Krzyż i my

Mądrość Przedwieczna, oczekując na wielki dzień swojego triumfu na sądzie ostatecznym, chce, by Krzyż był sygnałem, znakiem, bronią wszystkich jej wybrańców.

Nie przyjmuje żadnego dziecka, które nie ma go za znak; nie przyjmuje żadnego ucznia, który nie nosi go na czole bez zawstydzenia, na sercu bez wstrętu, i na ramionach, nie ciągnąc go za sobą albo odrzucając (Mt 16,24;Łk 9,23).

Nie przyjmuje żadnego żołnierza, który nie bierze go za swój oręż, by się bronić, atakować, by zwyciężać i miażdżyć wszystkich nieprzyjaciół i woła do nich:, ufajcie jam zwyciężył (J16.33), w tym znaku zwyciężysz. Ufajcie mi, moi żołnierze: jestem waszym kapitanem, jestem zwycięzcą moich nieprzyjaciół przez Krzyż, i wy także nim będziecie przez ten znak.

Zamknęła w Krzyżu tak wiele skarbów, łask, życia i radości, że daje poznać tylko swoim największym ulubieńcom. Często odkrywa przez swoimi przyjaciółmi, jak przed Apostołami, wszystkie inne swoje tajemnice : wszystko oznajmiłem wam (J 15,15); ale nie tajemnicę Krzyża, przynajmniej jeśli nie zasłużyli na to bardzo wielką wiernością, wielką pracą. Ach! Jak trzeba być pokornym, małym, umartwionym , uduchowionym i wzgardzonym od świata, by poznać tajemnicę Krzyża, który jest jeszcze i dziś, nie tylko pośród Żydów i pogan, Turków i heretyków, mędrców tego wieku i złych katolików, ale i pośród ludzi nazywanych pobożnymi, nawet bardzo pobożnymi, powodem zgorszenia, przedmiotem szaleństwa, wzgardy i ucieczki; nie w sferze myśli, bo nigdy nie mówiło się więcej, nigdy nie pisało się niż dziś o pięknie i wspaniałości Krzyża; ale w praktyce, ponieważ boimy się, skarżymy się, usprawiedliwiamy się, uciekamy, kiedy chodzi o to, by coś wycierpieć.

„Mój Ojcze, mówi któregoś dnia ta Mądrość Wcielona w uniesieniu radości, widząc piękno Krzyża, dziękuje Ci za to, że zakryłeś przed mądrymi i roztropnymi tego wieku skarby i cuda mojego Krzyża, i za to, że objawiłeś je pokornym i małym” (Łk 10,21).

 

Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, Miłość Mądrości Przedwiecznej (MMP 173-174)