Przyczyny zniechęcenia

Jakie są przyczyny zniechęcenia? Czasem jest to nawiedzenie Pańskie, czego i sami święci doświadczali. Czasem – pokusy szatańskie, zwłaszcza wtenczas, gdy to zniechęcenie przychodzi niespodziewanie i objawia się tylko w rzeczach duchowych. Czasem są to cierpienia fizyczne lub moralne, np. bolesne zawody, ciężkie zmartwienia i smutki. Czasem jest ono karą za poprzednie grzechy, skutkiem próżnego lęku o przyszłość, lub owocem ukrytej pychy, która od razu chciałaby wedrzeć się na szczyty, a gdy to się nie udaje, niepokoi się i smuci. Najczęściej my sami sprowadzamy podobny stan naszym rozproszeniem, naszym niedbalstwem w obowiązkach i praktykach duchowych, naszym tchórzostwem w walce duchowej , naszą zniewieściałością co do umartwień i naszą niewiernością w wypełnianiu obowiązków czy praktyk pobożnych. Bywa też, że wpływają na nas szkodliwie złe przykłady albo lenistwo tych, którym Bóg powierzył straż nad duszami.

Jeżeli chcesz uniknąć tego zniechęcenia, przede wszystkim nie bądź pobłażliwy dla siebie ani zbyt troskliwy o swoją cześć czy też o swoją pociechę lub korzyść ziemską, czy o swoje zdrowie. Zgadzaj się we wszystkim z wolą Bożą i chodź wiernie drogą Pańską, aby nie przekroczyć żadnego przykazania, nie zaniedbać żadnego obowiązku, nie zmarnować żadnej łaski. Działaj zawsze spokojnie, bez gorączki i pośpiechu, pamiętając, że nie w jednym dniu stajemy się świętymi. Pamiętaj również, że Pan jest twoim wspomożycielem i obrońcą, a więc Jemu zaufaj całkowicie. Wszakże On to sam dodawał ducha św. Teresie wśród jej walk i udręczeń: ”Nie smuć się; w tym życiu dusza nie może być zawsze w jednym stanie; jednego dnia będziesz pałała gorliwością, drugiego będziesz się czuła oschłą i oziębłą; dziś będziesz się ciszyła pokojem wewnętrznym i pogodą duszy, jutro przyjdą na ciebie trwogi i pokusy; ale ufaj Mi i nie bój się niczego[1]”.

Św. Feliks z Kantalicjo

Słusznie zatem zachęca nas autor księgi O naśladowaniu Chrystusa: ”Hajże, bracia, idźmy naprzód razem, Jezus będzie z nami! Dla Jezusa podjęliśmy ten krzyż, dla Jezusa wytrwamy na krzyżu. Wspomożycielem naszym będzie ten który jest naszym Wodzem i Przewodnikiem. Oto przez nami idzie nasz Król, który walczyć będzie za nas. Idźmy za Nim mężnie, niech się nikt nie trwoży, bądźmy gotowi mężnie umrzeć w boju, a nie ubliżajmy naszej sławie ucieczką przed krzyżem”[2]. Pamiętaj wreszcie, że życie duchowe to splot ustawicznych prac i licznych przykrości. Niech cię zatem nie zraża ani ta walka bez wytchnienia, ani ciągłe czuwanie, ani opór natury, ani krzyż umartwień, ani ta nieprzerwana jednostajność, ani powolny postęp, ani próby Boże. Św. Feliks z Kantalicjo przez czterdzieści lat chodził z torbą na plecach, pełniąc w Zakonie Kapucynów obowiązek kwestarza. Gdy go kardynał protektor zapytał, czy z racji podeszłego wieku nie chciałby być uwolniony od tak wielkiego trudu, święty odrzekł wesoło: „Eminencjo, dobry żołnierz powinien umrzeć z pałaszem w ręku”.[3] Obyś i ty był takim dobrym żołnierzem.

Aby nie stracić otuchy, myśl tylko o dzisiejszym, a nie troszcz się o przyszłość. Często bowiem zły duch podsuwa duszom podobną pokusę, aby je odwieść od drogi doskonałości: „Na rzeczy wielki zuchwale się porywasz, bo czy potrafisz przez całe życie czuwać nad sobą, poskramiać złe skłonności i zachować się bez skazy? Nie! To nad moje siły”. Lecz ty zawstydź szatana i staraj się tylko dzisiaj dzień przeżyć doskonale, resztę zaś poleć opiece Bożej, bo dosyć ma dzień swojej biedy (Mt 6, 34). A nawet – jak radzi św. Ignacy – czyń postanowienia tylko na połowę dnia; w ten sposób to, co wydaje się trudne, stanie się łatwiejsze. Czytamy w żywotach ojców pustyni, że pewien pustelnik był bardzo dręczony pokusą obżarstwa. Gdy rano wstawał na modlitwę, czuł głód tak gwałtowny, iż prawie opadał z sił i ledwie mógł wymówić słowo. Aby jednak nie złamać zwyczajnego postu zakonników, którzy dopiero o trzeciej po południu spożywali skromny pokarm, tak mówił do siebie: Jeść ci się chce, to prawda, ale poczekaj jeszcze trzy godziny, przecież wytrzymasz. Po upływie trzech godzin znowu odwlekał trzy godziny, po czym przez trzy godziny moczył chleb w wodzie, a tymczasem nadchodziła wyznaczona pora. Tym sposobem zwyciężał pokusę. W życiu duchowym trzeba używać często podobnych podstępów.

 

Św. J.S. Pelczar Życie duchowe, t2.

 


[1] Św. Teresa od Jezusa, Życie, 40, 18.
[2] O Naśladowaniu Chrystusa, ks. III, rozdz. LVI,6
[3] Słyszałem współczesną wersję odpowiedzi na taką propozycję: „Nie zwalnia się biegu u mety”.

Tauler i żebrak

Uczony i pobożny Jan Tauler przez długi czas, bo przez osiem lat, gorąco modlił się, aby mu Bóg zesłał mistrza biegłego w życiu duchowym. Pewnego poranka słyszy głos wewnętrzny: Idź do kościoła, a znajdziesz tego, kogo szukasz. Tauler pospieszył natychmiast do kościoła i spostrzegł u bramy żebraka w łachmanach. „Dzień dobry, przyjacielu” – rzecze do niego. „Nie przypominam sobie, mój mistrzu – odrzekł żebrak – abym miał kiedy dzień zły”. „A więc szczęść ci Boże”. „Dziękuję za dobre życzenie, lecz ja nie byłem nigdy nieszczęśliwy”. „Niech cię Bóg błogosławi, mój drogi, lecz mów, proszę, nieco jaśniej, bo ja cię nie rozumiem”. „Bardzo chętnie – odrzekł żebrak – Powiedziałeś mi najpierw: dzień dobry, a ja odrzekłam, iż nie miałem nigdy złego dnia. I słusznie, bo gdy głód cierpię, chwalę Boga; gdy mi zimno, chwalę Boga; gdy słońce świeci lub burza wyje, chwalę Boga; gdy mi dadzą jałmużnę lub za drzwi mnie wyrzucą, zawsze chwalę Boga. Życzyłeś mi dalej szczęścia, a ja powiedziałem, że nie byłem nigdy nieszczęśliwy. I znowu słusznie, bo przyzwyczaiłem się pragnąć tego tylko, czego Bóg pragnie. Dlatego cokolwiek mi się zdarza, czy miłe, czy przykre, przyjmuję z radością, jako dar najlepszy, który mi ręka Boża podaje”. „Dobrze mój przyjacielu – odrzekł Tauler – a cóż by się stało z twoim pokojem, gdyby Bóg chciał cię potępić?” „Gdyby mnie Pan chciał potępić, mam dwa ramiona, aby się Go uchwycić. Ramieniem lewym, a tym jest pokora, objąłbym Jego człowieczeństwo; ramieniem prawym, a tym jest miłość, objąłbym Jego Bóstwo, i trzymałbym się tak silnie, że gdyby mnie chciał do piekła wtrącić, musiałby razem ze mną tam zstąpić. Wtenczas zaś byłoby dla mnie stokroć większym szczęściem być w piekle z Panem aniżeli w niebie bez Niego”. „Skąd ty idziesz?” – pyta teolog zdziwiony. „Idę od Boga”. „Gdzie Go znalazłeś?” „Tam, gdzie zgubiłem siebie i stworzenie”.” Gdzie jest Bóg?” „W sercach czystych i ludziach dobrej woli”.”Kto ty jesteś?” – pyta dalej Tauler.”Ja jestem królem”.”Gdzie jest twoje królestwo?” „W mojej duszy, w której nad żądzami panuje rozum, nad rozumem Bóg”. „Skąd nabyłeś takiej mądrości?” „Z milczenia – milczałem wobec ludzi, ale za to rozmawiałem często z Bogiem”. „Skąd nabyłeś takiego szczęścia i pokoju?” „Stąd, iż nie mogąc znaleźć szczęścia w stworzeniach, szukałem go w Bogu i znalazłem”.

Za św. J. S. Pelczar „Życie duchowe”, t.2

Zły świat

Czym jest zły świat? Czy to może ogół dzieł Bożych? Nie, bo te dzieła, jako pochodzące od Boga, są dobre. Czy może społeczeństwo ludzkie? I to nie, bo ono jest również dziełem Bożym, a to dzieło, ten świat tak Bóg umiłował, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął (por. J3,16); ludzi też Bóg rozkazał miłować jako bliźnich. Natomiast światem złym nazywamy to wszystko, co na ziemi jest zepsute wskutek grzechu i co odwodzi od Boga. Tu należą dobra i przyjemności ziemskie, o ile ich człowiek nie według woli Bożej używa. Przede wszystkim zaś są to źli ludzie z ich błędnymi zasadami i przewrotnymi dążnościami, to jest ci mianowicie, którzy sami nie żyją według prawdy i prawa Chrystusa Pana i innych także na drogę fałszu i zepsucia pociągają. Duszą tego świata i prawem, które on się rządzi jest pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia (1 J2,16); ojcem zaś jego i rządcą jest szatan, którego Zbawiciel nazywa władcą tego świata (J 14,30), szatan bowiem utworzył sobie ten świat, założył w nim swój tron i w nim, i przez niego działała. Świat zły jest królestwem szatana i jakby jego kościołem, bo jak Kościół Chrystusowy ma swoje dogmaty, prawidła, świątynie, uroczystości, swą hierarchię, swoich apostołów i swoich świętych.
Skąd się wziął ten świat? Z błędu i grzechu, a więc jest owocem zepsutej natury i księcia ciemności. Przed Chrystusem i w pierwszych wiekach Kościoła tym światem było pogaństwo, stąd cechy jego były widoczne. Lecz gdy narody stały się chrześcijańskie, a duch wiary począł nieco stygnąć , utworzył się wśród nich „świat”, w którym panują wszystkie błędy i występki pogaństwa. Ponieważ jednak pogaństwo budziło obrzydzenie, dlatego świat ukrył się pod maską chrześcijańską, aby tym łatwiej mógł zwodzić ludzi. Teraz do tego szczególnie dąży, aby jeżeli nie usunąć, to przynajmniej zmienić prawo krzyża, i tak z niektórych prawd Ewangelii i ze swoich błędów utworzyć mieszaninę na pół chrześcijańską, a na pół pogańską. Niestety, to mu się aż nazbyt dobrze udało w znacznej części społeczeństwa, nie tylko świeckiego.
Kto teraz tworzy ten świat? Najpierw jawni nieprzyjaciele Chrystusa Pana, którzy prześladują Jego Kościół, Jego prawdę i prawo, czy to słowem i pismem, czy ustawami państwa, czy otwartą przemocą. Dalej, tworzą go ludzie obojętni na religię, tak zwani materialiści, to jest bałwochwalcy złota i ciała i niewolnicy swoich żądz, jak też ludzie tak zajęci ziemskimi sprawami, że nie mają czasu i chęci myśleć o Bogu i żyć według nauki Chrystusa. Wreszcie półchrześcijanie, to jest ludzie kierujący się bardziej własną mądrością i prawem ciała aniżeli duchem wiary, którzy radzi, by pogodzić „Baala z Jehową”, świat z Bogiem. Stąd kuleją na obie strony, skarżąc się, że droga krzyża jest zbyt przykra, że niektóre prawa Chrystusa, np. umartwienie, pokora, miłość nieprzyjaciół, są niemożliwe dla zwykłych ludzi, że życie prawdziwie chrześcijańskie trąci fanatyzmem i przesadą. Poznać ich można po tym, że jedne prawdy wiary przyjmują, inne odrzucają lub po swojemu tłumaczą i że lekceważą sobie przykazania Kościoła, a mianowicie posty, spowiedź wielkanocną, uczestnictwo we Mszy św. w dni świąteczne.

Św. J.S. Pelczar – Życie duchowe.

Niedoceniana prostota

Prostota jest to cnota która idzie prostą drogą do prawdy, do obowiązku i do samego Boga.
Jak się ona objawia? Dusza prosta przede wszystkim zawsze i wszędzie szuka Pana Boga, to jest wypełniania Jego woli, rozszerzania Jego chwały, pozyskiwania Jego miłości – nie dba o własne zadowolenie. Oddana jest całkowicie Panu Bogu nie bada zarozumiale, tajemnic wiary, nie sądzi zuchwale wyroków Bożych, nie pyta jak szatan w raju, dlaczego to lub owo Bóg uczynił, ale pokornie wierzy, mocno ufa, i we wszystkim zgadza się z wolą Bożą.
Dusza prosta nie jest obłudna ani dwulicowa czy też nieszczera. Nie mówi kłamstw, ani słów dwuznacznych lub wyrachowanym by wzbudzić cześć, podziw. Nie chce nikogo oszukać, ani wprowadzić w błąd, nie używa podstępu, pochlebstw ani wybiegów. Dusza prosta nikogo nie podejrzewa ani nie osądza złośliwie ale stara się widzieć w bliźnim to co jest w nim dobre. Nie jest wyrachowana i nie podejmuje działań w tym celu aby zobowiązać bliźniego do wzajemności lub do samolubnych zamiarów. Brzydzi się udawaną grzecznością, która często pod ładnymi i okrągłymi słówkami pokrywa niechęć lub obojętność, czy też poglądem, że mowa jest na to dana by ukrywać myśli.
Dusza prosta strzeże się wszelkiego udawania, przesady, zbytku, afektacji, nienaturalności, narzucania się ze swoim zdaniem i uganiania się za niezwykłościami. Zawsze i wszędzie jest taka sama, nie mówi o sobie z dumą i nie upokarza się w tym celu aby ją inni wywyższali. Jeśli popełnia jakiś błąd, nie używa wymówek ani nie zrzuca winy na innych. Nie cieszy się z pochwał ani nie smuci z nagany, z jednakową gorliwością wypełnia obowiązki jawne jak i zakryte, świetne jak i mało znaczące.
Prostota sprzeciwia się szczególnie obłudzie, nieszczerości, światowej roztropności oraz samolubstwu.
Piękna ta cnota jest często przywoływana w Starym jak i w Nowym Testamencie. Chociażby (Mt 18, 3) Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Zbawiciel nasz oraz Najświętsza Maryja Panna są dla nas wzorem tej cnoty. Święci są przykładem jak postępować z prostotą. Św. Franciszek Salezy był człowiekiem wielkiej prostoty, dalekim od nieszczerości, udawania czy oglądania się na wzgląd ludzki miał do czynienia jako biskup z wieloma ludźmi. Gdy pewna zakonnica obrana przełożoną, wymawiała się przed nim swoją nieudolnością, on zamiast zaprzeczyć i chwalić jak to zwykle czynią ludzie rzekł jej: „Tak jest, siostry które cię wybrały, znały twoją nieudolność, nieumiejętność i inne jawne wady, ale Bóg dopuścił, że cię wyniesiono na ten urząd, by cię zmusić do pracy nad własną poprawą”. Przykładem dziecięcej prostoty jest św. Teresa od Dzieciątka z jej nieograniczonym zaufaniem i całkowitym oddaniem się Panu Bogu kroczącą „małą drogą do doskonałości”.
Dzisiaj są nadal aktualne słowa napisane przez św. Grzegorza Wielkiego” „Świat wyśmiewa się z prostoty sprawiedliwego, bo mądrością u świata jest pokrywać serce podstępami, myśl zasłaniać słowami, fałsz przedstawiać jako prawdę”.
Nieszczerość jest jednym z objawów skażenia, jakie sprowadził grzech pierworodny, świat zaś uczynił z niej zasadę.

Życie duchowe; Św. J.S. Pelczar

Potrzeba i obowiązek umartwienia

Chrześcijanin jest „nowym człowiekiem”, żyjącym według Chrystusa, żyjącym według innych zasad niż człowiek stary, który żyje według zepsutej natury. Owocami życia według natury jest grzech. Zadaniem naszym jest strzec się grzechu, czynić dobrze zwłaszcza będąc chrześcijaninem. Aby to spełniać, należy naprawiać to co jest zepsute, a do tego konieczna jest walka i umartwienie. Bez walki niemożliwe jest umartwienie, bez umartwienia nie można być prawdziwym człowiekiem. Umartwienie nie jest radą a obowiązkiem któremu wszyscy są poddani.

Obowiązek umartwienia dotyczy nie tylko zakonników i kapłanów, którzy dzięki umartwieniu dochowują wierności powołaniu i są zdolni do prac apostolskich ale także świeckich i tych co żyją w małżeństwie. Obowiązek ten nakłada sam Pan Jezus: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój10 i niech Mnie naśladuje” (Mt 16, 24). Św. Paweł tak określa ten obowiązek: „A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami”(Ga 5,24). Tylko ci co należą do Chrystusa będą zbawienie, dlatego bez umartwienia nie ma takiej możliwości. Każdy z nas jest kamieniem przeznaczonym do budowy górnego Jeruzalem ( por. Ap 21). Każdy z kamieni należy obrobić, wygładzić aby pasował do miejsca w którym ma być umieszczony. Tak i chrześcijanie są wygładzani dłutem umartwienia aby stać się w końcu godnymi przeznaczonego im miejsca. Przywiązanie do bogactw, rzeczy materialnych, wygód ciała jest balastem który powoduje, że ustajemy na drodze do zbawienia. Idąc przez ciasną bramę pokuty i umartwienia możemy być naśladowcami Chrystusa i jego uczniami.

Umartwienie potrzebne jest do zwykłego życia chrześcijańskiego a zwłaszcza w dążeniu do doskonałości. Św. Tomasz rozróżnia trzy stopnie umartwienia.

Pierwszy jest unikanie grzechu śmiertelnego i tego wszystkiego w nas i wokół nas co do niego prowadzi. Unikanie wszelkich ku temu okazji i niebezpieczeństw. Ten stopień jest konieczny do zbawienia i obowiązkowy dla wszystkich.

Drugi stopień polega na unikaniu grzechów powszednich, walce ze złymi skłonnościami, przywarami oraz odmawianiu sobie czasami dozwolonych przyjemności. To jest stopień pobożności.

Trzeci stopień właściwy duszom doskonałym i świętym, polega na wyzbywaniu się wszelkiej niedoskonałości oraz na poszukiwaniu nieprzyjemności i cierpienia dla większej chwały Boga.

Pierwszy stopień obowiązuje pod karą piekła, drugi polecany jest wszystkim pod zagrożeniem czyśćca, trzeci zaś jest radą dla dążących do świętości.

Umartwienie ma dotyczyć nie tylko rzeczy zakazanych, grzesznych i wiodących do złego ale również tych które odwodzą nas od cnoty, tamują w drodze do doskonałości mimo, że są dozwolone.

Istotą doskonałości jest miłość Boża, umartwienie jest koniecznym środkiem prowadzącym nas do niej. Dusza uwolniona od przeszkód jakimi są grzechy i słabości szybko i swobodnie dąży do Boga. Jeśli uwolnimy duszę od tego co jest skażone lub niedoskonałe to będziemy przygotowani na przyjęcie Boga. Umartwienie uwalnia od pożądliwości i jednocześnie daje nam wolność. Usposabia duszę do modlitwy, uwalnia od roztargnień i nieuporządkowanych uczuć. Jak piszę św. Teresa od Jezusa: nie spodziewajmy się zostać człowiekiem modlitwy jeśli nie będziemy człowiekiem umartwienia.

Bez umartwienia życie zakonne, kapłańskie, apostolskie jest tylko igraszką, złudzeniem i kłamstwem.

 

 

W oparciu o Życie Duchowe; św. Józef Sebastian Pelczar

Szacunek dla kościoła

Ten kto miłuje Boga ten miłuje również dom Boży, tęskni i powtarza za prorokiem: Zaiste, jeden dzień w przybytkach Twoich lepszy jest niż innych tysiące (Ps 83, 11). Także i my kochajmy dom Boży, gdyż jest to szkoła wiary, miejsce gdzie zyskujemy wiele łask, mistyczna Kalwaria. To w kościele uczymy się prawd wiary, tu wypraszamy dary i błogosławieństwa, tu przyjmujemy Sakramenty, tu spełnia się Najświętsza Ofiara, tu ukryty jest Król królów w tabernakulum. Odwiedzajmy zatem dom Boży jak najczęściej i tak chętnie jak dziecko odwiedza dom ojca. Będąc w tym miejscu zachowujmy się z głęboką czcią i pokorą, pamiętając kto tu jest obecny.

Gdy jesteśmy w kościele strzeżmy się wszelkiego nieuszanowania: Pan mieszka w swym świętym domu, niechaj zamilknie przed Nim cała ziemia (Ha 2,20). Św. Jan Złotousty podaje: „Pierwsi chrześcijanie szli do kościoła jak do pałacu wielkiego króla, gdzie aniołowie usługują, niebo stoi otworem, Chrystus siedzi na tronie”. Pustelnicy z Tebaidy nie śmieli nawet w kościele zakaszleć lub westchnąć. Św. Marcin, biskup, gdy znajdował się kościele drżał z trwogi: „bo jak nie mam się lękać, gdy wspomnę, iż stoję przed Bogiem, Królem nieba i ziemi, moim Sędzią sprawiedliwym?”. Podobnie pobożna cesarzowa Eleonora, żona Leopolda I, słuchała Mszy św. i kazania na klęczkach, a gdy ktoś zauważył, że powinna się oszczędzać i podczas kazania siedzieć odpowiedziała: ”Nikt z moich dworzan nie odważyłby się usiąść w mojej obecności, wszyscy się korzą przez nędzą grzesznicą, a ja miałabym stać hardo wobec mego Stwórcy i Boga?”. A jak to wygląda dziś to sami możemy widzieć będąc w kościele na Mszy. Patrząc na to jak jest zbudowany i wewnątrz ustawiony kościół mam wrażenie, że budowniczowie i projektanci nie zawsze mieli świadomość dla kogo jest przeznaczony kościół. Pomimo tych trudności okazujmy Bogu szacunek w Jego Domu.

 

wg – Życie Duchowe; t1, św. Józefa S. Pelczara

Dusza oziębła

Dusza oziębła nie stara się być doskonała, bo to wymaga zaparcia się, walki i wytrwałej pracy, ale też nie chciałaby być zła. Unika ona wprawdzie grzechów ciężkich, ale lekceważy małe upadki, nie rzuca np. potwarzy, ale za to lubi obmawiać, nie żywi w sercu śmiertelnej nienawiści, ale za to czuje ku tym i owym wstręt lub antypatię, nie zabiera cudzego mienia, ale za to niewłaściwie lgnie do swojego, a gdy jest w zakonie nie kocha się w ubóstwie. Brzydzi się ciężkimi wykroczeniami przeciw czystości, ale utrzymuje nieraz niebezpieczną przyjaźń, chętnie czyta romanse i bywa na takich przedstawieniach w teatrze lub kinie, prowadzi zbyt poufałe rozmowy lub folguje uczuciom, myślom i marzeniom, które tylko jeden włos dzieli od grzechu śmiertelnego. Z drugiej strony czyni nieraz dużo dobrego, ale bez czystej pobudki, chce niby kochać Pana Boga, ale nie z całego serca, chce mu służyć, byle bez wielkiej pracy, modli się, ale bez skupienia i nabożeństwa. Dusza oziębła bada sumienie, ale powierzchownie, spowiada się, ale bez głębszego żalu i bez poprawy, przyjmuje Komunię świętą, ale bez pragnienia i pożytku. Spełnia swe obowiązki, ale zimno i nieraz niedbale, a jeżeli żyje w zakonie, lekceważy sobie drobne przepisy ustaw. Oprócz tego jest rozproszona, zmienna, gadatliwa i chciwa rozrywek lub wrażeń, przywiązana do rzeczy błahych, nieusposobiona do rzeczy poważnej, do posłuszeństwa i pokuty nieskora, łatwo folgująca próżności i miłości własnej. Dusza oziębła jest małoduszna w przykrościach, chwiejna w walce, często ponura i smutna albo przeciwnie, nieumiarkowanie wesoła. Wreszcie, jest zaślepiona co do swego stanu, tak że nic w nim złego nie widzi, a jeżeli czasem coś spostrzeże, nic sobie z tego nie robi. Stąd nie lubi czytać książek ascetycznych i słuchać nauk duchowych, aby nie tracić fałszywego spokoju. Słusznie przyrównano taką duszę do cierpiących na białaczkę, którzy niby nie słabi, wszystko słabo czynią, jedzą niechętnie, śpią niespokojnie i wloką się raczej, niż idą; tak i te blade dusze wszystko blado czynią, a mimo to uważają siebie za zdrowe.

Św. Józef Pelczar biskup

Początek tej niebezpiecznej choroby jest czasem bardzo nieznaczny. Jakie są jej przyczyny? Oto nieposłuszeństwo względem natchnień Bożych, małe ale częste i dobrowolne upadki, brak czuwania umartwiania zmysłów i namiętności, szukanie przyjemności ziemskich, zaniedbywanie modlitwy, rozproszenie ducha i pośpiech w działaniu, nadmiar zajęć zewnętrznych, nadmierne oddawanie się naukom świeckim albo polityce, gospodarstwu, pracy społecznej, zmiana stanu lub przewodnika, wreszcie lekceważenie rzeczy małych.
(…)
Oziębłość jest obrzydliwa dla Boga, bo mówi sam Bóg do duszy leniwego: Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust (Ap 3, 15-16).
(…)
Oziębłość sama przez się rodzi wiele grzechów powszednich, a kto je popełnia z przywiązaniem i bez wyrzutów sumienia, ten osłabia w sobie bojaźń Bożą i łatwo wpada w grzech ciężki, stąd słusznie oziębłość nazwano pobudką diabelską.
(…)
Straszny jest stan oziębłości, gorszy nawet – jak mówią święci – od stanu grzechu i trudny do wyleczenia, bo dusza oziębła nie widzi swojej choroby, a stąd nie chce używać lekarstwa.

 

Józef Sebastian Pelczar; Życie Duchowe; t1, Wyd. Św. Stanisława BM; Kraków 2012