Malachi Martin „Przejście przez pustynię apostazji. Podręcznik survivalu dla katolików”

Ukazała się kolejna pozycja ks. Malachiego Martina „Przejście przez pustynię apostazji. Podręcznik survivalu dla katolików”.

Ze wstępu do książki:
W czasach dzisiejszych żyjemy na prawdziwej duchowej pustyni. Pustynia ta jest trudna do przebycia, niewiele bowiem znaleźć można na niej pokarmu, ze wszystkich zaś stron czyhają na nasze dusze najprzeróżniejsze zagrożenia.
Pomijając nawet kwestię różnorakich pokus, wiele elementów współczesnej cywilizacji jest wobec chrześcijaństwa zdecydowanie wrogich. Jak stwierdza na kartach niniejszej książki Malachi Martin, w Ameryce religia została całkowicie wyparta ze sfery publicznej.

Dla katolików życie w środowisku wrogim nie jest niczym nowym. Nowością jest natomiast fakt, iż tak wielu duchownych zaniedbuje obowiązek opieki nad powierzoną im owczarnią. Jak często powtarza Ks. Malachi Martin, od czasu II Soboru Watykańskiego duchowni przenieśli swe zainteresowanie z Boga na człowieka, z prowadzenia dusz ku ich wiecznemu przeznaczeniu na próbę budowania raju na ziemi. Szczególnie wyraźnie widoczne jest to w zmianach prowadzonych w liturgii Mszy. Podczas nowej Mszy kapłan zwrócony jest twarzą do wiernych, wyrażając niejako w ten sposób symbolicznie skoncentrowanie się nowej liturgii na człowieku. Skutkiem owej zmiany w orientacji duchownych jest fakt, iż jesteśmy obecnie w trakcie naszej doczesnej pielgrzymki praktycznie osamotnieni.

Choć przemierzanie współczesnej duchowej pustyni jest wyjątkowo trudne, przebyć ją jednak musimy by osiągnąć nasze wieczne przeznaczenie. Na kartach „Przez duchową pustynię” ks. Martin kieruje do nas przesłanie nadziei. Książka ta stanowi niejako podręcznik survivalu dla katolików żyjących w epoce apostazji.
Mamy do swej dyspozycji przebogaty skarbiec pobożnych praktyk, które potrzymają nas i umocnią, gdy napotkamy na drodze naszej doczesnej podróży rozmaite przeciwności. I nie jesteśmy osamotnieni. Możemy przyzywać pomocy aniołów, prosząc ich by pomagali nam utrzymać właściwy kierunek podczas burz piaskowych, jakie napotykamy w naszym życiu. Ks. Martin wyjaśnia obszernie rolę aniołów oraz to, w jaki sposób mogą nam oni pomóc. Choć życie jest bez wątpienia trudne, książka niniejsza pokazuje nam, że zachowując wewnętrzną siłę oraz korzystając z nadprzyrodzonego wsparcia możemy wytrwać na drodze ku naszemu wiecznemu przeznaczeniu.

Zaprasza do lektury
Marcin Dybowski
509458438

Schizmatyk i heretyk

Jakiś czas temu trafiła w moje ręce książka p. Marie-Anne Vanier „Bóg Ojciec Tajemnica Miłosierdzia; Ojcowie Kościoła o Bogu Ojcu”. Przekładu dokonali i przygotowali dla polskiego czytelnika księża: Marek Starowiejski oraz Józef Naumowicz. Przeglądam spis treści i autorów których teksty zostały zamieszczone, jest tu: Filon z Aleksandrii, św. Ireneusz, św. Atanazy, św. Bazyli Wielki, św. Cyryl, św. Ambroży, św. Augustyn, św. Grzegorz z Nazjanzu, Tertulian. I z pewnym zaskoczeniem czytam, raz i drugi – Marcin Luter z tekstem „Zrozumieć Boga, naszego Ojca”.

Parę dni temu kupiłem w księgarni dwie książki  z serii Klasyka Duchowości Wydawnictwa M, zacnego i którego pozycję wydawnicze są mi dobrze znane. Znalazłem w Internecie autorów zamieszczonych w tej serii: Tomasz a Kempis, dwie pozycje, św. Franciszek i św. Klara, św. Ludwik Grignon de Montfort oraz Jan z Kronsztadu(!).

Zaciekawiła mnie osoba tego ostatniego gdyż dotychczas o kimś takim nie słyszałem.

Z wikipedii: rosyjski duchowny prawosławny i działacz społeczny. W Kronsztadzie prowadził szeroko zakrojoną działalność charytatywną i duszpasterską, wspierając materialnie najuboższych mieszkańców miasta i głosząc wśród nich zasady prawosławnej moralności. Zorganizował dom pracy, w którym bezrobotni i bezdomni mieszkańcy Kronsztadu mogli znaleźć zatrudnienie i zakwaterowanie. Z czasem jego sława obrońcy najuboższych i charyzmatycznego kaznodziei rozprzestrzeniła się na cały kraj. Janowi Kronsztadzkiemu przypisywano dary leczenia siłą samej modlitwy i przepowiadania przyszłości. Na jego adres wpływały dary finansowe od osób prywatnych, które następnie przeznaczał na wsparcie dzieł dobroczynności, cerkwi i monasterów. Jego wystąpienia publiczne gromadziły tysiące wiernych. W 1894 został zaproszony do umierającego cara Aleksandra III.

Reprezentował skrajnie konserwatywne, nacjonalistyczne poglądy polityczne, w swoich kazaniach wielokrotnie poruszał tematy związane z bieżącą sytuacją Rosji. Sprzeciwiał się wszelkim reformom w państwie, twierdząc, że Rosja powinna pozostać monarchią absolutną, z prawosławiem jako jedyną panującą religią. Imperium Rosyjskie utożsamiał ze Świętą Rusią i królestwem Boga na ziemi, zapowiadając równocześnie jego upadek, o ile w kraju nadal będą szerzyły się idee liberalne, w tym równouprawnienie różnych wyznań. W ostatnich latach życia był związany z Czarną Sotnią.

Jest autorem wydanego pośmiertnie dziennika Moje życie w Chrystusie, w którym opisywał swoje dążenia do doskonalenia duchowego, pisał o walce z grzesznymi myślami i działaniami, notował modlitwy. Wiernych wzywał do konsekwentnego doskonalenia się w duchu ewangelicznym, oparcia swojego życia na miłości bliźniego, miłosierdziu i współczuciu, łagodności, posłuszeństwie, czystości i gotowości do wyrzeczeń.

Został kanonizowany w 1964 przez Rosyjski Kościół Prawosławny poza granicami Rosji, 14 czerwca 1990 również przez Rosyjski Kościół Prawosławny.

 

Wielce zastanawiające jest traktowanie przez księży katolickich Marcina Lutraherezjarchy na równi z Ojcami Kościoła. Autorzy przekładu w przedmowie narzekają, że wydawcy katoliccy bardzo zwlekali z wydanie jakiejś poprzedniej pozycji tej autorki. Jak widać sami wydawcy mają lepsze rozeznanie niż księża z profesorskimi tytułami.

Wydawnictwo M za to, ma problem z prymatem papieskim. Z jednej strony wydawane jest nauczanie Jana Pawła II, Biblia z komentarzem tego papieża, a z drugiej strony w klasyce duchowości jest autor kompletnie negujący prymat papieża w chrześcijaństwie. Promowany jest autor prawosławny, wyświecony przez Cerkiew rosyjską w czasach komunizmu, gdy Cerkiew była przybudówką rządzącej partii na odcinku „opium dla ludu”, a jej zwierzchnik był współpracownikiem i wykonawcą działań służb specjalnych państwa ateistycznego.

Ludobójstwo wołyńskie a Boże Miłosierdzie

Miłosierdzie Boże nie może stać w sprzeczności ani w żadnej opozycji do Bożej Sprawiedliwości, gdyż w Bogu nie ma żadnej sprzeczności. Boże Miłosierdzie objawia się po wyznaniu grzechów – to grzesznik jest stroną inicjującą. To w odpowiedzi na inicjatywę grzesznika, Boże Miłosierdzie obejmuje skruszonego grzesznika.

Przebaczenie i prośba o przebaczenie w odniesieniu do ludobójstwa na Wołyniu jest obecnie nadużyciem cnoty Miłosierdzia Bożego. Aby prosić o przebaczenie na początku należy jasno określić, za jakie działania, za jakie czyny przepraszamy i prosimy o przebaczenie. Gdy to nie jest określone, gdy pozostawiamy tu niedomówienie cierpi Boża Sprawiedliwość.

Przebaczenie nie może powodować zapominania krzywd (krzywdy wyrządzone przez Niemcy hitlerowskie opisywane są do dnia dzisiejszego a miejsc upamiętniających to ludobójstwo jest wiele, mimo orędzia biskupów polskich ze znamiennym zdaniem „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”). Wtedy nikt nie miał wątpliwości kto jest ofiarą a kto sprawcą zła.

Przebaczenie sprawcom nie może powodować, że ofiary są usuwane z pamięci. Dzisiaj każda nawet próba upamiętnienia ofiar ludobójstwa na Wołyniu wywołuje głosy o Miłosierdziu.

Zanim zaczniemy mówić o przebaczeniu dla zbrodniarzy, najpierw musi być oddany szacunek i hołd ofiarom. Przebaczenie nie może wyprzedzać pamięci o ofiarach. Jeśli ofiary nie są uczczone jako pierwsze, to tak naprawdę akceptujemy i przyzwalamy na zbrodnicze czyny.

Ofiarom należy się szacunek i pamięć a sprawcom można okazać miłosierdzie. Miłosierdzie nie może zastępować pamięci o ofiarach, o ich męce, o ich tragedii.

Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary” – Najpierw upamiętnienie ofiar w później można mówić o przebaczeniu. Nie może być przebaczenia bez hołdu i pamięci dla niewinnych ofiar ludobójstwa.

Okrągły Stół i Magdalenka

Uczestnicy obrad Okrągłego Stołu byli zapraszani przez gen. Cz. Kiszczaka. To on decydował kto będzie zasiadał po stronie opozycyjnej. Szef służb PRL decydował z kim będzie rozmawiał. Jasnym jest, że wybrał takich „przedstawicieli” opozycji którzy godzili się z nim co do celów jaki przyświecał tej inicjatywie. Co prawda znaleźli się tacy, którzy widzieli i nie bali się o tym głośno powiedzieć. Mec Siła-Nowicki powiedział na zakończenie obrad, aby strona opozycyjna nie zapominała, że nie jest jedyną siłą opozycyjną w tamtym czasie. Przypomniał, że jest opozycja pominięta w tych obradach. Jakie decyzje i ustalenia zapadły na spotkaniach w Magdalence, uczestnicy ich nie wypowiadają się, lub też bagatelizują te dodatkowego spotkania.

Jednym z efektów ustaleń Okrągłego Stołu były wybory 4 czerwca 1989 roku. Wybory, w których społeczeństwo pokazało swoją wolę „wycinając” listę krajową, będącą częścią ustaleń gen Kiszczaka i jego wybrańców.

Na ile obrady samego Okrągłego Stołu były fasadą do spotkań w Magdalence jest pytaniem które dziś coraz głośniej słychać. Co, tak naprawdę, ustalono w Magdalence jest kolejnym pytaniem bez odpowiedzi.

Kolejna rocznica wyborów z 89 roku skłania do refleksji, czym były i do czego doprowadziły obrady Okrągłego Stołu. Czy ustalenia z Magdalenki są nadal obowiązujące („Wasz prezydent, nasz premier” – zmieniał przyjęte ustalenia gdy sytuacja uległa zmianie), czy utajnienie ich przebiegu jest aktualne?

Czym była i gdzie jest dziś tzw demokratyczna opozycja? Czy opozycja, która nie posiadała „koncesji” gen. Kiszczaka ma rację bytu, jest obecna w III RP?

Klękanie a kucanie

Klękanie i kucanie są to dwie postawy które widujemy często w kościele. Jaka jest ich symbolika, każda z postaw coś symbolizuje, coś przekazuje otoczeniu.

Klęcząc pokazujemy swoją uległość wobec tego, przed czym klęczymy. Jest to uległość jak również szacunek oraz prośba. Postawa klęcząca jest okazaniem posłuszeństwa Bogu oraz uznaniem Jego wielkości i majestatu.

Ze strony http://caddicus.blogspot.com/

A czym jest kucanie? Postawa ta symbolizuje chowanie się. Gdy chcemy być niezauważeni to chcemy kucnąć. Kucanie w kościele to chowanie się przed Bogiem (wydaje się nam, że przed Nim można się schować), a z drugiej strony, jest to chowanie się przed spojrzeniem innych wiernych. Nie stoimy gdy inni klęczą, przyjmujemy postawę podobną, nie zauważając, że w swojej symbolice zupełnie odmienną niż postawa klęcząca. Chowamy się przed wzrokiem innych a jednocześnie oszukujemy samych siebie. Kucając nie oddajemy czci w żaden sposób. Jeśli możemy kucnąć, to również możemy klęknąć. Jeśli nie możemy klęknąć, to cześć Bogu możemy okazać poprzez schylenie głowy. Dbanie o wygląd swojego ubrania wyżej cenimy niż cześć należną Bogu. Nie zdziwmy się zatem, że w ostatecznym rozrachunku będziemy odrzuceni przez Boga, gdy w życiu doczesnym nie potrafimy okazać mu szacunku. To, jak postępowaliśmy za życia będzie nam owocowało w wieczności. Gdy chowaliśmy się za życia przed Bogiem, to po śmierci Bóg będzie dla nas schowany.

 

Współczesne rozproszenia

Lekkomyślność i rozproszenie
Na pozór niby nic złego – jako przewinienie, rzecz drobna – jednak ogromna w skutkach.
Pobożność wymaga powagi, skupienia, czasu – trzech rzeczy, które lekkomyślność trwoni.
spowiedz-il-fkPrawdy Boże są osłonięte cieniem i zarysowują się w naszym umyśle dopiero po długim, powolnym wpatrywaniu się, podobnie jak przedmioty wychodzące na światło dnia o poranku. Co się tyczy wrażeń pobożnych, te są jedynie owocem długich wysiłków.
Rozproszenie to trwonienie tu i ówdzie swoich zdolności, czasu, aktywności, bez celu, bez owocu; to zrzeczenie się szlachetnej roli kierowania swym życiem, poddanie się pod jarzmo płaskich nawyków, zubożenie natury, a w końcu zupełna niezdolność do dwóch rzeczy niezbędnych w życiu: do skupienia i wysiłku.
Wada ta nie daje się pogodzić z gorliwością, wytwarza obojętność, a często niesmak.
A wystarczyłoby, żeby człowiek – bądź co bądź wrażliwy i szlachetny – pokonał swoją lekkomyślność! Odkryje wówczas nieznane światy: Boga i niebo, Jezusa i serdeczny z Nim stosunek, Maryję z całą Jej tkliwością… Żyłby, podnosił się, rozwijał uszlachetnione uczucia… Zapewnił sobie – w długim może życiu – pokój, godność.. Byłby użyteczny dla innych… Oszczędziłby sobie także próżnych żalów, jakie w przyszłości będzie musiał przeżywać, bo świeżość wrażeń, giętkość natury i ogień pierwszego zapału, raz stracone, nie wracają nigdy!
Ukochajmy chwile milczenia… Wprowadzajmy milczenie do duszy. Próbujmy wprawiać się w rozmyślanie. Jak najczęściej zwracajmy się do Boga. W naszych stosunkach z ludźmi, umiejmy się trzymać w panowaniu nad sobą; umiejmy do niego wracać, gdy je stracimy. Nie przejmujmy się zmiennością naszych wrażeń; to nie one, ale świadomie działająca wola stanowi naszą istotę moralną. Bądźmy cierpliwi sami z sobą; nim jakiś stan zdoła się utrwalić, zmiany są do przewidzenia; unikajmy przywiązania do naszych wad, nie przestając walczy z nimi, umiejmy je znosić.

Wg „Spowiedź Przygotowanie do Sakramentu Pokuty”, Warszawa 2005

 

Dla ludzi, którzy od dziecka nie rozstawali się z multimediami, tradycyjne, analogowe formy komunikacji wydają się ułomne, nużące, za wolne. Kultura cyfrowa nie uznaje bowiem logiki i ciągłości, nudzą ją narracje. Jest to kultura nadmiaru, budowana niczym patchwork z epizodów, cytatów, anegdot. Nie muszą one opowiadać klasycznych historii posiadających początek, rozwinięcie i jakiś finał. Tu każdy element jest równie ważny. I każdy może być z innej beczki. Świat jest dla użytkowników nowych mediów wielką bazą danych rozsianych po tysiącach serwerów i dysków. Czyta się je w biegu, ogląda w kilku okienkach otwartych na ekranie komputera, mając jednocześnie na uszach słuchawki z muzyką lub włączonym radiem. Swobodny dostęp do informacji jest więc kwestią zasadniczą. Licencję na ich selekcjonowanie i upowszechnianie każdy nastolatek nosi w tornistrze… albo tak mu się wydaje. Może ciuch, którym chce zwrócić na siebie uwagę, musi być markowy, ale informacja niekoniecznie. Oczywiście nie jest zupełnie obojętne, skąd ona przychodzi, wystarczy, by autoryzował ją ktoś, do kogo mamy zaufanie. Zbiorowym autorytetem bywa tu najczęściej mniejsza lub większa (Facebook) grupa przyjaciół.

Mity czwartej władzy, Piotr Legutko, Dobrosław Rodziewicz, Poznań 2010

Z tych dwóch cytatów widać gdzie współczesny człowiek ma problem w dotarciu do Boga. Bóg jest wszechmocny i nie ma dla Niego żadnej trudności, żadnych problemów z realizacją swojej woli, z dotarciem do każdego z nas. Natomiast dla ludzi usłyszenie Boga, otwarcie się na Jego wolę wymaga wysiłku, pracy, czasu oraz skupienia. Czas i skupienie są w dzisiejszych czasach bardzo deficytowe i bardzo wiele rzeczy domaga się naszego zainteresowania a przez to utrudnia poznanie siebie i drogi do Boga.

Bitwa pod Komarowem 1920 roku

DSC06581 bitwa pod Komarowem wizytowka95 lat temu ostatniego sierpnia pod Komarowem na Zamojszczyźnie została rozbita konna armia Siemiona Budionnego. Po cudzie nad Wisłą 15 sierpnia, konnica rosyjska wyruszyła 25 sierpnia spod Lwowa na pomoc armii Tuchaczewskiego.Po nieudanym oblężeniu Zamościa skierowała się na południowy –wschód. Napotkała w Wolicy Śniatyckiej koło Komarowa polskie oddziały kawalerii. Siły były nierówne. Niektóre źródła podają, że polskie oddziały liczyły ok. 1500 żołnierzy a sowieckie ok. 4000.

Mordercza bitwa na wzgórzach trwała cały dzień. Szarża polskiej kawalerii przy zachodzącym słońcu przesądziła o zwycięstwie polskich ułanów.

Zapraszamy do galerii zdjęć z rekonstrukcji największej bitwy kawaleryjskiej wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku.

Polskie cmentarze za granicami kraju

Cały miesiąc, nie tylko jego pierwsze dni poświęcony jest modlitwie za dusze zmarłych. Jest już tradycją, że 1 listopada nawiedzamy cmentarze i tam modlimy się nad grobami naszych najbliższych. Nawiedzenie cmentarza i modlitwa w intencji zmarłych opatrzone są wieloma odpustami przez cały listopad, dlatego staramy się nawiedzać je przez ten czas. Często jest tak, że groby są daleko poza granicami kraju. Chciałbym o kilku takich miejscach, gdzie są groby naszych rodaków, napisać, abyśmy również mieli ich w naszych modlitwach listopadowych.

gromNa dalekiej północy położony jest Narwik. W dniach 13-24 maja 1940 roku toczyła się tu bitwa, w której brali udział żołnierze Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich pod dowództwem gen. Zygmunta Szyszko-Bohusza. Poległo w niej 97 polskich żołnierzy. Zostali pochowali obok 59 marynarzy z zatopionego 4 maja 1940 r. niszczyciela „Grom”.

W Narwiku postawiono pomnik, na placu imienia Gromu, upamiętniający marynarzy z zatopionego okrętu.

W roku 1941 na terenie Rosji sowieckiej rozpoczęło się formowanie armii pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Dołączyli do niej Polacy z łagrów, dla których była to jedyna możliwość powrotu do ojczyzny. Po ewakuacji armii do Iranu było w niej ponad 115 tys. Polaków – żołnierzy, cywilów oraz ok. 13 tys. dzieci. Nie wszyscy byli w stanie walczyć czy też dalej emigrować. Wielu z nich zmarło i są pochowani na cmentarzu w Teheranie – prawie 2 tys. osób w tym ok. 400 żołnierzy. Pierwszym miastem, do którego przybyli żołnierze gen. Andersa było Pahlevi – tu na miejscowym cmentarzu ormiańskim wydzielono kwaterę polską dla prawie 640 zmarłych. Jest tu tablica z napisem: „Pamięci żołnierzy polskich, kobiet, mężczyzn i dzieci do kraju ojczystego zdążających, na ziemi obcej zgasłych i tu pochowanych w roku 1942”.
Osoby cywilne, które zostały ewakuowane z armią gen. Andersa zostały rozesłane w różne części świata. Około 20 tys. Polaków przesiedlono do Afryki: do Tanzanii, Ugandy i Kenii. Były to głównie kobiety i dzieci oraz w małej liczbie mężczyźni niezdolni do służby wojskowej. W sumie powstały 22 osiedla na terenie Afryki Wschodniej i Południowo-Wschodniej. W roku 1946 przebywało tam jeszcze 18 tys. Polaków. Po wojnie wyemigrowali do różnych krajów, w Afryce pozostały cmentarze. W Tengeru w Tanzanii w Koji i Masindii w Ugandzie.
Indie były pierwszym krajem, który udzielił pomocy Polakom i polskim dzieciom. W latach 1942-48 w Indiach było kilka polskich ośrodków, w których schronienie znalazły kobiety z dziećmi oraz osierocone dzieci. Były to głównie osiedla w Vilavade i Balachadi, ośrodek kuracyjny w Panchagani oraz ośrodki, w których kształciła się młodzież: w Karaczi, Mount Abu i Mumbaju. Istniały też dwa miejsca tymczasowe dla ewakuowanych drogą lądową w Bandrze i Quercie. W Kolhapur powstało największe w Indiach osiedle, które stało się centrum polskiego uchodźstwa w tym dalekim kraju i liczyło ponad 5 tysięcy ludności: dzieci, młodzieży i kobiet. Na cmentarzu w Kolhapur znalazło się miejsce dla 77 Polaków.
W Warszawie na Ochocie znajduje się skwer imienia Dobrego Maharadży ku czci władcy północno-zachodniego indyjskiego księstwa Nawanagar, który przyczynił się w dużym stopniu do przyjęcia polskich uciekinierów w Indiach.

TobrukTobruk w Afryce Północnej, dzisiaj na terenie Libii, tu Samodzielna Brygada Strzelców Karpackich dowodzona przez gen. Kopańskiego straciła 127 żołnierzy w trakcie obrony oblężonego miasta. Pochowani są na cmentarzu wojskowym pod Tobrukiem.
Newark w środkowej Anglii jest największym cmentarzem polskich lotników. Oprócz ponad 300 pilotów i weteranów Polskich Sił Powietrznych spoczywa tu 57 spadochroniarzy 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej, a także żołnierze innych formacji. Są też groby trzech prezydentów RP na uchodźstwie – Władysława Raczkiewicza, Augusta Zaleskiego i Stanisława Ostrowskiego.
W 1943 roku w Newark pochowany został gen. Władysław Sikorski. Spoczywał tu do września 1993 roku, kiedy to jego szczątki sprowadzone zostały do Polski i spoczęły na Wawelu.
W Edynburgu na cmentarzu Mount Vernon znajduje się polska kwatera zwana „Mogiłą samotnych Polaków”, a w Glasgow – mogiła Józefa Gomoszyńskiego, uczestnika powstania listopadowego, który zmarł tutaj w 1845 roku. We Wrexham w Walii wśród 1600 polskich grobów znajduje się mogiła gen. Waleriana Czumy, dowódcy obrony Warszawy we wrześniu 1939 roku.
Za utrzymanie porządku na tych cmentarzach odpowiedzialne są polskie konsulaty w danym kraju lub też z sąsiednich krajów. W przypadku wielu z nich a zwłaszcza tych z krajów Afryki wygląda to różnie. Na opiekę nad cmentarzem w Tanzanii nie zawsze znajdują się środki finansowe a nie jest to wygórowana kwota.
W dniu dzisiejszym, gdy tak wielu Polaków wyjeżdża z Polski za granicę do pracy warto w tych nowych miejscach, często kilkuletniego pobytu, rozejrzeć się wokół siebie. Często można znaleźć opuszczone groby (nie tylko wojskowe) naszych rodaków. Opieka nad nimi będzie wyrazem naszego patriotyzmu.

Otoczmy ich wszystkich oraz tych spoczywających na innych cmentarzach w różnych krajach modlitwą – szczególnie w listopadzie. Niech nasza modlitwa wyprasza im u miłosiernego Boga skrócenie mąk czyśćcowych.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LISTOPADZIE 2014 ROKU.

Tu i Teraz Bóg

Widzieć Boga w bliźnim to chyba najtrudniejsza rzecz. Z kilku powodów.

Trzeba odwrócić wzrok od samego siebie.

rys1Nie jest to łatwe, bo w myśl przysłowia „koszula bliższa ciału” cały czas jesteśmy skupieni na sobie. Czy dobrze wyglądam, czy dobrze wykonałem postawione mi zadanie, czy zasługuję na awans, czy będę miał korzyści, co o mnie myślą inni, ile zarobię, czym sprawię sobie przyjemność? Do tego dochodzi pośpiech, zabieganie, życie w ciągłym napięciu, bombardowanie nas ogromem informacji najczęściej nam zbędnych, powierzchowne prześlizgiwanie się po codziennych wydarzeniach i królujące wygodnictwo. Dla Boga i innych nie ma, według wielu z nas, czasu w życiu.

Trzeba patrzeć na drugiego człowieka tak jak Bóg patrzy na swoje stworzenia.

rys2Tu warto przytoczyć świadectwo z książki redemptorysty T. Forresta i Jose H. Prado Flores „Jezus Chrystus uzdrowiciel mojej osoby”. Kobieta prowadząca ewangelizację na Karaibach miała spotkać się z grupą około 40 prostytutek. Nie wiedziała co im powiedzieć, jak powstrzymać w sobie niechęć i dezaprobatę. Żarliwie modliła się o sprostanie spotkaniu z tymi kobietami. Zwróciła się do nich ze słowami, że są dla Boga jak białe lilie. Takie określenie otrzymała od Boga i przekazała prostytutkom. Tak właśnie je widział Bóg w swojej miłości do każdego, nawet grzesznego człowieka. To patrzenie na wartość osoby, na jej serce ponad jej grzechami. Doświadczenie miłości Boga zmobilizowało kobiety do przemiany i nawrócenia.

 

Trzeba mowę miłości stosować w swojej codzienności.

rys3To okazuje się bardzo trudne. Wymaga samokontroli, wspaniałomyślności, pokory a czasem i heroiczności. A przede wszystkim wymaga uporządkowania swojego wnętrza, oczyszczenia duszy, uwolnienia myśli. Warto obdarowywać innych uśmiechem, sprawiać domownikom przyjemności – takie drobne, codzienne jak udekorowany stół, przygotowany obiad, zrobiony deser, wspólny spacer, szczera rozmowa. Być życzliwym w pracy dla interesantów, dobrze im doradzać, służyć pomocą innym, nie zadzierać nosa, nie wywyższać się z racji swojego pochodzenia, pozycji, wykształcenia czy majętności.

 

A najważniejsze, że trzeba to wszystko robić TU i TERAZ i że nie można niczego odłożyć na później. A my żyjemy albo przeszłością albo roimy plany na przyszłość. Na teraźniejszość, a szczególnie część poświęconą innym, według nas, nie mamy czasu. Ofiarowanie innym: swej obecności, swojego czasu, swoich pieniędzy, swojej troski i współczucia, swojej miłości i zaufania wciąż odkładamy na później. A to później nie istnieje. Bo Bóg jest TU i TERAZ. I czeka na mnie, na mój gest, na mój czyn. Czeka w zniedołężniałym sąsiedzie, w starej ciotce, w zagubionej kobiecie w urzędzie, w zdezorientowanym obcym przybyszu, w moich rodzicach, rodzeństwie, mężu i żonie, moich dzieciach, koleżankach i kolegach z pracy – po prostu w innych, w bliźnich spotykanych codziennie na swojej drodze.

Ogrom MIŁOŚCI BOGA jest nie do opisania ludzką miarą. Człowiek powinien chcieć ją widzieć TU i TERAZ, czyli WSZĘDZIE i ZAWSZE i zanurzając się w niej oddawać innym, to co otrzymał. A każdy z nas wiele otrzymuje przez całe swoje życie. Czasem są to zdolności, talenty, pieniądze, dobra rodzina, troskliwe dzieci, pozycja w społeczeństwie, a czasem cierpienie i dobroć, wyrozumiałość i zdolność przebaczania, zdolność i chęć modlitwy za innych, mocna wiara, współodczuwanie, zrozumienie.

Ewangelista Mateusz opisał wizję Sądu Ostatecznego:

„Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata!

Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;
byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
byłem chory, a odwiedziliście Mnie;
byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”.

Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? Spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? Lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?” A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,34-40).

 

PIERWOTNIE TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W MAJU 2014 ROKU

Ilość opozycji w opozycji

Grzech pierworodny Okrągłego Stołu, Magdalenki i „grubej kreski” w znacznym stopniu zdeterminował losy Polski po 1989 r. „Kręgosłup zdrady” stanowiła grupa, która w różnych konfiguracjach wciąż przewija się u steru władzy od wielu lat. Zawsze wymyślano nową hybrydę polityczną, by tylko mieć dostęp do sukna Rzeczpospolitej, wystarczy prześledzić jak przemieniały się jedne ugrupowania w inne, ale personalnie skład ich był podobny. Gdy pojawiły się partie, które mogły zagrozić hegemonii „grupy trzymającej władzę”, takie jak LPR czy Samoobrona, pojawiły się w mediach głośne tzw. Newsy i były szeroko nagłaśniane (wykreowane nierzadko) afery, które miały je kompromitować na przykład(tzw. Seks afera, czy tzw. Afera gruntowa) i przypinano im łatkę oszołomów i ekstremistów. A przecież to, co mówił Lepper o Klewkach i lądujących talibach, z czego zrobiono pośmiewisko, okazało się prawdą, tak jak to, co mówił o udziale Kaczyńskich w zmowie okrągłostołowej Zygmunt Wrzodak. Obu przypięto łatki oszołomów. Gdy po nich pojawili się narodowcy, zaczęto im zarzucać (np. w GP) pro-rosyjskość (skądinąd czas pokazał, że sympatie, które zarzucano niektórym osobom z ruchu narodowego nie tylko nie są prorosyjskie, ale wręcz antyrosyjskie). Byle tylko nie dopuścić do powstania realnej opozycji do układu zawartego z Kiszczakiem.

LK MagdalenkaGrupa trzymająca od dziesiątków lat władzę w Polsce, opracowuje scenariusze z wyprzedzeniem nawet kilkunastu lat. Przygotowuje koncesjonowaną opozycję, która stanie się zaczątkiem nowej władzy, gdy utrata władzy przez obecnie ją sprawującą stanie się nieuchronna, bo straci poparcie społeczne, a więc na tzw, podorędziu musi być opozycja, gotowa do przejęcia władzy. Wszczyna się spory, kłótnie między dotąd bliskimi sobie ideowo ludźmi, politykami, którzy wytykają sobie różne rzeczy, obwiniają się o to i tamto, jedni kierują się na lewo, drudzy na prawo. To nawet nie tak trudno zaobserwować, trzeba tylko wydostać się z kokonu narzucanej nam przez media i polityków „prawdy”, oglądu rzeczywistości. Czasem grupy te nawet szczerze wręcz zażarcie się kłócą o dostęp do władzy i pieniędzy, dzięki temu mamy więcej informacji na temat każdej ze skłóconych grup, bo w tej szarpaninie o polskie sukno zdradzają trochę szczegółów o kolegach-przeciwnikach. Ale chodzi tylko o dostęp do władzy i pieniędzy, nigdy natomiast – i to jest wyznacznikiem ich intencji i to m.in. pozwala ich zidentyfikować – nigdy o wymierne (nie zaś deklaratywne)wzmacnianie polskiego katolicyzmu.

Wszystkie partię obecne w parlamencie (zarówno lewica jak i prawica) mają ten sam program polityczny w kwestiach dotyczących najważniejszych problemów naszego kraju. Jeśli się przyjrzy fundamentalnym decyzjom w sprawie przyszłości Polski jak np.: udział obecnych elit w zmowie „okrągłego stołu”, zmowa z Magdalenki, zgoda na tzw. „plan Balcerowicza”, poparcie do wyjątkowo szkodliwej umowy stowarzyszeniowej z UE, poparcie dla wejścia Polski do UE na nierównych prawach, poparcie tzw. Konstytucji UE(Traktatu Lizbońskiego), zgoda na udział polskich żołnierzy w napaści na suwerenne kraje jak Irak czy Afganistan, wyrażenie zgody by na terytorium Polski były rozmieszczone obce wojska na zasadach eksterytorialności, aktywny udział w ekonomicznym rozbiorze Polski, współodpowiedzialność za „księżycowy” dług publiczny, poparcie dla sprowadzania do Polski żywności i nasion genetycznie zmodyfikowanych, udział w wielkich aferach prywatyzacyjnych ludzi z wszystkich partii rządzących i opozycyjnych, itd. Wszystkie partie w tych kluczowych decyzjach są zadziwiająco jednomyślne, także – podkreślam – PiS, który aktywnie przyczynił się do demontażu naszego państwa, wbrew głoszonym hasłom – podkreśla poseł IV i V kadencji Zygmunt Wrzodak.

 

Z książki: „PRAWICOWE DZIECI CZYLI BLEF IV RPLeszka Misiaka.

Str.210-211

Walka z ociepleniem klimatu

Przeszukując internet lub też czytając prasę spotykamy się z informacjami jakie to mogą być skutki ocieplenie klimatu. Po tych przewidywaniach podawane są środki jakie należy przedsięwziąć aby zapobiec tym (wyimaginowanym?) efektom. Jest wiele sposobów i metod jakie zostały na przestrzeni ostatnich lat wdrożone do przeciwdziałania ociepleniu klimatu. Nie znalazłem natomiast nigdzie informacji o efektach wprowadzonych zmian. Nie ma informacji jakie są dotychczas owoce walki z ociepleniem klimatu. Czy rezygnacja z freonu w lodówkach spowodowała zmniejszenie się dziury ozonowej i w jakiej skali?

max_dziura_ozonowa

Zasięg dziury ozonowej w ostatnim 10-leciu:

2005 – 27,26 mln km km.

2006 – 29,62 mln km km.

2007 – 25,19 mln km km.

2008 – 26,97 mln km km.

2009 – 24,40 mln km km.

2010 – 22,60 mln km km.

2011 – 26,07 mln km km.

2012 – 21,12 mln km km.

2013 – 24,01 mln km km.

2014 – 24,06 mln km km.

Źródło: http://www.twojapogoda.pl/wiadomosci/114777,dziura-ozonowa-calkowicie-znikla-co-sie-z-nia-stalo

 

Za dziury ozonowe nad Antarktydą i Arktyką(ciekawe że właśnie tam są te dziury, chociaż freonu tam nikt nie emitował)odpowiada-wodór! Wokół ziemskich biegunów magnetycznych, ochrona przed promieniowaniem kosmicznym jest bardzo mała więc promieniowanie to przenikając przez kilkuset metrową warstwę lodu powoduje wybicie z cząstek zamrożonej wody pojedynczych atomów wodoru. A ten, ma tak małe wymiary że przelatuje przez lód jak woda przez siatkę, i mknie do góry bo jest lżejszy od powietrza .A na pewnej wysokości spotyka trójatomową, silnie aktywną chemicznie, cząsteczkę tlenu i łączy się z nią, i ta cząsteczka trójatomowa przestaje być ozonem.

http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/ciekawostki,49/40-lecie-przelomowego-artykulu-od-tamtego-momentu-wiemy-ze-freon-szkodzi,143664,1,1.html

 

Wyeliminowanie freonu z użytku nie spowodowało by tzw dziura ozonowa miała zniknąć.

 

Czy z owocami walki z ociepleniem klimatu jest podobnie? Na ile wprowadzane ograniczenia i obostrzenia zmniejszyły efekt cieplarniany? Czy jest to podobne do zysków z wprowadzaniem czasu letniego w gospodarce? http://oczamiduszy.pl/zmiana-czasu/

Jeśli ktoś z czytelników jest w stanie udzielić odpowiedzi na podane pytania to proszę o podzielenie się posiadanymi informacjami.

 

 

Tradycyjni kapucyni

Tradycyjni kapucyni jako wspólnota założona została w 1972 roku przez Ojca Eugeniusza z Villeurbanne (1904-1990), kapucyna z prowincji lyońskiej, cenionego kaznodzieję z misji parafialnych i rekolekcji, byłego misjonarz w Afryce. Pragnął on pozostać wierny habitowi otrzymanemu w nowicjacie jak i Regule, którą w dniu swojej profesji, przyrzekł zachować; również i Mszy Św. którą celebrował podczas swoich święceń. Klasztor tradycyjnych kapucynów znajduje się w Morgon, 50 km na północ od Lyonu.

Jak wygląda życie codzienne w klasztorze?

Pierwsza pobudka jest o 1.00 w nocy na Jutrznię, trwającą w zależności od dnia od 30 minut do 1 godziny; druga pobudka – o godz. 4.25 – na Laudes, po których następuje modlitwa myślna (medytacja Męki Pańskiej), a po niej o 5.45 jest lektura Pisma św. w celach. O godz. 6.35 odbywa się Pryma i Tercja, o godz. 7.00 jest Msza św. konwentualna. Śniadanie zaczyna się o godz. 8.00 (podczas postu zastąpione jest przez frustulum). Kapucyni tradycyjni poszczą również w każdy piątek jednak nie praktykują całkowitej abstynencji od mięsa – jest ona ograniczona do środy, piątku i soboty.

Wielka Cisza obowiązuję do godz. 9.10 dlatego też po śniadaniu każdy z zakonników udaje się bądź do swojej celi, bądź do świetlicy na lekturę czy też studia. Pozostały czas przedpołudniowy do godz. 11.35, kiedy to jest Seksta i Nona, wypełniony jest pracą naukową (klerycy), przygotowaniem apostolatu jak i pracą fizyczną (bracia zakonni).

Obiad poprzedza Kapituła Przewinień (polega ona na oskarżaniu się z wykroczeń przeciw konstytucjom zakonnym i poleceniom przełożonych oraz przyjmowaniu nałożonej przez przełożonego pokuty). Pod koniec posiłku sprzątanie stołów, odmawianie dziękczynienia i recytując psalm Miserere zakonnicy udają się przed Najświętszy Sakrament i modlą się za dobroczyńców. Następnie jest rekreacja i spacer po okolicach klasztoru.

O godz. 13.30 jest koniec rekreacji i następuję druga Wielka Cisza w czasie której dozwolona jest sjesta lub inne dowolne zajęcia – jest to czas wolny. O godz. 14.00 zaczyna się recytacja Nieszporów a następnie odmawianie Różańca. Popołudnie to czas pracy (poza czwartkiem, wtedy to jest długi spacer). Od godz. 17.00 to czas lektury duchowej lub też poświęcany jest wybranemu indywidualnie nabożeństwu. Kompleta recytowana jest o godz. 17.30 po niej następuje medytacja wieczorna, której koniec wypada na 18.45 kiedy to zaczyna się kolacja. Po posiłku jest czas na rekreację i o godz. 19.45 zaczynają się wieczorne modlitwy w chórze. Zazwyczaj o godz. 20.30 zakonnicy kładą się spać.

Kapucyni z Morgon prowadzą zamknięte rekolekcje dla tercjarzy, udzielają posługi sakramentalnej w hospicjum dla chorych w starszym wieku, są kierownikami duchowymi dla sióstr klarysek jak i harcerek oraz wybranych szkół w swoim regionie. Zajęcia te oraz prace klasztorne takie jak spowiedź, kierownictwo duchowe, korespondencja, prowadzenie nowicjatu i studiów dla kleryków wypełniają w całości plan dnia.

Chcąc zostać kapucynem tradycyjnej obserwancji należy posiadać maturę oraz zdolność do przyswojenia sobie programu studiów eklezjastycznych (język łaciński i filozofia tomistyczna w szczególności). Postula trwa od miesiąca do pół roku, nowicjat od roku do półtora roku. Po pierwszych ślubach symplicznych (czasowych) rozpoczynają się 3 letnie studia filozofii, a następnie 4 letnie studia teologii wg św. Tomasza z Akwinu. Profesja wieczysta zazwyczaj jak i pierwsze stopnie wyższych święceń odbywają się na drugim roku teologii a święcenia kapłańskie na trzecim.

Bracia zakonni odbywają sześć miesięcy postulatu i minimum rok nowicjatu. Zajmują się pracami fizycznymi (uprawa ogrodu, prowadzenie kuchni, naprawy, obsługa pralni, wytwarzanie sandałów, krawiectwo, itp) oraz funkcjami wewnątrz-klasztornymi (opieka nad chorymi, obsługa portierni, sekretariatu oraz zakrystii).

Z radością i pokojem, prostotą i miłością bliźniego, z oczami utkwionymi w Krzyż Chrystusa, biedni w nowoczesnym świecie pędzącym za bogactwem, szukający pokory w czasach pychy i posłuszeństwa w czasach Rewolucji, prości w społeczeństwie zniewolonym przez obłudę, radośni w szarym świecie brudnych rozrywek, pragną kontynuować wielkie dzieło, które wzięło swój początek przed 800 laty w Asyżu dzięki męczennikowi Miłości, „ukrzyżowanemu” na górze Alwerno.

Wg ulotki „Bracia Mniejsi Kapucyni Tradycyjnej Obserwancji”

Zakonników obowiązuje tonsura, ubogi, pokutny habit oraz chodzą w sandałach na bosych stopach.

Kontakt:

Zakon Braci Mniejszych Kapucynów (tradycyjnej obserwancji):
Couvent Saint-François, Morgon, F-69910 Villie Morgon, Francja

Trzeci Zakon Św. Franciszka: adres do korespondencji: jak adres klasztoru kapucynów

Zakon Sióstr Klarysek Kapucynek (tradycyjnej obserwancji):
Morgon, F-69910 Villie Morgon, Francja

 

Objawienia w Quito

Quito – miasto w Ekwadorze, stolica pięknie położonego w Andach kraju. Ponad 400 lat temu Ekwador był kolonią hiszpańską. Na prośbę wielu mieszkańców Quito król Hiszpanii Filip II wydał quitodekret o fundacji klasztoru pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia. Zostaje on wzniesiony na głównym placu miasta. W roku 1576 do Quito w Ekwadorze przybywają z Hiszpanii: Matka Maria od Jezusa Taboada wraz ze swoją młodziutką siostrzenicą Marianną oraz czterema innymi zakonnicami.
Czternastoletnia Marianna Francisca Torres y Berriochoa wyruszyła w tę drogę gdyż w prywatnym objawieniu usłyszała, że ma udać się na misje. W październiku 1579 roku s. Marianna złożyła śluby zakonne wobec przełożonej Matki Marii i obrała predykat „od Jezusa”.
Zakonnica miała objawienia przez prawie 60 lat, aż do swojej śmierci. Najświętsza Maryja Dziewica objawiła jej wydarzenia z XIX i XX wieku, wzywała siostrę Mariannę do modlitwy i ponoszenia ofiar jako zadośćuczynienie za tragiczne wydarzenia, które nastąpią w życiu Kościoła w tym okresie.

Objawienia z dnia 16 stycznia 1599 roku dotyczyły przyszłości klasztoru oraz ówczesnej kolonii Hiszpanii. Przekaz mówił, że ziemie te staną się wolną republiką i przyjmą nazwę Ekwador. W XIX wieku będzie wybrany chrześcijański prezydent – mąż wielki, który zginie śmiercią męczeńską na placu przylegającym do klasztoru Zapowiedź sprawdziła się w latach 1861-1865 i 1869-1875 gdy prezydentem Ekwadoru był Gabriel Garcia Moreno, katolicki polityk, który m.in. poświęcił publicznie kraj Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Spowodowało to brutalny atak ze strony bojówek masońskich i zabójstwo prezydenta na placu przed katedrą 6 sierpnia 1875 r.

W roku 1610 Matka Boża w kolejnym objawieniu powiedziała między innymi, że od końca XIX, a szczególnie w XX wieku dojdzie do zupełnego zepsucia obyczajów i kierowania się namiętnościami, a szatan prawie całkowicie będzie panował nad światem przez masońskie sekty, będzie trudno przyjąć sakrament chrztu i bierzmowania, a diabeł będzie starał się zniszczyć sakrament spowiedzi. „W czasach tych wrogowie Chrystusa, zachęcani przez diabła, często kraść będą z kościołów konsekrowane Hostie, aby bezcześcić Postacie Eucharystyczne. Mój Najświętszy Syn widzi samego siebie rzuconego na ziemię i zdeptanego przez nieczyste nogi”. Sakrament małżeństwa będzie bardzo atakowany i dojdzie do jego profanacji. Sakrament, który symbolizuje związek Chrystusa ze swoim kościołem będzie ulegał niszczeniu i poprzez to ułatwiał życie w stanie grzechu. Skutki zeświecczenia będą narastać, co spowoduje brak powołań kapłańskich i zakonnych.
Sakrament kapłaństwa będzie ośmieszany, wykpiwany i wzgardzony. W tym czasie zdeprawowani kapłani będą gorszyć lud chrześcijański czym wzbudzą nienawiść do wszystkich kapłanów Rzymskiego, Katolickiego i Apostolskiego Kościoła.
W tych nieszczęśliwych czasach będzie wielki i nieopanowany poziom nieczystości, która będzie pociągała wiele dusz na wieczne zatracenie. Nie będzie niewinności w dzieciach ani skromności u kobiet.quito2
Tylko niewielka grupa ludzi zachowa skarb wiary i cnoty, ale będzie doznawała okrutnych i niewymownych cierpień a nawet męczeństwa. Aby wyzwolić wiernych z tych herezji i cierpień potrzeba będzie wielkiej wytrwałości i siły woli. Gdy będzie się wydawało, że wszystko stracone a wszelkie wysiłki daremne i zło tryumfuje na całej ziemi nastąpi szczęśliwy początek odrodzenia.
Najświętsza Maryja Panna poleciła modlić się o zesłanie Kościołowi prałata, który będzie miał za zadanie odnowić ducha jego kapłanów. Będzie on napełniony wieloma łaskami: pokory serca, poddania się Bożej woli oraz siły by móc bronić praw Kościoła. Będzie miał czułe i współczujące serce by ogarnąć wielkich i maluczkich proszących go o światło i radę w zwątpieniach i trudnościach.
Najświętsza Maryja Panna poprosiła o wykonanie figury ku Jej czci. Wyrzeźbiona figura pod wezwaniem Matki Bożej Dobrego Zdarzenia, została w cudowny sposób dokończona i nastąpiło jej wyniesienie w procesji na specjalnie przygotowany tron.

W roku 1634 Matka Marianna miała objawienie, które miało szczególne znaczenie. Po zakończeniu wieczornej modlitwy przed tabernakulum nagle zgasła wieczna lampka przed ołtarzem. W ciemnościach Matka Marianna ujrzała Najświętszą Maryję Pannę, która objawiła jej znaczenie tego znaku:

  • Pierwsze znaczenie – od końca XIX wieku i poprzez wiek XX rozpowszechni się wiele herezji i światło wiary wygaśnie w bardzo wielu duszach z powodu głębokiego i powszechnego upadku obyczajów. Będzie dużo katastrof fizycznych a wielu umrze z powodu gwałtownych cierpień.quito3
  • Drugie znaczenie – to wiele goryczy, trudności i cierpienia, które będą udziałem klasztoru Niepokalanego Poczęcia w Quito. Znikną powołania z powodu niedyskrecji i niewłaściwego formowania nowicjuszek. Pod maską fałszywej miłości, niesprawiedliwość będzie rujnować dusze.
  • Trzecie znaczenie – atmosfera nieczystości zalewać będzie ulice, place i miejsca publiczne, tak że prawie nie będzie dziewiczych dusz.
  • Czwarte znaczenie – duchowni świeccy (diecezjalni) porzucą swoje ideały, księża będą zaniedbywać swoje obowiązki. Zapomną o celu życia na ziemi, oddalą się od drogi Bożej i przywiążą się do dóbr doczesnych, bogactwa, którego zdobywanie będzie ich celem nadrzędnym.
  • Piąte znaczenie – słabość i nieczułość ludzi posiadających możliwość zmiany tragicznej sytuacji Kościoła. Obojętność na gnębienie Kościoła, prześladowanie cnoty i na tryumf zła przez uleganie namiętnościom i perwersyjnym żądzom. Najświętsza Maryja Panna oczekuje od zakonnic ofiar, dobrych uczynków i modlitwy w celu skrócenia czasu trwania tej strasznej katastrofy.

Matka Marianna zmarła 15 stycznia 1635 roku.
W roku 1905 w trakcie remontu klasztoru została otwarta jej trumna, w której znaleziono nienaruszone i dobrze zachowane ciało Matki wizjonerki.
Na początku swoich objawień Marianna Francisca od Jezusa Torres y Berriochoa otrzymała od biskupa Quito nakaz zapisywania swoich objawień. Po śmierci Matki Marianny jej kierownik duchowy napisał jej biografię. W roku 1790 w oparciu o spisane objawienia o. Manueal Souza Pereira, prowincjał Ojców Franciszkanów w Quito, napisał książkę „Cudowny żywot Matki Marianny de Jesús Torres, hiszpańskiej zakonnicy i jednej z założycielek Królewskiego Klasztoru Niepokalanego Poczęcia w mieście św. Franciszka de Quito”.

 

PIERWOTNIE TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LIPCU-SIERPNIU 2014 ROKU.

Doktryna Giedroycia

W latach 60tych Jerzy Giedroyć, redaktor naczelny paryskiej „Kultury”, sformułował nową koncepcję polityki zagranicznej przyszłej Polski. Koncepcja opierała się – w ogromnym uproszczeniu – na założeniu, że Rosja nie jest w stanie stanowić zagrożenia dla Polski, jeżeli oba państwa będzie przedzielać pas niezależnych krajów powstałych z byłych republik radzieckich. Dlatego celem Polski jest zarówno wspieranie powstania tych państw, jak i dbanie o dobrosąsiedzkie stosunki z nimi tak, aby na powrót nie wpadły na orbitę Rosji. Podstawowym warunkiem tych dobrosąsiedzkich stosunków jest wyrzeczenie się na zawsze wszelkich nastrojów rewizjonistycznych.

Po przewrocie z 1989 roku, doktryna Giedroycia stała się jednym z głównych drogowskazów polskiej polityki zagranicznej. Przejawiało się to chociażby w blankietowym uznawaniu wszystkich postsowieckich republik, aktywnym wspieraniu ich na arenie międzynarodowej i obronie ich interesów nawet wtedy gdy byliśmy o to nie proszeni. Co więcej, działo się to często kosztem pozostawienia polskich mniejszości samych sobie, puszczaniu w niepamięć wydarzeń historycznych, niewspieraniu polskich przedsiębiorców mających problemy z tamtejszymi władzami czy wręcz na poświęcaniu polskich interesów (sztandarowym przykładem był tu rurociąg północny). Nie za bardzo za to udało się zaskarbić przyjaźń owych państw, gdyż przynajmniej niektóre z nich swoją tożsamość oparły w znacznej mierze na nacjonalizmie i antypolonizmie.

Od odzyskania niepodległości minęły już 22 lata, a doktryna Giedroycia do niedawna była aksjomatem naszej polityki. Wydaje się, że dopiero w ostatnich latach następuje przewartościowanie naszych stosunków ze wschodnimi partnerami.

http://www.historycy.org/index.php?showtopic=84125&mode=linear

W końcu lat 50. minionego stulecia Juliusz Mieroszewski oraz Jerzy Giedroyć sformułowali doktrynę geopolityczną, która zawierała się w prostej maksymie: „nie może być wolnej Polski bez wolnej Litwy, Białorusi i Ukrainy”. Jerzy Giedroyć pierwszy zwrócił oczy rodaków na Wschód, w stronę narodów dotąd przez nich lekceważonych, zupełnie nieobecnych na mapie Europy podbitej przez Związek Radziecki. Redaktor naczelny paryskiej „Kultury” nawoływał do uznania podmiotowości Białorusinów, Ukraińców, Litwinów, udzielenia im pomocy w odzyskaniu niepodległości bez względu na to, czy będą oni w przyszłości lojalni wobec Polski czy nie. Uznawał bowiem, że sam fakt istnienia niepodległych sąsiadów odsuwa od Polski niebezpieczeństwo ponownego starcia z Rosją.
Po 1989 roku Rzeczpospolita zaczęła realizować doktrynę Giedroycia, wspierając dążenia sąsiednich narodów do uzyskania samodzielności politycznej. My nigdy nie zapomnimy, że Polska jako jedna z pierwszych uznała niezależność Białorusi, a stosunki polityczne nawiązała długo przed uzyskaniem przez nasz kraj niepodległości.

http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/artykul,689,Doktryna_ULB_?_koncepcja_Giedroycia_i_Mieroszewskiego_w_XXI_wieku

Patrząc z perspektywy czasu na założenia tej doktryny jest ona dla naszego państwa a zwłaszcza narodu ideą ze wszech miar szkodliwą i zabójczą. Prowadzi ona do sytuacji gdy interes obcego państwa(Litwy, Ukrainy) stoi wyżej niż interes tam mieszkających Polaków. Jak to działa, widać w realizacji umów międzynarodowych, gdy w imię tejże doktryny nie domagamy się praw dla naszych rodaków na Litwie mimo podpisanych umów. Podobnie dzieje się na Ukrainie, gdy popieramy nawet ruchy ewidentnie antypolskie aby tylko doprowadzić do przyjęcia Ukrainy do UE. Wspieramy inne kraje kosztem naszych rodaków tam zamieszkałych.
Poświęcanie interesów Polaków mieszkających za granicami kraju w bardzo szybkim czasie doprowadzi do tego, że nie będzie tam nikogo kto będzie się deklarował jako Polak. Jest to doktryna samobójcza dla narodu, jest to doktryna rozpaczy i braku nadziei. W latach 60 XX wieku mogła mieć rację bytu, natomiast w XXI wieku jest jak najbardziej szkodliwa i destrukcyjna.

Heretyckie źródła Nowej Ewangelizacji

1980: Powstaje pierwsza Kerygmatyczna Szkoła Ewangelizacji w Meksyku, zwana wówczas Szkołą Apostołów, dzięki wizji i współpracy świeckiego katolika, Jose H. Prado Floresa oraz pastora zielonoświątkowego Wiliama Finke.

http://snepallotyni.pl/historia

w 1980 powstaje pierwsza kerygmatyczna Szkoła Nowej Ewangelizacji w Meksyku po to, aby chrześcijanie chcieli publicznie wyznawać wiarę. – José H. Prado Flores miał wiedzę teologiczna, był po studiach biblijnych, jednak zaczęło go nurtować pytanie: „Dlaczego my, katolicy, nie potrafimy w tak żywy sposób przeżywać swojej wiary jak wspólnoty zielonoświątkowe?” – tłumaczy ks. dr Przemysław Sawa, członek Zarządu SESA Polska, pasterz Diecezjalnej Szkoły Nowej Ewangelizacji.
Przyjacielem José Prado Floresa był pastor zielonoświątkowy William Finke, z którym założył pierwszą kerygmatyczną szkołę ewangelizacyjną w Meksyku, zwaną wtedy Szkołą Apostołów. Kilka lat później José H. Prado Flores poznał ojca Emiliano Tardifa, który po cudownym uzdrowieniu z gruźlicy otrzymał niezwykły charyzmat uzdrawiania. Ich współpraca zaowocowała powstaniem programu szkół KEKAKO (Kerygmat Karisma Koinonia), co można streścić jako głoszenie podstawowych prawd wiary w charyzmacie Ducha Świętego.

http://www.fronda.pl/a/nowa-ewangelizacja-w-mocy-ducha-spuscizna-po-cristiadzie,28405.html

Jose Prado Flores – świecki teolog zachwycił się świeżością wiary Zielonoświątkowców i zapragnął, aby takie ożywienie wiary nastąpiło w Kościele katolickim.

http://www.niedziela.pl/wydruk/106824?ra=nd

 

Dziś głównym partnerem ekumenicznych relacji Kościoła powinni być zielonoświątkowcy. Są oni bowiem największym po katolikach wyznaniem chrześcijańskim. Słyną jednak ze swej antykatolickiej postawy. My z kolei musimy uważać, by nie przejmować od nich kontrowersyjnych metod ewangelizacji – powiedział przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan. Przebywający w Stanach Zjednoczonych kard. Kurt Koch dokonał bilansu aktualnego stanu relacji ekumenicznych.

http://info.wiara.pl/doc/1001156.Kardynal-Koch-o-zmieniajacym-sie-ekumenizmie

Członkowie ursynowskiej wspólnoty Chefsiba, wyrosłej z ruchu Światło-Życie, po latach flirtowania z herezją, publicznie wyznali wiarę i przeprosili za błędy. Nad ich powrotem do katolickiej nauki czuwać będą księża orioniści.
Wspólnota wyrosła w latach 80-tych z Ruchu Światło–Życie w parafii Wniebowstąpienia Pańskiego na Ursynowie. Jej członkowie, wyraźnie zafascynowani protestancką herezją, dostosowywali obrzędy i swoje działania do jej wymogów. We wspólnotowej formacji byli mocno skupieni na słowie Bożym i czerpali z doświadczeń Szkoły Nowej Ewangelizacji, coraz bardziej otwierając się na inne wyznania.

Read more: http://www.pch24.pl/uwiedziona-protestantyzmem-wspolnota-wyznaje-grzech-i–pragnie-wrocic-do-kosciola,16006,i.html#ixzz2Y9mob1mp

Kto modli się z heretykami, sam staje się heretykiem” – św. Agaton

media-639659-2„Kościół powszechny brzydzi się każdą nowością”.
św. Celestyn. Epistula 21 Apostolici verba ad episcopos Galliarum.

W samym zaś znowu Kościele trzymać się trzeba silnie tego, w co wszędzie, w co zawsze, w co wszyscy wierzyli. To tylko bowiem jest prawdziwe i właściwie katolickie, jak to już wskazuje samo znaczenie tego wyrazu, odnoszące się we wszystkim do znamienia powszechności.
“Commonitorium” święty Wincenty z Lerynu

„Ponieważ wszelka herezja początek swój wzięła z nowości, dlatego aby się okazała godną tej nazwy, nigdy nie zaprzestaje wprowadzać innowacji”.
św. Hilary z Poitiers. Z listu do cesarza Konstancjusza – arianina

„Zwolenników błędów należy dziś szukać już nie wśród otwartych wrogów Kościoła, ale w samym Kościele: ukrywają się oni – że tak powiemy – w samym wnętrzu Kościoła; stąd też mogą być bardziej szkodliwi, bo są mniej dostrzegalni”.
św. Pius X. Encyklika Pascendi Dominici Gregis.

„Owi wrogowie Objawienia Bożego najwyższymi pochwałami obsypują postęp ludzki, usiłując z zuchwalstwem iście świętokradzkim, wprowadzić go do religii katolickiej, jak gdyby ta nie była dziełem Bożym, ale ludzkim, wynalazkiem filozoficznym podlegającym doskonaleniu”.
Pius IX. Encyklika Qui pluribus.