Jego natchnienie nie różni się co do istoty od natchnienia poetyckiego. Kościół i władza w nim powstały w wyniku zespolenia się świadomości religijnej różnych ludzi, a więc pochodzi od człowieka, a nie Boga, a poprzez to może się zmieniać zależnie od czasu i okoliczności, również co do swej istoty. „Religia” modernistów jest więc subiektywna i relatywistyczna, więcej, podważa ona wszelkie podstawy prawdziwej religijności i stąd staje się zrozumiałe, dlaczego św. Pius X nazywa ją ściekiem albo sumą wszystkich herezji.

Modernizm nie powstał, rzecz jasna, znikąd. Jego bezpośrednim prekursorem był tzw. amerykanizm, którego twórcą był ojciec Haecker, założyciel zgromadzenia paulistów. Znalazł on wielu naśladowców wśród duchowieństwa amerykańskiego i francuskiego. „Amerykanizm” nie był teoretycznie rozwinięty, ale stanowił raczej zbiór praktycznych postulatów naturalistycznej proweniencji. Żądał on dostosowania Kościoła do cywilizacji współczesnej, wraz z rozluźnieniem dawnej surowości w dziedzinie dyscypliny i w kwestiach dogmatycznych. Kładł nacisk bardziej na cnoty naturalne niż nadprzyrodzone oraz żądał większej autonomii dla świeckich w stosunku do władzy kościelnej, a to pod pozorem rzekomej większej dojrzałości świeckich w dobie obecnej. Leon XIII potępił „amerykanizm”, a większość jego przedstawicieli poddała się – przynajmniej zewnętrznie – wyrokowi.

Głównymi przedstawicielami modernizmu w Europie Zachodniej, a więc tam, gdzie modernizm najbardziej się rozpowszechnił, byli ks. Alfred Loisy i filozof Maurycy Blondel we Francji, w Anglii jezuita Tyrrel, w krajach niemieckich Schell i Wahrmund, a we Włoszech hrabia Fogazzaro i ks. Buonaiuti. Ten ostatni, zmarły zresztą poza Kościołem, był przyjacielem i mistrzem Angelo Giuseppe Roncalliego, znanego później jako Jan XXIII. Asystował mu nawet przy pierwszej Mszy.

Modernizm od swego zarania wykazywał ścisłą zależność od liberalnej protestanckiej teologii, w tym i od wynikającej z niej fałszywej niemieckiej filozofii idealistycznej. Agnostycyzm modernizmu wywodził się wprost od poglądów Kanta. Protestancki rodowód mają również takie modernistyczne koncepcje, jak indywidualistyczne podejście do wiary i jej interpretacja, odrzucenie, jako ludzkiego wymysłu, kościelnej hierarchii i dogmatów, niejasny stosunek do Bóstwa Chrystusa oraz radykalna krytyka tekstów biblijnych, wraz z odrzuceniem tych z nich, które według mniemania protestantów i modernistów, „na pewno” nie pochodzą, ani od Chrystusa ani od Apostołów.

http://www.opcjanaprawo.pl/index.php/component/k2/item/1416-modernizm-ściek-wszystkich-herezji