Śmierć grzeszników

Śmierć grzeszników, mówi św. Bernard, jest bardzo zła od strony ich stosunku do świata, który muszą opuścić, gorsza od strony ich stosunku do ciała, z którym muszą się rozłączyć, a najgorsza od strony ognia i nieumierającego robaka, które będą ich udziałem. To prawda, że strasznie jest widzieć się wyrwanym ze świata który się kochało; jeszcze bardziej strasznie, czuć się wyzutym z tak czule kochanego ciała, ale nieskończenie bardziej strasznie widzieć się wtrąconym w otchłań nieszczęśliwej wieczności.

Do tych męczarni dochodzi też mnóstwo innych: przypadłości choroby, bóle ciała, obawy duszy, tęsknoty chwili obecnej, niepokoje przyszłości, wspomnienie przeszłości i jej grzechów, strach przed sądem i tym, co po nim nastąpi, okropność pogrzebu, rozstanie się ze wszystkimi przedmiotami nieuporządkowanego kochania. Tu majątek, tu przyjaciele, tu żona i ubóstwiane dzieci; światło, powietrze, życie – wszystko to trzeba opuścić i to opuścić z nieopisanym bólem, stosownie do stopnia przywiązania, jakie się do tego czuło! Serce, mówi św. Augustyn, nie rozłącza się z tym, co je zajmowało, bez okrutnych boleści. Ten jedynie, mówi pewien filozof, kto mało doznał w życiu pociechy, mało obawia się śmierci.

Ale największą udręką grzesznika w tej ostatecznej godzinie jest jego występne sumienie i straszliwe oczekiwanie losu, na jaki zasłużył. W obliczu śmierci budzi się on z nieszczęsnego uśpienia. Otwiera oczy i widzi nareszcie to, czego nie chciał widzieć, póki żył na świecie. Dzieje się tak dlatego – mówi Euzebiusz Emisseński – że w owej chwili wszelki niepokój o życie teraźniejsze, wszelkie pożądanie godności i bogactw, wszelkie staranie, wszelkie zajęcia rzeczami tego świata ustają, a dusza jest całkowicie oddana myśli o ciężkim rachunku, jaki za kilka chwil będzie musiała zdać; jest całkowicie oddana rozpamiętywaniu sądów Pańskich. Na widok życia, które się oddala, i śmierci, która lezie mu w oczy, człowiek zapomina o teraźniejszości, która mu się wymyka, a całą swoją uwagę zatrzymuje na mającej go właśnie ogarnąć przyszłości. Widzi wtedy, że wszystkie jego uciechy znikły, a zostały tylko grzechy, którymi je okupywał i które pójdą z nim na sąd Boży.

 

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

 

Zaślepienie, ciemność świata

granada_fray_luisCo jeszcze powiększa niebezpieczeństwo świata – co sprawia, że jest ono niemal nie do uniknięcia – to zaślepienie tych, którzy są temu światu oddani. Egipt został niegdyś pokryty okropnymi ciemnościami. Były one tak gęste, że można było namacać je ręką. Przez całe trzy dni nikt nie mógł ruszyć się z miejsca, w którym go te ciemności zastały; nikt nie był w stanie niczego wokół siebie dojrzeć. Podobne, i głębsze jeszcze, są ciemności rozlane po świecie.  Rzuć okiem na to, co się tam dzieje. Zobacz złudzenia, które tam panują, szaleństwa, jakie się tam dzieją, i powiedz mi, czy zaślepienie nie jest tam powszechne? Czy może być większe zaślepienie niż to, żeby tak bardzo cenić ludzi, a tak mało Boga?! Żeby mieć tak wielkie poszanowanie dla praw ludzkich, a tak wielką pogardę dla praw Bożych?! Żeby tak gorliwie pracować dla całkiem zwierzęcego ciała, a zapominać o duszy, w której jaśnieje żywy obraz Majestatu Bożego? Żeby bezustannie zbierać zasoby do życia, które jutro się skończy, a nie robić niczego dla wieczności, która ma nastąpić zaraz po tym jutrze? Żeby się wyniszczać dla spraw ziemskich, a nie zrobić jednego kroku dla dóbr niebieskich? Czy może być większe zaślepienie, niż ten stan lenistwa i gnuśności, w jakim żyjemy, jakbyśmy mieli nigdy nie przestać żyć: pomimo pewności naszej śmierci, pomimo pewności, że ta straszliwa godzina, postanowi o naszym losie na wszystkie wieki wieków? Gdyby ludzie mieli zapewnienie życia na wieki, czy postępowaliby inaczej niż teraz, gdy nie mają wątpliwości o niechybnej śmierci? Jakie może być większe zaślepienie, niż okupywanie zaspokojenia cielesnej chuci ceną niewysłowiony rozkoszy nieba? Czy być tak rzutkim w sprawach majątku, a tak niedbałym o własne sumienie? Czy tak dbać o to, by utrzymać w porządki sprawy doczesne, a tak mało o to, by przyzwoicie urządzić swoje własne życie? Wszystkie te niedorzeczności i tysiące jeszcze innych są tak na świecie normalne, że jeśli się im dobrze przyjrzysz, cały świat wyda ci się jakby zaczarowany. Zobaczysz ludzi, którzy mają oczy, a nie widzą, mają uszy, a nie słyszą, ostro widzą rzeczy świata, a są kretami w sprawie wieczności. Św. Paweł, powalony na drodze do Damaszku, otwiera oczy i nie widzi nic. Oto obraz nędznego miłośnika świata: wszystko widzący dla świata, jest on zupełnie ociemniały dla Boga.

 

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

 

 

Odwlekanie nawrócenia

granada_fray_luisŚw. Izydor: Niech ten, kto chce mieć pewność przebaczenia przy śmierci, czyni pokutę, póki się czuje pełen siły i zdrowia. Niech teraz opłakuje swoje nieprawości, bo kto poprawę nierządnego życia planuje sobie na jego ostatnie chwile, ten wystawia się na największe niebezpieczeństwo. Jeśli nawet nie godzi się twierdzić, że jego potępienie jest nieuniknione, to nie można też ukrywać, że jego zbawienie jest mocno wątpliwe.

Straszne to zaiste słowa, ale te, które Euzebiusz z Cezarei wkłada w usta swojego mistrza, umierającego we włosiennicy i na popiele, są jeszcze straszniejsze . Nie śmiem ich tu powtórzyć w całej ostrości wyrażeń: bałbym się, że doprowadzą one dusze słabe do rozpaczy. Kto chciałby się z nimi zapoznać, niech w czwartym tomie Dzieł św. Hieronima przeczyta list Euzebiusza do biskupa Damaszku, dotyczący chwalebnej śmierci jego święto mistrza. Tu przytoczę tylko jeden ustęp. Niektórzy zatwardziali grzesznicy powiedzą może: „Nawrócę się przy śmierci”. O, smutna pociecho! Jaki pożytek może mieć wtedy to lekarstwo dla człowieka, który całe życie przeżył nie myśląc o pokucie (chyba, że we śnie!). Uwikłany w światowe interesy, znękany bólami ciała, szarpany żałosnym wspomnieniem dzieci, które przyszło mu opuścić, dostatków, których już nie ma używać, tak ze wszystkich stron ściśnięty strachem, żalem, boleściami – jakże potrafi on wznieść serce do Boga i szczerze dokonać wtedy tego, co odpychał od siebie, póki tylko miał nadzieję życia? Czego zresztą i teraz by jeszcze nie zrobił, gdyby miał nadzieję, że wyzdrowieje? Jaka więc będzie ta pokuta, co wtedy się zaczyna, gdy kończy się życie? Znam niejednego światowego bogacza, któremu po powstaniu z ciężkiej choroby wraz z odzyskaniem zdrowia ciała pogorszył się stan duszy. Nie boję się powiedzieć, bo jestem o tym przekonany i nauczyło mnie tego długie doświadczenie, że szczęśliwy koniec człowieka, którego życia było zawsze nieporządne – który nigdy nie uląkł się grzechu i był stale niewolnikiem próżności – otóż, że szczęśliwy koniec takiego człowieka jest dziwem, jest wielkim cudem.

Takie są obawy tego świętego męża względem pokuty, która zaczyna się dopiero na łożu śmierci.

 

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

Wdzięczność Bogu

granada_fray_luisCzłowiek powinien być wdzięczny Bogu nie tylko za te grzechy, które mu są odpuszczone, ale i za te wszystkie, których uniknął za pomocą Jego łaski. Nie sądź więc, że godzi się kochać tylko malutko, pod pozorem, że było w tobie mało do przebaczenia; kochaj, owszem, kochaj wiele i bardzo, bo wiele ci było dane. Poczuwałbyś się do wielkiej wdzięczności względem wierzyciela, który darowałby ci cały dług, a cóż myślisz, winien jesteś Szczodrobliwemu Dobroczyńcy, który postawił cię w takim stanie, że nie tylko nie potrzebujesz się zadłużać, ale możesz się jeszcze wzbogacić? Ten zachował pierwszą niewinność – to Bóg prowadził go i osłaniał; tamten przeszedł z występku do cnoty – to Bóg go nawrócił. Inny żył w swoim nieszczęsnym uporze i umarł w grzechu, bo Bóg w Swoich sprawiedliwych sądach opuścił go! A jeżeli jest tak, cóż nam pozostaje innego, jak tylko zawołać z Prorokiem: Nie będą napełnione usta moje chwałą, abym śpiewał sławę Twoją cały dzień (Ps 70). Cóż znaczy, pyta św. Augustyn, to wyrażenie: cały dzień? Nieustannie, bez przerwy, odpowiada sam sobie. Będę Cię chwalił Panie w powodzeniu – bo Ty zsyłasz mi pociechę; w nieszczęściu – bo mnie karzesz; za ten czas, kiedy mnie jeszcze nie było – boś mnie stworzył; przez cały ciąg życia mego – bo od Ciebie je uzyskałem; za grzechy moje – boś mi je darował; za powrót do Twojej łaski – boś mi dopomógł; za moje wytrwanie do końca – boś mi obiecał wieniec nagrody. W taki to sposób będę napełnione usta moje chwałą Twoją cały dzień.

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

 

Potop grzechu

Cały świat ginie wskutek potopu. Tylko osiem osób znajduje schronienie w Arce Noego. Sześćset tysięcy mężów, nie licząc niewiast i dzieci, wychodzi z Egiptu, by wziąć w posiadanie ziemię Chanaan. Bóg wyczerpuje, że tak powiem, Swoją potęgę i dobroć na dobrodziejstwa i cuda, żeby ich tam doprowadzić. Oni Go obrażają. Dwóch tylko z całego ludu ogląda Ziemię Obiecaną. Te wypadki i mnóstwo innych, są według zdania wszystkich Doktorów, obrazem wielkiej liczby gubiących się grzeszników, a małej ilości tych, którzy się zbawią. Są usprawiedliwieniem tego zdania: Wielu wezwanych, lecz mało wybranych. Stąd też to porównanie w Piśmie świętym sprawiedliwych z drogimi kamieniami. I stąd słowo Salomona: Niezmierzona liczba szalonych (Ekl 1,15).

Na widok tego wspólnego niebezpieczeństwa, tego powszechnego potopu, równie dobitnie objawionego w obrazie i w rzeczywistości, jak mógłbyś oprzeć się uczuciu trwogi? Gdyby rodzaj ludzki miał podzielony na dwie równe części, już wtedy można by uschnąć ze strachu. Co mówię? Piekło na wieki jest złem tak straszliwym, że gdyby ze wszystkich ludzi tylko jeden miał być na nie skazany, zaprawdę, powiadam ci, ani jeden nie powinien by nie zadrżeć ze strachu. Jeden z was Mnie wyda (Mt 26, 21), mówi Zbawiciel. Na te słowa zatrwożyli się wszyscy uczniowie – a przecież wszyscy z wyjątkiem jednego mieli w swoim sumieniu rękojmię przeciw tej groźbie. Na wieść o wielkim nieszczęściu nikt nie obroni się przed trwogą. Wyobraź sobie niezliczone tłumy ludzi zgromadzone na ogromnej przestrzeni. Niech się dadzą słyszeć grzmoty i niech Bóg objawi, że piorun padnie na jednego z nich. Czy znajdzie się choć jeden człowiek, który by się nie zląkł właśnie o siebie? A przecież ma paść tylko jedna ofiara: cóż to by było dopiero, gdyby połowa, gdyby większa część miała zginąć? O, człowieku, tak roztropny na rzeczy doczesne, a tak ślepy, tak głupi na wszystko, co dotyczy wiecznego zbawienia! Błyskają ci przed oczyma pociski nieubłaganej sprawiedliwości Bożej. Oświadcza ci Bóg, że niezmiernie mała liczba ma ich uniknąć, a ty pozostajesz zimny, spokojny, nieporuszony! Czyżby piekło miało być mniej groźne od piorunów? Czy może masz od Boga jakieś szczególne zapewnienie czy patent na zbawienie? Nie widzę niczego, na czym byś mógł opierać swoje poczucie bezpieczeństwa. Widzę tylko grzechy, które cię potępiają; grzechy, które ci zwiastują odrzucenie, jeśli się nie poprawisz. A jednak twoje serce jest spokojne! Powiadasz, że cię ubezpiecza Miłosierdzie Boże. Miłosierdzie Boże jest nieskończone, to rzecz niepodważalna. Ogromna większość ludzi zostaje odrzucona, to także niepodważalne. Jeżeli podzielasz ich zbrodnie, to i los ich podzielisz – i to też niepodważalne. Popatrz więc, jak cię zaślepia miłość własna: każe ci liczyć na jakiś wyjątkowy porządek rzeczy, niedostępny dla reszty świata! A w czym ty jesteś tak uprzywilejowany między wszystkimi dziećmi Adama, żeby liczyć, że idąc tą samą drogą co oni, dojdziesz do zupełnie innej mety?

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

 

Niewola grzeszników

granada_fray_luis

Ludwik z Granady OP

Najokropniejsza broń, jakiej używa szatan, aby nas podbić, to nasze własne żądze; bo nieporządna miłość, z jaką lgniemy do rozlicznych przedmiotów naszego pożądania, popycha nas do chwytania się wszelkich, choćby i niegodziwych środków, byle tamte osiągnąć, nie zatrzymując się przed żadną przeszkodą, choćby i przed prawem Bożym. I oto początek, przyczyna wszystkich zbrodni. To jest ten bezecny tyran, któremu grzesznicy poddani są i zaprzedani jak niewolnicy, by użyć wyrażenia Apostoła. Grzech nie pozbawił ich zupełnie wolnej woli, którą otrzymują przy stworzeniu w istocie swej niespożytą. Ta przyrodzona władza nie może być całkowicie stłumiona, jakiekolwiek ogromne brzemię nieprawości by na niej nie ciążyło – jest jednak tak dalece przez nie osłabiona, że w swoich nieustających bojach z coraz silniejszą za każdym nowym napadem chucią cielesną najczęściej przegrywa. A cóż boleśniejszego można sobie pomyśleć, niż to, że człowiek, który nosi w swojej duszy obraz Boga, który dzięki swojemu rozumowi może się, jak po promieniu spuszczonym ze światłości niebieskiej, wznieść nad wszystko co stworzone, aż na łono samego Boga – że ten człowiek, jakby na przekór takiej godności, poddaje się ślepej zwierzęcej chuci, zohydza się grzechem, oddaje przewodnictwo nad sobą szatanowi? Powierzywszy się takiemu przewodnikowi, czego innego może się on spodziewać, jeśli nie tego, że spadając z przepaści w przepaść, zatrzyma się dopiero na samym dnie piekieł?

Wyobraź sobie panią, w której znajdziesz wszystko, co tylko szlachetnego w urodzie i cnocie dać mogą urodzenie i natura. Ma ona w swojej służbie niewolnicę, u której brudy duszy nie ustępują w niczym ohydzie i brzydocie ciała. Otóż ta wstrętna kobieta podaje swojemu panu zaczarowany napój, który pozbawia go rozumu. Od tej chwili mąż, nazbyt szczęśliwy, za miłość przywiązanej żony odpłaca już tylko wzgardą i odrazą. Osadza ją w najdalszej części domu, a uwiedziony namiętnością ku swojej obrzydliwej niewolnicy, całą swoją miłość, staranie, czułość zwraca właśnie ku niej. Niczego nie pomyśli, postanowi, nie zrobi inaczej jak tylko przez nią i dla niej. Z jej rozkazu i dla jej przyjemności wydaje, traci na uczty, gry, zabawy i wszelkiego rodzaju zbytki. Nie dość, że wyniósł cudzołożną niewiastę do praw i godności prawej małżonki – trzeba jeszcze, że ta nieszczęśliwa małżonka, poniżona do stanu swojej współzawodniczki, musi teraz być niewolnicą swojej niewolnicy, musi być uległa wszystkim jej wymysłom, wszystkim zachciankom. Czy wierzysz, by szaleństwo człowieka mogło zajść tak daleko? Gdyby się kiedykolwiek coś podobnego zdarzyło, jakież byłoby zdumienie wszystkich, którzy by na to patrzyli! Jak by się każdy brzydził tą bezecną kobietą! Jakie współczucie, jaki politowanie budziłby los tej cnotliwej, nieszczęśliwej małżonki! Jaki powszechny głos oburzenia i pogardy podniósłby się przeciw temu nieuczciwemu i szalonemu mężowi?

 

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

Los grzesznika

granada_fray_luisGdyby ludzie nie byli pozbawieni rozumu, czy trzeba by im było czegoś więcej, by zrozumieć, jaka jest różnica między losem sprawiedliwych a losem grzeszników, między szczęściem jednych a szczęściem drugich – nawet rozpatrując rzeczy pod tym tylko względem , który nas tutaj interesuje? Czy jest los bardziej godny zazdrości niż los sprawiedliwego, którego dusza, jak drzewo zasadzone nad wodami bystrej rzeki, żywiona jest i chłodzona zdrojami łask o obficie wydaje owoce błogosławieństwa i zbawienia? I przeciwnie, jaki los jest bardziej opłakany od losu grzesznika, który, podobny do dzikiego, niepłodnego drzewa, leniwie porastającego na ustroniu i pozbawionego wszelkiej uprawy, odwrócił oczy i serce od Tego, który jest źródłem żywej wody, aby je zatrzymać dla znikomych i zwodniczych stworzeń, które są dla niego ziemią tylko pustą i wyschłą, nie nadającą się do zamieszkania? Jak bardzo godzien jest naszego politowania o łez ów nieszczęśliwy niewolnik świata, osadzony na ziemi przeklętej, w której złożył swoje nadzieje, a w której znajduje tylko hańbę i zawód! Czy jest jakakolwiek nędza od tej nędzy straszniejsza?

Niestety! Człowiek został przez grzech wtrącony w tak okropną nędzę, że niezbędnie potrzebuje miłosierdzia Boga!

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

Dary doczesne, łaski wieczne

Bóg nie potrzebuje chleba, by nakarmić nasze ciało, nie potrzebuje też wcale dóbr doczesnych, by napełnić i zaspokoić duszę. Dowodem tego Święci Pańscy, którzy w utrudzeniu ciała, w modlitwie, nawet w samych łzach, więcej znajdowali słodyczy i pociechy, niż miłośnicy świata doznali kiedykolwiek wśród wszystkich swoich rozkoszy.

Otóż to jest owo stokroć, obiecane tym, którzy wyrzekają się wszystkiego dla Boga: za dobra zwodnicze i niepewne otrzymują oni dobra prawdziwe i stałe; za podłe rozkosze zmysłów – szlachetne uweselenie duszy; za niepokoje i dokuczliwe kłopoty – swobodę i niezachwiany spokój; za występki życia nierządnego – zasługi życia czystego i niewinnego. Jeśli więc pragnąc iść za Chrystusem, wzgardzisz dobrami tego świata, znajdziesz w Jego miłości skarby wartości nieocenionej. Jeżeli zdepczesz fałszywe zaszczyty, zajaśniejesz prawdziwą chwałą. Jeżeli wyrzekniesz się kochania cielesnego, Ojciec Przedwieczny zaleje twoje serce potokami niewysłowionych słodyczy. Jeżeli uciekniesz od zatrutych radości świata, zakosztujesz w Bogu czystych, upajających rozkoszy niebieskich. A kiedy już do tego dojdziesz, wówczas dopiero zrozumiesz, że to, co cię dawniej zachwycało, teraz sprawia ci wstręt i obrzydzenie. Bo skoro tylko Boskie światło zajaśnieje w naszych oczach, wszystkie przedmioty przybierają dla nas zaraz nową barwę i nowy kształt. To, co wczoraj było dla nas gorzkie, dziś wydaje się słodkie; co było słodkie, w gorzkie się zamienia. To, co nas przerażało, staje się dla nas teraz samą przyjemnością i szczęściem. Istną brzydotę widzimy tam, gdzie czarowała nas piękność. I nie dlatego, żeby natura rzeczy miała się zmienić, ale dlatego, że dotąd ukrywała się ona przed naszymi oczyma. I tak sprawdza się obietnica Chrystusowa: za doczesne bogactwa ciała, daje nam On duchowe bogactwa duszy; za to, co nazywamy darami fortuny, daje nam dary łaski, bez porównania droższe i bardziej zdolne zaspokoić serce człowieka.

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA