Smutki Jezusowe

Wyprawa wakacyjna pod koniec sierpnia zaprowadziła mnie do miejscowości Jarczów odległej 14 kilometrów na wschód od Tomaszowa Lubelskiego. Celem była zachowana drewniana cerkiew z początku XVIII wieku.

Nosiła wezwanie św. Mikołaja z Miry i służyła ponad sto lat wiernym obrządku greckokatolickiego. W roku 1870 przejęli cerkiew prawosławni, którym służyła do 1921 roku, gdy została zamieniona na kościół rzymskokatolicki pod wezwaniem św. Stanisława Biskupa Męczennika. Cerkiew jest starannie wyremontowana. Obok niej w 1984 roku wybudowano murowany kościół. Drewniany kościół przestał być użytkowany. Nie skończyła się jednak jego rola w posłudze ewangelizacyjnej i katechetycznej. Stary kościół otoczony jest wydatnym okapem. Pod nim na ścianach świątyni umieszczono szereg drewnianych tablic. Od wschodu, przed prezbiterium jest figura św. Józefa z Jezusem i modlitwą ojca rodziny, od zachodu Figura Matki Bożej z Dzieciątkiem i modlitwą matki rodziny. Znajdziemy też historię parafii oraz dwie duże tablice umieszczone od północnej i południowej strony. To krótka i siłą rzeczy wybiórcza lekcja „Jak żyć po katolicku”.

W Wielkim Poście warto się pochylić nad ich treścią, bo są przesłaniem nie tylko dla mieszkańców Jarczowa i parafian z okolicznych miejscowości ale mogą służyć każdemu z nas.

To są też smutki Jezusowe

Dzieci bez opieki – osierocone
Dzieci alkoholików – bite i dręczone
Dzieci głodujące – poniewierane
Dzieci smutne i zaniedbane
Dzieci poza domem się błąkające
Dzieci niegrzeczne skłonne do złości
Dzieci nie szanujące starości
Dzieci, którym na wszystko zezwalają
Dzieci, które samolubne się stają

Małżonkowie niedobrani – niedoświadczeni
Małżonkowie obojętni sobie – skłóceni
Małżonkowie, którzy miłości nie znają
Małżonkowie, którzy rozejść się mają.

Niech wszyscy oni objęci zostaną twoją modlitwą

 

I druga tablica z przesłaniem dla nas do zastanowienia.

To są też smutki Jezusowe

Chorzy z łóżkiem związani
Chorzy na dożywotne cierpienie skazani
Chorzy przez swoich opuszczeni
Chorzy z cierpieniem nie pogodzeni

Ludzie nienawistni, kłótliwi
Ludzie zazdrośni i leniwi
Ludzie niepoprawni ze złem związani
Ludzie samotni i wyszydzani
Ludzie starzy, którym się zdaje,
Że są niepotrzebni
Ludzie opuszczeni i biedni.

Niech wszyscy oni objęci zostaną twoją modlitwą

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W marcu 2016 ROKU.

Zbędne rzeczy

Jest wiele rzeczy, których znajomość niewiele
albo wcale nie przynosi duszy pożytku.
Naśladowanie Chrystusa; Cz.1 Rozdz.III nr 2

Jest parę książek które przeczytałem a których nie tylko nie było warto czytać ale żałuje, że je poznałem. Są książki które nas budują, rozwijają, są dla nas inspiracją i mogą być wskazówką w życiu. Są takie książki, ale są również książki które są ich przeciwieństwem. Nie wszystko z czym się stykamy służy naszemu dobru. Są książki które nas dołują,, rozbijają, ograniczają, poniżają, brudzą i prowadzą w ślepą uliczkę życia, zatruwając naszą codzienność. Jest wielką sztuką i umiejętnością unikanie tych drugich a obcowanie tylko z tymi które służą naszemu rozwojowi. Warto mieć na uwadze, że nie wszystkie pozycję w księgarni lub bibliotece służą naszemu celowi jakim jest zbawienie duszy.

 

 

 

Łzy ogniste

Czy są łzy innego rodzaju niż te, co płyną z oczu? Tak. Jest płacz ognisty, to jest prawdziwe i święte pragnienie, które spala się w miłości. Niektórzy chcieliby roztopić swe życie w łzach z nienawiści do siebie i dla zbawienia dusz, i zda się, nie mogą tego osiągnąć.

Ci mają łzy ogniste, którymi płacze Duch Święty przede Mną, za nich i za bliźnich. Powiadam, że miłość moja płomieniem swym zapala serce, które ofiarowuje Mi gorące pragnienia, bez łzy w oku. Powiadam, że są to łzy ogniste i powtarza, że łzami tymi płacze Duch święty. Ci, nie mogąc płakać oczami, ofiarują Mi pragnienia płynące z woli płaczu dla miłości mojej. Jeśli otworzą oko intelektu, ujrzą, że ilekroć słudzy moi ślą ku Mnie woń świętego pragnienia w swych pokornych i ciągłych modlitwach, Duch Święty płacze przez nich. To właśnie chciał rzec chwalebny apostoł Paweł, mówiąc, że sam Duch Święty prosi Mnie, Ojca, za was, wzdychaniem niewymownym (Rz 8,26).

Widzisz więc, że owoc łez ognistych nie jest mniejszy niż owoc łez z wody; niekiedy nawet jest większy, zależnie od miary miłości. Dusza więc nie powinna ulegać zmąceniu ducha ani bać się, że będzie pozbawiona mej obecności dlatego, że łez, których pragnęła, nie może mieć w sposób pożądany. Powinna pragnąć ich tylko wolą zgodną z moją wolą, gotową przyjąć pokornie wszelkie „tak” lub „nie”, wedle tego, co podoba się mojej dobroci. Niekiedy nie życzę sobie udzielić jej łez cielesnych, aby trwałą bez przerwy przede Mną w pokornej i ciągłej modlitwie, i pragnieniu kosztowania Mnie. Otrzymanie tego, o co prosi, nie byłoby dla niej wielką korzyścią, jak mniema. Byłaby zadowolona posiadania tego, czego pragnęła, i opuściłaby się w upodobaniu i pragnieniu, które kazało jej o to prosić. Nie dla umniejszenia, lecz dla jej rozwoju odmawiam udzielenia jej łez zewnętrznych, które by chciały wylewać oczy. Użyczam jej tylko łez wewnętrznych, które płyną z serca, zapalonego ogniem mej Boskiej miłości. Zresztą w każdym miejscu i w każdym czasie łzy będą Mi miłe, byle oko intelektu, z światłem wiary i uczuciem miłości nie zamknęło się nigdy przed przedmiotem mej Prawdy wiecznej. Jam jest lekarz, wy jesteście chorzy: daję każdemu z was to, co jest mu konieczne i potrzebne do zbawienia i wzrostu doskonałości w duszach waszych.

 

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012

Malachi Martin „Przejście przez pustynię apostazji. Podręcznik survivalu dla katolików”

Ukazała się kolejna pozycja ks. Malachiego Martina „Przejście przez pustynię apostazji. Podręcznik survivalu dla katolików”.

Ze wstępu do książki:
W czasach dzisiejszych żyjemy na prawdziwej duchowej pustyni. Pustynia ta jest trudna do przebycia, niewiele bowiem znaleźć można na niej pokarmu, ze wszystkich zaś stron czyhają na nasze dusze najprzeróżniejsze zagrożenia.
Pomijając nawet kwestię różnorakich pokus, wiele elementów współczesnej cywilizacji jest wobec chrześcijaństwa zdecydowanie wrogich. Jak stwierdza na kartach niniejszej książki Malachi Martin, w Ameryce religia została całkowicie wyparta ze sfery publicznej.

Dla katolików życie w środowisku wrogim nie jest niczym nowym. Nowością jest natomiast fakt, iż tak wielu duchownych zaniedbuje obowiązek opieki nad powierzoną im owczarnią. Jak często powtarza Ks. Malachi Martin, od czasu II Soboru Watykańskiego duchowni przenieśli swe zainteresowanie z Boga na człowieka, z prowadzenia dusz ku ich wiecznemu przeznaczeniu na próbę budowania raju na ziemi. Szczególnie wyraźnie widoczne jest to w zmianach prowadzonych w liturgii Mszy. Podczas nowej Mszy kapłan zwrócony jest twarzą do wiernych, wyrażając niejako w ten sposób symbolicznie skoncentrowanie się nowej liturgii na człowieku. Skutkiem owej zmiany w orientacji duchownych jest fakt, iż jesteśmy obecnie w trakcie naszej doczesnej pielgrzymki praktycznie osamotnieni.

Choć przemierzanie współczesnej duchowej pustyni jest wyjątkowo trudne, przebyć ją jednak musimy by osiągnąć nasze wieczne przeznaczenie. Na kartach „Przez duchową pustynię” ks. Martin kieruje do nas przesłanie nadziei. Książka ta stanowi niejako podręcznik survivalu dla katolików żyjących w epoce apostazji.
Mamy do swej dyspozycji przebogaty skarbiec pobożnych praktyk, które potrzymają nas i umocnią, gdy napotkamy na drodze naszej doczesnej podróży rozmaite przeciwności. I nie jesteśmy osamotnieni. Możemy przyzywać pomocy aniołów, prosząc ich by pomagali nam utrzymać właściwy kierunek podczas burz piaskowych, jakie napotykamy w naszym życiu. Ks. Martin wyjaśnia obszernie rolę aniołów oraz to, w jaki sposób mogą nam oni pomóc. Choć życie jest bez wątpienia trudne, książka niniejsza pokazuje nam, że zachowując wewnętrzną siłę oraz korzystając z nadprzyrodzonego wsparcia możemy wytrwać na drodze ku naszemu wiecznemu przeznaczeniu.

Zaprasza do lektury
Marcin Dybowski
509458438

Współczesne rozproszenia

Lekkomyślność i rozproszenie
Na pozór niby nic złego – jako przewinienie, rzecz drobna – jednak ogromna w skutkach.
Pobożność wymaga powagi, skupienia, czasu – trzech rzeczy, które lekkomyślność trwoni.
spowiedz-il-fkPrawdy Boże są osłonięte cieniem i zarysowują się w naszym umyśle dopiero po długim, powolnym wpatrywaniu się, podobnie jak przedmioty wychodzące na światło dnia o poranku. Co się tyczy wrażeń pobożnych, te są jedynie owocem długich wysiłków.
Rozproszenie to trwonienie tu i ówdzie swoich zdolności, czasu, aktywności, bez celu, bez owocu; to zrzeczenie się szlachetnej roli kierowania swym życiem, poddanie się pod jarzmo płaskich nawyków, zubożenie natury, a w końcu zupełna niezdolność do dwóch rzeczy niezbędnych w życiu: do skupienia i wysiłku.
Wada ta nie daje się pogodzić z gorliwością, wytwarza obojętność, a często niesmak.
A wystarczyłoby, żeby człowiek – bądź co bądź wrażliwy i szlachetny – pokonał swoją lekkomyślność! Odkryje wówczas nieznane światy: Boga i niebo, Jezusa i serdeczny z Nim stosunek, Maryję z całą Jej tkliwością… Żyłby, podnosił się, rozwijał uszlachetnione uczucia… Zapewnił sobie – w długim może życiu – pokój, godność.. Byłby użyteczny dla innych… Oszczędziłby sobie także próżnych żalów, jakie w przyszłości będzie musiał przeżywać, bo świeżość wrażeń, giętkość natury i ogień pierwszego zapału, raz stracone, nie wracają nigdy!
Ukochajmy chwile milczenia… Wprowadzajmy milczenie do duszy. Próbujmy wprawiać się w rozmyślanie. Jak najczęściej zwracajmy się do Boga. W naszych stosunkach z ludźmi, umiejmy się trzymać w panowaniu nad sobą; umiejmy do niego wracać, gdy je stracimy. Nie przejmujmy się zmiennością naszych wrażeń; to nie one, ale świadomie działająca wola stanowi naszą istotę moralną. Bądźmy cierpliwi sami z sobą; nim jakiś stan zdoła się utrwalić, zmiany są do przewidzenia; unikajmy przywiązania do naszych wad, nie przestając walczy z nimi, umiejmy je znosić.

Wg „Spowiedź Przygotowanie do Sakramentu Pokuty”, Warszawa 2005

 

Dla ludzi, którzy od dziecka nie rozstawali się z multimediami, tradycyjne, analogowe formy komunikacji wydają się ułomne, nużące, za wolne. Kultura cyfrowa nie uznaje bowiem logiki i ciągłości, nudzą ją narracje. Jest to kultura nadmiaru, budowana niczym patchwork z epizodów, cytatów, anegdot. Nie muszą one opowiadać klasycznych historii posiadających początek, rozwinięcie i jakiś finał. Tu każdy element jest równie ważny. I każdy może być z innej beczki. Świat jest dla użytkowników nowych mediów wielką bazą danych rozsianych po tysiącach serwerów i dysków. Czyta się je w biegu, ogląda w kilku okienkach otwartych na ekranie komputera, mając jednocześnie na uszach słuchawki z muzyką lub włączonym radiem. Swobodny dostęp do informacji jest więc kwestią zasadniczą. Licencję na ich selekcjonowanie i upowszechnianie każdy nastolatek nosi w tornistrze… albo tak mu się wydaje. Może ciuch, którym chce zwrócić na siebie uwagę, musi być markowy, ale informacja niekoniecznie. Oczywiście nie jest zupełnie obojętne, skąd ona przychodzi, wystarczy, by autoryzował ją ktoś, do kogo mamy zaufanie. Zbiorowym autorytetem bywa tu najczęściej mniejsza lub większa (Facebook) grupa przyjaciół.

Mity czwartej władzy, Piotr Legutko, Dobrosław Rodziewicz, Poznań 2010

Z tych dwóch cytatów widać gdzie współczesny człowiek ma problem w dotarciu do Boga. Bóg jest wszechmocny i nie ma dla Niego żadnej trudności, żadnych problemów z realizacją swojej woli, z dotarciem do każdego z nas. Natomiast dla ludzi usłyszenie Boga, otwarcie się na Jego wolę wymaga wysiłku, pracy, czasu oraz skupienia. Czas i skupienie są w dzisiejszych czasach bardzo deficytowe i bardzo wiele rzeczy domaga się naszego zainteresowania a przez to utrudnia poznanie siebie i drogi do Boga.

Niepokalana Początkiem Zbawienia

NiepokalanaNa samym początku Adwentu mamy święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Święto to upamiętnia wydarzenie, które stoi na samym początku historii Zbawienia. Jest ono początkiem „duchowym”, podczas gdy Boże Narodzenie jest początkiem „fizycznym”, materialnym tego wydarzenia. Poprzez Niepokalane Poczęcie Bóg chciał przygotować drogę, jaką miał przyjść Jego Syn na ziemię. Niepokalanie Poczęta jest też zakończeniem oczekiwania na Zbawiciela przez lud wybrany. Cała historia Izraela w Starym Testamencie jest obrazem tego wyglądania. Rozmyślając o Święcie Niepokalanego Poczęcia dochodzimy do początków rodzaju ludzkiego. Najświętsza Maryja Panna była niepokalana tak jak jej pramatka Ewa. Pierwsi rodzice byli stworzeni bez grzechu oraz obdarzeni wielkimi łaskami. Posiadali rozum zdolny do poznawania dokładnie wszelkich rzeczy i uległy Bogu. Ich wola była posłuszna rozumowi i nie czuła pożądania złego, tylko skłonność do dobrego. Ciało nie podlegało żadnym cierpieniom, słabościom ani śmierci. Nie mieli żadnych trosk ani trudności. Wszelkie zwierzęta były im poddane i posłuszne. Gdyby pierwsi rodzice wytrwali w posłuszeństwie Bogu wszystkie wymienione dary i łaski byłyby naszym udziałem. Niestety pierwsi rodzice ulegli pokusie i przez grzech nieposłuszeństwa stracili je.

Wypędzając pierwszych rodziców z raju Bóg dał im nadzieję – „Położę nieprzyjaźń między tobą, a między niewiastą, między nasieniem twoim a nasieniem jej: ona zetrze głowę twoją” (Rdz 3,15). Bóg zapowiedział niewiastę, która będzie poskromicielką kusiciela.

„Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: Bóg z nami” (Mt 1,22-23). Tak jak jutrzenka zwiastuje narodziny słońca tak Najświętsza Maryja Panna jest zapowiedzią przyjścia Zbawiciela. Tak jak Ewa przez swój grzech nieposłuszeństwa była przyczyną upadku ludzkości tak Maryja poprzez swoje posłuszeństwo ma naprawić zło. Została Ona uchroniona od grzechu pierworodnego, jej poczęcie było bez zmazy. Jako zapowiedź zasług Jej Syna, Jego Męki i Śmierci, jest uchroniona od grzechu. Bóg stworzył Ją w stanie pierwotnej niewinności. Będąc bez grzechu była Matka Boża również uchroniona od jakichkolwiek żądz, które to są skutkami grzechu pierworodnego. Skutkiem grzechu pierworodnego jest również śmierć. Najświętsza Maryja Panna nie podlegała śmierci, została wziętą do nieba razem z ciałem i duszą po zakończeniu Swojego ziemskiego życia.

Dogmat o Niepokalanym Poczęciu został ogłoszony 8 grudnia 1854 roku.

Definicja dogmatu o Niepokalanym Poczęciu NMP z bulli Ibeffabilis Deus(1854):

„…na chwałę Świętej i Niepodzielnej Trójcy, na cześć i uwielbienie Bogurodzicy Dziewicy, dla wywyższenia wiary katolickiej i rozkrzewienia religii chrześcijańskiej, powagą Pana naszego Jezusa Chrystusa, świętych Apostołów Piotra i Pawła oraz naszą ogłaszamy, orzekamy i określamy, że nauka, która utrzymuje, iż Najświętsza Maryja Panna od pierwszej chwili swojego poczęcia – mocą szczególnej łaski i przywileju wszechmogącego Boga oraz ze względu na przewidywane zasługi Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego – została zachowana wolna od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, jest prawdą przez Boga objawioną i dlatego wszyscy wierni powinni w nią wytrwale i bez wahania wierzyć”.

Dzień 8 grudnia był wybrany nieprzypadkowo – już od kilku stuleci ten dzień uroczyście poświęcano Niepokalanemu Poczęciu NMP. Tego też dnia 1661 roku papież Aleksander VII podpisał bullę, w której znajduje się streszczenie dziejów kultu, a w 1708 roku papież Klemens XI ustanowił święto obowiązujące w całym Kościele.

W cztery lata po ogłoszeniu dogmatu Matka Boża potwierdza tę prawdę wiary w objawieniu w Lourdes. Tam na pytanie Bernadetty Soubirous, kim jest, odpowiedziała: Ja jestem Niepokalane Poczęcie!

Jednym z najbardziej znanych przejawów kultu maryjnego w Polsce są „Godzinki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny”. Nabożeństwo to przywołuje zawarte w Starym Testamencie zapowiedzi i proroctwa związane z narodzeniem Niepokalanej oraz opisuje jej cnoty i przymioty. Pierwszy polski przekład został wydrukowany w roku 1482 w modlitewniku z pieśniami autorstwa bł. Władysława z Gielniowa. Obecny tekst Godzinek został prawdopodobnie ułożony przez tłumacza Pisma św. jezuitę ks. Jakuba Wujka.

Jest Niepokalane Poczęcie początkiem zbawienia, jest również zakończeniem okresu wyczekiwania przez naród wybrany na przyjście Zbawiciela. MB z aniolkamiNarodzenie Maryi Niepokalanie Poczętej to duchowe zakończenie oczekiwania. Nielicznym zostało to objawione. Należy do nich starzec Symeon, który otrzymał od Boga obietnicę, że przed swoją śmiercią ujrzy Zbawiciela. Rozpoznał Go przyniesionego przez Maryję i Józefa do świątyni wraz z darem w postaci gołębicy (Łk 2,25-35).

Poprzez Maryję przyszedł na świat Zbawiciel, dzięki Niej otworzyły się na powrót bramy niebios dla ludzi. I poprzez Nią przyjdzie Zbawiciel kolejny raz na ziemię, jak zapowiada św. Jan w Apokalipsie – ostatniej księdze Nowego Testamentu.

Módlmy się za św. Maksymilianem Kolbe słowami:

O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy, i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nie uciekają, a szczególnie za masonami i poleconymi Tobie.

 

Tekst pierwotnie ukazał się w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w GRUDNIU 2013 roku

Życie wewnętrzne

Na czym polega życie wewnętrzne?

Często o tym mówimy, lecz trzeba wciąż powtarzać by nie zapomnieć. Przede wszystkim trzeba, by to pióro czy pędzel były posłuszne. Stąd trzeba usuwać różne opory i przeszkody, które nie pozwalają dobrze dać się kierować. W życiu wewnętrznym tymi przeszkodami są wady, które trzeba pousuwać, wykorzenić. Do tego zmuszają rozmyślania, rachunek sumienia by poznać wady, poznać cnoty i do Pana Jezusa się upodobnić.

Jest to walka z samym sobą i dlatego taka trudna. Łatwiej jest rozwijać działalność na zewnątrz, niż walczyć z umiłowanymi swoimi wadami. Miłość własna kocha te wady i nie chce ich się pozbyć. Te wady umie nawet pokrywać cnotami. Na przykład, gdy kto nie słucha, to mówi o niezłomności woli i charakteru; kto ostygł w modlitwie, myśli o pracy zewnętrznej. I miłość własna potrafi to brać za cnoty.

mid_24834Taka wada jest jakby szkodliwą rośliną. Odciąć łodygę, to z korzenia wyrośnie druga, wyrwać korzeń, zostaną w ziemi drobne korzonki i znów po niejakim czasie odrosną. Wady zawsze odrastają i zawsze trzeba je wyrywać, jak odrosną. (…)

Sprawa własnego zbawienia i uświęcenia jest o wiele ważniejsza od pracy nad duszami innych. Bardzo jest ważne, żebyśmy w tej pracy nad innymi nie zapomnieli o własnej duszy, bo nasze zbawienie i uświęcenie jest najważniejsze. Gdyby wolą Bożą było, by to wszystko zacieśnić, chętnie należy się do tego zastosować.

Pan Bóg czasami tak kieruje, żeby z naszych dobrych chęci była ofiara. Zachoruje na przykład najgorliwsza dusza; Pan Bóg chce tej ofiary, by przez nią oczyścić jej intencję, bo miłość własna wszędzie się wciska i wywołuje chociażby zadowolenie z rezultatów jej działalności .Nam się zdaje, że dla chwały Niepokalanej pracujemy, ale do tego wmiesza się miłość własna i brudzi tę intencję. Gdy Pan Bóg złoży chorobą taką duszę, to ta intencja łatwiej się oczyszcza. Dlatego zawsze mówię, że infirmeria jest u nas najwydatniejszym działem.

W tej robocie apostolskiej nawrócenie i uświęcenie jest skutkiem tylko i jedynie łaski Bożej. Modlitwą te łaski Boże możemy zdobyć.

Pamiętajmy więc o życiu wewnętrznym, o walce z samym sobą. Starajmy się przede wszystkim być doskonałym narzędziem, dać się Niepokalanej kierować, bo to jest istota świętości. Trzeba też potrafić spokojnie spoczywać, gdy Matka Najświętsza ten pędzelek odłoży.

 

Niepokalanów, niedziela 13 marca 1938 r., do braci profesów solemnych na rozmyślaniu.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

 

Wiara i nadzieja Chrystusa

Wiara, jak podaje katechizm Kościoła Katolickiego, jest to cnota nadprzyrodzona, która pod natchnieniem i z pomocą łaski sprawia, że przyjmujemy za prawdę to, co Bóg objawił, a przez Kościół do wierzenia podaje; przyjmujemy zaś to za prawdę nie dlatego, żebyśmy przyrodzonym światłem rozumu przejrzeli wewnętrzną prawdziwość tych prawd, lecz przez wzgląd na powagę samego Boga, który to objawił, a który się ani mylić nie może ani w błąd wprowadzać.

596px-Schnorr_von_Carolsfeld_-_Glaube,_Liebe,_Hoffnung

Wiara, nadzieja i miłość (alegoria)

Przyjmujemy za prawdę, poprzez wiarę to, czego nie jesteśmy w stanie dowieść ludzkim rozumem, a co zostało objawione przez Boga. Według tej definicji Jezus Chrystus nie posiadał wiary, był niewierzący. Chrystus wiedział, był Słowem w które należy wierzyć. Wynika z tego również, że wraz ze śmiercią umiera wiara. Będziemy wtedy oświeceni i wiedza zastąpi wiarę.

Podobna sytuacja jest z cnotą nadziei – jest to cnota nadprzyrodzona, która sprawia, że dla zasług Jezusa Chrystusa, oparci na dobroci, wszechmocy i wierności Boga, z ufnością oczekujemy żywota wiecznego i łask potrzebnych do jego osiągnięcia, bo Bóg obiecał żywot wieczny tym, którzy będą wykonywać uczynki dobre.
Jeśli będziemy chcieli zastosować tę cnotę do samego Jezusa to wyjdzie nam nieporozumienie. Z tego wynika, że również nadziei Jezus nie miał.

Natomiast miłość bliźniego w przypadku Jezusa była nieograniczona i doskonała gdyż występowała pojedynczo w triadzie cnót boskich.

Miłość bliźniego polega zasadniczo na obdarowywaniu drugiego w taki sposób, że przyczyniamy się do jego autentycznego i wszechstronnego rozwoju. Swoją pełnię osiągnie człowiek dopiero w niebie, dlatego przez autentyczną miłość powinniśmy przede wszystkim pomagać mu w osiągnięciu wiecznego zbawienie. Mamy dawać człowiekowi to, czego potrzebuje do wzrostu i do pełni szczęścia, szczególnie wiecznego. Druga osoba potrzebuje naszej życzliwości, prawdy, obecności, rady, czasami pomocy materialnej, naszego serca. Potrzebuje jednak przede wszystkim prawdy Bożej, Ewangelii, która pomaga osiągnąć życie wieczne.

Tu widzimy dlaczego miłość jest największą [por. 1 Kor 13,12-13] gdyż dotyczy nie tylko samego człowieka jak wiara i nadzieja, ale podlega jej Bóg stąd też jest wieczna, jak On sam.

 

Życie wewnętrzne ważniejsze od działalności

Jeden z papieży, będąc już na Stolicy Piotrowej – jako wychowanek św. Bernarda – często u niego zasięgał różnych porad i wskazówek do prowadzenia Kościoła. Święty pisał do niego: Przeklęte są te zajęcia – nawet rządzenie Kościołem – jeśli przeszkadzają ci w życiu wewnętrznym.

Więc te wszystkie prace, nawet tak święte, jak rządzenie Kościołem, trzeba uważać, że są to tylko rzeczy zewnętrzne. Istotą jest życie wewnętrzne. Te rzeczy należy kłaść na drugim miejscu, po zajęciach wewnętrznych.

maksymilian48Życie wewnętrzne, z wiary – jak je sobie praktycznie przedstawić? Otóż być takim, jak pióro w ręku pisarza lub pędzel w ręku malarza. Życie wewnętrzne polega na tym, żeby to pióro dało się coraz doskonalej kierować temu, co kieruje. Żeby się zupełnie nie opierało, żeby poznosić wszelkie zapory i przeszkody. Są nimi różnorodne wady: główne i uboczne. Życie wewnętrzne – to jest ta właśnie praca nad wykorzenianiem wad. Rozmyślania i rachunki sumienia mają na celu wyświetlić nam, czy życie nasze stosuje się do życia Pana Jezusa – pomagają nam usuwać nasze wady, aby na ich miejsce wchodziły cnoty. Walka z samym sobą – to jest życie wewnętrzne. Łatwiej jest pracować na zewnątrz, niż wykorzeniać wady własne. Miłość własna potrafi często ubrać te wady w cnoty i dlatego tak trudno się ich pozbyć.

Komu brak pokory – to duma będzie mu szeptała o utrzymaniu własnego honoru; kto nie potrafi się poddać przełożonym – to mówi o niezłomności charakteru, a nawet kto ostygł w modlitwie i czuje do niej pewien wstręt – lubi myśleć o pracy zewnętrznej i o gorliwości zewnętrznej. Dużo, dużo różnych wad jest i dusza sama siebie łudzi. Te wady to są jak różdżka czarodziejska. Uciąć jedną – to znów wyrasta inna, wyrwać drugą – to trzecia, a potem i dawna się odzywa. Dlatego wciąż należy czuwać, aby stale z korzeniami je wyrywać. Walka z wadami – uświęcenie własnej duszy to jest to MI „ja”, i to jest robota najważniejsza.

Życie wewnętrzne musi być daleko wyżej postawione od życia zewnętrznego. Św. Paweł mówił: „Karce moje ciało, bym snadź sam nie został odrzucony” [por. 1Kor 9,27]. Przy pomocy Niepokalanej starajmy się, żebyśmy nie upoili się tymi rzeczami zewnętrznymi, ale stale pamiętali, że życie wewnętrzne – nasze udoskonalenie i uświęcenie – jest istotą naszej działalności. Inne rzeczy mają być tylko skutkiem tego życia wewnętrznego.

Pan Bóg chce ofiary z działania i dlatego zsyła dużo krzyżyków. My jesteśmy często przekonani, że pracujmy tylko dla Niepokalanej, ale często też przywiązujemy się do rozumu własnego – a i w pracy miesza się upodobanie własne, zanieczyszczając pierwszą intencję. Dopiero gdy dusza położy się na łożu boleści, oczyszcza się prawdziwie od wewnątrz. Dlatego infirmerię uważam, za najwydatniejszy dział. Tam nikt nie pochwali tak łatwo, tam łatwiej o czystą intencję. W wielkim zapale pracy zewnętrznej zaczyna się mniej cenić modlitwę. A tym czasem w tej pracy o zbawienie i uświęcenie innych dusz główną rolę gra łaska Boża. Pan Bóg chce, żeby używać środków naturalnych , ale nie są one nieodzowne; Modlitwą musimy zdobywać łaski, które jedynie i wyłącznie są przyczyną nawrócenia.

To życie wewnętrzne i walka z samym sobą mają być tak prowadzone, abyśmy byli narzędziami w ręku Niepokalanej i dali się Jej zupełnie kierować, tj nie żeby działać dużo na zewnątrz, ale jak Ona chce; jeśli każe odłożyć pióro – leżeć spokojnie. Być narzędziem, dać się Jej kierować, doceniać cierpienie i modlitwę – w robocie naszej jest rzeczą znaną, ale wciąż trzeba to sobie odświeżać, żeby nas natura nie poniosła gdzie indziej.

 

Niepokalanów, niedziela 13 marca 1938, na rozmyślaniu do braci profesów solemnych.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

Dobra intencja

Zwyczajnie ludzie na świecie oceniają pracę według wysiłku i wyników widzialnych. Inaczej natomiast sądzi Pan Bóg, a mianowicie według czystości intencji, z jaką się pracuje. Zdarzyć się może, że ktoś intensywnie pracuje i wyniki są widoczne; jest on z tego zadowolony, ale intencja jest mniej czysta. Mimo tych wysiłków Niepokalana nie będzie zadowolona z tej pracy. maksymilian42Inny znów pragnie jak najlepiej, ale zdolności mu nie dopisują, często go karzą i przerzucają z miejsca na miejsce. Trapi się on może, ale Niepokalana cieszy się i jest zadowolona, bo miał czystą intencję. Może się również zdarzyć, że ktoś bardzo dobrze spełnia swoje obowiązki, ale nie przypisuje tego sobie, tylko łasce Bożej. Ten oczywiście ma bardzo dobrą intencję i Niepokalana jest również z niego zadowolona. Gdy ktoś pracuje leniwie, ospale, niegorliwie, dąży do wygodnictwa, chciałby to tu, to tam być, to i ludzie są z niego niezadowoleni, i Niepokalana także. Niepokalana patrzy na serce – na wolę. Dlatego jeżeli się komuś zdarzy, że przy najlepszych chęciach – jego wysiłki nie są udatne, nie ma się czego martwić, bo Niepokalana jest z niego zadowolona.

Niepokalanów, niedziela 8 listopada 1936, 

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

 

 

Bóg i kamień

Jadąc w autobusie słyszałem rozmowę młodych ludzi. Jeden z nich zadał pytanie: czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie będzie w stanie podnieść?
bog_ojciecKlasyczne pytanie agnostyków mające na celu pokazać paradoks przymiotów Boga, a co za tym idzie, Jego nieistnienie.

Jak można na to pytanie odpowiedzieć? Patrząc literalnie nie ma takiej możliwości. Bóg stwarzając rzecz materialną gdzieś ją umieszcza. Wszystkie rzeczy materialne podtrzymywane są Bożą Opatrznością dlatego też taki kamień też byłby podtrzymywany przez Boga.
Pytanie to ma również inny sens – czy Bóg może ograniczyć się w swojej wszechmocy? Na takie pytanie odpowiedź jest twierdząca. Bóg ustanowił wiele zasad, reguł, praw, których sam przestrzega.
Jedną z takich zasad, które Bóg ustanowił i sam przestrzega jest wolna wola człowieka. Człowiek dostał wolną wolę i Bóg nie działa wbrew tejże woli. Bóg jest niezmienny, co raz postanowił to jest zawsze i na wieki wieków.

Według św. Tomasza z Akwinu Bogu, który jest Bytem jako takim, podlega wszystko, co nie sprzeciwia się bytowi, czyli wszystko co istnieje, dlatego nazywamy Go wszechmogącym.

 

Wielkanocne symbole pełne głębi

W najbliższym czasie będziemy obchodzić Święta Wielkiej Nocy. Nie tak dawno w rozmowach o przygotowaniach do nich usłyszałam: „Od jakichś trzech lat nie święcimy święconki, nie malujemy pisanek, nie…,
Podczas Niedzieli Wielkanocnej tylko podzieliliśmy się jajkiem, po czym każdy poszedł robić, co chce,
Jeśli nie będę chciała się oczyścić z „grzechu”, zmienić postępowania, to nie skłoni mnie do tego ani Wielkanoc, ani wszelkie postanowienia czy inne związane z tym obrzędy. Ja muszę chcieć,
Ja tam mam swoje własne układy z Bogiem i nie potrzebuję do tego obrządków”.

Czyżby dla niektórych nic nie pozostało z istoty okresu Wielkiego Postu, Wielkiego Tygodnia i Niedzieli Wielkanocnej?

Wielu z nas skupia się w tym okresie jedynie na zewnętrznych symbolach: pisankach, palmach, zajączkach, baziach, kurczaczkach i lukrowanych babkach. Stwarza się atmosferę krainy bezkresnej szczęśliwości.

A co z głębią tego Święta? Czy będziemy jej szukać?

ChrystusDla każdego prawdziwego katolika najważniejsze Święto w kościele to Wielkanoc.
Dzieje się tak, gdyż Święta te najpełniej wyrażają istotę naszej wiary, istotę chrześcijaństwa. Stawiają w centrum Jezusa i wydarzenia zbawcze jego męki, śmierci i zmartwychwstania. To Jezus, nasz Pan, zaprasza nas do wejścia w świat misterium paschalnego. Chrystus swoją męką i zmartwychwstaniem wysłużył nam „nowy akt stworzenia”, staliśmy się w nim dziećmi Boga, wolnymi od grzechu pierworodnego, z otwartą drogą do szczęścia wiecznego, ze świadomością, że przez Jezusa zwyciężony został szatan, grzech i śmierć.

Przygotowujemy się długo do przeżywania tych Świąt:

pościmy 40 dni w Wielkim Poście, czynimy różne postanowienia dotyczące zmiany naszego życia czy postępowania. Czasem nasze ofiary, pokutę i jałmużnę ofiarowujemy za innych – tych, których kochamy a oni potrzebują pomocy, duszom zmarłych, które czekają na nasze modlitwy i umartwienia,
– w Środę Popielcową od IV wieku głowy wiernych posypywane są popiołem ze spalonych zeszłorocznych palm wielkanocnych,
– w Niedzielę Palmową poprzedzającą Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego zanosimy do kościoła palmy do poświęcenia, aby te symbole zmartwychwstania i nieśmiertelności duszy chroniły nasz dom i żyjących w nim od chorób i wszelkiego zła,
– w zadumie i skupieniu staramy się uczestniczyć w Świętym Triduum Męki i Zmartwychwstania Pańskiego,
adorujemy krzyż, który jest znakiem naszego zbawienia,
święcimy w Wielką Sobotę jajko, będące dla nas symbolem nowego życia,
stawiamy wielkanocnego baranka na świątecznych stolach, gdyż jest on symbolem ofiary, którą za nas złożył Jezus Chrystus, ale też symbolem zwycięstwa Zmartwychwstałego nad śmiercią, złem i grzechem,
– w Niedzielę Wielkanocną dzielimy się w domach poświęconym jajkiem składając sobie życzenia.

Niech Zmartwychwstanie Pańskie, które przynosi odkupienie, trwa w nas i naszych rodzinach, niech przenika naszą codzienność i otwiera nas na działanie Bożej Miłości.
To jest dobry czas na odrodzenie naszego rodzinnego życia.
Spróbujmy wybaczać sobie, okazywać szacunek i miłość, zdobyć się na większą troskę o naszych chorych czy starych bliskich, poszukać wspólnego języka z dziećmi, poprawić sposób traktowania siebie nawzajem.Baranek

Wielkanocny baranek obecny na świątecznych stołach, w zdobieniach szat liturgicznych, w tabernakulach i antepediach ołtarzowych jest dla katolików symbolem ofiary, którą za nas złożył Jezus Chrystus, ale też symbolem zwycięstwa Zmartwychwstałego nad śmiercią, złem i grzechem.

Przez cały rok każda niedziela uobecnia nam radość ze Zmartwychwstania Jezusa, radość nowego życia w Nim a każdy piątek przywołuje wydarzenia męki i śmierci naszego Pana.

W Kościele nie ma rzeczy przypadkowych. Wszystkie obrzędy, znaki, gesty, kolory, ceremonie, wydarzenia mają swój głęboki sens i są zakorzenione w Piśmie Świętym i w Tradycji.
Z radością i dumą opowiadajmy historię i znaczenie Zmartwychwstania Pańskiego słowami pieśni:

Zwycięzca śmierci, piekła i szatana,
Wychodzi z grobu dnia trzeciego z rana
Naród niewierny trwoży się, przestrasza
Na cud Jonasza. Alleluja!
Ustąpcie od nas smutki, troski, żale,
Gdy Pan Zbawiciel tryumfuje w chwale;
Ojcu swojemu już uczynił zadość,
Nam niesie radość. Alleluja![1]

Starajmy się poszukiwać i odnaleźć w okresie Świat Wielkanocnych znaczenie i głębię obrzędów, przygotowań, symboli. Nie pozwólmy, aby pozbawione treści stały się pustymi znakami tego okresu, trwającymi tylko chwilę, ale nie przynoszącymi żadnych owoców.
Mnie osobiście ze Świętami Zmartwychwstania Pańskiego kojarzy się słowo alleluja.
„Alleluja to po prostu radość, która samą siebie śpiewa, radość, pragnąca wyrazić to, czego słowa nie mogą wyrazić. Czyż naprawdę w tym dniu Zmartwychwstania Pańskiego nie potrafimy choć raz zapomnieć o wszystkim, co nędzne i małe, wobec tej ogromnej, wspaniałej szansy naszego Jutra, szansy danej nam już dziś?”[2].

 

 

 

[1] Tekst i melodia ks. Michał Marcin Mioduszewski (1837 r.)

[2] Kardynał Joseph Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI, 1979 r.

Baranek Boży

Z Wielkanocą kojarzy się nam nieodłącznie, święconka, w której, można znaleźć pisanki, baranka a od niedawna kurczaczka, zajączka czy kaczuszkę. Wielkanoc jest świętem Baranka i to On powinien być przede wszystkim w naszym koszyczku, na kartach wielkanocnych i świątecznym stole. Symbol Baranka swoim początkiem sięga opisanego w Starym Testamencie przygotowania Żydów do ucieczki z Egiptu. ofiaraBóg nakazał Izraelitom spożycie baranka w zamkniętym domu i naznaczenie jego krwią drzwi aby uchronić się od Anioła Śmierci. Spożywany miał być na stojąco i w stroju podróżnym.

Drugim miejscem w Starym Testamencie gdzie przywołany jest obraz baranka w skardze proroka Jeremiasza. „Ja zaś, jak baranek oswojony, którego prowadzą na rzeź, nie wiedziałem, że powzięli przeciw mnie zgubne plany” (Jr 11,19). W księdze proroka Izajasza jest kilka odniesień do baranka Jeremiaszowego. Przytaczany obraz baranka ma dwie charakterystyczne cechy: jest cichy i łagodny oraz daje się łatwo prowadzić na zabicie. Widzimy, że prorok dobrowolnie, bez sprzeciwu poddaje się cierpieniu, które ofiaruje w intencji zbawienia dla innych. Ofiara Baranka staje się wzorem dla tych, którzy są szczególnie powołani przez Boga.

Stary Testament w Księdze Rodzaju opisuje gotowość Abrahama, wezwanego przez Boga, do złożenia na górze Moria swojego jedynego syna w ofierze. Z woli Boga ofiarą w ostateczności stał się baranek.

ofiara barankaOpisywane w Starym Testamencie ofiary z baranka były zapowiedzią i symbolem ofiary Jezusa Chrystusa w Nowym Testamencie. Św. Jan Chrzciciel przed chrztem Jezusa tak Go określił: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (J 1, 29). Wskazał tymi słowami na przyszłą ofiarę Jezusa, który, jak baranek zapowiadany przez Jeremiasza, będzie cichy i pokorny oraz zostanie uśmiercony. Zapowiada, że śmierć ma być dobrowolna i przyjęta z łagodnością i spokojem. Będzie to również ofiara, jak ofiara baranka Paschalnego. Tak jak w Starym Testamencie w czasie ucieczki z niewoli egipskiej ofiara baranka pozwoliła Żydom na uchronienie się przed śmiercią, tak teraz ofiara Baranka Bożego daje nam życie wieczne. W przytoczonej zapowiedzi św. Jana Chrzciciela jest również podany cel i owoce ofiary Baranka Bożego. Ma to być zgładzenie naszych grzechów. Tak jak krwią baranka paschalnego zostali Żydzi odkupieni w Starym Testamencie, tak krew Jezusa, będzie odkupieniem dla wszystkich wierzących. Ostatnia Wieczerza jest również nawiązaniem do ofiary baranka gdyż odbyła się w żydowskie święto Paschy.

Do śmierci Jezusa Chrystusa w jerozolimskiej świątyni rano i wieczorem składano Bogu ofiarę z baranka. Ofiara Jezusa na Krzyżu, Jego śmierć zakończyła krwawą ofiarę ze zwierząt. Odtąd składana jest ofiara bezkrwawa, z Chleba i Wina, która ma zadośćuczynić i zapłacić Bogu za grzechy tych, co mu zawierzą.

Figura baranka jest obrazem Odkupiciela jak to przedstawia św. Piotr w liście: „Wiecie bowiem, że z waszego, odziedziczonego po przodkach, złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa jako Baranka niepokalanego i bez zmazy. On był wprawdzie przewidziany przed stworzeniem świata, dopiero jednak w ostatnich czasach się objawił ze względu na was. Wyście przez Niego uwierzyli w Boga, który wzbudził go z martwych i udzielił mu chwały, tak, że wiara wasza i nadzieja są skierowane ku Bogu” (1 P 1,18-21).

 

Tekst pierwotnie ukazał się w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w kwietniu 2013 roku.

Przepis na Nowy Rok

aomegaPierwszego stycznia przybywa nam lat, ale też z ciekawością otwieramy pustą kartę Nowego Roku naszego życia. To, co było już się nie powtórzy. Planujemy czas nowego roku od nowa. Marzymy o podróżach, o modnych ubraniach, o remoncie domu, o nowej pracy, o podwyżce. Szukamy miejsc, gdzie jeszcze nie byliśmy, wrażeń i przeżyć, które nie były jeszcze naszym udziałem. Nowy Rok jest okazją do postanowień i życzeń. Staramy się patrzeć z optymizmem w przyszłość, wierząc, że wszystko, co postanowiliśmy spełni się.
To emocjonalne podejście odnawia, odświeża nasze myślenie i zmysły. Gotowi nawet jesteśmy na podjęcie pewnych wyrzeczeń.
Nasze ludzkie doświadczenie, lata naszego życia, które minęły i ten rok, który się zakończył, podpowiadają nam jednak, że łatwo wypalamy się, że codzienne obowiązki temperują nasze zapędy, że życiowa zmienność zaskakuje nas nieprzewidywalnymi zwrotami. Wielu z nas będzie towarzyszyło poczucie zagrożenia, brak pewności, co do materialnych środków na życie. Choroby trwają, problemy nie znikają z końcem minionego roku, kredyty trzeba spłacać, obowiązków przybywa. Dla wielu z nas Nowy Rok jest dalszym ciągiem trudnej egzystencji. Wyobraźnia karmiona jest codziennie informacjami o nieszczęściach i globalnych zagrożeniach, które i w nas wywołują lęk i niepewność jutra.
W cichości jednak wszyscy marzymy, aby nasze życie było jak słynna maszyna perpetuum mobile-napędzane samoodtwarzającą się energią, napełniane niezniszczalną siłą witalną, zawsze w doskonałej kondycji fizycznej i psychicznej, pełne urody, zawsze młode i barwne.
Nauka w chwili obecnej mówi nam, że nie jest możliwa konstrukcja perpetuum mobile. Współczesny świat zaprzecza nieśmiertelności. Wciąż ogłaszane złudne recepty obiecujące wieczną młodość i zdrowie, nie zapewniają ich.
Wiara katolicka mówi nam natomiast, że jest życie wieczne, że dusza jest nieśmiertelna, że nadprzyrodzona rzeczywistość może być naszym udziałem.
Trzeba spróbować w zalewie tanich informacji dostrzec, że Miłość Boga proponuje nam życie pełne szczęścia pomimo codziennych trudności i cierpień. W świetle Bożej Miłości odkrywamy, że życie ma swoją niezwykłą wartość i godność, że człowiek nosi w sobie zdolność do rozwoju i przekraczania siebie, że może być darem dla drugiego człowieka. Jezus, Syn Boży, stał się człowiekiem, uniżył samego siebie, aby nas odkupić i otworzyć nam drogę do zbawienia.
Dostaliśmy drogowskaz, nie tylko na Nowy Rok, ale na całe nasze życie.JChrystus
Jam jest Drogą, Prawdą i Życiem” powiedział do uczniów Pan Jezus (J14,6). Oznacza to dla każdego przyjmującego tę propozycję, że Bóg jest dla nas źródłem siły tak potrzebnej nam w życiu „tu i teraz”.
Ufność i pokora są niezbędnymi postawami w naszej ziemskiej drodze z Jezusem ku pełni naszego życia w wieczności.

 

 

Pierwotnie tekst był opublikowany w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w styczniu 2011 roku.