Ufność Bogu

Twoja ufność w Oblubieńcu Twoim Boskim powinna być bez granic. Najpierwszym przedmiotem tej ufności powinno być to, że On Cię strzeże; strzeże jak źrenicy oka swego, strzeże, byś na drodze żywota snać o kamień nie obraziła nogi, strzeże tem bardziej, byś nie upadła. Powinnaś ufać, że On odpędzi od Ciebie fałsz wszelki, On, który Ci dał tę już łaskę, że prawdę kochasz, a fałsz nienawidzisz. Tylko ci w fałsz wpadają, którzy nie mają miłości Prawdy. A gdybyś nawet przypadkiem i wpadła w coś podobnego, On Ci nie da ani chwili pokoju, póki nie wyciągnie. Ufności, ufności; a zarazem prosić Go o prawdę, prosić o tę surowość w nieznoszeniu fałszu, a zawsze ufności! Nieufność rani Go, rani serce Jego; pod pozorem pokory nie jest pokorą, a przedewszytkiem nie jest miłością. Jakto? Byłażby miłość mogąca przypuścić nieufność? Widzisz tedy, co popełniasz, kiedy Mu nie ufasz! I cóż dziwnego, że On Cię karci za to? Że czujesz i boleść, i obawę, i gorycz? Szukasz po wszystkich kątach duszy, jakie tego stanu przyczyny? – a to przyczyna siedzi w samym duszy środku, i jest ta nieszczęśliwa nieufność, ta małoduszność, to niedowierzanie. Tego Boskiego Oblubieńca dusz naszych trzeba podejmować jak Boga prawdziwego we wnętrzach naszych; mieć największe wyobrażenie o Jego dobroci, wierności, opiece, jednem słowem, miłości; a według wyobrażenia i pewność i ufność. Z innemi uczuciami już Go nie mamy za Boga, jakim jest, za Boga miłości, Boga Oblubieńca.

 

Ks. Piotr Semenenko Listy duchowne; Drukarnia „Czasu” Kraków 1924

 

Intencje modlitwy

Kiedy tak Tobie i za modlitwy dziękuje i o modlitwę proszę, sam Ci teraz powiem, o co w tych czasach będę się za Ciebie modlił. Już to naprzód o pełność tej wiary i ufności w Jego miłość, którą Ci tak zalecałem i zalecam. W ostatnim jeszcze liście wróciło licho, tylko że On sam je natychmiast oddalił. Bo czyż mi nie mówisz na końcu, że „przepaść bezdenna rządy zdaje się mię ścigać z wrażeniem, że jakieś mnóstwo grzechów, których nie poznaje, ciąży na mnie”. Czyż być może> Jeszcze jesteś na tym punkcie troski o siebie? I to wymarzonej, bo w rzeczach, których nie znasz, nie poznajesz? Ta troska o siebie! A z drugiej strony ta mała ufność! Ani nawet tyle ufności, że przecie dałby Ci to poznać? Ale czemuż nie ufać, że choćby co i było, tedy przebaczył? Miłośnie przebaczył i przebacza? I nie chce, żeby się troskać o siebie; ale żeby Jemu zawierzyć, i Jemu na ślepo się oddać, i o Niego się troskać, i żyć Nim tylko? O, ta nieszczęśliwa troska o siebie! O to się tedy modlę aby już nigdy, nigdy to licho do Twej duszy się nie wciskało, i nawet chmurkami przelotnemi  nie kalało czystego nieba Twej miłości i ufności.

Drugie, o co się będę dla Ciebie modlił będzie sposób Twego obcowania z innymi ludźmi, i już się o to modlę. Niech Ci Pan Jezus da nie być obrażeniem dla innych, ale przeciwnie, pomocą i przyjemnością, i zbudowaniem, i pokrzepieniem. To zaś wszystko w tem jednem, abyś była miłością dla nich. Niech Cię Pan Jezus nauczy miłości w czynie, w słowie, w obejściu się, w samem spojrzeniu, uśmiechu, obróceniu się do bliźniego. I tu prawidło: Nie troskaj się o siebie. Nie myśl co powiesz, co zrobisz itd. ani też coś powiedziała, coś zrobiła itd. Nie myśl zgoła o sobie, ale o Twoim bliźnim: co jemu miłe, co pożyteczne, co dobre, a nawet co niewinnie przyjemne, albo też przykre, co szkodliwe, co twarde itd., ale to z Panem Jezusem, w Nim i z Nim bądź cała zajęta Twoim bliźnim, kiedy z nim masz do czynienia; i nic o sobie nie myśląc, ani nawet o tem, że niezdatną do tego jesteś, że źle wszystko robisz; owszem, o tem najmniej myśląc, z miłością i dobrocią wtedy całą bliźnim zajęta poczynaj i czyń swobodnie, zupełnie swobodnie, a tylko z Panem Jezusem. Znowu tedy z jednej strony żadnej troski o siebie, a z drugiej ufność i spólność z Panem Jezusem. Tak masz czynić. I o to modlę się i będę modlił. Do tego musisz przyjść koniecznie.

 

Ks. Piotr Semenenko Listy duchowne; Z listów do zakonnic – polskich; Drukarnia „Czasu” Kraków 1924

 

 

Owoce odkupienia

Pokusa nie byłaby pokusą, nie mogłaby nikogo ze złą intencją zgrzeszenia przystępującego do siebie skutecznie oszukać, gdyby nie miała pozoru zadowolenia i dania wszystkiego, czego zła intencja pragnie i szuka. Więc ona daje, a ta znajduje.

Patrz tedy na Ewę. Widzi naprzód i znajduje, że ten owoc jest piękny dla oczu. Nie Boży owoc, nie z drzewa żywota owoc jest piękny, śliczny, cudowny i dający ludziom piękność i wszelkie jej wdzięki. Nie – ale ten, ten jest piękny dla Ewy i ona to już widzi, i cieszy się, cieszy się po raz pierwszy; ale zarazem wyrządza Bogu obelgę raz jeden.

Widzi i znajduje, że jest rozkoszny na wejrzenie. Nie Boży owoc jest smaczny, jest słodki, przynoszący rozkosz i wszystkie pociechy ale ten owoc, jej własny, ten jest dla niej prawdziwie smaczny i rozkoszny; i Ewa z rozkoszą to widzi i z dziwnym zadowoleniem się cieszy, cieszy po raz drugi; ale też i po raz drugi wyrządza obelgę Bogu.

Widzi i znajduje, że ten owoc jest dobry do jedzenia; ach, jaki dobry, pożyteczny i skuteczny. Nie Boży owoc jest dobry do jedzenia; to jest, nie Boży owoc daje siłę, zdrowie, nieśmiertelność, żywot wieczny; nie, ale ten dopiero czyni człowieka Bogiem. Tak, tak, dobry owoc do jedzenia i zaraz, zaraz go spożyję i Bogiem zostanę. Tak się Ewa cieszy po raz trzeci i po raz trzeci poniewiera owocem Bożym, a tym samym wyrządza nową obelgę Bogu.

Wielkie, zupełne, całkowite zewsząd zelżenie Boga przez człowieka w tym pożywaniu zakazanego owocu! Ale jakie zelżenie? Zelżenie jako przedmiotu życia, jako pokarmu, w którym Bóg chciał się dać człowiekowi.

O, nieszczęśliwe zaślepienie! O, przeklęty owocu! O, nigdy zadość opłakane pożywanie! O, zgrozy pełne zelżenie Boga mego i owocu żywota wiecznego, po którym nic żalów naszych ukoić by nie mogło, gdyby nie było, Kto by je naprawił.


Więc teraz spojrzymy na Chrystusa, który wszystko naprawia. On Sam przywraca ten owoc żywota, On go nieskończenie podnosi, On go ubóstwia, bo On Człowieczeństwo Swoje błogosławione na ten owoc przemienia i daje nam je do pożywania na żywot wieczny.

Chrystus Pan jako Człowiek ma w sobie wszystkie te warunki Owocu Żywota.

  1. Pulchrum oculis
    Ach, jaki piękny! Speciosus forma prae filii hominum, diffusa est gratia in labiis Tuis.
    Obraz widomy Boga niewidomego, powiada św. Paweł, na Człowieczeństwo Jego patrząc; pierworodny z całego stworzenia.
    Qui Me videt, videt Patrem.
    Et vidimus gloriam Eius, gloriam quasi Unigeniti a Patre, plenum gratiae et veritatis.
    W Jego słowach jaki wdzięk, w Jego nauce jakie światło i mądrość.
    Ego sum lux mundi.
    Jak to światło jest pięknością świata, tak On pięknością rodzaju ludzkiego.
    A to wszystko nam daje: z Nim się połączymy jako z przedmiotem życia, a staniemy się podobni.
  2. Delectabile aspektu.
    Prawdziwie smaczny, słodki, rozkoszny.
    Si tamen gustastis, quam suavis est Dominus.
    A ta cała słodycz w Sakramencie Żywota.
    Ego sum panis vitae.
    Ja jestem chlebem żywota
    Panis verus, qui de coelo descendi.
    Chleb żywy, który z nieba zstąpiłem.
  3. Bonum ad vescendum.
    Si quis manducaverit ex hoc, pane vivet in aeternum.
    Jeżeli kto będzie pożywał z tego chleba, żyć będzie na wieki.
    Habet vitam aeternam in se ipso manentem.
    Ma on życie wieczne zawsze w nim zostające.
    In Me manet, et Ego in eo.
    On we mnie zostaje, a Ja w nim.

O, Chryste Panie, teraz widzę, że Ty jesteś prawdziwy Owoc Żywota. Jak prawdziwie sam Bóg przez Ciebie, przez Człowieczeństwo Twoje staje się nam jako pokarm, abyśmy mieli Jego Samego za życia.

O, Panie, więc coraz więcej i więcej rozumiem, jak Adam Boga obraził, odrzucając z góry Ciebie Samego, utajonego, przedwzorowanego, zapowiedzianego w tym drzewie żywota w raju, i jak Ty teraz w Człowieczeństwie Swoim tę obelgę odpłacić musisz. Już idę za tobą, już będę na tę odpłatę patrzył.

 

Piotr Semenenko CR; Kazania o męce i śmierci Pana Jezusa; Oficyna Wydawnicza Viator, Warszawa 2001

Sąd Piłata

Piłat, gdy Jezus powiedział, że On jest Prawdą, Nauczycielem Prawdy, nie miał chęci zaprzeczenia, ale wziąwszy to na swój rozumek płytki a próżny, ściągnął ramiona i pół litując się, rzekł do Jezusa: A co to jest prawda? I natychmiast, jakby rzecz najmędrszą, najważniejszą, najniezbitszą powiedział, obraca się, odchodzi od Prawdy, którą ma przecie przed sobą, zostawia ją, myśląc, że zostawia Chrystusa pod mniemanym wrażeniem swej głębokiej filozofii, wychodzi do Żydów i mówi: Ja w Nim żadnej nie znajduje winy. I tym chętniej, tym bardziej teraz chce Go z ich rąk uwolnić, im bardziej jest przekonany, że Go zadziwił swoim rozumem, że w nim znalazł podziwiacza.

O, Piłacie! Jakże ty ciągle żyjesz w potomkach twoich! O, jakże wszyscy próżni mędrkowie i mędrkujący próżnisie materialni, cieleśni, żywy twój portret w sobie noszą. Taki sowizdrzał nauką i rozumem spotka się z prawdą Bożą, z nauką Kościoła, zajrzy jej w oczy: A co to jest? – powie, obróci się i idzie dalej, i goni za fraszką, goni za marnostką, za fałszywym ideałem, za fałszywym szczęściem, za cackiem, za lalką, a prawdzie Bożej jako raz tył podał, tak się więcej nie obróci. Prawda woła za nim; jej poważne głosy przez rozmaite osoby dochodzą uszu jego, ale on na każdy głos taki odpowiada swoim: A co to jest? Jeśli mu mówi Kościele, on: Albo to jest Kościół? Jeśli mu mówi o Chrystusie: Albo to jest Chrystus? Jeśli mu mówi o wierze: Albo to jest wiara? Jeśli mu mówią o Bogu: Albo to jest Bóg? I za każdą odpowiedzią, za każdym co to jest, przyniesie ci jakiś argumencik, wygłosi ci jakąś cytację przestarzałą, przegniłą, którą już tysiąc razy zbito, tysiąc razy w niwecz obrócono, on ci to przynosi jako rzecz nową i wykłada z upodobaniem, tak że ci się na sercu aż litościwo robi, że może w głowie człowieka powstać niedorzeczność taka – on ci ją roztacza jak paw swoje pióra, a potem obraca się jak Piłat i z zadowoleniem odchodzi. O, Piłacie, Piłacie! Jakiś był za czasów twoich, takiś sam i dzisiaj, taki sam podobno będziesz zawsze!

 
Piotr Semenenko CR; Kazania o męce i śmierci Pana Jezusa; Oficyna Wydawnicza Viator, Warszawa 2001