Samolubstwo – to grób

Dlaczego głowa twoja pochylona ku ziemi, dlaczego pogrążasz się w smutku? Cierpisz i zbyt wiele zastanawiasz się nad swoim cierpieniem. Uginasz się pod brzemieniem, które niesiesz samotnie: nikt dokoła ciebie nie spostrzega twoich łez i nawet niebo nie zsyła ci żadnej pociechy, bo źródłem twojego cierpienia jest samolubstwo.

Zamykasz się w samolubstwie, w samolubstwie tak subtelnym, że nawet go sobie nie wyrzucasz, a jednak samolubstwo to niweczy powoli wrażliwość duszy, tamuje jej szlachetne porywy, wyczerpuje siły; pogrążając się w sobie, zaczynasz zwolna obumierać, bo życie jest tam, gdzie miłość, gdzie czyn, gdzie poświęcenie!

 

W tych ponurych głębiach samolubstwa nie dochodzą już nawet do Ciebie wołania cierpień i nędz bliźnich. Tuż obok ciebie bliskie ci dusze żyją z dala od Boga… Przechodzą lata, mijają chwile sposobne, a ty nie zwracasz na to uwagi! Nie widzisz nic oprócz własnych przykrości, zawodów i udręczeń spotęgowanych pod działaniem twojej wyobraźni! A tymczasem, okazując twarz zawsze wesołą, można było dać tym ludziom pojęcie o dobroci Boga; można było dobrocią zjednać je sobie do tego stopnie, żeby mieć prawo odezwać się do nich słowem zbawienia.

 

Mówisz, że cierpisz z tego powodu, że wszystko odczuwasz silniej niż inni. Właśnie tacy ludzie skłonni są do najnędzniejszego samolubstwa. Czułość i dobroć to nie jedno i to samo: czułość prowadzi duszę do roztkliwiania się nad sobą – dobroć odrywa ją od siebie i oddaje bliźnim.

Czy lubisz rozmawiać z ludźmi o nich samych, dodawać im zachęty, dziękować im, współczuć z nimi, pocieszać ich? Żeby to robić z pożytkiem, nie wystarczy wysiłek; trzeba być do tego zdolny, a zdolność tę posiądzie jedynie ten, kto się wyrzeknie siebie.

 

Zbytnie zajmowanie się sobą jest jak gęsta mgła, która zakrywa wszystko przed oczami i przenika chłodem; sprawia ona, że nawet zło w sobie spostrzegamy nie tak wyraźnie. Potępiamy co prawda ciężkie winy, ale nie widzimy zaniedbań, uprzedzenia do innych osób, złych skłonności, wobec których wystarczy zachować milczenie, żeby się rozpanoszyły.

Biedna duszo, czy nie zdarza ci się, że nawet przystępując do Stołu Pańskiego jesteś tak zajęta sobą, że, przyjąwszy Jezusa, nie czujesz w sobie Jego obecności i nic Mu nie mówisz?… I czy też twoje strapienia nie pochodzą często z urażonej miłości własnej, czy nie są urojone, czy nie są w każdym razie przemijające? Tak czy inaczej, są to twoje osobiste strapienia, które wyczerpują zdolność do odczuwania cierpień innych.

 

Duszo, która należysz do Boga, która Mu służysz, która Go miłujesz, wyjdź z grobu, wyjdź z siebie samej, zmartwychwstań do nowego życia, zrzuć te więzy, które krępują twoje członki, odetchnij, otwórz oczy i spójrz wokół siebie: ile rzeczy pięknych, godnych pokochania, ile dobrego do zrobienia; oto otwiera się przed tobą całe życie zjednoczenia z Bogiem, pracy i poświęcenia dla ludzi; usłysz nareszcie Mój głos, który woła do ciebie: „Biedna duszo, pogrzebana w samolubstwie, wyjdź z grobu”.

Wg „Spowiedź – Przygotowanie do Sakramentu Pokuty”, Warszawa 2005

Niereligijny starzec

O dwóch rzeczach niestarzejących się w człowieku

Drugi stopień nadużycia to bezreligijny starzec, w którym członki człowieka zewnętrznego starzeją się, natomiast siły ducha: to jest członki człowieka wewnętrznego nie nabierają większej siły. Wypada bowiem, by ludzie starzy byli bardziej zainteresowani sprawą religii; bo przeżyty wiek kwiecisty mają już za sobą. Jak bowiem wśród drzew to nadaje się do odrzucenia, które po obfitym kwitnieniu nie daje ogrodnikowi dobrych owoców; tak i wśród ludzi ten bywa odrzucony, kto młodzieńczy wiek kwitnięcia ma już za sobą, a nie jest w stanie dać dojrzałych owoców dobrych uczynków w okresie zestarzenia się ciała. Cóż bowiem może być bardziej niedorzeczne niż umysł, który nie wysila się w dążeniu do doskonałości: gdy wszystkie zdolności cielesne zużyte starością zmierzają ku zamarciu – gdy wzrok ciemnieje, uszy z trudnością słyszą, włosy wypadają, twarz blednieje, ilość zębów wypadaniem zmniejsza się, skóra staje się sucha, oddech nieprzyjemny, pierś ogarnia duszność, kaszel staje się głośny i nagły, kolana drżą, a nogi i stopy puchną. Wszystko to przygniata.

Wszystkie te objawy wskazują na szybko zbliżającą się ruinę domu ciała. Cóż więc pozostaje staremu człowiekowi, jak pomyślenie o przygotowaniu się do bliskiego już życia przyszłego? Dla ludzi młodych koniec obecnego życia jest niepewny, dla starych świadomość odejścia z tego świata jest dojrzalsza.

Niechże więc człowiek czuwa nad dwiema częściami, które razem z ciałem nie starzeją się i całego człowieka ciągną ze sobą do grzechu, mianowicie serce i język. Serce niezmordowanie wymyśla nowe knowania i intrygi, zaś język niestrudzenie gada o tym, co wymyśliło serce. Niechże więc starzec strzeże się, by owe odmładzające się części nie wprowadziły zamieszania w całą jego harmonię i nie naraziły na śmieszność powagi reszty jego ciała sprawami bezsensownymi. Każdy bowiem człowiek powinien zważać na to, co jest godne dostojnemu wiekowi, by czynił to, co jego życia, jego wieku i jego stanowiska nie naraża na lekceważenie.

 

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

 

Mędrzec bez czynów

Jest to pierwsza cześć utworu znane również pod tytułem: „O dwunastu nadużyciach tego świata”, czasami w podtytule dodawano: „ Owe to 12 nadużyć zadusza sprawiedliwość. Oto jest 12 nadużyć, którymi koło wieków, jeśli się da nimi uwieść, jeśli sprawiedliwość nie uratuje – słusznym wyrokiem Bożym stacza się w mroki zagłady”. Autor nie jest znany – autorstwo przypisywano m. in.: św. Cyprianowi, biskupowi Kartaginy, św. Augustynowi biskupowi Hippony jak też św. Patrykowi apostołowi Irlandii. Zebrane zostały tu prawidłowości i zasady uporządkowanego i praworządnego życia zbiorowego. Spostrzeżenia mają swoje źródło w refleksji nad upadkiem Rzymu – dlaczego tak dobrze zorganizowane państwo jak Rzym przestał istnieć.

 

12-stopniPierwszy stopień nadużyć jest, jeśli mędrzec i głosiciel nie czyni dobrze, to znaczy nie wypełnia czynem tego, czego naucza mową. Słuchacze bowiem nie zechcą wykonać słów nauczanych, gdy zauważą, że czyny głoszącego są niezgodne ze słowami, które głosił. Albowiem nigdy powaga mówcy wywrze skutku, jak tylko wtedy, gdy w sercu słuchaczy utrwali ją świadczące o niej dobre działanie – zwłaszcza, jeśli nauczający popadnie w występne nałogi, a nie dba o leczenie swych ran lekarstwem pouczeń innego nauczyciela. Stąd i sam Pan w Ewangelii, pouczając uczniów aby dbali o to, by ich nauczanie szło w parze z dobrym działaniem, dał im takie upomnienie: „jeśli sól zwietrzeje, czymże się ją solić będzie?”(Mt 5,3). To znaczy: jeśli błądzi nauczyciel, jakiż inny nauczyciel zdolny będzie doprowadzić go do poprawy? oraz: ”Jeśli światło, które w tobie jest, jest ciemnością, jakże wielka będzie sama ciemność?”(Mt 6,23). Jeśli bowiem oko zaprzestanie spełniać czynności widzenia, któż będzie się mógł domagać, by tę czynność spełniały ręce, albo nogi, czy inne członki?

Niechże więc ci, co nauczają innych, zastanowią się, aby nie spotkały ich większe kary, gdyby spowodowali zatratę większej ilości ludzi. Bo i Salomon, gdy rozszedł się ze swoją wielką mądrością, samą własną przewiną zgotował ruinę całego królestwa narodu izraelskiego. Komu więc powierzono wiele, wiele utraci, jeśli nie wypełnia poprawnie zleconego mu obowiązku zarządcy. Komu bowiem dane jest więcej, więcej od niego się wymaga; a sługa, który znając wolę pana nie wypełnia jej, będzie chłostany większymi batami i srożej karany (Łk 12, 47).

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

Spotkałem się określeniem, że istotą liberalizmu jest brak związku pomiędzy tezami a działaniami. W dniu dzisiejszym jest coraz większe zezwolenie na funkcjonowanie takich „mędrców” w społeczeństwie.

 

Współczesne rozproszenia

Lekkomyślność i rozproszenie
Na pozór niby nic złego – jako przewinienie, rzecz drobna – jednak ogromna w skutkach.
Pobożność wymaga powagi, skupienia, czasu – trzech rzeczy, które lekkomyślność trwoni.
spowiedz-il-fkPrawdy Boże są osłonięte cieniem i zarysowują się w naszym umyśle dopiero po długim, powolnym wpatrywaniu się, podobnie jak przedmioty wychodzące na światło dnia o poranku. Co się tyczy wrażeń pobożnych, te są jedynie owocem długich wysiłków.
Rozproszenie to trwonienie tu i ówdzie swoich zdolności, czasu, aktywności, bez celu, bez owocu; to zrzeczenie się szlachetnej roli kierowania swym życiem, poddanie się pod jarzmo płaskich nawyków, zubożenie natury, a w końcu zupełna niezdolność do dwóch rzeczy niezbędnych w życiu: do skupienia i wysiłku.
Wada ta nie daje się pogodzić z gorliwością, wytwarza obojętność, a często niesmak.
A wystarczyłoby, żeby człowiek – bądź co bądź wrażliwy i szlachetny – pokonał swoją lekkomyślność! Odkryje wówczas nieznane światy: Boga i niebo, Jezusa i serdeczny z Nim stosunek, Maryję z całą Jej tkliwością… Żyłby, podnosił się, rozwijał uszlachetnione uczucia… Zapewnił sobie – w długim może życiu – pokój, godność.. Byłby użyteczny dla innych… Oszczędziłby sobie także próżnych żalów, jakie w przyszłości będzie musiał przeżywać, bo świeżość wrażeń, giętkość natury i ogień pierwszego zapału, raz stracone, nie wracają nigdy!
Ukochajmy chwile milczenia… Wprowadzajmy milczenie do duszy. Próbujmy wprawiać się w rozmyślanie. Jak najczęściej zwracajmy się do Boga. W naszych stosunkach z ludźmi, umiejmy się trzymać w panowaniu nad sobą; umiejmy do niego wracać, gdy je stracimy. Nie przejmujmy się zmiennością naszych wrażeń; to nie one, ale świadomie działająca wola stanowi naszą istotę moralną. Bądźmy cierpliwi sami z sobą; nim jakiś stan zdoła się utrwalić, zmiany są do przewidzenia; unikajmy przywiązania do naszych wad, nie przestając walczy z nimi, umiejmy je znosić.

Wg „Spowiedź Przygotowanie do Sakramentu Pokuty”, Warszawa 2005

 

Dla ludzi, którzy od dziecka nie rozstawali się z multimediami, tradycyjne, analogowe formy komunikacji wydają się ułomne, nużące, za wolne. Kultura cyfrowa nie uznaje bowiem logiki i ciągłości, nudzą ją narracje. Jest to kultura nadmiaru, budowana niczym patchwork z epizodów, cytatów, anegdot. Nie muszą one opowiadać klasycznych historii posiadających początek, rozwinięcie i jakiś finał. Tu każdy element jest równie ważny. I każdy może być z innej beczki. Świat jest dla użytkowników nowych mediów wielką bazą danych rozsianych po tysiącach serwerów i dysków. Czyta się je w biegu, ogląda w kilku okienkach otwartych na ekranie komputera, mając jednocześnie na uszach słuchawki z muzyką lub włączonym radiem. Swobodny dostęp do informacji jest więc kwestią zasadniczą. Licencję na ich selekcjonowanie i upowszechnianie każdy nastolatek nosi w tornistrze… albo tak mu się wydaje. Może ciuch, którym chce zwrócić na siebie uwagę, musi być markowy, ale informacja niekoniecznie. Oczywiście nie jest zupełnie obojętne, skąd ona przychodzi, wystarczy, by autoryzował ją ktoś, do kogo mamy zaufanie. Zbiorowym autorytetem bywa tu najczęściej mniejsza lub większa (Facebook) grupa przyjaciół.

Mity czwartej władzy, Piotr Legutko, Dobrosław Rodziewicz, Poznań 2010

Z tych dwóch cytatów widać gdzie współczesny człowiek ma problem w dotarciu do Boga. Bóg jest wszechmocny i nie ma dla Niego żadnej trudności, żadnych problemów z realizacją swojej woli, z dotarciem do każdego z nas. Natomiast dla ludzi usłyszenie Boga, otwarcie się na Jego wolę wymaga wysiłku, pracy, czasu oraz skupienia. Czas i skupienie są w dzisiejszych czasach bardzo deficytowe i bardzo wiele rzeczy domaga się naszego zainteresowania a przez to utrudnia poznanie siebie i drogi do Boga.

Martyrologium Rzymskie na 25 grudnia

Dnia 25-go grudnia. W 5199 roku od stworzenia świata, kiedy Bóg utworzył z początku Niebo i ziemię; w roku 2957 od Potopu; w 2015 roku od narodzenia Abrahama; w 1510 roku od Mojżesza i od wyjścia ludu izraelskiego z Egiptu; w 1030 roku od namaszczenia Dawida na króla; w sześćdziesiątym piątym tygodniu po proroctwie Daniela i w sto dziewięćdziesiątej czwartej Olimpiadzie; w 752 roku od zbudowania miasta Rzymu; w czterdziestym drugim roku panowania Oktawiana Augusta, kiedy ziemia pogrążona była w pokoju, w szóstej epoce świata, wtedy to Jezus Chrystus, odwieczny Bóg a Syn Ojca przedwiecznego, chcąc świat uświęcić Swym łaski pełnym przybyciem, poczęty został z Ducha św. i w dziewięć miesięcy po Swym poczęciu w Betlejem ziemi Judzkiej narodził się jako człowiek z Maryi Dziewicy: Narodzenie Pana naszego Jezusa Chrystusa.

http://msza.net/i/martyrologium-1225.html

Bitwa pod Komarowem 1920 roku

DSC06581 bitwa pod Komarowem wizytowka95 lat temu ostatniego sierpnia pod Komarowem na Zamojszczyźnie została rozbita konna armia Siemiona Budionnego. Po cudzie nad Wisłą 15 sierpnia, konnica rosyjska wyruszyła 25 sierpnia spod Lwowa na pomoc armii Tuchaczewskiego.Po nieudanym oblężeniu Zamościa skierowała się na południowy –wschód. Napotkała w Wolicy Śniatyckiej koło Komarowa polskie oddziały kawalerii. Siły były nierówne. Niektóre źródła podają, że polskie oddziały liczyły ok. 1500 żołnierzy a sowieckie ok. 4000.

Mordercza bitwa na wzgórzach trwała cały dzień. Szarża polskiej kawalerii przy zachodzącym słońcu przesądziła o zwycięstwie polskich ułanów.

Zapraszamy do galerii zdjęć z rekonstrukcji największej bitwy kawaleryjskiej wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku.

Objawienia w Guadelupe

Matka Boża objawiła się azteckiemu chrześcijaninowi w 1531 roku w dniach 9-12 grudnia. Był to czas wielu znaczących wydarzeń w świecie. Minęło zaledwie 14 lat od ogłoszenia 95 tez Marcina Lutra. W tym czasie, za sprawą herezji Lutra, w Europie wystąpiło z Kościoła Katolickiego 5 milionów wiernych, jego zwolenników. Dzięki objawieniom w Guadelupe wstąpiło do Kościoła Katolickiego 10 milionów Indian, mieszkańców dwóch kontynentów amerykańskich.

Juan-DiegoMisjonarze przybyli do Meksyku w roku 1524. Byli to franciszkanie a w dwa lata później dominikanie. Mimo ciężkiej pracy ewangelizacyjnej efekty były mizerne. Natomiast w ciągu siedmiu lat po objawieniach nawróciło się osiem milinów Meksykańczyków. Matka Boża objawiła się Juanowi Diego Cuauhtlatohua – imię azteckie znaczyło „ten, który mówi jak orzeł”. Indianin imiona Juan Diego otrzymał na chrzcie świętym w roku 1524. Miał on szczególne nabożeństwo do Matki Bożej i codziennie wędrował przez góry do odległego o 15 km kościoła na Mszę św. To właśnie w drodze na maryjną mszę wotywną Juan Diego spotkał na wzgórzu Tepeyac oczekującą na niego Najświętszą Maryję Pannę. „Śliczna Pani” jak Ją nazwał Juan Diego przedstawiła mu się jako „Maryja Dziewica Matka Boga” i poleciła przekazać biskupowi przesłanie, iż pragnieniem Matki Boga jest aby na wzgórzu Tepeyac powstała świątynia ku Jej czci. Biskup Zumárraga nie potraktował posłańca poważnie sądząc, że są to rojenia pobożnego Indianina. W trakcie kolejnego spotkania 10 grudnia biskup zażądał dowodu na to, że objawienia te są prawdziwe. Wczesnym rankiem 12 grudnia Juan Diego szedł do kościoła aby przyprowadzić księdza do umierającego wuja. Matka Boża sama wyszła na jego spotkanie mimo tego, że zmienił swoją trasę wędrówki. Zapewniła go, że jego wuj jest zdrowy i nie grozi mu śmierć. Następnie poleciła wejść na wzgórze i nazrywać świeżych kwiatów, które ma zanieść do pałacu biskupiego jako dowód prawdziwości objawień. Gdy Juan Diego wysypał z wierzchniego okrycia (zwanego tilma) przyniesione kwiaty, obecni ujrzeli na płaszczu wizerunek Niewiasty o rysach Meksykanki, która wyglądała tak jak Ją wizjoner opisywał.

Już dnia 24 grudnia 1531 roku była postawiona w miejscu objawień kaplica, do której w uroczystej procesji przeniesiono wizerunek na tilmie.

Juan Diego zamieszkał w pobliżu kaplicy i do końca swojego życia posługiwał nieprzeliczonym rzeszom przybywających pielgrzymów. Zmarł w roku 1548 i został pochowany w kaplicy, o którą tak dbał.

Treść, przebieg oraz fakty i daty dotyczące objawienia zostały zachowane dla kolejnych pokoleń dzięki azteckiemu notablowi o imionach Antonio Valeriano, który będąc bratankiem Montezumy, ostatniego władcy Azteków, był przyjacielem zarówno biskupa Zumárragi jak i Juana Diego. Spisał on rozmowy jak i podstawowe okoliczności objawień w azteckim języku nahuatl.

Oprócz spisanej słowami relacji pozostał jeszcze wizerunek na tilmie. Cudowny wizerunek, „nieludzką ręką zrobiony”, jest ikoną czytelną dla Hiszpana ale również niesie wiele treści dla Azteków. MB-GuadelupeDla Meksykanów tilma to nie tylko płaszcz, okrycie konkretnego właściciela ale symbol całego indiańskiego ludu. Niebieski kolor płaszcza to symbol władzy, złożone ręce świadczą, że Osoba z wizerunku nie jest boginią, ale oddaje hołd komuś większemu. Stoi na księżycu, co oznacza, że bóstwa słońca, księżyca, gwiazd zostały zdetronizowane, a symbolika kwiatów mówi Meksykanom, że ofiary z ludzi są już niepotrzebne.

Azteckie słowo „coatlaxopeuh”, które znaczy kamienny, zdeptany wąż jest wymawiane jak „quatlasupe” i brzmi jak hiszpańskie Guadelupe. Określenie wizerunku „Święta Maryja z Guadelupe” jest odczytywane przez Indian jako „Ta, która depcze węża”. Aztekowie szybko zrozumieli, że Matka Boża jest tą, która pokonała ich straszliwego boga czczonego pod postacią upierzonego węża (quetzalcoatl), któremu składano ludzi w ofierze. „Kwiat życia” na jej tunice świadczy o nowym życiu, jakie Ona nosi w swoim łonie.

Indianie oglądający cudowny wizerunek od razu zwracali uwagę na postać anioła z rozpostartymi rękoma znajdującego się u stóp Maryi. Jest uderzające podobieństwo Juana Diego z najstarszych zachowanych portretów z obliczem anioła podtrzymujące szaty Matki Bożej z Guadelupe. Twarz tego anioła jest również podobna do twarzy Juana Diego odbijającego się w źrenicy oka na obrazie Matki Bożej z Guadelupe. Obecność jego na tym obrazie świadczy, że grzeszna przeszłość nie jest przeszkodą do nawrócenia. Osoba Juana Diego jest bardzo poważana przez jego rodaków, o czym może świadczyć błogosławieństwo matek wypowiadane nad swymi dziećmi: ”Niech Bóg potraktuję cię tak, jak potraktował Juana Diego!”.

Do czasu objawień misjonarze chrzcili przeważnie niemowlęta oraz osoby umierające. Po 12 grudnia 1531 roku każdego dnia tysiące Indian zgłaszało się z prośbą o chrzest. Są zapiski księdza, który podaje, że zdarzało się mu udzielić chrztu nawet 6 tysiącom osób dziennie. Inny podaje, że w ciągu pięciu dni ochrzcił 14200 Indian. Do chwili objawień mieszkańcy Ameryki byli niechętnie nastawieni a nawet wrodzy w stosunku do chrześcijaństwa, po roku 1531 nawrócili się masowo i spontanicznie.

W roku 1990 w Bazylice Matki Bożej z Guadelupe w Mexico City Juan Diego został ogłoszony błogosławionym Kościoła Katolickiego.

Matka Boża z Guadelupe jest patronką ruchów obrony życia. Wynika to z faktu, że objawiła się Juanowi Diego w stanie brzemiennym. Wskazówką może być wysoko zawiązana szarfa oraz lekko zaznaczone łono. Poniżej końców szarfy widoczny jest niewielki czterolistny kwiat – Kwinkunks. Jest to „kwiat słońca” który mówił Indianom, że narodziło się dla nich Słońce, że nastał czas nowego Życia.MB-Guadelupe2

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W GRUDNIU 2014 ROKU.

Religia Kanta

W zeszłym wieku (tj. w XVIII), kiedy ilość zarozumiałych głów przekładała się na wielość różnych tłumaczeń Pisma Świętego, pojawił się osobliwy człowiek i zaprezentował swój wykład nauki moralnej, która obok siebie nie dopuszcza wiary. Był to Emmanuel Kant (zm. W 1804r.), profesor filozofii na Uniwersytecie Królewieckim w Prusach. Będąc wychowanym wśród wolności sumienia nakierowanej na wszystko, wydał nieodrodne owoce od swojego szczepu, z którego wyszedł. Pobudzony rządzą zdobycia sławy, umyślił szukać jej w nowości, dosyć szczęśliwy, według swojego zdania, że trafił na błąd, którego nikt przed nim przynajmniej jawnie nie odważył się nauczać i popierać. Dumny ze swoich pierwszych sukcesów, ogłosił w swych pismach, że pokaże dokąd rozum ludzki zdoła sięgnąć swoim objęciem. Uwielbiany i naśladowany przez wielu, usiłował postawić na gruzach starej prawdy nowy błąd i kłamstwo. Swoje rozumienie Pisma Świętego nazwał moralnym i oparł je na tych niby niewzruszonych zasadach:

  1. Zmysły są jedynym sposobem, przez który rozum może przekonać się o istnieniu i własnościach rzeczy; do czego zmysły nie dojdą, tego rozum nie może twierdzić z pewnością.
  2. Rozum w religii nie może mieć ani udziału, ani zasługi; wszystkie zatem rzeczy, które należą tylko do rozumu, i w zgłębianiu których na próżno się on wysila, nie mają żadnej wartości.
  3. Wszelka religia polega tylko na przyzwoitych i uczciwych obyczajach, tę zaś uczciwość nabywa się przez cnoty towarzyskie, którymi kojarzą się i utrzymują związki społeczeństwa.

Położywszy te zasady wnosił:

– Iż tylko nauki przyrodzone, oparte na doświadczeniu zmysłowym, mają niezawodną pewność. Reszta, gzie rozum musi badać albo upokarzać się przed powagą Objawienia, jest zajęciem niegodnym człowieka i wprost przeciwnym jego szlachetnemu przeznaczeniu.

– Prawdy podane w Piśmie Świętym do wierzenia rozumowi, jeżeli nie dają naciągnąć jakimś sposobem do ukształtowania woli i poprawy obyczajów, można je odrzucić chociażby były najściślej przykazane.

Takie są jego zasady, dążące wprost do usunięcia wszelkich tajemnic z religii, tak dalece, że nawet sam Syn Boży, u tego bezbożnika, nie był czymś innym, jak tylko pięknym pomysłem i zebraniem towarzyskich cnót, wystawionym w myśli na kształt osoby miłej Bogu. Gdy zaś do tłumaczenia Pisma Świętego tylko sam rozum wyznacza, i jeszcze tak go ogranicza, aby zgoła nic nie stanowił, nic nie wnioskował, o czym by się wpierw przez zmysły nie przekonał, któż tu nie widzi, że tym jednym zamachem dąży do zniweczenia prawd odwiecznie utrzymywanych między wszystkimi narodami? Bo któż chwyciwszy się tej zasady, będzie jeszcze chciał wierzyć, tak jak zawsze wierzono, w nieśmiertelność duszy, w wieczne nagrody i kary, w Boga albo wprost przez siebie, albo przez posługę aniołów, objawiającego ludziom swoją wolę, gdyż o tym rozum jego ani oko, ani ucho, ani żaden inny zmysł przekonać nie jest w stanie.

Zatem Kant, Emmanuel z imienia, co znaczy „Bóg z nami”, jest czystym bezbożnikiem, i zdaje się nosić to piękne imię tylko dlatego, żeby ciągle sprzeciwiać się Bogu swoimi szkaradnymi błędami. Wszakże pomimo to, że wytyczył prostą drogę do zagłady Bóstwa, do zniszczenia religii i do zhańbienia rozumu, wzbudził jednak w wielu podziw. Poszły za jego nauką szkoły, akademie, towarzystwa uczone, uważno go za wielkiego mędrca, chwalono jego przenikliwość i głębokość rozumu, i jeszcze dziś o jego zasługi w świecie uczonym spór wiodą. Jakby było trudno ocenić stopień nagrody dla tego, który zamienił Boską cześć w towarzyską korzyść, wymyślił religię bez wiary, uwięził rozum w ciemnych granicach zmysłów i wskazał drogę do życia rozpustnego.

To są smutne obłąkania, które Bóg dopuszcza na odszczepieńców od Kościoła rzymskokatolickiego, że nigdy nie mogą utrzymać jednomyślności między sobą. Przed trzema wiekami w Wittenberdze i w Genewie wiara zastępowała wszystko, a dobre uczynki zgoła nie były potrzebne do zbawienia, zaś za czasów Kanta uczynki i cnoty towarzyskie w Królewcu stanowiły całą religię, a wiara na nic się nie zdała.

Wzdryga się zdrowy rozum na bredzenie, których nawet pogańscy filozofowie dopuścić nie śmieli, jak widać z ich wyroczni i tajemnic. Ale (powie ktoś) za mędrcem naszym stoją wyroki Pisma Świętego, gdzie tyle przekazów jest o dobroczynności, o wspólnej zgodzie, o darowaniu uraz. Tak jest, te wykonać trzeba, lecz i czego wiara nas uczy – nie zaniedbywać. Inaczej byłoby to podobnie jak z tych słów Chrystusa: „Nie sądźcie a nie będziecie sądzeni”(Mt 7,1) wnosić, że do wiecznego uszczęśliwienia się dosyć jest unikać płochego posądzenia, a zabójcom, cudzołożnikom, niedowiarkom niebo obiecywać, dokąd ich jednak sam Chrystus nie dopuszcza (Ap 22,15). Wyroki Pisma Świętego nie są więc wszystkie zamknięte w jednym punkcie, ale są podzielone na te, w które potrzeba wierzyć i te które wypełniać koniecznie potrzeba. Bo jeżeli nam zalecono „abyśmy przez dobre uczynki pewne czynili wybranie nasze” (2 P 1,10) tedy również przykazano, „żebyśmy podbijali wszelki rozum pod posłuszeństwo Chrystusowe”(2 Kor 10, 5).

Skoro więc chcemy trzymać się takiej religii, jaką Chrystus ustanowił i podał przez Ewangelię, tedy powinniśmy niezbędnie wierzyć w to, co Ewangelia ta podaje nam do wierzenia. Wyraźnie bowiem Chrystus rzekł: „Przepowiadajcie Ewangelię wszelkiemu stworzeniu, Kto uwierzy i ochrzci się, zbawiony będzie, a kto nie wierzy, będzie potępiony”(Mk 16, 15). I św. Paweł też naucza: że „bez wiary niepodobna jest podobać się Bogu”(Hbr 11, 6). Cały człowiek jest obowiązany czcić Boga, bo cały przez Niego jest stworzony; a zatem i rozum swój powinien uniżyć przez Jego Boskim Majestatem. To zaś dzieje się dopiero wtedy, gdy się wierzy w to, czego się nie widzi się i rozumem nie pojmuje. „Bo wiara jest gruntem tych rzeczy, których się spodziewamy, wywodem rzeczy niewidzialnych”, mówi św. Paweł (Hbr 11, 1). Religia Kanta niby to bez wiary wyciągnięta z Ewangelii, nie jest religią Chrystusa, ale Kanta. A że pozwala każdemu żyć według własnych upodobań, doszło do tego, że znalazła wielu stronników, wśród tych, którym smakuje bydlęce życia.

 

Ks. Franciszek Pouget

 

„Protestantyzm potępiony przez papieży”; Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu; Sandomierz 2012

 

Piekło istnieje naprawdę

Istnienie piekła jest dogmatem wiary. Negowanie czy też wątpienie w jego istnienie jest grzechem. Jest to negowaniem Bożego ładu w porządku stworzenia. Prawda o wiecznej karze potępionych jest ściśle powiązana z innymi prawdami wiary takimi jak upadek człowieka, Wcielenie i Odkupienie. Jaki byłby cel przyjścia Zbawiciela na ziemię gdyby nie było piekła? Po co cierpienie i ofiara na Krzyżu? Brak wiecznego piekła oznacza, że możemy sami, swoimi zasługami dostąpić zbawienie, że możemy w jakimś tam czasie skończonym to osiągnąć. Zanegowanie piekła prowadzi do odrzucenia Boga-Człowieka i Jego misji a w konsekwencji do odrzucenia Objawienia i samego Boga.pieklo

Jeśli nie ma piekła nie ma ładu moralnego.

Podstawą i fundamentem ładu moralnego jest rozróżnienie dobra i zła. Różnią się one między sobą co do celów jakie sobie stawiają jak i różne są ich konsekwencje. Jeśli usuniemy karę wiecznego cierpienia to w ostatecznym rozrachunku występki, podłości jak i cnoty czy zasługi będą prowadzić do tego samego celu. Okaże się wtedy, że każdy, postępujący w dowolny sposób, czy był narzędziem zła, czy też był siewcą dobra, osiągnie zbawienie.
W dniu dzisiejszym popularnym jest twierdzenie, że piekło istnieje, ale jest puste. Jest to tylko pewna odmiana zaprzeczenia istnienia piekła. Jeżeli piekło miałoby być puste, to znaczy, że nie ma znaczenia jak człowiek postępuje w życiu doczesnym gdyż kara wieczna go ominie. Miłosierdzie Boże samo przez się nie ratuje z każdego grzechu i nie znosi kar piekielnych. Mający wolną wolę człowiek musi się do niego odwołać.
Piekło jest dalszym ciągiem grzechu śmiertelnego. Jest przeniesieniem tego grzechu przez próg śmierci do wieczności. Grzech ciężki, śmiertelny jest dobrowolnym i świadomym odwróceniem się od Boga jako celu ostatecznego i postawieniem dóbr materialnych jako celu życia. Do momentu śmierci zawsze możemy zawrócić z błędnej drogi. Umierając z ciężkim grzechem na sumieniu odrzucamy Boga na całą wieczność. Stan naszej duszy w chwili śmierci jest wyznacznikiem naszej wieczności. Po śmierci nie ma możliwości nawrócenia się, zmiany postępowania, odrzucenia grzechu. Dla grzesznika, po śmierci Bóg jawi się jako wróg i dlatego pała on ku Niemu nienawiścią. Jedynym jego pragnieniem jest zwalczać Boga na wszelkie sposoby. Grzesznik woli przebywać w piekle gdyż nie ma tam Boga, nie musi Go znosić. Jednak świadomość Jego istnienia, jak i utraty na wieczność przygotowanego miejsca w niebie, jest źródłem kolejnych mąk.
Grzesząc, człowiek postępuje przeciwko przykazaniom jak również wbrew rozumowi i naturze. Bóg jest naszym celem, oglądanie Go w wieczności jest szczęściem wiecznym. Grzech powoduje, że cel ten staję się nieosiągalny gdyż jedną z kar piekielnych jest brak nadziei na zbawienie, jest to pewność, że Boga już nigdy nie zobaczymy. Natura ludzka wszelkimi siłami dąży do szczęścia, pragnie ładu a w piekle dusze wiedzą, że tego nie będzie nigdy i w żadnym przypadku. Grzech ciężki jest czynem fizycznie skończonym, ale moralnie nieskończonym, jest winą nieskończoną, ponieważ jest obrazą nieskończonego Majestatu Bożego; dlatego też kara jest nieskończona – nie pod względem intensywności – ale jest wieczna pod względem trwania.
pieklo2Najbardziej znaną karą dla dusz potępionych jest ogień piekielny, ogień wieczny. Kara ta nie jest żadną przenośnią ani metaforą: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!” (Mt 25, 41). Natury tego ognia nie znamy ale opierając się na objawieniu możemy powiedzieć, że jest on podobny do ognia ziemskiego. Ogień ziemski trawi i niszczy materię, ogień wieczny trawi duszę ale jej nie niszczy. Dusza jest nim palona przez całą wieczność ale nie jest niszczona. Grzechy są dla tego ognia jakby paliwem, tym co daje intensywność jego palącemu działaniu. Dusze, które za życia nie chciały poddać się Bogu a poddały się zmysłom czyli materii teraz muszą cierpieć również na sposób podobny do cierpień materialnych.
To nie Bóg „wymyślił” ogień piekielny. Należałoby powiedzieć, że ogień ten jest dziełem samego grzesznika gdyż jest on naturalnym wynikiem grzechu, przez który człowiek duszę swoją poddaje pod panowanie zmysłów i materii.
Grzechy są naszym balastem duchowym, jeśli ich nie „zostawimy” na ziemi, nie uwolnimy się od nich w życiu doczesnym to pociągną nas na wieczność w otchłań piekła.
Z chwilą śmierci kończy się czas, dusza przechodzi od „zanurzenia” w czasie do wieczności. Trudno jest nam sobie wyobrazić świat bez czasu, czyli wieczne „teraz”, gdy nie ma wczoraj ani jutro, gdzie zawsze jest teraz. Gdy jest „teraz” to nie ma możliwości zmiany naszego życia gdyż do tego potrzebny jest czas, dlatego chwila śmierci jest tym momentem, w którym wchodzimy do wieczności i ta chwila określa, jest podstawą naszego życia duchowego. Boże Miłosierdzie nie ma tu już zastosowania, gdyż nie ma możliwości zmiany naszego „punktu wejścia” czyli chwili śmierci i tego jak byliśmy do niej przygotowani. pieklo3Przebaczenie i okazanie miłosierdzia duszom potępionym byłoby zaprzeczeniem Bożych darów, gdyż posiadamy wolną wolę i decyzją grzesznika jest wybór piekła i odwrócenie się od Boga.
Jest nauką wiary, że kary potępionych są różne i odpowiadają ciężkości winy. Im bardziej człowiek za życia odwrócił się od Boga, im większa jest jego zatwardziałość w złym, im większa nienawiść do Boga, tym bardziej przeżywana jest utrata Boga.

Tak jak sprawiedliwego czeka szczęście i życie wieczne tak przeznaczeniem grzesznika jest wieczna męka i potępienie.

„I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego” (Mt 25 46).

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LISTOPADZIE 2014 ROKU.

Polskie cmentarze za granicami kraju

Cały miesiąc, nie tylko jego pierwsze dni poświęcony jest modlitwie za dusze zmarłych. Jest już tradycją, że 1 listopada nawiedzamy cmentarze i tam modlimy się nad grobami naszych najbliższych. Nawiedzenie cmentarza i modlitwa w intencji zmarłych opatrzone są wieloma odpustami przez cały listopad, dlatego staramy się nawiedzać je przez ten czas. Często jest tak, że groby są daleko poza granicami kraju. Chciałbym o kilku takich miejscach, gdzie są groby naszych rodaków, napisać, abyśmy również mieli ich w naszych modlitwach listopadowych.

gromNa dalekiej północy położony jest Narwik. W dniach 13-24 maja 1940 roku toczyła się tu bitwa, w której brali udział żołnierze Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich pod dowództwem gen. Zygmunta Szyszko-Bohusza. Poległo w niej 97 polskich żołnierzy. Zostali pochowali obok 59 marynarzy z zatopionego 4 maja 1940 r. niszczyciela „Grom”.

W Narwiku postawiono pomnik, na placu imienia Gromu, upamiętniający marynarzy z zatopionego okrętu.

W roku 1941 na terenie Rosji sowieckiej rozpoczęło się formowanie armii pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Dołączyli do niej Polacy z łagrów, dla których była to jedyna możliwość powrotu do ojczyzny. Po ewakuacji armii do Iranu było w niej ponad 115 tys. Polaków – żołnierzy, cywilów oraz ok. 13 tys. dzieci. Nie wszyscy byli w stanie walczyć czy też dalej emigrować. Wielu z nich zmarło i są pochowani na cmentarzu w Teheranie – prawie 2 tys. osób w tym ok. 400 żołnierzy. Pierwszym miastem, do którego przybyli żołnierze gen. Andersa było Pahlevi – tu na miejscowym cmentarzu ormiańskim wydzielono kwaterę polską dla prawie 640 zmarłych. Jest tu tablica z napisem: „Pamięci żołnierzy polskich, kobiet, mężczyzn i dzieci do kraju ojczystego zdążających, na ziemi obcej zgasłych i tu pochowanych w roku 1942”.
Osoby cywilne, które zostały ewakuowane z armią gen. Andersa zostały rozesłane w różne części świata. Około 20 tys. Polaków przesiedlono do Afryki: do Tanzanii, Ugandy i Kenii. Były to głównie kobiety i dzieci oraz w małej liczbie mężczyźni niezdolni do służby wojskowej. W sumie powstały 22 osiedla na terenie Afryki Wschodniej i Południowo-Wschodniej. W roku 1946 przebywało tam jeszcze 18 tys. Polaków. Po wojnie wyemigrowali do różnych krajów, w Afryce pozostały cmentarze. W Tengeru w Tanzanii w Koji i Masindii w Ugandzie.
Indie były pierwszym krajem, który udzielił pomocy Polakom i polskim dzieciom. W latach 1942-48 w Indiach było kilka polskich ośrodków, w których schronienie znalazły kobiety z dziećmi oraz osierocone dzieci. Były to głównie osiedla w Vilavade i Balachadi, ośrodek kuracyjny w Panchagani oraz ośrodki, w których kształciła się młodzież: w Karaczi, Mount Abu i Mumbaju. Istniały też dwa miejsca tymczasowe dla ewakuowanych drogą lądową w Bandrze i Quercie. W Kolhapur powstało największe w Indiach osiedle, które stało się centrum polskiego uchodźstwa w tym dalekim kraju i liczyło ponad 5 tysięcy ludności: dzieci, młodzieży i kobiet. Na cmentarzu w Kolhapur znalazło się miejsce dla 77 Polaków.
W Warszawie na Ochocie znajduje się skwer imienia Dobrego Maharadży ku czci władcy północno-zachodniego indyjskiego księstwa Nawanagar, który przyczynił się w dużym stopniu do przyjęcia polskich uciekinierów w Indiach.

TobrukTobruk w Afryce Północnej, dzisiaj na terenie Libii, tu Samodzielna Brygada Strzelców Karpackich dowodzona przez gen. Kopańskiego straciła 127 żołnierzy w trakcie obrony oblężonego miasta. Pochowani są na cmentarzu wojskowym pod Tobrukiem.
Newark w środkowej Anglii jest największym cmentarzem polskich lotników. Oprócz ponad 300 pilotów i weteranów Polskich Sił Powietrznych spoczywa tu 57 spadochroniarzy 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej, a także żołnierze innych formacji. Są też groby trzech prezydentów RP na uchodźstwie – Władysława Raczkiewicza, Augusta Zaleskiego i Stanisława Ostrowskiego.
W 1943 roku w Newark pochowany został gen. Władysław Sikorski. Spoczywał tu do września 1993 roku, kiedy to jego szczątki sprowadzone zostały do Polski i spoczęły na Wawelu.
W Edynburgu na cmentarzu Mount Vernon znajduje się polska kwatera zwana „Mogiłą samotnych Polaków”, a w Glasgow – mogiła Józefa Gomoszyńskiego, uczestnika powstania listopadowego, który zmarł tutaj w 1845 roku. We Wrexham w Walii wśród 1600 polskich grobów znajduje się mogiła gen. Waleriana Czumy, dowódcy obrony Warszawy we wrześniu 1939 roku.
Za utrzymanie porządku na tych cmentarzach odpowiedzialne są polskie konsulaty w danym kraju lub też z sąsiednich krajów. W przypadku wielu z nich a zwłaszcza tych z krajów Afryki wygląda to różnie. Na opiekę nad cmentarzem w Tanzanii nie zawsze znajdują się środki finansowe a nie jest to wygórowana kwota.
W dniu dzisiejszym, gdy tak wielu Polaków wyjeżdża z Polski za granicę do pracy warto w tych nowych miejscach, często kilkuletniego pobytu, rozejrzeć się wokół siebie. Często można znaleźć opuszczone groby (nie tylko wojskowe) naszych rodaków. Opieka nad nimi będzie wyrazem naszego patriotyzmu.

Otoczmy ich wszystkich oraz tych spoczywających na innych cmentarzach w różnych krajach modlitwą – szczególnie w listopadzie. Niech nasza modlitwa wyprasza im u miłosiernego Boga skrócenie mąk czyśćcowych.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LISTOPADZIE 2014 ROKU.

Tu i Teraz Bóg

Widzieć Boga w bliźnim to chyba najtrudniejsza rzecz. Z kilku powodów.

Trzeba odwrócić wzrok od samego siebie.

rys1Nie jest to łatwe, bo w myśl przysłowia „koszula bliższa ciału” cały czas jesteśmy skupieni na sobie. Czy dobrze wyglądam, czy dobrze wykonałem postawione mi zadanie, czy zasługuję na awans, czy będę miał korzyści, co o mnie myślą inni, ile zarobię, czym sprawię sobie przyjemność? Do tego dochodzi pośpiech, zabieganie, życie w ciągłym napięciu, bombardowanie nas ogromem informacji najczęściej nam zbędnych, powierzchowne prześlizgiwanie się po codziennych wydarzeniach i królujące wygodnictwo. Dla Boga i innych nie ma, według wielu z nas, czasu w życiu.

Trzeba patrzeć na drugiego człowieka tak jak Bóg patrzy na swoje stworzenia.

rys2Tu warto przytoczyć świadectwo z książki redemptorysty T. Forresta i Jose H. Prado Flores „Jezus Chrystus uzdrowiciel mojej osoby”. Kobieta prowadząca ewangelizację na Karaibach miała spotkać się z grupą około 40 prostytutek. Nie wiedziała co im powiedzieć, jak powstrzymać w sobie niechęć i dezaprobatę. Żarliwie modliła się o sprostanie spotkaniu z tymi kobietami. Zwróciła się do nich ze słowami, że są dla Boga jak białe lilie. Takie określenie otrzymała od Boga i przekazała prostytutkom. Tak właśnie je widział Bóg w swojej miłości do każdego, nawet grzesznego człowieka. To patrzenie na wartość osoby, na jej serce ponad jej grzechami. Doświadczenie miłości Boga zmobilizowało kobiety do przemiany i nawrócenia.

 

Trzeba mowę miłości stosować w swojej codzienności.

rys3To okazuje się bardzo trudne. Wymaga samokontroli, wspaniałomyślności, pokory a czasem i heroiczności. A przede wszystkim wymaga uporządkowania swojego wnętrza, oczyszczenia duszy, uwolnienia myśli. Warto obdarowywać innych uśmiechem, sprawiać domownikom przyjemności – takie drobne, codzienne jak udekorowany stół, przygotowany obiad, zrobiony deser, wspólny spacer, szczera rozmowa. Być życzliwym w pracy dla interesantów, dobrze im doradzać, służyć pomocą innym, nie zadzierać nosa, nie wywyższać się z racji swojego pochodzenia, pozycji, wykształcenia czy majętności.

 

A najważniejsze, że trzeba to wszystko robić TU i TERAZ i że nie można niczego odłożyć na później. A my żyjemy albo przeszłością albo roimy plany na przyszłość. Na teraźniejszość, a szczególnie część poświęconą innym, według nas, nie mamy czasu. Ofiarowanie innym: swej obecności, swojego czasu, swoich pieniędzy, swojej troski i współczucia, swojej miłości i zaufania wciąż odkładamy na później. A to później nie istnieje. Bo Bóg jest TU i TERAZ. I czeka na mnie, na mój gest, na mój czyn. Czeka w zniedołężniałym sąsiedzie, w starej ciotce, w zagubionej kobiecie w urzędzie, w zdezorientowanym obcym przybyszu, w moich rodzicach, rodzeństwie, mężu i żonie, moich dzieciach, koleżankach i kolegach z pracy – po prostu w innych, w bliźnich spotykanych codziennie na swojej drodze.

Ogrom MIŁOŚCI BOGA jest nie do opisania ludzką miarą. Człowiek powinien chcieć ją widzieć TU i TERAZ, czyli WSZĘDZIE i ZAWSZE i zanurzając się w niej oddawać innym, to co otrzymał. A każdy z nas wiele otrzymuje przez całe swoje życie. Czasem są to zdolności, talenty, pieniądze, dobra rodzina, troskliwe dzieci, pozycja w społeczeństwie, a czasem cierpienie i dobroć, wyrozumiałość i zdolność przebaczania, zdolność i chęć modlitwy za innych, mocna wiara, współodczuwanie, zrozumienie.

Ewangelista Mateusz opisał wizję Sądu Ostatecznego:

„Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata!

Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;
byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
byłem chory, a odwiedziliście Mnie;
byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”.

Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? Spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? Lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?” A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,34-40).

 

PIERWOTNIE TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W MAJU 2014 ROKU

Ilość opozycji w opozycji

Grzech pierworodny Okrągłego Stołu, Magdalenki i „grubej kreski” w znacznym stopniu zdeterminował losy Polski po 1989 r. „Kręgosłup zdrady” stanowiła grupa, która w różnych konfiguracjach wciąż przewija się u steru władzy od wielu lat. Zawsze wymyślano nową hybrydę polityczną, by tylko mieć dostęp do sukna Rzeczpospolitej, wystarczy prześledzić jak przemieniały się jedne ugrupowania w inne, ale personalnie skład ich był podobny. Gdy pojawiły się partie, które mogły zagrozić hegemonii „grupy trzymającej władzę”, takie jak LPR czy Samoobrona, pojawiły się w mediach głośne tzw. Newsy i były szeroko nagłaśniane (wykreowane nierzadko) afery, które miały je kompromitować na przykład(tzw. Seks afera, czy tzw. Afera gruntowa) i przypinano im łatkę oszołomów i ekstremistów. A przecież to, co mówił Lepper o Klewkach i lądujących talibach, z czego zrobiono pośmiewisko, okazało się prawdą, tak jak to, co mówił o udziale Kaczyńskich w zmowie okrągłostołowej Zygmunt Wrzodak. Obu przypięto łatki oszołomów. Gdy po nich pojawili się narodowcy, zaczęto im zarzucać (np. w GP) pro-rosyjskość (skądinąd czas pokazał, że sympatie, które zarzucano niektórym osobom z ruchu narodowego nie tylko nie są prorosyjskie, ale wręcz antyrosyjskie). Byle tylko nie dopuścić do powstania realnej opozycji do układu zawartego z Kiszczakiem.

LK MagdalenkaGrupa trzymająca od dziesiątków lat władzę w Polsce, opracowuje scenariusze z wyprzedzeniem nawet kilkunastu lat. Przygotowuje koncesjonowaną opozycję, która stanie się zaczątkiem nowej władzy, gdy utrata władzy przez obecnie ją sprawującą stanie się nieuchronna, bo straci poparcie społeczne, a więc na tzw, podorędziu musi być opozycja, gotowa do przejęcia władzy. Wszczyna się spory, kłótnie między dotąd bliskimi sobie ideowo ludźmi, politykami, którzy wytykają sobie różne rzeczy, obwiniają się o to i tamto, jedni kierują się na lewo, drudzy na prawo. To nawet nie tak trudno zaobserwować, trzeba tylko wydostać się z kokonu narzucanej nam przez media i polityków „prawdy”, oglądu rzeczywistości. Czasem grupy te nawet szczerze wręcz zażarcie się kłócą o dostęp do władzy i pieniędzy, dzięki temu mamy więcej informacji na temat każdej ze skłóconych grup, bo w tej szarpaninie o polskie sukno zdradzają trochę szczegółów o kolegach-przeciwnikach. Ale chodzi tylko o dostęp do władzy i pieniędzy, nigdy natomiast – i to jest wyznacznikiem ich intencji i to m.in. pozwala ich zidentyfikować – nigdy o wymierne (nie zaś deklaratywne)wzmacnianie polskiego katolicyzmu.

Wszystkie partię obecne w parlamencie (zarówno lewica jak i prawica) mają ten sam program polityczny w kwestiach dotyczących najważniejszych problemów naszego kraju. Jeśli się przyjrzy fundamentalnym decyzjom w sprawie przyszłości Polski jak np.: udział obecnych elit w zmowie „okrągłego stołu”, zmowa z Magdalenki, zgoda na tzw. „plan Balcerowicza”, poparcie do wyjątkowo szkodliwej umowy stowarzyszeniowej z UE, poparcie dla wejścia Polski do UE na nierównych prawach, poparcie tzw. Konstytucji UE(Traktatu Lizbońskiego), zgoda na udział polskich żołnierzy w napaści na suwerenne kraje jak Irak czy Afganistan, wyrażenie zgody by na terytorium Polski były rozmieszczone obce wojska na zasadach eksterytorialności, aktywny udział w ekonomicznym rozbiorze Polski, współodpowiedzialność za „księżycowy” dług publiczny, poparcie dla sprowadzania do Polski żywności i nasion genetycznie zmodyfikowanych, udział w wielkich aferach prywatyzacyjnych ludzi z wszystkich partii rządzących i opozycyjnych, itd. Wszystkie partie w tych kluczowych decyzjach są zadziwiająco jednomyślne, także – podkreślam – PiS, który aktywnie przyczynił się do demontażu naszego państwa, wbrew głoszonym hasłom – podkreśla poseł IV i V kadencji Zygmunt Wrzodak.

 

Z książki: „PRAWICOWE DZIECI CZYLI BLEF IV RPLeszka Misiaka.

Str.210-211

Zapiski więzienne – fragment

6.I.1954

Dziwna to sprawa z tymi Herodami. Gdy przesadzają w swej nienawiści stają się apostołami sprawy, którą zwalczają. Herod pierwszy uwierzył w „Króla Żydowskiego”. Zrobił Mu potężną propagandę w całej Jerozolimie. Wysłał do Betlejem naprzód Mędrców. epa_wyszynski550Zasadził do Ksiąg Proroczych uczonych w Piśmie, aby zbadali dobrze, gdzie miał narodzić się Chrystus. Potwierdzili oni nowinę Mędrców. Świat stanął na nogi. Jeszcze Jezus „niemowlęciem”, a już świat herodiański drży. Co to będzie, gdy Chrystus urośnie!

Jednak nie trzeba wyrzekać się tych apostołów nienawiści, którzy szukają Boga z nienawiścią w sercu i wszystkim głoszą swoją nienawiść. W nienawiści jest wiara, jest lęk, jest uznanie mocy, jest obawa przed wpływami. Przyjdą ludzie, którzy odrzucą nienawiść i zrozumieją nienawidzonego Boga. Prześladowcy Boga pracują dla Jego chwały.

Niewiara ma swój sens: nie tylko w tym, że ujawnia słabsze mózgi o nędznej pojemności, niezdolne ogarnąć Boga, ale przede wszystkim w tym, że jest zachętą do wysiłku myślowego, do szukania Prawdy, do wnikliwości, niepokoju.

 

Stefan Kardynał Wyszyński; Zapiski więzienne; Editions du Dialogue Paris 1982.

 

 

W 62 rocznicę uwięzienia Prymasa Polski, Stefana kard. Wyszyńskiego.

Błogosławiony Ładysław z Gielniowa

bl-ladyslawUrodził się w Gielniowie k. Przysuchy w 1440 roku, zmarł w Warszawie 4 lub 5 maja 1505 roku. Na chrzcie św. otrzymał imiona Marcin Jan. O początkach jego życia niewiele można powiedzieć gdyż nie zachowały się informacja z tego okresu. Wiadomo, że uczył się w Uniwersytecie Jagiellońskim. Działalność nowego zakonu bernardynów w Krakowie prawdopodobnie spowodowała, że przerwał studia i wstąpił do tego zgromadzenia przyjmując imię Władysława (spotyka się również formę Ładysław). Brak jest również informacji o pierwszych latach w zakonie jak i kiedy otrzymał święcenia kapłańskie. Wiadomo na pewno, że w latach 1486-1487 przebywał w Krakowie gdzie pełnił funkcję egzaminatora w sprawie cudów, jakie miały miejsce za przyczyną bł. Szymona z Lipnicy. W latach 1487-1490 oraz 1496-1499 sprawował urząd wikariusza prowincji oraz prowincjała. Za jego rządów polska prowincja bernardynów powiększyła się o lokalizację w Skępem i Połocku.

Po zakończeniu nauki Ładysław został skierowany do klasztoru w Warszawie i objął obowiązki kaznodziei. Na tym stanowisku okrył się Gielniowczyk sławą najznakomitszego kaznodziei bernardyńskiego XV wieku. Przez współczesnych sobie określany był „Kaznodzieją płomiennym”, gdyż głosił Słowo Boże z wielkim zapałem i pasją a język jego był prosty i obrazowy. Żaden kościół nie był w stanie pomieścić wiernych chętnych słuchania jego nauk. Niejednokrotnie w trakcie kazania wpadał w ekstazę. Był również mistrzem i znawcą dusz oraz wybornym ich lekarzem i przewodnikiem. Znany był z umartwiania swego ciała i zmysłów.

Energicznie i nad wyraz skutecznie poprowadził istniejące bractwa kościelne oraz założył Bractwo św. Anny. Uczestnictwo w Bractwie związane było z obowiązkiem codziennego odmawiana: Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Wierzę w Boga, oraz Dziesięciu przykazań Bożych. Poza tym należało żyć zgodnie z nakazami zawartymi w tych modlitwach oraz unikać pijaństwa, zgorszenia i obmowy, starać się być użytecznymi dla wszystkich, postępować szczerze i otwarcie, nie wynosić się dumą a w nieszczęściu nie upadać na duchu. Propagowanie przez bractwa życia według powyższych zasad dało podwaliny pod społeczne odrodzenie.

Ładysław był autorem wielu modlitw jak i pieśni religijnych w języku polskim. Poświęcone były one głownie Męce Pana Jezusa oraz osobie Matki Bożej. Był tłumaczem na język polski z łaciny godzinek o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny i o św. Annie.

Przez wielu literaturoznawców Ładysław z Gielniowa określany jest pierwszym poetą piszącym w języku polskim. Do znanych jego utworów należy „Żołtarz (Psałterz) Jezusów czyli piętnaście rozmyślań o Bożym umęczeniu”:

Jezusa Judasz przedał za pieniądze nędzne,
Bog Ociec Syna wydal na zbawienie duszne.
Jezus kiedy wieczerzał, swe ciało rozdawał,
Apostoły swe smętne swoją krwią napawał.

Jezus w ogrodek wstąpił <z> swymi miłosniki,
Trzykroć się Oćcu modlił za wszytki grzeszniki;
Krwawy pot s niego płynął dla boju silnego.
Duszo miła, oględaj miłosnika twego!

Wprowadzenie pieśni polskich na użytek kościelny było podstawą rozwoju języka polskiego.

Władysław głosił kazania do samej śmierci. Ostatnim było kazanie wielkopiątkowe w 1505, które wywarło niezapomniane wrażenie na mieszkańcach Warszawy. W trakcie nauki na temat Męki Pańskiej zakonnik wpadł w ekstazę i na oczach zgromadzonego tłumu uniósł się w górę ponad ambonę i zaczął wołać „Jezu, Jezu”. Wycieńczonego księdza zaniesiono do infirmerii, ale nie odzyskał już sił i zmarł 4 maja.

Kult jego rozpoczął się zaraz po jego śmierci. Opinia o jego świętości była powszechna. W roku 1522, gdy w mieście wybuchła zaraza mieszkańcy spontanicznie nawiedzili jego grób i modlili się o jego wstawiennictwo w tym ciężkim czasie. Drugi raz miasto zostało uratowane od zarazy w 1705 roku. Dnia 15 czerwca 1604 roku senat miasta Warszawy z wdzięczności za opiekę na stolicą ogłosił Ładysława z Gielniowa patronem i szczególnym opiekunem Warszawy.

W roku 1627 rozpoczęto proces beatyfikacyjny i w roku 1650 papież Benedykt XIV wydał dekret zaliczający Ładysława w poczet błogosławionych Kościoła Katolickiego. W roku 1759 papież Klemens XIII ogłosił go patronem Królestwa Polskiego i Litwy. W roku 1962 papież Jan XXIII ogłosił go patronem Warszawy. Obecnie bł. Ładysław jest patronem drugorzędnym, a główną Patronką Warszawy jest Najświętsza Maryja Panna Łaskawa.

Głównym miejscem jego kultu jest kościół św. Anny w Warszawie gdzie znajdują się relikwie bł. Ładysława oraz kaplica jemu poświęcona. Drugim miejscem kultu jest Gielniów, miejsce jego urodzenia. W roku 1988 została utworzona na warszawskim Ursynowie parafia pod wezwaniem bł. Władysława z Gielniowa.

W ikonografii przedstawiany jest w pobliżu słupa biczowania oraz z biczem w ręku (sam siebie biczował).

Wspomnienie bł. Ładysława z Gielniowa przypada na dzień 25 września.

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM WE WRZEŚNIU 2014 ROKU.

Święty Stanisław Kostka herbu Dąbrowa

Urodził się w Rostowie ok. 4 km od Przasnysza na Mazowszu w końcu grudnia 1550 roku, zmarł 15 sierpnia 1568 roku w Rzymie. Dokładny dzień jego urodzin jest nieznany. Ojcem jego był Jan, kasztelan zakroczymski. Krewny jego ojca, również Jan Kostka, był kasztelanem gdańskim oraz w dwóch pierwszych wolnych elekcjach był wśród kandydatów do objęcia korony. Św. Stanisław miał trzech braci i dwie siostry.St.Kostka

Pierwsze nauki pobierał w domu rodzinnym gdzie jego nauczycielem był Jan Biliński, który uczył go także później w Wiedniu. Do 14 roku życia przebywał w domu, dalsza nauka miała odbywać się za granicą. Wybrano Wiedeń – stolicę cesarstwa gdzie mieściły się szkoły jezuitów cieszące się sławą i renomą. Na naukę wysłany został Stanisław razem ze swoim starszym bratem Pawłem. Bracia Kostkowie dotarli do Wiednia 24 lipca 1564 roku w dniu śmierci cesarza Ferdynanda. Przyszły święty wraz ze swoim bratem, wychowawcą Bilińskim, sługą, kuzynem również Stanisławem oraz Bernardem Maciejowski późniejszym kardynałem i prymasem Polski zamieszkali na stancji u protestanckiego gospodarza. Początkowo nauka sprawiała Stanisławowi trudności gdyż miał pewne zaległości, w drugim roku nauki należał do najlepszych uczniów. Zawdzięczał to wielkim zdolnościom jak również pracowitości, pilności i sumienności. Wyróżniał się pobożnością, skromnością i umiarkowaniem. Często pozostawał w kościele lub kaplicy na adoracji Najświętszego Sakramentu. Odznaczał się szczególnym nabożeństwem do Matki Bożej. Jego mottem i dewizą były znamienne słowa: „Do wyższych rzeczy jestem stworzony i dla nich winienem żyć”.

W grudniu roku 1565 bardzo ciężko zachorował. Nie mógł liczyć na pomoc swojego brata, gdyż ten dokuczał Stanisławowi w sposób rubaszny a nawet ordynarny, chcąc go nakłonić do bardziej światowego życia. Modląc się do św. Barbary, orędowniczki dobrej śmierci, miał wizję, w której święta, z dwoma aniołami przyniosła mu komunię. W drugiej wizji Matka Boża z Dzieciątkiem Jezus pochyla się nad nim i daje mu w ramiona Dzieciątko. Następnego dnia Stanisław wstaje zupełnie zdrowy. W trakcie tych wizji usłyszał polecenie Najświętszej Maryi Panny, że ma wstąpić do Towarzystwa Jezusowego. Realizacja tego polecenia nie była łatwa. Ojciec św. Stanisława nie zgadzał się, aby syn został mnichem. Jezuici, znając ród Kostków, nie byli skłonni do przyjęcia do zakonu młodzieńca jeszcze niepełnoletniego i wbrew stanowisku rodziny.

Święty Stanisław Kostka opuszcza Wiedeń i udaje się do Augsburga do przełożonego zakonu Jezuitów obszaru niemieckojęzycznego by prosić go o przyjęcie do zgromadzenia. Ojciec Piotr Kanizjusz, późniejszy święty przekonawszy się o wielkiej głębi powołania Stanisława poradził, aby udał się do Rzymu do Generała zakonu i wystawiając wspaniałą opinię napisał: „Spodziewam się po nim rzeczy przedziwnych”.

Po przybyciu do Rzymu i spotkaniu z Generałem zakonu o. Franciszkiem Borgiaszem, zostaje przyjęty do nowicjatu 28 października 1567 roku. Daje się poznać jako pokorny, sumienny i pobożny nowicjusz, oddany Matce Bożej oraz Panu Jezusowi. Sumienność, wesołość jednały mu powszechną przychylność i życzliwość.

Nie opuszcza go myśl o rychłej śmierci. W połowie lipca powiedział: „Spodziewam się za łaską Bożą obchodzić w Niebie najbliższe święto Wniebowzięcia Matki Boskiej”. Dnia 10 sierpnia poczuł się bardzo źle, a 13 gorączka była już bardzo wysoka i został przeniesiony do infirmerii (sala chorych w klasztorze). Następnego dnia przyjął sakramenty święte i wraz z innymi nowicjuszami odmawiał modlitwy za konających. Dnia 15 sierpnia 1568 roku o brzasku zmarł w osiemnastym roku życia.Sancte Stanislaus Kostka

Wieść o jego śmierci szybko rozeszła się po Rzymie. Wbrew dotychczasowemu zwyczajowi ciało jego ustrojono kwiatami. Na polecenie Generała zakonu, magister nowicjatu napisał krótkie wspomnienie o św. Stanisławie, które następnie zostało rozesłane do wszystkich domów Towarzystwa Jezusowego. O. Stanisław Warszewicki, współnowicjusz opracował pierwszą biografię przyszłego świętego.

W roku 1602 Stanisław Kostka został ogłoszony błogosławionym Kościoła Katolickiego. Był to pierwszy błogosławiony z Towarzystwa Jezusowego. Uroczystości beatyfikacyjne odbyły się w Rzymie a następnie w Polsce. W roku 1674 papież Klemens X ustanowił bł. Stanisława Kostkę jednym z głównym patronów Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litwy. Dekret kanonizacyjny wydany został w roku 1714, ale uroczysty obrzęd kanonizacji dokonał dopiero Benedykt XIII w ostatni dzień 1726 roku.

W wiedeńskim domu gdzie mieszkał na stancji jest teraz kaplica św. Stanisława, również jego pokój w dawnym nowicjacie w Rzymie został zamieniony na kaplicę. W Rzymie przy kościele św. Andrzeja znajduje się pokój, w którym zmarł. Nad wejściem umieszczono napis w języku łacińskim: „Rzymski nowicjat Towarzystwa Jezusowego, założony przez św. Franciszka Borgiasza. W tej części domu swojego życia dokonał św. Stanisław Kostka, a po śmierci okrył je chwałą”. W środku pomieszczenia jest pomnik z białego marmuru przedstawiający świętego na łożu śmierci, nad nim umieszczono obraz Matki Bożej, która rzuca na „śpiącego” kleryka z nieba róże.

Wstawiennictwu św. Stanisława przypisuje się zwycięstwo wojsk Rzeczpospolitej w bitwie z Turkami pod Chocimiem w 1621 roku. Świadczy o tym widzenie ojca M. Oborskiego jezuity z Kalisza, w którym ujrzał św. Stanisława na obłokach błagającego Najświętszą Maryję Pannę o zwycięstwo wojsk Rzeczpospolitej. Z kolei według objawienia o. Juliusza Mancinellego to Stanisławowi Kostce zawdzięczamy łaskę, że Najświętsza Maryja Panna pragnie być nazywana Królową Polski.

Św. Stanisław Kostka jest patronem wielu kościołów i kaplic w Polsce. Do tych najbardziej znanych należy archikatedra w Łodzi, kościół w Warszawie. Jest patronem dzieci i młodzieży polskiej, ministrantów oraz jednym z patronów Polski. Jego atrybutami są anioł podający mu Komunię, Dziecię Jezus na ręku, różaniec, laska pielgrzymia. Ustanowienie wspomnienia liturgicznego na dzień 13 listopada związane jest z rokiem 1670 kiedy to Klemens X zezwolił na odprawianie Mszy Św. i brewiarza o Św. Stanisławie.

 

 

PIERWOTNIE TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W PAŹDZIERNIKU 2014 ROKU.