Refleksje po pielgrzymce

Piesza pielgrzymka jest wyzwaniem dla naszej woli. Ostatecznie to ona decyduje o podjęciu tego wyzwania. To nasza wola zmusza obolałe ciało do wysiłku w kolejnym dniu. Wstajemy rano, często z bólem mięśni nie tylko nóg (i plecak nasz codzienny jest ciężki, i noszona tuba czy sztandar), ale mimo to ruszamy w trasę. Mimo poobcieranych stóp i bolących stawów – ruszamy!
Wola jest tu poddawana próbie – czy ulegniemy ciału czy też podejmiemy wysiłek w kolejnym dniu pielgrzymki. Rozum nie poddaje się presji ciała i daje rozkaz woli do dalszego marszu.
Jest to również próba dla naszego rozumu, – który poznaje ciało, aby wiedzieć ile może wymagać od niego. Rozum poznaje możliwości jak i ograniczenia ciała. Jeśli nie damy ciału możliwości odpoczynku to nie pójdziemy dalej.
Mimo zmęczenia i znużenia wola mobilizuje nas do zachowania odpowiedniej postawy w czasie sprawowanej codziennie Mszy Św. To też jest sprawdzian naszej motywacji do odbycia pielgrzymki, niesionych intencji i ich wagi dla nas.
Doświadczenie trudu pielgrzymowania jest dla mnie ogromną wartością. Pokazuje mi, że mogę, że jestem w stanie z Bożą pomocą przekraczać samego siebie, swoją słabość i ból. Gdy jesteśmy wyspani, wypoczęci, najedzeni i jest nam ciepło i sucho to uczestnictwo we Mszy św. jest łatwe i może być z czasem monotonne. Zupełnie inaczej wygląda nasze uczestnictwo we Mszy św., gdy boli nas każdy mięsień w stopach (nie wiedziałem, że w stopie jest tyle mięśni!), gdy są one poobcierane w niejednym miejscu. Nie inaczej jest z modlitwą różańcową, gdy odmawiając ją w marszu, walczymy z każdym krokiem. Podobnie wygląda nasza modlitwa, gdy rozpoczynając codzienny marsz, pierwsze tysiąc kroków robimy jak kaleka, gdy musimy się rozruszać, aby zapomnieć o bólu, aby móc iść do celu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *