Sosnowica

4 listopada 2016 roku Senat Rzeczypospolitej Polskiej ustanowił, między innymi, rok 2017 Rokiem Tadeusza Kościuszki (1746-1817), inżyniera wojskowego, fortyfikatora, polskiego i amerykańskiego generała, uczestnika wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych (1775–1783), Najwyższego Naczelnika Siły Zbrojnej Narodowej w czasie insurekcji kościuszkowskiej (1794).

Zapraszamy do galerii z Sosnowicy, gdzie można przeczytać jak zakwitła pierwsza i dozgonna miłość Andrzeja Tadeusza Bonawentury Kościuszko herbu Roch III i Ludwiki Sosnowskiej herbu Nałęcz.

Święty Benedykt

Benedykt urodził się w 490 roku w Nursji we Włoszech jako brat bliźniak św. Scholastyki. Po ukończeniu pierwszych nauk udał się do Rzymu na dalsze studia. Rozwiązłość i amoralność życia młodzieży skłoniła go do wybrania życia na pustkowiu. W wieku lat dwudziestu zostaje pustelnikiem w Subiaco.

Przez trzy lata mieszkał w grocie, a miejscowi górale, wypasający kozy zaopatrywali go w potrzebną żywność. Przebywając w samotności walczył z różnymi pokusami. sw-benedyktZnany jest sposób Benedykta przezwyciężenia pokusy lubieżności i nieczystości – kuszony mnich pozbył się tych pokus przez wytarzanie się w cierniach i pokrzywach.

Po pewnym czasie, gdy sława jego cnotliwego życia rozniosła się, zaczęli dołączać do niego uczniowie. Założył 12 klasztorów, w których było po 12 jego uczniów. Niechęć miejscowego duchowieństwa była przyczyną przeniesienia się Benedykta z najbardziej sobie oddanymi uczniami do ruin dawnej fortecy rzymskiej na Monte Cassino.

Budowę klasztoru rozpoczął od wyburzenia istniejącej pogańskiej świątyni ku czci Jowisza i Apollona. Było to w roku 525 lub 529 po narodzeniu Chrystusa. To tutaj ułożona została Reguła zakonu, która była podstawą dla wielu rodzin zakonnych w zachodniej Europie.

Życie we wspólnocie wymagało uregulowania. Znanych jest wiele reguł życia zakonnego, ale żadna nie była tak popularna i nie przyniosła takich owoców na przestrzeni wieków jak ta ułożona przez Benedykta. Jedną z jej cech zasadniczych jest umiar. Benedykt pisał: „We wszystkim należy zachować umiar – ze względu na tych, którym brak siły ducha”. Jedynie miłość do Boga nie powinna mieć żadnego umiaru ani żadnych ograniczeń.

Bardzo ważnym elementem życia oprócz modlitwy jest praca. Słynna jest zasada benedyktynów: ora et labora – „módl się i pracuj”. Dla Benedykta praca fizyczna była równie ważna jak praca umysłowa. Reguła zobowiązywał mnichów do zamieszkania w jednym klasztorze aż do śmierci. Duchowość benedyktyńską charakteryzowało „bycie z Bogiem”, czyli codzienne nawracanie się. Asceza zobowiązywała do dystansu wobec wartości doczesnych. Tradycyjna była gościnność klasztorów benedyktyńskich – mnisi mieli widzieć w odwiedzających ich gościach samego Chrystusa. Ład i Pokój zaprowadzany był przez posłuszeństwo oraz harmonię modlitwy i pracy. Święty pustelnik bezwzględnie zwalczał lenistwo i w regule zapisał: „Bezczynność jest wrogiem duszy. Dlatego też bracia winni się zajmować w określonych godzinach pracą fizyczną, a w określonych godzinach czytaniem duchowym”.

Informacje o życiu i działalności Benedykta zachowały się dzięki jednemu z mnichów żyjącemu według reguł zakonu benedyktynów – św. Grzegorzowi Wielkiemu, papieżowi. W „Dialogach” przedstawia przykłady świątobliwych mężów- cudotwórców i opisuje życie Benedykta. Według tych relacji święty był bezkompromisowy w dążeniu do ewangelicznej doskonałości. Posiadał ducha prorockiego – królowi Ostrogotów Totilii przepowiedział zdobycie i zniszczenie Rzymu, panowanie przez 10 lat, utratę wszystkiego i datę śmierci.

Benedykt z Nursji zmarł 21 marca 547 roku w kilka tygodni po śmierci swojej siostry św. Scholastyki, założycielki żeńskiej gałęzi zakonu benedyktynów. Pochowany został w krypcie kościoła na Monte Cassino. W dniu śmierci dwaj zakonnicy mieli jednakowe widzenie: ujrzeli oni niezliczone mnóstwo świateł niebieskich, tworzących niejako drogę wychodzącą z Cassino i sięgającą do Nieba, a zarazem usłyszeli głos: „To jest droga, którą Bogu miły Benedykt wstąpił do Nieba”.

Założony zakon miał przeogromne zasługi dla Kościoła – z niego wyszło 24 papieży, 200 kardynałów, 1600 arcybiskupów i 1500 uznanych przez Kościół Świętych.

Korzystając z Reguły św. Benedykta powstało w historii Kościoła wiele zgromadzeń: cystersi, trapiści, kameduli, kartuzi.

Do Polski synowie św. Benedykta dotarli już za panowania Bolesława Chrobrego. Byli obecni w Poznaniu, Międzyrzeczu, Łęczycy. To z tego zakonu byli pierwsi męczennicy polscy – Pięciu Braci z Międzyrzecza. Benedyktynami byli św. Wojciech oraz św. Bruno, bł. Radzim-Gaudenty pierwszy arcybiskup gnieźnieński. Obecnie klasztory benedyktynów znajdują się w Tyńcu, Mogilnie, Trzemesznie oraz na Świętym Krzyżu.

Święty Benedykt jest głównym patronem Europy i uważany jest za ojca duchowego wszystkich mnichów Zachodu. Reguła św. Benedykta była podstawą dla zakonów działających w okresie chrystianizacji Europy.

 

Jest on również patronem wielu zakonów, architektów, górników, inżynierów, nauczycieli, speleologów, uczniów, wydawców, diecezji tarnowskiej, Francji oraz orędownikiem osób otrutych.

Od wieku XVII znany jest medalik św. Benedykta – medal przedstawia św. Zakonodawcę trzymającego w prawej ręce mały krzyż, a w lewej księgę (świętą Regułę); na obrzeżu widnieje napis: Eius in obitu nostro praesentia muniamur (Niech Jego obecność broni nas w chwili śmierci). Przy postaci świętego – napis: Crux sancti patris Benedicti (Krzyż świętego Ojca Benedykta).

Druga strona medalu (rewers) ma pośrodku wielki krzyż. Nad nim widnieje dewiza zakonu benedyktyńskiego: Pax- Pokój. Na czterech polach wyznaczonych przez ramiona krzyża znajdują się litery: C S P B- Crux Sancti Patris Benedicti (Krzyż Świętego Ojca Benedykta). Na belce pionowej krzyża, od góry do dołu: C S S M L- Crux Sacra Sit Mihi Lux (Krzyż święty niech mi będzie światłem). Na belce poprzecznej: N D S M D- Non Draco Sit Mihi Dux (Diabeł -dosłownie: smok- niech nie będzie mi przewodnikiem).medalik-swb

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W marcu 2015 ROKU.

Jezu Chryste, Boże w ciele

 

Jezu Chryste, Boże w ciele,
Dla mnieś cierpiał mąk, prac wiele;
Na krzyżuś się ofiarował,
Abyś mi życie ofiarował,Proszę Cię dla gorzkiej męki;
Nie wypuść mnie z Twojej ręki;
Przy ostatnim życia zgonie
Trzymaj mnie w Twojej obronie;Gdy mi słupem staną oczy,
Głuchota uszy otoczy,
Zapach mi cale ustanie
A smak mi gorzkością stanie;Gdy się język zacznie podać,
Nie będę mógł sobą władać,
W ten czas, O Jezu, mój Boże,
Niech mnie litość Twa wspomoże.Przyjmij mą duszę do Siebie,
Niech się z Tobą cieszę w niebie;
I ciało gdy zmartwychwstanie,
Niech ci wiecznie służy, Panie

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich – o Męce Pańskiej

 

 

Skupienie i milczenie

sw._m.m.kolbeNadmierna wesołość, czyli tzw. „pusty śmiech”, jest dowodem pustki duchowej i przyprowadza duszę do roztrzepania, utrudniając jej z własnej winy skupienie na modlitwie i rozmyślaniu. Stąd też jest dużą przeszkodą do ścisłego złączenia się z Bogiem.

Również duże braki daje się spostrzegać nieraz w zachowaniu milczenia zakonnego. Niby się załatwia sprawy urzędowe, a jednak wiele wchodzi niepotrzebnych żartów, śmiechów i słów zbytecznych. Wszystkie te odchylenia w milczeniu zakonnym nie tylko że nie przynoszą  w danej pracy dobrych skutków, lecz przeciwnie – powodują (ponieważ są już poza prawem ustaw zakonnych) zawsze szkodę, choćby na pierwszy rzut oka nic ujemnego nie dało się zauważyć. Musimy zawsze pamiętać, iż zło jakiekolwiek by nie było, nigdy nie rodzi dobrych owoców, lecz tylko złe, skażone.

Milczenie, według zdania ojców i mistrzów życia duchowego, jest ostoją i fundamentem życia głęboko wewnętrznego. Dusza skupiona, zachowująca wiernie milczenie, tyle ustawicznie słyszy natchnień i świętych wskazówek od Ducha Przenajświętszego, który jedynie w sercu uciszonym przemawia i porywa ku sobie. „W zamieszaniu nie ma Boga” (3 Kr 19,11). On przebywa w ciszy i w spokoju.

Dusza roztrzepana zawsze chodzi po pochyłej ścieżce życia, gdyż na głębsze wnijście w siebie nie ma nigdy czasu.

Czasami można zauważyć na rekreacji, iż niektórzy bracia, zwłaszcza młodsi, bawią się w jakieś wywijanie rękami, coś w rodzaju boksu, lub dotykaniem się wzajemnym – niepotrzebnym; albo podczas szybkiego biegu specjalnie zderzają się. Te wszystkie wolne żarty i zabawy w zakonie nie powinny mieć miejsca, jako zupełnie nielicujące z zakonną godnością.

Jakkolwiek zakonnika winna cechować ta radość święta, Boża – jednakowoż wszystko musi być w granicach skromności zakonnej.

U osób Bogu poświęconych winien być wyrażony i odbity jak najidealniej obraz życia Jezusa, Boga-Człowieka.

Wspomniane zabawy nieraz w dużym stopniu ujemnie wpływają na ducha i przynoszą niemałą szkodę, budząc w wyobraźni zmysłowe pokusy

 

Niepokalanów, 16.X.1936r.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

Pragnienie świętości

Święta Scholastyka pytała raz swego brata św. Benedykta, co trzeba robić, aby zostać świętą. Ten jej odpowiedział, że trzeba chcieć. Jak ktoś chce się uświęcić, to Pan Bóg da mu łaskę. Więc świętym zostanie ten, kto świętym będzie chciał zostać. Łaskę zaś do świętości otrzymujemy przez ręce Matki Niepokalanej i tylko przez Jej ręce.

 

W Niepokalanowie są różni bracia: jedni dopiero początkujący, inni złożyli śluby na trzy lata, a są już i tacy, chociaż ich mało, co po ślubach wieczystych, więc są już oddani Niepokalanej na zawsze, a w akcie poświęcenia czytacie, że mamy do Niepokalanej należeć na zawsze. Tu jednak, na tym świętym miejscu w Niepokalanowie, trzeba to pojąć doskonalej; więcej, na zawsze i owocniej możemy nad zdobyciem świata pracować. Tu przez posłuszeństwo Matka Najświętsza wskazuje nam środki, jak mamy do zdobycia tego świata dla niej pracować.

 

Ktoś powie, ja kuję łacinę, ja gotuje, czy to są wszystko środki? Wszystko, co tylko tu spełniamy, jest środkiem, jeżeli tylko intencja jest dobra, bo celem całego Niepokalanowa jest zdobyć świat dla Niepokalanej, a właśnie tych różnych rzeczy dla całości potrzeba. Jeżeli czynności swoje spełniamy dlatego, że Niepokalana sobie życzy, to wszystko jest środkiem. Kto jednak spełnia swoje obowiązki nie tak, jak Ona sobie tego życzy, a więc niedbale i niestarannie, albo znowu dlatego, że mu to sprawia przyjemność, on to lubi, to wtenczas takie uczynki nie mają nadprzyrodzonej wartości. Dlatego im więcej trudności spotykamy, tym chętniej się do obowiązku garnijmy. Niejednokrotnie wstręt, który odczuwamy przy spełnianiu obowiązków, wyratuje nas od miłości własnej. Zwyczajnie jest tak, że jak jest coś przyjemnego, to ludzie chętnie to wykonują, a jak mniej przyjemne, to przeciwnie. Jest to egoizm, kierowanie się pobudką miłości własnej, a nie miłością Matki Bożej, miłością do Pana Boga.

Tu cokolwiek spełniamy z posłuszeństwa, jest wielką rzeczą. A doskonałość każdej czynności zależna jest od doskonałości naszej intencji. Taki na przykład wyjazd do Japonii nie jest większą rzeczą, niż spełnienie drobnego polecenia przełożonych, tu, w Niepokalanowie. Jakiś kaznodzieja głosił kazanie, a braciszek pod amboną odmawiał różaniec i okazało się, że braciszek pobożnym odmówieniem różańca więcej nawrócił niż kaznodzieja kazaniem. Na drugim świecie dopiero zobaczymy, kto był przyczyną tylu nawróceń w dalekiej Afryce, Japonii czy gdzie indziej. Nikt tu nie może powiedzieć, że jego czynności są ważniejsze, a innych nieważne. Wartość każdego naszego uczynku, czy wielkiego, czy małego, w oczach Boga zależna jest od czystości naszej intencji. Nieraz może ci, co przedtem i teraz przyszli, dziwią się, że Niepokalanów w tak krótkim czasie robi się coraz dłuższy i szerszy. Nie nasz to rzecz, ale sprawa Niepokalanej. Każdy w każdym razie ma się starać jak najlepiej spełniać swoje obowiązki.

 

A spełniać mamy swoje obowiązki sumiennie dlatego, że jest to wola Niepokalanej, a nie dla czego innego. Uczucie samo nie jest istotą. Im więcej oschłości, pokus, dziękujmy Matce Najświętszej, bo zdobędziemy sobie więcej zasług. Darmo do nieba się nie idzie. Jak nie mamy walki, to nie mamy zwycięstwa. Diabeł po prostu przysparza nam zasług, jeżeli my jesteśmy oddani Niepokalanej. Jak bowiem kiedyś się zdarzy, że wpędzi kogoś do upadku, to wtedy z większą jeszcze pokorą i ufnością udajmy się do Niepokalanej, a otrzymamy więcej jeszcze łask, a więc i świętość większa. I wtedy wściekłość chwyta szatana, że nam nic nie może poradzić. Niczym się nie należy zrażać. Choćby najgorsze przychodziły nam do głowy myśli i wyobrażenia, jeżeli ich nie chcemy, wszystko w porządku. Jak się zdarzy upadek, upokorzyć się, powstać i iść dalej. Jedna ze świętych mawiała, gdy się jej zdarzył upadek: to są kwiaty z mojego ogrodu, Panie Jezu. I nie dziwić się, żeśmy upadli. Nie mówić: jak to, ja tyle lat już w zakonie przebywam i jeszcze tak zgrzeszyłem? Owszem, dziwić się i dziękować Niepokalanej, żeśmy gorzej nie upadli, bo do tego jesteśmy zdolni. Więc nie zrażajcie się i nie zniechęcajcie się żadnymi trudnościami, przeciwnościami, a nawet upadkami. Modlić się tylko trzeba i wszystko, wszystko oddać Niepokalanej. Często wzywać Matki Najświętszej, jak tego sobie życzył św. O. Franciszek. On to dobrze wiedział, jakimi środkami najpewniej dojdziemy do zbawienia i uświęcenia. Toteż i sam głosił cześć Niepokalanej, i braci swoich do tego zachęcał, i to na siedem wieków przed ogłoszeniem dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny.

Cała istota uświęcenia w wielkiej mierze zależy od tego, dla kogo i jak wykonuje się swoje czynności i obowiązki. Przełożeni coś każą, a my mamy jakąś rację, to ją należy przedstawić, ale jak mimo wszystko każą, to robić tak, jak każą. Im więcej dostosujemy się do poleceń przełożonych, tym więcej pełnimy wolę Niepokalanej, a tym samym bardziej się uświęcimy. Pan Jezus wiedział, jaki jest najlepszy środek uświęcenia i dlatego go obrał. Przez trzydzieści lat był posłuszny [por. Łk 2,51], a zaledwie przez trzy lata nauczał. A więc pamiętajcie: każdy w swoim zakresie niech apostołuje doskonałym spełnianiem swoich obowiązków i niech nie czeka, aż pojedzie na misje. Co się jutro z nami stanie, my nie wiemy. Dziś więc czyńmy wszystko dobrze. Starajmy się jak najbardziej we wszystkim dostosować do woli Niepokalanej, by Ona mogła nami jak najswobodniej kierować. Czy nam coś przyjdzie spełnić łatwiejszego, czy trudniejszego, to wszystko jedno, Ona tak chce, więc czy łatwe, czy trudne, to czyńmy. Gdy tak czynić będziemy, to się nam wszystko uda. A uda się i w życiu, i przy śmierci, i w wieczności.

 

 

 

Niepokalanów, środa, 30 VIII 1933, w przeddzień wyjazdu do Japonii.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

Śmierć duchowa

Św. Józef Pelczar zdj.: https://www.sercanki.org.pl/

Ufaj Bogu, a nie opieraj się na sobie. Jeżeli zatem masz spełnić jakiś obowiązek, spełnij go przy pomocy łaski Bożej nie tylko dokładnie na zewnątrz, ale także wewnątrz, to jest z nadprzyrodzonej pobudki, a szczególnie z miłości ku Bogu, i miej ten zwyczaj by codziennie rani ofiarować wszystkie swoje sprawy Boskiemu Sercu Zbawiciela. Przez Najświętszą Pannę. Podobnie jeżeli masz wykonać jakiś dobry uczynek nadobowiązkowy albo akt jakiejś cnoty, wznieś najpierw duszę do Boga, bo Bóg nikomu nie odmawia łaski modlitwy. Wyznając swoją niemoc, poproś o łaskę do należytego spełnienia tego uczynku czy też aktu cnoty i połącz się ze Zbawicielem, oddając Mu wszystkie władze duszy i ciała, po czym wzbudziwszy dobrą intencję, spełnij doskonale twą czynność. Podobnie do zwyciężenie pokusy nie zabieraj się, wyłącznie licząc na własne siły, zwłaszcza gdy jest natarczywa i niebezpieczna, bo łatwo możesz ponieść klęskę albo zwycięstwo będzie bez wielkiej korzyści dla duszy. Upokorzywszy się wyznaniem własnej słabości, wezwij pomocy Pana Boga, aby On sam walczył w tobie i z tobą zwyciężał.

W ten sposób wszystkie twoje uczynki będą „pełne”, bo Bóg będzie ich początkiem, środkiem i końcem. Oto jest ostatnia i główna tajemnica życia duchowego.

Pojmujesz teraz, że aby dojść do doskonałego zjednoczenia z Bogiem, trzeba najpierw wyniszczyć siebie, to znaczy wyrzucić z siebie nie tylko to, co jest złe lub zepsute i co od Boga odrywa – bo to jest obowiązkiem wszystkich chrześcijan – ale i to, co jest niedoskonałe i co przeszkadza ścisłemu związkowi z Bogiem, czyli trzeba całkowicie „umrzeć dla siebie”.

Kiedy ta śmierć jest całkowita? Gdy człowiek umiera, traci nie tylko bogactwa i pociechy ziemskie, ale nawet używanie zmysłów i władz ciała, bo dusza odłącza się od ciała i przestaje na nie działać. Ciało, pozbawione życia, kładą do ciasnej trumny i zamykają w ciemnym grobie, po którym często depczą ludzie, a nawet zwierzęta, gdzie ciało wydane jest na pastwę zgnilizny, a wreszcie obraca się w proch. Podobnie dzieje się z człowiekiem który doskonale obumiera sobie i światu. Gardzi on dobrami i pociechami świata, za nic ma jego sławę i zaszczyty, odrywa serce od stworzeń, umartwia swe zmysły i żądze, tak że staje się jakby niewidzącym, niesłyszącym i nieczułym, tam gdzie można obrazić Boga i splamić swą duszę. Życie zewnętrzne nie pochłania go, owszem, wśród największego gwaru rozmawia z Bogiem w świątyni swego serca. Miłość własna, która była przedtem duszą jego spraw, przestaje zatruwać dobre czynności, tak że życie, które jest tylko naturalne, obumiera w nim. Już nie szuka własnej pociechy, nie ubiega się o własną korzyść, nie pragnie spełnienia własnej woli, natomiast zamyka się w ciasnej „trumnie” woli Bożej i woli przełożonych, której nigdy nie chce opuścić. Wstępuje do grobu swego nicestwa, swojej nędzy i swego zepsucia, głęboko upokarzając się przed Bogiem i ludźmi. Pozwala po sobie deptać, to jest znosi upokorzenia i wzgardę. Wreszcie rozsypuje się w proch, czyli niejako przestaje istnieć sam dla siebie, bo nie myśli o sobie, nie szuka siebie, nie działa z siebie i dla siebie.

Taka jest śmierć duszy, zwana przez mistrzów duchowych „mistyczną”. Dopiero z tej śmierci rodzi się życie. Jak bowiem ciało, rozsypujące się w proch, Pan kiedyś ożywi i wskrzesi, tak duszy, która doskonale umarła dla siebie, daje Pan życie nadprzyrodzone, swoje życie, a to w tym większej mierze, im jej śmierć była doskonalsza.

 

Józef Sebastian Pelczar; Życie Duchowe; t2, Wyd. Św. Stanisława BM; Kraków 2012

 

Odwlekanie nawrócenia

granada_fray_luisŚw. Izydor: Niech ten, kto chce mieć pewność przebaczenia przy śmierci, czyni pokutę, póki się czuje pełen siły i zdrowia. Niech teraz opłakuje swoje nieprawości, bo kto poprawę nierządnego życia planuje sobie na jego ostatnie chwile, ten wystawia się na największe niebezpieczeństwo. Jeśli nawet nie godzi się twierdzić, że jego potępienie jest nieuniknione, to nie można też ukrywać, że jego zbawienie jest mocno wątpliwe.

Straszne to zaiste słowa, ale te, które Euzebiusz z Cezarei wkłada w usta swojego mistrza, umierającego we włosiennicy i na popiele, są jeszcze straszniejsze . Nie śmiem ich tu powtórzyć w całej ostrości wyrażeń: bałbym się, że doprowadzą one dusze słabe do rozpaczy. Kto chciałby się z nimi zapoznać, niech w czwartym tomie Dzieł św. Hieronima przeczyta list Euzebiusza do biskupa Damaszku, dotyczący chwalebnej śmierci jego święto mistrza. Tu przytoczę tylko jeden ustęp. Niektórzy zatwardziali grzesznicy powiedzą może: „Nawrócę się przy śmierci”. O, smutna pociecho! Jaki pożytek może mieć wtedy to lekarstwo dla człowieka, który całe życie przeżył nie myśląc o pokucie (chyba, że we śnie!). Uwikłany w światowe interesy, znękany bólami ciała, szarpany żałosnym wspomnieniem dzieci, które przyszło mu opuścić, dostatków, których już nie ma używać, tak ze wszystkich stron ściśnięty strachem, żalem, boleściami – jakże potrafi on wznieść serce do Boga i szczerze dokonać wtedy tego, co odpychał od siebie, póki tylko miał nadzieję życia? Czego zresztą i teraz by jeszcze nie zrobił, gdyby miał nadzieję, że wyzdrowieje? Jaka więc będzie ta pokuta, co wtedy się zaczyna, gdy kończy się życie? Znam niejednego światowego bogacza, któremu po powstaniu z ciężkiej choroby wraz z odzyskaniem zdrowia ciała pogorszył się stan duszy. Nie boję się powiedzieć, bo jestem o tym przekonany i nauczyło mnie tego długie doświadczenie, że szczęśliwy koniec człowieka, którego życia było zawsze nieporządne – który nigdy nie uląkł się grzechu i był stale niewolnikiem próżności – otóż, że szczęśliwy koniec takiego człowieka jest dziwem, jest wielkim cudem.

Takie są obawy tego świętego męża względem pokuty, która zaczyna się dopiero na łożu śmierci.

 

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

Trzy pożądliwości

  1. W Piśmie Świętym jest powiedziane, że wszelkie zło pochodzi z trzech źródeł: pożądliwości oczu, pożądliwości ciała i pychy żywota [por. 1J2,16]. To są trzy źródła, które jednak można zredukować do minimum, a nawet zupełnie. Co człowiek widzi, chciałby to mieć. I stąd pogoń za bogactwami. My w zakonie składamy ślub ubóstwa, przez który nie możemy nic posiadać na własność, a nawet na rzeczy do użytku musimy prosić o pozwolenie. Tak samo i pożyczać dobrowolnie niczego nie możemy. Żaden z nas nie może mieć ani grosza. Habit też nie jest nasz. To wszystko jest tylko do użytku. Jest bardzo pocieszające, że my tu w Niepokalanowie nie mamy zupełnie pieniędzy, bo długi są. Gdy więc co wpłynie – już na te pieniądze czeka ktoś za papier  czy za cośkolwiek innego. A nawet i te ofiary, które składają czciciele Niepokalanej – też nie są nasze i musimy je przeznaczać na ten cel, na jaki oni przeznaczają. Ponieważ wszyscy składają na szerzenie czci Niepokalanej, więc na ten cel obracamy. Jesteśmy tylko wykonawcami woli tych czcicieli – administratorami. Jest to szczęśliwe położenie, że nie mamy niczego jako właściciele.Może komuś ciężko zachować to ubóstwo, chciałby mieć habit ładniejszy, nie połatany lub innemu zazdrości, że ma to lub owo, a on nie posiada, że tamta cela jest ładniejsza, wygodniejsza. To jest już naturalność, i jeżeli objawia się to w początkach życia duchowego – to nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Ale trzeba się przyzwyczaić i przezwyciężać. I św. Teresa, gdy wstąpiła do zakonu, pragnęła mieć ładniejszy dzbanek do wody, ale później, gdy poznała życie duchowe, obojętne jej było, jaki był dzbanek –owszem, gorszych zawsze rzeczy pragnęła.
    I tutaj więc przez Niepokalaną wszystko możemy.
    Na świecie ile złego jest przez pragnienie bogactw: nienawiści, kłótni, procesów, a nawet ciężkich wykroczeń przeciwko miłości bliźniego.
  1. Drugim źródłem jest pożądliwość ciała. To jest rzecz jeszcze trudniejsza do zwalczenia. Na świecie bardzo wiele dusz ginie za przestępstwa przeciwko szóstemu przykazaniu Bożemu. I w zakonie, ileż to dusz wyciąga szatan za furtę klasztorną z tego właśnie powodu. I tu dusza może siebie pokonać przez Niepokalaną. Sama o własnych siłach tego nie uczyni, ale prze Niepokalaną wszystko może. Dusza taka może się stać nieskalana, że będzie podobna do Niepokalanej. Stanie się ta dusza tak silna, że wole jej nigdy nie zezwoli. Przez Niepokalaną może być pewna, że pokona największe nałogi.
  2. Trzecim źródłem zła jest pycha żywota i ją najtrudniej pokonać, zwyciężyć. Mówią, że kwadrans po śmierci dopiero miłość własna umiera. A jest tak nieznośna, że czepia się wszystkiego, nawet najświętszych rzeczy, ktoś pokutuje, modli się dobrze, stara się o świętość, doskonałość i wówczas potrafi powiedzieć – o, teraz to rozumiem. Jest wszędzie. A jak dużo jej mamy, może dusza skonstatować, gdy przyjdzie upokorzenie. Wówczas przekonać się możemy, czy rzeczywiście jesteśmy pokorni.
    Pan Bóg z miłosierdzia swego dopuszcza upadki i upokorzenia, żeby dusza poznała swoją pokorę. To jest najtrudniejsza walka. I kto pod tym względem nie walczy ze sobą, to i pod innymi względami się potyka.
    Pan Bóg jest samą prawdą, nie może więc kłamstwa popierać, Jeśli dusza będzie w wygórowanej miłości własnej, Pan Bóg z miłosierdzia odsuwa się od takiej duszy, aby poznała, co może o własnych siłach. I inaczej postąpić nie może, bo jest Prawdą. Jeżeli dusza uzna swoją słabość – to się uzdrowi, a gdy nie – to będzie z nią ciężko. Ale i pod tym względem prze Niepokalaną – wszystko możemy. Nie ma tak rogatej pychy, żebyśmy przy Jej pomocy nie wykorzenili jej. Już to samo, że dusza zwraca się do Niepokalanej, jest pokorą. Jest to więc lekarstwo pewne, niezawodne i najłatwiejsze dla wszystkich.
    Starajmy się na własnej skórze doświadczyć, że prze Niepokalaną wszystko możemy. Mówmy to wszystkim i ludziom świeckim.
    Przez Niepokalaną prowadzi droga do wielkiej świętości.

 

Niepokalanów, Wniebowstąpienie Pańskie 6 V 1937 r.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

Piekło to dusza zamknięta na Miłosierdzie

Wizja piekła w Dzienniczku św. Faustyny: Dz 43, Dz 153, Dz 741, Dz 1698

s-faustynaW pewnej chwili ujrzałam dwie siostry wstępujące do piekła. Ból niewymowny ścisnął mi duszę, prosiłam Boga za nimi i rzekł do mnie Jezus: idź do Matki Przełożonej i powiedz o tym, że te dwie siostry są w okazji popełnienia grzechu ciężkiego. Na drugi dzień powiedziałam o tym Przełożonej. Jedna z nich już jest w gorliwości, a druga w walce wielkiej. (Dz 43)

W pewnym dniu ujrzałam dwie drogi: jedna szeroka, wysypana piaskiem i kwiatami, pełna radości i muzyki i różnych przyjemności. Ludzie idąc tą drogą tańcząc i bawiąc się – dochodzili do końca, nie spostrzegają się, że już koniec. A na końcu tej drogi była straszna przepaść, czyli otchłań piekielna. Dusze te na oślep wpadały w tę przepaść, jak szły, tak i wpadały. A była ich wielka liczba, że nie można było ich zliczyć. I widziałam drugą drogę, a raczej ścieżkę, bo była wąska i zasłana cierniami i kamieniami, a ludzie, którzy nią szli ze łzami w oczach i różne boleści były ich udziałem. Jedni padali na te kamienie, ale zaraz powstawali i szli dalej. A w końcu drogi był wspaniały ogród przepełniony wszelkim rodzajem szczęścia i wchodziły tam te wszystkie dusze. Zaraz w pierwszym momencie zapominały o swych cierpieniach. (Dz 153)

Dziś byłam w przepaściach piekła, wprowadzona przez Anioła. Jest to miejsce wielkiej kaźni, jakiż jest obszar jego strasznie wielki. Rodzaje mąk, które widziałam: pierwszą męką, którą stanowi piekło, jest utrata Boga; drugie – ustawiczny wyrzut sumienia; trzecie – nigdy się już ten los nie zmieni; czwarta męka – jest ogień, który będzie przenikał duszę, ale nie zniszczy jej, jest to straszna męka, jest to ogień czysto duchowy, zapalony gniewem Bożym; piąta męka – jest ustawiczna ciemność, straszny zapach duszący, a chociaż jest ciemność; widzą się wzajemnie szatani i potępione dusze, i widzą wszystko zło innych i swoje; szósta męka jest ustawiczne towarzystwo szatana; siódma męka – jest straszna rozpacz, nienawiść Boga, złorzeczenia, przekleństwa, bluźnierstwa. Są to męki, które wszyscy potępieni cierpią razem, ale to jest nie koniec mąk, są męki dla dusz poszczególne, które są męki zmysłów, każda dusza czym grzeszyła, tym jest dręczona w straszny, i nie do opisania sposób. Są straszne lochy, otchłanie kaźni, gdzie jedna męka odróżnia się od drugiej; umarłabym na ten widok tych strasznych mąk, gdyby mnie nie utrzymywała wszechmoc Boża. Niech grzesznik wie, jakim zmysłem grzeszy, takim dręczony będzie przez wieczność całą; piszę o tym z rozkazu Bożego, aby żadna dusza nie wymawiała się, że nie ma piekła, albo tym, że nikt tam nie był i nie wie jako tam jest.

Ja, Siostra Faustyna, z rozkazu Bożego byłam w przepaściach piekła na to, aby mówić duszom i świadczyć, że piekło jest. O tym teraz mówić nie mogę, mam rozkaz od Boga, abym to zostawiła na piśmie. Szatani mieli do mnie wielką nienawiść, ale z rozkazu Bożego, musieli mi być posłuszni. To com napisała, jest słabym cieniem rzeczy, które widziałam. Jedno zauważyłam, że tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło. Kiedy przyszłam do siebie, nie mogłam ochłonąć z przerażenia, jak strasznie tam cierpią dusze, toteż jeszcze się goręcej modlę o nawrócenie grzeszników, ustawicznie wzywam miłosierdzia Bożego dla nich. O mój Jezu, wolę do końca świata konać w największych katuszach, aniżeli bym miała Cię obrazić najmniejszym grzechem. (Dz 741)

Często towarzyszę duszom konającym i wypraszam im ufność w miłosierdzie Boże i błagam Boga o wielkość łaski Bożej, która zawsze zwycięża. Miłosierdzie Boże dosięga nieraz grzesznika w ostatniej chwili, w sposób dziwny i tajemniczy. Na zewnątrz widzimy, jakoby było wszystko stracone, lecz nie tak jest; dusza oświecona promieniem silnej łaski Bożej ostatecznej, zwraca się do Boga w ostatnim momencie z taką siłą miłości, że w jednej chwili otrzymuje od Boga [przebaczenie] i win i kar, a na zewnątrz nie daje nam żadnego znaku, ani żalu, ani skruchy, ponieważ już na zewnętrzne rzeczy oni nie reagują. O, jak niezbadane jest miłosierdzie Boże. Ale o zgrozo – są też dusze, które dobrowolnie i świadomie tę łaskę odrzucają i nią gardzą. Chociaż już w samym skonaniu, Bóg miłosierny daje duszy ten moment jasny wewnętrzny, że jeżeli dusza chce, ma możność wrócić do Boga. Lecz nieraz u dusz jest zatwardziałość tak wielka, że świadomie wybierają piekło, udaremnią wszystkie modlitwy, jakie inne dusze za nimi do Boga zanoszą i nawet same wysiłki Boże…(Dz 1698)

 

Katechizm Kościoła Katolickiego 1035 – Nauczanie Kościoła stwierdza istnienie piekła i jego wieczność. Dusze tych, którzy umierają w stanie grzechu śmiertelnego, bezpośrednio po śmierci idą do piekła, gdzie cierpią męki, „ogień wieczny”. Zasadnicza kara piekła polega na wiecznym oddzieleniu od Boga; wyłącznie w Bogu człowiek może mieć życie i szczęście, dla których został stworzony i których pragnie.

Bóg stworzył nas bez naszego udziału, bez naszej świadomości, lecz zbawienie nasze bez naszego udziału, bez naszej aktywności i chęci nie jest możliwe, gdyż Bóg nie dokona zbawienia wbrew naszemu życiu, decyzjom i wyborom.

„Mistrzu – spytałem – skąd ten chór boleści,pieklo-f

Kto ów lud taką snadź rozpaczą zdjęty?”

 

On rzekł: „Męczarnię takiej podłej treści

Znoszą w tym miejscu te dusze mizerne,

Które bez hańby żyły i bez cześci.

 

Są zaś wmieszane między owe bierne,

Rzesze aniołów, które samolube,

Żyły, ni wrogie Bogu, ni też wierne.”

 

Dante Alighieri „Boska Komedia” Piekło, pieśń III, tłum. E. Porębowicz

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W lUtym 2015 ROKU.

Zbędne rzeczy

Jest wiele rzeczy, których znajomość niewiele
albo wcale nie przynosi duszy pożytku.
Naśladowanie Chrystusa; Cz.1 Rozdz.III nr 2

Jest parę książek które przeczytałem a których nie tylko nie było warto czytać ale żałuje, że je poznałem. Są książki które nas budują, rozwijają, są dla nas inspiracją i mogą być wskazówką w życiu. Są takie książki, ale są również książki które są ich przeciwieństwem. Nie wszystko z czym się stykamy służy naszemu dobru. Są książki które nas dołują,, rozbijają, ograniczają, poniżają, brudzą i prowadzą w ślepą uliczkę życia, zatruwając naszą codzienność. Jest wielką sztuką i umiejętnością unikanie tych drugich a obcowanie tylko z tymi które służą naszemu rozwojowi. Warto mieć na uwadze, że nie wszystkie pozycję w księgarni lub bibliotece służą naszemu celowi jakim jest zbawienie duszy.

 

 

 

Święty Brunon z Kwerfurtu

Urodził się około 974 roku w mieście Kwerfurt. Obecnie to miasto w Niemczech nosi nazwę Querfurt. Był mnichem benedyktyńskim, kapelanem cesarskim, biskupem misyjnym, męczennikiem, apostołem Pomorza. Urodził w szlacheckiej rodzinie grafów niemieckich w Kwerfurcie w Saksonii. W 986 roku uczył się w elitarnej szkole katedralnej w Magdeburgu a w roku 995 został mianowany kanonikiem katedralnym. W roku 997 wyjeżdża do Rzymu i w następnym roku wstępuje do zakonu benedyktynów na Awentynie. Pięć lat wcześniej w tym samym klasztorze przebywał św. Wojciech ze swoim bratem bł. Radzim. W roku 1001 Brunon, który w zakonie przyjął imię Bonifacy przebywa w eremie Pereum koło Rawenny gdzie przewodnikiem duchowym był św. Romuald. Jesienią 1001 roku zostaje wysłana do Polski przez papieża Sylwestra II pierwsza misja, z Brunonem jako biskupem misyjnym. Jego wyjazd do Polski uległ opóźnieniu gdyż sakrę biskupią Brunon otrzymał dopiero w 1004 roku – trudno ustalić z jakich przyczyno tak się stało. Z misją wyruszyli więc w 1001 roku dwaj benedyktyni: Benedykt z Pereum i Jan z Wenecji, dwóch słowiańskich nowicjuszy, rodzonych braci: Izaak i Mateusz oraz służący Krystyn. Wszyscy oni przybyli do Polski i w roku 1003 zostali zamordowani. Zwani są oni Pięcioma Braćmi Męczennikami lub Pierwszymi Męczennikami Polski.

Zanim Brunon przybył do Polski został wysłany dwukrotnie na Węgry oraz do Kijowa. Wśród swoich wypraw misyjnych trafił do Pieczyngów nad Morzem Czarnym. W roku 1008 był w Polsce, starając się dostać do Szwecji i przez swoich uczniów rozpoznać sytuację tamtejszego Kościoła.

bruno1Zachowały się dwa dzieła literackie napisane przez św. Brunona: „Żywot św. Wojciecha” oraz „Żywot Pięciu Braci Kamedułów” będące bardzo ważnym źródłem historii Polski i Europy. Przyjaźń z Bolesławem Chrobrym zaowocowała natomiast odważnym „Listem do Cesarza Henryka II”. W tym czasie Bolesław Chrobry toczył wojnę z Cesarzem Niemiec, którego sojusznikami był pogański lud Wieletów. Święty ganił w liście cesarza za sprzymierzanie się z poganami przeciwko chrześcijańskiej Polsce. Pisał Bruno o swojej przyjaźni z księciem Bolesławem oraz napominał cesarza słowami: „Lecz oby bez utraty łaski króla wolno było tak powiedzieć: czy godzi się prześladować lud chrześcijański, a żyć w przyjaźni z pogańskim? Co za ugoda Chrystusa z Belialem? (…) Jakim czołem schodzą się święta włócznia i chorągwie diabelskie tych, którzy poją się krwią ludzką? Czy nie uważasz tego za grzech, gdy chrześcijanina – zgroza mówić to – zabija się na ofiarę pod chorągwią demonów?”

Jest sporo miejsc w Polsce związany z działalnością św. Brunona. Wśród nich jest Kazimierz Biskupi pod Koninem; znajdują się tu relikwie Pięciu Braci, przeniesione za Kazimierza Odnowiciela. Kolejnym miejscem jest Łęczyca z kościołem św. Aleksego z przełomu X i XI wieku. W obecnej wsi Stara Łomża został wybudowany kościół parafialny, wedle zachowanych kronik, przez św. Brunona. Według podań na wzgórzu gdzie stoi Sanktuarium w Licheniu była pogańska świątynia i kamienne kultowe megality. To mnich z Kwerfurtu, według przekazów, miał być tym misjonarzem, który pokruszył te bałwochwalcze świątynie.bruno2 We wsi Kałdus obok Chełmna w pradolinie Wisły była najprawdopodobniej siedziba biskupa misyjnego Brunona. Z badań archeologicznych wiemy, że stała tu  trójnawowa bazylika w założeniach podobna do katedr w Poznaniu i Gnieźnie. To za jego czasów powstała na świętym Krzyżu pierwsza chrześcijańska rotunda. W krużgankach klasztoru zachowały się fresk przedstawiający męczeńską śmierć świętego misjonarza.

W 1008 roku od narodzenia Chrystusa wyrusza Brunon na misję do plemion pruskich. Celem są plemiona jaćwieskie. Misja Brunona wyrusza z Kałdusa lub według innych przekazów ze Starej Łomży. W okolicach Biebrzy nawraca Nethimera – naczelnika jednego z plemion wraz z jego ludem. Na pograniczu z Rusią spotkał się z kolejnym ludem lecz ich naczelnik był im bardzo nieprzychylny i na wiecu swego plemienia skazał misjonarzy na śmierć. Wyrok wykonany został 14 lutego, według innych przekazów 9 marca 1009 roku. Święty Bruno nie był sam, razem stracono osiemnaście osób. Byli wśród nich księża, tłumacze, zapewne i zakonnicy. Głowa Brunona została odcięta i wrzucona do rzeki. Wiadomo, że ciało zamordowanego biskupa zostało wykupiona przez księcia Bolesława i pochowane w którymś z klasztorów. Nie zachowały się informację o miejscu jego pochówku ani o relikwiach. Niewykluczone, że najazd czeskiego księcia Brzetysława, który spowodował zniszczenie kościołów w Poznaniu, Gnieźnie i Gieczu był tego przyczyną. Wiele relikwii zostało wtedy z ziem polskich wywiezionych, między innymi ciało św. Wojciech oraz zwłoki Pięciu Braci Męczenników.

Postawa Brunona popierającego księcia Bolesława jak również jego zaangażowanie w organizację struktury kościelnej, zakonnej oraz postęp chrystianizacji Polski pokazują, że jest on kontynuatorem misji św. Wojciecha. Działania jego wpisują się również w idee zjednoczenia Europy za cesarza Otton III i papieża Sylwestra II. Państwo księcia Bolesława Chrobrego miało być jednym z trzech filarów realizowania tej koncepcji.

Zapoznając się z życiem św. Brunona widzimy bardzo duże podobieństwo do życia św. Wojciecha. Obaj byli uczniami magdeburskiej szkoły, obydwaj byli mnichami klasztoru benedyktynów na Awentynie, obydwaj stali się apostołami Węgier i Polski, obydwaj cieszyli się względami i przyjaźnią Bolesława Chrobrego i obydwaj ponieśli śmierć męczeńską z rąk pogańskich Prusów i obaj po śmierci zostali wykupieni przez Bolesława Chrobrego.

Wspomnienie liturgiczne świętego biskupa Brunona z Kwerfurtu obchodzimy 12 lipca. Jest on patronem diecezji łomżyńskiej, archidiecezji warmińskiej oraz Warmii. W ikonografii najczęściej ukazuje się św. Brunona podróżującego na osiołku i głoszącego Ewangelię.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W lutym 2015 ROKU.

Wdzięczność Bogu

granada_fray_luisCzłowiek powinien być wdzięczny Bogu nie tylko za te grzechy, które mu są odpuszczone, ale i za te wszystkie, których uniknął za pomocą Jego łaski. Nie sądź więc, że godzi się kochać tylko malutko, pod pozorem, że było w tobie mało do przebaczenia; kochaj, owszem, kochaj wiele i bardzo, bo wiele ci było dane. Poczuwałbyś się do wielkiej wdzięczności względem wierzyciela, który darowałby ci cały dług, a cóż myślisz, winien jesteś Szczodrobliwemu Dobroczyńcy, który postawił cię w takim stanie, że nie tylko nie potrzebujesz się zadłużać, ale możesz się jeszcze wzbogacić? Ten zachował pierwszą niewinność – to Bóg prowadził go i osłaniał; tamten przeszedł z występku do cnoty – to Bóg go nawrócił. Inny żył w swoim nieszczęsnym uporze i umarł w grzechu, bo Bóg w Swoich sprawiedliwych sądach opuścił go! A jeżeli jest tak, cóż nam pozostaje innego, jak tylko zawołać z Prorokiem: Nie będą napełnione usta moje chwałą, abym śpiewał sławę Twoją cały dzień (Ps 70). Cóż znaczy, pyta św. Augustyn, to wyrażenie: cały dzień? Nieustannie, bez przerwy, odpowiada sam sobie. Będę Cię chwalił Panie w powodzeniu – bo Ty zsyłasz mi pociechę; w nieszczęściu – bo mnie karzesz; za ten czas, kiedy mnie jeszcze nie było – boś mnie stworzył; przez cały ciąg życia mego – bo od Ciebie je uzyskałem; za grzechy moje – boś mi je darował; za powrót do Twojej łaski – boś mi dopomógł; za moje wytrwanie do końca – boś mi obiecał wieniec nagrody. W taki to sposób będę napełnione usta moje chwałą Twoją cały dzień.

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

 

O grzechu pokoleniowym i uzdrowieniu międzypokoleniowym

Dnia 6 października 2015 roku Konferencja Episkopatu Polski wydała uchwałę zawierającą decyzję o zakazie celebrowania Mszy św. i wszelkich nabożeństw z modlitwą o uzdrowienie z grzechów pokoleniowych lub o uzdrowienie międzypokoleniowe.

Grzech pokoleniowy czy też uzdrowienie międzypokoleniowe związane jest z obecnym od końca XX wieku poglądem, że grzechy przodków wywierają wpływ na życie obecnie żyjących członków ich rodzin. Wpływ ten może mieć charakter fizyczny (choroby, kłopoty w rodzinie, w życiu zawodowym, rodzinnym) jak i duchowy. Uzdrowienie międzypokoleniowe jest modlitwą za przodków sięgającą nawet do szesnastego pokolenia wstecz. Składa się na nią odmawianie egzorcyzmów, modlitwa wstawiennicza oraz Msza św.

Episkopat Polski w opinii wydanej dzień wcześniej przypomniał, że „Jedynym grzechem, który jest przekazywany z pokolenia na pokolenie jest grzech pierworodny”, który jest usuwany na chrzcie świętym.

Wśród ludu Starego Przymierza istniało przekonanie, że choroba, kalectwo lub niepowodzenia spowodowane są złym życiem danego człowieka lub jego rodziny. Stąd pytanie uczniów do Jezusa: „Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice?” Odpowiedź Jezusa jest jasna: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże” (J 9,1-3). Jezus wyraźnie mówi, że nie ma czegoś takiego jak „obciążenie pokoleniowe”. Idea „grzechu pokoleniowego” stoi w sprzeczności z Tradycją, z nauczaniem apostołów jak i nauczaniem Kościoła Katolickiego zawartym w Katechizmie.

Św. Paweł w Liście do Rzymian pisze: „każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu” (Rz 14,12). Niektórzy przywołują nauczanie zawarte w Starym Testamencie, ale często jest ono niepełne. Prorok Jeremiasz podaje jasno: „W tych dniach nie będą już więcej mówić: Ojcowie jedli cierpkie jagody, a synom zdrętwiały zęby, lecz: Każdy umrze za swoje własne grzechy; każdemu, kto będzie spożywał cierpkie jagody, zdrętwieją zęby” (Jr 31,29-30). Również w Księdze Powtórzonego Prawa jest podana ta zasada: „Ojcowie nie poniosą śmierci za winy synów ani synowie za winy swych ojców. Każdy umrze za swój własny grzech”(Pwt 24,16).

Kościół Katolicki naucza od samego początku swojego istnienia, że grzech jest czymś osobistym i wymaga decyzji naszej woli. Bez świadomej decyzji nie ma grzechu. Człowiek nie ponosi kary za czyny, których nie popełnił (np. za grzechy pradziadka). Skutkami rozrzutnego działania naszych przodków jesteśmy obarczeni, ale nie ponosimy za to odpowiedzialności.

Modlitwa o uzdrowienie międzypokoleniowe lub też o wyzwolenie z grzechu pokoleniowego, wskazuje na niedowierzanie w skuteczność działania łaski sakramentu chrztu świętego. Sakrament ten wyzwala nas z wszelkiego grzechu. Również działania sakramentu miłosierdzia, czyli spowiedź i pokuta oczyszcza nas z wszelkiego grzechu. Idea „grzechu pokoleniowego” czy też „uzdrowienia międzypokoleniowego” nie ma podstaw ani uzasadnienia a niesie ze sobą niebezpieczeństwa dla życia duchowego jak i samej doktryny Kościoła.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W styczniu 2016 ROKU.

O Komunii duchowej

Komunia duchowa, która sobór Trydencki pochwala i tak mocno chrześcijanom zaleca, daje im w pewien sposób korzystać z cudownych owoców, jakie Boska Eucharystia wydaje w sercach ludzkich. Jest ona obfitem źródłem łaski, błaganiem i najlepszem ze wszystkich przygotowań do sakramentalnej Komunii.

Najodpowiedniejszym czasem do komunikowania duchowo, jest ofiara Mszy św. lub odwiedziny Najświętszego Sakramentu, bo wtedy dusza bywa przenikniona uczuciem, jakiem natchnąć może tylko istotna Jezusa Chrystusa obecność. W każdym  jednak czasie i miejscu dusza wierna może się z Bogiem połączyć.  Jak Prorok Daniel, uwięziony w Babilonie i nazwany przez Anioła człowiekiem pragnień, pokilkakroć dziennie klękał przy swojem oknie, i zdala posyłając wejrzenie ku zniszczonej świątyni Syjonu, wylewał w obecności Bożej tęskne swe westchnienia, tak samo chrześcijanin w ścianach swego mieszkania, może zwracać swe serce ku przybytkom świętym dla uczczenia Jezusa Chrystusa, wyznać przed Nim swoja niegodność, błagać Go, aby przyszedł nawiedzić go przez swą łaskę, złączyć się z Nim przez żywą wiarę, gorąca miłość i przez żarliwe pragnienie. Komunia duchowa nie jest niczem innem. Gdyby nawet nie było czasu złożenia tych rozmaitych aktów, wystarczyć może jeden: akt doskonałej miłości, który wszystkie inne zawiera. Bo Bóg jest miłością  i ten, który mieszka w miłości, mieszka w Bogu, a Bóg w nim(J 4, 16).

MODLITWA
dla komunikujących duchowo.
(Św. Augustyna).

Uczyniłeś nas dla siebie, o mój Boże, i serce nasze trwożyć i niepokoić się będzie, dopokąd w Tobie nie spocznie. Cóż więc uczynię, ażeby znaleźć Ciebie, któryś jest życiem prawdziwem? Kiedyż znajdę zapomnienie mych cierpień w słodyczy Twej obecności? Kiedyż będziesz mi wszystkiem, o miłości moja i dobro moje jedyne? Wzywam Cię, o mój Boże, któryś pamiętał o mnie, kiedym ja uciekała od Ciebie! Wzywa Cię wiara moja  jakąś mnie sam napełnił  i wołam Cię do swej duszy, którąś przygotował na przyjęcie Ciebie przez gorące pragnienie posiadania Cię, o mój Panie! Oto ja przedstawiam Ci wszystkie dolegliwości i niedostatki moje;

O niebieski Lekarzu, uzdrów mnie!

O światło niewidzialne, oświeć mnie!

O siło Boska, podnieś mnie!

Jezu Syna Dawidowy, miej litość nad mą duszą!

Miotana tysiącem myśli burzliwych, zmęczona niespełnionemi pragnieniami, złamana próżnościami i cierpieniami tej ziemi pełnej boleści, dusza moja łaknie i pragnie, o Panie; nie odsyłaj jej głodną! nakarm ją chlebem żywota!

O Boski Pocieszycielu mój! Ty, który jednem wejrzeniem osuszasz łzy bolesne; Ty, który jednem słowem uśmierzasz wściekłość morza, pójdź i chodź po falach serca mojego!

Pójdź! Aby cichy spokój po burzach jego nastąpił! Pójdź, abym chroniąc się pod cieniem skrzydeł Twoich, mogła na sercu Twem utulić głowę zmęczona i spocząć  przy niem na chwilę!

O mój Boże! pozwól sercu mojemu przybliżyć się do Ciebie i usposób je do zrozumienia Ciebie! Otwórz ucho jego i powiedz mu tak, aby Cie dobrze pojęło: Jam jest zbawieniem twojem! I na te słowa niechaj ja biegnę do Ciebie! niechaj Cię znajdę, niech Cię ukocham! niech się na wieki przywiąże już do Ciebie! Pójdź a nie zwlekaj przyjścia swojego już dłużej.

 

 

Tekst z modlitewnika: Bądź wola Twoja – modlitwy i rozmyślania na wszystkie dni tygodnia i miesiąca; zebrała Józefa Kamocka; Nakład Gebethnera i Wolffa , Warszawa 23 maj 1895 rok.

 

Potop grzechu

Cały świat ginie wskutek potopu. Tylko osiem osób znajduje schronienie w Arce Noego. Sześćset tysięcy mężów, nie licząc niewiast i dzieci, wychodzi z Egiptu, by wziąć w posiadanie ziemię Chanaan. Bóg wyczerpuje, że tak powiem, Swoją potęgę i dobroć na dobrodziejstwa i cuda, żeby ich tam doprowadzić. Oni Go obrażają. Dwóch tylko z całego ludu ogląda Ziemię Obiecaną. Te wypadki i mnóstwo innych, są według zdania wszystkich Doktorów, obrazem wielkiej liczby gubiących się grzeszników, a małej ilości tych, którzy się zbawią. Są usprawiedliwieniem tego zdania: Wielu wezwanych, lecz mało wybranych. Stąd też to porównanie w Piśmie świętym sprawiedliwych z drogimi kamieniami. I stąd słowo Salomona: Niezmierzona liczba szalonych (Ekl 1,15).

Na widok tego wspólnego niebezpieczeństwa, tego powszechnego potopu, równie dobitnie objawionego w obrazie i w rzeczywistości, jak mógłbyś oprzeć się uczuciu trwogi? Gdyby rodzaj ludzki miał podzielony na dwie równe części, już wtedy można by uschnąć ze strachu. Co mówię? Piekło na wieki jest złem tak straszliwym, że gdyby ze wszystkich ludzi tylko jeden miał być na nie skazany, zaprawdę, powiadam ci, ani jeden nie powinien by nie zadrżeć ze strachu. Jeden z was Mnie wyda (Mt 26, 21), mówi Zbawiciel. Na te słowa zatrwożyli się wszyscy uczniowie – a przecież wszyscy z wyjątkiem jednego mieli w swoim sumieniu rękojmię przeciw tej groźbie. Na wieść o wielkim nieszczęściu nikt nie obroni się przed trwogą. Wyobraź sobie niezliczone tłumy ludzi zgromadzone na ogromnej przestrzeni. Niech się dadzą słyszeć grzmoty i niech Bóg objawi, że piorun padnie na jednego z nich. Czy znajdzie się choć jeden człowiek, który by się nie zląkł właśnie o siebie? A przecież ma paść tylko jedna ofiara: cóż to by było dopiero, gdyby połowa, gdyby większa część miała zginąć? O, człowieku, tak roztropny na rzeczy doczesne, a tak ślepy, tak głupi na wszystko, co dotyczy wiecznego zbawienia! Błyskają ci przed oczyma pociski nieubłaganej sprawiedliwości Bożej. Oświadcza ci Bóg, że niezmiernie mała liczba ma ich uniknąć, a ty pozostajesz zimny, spokojny, nieporuszony! Czyżby piekło miało być mniej groźne od piorunów? Czy może masz od Boga jakieś szczególne zapewnienie czy patent na zbawienie? Nie widzę niczego, na czym byś mógł opierać swoje poczucie bezpieczeństwa. Widzę tylko grzechy, które cię potępiają; grzechy, które ci zwiastują odrzucenie, jeśli się nie poprawisz. A jednak twoje serce jest spokojne! Powiadasz, że cię ubezpiecza Miłosierdzie Boże. Miłosierdzie Boże jest nieskończone, to rzecz niepodważalna. Ogromna większość ludzi zostaje odrzucona, to także niepodważalne. Jeżeli podzielasz ich zbrodnie, to i los ich podzielisz – i to też niepodważalne. Popatrz więc, jak cię zaślepia miłość własna: każe ci liczyć na jakiś wyjątkowy porządek rzeczy, niedostępny dla reszty świata! A w czym ty jesteś tak uprzywilejowany między wszystkimi dziećmi Adama, żeby liczyć, że idąc tą samą drogą co oni, dojdziesz do zupełnie innej mety?

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA