O wyrzeczeniu się siebie

W ślubach wszystkich jest jeden charakter wspólny: pewne wyrzeczenie się – pewna ofiara. Wszelka ofiara ma pewne elementy przykre. Gdyby wziąć ją w znaczeniu negatywnym – to byłaby nieznośna i wprost niewykonalna, bo nie może być poświęcenia dla poświęcenia. Natura człowieka domaga się, by poświęcenie było dla jakiegoś większego, wyższego dobra, które by przewyższało to poświęcenie. Dlatego też gdyby w zachowaniu ślubów nie było miłości Bożej, nie bylibyśmy  w stanie dotrzymać ich. Miłość każda karmi się ofiarą i poświęceniem. Miłość, która się od kogoś czegoś spodziewa, nie jest prawdziwą miłością. Miłuje ktoś bogatego, bo spodziewa się od niego majątku; miłuje wpływową osobę, bo spodziewa się lepszej posady. To jest miłość nie osoby, ale darów, jakich się od niej spodziewa. Miłość prawdziwa musi coś z siebie ofiarować.

W Japonii jest zwyczaj, że gdy ktoś drugiego odwiedza, przynosi ze sobą jakiś owijak z podarunkiem. Są to rzeczy nieraz bardzo drobne, ale jednak taki jest zwyczaj. Tak samo i miłość ku Panu Bogu musi Mu coś zawsze ofiarować. Dusza zakonna, jeżeli nie kocha Pana Boga – będzie miała krzyż w zachowaniu ślubów.

Pan Bóg, jak każdy twórca, kocha swoje stworzenie i udziela się im. Szczyt tej ofiary widzimy, kiedy zstępuje na ziemię, umiera na krzyżu i pozostaje w Najświętszym Sakramencie Ołtarza. Tak samo i dusza miłująca – nie może wytrzymać, żeby nie dawać ze swojego, żeby nie oddać siebie, nie unicestwić się. Jak akcja stworzenia od Boga wychodzi – tak reakcja do Boga również się zwraca. Ofiara staje się koniecznością – pokarmem miłości.

Wielka św. Teresa, kiedy nie cierpiała, mawiała, że dzień straciła. Zachowanie ślubów, a zwłaszcza posłuszeństwa nadnaturalnego, jest największą ofiarą, bo przezeń człowiek oddaje samego siebie – to co ma najdroższego: rozum i wolę. Dusza, kiedy się zastanowi nad tym, że się Niepokalanej oddała, że wszystko, cokolwiek się przytrafia, dzieje się z Jej woli, nabiera bardzo dużo pokoju, zażywa po prostu szczęśliwości niebieskiej na ziemi. Staje się ona pędzlem w ręku malarza.

Ten duch ofiary jest konieczny do nabycia miłości, jeśli jej jeszcze nie ma.

Co to jest miłość?

Praktycznie mówiąc, jest to zjednoczenie naszej istoty z istotą Bożą, czyli zjednoczenie stworzenia ze Stwórcą. Jest to więc zbliżanie się do Stwórcy. Miłość jednoczy, zespala. Tylko, że zawsze, a nawet w niebie, osoba nasza będzie różna; natomiast natura będzie się stale upodabniać do natury Bożej. Są to tajemnice, które po śmierci trochę lepiej poznamy, ale też niezupełnie.

Na tym świecie jest jakby rozpędzenie się, bo wedle szybkości na tym świecie, na drugim będzie proporcjonalna intensywność. W niebie jest również powrót stworzenia do Stwórcy i ciągłe wzrastanie w zjednoczeniu z Bogiem – w ubóstwianiu. Żeby człowiek stał się „Bogiem”, co nigdy nie nastąpi, trzeba całej wieczności, aby stworzenie powróciło całkowicie do Boga, ubóstwiło się z Nim – potrzeba nieskończoności. Człowiek zaś jest skończony, bo ma swój początek, stąd przez całą wieczność będziemy w niebie szczęśliwi.

Gdziekolwiek jest jakikolwiek postęp, jest on odcieniem lub odbiciem powrotu do Boga. Na przykład człowiek, jadąc pociągiem, chciałby być i tu, i tam, bo wszędzie piękne są okolice. Przez to swoje pragnienie upodabnia się do Pana Boga, Pan Bóg jest wszędzie.

Żeby zatem miłość mogła istnieć, potrzeba ofiary, A są nią w zakonie śluby. Człowiek, gdy śluby złożone zachowuje, więcej Panu dać nie może. Duszy oddającej się całkowicie Panu Bogu – Pan Bóg też oddaje się cały. Śluby zakonne są po prostu powrotem do nicości z miłości ku Panu Bogu, bo przez nie wyrzekamy się wszelkich aktów przeciwnych ślubom i możliwości ich spełnienia. To są rzeczy, których na tym świecie nie możemy zrozumieć i pojąc. W niebie też wszystkiego nie pojmiemy, bo Pan Bóg jest nieskończony.

Niepokalanej się oddajcie, żeby Ona dała Wam zrozumienie, chęć i wolę – byście nie tylko te śluby złożyli, ale i je wykonali. Powołanie zakonne jest największą łaską po chrzcie świętym. Ci, co zachowują śluby, mają przywileje na tym i na tamtym świecie. Pan Jezus powiedział, że ci, którzy zachowują czystość, będą chodzić za Barankiem i śpiewać pieśń nową (por. Ap 14, 3-4). Jest więc wyróżnienie w chwale niebieskiej, którego nie dostępują wszystkie dusze.

 

Niepokalanów 1 IX 1937

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

 

Piekło pierwszą tajemnicą Fatimy

Objawienie z 13 lipca jest najważniejszą częścią objawień fatimskich. To wtedy Matka Boża obiecała, że w październiku wyjawi kim jest, czego oczekuje i uczyni cud aby wszyscy uwierzyli. Tego dnia przekazana została dzieciom wizja składająca się z trzech części z prośbą by jej nie ujawniały do chwili uzyskania zezwolenia. Dopiera w 1941 roku zostały spisane przez siostrę Łucję. Przesłania te określane są Trzema tajemnicami fatimskimi.

„Pierwszą była wizja piekła. Matka Boża prosiła: «Ofiarujcie się za grzeszników i mówcie często, zwłaszcza gdy będziecie ponosić ofiary: O Jezu, czynię to z miłości dla Ciebie, za nawrócenie grzeszników i za zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi». Przy tych ostatnich słowach rozłożyła znowu ręce jak w dwóch poprzednich miesiącach. Promień światła zdawał się przenikać ziemię i zobaczyliśmy jakby morze ognia. Zanurzeni w tym ogniu byli diabli i dusze w ludzkich postaciach podobne do przezroczystych, rozżarzonych węgli. Postacie były wyrzucane z wielką siłą wysoko wewnątrz płomieni i spadały ze wszystkich stron, jak iskry podczas wielkiego pożaru, lekkie jak puch, bez ciężaru i równowagi wśród przeraźliwych krzyków, wycia i bólu rozpaczy wywołujących dreszcz zgrozy. Diabli odróżniali się od ludzi swą okropną i wstrętną postacią, podobną do wzbudzających strach nieznanych jakichś zwierząt, jednocześnie przezroczystych jak rozżarzone węgle. Przerażeni, podnieśliśmy oczy do Naszej Pani szukając u Niej pomocy. A Ona pełna dobroci i smutku rzekła do nas: Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników”.

Pierwsza tajemnica fatimska dotyczy życia każdego człowieka a zwłaszcza tych którzy żyją w stanie grzechu śmiertelnego, którzy zaniedbują nawrócenie, ignorują Boże nakazy. Wizja piekła która samym swoim widokiem zabiłaby dzieci gdyby łaska od Boga ich nie ochraniała. Niebo albo piekło, wieczne szczęście lub wieczne potępienie to są jedynie ważne sprawy w życiu każdego człowieka. Jest to tak ważne, że Bóg posłał swojego Syna, powołał Kościół Katolicki któremu dał środki do zbawienia potrzebne, a wreszcie objawienia Najświętszej Maryi która ostrzega, wspiera i wskazuje sposoby ochrony przez niebezpieczeństwami. Wizje pokazane dzieciom są odpowiedzią na głosy, że może piekło jest puste. Jest odpowiedzią na głosy, że piekła nie ma. Pokazuje, że piekło jest realne i ci którzy tam są, będą tam cierpieć przez wieczność.

Boże Miłosierdzie pozwala nam na oczyszczenie się z naszych grzechów jakie by one nie były wielkie i ciężkie. Jeśli tylko zechcemy skorzystać z łaski sakramentu miłosierdzia, nawrócić się z grzechu, unikniemy piekła. Boże Miłosierdzie pozwala przyjąć Jego Matce i udzielać skarbów ukrytych w Jej Niepokalanym Sercu. Najświętsza Maryja Panna ogłasza, że przyjdzie raz jeszcze i poprosi o ustanowienia na świcie nabożeństwa do Jej Niepokalanego Serca. Co miało miejsce w objawieniach w Pontevedra, 10 grudnia 1925 roku.

 

W oparciu o „Gwiazda przewodnia czasów ostatecznych”; ks. Karola Stehlina FSSPX.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W KWIETNIU 2017 ROKU.

Święty Romuald z Camaldoli

Rok urodzenia założyciela zakonu kamedułów nie jest do końca pewny, w wielu publikacjach podawany jest 951 lub 952 rok, ale również rok 907 jest bardzo prawdopodobny. Pochodził ze znamienitej włoskiej rodziny diuków Onesti z Rawenny.

W młodości prowadził życie światowe, pełne zabaw i uciech. W dwudziesty roku życia był świadkiem zabójstwa sw-romualdw pojedynku krewnego przez swojego ojca Sergiusza. Romuald postanawia odpokutować czyn ojca i odbywa pokutę przez 40 dni w klasztorze benedyktynów. Pobyt w klasztorze, będący pokutą, oczyścił i umocnił jego sumienie, pojednał z bliźnim oraz nawrócił do Boga. W tym czasie dwukrotnie ukazał mu się św. Apolinary patron klasztoru co w konsekwencji skłoniło Romualda do poświęcenie swego życia Bogu. Został przyjęty do zgromadzenia benedyktynów gdzie był wzorem eremity, cnoty i surowości zakonnej. Panujące w owym czasie rozluźnienie, swoboda i brak dyscypliny powodują, że za zgodą przełożonych udaje się ze swoim przyjaciele Marynem do klasztoru w Cux na pograniczu dzisiejszej Francji i Hiszpanii. Tam żyją w oddzielnych domkach, uprawiając ziemię, przestrzegając surowych postów oraz milczenia, spotykają się tylko na wspólne posiłki i pacierze. W opactwie w Cux Romuald poznał pisma ojców pustyni (mnisi chrześcijańscy żyjących od IV do końca V wieku samotnie na pustyniach Egiptu oraz Syrii i Palestyny).

Około roku 988 Romuald powraca do Rawenny i w pobliżu opactwa benedyktyńskiego zakłada pustelnię w miejscu zwanym Pereum.

Romuald miał nieprzeciętną osobowość i prowadził wyjątkowo ascetyczne życie, promieniował pokojem, Bożą mądrością, mocą oraz miłością. Biografowie podkreślają jego pogodne a nawet żartobliwe usposobienie, które doskonale pasowało do patriarchalnej dostojności. Każdego przygarniał do siebie, nikogo nie odpychał. Dlatego też, w niedługim czasie, pustelnia nie mogła pomieścić uczniów św. Romualda. Opracował metodę postępowania: dla mniej wytrzymałych w trudach życia eremickiego budował w pobliżu pustelni klasztor. Gdy zapełnił się zakonnikami powierzał wybranemu uczniowi zarząd, sam zaś z małą grupą lub samotnie przenosił się w inne ukryte w leśnej głuszy miejsce. Takich eremów-pustelni założył kilkanaście. Najbardziej znane jest w Pereum koło Rawenny oraz Campo di Maldoli w Toskanii, którego nazwa Camaldoli dała później nazwę „kameduli” zakonowi. Zakładane klasztory i opactwa były zgromadzeniami benedyktynów.

„Z pośród różnych eremów fundowanych przez św. Romualda tylko erem w Camaldoli, położony w Apeninach Toskańskich, przetrwał i stał się kolebką oraz centrum Zakonu Kamedulskiego. Czwarty przeor tego eremu, bł. Rudolf zredagował w formie Konstytucji wskazówki i pouczenia przekazane przez naszego Świętego Ojca Romualda, tworząc w ten sposób pierwszy dokument prawodawstwa kamedulskiego” – jest to cytat z Konstytucji Kongregacji Pustelników Kamedułów Góry Koronnej.

Dopiero w 1072 roku papież Aleksander II zezwolił na wyodrębnienia się kamedułów ze zgromadzenia benedyktynów i powstanie nowego zakonu.sw-romuald02

Wśród uczniów św. Romualda są bardzo dobrze znani nam święci Kościoła Katolickiego: św. Brunon z Kwerfurtu, św. Piotr Damiani, Benedykt i Jan dwaj z Pięciu Braci Męczenników z Międzyrzecza, św. Wojciech, Grzegorz XVI (papież w latach 1831-1846).

O życiu i działalności św. Romualda mamy informację od św. Piotra Damiani, który podaje: „Duch Święty mieszkający w jego sercu, wzbudzał u nieprawych ten postrach”. Sprawiał on też, że „gdziekolwiek udawał się święty człowiek, zawsze zbierał plony, pozyskiwał dusze, wyrywał ludzi ze świata, umysły ludzkie tak zapalał do rzeczy niebieskich, że świat cały wydawał się być spowity w płomienie”.

Święty Brunon z Kwerfurtu w dziele „Żywot Pięciu Braci” przedstawia charyzmat kamedułów. Określany jest on jako „triplex bonum” (potrójne dobro): „dla nowicjuszów przychodzących ze świata miał tam być upragniony klasztor, dla dojrzałych zaś i łaknących żywego Boga doskonała samotnia, a ci, którzy pragnęli rozstać się z tym życiem i być razem z Chrystusem, mieli sposobność głoszenia Ewangelii poganom”. Kameduli za sprawą św. Romualda potrafili połączyć życie we wspólnocie z życiem pustelniczym w eremach. To wyrażało obrane godło zakonu – dwa gołębie pijące z jednego kielicha..

Święty Romuald zmarł w klasztorze Val de Castro w pobliżu Ankony dnia 19 czerwca 1027 roku. Według św. Piotra Damiani miał 120 lat – “Sto lat pokuty za dwadzieścia lat życia światowego”.

Kameduli w Polsce pojawili się na samym początku ich istnienia. sw-romuald03Byli tymi, którzy kształcili księży i mnichów na misje w państwie Piastów jak również sami prowadzili misje. Dziś istnieją eremy kamedulskie na Bielanach krakowskich oraz w Bieniszewie koło Konina. Klasztory kamedulskie w Bielanach warszawskich (nazwa Bielany pochodzi od koloru habitów zakonników), Rytwianach, Wigrach, i Kamedułach koło Szańca zostały zniesione w XIX wieku.

Romuald kanonizowany został w 1582 roku przez papieża Grzegorza XIII, przedstawiany jest w habicie kamedulskim z księgą w ręku lub modelem pustelni. Atrybutami jego są czaszka, otwarta księga, kij podróżny, laska.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W czerwcu 2015 ROKU.

O trzech Przenajświętszych Hostyach od żydów poznańskich nożami skłótych w 1399 roku

Jezu w dobroci nigdy nie przebrany,
Od żydów skłóty, powtórnie krwią zlany,
Przez to nowe rany Twoje
I wylane krwawe zdroje
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

Kamienne serca z żydowskiej ulicy
W Świdwińskiej zwanej niegdyś kamienicy
Utopiły w Tobie noże,
W trzech Hostyach wieczny Boże.
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

Takeś cierpliwy, luboś Pan nad Pany,
Choć się krwią twoją zbroczył stół i ściany;
Pomny na te krwawe strugi
Odpuść grzechów naszych długi
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

Żydówka ślepa z krwi, która się toczy,
Zdrowe odbiera z podziwieniem oczy,
I my grzesząc nie widzimy,
Niech przez Twoją krew przejrzymy
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

O utajony Boże w Sakramencie!
Przez pozostałą krew na pawimencie
Niechaj we krwi nie giniemy,
Gdy się na sąd Twój stawimy
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

Z studzienki, w której topiono Twe ciało,
Wiele już ludzi zdrowie odebrało.
Nadewszystko Cię prosimy,
Niechaj dusze uzdrowimy.
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

Mamy tak wiele grzechowego brudu
A z tej studzienki nie brakło dla ludu
Zdrowia ciała lat czterysta;
Niech i dusza będzie czysta.

Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

Na Kalwaryjskiej górze, gdzie skonałeś,
Drogą Krew z boku wraz z wodą wylałeś,
I tu po Krwi żywe wody
Są dotychczas dla ochłody.
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

Niechaj w czyścowym ogniu wiernych dusze,
Które ponoszą straszliwe katusze,
Z tego sklepu folgę mają,
Tym się zdrojem zasilają.
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

My zaś w nagrodę zniewag Twego ciała,
Jakie złość żydów poznańskich zadała,
Oddajemy Ci pokłony
Boże skłuty i zraniony
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

Tym, Boże, cudem pomnażaj w nas wiarę,
Przyjmij błaganie, dzięki, serc ofiarę,
Daj Siebie godnie pożywać,
Hojnie w łaski Twe opływać
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

Byśmy o Panie, Zbawicielu słodki,
Jak bogobojnie niegdyś nasze przodki
W miłości świętej zapale
Żyli zawsze ku twej chwale
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

Ach, odwróć gniew Twój od miasta Poznania,
Twojem nas Ciałem zasil w dniu skonania,
Bądź przewodnikiem w podróży
Do wieczności Synu Boży
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie

 

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich – na Boże Ciało

Na uroczystość Trójcy Przenajświętszej

Przyjdź Trójco prosim ubóstwo,
Równa jasność, jedno Bóstwo,
Ty, Panie, jesteś wszystkiego
Początkiem bez końca wszego.Wojska niebieskie Cię sławią,
Chwałę Twą, pokłonem bawią,
I trójna machina świata
Błogosławią w wieczne lata.

Ot jesteśmy i my niscy
Słudzy Twoi, i kłaniam wszyscy;

Nie gardź żądzą i proźbami,
Z niebieskiemi łącz hymnami,Jednem światłem wyznawamy,
Przed niem trójnie upadamy,
Alfa, Omega zowiemy,
Że wszelki duch chwali, wiemy.

Chwała Bogu przedwiecznemu,
Chwała Jednorodzonemu,
Chwała Duchowi Świętemu,
Bogu w Trójcy jedynemu.

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich – na uroczystość Trójcy Przenajświętszej

 

Smutek Ducha Św.

Nie zasmucajcie Ducha Świętego Bożego (Ef 4,30)

  1. Dusza moja zachwyca się na myśl, że zasmucić możemy Ducha św. Jeśli to bowiem prawda, tedy pewnym także, że nas kocha i o nas się troszczy. I w istocie Duch św. ma powody do głębokiego smutku. Pierwszym jest piekło, przedmiot jego „gniewu posępnego”, drugim śmierć, która stanęła w poprzek jego woli, chcącej odżyć człowieka życiem nieśmiertelnym, trzecim grzech, „albowiem Duch Święty karności uciecze przed obłudnością” (Mądr 1,5). Zasmucając Ducha Św. właściwie sami siebie pogrążamy w smutku. Zwolna bowiem zanikają nasze prawdziwe radości, jakich doznają dusze, napełnione Bogiem, a nasz zmysły i skłonności zaczynają smakować sobie w ziemi. Duch natomiast i łaska wydają się nam czymś mglistym i nierealnym, na obliczu odbija się nuda i występują rysy starcze. Znak to, że zaczyna się rozkład. Niech nas Bóg od tego uchowa! Służmy więc Panu w czystości i „w radości”.
  2. Ducha nie gaście (1 Tes 5,19). Duch św. jest płomieniem ognistym, atoli ogień można zgasić, ducha można zabić. Często i lekkomyślnie popełniane grzechy powszednie gaszą z wolna życie wewnętrzne i przywiązanie do Boga, oziębiają tego ducha subtelnego i delikatnego, Nie dziw, że dusza lekkomyślna, nie dbająca o małe grzeszki, wpada także w grzech ciężki. Będę więc czuwał nad sobą i unikał wszelkiej dobrowolnej obrazy Boga. Chcę być wrażliwy na wszystko, co się odnosi do życia łaski.
  3. Nie odganiajcie Ducha … postępowaniem niskim, nieszlachetnym. Powinienem czuć głęboko, że Duch Św. zasługuje na uwagę, na gotowość do usług, uprzejmość i że zawsze wypada mi być na wysokości takiego wytwornego usposobienia. Dusza może sprostaczeć, utracić godność nieskazitelności i piękno poprawności, tak że ledwo odczuwać będzie natchnienia Ducha. Otóż przez wrażliwość moralną mogę zostać narzędziem Ducha Św., w którem Duch ten będzie mieszkał i przez które będzie działał. Ale mogę stać się również złamaną lutnią, zamuloną laguną. Będę więc uważał na pobudzenia i natchnienia Ducha Świętego.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

 

Niepokalane Serce Maryi

Objawienie Niepolanego Serca Maryi było wyjawienie największego sekretu Maryi oraz celem wydarzeń w Fatimie. To właśnie w Fatimie to Serce zostało objawione światu. Pokazane zostało znaczenie, cel i konieczność uciekania się całej ludzkości do Jej Niepokalanego Serca.

Słowa przekazane dzieciom w Fatimie dotyczą nie tylko ich samych, skierowane są do każdego nas. To jest plan Boży głoszony przez Maryję Pannę dla świata:

„Jezus chce się posłużyć tobą, aby ludzie mnie poznali i pokochali. On pragnie ustanowić na świecie nabożeństwo do Mojego Niepokalanego Serca. Każdemu kto je przyjmie, obiecuję zbawienie; te dusze będą miłe Bogu jak kwiaty umieszczone przeze mnie dla ozdoby Jego tronu.

Moje Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która Cię zaprowadzi do Boga. ”

Mamy tu najpierw czym jest Jej Niepokalane Serce. Wyjawiona został moc Jej Serca i skutki jakie można przez Nie osiągnąć, jeśli tylko zechcemy zastosować się do Jej wskazówek. Następnie Matka Boża ukazała dzieciom swoje Niepokalane Serce. Mogły one obcować w najbliższy możliwy dla ludzi sposób z Rodzicielką Zbawienia. „Przed prawą dłonią Matki Bożej znajdowało się SERCE, otoczone cierniami, które wydawały się je przebijać. Zrozumieliśmy, że było to NIEPOKALANE SERCE MARYI, znieważane przez grzechy ludzkości, które pragnęło zadośćuczynienia”.

We wcześniejszych objawieniach nie było prośby o jakieś specjalne nabożeństwa – Fatima jest pod tym względem pierwszym takim przypadkiem. To pokazuje doniosłość tego nabożeństwa jak również szczególną potrzebę w naszych czasach. Według słów Maryi nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca ma być ustanowione na całym świecie, aby każdy mógł przez Nie się uświęcać i osiągnąć zbawienie. Obietnica zbawienia jest odbiciem obecnego w Niej Boga, który poprzez kult i nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny zsyła nam wszelkie łaski.

W 1930 siostrze Łucji został objawiony sposób praktykowania nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi.

Jest pięć zniewag i bluźnierstw przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi:

  1. bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu,
  2. bluźnierstwa przeciwko Jej Dziewictwu,
  3. bluźnierstwa przeciwko Boskiemu Macierzyństwu i nieuznawanie w Niej Matki ludzi,
  4. znieważanie czynione przez tych którzy usiłują publicznie wpajać w serca dzieci obojętność, pogardę, a nawet odrazę wobec Niepokalanej Matki,
  5. bluźnierstwa, które znieważają Maryję w Jej Świętych wizerunkach.

Z tego powodu dla tych co przez 5 kolejnych miesięcy w pierwsze soboty:

  1. odprawią spowiedź św.,
  2. przyjmą Komunię św.,
  3. odmówią Różaniec,
  4. przez 15 minut będą rozmyślać o 15 tajemnicach Różańca w intencji zadośćuczynienia,

Najświętsza Maryja Panna obiecuje przyjść z pomoc w godzinę śmierci ze wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia.

Mała Łucja usłyszała od Matki Bożej słowa: Nie trać odwagi. Nigdy cię nie opuszczę. Moje Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która cię zaprowadzi do Boga. Słowa i zapewnienia możemy potraktować bardzo osobiście. Mimo naszych grzechów, mimo naszych upadków Orędowniczka nasza będzie zawsze przy nas. Tylko od nas samych zależy czy będziemy chcieli się do niej zwrócić w upadku, od nas zależy czy będziemy trwać w grzechu czy też udamy się Wszechpośredniczką Łask wszelkich, do Matki Miłosierdzia by oczyścić się z brudu grzechu. Ile razy byśmy nie upadli, jak głęboko byśmy nie upadli to Jej Serce jest zawsze otwarte i czeka na zbłąkane dusze. Jest ono dla ucieczką, obroną, schronieniem w walce z pokusami świata, ze słabościami ciała i duszy, w pokonywaniu zniechęcenia. Mamy również pewność, że Niepokalane Serce Maryi zaprowadzi nas do Boga. Prowadzi nas Ono do Boga, nie zbłądzimy w naszej wędrówce, nasze trudy życia nie będą zmarnowane. Jej Niepokalane Serce jest świątynią Ducha Świętego.

 

W oparciu o „Gwiazda przewodnia czasów ostatecznych”; ks. Karola Stehlina FSSPX.

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W MARCU 2017 ROKU.

Reinkarnacja

Kościół odrzuca naukę o reinkarnacji i naucza, że dusza  zaraz po śmierci przechodzi do nowej, ostatecznej i wiecznej formy istnienia: zostaje zbawiona po ewentualnym oczyszczeniu, zwanym czyśćcem, lub też potępiona na zawsze, nigdy jednak nie wciela się ponownie ani w kogoś, ani w coś. Dusza nowego poczętego dziecka zawsze jest stwarzana bezpośrednio przez Trójcę Świętą.

http://www.teologia.pl/m_k/zag03-03.htm

 

Wiara w reinkarnację duszy jest niezgodna z Objawieniem Bożym. Prawdopodobnie wynika ona z błędnych wniosków wyciągniętych ze złudnych doznań psychicznych. Częstym złudzeniem psychicznym jest wrażenie doświadczania „duchowych wędrówek” i wielokrotnych żywotów w różnych ciałach. Sadzę, że rozszczepienie jaźni jest podstawową przyczyną powstania wiary w reinkarnację duszy.(…)

Biblijna wizja powstania świata uczy, że wszystko, cokolwiek istnieje, stworzył Bóg aktem swojej woli – wszystko pojawiło się na rozkaz Boga(niekoniecznie natychmiast). W akcie stwarzającym człowieka, jak w żadnym innym, Bóg wyraża decyzję uczynienia istoty podobnej Sobie. To nie zwierzę stworzył na Swój obraz, ale mężczyznę i kobietę. Nie ma więc duchowego związku pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem! Bóg bardzo plastycznie poucza o tym w swym Objawieniu, gdy ukazuje Adama, który robi przegląd wszystkich żywych istot i odpowiednio je określa – nadaje im imiona – lecz nie znajduje stworzenia równego sobie. Dopiero gdy zobaczył Ewę, powiedział: „ta jest kością z mojej kości i ciałem z mego ciała!”(Rdz 2, 20-24). W ten sposób autor natchniony uczy o identyczności natury kobiety i mężczyzny. W Biblii nie ma też mowy, żeby Bóg stworzył różne gatunki ludzi; wszyscy mają tę samą naturę.

Biblijny opis stworzenia człowieka poucza, że nie dusza, lecz ciało człowieka ma związek z ziemią – pochodzi z ziemi. Niezależnie od tego czy zaistniało ono natychmiast, czy Bóg powoli kierował jego rozwojem, autor natchniony uczy o identyczności składników naszego ciała ze składnikami ziemi. To właśnie oznacza „lepienie z ziemi” i to także przypomina Kościół każdemu człowiekowi podczas posypywania głowy popiołem: „Pamiętaj człowieku, że prochem jesteś i w proch się obrócisz”. Dzięki ziemskiej  naturze naszego ciała, związki chemiczne wchodzące w skład roślin i zwierząt, poprzez odżywianie się nimi, stają się budulcem naszego ciała. Można więc mówić o „reinkarnacji” pierwiastków chemicznych, a nie o reinkarnacji duszy! To te same pierwiastki chemiczne, które wchodzą w skład organizmu roślinnego, są budulcem zarówno ciała zwierzęcego jak i ludzkiego; i odwrotnie: wydalone z ciała zwierzęcego czy ludzkiego, znów mogą wejść w organizm rośliny. Krążenie pierwiastków chemicznych w przyrodzie jest każdemu dobrze znane; nie można jednak w ten sam sposób rozumieć funkcjonowania duszy! Dusza ludzka nie jest materialna. Dzięki niej człowiek przewyższa wszelkie stworzenie na ziemi. Dlatego Bóg polecił ludziom, aby ziemię czynili sobie poddaną i panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem i wszelkim zwierzęciem naziemnym (Rdz 1,28).

Powołanie ludzi do współpracy w kierowaniu światem wymaga podporządkowania się jego Stwórcy. Dlatego tylko człowiekowi Bóg dał przykazanie: „Z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz”(Rdz 2,17). Za złamanie Jego przykazania nie groził Bóg reinkarnacją, lecz śmiercią! W innym miejscu Pisma Świętego czytamy, że po śmierci nie ma powrotu (Syr 38,21) oraz że: „postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd” (Hbr 9, 27). Sąd zaś musi pociągać za sobą wymiar sprawiedliwości – nagrodę lub karę. Na temat wiecznej nagrody lub kary jaka czeka ludzi po śmierci, Pismo Święte podaje wiele dowodów. Nigdzie natomiast nie ma wzmianki o wędrówce duszy, ani o tym, że sąd czeka także zwierzęta. Prawo moralne zwierząt nie dotyczy, więc nie ma logicznych podstaw, by sądzić, że po śmierci czeka je nagroda lub kara nawet w formie lepszego czy gorszego wcielenia!

Na przestrzeni wieków Bóg pouczał, że dusza ludzka jest nieśmiertelna, choć nie odwieczna(nie istniała uprzednio przed poczęciem człowieka) oraz, że ma ona związek tylko z jednym ciałem, które kiedyś zmartwychwstanie. Prawdy tej Bóg tak strzegł, że nie pozwalał swemu ludowi naśladować pogan nawet w ich zewnętrznych praktykach, które by sugerowały reinkarnację. Również Jezus Chrystus nie uczył o reinkarnacji, lecz o zmartwychwstaniu i Sam zmartwychwstał. Prawda o zmartwychwstaniu była podstawową dobrą nowiną, jaką Apostołowie i pierwsi chrześcijanie głosili całemu światu. Chociaż za czasów Jezusa żyli ludzie wierzący w reinkarnację, to jednak Jezus nigdy tego poglądu nie potwierdził. Mówił o ponownym duchowym narodzeniu się, ale nie przez reinkarnację, lecz przez chrzest. Św. Paweł także pisze o wyzbyciu się „starego” człowieka i obleczeniu się w „nowego”, ale ma na myśli, nie reinkarnację, lecz zerwanie z grzechem, by żyć w łasce uświęcającej. Błędnie niektórzy zwolennicy reinkarnacji powołują się na Pismo Święte, jakoby były w nim dowody za istnieniem wędrówki dusz. Powołują się na to, że w Ewangelii jest mowa o Janie Chrzcicielu jako o Eliaszu(por. Mt 11, 14), ale nie biorą pod uwagę faktu co wspólnego miał Jan Chrzciciel z Eliaszem. Przecież jest wyraźnie powiedziane, że Jan Chrzciciel będzie działał „w duchu i mocy Eliasza”(Łk 1, 17). I faktycznie działał on w duchu i mocy Eliasza, czyli z taką gorliwością i stanowczością jaką miał Eliasz, co nie oznacza, że posiadał on duszę Eliasza! Zresztą sam Jan Chrzciciel, zapytany czy jest Eliaszem, odrzekł: „nie jestem”(J 1, 21). Mamy też dowód z Góry Tabor na to, że Jan Chrzciciel nie był reinkarnacją duszy Eliasza, gdyż obok Jezusa – w chwale – ukazał się wraz z Mojżeszem właśnie Eliasz, a nie Jan Chrzciciel! W ogóle nigdzie na kartach Pisma Świętego, ani w nauce Apostołów, czy Ojców Kościoła nie ma argumentów przemawiających za reinkarnacją.

Chrześcijaństwo, które wierzy w jedyność osoby ludzkiej (każdy człowiek jest jedyny w oczach Bożych) i w jej jedność(osoba ludzka jest cielesno-duchowa), wyklucza wszelką perspektywę wędrówki duszy z jednego ciała do drugiego. Jezus Chrystus w pełni odkupił wszystkich ludzi, pokonują grzech i śmierć, jak to jest napisane: „Jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni” (1 Kor 15, 22). Zbawieni po swym zmartwychwstaniu staną się podobni do Chrystusa i będą mieć udział w Jego chwale i szczęściu nie mającym końca. Tak więc nie da się pogodzić wiary chrześcijańskiej w zmartwychwstanie wszystkich ludzi z okultystyczną wiarą w reinkarnację duszy.

 

Michaela Pawlik OP; Nie dajcie się uwieść … ; Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu; Sandomierz 2008

Objawienia fatimskie – modlitwa i cierpienie

Objawienie Matki Bożej w Fatimie początek swój ma 13 maja 1917 roku. Słowa jakie przekazała Łucji, Franciszkowi oraz małej Hiacyncie skierowane również do nas, żyjących 100 lat po tych wydarzeniach.

Pierwszymi słowami Matki Bożej są: „Nie bójcie się, nic złego wam nie zrobię”. Łucja wyjaśniała później, że strach jaki wtedy odczuwali był strachem przed nadchodzącą burzą. Pojawienie Maryi wywołało w nich jedynie zaskoczenie. Czytając dzisiaj słowa Matki Bożej możemy je odnieść do całego przekazu z Fatimy. Nie powinniśmy się obawiać orędzia przekazanego dzieciom. Mamy tu zapewnienie, że podążając za Maryją, za jej wskazaniami nic złego nas nie może spotkać.

Dzieci są zainteresowane tym, czy pójdą do nieba oraz czy ich zmarłe koleżanki są w niebie. Pytania te pokazują nam to co tak naprawdę ważne jest w życiu. Czy będę zbawiony, czy będę w niebie? Reszta jest podporządkowana temu ostatecznemu celowi. Odpowiedź Maryi jest różna w zależności kogo dotyczy pytanie. Jedna ze zmarłych koleżanek jest w niebie, druga będzie w czyśćcu do końca świata. Co do samych wizjonerów odpowiedź jest również złożona. Franciszek pójdzie do nieba, ale musi odmówić wiele różańców – czyli musi się dużo modlić. Mała Hiacynta też szybko będzie w niebie, ale czeka ją wiele cierpienie. Cierpienie nie ominie również Łucji chociaż będzie musiała dłużej czekać na dostanie się do nieba. Jej zadanie jest tu na ziemi.

Orędzie fatimskie zawiera się w dwóch słowach: modlitwa i cierpienie. Patrząc na dzieci fatimskie i ich zadania, to cierpienia w drodze do nieba, w uzyskaniu zbawienia jest dwukrotnie więcej niż modlitwy. Nie bójmy się cierpienie, ono jest złe tylko wtedy gdy nie wiemy co z nim zrobić. W momencie gdy zechcemy ofiarować nasze cierpienie w czyjejś intencji, jako zadośćuczynienie za swoje grzechy, czy też jako przebłaganie za grzechy innych zaczyna ono przynosić nam łaski. Cierpienie przybliża nas do Chrystusa, może być naśladowaniem Go w drodze na Kalwarię.

Cierpienie Łucji zaczęło się już w dniu pierwszego objawienia. Jej rodzina a zwłaszcza matka byli przekonani, że Łucja kłamie. Stała się „czarną owcą” w rodzinie, gdyż uważano, że przynosi wstyd rodzinie a otoczenie drwi z niej jak również z rodziny. 10-letnia Łucja tak opisuje swoje przeżycia: „Byłam przytłoczona goryczą, widziałam swą matkę tak mocno zdenerwowaną i chcącą za wszelką cenę zmusić mnie do przyznania się do kłamstwa. Tak bardzo chciałam zrobić to, czego sobie życzyła, ale jedynym sposobem by to zrobić było kłamstwo. Od kołyski wpajała swym dzieciom wielki strach przed kłamstwem i karała chłostą to z nas, które powiedziało nieprawdę.”(…)

„Moje siostry trzymały stronę mamy i dookoła mnie panowała atmosfera najwyższego potępienia i drwiny. Wtedy przypominałam sobie dawne dni i pytałam siebie: „Gdzie są te wszystkie uczucia, jakie moja rodzina miała dla mnie jeszcze tak niedawno?” Moją jedyną ulgą był płacz przed Bogiem, gdy składałam mu to w ofierze.”

Spotyka się głosy dusz pobożnych które nie potrafią zrozumieć dlaczego spotyka ich cierpienie. Wydaje się nam, że obietnica dana Łucji przez samą Matkę Bożą powinna dać jej radość i szczęście już tu, na ziemi. Zapominamy o słowach Zbawiciela: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa”(Łk 9 23-24).

Nawrócenie, wiara i wierność Zbawicielowi i jego Matce są często powodem do negatywnych reakcji. Reakcja taka może być od dobrych ludzi jak również od naszych najbliższych. Święci Pańscy musieli przejść przez takie doświadczenie. To jest plan Boży. Jeśli mamy osiągnąć zbawienie to musimy przejść przez ogień prób. Nie jest żadną zasługą być wiernym Chrystusowi gdy wiedzie się nam dobrze i jesteśmy radośni i szczęśliwi. Hiacynta i Łucja pokazują nam czym naprawdę jest wierność, wiara, zaufanie. Mimo cierpienia, mimo wyszydzania, wyśmiewania, poniżania nie mają wątpliwości w żadnym momencie że idą drogą do Boga. Modlą się za tych którzy przynoszą im cierpienie, ofiarowując swój ból Bogu.

W oparciu o książkę ks. Karola Stehlina FSSPX „Gwiazda przewodnia czasów ostatecznych”.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LUTYM 2017 ROKU.

Święty Stanisław ze Szczepanowa

Biskup i męczennik, jeden z głównych patronów Polski. Urodził się prawdopodobnie w roku 1030 w Szczepanowie – dziś wieś w powiecie brzeskim. Rodzice jego Wielisław i Bogna musieli być zamożnymi ludźmi gdyż swojemu jedynemu synowi dali bardzo staranne wykształcenie. Uczył się Stanisław w gnieźnieńskiej szkole katedralnej a następnie we Francji w Paryżu lub Belgi w Liege. Po powrocie do kraju zostaje współpracownikiem ówczesnego biskupa krakowskiego Lamberta. W roku 1071 umiera biskup Lambert i jego następcą zostaje wybrany w 1072 roku Stanisław ze Szczepanowa.

Był on doradcą księcia Bolesława Śmiałego. Był światłym i pobożnym kapłanem i wielu uważa, że okres posługi biskupiej Stanisława należy do najświetniejszych za panowania Piastów. Dzięki działalności świętego udało się sprowadzić legatów papieskich do państwa Piastów.sw-stanislaw Zorganizowano na nowo metropolię gnieźnieńską, dzięki czemu możliwa była koronacja Bolesława. W trakcie panowania Stanisława jako biskupa Krakowa i dzięki jego dużemu wkładowi, w roku 1075 nastąpiła koronacja Bolesława Śmiałego na króla Polski.

Biskup krakowski był nie tylko hierarchą kościelnym ale przede wszystkim duszpasterzem. Wspierał powstawanie nowych jak i umacniał istniejące klasztory benedyktyńskie w ówczesnej Polsce. Dzięki hojności króla zwanego również Szczodrym klasztory te stały się znaczącymi ośrodkami ewangelizacyjnymi. Rozbudowano istniejące klasztory w Tyńcu i Mogilnie oraz ufundowano nowe opactwa w Lublinie, Płocku i Wrocławiu. Odnowiono biskupstwo w Poznaniu oraz powstała diecezja mazowiecka w Płocku.

Głoszenie zasad życia chrześcijańskiego oraz przestrzeganie przykazań Bożych było przyczyną konfliktu biskupa krakowskiego z królem Bolesławem. Stanisław nie wahał się upominać władcę, gdy ten srodze karał występki podwładnych, a sam popełnił takie same grzechy. Upomnienia nie przyniosły skutku i biskup zagroził królowi ekskomuniką (skutkiem jej było, m. in. że podwładni nie mieli obowiązku posłuszeństwa władcy). Rozgniewany król, w zaślepieniu, dokonuje własnoręcznie zabójstwa biskupa krakowskiego w trakcie sprawowania Ofiary Mszy świętej w Kościele na Skałce. Było to 11 kwietnia 1079 roku. Ciało biskupa zostało poćwiartowane.

Autorytet biskupa krakowskiego musiał być znaczący gdyż po tym mordzie król musiał uchodzić z kraju. Jeszcze w tym samym 1079 roku udaje się na Węgry do króla Władysława. Według podań średniowiecznych król Bolesław resztę życia spędził w klasztorze w Ossiach w Karyntii, gdzie zmarł w roku 1081 lub 1082, i tam został pochowany. Opinia świętości biskupa wpłynęła na decyzję by już w roku 1088 przenieść zwłoki biskupa męczennika do krakowskiej katedry.

Trochę zapomniany historyk Feliks Koneczny zwraca uwagę, że konflikt króla z biskupem ma podłoże nie tylko animozji osobistych czy też charakterologicznych. Według niego biskup wprowadzał w państwie prawo kanoniczne wywodzące się z prawa rzymskiego a król był zwolennikiem dotychczasowego prawa rodowego. Prawo rodowe stanowiło, że ziemia należy do rodu, nikt z rodu nie miał prawa sprzedać, darować, zapisać w spadku mienia rodowego. Władza książęca czy też królewska nie mieszała się do ustroju rodowego. Ustrój rodowy nie znał instytucji testamentu.

Wprowadzanie prawa kanonicznego wymagało uznania testamentu a przez to uwalniało rodzinę spod panowania głowy rodu. Emancypacja rodziny w konsekwencji prowadziła do wzmocnienia społeczeństwa oraz do powstania w przyszłości narodu. Prawo rodowe dawało królowi władzę nad Kościołem w przyznawaniu funduszy jak również w nadaniach ziemskich, a Kościołowi uniemożliwiało korzystanie z nadań i zapisów prywatnych.

W roku 1228 biskup krakowski Iwo Odrowąż podejmuje formalne działania do kanonizacji biskupa Stanisława. Dominikanin Wincenty z Kielc pisze żywot Stanisława i w roku 1253 dnia 8 września w kościele św. Franciszka z Asyżu papież Innocenty IV kanonizował biskupa krakowskiego Stanisława ze Szczepanowa.

Uroczystości w Polsce oraz w Krakowie odbyły się 8 maja 1254 roku, stąd właśnie w Polsce wspomnienie św. Stanisława obchodzone jest w ten dzień, a w Kościele powszechnym w dniu jego śmierci – 11 kwietnia. Na te uroczystości zostało napisane specjalne oficjum pt „Historia gloriosissimi Stanislai”, z którego śpiewamy do dziś sławny hymnGaude, Mater Polonia” (Raduj się, matko Polsko).

Kult świętego Stanisława w XIII i XIV pozwalał żywić nadzieję, że jak rozsiekane ciało dostojnika kościelnego cudownie się zrosło tak samo i rozbita na dzielnice Polska będzie zjednoczona.

Święty Stanisław jest głównym patronem Polski wraz z NMP Królową Polski oraz św. Wojciechem, jak również archidiecezji gdańskiej, gnieźnieńskiej, krakowskiej, poznańskiej i warszawskiej. W ikonografii przedstawiany jest w stroju pontyfikalnym z pastorałem. Atrybutami jego są: miecz, palma męczeńska, u stóp wskrzeszony Piotrowin. Bywa ukazywany z orłem – godłem Polski.

W 1963 roku zapadła decyzja o zbadaniu przez specjalistów medycyny sądowej czaszki św. Stanisława. Stwierdzono, że czaszka należała do mężczyzny w wieku ok. 40 lat i były na niej ślady po siedmiu cięciach mieczem. Opis jaki pozostawił bł. Wincenty Kadłubek został potwierdzony znalezionymi śladami.

Znany kompozytor węgierski doby romantyzmu Franciszek Liszt poświęcił 12 lat życia na pisanie oratorium pt. „Św. Stanisław”, mimo że niedokończone zostało nagrane i wydane na płytach CD.

O wielkości i znaczeniu kultu św. Stanisława może świadczyć popularność jego imienia jak również istnienie formy żeńskiej oraz ilość miejscowości, których nazwy wywodzą się od imienia Stanisław.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W maju 2015 ROKU.

Bogarodzica

Bogarodzica, dziewica, Bogiem sławiona Marya!
U twego Syna hospodyna, Matko zwolona, Marya!
Zjiści nam, spuści nam – Kyrie eleison
Twego Syna Chrzciciela zbożny czas.
Usłysz głosy, napełnij myśli człowiecze;
Słysz modlitwę jenże cię prosimy:
To dać raczy, jegoż prosimy:
Daj na świecie zbożny pobyt,
Po żywocie Rajski przebyt – Kyrie eleison.Narodził się dla nas Syn Boży,
Wto wierzaj człowiecze zbożny:
Iż przez trud Bóg Swój lud
Odjął djabłu z straży.
Przydał nam zdrowia wiecznego,
Starostę skował piekielnego:
Śmierć podjął, wspomnionął
Człowieka pierwszego.
Jeszcze trudy cierpiał bezmierne,
Jeszcze był nie przyśpiał za wierne,
Aże sam Bóg zmartwychwstał.Adamie, ty Boży kmieciu,
Ty siedzisz u Boga w wiecu;
Domieść nas, swe dzieci,
Gdzie królują już Święci.
Tam radość, tam miłość,
Tam widzenie Twórca
Anielskie bez końca;
Tu się nam zjawiło djable potępienie.Ni srebrem ni złotem nas z piekła odkupił,
Mocą Swą zastąpił;
Dla ciebie człowiecze, dał Bóg przekłuć sobie
Bok, ręce, nodze obie,
Krew święta szła, z boku na zbawienie tobie.Wierzże w to człowiecze,
Iż Jezus Bóg prawy cierpiał za nas rany,
Swą świętą Krew, przelał za nas Chrześcijany.
O duszy o grzesznej sam Bóg pieczą ima,
Djabłu ją odejma,
Gdzie to sam króluje,
Tamją k’Sobie przyjmuje.Już nam czas, godzina, grzechów się kajaci,
Bogu chwałę daci
Ze wszemi siłami Bogu miłowaci.
Marya Dziewica prosi Syna swego,
Króla niebieskiego,
Aby nas uchował ode wszego złego.
Wszyscy święci proście, nas grzesznych wspomożcie,
Byśmy z wami przebyli,
Jezu Chrysta chwalili.Tegoż nas domieści, Jezu Chryste miły,
Byśmy z Tobą byli,
Gdzie się nam radują już niebieskie siły.
Amen, Amen, Amen, Amen, Amen, Amen, Amen, tako Bóg daj,
Byśmy poszli wszyscy w Raj,
Gdzie królują Anieli.

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich – O Najświętszej Maryi Pannie

Trwanie w wiecznej Miłości

Wizja nieba w Dzienniczku świętej Faustyny Kowalskiej: Dz 777-778-779, Dz 290, Dz 1121, Dz 1604.

s-faustyna27/XI.[1936]. Dziś w duchu byłam w niebie i oglądałam te niepojęte piękności i szczęście, jakie nas czeka po śmierci. Widziałam, jak wszystkie stworzenia oddają cześć i chwałę nieustannie Bogu; widziałam, jak wielkie jest szczęście w Bogu, które się rozlewa na wszystkie stworzenia, uszczęśliwiając je i wraca do źródła wszelka chwała i cześć z uszczęśliwienia, i wchodzą w głębie Boże, kontemplują życie wewnętrzne Boga Ojca, Syna i Ducha Św., którego nigdy ani pojmą, ani zgłębią.

To źródło szczęścia jest niezmienne w istocie swojej, lecz zawsze nowe, tryskające uszczęśliwieniem wszelkiego stworzenia. Rozumiem teraz św. Pawła, który powiedział: ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani weszło w serce człowieka, co Bóg nagotował tym, którzy Go miłują. I dał mi Bóg poznać jedną, jedyną rzecz, która ma w oczach Jego nieskończoną wartość, a ta jest miłość Boża, miłość, miłość i jeszcze raz miłość – i z jednym aktem czystej miłości Bożej, nie może iść nic w porównanie. O, jakimi niepojętymi względami Bóg darzy duszę, która Go szczerze miłuje. O, szczęśliwa dusza, która się cieszy już tu na ziemi Jego szczególnymi względami, a nimi są dusze małe i pokorne. Ten Wielki Majestat Boży, który głębiej poznałam, który wielbią duchy niebieskie, według stopnia łaski i hierarchii, na które się dzielą, widząc tę potęgę i wielkość Boga, dusza moja nie została przerażona grozą, ani lękiem, nie, nie – wcale nie. Dusza moja została napełniona pokojem i miłością i im więcej poznaję wielkość Boga, tym więcej się cieszę, że takim On jest. I cieszę się niezmiernie Jego wielkością, i cieszę się, że jestem taka maleńka, bo dlatego, że jestem mała nosi mnie na ręku Swym i trzyma mnie przy Sercu Swoim (Dz 777-778-779).

W pewnej chwili kiedy się przejęłam wiecznością i jej tajemnicami, zaczęły mnie męczyć różne niepewności. W tym rzekł do mnie Jezus: dziecię Moje, nie lękaj się domu Ojca swego. Próżne dociekania zostaw mędrcom tego świata. Ja cię zawsze chcę widzieć małym dzieckiem. Pytaj z prostotą o wszystko spowiednika, a Ja ci odpowiem przez usta jego (Dz 290).

6.V.[37] Wniebowstąpienie Pańskie

Dziś od samego rana dusza moja jest dotknięta przez Boga. Po Komunii św. chwilę obcowałam z Ojcem Niebieskim. Dusza moja została pociągnięta w sam żar miłości, zrozumiałam, że żadne dzieła zewnętrzne nie mogą iść w porównanie z miłością czystą Boga… Widziałam radość Słowa Wcielonego i zostałam pogrążona w Troistości Bożej. Kiedy przyszłam do siebie, tęsknota zalała mi duszę, tęsknię za połączeniem się z Bogiem. Miłość ogarniała mnie tak wielka ku Ojcu Niebieskiemu, że ten dzień cały nazywam nieprzerwaną ekstazą miłości. Cały wszechświat wydał mi się jakoby małą kropelką wobec Boga. Nie masz szczęścia większego nad to, że mi Bóg daje poznać wewnętrznie, że jest Mu miłe każde uderzenie serca mojego i kiedy mi okazuje, że mnie szczególnie miłuje. To wewnętrzne przeświadczenie, w którym mię Bóg utwierdza o swej miłości ku mnie i o tym jak Mu jest miła dusza moja, wprowadza w duszę moją głębię pokoju. W dniu tym nie mogłam przyjąć żadnego pokarmu, czułam się nasycona miłością (Dz 1121).

Kiedy podczas adoracji odmawiałam Święty Boże, kilkakrotnie, wtem ogarnęła mnie żywsza obecność Boża i zostałam w duchu porwana przed Majestat Boży. I ujrzałam jak oddają chwałę Bogu Aniołowie i Święci Pańscy. Tak wielka jest ta chwała Boża, że nie chcę się kusić opisywać, bo nie podołam, a przez to aby dusze nie myślały, że to już wszystko com napisała; – Święty Pawle, rozumiem cię teraz, żeś nie chciał opisywać nieba, aleś tylko powiedział, że – ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani w serce człowieka nie wstąpiło, co Bóg nagotował tym co Go miłują, – Tak jest, a wszystko, jak od Boga wyszło, tak też i do Niego wraca, i oddaje Mu doskonałą chwałę. A teraz, gdy spojrzałam na moje uwielbienie Boga – o, jak ono nędzne! A, jaką jest kroplą w porównaniu do tej doskonałej niebieskiej chwały. O, jak dobry jesteś Boże, że przyjmujesz i moje uwielbienie i zwracasz łaskawie ku mnie Swoje Oblicze i dajesz poznać; że miła Ci jest modlitwa nasza (Dz 1604).

Niebo jest to miejsce, gdzie odbieramy nagrodę za naszą wiarę obcując z Bogiem twarzą w twarz, gdzie spełnia się też nadzieja gdyż jesteśmy już zbawieni. Tu jest tylko miłość. Spotkamy się tu z naszymi bliskimi i będą oni bez wad a rysy ich będą jaśniały jasnością. Poznamy tu naszych dobroczyńców, dobrodziejów i tych wszystkich, dzięki którym obdarowani byliśmy łaskami wszelkimi. Dzieci poznają łaski, które spłynęły na nie od rodziców, jak również od innych przyjaznych i życzliwych osób.

Wszyscy zbawieni w niebie zanurzeni są w wiecznej miłości i szczęśliwości.

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W marcu 2015 ROKU.

Święty Ludwik Maria Grignion de Montfort

Urodził się 31 stycznia 1673 roku we Francji, w Montfot-la-Cane. Jako wyraz swej ogromnej czci do Matki Bożej przybrał drugie imię Maria natomiast dodatek Montfort – pochodzi od miejscowości, w której otrzymał chrzest. Był drugim z osiemnaściorga dzieci adwokata Jana Chrzciciela i jego żony Joanny, córki magistrackiego urzędnika. Rodzina żyła bardzo skromnie, ale bardzo pobożnie – jego dwóch braci zostało kapłanami, jeden dominikaninem i dwie siostry wstąpiły do klasztoru. Nauki pobierał w kolegium jezuickim w nieodległym Rennes gdzie następnie rozpoczął studia teologiczne i filozoficzne. Pod wpływem miejscowego księdza i jego opowieści o życiu wędrownego misjonarza, postanawia misjom poświęć swoje życie. Dzięki swojej matce rozwinął się w nim kult Matki Bożej i za przykładem rodzicielki pomaga ubogim, samotnym i chorym.

sw-ludwikW 1693 roku rozpoczyna studia w Paryżu w ówcześnie znanym seminarium św. Sulpicjusza. Fundusze wystarczają tylko na opłacenie samego seminarium, zamieszkuje wśród najbiedniejszych i podejmuje się pracy jako bibliotekarz.

W 1700 roku otrzymuje święcenia kapłańskie i jeszcze tego samego roku wstępuje do tercjarzy dominikańskich (Trzeci Zakon Dominikański, do którego mogą należeć również ludzie świeccy). Było to podyktowane chęcią nauczenia się odmawiania różańca oraz zakładania bractw różańcowych. Przez sześć lat był kapelanem szpitala w Poitiers oraz brał udział w misjach na terenie Francji. W 1706 roku udaje się z pielgrzymką do Rzymu gdzie uzyskuje od papieża Klemensa XI tytuł misjonarza apostolskiego oraz polecenie uczenia prostych ludzi zasada wiary i odnawiania przyrzeczeń chrzcielnych.

Z pełnym zaangażowaniem oddaje się pracy misyjnej w Bretanii oraz Wandei. W swoim nauczaniu był radykalny, pełen pasji i zapału. Nie rozstawał się z różańcem, w kazaniach gromił grzech, pobudzał słuchaczy do płaczu nad ukrzyżowanym Jezusem i własnymi nędzami. Zwalczał zwłaszcza jansenizm, którego przedstawiciele zaprzeczali wolnej woli i uważali, że bez specjalnej łaski człowiek nie jest w stanie zachować przykazań Bożych. Wygłosił około 200 rekolekcji i misji. Jego żarliwość, pobożność i oddanie Matce Bożej jest podstawą do określenia go klasykiem maryjnej pobożności. Misje prowadzone przez św. Ludwika trwały do 5 tygodni, w trakcie których uczył wiernych śpiewu, zakładał i zapisywał do bractw: Różańca świętego, Pokutników, 44 Dziewic, Milicji św. Michała i Przyjaciół Krzyża.

Do dnia dzisiejszego zachowały się pisma św. Ludwika. Przetrwały szaleństwa Rewolucji Francuskiej dzięki temu, że przeleżały w skrzyni i zostały odnalezione i opublikowane w 1842 roku. Jego najbardziej znane pismo to „Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” – tytuł nadany przez wydawców gdyż nie zachowały się pierwsze strony utworu. Kolejnymi tekstami są: Miłość Mądrości Przedwiecznej, List do Przyjaciół Krzyża oraz Tajemnica Maryi.

Traktat rozpoczyna znamienne zdanie: „Przez Najświętszą Maryję Pannę przyszedł Jezus Chrystus na świat i przez Nią też chce w świecie panować”. Autor pokazuje nam, że nabożeństwo do Matki Boga jest najlepszym sposobem i drogą podążania za Jezusem.

Bóg posłużył się Maryją we wcieleniu Słowa, również pragnie posłużyć się Nią w uświęcaniu dusz. „Bóg Duch Święty udzielił Maryi, swojej wiernej Oblubienicy, niewypowiedzianych darów. Uczynił Ją Szafarką wszystkiego, co posiada, tak, że Ona jedna rozdziela wszystkie dary i łaski, dając, komu chce, ile chce, jak chce i kiedy chce (św. Bernardyn). Toteż nikt z ludzi nie otrzyma żadnego daru niebieskiego, który by nie przeszedł przez Jej dziewicze dłonie, albowiem wolą Boga jest, byśmy, wszystko mieli przez Maryję” (Traktat 25).

sw-ludwikmariaLudzie potrzebują Maryi by osiągnąć cel życia: „nabożeństwo do Najświętszej Dziewicy jest konieczne do zbawienia.”( Traktat 40)

„Prawdziwe nabożeństwo” jest poświęceniem się Maryi w całkowitą niewolę miłości lub w świętą niewolę. Niewola dobrowolna jest najdoskonalsza i Bogu najmilsza. „Nic bardziej na świecie ludzi ze sobą nie łączy, nic bardziej nie sprawia, że jeden człowiek doskonalszą staje się własnością drugiego, niż niewola. Nie ma też dla chrześcijanina niczego, dzięki czemu staje się zupełniejszą własnością Jezusa Chrystusa i Jego Najświętszej Matki, nad dobrowolną niewolę. Przykład dał nam sam Jezus Chrystus, który z miłości ku nam przyjął postać sługi (Flp 2,7), a potem Matka Najświętsza, która się nazwała służebnicą i niewolnicą Pańską (zob. Łk 1,38)” (Traktat 72).

Akt oddania się Najświętszej Maryi Pannie według św. Ludwika Marii Grignion de Montfort realizowali m.in.: Stefan kardynał Wyszyński, papieże św. Pius X, Pius XI, Benedykt XV. Z jego nauczania czerpał św. Maksymilian Maria Kolbe.

Pasja i żarliwość „spaliła” jego siły, zmarł 28 kwietnia 1716 roku mając zaledwie 43 lata. Oprócz pism pozostawił po sobie założone dwa zakony: „Towarzystwo Maryi” i „Zgromadzenie Córek Mądrości (Bożej)”.

W 1888 roku został beatyfikowany przez papieża Leona XIII, a w 1947 roku został kanonizowany przez papieża Piusa XII.

„Prawdziwe nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny jest święte, to znaczy prowadzi duszę do unikania grzechu i do naśladowania cnót Najświętszej Maryi Panny, zwłaszcza Jej głębokiej pokory, żywej wiary, ślepego posłuszeństwa, nieustającej modlitwy, wszechstronnego umartwienia, Boskiej czystości, Jej głębokiego miłosierdzia, Jej heroicznej cierpliwości, Jej anielskiej słodyczy i iście Boskiej mądrości. Oto dziesięć głównych cnót Najświętszej Maryi Panny”( Traktat 108).

To z „Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” świętego Ludwika pochodzi dewiza „Totus Tuus” (Cały Twój) biskupia a potem papieska św. Jana Pawła II.

Wspomnienie Świętego Ludwika Grignion de Montfort obchodzimy 28 kwietnia.

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W kwietniu 2015 ROKU.

Chrystus, Król Miłosierdzia

Święto Miłosierdzia Bożego w Dzienniczku św. Faustyny

Dz 1146, Dz 88, Dz 206, Dz 280, Dz 341, Dz 699, Dz 1041, Dz 1042, Dz 1109, Dz 1517.

 

Nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, otwieram wpierw na oścież drzwi miłosierdzia Mojego (Dz 1146).

Kiedy poszłam na adorację, uczułam bliskość Boga. Po chwili ujrzałam Jezusa i Maryję. Widzenie to napełniło duszę moją radością i zapytałam się Pana: – jaka jest wola Twoja w tej sprawie, w której mi się spowiednik każe spytać? – Jezus mi odpowiedział: jest wolą Moją, aby tu był i niech się nie zwalnia. I zapytałam się Jezusa, czy może być ten napis: „Chrystus, Król Miłosierdzia”. Jezus mi odpowiedział: – Jestem Królem Miłosierdzia, a nie mówił – „Chrystus”. W pierwsza niedzielę po Wielkanocy, pragnę, żeby był publicznie ten obraz wystawiony. Niedziela ta jest świętem Miłosierdzia. Przez Słowo Wcielone daję poznać przepaść Miłosierdzia Mojego (Dz 88).

Na drugi dzień po Komunii św. usłyszałam głos: – córko Moja – patrz w przepaść miłosierdzia Mojego i oddaj temu miłosierdziu Mojemu cześć i chwałę, a uczyń to w ten sposób – zbierz wszystkich grzeszników z całego świata i zanurz ich w przepaść miłosierdzia Mojego. Pragnę się udzielać duszom, dusz pragnę – córko Moja. W święto Moje – w święto Miłosierdzia, będziesz przebiegać świat cały i sprowadzać będziesz dusze zemdlone do źródła miłosierdzia Mojego. Ja je uleczę i wzmocnię (Dz 206).

Jezus każe mi obchodzić to święto miłosierdzia Bożego w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Przez wewnętrzne skupienie i umartwienie zewnętrzne, przez trzy godziny nosiłam pasek modląc się nieustannie za grzeszników i o miłosierdzie dla świata całego i rzekł mi Jezus: wzrok Mój z upodobaniem dziś spoczywa na domu tym (Dz 280).

1934.11.5. w pewnym dniu rano, kiedy otwierałam furtę, żeby wypuścić ludzi naszych, którzy rozwożą pieczywo, wstąpiłam na chwilę do kapliczki, żeby złożyć Jezusowi minutową wizytację i odnowić intencje dnia. Oto Jezu, dziś wszystkie cierpienia, umartwienia, modlitwy – ofiaruję w intencji Ojca św., ażeby zatwierdził to święto Miłosierdzia. Ale Jezu, jedno jeszcze słowo mam Ci powiedzieć, że dziwi mnie bardzo, że każesz mi mówić o tym święcie Miłosierdzia, a przecież takie święto – mówią mi – że jest już, więc po cóż mam o tym mówić?

I odpowiedział mi Jezus: – że kto o nim wie z ludzi? – Nikt. A nawet ci, co głosić mają i pouczać ludzi o tym Miłosierdziu, często sami nie wiedza – dlatego pragnę, ażeby obraz ten był w pierwszą niedzielę po Wielkanocy uroczyście poświęcony i żeby odbierał cześć publiczną, aby każda dusza o tym wiedzieć mogła.

Odpraw nowennę w intencji Ojca św., która ma się składać z 33 aktów, czyli powtórzenie tyle razy tej modlitewki, której cię nauczyłem do Miłosierdzia (Dz 341).

W pewnej chwili usłyszałam te słowa: córko Moja, mów światu całemu o niepojętym miłosierdziu Moim. Pragnę, aby święto miłosierdzia, było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia Mojego; która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii św., dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar; w dniu tym, otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski; niech się nie lęka zbliżyć do Mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jako szkarłat. Miłosierdzie Moje jest tak wielkie, że przez całą wieczność nie zgłębi go żaden umysł, ani ludzki, ani anielski. Wszystko co istnieje wyszło z wnętrzności miłosierdzia Mego. Każda dusza w stosunku do Mnie, rozważać będzie przez wieczność całą miłość i miłosierdzie Moje. Święto miłosierdzia wyszło z wnętrzności Moich, pragnę, aby uroczyście obchodzone było w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Nie zazna ludzkość spokoju, dopokąd nie zwróci się do Źródła Miłosierdzia Mojego (Dz 699).

Gorące pragnienie święta tego rozpala całą duszę moją. W żarliwej modlitwie o przyśpieszenie tego święta doznaję trochę ulgi i rozpoczęłam nowennę w intencji pewnych kapłanów, aby im Bóg udzielił światła i natchnienia, aby się starali o zatwierdzenie święta tego, i aby Duch Boży natchnął Ojca św. w całej tej sprawie.

Nowenna składała się z godziny adoracji przed Najświętszym Sakramentem. Błagałam gorąco Boga o przyśpieszenie święta tego i prosiłam Ducha Świętego o natchnienie pewnych osób w całej tej sprawie. Nowennę tę kończę w Wielki Czwartek (Dz 1041).

23.III.1937. Dziś siódmy dzień tej nowenny. Otrzymałam wielką i niepojętą łaskę: Jezus Najmiłosierniejszy dał mi obietnicę, że doczekam się uroczystości obchodzenia święta tego (Dz 1042).

Zaraz po przebudzeniu ogarnęła mnie obecność Boża i czuję się dzieckiem Bożym. Miłość Boża zalała duszę moją i dał mi poznać, jak wszystko od Jego woli zależne jest i powiedział mi te słowa: pragnę udzielić odpustu zupełnego duszom, które przystąpią do spowiedzi i Komunii św. w święto miłosierdzia Mojego. – I rzekł do mnie: córko Moja, nie bój się niczego. Ja zawsze jestem z tobą, chociaż ci się zdaje, jakoby Mnie nie było, a uniżenie twoje ściąga Mnie z wysokiego tronu i łączę się ściśle z tobą (Dz 1109).

Córko Moja, powiedz, że święto miłosierdzia Mojego, wyszło z wnętrzności [Moich] dla pociechy świata całego (Dz 1517).

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W kwietniu 2016 ROKU.