Miłość

    „Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość –  te trzy:

      największa z nich [jednak]  jest miłość. (1 Kor.13,13)

Czym jest ta miłość, która z wszystkich cnót Boskich jest największa? Istnieje niezależnie od postawy człowieka,  niezależnie od wyznawanego światopoglądu, wieku, czy płci? Czym jest miłość nadająca sens naszemu życiu, naszym planom czy działaniom, naszym dobrym lub złym decyzjom? Czym jest, że każdy jej pragnie lub pragnął? A jeśli jej nie doświadcza czuje pustkę w życiu. Czym jest dla człowieka? Jest uczuciem, fascynacją, szczęściem, inspiracją, natchnieniem, motorem działań. Jest więc przeogromną siłą, która zawsze przemienia człowieka i jego życie. Dla kobiety – miłość do dziecka to macierzyństwo. Uczucie tak trudne do wyrażenia, bo tak wszechogarniające jej życie. Miłość macierzyńska to miłość niepodobna do innych w swojej głębi istnienia fizycznego i duchowego, zdolna do poświecenia, aż do zatracenia siebie i swojego życia. Miłość ojcowska to inne, lecz równie ważne uczucie – miłość ojca do dziecka, czasem trudno wyrażalna, czasem milcząca, ale jak bardzo istotna, bo nadająca pełnię rodzinie. A czym dla dziecka jest miłość rodziców czy opiekunów i z czym jest przez nie kojarzona? Najczęściej, istota jej jest nierozumiana przez dziecko, ale kojarzona jest z poczuciem bezpieczeństwa, radości i szczęścia spełnianych marzeń. Potem z biegiem lat, kojarzona jest z odczuwaną troską i zainteresowaniem rodziców jego życiem, pomocą i wsparciem. Czy wraz z tym upływem czasu miłość u dziecka nabiera innego kształtu? Czy miłość rodzicielska okazywana dziecku zaczyna w nim kiełkować i przeradza się w miłość dziecka do rodziców?

 Czy miłość istnieje tak po prostu? Gdzie szukać źródła miłości? Tylko w Bogu, który uobecnił się w Osobie Jezusa Chrystusa. Rozważając życie Jezusa Chrystusa znajdziemy odpowiedzi na nurtujące nas pytania. On nam pokazuje, że w życiu najważniejsza jest miłość, która wyraża się bezgraniczną miłością drugiego człowieka. Dlatego po Zmartwychwstaniu, kiedy ukazał się uczniom nad Jeziorem Tyberiadzkim po spożytym z nimi śniadaniu: „rzekł Jezus do Szymona Piotra: Szymonie synu Jana czy miłujesz mnie więcej aniżeli ci?” Odpowiedział Mu: ”Tak Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Rzekł do niego „Paś baranki moje”. I znów po raz drugi powiedział do niego: Szymonie synu Jana czy miłujesz mnie?” Odparł Mu: ”Tak Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”….(J,21,15-17). Tu w tym fragmencie Ewangelii Jezus trzykrotnie pyta Piotra” czy ty mnie miłujesz”, i za każdym razem Piotr odpowiada: „ tak kocham Cię”. Jak innych słów używa Jezus pytając Piotra o miłość i jak innymi słowami Piotr odpowiada Jezusowi. Jezus mówi o miłości bezgranicznej, wielkiej, którą miłuje się „do końca”, ale Piotr, wtedy odpowiadając, jeszcze nie zna takiej miłości, pozna ją później, gdy sam pójdzie na krzyż. Całe życie Jezusa, jest potwierdzeniem tego, że najważniejsza jest miłość, ale nie jako uczucie, lecz jako wielki dar, który każdy musi odkryć sam. Dar, którym Bóg obdarował człowieka. Dar, który ubogaca człowieka, czyni jego życie niepowtarzalnym w świecie, broni człowieka przed samotnością, pozwala mu doświadczyć miłości dziecka, miłości dojrzałego człowieka, miłości małżeńskiej, miłości rodzicielskiej, braterskiej czy siostrzanej. Miłość to dar, który umożliwia człowiekowi relację z Bogiem i z człowiekiem. Miłość to w końcu dar, który pozwala człowiekowi poznać nieskończoną Miłość Ojcowską Boga i doświadczyć jej.

Elżbieta K.

Postanowienia

Kolejny dzień, tydzień, miesiąc czy rok naszego życia szybko – z czasu teraźniejszego- przechodzi do przeszłości. Każdy z tych okresów często wypełniony jest po brzegi zwykłymi, powtarzającymi się czynnościami, które czasem ani nie cieszą nas, ani nie przynoszą nam satysfakcji. Coś nam dolega, coś nam się nie podoba w naszym życiu, albo w nas samych, albo czujemy pustkę i szukamy sensu życia. Chcemy być lepsi, szczęśliwsi a może zdrowsi niż w danej chwili jesteśmy. Potrzebujemy jakiejś zmiany.

Pragnienie rozpoczęcia czegoś na nowo staje się siłą napędową naszych działań. Przyjęło się traktować Nowy Rok jako taką datę startową dla różnych postanowień: najczęściej jest to porzucenie palenia papierosów, zwiększenie aktywności fizycznej, nauka języka obcego, eliminacja złych nawyków i wiele innych. Często takie postanowienia podejmowane są pod wpływem chwili, bez głębszego zastanowienia, albo są wynikiem jakichś grupowych decyzji, które potem traktowane są jako mało wiążące.

W postanowieniu samo pragnienie zmiany bez włożonego wysiłku nie wystarczy, pragnienie zmiany pozostanie w sferze marzeń. Postanowienie to nasza świadoma decyzja, nasz wybór czego dotyczy, nasza wola, nasza determinacja, bo realizacja postanowienia to praca przede wszystkim nad sobą. Czasem wymaga wyrzeczeń, a czasem jest tak trudna  jak wspinaczka pod górę kamienistą drogą. Rani się stopy, ale nagrodą za te trudy jest osiągnięty cel. W tym momencie można zadać pytanie: czy warto podejmować postanowienia jeśli one czasem tak wiele kosztują, albo czy warto podejmować kolejne jeśli poprzednie zakończyły się porażką?

Moim zdaniem – tak, mimo wszystko warto. Jeśli nawet postanowienie jest podejmowane okresowo to warto to czynić, bo jest początkiem jakiejś zmiany nas samych, jeśli jest podejmowane kolejny raz jest dowodem na to, że bardzo zależy nam na tej zmianie i może w końcu ćwiczenie naszej woli, cierpliwości i wytrwałości da efekt. Bez wątpienia rodzaj podejmowanych postanowień i ich realizacja  związane są z wyznawanym światopoglądem.

Wiara w Boga kształtuje hierarchię wartości człowieka i nakłania go do ciągłego przemieniania się w lepszego człowieka. To bycie dobrym człowiekiem staje się priorytetem przemian, a nie posiadanie dóbr materialnych czy wygląd. Często o przemianie człowieka mówi Pismo Święte. W przypowieściach, które służyły wielokrotnie Jezusowi Chrystusowi w nauczaniu, widzimy miłosierdzie Boga, który z cierpliwością czeka na poprawę – przemianę człowieka. Przykładem tu może być znana historia syna marnotrawnego, który po długim okresie czasu powraca do Ojca szukając schronienia. Przemiana syna nie dzieje się nagle, on długi czas się zastanawia nad swoją sytuacją i podejmuje postanowienie : „Zabiorę się i pójdę do mego ojca i powiem mu: Ojcze zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników. Zabrał się więc i poszedł do swojego ojca” (Łk 15,18-20). Ta piękna i wzruszająca przypowieść uczy nas tego, że przemiana myślenia i postrzegania siebie nie dokonuje się natychmiast, wymaga czasu, wymaga pracy nad sobą.

Bóg jednak z cierpliwością czeka również na naszą przemianę. Wnikanie w świat własnego ducha daje nam możliwość kształtowania siebie, a często też poprzez zmianę siebie wpływania na innych. Dobrze jest, gdy na swojej drodze spotkamy kogoś, kto pomoże nam w kształtowaniu naszego wnętrza, uporaniu się z dylematami. Większości z nas nie zawsze udaje się spotkać takiego kierownika duchowego, co nie znaczy, że nie mamy znikąd pomocy. Wielką pomocą  w kształtowaniu siebie  jest systematyczne  korzystanie z Sakramentu Pokuty, którego jednym z warunków jest: „ mocne postanowienie poprawy”. Każda więc spowiedź daje szansę stawania się lepszym i podejmowania postanowień, które powinny być realizowane. Spowiedź, dając nam możliwość oczyszczenia z grzechów, powrotu do bycia w stanie łaski uświęcającej, staje się naszym kołem ratunkowym w zmaganiu się z naszymi słabościami, upadkami i niezrealizowanymi postanowieniami. Kiedyś usłyszałam, że „każdy z nas ma szczelinę  niedoskonałości, przez którą przenika promień Bożej łaski, abyśmy mogli stać się lepszymi”, niech więc każdego dnia ten promień oświetla nasze dobre postanowienia, będzie naszą nadzieją i prowadzi nas ku świętości.

Elżbieta K.