Schizmatyk i heretyk

Jakiś czas temu trafiła w moje ręce książka p. Marie-Anne Vanier „Bóg Ojciec Tajemnica Miłosierdzia; Ojcowie Kościoła o Bogu Ojcu”. Przekładu dokonali i przygotowali dla polskiego czytelnika księża: Marek Starowiejski oraz Józef Naumowicz. Przeglądam spis treści i autorów których teksty zostały zamieszczone, jest tu: Filon z Aleksandrii, św. Ireneusz, św. Atanazy, św. Bazyli Wielki, św. Cyryl, św. Ambroży, św. Augustyn, św. Grzegorz z Nazjanzu, Tertulian. I z pewnym zaskoczeniem czytam, raz i drugi – Marcin Luter z tekstem „Zrozumieć Boga, naszego Ojca”.

Parę dni temu kupiłem w księgarni dwie książki  z serii Klasyka Duchowości Wydawnictwa M, zacnego i którego pozycję wydawnicze są mi dobrze znane. Znalazłem w Internecie autorów zamieszczonych w tej serii: Tomasz a Kempis, dwie pozycje, św. Franciszek i św. Klara, św. Ludwik Grignon de Montfort oraz Jan z Kronsztadu(!).

Zaciekawiła mnie osoba tego ostatniego gdyż dotychczas o kimś takim nie słyszałem.

Z wikipedii: rosyjski duchowny prawosławny i działacz społeczny. W Kronsztadzie prowadził szeroko zakrojoną działalność charytatywną i duszpasterską, wspierając materialnie najuboższych mieszkańców miasta i głosząc wśród nich zasady prawosławnej moralności. Zorganizował dom pracy, w którym bezrobotni i bezdomni mieszkańcy Kronsztadu mogli znaleźć zatrudnienie i zakwaterowanie. Z czasem jego sława obrońcy najuboższych i charyzmatycznego kaznodziei rozprzestrzeniła się na cały kraj. Janowi Kronsztadzkiemu przypisywano dary leczenia siłą samej modlitwy i przepowiadania przyszłości. Na jego adres wpływały dary finansowe od osób prywatnych, które następnie przeznaczał na wsparcie dzieł dobroczynności, cerkwi i monasterów. Jego wystąpienia publiczne gromadziły tysiące wiernych. W 1894 został zaproszony do umierającego cara Aleksandra III.

Reprezentował skrajnie konserwatywne, nacjonalistyczne poglądy polityczne, w swoich kazaniach wielokrotnie poruszał tematy związane z bieżącą sytuacją Rosji. Sprzeciwiał się wszelkim reformom w państwie, twierdząc, że Rosja powinna pozostać monarchią absolutną, z prawosławiem jako jedyną panującą religią. Imperium Rosyjskie utożsamiał ze Świętą Rusią i królestwem Boga na ziemi, zapowiadając równocześnie jego upadek, o ile w kraju nadal będą szerzyły się idee liberalne, w tym równouprawnienie różnych wyznań. W ostatnich latach życia był związany z Czarną Sotnią.

Jest autorem wydanego pośmiertnie dziennika Moje życie w Chrystusie, w którym opisywał swoje dążenia do doskonalenia duchowego, pisał o walce z grzesznymi myślami i działaniami, notował modlitwy. Wiernych wzywał do konsekwentnego doskonalenia się w duchu ewangelicznym, oparcia swojego życia na miłości bliźniego, miłosierdziu i współczuciu, łagodności, posłuszeństwie, czystości i gotowości do wyrzeczeń.

Został kanonizowany w 1964 przez Rosyjski Kościół Prawosławny poza granicami Rosji, 14 czerwca 1990 również przez Rosyjski Kościół Prawosławny.

 

Wielce zastanawiające jest traktowanie przez księży katolickich Marcina Lutraherezjarchy na równi z Ojcami Kościoła. Autorzy przekładu w przedmowie narzekają, że wydawcy katoliccy bardzo zwlekali z wydanie jakiejś poprzedniej pozycji tej autorki. Jak widać sami wydawcy mają lepsze rozeznanie niż księża z profesorskimi tytułami.

Wydawnictwo M za to, ma problem z prymatem papieskim. Z jednej strony wydawane jest nauczanie Jana Pawła II, Biblia z komentarzem tego papieża, a z drugiej strony w klasyce duchowości jest autor kompletnie negujący prymat papieża w chrześcijaństwie. Promowany jest autor prawosławny, wyświecony przez Cerkiew rosyjską w czasach komunizmu, gdy Cerkiew była przybudówką rządzącej partii na odcinku „opium dla ludu”, a jej zwierzchnik był współpracownikiem i wykonawcą działań służb specjalnych państwa ateistycznego.

Stygmaty św. Franciszka

We wrześniu 1224 roku św. Franciszek otrzymuje dar stygmatów. Biedaczyna z Asyżu od dawna pałał szczególnym nabożeństwem do męki Chrystusa oraz Jego ofiary krzyżowej. W pokornej modlitwie prosił Chrystusa: „O Panie mój, Jezu Chryste, proszę Cię, byś mi uczynił dwie łaski, nim umrę. Pierwszą – bym za życia uczuł w duszy i ciele moim, o ile można, tę boleść, którą Ty, Panie słodki, wycierpiałeś w godzi nie gorzkiej swej męki. Drugą – bym uczuł w sercu moim, o ile można, tę miłość niezmierną, którą Ty, Synu Boży tak zapłonąłeś, że ochotnie zniosłeś taką mękę za nas grzeszników”.

StygmatyTomasz z Celano, franciszkanin żyjący w XIII wieku, historyk i pierwszy biograf Franciszka podaje jak na górze La Verna zatopiony w kontemplacji Męki Pańskiej Franciszek: „ujrzał w widzeniu rozciągniętego nad sobą Serafina, wiszącego na krzyżu, mającego sześć skrzydeł, za ręce i nogi przybitego do krzyża. Dwa skrzydła unosiły się mu nad głową, dwa wyciągały do lotu, a dwa okrywały całe ciało. Widząc to, Franciszek zdumiał się gwałtownie, a gdy nie umiał wytłumaczyć, co by znaczyło to widzenie, wtargnęła mu w serce radość pomieszana z żałością. Cieszył się z łaskawego wejrzenia, jakim Serafin patrzył na niego, ale przybicie do krzyża przeraziło go. Natężył umysł, by pojąć, co mogłaby znaczyć ta wróżba i duch jego silił się trwożnie nad jakimś jej zrozumieniem. Otóż, podczas gdy szukając wyjaśnienia na zewnątrz, poza sobą, nie znalazł rozwiązania, nagle objawiło mu je w nim samym odczucie bólu.

Natychmiast bowiem na jego rękach i nogach zaczęły jawić się znaki gwoździ, jak to na krótko przedtem widział u Męża ukrzyżowanego, ponad sobą w powietrzu. Jego ręce i nogi wyglądały przebite gwoździami w samym środku; główki gwoździ były widoczne na wewnętrznej stronie rąk i na wierzchniej stronie nóg, a ich ostre końce były na stronie odwrotnej… Zaś prawy bok, jakby przebity lancą, miał na sobie czerwoną bliznę, która często broczyła i spryskiwała tunikę oraz spodnie świętą krwią”.

Czym są stygmaty, co to jest?

Stygmaty są to widoczne uszkodzenia tkanki miękkiej ciała nie spowodowane żadną chorobą czy też mechaniczną przyczyną. Umiejscowienie ran odpowiada ranom zadanym Jezusowi podczas męki i ukrzyżowania (dłonie lub nadgarstki, stopy, prawy lub lewy bok klatki piersiowej). W szerszym sensie stygmatami określa się również rany umiejscowione na plecach, głowie i czole, jako ślady biczowania i cierniem koronowania. Stygmaty są to widzialne znaki łaski Bożej dane przez Chrystusa w odpowiedzi na miłość do Niego i do Jego odkupieńczego cierpienia i śmierci. Stygmatom towarzyszy ból i krwawienia nasilające się w piątki oraz w Wielkim Poście a zwłaszcza w Wielkim Tygodniu. Stygmatycy doświadczają ekstaz, wizji i objawień, prorokują, mają dar lewitacji i bilokacji, rozpoznawania złych duchów oraz dar czytania w sercach i uzdrawiania. Od stygmatyzacji św. Franciszka na przestrzeni dziejów było wielu stygmatyków, np. św. Jan od Krzyża, św. Teresa z Avili, św. Jan Boży czy zmarły w 1968 roku ojciec Pio oraz Polki – św. Faustyna i Wanda Boniszewska. Przyjmuje się, że również św. Paweł Apostoł był stygmatykiem.

Jest pięć kryteriów uznania krwawych znamion za autentyczne stygmaty:

– zmiana tkanki występuje w miejscach, w których odniósł rany Chrystus,

– pojawiają się one nagle i spontanicznie,

– nie ropieją, nie gniją a często unosi się z nich słodki zapach podobny do woni kwiatów,

– krwawią krwią tętniczą, nie goją się tygodniami, latami,

– nie można ich wyleczyć czy też zaleczyć.

Stygmaty-2Święty Bonawentura opisuje, że od momentu stygmatyzacji św. Franciszek wręcz płonął wewnętrznym ogniem miłości. Jego dłonie były tak gorące, że dotknięciem rozgrzał jednego z braci tak, iż mógł on spać pośród kamieni i śniegu nie czując zimna. Ogień miłości często poprzedza stygmatyzację i pogłębia się po tym wydarzeniu.

Święty Biedaczyna starał się ukrywać ten dar czując się niegodnym noszenia śladów męki Chrystusa na swoim ciele. Tomasz Celano podaje, że od tego momentu nosił skarpety a rękawy habitu zsuwał tak, że widoczne były jedynie końce palców. Brat Tomasz zaznacza, że ranę na boku za życia Franciszka widział tylko jeden z jego współbraci, kiedy pomagał mu zdjąć do wyprania habit. Biografowie zgodnie podają, że Franciszek niechętnie i bardzo ogólnie mówił towarzyszom o doznanej łasce na górze La Verna (spolszczone Alwernia) i pytał ich o radę, jak ma dalej postępować. Jeden z braci powiedział: „tajemnice Boże są ci niekiedy objawione nie tylko ze względu na ciebie, ale także ze względu na innych. Wydaje się więc, że dlatego słusznie należy się obawiać, abyś nie ukrył tego, co otrzymałeś dla pożytku innych i za ukrycie tego talentu nie był zganiony podczas sądu”. Święty przekazuje swoim zaufanym towarzyszom treść widzeń i swoje przeżycia. Franciszek z Asyżu żył jeszcze tylko dwa lata po tym wydarzeniu.

Święty Bonawentura z „Legendzie większej”, podaje ciekawą interpretację stygmatów św. Franciszka. Przez nawiązanie do Pisma świętego, ten Doktor Kościoła, przyrównuje górę La Verna do Góry Przemienienia oraz góry Horeb. Franciszek modlił się w samotności na górze La Verna przez 40 dni jak Mojżesz na Górze Horeb i powrócił do współbraci przemieniony łaską stygmatów na podobieństwo Jezusa Chrystusa na Górze Przemienienia. Mojżesz otrzymał kamienne tablice Dekalogu jako widzialny znak zawartego z Bogiem przymierza a św. Franciszek te znaki miał wyryte na swoim ciele.

Franciszek zmarł w dwa lata po tym wydarzeniu 3 października 1226 roku, w 1337 roku papież Benedykt XI zatwierdził święto Stygmatów dla zakonu franciszkanów. Papież Paweł V na prośbę kardynała św. Roberta Bellarmina zezwolił by to święto było obchodzone w całym Kościele dnia 17 września.

Boże, Ty dla rozpalenia naszych serc ogniem miłości cudownie odnowiłeś w ciele św. Ojca Franciszka znamiona męki Twojego Syna; spraw za jego wstawiennictwem, abyśmy upodobnieni do Chrystusa w Jego męce stali się również uczestnikami Jego Zmartwychwstania. Który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM WE WRZEŚNIU 2015 ROKU.

 

Król nieprawy

Sprawiedliwość królewska. Zła wynikłe z niesprawiedliwości króla. Dobra wynikające ze sprawiedliwości króla.

Dziewiąty stopień nadużycia to król nieprawy[1], albowiem król nie może być nieprawym, ale nieprawych naprawiaczem; dlatego sam powinien dbać o godność swego tytułu: w pojęciu bowiem tytułu króla mieści się powinność służenia podwładnym kierownictwem. A jakżeż będzie mógł poprawiać innych człowiek, który nie poprawia własnych obyczajów, jeśli stają się nieprawe?

Albowiem sprawiedliwością króla tron się podnosi, a prawdą króla rząd narodów staje się trwałym. Zaś sprawiedliwość polega na tym, by nikogo nie uciskał niesprawiedliwym sprawowaniem władzy, spory ludzkie sądził bezstronnie, brał w obronę przybyszów, sieroty i wdowy, powściągał kradzieże, karał przeniewierstwa, nie wynosił nieprawych, bezczelnych i błaznów nie popierał, wytracał nieludzkich, karał śmiercią ojcobójców i krzywoprzysięzców, bronił Kościoła, biednych żywił, sprawy państwa powierzał ludziom rzetelnym, na doradców brał ludzi starszych, mądrych i trzeźwych, nie dawał posłuchu magom, wieszczkom i szarlatanom, nie decydował w gniewie, ojczyzny mężnie i uczciwie bronił przed wrogiem, we wszystkim pokładał ufność w Bogu, nie wynosił się powodzeniami, przeciwności znosił cierpliwie, miał wiarę katolicką w Boga, nie pozwalał swym dzieciom postępować niezbożnie, w oznaczonych godzinach oddawał się modlitwie, nie brał pokarmu przez właściwą porą, albowiem „biada ci kraju, którego królem chłopię i gdzie książęta już z rana ucztują” (Ekl 10, 16). Oto co sprawia dobrobyt w państwie obecnie, a króla prowadzi do lepszego królestwa w niebie.

Kto zaś królestwem nie rządzi według tych praw, naraża swe rządy na wiele niepowodzeń. Stąd bowiem pokój pośród ludzi doznaje częstego zakłócenia, a także wybuchają niezadowolenia z rządu, zbiory ziemne marnieją, usługi społeczne źle funkcjonują, wiele różnych nieszczęść niszczy dobrobyt państwa, śmierć drogich osób i dzieci przygnębia ludzi, kraj niszczą napady nieprzyjacielskie, marnieje bydło i woły robocze, wiosną i zimą burze przeszkadzają ziemi przynosić plony, a morzu służyć żegludze, niekiedy uderzenia piorunów niszczą nasiona, pączki i kwiaty na drzewach.

Nade wszystko zaś niesprawiedliwość króla nie tylko rzuca cień na oblicze rządów aktualnych, ale nawet zaciemnia możliwość dziedziczenia rządów przez własne dzieci i krewnych. Przecież z powodu występków Salomona Pan odebrał królestwo Izraela z rąk jego synów i je rozproszył (3 Krl 11, 31), zaś z powodu sprawiedliwości króla Dawida pozostawił na zawsze w Jeruzalem światło z jego potomstwa.

Oto dla myślących jest oczywiste, jak wielkie sprawiedliwość króla ma znaczenie na ziemi: z niej bowiem pochodzi pokój między narodami, bezpieczeństwo ojczyzny, ochrona ludu, moc narodu, zabezpieczenia chorych, radość ludzi, umiarkowany klimat, spokój na morzach, urodzaj ról, opieka nad ubogimi, zabezpieczenie dziedzictwa dzieciom, a dla samego króla nadzieja na przyszłe szczęście w niebie.

Niechże więc król ma na uwadze, że jak na tronie ludzkim dano mu pierwsze miejsce, tak też i w karaniu, jeśli nie postępował sprawiedliwie, będzie pierwszym. Wszystkich bowiem grzeszników, których w tym życiu miał pod sobą, w przyszłym karaniu nieubłaganie będzie miał nad sobą.

 

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

 

1 Rozdział ten bywał czytany wobec króla przed koronacją. Był przyjęty przez synody już w VII wieku i opracowywany m. in. przez św. Tomasza w Sumie Teologicznej.

Szkoła Ziemi Mazowieckiej

Skutkiem rewolucji 1905 roku w Rosji i Królestwie Polskim było zelżenie ucisku aparatu carskiego. Powstała możliwość zakładania polskich instytucji oraz organizacji społecznych. Wśród wielu inicjatyw powstaje w Warszawie gimnazjum męskie pod nazwą „Szkoła Ziemi Mazowieckiej”. Organem prowadzącym było Towarzystwo Szkoły Mazowieckiej. Wśród założycieli byli m.in.: Mieczysław Marszewski, projektant i budowniczy mostu Poniatowskiego w Warszawie (zamieszkały w Pilaszkowie), Kazimierz Kujawski późniejszy poseł na Sejm w latach 1922-1927, dyrektor szkoły do 1925 roku.

SZM

Budynek Szkoły Ziemi Mazowieckiej przed 1915 r.

Szkoła została założona jako ośmioklasowe gimnazjum męskie o profilu filologicznym z dodatkowymi zajęciami praktycznymi. Przed wybuchem wojny Towarzystwo miało pod swoją opieką liceum i gimnazjum. Początkowo szkoła mieściła się przy ul Hożej 27, od roku 1908 przeniosła się do budynku przy ulicy Klonowej 16 w Warszawie należącym do Towarzystwa Szkoły Mazowieckiej. Towarzystwo było organem prowadzącym szkołę i odpowiadało za jej utrzymanie. Zachowały się sprawozdania Zarządu Towarzystwa za lata szkolne: 1916/17, 1927/28 oraz 1937/38. Sprawozdania obejmują działania w danym roku szkolnym, podana jest lista nauczycieli jak i nazwiska uczniów kończących szkołę. Ujęte są przeprowadzone remonty, zakupy pomocy dydaktycznych jak również rozliczenie prac z lat poprzednich. W sprawozdaniach podano wielkości wpływów finansowych oraz kosztów.

Wychowanie patriotyczne stało na wysokim poziomie, a absolwenci szkoły dali dowody patriotycznej postawy i ofiarności w czasie wojny, okupacji i powstania warszawskiego. Przy szkole założona została drużyna harcerska 21 WDH im. Gen. Prądzyńskiego. Do członków tej drużyny należeli m.in. Jan Rodowicz – Anoda, Andrzej Romocki – Moro, Stefan Mirowski – Bolek, Stanisław Jankowski –Agaton. To młodzi bohaterowie Powstania Warszawskiego. Wielu innych absolwentów szkoły zginęło w powstaniu w bardzo młodym wieku jak 19. letni poeta Jan Romocki – Bonawentura.

Czytając te sprawozdania daje się zauważyć, że najczęściej członkami Towarzystwa byli rodzice uczniów uczęszczających do szkoły.

Dnia 22 maja 1928 roku odbyła się uroczystość poświęcenia sztandaru szkolnego wg projektu prof. Dzierzbickiego. Poświęcenia dokonał nuncjusz apostolski ks. abp Francesco Marmaggi, a wśród obecnych był przedstawiciel ówczesnego ministerstwa oświaty oraz warszawskiego kuratorium oświaty.

Oprócz drużyny harcerskiej były również inne możliwości działania. Działało kółko klasyczne w dwóch sekcjach: języka greckiego i łaciny. Kółko historyczne pod kierunkiem prof. Aleksandra Jarzębskiego założone zostało w 1936 roku i w roku szkolnym 1937/38 liczyło 14 członków. Działało kółko matematyczne oraz koło sportowe i krajoznawcze. Prężnie działało również koło Sodalicji Mariańskiej, w roku szkolnym odbyło się 14 wspólnych nabożeństw oraz 10 zebrań, na których omawiano przygotowane referaty.

Wśród rodziców działała sekcja kapliczkowa pod przewodnictwem księdza Prefekta, której zadaniem było dbanie o należyty porządek w kaplicy szkolnej. Sekcja ta urządzała tradycyjny opłatek dla uczniów i rodziców.

Sekcja śniadaniowa prowadziła bufet w szkole gdzie wydawano przeciętnie 180 śniadań miesięcznie w tym 14 bezpłatnych dla niezamożnych uczniów. Dochód przeznaczony był na pomoc finansową dla potrzebującej młodzieży.

Sekcja kapliczkowa była częścią Koła Opieki Rodzicielskiej; sekcja samokształceniowa zorganizowała 2 odczyty dotyczące wychowania szkolnego. Sekcja dochodów niestałych zorganizowała dancing dla kadry nauczycielskiej oraz rodziców w hotelu Bristol skąd dochód przeznaczono na działanie Koła.

W roku 1928 Zarząd Towarzystwa mając upoważnienie Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Członków zakupił od właściciela majątku Walewice pod Górą Kalwarią przeszło 4 morgi ziemi. Planowano budowę letniska dla kolonii szkolnych oraz uzdrowiska dla rekonwalescentów.

Czytając sprawozdania widać w nich troskę oraz zaangażowanie nie tylko rodziców w wykształcenie dzieci oraz młodzieży. Przykładano do tego wielką wagę i poświęcano wiele wysiłku i środków. Prawie w każdej dziedzinie życia mogliśmy spotkać absolwentów tej szkoły. Po wojnie szkoła nie została reaktywowana, w jej budynku mieści się obecnie liceum i gimnazjum im. N. Żmichowskiej.

Wśród absolwentów Szkoły byli znani inżynierowie, ludzie sztuki i nauki. Stanisław Żaryn absolwent Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, odbudowywał Warszawę z ruin powojennych; Kazimierz Rudzki, znany aktor grał jedną z głównych ról w serialu „Wojna domowa”; O. Marcin Chrostowski, dominikanin, doktor inżynier, kapelan w 1 Dywizji Pancernej Gen. Maczka; Jacek Karpiński w 1969 roku zaprojektował modularny minikomputer K-202; dr Tadeusz Faryna wybitny lekarz chirurgii dziecięcej; Bohdan Arct, – polski pilot myśliwski II wojny światowej w Anglii, pisarz, autor książek wspomnieniowych i o tematyce batalistycznej.

Szkoła Ziemi Mazowieckiej do dziś pozostaje przykładem właściwego podejścia do procesu edukacji dzieci i młodzieży. Zakłada autentyczne zaangażowanie w ten proces rodziców, nauczycieli i dyrekcji, władz oświatowych i organu założycielskiego szkoły. Realizowany proces edukacyjny polegał nie tylko na przekazywaniu wiedzy i informacji ale kształtowaniu postawy życiowej według nauczanych wartości.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM WE WRZEŚNIU 2015 ROKU.

 

Pełniejsza lista członków Towarzystwa Ziemi Mazowieckiej, nauczycieli i absolwentów Szkoły Ziemi Mazowieckiej.

Św. Józef Kalasanty

Św. Józef Kalasanty urodził się 11 września 1556 lub 1557 roku w hiszpańskiej Aragonii. Pochodził ze szlachetnego rodu panów na Calasanz. Uczył się w mieście Estadila i Lerida oraz w Walencji. Święcenia kapłańskie przyjął w grudniu 1583 roku i został sekretarzem biskupa Kacpra de la Figuera. J.kalasantyW roku 1592 udaje się z pielgrzymką do Rzymu. Na Zatybrzu, jednej z dzielnic Rzymu spotkał się z biedotą i dziećmi zepchniętymi na margines społeczeństwa, pozbawionymi jakiejkolwiek formy kształcenia, analfabetami bez szans na lepsze perspektywy życiowe w dorosłym życiu. Postanowił zająć się ich edukacją. W 1597 roku zakłada pierwszą w Europie szkołę publiczną, gdzie za naukę nie jest pobierana opłata. Do szkoły tej chodzą dzieci zarówno biedne jak i rodzin dobrze sytuowanych. W roku 1617 Józef Kalasancjusz wraz ze współpracownikami zakłada wspólnotę zakonną do prowadzenia rozrastającego się dzieła, pod nazwą Zakon Kleryków Regularnych Ubogich Matki Bożej od Szkół Pobożnych. Powszechna nazwa zakonu pijarzy pochodzi od słowa „pius” czyli pobożny.

Podstawowym celem szkoły było dobre wychowanie oraz przygotowanie do życia dorosłego. Hasłem szkół pijarskich było „Pietas et Litterae” czyli „Pobożność i nauka”.

Dzieło Kalasantego było nowatorskie na tamte czasy. Nie było żadnej instytucji przeznaczonej do nauczania dzieci czy młodzieży. Idea powszechnego nauczania jest zasługą św. Kalasantego. Wymagał on aby nauczanie odbywało się nie tylko słownie ale również całą postawą nauczyciela: „Bieda tobie, który pouczasz innych słowami, a gorszysz przykładem”. Zadaniem szkoły pijarskiej było wychowanie dzieci zarówno w pobożności chrześcijańskiej, jak i w ludzkiej wiedzy, przeprowadzenie przez to reformy społeczności chrześcijańskiej oraz szczęście doczesne i wieczne człowieka.

Założenia, jakimi kieruje się szkoła pijarska, wynikają z tradycji i fundamentalnych idei pedagogiki pijarskiej. W skrócie przedstawiają się one następująco:

  • rozumienie Ewangelii jako normy podstawowej i punktu odniesienia dla całego procesu edukacyjnego;J.kalasanty-2
  • chrześcijańska wizja człowieka;
  • koncepcja integralnego nauczania i wychowania;
  • troska o wychowanie religijne ucznia z poszanowaniem wolności;
  • dbałość o wysoki poziom kształcenia;
  • rozumienie szkoły jako wspólnoty;
  • konieczność współpracy szkoły z rodzicami i odwrotnie;
  • zapewnienie bezpieczeństwa ucznia.

 

Nowością na owe czasy było nauczanie w języku ojczystym gdyż dotychczas nauczanie zdominowane było przez łacinę. Zajęcia lekcyjne odbywały się przed południem przez dwie i pół godziny i tyle samo czasu po południu. Naukę rozpoczynano dłuższą modlitwą a w trakcie zajęć odmawiano krótkie modlitwy. Zajęcia popołudniowe kończyły się nabożeństwem w kościele. W ciągu całego w kościele wystawiony był Najświętszy Sakrament, przed którym uczniowie pod kierunkiem kapłana modlili się zmieniając się co pół godziny. W szkole był zakaz stosowania kar cielesnych a nauka oparta była na okazywaniu uczniom serca i cierpliwości zamiast przymusu. Silny nacisk był położony na sakrament pokuty, gdyż zmusza on człowieka do zastanowienia się nad sobą, żałowania swoich win oraz poprawy w dalszym życiu.

Duchowość św. Józefa Kalasancjusza przepojona była kultem i czcią do Matki Bożej.J.kalasanty-3 W zakonie przyjął imię Józef od Matki Bożej a swoje dzieło Jej poświęcił umieszczając wezwanie do Niej w nazwie zakonu. Również herb zakonu przedstawia w skrócie litery łacińskie i greckie oznaczające Maryję-Matkę Bożą z koroną i krzyżem. Pisał do zakonników: „Staraj się być czcicielem Najświętszej Dziewicy i naśladuj, gdy to tylko jest możliwe, mękę naszego Pana”. Kalasancjusz szczególnie dbał i kładł nacisk na praktykowanie wśród zakonników modlitwy różańcowej, której nie porzucił aż do śmierci. Sam modlił się tą modlitwą od dziecka i nakazał, by pijarzy odmawiali ją codziennie. Wręczał współbraciom medalik z Maryją, zalecał codzienne śpiewanie pięciu psalmów do Niej, obchodzenie w ciągu roku siedmiu świąt NMP oraz ułożył Koronkę Dwunastu Gwiazd – modlitwę chwalącą Niepokalane Poczęcie i Wniebowzięcie Matki Bożej (na trzy stulecia przed ogłoszeniem dogmatów).

Sam Józef Kalasancjusz tak określał misję, której się podjął: „Już odnalazłem, tutaj w Rzymie, sposób naśladowania Boga; służbę dzieciom i młodzieży. I nie zostawię tego dla żadnej rzeczy na świecie”. W momencie rozpoczynania działania szkoła liczyła ok. 100 uczniów, w niedługim czasie było już 700 by osiągnąć liczbę 1200 uczniów ok. 1620 roku. Idea szkół pijarskich szybko rozprzestrzeniła się w Europie. Zakonnicy byli zapraszani do tworzenia i prowadzenia placówek w Italii, na Morawach, w Polsce, Hiszpanii, w krajach niemieckich.

Tak wielkie dzieło spowodowało zazdrość wśród innych pijarów i św. Józef Kalasanty wraz ze swoimi asystentami był aresztowany przez św. Inkwizycję. Po paru dniach zostali uwolnieni ale pozbawiono ich urzędów a zakon zredukowano do kongregacji bez ślubów i pod władzą miejscowych biskupów. Kalasancjusz poddał się temu z pokorą i cierpliwością. Zmarł 25 sierpnia 1648 roku w wieku 92 lat, a dopiero w 1669 roku papież Klemens IX przywrócił pijarom formę zakonu i posiadane przywileje. Józef Kalasanty został błogosławionym w 1748 roku a ogłoszony świętym w 1767 roku. Relikwie jego znajdują się w Rzymie w kościele św. Pantaleona.

Do Polski pijarzy trafili już w 1642 roku. Na zaproszenie króla Władysława IV pojawili się w Warszawie. Najbardziej znanym i zasłużonym pijarem, nie tylko dla zakonu był ks. Stanisław Konarski. Był on autorem reform w szkolnictwie oraz założycielem Collegium Nobilium – szkoły kształcącej elity Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

W 300. rocznicę śmierci w 1948 roku Pius XII ogłosił św. Józefa Kalasantego patronem wszystkich katolickich szkół podstawowych.

Aktualnie w Polsce pijarzy prowadzą szkoły w Warszawie, Łowiczu, Krakowie Elblągu, Poznaniu, Katowicach i Bolesławcu.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM WE WRZEŚNIU 2015 ROKU.

Ocet siedmiu złodziei – lecznicza mikstura

Parę dni temu znajoma pożyczyła nam książkę „Dwór wiejski” Karoliny z Potockich Nakwaskiej. Jest to wydany w 2013 roku reprint trzytomowego wydawnictwa z 1843 roku. Generalnie jest to pozycja przeznaczona dla kobiet. Szeroko przedstawia jak prowadzić gospodarstwo domowe we dworze, jak urządzać poszczególne pokoje (salon, kuchnię, sypialnię, spichlerze, itd.). Cały jeden tom poświęcony jest przepisom kulinarnym (podane są przepisy na poszczególne dni miesiąca z uwzględnieniem piątkowego postu). Z przepisami kuchennymi związany jest problem miar i wag – zamieszczone są przeliczniki z łokci, stóp i funtów angielskich, czeskich, francuskich, niderlandzkich, pruskich drezdeńskich na polskie.

Obok przepisów kuchennych jest apteczka domowa; gdzie ma być umieszczona, jak i co powinna zawierać. Wśród specyfików, które i dziś przydatne są w domu jak spirytus kamforowy, ałun, saletry jest ocet czterech złodziei.

Spotykałem się z tym określeniem w znaczeniu, że coś jest bardzo kwaśne. Traktowałem to jako przenośnię, jako określenie literackie. Nie sądziłem, że jest to prawdziwy lek. Przeszukując internet znalazłem historię powstania tego specjału.

ocetFrancuzi zowią ten ocet czterech złodziei, dlatego że kiedy w roku 1720 była wielka zaraza w Marsylii, czterech złodziei, gdy robili wycieczkę, ażeby kogo okraść, nacierali się podobnym octem, stąd skradzione rzeczy w zarażonym mieście, wcale im nie szkodziły. Robi się zaś ten specjał tak:

Do ośmiu kwart mocnego winnego octu, dodaj funt piołunu młodego, pół funta rozmarynu, pół funta szałwii, tyleż mięty angielskiej, tyleż ruty, tyleż kwiatu lawendowego, ćwierć funta tataraku, tyleż cynamonu, tyleż goździków, tyleż czosnku obranego i tyleż kamfory: to wszystko zatkaj w butlu i postaw na słońcu; gdy z miesiąc postoi, przecedź, wyciśnij dobrze przez płótno, pozlewaj w butelki, zakorkuj i dobrze pozalepiaj smołą.

Tego octu używaj dla chorych, i sam się nim nacieraj, idąc do słabych na zaraźliwe choroby, choćby nawet do tkniętych dżumą. Choroba ta bynajmniej szkodzić nie może, natarłszy się dobrze tym octem. W Egipcie sam Napoleon chodził z doktorem po lazaretach do dżumą zarażonych żołnierzy, pocieszał ich i dotykał się rękoma wrzodów dżumowych, będąc dobrze natartym tym octem i mając go przy sobie w butelce, którym się co chwila nacierał.

Nasączone płótno wkładało się do specjalnie ukształtowanej maski, które używane były przez lekarzy w czasach zarazy i pomoru. W jednych krajach znany jest jako ocet siedmiu a w innych jako czterech złodziei. Zawsze natomiast jest to ocet i związany jest ze złodziejami oraz jako skuteczny środek zapobiegawczy w chorobach zakaźnych.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LIPCU-SIERPNIU 2015 ROKU.

Zbawieni i grzesznicy

Do cnoty dochodzi się jedynie przez poznanie samego siebie i przez poznanie Mnie. Poznanie to zdobywa się przede wszystkim w czasie pokusy. Wtedy człowiek poznaje, że nie istnieje, nie mogąc usunąć mąk i utrapień, których chciałby jednak uniknąć, i poznaje też Mnie w swej woli, którą umacnia dobroć moja, aby nie zgodziła się na te myśli. Widzi, że miłość Moja dopuszcza je, bo diabeł jest słaby; sam prze się nic nie może, chyba o ile mu pozwalam. A Ja dopuszczam pokusę z miłości, a nie z nienawiści, dla waszego tryumfu, a nie dla waszej klęski, abyście doszli do doskonałego poznania Mnie i siebie; ażeby cnota wasza przeszła próbę, a wypróbowana być może tylko przez jej przeciwieństwo.

Widzisz więc, że diabli są moimi sługami, aby dręczyć potępionych w piekle, a w tym życiu ćwiczyć i doświadczać cnotę w duszy. Nie aby zamiarem diabła było umacniać was w cnocie, gdyż nie posiada on miłości i chce pozbawić was cnoty; ale tego nie może uczynić, jeśli wy nie chcecie.

Jakaż to głupota człowieka, który sam czyni się słabym, gdy Ja uczyniłem go silnym, i oddaje się w ręce diabłów. Chcę więc, abyś wiedziała, co dzieje się w chwili śmierci z tymi, którzy w życiu poddali się władzy diabła. Nie z musu, bo nikt ich zmusić nie może, jak ci rzekłem, lecz dobrowolnie oddali się w ich ręce i nosili aż do śmierci haniebne jarzmo tej niewoli. W tej ostatniej chwili nie oczekują innego sądu, własne sumienie jest im sędzią i zrozpaczeni rzucają się w potępienie wieczne. U wrót śmierci czepiają się nienawiścią piekła, zanim się tam dostaną.

Inaczej sprawiedliwi, którzy żyli w miłości i umierają w miłości. Gdy najedzie koniec życia, jeśli żyli dobrze w cnocie, oświeceni światłem wiary, widzą okiem wiary i doskonałą nadzieją w krwi Baranka dobro, które im przygotowałem, i obejmują je ramionami miłości, ściskając miłośnie Mnie, najwyższe i wieczne Dobro, w tej chwili śmierci. Tak kosztują życia wiecznego, zanim opuszczą powłokę śmiertelną, zanim dusza rozłączy się z ciałem.

Inni, którzy przeżyli życie swoje i doszli do chwili śmierci z miłością ogólną, jako że nie osiągnęli tak wielkiej doskonałości, bo posiadają ją niedoskonale, ci dostępują miłosierdzia mojego przez to samo światło wiary i nadziei, które mieli doskonali. Z powodu jednak swej niedoskonałości chwytają się miłosierdzia mego, uważając, że miłosierdzie moje jest większe niż ich winy.

Grzesznicy niegodziwi czynią przeciwnie. Widok miejsca, które jest im przeznaczone, napełnia ich rozpaczą i czepiają się go z nienawiścią, jak się rzekło. Tak jedni, jak i drudzy nie czekają na swój sąd; odchodzą z tego życia, każdy otrzymuje miejsce swoje, jak ci rzekłem. Kosztują go i zajmują je, zanim rozstaną się z ciałem w chwili śmierci: potępieni przez nienawiść i rozpacz, doskonali prze miłość, światło wiary i nadzieję krwi, niedoskonali zaś przez miłosierdzie i tę samą wiarę dochodzą do czyśćca.

 

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012

 

Patron proboszczów

Święty Jan Maria Vianney urodził się tuż przed rewolucją we Francji w roku 1786, dnia 8 maja, w wiosce Dardilly, w chłopskiej rodzinie Mateusza i Marii Beluze. W wyniku prześladowania Kościoła i księży szkoły parafialne zostały zamknięte, dlatego też przyszły proboszcz z Ars naukę pisania opanował dopiero w wieku lat siedemnastu. W roku 1812 wstępuje najpierw do niższego a następnie wyższego seminarium duchownego. Zły stan zdrowia oraz opóźnienia w nauce w stosunku do innych, młodszych kolegów sprawiały mu spore trudności w nauce. Dzięki wstawiennictwu swojego przyjaciela – proboszcza z Ecully udaje się mu zdać egzaminy i w 1815 roku zostaje wyświęcony na kapłana.

J.M.VianneyPrzez pierwsze trzy lata był wikarym w Ecully do czasu śmierci proboszcza Karola Balleya. W roku 1818 zostaje wyznaczony na proboszcza w wiosce Ars.

W tamtym czasie w Ars mieszkało 260 osób i jak mówili złośliwie okoliczni mieszkańcy „tylko chrzest różnił ich od bydląt”. Nowomianowany proboszcz miał w myśli słowa swojego przyjaciela ks. Balleya: „Jest sposób, by najbardziej zatwardziałego grzesznika nakłonić do poprawy. Trzeba za niego pokutować”. Mimo, że na Mszę św. przychodziło tylko kilka osób, wytrwałą modlitwą, adoracją Najświętszego Sakramentu oraz pokutą udało się poruszyć serca mieszkańców wioski. Swoją uprzejmością, skromnością, częstymi i przyjacielskimi rozmowami z parafianami doprowadził do poprawy życia, do nawrócenia i częstszego przyjmowania sakramentów.

W roku 1824 w Ars otwarto szkołę, w której Proboszcz uczył katechizmu. Ksiądz Vianney brał udział w misjach parafialny urządzanych w okolicy i dał się poznać jako wspaniały spowiednik. Posiadał umiejętność przenikania ludzkich serc i sumień oraz przepowiadania przyszłych losów a co za tym idzie udzielania dobrych rad na dalsze życie.

W niedługim czasie zaczęły napływać do wioski tłumy pielgrzymów pragnących odbyć spowiedź u Proboszcza z Ars. W ciągu dnia przyjmował od 200 do 300 penitentów, w konfesjonale spędzał od 13 nawet do 17 godzin w ciągu dnia. Oblicza się, że w trakcie pełnienia 41-letniej posługi w Ars wysłuchał około miliona spowiedzi. Nauki jego dla penitentów często były bardzo krótkie, ale niezwykle skuteczne. Słuchając spowiedzi mężczyzny, który nie potrafił wzbudzić żalu za swe grzechy przy spowiedzi, proboszcz rozpłakał się i płakał tak długo, aż penitent zapytał go o przyczynę – Płaczę dlatego, że ty nie płaczesz – usłyszał w odpowiedzi.

Pewnej młodej dziewczynie powiedział jedynie – Gorąco kochaj Pana Boga!

Wśród penitentów czekających na spowiedź byli nie tylko prości wieśniacy, ale również osoby z elit Paryża.

Święty Proboszcz z Ars przyjął własne ograniczenia i cierpienia jako ofiarę w swojej drodze naśladowania Chrystusa. Cierpienia i pokuta proboszcza były nie tylko fizyczne, ale również duchowe. Obok oschłości, skrupułów, lęku o zbawienie, obawy przed odpowiedzialnością za powierzonych mu wiernych i poczucia osamotnienia często doznawał napaści diabelskich. Wielokrotnie był budzony w nocy, czasem zrzucany z łóżka. Często słyszano z ust proboszcza, że ataki i napaści nocne były znakiem, że będzie dużo pielgrzymów w ciągu dnia. Tak mówił o szatanie: „Dręczy mnie w rozmaity sposób. Czasami łapie mnie za stopę i ciągnie po pokoju. Robi tak, bo nawracam dusze dla dobrego Boga”.

Święty Jan Maria Vianney zwykł mówić: „Gdy w parafii jest święty proboszcz, to jest to dobra parafia, jeśli mamy do czynienia z dobrym proboszczem, to mamy średnią parafię. A gdzie jest zły proboszcz, tam jest żadna parafia”.

J.M.Vianney-1Nikomu nieznana wioska Ars, za życia księdza Jana stała się bardzo znanym miejscem. Pielgrzymi przyjeżdżali z najodleglejszych miast i wsi Francji jak i spoza jej granic. Przyciągał ich charyzmatyczny kapłan, leczący dusze jak również i ciała.

Wyniszczony postami i chorobą ks. Jan Maria Vianney zmarł dnia 4 sierpnia 1859 roku w swoim Ars w wieku 73 lat. W pogrzebie uczestniczyło ok. 300 kapłanów i ok. 6 tys. wiernych, nabożeństwu przewodniczył biskup ordynariusz. Został pochowany w kościółku w Ars, gdzie już 6 lat później zaczęto budować obecną bazylikę pw. św. Sykstusa. Udostępniony jest do zwiedzania skromny domek, w którym Proboszcz a Ars spędził 41 lat swojego życia.

W roku 1905 św. papież Pius X beatyfikował go a w roku 1925 Pius XI kanonizował Proboszcza z Ars, ogłaszając go cztery lata później patronem wszystkich proboszczów Kościoła Katolickiego.

W ikonografii Święty przedstawiany jest w stroju duchownym ze stułą na szyi, często w otoczeniu dzieci.

 

Boże wszechmogący, błagam Cię i proszę pokornie ze względu na zasługi, świątobliwe życie i gorliwość sługi Twego Jana, ażebyś po wieki wieków raczył darzyć Kościół święty kapłanami, którzy by żarliwie bronili Twej chwały i pod każdym względem służyli za przykład owieczkom powierzonym ich pieczy. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w niebie i na ziemi. Amen.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LIPCU-SIERPNIU 2015 ROKU.

Pyszałkowaty biedak

O ubóstwie w duchu. Pokora ubogiego. Biedak szlachetny

Ósmym stopniem nadużycia jest pyszny biedak, który nic nie mając unosi się pychą; a przecież apostoł Paweł nawet bogatym tego świata przykazał, „aby się nie pysznili” (1 Tm 6, 17). Bo cóż może być bardziej głupie niż człowiek wdeptany w ziemię ostateczną biedą. Zamiast iść na końcu z pokorą i zatroskaniem, on nadyma swój umysł przeciw Bogu. Jest to występek, których tych, co byli na samym szczycie niebios, powalił w otchłań. Czegóż więc zachciewa się temu, co się pyszni na ziemi jakby jakiś potentat, a który oczom ludzi powinien ukazywać się jako maluczki?

Aby ubóstwo nie zasmucało, niech ubodzy słuchają jaką nagrodę wyznaczył Bóg ubogim. Powiedział bowiem: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5, 3). Słuszne bowiem jest zarządzenie miłościwego sędziego, że królestwo w niebie dał tym, którym nie dał udziału w ziemskim królestwie śmiertelników, by na stolicy niebieskiej był bogaczem człowiek, który na ziemi miał nic.

Niechże więc strzegą się biedni, aby będąc pozbawionymi królestwa na ziemi z biedy czy z konieczności, nie pozbawili się także królestwa niebieskiego na skutek nieroztropności umysłu. Gdy bowiem zrządzeniem Bożym przypadło im w udziale ubóstwo konieczne, od ich woli zależy czy są ubogimi w duchu. Bo królestwo niebieskie nie jest obiecane każdemu, lecz tylko tym, u których brakowi bogactwa towarzyszy pokora. Albowiem ubogi, ale pokorny, jest „ubogim w duchu”: na zewnątrz wygląda na ubogiego, ale nigdy nie nadyma się pychą, zaś w dążeniu do królestwa niebieskiego pokora umysłu bardziej pomaga, niż brak majątku materialnego. Za ubogich w duchu mogą być uważani ludzie pokorni, bogactwo doczesne posiadający we właściwy sposób; natomiast pyszałkowaci golcy bez wątpienia będą pozbawieni należnego ubogim błogosławieństwa. O obydwóch Pismo Święte tak się wyraża: „Jest jakoby bogaty, choć nic nie ma, i jest jakoby ubogi, choć ma wiele bogactw” (Prz 13, 7). A więc jakoby ubogim choć ma wiele bogactw – jest bogacza ubogi w duchu, a nic nie mający – jakoby bogaczem jest pyszny biedak – wewnętrzną żądzą ducha. Tak więc szlachetne ubóstwo – to pokora umysłu, a wyimaginowane bogactwo – to wypaczenie ducha.

Niechże więc ubodzy starają się uznać za takich, jakimi są: a nie mogąc faktycznie osiągnąć rzeczy których pragną, niechże zaprzestaną wynosić się w myśli chorobliwą dumą.

 

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

 

Święta Anna

O św. Annie, matce Maryi i babci Jezusa Chrystusa, nie ma żadnej informacji w księgach Pisma Świętego. Ewangelie, Dzieje Apostolski jak i Listy milczą na jej temat. Informację o niej można znaleźć w apokryfach. Są to księgi, które nie są uznane przez Kościół Katolicki jako natchnione przez Ducha Świętego, ale zawierają informacje prawdziwe i przekazywane przez Tradycję Kościoła. Najwięcej informacji zawartych jest w Protoewangelii Jakuba i Ewangelii Pseudo-Mateusza.

s.AnnaŚwięta Anna urodziła się w Judei, w Betlejem był jej rodzinny dom. Rodzicami byli Natan i Maria – potomkowie królewskiego rodu Dawida. Była oddana na wychowanie do świątyni. W wieku lat 24 poślubiła Joachima, który również pochodził z rodu Dawida.

Anna była wzorem i przykładem dla innych małżonek. W „Żywotach” świętych pisze ks. Skarga „Oboje byli sprawiedliwymi przed Bogiem, zachowując rozkazanie Boże i chodząc w drodze pobożności. Na trzy części rozdzielili majętność swoją: jedną Kościołowi Bożemu i kapłanom dawali, drugą ubogim, a trzecią sami potrzeby swe opatrywali. Długo żyli bez potomstwa, żadnego owocem małżeństwa i dziatkami cieszyć się nie mogąc, przez co byli strapieni i smutni”. Przez dwadzieścia lat małżeństwa nie doczekali się ani syna, ani córki. Modlili się oboje gorliwie w intencji macierzyństwa gdyż wśród Żydów ówczesnych brak dzieci postrzegany był jako znak hańby i kary Bożej. Pewnego dnia udała się do ogrodu i tam płacząc modliła się: „Panie, Boże wszechmogący, który obdarzyłeś potomstwem wszystkie stworzenia, zwierzęta dzikie i domowe, gady, ryby, ptaki i wszystko to cieszy się ze swego potomstwa, dlaczego mnie jedną odsunąłeś od daru twojej łaskawości? Ty wiesz, Panie, że do początku małżeństwa złożyłam ślub, iż jeżeli dasz mi syna lub córkę ofiaruję je Tobie w twym świętym przybytku”. Wtedy ukazał się jej anioł i zapowiedziała narodzenie dziecka.

Według ogłoszonego 8 grudnia 1854 roku dogmatu poczęcie Najświętszej Maryi Panny było niepokalane. Było to zapowiedzią przyjścia Mesjasza na świat. Święta Anna poczęła Najświętszą Maryję Pannę bez zmazy grzechu pierworodnego.

s.Anna-2Gdy Maryja skończyła trzy lata została poświęcona Bogu i oddana do świątyni na naukę i przebywała tam do 12 roku życia. Według niektórych przekazów krótko po poślubieniu św. Józefa ojciec Najświętszej Maryi Panny Joachim zmarł, natomiast św. Anna dożyła do 80 roku życia i pochowana została blisko męża w Dolinie Jozafata.

Kult świętej Anny rozwijał się początkowo na Wschodzie. W roku 550 cesarz Justynian Wielki wzniósł kościół pod jej wezwaniem w Konstantynopolu. W Europie zachodniej na szeroką skalę kult upowszechnił się w XIII i XIV wieku za sprawą rycerzy powracających z wypraw krzyżowych.

Cześć oddawana św. Annie jest bardzo rozpowszechniona – tylko w samych Niemczech wystawiono kilkaset kościołów pod jej wezwaniem (w Westfalii – 70, w Bawarii – 48). w małym księstwie sabaudzkim w roku 1789 było 79 kościołów pw. Św. Anny. Jako swoją patronkę obrało ją pięć powstających zakonów żeńskich. W Jerozolimie kościół poświęcony św. Annie i św. Joachimowi wybudowali krzyżowcy w XII wieku na fundamentach wcześniejszej, bizantyńskiej bazyliki.

Kult św. Anny jest w Polsce również bardzo popularny. Wzniesiono ku jej czci 184 kościoły, wśród nich wyróżniają się z Warszawy oraz Katowic. O kościele św. Anny w Wilnie Napoleon miał powiedzieć, że również w Paryżu byłby klejnotem architektonicznym.

Szczególnym miejscem jej poświęconym jest Góra Św. Anny, gdzie w 2010 roku minęła 100.rocznica koronacji figury św. Anny Samotrzeciej, która słynie łaskami od ponad 500 lat. Najstarszym natomiast jest sanktuarium we wsi Święta Anna koło Częstochowy. Są też sanktuaria św. Anny w Smardzewicach koło Tomaszowa Mazowieckiego, w Lubartowie, w Sobótce koło Wrocławia.

s.Anna-3W dawnej Polsce były bardzo popularne bractwa pod wezwaniem św. Anny. Jednym z prężniejszych było bractwo powołane w XVI wieku za panowania Anny Jagiellonki i Stefana Batorego, którego zadaniem była walka z reformacją, pijaństwem oraz występkami. Przyjmowano do niego osoby o nieposzlakowanej opinii – do członków bractwa należeli m in. kanclerz Jan Zamojski i król Zygmunt III Waza.

W Kościele Katolickim wspomnienie św. Anny obchodzone jest 26 lipca.

Imię Anna (hebr. hanna znaczy – łaska, wdzięk), jest jednym z najpopularniejszych imion w Polsce. Św. Anna jest patronką matek, kobiet rodzących, wdów, żeglarzy, ubogich oraz szkół chrześcijańskich. Patronuje też rodzinom i wychowaniu w rodzinach pokazując w przedstawieniu z Maryją i Jezusem ciągłość pokoleń i jej wagę w procesie kształtowania dzieci..

W ikonografii ukazywana jest najczęściej z Najświętszą Marią Panną jako dziewczynką, którą uczy czytać lub jako tzw. św. Anna Samotrzeć – z Maryją dziewicą i małym Jezusem. Staropolskie słowo „samotrzeć” oznacza właśnie „we troje”.

Boże, który błogosławioną Annę przez nadane jej łaski uczyniłeś godną rodzicielką Matki jednorodzonego Syna Twego, dozwól, niech obchodząc Jej uroczystość, uczuwamy skutki Jej opieki. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LIPCU-SIERPNIU 2015 ROKU.

Wartość życia wewnętrznego

Życie zewnętrzne jest tylko skutkiem życia wewnętrznego i o tyle ma wartość, o ile pochodzi z życia wewnętrznego.

Chciałby ktoś jak najlepiej wszystko robić i tak, aby było najdokładniej. Jeżeli jednak nie będzie to wszystko pochodziło z życia wewnętrznego, nic nie pomoże. Cała wartość naszego życia i naszej działalności polega na życiu wewnętrznym. Ma to być życie miłości ku Panu Bogu w Niepokalanej – nie tylko w teorii i w uczuciu, lecz w praktycznej miłości, która polega na zjednoczeniu naszej woli z wolą Niepokalanej. Nie chcieć niczego, lub inaczej, jak tylko dlatego, że tak chce lub nie chce Niepokalana. To jest obraz duszy, w której żyje Niepokalana, a w niej Pan Bóg. To życie wewnętrzne jest istotą wszystkiego.

Przede wszystkim i ponad wszystko musimy pogłębiać to życie wewnętrzne.

Jeżeli chodzi o prawdziwą przyczynę życia nadprzyrodzonego, potrzebne są środki nadnaturalne. Modlitwa, modlitwa i tylko modlitwa jest potrzebna do utrzymania życia wewnętrznego i do jego rozwoju.

Co to jest modlitwa? Jest to podniesienie duszy do Boga. Może ktoś być zaabsorbowany pracą – jeśli ją spełnia dla Niepokalanej, on się modli. Przy czym jak najczęściej wzbudzać sobie krótkie akty strzeliste do Matki Bożej. Im kto więcej będzie w kontakcie z Niepokalaną przez modlitwę, tym bujniejsze będzie jego życie wewnętrzne. To bardzo a bardzo chciałbym podkreślić.

 

Niepokalanów, niedziela 18 VII 1937 r.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

Przekorny chrześcijanin

Przyczyny przekorności

Czy na świecie coś zasługuje na miłowanie?

Siódmy stopień nadużyć to chrześcijanin przekorny, to jest taki, który wiarą i chrztem przybrał imię Chrystusowe, a na przekór Chrystusowej nauce i powołaniu, miłuje bezwartościowe rzeczy tego świata. Wszystkiego bowiem do czego dąży uparcie, pożąda się albo z miłowania rzeczy dla niej samej, albo z miłowania innej rzeczy kryjącej się pod odrażającą szatą. Tak np. wojnę, która jest czymś odrażającym, toczą obie strony z ogromnym zapałem z miłości zwycięstwa i wolności. I do wielu umiłowanym nęcących ułud podąża się usilnie pomimo odrażających trudów i lęków. Z tego wynika, że nie można do niczego dążyć, jak tylko do w nadziei umiłowanej i spodziewanej nagrody. Kto zatem z jakiegokolwiek powodu uparcie zmierza do jakiejś rzeczy tego świata, daje tym oczywisty dowód, że ją miłuje. Że zaś miłowanie rzeczy tego świata jest zakazane słowami Ducha Świętego, wskazuje Jan Ewangelista: „Nie miłujcie świata, ani tego, co jest na świecie” (1J 2,15).

Bo miłość świata i miłość Boga nie może zamieszkiwać na równi w jednym sercu, jak te same oczy nie mogą równocześnie patrzeć na niebo i na ziemię. Należy się więc zastanowić, czy rzeczywiście na ziemi jest coś, co należy miłować, oraz co jest owym światem, którego Słowo Pańskie zabrania miłować. Otóż jest zabronione miłowanie ziemi i wszystkiego co się z niej rodzi: metale, zwierzęta, piękność ubioru, smak potraw – i wszystkiego co się z tym łączy. Natomiast nakazana jest tylko miłość bliźniego, dla którego to wszystko zostało uczynione. Rzeczy te przecież, jako nietrwałe, nie mogą towarzyszyć zmierzającym do niebieskiej ojczyzny. Natomiast bliźni, będący współdziedzicami króla nieprzemijającego, miłują się wzajemnie godziwie. Zatem jest nakazane niemiłowanie tego, co na świecie nie na zawsze pozostanie i razem ze światem zginie, a także samego świata. Bliźni zaś, będący cząstką królestwa niebieskiego na ziemi wśród istot najmniejszych, słusznie jest miłowany przez dążących do królestwa niebieskiego, jako że będzie on na zawsze współdziedzicem owej najwyższej ojczyzny.

Miłowanie ząs świata obecnego jest zakazane z tego powodu, aby ta miłość nie oderwała człowieka od miłowania Boga. Nie powinno się więc zmierzać do tego, czego nie wolno miłować. Dlatego chrześcijanin upodobniony do Chrystusa imieniem, powinien upodabniać się do Niego również obyczajem. Albowiem nikt nie jest właściwie chrześcijaninem, chyba że zrównuje się obyczajem z Chrystusem. Zaś o Chrystusie tak pisze prorok: „Oto sługa mój, którego wybrałem, wybrany mój, w którym upodobała sobie dusza moja. Nie będzie się wadził ani będzie wołał, nikt nie posyszy na ulicach głosu jego”(Iż 42, 1-2;Mt 12, 18-19).

Otóż Chrystus, nie wadził się ani wołał, a więc i ty jeśli, pragniesz utrzymać z Chrystusem podobieństwo obyczaju, nie wadź się, abyś nie stał się w Kościele chrześcijaninem fałszywym; przecież Chrystus nakazał swoim zwolennikom: „nie nazywajcie się nauczycielami, jeden jest bowiem nauczyciel wasz, Chrystus; ani ojcami nie nazywajcie nikogo na ziemi, jeden jest bowiem ojciec wasz, który jest w niebiesiech, a wszyscy jesteście braćmi” (Mt 23, 8. 9); a tym gdy go proszą nakazał mówiąc: „Wy tak się modlić będziecie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie, święć się imię Twoje” (Mt 6,9), wierzy, że Ojca i ojczyznę ma w niebie; tę zaś ojczyznę posiądzie tylko ten, kto się wyzwolił z przywiązania ojczyzny ziemskiej.

 

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

Święty Jan z Dukli

Jan z Dukli urodził się około 1414 roku w południowej części Dukli na tzw. Wyższym Przedmieściu przy ul. Kaczyniec. Rodzice jego byli średnio zamożnymi mieszczanami, których było stać na posłanie syna na nauki. Uczył się w nieodległym Krośnie oraz w Akademii Krakowskiej. Wśród kolegów szkolnych byli późniejsi święci: Jan Kanty oraz Szymon z Lipnicy.

Po ukończeniu nauki chcąc poznać wolę Bożą osiadł nieopodal Dukli w lesie pod górą Cergową. Pobudował tam kapliczkę ku czci Matki Bożej i surową ascezą umartwiał w sobie resztki przywiązań do rozkoszy ówczesnego świata. Prawdopodobnie w roku 1440 postanawia wstąpić do zakonu franciszkanów w Krośnie. Po uzyskaniu święceń zostaje kaznodzieją, który to urząd przypadał jedynie najbardziej uzdolnionym z braci, według zaleceń św. Franciszka. Zdobył uznanie jako kaznodzieja i dobry przewodnik dusz ukazujący w sakramencie pokuty Boże miłosierdzie. Kilkukrotnie był wybierany na gwardiana, czyli przełożonego klasztorów w Krośnie i we Lwowie. Piastował również urząd kustosza kustodii ruskiej z siedzibą we Lwowie.

W 1461 roku pojawili się we Lwowie bernardyni należący do rodziny zakonów franciszkańskich. Wrócili oni do surowej i bardziej ascetycznej, pierwotnej reguły św. Franciszka.

Święty Jan z Dukli pragnąc żyć w ubóstwie i możliwie wiernie naśladować św. Franciszka wstąpił do bernardynów w 1463 roku. Z zachowanych informacji wynika, że nie pełnił w tym zakonie żadnych funkcji, był szczęśliwy mogąc pracować jako spowiednik i kaznodzieja. Kronikarz zakonny o. Jan z Komorowa podaje, że gdy Jan z Dukli pierwszy raz usłyszał czytaną przy wspólnym stole bernardyńską regułę zakonną, rzewnie zapłakał. Tenże kronikarz pisze: „Przebywając w chórze okazywał wielką gorliwość w modlitwie i kilkakrotnie w ciągu dnia odmawiał Oficjum o Błogosławionej Dziewicy Maryi”, oraz „niekiedy znajdowano go w nocy na modlitwie zalanego łzami. Zdarzało się to najczęściej wtedy, gdy wszyscy bracia pogrążeni byli w głębokim śnie”.

Pytany przez młodych współbraci, która droga jest lepsza: życie w pustelni czy w zgromadzeniu zakonnym, takiej udzielił odpowiedzi:

„Co do mnie, nieskończenie dziękuję Bogu, że mnie do zakonu powołać raczył. Życiu pustelniczemu brakuje wielu (w org. schodzi na wielu) pomocy duchownych, które tylko we wspólnem, zakonnem pożyciu znaleźć można. W życiu na pustyni dwie wielkie niedogodności napotyka człowiek: jedna, że gdy mu brak będzie (w org. schodzić będzie na) jakiej cnoty, o tem nikt go nie ostrzeże, i w wadach swoich leżeć może na zawsze; druga że oprócz bogomyślności i umartwień ciała, w innych cnotach niełatwo się wyćwiczy, bo skądże nabędzie pokory, kiedy nie będzie tam nikogo, kto by go upokarzał? Skądże cierpliwości, jeśli nie napotyka prześladowców albo złośliwych języków, które mu przycinają? Ale przede wszystkiem jakże on nabędzie wielkich zasług posłuszeństwa, kiedy przełożonego nad sobą nie ma. Pozostawmy tamte drogi dla małej liczby szczególnie do tego wybranych przez Boga, a sami trwajmy w powołaniu, do którego nas zawezwać raczył”.

Psalmy brewiarzowe odmawiał z pamięci, przechadzając się pomiędzy stallami, aby przezwyciężać senność. Miał szczególne nabożeństwo do Matki Bożej, wyrazem tego było odmawianie nawet kilka razy dziennie Godzinek ku Jej czci. Swój wolny czas spędzał na wykonywaniu różnych posług w ogrodzie czy też w kuchni klasztornej.

j-z-DukliHistoria przekazała nam wiele historii z życia św. Jana z Dukli, a wśród nich piękną opowieść o cnocie posłuszeństwa. Było to w Krośnie, gdy już był zwolniony z obowiązków gwardiańskich. Postanowił w każdej rzeczy pytać o wolę i rozkaz swoich przełożonych. Pewnego dnia, gdy już ubrany w ornat z kielichem w ręku wychodził do Mszy św., zauważył przełożonego w zakrystii. Zwrócił się z pokornym pytaniem o ołtarz, przy którym ma składać Ofiarę: „Dokąd, Ojcze, każesz mi iść za Mszą świętą?”. Przełożony zajęty pilnymi sprawami i zamyślony zbył go niecierpliwie – „do Lwowa!” (ok. 170 km). Święty Jan nie widząc w tym nic nadzwyczajnego skłonił się, wyszedł z zakrystii, przeszedł przez kościół, wyszedł na ulicę i udał się w kierunku Lwowa. Po godzinie drogi był już w Komborni (ok. 10 km) gdzie zatrzymał się na odpoczynek. Nie chcąc łamać postu eucharystycznego jedynie obmył twarz w wodzie nad strumykiem. Nagle poczuł się uniesiony w górę – dwaj młodzieńcy niewypowiedzianej urody na skrzydłach unieśli go w kierunku Lwowa. W okolicach Prałkowic pod Przemyślem pobłogosławił rolnikom pracującym na polu, którzy w zdumieniu i zachwycie upadli na kolana na taki widok. Święty Jan z Dukli posłuszny otrzymanemu rozkazowi tego dnia odprawił Mszę św. we Lwowie.

Źródło św. Jana z Dukli jest do dzisiaj w Komborni i słynie ze swoich właściwości leczniczych.

28 września 1484 roku Jan z Dukli zmarł we Lwowie. Już za życia był traktowany jak święty a kult jego z chwilą śmierci przybrał na sile. To jemu przypisywano ocalenie miasta w 1648 roku: „Ten niespodziewany odwrót nieprzyjaciela, a z nim ocalenie miasta, przypisywano cudowi i opowiadano, że Chmielnicki i Tuhaj-bej ujrzeli w chmurach wieczornych nad klasztorem Bernardynów postać zakonnika klęczącego z wzniesionymi rękami i widokiem tym przestraszeni dali znak do odwrotu. OO. Bernardyni uznali, że to był błogosławiony Jan z Dukli; toteż po opuszczeniu Lwowa przez kozaków, całe miasto udało się do jego grobu z procesyją, złożyło na jego grobie koronę, a w następnym roku wystawiło przed kościołem Bernardynów kolumnę, która do dziś dnia istnieje”. Po 1945 roku rzeźbę Jana z Dukli usunięto z kolumny zastępując ją kamienną wazą.

W 1733 r. papież Klemens XII ogłosił Jana z Dukli błogosławionym, a papież Jan Paweł kanonizował go w 1997 roku. Jest św. Jan z Dukli patronem Korony Królestwo Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, Lwowa oraz rycerstwa polskiego. Czczony jest także przez Ormian oraz wyznawców prawosławia. Do jego grobu pielgrzymowali: Zygmunt III Waza, Władysław IV, Jan Kazimierz, Michał Korybut Wiśniowiecki i Jan III Sobieski, a także hetmani Stanisław Żółkiewski i Jan Zamoyski.

Od 1945 roku jego relikwie były przechowywane w Rzeszowie, a w 1974 roku zostały przeniesione do kościoła OO. Bernardynów w Dukli.

Na pamiątkę 600.lecia urodzin ubiegły, 2014 rok, był ogłoszony przez Sejm Rzeczpospolitej Polskiej Rokiem św. Jana z Dukli.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W PAŹDZIERNIKU 2015 ROKU.

Ludobójstwo wołyńskie a Boże Miłosierdzie

Miłosierdzie Boże nie może stać w sprzeczności ani w żadnej opozycji do Bożej Sprawiedliwości, gdyż w Bogu nie ma żadnej sprzeczności. Boże Miłosierdzie objawia się po wyznaniu grzechów – to grzesznik jest stroną inicjującą. To w odpowiedzi na inicjatywę grzesznika, Boże Miłosierdzie obejmuje skruszonego grzesznika.

Przebaczenie i prośba o przebaczenie w odniesieniu do ludobójstwa na Wołyniu jest obecnie nadużyciem cnoty Miłosierdzia Bożego. Aby prosić o przebaczenie na początku należy jasno określić, za jakie działania, za jakie czyny przepraszamy i prosimy o przebaczenie. Gdy to nie jest określone, gdy pozostawiamy tu niedomówienie cierpi Boża Sprawiedliwość.

Przebaczenie nie może powodować zapominania krzywd (krzywdy wyrządzone przez Niemcy hitlerowskie opisywane są do dnia dzisiejszego a miejsc upamiętniających to ludobójstwo jest wiele, mimo orędzia biskupów polskich ze znamiennym zdaniem „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”). Wtedy nikt nie miał wątpliwości kto jest ofiarą a kto sprawcą zła.

Przebaczenie sprawcom nie może powodować, że ofiary są usuwane z pamięci. Dzisiaj każda nawet próba upamiętnienia ofiar ludobójstwa na Wołyniu wywołuje głosy o Miłosierdziu.

Zanim zaczniemy mówić o przebaczeniu dla zbrodniarzy, najpierw musi być oddany szacunek i hołd ofiarom. Przebaczenie nie może wyprzedzać pamięci o ofiarach. Jeśli ofiary nie są uczczone jako pierwsze, to tak naprawdę akceptujemy i przyzwalamy na zbrodnicze czyny.

Ofiarom należy się szacunek i pamięć a sprawcom można okazać miłosierdzie. Miłosierdzie nie może zastępować pamięci o ofiarach, o ich męce, o ich tragedii.

Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary” – Najpierw upamiętnienie ofiar w później można mówić o przebaczeniu. Nie może być przebaczenia bez hołdu i pamięci dla niewinnych ofiar ludobójstwa.

Św. Paweł z Tarsu

Zakres działania św. Pawła jak i jego znaczenie dla rozwoju chrześcijaństwa jest nieoceniony. O nim samym powstało kilka książek i zapewne nie zostało tam wszystko ujęte.

Jest św. Paweł autorem 13 listów, które wchodzą w skład Nowego Testamentu, zwany jest Apostołem Narodów a również Apostołem Pogan.

Urodził w ok. 5-10 roku w Tarsie jako Szaweł, zginął ścięty mieczem w Rzymie w 64 lub 67 roku po narodzeniu Chrystusa. Sam o sobie tak pisze: „Obrzezany w ósmym dniu, z rodu Izraela, z pokolenia Beniamina, Hebrajczyk z Hebrajczyków, pod względem stosunku do Prawa faryzeusz” (Flp 3,5); urodzony w Tarsie, w Cylicji (Dz 22,3). O jego dzieciństwie nic nie wiemy. Wiadomo, że studiował prawo oraz nauki proroków jak i historię narodu żydowskiego. Jako faryzeusz studiował w Jerozolimie: „Wychowałem się jednak w tym mieście, u stóp Gamaliela otrzymałem staranne wykształcenie w Prawie ojczystym” (Dz 22,3). Według apokryfu „Dzieje Pawła”, był on „człowiekiem małego wzrostu, łysym, z nieco wygiętymi w łuk nogami, wystającymi kolanami, dużymi oczami, złączonymi brwiami i lekko spłaszczonym nosem”. Ten nie bardzo pochlebny portret autor uzupełnia informacją, że oblicze jego pełne było łaski; czasami postać przypominała bardziej anioła niż człowieka. Można przyjąć za pewnik, że nie poznał Jezusa Chrystusa gdy żył On na ziemi, ani nie był świadkiem Męki na Kalwarii.pawel-z-Tarsu

Faryzeusz Szaweł uznał naukę Jezusa za herezję i zwalczał ją z niezwykłą gorliwością: „Z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem Go zniszczyć” (Ga 1,13-14). Był jeszcze za młody by czynnie uczestniczyć w kamieniowaniu św. Szczepana, dlatego też przytrzymywał szaty egzekutorów. Następnie postanawia udać się do Damaszku dokąd uciekali z Jerozolimy przed prześladowaniami chrześcijanie. Ok. 18 km od celu, na równinie, w południe oślepiony nagłą jasnością pada na ziemię. Usłyszał poruszający głos: „Szawle, Szawle, dlaczego mnie prześladujesz”? Leżąc na ziemi widział postać Jezusa Chrystusa w pełnym majestacie. Zadał pytanie ”Kto jesteś, Panie? Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz”. Przeczuwał jaka będzie odpowiedź i nie mylił się, wszystko stało się jasne. „Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić. Szaweł podniósł się z ziemi, a kiedy otworzył oczy, nic nie widział” (Dz 9,1-8).

Po tym wydarzeniu zmienia imię na Paweł i najprawdopodobniej przez trzy lata przebywa w samotności na pustyni. Po tym czasie udaje się do Jerozolimy by poznać i spotkać się ze św. Piotrem. Chrześcijanie znali jego dotychczasowe działania, dlatego też stronili od niego, jedynie św. Józef Barnaba przyjął go do siebie. Św. Paweł zaczął głosić, że Jezus jest zapowiadanym przez proroków Mesjaszem. Droga, którą miał kroczyć nie była łatwa, jak sam mówi: „Przez Żydów pięciokrotnie byłem bity po czterdzieści razów bez jednego. Trzy razy byłem sieczony rózgami, raz kamienowany, trzykrotnie byłem rozbitkiem na morzu, przez dzień i noc przebywałem na głębinie morskiej” (2 Kor 11, 24-25) oraz jak podaje św. Klemens, siedem razy był w więzieniu. Odbył trzy podróże misyjne, pokonując ok. 16 tys. km, najczęściej statkiem.

Antiochia Syryjska była miejscem skąd wyruszał na misje św. Paweł. Pierwszą podróż misyjną odbył ze św. Barnabą oraz św. Markiem Ewangelistą na Cypr a następnie drogą morską do Azji Mniejszej – do Attali i Perge w Pamfilii. Następnie do Pizydii i Lykonii, dotarli do Ikonium, Antiochii Pizydyjskiej, Listry i Derbe skąd powrócili do domu. Nauczali, nawracali oraz zakładali struktury kościelne w tych miastach. W Ikonium św. Paweł spędził prawdopodobnie jeden pełny rok. W Listrze został obrzucony kamieniami i na wpół martwy porzucony za miastem.

podroze-pawlaPodróż ta trwała prawdopodobnie około 4 lat. Około roku 49 w Jerozolimie odbył się pierwszy sobór, na którym obecny był św. Paweł. Zebranie to dotyczyło przestrzegania prawa żydowskiego przez pogan przyjmujących chrzest. Wydarzenie to opisane jest w Dziejach Apostolskich w 15 rozdziale.

W latach 50-52 odbył św. Paweł drugą wyprawę misyjną. Przemierzył Syrię i Cylicję by dotrzeć do chrześcijańskich gmin z pierwszej podróży – Derbe i Listry. Następnie przez Frygię, Centralną Anatolię, Myzję(ze stolicą w Pergamonie) dotarł do Aleksandrii na terenie Troady. Drogą morską dotarł na grecką wyspę Samotraki. Dalsza droga wiodła przez Saloniki do Berei, Aten i Koryntu. W drodze powrotnej do domu zatrzymał się jeszcze w Efezie.

Trzecia podróż misyjna była najdłuższa, trwała 5 lat. Wyrusza w roku 53 po narodzeniu Chrystusa do Galacji i Frygii a następnie odwiedza Efez, gdzie przebywał dwa lata. Następnie udaje się do Koryntu a później do Macedonii i Grecji. W powrotnej drodze odwiedza Milet i udaje się do Jerozolimy.

W Jerozolimie zostaje rozpoznany przez wrogich mu Żydów i uwięziony. W więzieniu przebywał dwa lata najpierw w Jerozolimie a następnie Cezarei Nadmorskiej. Na jego prośbę zostaje odesłany do Rzymu gdzie ma stanąć przez Trybunałem Cesarskim. W trakcie podróży statek ulega katastrofie podczas burzy a rozbitkowie cudem docierają do Malty. Dociera pod eskortą do Rzymu i wyrokiem sądu Cezara zostaje skazany na trzy lata aresztu domowego.

Drugi raz stanął przez sądem cesarskim w roku 67 w trakcie prześladowań za Nerona. Miał świadomość tego, co go czeka. „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary dochowałem. Na koniec odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi wręczy Pan, sprawiedliwy Sędzia” (2 Tm 4,7).

Dzieje Apostolskie opisują działalność i podróże misyjne św. Pawła. Jest on również autorem 13 listów należących do kanonu Nowego Testamentu. Listy św. Pawła nawiązują ściśle do określonych spraw lub zagadnień jakie w danej chwili pojawiały się w kościołach i na tej podstawie prezentowana jest głęboka nauka dogmatyczna i moralna. Styl Apostoła jest niezwykle żywy i osobisty, myśli wprost tłoczą się pod pióro. Mimo tego daje się odróżnić myśl główną, do której autor powraca, jak i granice, których nie przekracza. Listy są najpełniejszym wykładem i komentarzem Ewangelii; pisane były w języku greckim.

pawel-z-Tarsu-2Jako obywatel rzymski nie był męczony ani torturowany. Został ścięty mieczem poza miastem najprawdopodobniej dnia 29 czerwca 67 roku . Pochowany został przy drodze ostyjskiej. W IV wieku cesarz Konstantyn Wielki postawił w miejscu pochówku Bazylikę św. Pawła za Murami.

Atrybutami jego są: baranek, koń, kość słoniowa, miecz. Jest patronem licznych zakonów, Awinionu, Berlina, Biecza, Frankfurtu nad Menem, Poznania, Rygi, Rzymu, Saragossy oraz marynarzy, powroźników, tkaczy.

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W CZERWCU 2015 ROKU.