500 lat herezji

Polecany

m-luter-pomnik-bielskPowstań, Panie, i osądź sprawę swoją, miej w pamięci karę dla tych, którzy nieustannie pełni są głupoty. Wysłuchaj, Panie, nasze modlitwy, bo lisy już pustoszą winnicę, której prasy sam jedynie wytłaczasz.

Panie, przed Twoim wniebowstąpieniem do Twego Ojca powierzyłeś troskę, kierownictwo i zarząd nad nią św. Piotrowi (który jest jej głową i Twoim wikariuszem), i jego następcom, bo ona jest obrazem Kościoła triumfującego. Dzik leśny niszczy ją, i wszelka dzika bestia żywi się w niej.

Powstań, św. Piotrze, i wypełniaj wspomniany wyżej urząd pasterski, który został ci przekazany od Boga, zważaj na sprawę świętego Kościoła Rzymskiego, który jest matką wszystkich kościołów i nauczycielką wiary, na sprawę Kościoła, który uświęciłeś swoją krwią z Bożego polecenia.

 

Panie Jezu, Zbawicielu nasz, ustanawiając sakramenty święte wskazałeś nam drogę i dałeś środki do osiągnięcia życia wiecznego, Ty ustanowiłeś Piotra i jego następców pasterzem Kościoła Twojego, swoim życiem pokazałeś nam wypełniać przykazania Boże i kochać bliźniego.

W rocznicę tak bolesnych i tragicznych wyborów, pragnę:

  • błagać o Miłosierdzie dla błądzących w oparach błędu i kłamstwa,
  • złożyć dobrowolne zadośćuczynienie za porzucenie sakramentów kapłaństwa, małżeństwa oraz Ofiary Mszy Świętej,
  • głosić Wszechpośrednictwo Łask Najświętszej Maryi Panny oddając hołd i cześć Jej Niepokalanemu Sercu.

 

Panno przemożna, która wyniszczyłaś wszystkie herezje całego świata, wyzwól świat chrześcijański z sideł szatańskich i wejrzyj łaskawie na dusze, zdradą szatańską zwiedzione, aby porzuciwszy wszelką przewrotność heretycką serca błądzących upamiętały się i do jedności prawdy katolickiej wróciły, za Twoim wstawieniem się do Pana naszego Jezusa Chrystusa Syna Bożego, który z Bogiem Ojcem żyje i króluje w jedności Ducha Świętego Bóg po wszystkie wieki wieków. Amen.

 

Módlmy się za heretyków, aby Bóg i Pan nasz wyrwał ich ze wszystkich błędów i raczył ich przywieść do świętej Matki, katolickiego i apostolskiego Kościoła.

Wszechmogący, wieczny Boże, Ty zbawiasz wszystkich, a nie chcesz niczyjej zguby, wejrzyj na dusze podstępem szatana uwiedzione, by wyrzekłszy się wszystkich heretyckich błędów i z mylnej drogi w skrusze serca do jedności Twej wiary powróciły.

 

 

Czyściec dziełem Bożego Miłosierdzia

Święta Faustyna o czyśćcu: Dz 20, Dz 58, Dz 1738, Dz 1226

Ujrzałam Anioła Bożego, który mi kazał pójść za sobą. s-faustynaW jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. Płomienie, które paliły je nie dotykały się mnie. Mój Anioł Stróż nie odstępował mnie ani na chwilę. I zapytałam się tych dusz, jakie ich jest największe cierpienie? I odpowiedziały mi jednoznacznie, że największym dla nich cierpieniem, to jest tęsknota za Bogiem. Widziałam Matkę Bożą odwiedzającą dusze w czyśćcu. Dusze nazywają Maryję „Gwiazdą Morza”. Ona im przynosi ochłodę. Chciałam więcej z nimi porozmawiać, ale mój Anioł Stróż dał mi znak do wyjścia. Wyszliśmy za drzwi tego więzienia cierpiącego. Usłyszałam głos wewnętrzny, który powiedział: Miłosierdzie Moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe. Od tej chwili ściśle obcuję z duszami cierpiącym (Dz 20).

W pewnej chwili w nocy przyszła jedna z naszych sióstr do mnie, która umarła przed dwoma miesiącami. (…) Ujrzałam ją w strasznym stanie. Cała w płomieniach, twarz boleśnie wykrzywiona. (…) Na drugą noc przyszła znowu, ale ujrzałam ją w straszniejszym stanie, w straszniejszych płomieniach, na twarzy malowała się rozpacz. (…) Jednak w modlitwach nie ustawałam. Po jakimś czasie przyszła znowu do mnie w nocy, ale już w innym stanie. Już nie była w płomieniach, jak przedtem, a twarz jej była rozpromieniona, oczy błyszczały radością i powiedziała mi, że mam prawdziwą miłość bliźniego, że wiele dusz skorzystało z modlitw moich i zachęcała mnie, żebym nie ustawała w modlitwach za duszami w czyśćcu cierpiącymi, i powiedziała mi, że ona już niedługo będzie w czyśćcu pozostawać (Dz 58).

Powiedział mi Pan: – Wstępuj często do czyśćca, bo tam cię potrzebują. Rozumiem, o Jezu mój, znaczenie tych słów, które mówisz do mnie, ale pozwól mi wpierw wstąpić do skarbca miłosierdzia Twego (Dz 1738).

Dziś sprowadź Mi dusze, które są w więzieniu czyśćcowym i zanurz je w przepaści miłosierdzia Mojego, niechaj strumienie Krwi Mojej ochłodzą ich upalenie. Wszystkie te dusze są bardzo przeze Mnie umiłowane, odpłacają się Mojej sprawiedliwości, w twojej mocy jest im przynieść ulgę. Bierz ze skarbca Mojego Kościoła wszystkie odpusty i ofiaruj za nie… O, gdybyś znała ich mękę, ustawicznie byś ofiarowała za nie jałmużnę ducha i spłacała ich długi Mojej sprawiedliwości (Dz 1226).

Czyściec jest stanem, dzięki któremu dusze, które jeszcze nie odpokutowały za grzechy a nie popełniły grzechu ciężkiego, ale są obciążone grzechami lekkimi, powszednimi mogą dostąpić zbawienia. Dzieje się to za przyczyną Bożego Miłosierdzia. Przebywanie dusz w czyśćcu jest czasowe i prowadzi je do zjednoczenia z Bogiem, do możliwości oglądania Boga twarzą w twarz. Z uwagi na to, że Bóg jest doskonały, nic, co jest „zabrudzone” nawet drobną winą, lekkim grzechem, nie może przed Nim stanąć. Miłosierdzie Boże, poprzez czyściec przygotowuje dusze niedoskonałe do osiągnięcia zbawienia. Czyściec jest jedną z trzech części Mistycznego Ciała Kościoła – jest to Kościół pokutujący. Kary czyśćcowe w stosunku do kar piekielnych różnią się tylko tym, że w czyśćcu dusze wiedzą, iż odbywane kary zakończą się. Wiedzą one, że będą oglądały Boga twarzą w twarz, wiedzą, że w niebie czeka na nich miejsce, wiedzą, że w ostateczności dostąpią zbawienia. Poza tym dotkliwość kar, ich natężenie, ciężar, jest takie samo w czyśćcu jak i w piekle. Ogień czyśćcowy oczyszcza duszę, oświeca ją oraz przebóstwia. Jest to chrzest ognia wprowadzający dusze do nieba.

W modlitwie Pańskiej prosimy Boga o odpuszczeni nam win według tego jak sami te winy odpuszczamy bliźnim. Miłosierdzie Boże będzie tak wielkie, obfite i hojne dla nas, jakie mamy miłosierdzie dla naszych bliźnich i dla dusz czyśćcowych. Mamy podane do stosowania w życiu uczynki miłosierdzia wobec ciała i wobec duszy i wedle ich miary będzie Miłosierdzie Boże wobec nas.

My żyjący walcząc z pokusami możemy ulżyć w cierpieniu duszom pokutującym naszymi modlitwami jak również ofiarując Msze święte, podejmując pokutę, jak i uczynki miłosierdzia w ich intencji. Odpusty zupełne lub cząstkowe możemy uzyskać dla siebie lub ofiarować za dusze zmarłych. Jeśli dusza tej osoby jest już zbawiona, łaska odpustu nie ginie, lecz Bóg w Swoim Miłosierdziu przekazuje te łaski duszom najbardziej potrzebującym.

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W styczniu 2015 ROKU.

Statystyki roku 2016

W roku 2016 było 69,440 wizyt na stronie. Goście przeczytali ogółem 383,682 stron.

Skąd byli odwiedzający? Z Polski oraz innych krajów:

  1. Polska
  2. Stany Zjednoczone
  3. Rosja
  4. Ukraina
  5. Niemcy
  6. Francja
  7. Wielka Brytania
  8. Izrael
  9. Indie
  10. Japonia
  11. Kanada
  12. Włochy
  13. Holandia
  14. Rumunia
  15. Chiny
  16. Irlandia
  17. Filipiny
  18. Brazylia
  19. Pakistan
  20. Hiszpania
  • 311,519
  • 17,407
  • 10,073
  • 8,654
  • 5,303
  • 3,001
  • 2,708
  • 2,271
  • 1,769
  • 1,2701,
  • 1451,
  • 1096
  • 1,085
  • 1,081
  • 1,071
  • 880
  • 738
  • 662
  • 479
  • 466

 

Co było najczęściej czytane – zestawienie poniżej pokazuje powyżej 500 wejść w 2016 roku.

Galeria – Radecznica          3,283

Emanuel Małyński            2,586

Archanioł Rafał       2,466

Strona – Grazyna              1,553

Galeria – Leśniów       1,435

Galeria – Czerwińsk nad Wisłą 1,369

Galeria – Wysokie Koło        1,090

Symbolizm w malarstwie sakralnym    1,059

14 Świętych Wspomożycieli  947

Galeria – Złoty Potok   914

Galeria – Goszcz        856

Święta Agata Sycylijska    820

Galeria – Bartoszyce    786

Strona – Rafała    701

Galeria – Uchanie 690

Galeria – Kraśnik 685

Galeria – Krosno k.Ornety   684

Galeria – Piotrawin     678

Objawienia w Quito    666 

Galeria – Wołów   583

Dusza oziębła   577

Galeria – Chodel  536

Tradycja kolędowania w Polsce    521

Galeria – Reszel  513

Galeria – Góra Kalwaria 512

Walka postu z karnawałem, rzecz o hedonizmie i ascezie     503

 

Święty Antoni Pustelnik

Abba Antoni, kiedy raz rozmyślał o głębokości sądów Bożych, zapytał: „Panie, dlaczego to jedni umierają we wczesnej młodości, a inni dożywają późnej starości? Dlaczego jedni są w nędzy, a inni się bogacą? Dlaczego bogacą się źli, a dobrzy są w nędzy?” I usłyszał głos mówiący: „Antoni, pilnuj siebie samego: bo tamto wszystko to sądy Boże, i zrozumienie ich nie wyszłoby ci na dobre”.

Święty Antoni urodził się w wiosce Koman niedaleko Memfis w Egipcie w 251 roku po narodzeniu Chrystusa, zmarł 17 stycznia 356 roku przeżywszy 105 lat. Pochodził z zamożnej i religijnej rodziny. Rodzice jego wcześnie zmarli. Będąc na Mszy św. usłyszał naukę: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną” (Mt 19,21). Realizując to wezwanie, zatroszczył się o przyszłość młodszej siostry powierzając opiekę nad nią szlachetnym paniom, rozdał odziedziczony majątek biednym a sam udał się na pustkowie. Następnie przeniósł się z dala od rodzinnej wioski i zamieszkał w starożytnym grobowcu. Święty Antoni jest uznawany za twórcę jednego z odmian ruchu monastycznego. W czasach gdy chrześcijaństwo stawało się religią państwową i nie było potrzeby oddawania życia za wiarę wypracował model innego męczeństwa – dożywotnia kontemplacja na pustyni w całkowitym wyrzeczeniu się siebie i surowej ascezie. Antoni oddawał się modlitwie, rozważaniu Pisma świętego, umartwieniom i postom, pracą fizyczną zarabiał na swoje utrzymanie. Skutecznie walczył z pokusami szatańskimi. Sława jego pobożności jak również cudów sprawiły, że napływ uczniów był bardzo duży. Oaza na pustyni, wokół której były rozmieszczone cele mnichów rozrosła się do ok. 6000 osób.

sw-antoniŚwięty Antoni przebywając w samotności na pustyni nie zaniechał kontaktów ze światem zewnętrznym. Przyjmował odwiedzających, udzielał im rad duchowych oraz prowadził ożywioną korespondencję. Wśród odbiorców byli nawet cesarz Konstantyn Wielki oraz jego synowie: Konstancjusz I oraz Konstans II. Dwukrotnie odwiedził Aleksandrię – pierwszy raz w roku 311 aby podtrzymać na duchu prześladowanych chrześcijan. Spotkał się z biskupem Aleksandrem późniejszym świętym. Drugi jego pobyt w Aleksandrii był w roku 318 gdy ówczesny biskup Aleksandrii św. Atanazy zwołał synod biskupów w celu potępienia herezji arian.

Dzięki św. Atanazemu, biskupowi Aleksandrii mamy wiadomości o świętym pustelniku zapisane w „Żywocie św. Antoniego”. Możemy tam przeczytać o walkach z pokusami, demonami jak i własnymi słabościami i grzechami. Pierwszą pokusą jaka pojawiła się był diabeł, który młodemu człowiekowi pokazał wszystko co pozostawił, czego się wyrzekł: dobra materialne, opieka nad siostrą, szlachetne pochodzenie, upodobanie do przyjemności i zbytku, ziemską chwałę i inne pożądania i przyjemności. Przedstawił mu za to trudy i ciężary pracy i wysiłku w kształtowaniu własnego charakteru, słabości ciała, jak i długość życia jaka jest przed nim.

Można spotkać się ze zdaniem, że św. Antoni był pierwszym pustelnikiem. Jest ono trochę nieprecyzyjne, gdyż pierwszym pustelnikiem był starszy od niego św. Paweł z Teb m.in patron zakonu paulinów z Jasnej Góry. Antoni, dzięki otrzymanemu objawieniu dowiedział się o Pawle i spotkał się z nim. Uczniowie św. Antoniego zakładali osady życia ascetycznego poza samym Egiptem i dlatego też uznawany jest za twórcę anachoretyzmu (życie w odrobieniu, ascezie, samotności, wypełnione modlitwą, umartwieniem i kontemplacją).

Z zachowanych przekazów dowiadujemy się, że do końca swojego długiego życia zachował jasność umysłu, gorliwość w służbie Bogu. Uczniom przepowiedział swoją śmierć, w 105 roku życia w dniu 17 stycznia 356 roku i tego dnia obchodzimy w Kościele jego wspomnienie..

Święty Antoni Pustelnik zwany był: Wielkim, Opatem, Egipskim, Anachoretą, abba. Kult jego szybko rozprzestrzenił się na Wschodzie. Relikwie świętego eremity przeniesiono uroczyście do Aleksandrii w 561 roku a następnie do Konstantynopola w 635 roku. W czasach wypraw krzyżowych relikwie trafiły do Francji i razem z nimi rozpowszechnił się jego kult w Europie.

Oprócz zapisków biograficznych zachowały się celne wypowiedzi świętego Antoniego Pustelnika. Czasem są to krótkie powiastki. Takie utwory noszą nazwę apoftegmatów i prezentują błyskotliwą, efektowną, trafną, celną i przenikliwą wypowiedź znanej osoby.

Oto kilka apoftegmatów św. Antoniego Anachorety:

Powiedział abba Antoni, iż Bóg nie dopuszcza na to pokolenie takich walk, jak na dawne: wie bowiem, że są słabi i nie wytrzymują.

„Nikt nie może wejść do Królestwa Niebieskiego nie wypróbowany. Zabierz pokusy – a nikt nie będzie zbawiony”.

Powiedział abba Antoni: „Zobaczyłem wszystkie sidła nieprzyjaciela rozpostarte na ziemi, jęknąłem więc i powiedziałem: «A któż się im wymknie?» I usłyszałem głos mówiący do mnie: «Pokora»”.

Ktoś pytał abba Antoniego: „Czego powinienem przestrzegać, aby podobać się
Bogu?” Starzec mu odpowiedział: „Przestrzegaj tych moich nakazów: dokądkolwiek
pójdziesz, zawsze miej Boga przed oczami; cokolwiek robisz czy mówisz, opieraj to na
Piśmie Świętym; a gdziekolwiek raz już zamieszkasz, nie odchodź stamtąd łatwo. Tych
trzech rzeczy przestrzegaj, a będziesz zbawiony”.

Święty Antoni Egipski jest patronem rycerzy, tkaczy, cukierników, wieśniaków, dzwonników, pasterzy trzody chlewnej, rzeźników i grabarzy. Jest opiekunem zwierząt domowych, szczególnie świń, wzywany w przypadkach zarazy, trądu i chorób wenerycznych; strzeże przed ogniem.

W ikonografii święty Antoni Pustelnik przedstawiany jest jako eremita, z brodą lub mnich w kapturze z pastorałem opata, krzyżem w formie litery T, z kropidłem, z dzwoneczkiem. Często spotykane są w sztuce przedstawienia jego walk na pustyni z demonami oraz spotkanie ze św. Pawłem z Teb.

Śpiewnik pelpliński

„Zbiór pieśni nabożnych katolickich do użytku kościelnego i domowego” zawiera 1102 pieśni zebrane w II połowie XIX wieku. Faksymile wydania z 1886 roku. Pieśni te są przykładem poezji nabożnej. Poezja ta traktowana jest po macoszemu przez „wielką” literaturę. W szkole, nie ma zbyt wiele na jej temat a szkoda.

 

Wydaje się, że żaden z dawnych, polskich autorów dzieł stricte teologicznych nie zapisał się w zbiorowej pamięci. Można zaryzykować twierdzenie, że wielkimi, naszymi teologami byli Jan Kochanowski, Mikołaj Sęp Szarzyński, Adam Mickiewicz, czy Franciszek Karpiński. Lektura strof mickiewiczowskich skłania do refleksji, że rodziły się one w aurze dewocyjnej literatury przełomu XVIII i XIX wieku czerpiąc także z pobożności i obrzędowości ludowej. Śpiewniki wileńskie tamtego czasu posługują się stylistyką, którą odnajdujemy w dziele Wieszcza.

Czy istnieje specyficzne polska myśl teologiczna? Specyficznie polskie jest przede wszystkim umiłowanie wolności, odwagi i honoru. Duchowość polska jednoczy miłość Boga i Ojczyzny, co rodzi przekonanie o wyjątkowej roli Polski w dziejach Kościoła i świata. Świadectwem powyższego jest skarbiec polskich pieśni nabożnych. W dobie analfabetyzmu były one źródłem wiedzy teologicznej, za ich pośrednictwem poznawano także historię biblijną. Pisane przez nadwornych poetów i duchownych trafiały do ludu, który przyjmował je za swoje. Świadczy to nie tylko o geniuszu autorów, lecz o zdolności wiernych do przyjmowania niełatwych teologicznych treści. Pieśni śpiewnika pelplińskiego są świadectwem teologii żywej, a jednocześnie wyrazem polskiej kultury.

http://www.muzykatradycyjna.pl/pl/leksykon/wydawnictwa/ksiazki/articles/zbior-piesni-naboznych-do-uzytku-domowego-i-koscielnego

 

 

Spoufalenie duchowe

Ze spoufaleniem między ludźmi mamy do czynienia wówczas, kiedy okazujemy komuś, lub ktoś nam okazuje, słowami bądź gestami, że jesteśmy w bliższej zażyłości, niż ma to miejsce faktycznie. Przykładem spoufalenia jest np. sytuacja, gdy jakiś mężczyzna, pozostając z daną kobietą w powierzchownej, koleżeńskiej relacji, nagle ją obejmuje, czy mówi do niej czule. Innym przykładem jest pracownik, który poklepuje swojego szefa po plecach i zwraca się do niego po imieniu. Do spoufalenia dochodzi, kiedy dany człowiek pozwala sobie okazać drugiemu człowiekowi, że są sobie kimś bliskim, choć ten drugi w żaden sposób go do tego nie upoważnił i tego mu nie okazał. Spoufalenie jest niepotrzebną i sztuczną, próbą ominięcia dystansu między ludźmi.

Kiedy ktoś próbuje się z nami spoufalać, odbieramy to, z reguły, wyjątkowo negatywnie. Dostrzegamy w tym bowiem pewien fałsz i nieszczerość, a poza tym, czujemy, że jest to dla nas lekceważące. Osoby, które nie pozostają ze sobą w bliskiej relacji są, w naszej kulturze, zobowiązane do okazywania sobie nawzajem szacunku, który łączy się z pewnymi formami grzecznościowymi i określonym dystansem.

Rozumiejąc czym jest spoufalenie możemy sobie zadać pytanie, czy grozi nam ono w naszej relacji z Bogiem. Niewątpliwie nie grozi nam ze strony Boga, który jest naszym Stwórcą i może nam okazywać na wszelki sposób, że na kocha. Aby odpowiedzieć na pytanie, czy my przypadkiem nie spoufalamy się z Bogiem, musimy pojąć kim my jesteśmy i kim jest Bóg.

Ktoś może w tym momencie powiedzieć, że Bóg zawsze nas kocha, a kiedy my kochamy również Jego nie może być mowy o spoufalaniu. Wtedy wszystkie słowa i gesty są uprawnione. Nie jest to jednak do końca prawda. Relacja pracownika z szefem pokazuje, że niezależnie od tego, kim dla siebie są te osoby, pozostaje między nimi pewna relacja podporządkowania, która sprawia, że pracownik, przynajmniej w godzinach pracy, wykonuje polecenia swojego przełożonego i często przynajmniej przy innych ludziach, zwraca się do swojego szefa w odpowiedni, przyjęty w firmie, sposób[1]. Analizując naszą relację z Bogiem, relację wiary, nadziei i miłości musimy także umieć dostrzegać pewne podporządkowanie. Wynika ono przede wszystkim z tego, że jesteśmy istotami stworzonymi, że Bóg jest naszym Stwórcą, jesteśmy grzesznikami, a On jest naszym odkupicielem, my jesteśmy ograniczeni, a On jest nieskończony.

Przykład świętych i mistyków pokazuje, że choć pozostawali oni w niezwykłej zażyłości z Panem Jezusem, przypominającej relację oblubieńca i oblubienicy, to jednak zawsze pamiętali też o należnym szacunku do Boga. Już Arystoteles nauczał, że w momencie, kiedy przyjaciele nie są sobie równi, jedna strona powinna oznaczać się większą czcią. Niezależnie więc od tego, że łączy nas z Bogiem miłość i przyjaźń zawsze musimy pamiętać także o należnej czci. Kiedy o tym zapominamy, zaczynamy popadać w spoufalenie duchowe, które daje nam poczucie fałszywej bliskości i jest dla Boga czymś lekceważącym, jak każde spoufalenie.

Spoufalenie duchowe, które jest obecnie bardzo rozpowszechnione, wydaje się być wynikiem pewnej katechezy, głoszonej przez niektórych kapłanów i katechetów, mającej na celu usunięcie fałszywego dystansu do Boga i nadmiernego strachu, jakie rodzi się w ludziach wierzących w kontaktach z Nim. Cel jest więc słuszny, ale często przy okazji eliminuje się naturalny, właściwy dystans i dobry lęk, który jest nie tylko lękiem przed piekłem, ale także jest lękiem synowskim, w którym dziecko nie chce obrazić swojego ukochanego ojca.

Wyrazem tego spoufalenia jest odnoszenie się do Boga w sposób, jakby był jedynie naszym bliskim przyjacielem, który jest nam równy. Może na to wskazywać coraz częstsze mówienie o „Jezusie” a nie o „Panu Jezusie”, rezygnowanie z łatwością z postawy klęczącej, zwłaszcza przy Komunii Świętej, czy przyjmowanie Komunii Świętej na rękę. Świadczy o tym także pewna postawa duchowa, w której już nie towarzyszy nam lęk o to, czy jesteśmy w stanie łaski uświęcającej, kiedy przystępujemy do Komunii Świętej. Wyrazem tego jest także brak poczucia grzechu, czy zapominanie o tym, że Bóg jest nie tylko naszym Zbawicielem, ale także Panem, Królem i Sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze.

Wszystkie wyrazy jak największej czci wobec Najświętszego Sakramentu mają za zadanie ustrzec nas przed spoufaleniem duchowym okrywając nam prawdę o tym, kim my jesteśmy i kim jest Bóg. W żaden sposób nie pomniejszają one naszej miłości do Boga, ale wręcz przeciwnie, są jej skutkiem i służą jej powiększeniu. Pozwalają nam także trwać w pokorze, tzn. w prawdzie, co chroni naszą relację z Bogiem przed fałszem i nieszczerością.

Michał Krajski; Tradycja zanegowana; Centrum Kultury i Tradycji, Lublin 2016

 

Zacytowany fragment w jasny sposób przedstawia postawy jakie spotykam we wspólnotach powstałych w Kościele ostatnimi laty. Zjawisko to jest, można powiedzieć, na porządku dziennym.

 


[1] Przyjęty w firmie sposób odnoszenia się między przełożonym a podwładnym pokazuje hierarchię i dla osób postronnych jest oznaką solidności i wzbudza zaufanie.

Boże Narodzenie i Nowy 2017 rok

Jest taka noc – noc tysiąca gwiazd.
Coś się kończy – coś zaczyna.
Wszystko co było ustępuje przyszłości.
Niechaj roziskrzy się ona srebrem przed nami,
dając nam nadzieję – a my pochylmy głowy;
dając pokłon Stwórcy.

wiersz: Lena Brudzińska

 

Błogosławieństwa Bożego na każdy dzień roku;

by Nowonarodzony był nam Drogą, którą będziemy wybierali,

         życzą Grażyna i Rafał

 

Niewola grzeszników

granada_fray_luis

Ludwik z Granady OP

Najokropniejsza broń, jakiej używa szatan, aby nas podbić, to nasze własne żądze; bo nieporządna miłość, z jaką lgniemy do rozlicznych przedmiotów naszego pożądania, popycha nas do chwytania się wszelkich, choćby i niegodziwych środków, byle tamte osiągnąć, nie zatrzymując się przed żadną przeszkodą, choćby i przed prawem Bożym. I oto początek, przyczyna wszystkich zbrodni. To jest ten bezecny tyran, któremu grzesznicy poddani są i zaprzedani jak niewolnicy, by użyć wyrażenia Apostoła. Grzech nie pozbawił ich zupełnie wolnej woli, którą otrzymują przy stworzeniu w istocie swej niespożytą. Ta przyrodzona władza nie może być całkowicie stłumiona, jakiekolwiek ogromne brzemię nieprawości by na niej nie ciążyło – jest jednak tak dalece przez nie osłabiona, że w swoich nieustających bojach z coraz silniejszą za każdym nowym napadem chucią cielesną najczęściej przegrywa. A cóż boleśniejszego można sobie pomyśleć, niż to, że człowiek, który nosi w swojej duszy obraz Boga, który dzięki swojemu rozumowi może się, jak po promieniu spuszczonym ze światłości niebieskiej, wznieść nad wszystko co stworzone, aż na łono samego Boga – że ten człowiek, jakby na przekór takiej godności, poddaje się ślepej zwierzęcej chuci, zohydza się grzechem, oddaje przewodnictwo nad sobą szatanowi? Powierzywszy się takiemu przewodnikowi, czego innego może się on spodziewać, jeśli nie tego, że spadając z przepaści w przepaść, zatrzyma się dopiero na samym dnie piekieł?

Wyobraź sobie panią, w której znajdziesz wszystko, co tylko szlachetnego w urodzie i cnocie dać mogą urodzenie i natura. Ma ona w swojej służbie niewolnicę, u której brudy duszy nie ustępują w niczym ohydzie i brzydocie ciała. Otóż ta wstrętna kobieta podaje swojemu panu zaczarowany napój, który pozbawia go rozumu. Od tej chwili mąż, nazbyt szczęśliwy, za miłość przywiązanej żony odpłaca już tylko wzgardą i odrazą. Osadza ją w najdalszej części domu, a uwiedziony namiętnością ku swojej obrzydliwej niewolnicy, całą swoją miłość, staranie, czułość zwraca właśnie ku niej. Niczego nie pomyśli, postanowi, nie zrobi inaczej jak tylko przez nią i dla niej. Z jej rozkazu i dla jej przyjemności wydaje, traci na uczty, gry, zabawy i wszelkiego rodzaju zbytki. Nie dość, że wyniósł cudzołożną niewiastę do praw i godności prawej małżonki – trzeba jeszcze, że ta nieszczęśliwa małżonka, poniżona do stanu swojej współzawodniczki, musi teraz być niewolnicą swojej niewolnicy, musi być uległa wszystkim jej wymysłom, wszystkim zachciankom. Czy wierzysz, by szaleństwo człowieka mogło zajść tak daleko? Gdyby się kiedykolwiek coś podobnego zdarzyło, jakież byłoby zdumienie wszystkich, którzy by na to patrzyli! Jak by się każdy brzydził tą bezecną kobietą! Jakie współczucie, jaki politowanie budziłby los tej cnotliwej, nieszczęśliwej małżonki! Jaki powszechny głos oburzenia i pogardy podniósłby się przeciw temu nieuczciwemu i szalonemu mężowi?

 

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

Społeczeństwo bez praw

Dwunasty stopień nadużycia, to społeczeństwo bez prawa, które gardząc słowem Bożym i przepisami prawa – różnorakimi błędnymi drogami wplątuje się w sidła przeniewierstwa. Owe to drogi przeniewierczego społeczeństwa tak w rodzaju ludzkim pokazuje prorok: „Wszyscyśmy zbłądzili jak owce, każdy z nas obrócił się ku własnej drodze”(Iż 53,6). O tych drogach mówi też Mądrość ustami Salomona: „Jest droga, która zdaje się człowiekowi sprawiedliwa, ale w końcu prowadzi do śmierci” (Prz 14, 12). Na te zaś drogi zguby wchodzi się wtedy, gdy prze niedbałość porzuca się jedyną drogę królewską, która nie skręca ani na lewo, ani na prawo, a rą jest prawo Boże. Pan nasz, Jezus Chrystus, cel „prawa dla usprawiedliwienia każdego wierzącego” (Rz 10, 4), tak o tej drodze mówi: „Ja jestem drogą, i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze mnie” (J 14, 6), a do wejścia na nią zaprasza słowami: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię” (Mt 11, 28); wszystkich bez wyjątku, „albowiem u Boga nie ma względu na osobę” (Rz 2, 11), bez względu na to, czy to Żyd, czy Grek, mężczyzna czy kobieta, sługa czy wolny, barbarzyńca, czy Scyta; lecz wszystkim we wszystkich – Chrystus; wszyscy bowiem są jednym w Jezusie Chrystusie (Gal 3, 28).

Skoro zaś Chrystus jest „celem prawa” (Rz 10, 4), kto jest bez prawa – staje się bez Chrystusa; dlatego też społeczeństwo bez prawa, jest społeczeństwem bez Chrystusa.

Jest więc nadużyciem społeczeństwo bez prawa w epoce Ewangelii, kiedy to Apostołowie otrzymali misję jej głoszenia wszystkim narodom (Mt 28, 19); kiedy grzmot ewangeliczny rozbrzmiewa we wszystkich częściach świata; kiedy narody nie szukające sprawiedliwości, dostąpiły sprawiedliwości (Rz 9, 30); kiedy ci, co niegdyś byli dalekimi, stali się bliskimi w krwi Chrystusa (Ef 2, 13); którzy kiedyś nie byli, a teraz są – ludem Bożym w Chrystusie (Rz 9, 25; Oz 2, 22); kiedy nastał „czas pomyślny i dzień zbawienia” (2 Kor 6, 2) oraz czas ochłody w obliczu Najwyższego; kiedy w każdym narodzie jest obecny świadek zmartwychwstania i kiedy sam Pan zapewnia: „A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20).

Nie bądźmy więc w obecnym czasie przejściowym – bez Chrystusa, aby w przyszłości Chrystus – nie był bez nas!

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

Św. Ambroży – Doktor i Ojciec Kościoła

Ambroży z Mediolanu urodził w roku 339 w Trewirze. W tamtym czasie była to stolica Cesarstwa Rzymskiego i siedziba cesarza Konstantyna II. Pochodził z arystokratycznej, zamożnej rodziny. Ojciec jego był namiestnikiem cesarskim, prefektem Galii. Ambroży miał dwoje starszego rodzeństwa: siostrę Marcelinę (świętą, konsekrowaną dziewicę) oraz brata Uraniusza Satyra również świętego Kościoła katolickiego. Podanie głosi, że rój pszczół usiadł na ustach jego jako niemowlęcia, matka chciała go odegnać, ale ojciec jego nakazał poczekać, aż rój sam odleci. Poczytano to za znak, iż będzie kimś wielkim.

s.ambrozyMając zaledwie rok zostaje osierocony przez ojca i matka razem z dziećmi przenosi się do Rzymu. W tym mieście chodził do szkoły i uczył się gramatyki oraz wymowy równocześnie poznając prawo. Już jako uczeń dał się poznać jako wspaniały mówca oraz bystry i energiczny człowiek. Około roku 370 zostaje mianowany gubernatorem prowincji Liguria i Emilia z siedzibą w Mediolanie. Miasto to do 402 roku pełniło rolę stolicy cesarstwa zachodniorzymskiego. W czasie swoich rządów uporządkował prowincję oraz jej finanse.

W roku 373 zmarł ariański biskup miasta i wybór jego następcy zrodził gwałtowny spór. Katolicy chcieli swojego kandydata a arianie swojego.

Arianizm odrzucał naukę o Trójcy Świętej jak również bóstwo Jezusa Chrystusa. Nauczanie to zostało potępione przez sobór nicejski w 325 roku oraz pierwszy sobór konstantynopolitański w 381 roku.

Ambroży z uwagi na pełniony urząd, by zapobiec ewentualnym rozruchom, udał się do kościoła gdzie miano wybrać następcę zmarłego biskupa Auksencjusza. Gdy obie strony nie mogły osiągnąć porozumienia jakieś dziecię zawołało głośno: „Ambroży biskupem!”. Zgromadzeni uznali to za głos Boży i chórem powtórzyli okrzyk: „Ambroży biskupem”. Prosząc o czas do namysłu skorzystał z okazji by uciec z miasta. Nocna ucieczka zakończyła się u bram Mediolanu – co Ambroży odczytał jako wolę Bożą i postanowił poddać się temu wyborowi. Do objęcia urzędu potrzebny był jeszcze chrzest oraz święcenia. W IV wieku z chrztem czekano do czasu osiągnięcia wieku dorosłego. Ambroży był tylko katechumenem (osoba przygotowująca się do chrztu, które mogło trwać parę lat). Dnia 7 grudnia 373 roku Ambroży został biskupem Mediolanu.

Św. Ambroży starał się by wiara katolicka była elementem łączącym w imperium, by Kościół i władza świecka współpracowały ze sobą. Współpraca ta miała mieć jasne i określone zasady. Jak to sam określił w kazaniu: „Bo cesarz jest w Kościele, a nie ponad Kościołem. Dobry bowiem cesarz stara się nieść pomoc Kościołowi, a nie zwalczać go”. Dzięki niemu cesarz Gracjan w roku 380 wydał dekret uznający religię katolicką za jedyną religię państwową. W 382 roku ten sam cesarz usunął z budynku senatu rzymskiego posąg bogini Wiktorii. Ambroży był nieubłaganym wrogiem arian i nie zawahał się wejść w konflikt z matką cesarza Walentyniana II, Justyną popierającą tę herezję. Płomienne kazania głoszone przez Ambrożego były słuchane przez Augustyna (święty, Doktor i Ojciec Kościoła, biskup, filozof i teolog), który pod wpływem nauczania biskupa Mediolanu nawrócił się i przyjął chrzest w 387 roku z jego rąk.

Biskup Ambroży zwracał wielką uwagę na liturgię w Kościele. Od jego imienia pochodzi nazwa rytu ambrozjańskiego w Kościele katolickim, który funkcjonuje do dziś w diecezji mediolańskiej oraz we włoskojęzycznej części Szwajcarii. s.ambrozy-2Był rozważnym i wrażliwym na krzywdę ludzką, odznaczał się silną wolą, poczuciem ładu i zmysłem praktycznym. Był nazywany: „kolumną Kościoła” oraz „perłą, która błyszczy na palcu Boga”. Głosił porywające kazania dla wiernych, uważając nauczanie ludu za swój podstawowy pasterski obowiązek. Aby mieć odpowiednio przygotowanych współpracowników w diecezji założył seminarium-klasztor dla przyszłych kapłanów. Sam nadał im regułę i często wśród nich przebywał.

Ambroży z Mediolanu był również twórcą śpiewu liturgicznego nazywanego chorałem ambrozjańskim lub śpiewem mediolańskim. Śpiewy te są źródłem i podstawą do powstania chorału gregoriańskiego – najpiękniejszej rzeczy po tej stronie nieba.

Święty Ambroży w imię wartości chrześcijańskich napomniał cesarza Teodozjusza i zażądał odprawienia pokuty za okrutne wymordowanie 7 tysięcy mieszkańców Tessalonik. Pokuta odprawiana była publicznie i trwała osiem miesięcy. Gdy cesarz chciał zająć miejsce w prezbiterium, jak to czynił w Konstantynopolu, Ambroży nie zgodził się mówiąc: „Purpura jest oznaką cesarza, nie kapłana”. Później, gdy poproszono cesarza by zasiadł w prezbiterium odrzekł: „Za późno poznałem, jaka zachodzi różnica między biskupem a cesarzem. Zawsze otoczony pochlebcami, teraz dopiero poznałem męża, który śmiał mi otwarcie powiedzieć prawdę. Jednego tylko znam, co godzien być biskupem, a jest nim Ambroży”. Cesarz Teodozjusz cenił Ambrożego, z jego rąk przyjął ostatnie namaszczenie i zmarł w jego ramionach.

Św. Ambroży, biskup Mediolanu zmarł 4 kwietnia 397 roku w Wielki Piątek w drodze na antyariański synod w Capui. Wspomnienie liturgiczne zaczęto obchodzić nie w dniu narodzin dla nieba ale w dniu przyjęcia święceń biskupich – 7 grudnia.

Św. Ambroży jest patronem Bolonii, Mediolanu i pszczelarzy.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W GRUDNIU 2014 ROKU.

Los grzesznika

granada_fray_luisGdyby ludzie nie byli pozbawieni rozumu, czy trzeba by im było czegoś więcej, by zrozumieć, jaka jest różnica między losem sprawiedliwych a losem grzeszników, między szczęściem jednych a szczęściem drugich – nawet rozpatrując rzeczy pod tym tylko względem , który nas tutaj interesuje? Czy jest los bardziej godny zazdrości niż los sprawiedliwego, którego dusza, jak drzewo zasadzone nad wodami bystrej rzeki, żywiona jest i chłodzona zdrojami łask o obficie wydaje owoce błogosławieństwa i zbawienia? I przeciwnie, jaki los jest bardziej opłakany od losu grzesznika, który, podobny do dzikiego, niepłodnego drzewa, leniwie porastającego na ustroniu i pozbawionego wszelkiej uprawy, odwrócił oczy i serce od Tego, który jest źródłem żywej wody, aby je zatrzymać dla znikomych i zwodniczych stworzeń, które są dla niego ziemią tylko pustą i wyschłą, nie nadającą się do zamieszkania? Jak bardzo godzien jest naszego politowania o łez ów nieszczęśliwy niewolnik świata, osadzony na ziemi przeklętej, w której złożył swoje nadzieje, a w której znajduje tylko hańbę i zawód! Czy jest jakakolwiek nędza od tej nędzy straszniejsza?

Niestety! Człowiek został przez grzech wtrącony w tak okropną nędzę, że niezbędnie potrzebuje miłosierdzia Boga!

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

O ślubie czystości

Wczoraj zastanawialiśmy się na ślubem ubóstwa i doszliśmy do przekonania, że ten ślub oznacza to, co jest przeciwne zwyczajnym dążeniom na świecie. W zakonie ten ślub obowiązuje i pod tym względem, że zakonnicy nie mogą niczego posiadać na własność. Ubóstwo duchem obowiązuje bowiem wszystkich ludzi.

Drugim ślubem, bardziej jeszcze doskonałym i bardziej trudnym, jest ślub czystości.

W ślubie ubóstwa jest doskonałość tego, co jest poza nami. Tak samo i w ślubie czystości. Słowo czystość ma znaczenie różnorodne. Mówimy czysty stół, czysta książka – dlatego, że nie ma plam, że nie ma czegoś niepotrzebnego, co do celu nie zmierza. W znaczeniu moralnym czystość zacieśnia się szóstego przykazania Bożego. Przykazanie obowiązuje wszystkich i to, co by było nieuporządkowane, niezgodne z prawem Bożym, będzie grzechem. Pan Bóg chce, żeby ludzkość trwała i rozmnażała się [por. Rdz 1,28], i to jest wola boża dla małżeństwa. W zakonie wyrzekamy się tego, co jest dozwolone, wyrzekamy się życia rodzinnego. Pan Jezus powiedział: „Kto może pojąć, niech pojmuje” [Mt 19,12]. Jest to coś więcej trudnego niż ubóstwo. W Starym Zakonie zupełnie inaczej sądzono. Za błogosławieństwo Boże uważano liczne potomstwo. Ludziom światowym też trudno to zrozumieć.

Ślub czystości nie zabezpieczy nas jednak przed naturą, która dopominać się będzie swoich praw. Nie możemy powiedzieć, że nie będzie ciekawości do książek, które o tym coś piszą. Owszem, rozpocznie się walka posunięta aż do heroizmu.

Czy to jest tylko wyrzeczeni, czy też i coś więcej?

Kto żyje w życiu rodzinnym, jest związany z drugą osobą  i podzielona jest jego miłość[por. 1Kor 7,33]. Nie chodzi o to, żeby było tylko wyrzeczenie, bo w zamian za to wyrzeczenie przychodzi coś duchowego, posuniętego do tego stopnia, że dusza nazywana jest oblubienicą Chrystusową. Wyrzekamy się po to, by rzecz dużo doskonalszą otrzymać. To jest bardzo słabe porównanie – jakby ktoś wyrzekał się jazdy wozem na korzyść jazdy samolotem. To jest tajemnica i po śmierci dużo Bożych ujrzymy.

Takie dusze nie tylko że same się uświęcają, ale i inne porywają za sobą. Św. Teresa nazywa się matką dusz. Każda dusza, która wyrzeka się życia rodzinnego(dla Boga), staje się duchową matką wielu dusza. Często ich nawet nie zna. To jest wzniosła, bardzo wzniosła rzecz. Poświęca się stworzenie, miłość stworzenia, rodzinę, radość życia rodzinnego, by stać się matką bardzo wielu dusz.

Jak zachować ten ślub mimo wielu pokus, różnych okazji i okoliczności? Oczywiście, tylko za łaską Bożą dochować go możemy. Pośredniczką wszystkich łask jest Niepokalana. Im kto więcej zbliży się do Niepokalanej, tym więcej będzie niepokalany, bo sama Jej nazwa mieści w sobie czystość i niewinność.

Trzeba następnie unikać okazji i powstrzymać swój wzrok, żeby nie patrzeć na nieodpowiednie wystawy, jeśli się jest w mieście. Książek lub powieści nie odpowiednich nie czytać; co innego z obowiązku, gdyż wówczas przychodzi specjalna łaska stanu. Trzeba się strzec, jakby się niosło skarb w glinianym naczyniu i pilnie uważać, aby się ono nie rozbiło. I wewnątrz klasztoru wobec osób tej samej płci trzeba zachować ostrożność, żeby nie naruszyć tej anielskiej cnoty.

Mówi się anielskiej, ale to jest cnota więcej niż anielska, bo aniołom nie sprawia trudności zachowanie jej. Nie żyją w rodzinie i nie mają ciała. My zaś, zachowując ją – przewyższamy nawet aniołów.

Możemy zachować i zachowujemy tę cnotę, jeśli uciekać się będziemy stale do Niepokalanej i unikać okazji. Jeśli zaufacie bezgranicznie Niepokalanej – zachowacie ten ślub, a choćby zdarzały się nawet pewne odchylenia – prędko się podźwigniecie i na nowo zaczniecie.

Mówi się, że ten ślub dużo trudniejszy do zachowania niż ślub ubóstwa, ale przy pomocy łaski Bożej nie ma rzeczy mniej lub bardziej trudnej – wszystko jest łatwe.

 

Niepokalanów 30 VIII 1937 r.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

 

Rozeznanie objawień

Po czym można poznać, że to widzenie pochodzi od diabła, a nie ode Mnie? Odpowiem ci: znakiem, że pochodzi ono od diabła, który ukazuje się duszy w postaci światła, jest to, że dusza za jego zjawieniem się odczuwa natychmiastową żywą wesołość; lecz w miarę trwania wesołość ta zmniejsza się coraz bardziej i pozostawia po sobie zniechęcenie, ciemność i zamroczenie wewnętrzne ducha. Lecz jeśli to Ja, Prawda wieczna, nawiedziłem tę duszę, odczuwa ona w pierwszej chwili święta bojaźń; ale z tą bojaźnią doznaje wesela, poczucia bezpieczeństwa i słodyczy roztropności, która sprawia, że dusza, wątpiąc, nie wątpi. Lecz w poznaniu siebie uzna się za niegodną tej łaski i powie: ”Nie jestem godna twych odwiedzin”. Skoro nie jest ich godna, jakże to może się stać? Lecz kiedy zwróci się do przepaści mej miłości, pozna i zobaczy, że dla Mnie możliwe jest dawać; że patrzę nie na jej niegodność, lecz na godność moją, która czyni ją godną przyjąć Mnie jako łaskę i czuć w sobie obecność moją, bo nie pogardzam pragnieniem, którym ona mię przyzywa. Stąd mówi pokornie: Oto służebnica Twoja; niech wola Twoja stanie się we mnie (Łk 1, 38). Wtedy wychodzi po modlitwie i odwiedzinach moich z weselem i radością ducha, uznając z pokorą swą niegodność, świadoma, że miłości mojej zawdzięcza wszystko, co otrzymała.

Oto znak, po którym można poznać, czy dusza nawiedzona została przez Mnie, czy przez diabła. Jeśli przeze Mnie, odczuwa z początku bojaźń, w pośrodku i na końcu radość i głód cnoty. Jeśli prze diabła, to zrazu opanowuje ją radość, która przechodzi w zamęt i ciemność duchową. Daję wam znak ostrzegawczy. Odtąd dusza, która chce kroczyć z pokorą i roztropnością nie może być oszukana. Lecz nie uniknie sideł, jeśli będzie kierować się niedoskonałą miłości pociech osobistych bardziej niż miłością dla Mnie.

 

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012

 

Łzy ogniste

Czy są łzy innego rodzaju niż te, co płyną z oczu? Tak. Jest płacz ognisty, to jest prawdziwe i święte pragnienie, które spala się w miłości. Niektórzy chcieliby roztopić swe życie w łzach z nienawiści do siebie i dla zbawienia dusz, i zda się, nie mogą tego osiągnąć.

Ci mają łzy ogniste, którymi płacze Duch Święty przede Mną, za nich i za bliźnich. Powiadam, że miłość moja płomieniem swym zapala serce, które ofiarowuje Mi gorące pragnienia, bez łzy w oku. Powiadam, że są to łzy ogniste i powtarza, że łzami tymi płacze Duch święty. Ci, nie mogąc płakać oczami, ofiarują Mi pragnienia płynące z woli płaczu dla miłości mojej. Jeśli otworzą oko intelektu, ujrzą, że ilekroć słudzy moi ślą ku Mnie woń świętego pragnienia w swych pokornych i ciągłych modlitwach, Duch Święty płacze przez nich. To właśnie chciał rzec chwalebny apostoł Paweł, mówiąc, że sam Duch Święty prosi Mnie, Ojca, za was, wzdychaniem niewymownym (Rz 8,26).

Widzisz więc, że owoc łez ognistych nie jest mniejszy niż owoc łez z wody; niekiedy nawet jest większy, zależnie od miary miłości. Dusza więc nie powinna ulegać zmąceniu ducha ani bać się, że będzie pozbawiona mej obecności dlatego, że łez, których pragnęła, nie może mieć w sposób pożądany. Powinna pragnąć ich tylko wolą zgodną z moją wolą, gotową przyjąć pokornie wszelkie „tak” lub „nie”, wedle tego, co podoba się mojej dobroci. Niekiedy nie życzę sobie udzielić jej łez cielesnych, aby trwałą bez przerwy przede Mną w pokornej i ciągłej modlitwie, i pragnieniu kosztowania Mnie. Otrzymanie tego, o co prosi, nie byłoby dla niej wielką korzyścią, jak mniema. Byłaby zadowolona posiadania tego, czego pragnęła, i opuściłaby się w upodobaniu i pragnieniu, które kazało jej o to prosić. Nie dla umniejszenia, lecz dla jej rozwoju odmawiam udzielenia jej łez zewnętrznych, które by chciały wylewać oczy. Użyczam jej tylko łez wewnętrznych, które płyną z serca, zapalonego ogniem mej Boskiej miłości. Zresztą w każdym miejscu i w każdym czasie łzy będą Mi miłe, byle oko intelektu, z światłem wiary i uczuciem miłości nie zamknęło się nigdy przed przedmiotem mej Prawdy wiecznej. Jam jest lekarz, wy jesteście chorzy: daję każdemu z was to, co jest mu konieczne i potrzebne do zbawienia i wzrostu doskonałości w duszach waszych.

 

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012

Święty Marcin

Marcin z Tours żył w IV wieku po narodzeniu Chrystusa. Data jego urodzenia nie jest pewna, według jednych źródeł mogło to być w roku 316, 317 lub nawet 310, a inne podają, że urodził w 335 roku. Data śmierci przekazana została dokładnie było to 8 listopada 397 roku w Candes na terenie dzisiejszej Francji. s.MarcinMiejscem urodzenia była Panonia czyli dzisiejsze Węgry. Ojciec jego był trybunem wojskowym (był to stopień oficerski w wojsku starożytnego Rzymu) i kiedy Marcin miał ok. 6 lat przeniesiony został do Pawii, miasta we Włoszech. Będąc w rodzinnym mieście ojca poznaje nauki chrześcijańskie i w wieku 10 lat jest gotów do przyjęcia chrztu. Rodzice jego byli temu przeciwni. Ojciec jego pragnął by Marcin poszedł w jego ślady i w wieku 15 lat umieścił go w armii rzymskiej. Źródła nie są zgodne co do ilości lat spędzonych przez św. Marcina w wojsku – podają od 5 do 25 lat. W roku 338 Marcin ze swoim garnizonem zostaje przeniesiony do Amiens. Tu ma miejsce zdarzenie, które jest znane całemu światu chrześcijańskiemu. Zimą u bram miasta spotkał półnagiego, drżącego z zimna żebraka. Ponieważ już rozdał swój żołd potrzebującym, zdjął płaszcz, rozciął go na pół i okrył biedaka jedną częścią. Następnej nocy miał widzenie Pana Jezusa w całym majestacie, otoczonego chórem aniołów, okrytego tą połową płaszcza wojskowego, który rzekł: „Marcin, spragniony Mej nauki, okrył Mnie”.

Pod wpływem tego wydarzenia Marcin przyjmuje chrzest i występuje z wojska. Udaje się do Francji, do miasta Poitiers, do znanego i cenionego świętego biskupa Hilarego. Ten przyjmuje serdecznie Marcina, udziela mu niższych święceń i poleca udać się do rodziców by nawrócić ich na chrześcijaństwo. Praca jego przynosi efekty w postaci nawrócenia matki i kilku krewnych, ale zostaje wygnany przez zwolenników heretyckiego Ariusza. Schronił się na bezludnej wyspie Galinari leżącej naprzeciwko Genui, gdzie żył jak pustelnik, co było jego pragnieniem. W niedługim czasie skupiło się wokół niego grono uczniów i naśladowców. Biskup Hilary w 361 roku zawezwał Marcina do Poitiers i wspólnie założyli klasztor w Ligügé. Przyjmuje się, że był to pierwszy klasztor we Francji. Dziesięć lat później umiera biskup Tours. Wierni i duchowieństwo są jednomyślni: następcą ma być Marcin, mimo oporów i niechęci jego samego zostaje biskupem w 371 roku.

Z wyborem na biskupa związana jest historia z gęsiami. Nie chcąc przyjąć ofiarowanej mu funkcji uciekł i schował się w szopie gdzie chowano gęsi. Ptactwo przestraszone intruzem wszczęło głośny alarm czym wydało przyszłego biskupa.

Biskup Marcin z Tours znany jest jako głosiciel ewangelii na wsi galijskiej. Systematyczny i dokładny w swojej pracy odbył wiele wypraw misyjnych. Burzył ołtarzyki stawiane dla pogańskich bóstw, kazał niszczyć pogańskie świątynie, głosił Ewangelię. Według przekazów historycznych ufundował sześć kościołów wiejskich, kolonie mnichów oraz pustelnie. Miłość i szacunek ludu galijskiego zdobył biskup Marcin oddaniem się temu co dotyczyło życia prostych ludzi. Będąc biskupem prowadził nadal surowe życie pustelnicze i już za życia nazywany był powszechnie mężem Bożym. Współczesny mu historyk i hagiograf Sulpicjusz Sewer opisuje wiele cudów zdziałanych przez biskupa Marcina, jak i walki z nieczystymi duchami. Pod Chartres wskrzesił syna ubogiej wdowy, pocałunkiem uzdrowił chorego na wrzody. Szatan stając przed nim powiedział: „Zuchwale sobie poczynasz, rozgrzeszając tych, którzy przez ciężkie grzechy utracili łaskę chrztu świętego, bo kto raz upadł, temu Pan Bóg odmówi miłosierdzia” – Marcin zaś odpowiedział: „Nieszczęsny kusicielu! Jeśli przestaniesz dręczyć ludzi pokusą, i teraz, gdy nadchodzi pora sądu, żałować będziesz swego odstępstwa od Boga, wtedy nie wątp, że w zaufaniu w miłosierdzie Boże i tobie nawet udzielę rozgrzeszenia”!

Święty Marcin nie kończył szkół, ale wiara jego była żywa i przekazywał ją swoim uczniom w sposób prosty poprzez porównania z życia. Widząc świeżo ostrzyżoną owcę powiedział: „Otóż widzicie owieczkę, która spełniła przykazanie Ewangelii świętej. Miała ona dwie sukienki, z których jedną podarowała temu, co nie miał żadnej. Tak i wy czyńcie!”

Marcin z Tours zmarł dnia 8 listopada 397 roku w trakcie podróży duszpasterskiej. Ciało jego przewieziono Loarą do Tourss.Marcin-2 i tam dnia 11 listopada w obecności wielu biskupów, kapłanów i ok. 2000 mnichów i mniszek oraz tłumów wiernych złożono do grobu. Następca na stolicy biskupiej w Tours polecił wznieść nad grobem kaplicę, a w kilkanaście lat później powiększono ją do rozmiarów bazyliki.

„Żywot świętego Marcina” Sulpicjusza Sewera spowodował, że jego kult był bardzo silny i jest aktualny po dzień dzisiejszy, co widać choćby po popularności imienia Marcin i to nie tylko w Polsce. Jest on patronem ponad 70 kościołów oraz 134 parafii w Polsce.

Postać św. Marcina obecna jest w herbach miejscowości w Niemczech i Polsce (np.: miasta Jawor, Bad Ems, gmina Granowo, gmina Wiśniowa).

Z kultem świętego Marcina związana jest tradycja pieczenia gęsi na dzień 11 listopada, która często jest nadziewana jabłkami, rodzynkami i kasztanami. Tradycja ta widoczna jest również w przysłowiach polskich: „Na świętego Marcina dobra gęsina”, „Na Marcina gęś do komina”.

W Poznaniu od końca XIX wieku istnieje zwyczaj wypieku słodkich rogali na dzień 11 listopada. Początek dał proboszcz parafii św. Marcina prosząc wiernych by na dzień patrona parafii zrobili coś dla biednych. Cukiernik Jan Melzer przygotował słodkie rogale, które rozdał potrzebującym. W kolejnych latach przyłączyli się do niego inni i w ten sposób mamy do dnia dzisiejszego rogale świętomarcińskie, które stały się symbolem Poznania.

W ikonografii zachodniej przedstawiany jest święty Marcin, jako legionista na białym koniu, dający część swojego płaszcza biedakowi. Na wschodzie przedstawiany jest w szatach biskupich i z pastorałem.

Jego atrybutami są: dzban, gęś, koń, księga, model kościoła, dwa psy lub żebrak u jego stóp, płaszcz rozcięty na pół.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LISTOPADZIE 2015 ROKU.