Skrupuły

pelczar-1

Św. J. S. Pelczar

Skrupuły są nie tylko cierpieniem, ale i wadą, w skutkach szkodliwą, gdyż odbierają duszy pogodę, wesele, siłę i męstwo, a wtrącają ją w smutek, niepokój, drażliwość, często nawet w zniechęcenie i rozpacz. Jeżeli są gwałtowne i długo trwałe, mogą sprowadzić obłąkanie lub chęć do samobójstwa. One wstrzymują duszę od dobrego, przedstawiając jej widmo grzechu na każdym kroku. Odwracają od ważnych obowiązków, a zajmują drobnostkami, odstraszają od modlitwy i Komunii św., a wiodą do duchowego lenistwa. Ponieważ zaś rodzą błędne sumienie, stają się dlatego źródłem wielu grzechów. Słusznie powiedział uczony Gerson, że sumienie zbyt ciasne i skrupulatne jest nieraz szkodliwsze aniżeli szerokie, bo pierwsze jest drogą bez końca, która jedynie powoduje zmęczenie, a do kresu, to jest do zbawienia nie prowadzi. Dusza chorobliwie skrupulatna nie przynosi ani Bogu chwały, ani ludziom zbudowania, ani sobie szczęścia. Bóg nie ma bowiem upodobania w służbie pełnej zamieszania i trwogi, ludzie gorszą się jej dziwactwem i zrażają się do życia pobożnego, ona sama staje się dla siebie i dla drugich nieznośnym ciężarem, a tylko szatan, który lubi łowić w mętnej wodzie, ma stąd pociechę i korzyść. Trzeba zatem lękać się tej słabości, tym niebezpieczniejszej, że się jej nie widzi. Jak bowiem wariat nie uwierzy nigdy, że jest wariatem, tak dusza skrupulatna nie chcę się zazwyczaj przyznać do swoich skrupułów.

Aby ustrzec się tej słabości, staraj się poznać zakres swoich obowiązków, abyś mógł zawsze rozróżnić, do czego jesteś obowiązany pod grzechem. A co ci jest tylko polecone jako środek do doskonałości. Módl się zatem o światło z góry i o pokój wewnętrzny, a za przewodnika życia miej sumienie prawdziwe i pewne, to jest kierujące się prawem Bożym, i słuchaj zawsze jego głosu. Chociażby sumienie było w błędzie, ale bez twojej winy, i przedstawiało coś mylnie za dobre, co dobrem nie jest, jeżeli idziesz za jego głosem, nie grzeszysz, czynisz bowiem to, co w dobrej wierze za dozwolone uważasz. Przeciwnie, gdyby sumienie przedstawiało coś jako zło, choćby to złem nie było, nie godzi się tego czynić, bo byłoby to złem dla ciebie, a więc czyn twój byłby grzechem.

 

Św. J.S. Pelczar „Życie Duchowe”; str 338 – t2

Nie obmawiać

Przed kilkoma dniami powiedziałem braciom o tym, co już kilka lat temu powiedziałem, a mianowicie o zgorszeniu przeciwko szóstemu przykazaniu Bożemu. I powiedziałem, że każdy obowiązany jest w przeciągu 24 godzin donieść o tym przełożonemu, gdyż inaczej będzie tak samo karany jak ten, który dał zgorszenie. Dla zgorszenia nie mamy być miłosierni, bo i Pan Jezus powiedział, ż lepiej kamień młyński przywiązać gorszycielowi u szyi i wrzucić w głębokości morskie (Mt 18,6).
Dziś chcę powiedzieć o drugiej rzeczy mniej ważnej od tamtej, ale również wielkiego znaczenia.
maksymilian14Mianowicie, nie krytykować. Co to znaczy nie krytykować? Czy to znaczy, że nie mamy nic mówić i o wadach? Nie! Każda rzecz stworzona jest ograniczona – ma swoje granice – i należy je ciągle udoskonalać, usuwać wady i niedoskonałości. Ale krytykować, to znaczy mówić o wadach bliźniego do tych, którzy nie mają obowiązku i nie mogą zła naprawić. Kto mówi o wadach współbrata drugiemu bratu, który nie ma obowiązku i nie może zła naprawić, grzeszy przeciwko ósmemu przykazaniu Bożemu.
Dalej, jeżeli jakaś obmowa, przejdzie przez kilka ust, zniekształca się i wówczas mogą już być rzeczy nieprawdziwe, a więc będzie oszczerstwem, czyli grzechem jeszcze cięższym od obmowy.
Mówiąc tylko o wadach bliźniego, nie przedstawiamy całej rzeczywistości, bo każdy człowiek prócz wad ma i cnoty – dodatnie strony.
Wiemy z katechizmu, że każdy, kto zgrzeszył obmową, obowiązany jest krzywdę naprawić – wynagrodzić. W jaki sposób? Najlepiej postawić siebie w jego położeniu i tak naprawić, jak byśmy chcieli, aby nam wynagrodzono, a więc czy przez sprostowanie nieprawdziwej wiadomości, czy przez podanie również dodatnich stron.
Myśląc o tym, jak byśmy chcieli, aby nam wynagrodzono, najlepiej bliźniemu wynagrodzimy.
Dalej, chciałem podkreślić również, aby poza furtą nie wyrządzić krzywdy obmową całej rodzinie. Ten kto słucha, zna tylko złe strony, które mu się powie, a nie wie, jak jest w rzeczywistości. Ze szczegółu sądzi o całości. I to jest bardzo ważna rzecz.

Niepokalanów, niedziela 26 VII 1936 r.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

 

 

 

Dusza w grzechu

Znam osobę, której było dane oglądać w widzeniu duszę w stanie grzechu śmiertelnego[1]. Widziała tę nieszczęsną duszę, pogrążoną jakby w ciemnym lochu, związaną za ręce i nogi, ślepą i niezdolną uczynić nic dobrego, co by miało zasługę przed Bogiem. Słusznie więc powinniśmy się litować nad niedolą grzeszników, nie zapominając przy tym, że był czas, kiedy i my sami w podobnym stanie żyliśmy i że nad nimi także może Pan jeszcze okazać swoje miłosierdzie, jak je okazał nad nami.

teresaO to Go ustawicznie błagajmy i niech ten będzie główny cel i przedmiot naszych modlitw. Modlić się za dusze leżące w grzechu śmiertelnym, prawdziwie to wielka jałmużna i uczynek w najwyższym stopniu miłosierny. Przedstawmy sobie człowieka, zakutego w ciężkie kajdany, przywiązanego za ręce do słupa, umierającego z głodu, nie iżby mu brakło pożywienia, owszem, ma je tuż pod bokiem i wyborne, ale mając ręce związane, sięgnąć po nie i do ust go podnieść nie może. I tak mdlejąc od nieznośnego głodu, już kona, już prawie umiera. Czy nie byłoby to okrucieństwem patrzeć na niego z założonymi rękami, a nie podać mu strawy, którą by się posilił? Ale co znaczy cała niedola tego człowieka w porównaniu z tysiąckroć gorszym, okropnym stanem grzesznej duszy, która skuta kajdanami, spętana więzami grzechu, pozbawiona łaski, która jest pokarmem i jej życiem, umiera śmiercią nie jak tamten doczesną, ale śmiercią wieczną! Czy nie widzicie, jakie by to było szczęście i dla niej, i dla was, gdybyście modlitwą waszą skruszyli jej kajdany? A więc na miłość Boga proszę was, nigdy w waszych modlitwach nie zapominajcie o tych nieszczęsnych duszach

 

Twierdza wewnętrzna; św. Teresa od Jezusa

 

 


[1] Tą osobą była ona sama czyli św. Teresa.

Smutek dobry, smutek zły

Smutek wg św. Tomasza, jest to uczucie przykre i wywołane myślą o czymś bolesnym. Każdy człowiek ma mniejsze lub większe usposobienie do smutku, potrzeba tylko jakiegoś bólu prawdziwego lub urojonego, aby go wywołać. Czasem to uczucie może być skutkiem nawiedzenia Pańskiego lub pokusy szatańskiej. Uczucie samo przez się nie jest ani złe, ani dobre, lecz staje się dopiero złe lub dobre przez wzgląd na przedmiot, który jej wywołuje, i na stopień, w jakim się objawia. Jakikolwiek jednak jest przedmiot, należy panować nad uczuciem, by nie przekraczało należytej miary. Nie wydawaj duszy na pastwę smutku – mówi Duch Święty – ani nie zadręczaj się mędrkowaniem. Radość serca – to życie człowieka, a wesołość męża przedłuża dni jego (Syr 30, 21-24). Apostoł zaś upomina: Którzy płaczą [niech tak płaczą], jakby nie płakali (1 Kor 7,30).

Smutek dobry płynie z dobrego źródła, bo ma Boga za pobudkę, Jego wolę za wzór, a zawiera w sobie poddanie się Bogu, pokój i słodycz. Jakie są źródła takiego smutku? Mistrzowie duchowi rozróżniają siedem źródeł smutku dobrego, czyli łez świętych.

Pierwsze źródło: jeżeli z poddanie się woli Bożej płaczemy nad niedolą własną lub cudzą. Takimi były łzy Anny, matki Samuela, nad poniżeniem swoim; Tobiasza i Judyty nad klęską ludu izraelskiego; Marii i Marty nad grobem Łazarza.

Drugie źródło: gdy w świetle miłosierdzia Bożego rozważamy nasze grzechy. Takimi były łzy Dawida, Magdaleny i Piotra.

Trzecie źródło: gdy płaczemy z wdzięczności ku Panu Jezusowi za otrzymane łaski lub pociechy. Tak płakał Józef egipski i jego ojciec Jakub, gdy się po długim rozłączeniu oglądali.

Czwarte źródło: gdy czułym sercem rozważamy cierpienia Zbawiciela. Takimi były łzy Matki Bolesnej i wielu świętych.

Piąte źródło: gdy w nieukojonej tęsknocie i gorącej miłości wyrywamy się do Boga. Tak płakał Dawid, „pragnąc Boga żywego”; tak płakała Magdalena, stojąc nad grobem Pana Jezusa.

Szóste źródło: gdy płaczemy z miłości żywej ku naszym bliźnim i z nadprzyrodzonego bólu nad ich grzechami. Tak płakał Samuel nad Saulem, Pań Jezus nad zaślepioną Jerozolimą.

Siódme źródło: gdy płaczemy i smucimy się nad wzgardą Pana Boga i nad prześladowaniem Kościoła. Tak smucili się w ostatnich czasach namiestnicy Chrystusowi i smucą się dzisiaj wszystkie dobre dzieci Kościoła.

Taki smutek jest dobry, a owocem jego jest większe oczyszczenie serca, obfita zasługa i święta pociecha, jak przyrzekł Pan: Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni (Mt 5,4). Takie łzy nazywano słusznie perłami duchowymi, to znowu rosą duszy, bo one zwilżają i zmiękczają pod zasiew łask i pociech Bożych. Trzeba jednak pamiętać, że łzy nie zawsze są dowodem doskonałości, bo źródłem ich może być także przyrodzona czułość.

Smutek jest zły, jeżeli płynie z nieumiarkowanego żalu za dobrami, pociechami i zaszczytami tego świata albo z obrażonej dumy i rozdrażnionej miłości własnej, cierpiącej nad tym, że jej zachcenia i plany zostały zniweczone. Tak się smucił Kain z zazdrości, Haman z pychy, Achab z chciwości, Antioch z upokorzenia itd. Smutek ten łączy się zwykle z drażliwością, gniewem, goryczą, niechęcią do ludzi, nieufnością do Boga. Często posuwa się aż do szemrania przeciw Bogu i do bluźnierstwa. Ulegają mu nie tylko źli, ale czasem nawet pobożni, jeżeli np. smucą się nieumiarkowanie, że w życiu duchowym nie spełniają się ich życzenia, że nie mogą się tak modlić, tyle razy do Komunii św. przystępować, takich uczynków spełniać, jak chcą. Nieraz nawet się łudzą, że takie usposobienie jest4244 święte i korzystne dla duszy.

Jakże zatem odróżnić smutek dobry od złego? Odpowiada o. Scupoli (Walka Duchowa, rozdz. XXV): „Jeżeli cię smutek upokarza, czyni pilniejszym i nie zmniejsza twojej ufności, wtenczas pochodzi od Boga. Jeżeli cię niepokoi, czyni małodusznym, nieufnym, do dobrego leniwym i gnuśnym, wtenczas idzie od diabła”.

 

 

Józef Sebastian Pelczar; Życie Duchowe; t2, Wyd. Św. Stanisława BM; Kraków 2012

Bezstresowy ekumenizm

Dostałem pytanie co jest niewłaściwego w cytacie z Nostra aetate:

Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co w religiach owych prawdziwe jest i święte. Ze szczerym szacunkiem odnosi się do owych sposobów działania i życia, do owych nakazów i doktryn, które chociaż w wielu wypadkach różnią się od zasad przez niego wyznawanych i głoszonych, nierzadko odbijają promień owej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi”.

 

Z nauczania Kościoła wiemy, że Prawdą i Drogą jest Jezus Chrystus. Co do tego nie ma wątpliwości.

 

Podejście prezentowane w tej deklaracji jest przeciwne logice zdań. Nie należy już odrzucać całości błędnego, fałszywego nauczania ale powinno się chronić i wspierać dobra duchowe i moralne które mogą się w nich znajdować. Z podanego cytatu wynika, że błąd należy najpierw szczegółowo poznać zwracając baczną uwagę na to co jest w nim prawdziwe i święte. Błąd i fałsz należy odcedzić zostawiając rzeczy wartościowe którym należy się szacunek.

Spróbujmy zastosować takie podejście do życia materialnego, do sytuacji z naszego życia materialnego. Porównanie takie przybliży nauczanie zawarte w tej deklaracji czyniąc ją łatwiejszą do zrozumienia.

Kucharz przygotowujący potrawę i podając ją na stół wie o tym, że jeden błąd w przygotowaniu czyni całą potrawę niejadalną. Co z tego, że potrawa jest świetnie podana, pięknie wygląda, pachnie oszałamiająco gdy jest przesolona. Nic jej nie pomoże, jest przesolona i zachwycanie się pozostałymi walorami nie zmieni tego w żaden sposób. Spożycie takiej potrawy narazi nas na konieczność spożywania dużej ilości płynów, co i tak nie ugasi naszego pragnienia.

Zgodnie z podanym na początku cytatem nie należy zwracać uwagi na negatywy, ale skupić się na wyglądzie, zapachu, kolorze, kształcie podanej potrawy.

Zastosowanie podejścia z deklaracji w życiu codziennym zobaczyć można patrząc uważniej na kwestię wychowania, dzieci i młodzieży. Złego, nagannego zachowania nie piętnujemy i nie karzemy, nie dążymy do wyeliminowania takich postaw  ale staramy się znaleźć dobre strony takiej sytuacji. Jest to podejście wspierające tzw bezstresowe wychowanie. Rodzice, wychowawcy starają się znaleźć pozytywy, ziarna dobra. W konsekwencji mamy dzieci i młodzież wychowaną bezstresowo, nie znającą swojego charakteru, a co za tym idzie nie umiejącą radzić sobie z niedogodnościami, trudnościami problemami życia codziennego.

Stosując takie podejście następuje bagatelizacja zła, które nie jest odrzucane ale zaczyna być analizowane a przez to następuje powolna jego akceptacja. Zło chętnie dobiera sobie jakieś elementy dobra, by łatwiej trafić do odbiorcy. Zło chętnie traktuje dobro jak listek figowy by za nim ukryć swoje prawdziwe oblicze.

 

Maryja – znalazczyni łask

Maryja wyprasza łaski szczególnie grzesznikom, bo dla grzeszników stała się Matką Bożą. Prawdziwa to Estera, która swoim wstawiennictwem osłania nędznych ludzi przed karą Króla Niebieskiego i nie odrzuca nawet największego winowajcy, żebrzącego Jej litości, ale go przyjmuje na łono swego miłosierdzia. Ona wszystkich, którzy się oddają Jej opiece, strzeże i prowadzi do zbawienia. Słusznie dlatego nazwana jest gwiazdą, świecącą wszystkim w ziemskiej pielgrzymce i drabiną grzeszników do nieba.

Fresk za głównym ołtarzem w kościele górnym Sanktuarium Nawiedzenia

Pewnego razu przyszedł do św. Bernarda jeden wielki grzesznik i zawołał prawie z rozpaczą: „Ach, grzechy moje tak wielkie, że niemożliwe, abym znalazł przebaczenie i łaskę u Boga”, „Nie, mój synu – odrzekł na to święty mąż – nie trzeba rozpaczać, bo choćbyś się lękał, czy znajdziesz łaskę u Boga, to jednak miej nadzieję, że ją znajdziesz u Maryi. Wszakże Ona nie na darmo, jest «łaski pełna», jak Ją nazwał sam anioł”. Po czym otworzywszy Pismo Święte, przeczytał te słowa: „Nie bój się , Maryjo, bo znalazłaś łaskę u Boga”. I tak dalej mówił: „Maryja znalazła łaskę? Jak to, czyż Ona kiedy łaskę straciła, iż ją potrzebowała odnaleźć? Broń Boże! Lecz można także znaleźć to, co inni zgubili. Otóż i ty zgubiłeś łaskę Bożą przez grzechy, a Maryja znalazła tę twoją łaskę. Więc nie smuć się ani nie upadaj na duchu, ale biegnij czym prędzej do Matki Bożej, a upadłszy do Jej stóp, błagaj: „Matko łaski Bożej, wejrzyj na mnie nędznego! Oto ja zgubiłam łaskę Bożą, a tyś ją znalazła. Matko, Matko, wróć mi utraconą łaskę, wyjednaj przebaczenie u Syna, a potem bądź moją Opiekunką i podporą, bym już tak lekkomyślnie nie grzeszył i tak niegodziwie nie lekceważył Niebieskiego Ojca”.

Kimkolwiek zatem jesteś, miły czytelniku, jeżeli chcesz się bezpiecznie zbawić, wzywaj opieki Maryi; bo jak dziecko nie może żyć bez mleka matki, tak chrześcijanin bez opieki Maryi nie może być zbawiony. Jeżeli jesteś grzesznikiem, błagaj Ucieczkę Grzesznych o wyproszenie ci łaski nawrócenia. Jeżeli jesteś sprawiedliwy, módl się do Wspomożenia wiernych o łaskę wytrwania w miłości i o coraz doskonalsze naśladowania Jezusa Chrystusa. W smutku proś o pociechę, w ubóstwie o chleb, w chorobie o zdrowie, w pokusie o zwycięstwo, w całym życiu o zbawienie, a z pewnością doświadczysz, jak potężną jest Ona Pośredniczką, bo wzywając Ją, nie poddasz się rozpaczy; idąc za Nią, nie zbłądzisz; gdy Ona będzie cię podtrzymywać, nie upadniesz; gdy Ona cię zasłoni, nie będziesz się bał; gdy Ona cię poprowadzi, nie zmęczysz się; gdy Ona okaże się łaskawa, szczęśliwie dojdziesz do celu.

 

Św. J.S. Pelczar Życie duchowe, t2.

 

 

Czy cierpienie to dar Boga?

W oparciu o Księgę Mądrości Przedwiecznej bł. Henryka Suzo1.

Świat traktuje cierpienie ze wstrętem, uważa je za porażkę ludzkości. W oczach zaś Chrystusa ma ono wartość i godność niezmierną. Udręka człowieka uśmierza gniew Boga i zjednuje Jego łaski. Cierpienie czyni człowieka podobnym do Chrystusa. Jest to zakryte dobro, którego nie można nabyć za żadną cenę. Z człowieka ziemskiego czyni ono człowieka niebiańskiego. Cierpienie wyobcowuje z tego świata, a za to daje przyjaźń z Chrystusem, z samym Bogiem. Pomniejsza liczbę przyjaciół, a łaskę powiększa. Ten, kogo Chrystus dopuszcza do przyjaźni ze sobą, musi najpierw zaprzeć się całego świata. Kto poznałby dobrze wartość cierpienia, przyjmowałby je od Boga jak najwspanialszy dar.cierpienie1

Jest bardzo wielu ludzi, którzy byli otumanieni grzechem i żyli jakby w głębokim śnie. Dopiero cierpienie ich obudziło i wezwało do dobrego życia. Iluż jest ludzi podobnych do dzikich zwierząt i ptaków zamkniętych w klatce – cierpienie czyni z człowieka więźnia, który podobnie jak zwierzę chętnie wyrwałby się z tej niewoli przy pierwszej okazji i w ten sposób uciekł od swego wiecznego szczęścia. Cierpienie chroni od ciężkich upadków, zmusza człowieka do poznania siebie, czyni go bardziej skupionym i ufniejszym względem bliźnich. Utrzymuje duszę w pokorze. Uczy cierpliwości. Cierpliwość zaś stoi na straży czystości i gotuje wieniec wiecznej szczęśliwości.

Każdy chory jest przekonany, że właśnie jego spotkało największe nieszczęście. Każdy żebrak, że jest on najbiedniejszym ze wszystkich. Gdyby spotkało nas inne cierpienie, skarżylibyśmy się tak samo. Nie ma człowieka, który by cierpieniu nie zawdzięczał jakiegoś dobra, niezależnie od tego czy żyje jeszcze w grzechu, czy zalicza się już do początkujących dążących do doskonałości lub jest już blisko doskonałości. Tak jak ogień oczyszcza żelazo, uszlachetnia złoto i przydaje piękna klejnotom, tak cierpienie działa na duszę człowieka. Gładzi grzech, skraca czyściec, oddala pokusy, usuwa winy, odnawia ducha, rodzi prawdziwą ufność, sumienie czyste, wielką i stałą odwagę. Ono karci skazane na obumarcie ciało, karmi też szlachetną duszę, przeznaczoną do życia wiecznego. Przywraca świeżość duszy, tak jak łagodna majowa rosa odświeża piękne róże. Cierpienie daje duchowi mądrość, a człowiekowi – doświadczenie.

Cóż wie człowiek, który nie cierpiał? Cierpienie jest rózgą chłoszczącą z miłością i ojcowskim napomnieniem przeznaczonym dla wybranych. Tego, kogo Bóg wybrał, naznacza cierpieniem. Jest ono drogą do Boga. W cierpieniu sprawdzają się wszystkie cnoty. Wtedy możemy zobaczyć jak postąpiliśmy w cnotach, w zaufaniu dla woli Boga. Przyozdabia ono człowieka, buduje bliźniego, przynosi chwałę Bogu. Cierpliwość w cierpieniu jest żywą ofiarą, jest słodką wonią szlachetnego balsamu przed Boskim obliczem, jest przedmiotem podziwu dla wszystkich niebiańskich zastępów. Patrzą one z podziwem i uznaniem dla cierpiących, gdyż sami nie mogą dostąpić tej chwały.

Tomasz a Kempis w Naśladowaniu Chrystusa pisze:

O czym mówisz, synu? Przestań się skarżyć, pomyśl o mojej męce i męce świętych. Jeszcze nie musiałeś trwać aż do krwi. Jakże to mało, co cierpiałeś, w porównaniu do tych, którzy tyle przeszli i tak strasznie byli kuszeni, tak ciężko udręczeni, tak nieustannie doświadczani i ćwiczeni. Trzeba więc, żebyś pamiętał o tych wielkich ciężarach, jakie ponoszą inni, aby lżej ci było dźwigać własne, małe. A jeśli nie wydają ci się małe, popatrz, czy nie czyni ich takimi twoja niecierpliwość. A zresztą czy małe, czy wielkie, staraj się znosić wszystkie równie cierpliwie.cierpienie2
Im lepiej przygotujesz się do cierpienia, tym mądrzej uczynisz i tym większą zdobędziesz zasługę; łatwiej ci będzie znosić ból, jeśli duchem i ćwiczeniem nastawisz się na dzielne jego przyjęcie. Nie mów: Nie zdołam tego znieść od takiego człowieka i nie powinienem nawet czegoś podobnego doświadczać. Wyrządził mi ciężką krzywdę i zarzuca mi takie rzeczy, jakie mi nigdy w głowie nie postały; od kogoś innego chętnie zniosę cierpienie wiedząc, że znieść je powinienem. Jakże niemądre to słowa, bo nie zważają na samą cierpliwość jako dobro ani na tego, kto ją nagradza, ale raczej na osobę i krzywdy przez nią zadane.

Nie jest cierpliwy naprawdę ten, kto nie chce cierpieć więcej, niż to mu się wydaje stosowne, i woli cierpieć z powodu tego, kto mu jest miły. Człowiek rzeczywiście cierpliwy nie zważa na to, kto go doświadcza cierpieniem, czy przełożony, czy równy mu, czy niższy od niego, czy dobry i święty, czy też przewrotny i zły. Lecz niezależnie od człowieka, od tego, co i ile mu się zdarzy, wszystko przyjmuje z wdzięcznością z ręki Boga i widzi w tym wielką korzyść dla siebie, bo w oczach Bożych nawet najmniejszy ból przecierpiany dla Boga nie może pozostać bez zasługi.

Szykuj się więc do walki, jeśli chcesz odnieść zwycięstwo. Bez walki nie zdołasz zdobyć nagrody cierpliwości. Nie chcesz cierpieć, więc odmawiasz nagrody. Lecz jeśli pragniesz osiągnąć nagrodę, walcz dzielnie, znoś wszystko cierpliwie. Bez trudu nie ma odpoczynku, tak samo bez walki nie ma zwycięstwa”.

Cierpienie w życiu ziemskim jest zawsze skończone, zawsze ma kres, chociażby z chwilą śmierci. Nagroda za cierpienie jest wieczna, nie ma granic.

Cierpiących świat nazywa nieszczęśliwymi, tragicznymi, godnymi pożałowania.

Chrystus jednak nazywa ich błogosławionymi, bo są Jego wybrańcami.


1 Bł. Henryk Suzo (1295-1366) – mistyk, teolog, dominikanin
 
 

 

PIERWOTNIE TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W KWIETNIU 2014 ROKU.

O gniewie dobrym i złym

O gniewie dobrym i złym

Gniew jako skłonność wrodzona, jest rozjątrzeniem albo oburzeniem duszy na coś przykrego i na tego, który sprawia przykrość, wyrządza krzywdę, nadwyręża prawo Boskie albo ludzkie i porządek moralny. Gniew sam przez się jest czymś obojętnym, a staje się dobry lub zły ze względu na swój przedmiot, swoją pobudkę i swoje przejawy.

W znaczeniu moralnym gniew nie jest samym rozjątrzeniem się, lecz zarazem nieuporządkowanym pragnieniem zemsty[1]. Samo rozjątrzenie się, mianowicie pierwszy wybuch, często jest bez winy, bo nie zależy od woli. Dopiero gdy się z nim łączy nieumiarkowana żądza zemsty, objawiająca się albo wewnątrz, albo na zewnątrz, a mająca swą siedzibę w woli, staje się grzechem.

Powiedziałem: nieuporządkowana żądza zemsty, bo nie każda zemsta, a więc nie każdy gniew jest grzechem. Jak długo pies jest trzymany na obroży, nikomu nie szkodzi, ale strzeże domu, lecz gdy zerwie łańcuch, biada temu, na kogo się rzuci. Tak i gniew, dopóki nad nim panuje rozum, może być pomocny, bo podobny do psa broni domu duchowego. Lecz gdy zerwie się spod panowania rozumu, rzuca się nie tylko na ludzi, ale i na Pana Boga. Dlatego wyróżnia się gniew dobry i zły. Jeżeli król karze złych poddanych, ojciec nieposłuszne dzieci, nauczyciel leniwych uczniów, pan niewierne sługi – wtedy gniew jest sprawiedliwy, a więc nie jest grzeszny. Warunkiem jednak jest to, by kara ta była istotnie zasłużona, nie przekraczała słusznych granic, nie była wykonana bezrozumnie i niesprawiedliwie, wreszcie aby wypływała nie z pragnienia zemsty lecz z dobrej pobudki, jaką jest wzgląd na chwałę Boga, dobro bliźniego, lub społeczeństwa i zachowanie sprawiedliwości.

Taki gniew jest obowiązkiem przełożonych, a ci, którzy go nie czują, „są gnuśni, śpiący i jakby umarli”[2]. Takiego gniewu nie miał Heli, dlatego ściągnął na siebie gniew Boży. Taki gniew miał św. Stanisław biskup, gdy upominał okrutnego a rozpustnego Bolesława II, albo św. Benedykt, gdy karcił złych zakonników. Trudno jednak utrzymywać gniew w należytych karbach; dlatego wszyscy przełożeni powinni wyryć sobie w sercu te słowa św. Grzegorza: ”Skoro cię napada gniew, uspokój duszę, zwycięż siebie, odłóż karę i dopiero gdy odzyskasz spokój, karz według sądu. Gniew bowiem w karaniu powinien iść za rozumem, a nie wyprzedzać go”[3].

Wolno również oburzać się na nieprawość i występki, na herezje i odstępstwa, znieważenia Boga, na krzywdy wyrządzone Kościołowi i ojczyźnie, na podłość i zgorszenie, zwłaszcza gdy zło zagraża nam samym, gdy nas ktoś kusi do grzechu albo chce nam odebrać niewinność. Taki gniew jest dobry, ponieważ dobra jest jego motywacja, byleby nie przekraczał należytych granic. Pismo Święte upomina nas: Gniewajcie się, a nie grzeszcie!(Ef 4, 26). Takim gniewem zapłonął Mojżesz, gdy zstępując z góry Synaj, ujrzał swój lud u stóp bałwana. Taki gniew miał w sercu św. Jan Chrzciciel, gdy wołał do faryzeuszów: Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? (Mt 3, 7). Taki był gniew Najświętszego Zbawiciela, gdy wypędzał przekupniów ze świątyni albo wypominał obłudę faryzeuszom. Taki był gniew św. Pawła, gdy ukarał czarnoksiężnika Elimasa. Taki był gniew św. Alojzego, gdy karcił starego szlachcica za bezwstydne słowa wypowiedziane w jego obecności. Taki był gniew świętych gdy ich namawiano do grzechu. Taki gniew jest pożyteczny, bo jest dla duszy niejako żołnierzem, stojącym na straży, który chwyta natychmiast za broń, skoro tylko rozum wzywa na pomoc. Wolno wreszcie odczuwać doznane krzywdy i upomnieć się o wymiar sprawiedliwości, byle w godziwy sposób.

W innych razach, mianowicie jeżeli pragnie zemsty ten, do którego zemsta nie należy; jeżeli żądza odwetu płynie z nierozsądnych pobudek, np. z nienawiści czy podrażnionej miłości własnej; jeśli kara bywa wymierzana nienależycie, chociaż jest sprawiedliwa – wtedy gniew sprzeciwia się rozumowi, a więc jest grzechem. O takim gniewie mówimy teraz. Różne są objawy gniewu, bo czasem prędko powstaje i prędko gaśnie, czasem powoli wzrasta i trwa dłużej.

Cóż częstszego niż gniew? Nie ma serca człowieczego, do którego by się nie wcisnął, nie ma położenia i wieku, którego by nie atakował. Przecież już małe dziecko gniewa się w kolebce, a starzec niecierpliwi się w ostatniej chwili. Dopiero wielką pracą dochodzili święci do tego, że się oduczyli gniewać, a niektórzy musieli długo walczyć z wrodzoną drażliwością temperamentu. Tak np. św. Alfons Liguori, chociaż bogaty w cnoty heroiczne, był czasem przykry dla swoich podwładnych, bo żądał za wiele.

Cóż brzydszego niż gniew? Patrz na człowieka miotanego gniewem, jak mu serce bije, całe ciało się trzęsie, język się plącze, twarz płonie, oczy się iskrzą, a z ust wypływa potok szkaradnych słów, istny to obraz szaleńca. Opowiada pogański lekarz Galenus, że raz widział człowieka, który nie mogąc otworzyć drzwi, aż się pienił z szalonej złości, zgrzytał zębami, kąsał klucz, kopał drzwi, a przeciw bogom miotał najstraszliwsze przekleństwa. Ten widok wyleczył Galenusa z choroby gniewu[4].

Cóż szkodliwszego niż gniew? On zaślepia rozum, odbiera sercu pokój, niszczy w rodzinie zgodę, sprowadza kłótnie, rozdwojenie, przekleństwa, bluźnierstwa, często nawet morderstwa. Przecież srogi król czeski, Wacław, rozgniewawszy się na kucharza, że mu przypalił kapłona, kazał go wbić na rożen i upiec na ogniu. Inny okrutnik, Ludwik Surowy, książę bawarski, kazał w napadzie gniewu ściąć własną żonę i zamordować trzy inne niewinne osoby. Słusznie też zalicza się gniew do grzechów głównych, bo jest ze swej natury grzechem ciężkim. I to tym cięższym, im więcej w nim złośliwości, im dłużej trwa, im gorsze jest zło, które się bliźniemu wyrządza lub życzy, im większe stąd zgorszenie i szkodliwsze następstwa. Nadto gniew jest ojcem wielu innych grzechów. Nie darmo zatem Pan grozi: A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi (Mt 5, 22).

 

 

Życie Duchowe, J.S.Pelczar t.2


[1] Por. św. Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna, I-II, q.46,a.4
[2] Św. Jan Chryzostom, Homilia do Psalmu 131.
[3] Św. Grzegorz Wielki, List 51, Do Leancjusza.
[4] Scaramelli, Directorium asceticum, III, X, VI.

Przyczyny zniechęcenia

Jakie są przyczyny zniechęcenia? Czasem jest to nawiedzenie Pańskie, czego i sami święci doświadczali. Czasem – pokusy szatańskie, zwłaszcza wtenczas, gdy to zniechęcenie przychodzi niespodziewanie i objawia się tylko w rzeczach duchowych. Czasem są to cierpienia fizyczne lub moralne, np. bolesne zawody, ciężkie zmartwienia i smutki. Czasem jest ono karą za poprzednie grzechy, skutkiem próżnego lęku o przyszłość, lub owocem ukrytej pychy, która od razu chciałaby wedrzeć się na szczyty, a gdy to się nie udaje, niepokoi się i smuci. Najczęściej my sami sprowadzamy podobny stan naszym rozproszeniem, naszym niedbalstwem w obowiązkach i praktykach duchowych, naszym tchórzostwem w walce duchowej , naszą zniewieściałością co do umartwień i naszą niewiernością w wypełnianiu obowiązków czy praktyk pobożnych. Bywa też, że wpływają na nas szkodliwie złe przykłady albo lenistwo tych, którym Bóg powierzył straż nad duszami.

Jeżeli chcesz uniknąć tego zniechęcenia, przede wszystkim nie bądź pobłażliwy dla siebie ani zbyt troskliwy o swoją cześć czy też o swoją pociechę lub korzyść ziemską, czy o swoje zdrowie. Zgadzaj się we wszystkim z wolą Bożą i chodź wiernie drogą Pańską, aby nie przekroczyć żadnego przykazania, nie zaniedbać żadnego obowiązku, nie zmarnować żadnej łaski. Działaj zawsze spokojnie, bez gorączki i pośpiechu, pamiętając, że nie w jednym dniu stajemy się świętymi. Pamiętaj również, że Pan jest twoim wspomożycielem i obrońcą, a więc Jemu zaufaj całkowicie. Wszakże On to sam dodawał ducha św. Teresie wśród jej walk i udręczeń: ”Nie smuć się; w tym życiu dusza nie może być zawsze w jednym stanie; jednego dnia będziesz pałała gorliwością, drugiego będziesz się czuła oschłą i oziębłą; dziś będziesz się ciszyła pokojem wewnętrznym i pogodą duszy, jutro przyjdą na ciebie trwogi i pokusy; ale ufaj Mi i nie bój się niczego[1]”.

Św. Feliks z Kantalicjo

Słusznie zatem zachęca nas autor księgi O naśladowaniu Chrystusa: ”Hajże, bracia, idźmy naprzód razem, Jezus będzie z nami! Dla Jezusa podjęliśmy ten krzyż, dla Jezusa wytrwamy na krzyżu. Wspomożycielem naszym będzie ten który jest naszym Wodzem i Przewodnikiem. Oto przez nami idzie nasz Król, który walczyć będzie za nas. Idźmy za Nim mężnie, niech się nikt nie trwoży, bądźmy gotowi mężnie umrzeć w boju, a nie ubliżajmy naszej sławie ucieczką przed krzyżem”[2]. Pamiętaj wreszcie, że życie duchowe to splot ustawicznych prac i licznych przykrości. Niech cię zatem nie zraża ani ta walka bez wytchnienia, ani ciągłe czuwanie, ani opór natury, ani krzyż umartwień, ani ta nieprzerwana jednostajność, ani powolny postęp, ani próby Boże. Św. Feliks z Kantalicjo przez czterdzieści lat chodził z torbą na plecach, pełniąc w Zakonie Kapucynów obowiązek kwestarza. Gdy go kardynał protektor zapytał, czy z racji podeszłego wieku nie chciałby być uwolniony od tak wielkiego trudu, święty odrzekł wesoło: „Eminencjo, dobry żołnierz powinien umrzeć z pałaszem w ręku”.[3] Obyś i ty był takim dobrym żołnierzem.

Aby nie stracić otuchy, myśl tylko o dzisiejszym, a nie troszcz się o przyszłość. Często bowiem zły duch podsuwa duszom podobną pokusę, aby je odwieść od drogi doskonałości: „Na rzeczy wielki zuchwale się porywasz, bo czy potrafisz przez całe życie czuwać nad sobą, poskramiać złe skłonności i zachować się bez skazy? Nie! To nad moje siły”. Lecz ty zawstydź szatana i staraj się tylko dzisiaj dzień przeżyć doskonale, resztę zaś poleć opiece Bożej, bo dosyć ma dzień swojej biedy (Mt 6, 34). A nawet – jak radzi św. Ignacy – czyń postanowienia tylko na połowę dnia; w ten sposób to, co wydaje się trudne, stanie się łatwiejsze. Czytamy w żywotach ojców pustyni, że pewien pustelnik był bardzo dręczony pokusą obżarstwa. Gdy rano wstawał na modlitwę, czuł głód tak gwałtowny, iż prawie opadał z sił i ledwie mógł wymówić słowo. Aby jednak nie złamać zwyczajnego postu zakonników, którzy dopiero o trzeciej po południu spożywali skromny pokarm, tak mówił do siebie: Jeść ci się chce, to prawda, ale poczekaj jeszcze trzy godziny, przecież wytrzymasz. Po upływie trzech godzin znowu odwlekał trzy godziny, po czym przez trzy godziny moczył chleb w wodzie, a tymczasem nadchodziła wyznaczona pora. Tym sposobem zwyciężał pokusę. W życiu duchowym trzeba używać często podobnych podstępów.

 

Św. J.S. Pelczar Życie duchowe, t2.

 


[1] Św. Teresa od Jezusa, Życie, 40, 18.
[2] O Naśladowaniu Chrystusa, ks. III, rozdz. LVI,6
[3] Słyszałem współczesną wersję odpowiedzi na taką propozycję: „Nie zwalnia się biegu u mety”.

Drobne pokusy

FrSalezy

Św. Franciszek Salezy

Wielkie pokusy są potężne za to małe pokusy są bardzo liczne i swoją ilością powodują, że pokonanie ich jest porównywalne do zwalczenia tych dużych.
Wilki i niedźwiedzie są bez wątpienia bardziej drapieżne od much, a jednak nie tak bardzo nam dokuczają i nie w tym stopniu doświadczają naszej cierpliwości.
Nietrudno powstrzymać się od zabójstwa, trudno natomiast uniknąć drobnego zagniewania, do którego powód przydarza się co chwila. Nietrudno mężowi lub żonie nie dopuścić się cudzołóstwa, ale nie tak łatwo powstrzymać się od niedobrych spojrzeń, od zachceń cudzego serca, od mówienia lub słuchania pieszczotliwych słówek i od przyjmowania podejrzanych grzeczności. Nietrudno dochować mężowi lub żonie wierności co do ciała, ale niełatwo w pełni zachować im wierność co do serca. Nietrudno nie pokalać łoża małżeńskiego, ale nie łatwo nie zmącić miłości małżeńskiej. Nietrudno nie kraść cudzego dobra, ale nie łatwo go nie pożądać. Nietrudno nie mówić fałszywego świadectwa przed sądem, ale nie łatwo nie kłamać w rozmowie. Nietrudno nie upijać się, ale niełatwo być wstrzemięźliwym. Nietrudno nie pragnąć czyjejś śmierci, ale niełatwo nie życzyć zła nieprzyjacielowi. Nie trudno nie osławiać bliźniego, ale niełatwo nim nie pogardzać.
Jednym słowem, te drobne pokusy gniewu, podejrzenia, zazdrości, zalotności, miłostek, płochości, próżności, fałszywości, wybiegów i nieczystych myśli, to pokusy ciągłe, dokuczając nawet tym, którzy są pobożniejsi i mężniejsi w dobrych postanowieniach.
Ile odniesiemy zwycięstw nad tymi drobnymi nieprzyjaciółmi, tyle drogich kamieni ozdobi koronę chwały, którą gotuje nam w niebie nasz Ojciec.
Zanim przyjdzie czas dobrego i zwycięskiego walczenia przeciw pokusom wielkim, trzeba się nam dobrze i pilnie bronić przeciw pokusom słabym i malutkim.

Co do tych pokus drobnych: próżności, podejrzenia, posępności, zazdrości, zachciewań, chęci podobania się i tym podobnych złudzeń, które jak muchy i komary snują się nam przed oczyma i policzkują nas swoim kąsaniem – a od których natarczywości nie sposób się w pełni uwolnić – najskuteczniejszym przeciw nim lekarstwem jest nie trwożyć się nimi. Bo wszystkie te pokusy, aczkolwiek uprzykrzone, nie mogą nam szkodzić, bylebyśmy trwali w postanowieniu służenia Bogu.
Gardź więc tymi drobnymi natarczywościami i nie racz się nawet nad nimi zastanawiać. Niech sobie brzęczą wkoło twoich uszu, ile chcą i niech się wokół ciebie kręcą jak muchy – ty nie zwracaj na nie uwagi. A gdy cię kąsają, to skoro wiesz, że nie dochodząc do twego serca, po prostu je odpędzaj, jakbyś odpędzał muchy, nie uganiając się za nimi i z nimi nie walcząc, to jest, nie rozprawiaj i nie spieraj się z tymi pokusami, ale wzbudzaj akty miłości Bożej. I radzę ci nie wytężać myśli na wyszukiwanie cnót przeciwnych tym pokusom, bo byłby to spieraniem się z nimi. Natomiast jeśli łatwo rozeznałeś pokusę, to po wzbudzeniu aktu jej przeciwnego, jak najspokojniej zwróć swoje serce do Jezusa ukrzyżowanego i aktem miłości ku Niemu, ucałuj Przenajświętsze Rany Jego nóg.
Jest to najlepszy sposób zwyciężenia nieprzyjaciela tak w drobnych, jak i wielkich pokusach, bo miłość Boża, zawierając w sobie wszystkie doskonałości wszystkich cnót – i to w stopniu wyższym niż same te cnoty – jest też najpotężniejszym lekarstwem przeciwko wszelkim wadom. A gdy twój umysł przywyknie uciekać się we wszystkich pokusach do samego źródła i ogniska wszystkich cnót, nie będzie już nawet potrzebował przyglądać się i zastanawiać, jakie to pokusy mu dokuczają, ale gdy tylko poczuje niepokój, ukoi się tym wielkim lekarstwem, które jest zarazem tak straszne dla szatana, że ten, gdy tylko ujrzy, że jego pokusy pobudzają nas do aktów miłości Bożej, przestaje nas kusić.

Św. Franciszek Salezy; Filotea cz. IV, rozdz. VIII i IX

Zły świat

Czym jest zły świat? Czy to może ogół dzieł Bożych? Nie, bo te dzieła, jako pochodzące od Boga, są dobre. Czy może społeczeństwo ludzkie? I to nie, bo ono jest również dziełem Bożym, a to dzieło, ten świat tak Bóg umiłował, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął (por. J3,16); ludzi też Bóg rozkazał miłować jako bliźnich. Natomiast światem złym nazywamy to wszystko, co na ziemi jest zepsute wskutek grzechu i co odwodzi od Boga. Tu należą dobra i przyjemności ziemskie, o ile ich człowiek nie według woli Bożej używa. Przede wszystkim zaś są to źli ludzie z ich błędnymi zasadami i przewrotnymi dążnościami, to jest ci mianowicie, którzy sami nie żyją według prawdy i prawa Chrystusa Pana i innych także na drogę fałszu i zepsucia pociągają. Duszą tego świata i prawem, które on się rządzi jest pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia (1 J2,16); ojcem zaś jego i rządcą jest szatan, którego Zbawiciel nazywa władcą tego świata (J 14,30), szatan bowiem utworzył sobie ten świat, założył w nim swój tron i w nim, i przez niego działała. Świat zły jest królestwem szatana i jakby jego kościołem, bo jak Kościół Chrystusowy ma swoje dogmaty, prawidła, świątynie, uroczystości, swą hierarchię, swoich apostołów i swoich świętych.
Skąd się wziął ten świat? Z błędu i grzechu, a więc jest owocem zepsutej natury i księcia ciemności. Przed Chrystusem i w pierwszych wiekach Kościoła tym światem było pogaństwo, stąd cechy jego były widoczne. Lecz gdy narody stały się chrześcijańskie, a duch wiary począł nieco stygnąć , utworzył się wśród nich „świat”, w którym panują wszystkie błędy i występki pogaństwa. Ponieważ jednak pogaństwo budziło obrzydzenie, dlatego świat ukrył się pod maską chrześcijańską, aby tym łatwiej mógł zwodzić ludzi. Teraz do tego szczególnie dąży, aby jeżeli nie usunąć, to przynajmniej zmienić prawo krzyża, i tak z niektórych prawd Ewangelii i ze swoich błędów utworzyć mieszaninę na pół chrześcijańską, a na pół pogańską. Niestety, to mu się aż nazbyt dobrze udało w znacznej części społeczeństwa, nie tylko świeckiego.
Kto teraz tworzy ten świat? Najpierw jawni nieprzyjaciele Chrystusa Pana, którzy prześladują Jego Kościół, Jego prawdę i prawo, czy to słowem i pismem, czy ustawami państwa, czy otwartą przemocą. Dalej, tworzą go ludzie obojętni na religię, tak zwani materialiści, to jest bałwochwalcy złota i ciała i niewolnicy swoich żądz, jak też ludzie tak zajęci ziemskimi sprawami, że nie mają czasu i chęci myśleć o Bogu i żyć według nauki Chrystusa. Wreszcie półchrześcijanie, to jest ludzie kierujący się bardziej własną mądrością i prawem ciała aniżeli duchem wiary, którzy radzi, by pogodzić „Baala z Jehową”, świat z Bogiem. Stąd kuleją na obie strony, skarżąc się, że droga krzyża jest zbyt przykra, że niektóre prawa Chrystusa, np. umartwienie, pokora, miłość nieprzyjaciół, są niemożliwe dla zwykłych ludzi, że życie prawdziwie chrześcijańskie trąci fanatyzmem i przesadą. Poznać ich można po tym, że jedne prawdy wiary przyjmują, inne odrzucają lub po swojemu tłumaczą i że lekceważą sobie przykazania Kościoła, a mianowicie posty, spowiedź wielkanocną, uczestnictwo we Mszy św. w dni świąteczne.

Św. J.S. Pelczar – Życie duchowe.

Niedoceniana prostota

Prostota jest to cnota która idzie prostą drogą do prawdy, do obowiązku i do samego Boga.
Jak się ona objawia? Dusza prosta przede wszystkim zawsze i wszędzie szuka Pana Boga, to jest wypełniania Jego woli, rozszerzania Jego chwały, pozyskiwania Jego miłości – nie dba o własne zadowolenie. Oddana jest całkowicie Panu Bogu nie bada zarozumiale, tajemnic wiary, nie sądzi zuchwale wyroków Bożych, nie pyta jak szatan w raju, dlaczego to lub owo Bóg uczynił, ale pokornie wierzy, mocno ufa, i we wszystkim zgadza się z wolą Bożą.
Dusza prosta nie jest obłudna ani dwulicowa czy też nieszczera. Nie mówi kłamstw, ani słów dwuznacznych lub wyrachowanym by wzbudzić cześć, podziw. Nie chce nikogo oszukać, ani wprowadzić w błąd, nie używa podstępu, pochlebstw ani wybiegów. Dusza prosta nikogo nie podejrzewa ani nie osądza złośliwie ale stara się widzieć w bliźnim to co jest w nim dobre. Nie jest wyrachowana i nie podejmuje działań w tym celu aby zobowiązać bliźniego do wzajemności lub do samolubnych zamiarów. Brzydzi się udawaną grzecznością, która często pod ładnymi i okrągłymi słówkami pokrywa niechęć lub obojętność, czy też poglądem, że mowa jest na to dana by ukrywać myśli.
Dusza prosta strzeże się wszelkiego udawania, przesady, zbytku, afektacji, nienaturalności, narzucania się ze swoim zdaniem i uganiania się za niezwykłościami. Zawsze i wszędzie jest taka sama, nie mówi o sobie z dumą i nie upokarza się w tym celu aby ją inni wywyższali. Jeśli popełnia jakiś błąd, nie używa wymówek ani nie zrzuca winy na innych. Nie cieszy się z pochwał ani nie smuci z nagany, z jednakową gorliwością wypełnia obowiązki jawne jak i zakryte, świetne jak i mało znaczące.
Prostota sprzeciwia się szczególnie obłudzie, nieszczerości, światowej roztropności oraz samolubstwu.
Piękna ta cnota jest często przywoływana w Starym jak i w Nowym Testamencie. Chociażby (Mt 18, 3) Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Zbawiciel nasz oraz Najświętsza Maryja Panna są dla nas wzorem tej cnoty. Święci są przykładem jak postępować z prostotą. Św. Franciszek Salezy był człowiekiem wielkiej prostoty, dalekim od nieszczerości, udawania czy oglądania się na wzgląd ludzki miał do czynienia jako biskup z wieloma ludźmi. Gdy pewna zakonnica obrana przełożoną, wymawiała się przed nim swoją nieudolnością, on zamiast zaprzeczyć i chwalić jak to zwykle czynią ludzie rzekł jej: „Tak jest, siostry które cię wybrały, znały twoją nieudolność, nieumiejętność i inne jawne wady, ale Bóg dopuścił, że cię wyniesiono na ten urząd, by cię zmusić do pracy nad własną poprawą”. Przykładem dziecięcej prostoty jest św. Teresa od Dzieciątka z jej nieograniczonym zaufaniem i całkowitym oddaniem się Panu Bogu kroczącą „małą drogą do doskonałości”.
Dzisiaj są nadal aktualne słowa napisane przez św. Grzegorza Wielkiego” „Świat wyśmiewa się z prostoty sprawiedliwego, bo mądrością u świata jest pokrywać serce podstępami, myśl zasłaniać słowami, fałsz przedstawiać jako prawdę”.
Nieszczerość jest jednym z objawów skażenia, jakie sprowadził grzech pierworodny, świat zaś uczynił z niej zasadę.

Życie duchowe; Św. J.S. Pelczar

Ciało nie skala się, jeśli duch się na to nie zgodzi

lucjaŚwięta Łucja żyła w IV wieku, w czasach ogromnych prześladowań chrześcijan za panowania cesarza rzymskiego Dioklecjana. Życie Łucji związane jest z Sycylią i miastem Syrakuzy gdzie się urodziła i gdzie poniosła męczeńską śmierć. Pochodziła ze znamienitego i bogatego rodu rzymskiego Jej matka Eutychia wcześnie owdowiała, wychowywała nastoletnią córkę w pobożności i skromności. Jako jedynaczkę przeznaczono ją do zamążpójścia za młodzieńca równego jej majątkiem i statusem. Eutychia zapadła na ciężką chorobę, z której lekarze nie potrafili jej uleczyć przez cztery lata. Łucja namówiła matkę, aby udały się w pielgrzymkę do groby św. Agaty w Katanii, męczennicy i dziewicy zmarłej 50 lat wcześniej. W miejscu znanym z doznawanych łask i cudów kobiety prosiły o uzdrowienie Eutychii z choroby. Będąc już na miejscu Łucja usłyszała we śnie słowa wypowiedziane do niej przez świętą Agatę: „Siostro Łucjo, czemuż domagasz się ode mnie tego, co sama wyświadczyć możesz swej matce? Wiara twoja pomogła ci, ponieważ Eutychia już odzyskała zdrowie. Przez ciebie zasłyną Syrakuzy, gdyż dziewictwo jest miłym Chrystusowi mieszkaniem”. Łucja postanawia poświęcić się Chrystusowi i składa ślub dozgonnej czystości. Otrzymawszy zgodę matki przeznacza majątek posagowy na pomoc biednym i potrzebującym. Młodzieniec, który miał być jej poślubiony, czując się obrażonym i oburzonym jej „marnowaniem” majątku oskarża ją przed władzami o wyznawanie wiary chrześcijańskiej. Zachował się spisany w V wieku jej żywot wraz z opisem rozmowy Łucji z sędzią Paschazjuszem, namiestnikiem cesarza. Po denuncjacji Paschazjusz wezwał Łucję i kazał wyrzec się wiary chrześcijańskiej i złożyć ofiarę bogom rzymskim. Przy tej sposobności wywiązała się pomiędzy nimi następująca rozmowa:

Łucja: „Wspieranie wdów i sierot, zostających w niedoli, jak to robiłam przez trzy lata, jest ofiarą miłą Bogu. Teraz już nie mam nic do rozdania, sama więc siebie ofiaruję, prosząc Boga, aby raczył przyjąć mą ofiarę”.
Paschazjusz: „Mów takie brednie chrześcijanom, nie mnie. Straciłaś swój majątek z rozpustnikami!”
Łucja, z powagą i godnością: „Majątku dobrze użyłam, a od pokalania duszy i ciała Bóg dobrotliwy ustrzec mnie raczy”.
Paschazjusz: „Zamilkniesz, gdy cię każę ochłostać!”
Łucja: „Powiedziałam tylko to, czym mnie natchnął Duch Święty”.
Paschazjusz: „A zatem Duch Święty mówi przez ciebie?”
Łucja: „Tak jest. Ludzie czyści i niepokalani są przybytkami Boga i mają w sobie Ducha świętego”.
Paschazjusz: „Każę cię zawieść do domu nierządnic, tam cię odstąpi Duch Święty”.
Łucja: „Ciało nie skala się, jeśli duch się na to nie zgodzi. Każdy gwałt zadany mi wbrew woli podwoi zasługę mego dziewictwa”.

Ten dialog pozostawał przez wieki wzorem nauki moralnej i umacniał ducha chrześcijańskiego.

Autor żywota Świętej podał wiele szczegółów jej męczeńskiej śmierci i dowodów szczególnej łaski, jaką była obdarzana przez Pana Jezusa. Po rozmowie z sędzią Łucję zaprowadzono do domu publicznego na pohańbienie, ale tam nikt nie mógł jej skrzywdzić. Kolejną torturą była nieudana próba spalenia Łucji na stosie, ale ogień jej nie tknął. Łucja widząc zachwyt swoich oprawców swoimi pięknymi oczami, kazała je sobie wyłupić, aby nie ściągać na siebie uwagi, widziała jednak mimo ich braku. Przeżyła cudem ścięcie mieczem, przyniesiono ją do domu, gdzie po przyjęciu Komunii świętej zmarła. Było to 13 grudnia 304 r., w 23 roku jej życia.

Wątpliwości co do jej faktycznego życia i śmierci rozwiało znalezienie w 1894 roku na cmentarzu św. Jana w Syrakuzach inskrypcji w języku greckim głoszącej, że grób dla Łucji wystawiła Eutychia.

W czasach papieża św. Grzegorza Wielkiego weszła do Kanonu Rzymskiego. Jest świętą Kościoła katolickiego i prawosławnego. W ikonografii wschodniej przedstawiana jest jako młoda kobieta z krzyżem w ręku i w czerwonym płaszczu symbolizującym męczeństwo a w zachodniej w stroju rzymskiej niewiasty z palmą męczeństwa w ręku i tacą, na której leży para oczu.lucja2 Atrybutami jej są: na tacy oczy, które jej wyłupiono, palma męczeństwa, lampa (jej imię oznacza niosąca światło), płomień u stóp; widzimy ją również z mieczem lub sztyletem i raną na szyi.

Święta Łucja jest patronką Sycylii, miast Syrakuzy i Toledo oraz ociemniałych, pisarzy, krawców, tkaczy i szwaczek oraz orędowniczką w chorobach oczu i chorych na dyzenterię. Wspomnienie Świętej Łucji w kalendarzu juliańskim przypadało 25 grudnia a po reformie gregoriańskiej obchodzone jest 13 grudnia. Na tę pamiątkę w dzień jej dorocznego święta w Syrakuzach niesie się w procesji na drogocennej tacy „oczy św. Łucji”.

W średniowieczu poeta Dante Alighieri umieścił ją w raju w swojej „Boskiej Komedii” (Raj, Pieśń 32,136) i zwracał się do niej gdy chorował na oczy i przeżywał okresy słabości wewnętrznej.

W protestanckiej Szwecji, która nie uznaje kultu świętych i ich wstawiennictwa do Boga od bardzo dawna obchodzony jest 13 grudnia Dzień Świętej Łucji – Dzień Światła. W tym dniu organizowane są pochody na biało ubranych dziewcząt, przepasanych czerwoną szarfą, w wiankach z borówek i koronie z siedmioma palącymi się świecami. Odwiedzają one domy, centra handlowe, szkoły, kościoły, domy dziecka i domy spokojnej starości gdzie przy wtórze pieśni „Santa Lucia” rozdają ludziom tradycyjne bułeczki św. Łucji, czyli rodzaj drożdżówek z serem i szafranem oraz słodkie pierniczki. Dla Szwedów Święta Łucja – „przynosząca światło” jest symbolem nadziei w najciemniejszym miesiącu kalendarza.

lucja3W Polsce są świadectwa historyczne używania imienia Świętej już w 1208 r. w formie Łucyja i w formie Łucza, później również Luca (1431). Jest wiele przysłów, również to sprzed 1582 roku „Święta Łuca dnia przyrzuca”, gdy wspomnienie było obchodzone 25 grudnia. Od dnia św. Łucji przepowiadano pogodę na każdy kolejny miesiąc roku. „Od Łucyi dni dwanaście policz sobie do Wilii, patrz na słonko i na gwiazdy, a przepowiesz miesiąc każdy”.

W warszawskim Rembertowie, w kościele św. Łucji Dziewicy i Męczennicy śpiewany jest hymn:

  1. Przez ręce świętej dziewicy wznosimy ku Tobie pieśń. Dla cierpień Twej męczennicy racz odsunąć zło i grzech.

Ref.:Daj, Panie, byśmy mogli iść Twoją drogą. I nie wódź nas na pokuszenie zła. Zabierz nawet oczy, jeśli do grzechu wiodą. Piękniejsze Twoje światło niż ten świat.

  1. Przez wiarę Łucji prosimy, by być blisko Ciebie wciąż. A wiara nasza dla innych niechaj świeci blaskiem w mrok.
  2. O czysta lilio z Syrakuzy, do Ciebie dziś modlę się. Od żądzy ciała i pokus świętą ręką odwiedź mnie.
  3. Przez Ojca, Syna i Ducha, przez Boga, co stworzył świat. Niech nasza droga prowadzi tam gdzie obiecany raj.

Możemy też prosić o wstawiennictwo Świętą Łucję słowami modlitwy zapisanej w „Żywotach Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1937 r.”.

Wysłuchaj nas Boże i Zbawicielu nasz i spraw miłościwie, abyśmy obchodząc pamiątkę św. Łucji, Dziewicy i Męczenniczki Twojej, w uczuciach pobożności nabierali wzrostu. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

 

PIERWOTNIE TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W grudniu 2013 ROKU.

Wspólny Bóg?

Rozmawiając z ludźmi na temat ekumenizmu często słyszę argument, że wierzymy w tego samego Boga, co żydzi czy też muzułmanie. Mamy wspólnego Boga dlatego nie ma nic nagannego we wspólnej modlitwie. Zdanie takie słyszałem również od osób konsekrowanych.
Czy rzeczywiście wierzymy w tego samego Boga co żydzi i muzułmanie?

Katolicyzm mówi jasno w co ma wierzyć katolik: „Wierzę w jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało”.
Czy pod tym wyznaniem podpisze się muzułmanin, żyd? Kto z nie będący katolikiem wyznaje tego Boga?

Można powiedzieć, że twierdzenie o wspólnym Bogu zaprzecza Bóstwu Chrystusa, Jego zbawiennemu Zmartwychwstaniu. Jest to negowanie Bóstwa Jezusa Chrystusa. Głosząc takie poglądy stawiamy pod bardzo dużym znakiem zapytania nasz katolicyzm

 

Księża i ich sutanny

O akcji „Nie wstydzę się Jezusa” zapewne słyszeliśmy a i pewnie wielu poparło tę akcję czynnie. Podobnie jest i w mojej parafii, gdzie księża do gazetki parafialnej chętnie się sfotografowali ze znaczkiem tej akcji.

Nie przeszkadza im by sutannę nosić tylko w drodze na Mszę św. którą mają odprawić i koniec. Czy księża wstydzą się nosić sutannę codziennie, czy może boją się jej?
Wielu księży chyba zapomniało o słowach kard. S. Wyszyńskiego – (…) Nie mogę odłożyć pióra, zanim nie dotknę tu jeszcze jednej sprawy, która ma dla wspólnoty kleru większe, niż się wydaje znaczenie, a dla Ludu Bożego jest społecznym wyznaniem wiary. Mam na myśli sutannę kapłańską. Sutanna nie jest ubiorem w szeregu innych strojów, ale jest wyznaniem wiary przed ludźmi, jest odważnym świadectwem danym Chrystusowi, jest przyznaniem się do Kościoła. Dlaczego zdjąłem znak wiary i kapłaństwa. Czy z lęku? Ze słabości? Nie! Zdjęcie stroju duchownego to to samo, co usunięcie krzyża przydrożnego, aby już nie przypominał Boga. (…) Kiedy raz przybrałem ten strój, muszę nie tylko pytać siebie, czy go noszę, ale w rachunku sumienia pytać – jeśli to miałoby się zdarzyć.

Z jednej strony jest narzekanie, że wierni traktują wiarę od święta, że są wierzącymi tylko w kościele. Wychodząc z kościoła stają się osobami jakby niewierzącymi. Poza dniem świątecznym nie myślą o nauce Kościoła, dzień powszedni jest właściwie pozbawiony Boga i Jego nauki.

W tym swoim podejściu można  powiedzieć, że wierni podobni są do księży i ich stosunku do noszenia stroju jednoznacznie wskazującego na stan duchowny. Sutanna noszona jest tylko w kościele, poza kościołem jest strój świecki. Spotkać na ulicy księdza w sutannie to rzadkość prawie niewystępująca. Tak jak duszpasterze podchodzą do stroju tak wierni podchodzą do nauk głoszonych przez tych księży. Księża swoim traktowaniem stroju świadczą o głoszonej nauce a tym jak oni sami podchodzą do swojego powołania.