O wyrzeczeniu się siebie

W ślubach wszystkich jest jeden charakter wspólny: pewne wyrzeczenie się – pewna ofiara. Wszelka ofiara ma pewne elementy przykre. Gdyby wziąć ją w znaczeniu negatywnym – to byłaby nieznośna i wprost niewykonalna, bo nie może być poświęcenia dla poświęcenia. Natura człowieka domaga się, by poświęcenie było dla jakiegoś większego, wyższego dobra, które by przewyższało to poświęcenie. Dlatego też gdyby w zachowaniu ślubów nie było miłości Bożej, nie bylibyśmy  w stanie dotrzymać ich. Miłość każda karmi się ofiarą i poświęceniem. Miłość, która się od kogoś czegoś spodziewa, nie jest prawdziwą miłością. Miłuje ktoś bogatego, bo spodziewa się od niego majątku; miłuje wpływową osobę, bo spodziewa się lepszej posady. To jest miłość nie osoby, ale darów, jakich się od niej spodziewa. Miłość prawdziwa musi coś z siebie ofiarować.

W Japonii jest zwyczaj, że gdy ktoś drugiego odwiedza, przynosi ze sobą jakiś owijak z podarunkiem. Są to rzeczy nieraz bardzo drobne, ale jednak taki jest zwyczaj. Tak samo i miłość ku Panu Bogu musi Mu coś zawsze ofiarować. Dusza zakonna, jeżeli nie kocha Pana Boga – będzie miała krzyż w zachowaniu ślubów.

Pan Bóg, jak każdy twórca, kocha swoje stworzenie i udziela się im. Szczyt tej ofiary widzimy, kiedy zstępuje na ziemię, umiera na krzyżu i pozostaje w Najświętszym Sakramencie Ołtarza. Tak samo i dusza miłująca – nie może wytrzymać, żeby nie dawać ze swojego, żeby nie oddać siebie, nie unicestwić się. Jak akcja stworzenia od Boga wychodzi – tak reakcja do Boga również się zwraca. Ofiara staje się koniecznością – pokarmem miłości.

Wielka św. Teresa, kiedy nie cierpiała, mawiała, że dzień straciła. Zachowanie ślubów, a zwłaszcza posłuszeństwa nadnaturalnego, jest największą ofiarą, bo przezeń człowiek oddaje samego siebie – to co ma najdroższego: rozum i wolę. Dusza, kiedy się zastanowi nad tym, że się Niepokalanej oddała, że wszystko, cokolwiek się przytrafia, dzieje się z Jej woli, nabiera bardzo dużo pokoju, zażywa po prostu szczęśliwości niebieskiej na ziemi. Staje się ona pędzlem w ręku malarza.

Ten duch ofiary jest konieczny do nabycia miłości, jeśli jej jeszcze nie ma.

Co to jest miłość?

Praktycznie mówiąc, jest to zjednoczenie naszej istoty z istotą Bożą, czyli zjednoczenie stworzenia ze Stwórcą. Jest to więc zbliżanie się do Stwórcy. Miłość jednoczy, zespala. Tylko, że zawsze, a nawet w niebie, osoba nasza będzie różna; natomiast natura będzie się stale upodabniać do natury Bożej. Są to tajemnice, które po śmierci trochę lepiej poznamy, ale też niezupełnie.

Na tym świecie jest jakby rozpędzenie się, bo wedle szybkości na tym świecie, na drugim będzie proporcjonalna intensywność. W niebie jest również powrót stworzenia do Stwórcy i ciągłe wzrastanie w zjednoczeniu z Bogiem – w ubóstwianiu. Żeby człowiek stał się „Bogiem”, co nigdy nie nastąpi, trzeba całej wieczności, aby stworzenie powróciło całkowicie do Boga, ubóstwiło się z Nim – potrzeba nieskończoności. Człowiek zaś jest skończony, bo ma swój początek, stąd przez całą wieczność będziemy w niebie szczęśliwi.

Gdziekolwiek jest jakikolwiek postęp, jest on odcieniem lub odbiciem powrotu do Boga. Na przykład człowiek, jadąc pociągiem, chciałby być i tu, i tam, bo wszędzie piękne są okolice. Przez to swoje pragnienie upodabnia się do Pana Boga, Pan Bóg jest wszędzie.

Żeby zatem miłość mogła istnieć, potrzeba ofiary, A są nią w zakonie śluby. Człowiek, gdy śluby złożone zachowuje, więcej Panu dać nie może. Duszy oddającej się całkowicie Panu Bogu – Pan Bóg też oddaje się cały. Śluby zakonne są po prostu powrotem do nicości z miłości ku Panu Bogu, bo przez nie wyrzekamy się wszelkich aktów przeciwnych ślubom i możliwości ich spełnienia. To są rzeczy, których na tym świecie nie możemy zrozumieć i pojąc. W niebie też wszystkiego nie pojmiemy, bo Pan Bóg jest nieskończony.

Niepokalanej się oddajcie, żeby Ona dała Wam zrozumienie, chęć i wolę – byście nie tylko te śluby złożyli, ale i je wykonali. Powołanie zakonne jest największą łaską po chrzcie świętym. Ci, co zachowują śluby, mają przywileje na tym i na tamtym świecie. Pan Jezus powiedział, że ci, którzy zachowują czystość, będą chodzić za Barankiem i śpiewać pieśń nową (por. Ap 14, 3-4). Jest więc wyróżnienie w chwale niebieskiej, którego nie dostępują wszystkie dusze.

 

Niepokalanów 1 IX 1937

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

 

Skupienie i milczenie

sw._m.m.kolbeNadmierna wesołość, czyli tzw. „pusty śmiech”, jest dowodem pustki duchowej i przyprowadza duszę do roztrzepania, utrudniając jej z własnej winy skupienie na modlitwie i rozmyślaniu. Stąd też jest dużą przeszkodą do ścisłego złączenia się z Bogiem.

Również duże braki daje się spostrzegać nieraz w zachowaniu milczenia zakonnego. Niby się załatwia sprawy urzędowe, a jednak wiele wchodzi niepotrzebnych żartów, śmiechów i słów zbytecznych. Wszystkie te odchylenia w milczeniu zakonnym nie tylko że nie przynoszą  w danej pracy dobrych skutków, lecz przeciwnie – powodują (ponieważ są już poza prawem ustaw zakonnych) zawsze szkodę, choćby na pierwszy rzut oka nic ujemnego nie dało się zauważyć. Musimy zawsze pamiętać, iż zło jakiekolwiek by nie było, nigdy nie rodzi dobrych owoców, lecz tylko złe, skażone.

Milczenie, według zdania ojców i mistrzów życia duchowego, jest ostoją i fundamentem życia głęboko wewnętrznego. Dusza skupiona, zachowująca wiernie milczenie, tyle ustawicznie słyszy natchnień i świętych wskazówek od Ducha Przenajświętszego, który jedynie w sercu uciszonym przemawia i porywa ku sobie. „W zamieszaniu nie ma Boga” (3 Kr 19,11). On przebywa w ciszy i w spokoju.

Dusza roztrzepana zawsze chodzi po pochyłej ścieżce życia, gdyż na głębsze wnijście w siebie nie ma nigdy czasu.

Czasami można zauważyć na rekreacji, iż niektórzy bracia, zwłaszcza młodsi, bawią się w jakieś wywijanie rękami, coś w rodzaju boksu, lub dotykaniem się wzajemnym – niepotrzebnym; albo podczas szybkiego biegu specjalnie zderzają się. Te wszystkie wolne żarty i zabawy w zakonie nie powinny mieć miejsca, jako zupełnie nielicujące z zakonną godnością.

Jakkolwiek zakonnika winna cechować ta radość święta, Boża – jednakowoż wszystko musi być w granicach skromności zakonnej.

U osób Bogu poświęconych winien być wyrażony i odbity jak najidealniej obraz życia Jezusa, Boga-Człowieka.

Wspomniane zabawy nieraz w dużym stopniu ujemnie wpływają na ducha i przynoszą niemałą szkodę, budząc w wyobraźni zmysłowe pokusy

 

Niepokalanów, 16.X.1936r.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

Pragnienie świętości

Święta Scholastyka pytała raz swego brata św. Benedykta, co trzeba robić, aby zostać świętą. Ten jej odpowiedział, że trzeba chcieć. Jak ktoś chce się uświęcić, to Pan Bóg da mu łaskę. Więc świętym zostanie ten, kto świętym będzie chciał zostać. Łaskę zaś do świętości otrzymujemy przez ręce Matki Niepokalanej i tylko przez Jej ręce.

 

W Niepokalanowie są różni bracia: jedni dopiero początkujący, inni złożyli śluby na trzy lata, a są już i tacy, chociaż ich mało, co po ślubach wieczystych, więc są już oddani Niepokalanej na zawsze, a w akcie poświęcenia czytacie, że mamy do Niepokalanej należeć na zawsze. Tu jednak, na tym świętym miejscu w Niepokalanowie, trzeba to pojąć doskonalej; więcej, na zawsze i owocniej możemy nad zdobyciem świata pracować. Tu przez posłuszeństwo Matka Najświętsza wskazuje nam środki, jak mamy do zdobycia tego świata dla niej pracować.

 

Ktoś powie, ja kuję łacinę, ja gotuje, czy to są wszystko środki? Wszystko, co tylko tu spełniamy, jest środkiem, jeżeli tylko intencja jest dobra, bo celem całego Niepokalanowa jest zdobyć świat dla Niepokalanej, a właśnie tych różnych rzeczy dla całości potrzeba. Jeżeli czynności swoje spełniamy dlatego, że Niepokalana sobie życzy, to wszystko jest środkiem. Kto jednak spełnia swoje obowiązki nie tak, jak Ona sobie tego życzy, a więc niedbale i niestarannie, albo znowu dlatego, że mu to sprawia przyjemność, on to lubi, to wtenczas takie uczynki nie mają nadprzyrodzonej wartości. Dlatego im więcej trudności spotykamy, tym chętniej się do obowiązku garnijmy. Niejednokrotnie wstręt, który odczuwamy przy spełnianiu obowiązków, wyratuje nas od miłości własnej. Zwyczajnie jest tak, że jak jest coś przyjemnego, to ludzie chętnie to wykonują, a jak mniej przyjemne, to przeciwnie. Jest to egoizm, kierowanie się pobudką miłości własnej, a nie miłością Matki Bożej, miłością do Pana Boga.

Tu cokolwiek spełniamy z posłuszeństwa, jest wielką rzeczą. A doskonałość każdej czynności zależna jest od doskonałości naszej intencji. Taki na przykład wyjazd do Japonii nie jest większą rzeczą, niż spełnienie drobnego polecenia przełożonych, tu, w Niepokalanowie. Jakiś kaznodzieja głosił kazanie, a braciszek pod amboną odmawiał różaniec i okazało się, że braciszek pobożnym odmówieniem różańca więcej nawrócił niż kaznodzieja kazaniem. Na drugim świecie dopiero zobaczymy, kto był przyczyną tylu nawróceń w dalekiej Afryce, Japonii czy gdzie indziej. Nikt tu nie może powiedzieć, że jego czynności są ważniejsze, a innych nieważne. Wartość każdego naszego uczynku, czy wielkiego, czy małego, w oczach Boga zależna jest od czystości naszej intencji. Nieraz może ci, co przedtem i teraz przyszli, dziwią się, że Niepokalanów w tak krótkim czasie robi się coraz dłuższy i szerszy. Nie nasz to rzecz, ale sprawa Niepokalanej. Każdy w każdym razie ma się starać jak najlepiej spełniać swoje obowiązki.

 

A spełniać mamy swoje obowiązki sumiennie dlatego, że jest to wola Niepokalanej, a nie dla czego innego. Uczucie samo nie jest istotą. Im więcej oschłości, pokus, dziękujmy Matce Najświętszej, bo zdobędziemy sobie więcej zasług. Darmo do nieba się nie idzie. Jak nie mamy walki, to nie mamy zwycięstwa. Diabeł po prostu przysparza nam zasług, jeżeli my jesteśmy oddani Niepokalanej. Jak bowiem kiedyś się zdarzy, że wpędzi kogoś do upadku, to wtedy z większą jeszcze pokorą i ufnością udajmy się do Niepokalanej, a otrzymamy więcej jeszcze łask, a więc i świętość większa. I wtedy wściekłość chwyta szatana, że nam nic nie może poradzić. Niczym się nie należy zrażać. Choćby najgorsze przychodziły nam do głowy myśli i wyobrażenia, jeżeli ich nie chcemy, wszystko w porządku. Jak się zdarzy upadek, upokorzyć się, powstać i iść dalej. Jedna ze świętych mawiała, gdy się jej zdarzył upadek: to są kwiaty z mojego ogrodu, Panie Jezu. I nie dziwić się, żeśmy upadli. Nie mówić: jak to, ja tyle lat już w zakonie przebywam i jeszcze tak zgrzeszyłem? Owszem, dziwić się i dziękować Niepokalanej, żeśmy gorzej nie upadli, bo do tego jesteśmy zdolni. Więc nie zrażajcie się i nie zniechęcajcie się żadnymi trudnościami, przeciwnościami, a nawet upadkami. Modlić się tylko trzeba i wszystko, wszystko oddać Niepokalanej. Często wzywać Matki Najświętszej, jak tego sobie życzył św. O. Franciszek. On to dobrze wiedział, jakimi środkami najpewniej dojdziemy do zbawienia i uświęcenia. Toteż i sam głosił cześć Niepokalanej, i braci swoich do tego zachęcał, i to na siedem wieków przed ogłoszeniem dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny.

Cała istota uświęcenia w wielkiej mierze zależy od tego, dla kogo i jak wykonuje się swoje czynności i obowiązki. Przełożeni coś każą, a my mamy jakąś rację, to ją należy przedstawić, ale jak mimo wszystko każą, to robić tak, jak każą. Im więcej dostosujemy się do poleceń przełożonych, tym więcej pełnimy wolę Niepokalanej, a tym samym bardziej się uświęcimy. Pan Jezus wiedział, jaki jest najlepszy środek uświęcenia i dlatego go obrał. Przez trzydzieści lat był posłuszny [por. Łk 2,51], a zaledwie przez trzy lata nauczał. A więc pamiętajcie: każdy w swoim zakresie niech apostołuje doskonałym spełnianiem swoich obowiązków i niech nie czeka, aż pojedzie na misje. Co się jutro z nami stanie, my nie wiemy. Dziś więc czyńmy wszystko dobrze. Starajmy się jak najbardziej we wszystkim dostosować do woli Niepokalanej, by Ona mogła nami jak najswobodniej kierować. Czy nam coś przyjdzie spełnić łatwiejszego, czy trudniejszego, to wszystko jedno, Ona tak chce, więc czy łatwe, czy trudne, to czyńmy. Gdy tak czynić będziemy, to się nam wszystko uda. A uda się i w życiu, i przy śmierci, i w wieczności.

 

 

 

Niepokalanów, środa, 30 VIII 1933, w przeddzień wyjazdu do Japonii.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

Trzy pożądliwości

  1. W Piśmie Świętym jest powiedziane, że wszelkie zło pochodzi z trzech źródeł: pożądliwości oczu, pożądliwości ciała i pychy żywota [por. 1J2,16]. To są trzy źródła, które jednak można zredukować do minimum, a nawet zupełnie. Co człowiek widzi, chciałby to mieć. I stąd pogoń za bogactwami. My w zakonie składamy ślub ubóstwa, przez który nie możemy nic posiadać na własność, a nawet na rzeczy do użytku musimy prosić o pozwolenie. Tak samo i pożyczać dobrowolnie niczego nie możemy. Żaden z nas nie może mieć ani grosza. Habit też nie jest nasz. To wszystko jest tylko do użytku. Jest bardzo pocieszające, że my tu w Niepokalanowie nie mamy zupełnie pieniędzy, bo długi są. Gdy więc co wpłynie – już na te pieniądze czeka ktoś za papier  czy za cośkolwiek innego. A nawet i te ofiary, które składają czciciele Niepokalanej – też nie są nasze i musimy je przeznaczać na ten cel, na jaki oni przeznaczają. Ponieważ wszyscy składają na szerzenie czci Niepokalanej, więc na ten cel obracamy. Jesteśmy tylko wykonawcami woli tych czcicieli – administratorami. Jest to szczęśliwe położenie, że nie mamy niczego jako właściciele.Może komuś ciężko zachować to ubóstwo, chciałby mieć habit ładniejszy, nie połatany lub innemu zazdrości, że ma to lub owo, a on nie posiada, że tamta cela jest ładniejsza, wygodniejsza. To jest już naturalność, i jeżeli objawia się to w początkach życia duchowego – to nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Ale trzeba się przyzwyczaić i przezwyciężać. I św. Teresa, gdy wstąpiła do zakonu, pragnęła mieć ładniejszy dzbanek do wody, ale później, gdy poznała życie duchowe, obojętne jej było, jaki był dzbanek –owszem, gorszych zawsze rzeczy pragnęła.
    I tutaj więc przez Niepokalaną wszystko możemy.
    Na świecie ile złego jest przez pragnienie bogactw: nienawiści, kłótni, procesów, a nawet ciężkich wykroczeń przeciwko miłości bliźniego.
  1. Drugim źródłem jest pożądliwość ciała. To jest rzecz jeszcze trudniejsza do zwalczenia. Na świecie bardzo wiele dusz ginie za przestępstwa przeciwko szóstemu przykazaniu Bożemu. I w zakonie, ileż to dusz wyciąga szatan za furtę klasztorną z tego właśnie powodu. I tu dusza może siebie pokonać przez Niepokalaną. Sama o własnych siłach tego nie uczyni, ale prze Niepokalaną wszystko może. Dusza taka może się stać nieskalana, że będzie podobna do Niepokalanej. Stanie się ta dusza tak silna, że wole jej nigdy nie zezwoli. Przez Niepokalaną może być pewna, że pokona największe nałogi.
  2. Trzecim źródłem zła jest pycha żywota i ją najtrudniej pokonać, zwyciężyć. Mówią, że kwadrans po śmierci dopiero miłość własna umiera. A jest tak nieznośna, że czepia się wszystkiego, nawet najświętszych rzeczy, ktoś pokutuje, modli się dobrze, stara się o świętość, doskonałość i wówczas potrafi powiedzieć – o, teraz to rozumiem. Jest wszędzie. A jak dużo jej mamy, może dusza skonstatować, gdy przyjdzie upokorzenie. Wówczas przekonać się możemy, czy rzeczywiście jesteśmy pokorni.
    Pan Bóg z miłosierdzia swego dopuszcza upadki i upokorzenia, żeby dusza poznała swoją pokorę. To jest najtrudniejsza walka. I kto pod tym względem nie walczy ze sobą, to i pod innymi względami się potyka.
    Pan Bóg jest samą prawdą, nie może więc kłamstwa popierać, Jeśli dusza będzie w wygórowanej miłości własnej, Pan Bóg z miłosierdzia odsuwa się od takiej duszy, aby poznała, co może o własnych siłach. I inaczej postąpić nie może, bo jest Prawdą. Jeżeli dusza uzna swoją słabość – to się uzdrowi, a gdy nie – to będzie z nią ciężko. Ale i pod tym względem prze Niepokalaną – wszystko możemy. Nie ma tak rogatej pychy, żebyśmy przy Jej pomocy nie wykorzenili jej. Już to samo, że dusza zwraca się do Niepokalanej, jest pokorą. Jest to więc lekarstwo pewne, niezawodne i najłatwiejsze dla wszystkich.
    Starajmy się na własnej skórze doświadczyć, że prze Niepokalaną wszystko możemy. Mówmy to wszystkim i ludziom świeckim.
    Przez Niepokalaną prowadzi droga do wielkiej świętości.

 

Niepokalanów, Wniebowstąpienie Pańskie 6 V 1937 r.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

O ślubie czystości

Wczoraj zastanawialiśmy się na ślubem ubóstwa i doszliśmy do przekonania, że ten ślub oznacza to, co jest przeciwne zwyczajnym dążeniom na świecie. W zakonie ten ślub obowiązuje i pod tym względem, że zakonnicy nie mogą niczego posiadać na własność. Ubóstwo duchem obowiązuje bowiem wszystkich ludzi.

Drugim ślubem, bardziej jeszcze doskonałym i bardziej trudnym, jest ślub czystości.

W ślubie ubóstwa jest doskonałość tego, co jest poza nami. Tak samo i w ślubie czystości. Słowo czystość ma znaczenie różnorodne. Mówimy czysty stół, czysta książka – dlatego, że nie ma plam, że nie ma czegoś niepotrzebnego, co do celu nie zmierza. W znaczeniu moralnym czystość zacieśnia się szóstego przykazania Bożego. Przykazanie obowiązuje wszystkich i to, co by było nieuporządkowane, niezgodne z prawem Bożym, będzie grzechem. Pan Bóg chce, żeby ludzkość trwała i rozmnażała się [por. Rdz 1,28], i to jest wola boża dla małżeństwa. W zakonie wyrzekamy się tego, co jest dozwolone, wyrzekamy się życia rodzinnego. Pan Jezus powiedział: „Kto może pojąć, niech pojmuje” [Mt 19,12]. Jest to coś więcej trudnego niż ubóstwo. W Starym Zakonie zupełnie inaczej sądzono. Za błogosławieństwo Boże uważano liczne potomstwo. Ludziom światowym też trudno to zrozumieć.

Ślub czystości nie zabezpieczy nas jednak przed naturą, która dopominać się będzie swoich praw. Nie możemy powiedzieć, że nie będzie ciekawości do książek, które o tym coś piszą. Owszem, rozpocznie się walka posunięta aż do heroizmu.

Czy to jest tylko wyrzeczeni, czy też i coś więcej?

Kto żyje w życiu rodzinnym, jest związany z drugą osobą  i podzielona jest jego miłość[por. 1Kor 7,33]. Nie chodzi o to, żeby było tylko wyrzeczenie, bo w zamian za to wyrzeczenie przychodzi coś duchowego, posuniętego do tego stopnia, że dusza nazywana jest oblubienicą Chrystusową. Wyrzekamy się po to, by rzecz dużo doskonalszą otrzymać. To jest bardzo słabe porównanie – jakby ktoś wyrzekał się jazdy wozem na korzyść jazdy samolotem. To jest tajemnica i po śmierci dużo Bożych ujrzymy.

Takie dusze nie tylko że same się uświęcają, ale i inne porywają za sobą. Św. Teresa nazywa się matką dusz. Każda dusza, która wyrzeka się życia rodzinnego(dla Boga), staje się duchową matką wielu dusza. Często ich nawet nie zna. To jest wzniosła, bardzo wzniosła rzecz. Poświęca się stworzenie, miłość stworzenia, rodzinę, radość życia rodzinnego, by stać się matką bardzo wielu dusz.

Jak zachować ten ślub mimo wielu pokus, różnych okazji i okoliczności? Oczywiście, tylko za łaską Bożą dochować go możemy. Pośredniczką wszystkich łask jest Niepokalana. Im kto więcej zbliży się do Niepokalanej, tym więcej będzie niepokalany, bo sama Jej nazwa mieści w sobie czystość i niewinność.

Trzeba następnie unikać okazji i powstrzymać swój wzrok, żeby nie patrzeć na nieodpowiednie wystawy, jeśli się jest w mieście. Książek lub powieści nie odpowiednich nie czytać; co innego z obowiązku, gdyż wówczas przychodzi specjalna łaska stanu. Trzeba się strzec, jakby się niosło skarb w glinianym naczyniu i pilnie uważać, aby się ono nie rozbiło. I wewnątrz klasztoru wobec osób tej samej płci trzeba zachować ostrożność, żeby nie naruszyć tej anielskiej cnoty.

Mówi się anielskiej, ale to jest cnota więcej niż anielska, bo aniołom nie sprawia trudności zachowanie jej. Nie żyją w rodzinie i nie mają ciała. My zaś, zachowując ją – przewyższamy nawet aniołów.

Możemy zachować i zachowujemy tę cnotę, jeśli uciekać się będziemy stale do Niepokalanej i unikać okazji. Jeśli zaufacie bezgranicznie Niepokalanej – zachowacie ten ślub, a choćby zdarzały się nawet pewne odchylenia – prędko się podźwigniecie i na nowo zaczniecie.

Mówi się, że ten ślub dużo trudniejszy do zachowania niż ślub ubóstwa, ale przy pomocy łaski Bożej nie ma rzeczy mniej lub bardziej trudnej – wszystko jest łatwe.

 

Niepokalanów 30 VIII 1937 r.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

 

O nadprzyrodzonym posłuszeństwie

Wszyscy wiemy już z niejednokrotnych rozważań, że doskonałością jest pełnienie woli Bożej, woli Niepokalanej. Ale są dziedziny życia zwane wolne, swobodne, gdzie nie ma ściśle określonej woli Bożej, na przykład jest przechadzka po ogrodzie czy jaka inna czynność. Posłuszeństwo święte nie wnika w te najmniejsze szczegóły i szczególiki życia naszego , zostawiając woli naszej ich uzupełnienie. Czy ja pójdę tą ścieżką lub tamtą, czy będę chodził powoli czy prędzej, czy przez ten czas będę rozmawiał, czy się modlił, tu mam zupełną swobodę.

Czyż wobec tego mógłby być jaki powód do niepokoju, że tu nie pełnię ściśle woli Niepokalanej? Otóż nie, bo Niepokalana tak chce, bym w tych okolicznościach posługiwał się swoim rozumem i swoimi wewnętrznymi pobudkami. Wolą Niepokalanej jest, bym święte posłuszeństwo spełniał z całą sumiennością i pilnością, natomiast w chwilach wolnych, swobodnych, zachował się ze świętą swobodą zakonną jako dziecko Boże.

Zważać tylko należy i pilnie czuwać, by dusza zakonna spełniała wszystko w sposób nadprzyrodzony. Przez miłość własną, inaczej mówiąc pychę, człowiek tak często stacza się z poziomu nadprzyrodzonego do życia natury, czyli neutralnego. Wtedy życia nadprzyrodzonego w duszy nie ma; chociaż byśmy czynili jak najwięcej ze swej strony wysiłków, żadnej nagrody u Boga też mieć nie będziemy, gdyż człowiek wówczas nie wznosi się na skrzydłach wiary, ale tylko idzie za własnym rozumem i swymi skłonnościami zmysłowymi. Jeżeli spełnia tylko to, co miłe, i dogadza naturze, schodzi do rzędu zwierząt, które też to samo czynią. Gdy zaś czyni coś trudnego i przykrego dl natury z racji, że rozum uznaje, iż dana rzecz jest dobra i pożyteczna, czyni jako człowiek naturalny, który jest przecież wyższy od wszego stworzenia. O ile zaś wykonuje jakąś czynność jedynie z woli Bożej, wznosi się wówczas ponad siebie, czyli inaczej mówiąc ponad człowieka, gdyż rozum nieraz co innego myśli i określa, a wola Boża zupełnie co innego każe wykonywać. Czyny wówczas takiej duszy mają na sobie to piętno Boże. Bo chociaż z natury swej ludzkiej wykonuje czynności ludzkie, jednak przez intencję i zjednoczenie z Bogiem wszystko jest nacechowane bóstwem. Jak Pana Jezusa, którego pokarmem był pełnić ustawicznie wolę Ojca [J 8,29], nazywamy powszechnie Bogiem-Człowiekiem, tak samo tym mianem można nazwać duszę, która z pomocą łaski przez wiarę wzniosła się ponad poziom życia natury.

Oczywiście człowiek sam nie jest zdolny wznieść się tak wysoko, lecz tu spieszy z pomocą wówczas łaska Boża. Uczynki spełnione w świetle wiary przez pełnienie woli Bożej, całe nie przewyższają chociażby najświetniejsze czyny spełniane z pobudki nadprzyrodzonej. Bo jedne, chociażby wykonane genialnie, jednakowoż są skończone i, co więcej jeszcze, skażone wskutek zepsutej natury, to drugie, rzec można z całą ścisłością matematyczną, są nieskończone i święte przez łaskę, która wszystko przebóstwia, przemienia i łączy z Bogiem. Po ludzku więc patrząc zdawać by się mogło, że czyny tych dwu dusz przyniosą jednakowe owoce, a jednak w oczach Boga żywego jakże wprost nieskończona różnica dzieli jedne od drugich, stąd też i skutki różne. Całym więc wysiłkiem naszym i gorącym pragnieniem powinno być, by przez ciągłe pełnienie świętej woli Bożej, przez ustawiczne współpracowanie z łaską Bożą stawać się coraz więcej upodobnionymi do wzoru najwyższego – Chrystusa, Boga-Człowieka, by stać się jedno z Nim, jak wołał Jezus o sobie do swych uczniów: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” [J 10,30]. Kto to zjednoczenie z Bogiem przez usilną pracę nad sobą i korną a wierną modlitwę zdobędzie, ten naprawdę spełnił największa misję na ziemi i błogosławiony będzie na wieki. Już tu na ziemi taka dusza zażywać będzie w sercu niebiańskiego pokoju i wesela, a potem w wieczności zanurzać się będzie w nieskończonej miłości Bożej w tym stopniu, jaki sobie zdobyła za życia.

Uzupełnienie: Duch Przenajświętszy mówi w Piśmie Świętym: „Sprawiedliwy z wiary żyje” [Rz 1,17]. Nie mówi: żyje z rozumu, ale – z wiary, bo rozum ludzki, tak bardzo ograniczony w swym pojęciu, nie może zbadać wielu rzeczy w dziedzinie natury, a co dopiero mówić o zrozumieniu tajemnic Bożych w dziedzinie życia nadprzyrodzonego. Tu jedynie spieszy z pomocą wiara, która jako cnota boska rozjaśnia i wyświetla niedostępne dla rozumu prawdy Boże. Człowiek, kierujący się jedynie swoim rozumem, często w życiu pobłądzi, schodząc na bezdroża. Szatan, ten chytry wróg naszego zbawienia, jako duch ma rozum bystry i w daleko wyższym stopniu góruje nad rozumem człowieka zmysłowego. W rozumowaniu więc szatan szybko opanuje rozum człowieka  i zwiedzie go na manowce. Wszystkie te utracone powołania zakonne, jak również odstępstwa od wiary świętej i różne herezję są smutnym dowodem dociekania rozumem i kierowania się jedynie nim. Z początku człowiek idzie za wskazówkami rozumu, a później stacza się niżej, idąc za skłonnościami zmysłowymi. Dusza zaś żyjąc wiarą jest dla szatana niezdobytą i niezwyciężoną twierdzą, a on sam wobec niej jest zupełnie bezsilny.

 

Niepokalanów, sobota, 3 X 1936, w czasie rannego rozmyślania.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

Wartość życia wewnętrznego

Życie zewnętrzne jest tylko skutkiem życia wewnętrznego i o tyle ma wartość, o ile pochodzi z życia wewnętrznego.

Chciałby ktoś jak najlepiej wszystko robić i tak, aby było najdokładniej. Jeżeli jednak nie będzie to wszystko pochodziło z życia wewnętrznego, nic nie pomoże. Cała wartość naszego życia i naszej działalności polega na życiu wewnętrznym. Ma to być życie miłości ku Panu Bogu w Niepokalanej – nie tylko w teorii i w uczuciu, lecz w praktycznej miłości, która polega na zjednoczeniu naszej woli z wolą Niepokalanej. Nie chcieć niczego, lub inaczej, jak tylko dlatego, że tak chce lub nie chce Niepokalana. To jest obraz duszy, w której żyje Niepokalana, a w niej Pan Bóg. To życie wewnętrzne jest istotą wszystkiego.

Przede wszystkim i ponad wszystko musimy pogłębiać to życie wewnętrzne.

Jeżeli chodzi o prawdziwą przyczynę życia nadprzyrodzonego, potrzebne są środki nadnaturalne. Modlitwa, modlitwa i tylko modlitwa jest potrzebna do utrzymania życia wewnętrznego i do jego rozwoju.

Co to jest modlitwa? Jest to podniesienie duszy do Boga. Może ktoś być zaabsorbowany pracą – jeśli ją spełnia dla Niepokalanej, on się modli. Przy czym jak najczęściej wzbudzać sobie krótkie akty strzeliste do Matki Bożej. Im kto więcej będzie w kontakcie z Niepokalaną przez modlitwę, tym bujniejsze będzie jego życie wewnętrzne. To bardzo a bardzo chciałbym podkreślić.

 

Niepokalanów, niedziela 18 VII 1937 r.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

Szczęście i miłość naszym celem

sw._m.m.kolbe

  1. Ateiści przyszli w dniu świątecznym do furty i chcieli rozdać podarki dla dzieci. Gdy dzieci przyszły, to im opowiadali, że oni chcą dla ludzi szczęścia na tym świecie, bo i tak ze śmiercią wszystko się skończy.
    Głoszone przez nich hasło uszczęśliwiania ludzi zbudowane jest na głębokich podstawach psychologicznych, bowiem rzeczywiście każdy chce być szczęśliwy. Ale w całej tej teorii jest także duży błąd, bo wyłączają nieśmiertelność duszy.
    Szczęścia szuka każdy człowiek. I gdyby zbadać pobudki, którymi ludzie posługują się w tym życiu, to zawsze głównym celem jest szczęście. Ale gdyby ktoś w zakonie szukał szczęścia kosztem woli Bożej, to nawet ludzie świeccy to zauważą i tym się zgorszą.
    Opowiadał jeden misjonarz, że przyszedł do niego pewien inteligentny Hindus i wyraził pragnienie nawrócenia się na katolicyzm. Zdziwiony zapytuje, co go do tego skłoniło, a on mówi, że nie wierzył w życie bezżenne misjonarzy katolickich, lecz dłuższa obserwacja przekonała go o tym i dlatego religia katolicka musi być prawdziwa, jeśli daję taką siłę. I tak jest zawsze: ludzie chcą widzieć naukę chrześcijańską w czynie.
    We Włoszech jechałem raz pociągiem i dyskutowałem z Żydem na temat boskości Pana Jezusa. Przytoczyłem wszystkie dowody i wreszcie na końcu słyszę pytanie, czy ja sam w to wierzę. Odpowiedziałem: – Gdybym nie wierzył, to bym zrzucił ten habit i poszedłbym używać świata. – To wystarczyło. Nie potrzeba było więcej przekonywać.
  2. Człowiek szuka szczęścia i rzeczywiście nawet w tym poświęceniu się Bogu je znajduje. Celem ostatecznym człowieka jest ten cel, do którego zdąża, dla którego zużywa środki, by go osiągnąć. Naszym celem jest miłość Boża przez Niepokalaną i w niej, a środkiem życie, dlatego powinniśmy zużyć swe życie dla tego celu.
    Jeśli człowiek nie miłuje Boga, to miłuje siebie, a są to miłości sprzeczne. Św. Augustyn mówi, że są dwa krańce: „Miłość Boga aż do wzgardy siebie, albo miłość siebie aż do wzgardy Boga”. Trzeba więc pamiętać, by miłość w Bogu, a nie poza Bogiem. W życiu codziennym często się zdarza, że jeszcze kochamy siebie; starajmy się więc, aby miłość Boga w nas aż do wzgardy siebie.

Niepokalanów, 13 II 1938.

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

O duchu modlitwy

Kiedy zajrzałem do kaplicy, zauważyłem bardzo dużo braci adorujących Pana Jezusa. Słyszałem, też że na taką ilość braci za mało jest ojców do urabiania w zakonności. Jednak bardzo się uradowałem, że przez balaskami i za nimi pełno jest braci. I rzeczywiście od tego zbliżenia się, odwiedzania Pana Jezusa zależy urobienie zakonne.
maksymilian16Słyszałem też, że kiedyś jeden z braci nie był w kościele, a więc na Mszy świętej i u komunii świętej. To mnie ogromnie zasmuciło, bo jak nawiedzanie wzmacnia siły ducha, tak opuszczenie posiłku duchowego jest oznaką osłabienia ducha. Jeżeli ktoś nie ma apetytu, pytamy go, co mu jest, czy chory? Jeżeli ktoś traci apetyt duchowy – to słusznie się go też pytają, czy chory. Jeśli się na Mszę świętą nie pójdzie – to już duża choroba. A były wypadki, że taki brat rano nie wstał, z tego też powodu nie mógł być na rannym rozmyślaniu. Przychodzę do celi po wyjściu braci – tuż przed rozmyślaniem, a on się dopiero ubiera. Przyrzekł na wszystko, iż się poprawi. Zachodzę drugi i trzeci raz – to samo. Czemu taka słabość go opanowała? Dlatego, że się za mało polecał Matce Bożej.
Gdyby był pożywał pokarmu duchowego – byłby tak postępował. Nie ma go już dzisiaj.
Ważna to rzecz, żeby pokarmu duchowego nie opuszczać, lecz z czystym sercem pożywać. Jeśli się splami, wyspowiadać się. Jak dusza czuje, że jej ciężko – mamy Matkę Bożą, która nam może wszystko wyprosić.
Co do urobienia zakonnego, bardzo chwalebny jest wysiłek magistra lub prefekta, ale najwięcej urobienia od nas samych zależy. Jeśli sam nie pracuję nad sobą i nie zastanawiam się poważnie – wszystko na nic. Urobić musi nas sama Matka Boża. Dlatego wszystko zależy od naszego zbliżenia do Niepokalanej. Trzeba chcieć zostać świętym. Oddać się Niepokalanej bezgranicznie i zupełnie. Krzyże i trudności będą, ale one nie zdołają nas oderwać od Matki Bożej. Nie chodzi o to, żeby długo się modlić, ale o ducha modlitwy, o tego ducha podniesienia myśli naszych do Boga. Duch modlitwy do Matki Najświętszej niech nam zawsze towarzyszy. Ona sama nauczy nas bez porównania lepiej kochać Pana Jezusa, niż wszystkie książki i wszyscy nauczyciele. Nauczy nas kochać Go tak, jak Ona Go kocha. To jest szczyt i nasze dążenie, aby Ona sama naszym sercem miłowała Pana Jezusa.

Niepokalanów, 3 IX 1937r, przed profesją solemną.

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

Praca modlitwą

Pracujemy wszyscy na swoim odcinku pracy dla zdobycia dusz dla Niepokalanej. Poza pracą fizyczną jest jeszcze praca modlitwy i cierpienia.

Jak my doceniamy pracę modlitwy?

Niejeden zatęskni może: jakże tu pracować modlitwą, kiedy należałoby kilka razy na dzień pomodlić się w kościele, a tutaj stale dzwonek przeszkadza i zamiast do modlitwy – do pracy wzywa. Innemu znów może trudno się modlić, bo praca przeszkadza. Pomyśli sobie czasem: żebym był w innym konwencie – to bym się częściej modlił. Tymczasem przyjdzie nieraz i taki czas, że chociaż dzwonek wzywa na modlitwę, każą pracować, a nawet z pacierzy zwalniają. Jakże tu pracować modlitwą?

Pan Bóg nie mierzy modlitwy na metry i jej wartość wcale nie zależy od ilości odmówionych różańców czy koronek. Istotę modlitwy stanowi według katechizmu wzniesienie myśli i duszy do Boga. Trzeba się oczywiście i ustnie modlić i pójść do kościoła, ale tylko wtedy i tak, jak Niepokalana sobie życzy. Jej wola jest ponad modlitwę, ponad pracę, ponad umartwienie. Wzniesienie naszej woli do Boga – czyli zjednoczenie naszej woli z wolą Niepokalanej – jest najwyższą modlitwą O tym też wspomniał św. O. Franciszek w Regule, aby bracia w czasie pracy nie tracili ducha świętej modlitwy i pobożności. To jest zjednoczenie woli naszej z wolą Niepokalanej. Modlitwa ustna jest bardzo pożyteczna, ale – o ile jej sobie Niepokalana życzy. Modlitwą pracujemy, zwłaszcza modlitwą obowiązkową: Komunia święta, Msza święta i obowiązkowe pacierze, rozmyślania czy inne nabożeństwo wyznaczone. Te zwłaszcza powinniśmy starannie odprawiać.

Istotą jednak nabożeństwa jest zjednoczenie woli naszej z wolą Niepokalanej.

Szatan niejedną duszę wyciągnął za furtę klasztorną przez to, że stara się, aby się ona więcej przywiązała do modlitwy niż do Niepokalanej. Duch zaś Niepokalanej winien w nas żyć i w nas działać.

 

Niepokalanów, niedziela 8 XI 1936.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

 

Niepokalana Wszechpośredniczką Łask

Niezawodną i niezbitą jest prawdą w Kościele katolickim, choć to nie jest jeszcze ogłoszone jako dogmat, że Matka Boża jest Pośredniczką wszystkich łask.

maryja_1Prawda ta była już znana w pierwszych wiekach chrześcijańskich, lecz nie budziła takiego jak w obecnych czasach zainteresowania, a to z tego względu, że Bóg ją zostawił na czasy późniejsze. O tej prawdzie nauczali Ojcowie Kościoła i wielu teologów na ten temat dużo rozprawiało. Heretycy wprawdzie zarzucają Kościołowi świętemu, że ustanawia dogmaty. Lecz zupełnie się w tym twierdzeniu mylą, bo Kościół święty tylko potwierdza, co wierni uznawali i uznają za niezłomną prawdę. Podobnie działo się z Niepokalanym Poczęciem Najświętszej Maryi Panny. Przed ogłoszeniem tego dogmatu mnóstwo teologów, uczonych a nawet znacznych jednostek w Kościele sprzeciwiało się temu, głosząc, że jest niedorzecznością. Matka Najświętsza, objawiając się w Lourdes, sama potwierdziła ten dogmat, który przed czterema laty Kościół święty ogłosił. Wielka i nadzwyczajna liczba cudów, jakie się tam dzieją, potwierdza nieomylność Kościoła świętego.

Działalność Milicji Niepokalanej i „Rycerza” opiera się właśnie na tej prawdzie, że Maryja jest Pośredniczką łask wszystkich [Łk 1,28], bo gdyby tak nie było, próżna jest nasza praca i nasze zabiegi.

W świetle uwag z odczytów, które słyszałem, przedstawia się to mniej więcej w ten sposób: źródłem wszystkiego bytu, tego, co nie jest niczym, jest Bóg, i to pochodzi od Boga. Jednak, według porządku ustalonego od Boga, wszystkie dobra udzielane bywają ludziom przez Maryję. Co do sposobu udzielania łask, to w tym względzie nie możemy wiele powiedzieć, bo nasz umysł jest zbyt ograniczony, by mógł pojmować tak wzniosłe tajemnice nadnaturalne. Wiele jest rzeczy mało lub wcale nam nieznanych w porządku natury, a w porządku łaski tym więcej, bo my mamy zmysły i w życiu naszym przeważnie nimi się kierujemy. Tutaj musimy zamilknąć i najwyżej to powiedzieć, co św. Paweł powiedział porwany do trzeciego nieba: „Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani w serce człowieka nie wstąpiło, co Pan Bóg zgotował tym, którzy Go miłują” [por. 1Kor 2,9]. Możemy wprawdzie dużo myśleć i wnioskować o tym, lecz lepiej milczmy i dużo prośmy, żeby ta prawda, że Matka Boża jest Pośredniczką łask wszelkich, jak najprędzej jak dogmat Wiary świętej została ogłoszona.

Wiele się do tego przyczynimy, jeśli się będziemy gorąco o to modlili i gorliwie pracowali dla chwały Niepokalanej

 

Niepokalanów, wtorek 6 VI 1933, na zakończenie akademii ku czci Niepokalanej Wszechpośredniczki Łask.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

Życie wewnętrzne

Na czym polega życie wewnętrzne?

Często o tym mówimy, lecz trzeba wciąż powtarzać by nie zapomnieć. Przede wszystkim trzeba, by to pióro czy pędzel były posłuszne. Stąd trzeba usuwać różne opory i przeszkody, które nie pozwalają dobrze dać się kierować. W życiu wewnętrznym tymi przeszkodami są wady, które trzeba pousuwać, wykorzenić. Do tego zmuszają rozmyślania, rachunek sumienia by poznać wady, poznać cnoty i do Pana Jezusa się upodobnić.

Jest to walka z samym sobą i dlatego taka trudna. Łatwiej jest rozwijać działalność na zewnątrz, niż walczyć z umiłowanymi swoimi wadami. Miłość własna kocha te wady i nie chce ich się pozbyć. Te wady umie nawet pokrywać cnotami. Na przykład, gdy kto nie słucha, to mówi o niezłomności woli i charakteru; kto ostygł w modlitwie, myśli o pracy zewnętrznej. I miłość własna potrafi to brać za cnoty.

mid_24834Taka wada jest jakby szkodliwą rośliną. Odciąć łodygę, to z korzenia wyrośnie druga, wyrwać korzeń, zostaną w ziemi drobne korzonki i znów po niejakim czasie odrosną. Wady zawsze odrastają i zawsze trzeba je wyrywać, jak odrosną. (…)

Sprawa własnego zbawienia i uświęcenia jest o wiele ważniejsza od pracy nad duszami innych. Bardzo jest ważne, żebyśmy w tej pracy nad innymi nie zapomnieli o własnej duszy, bo nasze zbawienie i uświęcenie jest najważniejsze. Gdyby wolą Bożą było, by to wszystko zacieśnić, chętnie należy się do tego zastosować.

Pan Bóg czasami tak kieruje, żeby z naszych dobrych chęci była ofiara. Zachoruje na przykład najgorliwsza dusza; Pan Bóg chce tej ofiary, by przez nią oczyścić jej intencję, bo miłość własna wszędzie się wciska i wywołuje chociażby zadowolenie z rezultatów jej działalności .Nam się zdaje, że dla chwały Niepokalanej pracujemy, ale do tego wmiesza się miłość własna i brudzi tę intencję. Gdy Pan Bóg złoży chorobą taką duszę, to ta intencja łatwiej się oczyszcza. Dlatego zawsze mówię, że infirmeria jest u nas najwydatniejszym działem.

W tej robocie apostolskiej nawrócenie i uświęcenie jest skutkiem tylko i jedynie łaski Bożej. Modlitwą te łaski Boże możemy zdobyć.

Pamiętajmy więc o życiu wewnętrznym, o walce z samym sobą. Starajmy się przede wszystkim być doskonałym narzędziem, dać się Niepokalanej kierować, bo to jest istota świętości. Trzeba też potrafić spokojnie spoczywać, gdy Matka Najświętsza ten pędzelek odłoży.

 

Niepokalanów, niedziela 13 marca 1938 r., do braci profesów solemnych na rozmyślaniu.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

 

Życie wewnętrzne ważniejsze od działalności

Jeden z papieży, będąc już na Stolicy Piotrowej – jako wychowanek św. Bernarda – często u niego zasięgał różnych porad i wskazówek do prowadzenia Kościoła. Święty pisał do niego: Przeklęte są te zajęcia – nawet rządzenie Kościołem – jeśli przeszkadzają ci w życiu wewnętrznym.

Więc te wszystkie prace, nawet tak święte, jak rządzenie Kościołem, trzeba uważać, że są to tylko rzeczy zewnętrzne. Istotą jest życie wewnętrzne. Te rzeczy należy kłaść na drugim miejscu, po zajęciach wewnętrznych.

maksymilian48Życie wewnętrzne, z wiary – jak je sobie praktycznie przedstawić? Otóż być takim, jak pióro w ręku pisarza lub pędzel w ręku malarza. Życie wewnętrzne polega na tym, żeby to pióro dało się coraz doskonalej kierować temu, co kieruje. Żeby się zupełnie nie opierało, żeby poznosić wszelkie zapory i przeszkody. Są nimi różnorodne wady: główne i uboczne. Życie wewnętrzne – to jest ta właśnie praca nad wykorzenianiem wad. Rozmyślania i rachunki sumienia mają na celu wyświetlić nam, czy życie nasze stosuje się do życia Pana Jezusa – pomagają nam usuwać nasze wady, aby na ich miejsce wchodziły cnoty. Walka z samym sobą – to jest życie wewnętrzne. Łatwiej jest pracować na zewnątrz, niż wykorzeniać wady własne. Miłość własna potrafi często ubrać te wady w cnoty i dlatego tak trudno się ich pozbyć.

Komu brak pokory – to duma będzie mu szeptała o utrzymaniu własnego honoru; kto nie potrafi się poddać przełożonym – to mówi o niezłomności charakteru, a nawet kto ostygł w modlitwie i czuje do niej pewien wstręt – lubi myśleć o pracy zewnętrznej i o gorliwości zewnętrznej. Dużo, dużo różnych wad jest i dusza sama siebie łudzi. Te wady to są jak różdżka czarodziejska. Uciąć jedną – to znów wyrasta inna, wyrwać drugą – to trzecia, a potem i dawna się odzywa. Dlatego wciąż należy czuwać, aby stale z korzeniami je wyrywać. Walka z wadami – uświęcenie własnej duszy to jest to MI „ja”, i to jest robota najważniejsza.

Życie wewnętrzne musi być daleko wyżej postawione od życia zewnętrznego. Św. Paweł mówił: „Karce moje ciało, bym snadź sam nie został odrzucony” [por. 1Kor 9,27]. Przy pomocy Niepokalanej starajmy się, żebyśmy nie upoili się tymi rzeczami zewnętrznymi, ale stale pamiętali, że życie wewnętrzne – nasze udoskonalenie i uświęcenie – jest istotą naszej działalności. Inne rzeczy mają być tylko skutkiem tego życia wewnętrznego.

Pan Bóg chce ofiary z działania i dlatego zsyła dużo krzyżyków. My jesteśmy często przekonani, że pracujmy tylko dla Niepokalanej, ale często też przywiązujemy się do rozumu własnego – a i w pracy miesza się upodobanie własne, zanieczyszczając pierwszą intencję. Dopiero gdy dusza położy się na łożu boleści, oczyszcza się prawdziwie od wewnątrz. Dlatego infirmerię uważam, za najwydatniejszy dział. Tam nikt nie pochwali tak łatwo, tam łatwiej o czystą intencję. W wielkim zapale pracy zewnętrznej zaczyna się mniej cenić modlitwę. A tym czasem w tej pracy o zbawienie i uświęcenie innych dusz główną rolę gra łaska Boża. Pan Bóg chce, żeby używać środków naturalnych , ale nie są one nieodzowne; Modlitwą musimy zdobywać łaski, które jedynie i wyłącznie są przyczyną nawrócenia.

To życie wewnętrzne i walka z samym sobą mają być tak prowadzone, abyśmy byli narzędziami w ręku Niepokalanej i dali się Jej zupełnie kierować, tj nie żeby działać dużo na zewnątrz, ale jak Ona chce; jeśli każe odłożyć pióro – leżeć spokojnie. Być narzędziem, dać się Jej kierować, doceniać cierpienie i modlitwę – w robocie naszej jest rzeczą znaną, ale wciąż trzeba to sobie odświeżać, żeby nas natura nie poniosła gdzie indziej.

 

Niepokalanów, niedziela 13 marca 1938, na rozmyślaniu do braci profesów solemnych.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

Dobry przykład

Pamiętajcie, że Wy będziecie przykładem dla drugich; dla aspirantów, dla postulantów, dla profesów symplicznych i dla tych, którzy jeszcze przyjdą. maksymilian18Wszyscy patrzą na przykład starszych, a właściwie uczą się życia od starszych i według ich postępowania oni postępują. Mogą mieć najpiękniejsze konferencje, lecz jeśli nie będzie dobrego przykładu, nic nie pomoże. Młodzi uważać będą, że konferencja to teoria, a w praktyce to w aspiranturze można postępować tak, w postulanturze tak, w nowicjacie tak, po profesji symplicznej tak, a po wiecznej tak, jak widzieć będą u starszych.

Możecie ogromnie dużo dobrego i złego zrobić swoim przykładem. I dlatego obecnie należy rozpocząć nowe życie, nową pracę nad sobą, i codziennie należy je rozpoczynać od nowa. Nam potrzeba bodźców, które by nas pobudzały do tej pracy. I dobrze, jeśli jest ich dużo. Czy dawanie dobrego przykładu jest obowiązkiem? Tak. Wszyscy z otoczenia mają prawo żądać dobrego przykładu, a ten, kto nie daje dobrego przykładu, grzeszy nie tylko przeciw Panu Bogu, ale i wobec bliźnich – popełnia więc grzechy cudze.

 Niepokalanów, piątek 26 VI 1936, do braci rekolektantów przed profesją solemną

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

Nie obmawiać

Przed kilkoma dniami powiedziałem braciom o tym, co już kilka lat temu powiedziałem, a mianowicie o zgorszeniu przeciwko szóstemu przykazaniu Bożemu. I powiedziałem, że każdy obowiązany jest w przeciągu 24 godzin donieść o tym przełożonemu, gdyż inaczej będzie tak samo karany jak ten, który dał zgorszenie. Dla zgorszenia nie mamy być miłosierni, bo i Pan Jezus powiedział, ż lepiej kamień młyński przywiązać gorszycielowi u szyi i wrzucić w głębokości morskie (Mt 18,6).
Dziś chcę powiedzieć o drugiej rzeczy mniej ważnej od tamtej, ale również wielkiego znaczenia.
maksymilian14Mianowicie, nie krytykować. Co to znaczy nie krytykować? Czy to znaczy, że nie mamy nic mówić i o wadach? Nie! Każda rzecz stworzona jest ograniczona – ma swoje granice – i należy je ciągle udoskonalać, usuwać wady i niedoskonałości. Ale krytykować, to znaczy mówić o wadach bliźniego do tych, którzy nie mają obowiązku i nie mogą zła naprawić. Kto mówi o wadach współbrata drugiemu bratu, który nie ma obowiązku i nie może zła naprawić, grzeszy przeciwko ósmemu przykazaniu Bożemu.
Dalej, jeżeli jakaś obmowa, przejdzie przez kilka ust, zniekształca się i wówczas mogą już być rzeczy nieprawdziwe, a więc będzie oszczerstwem, czyli grzechem jeszcze cięższym od obmowy.
Mówiąc tylko o wadach bliźniego, nie przedstawiamy całej rzeczywistości, bo każdy człowiek prócz wad ma i cnoty – dodatnie strony.
Wiemy z katechizmu, że każdy, kto zgrzeszył obmową, obowiązany jest krzywdę naprawić – wynagrodzić. W jaki sposób? Najlepiej postawić siebie w jego położeniu i tak naprawić, jak byśmy chcieli, aby nam wynagrodzono, a więc czy przez sprostowanie nieprawdziwej wiadomości, czy przez podanie również dodatnich stron.
Myśląc o tym, jak byśmy chcieli, aby nam wynagrodzono, najlepiej bliźniemu wynagrodzimy.
Dalej, chciałem podkreślić również, aby poza furtą nie wyrządzić krzywdy obmową całej rodzinie. Ten kto słucha, zna tylko złe strony, które mu się powie, a nie wie, jak jest w rzeczywistości. Ze szczegółu sądzi o całości. I to jest bardzo ważna rzecz.

Niepokalanów, niedziela 26 VII 1936 r.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.