Mistrz Wincenty

Błogosławiony Wincenty Kadłubek urodził się około 1150 roku. O miejsce jego narodzin spierają się dwie miejscowości: Kargowa pod Stopnicą oraz Karwowa niedaleko Opatowa. Również data urodzin jak i pochodzenie rodziców jest dyskusyjne. Jan Długosz podaje, że pochodził z rodu Porajów herbu Róża, ale są informacje, że mógł należeć do rodu Lisów oraz że jego ojcem był palatyn Stefan brat wojewody krakowskiego Mikołaja (Mikory).

Nauki zaczął pobierać w Stopnicy a następnie w szkole katedralnej w Krakowie. Odbył studia w uniwersytecie w Paryżu oraz w Bolonii. Po raz pierwszy pojawia się w dokumencie Kazimierza Sprawiedliwego w 1189 roku. Zapewne już wtedy miał święcenia kapłańskie. Pracuje na dworze księcia Kazimierza i w tym czasie tworzy zasady pracy kancelarii książęcej obsługującej władcę i jego dwór w funkcjach państwowych oraz dyplomatycznych.

W 1194 roku zaczął pisać „Kronikę polską” – największe dzieło swego życia jak i literatury ówczesnych czasów.

Bł. Wincenty Kadłubek wg rys. J. Matejki

W tym samy roku umiera książę Kazimierz Sprawiedliwy a Mistrz Wincenty zostaje prepozytem (przełożony kapituły kanoników czyli osób żyjących według określonych zasad; dawniej kanonikiem mogła zostać osoba nie posiadająca święceń) kolegiaty w Sandomierzu.

W roku 1207 umiera biskup krakowski Pełka i jego następcą zostaje wybrany Wincenty Kadłubek. Biskup Kadłubek był zwolennikiem reform mających na celu uniezależnienie Kościoła od władzy świeckiej oraz wprowadzenie celibatu wśród duchownych. Brał udział w synodach lokalnych mających na celu realizację tych reform: w Borzykowie 1210, w Matyczowie 1212, w Gnieźnie 1213 i w Sieradzu 1213, w Wolborzu 1214.

Wspierał szczególnie zakony bożogrobowców i cystersów. Biskup Wincenty Kadłubek z Krakowa był uczestnikiem IV soboru powszechnego Kościoła katolickiego w 1215 roku, który odbył się w Rzymie, na Lateranie. Był szerzycielem kultu św. Floriana, (relikwie jego prawdopodobnie sprowadził do Krakowa) oraz św. Stanisława Biskupa Męczennika. Jego kult do Najświętszego Sakramentu obrazuje wprowadzenie w kościołach tzw. wiecznej lampki przed tabernakulum.

Po dziesięciu latach urzędowania w 1218 roku składa rezygnację i wstępuje do klasztoru. Udaje się do opactwa cystersów w Jędrzejowie, gdzie wcześniej sam konsekrował kościół. Zgodnie z ascetyczną zasadą: „Bogu wszystko – sobie nic” pozostawia swój majątek rodowy, bogactwo i zaszczyty urzędu i – jak podaje tradycja – pieszo i boso jak pokutnik udaje się do klasztoru. Opat Teodoryk z zakonnikami wychodzi mu naprzeciw a na miejscu ich spotkania usypany został w 1918 roku Kopiec Spotkania, który można oglądać do dnia dzisiejszego. Zostaje pierwszym Polakiem cystersem.

Według niektórych przekazów w Jędrzejowie napisał czwartą cześć „Kroniki polskiej”.  Umarł 8 marca 1223 roku i został pochowany w prezbiterium klasztornego kościoła.

Błogosławiony Wincenty Kadłubek znany jest nam jako autor „Kroniki polskiej” (Chronica Polonorum) dzieła obejmującego historię Polski od zamierzchłych czasów do 1202 roku. Dziś można spotkać głosy zarzucające Kadłubkowi fantazjowanie i fikcję w opisywaniu początków państwowości piastowskiej.

Mistrz Wincenty jest przedstawicielem szkoły która naukę historii pojmuje, jako zestawienie faktów i objaśnień literackich mających na celu wyjaśnienie i zrozumienie u odbiorcy współczesnych mu wydarzeń. Dzieło Mistrza Wincentego było pisane z myślą przewodnią którą była teza, że najważniejszą wartością w życiu człowieka i społeczności jest dobro ojczyzny.

Dzieło to powstało z miłości do ojczyzny i literatury starożytnej. To Mistrz Wincenty Kadłubek jest twórcą określenia państwa polskiego terminem Rzeczpospolita. Czerpiąc z prac Cycerona i jego poglądów na rządy prawa, Kadłubek przystosował jego poglądy do XIII wiecznych realiów. To od niego pochodzi twierdzenie, że Polska nie jest własnością monarchy ale społeczeństwa, które rządzi się ustanowionym prawem i samo wybiera władców. Patriotyzm to, według Wincentego, gotowość do zbrojnej obrony niepodległości Polski oraz codziennej obrony wolności Polaków. Opiera się ona na przestrzeganiu przez obywateli i władzę praworządności. Od starożytnych pisarzy przyjął, że państwo opiera się na dwóch filarach – wojsku i prawie na wzór republiki rzymskiej.

Już w XIII wieku dzieło Mistrza Wincentego używane było do nauczania historii w krakowskiej szkole katedralnej a w wieku XIV stało się podręcznikiem w Akademii Krakowskiej.

Tekst Kroniki został zapisany w języku łacińskim. Dzieło Mistrza zwanego Kadłubkiem jest napisane tak kunsztowną łaciną, że trudno było to przełożyć na język polski, dlatego też pełne tłumaczenie opublikowane zostało po żmudnej pracy dopiero w 1974 roku.

Kronika Mistrza Kadłubka była źródłem dla literatury polskiej. Korzystali z niej Jan Kochanowski, Hieronim Morsztyn, Wacław Potocki, Ignacy Krasicki, Adam Mickiewicz, Cyprian Kamil Norwid, Stanisław Wyspiański czy też Henryk Sienkiewicz.

Z Kroniki pochodzą przysłowia: rzadko kruk krukowi oko wydziobuje, ryby łatwiej łowi się w mętnej wodzie, gdzie dwóch się kłóci, tam trzeci korzysta.

Grób Mistrza Wincentego nawiedzali m.in.: Konrad Mazowiecki, król Kazimierz Wielki, Jan Długosz, Jan Zamoyski, Michał Zebrzydowski.

13 listopada 1634 roku synod krajowy wystosował prośbę o kanonizację Mistrza Wincentego Kadłubka co zostało dokonane przez papieża Klemensa XIII w 1764 roku.

Błogosławiony Wincenty Kadłubek jest patronem archidiecezji warmińskiej oraz diecezji kieleckiej i sandomierskiej oraz miasta Jędrzejowa.

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W marcu 2018 ROKU.

Popielec

Dziś Kościół posypuje popiołem nasze głowy, wprowadzając nas w post i przed oblicze męki Chrystusowej. Zachęca nas przez to usilnie do skruchy i pokuty, jako też do wielkodusznej miłości ku cierpiącemu Zbawicielowi

  1. Chcemy się upokorzyć w popiele. Popiół oznajmia nam, że czeka nas śmierć, zwiędnięcie naszego życia, obrócenie się w proch naszej cielesności i zmysłowości i kara za grzechy nasze. Proch jesteś, prochem się staniesz! Śmierć jest dziełem człowieka, płodem nieszczęsnego artyzmu. Wszak pierwszy umarły był ofiarą bratobójstwa! Adam ze zgrozą spoglądał na to dzieło. Śmierć mówi także o życiu, zarówno o tym, któreśmy przeżyli, jak i o tym którym żyć będziemy. Wielka to łaska rzucić okiem wstecz na całą swą przeszłość w chwili, kiedy się żywo odczuwa obecność śmierci. Jeśli życie było dobre, wtedy śmierć będzie piękna jak zorza wieczorna, pełna zapachu borów i pól, wtedy jasnym blaskiem święcić będzie ufność w oczach strudzonego pracownika. Jeśli zaś życie było złe, wtedy śmierć przychodzi jak noc bezgwiezdna, przykrywająca swym całunem ruiny. W każdym razie śmierć wzywa do zwrotu w siebie. Wszak żyjesz jeszcze, jeszcze masz w ręku daną ci przez łaskę możność pokierowania losem swojego życia. Wejdź w siebie i powiedz sobie: Mało żyłem, dużo zmarnowałem, ale jeszcze moim jest to piękne, urocze życie, i natychmiast rozpocznę żyć prawdziwie.
    Przez cichą tę dolinę przed laty już trzydziestu,
    Nad brzegiem szedłem strugi słuchając fal szelestu,
    Dziś znowu w tę dolinę z tęsknotą mknę tajemną:
    Trzydzieści lat pierzchnęło jak lekka mgła przede mną.
    (Tennyson)
  2. Nie po to przenosimy się myślą w chwilę śmierci, by się smucić, i więdnąć, lecz by życiu przysporzyć dzielności i radości, by nabrać ducha i zakwitnąć. Będę usilnie o to się starał, by nie zaniedbać ani okruszyny dobrego, które mogę spełnić, lecz by wyzyskać ją według sił, bo jeszcze mam czas. Myśl ta napełnia me serce słodkim uczuciem, pod jej wpływem brzydki kościotrup obleka się w piękne ciało i skrzydła anielskie i wznosi się ku Panu. On mię postawił w zmiennej kolei istnienia i znikomości, wszelako po to jedynie, by życie moje nabrało treści bogatej. Czy nie zmarnowałem swego życia? Czy moja praca życiowa nie była przygotowaniem dzieła śmierci, zaniku i rozkładu? Od śmierci nauczę się piękności, a od rozkładu życia.
  3. Chcę pościć z Jezusem, który przez 40 dni nie przyjmował pokarmu, a chętnie chcę to czynić, bo tak nakazuje Kościół, mistrzyni dusz, wyćwiczonych w karności. W tym wyrzeczeniu się tkwi znakomity pierwiastek wychowawczy, bo ujmujący w karby pragnienia oczu i podniebienia, podnoszący ducha i przysparzający także ciału czystości i giętkości. Gęsta, zwierzęca, karmiąca niskie popędy krew rozrzedza i odświeża się i nabiera większej energii, a nadto post mój jest pokutą za moje winy.
  4. Muszę wejść w siebie i oczyścić się pokutą, jeśli chcę wniknąć głębiej w mękę Jezusa. Do tego bowiem potrzeba ducha, wrażliwej, szlachetnej duszy o wielkim stylu. Chcę zrozumieć ducha ofiary i odczuć, że Jezus za mnie cierpi. Z jakim ciśnieniem serca wstępuje w świat tropikalny tej ognistej duszy, tego cierpiącego Jezusa. Tutaj widzę przed sobą bezdenną przepaść i szczyty niebosiężne. I czekam, pogrążony w tęsknej modlitwie, na anioła współczucia, by poruszył w mym wnętrzu wody uzdrawiające czułości i serdecznego wzruszenia. Zdejm obuwie, święte to miejsce! Niech oczy moje skąpią się we łzach, bym lepiej widział, niech kolano moje przywrze do ziemi, bym szybciej postępował na drodze krzyżowej. Prawdziwie święty to czas, święcie też chce go przepędzić.

 

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Herbert o powrocie

Pan Cogito – – powrót

1
Pan Cogito
postanowił wrócić
na kamienne łono
ojczyzny

decyzja jest dramatyczna
pożałuje jej gorzko

nie może jednak dłużej
znieść zwrotów
kolokwialnych
–          comment allez-vous
–          wie geht’s
–          how are you

pytania z pozoru proste
wymagają zawiłej odpowiedzi

Pan Cogito zrywa
Bandaże życzliwej obojętności

przestał wierzyć w postęp
obchodzi go własna rana

wystawy obfitości
napawają go znudzeniem

przywiązał się tylko
do kolumny doryckiej
kościoła San Clemente
portretu pewnej damy
książki której nie zdążył przeczytać
i paru innych drobiazgów

a zatem wraca

widzi już
granicę
zaorane pole
mordercze wieże strzelnicze
gęste zarośla drutu

bezszelestne
drzwi pancerne
zamykają się wolno za nim

i już
jest
sam
w skarbcu
wszystkich nieszczęść

2
więc po co wraca
pytają przyjaciele
z lepszego świata

mógłby tutaj pozostać
jakoś się urządzić

ranę powierzyć
chemicznym wywabiaczom
zostawić w poczekalni
wielkich portów lotniczych

więc po co wraca

–          do wody dzieciństwa
–          do splątanych korzeni
–          do uścisku pamięci
–          do ręki twarzy
spalonych na rusztach czasu

pytania z pozoru proste
wymagają zawiłej odpowiedzi

może Pan Cogito wraca
żeby dać odpowiedź

na podszepty strachu
na szczęście niemożliwe
na uderzenie znienacka
na podstępne pytania

 

Zbigniew Herbert ze zbioru – Raport z oblężonego miasta i inne wiersze; 1983 rok.

Utwór Herberta ma ponad 35 lat, a mimo to jest nadal aktualny.

Komunia święta

W jaki sposób nie tylko powinniśmy, ale wręcz musimy przyjmować Komunię świętą? Nie różnimy się od małego dziecka, które wraz z jego matką zaproszono na świąteczne przyjęcie. Dziecko widzi wspaniałe potrawy na stole i i intuicyjnie przeczuwa, że wszystkie są bardzo dobre, jednak nie ma pojęcia, od czego zacząć i nie wie, jakie potrawy połączone ze sobą dadzą razem przepyszny posiłek. Dziecko nie może samo sobie pomóc. Nie wie, które z dań są dobre i odeszłoby od stołu głodne, niezależnie od tego, jak suty posiłek by przygotowano. Na szczęście jego matka jest tam wraz z nim i to ona dokonuje wyboru: kładzie potrawy na talerzu, a następnie karmi je nimi. Podobni jest z nami przy nieskończenie obfitym stole Eucharystii. W życiu duchowym jesteśmy jak małe dzieci, nieświadomi i słabi. Co wiemy o boskiej strawie, która została dla nas przygotowana? Tak naprawdę nie wiemy, co jest dla nas najlepsze i jeśli spróbujemy „obsłużyć się” sami, przyjmują niebiański chleb jedynie z naszą własną mądrością, wtedy jak to małe dziecko sprawimy, że posiłek upadnie na ziemię i rozlejemy cenny napój, następnie zaś odejdziemy od stołu głodni! Jednak gdy Maryja jest przy nas, wszystko się zmienia. Ona daje nam to, co jest dla nas najlepsze i pilnuje, żeby wspaniały posiłek nie upadł na ziemię. Bardzo dobrze zna swojego Syna i Jego łaski, bardzo dobrze zna też nas samych – jest przecież naszą Matką. Gdy zatem jesteśmy wypełnieni dobrymi myślami i przeczuciami, będziemy miłować Jej Serce, Ona zaś będzie wielbić Boga, dziękować Mu i wznosić błagania w nas i przez nas. Krótko mówiąc, obecność Niepokalanego Serca Maryi w naszych serca stworzy najlepsze możliwe warunki do godnego i owocnego przyjęcia tego sakramentu.

 

„Gwiazda przewodnia czasów ostatecznych” – cz. II; ks. Karol Stehlin FSSPX

O czystości

Słyszeliście, że powiedziano w starym zakonie: Nie cudzołóż (Mat 5,27)

    1. Wobec tego starodawnego prawa świat jest słaby. W sposób brutalny gwałci delikatny zmysł czystości, zwarza i pożera siły młodości w samym kwiecie, wysusza źródło naszych dążeń idealnych, niweczy ich poezję. Wraz z czystą krwią wyczerpuje się siłą żywotna i o dzisiejszej młodzieży moglibyśmy zaśpiewać najżałobniejszą elegię. „Cinis est cor ejus”, spopielało jej serce. Nieczystość przytępia zmysł wrażliwości na ideały. A przecież wszystko w życiu powinno służyć kierunkowi idealnemu. Obcowanie z przyrodą, nauczanie, sztuka, gimnastyka powinno niby podawać rękę religii w celu wspólnego popierania rozwoju życia czystego, moralnego, by każde dziecko boże wychowywać na osobistość świadomą swej wyższości duchowej i panującą nad swymi instynktami. Będę dążył do urzeczywistnienia tego ideału w sobie, nie będę zważał na opór natury, lecz wolą nieugiętą będę przestrzegał nakazu Boga, wsparty jego łaską.
    2. Nie ma przykazań bożych bez łaski potrzebnej do ich spełnienia. Bóg do swego rozkazu zawsze dołącza łaskę. Toteż po pierwsze mamy być głęboko przekonani, że jak raczej winniśmy umrzeć niż świadomie przyzwolić na myśl grzeszną, tak Bóg zawsze daje łaskę do zwyciężenia pokusy. Przekonania to niech nas pobudza do modlitwy, ilekroć stajemy wobec wielkiego obowiązku czystości i związanych z nim walk gorących. A ile razy jesteśmy wplątani w takie utarczki, módlmy się do Boga, by napełniła nas święta jego bojaźń i nienawiść do grzechu. Prośmy o moc do oparcia się pokusie. Zamknijmy oczy i wszedłszy w siebie, wołajmy w głębi serca: Panie ratuj!
      Po wtóre powinniśmy wyrobić w sobie wysoki szacunek dla czystości i widzieć w niej świętą wolę Boga, który wkłada na nas obowiązek czystości jako warunek rozwoju natury i jej zdolności i jako tajemnicę jej siły. W walkach, toczonych w obronie czystości, upatrywać mamy sposobności stwierdzenia owej mocy woli i charakteru, która jest warunkiem zasadniczym szlachetnych uczuć i pięknego, wzniosłego, uszczęśliwiającego świata wewnętrznego. Według Pisma św. „reprobus sensus” czyli nikczemny, przewrotny sposób myślenia i czucia rozwija się w duszach nieczystych. Prawda tych słów stwierdza również nadmierne podniecenie seksualne świata społecznego.
      Po trzecie winniśmy sobie zdać sprawę z przyrodzonych swych popędów, trafnie je oceniając, tudzież z wszystkiego, co podniecać zdolne naszą zmysłowość i wobec tych wrogich sił zająć postawę poprawną. Życie niższe ma ogniska: samolubstwo i żądzę używania. Samolubstwo paczy poznanie, używanie zatruwa zmysły. Należy ujarzmić te siły przyrodzone i wychować je do harmonii z cnotą przez rygor prawa. Nie wolno wyzwalać popędów cielesnych, przeciwnie należy je tłumić. Wiek nowożytny chce bez przymusu i walki moralnej zaradzić seksualizmowi i w snach gorączkowych i namiętnych wybuchach szału rozkoszy majaczy o wolnej miłości, o nowym urządzaniu stosunków płciowych, któryby zapewniało zaspokojenie nieokiełznanym żądzom ciała. Wobec tych haseł zawierzmy słowu Chrystusa: „Miecz przyniosłem a nie pokój”. Tu istotnie miecza potrzeba, tu trzeba rąbać i zwyciężać, dopiero wtedy nastanie pokój.
    3. Uszlachetniajmy zmysły, zwłaszcza oczy. Nie oglądajmy i nie czytajmy nic takiego, co by pobudzać mogło do grzechu. W pięknie kształtów szukajmy jedynie myśli bożej, ukrytego ducha. Prawdziwe piękno bowiem budzi nie tylko uczucia, lecz także myśli. Wielu ludzi uroda ciała przyprawiła o choroby, nawet o pomieszanie zmysłów. Kult piękna osłabia siły nasze, gdy zatrzymuje się na powierzchni. W pięknie kształtu zmysłowego powinniśmy się zawsze dopatrywać znamion ducha, treści duchowej, pierwiastka wzruszającego, działającego na umysł i serce. Zwróćmy również i na to uwagę, że nieczystość niszczy szlachetną, piękną miłość i skłonność serca. Profanuje duszę i spycha ją do poziomu haniebnego ślepej i dzikiej namiętności. Nieczysty upadla siebie i przedmiot swojej miłości, wyzuwa ją z błogiego uczucia własnej godności, traci świadomość, że jest istotą rozumną. – Bracia, ujmujmy w karby pierwiastek zwierzęcy, życie instynktów, poddawajmy je wymaganiom cnoty. Walczmy z zapałem, natchnieni bojaźnią i miłością Boga. W czasie pokus zanośmy modły do Pana i uciekajmy się do jego św. sakramentów. Spowiedź i komunia św. same jedne wystarczają, by wychować pokolenie czyste, jeśli używać będziemy tych środków łaski z żywą świadomością i głęboką wiarą. Oto chleb anielski, pokrzepienie wędrowców bojujących, zdolne zrównać z aniołami pielgrzymów życia!

 

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

 

 

Święta Dorota

Święta Dorota urodziła w Cezarei Kapadockiej (dzisiejsza Turcja), w rodzinie senatora rzymskiego. Data jej urodzenia jak i rok śmierci nie zachowały się, wiemy jedynie, że poniosła męczeńską śmierć w czasie panowania cesarza Dioklecjana, który rządził w Rzymie w latach 284-305 po Narodzeniu Chrystusa. Z przekazów jakie dotrwały wiemy, że była piękną dziewczyną, posiadała staranne wykształcenie i chętnie wspierała potrzebujących. Początek IV wieku w Cesarstwie Rzymskich zaznaczył się prześladowaniami chrześcijan. Cesarz Dioklecjan prowadził politykę sprzyjającą powrotowi do wierzeń przodków, do pogańskich obrzędów. W 303 roku zaczęto usuwać chrześcijan z wojska rzymskiego pod zarzutem zakłócania przebiegu oficjalnych uroczystości religijnych. Na ołtarzach pogańskich ustawiono wielkie kadzielnice gdzie żarzył się węgiel. Wszyscy mieli okazać cześć bożkom przez wrzucenie tam kadzidła. Dorota umacniała chrześcijan w wierze aby byli silni i wytrwali w godzinie próby. Namiestnik prowincji Saprycjusz dowiedział się o jej działaniach, nakazał aresztowanie opornej chrześcijanki i postawienie przed własnym sądem. Przedstawiając okrucieństwo tortur namawiał Dorotę do zaparcia się wiary i oddania czci pogańskim bóstwom. Święta nie przelękła się, tak więc namiestnik kazał siec ją rózgami i ciało drzeć hakami. Tortury nie załamały Doroty w żaden sposób. Wtedy Saprycjusz postanowił by dwie siostry Kalista i Krystyna – chrześcijanki, które wyrzekły się wiary z obawy przed torturami – namówiły oporną dziewczynę do porzucenia wiary chrześcijańskiej.

Dorota serdecznie i ciepło odniosła się do sióstr apostatek. Przedstawiła krótkość jak i kruchość życia na ziemi oraz chwałę i wieczne szczęście w Niebie. Zapewniła, że szczery i mocny żal za grzech może być źródłem łask Bożych potrzebnych do nawrócenia i zbawienia. Swoim słowami i prośbami skruszyła serca sióstr, które powróciły do wiary chrześcijańskiej.

Namiestnik Saprycjusz był tym wydarzeniem strasznie rozgniewany. Nakazał związać Kalistę i Krystynę i wrzucić obie do kotła z roztopioną siarką.

Dorota zaś została skazana na ścięcie mieczem i zaprowadzona na miejsce egzekucji. Idąc na miejsce kaźni powiedziała z zachwytem: „Co za szczęście, że odchodzę na inny świat, w którym słońce nigdy nie zachodzi, a w ogrodzie mego Oblubieńca kwitną pachnące róże i rosną wonne owoce. Jakże się cieszę, że wkrótce będę w tym raju”! Słowa jej usłyszał jeden z pisarzy namiestnika Teofil, obecny przy egzekucji, i z szyderstwem zawołał: „Hej, piękna panienko, przyślijże mi z raju koszyczek róż i kilka jabłek!”. W odpowiedzi usłyszał: „Otrzymasz je, lecz okaż się ich godnym!”

Na miejscu kaźni Dorota klękła i zaczęła się modlić i wtedy pojawił się przepiękny młodzieniec (niektóre wersje przekazów podają, że dziecko) i podał jej na białej chuście trzy świeże róże i trzy prześliczne jabłka. Dorota poprosiła o zaniesienie tego prezentu pisarzowi Teofilowi. Kat wykonał sprawnie swoje zadanie i dusza Doroty przeniosła się do ogrodu jej Oblubieńca.

Młody pisarz właśnie przedstawiał w gronie przyjaciół i znajomych spotkanie z prowadzoną na śmierć chrześcijanką i swoje „zabawne” odezwanie się. Wtem stanął przed nim prześliczny młodzieniec i ze słowami „Dorota przesyła, co ci obiecała”, przekazał mu owoce i kwiaty na białej chuście.

Młody pogański pisarz (według niektórych przekazów – prawnik) został oświecony łaską wiary i wyznał, że rzeczywiście ten prezent jest z Nieba i prawdziwie Jezus Chrystus jest Bogiem. Było to w zimowy i zaśnieżony dzień 6 lutego.

Teofil nie krył się ze swoim nawróceniem i został wezwany przez namiestnika Saprycjusza by oddał pokłon bożkom i powrócił do pogaństwa. Mimo nalegań jak i ciężkich tortur świeżo nawrócony Teofil był nieugięty w swojej wierze. Parę dni później został również ścięty mieczem.

Kult świętej Doroty był bardzo popularny we Włoszech, Niemczech i Polsce. Jeszcze w latach dwudziestych XX wieku zachował się zwyczaj „chodzenia z Dorotą” w okresie Bożego Narodzenia jako inscenizację jej męczeństwa.

Święta Dorota jest patronką ogrodników, kwiaciarzy, piwowarów, górników, narzeczonych, młodych panien. W ikonografii przedstawiana jest jako młoda kobieta w królewskim stroju z diademem lub koroną na głowie.

Atrybutami jej są: anioł, trzy jabłka i trzy róże (lub też kosz z nimi), korona, krzyż, lilia, miecz, palma męczeństwa. Jest patronką młodych małżeństw, ogrodników, botaników i górników.

W Polsce jest 17 kościołów pod wezwaniem świętej Doroty i 22 parafię jej poświęcone. Najbardziej znany kościół znajduje się w Licheniu Starym.

We Wrocławiu jest kościół pod wezwaniem św. Stanisława, św. Wacława i św. Doroty gdzie są relikwie jej czaszki. Specjalnie dla tej relikwii została wykonana złocona herma – arcydzieło sztuki złotniczej.

Z dniem wspomnienia świętej Doroty związanych jest wiele przysłów:

  • Na Świętej Doroty będzie śniegu za płoty.
  • Świętej Dorocie pójdziesz po błocie,
  • Święta Dorota wypuszcza skowronka za wrota.

Zachowały się słowa średniowiecznej pieśni hagiograficznej „Pieśni o św. Dorocie” znanej również jako „Doroto, cna dziewko czysta” z ok. 1420 roku. Ciekawostką jest fakt, że napisana została mieszaniną języka polskiego i czeskiego.

 

Panie i Boże! którego wielkie miłosierdzie nas pociesza, a zastrasza sprawiedliwość i świętość; udziel nam łaski, abyśmy zgrzeszywszy, o Twym miłosierdziu nigdy nie wątpili, a Twoja sprawiedliwość aby nas od grzechów powstrzymywała. Przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego. Amen.

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W lutym 2018 ROKU.

Posłuszeństwo św. s. Łucji

Na czym polega posłuszeństwo? Należy być posłusznym tym, którzy są prawowitym głosem woli Bożej. Czy jednak przełożony może wymagać od nas, żebyśmy mówili czy robili coś, co sprzeciwia się Bożej woli?

Gdyby tak się zdarzyło, to w tym konkretnym przypadku nie byłby on narzędziem w rękach Pana Boga. Tak właśnie uczy Kościół; szczególnie wyraźnie widzimy to u św. Bernarda z Clairvaux i św. Tomasza z Akwinu.

W jakiej sytuacji znajdowała się Łucja? W 1917 roku jej zwierzchnikami byli rodzice i miejscowy proboszcz. Jednakże Łucja była im w w zasadniczy sposób „nieposłuszna”, kiedy chcieli na niej wymóc, żeby odwołała swoje słowa dotyczące tego, co widziała w Fatimie: po prostu odmówiła uczynienia tego. Kiedy władze cywilne i kościelne wywierały na nią presję, żeby postępowała niezgodnie z tym, co rozpoznała jako wolę Bożą(np. żeby wyjawić trzecią tajemnicę przed czasem lub żeby  wyjawić ją komuś innemu niż to jej zostało polecone, czyli komuś nie będącym papieżem, lub biskupem Leiria), Łucja nie zgodziła się na to, choć w każdej innej sytuacji była doskonale posłuszna. Objawienie Matki Bożej, szczególnie zaś „wielka tajemnica” z 13 lipca, udzieliły jej głębokiego i nadprzyrodzonego światła, które pozwoliło jej zrozumieć nadchodzący atak na Kościół. Trzeba pamiętać, że w swoim skromnym i prostym życiu karmelitanki s. Łucja nie miała ani możliwości, ani środków, żeby zapoznać się w sposób wystarczająco dokładny z modernistycznymi błędami, takimi jak ekumenizm, wolność religijna czy też nowa Msza. To zupełnie zrozumiałe, zważywszy na okoliczności jej życia – była wszak zakonnicą klauzurową. W karmelu nie było kontaktu ze światem, nie docierały tam informacja o wydarzeniach, które miały miejsce. W jej zgromadzeniu zakonnym nowa Msza była odprawiana w sposób konserwatywny. Pomimo tego, że z pewnością wiele cierpiała, widząc oznaki zanikającej wiary, nabożeństwa maryjne, życia duchowego, w tych wszystkich sprawach nie miała jednak pełnego obrazu i jako że żaden przełożony bezpośrednio nie polecił jej niczego złego, subiektywnie nie miała poczucia, aby żądano od niej czegokolwiek, co byłoby szkodliwe dla jej wiary i moralności. Właśnie dlatego trwała w posłuszeństwie.

Zasada posłuszeństwa jest następująca: jeśli wyraźnie widzimy, że duchowni sprzeciwiają się woli Bożej, musimy wybrać Boga i Jego wolę, nawet za cenę utraty życia. Gdybyśmy rozpoznali ich życzenie czy rozkaz jako grzeszne lub stojące w jawnej opozycji wobec woli Boga, musielibyśmy odmówić, gdyż lepiej jest „słuchać bardziej Boga niż ludzi”. Jeśli jednak w wyniku niemożliwej do pokonania niewiedzy nie mamy pełnej świadomości zła oraz gdy polecenia przełożonych nie wydają się stać w sprzeczności z wiarą ani zasadami moralnymi, wówczas naszym obowiązkiem jest posłuszeństwa.

Pełne zrozumienie obecnego kryzysu jest szczególną łaską i przywilejem. Można nawet powiedzieć, że jest to połączenie wielu łask, które możemy zyskać poprzez kontakt z mądrymi ludźmi, kapłanami bądź wiernymi, literaturą, kinem i innymi środami, które mogą być pomocne w odkryciu Tradycji katolickiej. Motywacja do poszukiwania prawdy, stanowcze dążenie do bycia dobrze poinformowanym, a także umiejętność znalezienia miejsc, gdzie jest odprawiana tradycyjna Msza święta, same w sobie są wielkimi przejawami działania łaski, porównywalnymi w pewien sposób do tych łask i przywilejów, których dostąpiły dzieci w Fatimie.

 

„Gwiazda przewodnia czasów ostatecznych” – cz. II; ks. Karol Stehlin FSSPX

Czym jest Kościół?

Św. bp J.S. Pelczar

Według głębokiej myśli św. Katarzyny Sieneńskiej Pan Jezus jest niejako mostem łączącym dwa brzegi, to jest wieczność z czasem, nieskończoność ze skończonością, Boga ze stworzeniem. Most ten ma tylko jeden łuk, albowiem w Panu Jezusie jest tylko jedna osoba, łącząca dwie natury: Boską i ludzką. Jeden koniec tego łuku spoczywa na brzegu wieczności i przedstawia odwieczne rodzenie się Syna od Ojca, mocą którego Pan Jezus jest prawdziwym Synem Bożym, prawdziwym Bogiem. Drugi zaś jego koniec opiera się na brzegu czasu i stworzenia, a przedstawia wielką tajemnicę Wcielenia w łonie Niepokalanej Dziewicy, prze które Odwieczny rodzi się w czasie, a Syn Boży staje się prawdziwym człowiekiem, nie przestając jednak być Bogiem. Przez ten most Bóg przychodzi do nas, a my przychodzimy do Boga, albowiem Pan Jezus jest naszym Pośrednikiem i tylko przez Niego mamy przystęp do Ojca. Przez Jezusa przychodzi życie nadprzyrodzone, życie Boże i przez Ducha Świętego rozlewa się w nas, przez co stajemy się dziećmi Bożymi, podobnymi do Ojca. Ponieważ Maryja pierwsza przyjęła Jezusa i przyodziała Go w ciało, więc przez Maryję trzeba iść do Jezusa, jak przez Jezusa idziemy do Ojca. Bez Maryi nie ma Jezusa, bez Jezusa nie ma Ojca Niebieskiego. Lecz jak przez Maryję pierwszy raz przyszedł do nas Pan Jezus, tak przez Kościół św. przychodzi ustawicznie aż do skończenia wieków, bo przez Kościół, jako Głowa mistycznego Ciała, udziela nam swojego życia, życia łaski, tak że Kościół na ziemi jest dalszym ciągiem posłannictwa Jezusa Chrystusa, które spełnia przez swoją naukę, władzę, sakramenty i służbę Bożą. Słusznie powiedziano, że Kościół to Chrystus, żyjący i działający w ciągu wieków.

Kościół jest zarazem jakby drugą Bogarodzicą, bo on ciągle rodzi Chrystusa dla świata i daje Go nam codziennie; lecz jest także naszą Matką, bo nas rodzi do życia wiary. Kiedy nas rodzi? Na chrzcie św., gdy nas czyni dziećmi Bożymi.

Kościół wypełnia również wszystkie obowiązki Matki. On nas karmi. Czym? Chlebem słowa Bożego i chlebem Ciała Pańskiego. On bowiem ten podwójny chleb przygotowuje przez swoje sługi, zastawia nim święty stół i zaprasza do niego swe dzieci. On nas poi wodą łaski, którą czerpie z siedmiu krynic, powierzonych jego szafarstwu, to jest z siedmiu sakramentów. On na chrzcie św. odziewa nas szatą niewinności, a tę szatę, podartą lub splamioną, naprawia lub oczyszcza w Sakramencie Pokuty. On nas uczy prawdy Bożej i prawa Bożego, które pod swoją opieką nieskażenie przechowuje, nieomylnie ogłasza i niezachwianie broni przez wykrętami rozumu i szaleństwami namiętności. Duszom idącym do Boga wskazuje drogę zbawienia i doskonałości i wspiera je na tej drodze.

On nas cieszy, ratuje i dźwiga, bo on ma ulgę na każdą niedolę, lekarstwo na każdą chorobę. On ubogiemu otwiera kieszeń bogacza, sierocie dom przytułku, pokutującemu furtę klasztorną. On wprowadza pokój w serce człowieka, zgodę w rodziny, porządek w społeczeństwo. On wszystkie narody zbiera w jedną wielką rodzinę i niesie przed nimi chorągiew prawdziwej wiedzy i prawdziwej wolności; słowem, on wszystko uszczęśliwia, podnosi i uszlachetnia, podobny do słońca, które we wszystkie strony śle swe błogie promienie.

On nas również broni w walce życia. Ponieważ jego dzieci muszą staczać ciężki bój, więc okrywa je zbroją nie do przebicia. Na ich głowy zakłada przyłbicę wiary, w jedną rękę daje włócznię modlitwy, by nią otwierać Serce Boże, a w drugą tarczę ufności, by nią odbijać pociski, przepasuje je pasem umartwienia, a w serce wkłada ogień męstwa. Aby zaś nie ustały w walce posila je „Chlebem mocnych”. Gdy nieprzyjaciel się zbliża, natychmiast Matka-Kościół biegnie wszędzie i ostrzega o niebezpieczeństwie, podobna do kokoszy, która zbiera swe kurczęta, gdy zbliża się jastrząb. Kiedy zaś niektóre z jej dzieci odnoszą w boju rany, zabiera je zaraz z pobojowiska, bierze na ramiona i niesie do szpitala pokuty, gdzie te rany polewa winem skruchy, którą wyprasza swoim dzieciom, i oliwą ufności, którą w nich budzi swoim słowem i łaską Bożą.

Gdy któreś z dzieci ucieknie z domu i zaczyna błądzić po manowcach, zaraz ta Matka za nim biegnie i prosi, i zaklina, by wróciło do domu. Jeżeli zaś zaślepione nie słucha, wtenczas zasmucona wzywa wierne dzieci, by się z nią za zabłąkanego modliły. Co więcej, ta Matka nie zapomina i o tych, którzy się urodzili w ciemnościach bałwochwalstwa lub błędu; ona i do nich śle swoje sługi z pochodnią Ewangelii, by im przynieść światło i życie, bo serce tej Matki jest tak wielkie, że pragnie nim objąć cały świat i wszystkich ludzi zgromadzić w swoim domu.

Kościół wreszcie opiekuje się nami po macierzyńsku, bo każdy krok naszej wędrówki otacza swoją opieką, a nawet w chwili śmierci przyjdzie do naszego łoża, by nas wyprawić w daleką drogę. Kiedy zaś spoczniemy w mogiłach, on te mogiły otoczy poszanowaniem, a o naszych duszach będzie pamiętać w Świętej Ofierze. O Kościele katolicki, jakże dobrą Matką jesteś! Rozważając twoją miłość i opiekę, trudno nie zawołać z prorokiem: Jeruzalem – Kościele katolicki – jeśli zapomnę o tobie, niech [o mnie]zapomni moja prawica. Niech język mi przyschnie do podniebienia, jeśli nie będę pamiętał o tobie (Ps 137, 5-6).

 

Józef Sebastian Pelczar; Życie Duchowe; t2, Wyd. Św. Stanisława BM; Kraków 2012

Święty Sebastian

O dacie i miejscu jego urodzin nie mamy żadnych informacji. Znamy opis jego śmierci nieznanego autora oraz informacje zawarte w komentarzu do Psalmu u św. Ambrożego. Ojciec jego pochodził ze znamienitej rodziny w Narbonne (południe Francji), matka zaś pochodziła z Mediolanu. Dzięki zamożności i stanowisku rodziny we wczesnej młodości dostał się na dwór cesarski. Został dowódcą gwardii u Marka Aurelego Probusa.  Również u cesarza Dioklecjana był dowódcą pierwszej kohorty a sam władca chętnie widział go w swoim towarzystwie. Dioklecjan chciał oprzeć swoją władzę na powrocie do starych kultów i wierzeń pogańskich. W związku z tym za jego rządów rozpoczęły się kolejne prześladowania chrześcijan. Sebastian był świadkiem cierpienia wielu przyjaciół ale zdawał sobie sprawę, że będąc nierozpoznanym jako chrześcijanin może uwięzionym współwyznawcom ulżyć w cierpieniu.

Św. Sebastian, norymberski drzeworyt z końca XV w.

Wśród więźniów znaleźli się również potomkowie bogatego rodu rzymskiego, dwaj bracia bliźniacy Marek i Marcelinus. Pomimo tortur i silnych nacisków nie wyparli się wiary w Chrystusa. Cesarzowi bardzo zależało na złamaniu przedstawicieli znamienitej rodziny. Do miejsca ich uwięzienia przyprowadzono najbliższych: rodziców narzekających na brak synowskiej opieki, żony rozpaczające nad utratą mężów i przyszłymi nieszczęściami oraz ich dziećmi zalewającymi się łzami. Silni w swoim wyborze bliźniacy zaczęli mieć wątpliwości.

Podczas tych perfidnych tortur obecny Sebastian przestraszył się, że te dwie mężne dusze zaprą się Boga i przez grzech apostazji będą potępione na wieki. Wystąpił i powiedział: „Bracia, odwagi! Rycerze Chrystusa, bądźcie mężni! Nie dajcie sobie wydrzeć błyszczącej korony męczeńskiej! Za łaską Chrystusa stanęliście jako bohaterowie na placu boju i macie w ranach na ciele waszym i w kajdanach na waszych rękach zwycięską palmę Chrystusa. Czyż na szlochanie niewiast i na krzyk dzieci chcecie się okazać tchórzami? Ach, gdyby ci, których widzicie płaczących, wiedzieli, co wy wiecie i czego się spodziewacie, gdyby wiedzieli, że po tym znikomym życiu ziemskim następuje życie wieczne, którego w nagrodę waszej wiernej miłości dla Chrystusa staniecie się uczestnikami i wnijdziecie do Jego wiecznej, niewypowiedzianej chwały i rozkoszy, wtedy by nad wami nie płakali, ale by wam szczęścia życzyli, a sami by się smucili, że Chrystusa nie wyznają i nie mogą za Niego umrzeć!”

Następnie przedstawił miałkość życia doczesnego i szczęście w wieczności, napominając obecnych oraz podtrzymując więźniów, iż wydawało się, że to sam anioł pojawił się między nimi. Na koniec rzekł uroczyście: „Jeślim jest sługą prawdziwego Boga, – jeżeli to, co powiedziałem, jest prawdą Boską, natenczas błagam Cię, Chryste Panie, rozwiąż tej wierzącej niewieście język!” W tym momencie Zoe, żona Nikostrata dozorcy więzienia, niema od sześciu lat, odzyskała mowę.

Nikostrat, jego żona i rodzice uwięzionych braci poprosili Sebastiana o chrzest i razem z nimi jeszcze 64 osoby przyjęło sakrament przystąpienia do Kościoła.

Sebastian wraz z kapłanem Polikarpem rozpoczął działalność misyjną wśród pogan. Informacja o jego działalności dość szybko doszła do władz oraz samego cesarza. Monarcha zarzucił swemu oficerowi zdradę i niewdzięczność – Sebastian był niewzruszony i powiedział: „Cesarzu, nigdy łaski twej nie zapomniałem i życie za ciebie gotów jestem położyć. We wszystkim chcę ci być posłusznym, co się przykazaniom Boskim nie sprzeciwia; jednakże rozkazy Boga świętsze mi są, aniżeli twoje. Wiedz także, cesarzu, że potęgę swą w głównej mierze modłom chrześcijan zawdzięczasz”. Rozgniewany cesarz rozkazał łucznikom afrykańskim rozstrzelać Sebastiana. Ciało jego, naszpikowane strzałami, przypominające jeżozwierza pozostawione zostało na miejscu egzekucji. Pod osłoną nocy, pobożna niewiasta imieniem Irena przyszła pogrzebać ciało chrześcijanina. Ze zdumieniem stwierdziła, że mimo głębokich ran Sebastian żyje. Zabrała go do domu i otoczyła troskliwą opieką. Mimo wielu ran, żołnierski organizm poradził sobie ze słabością i męczennik powrócił do zdrowia.

Chrześcijanie prosili go by opuścił miasto Rzym i nie narażał powtórnie swego życia. „Uczynię, jak Bóg chce” – odpowiedział.  Po gorącej i długiej modlitwie udał się w kierunku świątyni pogańskiej i zajął miejsce, gdzie cesarz musiał przechodzić, a zobaczywszy go zawołał: „Cesarzu, zaprzestań krwawych okrucieństw! Wiedz, że cię w błąd wprowadzają ci, którzy oczerniają przed tobą chrześcijan. Oni się modlą za ciebie, a ty ich prześladujesz, chociaż nie masz wierniejszych od nich poddanych”. Gdy zdumiony imperator zapytał: „Ty jesteś ów Sebastian, którego niedawno kazałem zabić?” Usłyszał w odpowiedzi: „Jam jest – Bóg zachował mnie przy życiu, abym ci jeszcze raz wobec ludu mógł oświadczyć, że chrześcijanie są niewinni, a ty niesprawiedliwie krew ich przelewasz!” Dioklecjan rozkazał zatłuc go pałkami a ciało wrzucić do Cloaca Maxima. Ciało jego wydobyła pobożna niewiasta imieniem Lucyna i pochowała ze czcią w rzymskich katakumbach – był to 287 lub 288 rok po narodzeniu Chrystusa w dniu 20 stycznia.

Święty Sebastian jest jednym z głównych patronów Rzymu. Nad jego grobem zbudowano kościół pod jego wezwaniem – to obecnie bazylika św. Sebastiana za Murami. W miejscu męczeństwa stoi bazylika św. Sebastiana na Palatynie. W bazylice św. Piotra w Watykanie jest kaplica św. Sebastiana z doczesnymi szczątkami papieża Polaka.

Święty Sebastian jest patronem Castel Gandolfo, Rio de Janeiro, papieskiej Gwardii Szwajcarskiej, Niemiec, inwalidów wojennych, chorych na choroby zakaźne, kamieniarzy, łuczników, myśliwych, ogrodników, rusznikarzy, strażników, strzelców, rannych i żołnierzy. Przedstawiany jest jako młodzieniec przywiązany do drzewa, związany i przeszyty strzałami. Męczeństwo św. Sebastiana było inspiracją do powstania wielu dzieł sztuki a malarze tacy jak Rubens, Bellini, van Dyck, Tycjan, El Greco, Veronese zostawili po kilka wersji malarskich przedstawiających jego życie i męczeństwo.

 

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W styczniu 2018 ROKU.

Grzech powszedni wobec bliźniego

Mało jest wśród nas rozwinięte poczucie odpowiedzialności; przyczyną tego jest nasza lekkomyślność, która nie lubi badać rzeczy aż do głębi. A przecież zło, którego nie widzimy – jakkolwiek nie będzie nam poczytane za winę – powoduje mimo to zgubne skutki.

  1. W znaczeniu ogólnym można powiedzieć, że wszystkie nasze grzechy powszednie, nawet te, o których wiemy tylko my sami, są dla innych szkodliwe. Przyczynę tego łatwo zrozumieć. Wszystko, co uszczupla siłę moralną, co nas osłabia i pozbawia łaski – czyni nas zarazem mniej zdolnymi do wypełniania naszych obowiązków, jakiebykolwiek one nie były. Nasze braki nie pozwalają nam stanąć na wysokości zadania; nie uchybia się bezkarnie roztropności, dobroci, odwadze…
  2. Nasze upadki w części bywają widoczne, w części można się ich domyśleć. Tu występuje nowy rodzaj odpowiedzialności: przykład, jaki dajemy. Ludzie skłonni są postępować tak, jak widzą to u innych, a jeśli już dawniej postępowali tak samo, wówczas przekonanie, że nie oni jedni zachowują się w ten sposób, utwierdza ich w złu. Przez każde z tych uchybień przynosimy rodzinie lub społeczeństwu naukę zła… Czy podobna wyliczyć, ile złego uczymy, do ilu grzechów w ten sposób upoważniamy? Każda dusza, nawet cnotliwa, przeraziłaby się, gdyby Bóg ukazał jej wszystkie tego typu skutki, spowodowane przez złe zachowanie się w kościele, przez zbyt lekką rozmowę, przez tysiączne uchybienia uważane za mało znaczące. Napisano jest bowiem: Biada człowiekowi onemu, przez którego zgorszenie przychodzi! (Mt 8,7).
  3. Skutkiem grzechów powszednich jest nie tylko odpowiedzialność za nasze uchybienia i przykłady; powodują one przeważnie czyjąś przykrość i tak:

– zbyt ostra wypowiedź rani i zbija z tropu;

– niesłuszna wymówka popycha do buntu;

– najlżejsze okazanie pogardy zraża niekiedy na zawsze;

– brak czujności może spowodować czyjąś ruinę moralną…

 

Dałoby się tu wyliczyć wiele szkód, jakie powoduje jedno chociażby tylko drobne sprzeniewierzenie się obowiązkom stanu. Prawa moralne są dla utrzymania porządku między ludźmi tym, czym prawa fizyczne są we wszechświecie – wszelkie ich naruszenie musi powodować zamęt.

Być sumiennym znaczy nie tylko unikać złego, gdy się je widzi, ale starać się je przewidzieć. Od tej poważnej odpowiedzialności może być wolny tylko ten, kto nie pozwala sobie na żaden grzech.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Kim jest Niepokalana

Na ogół zdawać się może, że znamy już, wiemy już, kim jest Matka Boża, ale właściwie musimy przyznać, że bardzo mało o tym wiemy. Jest o tym trochę książek, ale to wszystko mało, są to tylko pierwsze próbki. To jest jakby nieznany świat.

Ogólnie ludzie od samego początki istnienia znali i wiedzieli, że jest Bóg, ale to poznanie było niedoskonałe. Za bóstwo uważali stworzenia, jednak wiedzieli, że coś tam wyżej jest. Tylko tajemnica Trójcy Przenajświętszej była na ogół prawie nieznana. Dopiero, aby ludzie mogli Pana Boga lepiej poznać, druga Osoba Trójcy Przenajświętszej staje się człowiekiem, przychodzi na ten świat, ażeby ludzi lepiej poznali Trójcę Przenajświętszą. To jest pierwszy etap do doskonałego poznania Pana Boga. Ale, żeby i ten Syn Boży był lepiej poznany, jest trzecia Osoba Trójcy Przenajświętszej i przy zesłaniu Ducha Przenajświętszego było to poznanie.

Wszelkie łaski płyną od Ojca przez Syna i Ducha świętego. W Bogu Ojcu jest jedna natura i jedna osoba, w Synu Bożym jedna osoba i dwie natury, a w Duchu Świętym są jakoby dwie osoby i dwie natury, bo Matka Najświętsza z Duchem Przenajświętszym jest najściślej zjednoczona. I o tym pierwsi chrześcijanie wiedzieli, chociaż wiele z tych prawd było w zawiązku, nie były rozwinięte. Dlatego w przyszłości wiele jeszcze dogmatów będzie ogłoszonych.

Zastanawiając się nad tym, że łaski płyną od Ojca przez Syna i Ducha Przenajświętszego, dochodzimy do wniosku, Pośredniczką wszystkich łask jest Matka Najświętsza. Jak to jest, trudno nam dociec, trudno zrozumieć, ale gdyby kto twierdził, że Niepokalana jest wcieleniem Ducha Przenajświętszego, byłoby to prawdziwe[1].

Matka Boża jest po to, aby lepiej poznano Ducha Przenajświętszego. To są rzeczy tak głębokie, tak ponad rozum ludzki, że nigdy nie wyczerpiemy tego poznania, Tak samo, jeśli chodzi o Matkę Najświętszą, to mówimy, że jest Oblubienicą Ducha Przenajświętszego. Każda łaska przychodzi na ziemię od ojca przez Syna i Ducha. Co zrobić, żeby tak korzystnie poznać, kim jest Matka Najświętsza? Nasamprzód nie zaufać swemu rozumowi. Rozum jest za słaby, by mógł sobie dać radę. Tu nie wystarczy rozumować sobie. Rozumowanie może na manowce sprowadzić. Trzeba łaski, trzeba światła nadnaturalnego, trzeba modlitwy. Tylko modlitwą można wyprosić to poznanie, kim jest Matka Najświętsza. To jest środek skuteczny do tego poznania.

Trzeba więc prosić, i to z pokorą, trzeba to sobie jasno przedstawić, że nawet sprawiedliwy siedem razy na dzień upada[por. Prz 24,16], nawet tej którego nazwać można sprawiedliwym, a cóż dopiero my… Matka Najświętsza jest bez najmniejszej skazy grzechowej, jest święta, łaski pełna[por. Łk 1,28], że była godna zostać Matką Boga samego. Z jakąż więc pokorą my niegodni musimy stanąć przed Nią.

Ale i modlitwa o tę łaskę, byśmy poznali, kim jest Matka Przenajświętsza, niech będzie z pokorą, głęboką pokorą. Doskonały wzór takiej modlitwy pozostawił nam Duns Szkot mówiąc: „Dozwól mi chwalić Cię, o Panno Przenajświętsza, i daj mi moc przeciwko nieprzyjaciołom Twoim”. Więc z taką pokorą musimy się do Niej modlić jako do Niepokalanej, jako do będącej w najściślejszym zjednoczeniu z Bogiem. Pokornie prośmy, żeby była tak łaskawa, żeby dozwoliła, żebyśmy mogli Ją chwalić, mogli Ją wielbić.

Oczywiście, ta pokorna modlitwa nie wyklucza myślenia o tym, czytania o tym, rozmawiania o tym… Czytać dużo o Matce Najświętszej, myśleć o Niej często, często rozmawiać. Ale jako podstawa jest modlitwa, pokorna modlitwa. I nie tylko czytać, ale i modlić się przed czytaniem. I w tej rozmowie prosić, żeby Ona oświeciła, bo nie jesteśmy godni tej łaski poznania, kim Ona jest.

 

Niepokalanów, sobota 25 wrzesień 1937.

 

[1] Ewangelia wskazuje na wyjątkowe działanie Ducha Świętego w Maryi (por. Łk 1,35 – „Duch święty zstąpi na Ciebie…”), jednak zjednoczenie trzeciej Osoby Boskiej z Najświętszą Maryją Panną nie należy pojmować na sposób wcielenia Słowa Bożego.

Stacja – Anioł Boży

Chrystus się nam narodził

W pewnym amerykańskim szpitalu, na oddziale położniczym w momencie przyjścia na świat każdego dziecka włączane są dzwoneczki. Ich brzmienie dociera do wszystkich pacjentek, ich pociech, rodzin czekających na wieści z porodówki i personelu szpitalnego. Czysty dźwięk niesie wszystkim radość z narodzenia maleństwa i pośrednio nakazuje być w gotowości gdyby ta bezbronna istota potrzebowała pomocy. Uwaga wszystkich skupiona jest na nowonarodzonym dziecku.

„Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (Łk 2,4-7).

I to Maleństwo było długo oczekiwane a wieść o Jego narodzeniu rozeszła się po świecie z ludzką i Bożą pomocą:

„Gdy się Chrystus rodzi,

I na świat przychodzi,
Ciemna noc w jasności
Promienistej brodzi.

Aniołowie się radują,
Pod niebiosy wyśpiewują;
Gloria, gloria, gloria,
In excelsis Deo!”.

Było wiele innych znaków, o których głosi XIX.wieczna kolęda „Dzisiaj w Betelem” śpiewana na melodię poloneza:

 „Chrystus się rodzi,
nas oswobodzi,
Anieli grają,
króle witają,
pasterze śpiewają,
bydlęta klękają,
cuda, cuda ogłaszają.” czy inna polonezowa kolęda „Bóg się rodzi” napisana ponad 200 lat temu przez Franciszka Karpińskiego: „Bóg się rodzi, moc truchleje,
Pan niebiosów obnażony!
Ogień krzepnie, blask ciemnieje,
Ma granice Nieskończony…”.
Chrystus się nam narodził, przyszło na świat nasze Zbawienie.

„(…) anioł rzekł do nich: ‘Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie’. I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: ‘Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania’” (Łk 2,10-14).

Wyczekiwany cztery tygodnie Adwentu, narodził się.

I jest od ponad dwóch tysięcy lat wśród nas. 

Czy próbujesz, starasz się słuchać Jezusa? Czy o Nim myślisz i zastanawiasz się, jakie życiowe zadania ci powierzył? Myślałeś kiedyś, że dziecko, na które czekasz, matka i ojciec, którymi powinieneś się zaopiekować, gdy są słabi jak ty, gdy byłeś dzieckiem, niedołężna i samotna sąsiadka są jak znaki na niebie, jak głos Anioła Bożego wzywającego cię do Jezusa?

Czy jesteś gotów wygospodarować czas dla bliskich, tylko dla nich, nie dzielony z telewizją i komputerem?

Czy umiesz rozmawiać o codziennych sprawach w swojej rodzinie? Czy wybrałeś już drogę do Pana, z Panem – czy jeszcze ważniejszy jest wyjazd na działkę, budowa domu, zakup nowych mebli, wycieczka zagraniczna, nowe auto czy ciuchy?

Czy bierzesz przykład z pasterzy, z mędrców i spieszysz lub tylko westchniesz dziękując Panu Jezusowi za Jego dar – Odkupienia, Miłości i Miłosierdzia dla ciebie?

Czy twoja wiara jest źródłem radości i twojej siły? Czy potrafisz mówić o swojej wierze i dzielić się z innymi radością bycia dzieckiem Bożym?

Święty Paweł Apostoła pisał do Rzymian:

„Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła. Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom” (Rz 13, 12-14).

Św. Tomasz Apostoł

Święty Tomasz jest jednym z uczniów i apostołów. Nie znamy daty ani miejsca jego urodzenia, jak również daty i okoliczności śmierci. Jego imię – Tomasz( z języka aramejskiego – bliźniak) jak i występujący w Piśmie św. przydomek Didymos (bliźniak w języku greckim) mogą świadczyć, że posiadał rodzeństwo. Nie zachowała się żadna informacja o jego rodzinie.
W Ewangeliach wymieniany jest w czterech sytuacjach. Pierwszy raz gdy Pan Jezus zamierza udać się ponownie do Jerozolimy, gdy wcześniej Żydzi chcieli Go ukamienować, Tomasz mówi: „Pójdźmy i my, abyśmy z Nim umarli” (J, 11, 16).
Drugim momentem jest zdarzenie w trakcie Ostatniej Wieczerzy i słowa Pana Jezusa: „A dokąd Ja idę, wiecie, i drogę wiecie. Mówi mu Tomasz: Panie, nie wiemy, dokąd idziesz, a jakże możemy znać drogę? Mówi mu Jezus: Jam jest drogą, i prawdą, i życie. Nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie”

Najbardziej znanym fragmentem z Tomasze jest sytuacja w Wieczerniku gdy Pan Jezus po Zmartwychwstaniu ukazał się uczniom a wśród nich Tomasz nie był obecny. „Tomasz zaś, jeden ze dwunastu, którego zwą Didymus, nie był z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Mówili mu więc inni uczniowie: Widzieliśmy Pana. Ale on im rzekł: Jeśli nie ujrzę w ręku jego przebicia gwoździ, a nie włożę palca mego na miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej w bok jego, nie uwierzę. A po ośmiu dniach byli znów uczniowie jego w domu, i Tomasz z nimi. Przyszedł Jezus drzwiami zamkniętymi i stanął w pośrodku i rzekł: Pokój wam! Potem rzekł Tomaszowi: Włóż tu palec twój, i oglądaj ręce moje i wyciągnij rękę twoją, i włóż w bok mój; a nie bądź niewierny, ale wierny.
Odpowiedział Tomasz i rzekł mu: Pan mój i Bóg mój!
Powiedział mu Jezus: Dlatego żeś mię ujrzał, Tomaszu, uwierzyłeś: błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20, 24-29)
Tomasz zwany Didymos wymieniany jest wśród innych apostołów podczas objawienia Chrystusa nad jeziorem Genezaret: „A ukazał się tak: byli razem Szymon Piotr i Tomasz, zwany Didymus, i Nathanael, który był od Kany Galilejskiéj, i synowie Zebedeuszowi i inni dwaj z uczniów jego”.
Według przekazów Tomasz Apostoł miał głosić Ewangelię ludom żyjącym na terenie dzisiejszego Iranu oraz w Indiach. Poniósł męczeńską śmierć po przebiciu włócznią, w Calaminie prawdopodobnie w 67 roku. Pochowany został na przedmieściach Madrasu. W III wieku relikwię jego ciała przeniesiono do Edessy, następnie na wyspę Chios by w roku 1258, za sprawą krzyżowców, przeniesione zostały do Ortony we Włoszech.
O działalności św. Tomasza Apostoła w Indiach dowiadujemy się z zachowanych licznie apokryfów. Co to są apokryfy? Słowo „ápókryphos” pochodzi z języka greckiego i oznacza ukryty, tajemny. Pierwotnie chodziło o księgo przeznaczone dla wtajemniczonych, dla wybranych odbiorców. W szerszym znaczeniu oznacza to dzieło o niepewnej, wątpliwej, podejrzanej autentyczności. W chwili obecnej określenie to stosuje się do ksiąg i pism żydowskich lub wczesnochrześcijańskich które pod względem treści podobne są do ksiąg biblijnych, ale nie zostały uznane przez Kościół Katolicki za natchnione i nie należą do kanonu Pism Świętych. Są wśród nich np.: Apokalipsa Barucha, Apokalipsa Abrahama, Testament Abrahama, Apokalipsa Eliasza, Ewangelia Marii Magdaleny, Ewangelia Judasza, Apokalipsa Piotra jak i te dotyczące św. Tomasza – Historia Abgara, Apokalipsa Tomasza, Dzieje Tomasza i Ewangelia Tomasza.
Apokryf Dzieje Tomasza powstał w IV/V wieku i opisuje podróż Apostoła do Indii jako architekta na zaproszeni tamtejszego króla Gondafora. Tomasz nie zbudował pałacu królowi ale żarliwie głosił Dobrą Nowinę. Dzięki jego nauczaniu król z całą rodziną nawrócił się na chrześcijaństwo. Miał założyć 6 świątyń na wybrzeżu oraz jedną w głębi kraju. Tu może pojawić się pytanie: dlaczego ewangelia św. Tomasza nie jest w kanonie? Ojcowie Kościoła w II i III wieku nie mieli wątpliwości, że są tylko cztery Ewangelię. Św. Ireneusz podaje ciekawy argument: „Jest jasne, że nie ma więcej ani mniej, tylko te cztery Ewangelie. Ponieważ istnieją cztery strony świata, w którym żyjemy, i cztery główne wiatry, a Kościół jest rozsiany po całym świecie. A dalej, filarem i utwierdzeniem Kościoła jest Ewangelia i Duch życia, wobec tego Kościół ma cztery filary, które ze wszystkich stron tchną nieskazitelnością i ludzi darzą życiem”. Wiele współczesnych sensacyjnych doniesień o odkryciu pism starożytnych mających odsłonić skrywane tajemnice Kościoła, lub życia Jezusa, przytacza mało znane apokryfy, które już przez Ojców Kościoła w starożytności zostały uznane za nie w pełni wiarygodne.
Kiedy w 1517 roku portugalscy żeglarze i kupcy dotarli do Mylapore pokazano im grób Apostoła. Z chrześcijan św. Tomasza wywodzi się Kościół Syromalabarski – jeden z katolickich Kościołów obrządku wschodniego.
Wspomnienie Św. Tomasza Apostoła w kościele katolickim obchodzono 21 grudnia, a w roku 1969 przeniesiono je na dzień 3 lipca.
Uważany jest za patrona Indii i Portugalii, Rygi, Zamościa, architektów, budowniczych, cieśli, geodetów, kamieniarzy, murarzy, stolarzy, małżeństw i teologów.
Jest adresatem modlitw wiernych w chwilach zwątpień.
W Polsce jest 14 parafii i 9 kościołów pod wezwaniem św. Tomasza Apostoła. Dnia 10 października 2007 roku ks. abp Carlo Ghidelli z diecezji Lanciano-Ortona uroczyście przekazał część relikwii św. Tomasza Apostoła do kościoła pod wezwaniem tego świętego w Warszawie na Ursynowie.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W grudniu 2017 ROKU.

Znaczenie modlitwy

Bez wątpienia należy kłaść jak największy nacisk na znaczenie modlitwy w dziele postępu duchowego; łatwo się jednak omylić, żądając od niej tego, czego dawać nie ma; stąd po zuchwałej nadziei następuję nieuzasadnione zniechęcenie.

„Modlę się, nawet dużo się modlę i mimo to ciągle nie mam gorliwości. Moje modlitwy nie zapobiegły nawet powtórzeniu się opłakanych upadków. Po co zatem modlitwa, skoro nie daje ona ani postępu, ani panowania nad sobą, ani też wytrwania?”

Nie jest zadaniem modlitwy dawać te wszystkie rzeczy, ma ona natomiast prowadzić do ich zdobycia. Modlitwa nie ogranicza, a tym bardziej nie zastępuje wysiłku osobistego, ale go podtrzymuje i dopełnia. Nie ma nas wznieść do doskonałości od razu i w sposób cudowny – ma nam pomagać  w walce.

Gdyby Bóg dał modlitwie tę moc, jaką jej przypisuje, byłoby to naruszeniem porządki naturalnego.

Porządek moralny, wymaga, aby zwykłym warunkiem naszej obrony i naszego postępu był osobisty wysiłek; wymaga ponadto, aby cnota była dziełem czasu i wielokrotnych czynów. Prawa te są mądre, odpowiadają naszej naturze i szanują naszą godność osobistą, godność istot wolnych.

Jesteśmy wolni, ale wskutek upadku słabi. Modlitwa jest jak ręka dziecka, które uwiesza się u ramienia ojca. Czy dziecko ma koniecznie chcieć, by je na tym ręku niesiono? Czy droga jest aż tak ciemna? Prośmy o światło, ale gdy je mamy, idźmy naprzód. – Modlitwa powinna przede wszystkim prosić o łaskę, która jest pokarmem duszy, i o przebaczenie, którego nieustannie potrzebuje nasza nędza; wolno także prosić z dziecięcym poddaniem o niektóre radości tego świata, ale nigdy nie możną żądać, żeby Bóg zwolnił nas od wysiłków.

Modlitwa to wzruszający wynalazek miłości Bożej; to ona wytwarza między Bogiem a duszą bliski i ścisły stosunek, jak między ojcem a dzieckiem. Gdyby nie potrzeba modlitwy, ileż serc nigdy by przemówiło! Jeżeli jednak Ojciec pragnie, by dziecko go wzywało, to Bóg chce, by nie ograniczało się ono do samego wzywania.

To prawda, że w porządku nadprzyrodzonym nie możemy nic zrobić sami, ale jest również prawdą, że Bóg nie ma zamiaru obywać się bez naszego współudziału. Dusza, która by zapoznając te warunki zbawienia, myślała, że wytrwa i dojdzie do doskonałości przy pomocy własnej tylko woli, przekona się prawdzie słów Pisma Świętego: Jeśli Pan nie zbuduje domu, próżno pracowali, którzy go budują (Ps. 126, 1).

I przeciwnie: dusza, która zaniedbując wysiłku poprzestaje tylko na modlitwie, naraża się na to, że zawsze będzie niedoskonała. Św. Ignacy streszcza te myśli w trafnym zdaniu: Czyń tak, jakby Bóg nie miał ci przyjść z pomocą; zrucaj się do Niego tak, jakbyś nie mógł się niczego spodziewać po sobie.

 

Wg „Spowiedź Przygotowanie do Sakramentu Pokuty”, Warszawa 2005