Święty Benedykt

Benedykt urodził się w 490 roku w Nursji we Włoszech jako brat bliźniak św. Scholastyki. Po ukończeniu pierwszych nauk udał się do Rzymu na dalsze studia. Rozwiązłość i amoralność życia młodzieży skłoniła go do wybrania życia na pustkowiu. W wieku lat dwudziestu zostaje pustelnikiem w Subiaco.

Przez trzy lata mieszkał w grocie, a miejscowi górale, wypasający kozy zaopatrywali go w potrzebną żywność. Przebywając w samotności walczył z różnymi pokusami. sw-benedyktZnany jest sposób Benedykta przezwyciężenia pokusy lubieżności i nieczystości – kuszony mnich pozbył się tych pokus przez wytarzanie się w cierniach i pokrzywach.

Po pewnym czasie, gdy sława jego cnotliwego życia rozniosła się, zaczęli dołączać do niego uczniowie. Założył 12 klasztorów, w których było po 12 jego uczniów. Niechęć miejscowego duchowieństwa była przyczyną przeniesienia się Benedykta z najbardziej sobie oddanymi uczniami do ruin dawnej fortecy rzymskiej na Monte Cassino.

Budowę klasztoru rozpoczął od wyburzenia istniejącej pogańskiej świątyni ku czci Jowisza i Apollona. Było to w roku 525 lub 529 po narodzeniu Chrystusa. To tutaj ułożona została Reguła zakonu, która była podstawą dla wielu rodzin zakonnych w zachodniej Europie.

Życie we wspólnocie wymagało uregulowania. Znanych jest wiele reguł życia zakonnego, ale żadna nie była tak popularna i nie przyniosła takich owoców na przestrzeni wieków jak ta ułożona przez Benedykta. Jedną z jej cech zasadniczych jest umiar. Benedykt pisał: „We wszystkim należy zachować umiar – ze względu na tych, którym brak siły ducha”. Jedynie miłość do Boga nie powinna mieć żadnego umiaru ani żadnych ograniczeń.

Bardzo ważnym elementem życia oprócz modlitwy jest praca. Słynna jest zasada benedyktynów: ora et labora – „módl się i pracuj”. Dla Benedykta praca fizyczna była równie ważna jak praca umysłowa. Reguła zobowiązywał mnichów do zamieszkania w jednym klasztorze aż do śmierci. Duchowość benedyktyńską charakteryzowało „bycie z Bogiem”, czyli codzienne nawracanie się. Asceza zobowiązywała do dystansu wobec wartości doczesnych. Tradycyjna była gościnność klasztorów benedyktyńskich – mnisi mieli widzieć w odwiedzających ich gościach samego Chrystusa. Ład i Pokój zaprowadzany był przez posłuszeństwo oraz harmonię modlitwy i pracy. Święty pustelnik bezwzględnie zwalczał lenistwo i w regule zapisał: „Bezczynność jest wrogiem duszy. Dlatego też bracia winni się zajmować w określonych godzinach pracą fizyczną, a w określonych godzinach czytaniem duchowym”.

Informacje o życiu i działalności Benedykta zachowały się dzięki jednemu z mnichów żyjącemu według reguł zakonu benedyktynów – św. Grzegorzowi Wielkiemu, papieżowi. W „Dialogach” przedstawia przykłady świątobliwych mężów- cudotwórców i opisuje życie Benedykta. Według tych relacji święty był bezkompromisowy w dążeniu do ewangelicznej doskonałości. Posiadał ducha prorockiego – królowi Ostrogotów Totilii przepowiedział zdobycie i zniszczenie Rzymu, panowanie przez 10 lat, utratę wszystkiego i datę śmierci.

Benedykt z Nursji zmarł 21 marca 547 roku w kilka tygodni po śmierci swojej siostry św. Scholastyki, założycielki żeńskiej gałęzi zakonu benedyktynów. Pochowany został w krypcie kościoła na Monte Cassino. W dniu śmierci dwaj zakonnicy mieli jednakowe widzenie: ujrzeli oni niezliczone mnóstwo świateł niebieskich, tworzących niejako drogę wychodzącą z Cassino i sięgającą do Nieba, a zarazem usłyszeli głos: „To jest droga, którą Bogu miły Benedykt wstąpił do Nieba”.

Założony zakon miał przeogromne zasługi dla Kościoła – z niego wyszło 24 papieży, 200 kardynałów, 1600 arcybiskupów i 1500 uznanych przez Kościół Świętych.

Korzystając z Reguły św. Benedykta powstało w historii Kościoła wiele zgromadzeń: cystersi, trapiści, kameduli, kartuzi.

Do Polski synowie św. Benedykta dotarli już za panowania Bolesława Chrobrego. Byli obecni w Poznaniu, Międzyrzeczu, Łęczycy. To z tego zakonu byli pierwsi męczennicy polscy – Pięciu Braci z Międzyrzecza. Benedyktynami byli św. Wojciech oraz św. Bruno, bł. Radzim-Gaudenty pierwszy arcybiskup gnieźnieński. Obecnie klasztory benedyktynów znajdują się w Tyńcu, Mogilnie, Trzemesznie oraz na Świętym Krzyżu.

Święty Benedykt jest głównym patronem Europy i uważany jest za ojca duchowego wszystkich mnichów Zachodu. Reguła św. Benedykta była podstawą dla zakonów działających w okresie chrystianizacji Europy.

 

Jest on również patronem wielu zakonów, architektów, górników, inżynierów, nauczycieli, speleologów, uczniów, wydawców, diecezji tarnowskiej, Francji oraz orędownikiem osób otrutych.

Od wieku XVII znany jest medalik św. Benedykta – medal przedstawia św. Zakonodawcę trzymającego w prawej ręce mały krzyż, a w lewej księgę (świętą Regułę); na obrzeżu widnieje napis: Eius in obitu nostro praesentia muniamur (Niech Jego obecność broni nas w chwili śmierci). Przy postaci świętego – napis: Crux sancti patris Benedicti (Krzyż świętego Ojca Benedykta).

Druga strona medalu (rewers) ma pośrodku wielki krzyż. Nad nim widnieje dewiza zakonu benedyktyńskiego: Pax- Pokój. Na czterech polach wyznaczonych przez ramiona krzyża znajdują się litery: C S P B- Crux Sancti Patris Benedicti (Krzyż Świętego Ojca Benedykta). Na belce pionowej krzyża, od góry do dołu: C S S M L- Crux Sacra Sit Mihi Lux (Krzyż święty niech mi będzie światłem). Na belce poprzecznej: N D S M D- Non Draco Sit Mihi Dux (Diabeł -dosłownie: smok- niech nie będzie mi przewodnikiem).medalik-swb

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W marcu 2015 ROKU.

Pragnienie świętości

Święta Scholastyka pytała raz swego brata św. Benedykta, co trzeba robić, aby zostać świętą. Ten jej odpowiedział, że trzeba chcieć. Jak ktoś chce się uświęcić, to Pan Bóg da mu łaskę. Więc świętym zostanie ten, kto świętym będzie chciał zostać. Łaskę zaś do świętości otrzymujemy przez ręce Matki Niepokalanej i tylko przez Jej ręce.

 

W Niepokalanowie są różni bracia: jedni dopiero początkujący, inni złożyli śluby na trzy lata, a są już i tacy, chociaż ich mało, co po ślubach wieczystych, więc są już oddani Niepokalanej na zawsze, a w akcie poświęcenia czytacie, że mamy do Niepokalanej należeć na zawsze. Tu jednak, na tym świętym miejscu w Niepokalanowie, trzeba to pojąć doskonalej; więcej, na zawsze i owocniej możemy nad zdobyciem świata pracować. Tu przez posłuszeństwo Matka Najświętsza wskazuje nam środki, jak mamy do zdobycia tego świata dla niej pracować.

 

Ktoś powie, ja kuję łacinę, ja gotuje, czy to są wszystko środki? Wszystko, co tylko tu spełniamy, jest środkiem, jeżeli tylko intencja jest dobra, bo celem całego Niepokalanowa jest zdobyć świat dla Niepokalanej, a właśnie tych różnych rzeczy dla całości potrzeba. Jeżeli czynności swoje spełniamy dlatego, że Niepokalana sobie życzy, to wszystko jest środkiem. Kto jednak spełnia swoje obowiązki nie tak, jak Ona sobie tego życzy, a więc niedbale i niestarannie, albo znowu dlatego, że mu to sprawia przyjemność, on to lubi, to wtenczas takie uczynki nie mają nadprzyrodzonej wartości. Dlatego im więcej trudności spotykamy, tym chętniej się do obowiązku garnijmy. Niejednokrotnie wstręt, który odczuwamy przy spełnianiu obowiązków, wyratuje nas od miłości własnej. Zwyczajnie jest tak, że jak jest coś przyjemnego, to ludzie chętnie to wykonują, a jak mniej przyjemne, to przeciwnie. Jest to egoizm, kierowanie się pobudką miłości własnej, a nie miłością Matki Bożej, miłością do Pana Boga.

Tu cokolwiek spełniamy z posłuszeństwa, jest wielką rzeczą. A doskonałość każdej czynności zależna jest od doskonałości naszej intencji. Taki na przykład wyjazd do Japonii nie jest większą rzeczą, niż spełnienie drobnego polecenia przełożonych, tu, w Niepokalanowie. Jakiś kaznodzieja głosił kazanie, a braciszek pod amboną odmawiał różaniec i okazało się, że braciszek pobożnym odmówieniem różańca więcej nawrócił niż kaznodzieja kazaniem. Na drugim świecie dopiero zobaczymy, kto był przyczyną tylu nawróceń w dalekiej Afryce, Japonii czy gdzie indziej. Nikt tu nie może powiedzieć, że jego czynności są ważniejsze, a innych nieważne. Wartość każdego naszego uczynku, czy wielkiego, czy małego, w oczach Boga zależna jest od czystości naszej intencji. Nieraz może ci, co przedtem i teraz przyszli, dziwią się, że Niepokalanów w tak krótkim czasie robi się coraz dłuższy i szerszy. Nie nasz to rzecz, ale sprawa Niepokalanej. Każdy w każdym razie ma się starać jak najlepiej spełniać swoje obowiązki.

 

A spełniać mamy swoje obowiązki sumiennie dlatego, że jest to wola Niepokalanej, a nie dla czego innego. Uczucie samo nie jest istotą. Im więcej oschłości, pokus, dziękujmy Matce Najświętszej, bo zdobędziemy sobie więcej zasług. Darmo do nieba się nie idzie. Jak nie mamy walki, to nie mamy zwycięstwa. Diabeł po prostu przysparza nam zasług, jeżeli my jesteśmy oddani Niepokalanej. Jak bowiem kiedyś się zdarzy, że wpędzi kogoś do upadku, to wtedy z większą jeszcze pokorą i ufnością udajmy się do Niepokalanej, a otrzymamy więcej jeszcze łask, a więc i świętość większa. I wtedy wściekłość chwyta szatana, że nam nic nie może poradzić. Niczym się nie należy zrażać. Choćby najgorsze przychodziły nam do głowy myśli i wyobrażenia, jeżeli ich nie chcemy, wszystko w porządku. Jak się zdarzy upadek, upokorzyć się, powstać i iść dalej. Jedna ze świętych mawiała, gdy się jej zdarzył upadek: to są kwiaty z mojego ogrodu, Panie Jezu. I nie dziwić się, żeśmy upadli. Nie mówić: jak to, ja tyle lat już w zakonie przebywam i jeszcze tak zgrzeszyłem? Owszem, dziwić się i dziękować Niepokalanej, żeśmy gorzej nie upadli, bo do tego jesteśmy zdolni. Więc nie zrażajcie się i nie zniechęcajcie się żadnymi trudnościami, przeciwnościami, a nawet upadkami. Modlić się tylko trzeba i wszystko, wszystko oddać Niepokalanej. Często wzywać Matki Najświętszej, jak tego sobie życzył św. O. Franciszek. On to dobrze wiedział, jakimi środkami najpewniej dojdziemy do zbawienia i uświęcenia. Toteż i sam głosił cześć Niepokalanej, i braci swoich do tego zachęcał, i to na siedem wieków przed ogłoszeniem dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny.

Cała istota uświęcenia w wielkiej mierze zależy od tego, dla kogo i jak wykonuje się swoje czynności i obowiązki. Przełożeni coś każą, a my mamy jakąś rację, to ją należy przedstawić, ale jak mimo wszystko każą, to robić tak, jak każą. Im więcej dostosujemy się do poleceń przełożonych, tym więcej pełnimy wolę Niepokalanej, a tym samym bardziej się uświęcimy. Pan Jezus wiedział, jaki jest najlepszy środek uświęcenia i dlatego go obrał. Przez trzydzieści lat był posłuszny [por. Łk 2,51], a zaledwie przez trzy lata nauczał. A więc pamiętajcie: każdy w swoim zakresie niech apostołuje doskonałym spełnianiem swoich obowiązków i niech nie czeka, aż pojedzie na misje. Co się jutro z nami stanie, my nie wiemy. Dziś więc czyńmy wszystko dobrze. Starajmy się jak najbardziej we wszystkim dostosować do woli Niepokalanej, by Ona mogła nami jak najswobodniej kierować. Czy nam coś przyjdzie spełnić łatwiejszego, czy trudniejszego, to wszystko jedno, Ona tak chce, więc czy łatwe, czy trudne, to czyńmy. Gdy tak czynić będziemy, to się nam wszystko uda. A uda się i w życiu, i przy śmierci, i w wieczności.

 

 

 

Niepokalanów, środa, 30 VIII 1933, w przeddzień wyjazdu do Japonii.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

Piekło to dusza zamknięta na Miłosierdzie

Wizja piekła w Dzienniczku św. Faustyny: Dz 43, Dz 153, Dz 741, Dz 1698

s-faustynaW pewnej chwili ujrzałam dwie siostry wstępujące do piekła. Ból niewymowny ścisnął mi duszę, prosiłam Boga za nimi i rzekł do mnie Jezus: idź do Matki Przełożonej i powiedz o tym, że te dwie siostry są w okazji popełnienia grzechu ciężkiego. Na drugi dzień powiedziałam o tym Przełożonej. Jedna z nich już jest w gorliwości, a druga w walce wielkiej. (Dz 43)

W pewnym dniu ujrzałam dwie drogi: jedna szeroka, wysypana piaskiem i kwiatami, pełna radości i muzyki i różnych przyjemności. Ludzie idąc tą drogą tańcząc i bawiąc się – dochodzili do końca, nie spostrzegają się, że już koniec. A na końcu tej drogi była straszna przepaść, czyli otchłań piekielna. Dusze te na oślep wpadały w tę przepaść, jak szły, tak i wpadały. A była ich wielka liczba, że nie można było ich zliczyć. I widziałam drugą drogę, a raczej ścieżkę, bo była wąska i zasłana cierniami i kamieniami, a ludzie, którzy nią szli ze łzami w oczach i różne boleści były ich udziałem. Jedni padali na te kamienie, ale zaraz powstawali i szli dalej. A w końcu drogi był wspaniały ogród przepełniony wszelkim rodzajem szczęścia i wchodziły tam te wszystkie dusze. Zaraz w pierwszym momencie zapominały o swych cierpieniach. (Dz 153)

Dziś byłam w przepaściach piekła, wprowadzona przez Anioła. Jest to miejsce wielkiej kaźni, jakiż jest obszar jego strasznie wielki. Rodzaje mąk, które widziałam: pierwszą męką, którą stanowi piekło, jest utrata Boga; drugie – ustawiczny wyrzut sumienia; trzecie – nigdy się już ten los nie zmieni; czwarta męka – jest ogień, który będzie przenikał duszę, ale nie zniszczy jej, jest to straszna męka, jest to ogień czysto duchowy, zapalony gniewem Bożym; piąta męka – jest ustawiczna ciemność, straszny zapach duszący, a chociaż jest ciemność; widzą się wzajemnie szatani i potępione dusze, i widzą wszystko zło innych i swoje; szósta męka jest ustawiczne towarzystwo szatana; siódma męka – jest straszna rozpacz, nienawiść Boga, złorzeczenia, przekleństwa, bluźnierstwa. Są to męki, które wszyscy potępieni cierpią razem, ale to jest nie koniec mąk, są męki dla dusz poszczególne, które są męki zmysłów, każda dusza czym grzeszyła, tym jest dręczona w straszny, i nie do opisania sposób. Są straszne lochy, otchłanie kaźni, gdzie jedna męka odróżnia się od drugiej; umarłabym na ten widok tych strasznych mąk, gdyby mnie nie utrzymywała wszechmoc Boża. Niech grzesznik wie, jakim zmysłem grzeszy, takim dręczony będzie przez wieczność całą; piszę o tym z rozkazu Bożego, aby żadna dusza nie wymawiała się, że nie ma piekła, albo tym, że nikt tam nie był i nie wie jako tam jest.

Ja, Siostra Faustyna, z rozkazu Bożego byłam w przepaściach piekła na to, aby mówić duszom i świadczyć, że piekło jest. O tym teraz mówić nie mogę, mam rozkaz od Boga, abym to zostawiła na piśmie. Szatani mieli do mnie wielką nienawiść, ale z rozkazu Bożego, musieli mi być posłuszni. To com napisała, jest słabym cieniem rzeczy, które widziałam. Jedno zauważyłam, że tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło. Kiedy przyszłam do siebie, nie mogłam ochłonąć z przerażenia, jak strasznie tam cierpią dusze, toteż jeszcze się goręcej modlę o nawrócenie grzeszników, ustawicznie wzywam miłosierdzia Bożego dla nich. O mój Jezu, wolę do końca świata konać w największych katuszach, aniżeli bym miała Cię obrazić najmniejszym grzechem. (Dz 741)

Często towarzyszę duszom konającym i wypraszam im ufność w miłosierdzie Boże i błagam Boga o wielkość łaski Bożej, która zawsze zwycięża. Miłosierdzie Boże dosięga nieraz grzesznika w ostatniej chwili, w sposób dziwny i tajemniczy. Na zewnątrz widzimy, jakoby było wszystko stracone, lecz nie tak jest; dusza oświecona promieniem silnej łaski Bożej ostatecznej, zwraca się do Boga w ostatnim momencie z taką siłą miłości, że w jednej chwili otrzymuje od Boga [przebaczenie] i win i kar, a na zewnątrz nie daje nam żadnego znaku, ani żalu, ani skruchy, ponieważ już na zewnętrzne rzeczy oni nie reagują. O, jak niezbadane jest miłosierdzie Boże. Ale o zgrozo – są też dusze, które dobrowolnie i świadomie tę łaskę odrzucają i nią gardzą. Chociaż już w samym skonaniu, Bóg miłosierny daje duszy ten moment jasny wewnętrzny, że jeżeli dusza chce, ma możność wrócić do Boga. Lecz nieraz u dusz jest zatwardziałość tak wielka, że świadomie wybierają piekło, udaremnią wszystkie modlitwy, jakie inne dusze za nimi do Boga zanoszą i nawet same wysiłki Boże…(Dz 1698)

 

Katechizm Kościoła Katolickiego 1035 – Nauczanie Kościoła stwierdza istnienie piekła i jego wieczność. Dusze tych, którzy umierają w stanie grzechu śmiertelnego, bezpośrednio po śmierci idą do piekła, gdzie cierpią męki, „ogień wieczny”. Zasadnicza kara piekła polega na wiecznym oddzieleniu od Boga; wyłącznie w Bogu człowiek może mieć życie i szczęście, dla których został stworzony i których pragnie.

Bóg stworzył nas bez naszego udziału, bez naszej świadomości, lecz zbawienie nasze bez naszego udziału, bez naszej aktywności i chęci nie jest możliwe, gdyż Bóg nie dokona zbawienia wbrew naszemu życiu, decyzjom i wyborom.

„Mistrzu – spytałem – skąd ten chór boleści,pieklo-f

Kto ów lud taką snadź rozpaczą zdjęty?”

 

On rzekł: „Męczarnię takiej podłej treści

Znoszą w tym miejscu te dusze mizerne,

Które bez hańby żyły i bez cześci.

 

Są zaś wmieszane między owe bierne,

Rzesze aniołów, które samolube,

Żyły, ni wrogie Bogu, ni też wierne.”

 

Dante Alighieri „Boska Komedia” Piekło, pieśń III, tłum. E. Porębowicz

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W lUtym 2015 ROKU.

Święty Brunon z Kwerfurtu

Urodził się około 974 roku w mieście Kwerfurt. Obecnie to miasto w Niemczech nosi nazwę Querfurt. Był mnichem benedyktyńskim, kapelanem cesarskim, biskupem misyjnym, męczennikiem, apostołem Pomorza. Urodził w szlacheckiej rodzinie grafów niemieckich w Kwerfurcie w Saksonii. W 986 roku uczył się w elitarnej szkole katedralnej w Magdeburgu a w roku 995 został mianowany kanonikiem katedralnym. W roku 997 wyjeżdża do Rzymu i w następnym roku wstępuje do zakonu benedyktynów na Awentynie. Pięć lat wcześniej w tym samym klasztorze przebywał św. Wojciech ze swoim bratem bł. Radzim. W roku 1001 Brunon, który w zakonie przyjął imię Bonifacy przebywa w eremie Pereum koło Rawenny gdzie przewodnikiem duchowym był św. Romuald. Jesienią 1001 roku zostaje wysłana do Polski przez papieża Sylwestra II pierwsza misja, z Brunonem jako biskupem misyjnym. Jego wyjazd do Polski uległ opóźnieniu gdyż sakrę biskupią Brunon otrzymał dopiero w 1004 roku – trudno ustalić z jakich przyczyno tak się stało. Z misją wyruszyli więc w 1001 roku dwaj benedyktyni: Benedykt z Pereum i Jan z Wenecji, dwóch słowiańskich nowicjuszy, rodzonych braci: Izaak i Mateusz oraz służący Krystyn. Wszyscy oni przybyli do Polski i w roku 1003 zostali zamordowani. Zwani są oni Pięcioma Braćmi Męczennikami lub Pierwszymi Męczennikami Polski.

Zanim Brunon przybył do Polski został wysłany dwukrotnie na Węgry oraz do Kijowa. Wśród swoich wypraw misyjnych trafił do Pieczyngów nad Morzem Czarnym. W roku 1008 był w Polsce, starając się dostać do Szwecji i przez swoich uczniów rozpoznać sytuację tamtejszego Kościoła.

bruno1Zachowały się dwa dzieła literackie napisane przez św. Brunona: „Żywot św. Wojciecha” oraz „Żywot Pięciu Braci Kamedułów” będące bardzo ważnym źródłem historii Polski i Europy. Przyjaźń z Bolesławem Chrobrym zaowocowała natomiast odważnym „Listem do Cesarza Henryka II”. W tym czasie Bolesław Chrobry toczył wojnę z Cesarzem Niemiec, którego sojusznikami był pogański lud Wieletów. Święty ganił w liście cesarza za sprzymierzanie się z poganami przeciwko chrześcijańskiej Polsce. Pisał Bruno o swojej przyjaźni z księciem Bolesławem oraz napominał cesarza słowami: „Lecz oby bez utraty łaski króla wolno było tak powiedzieć: czy godzi się prześladować lud chrześcijański, a żyć w przyjaźni z pogańskim? Co za ugoda Chrystusa z Belialem? (…) Jakim czołem schodzą się święta włócznia i chorągwie diabelskie tych, którzy poją się krwią ludzką? Czy nie uważasz tego za grzech, gdy chrześcijanina – zgroza mówić to – zabija się na ofiarę pod chorągwią demonów?”

Jest sporo miejsc w Polsce związany z działalnością św. Brunona. Wśród nich jest Kazimierz Biskupi pod Koninem; znajdują się tu relikwie Pięciu Braci, przeniesione za Kazimierza Odnowiciela. Kolejnym miejscem jest Łęczyca z kościołem św. Aleksego z przełomu X i XI wieku. W obecnej wsi Stara Łomża został wybudowany kościół parafialny, wedle zachowanych kronik, przez św. Brunona. Według podań na wzgórzu gdzie stoi Sanktuarium w Licheniu była pogańska świątynia i kamienne kultowe megality. To mnich z Kwerfurtu, według przekazów, miał być tym misjonarzem, który pokruszył te bałwochwalcze świątynie.bruno2 We wsi Kałdus obok Chełmna w pradolinie Wisły była najprawdopodobniej siedziba biskupa misyjnego Brunona. Z badań archeologicznych wiemy, że stała tu  trójnawowa bazylika w założeniach podobna do katedr w Poznaniu i Gnieźnie. To za jego czasów powstała na świętym Krzyżu pierwsza chrześcijańska rotunda. W krużgankach klasztoru zachowały się fresk przedstawiający męczeńską śmierć świętego misjonarza.

W 1008 roku od narodzenia Chrystusa wyrusza Brunon na misję do plemion pruskich. Celem są plemiona jaćwieskie. Misja Brunona wyrusza z Kałdusa lub według innych przekazów ze Starej Łomży. W okolicach Biebrzy nawraca Nethimera – naczelnika jednego z plemion wraz z jego ludem. Na pograniczu z Rusią spotkał się z kolejnym ludem lecz ich naczelnik był im bardzo nieprzychylny i na wiecu swego plemienia skazał misjonarzy na śmierć. Wyrok wykonany został 14 lutego, według innych przekazów 9 marca 1009 roku. Święty Bruno nie był sam, razem stracono osiemnaście osób. Byli wśród nich księża, tłumacze, zapewne i zakonnicy. Głowa Brunona została odcięta i wrzucona do rzeki. Wiadomo, że ciało zamordowanego biskupa zostało wykupiona przez księcia Bolesława i pochowane w którymś z klasztorów. Nie zachowały się informację o miejscu jego pochówku ani o relikwiach. Niewykluczone, że najazd czeskiego księcia Brzetysława, który spowodował zniszczenie kościołów w Poznaniu, Gnieźnie i Gieczu był tego przyczyną. Wiele relikwii zostało wtedy z ziem polskich wywiezionych, między innymi ciało św. Wojciech oraz zwłoki Pięciu Braci Męczenników.

Postawa Brunona popierającego księcia Bolesława jak również jego zaangażowanie w organizację struktury kościelnej, zakonnej oraz postęp chrystianizacji Polski pokazują, że jest on kontynuatorem misji św. Wojciecha. Działania jego wpisują się również w idee zjednoczenia Europy za cesarza Otton III i papieża Sylwestra II. Państwo księcia Bolesława Chrobrego miało być jednym z trzech filarów realizowania tej koncepcji.

Zapoznając się z życiem św. Brunona widzimy bardzo duże podobieństwo do życia św. Wojciecha. Obaj byli uczniami magdeburskiej szkoły, obydwaj byli mnichami klasztoru benedyktynów na Awentynie, obydwaj stali się apostołami Węgier i Polski, obydwaj cieszyli się względami i przyjaźnią Bolesława Chrobrego i obydwaj ponieśli śmierć męczeńską z rąk pogańskich Prusów i obaj po śmierci zostali wykupieni przez Bolesława Chrobrego.

Wspomnienie liturgiczne świętego biskupa Brunona z Kwerfurtu obchodzimy 12 lipca. Jest on patronem diecezji łomżyńskiej, archidiecezji warmińskiej oraz Warmii. W ikonografii najczęściej ukazuje się św. Brunona podróżującego na osiołku i głoszącego Ewangelię.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W lutym 2015 ROKU.

Czyściec dziełem Bożego Miłosierdzia

Święta Faustyna o czyśćcu: Dz 20, Dz 58, Dz 1738, Dz 1226

Ujrzałam Anioła Bożego, który mi kazał pójść za sobą. s-faustynaW jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. Płomienie, które paliły je nie dotykały się mnie. Mój Anioł Stróż nie odstępował mnie ani na chwilę. I zapytałam się tych dusz, jakie ich jest największe cierpienie? I odpowiedziały mi jednoznacznie, że największym dla nich cierpieniem, to jest tęsknota za Bogiem. Widziałam Matkę Bożą odwiedzającą dusze w czyśćcu. Dusze nazywają Maryję „Gwiazdą Morza”. Ona im przynosi ochłodę. Chciałam więcej z nimi porozmawiać, ale mój Anioł Stróż dał mi znak do wyjścia. Wyszliśmy za drzwi tego więzienia cierpiącego. Usłyszałam głos wewnętrzny, który powiedział: Miłosierdzie Moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe. Od tej chwili ściśle obcuję z duszami cierpiącym (Dz 20).

W pewnej chwili w nocy przyszła jedna z naszych sióstr do mnie, która umarła przed dwoma miesiącami. (…) Ujrzałam ją w strasznym stanie. Cała w płomieniach, twarz boleśnie wykrzywiona. (…) Na drugą noc przyszła znowu, ale ujrzałam ją w straszniejszym stanie, w straszniejszych płomieniach, na twarzy malowała się rozpacz. (…) Jednak w modlitwach nie ustawałam. Po jakimś czasie przyszła znowu do mnie w nocy, ale już w innym stanie. Już nie była w płomieniach, jak przedtem, a twarz jej była rozpromieniona, oczy błyszczały radością i powiedziała mi, że mam prawdziwą miłość bliźniego, że wiele dusz skorzystało z modlitw moich i zachęcała mnie, żebym nie ustawała w modlitwach za duszami w czyśćcu cierpiącymi, i powiedziała mi, że ona już niedługo będzie w czyśćcu pozostawać (Dz 58).

Powiedział mi Pan: – Wstępuj często do czyśćca, bo tam cię potrzebują. Rozumiem, o Jezu mój, znaczenie tych słów, które mówisz do mnie, ale pozwól mi wpierw wstąpić do skarbca miłosierdzia Twego (Dz 1738).

Dziś sprowadź Mi dusze, które są w więzieniu czyśćcowym i zanurz je w przepaści miłosierdzia Mojego, niechaj strumienie Krwi Mojej ochłodzą ich upalenie. Wszystkie te dusze są bardzo przeze Mnie umiłowane, odpłacają się Mojej sprawiedliwości, w twojej mocy jest im przynieść ulgę. Bierz ze skarbca Mojego Kościoła wszystkie odpusty i ofiaruj za nie… O, gdybyś znała ich mękę, ustawicznie byś ofiarowała za nie jałmużnę ducha i spłacała ich długi Mojej sprawiedliwości (Dz 1226).

Czyściec jest stanem, dzięki któremu dusze, które jeszcze nie odpokutowały za grzechy a nie popełniły grzechu ciężkiego, ale są obciążone grzechami lekkimi, powszednimi mogą dostąpić zbawienia. Dzieje się to za przyczyną Bożego Miłosierdzia. Przebywanie dusz w czyśćcu jest czasowe i prowadzi je do zjednoczenia z Bogiem, do możliwości oglądania Boga twarzą w twarz. Z uwagi na to, że Bóg jest doskonały, nic, co jest „zabrudzone” nawet drobną winą, lekkim grzechem, nie może przed Nim stanąć. Miłosierdzie Boże, poprzez czyściec przygotowuje dusze niedoskonałe do osiągnięcia zbawienia. Czyściec jest jedną z trzech części Mistycznego Ciała Kościoła – jest to Kościół pokutujący. Kary czyśćcowe w stosunku do kar piekielnych różnią się tylko tym, że w czyśćcu dusze wiedzą, iż odbywane kary zakończą się. Wiedzą one, że będą oglądały Boga twarzą w twarz, wiedzą, że w niebie czeka na nich miejsce, wiedzą, że w ostateczności dostąpią zbawienia. Poza tym dotkliwość kar, ich natężenie, ciężar, jest takie samo w czyśćcu jak i w piekle. Ogień czyśćcowy oczyszcza duszę, oświeca ją oraz przebóstwia. Jest to chrzest ognia wprowadzający dusze do nieba.

W modlitwie Pańskiej prosimy Boga o odpuszczeni nam win według tego jak sami te winy odpuszczamy bliźnim. Miłosierdzie Boże będzie tak wielkie, obfite i hojne dla nas, jakie mamy miłosierdzie dla naszych bliźnich i dla dusz czyśćcowych. Mamy podane do stosowania w życiu uczynki miłosierdzia wobec ciała i wobec duszy i wedle ich miary będzie Miłosierdzie Boże wobec nas.

My żyjący walcząc z pokusami możemy ulżyć w cierpieniu duszom pokutującym naszymi modlitwami jak również ofiarując Msze święte, podejmując pokutę, jak i uczynki miłosierdzia w ich intencji. Odpusty zupełne lub cząstkowe możemy uzyskać dla siebie lub ofiarować za dusze zmarłych. Jeśli dusza tej osoby jest już zbawiona, łaska odpustu nie ginie, lecz Bóg w Swoim Miłosierdziu przekazuje te łaski duszom najbardziej potrzebującym.

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W styczniu 2015 ROKU.

Święty Antoni Pustelnik

Abba Antoni, kiedy raz rozmyślał o głębokości sądów Bożych, zapytał: „Panie, dlaczego to jedni umierają we wczesnej młodości, a inni dożywają późnej starości? Dlaczego jedni są w nędzy, a inni się bogacą? Dlaczego bogacą się źli, a dobrzy są w nędzy?” I usłyszał głos mówiący: „Antoni, pilnuj siebie samego: bo tamto wszystko to sądy Boże, i zrozumienie ich nie wyszłoby ci na dobre”.

Święty Antoni urodził się w wiosce Koman niedaleko Memfis w Egipcie w 251 roku po narodzeniu Chrystusa, zmarł 17 stycznia 356 roku przeżywszy 105 lat. Pochodził z zamożnej i religijnej rodziny. Rodzice jego wcześnie zmarli. Będąc na Mszy św. usłyszał naukę: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną” (Mt 19,21). Realizując to wezwanie, zatroszczył się o przyszłość młodszej siostry powierzając opiekę nad nią szlachetnym paniom, rozdał odziedziczony majątek biednym a sam udał się na pustkowie. Następnie przeniósł się z dala od rodzinnej wioski i zamieszkał w starożytnym grobowcu. Święty Antoni jest uznawany za twórcę jednego z odmian ruchu monastycznego. W czasach gdy chrześcijaństwo stawało się religią państwową i nie było potrzeby oddawania życia za wiarę wypracował model innego męczeństwa – dożywotnia kontemplacja na pustyni w całkowitym wyrzeczeniu się siebie i surowej ascezie. Antoni oddawał się modlitwie, rozważaniu Pisma świętego, umartwieniom i postom, pracą fizyczną zarabiał na swoje utrzymanie. Skutecznie walczył z pokusami szatańskimi. Sława jego pobożności jak również cudów sprawiły, że napływ uczniów był bardzo duży. Oaza na pustyni, wokół której były rozmieszczone cele mnichów rozrosła się do ok. 6000 osób.

sw-antoniŚwięty Antoni przebywając w samotności na pustyni nie zaniechał kontaktów ze światem zewnętrznym. Przyjmował odwiedzających, udzielał im rad duchowych oraz prowadził ożywioną korespondencję. Wśród odbiorców byli nawet cesarz Konstantyn Wielki oraz jego synowie: Konstancjusz I oraz Konstans II. Dwukrotnie odwiedził Aleksandrię – pierwszy raz w roku 311 aby podtrzymać na duchu prześladowanych chrześcijan. Spotkał się z biskupem Aleksandrem późniejszym świętym. Drugi jego pobyt w Aleksandrii był w roku 318 gdy ówczesny biskup Aleksandrii św. Atanazy zwołał synod biskupów w celu potępienia herezji arian.

Dzięki św. Atanazemu, biskupowi Aleksandrii mamy wiadomości o świętym pustelniku zapisane w „Żywocie św. Antoniego”. Możemy tam przeczytać o walkach z pokusami, demonami jak i własnymi słabościami i grzechami. Pierwszą pokusą jaka pojawiła się był diabeł, który młodemu człowiekowi pokazał wszystko co pozostawił, czego się wyrzekł: dobra materialne, opieka nad siostrą, szlachetne pochodzenie, upodobanie do przyjemności i zbytku, ziemską chwałę i inne pożądania i przyjemności. Przedstawił mu za to trudy i ciężary pracy i wysiłku w kształtowaniu własnego charakteru, słabości ciała, jak i długość życia jaka jest przed nim.

Można spotkać się ze zdaniem, że św. Antoni był pierwszym pustelnikiem. Jest ono trochę nieprecyzyjne, gdyż pierwszym pustelnikiem był starszy od niego św. Paweł z Teb m.in patron zakonu paulinów z Jasnej Góry. Antoni, dzięki otrzymanemu objawieniu dowiedział się o Pawle i spotkał się z nim. Uczniowie św. Antoniego zakładali osady życia ascetycznego poza samym Egiptem i dlatego też uznawany jest za twórcę anachoretyzmu (życie w odrobieniu, ascezie, samotności, wypełnione modlitwą, umartwieniem i kontemplacją).

Z zachowanych przekazów dowiadujemy się, że do końca swojego długiego życia zachował jasność umysłu, gorliwość w służbie Bogu. Uczniom przepowiedział swoją śmierć, w 105 roku życia w dniu 17 stycznia 356 roku i tego dnia obchodzimy w Kościele jego wspomnienie..

Święty Antoni Pustelnik zwany był: Wielkim, Opatem, Egipskim, Anachoretą, abba. Kult jego szybko rozprzestrzenił się na Wschodzie. Relikwie świętego eremity przeniesiono uroczyście do Aleksandrii w 561 roku a następnie do Konstantynopola w 635 roku. W czasach wypraw krzyżowych relikwie trafiły do Francji i razem z nimi rozpowszechnił się jego kult w Europie.

Oprócz zapisków biograficznych zachowały się celne wypowiedzi świętego Antoniego Pustelnika. Czasem są to krótkie powiastki. Takie utwory noszą nazwę apoftegmatów i prezentują błyskotliwą, efektowną, trafną, celną i przenikliwą wypowiedź znanej osoby.

Oto kilka apoftegmatów św. Antoniego Anachorety:

Powiedział abba Antoni, iż Bóg nie dopuszcza na to pokolenie takich walk, jak na dawne: wie bowiem, że są słabi i nie wytrzymują.

„Nikt nie może wejść do Królestwa Niebieskiego nie wypróbowany. Zabierz pokusy – a nikt nie będzie zbawiony”.

Powiedział abba Antoni: „Zobaczyłem wszystkie sidła nieprzyjaciela rozpostarte na ziemi, jęknąłem więc i powiedziałem: «A któż się im wymknie?» I usłyszałem głos mówiący do mnie: «Pokora»”.

Ktoś pytał abba Antoniego: „Czego powinienem przestrzegać, aby podobać się
Bogu?” Starzec mu odpowiedział: „Przestrzegaj tych moich nakazów: dokądkolwiek
pójdziesz, zawsze miej Boga przed oczami; cokolwiek robisz czy mówisz, opieraj to na
Piśmie Świętym; a gdziekolwiek raz już zamieszkasz, nie odchodź stamtąd łatwo. Tych
trzech rzeczy przestrzegaj, a będziesz zbawiony”.

Święty Antoni Egipski jest patronem rycerzy, tkaczy, cukierników, wieśniaków, dzwonników, pasterzy trzody chlewnej, rzeźników i grabarzy. Jest opiekunem zwierząt domowych, szczególnie świń, wzywany w przypadkach zarazy, trądu i chorób wenerycznych; strzeże przed ogniem.

W ikonografii święty Antoni Pustelnik przedstawiany jest jako eremita, z brodą lub mnich w kapturze z pastorałem opata, krzyżem w formie litery T, z kropidłem, z dzwoneczkiem. Często spotykane są w sztuce przedstawienia jego walk na pustyni z demonami oraz spotkanie ze św. Pawłem z Teb.

Niewola grzeszników

granada_fray_luis

Ludwik z Granady OP

Najokropniejsza broń, jakiej używa szatan, aby nas podbić, to nasze własne żądze; bo nieporządna miłość, z jaką lgniemy do rozlicznych przedmiotów naszego pożądania, popycha nas do chwytania się wszelkich, choćby i niegodziwych środków, byle tamte osiągnąć, nie zatrzymując się przed żadną przeszkodą, choćby i przed prawem Bożym. I oto początek, przyczyna wszystkich zbrodni. To jest ten bezecny tyran, któremu grzesznicy poddani są i zaprzedani jak niewolnicy, by użyć wyrażenia Apostoła. Grzech nie pozbawił ich zupełnie wolnej woli, którą otrzymują przy stworzeniu w istocie swej niespożytą. Ta przyrodzona władza nie może być całkowicie stłumiona, jakiekolwiek ogromne brzemię nieprawości by na niej nie ciążyło – jest jednak tak dalece przez nie osłabiona, że w swoich nieustających bojach z coraz silniejszą za każdym nowym napadem chucią cielesną najczęściej przegrywa. A cóż boleśniejszego można sobie pomyśleć, niż to, że człowiek, który nosi w swojej duszy obraz Boga, który dzięki swojemu rozumowi może się, jak po promieniu spuszczonym ze światłości niebieskiej, wznieść nad wszystko co stworzone, aż na łono samego Boga – że ten człowiek, jakby na przekór takiej godności, poddaje się ślepej zwierzęcej chuci, zohydza się grzechem, oddaje przewodnictwo nad sobą szatanowi? Powierzywszy się takiemu przewodnikowi, czego innego może się on spodziewać, jeśli nie tego, że spadając z przepaści w przepaść, zatrzyma się dopiero na samym dnie piekieł?

Wyobraź sobie panią, w której znajdziesz wszystko, co tylko szlachetnego w urodzie i cnocie dać mogą urodzenie i natura. Ma ona w swojej służbie niewolnicę, u której brudy duszy nie ustępują w niczym ohydzie i brzydocie ciała. Otóż ta wstrętna kobieta podaje swojemu panu zaczarowany napój, który pozbawia go rozumu. Od tej chwili mąż, nazbyt szczęśliwy, za miłość przywiązanej żony odpłaca już tylko wzgardą i odrazą. Osadza ją w najdalszej części domu, a uwiedziony namiętnością ku swojej obrzydliwej niewolnicy, całą swoją miłość, staranie, czułość zwraca właśnie ku niej. Niczego nie pomyśli, postanowi, nie zrobi inaczej jak tylko przez nią i dla niej. Z jej rozkazu i dla jej przyjemności wydaje, traci na uczty, gry, zabawy i wszelkiego rodzaju zbytki. Nie dość, że wyniósł cudzołożną niewiastę do praw i godności prawej małżonki – trzeba jeszcze, że ta nieszczęśliwa małżonka, poniżona do stanu swojej współzawodniczki, musi teraz być niewolnicą swojej niewolnicy, musi być uległa wszystkim jej wymysłom, wszystkim zachciankom. Czy wierzysz, by szaleństwo człowieka mogło zajść tak daleko? Gdyby się kiedykolwiek coś podobnego zdarzyło, jakież byłoby zdumienie wszystkich, którzy by na to patrzyli! Jak by się każdy brzydził tą bezecną kobietą! Jakie współczucie, jaki politowanie budziłby los tej cnotliwej, nieszczęśliwej małżonki! Jaki powszechny głos oburzenia i pogardy podniósłby się przeciw temu nieuczciwemu i szalonemu mężowi?

 

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

Św. Ambroży – Doktor i Ojciec Kościoła

Ambroży z Mediolanu urodził w roku 339 w Trewirze. W tamtym czasie była to stolica Cesarstwa Rzymskiego i siedziba cesarza Konstantyna II. Pochodził z arystokratycznej, zamożnej rodziny. Ojciec jego był namiestnikiem cesarskim, prefektem Galii. Ambroży miał dwoje starszego rodzeństwa: siostrę Marcelinę (świętą, konsekrowaną dziewicę) oraz brata Uraniusza Satyra również świętego Kościoła katolickiego. Podanie głosi, że rój pszczół usiadł na ustach jego jako niemowlęcia, matka chciała go odegnać, ale ojciec jego nakazał poczekać, aż rój sam odleci. Poczytano to za znak, iż będzie kimś wielkim.

s.ambrozyMając zaledwie rok zostaje osierocony przez ojca i matka razem z dziećmi przenosi się do Rzymu. W tym mieście chodził do szkoły i uczył się gramatyki oraz wymowy równocześnie poznając prawo. Już jako uczeń dał się poznać jako wspaniały mówca oraz bystry i energiczny człowiek. Około roku 370 zostaje mianowany gubernatorem prowincji Liguria i Emilia z siedzibą w Mediolanie. Miasto to do 402 roku pełniło rolę stolicy cesarstwa zachodniorzymskiego. W czasie swoich rządów uporządkował prowincję oraz jej finanse.

W roku 373 zmarł ariański biskup miasta i wybór jego następcy zrodził gwałtowny spór. Katolicy chcieli swojego kandydata a arianie swojego.

Arianizm odrzucał naukę o Trójcy Świętej jak również bóstwo Jezusa Chrystusa. Nauczanie to zostało potępione przez sobór nicejski w 325 roku oraz pierwszy sobór konstantynopolitański w 381 roku.

Ambroży z uwagi na pełniony urząd, by zapobiec ewentualnym rozruchom, udał się do kościoła gdzie miano wybrać następcę zmarłego biskupa Auksencjusza. Gdy obie strony nie mogły osiągnąć porozumienia jakieś dziecię zawołało głośno: „Ambroży biskupem!”. Zgromadzeni uznali to za głos Boży i chórem powtórzyli okrzyk: „Ambroży biskupem”. Prosząc o czas do namysłu skorzystał z okazji by uciec z miasta. Nocna ucieczka zakończyła się u bram Mediolanu – co Ambroży odczytał jako wolę Bożą i postanowił poddać się temu wyborowi. Do objęcia urzędu potrzebny był jeszcze chrzest oraz święcenia. W IV wieku z chrztem czekano do czasu osiągnięcia wieku dorosłego. Ambroży był tylko katechumenem (osoba przygotowująca się do chrztu, które mogło trwać parę lat). Dnia 7 grudnia 373 roku Ambroży został biskupem Mediolanu.

Św. Ambroży starał się by wiara katolicka była elementem łączącym w imperium, by Kościół i władza świecka współpracowały ze sobą. Współpraca ta miała mieć jasne i określone zasady. Jak to sam określił w kazaniu: „Bo cesarz jest w Kościele, a nie ponad Kościołem. Dobry bowiem cesarz stara się nieść pomoc Kościołowi, a nie zwalczać go”. Dzięki niemu cesarz Gracjan w roku 380 wydał dekret uznający religię katolicką za jedyną religię państwową. W 382 roku ten sam cesarz usunął z budynku senatu rzymskiego posąg bogini Wiktorii. Ambroży był nieubłaganym wrogiem arian i nie zawahał się wejść w konflikt z matką cesarza Walentyniana II, Justyną popierającą tę herezję. Płomienne kazania głoszone przez Ambrożego były słuchane przez Augustyna (święty, Doktor i Ojciec Kościoła, biskup, filozof i teolog), który pod wpływem nauczania biskupa Mediolanu nawrócił się i przyjął chrzest w 387 roku z jego rąk.

Biskup Ambroży zwracał wielką uwagę na liturgię w Kościele. Od jego imienia pochodzi nazwa rytu ambrozjańskiego w Kościele katolickim, który funkcjonuje do dziś w diecezji mediolańskiej oraz we włoskojęzycznej części Szwajcarii. s.ambrozy-2Był rozważnym i wrażliwym na krzywdę ludzką, odznaczał się silną wolą, poczuciem ładu i zmysłem praktycznym. Był nazywany: „kolumną Kościoła” oraz „perłą, która błyszczy na palcu Boga”. Głosił porywające kazania dla wiernych, uważając nauczanie ludu za swój podstawowy pasterski obowiązek. Aby mieć odpowiednio przygotowanych współpracowników w diecezji założył seminarium-klasztor dla przyszłych kapłanów. Sam nadał im regułę i często wśród nich przebywał.

Ambroży z Mediolanu był również twórcą śpiewu liturgicznego nazywanego chorałem ambrozjańskim lub śpiewem mediolańskim. Śpiewy te są źródłem i podstawą do powstania chorału gregoriańskiego – najpiękniejszej rzeczy po tej stronie nieba.

Święty Ambroży w imię wartości chrześcijańskich napomniał cesarza Teodozjusza i zażądał odprawienia pokuty za okrutne wymordowanie 7 tysięcy mieszkańców Tessalonik. Pokuta odprawiana była publicznie i trwała osiem miesięcy. Gdy cesarz chciał zająć miejsce w prezbiterium, jak to czynił w Konstantynopolu, Ambroży nie zgodził się mówiąc: „Purpura jest oznaką cesarza, nie kapłana”. Później, gdy poproszono cesarza by zasiadł w prezbiterium odrzekł: „Za późno poznałem, jaka zachodzi różnica między biskupem a cesarzem. Zawsze otoczony pochlebcami, teraz dopiero poznałem męża, który śmiał mi otwarcie powiedzieć prawdę. Jednego tylko znam, co godzien być biskupem, a jest nim Ambroży”. Cesarz Teodozjusz cenił Ambrożego, z jego rąk przyjął ostatnie namaszczenie i zmarł w jego ramionach.

Św. Ambroży, biskup Mediolanu zmarł 4 kwietnia 397 roku w Wielki Piątek w drodze na antyariański synod w Capui. Wspomnienie liturgiczne zaczęto obchodzić nie w dniu narodzin dla nieba ale w dniu przyjęcia święceń biskupich – 7 grudnia.

Św. Ambroży jest patronem Bolonii, Mediolanu i pszczelarzy.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W GRUDNIU 2014 ROKU.

Los grzesznika

granada_fray_luisGdyby ludzie nie byli pozbawieni rozumu, czy trzeba by im było czegoś więcej, by zrozumieć, jaka jest różnica między losem sprawiedliwych a losem grzeszników, między szczęściem jednych a szczęściem drugich – nawet rozpatrując rzeczy pod tym tylko względem , który nas tutaj interesuje? Czy jest los bardziej godny zazdrości niż los sprawiedliwego, którego dusza, jak drzewo zasadzone nad wodami bystrej rzeki, żywiona jest i chłodzona zdrojami łask o obficie wydaje owoce błogosławieństwa i zbawienia? I przeciwnie, jaki los jest bardziej opłakany od losu grzesznika, który, podobny do dzikiego, niepłodnego drzewa, leniwie porastającego na ustroniu i pozbawionego wszelkiej uprawy, odwrócił oczy i serce od Tego, który jest źródłem żywej wody, aby je zatrzymać dla znikomych i zwodniczych stworzeń, które są dla niego ziemią tylko pustą i wyschłą, nie nadającą się do zamieszkania? Jak bardzo godzien jest naszego politowania o łez ów nieszczęśliwy niewolnik świata, osadzony na ziemi przeklętej, w której złożył swoje nadzieje, a w której znajduje tylko hańbę i zawód! Czy jest jakakolwiek nędza od tej nędzy straszniejsza?

Niestety! Człowiek został przez grzech wtrącony w tak okropną nędzę, że niezbędnie potrzebuje miłosierdzia Boga!

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

Rozeznanie objawień

Po czym można poznać, że to widzenie pochodzi od diabła, a nie ode Mnie? Odpowiem ci: znakiem, że pochodzi ono od diabła, który ukazuje się duszy w postaci światła, jest to, że dusza za jego zjawieniem się odczuwa natychmiastową żywą wesołość; lecz w miarę trwania wesołość ta zmniejsza się coraz bardziej i pozostawia po sobie zniechęcenie, ciemność i zamroczenie wewnętrzne ducha. Lecz jeśli to Ja, Prawda wieczna, nawiedziłem tę duszę, odczuwa ona w pierwszej chwili święta bojaźń; ale z tą bojaźnią doznaje wesela, poczucia bezpieczeństwa i słodyczy roztropności, która sprawia, że dusza, wątpiąc, nie wątpi. Lecz w poznaniu siebie uzna się za niegodną tej łaski i powie: ”Nie jestem godna twych odwiedzin”. Skoro nie jest ich godna, jakże to może się stać? Lecz kiedy zwróci się do przepaści mej miłości, pozna i zobaczy, że dla Mnie możliwe jest dawać; że patrzę nie na jej niegodność, lecz na godność moją, która czyni ją godną przyjąć Mnie jako łaskę i czuć w sobie obecność moją, bo nie pogardzam pragnieniem, którym ona mię przyzywa. Stąd mówi pokornie: Oto służebnica Twoja; niech wola Twoja stanie się we mnie (Łk 1, 38). Wtedy wychodzi po modlitwie i odwiedzinach moich z weselem i radością ducha, uznając z pokorą swą niegodność, świadoma, że miłości mojej zawdzięcza wszystko, co otrzymała.

Oto znak, po którym można poznać, czy dusza nawiedzona została przez Mnie, czy przez diabła. Jeśli przeze Mnie, odczuwa z początku bojaźń, w pośrodku i na końcu radość i głód cnoty. Jeśli prze diabła, to zrazu opanowuje ją radość, która przechodzi w zamęt i ciemność duchową. Daję wam znak ostrzegawczy. Odtąd dusza, która chce kroczyć z pokorą i roztropnością nie może być oszukana. Lecz nie uniknie sideł, jeśli będzie kierować się niedoskonałą miłości pociech osobistych bardziej niż miłością dla Mnie.

 

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012

 

Święty Marcin

Marcin z Tours żył w IV wieku po narodzeniu Chrystusa. Data jego urodzenia nie jest pewna, według jednych źródeł mogło to być w roku 316, 317 lub nawet 310, a inne podają, że urodził w 335 roku. Data śmierci przekazana została dokładnie było to 8 listopada 397 roku w Candes na terenie dzisiejszej Francji. s.MarcinMiejscem urodzenia była Panonia czyli dzisiejsze Węgry. Ojciec jego był trybunem wojskowym (był to stopień oficerski w wojsku starożytnego Rzymu) i kiedy Marcin miał ok. 6 lat przeniesiony został do Pawii, miasta we Włoszech. Będąc w rodzinnym mieście ojca poznaje nauki chrześcijańskie i w wieku 10 lat jest gotów do przyjęcia chrztu. Rodzice jego byli temu przeciwni. Ojciec jego pragnął by Marcin poszedł w jego ślady i w wieku 15 lat umieścił go w armii rzymskiej. Źródła nie są zgodne co do ilości lat spędzonych przez św. Marcina w wojsku – podają od 5 do 25 lat. W roku 338 Marcin ze swoim garnizonem zostaje przeniesiony do Amiens. Tu ma miejsce zdarzenie, które jest znane całemu światu chrześcijańskiemu. Zimą u bram miasta spotkał półnagiego, drżącego z zimna żebraka. Ponieważ już rozdał swój żołd potrzebującym, zdjął płaszcz, rozciął go na pół i okrył biedaka jedną częścią. Następnej nocy miał widzenie Pana Jezusa w całym majestacie, otoczonego chórem aniołów, okrytego tą połową płaszcza wojskowego, który rzekł: „Marcin, spragniony Mej nauki, okrył Mnie”.

Pod wpływem tego wydarzenia Marcin przyjmuje chrzest i występuje z wojska. Udaje się do Francji, do miasta Poitiers, do znanego i cenionego świętego biskupa Hilarego. Ten przyjmuje serdecznie Marcina, udziela mu niższych święceń i poleca udać się do rodziców by nawrócić ich na chrześcijaństwo. Praca jego przynosi efekty w postaci nawrócenia matki i kilku krewnych, ale zostaje wygnany przez zwolenników heretyckiego Ariusza. Schronił się na bezludnej wyspie Galinari leżącej naprzeciwko Genui, gdzie żył jak pustelnik, co było jego pragnieniem. W niedługim czasie skupiło się wokół niego grono uczniów i naśladowców. Biskup Hilary w 361 roku zawezwał Marcina do Poitiers i wspólnie założyli klasztor w Ligügé. Przyjmuje się, że był to pierwszy klasztor we Francji. Dziesięć lat później umiera biskup Tours. Wierni i duchowieństwo są jednomyślni: następcą ma być Marcin, mimo oporów i niechęci jego samego zostaje biskupem w 371 roku.

Z wyborem na biskupa związana jest historia z gęsiami. Nie chcąc przyjąć ofiarowanej mu funkcji uciekł i schował się w szopie gdzie chowano gęsi. Ptactwo przestraszone intruzem wszczęło głośny alarm czym wydało przyszłego biskupa.

Biskup Marcin z Tours znany jest jako głosiciel ewangelii na wsi galijskiej. Systematyczny i dokładny w swojej pracy odbył wiele wypraw misyjnych. Burzył ołtarzyki stawiane dla pogańskich bóstw, kazał niszczyć pogańskie świątynie, głosił Ewangelię. Według przekazów historycznych ufundował sześć kościołów wiejskich, kolonie mnichów oraz pustelnie. Miłość i szacunek ludu galijskiego zdobył biskup Marcin oddaniem się temu co dotyczyło życia prostych ludzi. Będąc biskupem prowadził nadal surowe życie pustelnicze i już za życia nazywany był powszechnie mężem Bożym. Współczesny mu historyk i hagiograf Sulpicjusz Sewer opisuje wiele cudów zdziałanych przez biskupa Marcina, jak i walki z nieczystymi duchami. Pod Chartres wskrzesił syna ubogiej wdowy, pocałunkiem uzdrowił chorego na wrzody. Szatan stając przed nim powiedział: „Zuchwale sobie poczynasz, rozgrzeszając tych, którzy przez ciężkie grzechy utracili łaskę chrztu świętego, bo kto raz upadł, temu Pan Bóg odmówi miłosierdzia” – Marcin zaś odpowiedział: „Nieszczęsny kusicielu! Jeśli przestaniesz dręczyć ludzi pokusą, i teraz, gdy nadchodzi pora sądu, żałować będziesz swego odstępstwa od Boga, wtedy nie wątp, że w zaufaniu w miłosierdzie Boże i tobie nawet udzielę rozgrzeszenia”!

Święty Marcin nie kończył szkół, ale wiara jego była żywa i przekazywał ją swoim uczniom w sposób prosty poprzez porównania z życia. Widząc świeżo ostrzyżoną owcę powiedział: „Otóż widzicie owieczkę, która spełniła przykazanie Ewangelii świętej. Miała ona dwie sukienki, z których jedną podarowała temu, co nie miał żadnej. Tak i wy czyńcie!”

Marcin z Tours zmarł dnia 8 listopada 397 roku w trakcie podróży duszpasterskiej. Ciało jego przewieziono Loarą do Tourss.Marcin-2 i tam dnia 11 listopada w obecności wielu biskupów, kapłanów i ok. 2000 mnichów i mniszek oraz tłumów wiernych złożono do grobu. Następca na stolicy biskupiej w Tours polecił wznieść nad grobem kaplicę, a w kilkanaście lat później powiększono ją do rozmiarów bazyliki.

„Żywot świętego Marcina” Sulpicjusza Sewera spowodował, że jego kult był bardzo silny i jest aktualny po dzień dzisiejszy, co widać choćby po popularności imienia Marcin i to nie tylko w Polsce. Jest on patronem ponad 70 kościołów oraz 134 parafii w Polsce.

Postać św. Marcina obecna jest w herbach miejscowości w Niemczech i Polsce (np.: miasta Jawor, Bad Ems, gmina Granowo, gmina Wiśniowa).

Z kultem świętego Marcina związana jest tradycja pieczenia gęsi na dzień 11 listopada, która często jest nadziewana jabłkami, rodzynkami i kasztanami. Tradycja ta widoczna jest również w przysłowiach polskich: „Na świętego Marcina dobra gęsina”, „Na Marcina gęś do komina”.

W Poznaniu od końca XIX wieku istnieje zwyczaj wypieku słodkich rogali na dzień 11 listopada. Początek dał proboszcz parafii św. Marcina prosząc wiernych by na dzień patrona parafii zrobili coś dla biednych. Cukiernik Jan Melzer przygotował słodkie rogale, które rozdał potrzebującym. W kolejnych latach przyłączyli się do niego inni i w ten sposób mamy do dnia dzisiejszego rogale świętomarcińskie, które stały się symbolem Poznania.

W ikonografii zachodniej przedstawiany jest święty Marcin, jako legionista na białym koniu, dający część swojego płaszcza biedakowi. Na wschodzie przedstawiany jest w szatach biskupich i z pastorałem.

Jego atrybutami są: dzban, gęś, koń, księga, model kościoła, dwa psy lub żebrak u jego stóp, płaszcz rozcięty na pół.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LISTOPADZIE 2015 ROKU.

Dary doczesne, łaski wieczne

Bóg nie potrzebuje chleba, by nakarmić nasze ciało, nie potrzebuje też wcale dóbr doczesnych, by napełnić i zaspokoić duszę. Dowodem tego Święci Pańscy, którzy w utrudzeniu ciała, w modlitwie, nawet w samych łzach, więcej znajdowali słodyczy i pociechy, niż miłośnicy świata doznali kiedykolwiek wśród wszystkich swoich rozkoszy.

Otóż to jest owo stokroć, obiecane tym, którzy wyrzekają się wszystkiego dla Boga: za dobra zwodnicze i niepewne otrzymują oni dobra prawdziwe i stałe; za podłe rozkosze zmysłów – szlachetne uweselenie duszy; za niepokoje i dokuczliwe kłopoty – swobodę i niezachwiany spokój; za występki życia nierządnego – zasługi życia czystego i niewinnego. Jeśli więc pragnąc iść za Chrystusem, wzgardzisz dobrami tego świata, znajdziesz w Jego miłości skarby wartości nieocenionej. Jeżeli zdepczesz fałszywe zaszczyty, zajaśniejesz prawdziwą chwałą. Jeżeli wyrzekniesz się kochania cielesnego, Ojciec Przedwieczny zaleje twoje serce potokami niewysłowionych słodyczy. Jeżeli uciekniesz od zatrutych radości świata, zakosztujesz w Bogu czystych, upajających rozkoszy niebieskich. A kiedy już do tego dojdziesz, wówczas dopiero zrozumiesz, że to, co cię dawniej zachwycało, teraz sprawia ci wstręt i obrzydzenie. Bo skoro tylko Boskie światło zajaśnieje w naszych oczach, wszystkie przedmioty przybierają dla nas zaraz nową barwę i nowy kształt. To, co wczoraj było dla nas gorzkie, dziś wydaje się słodkie; co było słodkie, w gorzkie się zamienia. To, co nas przerażało, staje się dla nas teraz samą przyjemnością i szczęściem. Istną brzydotę widzimy tam, gdzie czarowała nas piękność. I nie dlatego, żeby natura rzeczy miała się zmienić, ale dlatego, że dotąd ukrywała się ona przed naszymi oczyma. I tak sprawdza się obietnica Chrystusowa: za doczesne bogactwa ciała, daje nam On duchowe bogactwa duszy; za to, co nazywamy darami fortuny, daje nam dary łaski, bez porównania droższe i bardziej zdolne zaspokoić serce człowieka.

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

 

Stygmaty św. Franciszka

We wrześniu 1224 roku św. Franciszek otrzymuje dar stygmatów. Biedaczyna z Asyżu od dawna pałał szczególnym nabożeństwem do męki Chrystusa oraz Jego ofiary krzyżowej. W pokornej modlitwie prosił Chrystusa: „O Panie mój, Jezu Chryste, proszę Cię, byś mi uczynił dwie łaski, nim umrę. Pierwszą – bym za życia uczuł w duszy i ciele moim, o ile można, tę boleść, którą Ty, Panie słodki, wycierpiałeś w godzi nie gorzkiej swej męki. Drugą – bym uczuł w sercu moim, o ile można, tę miłość niezmierną, którą Ty, Synu Boży tak zapłonąłeś, że ochotnie zniosłeś taką mękę za nas grzeszników”.

StygmatyTomasz z Celano, franciszkanin żyjący w XIII wieku, historyk i pierwszy biograf Franciszka podaje jak na górze La Verna zatopiony w kontemplacji Męki Pańskiej Franciszek: „ujrzał w widzeniu rozciągniętego nad sobą Serafina, wiszącego na krzyżu, mającego sześć skrzydeł, za ręce i nogi przybitego do krzyża. Dwa skrzydła unosiły się mu nad głową, dwa wyciągały do lotu, a dwa okrywały całe ciało. Widząc to, Franciszek zdumiał się gwałtownie, a gdy nie umiał wytłumaczyć, co by znaczyło to widzenie, wtargnęła mu w serce radość pomieszana z żałością. Cieszył się z łaskawego wejrzenia, jakim Serafin patrzył na niego, ale przybicie do krzyża przeraziło go. Natężył umysł, by pojąć, co mogłaby znaczyć ta wróżba i duch jego silił się trwożnie nad jakimś jej zrozumieniem. Otóż, podczas gdy szukając wyjaśnienia na zewnątrz, poza sobą, nie znalazł rozwiązania, nagle objawiło mu je w nim samym odczucie bólu.

Natychmiast bowiem na jego rękach i nogach zaczęły jawić się znaki gwoździ, jak to na krótko przedtem widział u Męża ukrzyżowanego, ponad sobą w powietrzu. Jego ręce i nogi wyglądały przebite gwoździami w samym środku; główki gwoździ były widoczne na wewnętrznej stronie rąk i na wierzchniej stronie nóg, a ich ostre końce były na stronie odwrotnej… Zaś prawy bok, jakby przebity lancą, miał na sobie czerwoną bliznę, która często broczyła i spryskiwała tunikę oraz spodnie świętą krwią”.

Czym są stygmaty, co to jest?

Stygmaty są to widoczne uszkodzenia tkanki miękkiej ciała nie spowodowane żadną chorobą czy też mechaniczną przyczyną. Umiejscowienie ran odpowiada ranom zadanym Jezusowi podczas męki i ukrzyżowania (dłonie lub nadgarstki, stopy, prawy lub lewy bok klatki piersiowej). W szerszym sensie stygmatami określa się również rany umiejscowione na plecach, głowie i czole, jako ślady biczowania i cierniem koronowania. Stygmaty są to widzialne znaki łaski Bożej dane przez Chrystusa w odpowiedzi na miłość do Niego i do Jego odkupieńczego cierpienia i śmierci. Stygmatom towarzyszy ból i krwawienia nasilające się w piątki oraz w Wielkim Poście a zwłaszcza w Wielkim Tygodniu. Stygmatycy doświadczają ekstaz, wizji i objawień, prorokują, mają dar lewitacji i bilokacji, rozpoznawania złych duchów oraz dar czytania w sercach i uzdrawiania. Od stygmatyzacji św. Franciszka na przestrzeni dziejów było wielu stygmatyków, np. św. Jan od Krzyża, św. Teresa z Avili, św. Jan Boży czy zmarły w 1968 roku ojciec Pio oraz Polki – św. Faustyna i Wanda Boniszewska. Przyjmuje się, że również św. Paweł Apostoł był stygmatykiem.

Jest pięć kryteriów uznania krwawych znamion za autentyczne stygmaty:

– zmiana tkanki występuje w miejscach, w których odniósł rany Chrystus,

– pojawiają się one nagle i spontanicznie,

– nie ropieją, nie gniją a często unosi się z nich słodki zapach podobny do woni kwiatów,

– krwawią krwią tętniczą, nie goją się tygodniami, latami,

– nie można ich wyleczyć czy też zaleczyć.

Stygmaty-2Święty Bonawentura opisuje, że od momentu stygmatyzacji św. Franciszek wręcz płonął wewnętrznym ogniem miłości. Jego dłonie były tak gorące, że dotknięciem rozgrzał jednego z braci tak, iż mógł on spać pośród kamieni i śniegu nie czując zimna. Ogień miłości często poprzedza stygmatyzację i pogłębia się po tym wydarzeniu.

Święty Biedaczyna starał się ukrywać ten dar czując się niegodnym noszenia śladów męki Chrystusa na swoim ciele. Tomasz Celano podaje, że od tego momentu nosił skarpety a rękawy habitu zsuwał tak, że widoczne były jedynie końce palców. Brat Tomasz zaznacza, że ranę na boku za życia Franciszka widział tylko jeden z jego współbraci, kiedy pomagał mu zdjąć do wyprania habit. Biografowie zgodnie podają, że Franciszek niechętnie i bardzo ogólnie mówił towarzyszom o doznanej łasce na górze La Verna (spolszczone Alwernia) i pytał ich o radę, jak ma dalej postępować. Jeden z braci powiedział: „tajemnice Boże są ci niekiedy objawione nie tylko ze względu na ciebie, ale także ze względu na innych. Wydaje się więc, że dlatego słusznie należy się obawiać, abyś nie ukrył tego, co otrzymałeś dla pożytku innych i za ukrycie tego talentu nie był zganiony podczas sądu”. Święty przekazuje swoim zaufanym towarzyszom treść widzeń i swoje przeżycia. Franciszek z Asyżu żył jeszcze tylko dwa lata po tym wydarzeniu.

Święty Bonawentura z „Legendzie większej”, podaje ciekawą interpretację stygmatów św. Franciszka. Przez nawiązanie do Pisma świętego, ten Doktor Kościoła, przyrównuje górę La Verna do Góry Przemienienia oraz góry Horeb. Franciszek modlił się w samotności na górze La Verna przez 40 dni jak Mojżesz na Górze Horeb i powrócił do współbraci przemieniony łaską stygmatów na podobieństwo Jezusa Chrystusa na Górze Przemienienia. Mojżesz otrzymał kamienne tablice Dekalogu jako widzialny znak zawartego z Bogiem przymierza a św. Franciszek te znaki miał wyryte na swoim ciele.

Franciszek zmarł w dwa lata po tym wydarzeniu 3 października 1226 roku, w 1337 roku papież Benedykt XI zatwierdził święto Stygmatów dla zakonu franciszkanów. Papież Paweł V na prośbę kardynała św. Roberta Bellarmina zezwolił by to święto było obchodzone w całym Kościele dnia 17 września.

Boże, Ty dla rozpalenia naszych serc ogniem miłości cudownie odnowiłeś w ciele św. Ojca Franciszka znamiona męki Twojego Syna; spraw za jego wstawiennictwem, abyśmy upodobnieni do Chrystusa w Jego męce stali się również uczestnikami Jego Zmartwychwstania. Który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM WE WRZEŚNIU 2015 ROKU.

 

Św. Józef Kalasanty

Św. Józef Kalasanty urodził się 11 września 1556 lub 1557 roku w hiszpańskiej Aragonii. Pochodził ze szlachetnego rodu panów na Calasanz. Uczył się w mieście Estadila i Lerida oraz w Walencji. Święcenia kapłańskie przyjął w grudniu 1583 roku i został sekretarzem biskupa Kacpra de la Figuera. J.kalasantyW roku 1592 udaje się z pielgrzymką do Rzymu. Na Zatybrzu, jednej z dzielnic Rzymu spotkał się z biedotą i dziećmi zepchniętymi na margines społeczeństwa, pozbawionymi jakiejkolwiek formy kształcenia, analfabetami bez szans na lepsze perspektywy życiowe w dorosłym życiu. Postanowił zająć się ich edukacją. W 1597 roku zakłada pierwszą w Europie szkołę publiczną, gdzie za naukę nie jest pobierana opłata. Do szkoły tej chodzą dzieci zarówno biedne jak i rodzin dobrze sytuowanych. W roku 1617 Józef Kalasancjusz wraz ze współpracownikami zakłada wspólnotę zakonną do prowadzenia rozrastającego się dzieła, pod nazwą Zakon Kleryków Regularnych Ubogich Matki Bożej od Szkół Pobożnych. Powszechna nazwa zakonu pijarzy pochodzi od słowa „pius” czyli pobożny.

Podstawowym celem szkoły było dobre wychowanie oraz przygotowanie do życia dorosłego. Hasłem szkół pijarskich było „Pietas et Litterae” czyli „Pobożność i nauka”.

Dzieło Kalasantego było nowatorskie na tamte czasy. Nie było żadnej instytucji przeznaczonej do nauczania dzieci czy młodzieży. Idea powszechnego nauczania jest zasługą św. Kalasantego. Wymagał on aby nauczanie odbywało się nie tylko słownie ale również całą postawą nauczyciela: „Bieda tobie, który pouczasz innych słowami, a gorszysz przykładem”. Zadaniem szkoły pijarskiej było wychowanie dzieci zarówno w pobożności chrześcijańskiej, jak i w ludzkiej wiedzy, przeprowadzenie przez to reformy społeczności chrześcijańskiej oraz szczęście doczesne i wieczne człowieka.

Założenia, jakimi kieruje się szkoła pijarska, wynikają z tradycji i fundamentalnych idei pedagogiki pijarskiej. W skrócie przedstawiają się one następująco:

  • rozumienie Ewangelii jako normy podstawowej i punktu odniesienia dla całego procesu edukacyjnego;J.kalasanty-2
  • chrześcijańska wizja człowieka;
  • koncepcja integralnego nauczania i wychowania;
  • troska o wychowanie religijne ucznia z poszanowaniem wolności;
  • dbałość o wysoki poziom kształcenia;
  • rozumienie szkoły jako wspólnoty;
  • konieczność współpracy szkoły z rodzicami i odwrotnie;
  • zapewnienie bezpieczeństwa ucznia.

 

Nowością na owe czasy było nauczanie w języku ojczystym gdyż dotychczas nauczanie zdominowane było przez łacinę. Zajęcia lekcyjne odbywały się przed południem przez dwie i pół godziny i tyle samo czasu po południu. Naukę rozpoczynano dłuższą modlitwą a w trakcie zajęć odmawiano krótkie modlitwy. Zajęcia popołudniowe kończyły się nabożeństwem w kościele. W ciągu całego w kościele wystawiony był Najświętszy Sakrament, przed którym uczniowie pod kierunkiem kapłana modlili się zmieniając się co pół godziny. W szkole był zakaz stosowania kar cielesnych a nauka oparta była na okazywaniu uczniom serca i cierpliwości zamiast przymusu. Silny nacisk był położony na sakrament pokuty, gdyż zmusza on człowieka do zastanowienia się nad sobą, żałowania swoich win oraz poprawy w dalszym życiu.

Duchowość św. Józefa Kalasancjusza przepojona była kultem i czcią do Matki Bożej.J.kalasanty-3 W zakonie przyjął imię Józef od Matki Bożej a swoje dzieło Jej poświęcił umieszczając wezwanie do Niej w nazwie zakonu. Również herb zakonu przedstawia w skrócie litery łacińskie i greckie oznaczające Maryję-Matkę Bożą z koroną i krzyżem. Pisał do zakonników: „Staraj się być czcicielem Najświętszej Dziewicy i naśladuj, gdy to tylko jest możliwe, mękę naszego Pana”. Kalasancjusz szczególnie dbał i kładł nacisk na praktykowanie wśród zakonników modlitwy różańcowej, której nie porzucił aż do śmierci. Sam modlił się tą modlitwą od dziecka i nakazał, by pijarzy odmawiali ją codziennie. Wręczał współbraciom medalik z Maryją, zalecał codzienne śpiewanie pięciu psalmów do Niej, obchodzenie w ciągu roku siedmiu świąt NMP oraz ułożył Koronkę Dwunastu Gwiazd – modlitwę chwalącą Niepokalane Poczęcie i Wniebowzięcie Matki Bożej (na trzy stulecia przed ogłoszeniem dogmatów).

Sam Józef Kalasancjusz tak określał misję, której się podjął: „Już odnalazłem, tutaj w Rzymie, sposób naśladowania Boga; służbę dzieciom i młodzieży. I nie zostawię tego dla żadnej rzeczy na świecie”. W momencie rozpoczynania działania szkoła liczyła ok. 100 uczniów, w niedługim czasie było już 700 by osiągnąć liczbę 1200 uczniów ok. 1620 roku. Idea szkół pijarskich szybko rozprzestrzeniła się w Europie. Zakonnicy byli zapraszani do tworzenia i prowadzenia placówek w Italii, na Morawach, w Polsce, Hiszpanii, w krajach niemieckich.

Tak wielkie dzieło spowodowało zazdrość wśród innych pijarów i św. Józef Kalasanty wraz ze swoimi asystentami był aresztowany przez św. Inkwizycję. Po paru dniach zostali uwolnieni ale pozbawiono ich urzędów a zakon zredukowano do kongregacji bez ślubów i pod władzą miejscowych biskupów. Kalasancjusz poddał się temu z pokorą i cierpliwością. Zmarł 25 sierpnia 1648 roku w wieku 92 lat, a dopiero w 1669 roku papież Klemens IX przywrócił pijarom formę zakonu i posiadane przywileje. Józef Kalasanty został błogosławionym w 1748 roku a ogłoszony świętym w 1767 roku. Relikwie jego znajdują się w Rzymie w kościele św. Pantaleona.

Do Polski pijarzy trafili już w 1642 roku. Na zaproszenie króla Władysława IV pojawili się w Warszawie. Najbardziej znanym i zasłużonym pijarem, nie tylko dla zakonu był ks. Stanisław Konarski. Był on autorem reform w szkolnictwie oraz założycielem Collegium Nobilium – szkoły kształcącej elity Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

W 300. rocznicę śmierci w 1948 roku Pius XII ogłosił św. Józefa Kalasantego patronem wszystkich katolickich szkół podstawowych.

Aktualnie w Polsce pijarzy prowadzą szkoły w Warszawie, Łowiczu, Krakowie Elblągu, Poznaniu, Katowicach i Bolesławcu.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM WE WRZEŚNIU 2015 ROKU.

Patron proboszczów

Święty Jan Maria Vianney urodził się tuż przed rewolucją we Francji w roku 1786, dnia 8 maja, w wiosce Dardilly, w chłopskiej rodzinie Mateusza i Marii Beluze. W wyniku prześladowania Kościoła i księży szkoły parafialne zostały zamknięte, dlatego też przyszły proboszcz z Ars naukę pisania opanował dopiero w wieku lat siedemnastu. W roku 1812 wstępuje najpierw do niższego a następnie wyższego seminarium duchownego. Zły stan zdrowia oraz opóźnienia w nauce w stosunku do innych, młodszych kolegów sprawiały mu spore trudności w nauce. Dzięki wstawiennictwu swojego przyjaciela – proboszcza z Ecully udaje się mu zdać egzaminy i w 1815 roku zostaje wyświęcony na kapłana.

J.M.VianneyPrzez pierwsze trzy lata był wikarym w Ecully do czasu śmierci proboszcza Karola Balleya. W roku 1818 zostaje wyznaczony na proboszcza w wiosce Ars.

W tamtym czasie w Ars mieszkało 260 osób i jak mówili złośliwie okoliczni mieszkańcy „tylko chrzest różnił ich od bydląt”. Nowomianowany proboszcz miał w myśli słowa swojego przyjaciela ks. Balleya: „Jest sposób, by najbardziej zatwardziałego grzesznika nakłonić do poprawy. Trzeba za niego pokutować”. Mimo, że na Mszę św. przychodziło tylko kilka osób, wytrwałą modlitwą, adoracją Najświętszego Sakramentu oraz pokutą udało się poruszyć serca mieszkańców wioski. Swoją uprzejmością, skromnością, częstymi i przyjacielskimi rozmowami z parafianami doprowadził do poprawy życia, do nawrócenia i częstszego przyjmowania sakramentów.

W roku 1824 w Ars otwarto szkołę, w której Proboszcz uczył katechizmu. Ksiądz Vianney brał udział w misjach parafialny urządzanych w okolicy i dał się poznać jako wspaniały spowiednik. Posiadał umiejętność przenikania ludzkich serc i sumień oraz przepowiadania przyszłych losów a co za tym idzie udzielania dobrych rad na dalsze życie.

W niedługim czasie zaczęły napływać do wioski tłumy pielgrzymów pragnących odbyć spowiedź u Proboszcza z Ars. W ciągu dnia przyjmował od 200 do 300 penitentów, w konfesjonale spędzał od 13 nawet do 17 godzin w ciągu dnia. Oblicza się, że w trakcie pełnienia 41-letniej posługi w Ars wysłuchał około miliona spowiedzi. Nauki jego dla penitentów często były bardzo krótkie, ale niezwykle skuteczne. Słuchając spowiedzi mężczyzny, który nie potrafił wzbudzić żalu za swe grzechy przy spowiedzi, proboszcz rozpłakał się i płakał tak długo, aż penitent zapytał go o przyczynę – Płaczę dlatego, że ty nie płaczesz – usłyszał w odpowiedzi.

Pewnej młodej dziewczynie powiedział jedynie – Gorąco kochaj Pana Boga!

Wśród penitentów czekających na spowiedź byli nie tylko prości wieśniacy, ale również osoby z elit Paryża.

Święty Proboszcz z Ars przyjął własne ograniczenia i cierpienia jako ofiarę w swojej drodze naśladowania Chrystusa. Cierpienia i pokuta proboszcza były nie tylko fizyczne, ale również duchowe. Obok oschłości, skrupułów, lęku o zbawienie, obawy przed odpowiedzialnością za powierzonych mu wiernych i poczucia osamotnienia często doznawał napaści diabelskich. Wielokrotnie był budzony w nocy, czasem zrzucany z łóżka. Często słyszano z ust proboszcza, że ataki i napaści nocne były znakiem, że będzie dużo pielgrzymów w ciągu dnia. Tak mówił o szatanie: „Dręczy mnie w rozmaity sposób. Czasami łapie mnie za stopę i ciągnie po pokoju. Robi tak, bo nawracam dusze dla dobrego Boga”.

Święty Jan Maria Vianney zwykł mówić: „Gdy w parafii jest święty proboszcz, to jest to dobra parafia, jeśli mamy do czynienia z dobrym proboszczem, to mamy średnią parafię. A gdzie jest zły proboszcz, tam jest żadna parafia”.

J.M.Vianney-1Nikomu nieznana wioska Ars, za życia księdza Jana stała się bardzo znanym miejscem. Pielgrzymi przyjeżdżali z najodleglejszych miast i wsi Francji jak i spoza jej granic. Przyciągał ich charyzmatyczny kapłan, leczący dusze jak również i ciała.

Wyniszczony postami i chorobą ks. Jan Maria Vianney zmarł dnia 4 sierpnia 1859 roku w swoim Ars w wieku 73 lat. W pogrzebie uczestniczyło ok. 300 kapłanów i ok. 6 tys. wiernych, nabożeństwu przewodniczył biskup ordynariusz. Został pochowany w kościółku w Ars, gdzie już 6 lat później zaczęto budować obecną bazylikę pw. św. Sykstusa. Udostępniony jest do zwiedzania skromny domek, w którym Proboszcz a Ars spędził 41 lat swojego życia.

W roku 1905 św. papież Pius X beatyfikował go a w roku 1925 Pius XI kanonizował Proboszcza z Ars, ogłaszając go cztery lata później patronem wszystkich proboszczów Kościoła Katolickiego.

W ikonografii Święty przedstawiany jest w stroju duchownym ze stułą na szyi, często w otoczeniu dzieci.

 

Boże wszechmogący, błagam Cię i proszę pokornie ze względu na zasługi, świątobliwe życie i gorliwość sługi Twego Jana, ażebyś po wieki wieków raczył darzyć Kościół święty kapłanami, którzy by żarliwie bronili Twej chwały i pod każdym względem służyli za przykład owieczkom powierzonym ich pieczy. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w niebie i na ziemi. Amen.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LIPCU-SIERPNIU 2015 ROKU.