Ufność Bogu

Twoja ufność w Oblubieńcu Twoim Boskim powinna być bez granic. Najpierwszym przedmiotem tej ufności powinno być to, że On Cię strzeże; strzeże jak źrenicy oka swego, strzeże, byś na drodze żywota snać o kamień nie obraziła nogi, strzeże tem bardziej, byś nie upadła. Powinnaś ufać, że On odpędzi od Ciebie fałsz wszelki, On, który Ci dał tę już łaskę, że prawdę kochasz, a fałsz nienawidzisz. Tylko ci w fałsz wpadają, którzy nie mają miłości Prawdy. A gdybyś nawet przypadkiem i wpadła w coś podobnego, On Ci nie da ani chwili pokoju, póki nie wyciągnie. Ufności, ufności; a zarazem prosić Go o prawdę, prosić o tę surowość w nieznoszeniu fałszu, a zawsze ufności! Nieufność rani Go, rani serce Jego; pod pozorem pokory nie jest pokorą, a przedewszytkiem nie jest miłością. Jakto? Byłażby miłość mogąca przypuścić nieufność? Widzisz tedy, co popełniasz, kiedy Mu nie ufasz! I cóż dziwnego, że On Cię karci za to? Że czujesz i boleść, i obawę, i gorycz? Szukasz po wszystkich kątach duszy, jakie tego stanu przyczyny? – a to przyczyna siedzi w samym duszy środku, i jest ta nieszczęśliwa nieufność, ta małoduszność, to niedowierzanie. Tego Boskiego Oblubieńca dusz naszych trzeba podejmować jak Boga prawdziwego we wnętrzach naszych; mieć największe wyobrażenie o Jego dobroci, wierności, opiece, jednem słowem, miłości; a według wyobrażenia i pewność i ufność. Z innemi uczuciami już Go nie mamy za Boga, jakim jest, za Boga miłości, Boga Oblubieńca.

 

Ks. Piotr Semenenko Listy duchowne; Drukarnia „Czasu” Kraków 1924

 

Cierpliwość

Cierpliwość jest królową. Siedząc na skale męstwa jest zawsze zwycięska, nigdy nie jest zwyciężona. Nie jest sama, lecz ma za towarzyszkę wytrwałość. Jest rdzeniem miłości. Ona to rozstrzyga o szacie miłości, czy jest to szata godowa, czy nie. Jeśli na szacie jest rozdarcie, niedoskonałość, brak cierpliwości wyjawi to natychmiast.

Wszystkie inne cnoty mogą wprowadzać w błąd. Mogą okazywać się doskonałe, choć takie nie są, o ile nie przeszły próby cierpliwości. Lecz jeśli ta słodka cierpliwość jest rdzeniem miłości w duszy, dowodzi tym samym, że wszystkie cnoty są żywe i doskonałe. Jeśli nie dostarcza tego dowodu, świadczy to, że cnoty są jeszcze niedoskonałe, że nie doszły jeszcze do stołu najświętszego krzyża, gdzie cierpliwość została poczęta w poznaniu siebie i w poznaniu mej dobroci w sobie, i gdzie została urodzona przez świętą nienawiść i namaszczenie prawdziwą pokorą.

Cierpliwości tej nie jest odmówiony pokarm, którym jest chwała moja, i zbawienie dusz. Żywi się ona nim nieustannie. Oto prawda. Spójrz, najmilsza córko, na słodkich i chwalebnych męczenników, którzy przez cierpliwość spożywali ten pokarm duszy. Śmierć ich dawał życie. Wskrzeszali zmarłych i rozpraszali ciemności grzechów śmiertelnych. Świat z wszystkimi wielkościami swymi i książęta z całą swą potęgą nie mogli obronić się przed nimi. Tryumfowali nad nimi mocą tej królowej, słodkiej cierpliwości (por. Hbr 11, 33-38). Cnota ta jest jak światło na świeczniku.

Oto chwalebny owoc , który wdają łzy zjednoczone z miłością bliźniego. Dusza spożywa ten pokarm w towarzystwie nieskalanego Branka, Jednorodzonego Syna mego, w płomiennym i bolesnym pragnieniu, w nieznośnym smutku z powodu obrazy wyrządzonej Mi, Stwórcy. Smutek ten jednak nie przygnębia: dusz nie cierpi z powodu niego, gdyż miłość przez prawdziwą cierpliwość zabiła wszelką bojaźń i miłość własną, które czynią ją wrażliwą na cierpienie. Ten smutek jest pełen słodyczy; przedmiotem jego jest tylko wyrządzona Mi obraza i zguba bliźniego, i ma on swe źródło w miłości. Przeto smutek ten użyźnia duszę; jest on dla niej jednocześnie przyczyną radości, gdyż daje jej niewątpliwy dowód zjednoczenia ze Mną prze łaskę.

 

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012

 

Św. Melchior Grodziecki SJ

Przyszły męczennik urodził się w Cieszynie w 1582 lub 1584 roku. Ojciec jego Henryk wybudował zamek w rodzinnym Grodźcu. Dziadek Maciej był kasztelanem cieszyńskim oraz założycielem rodzinnej wsi. Stryjami Melchiora był Jan, biskup ołomuniecki oraz Wacław kanonik ołomuniecki i twórca znanej mapy Polski. Obaj braci doprowadzili do powstania nowicjatu jezuickiego w Brnie.

Z zachowanych materiałów źródłowych można wnioskować, że Melchior Grodziecki mógł pochodzić z zamożnej rodziny mieszczańskiej, zamieszkałej w Cieszynie. Precyzyjne ustalenia dotyczące biografii tego świętego czekają na realizację.

Pierwsze nauki Melchior pobierał w Grodźcu a następnie w kolegium jezuickim w Wiedniu. Było to ówcześnie miejsce, gdzie wielu Polaków zdobywało wiedzę – tu uczył się m in. św. Stanisław Kostka. W 1602 roku Melchior został przyjęty do Sodalicji Mariańskiej, gdzie kandydatami byli najlepsi uczniowie. „Błogą czuję radość, kochani rodzice, bo spotkało mnie wielkie szczęście, jestem przyjęty jako sodalis do Kongregacji Mariańskiej”. W roku 1603 Melchior Grodziecki wstępuje do zakonu jezuitów w Brnie. W kilka miesięcy później poznaje w zakonie Stefana Pongracza, Węgra, z którym razem poniosą męczeńską śmierć.

Po złożeniu ślubów zakonnych w 1605 roku przygotowywał się do pracy przez praktyki odbywane zarówno w kolegium w Brnie jak i w Kłodzku, gdzie też szkolił się z zakresu muzyki. Podstawy nauczania w liceach zgłębiał w seminarium w Budziejowicach.

Studiuje w Pradze gdzie w 1614 roku otrzymuje święcenia kapłańskie.

Zostaje przełożonym bursy dla ubogiej młodzieży. Kieruje chórem i orkiestrą praskiej bursy ubogich studentów przygotowujących się do stanu kapłańskiego. Pracuje jako spowiednik i kaznodzieja w Pradze oraz we wsi Kopanina nauczając w języku czeskim, którego nauczył się w nowicjacie.

W maju 1618 roku wybucha wojna trzydziestoletnia, wojna religijna, wojna między protestanckimi państwami a katolickimi państwami rządzonymi przez dynastię Habsburgów. Czechy w tym okresie były rządzone przez katolickich Habsburgów. Mimo to, liczni protestanci cieszyli się swobodami i wolnością wyznania. Wykorzystując przychylność cesarza zaczęli nielegalnie stawiać zbory w posiadłościach klasztornych. Na zarządzenie cesarza Macieja nakazującego zamknąć zbory podnieśli bunt. Dnia 23 maja 1618 roku na praskim zamku Hradczany przedstawiciele szlachty protestanckiej spotkali się z namiestnikami cesarskimi celem zawarcia układu. Spotkanie zakończyło się gwałtowną kłótnią oraz wyrzuceniem wysłanników cesarskich przez okno. Czyn ten, określany „defenestracją praską”(z języka łacińskiego: de fenestra – przez okno) uważany jest za bezpośrednią przyczynę wojny trzydziestoletniej. Powstaje rząd złożony z trzydziestu dyrektorów, który już dnia 2 czerwca nakazuje jezuitom opuszczenie Czech. Oskarża się ich o wywoływanie zamieszek, zagrażanie prawu, wolności i porządkowi społecznemu. Na początku czerwca jezuici opuszczają Pragę. Melchior Grodziecki znalazł schronienie na Morawach. Tutaj składa tak zwaną trzecią probację – czyli przygotowanie do złożenie ślubów wieczystych. Odbyło się to w okresie sierpień – grudzień 1618 roku.

Na początku maja 1619 roku stany morawskie wydają dekret nakazujący jezuitom, pod karą śmierci, natychmiastowe opuszczenie Moraw i pozostawienie całego majątku.

Melchior Grodziecki udaje na Słowacczynę, do kolegium jezuickiego w Homonnie gdzie w połowie czerwca 1619 roku składa śluby wieczyste.

Wkrótce potem zostaje wysłany do Koszyc jako kapelan wojskowy. Razem z nim wysłany zostaje Stefan Pongracz – Węgierm i obaj dołaczają do pracującego w Koszycach księdza kanonika Marka Krzyżewczanina (Križ)  – Chorwata.

Koszyce oblegane są i zdobyte przez wojska władcy Siedmiogrodu kalwina Jerzego Rakoczego. Pastor protestancki Alwinczy domagał się wymordowania wszystkich katolików znajdujących się w mieście. Sprzeciwiono się temu, godząc się na wyrok śmierci na trzech kapłanach katolickich. Wszyscy trzej duchowni zostają uwięzieni. W nocy z 7 na 8 września 1619 roku zostają poddani okrutnym męczarniom. Na samym początku próbowana nakłonić ich do porzucenia wiary katolickiej. Jako pierwszy został zamordowany ksiądz kanonik – ścięty toporem. Nad dwoma jezuitami znęcano się bez litości – ciała ich zostały zawieszone wysoko na belce a nogi obciążono kamieniami. Ciała ich były krajane nożami i kawały wyrywane obcęgami. Głowa ściskana okręconym sznurem tak, że oczy wychodziły na wierzch. Mimo takich mąk zakonnicy powtarzali tylko imiona Pana Jezusa i Najświętszej Maryi Panny. Według zachowanych relacji św. Melchior miał powiedzieć do swoich oprawców: „Dręczcie mnie, męczcie mnie, ile chcecie, lecz we wierze mej świętej zachwiać mnie nie zdołacie!” Na koniec mąk toporem odcięto im głowy i ciała ich wrzucono do kloacznych dołów.

Wieść o dokonanej przez hajduków Rakoczego zbrodni, szybko obiegła całe Koszyce i wywołała oburzenie nawet wśród protestantów. Rajcy miejscy nakazali katowi pogrzebać ciała kapłanów. Ciała ich ostatecznie spoczęły w Trnawie w klasztorze urszulanek.

Liczne cuda i łaski przypisywane ich wstawiennictwu na Słowacji, Węgrzech, Morawach i Śląsku spowodowały, że już w 1628 roku rozpoczęto proces beatyfikacji. Dopiero jednak 15 stycznia 1905 roku zostali uznani za błogosławionych. Kanonizowani zostali 2 lipca 1995 roku podczas mszy świętej na lotnisku w Koszycach.
Święty Melchior Grodziecki jest patronem diecezji katowickiej.
Melchior Grodziecki miał w chwili śmierci około 35 lat. Został beatyfikowany 15 stycznia 1905 roku przez Piusa X w kościele św. Piotra i Pawła w Rzymie. W Cieszynie odbyła się trzydniowa uroczystość w dniach 12–15 października 1905 roku, w której wzięli udział profesorowie i uczniowie Sodalicji Mariańskich, a także wszystkie stany i organizacje śląskie. Wspomnienie liturgiczne Melchiora Grodzieckiego obchodzi się 7 września. W ikonografii święty przedstawiany jest w stroju zakonnym, z palmą będącą atrybutem męczeństwa, wspólnie z towarzyszami.

Święty Melchiorze Grodziecki, Męczenniku z Koszyc, módl się za nami.
Św. Melchiorze Grodziecki, który mimo tortur ze strony nieprzyjaciół nie wyrzekłeś się wiary i przez to poniosłeś śmierć, módl się za nami, abyśmy my także trwali mocno w wierze i mimo przeciwności losu jeszcze bardziej się w niej utwierdzali…”

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM We wrześniu 2017 ROKU.

Indywidualizm

W miejsce uniwersalizmu, gdzie dostateczne jest miejsce dla każdej indywidualności, rewolucja, znosząc Boży porządek, postawiła zasadę indywidualizmu. Stąd ta nowożytnego społeczeństwa, socjalizmu zwłaszcza, przesada w troszczeniu się o klasy najniższe i kładzenie ciężarów prawie że niemożliwych na klasy posiadające; stąd rozpętanie indywidualności aż do anarchii, w czym zanika cześć i uszanowanie dla wszelkiej powagi; stąd rozprężenie moralne, wskutek którego porządek społeczny musi być utrzymany przez policję i groźby armat, dlatego, że braknie więzi wewnętrznej.

W takim zrównaniu została zatracona wzajemna cześć jednych ludzi do drugich, ponieważ godność ludzka została zapoznana.

Jak więc jest w państwie, nie lepiej jest w rodzinie, bo i tu władza nie jest we czci, i słabym jest rząd. Odkąd w kobiecie rozbudzono pragnienie, aby się stała we wszystkim równą mężczyźnie, z pominięciem prawa harmonii, zasadniczych różnic w stosunkach społecznych, już ona jako żona nie uznaje władzy męża, już jest uważana jako czcza forma; mąż także abdykuje ze swojego prawa do rządu jako głowa rodziny, w moralnej swej niemocy pozwala żonie nad sobą brać górę, i tak wywraca się porządek w rodzinie. Zatem idzie, że dzieci także nienauczne czci dla rodziców, nic ich sobie nie ważą, tak samo swych nauczycieli; niewdrożone do posłuszeństwa, rządzą się samowolą, a niewyćwiczone w karności, nie umiejąc znosić najmniejszej przykrości ani przeciwności zwalczać, za lada co odbierają sobie życie, którego nie nauczono ich cenić, i stąd smutne zjawisko tak częstych samobójstw u dzieci. To samo trzeba powiedzieć o sługach względem swego państwa. Pracodawcy nie wzbudzając już w nich należnego szacunku i nie umiejąc ich do siebie przywiązać, muszą znosić sługi, z których nie mogą być zadowolonymi, i także sługi, skutkiem duch czasu, często objawiają pretensje wygórowane. Tak to społeczne życie wszędzie zakwaszone, bo zatrute, jest nieznośnym i nieszczęśliwym, i społeczeństwu dzisiejszemu zagraża ruina. Źródło tego wszystkiego złego leży więc w zasadzie indywidualizmu, w braku harmonii między zasadą indywidualizmu a zasadą uspołecznienia, gdy zgoła ludzie zatracili zmysł Boskiej i moralnej harmonii.

 

Ks. Jan Adamski; Pokora podstawą życia chrześcijańskiego; Wyd. św. bp J.S.Pelczara Rzeszów 2017

 

Intencje modlitwy

Kiedy tak Tobie i za modlitwy dziękuje i o modlitwę proszę, sam Ci teraz powiem, o co w tych czasach będę się za Ciebie modlił. Już to naprzód o pełność tej wiary i ufności w Jego miłość, którą Ci tak zalecałem i zalecam. W ostatnim jeszcze liście wróciło licho, tylko że On sam je natychmiast oddalił. Bo czyż mi nie mówisz na końcu, że „przepaść bezdenna rządy zdaje się mię ścigać z wrażeniem, że jakieś mnóstwo grzechów, których nie poznaje, ciąży na mnie”. Czyż być może> Jeszcze jesteś na tym punkcie troski o siebie? I to wymarzonej, bo w rzeczach, których nie znasz, nie poznajesz? Ta troska o siebie! A z drugiej strony ta mała ufność! Ani nawet tyle ufności, że przecie dałby Ci to poznać? Ale czemuż nie ufać, że choćby co i było, tedy przebaczył? Miłośnie przebaczył i przebacza? I nie chce, żeby się troskać o siebie; ale żeby Jemu zawierzyć, i Jemu na ślepo się oddać, i o Niego się troskać, i żyć Nim tylko? O, ta nieszczęśliwa troska o siebie! O to się tedy modlę aby już nigdy, nigdy to licho do Twej duszy się nie wciskało, i nawet chmurkami przelotnemi  nie kalało czystego nieba Twej miłości i ufności.

Drugie, o co się będę dla Ciebie modlił będzie sposób Twego obcowania z innymi ludźmi, i już się o to modlę. Niech Ci Pan Jezus da nie być obrażeniem dla innych, ale przeciwnie, pomocą i przyjemnością, i zbudowaniem, i pokrzepieniem. To zaś wszystko w tem jednem, abyś była miłością dla nich. Niech Cię Pan Jezus nauczy miłości w czynie, w słowie, w obejściu się, w samem spojrzeniu, uśmiechu, obróceniu się do bliźniego. I tu prawidło: Nie troskaj się o siebie. Nie myśl co powiesz, co zrobisz itd. ani też coś powiedziała, coś zrobiła itd. Nie myśl zgoła o sobie, ale o Twoim bliźnim: co jemu miłe, co pożyteczne, co dobre, a nawet co niewinnie przyjemne, albo też przykre, co szkodliwe, co twarde itd., ale to z Panem Jezusem, w Nim i z Nim bądź cała zajęta Twoim bliźnim, kiedy z nim masz do czynienia; i nic o sobie nie myśląc, ani nawet o tem, że niezdatną do tego jesteś, że źle wszystko robisz; owszem, o tem najmniej myśląc, z miłością i dobrocią wtedy całą bliźnim zajęta poczynaj i czyń swobodnie, zupełnie swobodnie, a tylko z Panem Jezusem. Znowu tedy z jednej strony żadnej troski o siebie, a z drugiej ufność i spólność z Panem Jezusem. Tak masz czynić. I o to modlę się i będę modlił. Do tego musisz przyjść koniecznie.

 

Ks. Piotr Semenenko Listy duchowne; Z listów do zakonnic – polskich; Drukarnia „Czasu” Kraków 1924

 

 

Pałac pokryty korą

Moja Wola dawniej Kuźnica Sośniewska to niewielka osada położona wśród lasów w powiecie Ostrów Wielkopolski nad rzeką Młyńska Woda. Warto zjechać z głównej drogi i zagłębić się w las aby zobaczyć pośród pomnikowych dębów okazały pałac pokryty korą dębu korkowego, podobnie obłożoną korą wędzarnię i budynek mieszkalny oficyny. Podobno w Europie są tylko dwa takie obiekty.

 

Drewniany pałac myśliwski na wysokiej kamiennej podmurówce został zaprojektowany i wybudowany w latach 1854-55 przez polskiego inżyniera Karłowskiego dla księcia brunszwicko-oleśnickiego Wilhelma von Braunschweig-Öls.

Zapraszamy do galerii.

Wyobraźnia

Wyobraźnia jest tą z władz naszej duszy, w której najsilniej bodaj odbija się nieład wprowadzony przez grzech, i w której głos rozsądku najmniej bywa słuchany. Ta niespokojna, błąkająca się władza, ustawicznie nam się wymyka, niczym krnąbrna niewolnica, która bez pozwolenia pana wychodzi z domu i cały świat obleci, zanim się spostrzeżemy, że jej nie ma. Ciekawa, nienasycona wiedzy, chce zdać sobie sprawę ze wszystkiego, co widzi. Podobna jest do domowego zwierzęcia, które włóczy się wszędzie wietrząc, które bat odgania, a obżarstwo po chwili cięgnie z powrotem. Dumna, niecierpliwa względem wszelkiego przymusu. To dzika koza, która lubi się błąkać tylko po wysokich urwiskach i przepaściach, nie znosi natomiast ani jarzma, ani pęt, ani pana.

Wszystkie te wady są wrodzone; ale ile osób powiększa jej złośliwość nie starając się jej hamować, obchodząc się z nią jak z ubóstwianym dzieckiem, któremu pozwala się na wszystko, nigdy nie w niczym mu się nie sprzeciwiając. Toteż gdy chcieć ją zwrócić ku rzeczom Boskim, ona, nawykła do samowoli, w żaden sposób nie da się ująć w karby. Pracujmy więc bezustannie nad tym, by ograniczyć jej ruchy i trzymajmy ją w ciągłym poddaństwie. Uznaliśmy, że najlepszym sposobem przeciw wielomówstwu jest używać języka jedynie do tego, co prawdziwie dobre i potrzebne. Tak samo należy też postępować z wyobraźnią. Niech rozsądek stoi ciągle na warcie przed drzwiami umysłu, aby wpuszczać tam same dobre myśli, a mężnie odpierać, jak największych nieprzyjaciół, wszystkie te, które zdawać mu się będą próżne lub niebezpieczne. Ci, którzy zaniedbują tę zbawienną ostrożność, wpuszczają do duszy mnóstwo przedmiotów tłumiących żarliwość pobożności i miłości, a niekiedy i samą miłość. Furtianka Isbosetha zasnęła tylko na chwilę, a zaraz dwaj zabójcy zamordowali nieszczęsnego monarchę. Gdy rozsądek przestaje czuwać nad wyobraźnią, zaraz wkradają się do niej upiory niosące śmierć.

Taka ostrożność potrzebna jest nie tylko po to, by uchronić życie duszy od tysiącznych niebezpieczeństw, ale także po to, by zachować, niezbędne do modlitwy, milczenie i skupienie ducha. Wyobraźnia rozkiełznana miesza to święte ćwiczenie i czyni je prawie niemożliwy, gdy przeciwnie, nawykła do ciszy i pobożnych myśli, znajduje w nim największe upodobanie.

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

 

Ślepa uliczka pacyfizmu

Bojowaniem jest żywot człowieka na ziemi  (Hi 7, 1)

Pacyfizm, jak podaje Wikipedia jest to dążenie do pokoju, potępienie wojny oraz przygotowań do wojny. Zwolennicy pacyfizmu postulują ustanowienie trwałego pokoju między narodami oraz rozwiązywania wszelkich konfliktów między państwami i narodami bez użycia sił zbrojnych.

Czy to nie jest szczytna idea, która da ludziom szczęście, radość i będzie dla nich wstępem do nieba? Piękna to idea. Patrząc na nią z punktu widzenia nauczania Kościoła Katolickiego, nie jest ona wystarczająca i tak wspaniała. Wystarczy przypomnieć sobie słowa Jezusa: Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz (Mt 10, 34). Natomiast jest jeszcze jedno z błogosławieństw na górze: Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem będą nazwani synami Bożymi (Mt 5, 9). Aby wyjaśnić tę trudność posłużymy się jeszcze jednym cytatem: Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam; nie tak, jak daje świat, ja wam daję (J 14, 27).

Pokój Chrystusowy, będący owocem przyjęcia nauczania Jezusa, jest tym pokojem, który prowadzi nas do zbawienia. Nie jest to „pokój ziemski” który płynie z chęci życia w spokoju, chęci szczęścia doczesnego, zadowolenia z posiadania, gdyż jest to kolejna utopia obiecująca szczęście na ziemi. Tylko pokój duszy, który daje wiara i życie zgodne z przykazaniami zaspokoją pragnienia szczęścia człowieka.

Bóg stworzył aniołów, z których część poszła za Lucyferem głoszącym Non serviam (Nie będę służył). To było przyczyną wojny między aniołami, wojny w sferze duchowej, wojny, która trwa cały czas. To, że zbuntowane anioły zostały strącone w otchłanie piekielne nie spowodowało, że wojna zastała zakończona. Trwa ona cały czas. Dla nas ludzi, zanurzonych w czasie, okrzyk Lucyfera i bitwa aniołów jest zawsze teraz. Każdego dnia, o każdej porze swoimi wyborami opowiadamy się za jedną lub za drugą stroną tej wojny. W życiu duchowym nie ma pokoju – pokój możemy osiągnąć tylko w Bogu, tylko przez zbawienie duszy.

Kościół Katolicki rozróżniał wojnę sprawiedliwą od wojny niesprawiedliwej. Obrona Ojczyzny, rodziny, wiary była zawsze przez Kościół popierana i taka wojna była w nauczania św. Tomasza z Akwinu określana „wojną sprawiedliwą”.

W dniu dzisiejszym, mordowanie chrześcijan jest wystarczającym argumentem do prowadzenia wojny z państwami gdzie to zjawisko występuje. Jednocześnie nie zwalnia to z obowiązku modlitwy za prześladowanych i męczonych chrześcijan.

Papież Pius XII w orędziu na Boże Narodzenie 1949 roku przestrzegał: „Postawa tych, którzy odrzucają wojnę z powodu jej okrucieństw, a nie ze względu na jej niesprawiedliwość, toruje drogę do zwycięstwa agresorom”. Tu można również przypomnieć przemówienie ministra Józefa Becka z 1939 roku i stwierdzenie, że nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę.

Pacyfizm stawia pod znakiem zapytania dużą grupę świętych Kościoła Katolickiego. Wielu z nich było żołnierzami, walczyli na wojnach, co nie przeszkodziło by ogłosić ich świętymi czyli uznanymi za zbawionych. Wśród świętych żołnierzy znajdujemy między innymi: Longina, Teodora, Sebastiana, bp Marcina, Jerzego, Floriana, Maurycego dowódcę Legii Tebańskiej ze swoimi żołnierzami. Kościół nie stawiał im zarzutu służenia w wojsku czy też brania udziału w wojnie. Jedynie napominał by nie grabili, nie znęcali się nad ludnością cywilną, by opiekowali się słabszymi.

Duchowość św. Ignacego Loyoli i założonego przez niego Towarzystwa Jezusowego oparta jest na walce. Przygotowywani są wojownicy do walki po stronie aniołów zjednoczonych z Chrystusem. Dla nich nie ma pokoju z upadłymi aniołami, walczą ze swoimi słabościami, oraz o wyzwolenie dusz innych z więzienia nałogów, grzechów, uzależnień. To jezuici prowadzili Kościół do walki z kryzysem w czasach Reformacji.

Do zażegnania kryzysu w Kościele potrzebny jest wciąż duch walki. Walki ze swoimi słabościami, z nadużyciami, z zaniedbaniami oraz grzechami. Głoszenie orędzi pacyfizmu i ziemskiego pokoju utrudnia pokonanie zagrożeń i niebezpieczeństw dnia dzisiejszego.

Między Prawdą a fałszem nie ma pokoju – tu jest nieustanna walka. Jeśli nie ma walki, jest pokój to znaczy, że prawda przestała być sobą.

Dla nas, wiernych Kościoła Katolickiego, w modlitwach o pokój bardzo ważnym jest zdanie świętego Agatona: „kto modli się z heretykami, sam staje się heretykiem”.

Modlitwa o pokój nie może żądać ofiary z Prawdy, gdyż nie będzie to pokój prawdziwy a jedynie uspokajanie bieżących konfliktów, odkładanie rozwiązania ich na późniejszy czas. Widać to dobrze po modlitwach o pokój w Asyżu. Pomimo udziału w nich przedstawicieli wielu religii nie przełożyło się to na pokój w świecie. Chrześcijanie a zwłaszcza katolicy są w tej chwili najbardziej prześladowanymi ludźmi na świecie. Codziennie giną w męczarniach gdyż nie chcą porzucić Prawdy. Modlitwy o pokój, takie jak w Asyżu organizowane przez papieży, odbierane są przez inne wyznania jako oznaka słabości. Efektów tych modlitw, między narodami, państwami oraz wyznawcami różnych religii w ogóle nie widać.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W czerwcu 2017 ROKU.

Pociechy i próby

Stan pociech duchowych budzi nasze zdolności, nadaje im giętkość i moc. Nic wówczas nie kosztuje. Ten, kto jest napełniony miłością – mówi autor „Naśladowania Chrystusa” – biega, lata, weseli się i nic go nie powstrzyma. Jest to stan, w którym uczucie działa samo, porywając za sobą wolę, której całe zadanie polega tylko na zezwalaniu. Stan ten jest darem nieba, podobnie jak ciepło słoneczne: roznieca on żar pragnień, mnoży pomysły, wzbogaca uczucia, wywołuje rozkwit duchowy.

Czas próby przyrównać można do skalistej, nawiedzanej wichrami krainy, do mroźnej zimy, do bezpłodnej pustyni. Trzeba tam żyć z nabytych zapasów, bronić się cudami niemalże wysiłku, pomysłowości, wytrwania. Serce musi być wytężone ile tylko można. I po co? Na pozór po to, żeby po prostu żyć jako tako. Jednak po cichu dokonuje się w głębi duszy praca: serce mężnieje, muskuły stają się odporniejsze, wzmaga się życie.

Pociech to okres, w którym otrzymujemy czarowne i piękne światła: korzystajmy z nich, aby wznieść nasz ideał jak najwyżej. To okres łatwych i licznych aktów, wyrabiajmy więc w sobie wówczas dobre nawyki. Nawyk przynosi największą pomoc woli.

Próba to okres działania woli. Niczego nie odczuwamy; wydaje się nam, że niczego nie kochamy… Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko chcieć tych wszystkich pięknych rzeczy, które poznaliśmy, zebraż je – może zaschłe, ale zawsze jeszcze wonne – i ofiarować Bogu, który zna ich wartość; nie pozostaje nam nic innego, jak wyrażać uczucia, a przynajmniej pragnienia, które zawsze są prawdziwe, jak działać z czystych pobudek, wielkodusznie, wytrwale, z wielką korzyścią dla woli, która gdy działa tylko sama, bardziej się rozwija. O pstępie nie stanowi upodobanie, ale prawdziwa miłość, a tę mamy: miłość, która Boga stawia na pierwszym miejscu, miłość wierną, która dąży do tego, co Bogu milsze, która mówi: „Nie umiem Mu powiedzieć, że Go kocham, ale Mu tego dowiodę.”

U niektórych dusz wola bywa słaba, nie umie iść naprzód, jeśli nie jest wspierana pociechami. Dusz te powinny umieć na te pociechy zasłużyć, potem zaś utrzymywać je. „Naśladowanie Chrystusa” mówi, że brak pociech wynika często z naszej winy.

 

Wg „Spowiedź Przygotowanie do Sakramentu Pokuty”, Warszawa 2005

 

Sens i cel piekła

„Cierpienia i modlitwy wzbijają się ku mnie hołdem chwały dla imienia mego. Tak, chcąc czy nie chcąc, złośnik pracuje dla mojej sławy, choćby nie ją miał na celu, lecz znieważenie Mnie.

Jak w tym życiu grzesznicy przyczyniają się do wzrostu cnót sług moich, tak w piekle diabli są wykonawcami mej sprawiedliwości i pracują dla Mnie. Wykonują wyroki na potępieńcach. Wspomagają też stworzenia moje, które odbywają podróż tego żywota, dążąc do Mnie, który jestem celem ich pielgrzymki. Pomnażają ich cnoty, doświadczając ich licznymi napaściami i różnymi pokusami, przez pobudzanie innych do znieważania i okradania ich, nie w celu wyrządzenia im obelgi lub odebrania dobra, lecz aby pozbawić ich miłości. Lecz sądząc, że przyprawiają o stratę sługi moje, umacniają w nich cnotę cierpliwości, męstwa i wytrwałości.

W ten sposób oddają cześći chwałę imieniu mojemu i tak spełnia się w nich moja Prawda. Stworzyłem ich dla sławy i chwały mojej, Ja, Ojciec wieczny, aby uczestniczyli w mej dobroci. Powstawszy przeciwko Mnie, upadli przez pychę swoją zostali pozbawienie mego widoku. Nie oddali Mi chwały miłości. Lecz Ja, Prawda wieczna, uczyniłem z nich swoje narzędzie, aby ćwiczyli sługo moje w cnocie, i jednocześnie zrobiłem ich katami tych, którzy przez swoje błędy idą na potępienie wieczne, oraz tych, co przechodzą przez męki czyśćcowe. Tak to, jak widzisz, Prawda moja spełnia się w nich. Oddają mi chwałę, nie jako mieszkańcy życia wiecznego, którego pozbawieni zostali przez swoje błędy, lecz jako wykonawcy mej sprawiedliwości! Przez nich objawiam mą sprawiedliwość względem potępionych i względem tych z czyśćca.”

 

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012

 

Nawrócenie św. Augustyna

Augustyn rozmyśla nad zamiarem porzucenia świata, ale ileż trudności staje mu nagle przed oczyma! Z jednej strony stają mu w myśli obrazy dawnych rozkoszy i wydają się mówić: Cóż to? Ty miałbyś nas opuścić na zawsze? Miałbyś już od tej chwili nie mieć z nami żadnego kontaktu? A z drugiej strony widzi cnotę, jak uśmiecha się do niego, z pogodną i wesołą twarzą, otoczona tłumem swoich zwolenników wszelkiego wieku, płci i stanu, jaśniejąca całym blaskiem chrześcijańskiej czystości. Cóż to – mówi do niego z kolei ona, wskazując na swój liczny orszak – czy nie potrafiłbyś tego, co potrafią te dziewice i ci wszyscy wierni moim prawom? Myślisz, że oni sami z siebie mają tę moc, która ich ożywia? Czy to nie Bóg ich pokrzepia? Jeżeli upadasz, to dlatego, że opierasz się sam na sobie. Rzuć się bez obaw na łono Wszechmogącego. On się nie cofnie, On cię nie opuści. Powierz Mu się tylko z ufnością, a On cię przyjmie, On cię zbawi.

Utarczka rozpala się coraz bardziej; w końcu staje się nie do wytrzymania! Młody rozpustnik czuje, jak oczy napełniają mu się łzami. Idzie na stronę, wzdycha, jęczy; wreszcie zaczyna głośno szlochać. Potoki łez leją mu się z oczu; z głębi serca głośno woła: Dokąd, o Panie, gniew Twój zapalać się będzie przeciwko mnie? Dokąd będziesz cierpiał moje haniebne nierządy? Dokąd będę powtarzać: Jutro, jutro? Czemu nie dziś, czemu nie zaraz, czemu nie w tej chwili porzucić moje nieprawości?

Rzecz skończona, grzesznik się nawrócił. Augustyn zostaje świętym. Jego serce oswobodzone z wszelkiego ziemskiego przywiązania, doznaje już tylko obojętności i wstrętu do ciała i świata. Rozpoczyna pieśń wdzięczności.

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

 

Święty Bonawentura

Jan Fidanza urodził się w 1218 roku niedaleko miasta Viterbo w dzisiejszych Włoszech. W dzieciństwie bardzo ciężko chorował i jego matka zaniosła go do żyjącego jeszcze św. Franciszka. Według przekazów miał on na widok dziecka zakrzyknąć „O, buena ventura!” czyli „o szczęśliwy losie”. Owocem tego nawiedzenia było cudowne uzdrowienie małego Jana. Święty Bonawentura jest filarem Kościoła Katolickiego.

Herb S. Bonawentura (1677)

Jest mniej doceniany niż św. Tomasz z Akwinu czy też wspomniany św. Franciszek, ale nie mniej od nich zasłużony. Jest Doktorem Kościoła nazywanym Doktorem Serafickim, siódmym w kolejności generałem zakonu franciszkanów, biskupem i kardynałem. Jest jednym z najwybitniejszych teologów średniowiecza.
Odbywa studia filozoficzne na uniwersytecie w Paryżu, i tam też mając 25 lat wstępuje do zakonu franciszkanów gdzie otrzymuje imię zakonne Bonawentura. Następnie studiuje teologię i w 1248 roku zostaje bakałarzem biblijnym, w dwa lata później komentatorem sentencji Piotra Lombarda, a w 1253 roku zostaje nominowany na profesora w szkole franciszkańskiej w Paryżu. Był osobą wszechstronną – filozofem, teologiem jak również mistykiem. Znał bardzo dobrze twórczość Arystotelesa lecz bliższy był mu św. Augustyn. Podobnie jak on uważał, że na szczyty poznania można wejść jedynie rozumem oświeconym wiarą. Tworzenie teorii dla samej sztuki tworzenia było mu obce, uważał że teologia musi mieć wymiar praktyczny i służyć człowiekowi w działaniu – uczyć miłości do Boga i bliźniego.
W 1257 roku, dnia 2 lutego zostaje wybrany generałem zakonu franciszkańskiego. Ma zaledwie 39 lat ale pokazał już swoją wiedzę, świętość i zmysł organizacyjny. Wybór ten był dla zakonu opatrznościowy. Od śmierci św. Franciszka w zakonie coraz większe znaczenie zaczęli mieć bracia mający wysokie mniemanie o samych sobie. Nowy generał dawał osobiście przykład pokory i skromności, mimo błyskotliwej erudycji i coraz bardziej znanego talentu kaznodziejskiego. Wysłannicy papieża do ojca generała zastali go w kuchni zmywającego naczynia po swoich współbraciach.
Święty Bonawentura przez 16 lat rządów jako przełożony doprowadził zakon do niebywałego rozkwitu, dlatego też niektórzy historycy określają go drugim założycielem zakonu. Układa pierwsze konstytucje dla zakonu jako wykładnie reguły św. Franciszka i w ten sposób kończy z różnymi interpretacjami spuścizny Założyciela. Herb zakonu franciszkanów jest herbem kardynalskim św. Bonawentury. Jest autorem dwóch życiorysów Biedaczyny z Asyżu – Legenda major oraz Legenda minor.
Według św. Bonawentury istotą powołania franciszkańskiego jest dążenie do osiągnięcia prawdziwego pokoju, to jest zjednoczenia człowieka z Bogiem. Zjednoczenie z Bogiem możemy osiągnąć poprzez miłość. Sentencja „Non est perfecta cognitio sine dilectione – Nie ma prawdziwego poznania bez umiłowania” dobrze pokazuje nauczanie przełożonego franciszkanów.
Cała twórczość świętego Bonawentury przeniknięta jest miłością a w okresie średniowiecza chór Serafinów był jej symbolem dlatego też określany jest on Doktorem Serafickim. Święty Tomasz z Akwinu który żył w tym samym czasie określany jest Doktorem Anielskim. Papież Sykstus parę wieków później określił ich, że są jak dwa kandelabry, które światłem swej nauki rozjaśniają Kościół wojujący na ziemi.
Święty Bonawentura miał duże nabożeństwo do Najświętsze Maryi Panny – to dzięki niemu do kalendarza wprowadzono święto Nawiedzenia świętej Elżbiety. To on, jako generał zakonu, zarządził wprowadzenie dzwonienia na Anioł Pański, w klasztorach franciszkańskich. „Maryja sama szuka takich, którzy by do Niej pobożnie i z uszanowaniem przystępowali: tych bowiem miłuje, tych karmi i zasila, tych za dzieci przyjmuje.”
W 1273 roku zostaje mianowany kardynałem oraz biskupem Albano. Jest jednym z głównych organizatorów soboru w Lyonie. Wyczerpany nadmiarem obowiązków umiera podczas obrad soboru 15 lipca 1274 roku. W pogrzebie uczestniczą wszyscy ojcowie soboru w liczbie 500 biskupów i około 1000 prałatów i teologów. Ciało złożone zostało w kościele św. Franciszka a w roku 1450 przeniesiono je do wystawionej świątyni. Kronikarze podają, że w tym dniu wielu chorych w cudowny sposób odzyskało zdrowie, co jest przypisywane wstawiennictwu świętego franciszkanina.
Święty Bonawentura jest w pierwszym rzędzie mistykiem, określonym jako „książę mistyki” przez papieża Leona XIII. W pozostawionych dziełach przedstawił oryginalną koncepcję trzech dróg do doskonałości – oczyszczenie, oświecenie i zjednoczenie. Pokazał środki i cele tych dróg, kontemplację, relację do stworzeń oraz rozważania o męce Chrystusa.

Kanonizowany został w 1482 roku a w 1588 roku ogłoszony Doktorem Kościoła. W ikonografii przedstawiany jest w habicie franciszkańskim z biskupim krzyżem na piersiach, jako kardynał w cappa magna, jako teolog nad pulpitem. Atrybutami jego są: anioł przynoszący mitrę, kapelusz kardynalski trzymany przez anioła lub leżący u stóp, księga, krzyż w dłoniach, drzewo Krzyża Świętego (jest to aluzja do traktatu Lignum vitae), zwój. Patronuje franciszkanom, matkom oczekującym potomstwa, dzieciom, robotnikom i teologom. W Kościele wspominany jest w rocznice śmierci – 15 lipca.
Relikwie świętego Bonawentury zostały sprofanowane w Lyonie w 1562 roku, w czasie heretyckich rozruchów – pozostałości doczesnych szczątków zostały wywleczone i spalone na jednym z publicznych placów.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W lipcu-sierpniu 2017 ROKU.

Mistrzu, co nam czynić trzeba?

A rzesze pytały go, mówiąc:
Cóż więc począć mamy?..
Przychodzili też i celnicy…
i mówili doń:
Mistrzu, co nam czynić trzeba? (Łk 3,10, 12)

  1. Odpowiedź mogła być tylko taka: Czyńcie to, czego chce Bóg. Stoimy pod panowaniem wewnętrznych nakazów,, które żądają, byśmy czynili to, a tamto zaniechali. Ideały i cnoty przyświecają nam jako gwiazdy przewodnie; w ich moralnej piękności, w ich nakazach, które nam stawiają, ujawnia się nam wola B oża, a jej wcielenie staje przed nami w osobie Chrystusa. On to chce, bym działał tak a nie inaczej, a co nakazuje, czyni sam, by dać mi przykład. Tę wszechwładną wolę bożą czytam w swej duszy, w najgłębszych jej tajniach, stamtąd ją wydobywam wraz ze światem pojęć, a następnie ubraną w szczegóły pozytywne słyszę z ust Chrystusa i oglądam wyrażoną w jego życiu. Czuję, że stoję pod prawem, atoli prawo to nie ja dyktuje. Jak nie stanowię praw natury, tak też nie mogę dyktować przepisów woli Boga. Cóżbym mógł podyktować?… Nie dyktować, lecz wykonywać jest moim zadaniem. Tego się będę trzymał, bo tak sam Bóg rozporządził. Pod Jego prawem czuję, że stoję na swoim miejscu żem cząstką całości, dlatego wierzę i spodziewam się, że władcza i potężna wola Boga, która mną kieruje, uzupełni cząstkowość moją i moją niedostateczność. Pan będzie moją pomocą, on daje zarówno prawo, jak i łaskę. On zniża się do mnie jako ideał, On sam toruje mi drogę. To moje credo w dziedzinie moralności, Wierzę, iż powinnością moją słuchać woli najwyższej, wiem jednak i to, że wola ta pomaga mi być posłusznym.
  2. Wolę Bożą winienem spełniać w całym ciągu swego życia, we wszystkich jego stosunkach i okolicznościach. Człowiek nie jest kołem w maszynie, ani kamykiem w potoku, ani zżółkłym liściem na wichrze, lecz wszędzie winien czynić zadość wymaganiom świata moralnego i stwierdzać je własnym czynem wbrew oporowi, jaki mu stawiają jego lekkomyślność, przyzwyczajenia, popędy, skłonności i namiętności, choroby i niedostatki. Powinien idealny ten świat, odsłaniający się w mym wnętrzu, i postulaty jego przeszczepiać również w świat zewnętrzny, a kiedy się łamie i rwie, zapewniać mu na powrót bezwzględną powagę. Na to potrzeba mocy, potrzeba karności. Do tej karności powinienem się przymuszać, ile razy namiętności moje stawiają mi opór, a gdzie namiętności nie sprawiają kłopotu, tam niemniej należy szlachetnie usposobioną uległość i moralne pobudki wprowadzać do swego życia, by utrzymać je na wysokim poziomie moralnym. Nie wolno mi być komediantem, leniuchem lub niedołęgą. Uległość dla woli Bożej to wola płodna, szlachetna i silna, która objawia się w zamiłowaniu do pracy, w przestrzeganiu porządku, w czystości, panowaniu nad sobą, akuratności, wierności, sumienności, prostocie, litości, współczuciu, życzliwości, sprawiedliwości, szlachetności, wdzięczności, wielkoduszności, szacunku dla drugich, skromności, przystojności, łagodności, pokorze, umiarkowaniu, trzeźwości, cierpliwości, męstwie. Ilekroć wzbudzam uczucia odpowiednie tym cnotom, jestem pewny, iż obejmuję wolę Bożą.
  3. Na tych cnotach zasadzają się dobre uczynki. Stanowią je nie tylko modlitwa, post i jałmużna, lecz cała treść naszej świadomości wchodzi tutaj w grę. To, jak czuję i myślę, jakim okiem spoglądam na świat i ludzi, jak oceniam Boga i życie, jak jestem dobry, cierpliwy, wyrozumiały, łagodny, stanowczy, roztropny, z jakim zamiarem pracuje, mówię, obcuję z innymi, cierpię, słowem: całe moje życie może być dobrym uczynkiem.
    Moralnym jest owo piękne, szlachetne, wdzięczne życie, którym włada prawo i karność jako rytm i harmonia. – Moralność to świadoma siebie, skierowana do ideału wola. To nie tylko altruizm, nie tylko poświęcenie samego siebie, nie tylko poszanowanie dla człowieka i dla prawa cywilnego, nie tylko humanitaryzm i piecza o bezpieczeństwo osobiste, to nie tylko urządzenia dobroczynne i uczucia społeczne. To wszystko tylko podrzędne objawy życia moralnego, które w mniejszym lub większym stopniu mogą się znaleźć również w człowieku pospolitym lub nawet niemoralnym i nie rozstrzygają jeszcze o ogólnym poziomie etycznym. Moralność osobista to świadomie szlachetna wola, zacne usposobienie jednostki ludzkiej, czy ona pustelnikiem, czy żebrakiem. Moralność to wielkość duszy, jej piękność i żywotność, to atmosfera, promień słoneczny i żywiczny zapach leśny mej duszy, to moje strefa klimatyczna. Z domku nazaretańskiego, niby tchnienie niebios, płynie ku nam woń najwznioślejszej moralności. Tej woni tak mało na ziemi, a mogłoby jej wszędzie być wiele. Niech Duch Święty udzieli jej moim uczynkom!

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

 

Procesja Didymosa

„Wiara rodzi się z tego, co się słyszy,
tym co się słyszy jest
słowo Chrystusa” (Rz 10,17)

Ostatnio uczestniczyłem w rekolekcjach, w których było również wystawienie Najświętszego Sakramentu oraz „procesja”. Określenie procesja specjalnie użyte jest w cudzysłowie – dlaczego to będzie jasne po przeczytaniu całości.
Była ewangelizacja wykorzystująca najnowsze środki techniczne tzn film. Wyświetlany był film pokazujący realną obecność Boga w Najświętszym Sakramencie. Film był trochę chaotyczny i przez to przekaz był nie do końca zrozumiały.
Po seansie było wystawienie Najświętszego Sakramentu na ołtarzu. Prowadzący wieczór przywołał przypowieść z Ewangelii o uzdrowieniu niewiasty, która dotknęła się szaty Pana Jezusa i została przez to uzdrowiona. Zbawiciel powiedział jej, że to jej wiara ją uzdrowiła (Mk 5, 25-34). Kierując się tą przypowieścią – obecny ksiądz, na sugestię prowadzącego, rozpoczął procesyjnie obchodzenie całego kościoła. Zatrzymywał się co parę kroków, pochylał Najświętszy Sakrament aby każdy z obecnych mógł własnoręcznie dotknąć monstrancji.
Trochę to było zastanawiające i na pewno nowe. O tyle to było zastanawiające, że np procesja w Boże Ciało wygląda trochę inaczej. Nie ma fizycznego dotykania monstrancji, jest cześć oddawana poprzez klękanie na oba kolana. Co do przytoczonej przypowieści to odnosiła się ona do osób nieochrzczonych oraz było to w czasie działalności i nauczania Jezusa. Po Jego śmierci a szczególnie po Zmartwychwstaniu sytuacja zmieniła się zasadniczo. Tutaj możemy przywołać zdarzenie ze świętym Tomaszem Apostołem zwanym Didymos. Stwierdził on, że dopiero kiedy dotknie ran Chrystusa, kiedy włoży dłoń w przebity bok Jezusa wtedy dopiero uwierzy. Chrystus pojawił się i to wystarczyło niewiernemu Tomaszowi, nie musiał już dotykać Zbawiciela tylko powiedział „Pan mój i Bóg mój”. Chrystus zaś tak rzekł: „Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Wystarczyło samo ukazanie się Jezusa by uwierzyć. Tu nie ma już potrzeby fizycznego dotykania ponieważ łaska Boża nie potrzebuje fizycznego kontaktu. Efektem zaś „procesji”, takiej jak przedstawiono na początku (stąd ten cudzysłów), jest osłabienie wiary w obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, jest również osłabieniem wiary w Zmartwychwstanie Pańskie.

Pośredniczka wszelkich łask

Życie w Trójcy Przenajświętszej jest od wieków i będzie na wieki i ono się nie zmienia. Bóg Ojciec rodzi Syna od wieków, Duch Święty pochodzi od Ojca i Syna od wieków. Bóg Ojciec  działa przez Syna, Syn przez Ducha Świętego. Tego dokładnie rozumem swym nie pojmiemy, bo nasz rozum jest skończony. Oto życie wewnętrzne Trójcy Przenajświętszej: Bóg Ojciec działa przez Syna, Syn przez Ducha Świętego. Odbija się ono w mniejszym lub większym stopniu w stworzeniach i rozchodzi we wszechświecie w dalekich echach… echach…

Najszczytniejszym stworzeniem wśród stworzeń jest człowiek, a znowu spośród ludzi Niepokalana. Ona jest najdoskonalszym stworzeniem bez najmniejszego grzechu – Niepokalana.

Wszędzie w przyrodzie i w prawach natury spotyka się akcję i reakcję. To wszystko jest odbiciem działania Trójcy Przenajświętszej. Akcję wywarza Pan Bóg, stwarzając z niczego stworzenie, reakcję wytwarza stworzenie, dążąc i powracając w mniej lub więcej dokonały sposób do Stwórcy – do Pana Boga.

Są trzy Osoby Boskie: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Bóg Ojciec działa prze Syna, a Syn działa przez Ducha Świętego, a między Duchem Świętym a stworzeniem pomost stanowi najdoskonalsze ze stworzeń – Niepokalana. Między Bogiem Ojcem, Synem Bożym i Duchem Świętym działanie wzajemne Trzech Osób jest najściślejsze i do tego nie możemy mieć najmniejszych zastrzeżeń. Natomiast jeśli weźmiemy nasz stosunek do Boga, do Duch Przenajświętszego, to nie będzie on bez zastrzeżeń. I tu właśnie potrzeba pomostu, którym jest Niepokalana. Duch Święty to, co otrzymuje od Syna Bożego, a Syn od Boga Ojca, oddaje Niepokalanej i przez Nią działa na inne stworzenia. I dlatego Niepokalaną nazywa swoją Oblubienicą. Tego rozumem naszym nie pojmujemy, ani pojąć nie możemy, bo to przechodzi pojęcie rozum ludzkiego.

Jezus Chrystus posiada dwie natury: Boską i ludzką, złączone w jednej Osobie Boskiej. Niepokalana jest tak ściśle zjednoczona z Duchem Świętym, że tego pojąć nie możemy. Możemy niejako pod pewnym względem powiedzieć, że Duch Święty i Niepokalana to są dwie osoby o jednej „naturze” przez ścisłe zjednoczenie. Wszystkie zatem łaski, jakie spływają od Boga Ojca prze Syna i Duch Świętego, idą przez Matkę Bożą i dlatego Ona jest Pośredniczką.

Choćbyśmy więc o tym nie myśleli i modlili się do Pana Jezusa czy świętych – łaski zawsze otrzymamy przez Nią. Gdybyśmy zaprzeczyli, że nie chcemy, aby Niepokalana nam ich udzielała, nie otrzymamy nic, a nawet ubliżać będziemy Panu Bogu, nie uznając porządku, który On sam ustanowił. I dlatego szatan wysila się i używa wszelkich sposobów, aby zerwać nić łączącą nas z Niepokalaną. Zadowoli się wszystkim – odmawianiem „Ojcze nasz” i innymi modlitwami, lecz nie pozwoli na odmawianie „Zdrowaś Maryjo”. Potknął się już na tym i dlatego i innych pragnie doprowadzić w ten sposób do upadku. Teologowie przypuszczają, iż Pan Bo, wystawiając aniołów na próbę, odsłonił im człowieczeństwo Jezusa Chrystusa i zapowiedział, że będą się musieli kłaniać Bogu-Człowiekowi. Jeżeli On objawił aniołom człowieczeństwo Pana Jezusa, musiał też odsłonić postać Matki Bożej jako zwykłego stworzenia, które będzie ich Królową. Szatani unieśli się pychą i strąceni zostali w przepaść piekielną. To zdaje się Pan Bóg potwierdzać, przemawiając do węża kusiciela w raju: „Ona zetrze głowę twoją, a ty czyhać będziesz na piętę Jej”(Rdz 3,15). Od tej chwili szatan stał się odwiecznym wrogiem Niepokalanej, czyhającym na piętę Jej, lecz Ona zawsze ściera jego pyszną głowę. Szatan jest utwierdzony w swej złości i dlatego i innych pragnie pozbawić tego szczęścia, które sam utracił.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.