Adwent – czas oczekiwania

Wybornie dostraja się do adwentowego okresu długi poranek listopadowy i grudniowy, który zda się nie może wybrnąć z mgły i mroku. Jest to symbol wieków i duszy, które z wolna budzą się, tęsknią za Mesjaszem. Długie to i przewlekłe budzenie się jest początkiem nowego okresu. – Rok kościelnym zaczyna się adwentem. W ten sposób adwent odtwarza mroki owych tysiącleci, które poprzedziły przyjście Chrystusa. A zatem oczekiwanie, przebudzanie, początkowanie – to cechy adwentu, które przypomina także św. Paweł, wołając: „Nox praecessit, dies appropinquavir…” Noc uchodzi, już świta dzień! Zbudźmy się więc do pełnego siły świętego życia, biegnijmy na spotkanie Chrystusa!

  1. Czas oczekiwań – bo Pan nadchodzi. „Błogosławiony sługa czekający na swojego Pana”. Życie wigilią, świętem czuwania. Oblubienice ewangeliczne czuwają w nocy. „Mamy przy sobie kaganki, napełnione oliwą, możemy pospieszyć na przyjęcie Jezusa”. Nocne czuwanie jest wstępem do dnia wielkiego, uroczystego, w którym się nam Chrystus ukaże rzeczywiście. Stoimy niejako przed wejście do tumu gotyckiego. Prorocy, apostołowie i postacie cherubów witają nas z wysokości, atoli brama jeszcze zamknięta, jeszcze stoimy na dworze, w zawierusze życia. „Oczekując błogosławionej nadziei”… czekamy, ufamy mając wzrok utkwiony w bramy wiekuistej światłości… Przyjdź, Panie Jezu!
  2. Czas przygotowania – Nasamprzód na święta, miłą uroczystość, na święto łask i darów, na Boże Narodzenie. Przeżywamy w duchu tęsknoty, niepokoje, nadzieje Adwentu, by w dniu pełnym łaski, w dniu uroczystym Bożego Narodzenia śród blasku jarzących się świec i zapachu choinki móc powitać radośnie małego Jezusa. O trzy szczególnie rzeczy w tym celu dbać nam należy: 1) O pokutę, by serce nasze było czyste. 2) O skupienie. Jak przyroda w tym czasie zbiera się w sobie i gotuje do nowej wiosny, taki my zbierajmy się w sobie, by zdobyć lepsze poznanie i silniejszą wolę. 3) O rozbudzenie w sobie pragnienia życia nadprzyrodzonego. „Spuśćcie rosę niebiosa zwierzchu!..” Panie i Boże mój, budzę się, by garnąć się do Ciebie… Nigdy o Tobie nie zapomnę.
  3. W szczególności zaś Czas rozpoczynania na nowo – Sam Jezus nalega: Zacznij! Wzywa nas i zaprasza do nowego życia, jak ów promień słoneczny, który przez szyby okien, pokryte kwieciem mrozu, świeci wabiąco do naszego pokoju. Zaczynajmy więc, i to nie raz jeden, ale wiele razy! Dziwne to żądanie, jednakże niemałego znaczenia. W każdym początku jest osobliwy rozmach i rozpęd, nie wie się jeszcze, co to zmęczenie i rozczarowanie, żywa jeszcze ochota. Popatrz na wiosnę! Za każdym jej przebudzeniem się na nowo pąki wypuszczają, stuletnie nawet dęby i buki miękną pod wpływem przesycających je soków. Nie pączkowałyby, gdyby chciały pozostać twarde i suche. Bóg namaszcza duszę maścią dobrych chęci, „oliwą radości”. Żwawo więc do pracy w tym czasie adwentu! Wielkie jest zadanie nasze, dopiero pierwsze stawiamy kroki. Ze św. Pawłem ubiegajmy się za tem, co leży przed nami.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Wierzę w świętych obcowanie

  1. Trzy istnieją potęgi w życiu człowieka, które tworzą społeczności, kształtują język, budują ognisko rodzinne i zbierają skarby. To ciało i krew, nauka i sztuka. Bóg i życie wieczne. Ciało i krew stwarza rodzinę i naród, w których istnieją wprawdzie nici duchowe, czyste zasady moralne, jednakże miłość i tradycja opierają się na pokrewieństwie i powinowactwie. Społeczność ta zna luby dom rodzinny, wonną atmosferę życia pełnego mocy i szczęścia, ale też pełne walk i zawodów. Ponad ogniskami i związkami ciała i krwi stoją społeczności ducha i myśli, wspaniałe, rozwijające nowy rodzaj życia w promiennej atmosferze. Jedność myśli nie zna różnic ciała i krwi, nie zna odrębności narodowych, jej kraina rozciąga się poza kamenie graniczne i słupy rogatek. Karpaty czy Alpy czy Kanał Angielski dla niej nie istnieją. Niezależne od rodzin i narodowości życie duchowe zakłada sobie inne ognisko domowe, innym mówi językiem, inne zbiera skarby, Jego potęgą wiedza, która nie dzieli, lecz jednoczy, ujarzmia nieokiełznane siły przyrody, zatrzymuje piorun, odsłania wnętrze ziemi, otwiera zdroje lecznicze, uzdrawia choroby. Wspaniała to zaiste społeczność! Jej królestwem myśl, jej siłą wynalazek, jej skarbem wiedza, a jej pragnieniem postęp.
  2. Postęp? Dokąd? I świat myśli, jak jest wysoki, tak jest niewystarczający Ciasne są ramy przyrody, nie wiele sił fizycznych zdołaliśmy ujarzmić, postęp dość skromny, a kończący się śmiercią. Nie zadowala nas, bo dusza nasza obdarzona jest zmysłem nieskończoności i wieczności, a tętni w niej myśl nieśmiertelnego życia. Dusza to nie ciało i krew, to nie tylko wiedza i myśl, lecz udział w bycie Boga i jego miłości. Prawdziwie piękne dusze rodzą się nie z ciała, ani z wiedzy, lecz z Boga, i tworzą społeczność dzieci bożych. Kierunek tej społeczności nadaje Nieskończony, jej siłą rozpędową jest miłość Boga, jej atmosferą pragnienie życia wiekuistego, jej językiem prawdziwy język ojczysty, język wiecznej szczęśliwości. Jej skarbem są zasługi nieśmiertelne, jej domami świątynie, jej grobami ołtarze. Klęczy na kolanach z bijącym sercem, promiennym okiem, czystym czołem, na pół otwartemi usty i twarzą rumianą od żaru nabożeństwa. Jej życiem jest cnota, dążeniem wyzwolenie się od śmierci i unicestwienia, ideałem doskonałość, spójnią wewnętrzna miłość Boga i bliźniego. Społeczność ta jest rozległa jak królestwo boże, w niej znikają kraj, języki, narody. Poprzez stulecia toczy się strumień życia tej społeczności głęboki od głębokości jej idei i myśli i uczuć serdecznych i ożywia wszystkie stosunki ludzkie. Nowe pokolenie „trzeci rodzaj”, dostarcza jej członków, nowe pokolenie, złożone z „synów światłości”, którzy świat zwyciężają, a których świat nie godzien.
  3. Popatrz na ten szereg! Tam Jezus, Najświętsza Bogarodzica, dusze świetlane. Ich atmosferą blask i ciepło, miłość i wzniosłość. Z ust Jezusa wychodzi miecz dwusieczny, błyskawica słowa bożego. Ku niemu lecą natarczywym lotem dzikich gołębi ci wszyscy, co go kochają. Przepiękne to dusze, żywe „Te Deum laudamus”. Nie tylko usty śpiewają, ich hymnem ich życie, muzyka najpiękniejsza, najsłodsza. Chwała Boża promienieje z ich postaci, nie światło słoneczne, lecz cnota. Wonne to dusze, róża i lilja ich kwiatami. Na czystych wyżynach mieszkają, żyją tchnieniem lasów.
  4. Co będzie z nami? Do której należymy społeczności? Wyszliśmy ze społeczności ciała i krwi, ale w niej na stałe nie pozostajemy. Gniazdo swoje zakładamy tam tylko na czas wiosny i lata życia ludzkiego. Żyjemy również w społeczności ducha i myśli, nauka jest naszą pociechą, z jej skarbów korzystamy, jej święta obchodzimy, ale nawet jej światło wskazuje drogę wiodącą poza tę społeczność do społeczności świętych, gdzie mieszka Bóg, gdzie wiara zespala, miłość rozgrzewa, gdzie mówią językiem czystych uczuć, gdzie rozkwitają duszę najpiękniejsze. Z niemi stopmy się w jedno wiarą, uczuciem i cnotą, by było „jedno serce i dusza jedna”. Ich przykład jest naszym skarbem, ich łaska naszą siłą, ich pomoc podporą naszej ufności!

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Śmierć grzeszników

Śmierć grzeszników, mówi św. Bernard, jest bardzo zła od strony ich stosunku do świata, który muszą opuścić, gorsza od strony ich stosunku do ciała, z którym muszą się rozłączyć, a najgorsza od strony ognia i nieumierającego robaka, które będą ich udziałem. To prawda, że strasznie jest widzieć się wyrwanym ze świata który się kochało; jeszcze bardziej strasznie, czuć się wyzutym z tak czule kochanego ciała, ale nieskończenie bardziej strasznie widzieć się wtrąconym w otchłań nieszczęśliwej wieczności.

Do tych męczarni dochodzi też mnóstwo innych: przypadłości choroby, bóle ciała, obawy duszy, tęsknoty chwili obecnej, niepokoje przyszłości, wspomnienie przeszłości i jej grzechów, strach przed sądem i tym, co po nim nastąpi, okropność pogrzebu, rozstanie się ze wszystkimi przedmiotami nieuporządkowanego kochania. Tu majątek, tu przyjaciele, tu żona i ubóstwiane dzieci; światło, powietrze, życie – wszystko to trzeba opuścić i to opuścić z nieopisanym bólem, stosownie do stopnia przywiązania, jakie się do tego czuło! Serce, mówi św. Augustyn, nie rozłącza się z tym, co je zajmowało, bez okrutnych boleści. Ten jedynie, mówi pewien filozof, kto mało doznał w życiu pociechy, mało obawia się śmierci.

Ale największą udręką grzesznika w tej ostatecznej godzinie jest jego występne sumienie i straszliwe oczekiwanie losu, na jaki zasłużył. W obliczu śmierci budzi się on z nieszczęsnego uśpienia. Otwiera oczy i widzi nareszcie to, czego nie chciał widzieć, póki żył na świecie. Dzieje się tak dlatego – mówi Euzebiusz Emisseński – że w owej chwili wszelki niepokój o życie teraźniejsze, wszelkie pożądanie godności i bogactw, wszelkie staranie, wszelkie zajęcia rzeczami tego świata ustają, a dusza jest całkowicie oddana myśli o ciężkim rachunku, jaki za kilka chwil będzie musiała zdać; jest całkowicie oddana rozpamiętywaniu sądów Pańskich. Na widok życia, które się oddala, i śmierci, która lezie mu w oczy, człowiek zapomina o teraźniejszości, która mu się wymyka, a całą swoją uwagę zatrzymuje na mającej go właśnie ogarnąć przyszłości. Widzi wtedy, że wszystkie jego uciechy znikły, a zostały tylko grzechy, którymi je okupywał i które pójdą z nim na sąd Boży.

 

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

 

Grzech pierworodny

Tegośmy czekali, który zgładzi „grzech świata”, grzech pierworodny.

  1. Ziemia przeznaczona była człowiekowi jako dziecku bożemu. Atoli człowiek nie zadowolił się Bogiem, lecz przywołał dwóch strasznych gości: grzech i śmierć. – Co to jest grzech pierworodny? To wcielenie przekleństwa „precz od Boga!”. Człowiek należał do Boga, który go piastował w odwiecznej swej myśli, stworzył go, w łasce do siebie przygarnął, przybrał za dziecko i wychowywał, obcując z nim poufale. – Taki był stosunek pierwotny Boga do człowieka. Aliści człowiek posłuchał obcych poduszczeń, omamiła go pycha z zatruła zmysłowość. Odwrócił się od Boga i krocząc ścieżkami bałwochwalstwa, złudzeń i nadętego samolubstwa, zabłąkał się w ciemności i rozpoczął smutną grę błędów i pomyłek, tragedię ludzką. – co za szkoda, co za okropna strata! Sprzeciwiajmy się kierunkowi, tkwiącemu w grzechu pierworodnym. Bądźmy oddani jedynie Bogu. Do czego też chce należeć całem usposobieniem, jego czcząc i jego słuchając. Uczucia przeciwne będę zwalczał jako bunt.
  2. A nie tylko duch się zaćmił w zbuntowanym człowieku, w nim samym również wybuchła rebelia. W jego krwi, popędach i skłonnościach zbudziło się zwierzę. Odwróciwszy się od uroczego świata duchowego, zniżył się do kultu pięknego ciała, szedł śladami węża, jadł ziemię, ubierał się z skóry zwierząt i krył się po lasach, słowem zwyrodniał. Odtąd trapiony gorączką krwi, nieokiełznany, zdziczały człowiek nosi w sobie wszystkie stygmaty i choroby dekadencji. Stał się słaby i zwiędły na ciele i na duszy, stał się człowiekiem zwierzęcym. „Wo Götter nicht regieren, dort spucken Gespenster”. Nawet ciało tam tylko silne i zdrowe, gdzie włada niem silna dusza. – Ujmę w karby całego człowieka, by wlać weń duszę, czyli myśl, charakter i siłę,.
  3. W ślad za grzechem przyszła śmierć. Umrzesz, boś zgrzeszył! Zrozumiał to niebawem Adam, gdy ujrzał przed sobą Abla, zamordowanego ręką brata. Śmierć – co za ohydna, zimna, okrutna, nieprzeparta potęga. Za jej dotknięciem chwyta nas zgroza. Jej oddech mrozi nas, krew nam ścina. Zniszczenie znaczy jej drogę. Bezwład ogarnia żyły i nerwy człowieka, rozpadamy się w proch. O duszo, pierwiastki piękna i siły, jakże zapatrujesz się na śmierć, którąś sprowadziła na siebie swoim buntem? – Będę odwracał się od grzechu z tym samym wstrętem, jaki czuję do śmierci, z jakim życie ucieka przed unicestwieniem. Chcę żyć! Życie – to muzyka dla mnie, to moja pieśń radosna!

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

 

Trwanie w wiecznej Miłości

Wizja nieba w Dzienniczku świętej Faustyny Kowalskiej: Dz 777-778-779, Dz 290, Dz 1121, Dz 1604.

s-faustyna27/XI.[1936]. Dziś w duchu byłam w niebie i oglądałam te niepojęte piękności i szczęście, jakie nas czeka po śmierci. Widziałam, jak wszystkie stworzenia oddają cześć i chwałę nieustannie Bogu; widziałam, jak wielkie jest szczęście w Bogu, które się rozlewa na wszystkie stworzenia, uszczęśliwiając je i wraca do źródła wszelka chwała i cześć z uszczęśliwienia, i wchodzą w głębie Boże, kontemplują życie wewnętrzne Boga Ojca, Syna i Ducha Św., którego nigdy ani pojmą, ani zgłębią.

To źródło szczęścia jest niezmienne w istocie swojej, lecz zawsze nowe, tryskające uszczęśliwieniem wszelkiego stworzenia. Rozumiem teraz św. Pawła, który powiedział: ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani weszło w serce człowieka, co Bóg nagotował tym, którzy Go miłują. I dał mi Bóg poznać jedną, jedyną rzecz, która ma w oczach Jego nieskończoną wartość, a ta jest miłość Boża, miłość, miłość i jeszcze raz miłość – i z jednym aktem czystej miłości Bożej, nie może iść nic w porównanie. O, jakimi niepojętymi względami Bóg darzy duszę, która Go szczerze miłuje. O, szczęśliwa dusza, która się cieszy już tu na ziemi Jego szczególnymi względami, a nimi są dusze małe i pokorne. Ten Wielki Majestat Boży, który głębiej poznałam, który wielbią duchy niebieskie, według stopnia łaski i hierarchii, na które się dzielą, widząc tę potęgę i wielkość Boga, dusza moja nie została przerażona grozą, ani lękiem, nie, nie – wcale nie. Dusza moja została napełniona pokojem i miłością i im więcej poznaję wielkość Boga, tym więcej się cieszę, że takim On jest. I cieszę się niezmiernie Jego wielkością, i cieszę się, że jestem taka maleńka, bo dlatego, że jestem mała nosi mnie na ręku Swym i trzyma mnie przy Sercu Swoim (Dz 777-778-779).

W pewnej chwili kiedy się przejęłam wiecznością i jej tajemnicami, zaczęły mnie męczyć różne niepewności. W tym rzekł do mnie Jezus: dziecię Moje, nie lękaj się domu Ojca swego. Próżne dociekania zostaw mędrcom tego świata. Ja cię zawsze chcę widzieć małym dzieckiem. Pytaj z prostotą o wszystko spowiednika, a Ja ci odpowiem przez usta jego (Dz 290).

6.V.[37] Wniebowstąpienie Pańskie

Dziś od samego rana dusza moja jest dotknięta przez Boga. Po Komunii św. chwilę obcowałam z Ojcem Niebieskim. Dusza moja została pociągnięta w sam żar miłości, zrozumiałam, że żadne dzieła zewnętrzne nie mogą iść w porównanie z miłością czystą Boga… Widziałam radość Słowa Wcielonego i zostałam pogrążona w Troistości Bożej. Kiedy przyszłam do siebie, tęsknota zalała mi duszę, tęsknię za połączeniem się z Bogiem. Miłość ogarniała mnie tak wielka ku Ojcu Niebieskiemu, że ten dzień cały nazywam nieprzerwaną ekstazą miłości. Cały wszechświat wydał mi się jakoby małą kropelką wobec Boga. Nie masz szczęścia większego nad to, że mi Bóg daje poznać wewnętrznie, że jest Mu miłe każde uderzenie serca mojego i kiedy mi okazuje, że mnie szczególnie miłuje. To wewnętrzne przeświadczenie, w którym mię Bóg utwierdza o swej miłości ku mnie i o tym jak Mu jest miła dusza moja, wprowadza w duszę moją głębię pokoju. W dniu tym nie mogłam przyjąć żadnego pokarmu, czułam się nasycona miłością (Dz 1121).

Kiedy podczas adoracji odmawiałam Święty Boże, kilkakrotnie, wtem ogarnęła mnie żywsza obecność Boża i zostałam w duchu porwana przed Majestat Boży. I ujrzałam jak oddają chwałę Bogu Aniołowie i Święci Pańscy. Tak wielka jest ta chwała Boża, że nie chcę się kusić opisywać, bo nie podołam, a przez to aby dusze nie myślały, że to już wszystko com napisała; – Święty Pawle, rozumiem cię teraz, żeś nie chciał opisywać nieba, aleś tylko powiedział, że – ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani w serce człowieka nie wstąpiło, co Bóg nagotował tym co Go miłują, – Tak jest, a wszystko, jak od Boga wyszło, tak też i do Niego wraca, i oddaje Mu doskonałą chwałę. A teraz, gdy spojrzałam na moje uwielbienie Boga – o, jak ono nędzne! A, jaką jest kroplą w porównaniu do tej doskonałej niebieskiej chwały. O, jak dobry jesteś Boże, że przyjmujesz i moje uwielbienie i zwracasz łaskawie ku mnie Swoje Oblicze i dajesz poznać; że miła Ci jest modlitwa nasza (Dz 1604).

Niebo jest to miejsce, gdzie odbieramy nagrodę za naszą wiarę obcując z Bogiem twarzą w twarz, gdzie spełnia się też nadzieja gdyż jesteśmy już zbawieni. Tu jest tylko miłość. Spotkamy się tu z naszymi bliskimi i będą oni bez wad a rysy ich będą jaśniały jasnością. Poznamy tu naszych dobroczyńców, dobrodziejów i tych wszystkich, dzięki którym obdarowani byliśmy łaskami wszelkimi. Dzieci poznają łaski, które spłynęły na nie od rodziców, jak również od innych przyjaznych i życzliwych osób.

Wszyscy zbawieni w niebie zanurzeni są w wiecznej miłości i szczęśliwości.

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W marcu 2015 ROKU.

Śmierć duchowa

Św. Józef Pelczar zdj.: https://www.sercanki.org.pl/

Ufaj Bogu, a nie opieraj się na sobie. Jeżeli zatem masz spełnić jakiś obowiązek, spełnij go przy pomocy łaski Bożej nie tylko dokładnie na zewnątrz, ale także wewnątrz, to jest z nadprzyrodzonej pobudki, a szczególnie z miłości ku Bogu, i miej ten zwyczaj by codziennie rani ofiarować wszystkie swoje sprawy Boskiemu Sercu Zbawiciela. Przez Najświętszą Pannę. Podobnie jeżeli masz wykonać jakiś dobry uczynek nadobowiązkowy albo akt jakiejś cnoty, wznieś najpierw duszę do Boga, bo Bóg nikomu nie odmawia łaski modlitwy. Wyznając swoją niemoc, poproś o łaskę do należytego spełnienia tego uczynku czy też aktu cnoty i połącz się ze Zbawicielem, oddając Mu wszystkie władze duszy i ciała, po czym wzbudziwszy dobrą intencję, spełnij doskonale twą czynność. Podobnie do zwyciężenie pokusy nie zabieraj się, wyłącznie licząc na własne siły, zwłaszcza gdy jest natarczywa i niebezpieczna, bo łatwo możesz ponieść klęskę albo zwycięstwo będzie bez wielkiej korzyści dla duszy. Upokorzywszy się wyznaniem własnej słabości, wezwij pomocy Pana Boga, aby On sam walczył w tobie i z tobą zwyciężał.

W ten sposób wszystkie twoje uczynki będą „pełne”, bo Bóg będzie ich początkiem, środkiem i końcem. Oto jest ostatnia i główna tajemnica życia duchowego.

Pojmujesz teraz, że aby dojść do doskonałego zjednoczenia z Bogiem, trzeba najpierw wyniszczyć siebie, to znaczy wyrzucić z siebie nie tylko to, co jest złe lub zepsute i co od Boga odrywa – bo to jest obowiązkiem wszystkich chrześcijan – ale i to, co jest niedoskonałe i co przeszkadza ścisłemu związkowi z Bogiem, czyli trzeba całkowicie „umrzeć dla siebie”.

Kiedy ta śmierć jest całkowita? Gdy człowiek umiera, traci nie tylko bogactwa i pociechy ziemskie, ale nawet używanie zmysłów i władz ciała, bo dusza odłącza się od ciała i przestaje na nie działać. Ciało, pozbawione życia, kładą do ciasnej trumny i zamykają w ciemnym grobie, po którym często depczą ludzie, a nawet zwierzęta, gdzie ciało wydane jest na pastwę zgnilizny, a wreszcie obraca się w proch. Podobnie dzieje się z człowiekiem który doskonale obumiera sobie i światu. Gardzi on dobrami i pociechami świata, za nic ma jego sławę i zaszczyty, odrywa serce od stworzeń, umartwia swe zmysły i żądze, tak że staje się jakby niewidzącym, niesłyszącym i nieczułym, tam gdzie można obrazić Boga i splamić swą duszę. Życie zewnętrzne nie pochłania go, owszem, wśród największego gwaru rozmawia z Bogiem w świątyni swego serca. Miłość własna, która była przedtem duszą jego spraw, przestaje zatruwać dobre czynności, tak że życie, które jest tylko naturalne, obumiera w nim. Już nie szuka własnej pociechy, nie ubiega się o własną korzyść, nie pragnie spełnienia własnej woli, natomiast zamyka się w ciasnej „trumnie” woli Bożej i woli przełożonych, której nigdy nie chce opuścić. Wstępuje do grobu swego nicestwa, swojej nędzy i swego zepsucia, głęboko upokarzając się przed Bogiem i ludźmi. Pozwala po sobie deptać, to jest znosi upokorzenia i wzgardę. Wreszcie rozsypuje się w proch, czyli niejako przestaje istnieć sam dla siebie, bo nie myśli o sobie, nie szuka siebie, nie działa z siebie i dla siebie.

Taka jest śmierć duszy, zwana przez mistrzów duchowych „mistyczną”. Dopiero z tej śmierci rodzi się życie. Jak bowiem ciało, rozsypujące się w proch, Pan kiedyś ożywi i wskrzesi, tak duszy, która doskonale umarła dla siebie, daje Pan życie nadprzyrodzone, swoje życie, a to w tym większej mierze, im jej śmierć była doskonalsza.

 

Józef Sebastian Pelczar; Życie Duchowe; t2, Wyd. Św. Stanisława BM; Kraków 2012

 

Odwlekanie nawrócenia

granada_fray_luisŚw. Izydor: Niech ten, kto chce mieć pewność przebaczenia przy śmierci, czyni pokutę, póki się czuje pełen siły i zdrowia. Niech teraz opłakuje swoje nieprawości, bo kto poprawę nierządnego życia planuje sobie na jego ostatnie chwile, ten wystawia się na największe niebezpieczeństwo. Jeśli nawet nie godzi się twierdzić, że jego potępienie jest nieuniknione, to nie można też ukrywać, że jego zbawienie jest mocno wątpliwe.

Straszne to zaiste słowa, ale te, które Euzebiusz z Cezarei wkłada w usta swojego mistrza, umierającego we włosiennicy i na popiele, są jeszcze straszniejsze . Nie śmiem ich tu powtórzyć w całej ostrości wyrażeń: bałbym się, że doprowadzą one dusze słabe do rozpaczy. Kto chciałby się z nimi zapoznać, niech w czwartym tomie Dzieł św. Hieronima przeczyta list Euzebiusza do biskupa Damaszku, dotyczący chwalebnej śmierci jego święto mistrza. Tu przytoczę tylko jeden ustęp. Niektórzy zatwardziali grzesznicy powiedzą może: „Nawrócę się przy śmierci”. O, smutna pociecho! Jaki pożytek może mieć wtedy to lekarstwo dla człowieka, który całe życie przeżył nie myśląc o pokucie (chyba, że we śnie!). Uwikłany w światowe interesy, znękany bólami ciała, szarpany żałosnym wspomnieniem dzieci, które przyszło mu opuścić, dostatków, których już nie ma używać, tak ze wszystkich stron ściśnięty strachem, żalem, boleściami – jakże potrafi on wznieść serce do Boga i szczerze dokonać wtedy tego, co odpychał od siebie, póki tylko miał nadzieję życia? Czego zresztą i teraz by jeszcze nie zrobił, gdyby miał nadzieję, że wyzdrowieje? Jaka więc będzie ta pokuta, co wtedy się zaczyna, gdy kończy się życie? Znam niejednego światowego bogacza, któremu po powstaniu z ciężkiej choroby wraz z odzyskaniem zdrowia ciała pogorszył się stan duszy. Nie boję się powiedzieć, bo jestem o tym przekonany i nauczyło mnie tego długie doświadczenie, że szczęśliwy koniec człowieka, którego życia było zawsze nieporządne – który nigdy nie uląkł się grzechu i był stale niewolnikiem próżności – otóż, że szczęśliwy koniec takiego człowieka jest dziwem, jest wielkim cudem.

Takie są obawy tego świętego męża względem pokuty, która zaczyna się dopiero na łożu śmierci.

 

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

Piekło to dusza zamknięta na Miłosierdzie

Wizja piekła w Dzienniczku św. Faustyny: Dz 43, Dz 153, Dz 741, Dz 1698

s-faustynaW pewnej chwili ujrzałam dwie siostry wstępujące do piekła. Ból niewymowny ścisnął mi duszę, prosiłam Boga za nimi i rzekł do mnie Jezus: idź do Matki Przełożonej i powiedz o tym, że te dwie siostry są w okazji popełnienia grzechu ciężkiego. Na drugi dzień powiedziałam o tym Przełożonej. Jedna z nich już jest w gorliwości, a druga w walce wielkiej. (Dz 43)

W pewnym dniu ujrzałam dwie drogi: jedna szeroka, wysypana piaskiem i kwiatami, pełna radości i muzyki i różnych przyjemności. Ludzie idąc tą drogą tańcząc i bawiąc się – dochodzili do końca, nie spostrzegają się, że już koniec. A na końcu tej drogi była straszna przepaść, czyli otchłań piekielna. Dusze te na oślep wpadały w tę przepaść, jak szły, tak i wpadały. A była ich wielka liczba, że nie można było ich zliczyć. I widziałam drugą drogę, a raczej ścieżkę, bo była wąska i zasłana cierniami i kamieniami, a ludzie, którzy nią szli ze łzami w oczach i różne boleści były ich udziałem. Jedni padali na te kamienie, ale zaraz powstawali i szli dalej. A w końcu drogi był wspaniały ogród przepełniony wszelkim rodzajem szczęścia i wchodziły tam te wszystkie dusze. Zaraz w pierwszym momencie zapominały o swych cierpieniach. (Dz 153)

Dziś byłam w przepaściach piekła, wprowadzona przez Anioła. Jest to miejsce wielkiej kaźni, jakiż jest obszar jego strasznie wielki. Rodzaje mąk, które widziałam: pierwszą męką, którą stanowi piekło, jest utrata Boga; drugie – ustawiczny wyrzut sumienia; trzecie – nigdy się już ten los nie zmieni; czwarta męka – jest ogień, który będzie przenikał duszę, ale nie zniszczy jej, jest to straszna męka, jest to ogień czysto duchowy, zapalony gniewem Bożym; piąta męka – jest ustawiczna ciemność, straszny zapach duszący, a chociaż jest ciemność; widzą się wzajemnie szatani i potępione dusze, i widzą wszystko zło innych i swoje; szósta męka jest ustawiczne towarzystwo szatana; siódma męka – jest straszna rozpacz, nienawiść Boga, złorzeczenia, przekleństwa, bluźnierstwa. Są to męki, które wszyscy potępieni cierpią razem, ale to jest nie koniec mąk, są męki dla dusz poszczególne, które są męki zmysłów, każda dusza czym grzeszyła, tym jest dręczona w straszny, i nie do opisania sposób. Są straszne lochy, otchłanie kaźni, gdzie jedna męka odróżnia się od drugiej; umarłabym na ten widok tych strasznych mąk, gdyby mnie nie utrzymywała wszechmoc Boża. Niech grzesznik wie, jakim zmysłem grzeszy, takim dręczony będzie przez wieczność całą; piszę o tym z rozkazu Bożego, aby żadna dusza nie wymawiała się, że nie ma piekła, albo tym, że nikt tam nie był i nie wie jako tam jest.

Ja, Siostra Faustyna, z rozkazu Bożego byłam w przepaściach piekła na to, aby mówić duszom i świadczyć, że piekło jest. O tym teraz mówić nie mogę, mam rozkaz od Boga, abym to zostawiła na piśmie. Szatani mieli do mnie wielką nienawiść, ale z rozkazu Bożego, musieli mi być posłuszni. To com napisała, jest słabym cieniem rzeczy, które widziałam. Jedno zauważyłam, że tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło. Kiedy przyszłam do siebie, nie mogłam ochłonąć z przerażenia, jak strasznie tam cierpią dusze, toteż jeszcze się goręcej modlę o nawrócenie grzeszników, ustawicznie wzywam miłosierdzia Bożego dla nich. O mój Jezu, wolę do końca świata konać w największych katuszach, aniżeli bym miała Cię obrazić najmniejszym grzechem. (Dz 741)

Często towarzyszę duszom konającym i wypraszam im ufność w miłosierdzie Boże i błagam Boga o wielkość łaski Bożej, która zawsze zwycięża. Miłosierdzie Boże dosięga nieraz grzesznika w ostatniej chwili, w sposób dziwny i tajemniczy. Na zewnątrz widzimy, jakoby było wszystko stracone, lecz nie tak jest; dusza oświecona promieniem silnej łaski Bożej ostatecznej, zwraca się do Boga w ostatnim momencie z taką siłą miłości, że w jednej chwili otrzymuje od Boga [przebaczenie] i win i kar, a na zewnątrz nie daje nam żadnego znaku, ani żalu, ani skruchy, ponieważ już na zewnętrzne rzeczy oni nie reagują. O, jak niezbadane jest miłosierdzie Boże. Ale o zgrozo – są też dusze, które dobrowolnie i świadomie tę łaskę odrzucają i nią gardzą. Chociaż już w samym skonaniu, Bóg miłosierny daje duszy ten moment jasny wewnętrzny, że jeżeli dusza chce, ma możność wrócić do Boga. Lecz nieraz u dusz jest zatwardziałość tak wielka, że świadomie wybierają piekło, udaremnią wszystkie modlitwy, jakie inne dusze za nimi do Boga zanoszą i nawet same wysiłki Boże…(Dz 1698)

 

Katechizm Kościoła Katolickiego 1035 – Nauczanie Kościoła stwierdza istnienie piekła i jego wieczność. Dusze tych, którzy umierają w stanie grzechu śmiertelnego, bezpośrednio po śmierci idą do piekła, gdzie cierpią męki, „ogień wieczny”. Zasadnicza kara piekła polega na wiecznym oddzieleniu od Boga; wyłącznie w Bogu człowiek może mieć życie i szczęście, dla których został stworzony i których pragnie.

Bóg stworzył nas bez naszego udziału, bez naszej świadomości, lecz zbawienie nasze bez naszego udziału, bez naszej aktywności i chęci nie jest możliwe, gdyż Bóg nie dokona zbawienia wbrew naszemu życiu, decyzjom i wyborom.

„Mistrzu – spytałem – skąd ten chór boleści,pieklo-f

Kto ów lud taką snadź rozpaczą zdjęty?”

 

On rzekł: „Męczarnię takiej podłej treści

Znoszą w tym miejscu te dusze mizerne,

Które bez hańby żyły i bez cześci.

 

Są zaś wmieszane między owe bierne,

Rzesze aniołów, które samolube,

Żyły, ni wrogie Bogu, ni też wierne.”

 

Dante Alighieri „Boska Komedia” Piekło, pieśń III, tłum. E. Porębowicz

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W lUtym 2015 ROKU.

Czyściec dziełem Bożego Miłosierdzia

Święta Faustyna o czyśćcu: Dz 20, Dz 58, Dz 1738, Dz 1226

Ujrzałam Anioła Bożego, który mi kazał pójść za sobą. s-faustynaW jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. Płomienie, które paliły je nie dotykały się mnie. Mój Anioł Stróż nie odstępował mnie ani na chwilę. I zapytałam się tych dusz, jakie ich jest największe cierpienie? I odpowiedziały mi jednoznacznie, że największym dla nich cierpieniem, to jest tęsknota za Bogiem. Widziałam Matkę Bożą odwiedzającą dusze w czyśćcu. Dusze nazywają Maryję „Gwiazdą Morza”. Ona im przynosi ochłodę. Chciałam więcej z nimi porozmawiać, ale mój Anioł Stróż dał mi znak do wyjścia. Wyszliśmy za drzwi tego więzienia cierpiącego. Usłyszałam głos wewnętrzny, który powiedział: Miłosierdzie Moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe. Od tej chwili ściśle obcuję z duszami cierpiącym (Dz 20).

W pewnej chwili w nocy przyszła jedna z naszych sióstr do mnie, która umarła przed dwoma miesiącami. (…) Ujrzałam ją w strasznym stanie. Cała w płomieniach, twarz boleśnie wykrzywiona. (…) Na drugą noc przyszła znowu, ale ujrzałam ją w straszniejszym stanie, w straszniejszych płomieniach, na twarzy malowała się rozpacz. (…) Jednak w modlitwach nie ustawałam. Po jakimś czasie przyszła znowu do mnie w nocy, ale już w innym stanie. Już nie była w płomieniach, jak przedtem, a twarz jej była rozpromieniona, oczy błyszczały radością i powiedziała mi, że mam prawdziwą miłość bliźniego, że wiele dusz skorzystało z modlitw moich i zachęcała mnie, żebym nie ustawała w modlitwach za duszami w czyśćcu cierpiącymi, i powiedziała mi, że ona już niedługo będzie w czyśćcu pozostawać (Dz 58).

Powiedział mi Pan: – Wstępuj często do czyśćca, bo tam cię potrzebują. Rozumiem, o Jezu mój, znaczenie tych słów, które mówisz do mnie, ale pozwól mi wpierw wstąpić do skarbca miłosierdzia Twego (Dz 1738).

Dziś sprowadź Mi dusze, które są w więzieniu czyśćcowym i zanurz je w przepaści miłosierdzia Mojego, niechaj strumienie Krwi Mojej ochłodzą ich upalenie. Wszystkie te dusze są bardzo przeze Mnie umiłowane, odpłacają się Mojej sprawiedliwości, w twojej mocy jest im przynieść ulgę. Bierz ze skarbca Mojego Kościoła wszystkie odpusty i ofiaruj za nie… O, gdybyś znała ich mękę, ustawicznie byś ofiarowała za nie jałmużnę ducha i spłacała ich długi Mojej sprawiedliwości (Dz 1226).

Czyściec jest stanem, dzięki któremu dusze, które jeszcze nie odpokutowały za grzechy a nie popełniły grzechu ciężkiego, ale są obciążone grzechami lekkimi, powszednimi mogą dostąpić zbawienia. Dzieje się to za przyczyną Bożego Miłosierdzia. Przebywanie dusz w czyśćcu jest czasowe i prowadzi je do zjednoczenia z Bogiem, do możliwości oglądania Boga twarzą w twarz. Z uwagi na to, że Bóg jest doskonały, nic, co jest „zabrudzone” nawet drobną winą, lekkim grzechem, nie może przed Nim stanąć. Miłosierdzie Boże, poprzez czyściec przygotowuje dusze niedoskonałe do osiągnięcia zbawienia. Czyściec jest jedną z trzech części Mistycznego Ciała Kościoła – jest to Kościół pokutujący. Kary czyśćcowe w stosunku do kar piekielnych różnią się tylko tym, że w czyśćcu dusze wiedzą, iż odbywane kary zakończą się. Wiedzą one, że będą oglądały Boga twarzą w twarz, wiedzą, że w niebie czeka na nich miejsce, wiedzą, że w ostateczności dostąpią zbawienia. Poza tym dotkliwość kar, ich natężenie, ciężar, jest takie samo w czyśćcu jak i w piekle. Ogień czyśćcowy oczyszcza duszę, oświeca ją oraz przebóstwia. Jest to chrzest ognia wprowadzający dusze do nieba.

W modlitwie Pańskiej prosimy Boga o odpuszczeni nam win według tego jak sami te winy odpuszczamy bliźnim. Miłosierdzie Boże będzie tak wielkie, obfite i hojne dla nas, jakie mamy miłosierdzie dla naszych bliźnich i dla dusz czyśćcowych. Mamy podane do stosowania w życiu uczynki miłosierdzia wobec ciała i wobec duszy i wedle ich miary będzie Miłosierdzie Boże wobec nas.

My żyjący walcząc z pokusami możemy ulżyć w cierpieniu duszom pokutującym naszymi modlitwami jak również ofiarując Msze święte, podejmując pokutę, jak i uczynki miłosierdzia w ich intencji. Odpusty zupełne lub cząstkowe możemy uzyskać dla siebie lub ofiarować za dusze zmarłych. Jeśli dusza tej osoby jest już zbawiona, łaska odpustu nie ginie, lecz Bóg w Swoim Miłosierdziu przekazuje te łaski duszom najbardziej potrzebującym.

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W styczniu 2015 ROKU.

Zaginiony cmentarz

W latach rewolucji kulturalnej w Chinach (1966-1976) ofiarą niszczycielskiej kampanii hunwejbinów (komunistyczna organizacja młodzieżowa Czerwona Gwardia) padł cmentarz w Harbinie gdzie spoczywali również Polacy.

harbinCzytając tą informację pojawia się pytanie – co to byli za Polacy, którzy zostali pochowani w jakimś chińskim mieście odległym od Polski ponad 9 tysięcy kilometrów.

Aglomeracja Harbin licząca obecnie prawie 10 milionów mieszkańców jest stolicą dawnej Mandżurii. Miasto rozwinęło się od osady założonej w 1898 roku przez inżyniera Adama Szydłowskiego na potrzeby budowy Kolei Wschodniochińskiej wiodącej z Chity do Władywostoku. Budowa długiej na około dwa i pół tysiąca kilometrów linii kolejowej trwała kilka lat. W Harbinie była dyrekcja kolei a pierwszym jej wiceprezesem był inż. Stanisław Kierbedź, bratanek budowniczego mostu w Warszawie. Stanisław Kierbedź zaprojektował też żelazny most kolejowy na rzece Sanguri, z którego miasto korzysta do dziś. Osiedlali się tu projektanci, budowniczowie, robotnicy, kolejarze i urzędnicy nowo zbudowanej kolei i w niedługim czasie liczba Polaków w Harbinie sięgała 7-10 tysięcy. W ciągu 25 lat społeczeństwo polskie świetnie się zorganizowało. W latach 1915-1949 istniało gimnazjum im. H. Sienkiewicza z bardzo wysokim poziomem nauczania (absolwentem był autor powieści historycznych Teodor Parnicki). W 1918 roku została założona drużyna harcerska im Henryka Sienkiewicza. Związek Młodzieży Polskiej powstał w 1921 roku z sekcją orientalną mającą za zadanie poznawanie Mandżurii i Chin oraz sekcją sportową. Ta druga cieszyła się sporym zainteresowaniem – powstały drużyny hokeja, koszykówki i piłki nożnej, które odnosiły niemałe sukcesy w Japonii, Korei i Chinach. 8 czerwca 1925 roku. w gimnazjum im. H. Sienkiewicza w Harbinie została zorganizowana „Straż Maryi”, organizacja młodzieży gimnazjalnej mająca na celu zrzeszenie całej młodzieży polskiej w Azji na zasadach religijno-narodowych.

Istniały polskie organizacje społeczne, jak np. Stowarzyszenie „Gospoda Polska”. Stowarzyszenie to powstało na bazie istniejącego związku śpiewaczego „Lutnia”. Dnia 28 sierpnia 1907 roku (wg kalendarza prawosławnego) został zatwierdzony statut przez Generał-lejtnanta Bronisława Grąbczewskiego kierującego zarządem Kolei Wschodniochińskiej w Harbinie. Statut musiano drukować w Warszawie gdyż na miejscu nie było drukarni z łacińskimi czcionkami. Stowarzyszenie prowadziło sekcję teatralną, bibliotekę, oraz wydział filantropijny; prowadzono również kurs języka polskiego oraz literatury. Dzięki Stowarzyszeniu powstaje w 1908 roku szkoła podstawowa prowadząca lekcje polskiego oraz religii w języku narodowym. Zakres działania i podejmowane akcje już w 1912 roku zrodziły myśl zbudowania własnej siedziby dla „Gospody Polskiej”. Budowa prowadzona była szybko i już 5 stycznia 1913 roku Gospoda Polska otworzyła swoje podwoje, a w następnym roku została dobudowana sala teatralna.

Pierwszym stowarzyszeniem polskim był „Komitet Kościelny” powstały w 1901 roku, którego celem było zbieranie funduszy na budowę kościoła polskiego w Harbinie. W sierpniu 1917 roku było już 16 polskich Stowarzyszeń a w połowie października 1919 roku 30. Z czasem liczba ich ograniczyła się do 14. Od 1922 roku działało „Towarzystwo Badania Mandżurii”, a od 1930 roku „Polskie Koło Wschodnioznawcze”.

Wychodziła prasa w języku polskim, do roku 1927 wyszło ok. 20 tytułów gazet codziennych, tygodników i innych periodyków. Były wśród nich: Kurjer Polski (2 razy w tygodniu), Niepodległość (tygodnik), Przegląd (dwutygodnik), Ruch Chrześcijańsko-Społeczny (miesięcznik), Tygodnik Polski, Listy Polskie z Dalekiego Wschodu i Polski Kurier Wieczorny Dalekiego Wschodu, Ojczyzna, Listy Harbińskie, Wiaterek. Pismo humorystyczno-satyryczne (dwutygodnik).

Funkcjonowały dwa polskie kościoły katolickie – kościół pod wezwaniem św. Stanisława ukończony w 1909 roku i wyświęcony przez biskupa Jana Cieplaka. W 2004 odzyskany, po szaleństwach rewolucji kulturalnej, ponownie na cele religijne, otrzymał wezwanie Najświętszego Serca Jezusa i jest obecnie katedrą administratury apostolskiej Harbinu. Z uwagi na dużą liczbę katolików w 1922 roku rozpoczęto budowę drugiego kościoła. Z dotychczasowej parafii św. Stanisława wydzielono część handlową tzw. Przystań i w 1924 powstała parafia św. Jozafata, której pierwszym proboszczem był ks. Antoni Leszczewicz. W Harbinie zatrzymał się w 1933 r. ks. Maksymilian Maria Kolbe w drodze do japońskiego Niepokalanowa.

Polacy założyli pierwszy w Chinach browar a produkowane piwo Harbin do dziś jest bardzo popularne na chińskim rynku. Powstała też fabryka tytoniu, działająca do dzisiaj a Chinki sprzedają do dziś kiełbasę nie spotykaną gdzie indziej w Chinach. Polacy zbudowali cukrownię w Aszyche a Władysław Kowalski, zwany królem Mandżurii prowadził ogromne przedsiębiorstwo leśne i tartak.
W dwudziestoleciu międzywojennym istniało połączenie kolejowe Harbin-Ciechocinek, którym polscy mieszkańcy Harbinu jeździli do sanatorium luksusowymi wagonami Pullmana. W roku 1924 Rosja Sowiecka i Chiny zawarły porozumienie, że na kolei mogą pracować jedynie Chińczycy i Rosjanie. Spowodowało to, że Polacy zaczęli opuszczać Harbin. Po zakończeniu II wojny światowej w akcji repatriacyjnej setki Polaków przyjechało do kraju. Pozostała cześć wyjechała w latach 50 i 60 XX wieku. Wielu z nich osiedliło się w Szczecinie (19 maja 2015 roku zmarł dr Leon Spychalski prezes szczecińskiego Klubu Harbińczyków, urodzony w 1926 roku w Harbinie). harbin-2Ostatni Polak wyjechał z Harbinu w 1993 roku – było to pan Edward Stokalski. Już w 1957 roku wspólnota polskich harbińczyków zorganizowała pierwszy zjazd w Warszawie.

W 1949 roku komuniści chińscy zlikwidowali wspólnotę polską w Mandżurii. W latach rewolucji kulturalnej, zniszczono cmentarz a na jego miejscu zbudowano park rozrywki z diabelskim młynem. Dzwonnica i fragment kaplicy pozostały jako atrakcje turystyczne. Jedynie cztery imienne polskie nagrobki przeniesione zostały na odległy 20 km od miasta cmentarz, do kwatery prawosławnej.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LISTOPADZIE 2015 ROKU.

Zbawieni i grzesznicy

Do cnoty dochodzi się jedynie przez poznanie samego siebie i przez poznanie Mnie. Poznanie to zdobywa się przede wszystkim w czasie pokusy. Wtedy człowiek poznaje, że nie istnieje, nie mogąc usunąć mąk i utrapień, których chciałby jednak uniknąć, i poznaje też Mnie w swej woli, którą umacnia dobroć moja, aby nie zgodziła się na te myśli. Widzi, że miłość Moja dopuszcza je, bo diabeł jest słaby; sam prze się nic nie może, chyba o ile mu pozwalam. A Ja dopuszczam pokusę z miłości, a nie z nienawiści, dla waszego tryumfu, a nie dla waszej klęski, abyście doszli do doskonałego poznania Mnie i siebie; ażeby cnota wasza przeszła próbę, a wypróbowana być może tylko przez jej przeciwieństwo.

Widzisz więc, że diabli są moimi sługami, aby dręczyć potępionych w piekle, a w tym życiu ćwiczyć i doświadczać cnotę w duszy. Nie aby zamiarem diabła było umacniać was w cnocie, gdyż nie posiada on miłości i chce pozbawić was cnoty; ale tego nie może uczynić, jeśli wy nie chcecie.

Jakaż to głupota człowieka, który sam czyni się słabym, gdy Ja uczyniłem go silnym, i oddaje się w ręce diabłów. Chcę więc, abyś wiedziała, co dzieje się w chwili śmierci z tymi, którzy w życiu poddali się władzy diabła. Nie z musu, bo nikt ich zmusić nie może, jak ci rzekłem, lecz dobrowolnie oddali się w ich ręce i nosili aż do śmierci haniebne jarzmo tej niewoli. W tej ostatniej chwili nie oczekują innego sądu, własne sumienie jest im sędzią i zrozpaczeni rzucają się w potępienie wieczne. U wrót śmierci czepiają się nienawiścią piekła, zanim się tam dostaną.

Inaczej sprawiedliwi, którzy żyli w miłości i umierają w miłości. Gdy najedzie koniec życia, jeśli żyli dobrze w cnocie, oświeceni światłem wiary, widzą okiem wiary i doskonałą nadzieją w krwi Baranka dobro, które im przygotowałem, i obejmują je ramionami miłości, ściskając miłośnie Mnie, najwyższe i wieczne Dobro, w tej chwili śmierci. Tak kosztują życia wiecznego, zanim opuszczą powłokę śmiertelną, zanim dusza rozłączy się z ciałem.

Inni, którzy przeżyli życie swoje i doszli do chwili śmierci z miłością ogólną, jako że nie osiągnęli tak wielkiej doskonałości, bo posiadają ją niedoskonale, ci dostępują miłosierdzia mojego przez to samo światło wiary i nadziei, które mieli doskonali. Z powodu jednak swej niedoskonałości chwytają się miłosierdzia mego, uważając, że miłosierdzie moje jest większe niż ich winy.

Grzesznicy niegodziwi czynią przeciwnie. Widok miejsca, które jest im przeznaczone, napełnia ich rozpaczą i czepiają się go z nienawiścią, jak się rzekło. Tak jedni, jak i drudzy nie czekają na swój sąd; odchodzą z tego życia, każdy otrzymuje miejsce swoje, jak ci rzekłem. Kosztują go i zajmują je, zanim rozstaną się z ciałem w chwili śmierci: potępieni przez nienawiść i rozpacz, doskonali prze miłość, światło wiary i nadzieję krwi, niedoskonali zaś przez miłosierdzie i tę samą wiarę dochodzą do czyśćca.

 

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012

 

Ludobójstwo wołyńskie a Boże Miłosierdzie

Miłosierdzie Boże nie może stać w sprzeczności ani w żadnej opozycji do Bożej Sprawiedliwości, gdyż w Bogu nie ma żadnej sprzeczności. Boże Miłosierdzie objawia się po wyznaniu grzechów – to grzesznik jest stroną inicjującą. To w odpowiedzi na inicjatywę grzesznika, Boże Miłosierdzie obejmuje skruszonego grzesznika.

Przebaczenie i prośba o przebaczenie w odniesieniu do ludobójstwa na Wołyniu jest obecnie nadużyciem cnoty Miłosierdzia Bożego. Aby prosić o przebaczenie na początku należy jasno określić, za jakie działania, za jakie czyny przepraszamy i prosimy o przebaczenie. Gdy to nie jest określone, gdy pozostawiamy tu niedomówienie cierpi Boża Sprawiedliwość.

Przebaczenie nie może powodować zapominania krzywd (krzywdy wyrządzone przez Niemcy hitlerowskie opisywane są do dnia dzisiejszego a miejsc upamiętniających to ludobójstwo jest wiele, mimo orędzia biskupów polskich ze znamiennym zdaniem „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”). Wtedy nikt nie miał wątpliwości kto jest ofiarą a kto sprawcą zła.

Przebaczenie sprawcom nie może powodować, że ofiary są usuwane z pamięci. Dzisiaj każda nawet próba upamiętnienia ofiar ludobójstwa na Wołyniu wywołuje głosy o Miłosierdziu.

Zanim zaczniemy mówić o przebaczeniu dla zbrodniarzy, najpierw musi być oddany szacunek i hołd ofiarom. Przebaczenie nie może wyprzedzać pamięci o ofiarach. Jeśli ofiary nie są uczczone jako pierwsze, to tak naprawdę akceptujemy i przyzwalamy na zbrodnicze czyny.

Ofiarom należy się szacunek i pamięć a sprawcom można okazać miłosierdzie. Miłosierdzie nie może zastępować pamięci o ofiarach, o ich męce, o ich tragedii.

Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary” – Najpierw upamiętnienie ofiar w później można mówić o przebaczeniu. Nie może być przebaczenia bez hołdu i pamięci dla niewinnych ofiar ludobójstwa.

Niereligijny starzec

O dwóch rzeczach niestarzejących się w człowieku

Drugi stopień nadużycia to bezreligijny starzec, w którym członki człowieka zewnętrznego starzeją się, natomiast siły ducha: to jest członki człowieka wewnętrznego nie nabierają większej siły. Wypada bowiem, by ludzie starzy byli bardziej zainteresowani sprawą religii; bo przeżyty wiek kwiecisty mają już za sobą. Jak bowiem wśród drzew to nadaje się do odrzucenia, które po obfitym kwitnieniu nie daje ogrodnikowi dobrych owoców; tak i wśród ludzi ten bywa odrzucony, kto młodzieńczy wiek kwitnięcia ma już za sobą, a nie jest w stanie dać dojrzałych owoców dobrych uczynków w okresie zestarzenia się ciała. Cóż bowiem może być bardziej niedorzeczne niż umysł, który nie wysila się w dążeniu do doskonałości: gdy wszystkie zdolności cielesne zużyte starością zmierzają ku zamarciu – gdy wzrok ciemnieje, uszy z trudnością słyszą, włosy wypadają, twarz blednieje, ilość zębów wypadaniem zmniejsza się, skóra staje się sucha, oddech nieprzyjemny, pierś ogarnia duszność, kaszel staje się głośny i nagły, kolana drżą, a nogi i stopy puchną. Wszystko to przygniata.

Wszystkie te objawy wskazują na szybko zbliżającą się ruinę domu ciała. Cóż więc pozostaje staremu człowiekowi, jak pomyślenie o przygotowaniu się do bliskiego już życia przyszłego? Dla ludzi młodych koniec obecnego życia jest niepewny, dla starych świadomość odejścia z tego świata jest dojrzalsza.

Niechże więc człowiek czuwa nad dwiema częściami, które razem z ciałem nie starzeją się i całego człowieka ciągną ze sobą do grzechu, mianowicie serce i język. Serce niezmordowanie wymyśla nowe knowania i intrygi, zaś język niestrudzenie gada o tym, co wymyśliło serce. Niechże więc starzec strzeże się, by owe odmładzające się części nie wprowadziły zamieszania w całą jego harmonię i nie naraziły na śmieszność powagi reszty jego ciała sprawami bezsensownymi. Każdy bowiem człowiek powinien zważać na to, co jest godne dostojnemu wiekowi, by czynił to, co jego życia, jego wieku i jego stanowiska nie naraża na lekceważenie.

 

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

 

O prawdziwym Kościele Chrystusowym

O tym, że zbory ewangelików dzisiejszych, luteran, kalwinów, anabaptystów i innych sekciarzy, nie są Kościołami Chrystusowymi ale bożnicami, szatańskimi.

Co dawny chrześcijański doktor Tertulian wyrzekł i pięknie napisał o heretyku Marcjonie, to my też możemy prawdziwie powiedzieć o dzisiejszych ewangelikach, to jest o Lutrze i o jego uczniach. Iż jako osy i szerszenie plastry czynią, tak też czynią kościoły i marcjoniści, i luteranie i kalwini. Mają oni swoje kościoły, ale swoje, tak nowe, jak i cudzołożne. Jeśli poszukasz ich źródła i początku, rychlej znajdziesz go w apostazji (to jest w oderwaniu się albo odszczepieństwie) niźli w ustanowieniu apostolskim. Bo zaczęły się albo od Marcjona (a dziś od Marcina Lutra), albo od któregoś z grona zwolenników Marcjona, a dziś Lutra. W których słowach tego to doktora, mamy kilka znaków kościoła kacerskiego. Albowiem najpierw przyrównał prawdziwy Kościół Chrystusowy do pszczół, a kościół kacerski do os albo szerszeni. Osy i szerszenie są bowiem podobne pszczołom, ale nie są pszczołami, i owszem są dla pszczół szkodliwe i im przeciwne, tak też i heretycy, chociaż wydają i nazywają się chrześcijanami, ale nimi nie są: i owszem są srogimi nieprzyjaciółmi prawych chrześcijan. A jak osy wypędziwszy pszczoły, posiadają ich ule, i trawią ich miody, które wytrawiwszy, także czynią plastry, ale zamiast miodu, jakąś gorzkość znoszą do ula. Tak i heretycy, wypędziwszy gdzie mogli katolików, ich kościoły, dochody i nadania przodków przywłaszczyli sobie, a wytrawiwszy i wyniszczywszy to wszystko, co tylko było dobrego w kościele, sami zamiast miodu czystego słowa Bożego, głoszą zwiedzionym ludziom sam tylko jad i gorzkość bluźnierstw i błędów kacerskich. A to jest znak pierwszy. Drugi znak, że kościoły chrześcijańskie są pierwsze, kacerskie późniejsze, które nie były dawniej nigdzie na świecie, a później powstały i niedawno nastały, wyszedłszy z nas i uczyniwszy oderwanie a następnie od Kościoła chrześcijańskiego powszechnego. Nie były zawsze i wszędzie, i przeto nie są ani nie mogą być prawdziwym Kościołem Chrystusowym, który jest powszechny, który zawsze był i szerzył się po całym świecie. Trzeci znak, że prawdziwy Kościół Chrystusowy jest wierną oblubienicą Chrystusową, która nigdy od oblubieńca swego odstąpić, i żadnym cudzołóstwem zmazana być nie może. A kościoły kacerskie są cudzołożne. Bo odstąpiwszy swego pierwszego oblubieńca Chrystusa Pana, i oderwawszy się od Jego ciała, które jest Jego Kościołem, naśladują cudzołożników i bluźnierców kacerskich, obierają ich sobie za mistrzów i przystają do ich nauk obłędnych, przeklętych i szatańskich, i tak wstrętne z nimi cudzołóstwo płodzą, że już nie od Chrystusa są zwani chrześcijanami, ale od Lutra luteranami, od Kalwina kalwinami, i także od innych, których niemalże jak Boga samego chwalą, mają ich słowa za szczere słowo Boże. Czwarty znak, iż Kościół Chrystusowy jest prawdziwym Kościołem apostolskim, że swe pochodzenie wywodzi od apostołów, porządną i nieprzerwaną sukcesją, tak nauki apostolskiej, jak i nauczycieli, biskupów i namiestników apostolskich. Rzymski Kościół ukazuje swoje źródło i swój początek od świętego Piotra apostoła, przez porządne następstwo biskupów rzymskich, namiestników apostolskich, aż do naszych czasów. Lecz kościoły kacerskie, nie są ani być nie mogą kościołem apostolskim, bo nie mogą pokazać źródła i swego początku od apostołów aż do nas. Ale są to kościoły apostaskie, odstępnicze albo odszczepieńcze. Bo kościoły luterskie, które nie istniały pierwej na świecie, zaczęły się od Lutra apostaty, naszego odstępcy i odszczepieńca, który wyszedł z Kościoła Rzymskiego. A także kościoły zwingliańskie od Zwingliego, kalwińskie od Kalwina, i drugie od innych z nurtu Lutra. Bo ci wszyscy wyszli z jego szkoły…

Już więc, mój miły chrześcijaninie, pamiętaj te nauki, które słyszałeś. A najpierw, iż jako katolicy są podobni pszczołom, tak heretycy osom i szerszeniom, których kościoły są marne i cudzołożne, i nie apostolskie, ale apostatyczne albo odszczepieńcze. Druga, iż nie mogą być Kościołem powszechnym, przeto iż przed Lutrem nigdzie na świecie nie byli, bo ani kościołów, ani biskupów, ani żadnych znaków i pamiątek swojej religii nie mogą pokazać. I Luter ich przodek wyszedłszy do nas, nie udał się do któregoś już istniejącego kościoła, ale zbudował sobie nowy. Trzecia, gdyby wiar luterańska i kalwińska dawno była na świecie przed Lutrem, więc nie dopiero teraz, ale dawno kościoły papieskie byłyby spustoszone, ołtarze i obrazy wyrzucone, i Msze wyniszczone. Czego iż nie było, tedy to znak pewny, że wiara luterańska i kalwińska nigdy przedtem na świecie nie była. Czwarta, choćby ewangelicy dawno przed tym byli gdzieś na świecie: tedy jednak, iż się przez tak długi czas w jamach i jaskiniach kryli i taili, a wiary swej dla bojaźni wyznać nie śmieli, i przez Kościół Rzymski byli stłumieni, potępieni, i zwyciężeni, nie mogą być prawymi wyznawcami i prawdziwym Kościołem Chrystusowym. Piąta, sami się wydają być heretykami, iż Chrystusa Pana i Jego kościół, (który się nigdy zaćmić ani zataić nie może) prze całe tysiąc lat pokazują w ukryciu i w zamknięciu. A na próżno odwołują się do Husa, Hieronima z Pragi, Wiklefa i Berengariusza, bo ci wszyscy w wielu rzeczach i artykułach wiary, są zgoła przeciwni dzisiejszym ewangelikom.

Panie Boże, Ojcze miłosierdzia, racz sam usposobić i oświecić serca chrześcijańskie, które raczyłeś obrać do żywota wiecznego, aby opamiętawszy się zwodziciele i fałszerze, którzy tak wiele dusz odkupionych krwią Twego miłego Syna posyłają do piekła, co najdalej od nich uciekali; a stojąc statecznie i żyjąc pobożnie, sprawiedliwie w prawdziwym a powszechnym Kościele apostolskim, do Ciebie się po śmierci dostali, który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen

Ks. Jakub Wujek SI

 

„Protestantyzm potępiony przez papieży”; Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu; Sandomierz 2012

Dola umierającego

Ciężka jest dola umierającego. Widzi on przed sobą otwarty grób, musi niebawem opuścić tę ziemię, a żal mu rozstać się z tym wszystkim, co tak gorąco ukochał. Widzi łzy i cierpienie drogich osób, które musi zostawić w smutnym sieroctwie, i nie może ich pocieszyć. On sam przygnieciony smutkiem, targany cierpieniem, ogląda się za jakąś ochłodą i ulgą. Ludzie go pocieszają, ale słowo ich jest zimne i słabe. W opuszczeniu swoim ma już powiedzieć: Boże mój, czyś i Ty mnie opuścił!? Wtem słychać głos dzwonka, już zbliża się kapłan z Panem Jezusem, za chwilę staje w domu. I nagle podnosi się chory, łzy radości cisną się do oczu, serce bije swobodniej, usta wołają z ufnością: „Jezusie, Synu Dawida, zmiłuj się nade mną”. A Pan Jezus zaraz odpowiada: „Czemu się lękasz śmierci? Czy nie wiesz, że kto wierzy we Mnie, nie umrze na wieki, bo Ja jestem zmartwychwstanie i życie. Żal ci opuszczać ziemię? Lecz cóż ci ziemia dała prócz trosk i utrapień? Pamiętaj, że ty jesteś dzieckiem moim i dzieckiem nieba, za chwilę masz tam zająć tron, przygotowany ci od wieków. Troszczysz się o zostającą na ziemi rodzinę? A przecież Ja jestem ojcem opuszczonych i sierot, Ja sam będę miał pieczę nad nimi. Dokuczają ci cierpienia? Poczekaj tylko chwilę, a zamienią się w radość wieczną”. I dźwiga się chory, już nie żałuje życia, nie lęka się śmierci, nie narzeka na cierpienia. On nawet wzdycha za połączeniem się z Bogiem i Zbawicielem swoim i woła za św. Hieronimem: „O śmierci, jakżeś ty miła dla mnie! Ty nie jesteś straszna, chyba dla bezbożnych. Dusza moja brzydzi się światem, tęskni za oglądaniem ciebie, o niebieska Jerozolimo, o najdroższa ojczyzno, zwraca się i ulatuje do ciebie”.
Ciężka jest dola umierającego. Przez całe życie szatan czyha na duszę, jak zażarty wilk na bezbronne jagnię, lecz w chwili zgonu, podwaja swą wściekłość i chytrość. Wtenczas najsilniej naciera na duszę, wiedząc, że to jest ostatni bój, od którego zależy cała wieczność. I drży biedna dusza wobec tak złośliwego wroga, i miesza się, i trwoży, lecz oto zbliża się Pan Jezus i jak niegdyś, tak teraz rozkazuje: „Wyjdźcie, duchy nieczyste”, a szatani zaraz uciekają. Potem wchodzi do serca chorego jako „Chleb mocny” i dodaje mu cudownych sił, tak że pokrzepiony chory podnosi wzrok w niebo i woła: Panie, chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. (Ps 23,4). Kiedy błogosławiony Arnold umierał, przyszła do niego wielka bojaźń. Wił się na łóżku, przekrzywiał usta, drżał na całym ciele. Widać, że staczał ciężką walkę z szatanem, szeptał bowiem po cichu: Prawda, że to zrobiłem, ale za to pokutowałem kilka lat”, i znowu: „I to uczyniłem, ale za to płakałem całe życie”. Dopiero gdy przyniesiono Najświętszy Wiatyk, a chory przyjął Go z wielką pobożnością, wrócił do jego serca pokój, tak że wznosząc ręce i oczy w niebo, zawołał: „Już idę do Ciebie, Matko Maryjo” – i zasnął na wieki.
Ciężka jest dola umierającego. Widzi on, że już nadszedł dla niego wieczór życia, kiedy ma wziąć zapłatę od Boga, a on tymczasem przespał gnuśnie cały dzień i nic lub mało co zrobił. Widzi, że wkrótce ma stanąć przed sprawiedliwym sądem, gdzie wszystkie jego myśli, słowa i uczynki będą ważone jakby na wadze, a on tam niesie ciężkie brzemię grzechów, niewiele zaś dobrych uczynków. On chciałby żyć jeszcze cały wiek, aby pokutować za grzechy i lepiej pracować dla nieba, a tu tymczasem Pan woła: „Pójdź, sługo, zdaj rachunek z twego włodarstwa”. I trwoży się nieszczęsny, i już ma wpaść w rozpacz. Wtem staje Pan Jezus przy łóżku i budzi w nim nadzieję. „Nie rozpaczaj, czy nie wiesz, że Ja jestem Bogiem miłosierdzia, który na to przyszedłem na ziemię, aby odszukać zagubione owce i życie swe za nie położyć? Jeżeli cię trwoży mnóstwo twoich grzechów, wspomnij, że Ja łotrowi na krzyżu przebaczyłem, gdy ze skruchą do Mnie zawołał, a czemu bym tobie nie miał przebaczyć? Maria_EgipcjankaA więc przyjmij Mnie z ufnością, z gdy za chwilę staniesz przed moim sądem, jak mogę zatracić tego , któremu oddałem siebie samego na pokarm duszy?”. I podnosi się chory i z żywą wiarą przyjmuje Zbawiciela, ufny w Jego obietnicę, że kto Go godnie spożywa, żyć będzie na wieki. Maria Egipcjanka przeczuwając bliską śmierć, prosiła pustelnika Zozyma, aby jej w Wielki Czwartek przyniósł na pustynię Komunię świętą. Zozym spełnił tę prośbę, a gdy święta pokutnica ujrzała swego Zbawiciela pod osłoną sakramentu, wyciągnęła ku Niemu ręce i w zachwyceniu powtórzyła słowa Symeona: „Teraz, o Panie pozwól odejść swojej służebnicy w pokoju, bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie”. Niedługo potem zamknęła powieki, mając tę ufność, że ten Pan Jezus, który przyszedł do jej serca jak litościwy lekarz, będzie też dla niej litościwym sędzią.

 

Za św. J. S. Pelczar „Życie duchowe”, t.2