Trzebnica

Zachęcamy do zapoznania się z tekstem Beaty Maciejewskiej z 2010 roku.

Trzebnica – u Świętej Jadwigi

Beata Maciejewska, 14 października 2010 | 15:55

Piękny portal północny z 1724 roku prowadzi do najbardziej reprezentacyjnych sal klasztoru. Zdobią go m.in. posągi św. Jadwigi (z modelem kościoła) i jej nauczycielki ksieni Petrissy z klasztoru w Kitzingen. Jadwiga trafiła tam, mając pięć lat (Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta)

Trzebnica leży zaledwie 24 km na północ od Wrocławia. Jeśli pogoda dopisze, można wybrać się tam na rowerze. Bardzo malownicza trasa wiedzie przez Krzyżanowice, Raków, Cienin, Siedlec, Godzieszową i Głuchów, ale wymaga naprawdę niezłej kondycji, bo gdzieś w połowie drogi zaczynają się górki. Z łatwością jednak zregenerujemy w mieście nadwątlone siły.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej

To jedyna w dawnym województwie wrocławskim miejscowość uzdrowiskowa – źródła wód mineralnych w Trzebnicy zaczęto eksploatować w połowie XIX wieku. W 1887 roku właściciel ziemski Otto Mueller odkrył na swoich posiadłościach, pomiędzy miastem a Lasem Bukowym, lecznicze borowiny. Rok później otwarto zakład zdrojowy, gdzie leczyli się chorzy na reumatyzm, płuca, anemię, gościec i choroby kobiece. Klimat, walory krajobrazowe i dobre połączenie z Wrocławiem (dwie linie kolejowe) ściągały do Trzebnicy emerytowanych wojskowych, urzędników i rentierów, którzy budowali tu domy.

Pod opieką niebieskiego klucznika
Św. Piotra, prostego rybaka z Betsaidy w Galilei, artyści przedstawiali zwykle jako łysego starca z bujną brodą, w białym płaszczu i błękitnej tunice, trzymającego w dłoni książkę albo zwój. Taki wizerunek „księcia apostołów” trafił także do herbu i na pieczęć miejską Trzebnicy. Bo w Trzebnicy wszystko zaczęło się od Piotra.
Pierwszym znanym właścicielem osady trzebnickiej i sąsiadujących z nią miejscowości był słynny śląski wielmoża Piotr Włostowic, fundator opactwa benedyktyńskiego na podwrocławskim Ołbinie, które hojnie uposażył m.in. połową dóbr trzebnickich. To on najprawdopodobniej wystawił trzebnicki kościół parafialny p.w. św. Piotra i otworzył niebieskiemu klucznikowi drogę do ziemskich honorów.
Najstarsza znana pieczęć trzebnicka z 1321 roku przedstawia św. Piotra siedzącego na ławie ozdobionej z obu boków liliami, trzymającego w prawej ręce wielki klucz, a w lewej – księgę. Od XIV w. używano także małej pieczęci miejskiej, przedstawiającej dwa skrzyżowane klucze i umieszczoną nad nimi głowę św. Piotra. Taki wizerunek trafił również do herbu.
Faktem jest jednak, że św. Piotr nie cieszył się w swoim mieście patronalnym jakimś szczególnym kultem. Większą cześć odbierali w Trzebnicy – i odbierają do dziś – św. Jadwiga Śląska, pochowana w bazylice, i św. Bartłomiej Apostoł, patron kościoła klasztornego.
Z Trzebnicą związanych było wielu ciekawych ludzi. W tutejszym klasztorze wychowywały się królewny czeskie Agnieszka (późniejsza święta) i Anna (żona Henryka Pobożnego), a piastowskie księżniczki były ksieniami. W Trzebnicy urodziła się także Maria Karolina Leszczyńska, córka króla Polski Stanisława Leszczyńskiego, późniejsza żona króla Francji Ludwika XV. W czasach nam bliższych cała Polska kojarzyła miasto ze znakomitym chirurgiem prof. Ryszardem Kociębą, który jako pierwszy w Europie przeprowadził (w 1971 roku) operację przyszycia ręki obciętej podczas wypadku. Jednak Trzebnica najbardziej jest dumna z księcia Henryka Brodatego i jego świętej żony Jadwigi, patronki Śląska.

To Henryk Brodaty odcisnął w mieście najsilniejszy ślad. Urodził się ok. 1168 roku jako piąty syn księcia Bolesława Wysokiego. Władzę w księstwie wrocławskim objął w 1201 roku. Był wybitnym politykiem i dobrym administratorem, „człowiekiem dobrym, religijnym, szczodrym i łagodnym”, jak twierdził autor „Żywota świętej Jadwigi”. Opat Piotr, autor pierwszej części Księgi Henrykowskiej, stwierdził, że „Henryk Brodaty był władcą rozumnym, odznaczającym się wielką przezornością. Niechętnie ulegał naciskom z zewnątrz, był człowiekiem poważnym i zdecydowanym”.

Śląsk za jego czasów stał się najbardziej dynamicznie rozwijającą się dzielnicą Polski. Książę protegował osadników z Niemiec, Francji i Niderlandów, kolonizując puszcze Pogórza Sudeckiego i zakładając miasta. Popierał górnictwo, szczególnie poszukiwania złota, tworząc pierwsze prawo górnicze. W latach 30. przeprowadził na Śląsku reformę monetarną.

Skutecznie zmniejszał przepaść dzielącą Śląsk od zachodniej Europy. Budowle książęce i miejskie nawiązywały do aktualnych na Zachodzie prądów artystycznych. Zaczęto również organizować turnieje rycerskie.

Zdołał zjednoczyć pod swoim berłem znaczną część państwa Krzywoustego. Jego władza rozciągała się od Nysy Łużyckiej i Odry aż po Nidę i Dunajec, a nawet – dzięki sprawowaniu opieki nad Bolesławem Wstydliwym – po San i Wieprz. U schyłku swego życia bezskutecznie starał się o koronę, która pozwoliłaby wzmocnić „monarchię henrykowską”.

Z Jadwigą łączyła go autentyczna miłość i przyjaźń. Podobała mu się przez całe życie. O tym, że pożycie książęcej pary było szczęśliwe, świadczą dzieci, które urodziły się z tego związku. Faktu, że Jadwiga wydała na świat siedmioro potomków Henryka, nie można chyba tłumaczyć tylko obowiązkiem przedłużenia dynastii. Ślub czystości, który 1209 roku złożyła książęca para, był z pewnością ich wspólną decyzją. Trudno sobie wyobrazić Henryka Brodatego zmuszonego do rezygnacji z praw małżeńskich. Być może te śluby były dla niego przede wszystkim aktem religijnym, a może zrobił to dla Jadwigi? Pamiętajmy, że w średniowieczu kobiety najczęściej umierały przy porodach.

Wizerunki Henryka Brodatego i Jadwigi można zobaczyć w całym mieście, ale najważniejszą pamiątka po książęcej parze jest bazylika. Cieszy się sławą najstarszego (prócz sanktuarium św. Wojciecha w Gnieźnie i św. Stanisława w Krakowie) miejsca pielgrzymkowego w Polsce.

Księżna czeka
W dniu 16 października w Trzebnicy odbywają się uroczystości odpustowe ku czci św. Jadwigi, patronki Śląska i Polski. Kilka dni wcześniej z całej diecezji wyruszają do grobu księżnej pielgrzymki. Kult świętej Jadwigi jest wciąż bardzo żywy. Poza tym w liturgicznym dniu księżnej ma także swoje święto Województwo Dolnośląskie. Radni Sejmiku Dolnośląskiego uznali, że św. Jadwiga, patronka polsko-niemieckiego pojednania, jest dobrą orędowniczką dla regionu, który należał do wielu narodów i gdzie wiele kultur odcisnęło swoje ślady. Ta wyjątkowość Śląska jako krainy „pomiędzy”, strefy spotkań różnych grup etnicznych, ma być wykorzystana do budowania więzi mieszkańców z regionem.
Z Wrocławia do Trzebnicy najwygodniej można dojechać szynobusem (bilet 6 zł). Bazylika jest otwarta praktycznie przez cały dzień. W niedzielę msze św. są odprawiane o godz. 6.30, 8, 9.30, 11, 12.30, 18.30, 20, a w dni powszednie 6.30, 7.15, 12, 18.30. Kryptę św. Bartłomieja oraz zakrystię można zwiedzać z przewodnikiem. Trzeba jednak wcześniej zadzwonić (71 3887826 lub 69574019) lub zgłosić się do zakrystii albo na plebanię. Grupy, który przyjeżdżają z kapłanem mogą uczestniczyć w mszy św. celebrowanej przy grobie św. Jadwigi.

Książę ufundował klasztor i kościół pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny i św. Bartłomieja w Trzebnicy w 1202 roku. Uczynił to na prośbę żony Jadwigi. Trzebnicki klasztor cysterek był pierwszym żeńskim klasztorem na ziemiach polskich i wielką szansą dla kobiet. Alternatywą dla tych, które nie mogły lub nie chciały wyjść za mąż, miejscem, gdzie mogły się kształcić i zdobyć pewną niezależność.

W trzebnickim klasztorze Jadwiga spędziła ostatnie lata swojego życia, a po śmierci, która nadeszła 16 października 1243 roku, została pochowana w kościele klasztornym. Od czasu jej śmierci bazylika przyciąga pielgrzymów z całego świata. Archeolodzy znaleźli w Trzebnicy średniowieczne gliniane manierki pielgrzymie, napełniane wodą z cudownego źródełka w bazylice.

Święta, którą pobożni pątnicy wciąż chcą odwiedzać, nie pochodzi ze Śląska. Urodziła się w Bawarii, ok. 1178-1180 roku w rodzie Diessen-Andechs. Był to wówczas jeden z najświetniejszych i najbardziej wpływowych rodów Cesarstwa, od 1180 roku książąt Rzeszy. Trzy księżniczki Andechs dodały rodzinie blasku, wchodząc do rodów panujących we Francji (Agnieszka), na Węgrzech (Gertruda) i w Polsce (Jadwiga).

Staroniemieckie imię, które otrzymała w czasie chrztu – Hedwigis – to spadek po babce, Hedwig von Dachau. Pochodzi ono od hebrajskiego słowa heth (życie) i łacińskiego vigeo (być zdrowym, mocnym, czynnym, mieć władzę). Hedwigis to osoba silna, walcząca, niepoddająca się przeciwnościom losu. I taka była Jadwiga.

Otrzymała solidne wykształcenie i została przygotowana do roli władczyni. W klasztorze w Kitzingen w Bawarii, gdzie pobierała nauki, studiowała Pismo Święte i dzieła ojców Kościoła. Umiała nie tylko pisać, ale poznała również kunszt iluminowania ksiąg i posiadła sztukę artystycznego haftu, śpiewu oraz gry na instrumentach. Przyzwyczajona była czytać „do poduszki”!

Małżeństwo, które zawarła z Henrykiem Brodatym, było związkiem politycznym. Wydaje się, że w małżeństwie to ona była osobą dominującą. Książę pozostawał pod urokiem swej mądrej i wykwintnej żony, ale to nie znaczy, że był pantoflarzem. Z żelazną konsekwencją realizował własne plany i nawet prośby Jadwigi nie mogły zmienić jego postanowień.

Zawsze była najpierw księżną, wielką panią, a dopiero potem żoną i matką. Uważała, że urodzenie zobowiązuje ją, by była wzorem dla innych. Jej ród wydał wiele pokoleń świętych i błogosławionych. Godność, którą piastowała, była posłannictwem rozkazywania, egzekwowania posłuszeństwa wobec tego co słuszne i forsowania tego, co sprawiedliwe.

Współdziałała w licznych fundacjach kościelnych, m.in. klasztoru cysterek w Trzebnicy. Zorganizowała wędrowny szpital dworski dla ubogich i hospicjum. W swych majątkach obniżała daniny chłopskie i gromadziła zapasy na czas klęsk żywiołowych. Po dwudziestu latach małżeństwa uzyskała zgodę męża na separację i przeniosła się do klasztoru. Nigdy jednak nie złożyła ślubów zakonnych, powodowana zapewne chęcią swobodnego dysponowania swoimi dobrami. Urodzona i wychowana po to, aby okazywać szczodrobliwość, wykorzystywała bogactwo do prowadzenia z rozmachem działalności charytatywnej. W ikonografii przedstawiana jest najczęściej z modelem kościoła, księgą lub posążkiem Matki Bożej, gdyż miała dla Niej szczególną cześć.

Portret Księżnej
Dzięki wrocławskim antropologom pod kierownictwem prof. Tadeusza Krupińskiego wiemy, jak wyglądała święta Jadwiga. Odtworzyli głowę Księżnej, posługując się jej czaszką przechowywaną w Trzebnicy i żuchwą, która trafiła do relikwiarza katedry wrocławskiej. Rekonstrukcję zlecił na początku lat 90. ówczesny metropolita wrocławski kardynał Henryk Gulbinowicz z okazji 750. rocznicy śmierci św. Jadwigi.

Badania antropologiczne potwierdziły wiele informacji zawartych w średniowiecznych źródłach, opisujących życie Jadwigi. Czaszka okazała się bardzo lekka, kości tak delikatne i cienkie, że aż prześwitujące, co zdaniem badaczy może świadczyć o ascetycznym trybie życia. Narośl kostna odkryta wewnątrz dołu stawowego kości skroniowej wskazywała na zmiany zwyrodnieniowo-artretyczne, będące także wynikiem umartwiania się:”Jedną tylko suknią i prostym płaszczem okrywała ciało swoje wątłe i tak dalece wycieńczone postami, że pod skórą same tylko blade a zimne i biczowaniem schropowaciałe przeglądały w niej kości”.

Z kolei masywna żuchwa, nietypowa dla kobiet, mogła świadczyć zarówno o jej dużej ruchliwości („dnie całe przepędzała na chwale Bożej, nie ustając w modlitwie i rozmowie z niebem”), jak i specyficznym sposobie odżywiania (jadała gruby, żytni chleb częstokroć „z popiołem zmieszany”).

Źródła historyczne zawierały też informację, że Jadwiga pierwotnie była pochowana w grobie ziemnym – z twarzą ułożoną na prawej stronie, zwrócona w kierunku klasztoru. Badania antropologiczne to potwierdziły. Czaszka po prawej stronie i w części czołowej jest znacznie ciemniejsza, co wiąże się najpewniej z powolnym rozkładem mózgowia.

Naukowcy nie mieli problemu z określeniem wieku zmarłej (ok. 70 lat) oraz jej pochodzenia (bawarski typ czaszki). Ale rekonstrukcja głowy do łatwych nie należała. Czaszka była uszkodzona. Odpiłowano jej część potyliczną, najprawdopodobniej w celu uzyskania relikwii. Na prawej kości skroniowej też widać ślady cięcia. Z czaszki twarzowej zachowała się niewielka część kości szczękowej, fragment kości sitowej i górna część lemiesza. Przy odtwarzaniu głowy św. Jadwigi nie można było wykorzystać ikonografii. Najwcześniejszy wizerunek księżnej został wykonany w XIV wieku, a więc 200 lat po jej śmierci.

Kościół i klasztor mają formę barokową. Jednak trójnawowa bazylika (70 m długości, 23 m szerokości) szczyci się metryką sięgającą XIII wieku. Z pierwszej budowli zachowały się zręby murów oraz krypta św. Bartłomieja położona pod prezbiterium – w lipcu pochowano w niej ks. prof. Antoniego Kiełbasę, kustosza sanktuarium i niestrudzonego propagatora kultu św. Jadwigi).

Z kryptą łączy się lapidarium, w którym można oglądać fragmenty rzeźb romańskich i detali architektonicznych. Jednak najcenniejszą pamiątką z czasów fundatorów jest portal z ok. 1230 roku w północno-zachodniej ścianie kościoła. Zdobi go płaskorzeźba przedstawiająca Dawida grającego na harfie i Betsabe ze służącą. Portal został zamurowany w XVIII wieku, w czasie barokizacji kościoła. Odsłonięto go dopiero w 1935 roku.

** Wchodzimy do środka.

Wystrój kościoła pochodzi głównie z XVII -XVIII wieku, prace przy renowacji świątyni rozpoczęła w 1676 roku ksieni Krystyna Pawłowska. Cysterki zaangażowały znakomitych artystów, m.in. niemieckiego rzeźbiarza Franza Josepha Mangoldta (jego dzieła zdobią też Aulę Leopoldyńską i Salę Książęcą w Lubiążu) oraz holenderskiego malarza Christiana Phillipa Bentuma i „śląskiego Rembrandta” czyli Michaela Willmanna.

W nawie głównej wiszą obrazy z przedstawieniami scen z żywota św. Jadwigi. Księżna pokazana jest m.in., gdy kąpie wnuczęta (w wodzie, w której najpierw mniszki umyły nogi), przyjmuje od lubiąskiego opata Guntera buty z poleceniem ich noszenia (opat, który czuwał nad trzebnickimi cysterkami, uznał, że księżna zbyt się umartwia), odwiedza uwięzionych, gości pielgrzymów, uzdrawia dwie zakonnice, ratuje życie powieszonemu, uwalnia niewiastę od kary za pracę w niedzielę i w końcu umiera, nawiedzana w ostatniej godzinie życia przez świętych.

Obrazy pochodzą z warsztatu Michaela Willmanna, najsłynniejszego malarza Śląska. Część prac wykonali uczniowie Willmanna, ale przypuszcza się, że Willmann osobiście zaangażował się w ten projekt. Inicjatorem powstania cyklu był lubiąski opat Arnold Freiberger, dobroczyńca malarza. Opatowi można spojrzeć w oczy, został sportretowany jako opat Gunter (na obrazie za zakonnikiem stoi pies, który ma na szyi obrożę z literami AA. Zdaniem wrocławskich historyków sztuki to skrót od „Arnoldus Abbas”).

Obrazy powstały po 1660 roku, a choć opowiadają o historii, która zdarzyła się w XIII wieku, próżno na nich szukać średniowiecznych realiów. Św. Jadwiga, jej służba i dworzanie ubrani są w stroje odpowiadające holenderskiej i francuskiej modzie XVII wieku.

Ołtarz główny, z rzeźbami św. Bartłomieja (patrona rodu Piastów), Jana Chrzciciela, Jana Ewangelisty i Judy Tadeusza (patrona spraw beznadziejnych) został wykonany przez Mangoldta. Autorem obrazów przedstawiających Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny i Trójcę Świętą (piętro wyżej) jest Bentum. Zostawił nam kryptoportret – jako jeden z apostołów widoczny jest na pierwszym z tych płócien.

Bentum namalował także w latach 174701748 obrazy zawieszony na ścianach prezbiterium – „Śmierć św. Jadwigi” i portret jej córki, ksieni Gertrudy.

W prezbiterium warto też zwrócić uwagę na podwójny nagrobek z czarnego i różowego marmuru. Został wykonany około 1685 roku w warsztacie kamieniarskim w Dębniku koło Krzeszowic przez Jakuba Bielawskiego, syna pracującego wcześniej nad sarkofagiem świętej Jadwigi kamieniarza Marcina. Jest poświęcony księciu Henrykowi Brodatemu oraz wielkiemu mistrzowi zakonu krzyżackiego, Konradowi von Feuchtwangen. Sprawował on władzę w latach 1291-1297. Już w pierwszym roku jego rządów Mamelucy zdobyli Akkę, ostatnią twierdzę krzyżowców w Królestwie Jerozolimskim. Tam znajdowała się główna siedziba zakonu, którą Feuchtwangen musiał przenieść. Zdecydował się na Wenecję. Wielki mistrz doceniał jednak znaczenie Prus i Inflant dla zakonu krzyżackiego, dlatego te ziemie dwukrotnie odwiedził. Zmarł w Pradze, w lipcu 1296 roku, w czasie drugiej wyprawy do Prus. Został pochowany w kościele w Drabowicach koło Kutnej Hory w komturii czesko-morawskiej zakonu krzyżackiego. Po zniszczeniu tamtejszego kościoła przez husytów, Konrad VIII Młodszy, książę oleśnicki (Trzebnica leżała na terytorium księstwa) dokonał w XV wieku jego translacji do Trzebnicy, nie stawiając mu pomnika.

Projekt wystawienia wspólnego nagrobka księciu Henrykowi i wielkiemu mistrzowi Feuchtwangenowi miał charakter polityczny. Monarchia Habsburska i Śląsk wciąż żyły w poczuciu zagrożenia tureckiego, co pomagało odrodzić się idei krucjat przeciw Islamowi. Henryk i Konrad uchodzili za wzór chrześcijańskich rycerzy, nadawali się na patronów wojen krzyżowych. Henryk Brodaty i jego syn, Henryk Pobożny, brali udział w wyprawach do pogańskich Prus. Poza tym na Śląsku wciąż pamiętano o bitwie pod Legnicą (ocenianej jako walka w obronie chrześcijańskiej Europy) i śmierci Pobożnego w starciu z Mongołami. Księcia wsparci wówczas krzyżacy. Henryk Pobożny i mistrz krzyżacki Poppo von Ostem spoczęli nawet w kościele franciszkańskim św. Jakuba we Wrocławiu (dziś św. Wincentego na pl. Nankera). Chociaż każdy miał odrębny nagrobek, to jednak łączyła ich jedna idea. W Trzebnicy zdecydowano się pójść krok dalej.

Niegodny by spocząć w kościele
Zmarł w 1238 roku w Krośnie nad Odrą, obłożony ekskomuniką. Cóż, w sporach z biskupami wrocławskimi był nieustępliwy, żądając płacenia danin przez ludność majątków kościelnych. W końcu biskup Tomasz nie wytrzymał i rzucił na niego klątwę.
Książę przyjął ostatnie sakramenty, ale umierał pełen goryczy. Wiele razy prosił swoją żonę, aby go odwiedziła. Bezskutecznie. A kiedy wszyscy opłakiwali zmarłego, ona jedna miała suche oczy, bo „nieprzyzwoitą było rzeczą, a nawet występkiem tak niepomiarkowaną żałością sprzeciwiać się woli i wyrokom bożym”.
Jego pochówek w kościele wywołał protesty duchowieństwa, bo prawo kanoniczne zakazywało grzebania ekskomunikowanych w miejscach poświęconych. Trumnę księcia Henryka złożono ziemi, w południowym ramieniu transeptu. Jeszcze w średniowieczu szczątki księcia zostały przeniesione do prezbiterium i w drugiej połowie XIV wieku zbudowano nagrobek – wolno stojącą tumbę z płaskorzeźbą przedstawiającą zmarłego. Inskrypcja zamieszczona na płycie grobowej sławiła Henryka jako chlubę Śląska, opiekuna ubogich i fundatora opactwa w Trzebnicy.

Płaskorzeźby na trzebnickim nagrobku ukazują zmarłych ubranych w pełne zbroje płytowe. Każdy trzyma oparty na ramieniu nagi miecz i przytrzymuje stojącą przy nodze tarczę herbową otoczoną ozdobnym kartuszem. O książęcej godności Henryka Brodatego mówi umieszczona na głowie mitra i orzeł śląski na tarczy. Kroniki klasztoru trzebnickiego informują, że każdego roku w rocznicę pochowania księcia Henryka, fundatora opactwa, celebrowano przy jego grobie uroczyste nabożeństwo. Przy katafalku gromadziły się zakonnice, władze miejskie, mieszkańcy miast i okolicznych wiosek. Każdorazowo spotkanie to było zapowiadane specjalnym listem. Pamięć o fundatorze kościoła i klasztoru trwa do dzisiaj. W dniu śmierci Księcia Henryka Brodatego, 19 marca, odbywają się uroczystości liturgiczne i wspomnieniowe ku czci fundatora opactwa.

W prezbiterium należy też zwrócić uwagę na gotycki, dwustronny tympanon (z ok. 1290 roku, odkryty w 1938) – ze scenami Ukrzyżowania (od strony prezbiterium) i Koronacji NMP (od kaplicy św. Jadwigi).

Od strony ołtarza głównego jest także najlepszy widok na prospekt organowy. Warto również posłuchać, jak ten instrument gra. W bazylice trzebnickiej często odbywają się koncerty. 19 września o godz. 16 ma tu wystąpić z koncertem chopinowskim bardzo utalentowany, młody (rocznik 1986) pianista Krzysztof Stanienda.

Bazylika trzebnicka to miejsce z ciekawą muzyczną tradycją. Pierwszy zapis o organach na Śląsku pochodzi z 1218 roku i wiąże się właśnie z klasztorem cysterek w Trzebnicy. Mniszki otrzymały wówczas zestaw ksiąg liturgicznych oraz instrukcje gry na organach, choć instrument ten zaczęto powszechnie wprowadzać do śląskich świątyń dopiero w XV wieku. Kierownikami chóru klasztornego w Trzebnicy było m.in. dwóch znanych śląskich kompozytorów – Franciszek Bassner i Gedeon Riedel. Ten drugi skomponował w 1775 roku muzykę do „Missa St. Bernardi”. Obecne organy pochodzą z początku XX wieku i zostały wykonane przez znakomitą firmę Schlaga ze Świdnicy.

** Przechodzimy do zwiedzania kaplic, znajdujących się po obu stronach prezbiterium.

Kaplica św. Jana Chrzciciela, późnoromańska, z barokowym portalem, przyciąga wzrok wspaniałą kratą, ufundowaną przez ksienię Krystynę z Wierzbna Pawłowską. Została wybudowana w 1701 roku, dwa lat po śmierci fundatorki. Herb Pawłowskiej oraz jej inicjały umieszczono nad furtką.

Przed barokowym ołtarzem (obrazy przedstawiają „Chrzest Chrystusa” oraz „Nawiedzenie”) stoi symboliczny, XVII-wieczny nagrobek z figurą św. Jadwigi. W tym miejscu złożono szczątki świętej podczas budowy kaplicy, która została jej poświęcona.

Kaplica św. Jadwigi to pierwsza budowla gotycka na ówczesnych ziemiach polskich, ufundowana przez księcia Władysława, arcybiskupa Salzburga, wnuka księżnej. Mieści imponujący sarkofag Jadwigi. Jest to jedyny znany w Polsce grobowiec tej wielkości ufundowany dla uczczenia kobiety. Kazała go wykonać w 1680 roku, z czarnego i różowego marmuru, ksieni Krystyna Pawłowska. W tym samym roku papież Innocenty IX rozszerzył, na prośbę króla Jana Sobieskiego, rozszerzył kult św. Jadwigi na cały Kościół. Warto przypomnieć, że diecezja wrocławska już na synodzie w 1344 roku postanowiła wprowadzić święto wyniesionej na ołtarze Księżnej jako święto nakazane (de praecepto).

Szczególnym dowodem żywotności kultu św. Jadwigi jest działalność Bractwa Świętej Jadwigi, założonego w 1774 roku, a reaktywowanego w 1994 roku przez kardynała Henryka Gulbinowicza. Księżna z Trzebnicy opiekuje się rodzinami, wdowami, sierotami, a także chorymi. Jest również patronką pojednania polsko-niemieckiego, a Episkopat Polski wybrał ją w trudnych latach PRL na patronkę budowanych obiektów sakralnych. W dniu jej liturgicznego święta kardynał Karol Wojtyła został wybrany na papieża.

Jadwiga na sarkofagu została przedstawiona jako młoda dziewczyna. Jej trumnę otaczają święci. Na balustradzie stoją: Benedykt, Bernard, Humbelina i Scholastyka. Na cokole zobaczymy św. Jana Chrzciciela, Józefa, Piotra, Pawła, Leopolda, Rocha, Stanisława, Wincentego, Andrzeja i Jana Ewangelistę.

Nieszczęśliwa księżniczka
Przy pomniku św. Jadwigi umieszczono też epitafium zmarłej w 1707 roku księżniczki Karoliny, ostatniej Piastówny. Miała życie jak z kiepskiego melodramatu. Kilka miesięcy po śmierci ojca poślubiła potajemnie pułkownika kirasjerów (fakt, dobrze urodzonego, bo jego prapradziadkiem był król Danii Christian III). Z miłości wyrzekła się swej religii – protestantka przeszła na katolicyzm. Urodziła pułkownikowi syna Leopolda, ale małżeństwo okazało się nieudane i po siedmiu latach doszło do separacji. Syna musiała oddać mężowi, resztę życia spędziła samotnie. Mieszkała we Wrocławiu, próbując wypełnić pustkę działalnością charytatywną. Została pochowana w Trzebnicy, ale jej serce zostało we Wrocławiu.

Ołtarz główny w kaplicy św. Jadwigi został ufundowany przez ksienię Zofię Korycińską w 1733 roku. Obraz przedstawia Księżnę. Warto też zwrócić uwagę na ambonę zwaną „polską”, z 1685 roku i monumentalny krucyfiks z końca XIV wieku.

** Przechodzimy do romańskiej zakrystii.
Same barokowe meble są godne obejrzenia, ale jeszcze większy podziw budzą szaty liturgiczne, które tu przechowywane są od wieków. Ornaty, welony kielichowe, mitrę, a nawet rękawiczki biskupie pokrywają wypukłe hafty. Uwagę przykuwa symbolizująca żłóbek miniaturowa złocona kołyska z 1665 roku. Spoczywa w niej ceramiczna figurka Dzieciątka Jezus przykryta haftowaną kołderką. Zawsze w wigilię Bożego Narodzenia wystawiana jest w kaplicy.

Wychodzimy z kościoła i idziemy do klasztoru. Cysterki odeszły stąd w 1810 roku, po sekularyzacji zakonu, przeprowadzonej przez państwo pruskie. Obrazy, książki, dokumenty zostały wyprzedane, marmurowe posadzki wypruto, miedź z kopuły wieży zdjęto, a w budynku uruchomiono przędzalnię wełny. Kiedy w połowie XIX w. fabrykę zamknięto, wprowadzili się joannici – rycerze maltańscy (to po nich ów równoramienny krzyż nad bramą). Założyli tu szpital wojskowy, do którego sprowadzono znane z talentów pielęgniarskich boromeuszki. W 1889 r. przejęły klasztor i gospodarzą do dziś.

Budynki klasztoru zostały wzniesione w latach 1696-1726. Stare rozebrano, bo były w złym stanie, ale w jednym z dwóch wirydarzy klasztornych odsłonięto fragmenty średniowiecznej budowli. Zachowały się fragmenty murów, sklepień, posadzek, a także palenisk i kanałów grzewczych.

Bardzo piękny jest portal północny z 1724 roku, który prowadził do apartamentu ksieni i reprezentacyjnej części klasztoru. Zdobią go figury Matki Boskiej z Dzieciątkiem, św. Jadwigi, jej nauczycielki ksieni Petrissy oraz (na postumentach balustrad) św. Scholastyki i Humbeliny. Z kolei portal w elewacji zachodniej – zwieńczony medalionem ze św. Jadwigą – poprzedzają schody z figurami książąt Henryka Brodatego i Henryka Pobożnego na postumentach balustrad.

Wnętrze klasztoru, choć zniszczone w XIX wieku, zawiera jednak kilka interesujących rzeźb i obrazów. Nad drzwiami, za którymi rezydują m.in. siostry przełożona i księgowa, wisi cykl okrągłych obrazów sprzed czterech wieków. Przedstawiają uczynki miłosierdzia: spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych w dom przyjąć, chorych odwiedzać… Korytarze ozdabiają malowidła dokumentujące życie św. Bernarda z Clairvaux. To jeden z najbardziej czczonych świętych cysterskich. Był założycielem i opatem klasztoru w Clairvaux, utrzymywał kontakty niemal ze wszystkimi najważniejszymi osobistościami tamtych czasów. Za jego życia cystersi stali się monastyczną potęgą, do 1153 roku założono 343 klasztory. To Bernard, w swoich traktatach „O stopniach pokory i pychy, „O umiłowaniu Boga, „O łasce i wolnej woli”, rozwinął zasady duchowości cysterskiej .

Na piętrze klasztoru siostry urządziły muzeum osobliwości. Można tu oglądać pamiątki z Syberii i Afryki, gdzie zakonnice prowadzą misje oraz makietę opactwa, wykonaną w 1799 roku przez francuskiego żołnierza. Przetrwało też kilkanaście cysterskich modlitewników z XVIII w. i wysadzane szlachetnymi kamieniami monstrancje z domów zakonnych likwidowanych przez władze komunistyczne oraz przedmioty codziennego użytku: blachy do wypiekania opłatków, aparat do wtłaczania korków w butelki z klasztornymi nalewkami, żelazka z duszą, maszyna do pisania, a nawet zeszyt z krawieckimi wykrojami sprzed stu lat (dla dziewcząt, które uczyły się w szkole gospodarczej prowadzonej przez boromeuszki).

Księżna nie dała zginąć
Bazylika pod opieką św. Jadwigi przetrwała kataklizmy wojenne i klęski żywiołowe, które często nawiedzały Trzebnicę. Wojna trzydziestoletnia, wojny śląskie czy przemarsz wojsk napoleońskich pustoszyły miasto. Ale trzebniczanie wierzyli, że św. Jadwiga nie da im zginąć ani nie pozwoli zniszczyć dawnego opactwa. W styczniu 1945 roku do kościoła wtargnęli Rosjanie, którzy podpalili ustawione przy żłóbku choinki i zaczęli wyłamywać drzwiczki do tabernakulum. Przełożona sióstr boromeuszek, matka Celsa Milewska, znała ich dowódcę, więc pobiegła prosić go o pomoc. Zaczął się wahać, więc uklękła i błagała, aby ratował cenne dzieła sztuki. Gdy dowódca pojawił się w kościele, jego żołnierze już zaczęli rabunek. Wezwał ich do siebie, wziął szablę do ręki i opierając o kolano, połamał na znak oburzenia. Potem kazał żołnierzom wyjść, a siostrom pozwolił ugasić pożar i zamknąć świątynię. Na drzwiach bazyliki wojsko wywiesiło komunikat w języku rosyjskim: „Kościół klasztorny. Zabrania się otwierania drzwi! Komendant”.
Niedługo po tym wydarzeniu kościół i klasztor znowu zostały zagrożone przez pożar. Ktoś wzniecił ogień w magazynach zboża przy ul. Leśnej. Palące się ziarno, gnane przez wiatr, spadało na dach świątyni. Starsze i chore siostry w kaplicy prosiły św. Jadwigę o pomoc, pozostałe czuwały na strychu z wiadrami. Pod wieczór zaczął padać śnieg i sypał przez całą noc. Niebezpieczeństwo zostało zażegnane.

** Opuszczamy klasztor. Potem ulicami Jana Pawła II i Henryka Brodatego maszerujemy do Rotundy Pięciu Stołów.
Ta tajemnicza budowla pojawiła się po raz pierwszy w opisie miasta z 1785 roku. Łączona jest z legendami o św. Jadwidze jako miejsce, gdzie ubodzy znajdowali pożywienie. Okrągła, murowana, na fundamencie z brył granitowych, zbudowana została częściowo z rudy darniowej. Na środku stoi ołtarz i posąg św. Jadwigi. Rotunda najprawdopodobniej służyła jako miejsce odosobnienia ofiar wielkich epidemii, chociażby w czasie wojny trzydziestoletniej. W 1813 roku stała się miejscem pochówku zmarłych na tyfus żołnierzy – ofiar wojen napoleońskich.

** Z Rotundy Pięciu Stołów idziemy do Lasu Bukowego.
Jest wyjątkowo piękny o tej porze roku, mieni się wszystkimi odcieniami rudości. Pierwsze buki posadziła w 1794 roku ksieni cysterek Dominika. Chciała w ten sposób uczcić przyjazd do miasta króla pruskiego Fryderyka Wilhelma II. Po powstaniu uzdrowiska las przekształcił się w park zdrojowy. W miejscu, do którego – jak głosi legenda – często przychodziła św. Jadwiga, stoi kościół pw. Czternastu Świętych Wspomożycieli, a za nim grób ostatniego pustelnika z Lasu Bukowego. Obok kościółka wzniesiono w latach 1926-27 grotę Matki Boskiej z Lourdes, a na pobliskich wzgórzach stoją murowane kapliczki stacyjne Drogi Krzyżowej. Pochodzą z lat 1726-1741.

W tym samym czasie powstały zapewne kaplice, tzw. Odpoczynek św. Jadwigi na drodze do Wrocławia („zagrała” w filmie Andrzeja Wajdy „Popiół i diament” – tu Maciek z Andrzejem zorganizowali zasadzkę na sekretarza partii Szczukę) i kaplica na Winnej Górze z figurą św. Donatusa, wymieniona w opisie miasta z 1803 roku. Być może jest to kaplica Ogrójca – twierdzono, że jest usytuowana w tej samej odległości od kościoła, co miejsce kaźni Chrystusa od domu Poncjusza Piłata.
Jeśli będziemy mieć jeszcze czas i siły, warto wejść na Winną Górę (217 m n.p.m.)
Nagrodą będzie piękny widok na miasto zanurzone w zielonej dolinie. Na jej północnym zboczu odkryto szczątki naszych przodków zaliczonych przez antropologów do gatunku Homo erectus erectus. Znaleziska te, datowane na 500 tysięcy lat p.n.e., są najstarszymi śladami pobytu Homo erectusa na ziemiach polskich. Nasi przodkowie polowali tu na bizony, jelenie, łosie, dziki i nosorożce. Oddawali się również przyjemnościom wędkowania, a sądząc po znalezionych zębach co najmniej 15-kilogramowego szczupaka, niegdyś były tu niezłe ryby.