Święty Stanisław ze Szczepanowa

Biskup i męczennik, jeden z głównych patronów Polski. Urodził się prawdopodobnie w roku 1030 w Szczepanowie – dziś wieś w powiecie brzeskim. Rodzice jego Wielisław i Bogna musieli być zamożnymi ludźmi gdyż swojemu jedynemu synowi dali bardzo staranne wykształcenie. Uczył się Stanisław w gnieźnieńskiej szkole katedralnej a następnie we Francji w Paryżu lub Belgi w Liege. Po powrocie do kraju zostaje współpracownikiem ówczesnego biskupa krakowskiego Lamberta. W roku 1071 umiera biskup Lambert i jego następcą zostaje wybrany w 1072 roku Stanisław ze Szczepanowa.

Był on doradcą księcia Bolesława Śmiałego. Był światłym i pobożnym kapłanem i wielu uważa, że okres posługi biskupiej Stanisława należy do najświetniejszych za panowania Piastów. Dzięki działalności świętego udało się sprowadzić legatów papieskich do państwa Piastów.sw-stanislaw Zorganizowano na nowo metropolię gnieźnieńską, dzięki czemu możliwa była koronacja Bolesława. W trakcie panowania Stanisława jako biskupa Krakowa i dzięki jego dużemu wkładowi, w roku 1075 nastąpiła koronacja Bolesława Śmiałego na króla Polski.

Biskup krakowski był nie tylko hierarchą kościelnym ale przede wszystkim duszpasterzem. Wspierał powstawanie nowych jak i umacniał istniejące klasztory benedyktyńskie w ówczesnej Polsce. Dzięki hojności króla zwanego również Szczodrym klasztory te stały się znaczącymi ośrodkami ewangelizacyjnymi. Rozbudowano istniejące klasztory w Tyńcu i Mogilnie oraz ufundowano nowe opactwa w Lublinie, Płocku i Wrocławiu. Odnowiono biskupstwo w Poznaniu oraz powstała diecezja mazowiecka w Płocku.

Głoszenie zasad życia chrześcijańskiego oraz przestrzeganie przykazań Bożych było przyczyną konfliktu biskupa krakowskiego z królem Bolesławem. Stanisław nie wahał się upominać władcę, gdy ten srodze karał występki podwładnych, a sam popełnił takie same grzechy. Upomnienia nie przyniosły skutku i biskup zagroził królowi ekskomuniką (skutkiem jej było, m. in. że podwładni nie mieli obowiązku posłuszeństwa władcy). Rozgniewany król, w zaślepieniu, dokonuje własnoręcznie zabójstwa biskupa krakowskiego w trakcie sprawowania Ofiary Mszy świętej w Kościele na Skałce. Było to 11 kwietnia 1079 roku. Ciało biskupa zostało poćwiartowane.

Autorytet biskupa krakowskiego musiał być znaczący gdyż po tym mordzie król musiał uchodzić z kraju. Jeszcze w tym samym 1079 roku udaje się na Węgry do króla Władysława. Według podań średniowiecznych król Bolesław resztę życia spędził w klasztorze w Ossiach w Karyntii, gdzie zmarł w roku 1081 lub 1082, i tam został pochowany. Opinia świętości biskupa wpłynęła na decyzję by już w roku 1088 przenieść zwłoki biskupa męczennika do krakowskiej katedry.

Trochę zapomniany historyk Feliks Koneczny zwraca uwagę, że konflikt króla z biskupem ma podłoże nie tylko animozji osobistych czy też charakterologicznych. Według niego biskup wprowadzał w państwie prawo kanoniczne wywodzące się z prawa rzymskiego a król był zwolennikiem dotychczasowego prawa rodowego. Prawo rodowe stanowiło, że ziemia należy do rodu, nikt z rodu nie miał prawa sprzedać, darować, zapisać w spadku mienia rodowego. Władza książęca czy też królewska nie mieszała się do ustroju rodowego. Ustrój rodowy nie znał instytucji testamentu.

Wprowadzanie prawa kanonicznego wymagało uznania testamentu a przez to uwalniało rodzinę spod panowania głowy rodu. Emancypacja rodziny w konsekwencji prowadziła do wzmocnienia społeczeństwa oraz do powstania w przyszłości narodu. Prawo rodowe dawało królowi władzę nad Kościołem w przyznawaniu funduszy jak również w nadaniach ziemskich, a Kościołowi uniemożliwiało korzystanie z nadań i zapisów prywatnych.

W roku 1228 biskup krakowski Iwo Odrowąż podejmuje formalne działania do kanonizacji biskupa Stanisława. Dominikanin Wincenty z Kielc pisze żywot Stanisława i w roku 1253 dnia 8 września w kościele św. Franciszka z Asyżu papież Innocenty IV kanonizował biskupa krakowskiego Stanisława ze Szczepanowa.

Uroczystości w Polsce oraz w Krakowie odbyły się 8 maja 1254 roku, stąd właśnie w Polsce wspomnienie św. Stanisława obchodzone jest w ten dzień, a w Kościele powszechnym w dniu jego śmierci – 11 kwietnia. Na te uroczystości zostało napisane specjalne oficjum pt „Historia gloriosissimi Stanislai”, z którego śpiewamy do dziś sławny hymnGaude, Mater Polonia” (Raduj się, matko Polsko).

Kult świętego Stanisława w XIII i XIV pozwalał żywić nadzieję, że jak rozsiekane ciało dostojnika kościelnego cudownie się zrosło tak samo i rozbita na dzielnice Polska będzie zjednoczona.

Święty Stanisław jest głównym patronem Polski wraz z NMP Królową Polski oraz św. Wojciechem, jak również archidiecezji gdańskiej, gnieźnieńskiej, krakowskiej, poznańskiej i warszawskiej. W ikonografii przedstawiany jest w stroju pontyfikalnym z pastorałem. Atrybutami jego są: miecz, palma męczeńska, u stóp wskrzeszony Piotrowin. Bywa ukazywany z orłem – godłem Polski.

W 1963 roku zapadła decyzja o zbadaniu przez specjalistów medycyny sądowej czaszki św. Stanisława. Stwierdzono, że czaszka należała do mężczyzny w wieku ok. 40 lat i były na niej ślady po siedmiu cięciach mieczem. Opis jaki pozostawił bł. Wincenty Kadłubek został potwierdzony znalezionymi śladami.

Znany kompozytor węgierski doby romantyzmu Franciszek Liszt poświęcił 12 lat życia na pisanie oratorium pt. „Św. Stanisław”, mimo że niedokończone zostało nagrane i wydane na płytach CD.

O wielkości i znaczeniu kultu św. Stanisława może świadczyć popularność jego imienia jak również istnienie formy żeńskiej oraz ilość miejscowości, których nazwy wywodzą się od imienia Stanisław.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W maju 2015 ROKU.

Bogarodzica

Bogarodzica, dziewica, Bogiem sławiona Marya!
U twego Syna hospodyna, Matko zwolona, Marya!
Zjiści nam, spuści nam – Kyrie eleison
Twego Syna Chrzciciela zbożny czas.
Usłysz głosy, napełnij myśli człowiecze;
Słysz modlitwę jenże cię prosimy:
To dać raczy, jegoż prosimy:
Daj na świecie zbożny pobyt,
Po żywocie Rajski przebyt – Kyrie eleison.Narodził się dla nas Syn Boży,
Wto wierzaj człowiecze zbożny:
Iż przez trud Bóg Swój lud
Odjął djabłu z straży.
Przydał nam zdrowia wiecznego,
Starostę skował piekielnego:
Śmierć podjął, wspomnionął
Człowieka pierwszego.
Jeszcze trudy cierpiał bezmierne,
Jeszcze był nie przyśpiał za wierne,
Aże sam Bóg zmartwychwstał.Adamie, ty Boży kmieciu,
Ty siedzisz u Boga w wiecu;
Domieść nas, swe dzieci,
Gdzie królują już Święci.
Tam radość, tam miłość,
Tam widzenie Twórca
Anielskie bez końca;
Tu się nam zjawiło djable potępienie.Ni srebrem ni złotem nas z piekła odkupił,
Mocą Swą zastąpił;
Dla ciebie człowiecze, dał Bóg przekłuć sobie
Bok, ręce, nodze obie,
Krew święta szła, z boku na zbawienie tobie.Wierzże w to człowiecze,
Iż Jezus Bóg prawy cierpiał za nas rany,
Swą świętą Krew, przelał za nas Chrześcijany.
O duszy o grzesznej sam Bóg pieczą ima,
Djabłu ją odejma,
Gdzie to sam króluje,
Tamją k’Sobie przyjmuje.Już nam czas, godzina, grzechów się kajaci,
Bogu chwałę daci
Ze wszemi siłami Bogu miłowaci.
Marya Dziewica prosi Syna swego,
Króla niebieskiego,
Aby nas uchował ode wszego złego.
Wszyscy święci proście, nas grzesznych wspomożcie,
Byśmy z wami przebyli,
Jezu Chrysta chwalili.Tegoż nas domieści, Jezu Chryste miły,
Byśmy z Tobą byli,
Gdzie się nam radują już niebieskie siły.
Amen, Amen, Amen, Amen, Amen, Amen, Amen, tako Bóg daj,
Byśmy poszli wszyscy w Raj,
Gdzie królują Anieli.

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich – O Najświętszej Maryi Pannie

Trwanie w wiecznej Miłości

Wizja nieba w Dzienniczku świętej Faustyny Kowalskiej: Dz 777-778-779, Dz 290, Dz 1121, Dz 1604.

s-faustyna27/XI.[1936]. Dziś w duchu byłam w niebie i oglądałam te niepojęte piękności i szczęście, jakie nas czeka po śmierci. Widziałam, jak wszystkie stworzenia oddają cześć i chwałę nieustannie Bogu; widziałam, jak wielkie jest szczęście w Bogu, które się rozlewa na wszystkie stworzenia, uszczęśliwiając je i wraca do źródła wszelka chwała i cześć z uszczęśliwienia, i wchodzą w głębie Boże, kontemplują życie wewnętrzne Boga Ojca, Syna i Ducha Św., którego nigdy ani pojmą, ani zgłębią.

To źródło szczęścia jest niezmienne w istocie swojej, lecz zawsze nowe, tryskające uszczęśliwieniem wszelkiego stworzenia. Rozumiem teraz św. Pawła, który powiedział: ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani weszło w serce człowieka, co Bóg nagotował tym, którzy Go miłują. I dał mi Bóg poznać jedną, jedyną rzecz, która ma w oczach Jego nieskończoną wartość, a ta jest miłość Boża, miłość, miłość i jeszcze raz miłość – i z jednym aktem czystej miłości Bożej, nie może iść nic w porównanie. O, jakimi niepojętymi względami Bóg darzy duszę, która Go szczerze miłuje. O, szczęśliwa dusza, która się cieszy już tu na ziemi Jego szczególnymi względami, a nimi są dusze małe i pokorne. Ten Wielki Majestat Boży, który głębiej poznałam, który wielbią duchy niebieskie, według stopnia łaski i hierarchii, na które się dzielą, widząc tę potęgę i wielkość Boga, dusza moja nie została przerażona grozą, ani lękiem, nie, nie – wcale nie. Dusza moja została napełniona pokojem i miłością i im więcej poznaję wielkość Boga, tym więcej się cieszę, że takim On jest. I cieszę się niezmiernie Jego wielkością, i cieszę się, że jestem taka maleńka, bo dlatego, że jestem mała nosi mnie na ręku Swym i trzyma mnie przy Sercu Swoim (Dz 777-778-779).

W pewnej chwili kiedy się przejęłam wiecznością i jej tajemnicami, zaczęły mnie męczyć różne niepewności. W tym rzekł do mnie Jezus: dziecię Moje, nie lękaj się domu Ojca swego. Próżne dociekania zostaw mędrcom tego świata. Ja cię zawsze chcę widzieć małym dzieckiem. Pytaj z prostotą o wszystko spowiednika, a Ja ci odpowiem przez usta jego (Dz 290).

6.V.[37] Wniebowstąpienie Pańskie

Dziś od samego rana dusza moja jest dotknięta przez Boga. Po Komunii św. chwilę obcowałam z Ojcem Niebieskim. Dusza moja została pociągnięta w sam żar miłości, zrozumiałam, że żadne dzieła zewnętrzne nie mogą iść w porównanie z miłością czystą Boga… Widziałam radość Słowa Wcielonego i zostałam pogrążona w Troistości Bożej. Kiedy przyszłam do siebie, tęsknota zalała mi duszę, tęsknię za połączeniem się z Bogiem. Miłość ogarniała mnie tak wielka ku Ojcu Niebieskiemu, że ten dzień cały nazywam nieprzerwaną ekstazą miłości. Cały wszechświat wydał mi się jakoby małą kropelką wobec Boga. Nie masz szczęścia większego nad to, że mi Bóg daje poznać wewnętrznie, że jest Mu miłe każde uderzenie serca mojego i kiedy mi okazuje, że mnie szczególnie miłuje. To wewnętrzne przeświadczenie, w którym mię Bóg utwierdza o swej miłości ku mnie i o tym jak Mu jest miła dusza moja, wprowadza w duszę moją głębię pokoju. W dniu tym nie mogłam przyjąć żadnego pokarmu, czułam się nasycona miłością (Dz 1121).

Kiedy podczas adoracji odmawiałam Święty Boże, kilkakrotnie, wtem ogarnęła mnie żywsza obecność Boża i zostałam w duchu porwana przed Majestat Boży. I ujrzałam jak oddają chwałę Bogu Aniołowie i Święci Pańscy. Tak wielka jest ta chwała Boża, że nie chcę się kusić opisywać, bo nie podołam, a przez to aby dusze nie myślały, że to już wszystko com napisała; – Święty Pawle, rozumiem cię teraz, żeś nie chciał opisywać nieba, aleś tylko powiedział, że – ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani w serce człowieka nie wstąpiło, co Bóg nagotował tym co Go miłują, – Tak jest, a wszystko, jak od Boga wyszło, tak też i do Niego wraca, i oddaje Mu doskonałą chwałę. A teraz, gdy spojrzałam na moje uwielbienie Boga – o, jak ono nędzne! A, jaką jest kroplą w porównaniu do tej doskonałej niebieskiej chwały. O, jak dobry jesteś Boże, że przyjmujesz i moje uwielbienie i zwracasz łaskawie ku mnie Swoje Oblicze i dajesz poznać; że miła Ci jest modlitwa nasza (Dz 1604).

Niebo jest to miejsce, gdzie odbieramy nagrodę za naszą wiarę obcując z Bogiem twarzą w twarz, gdzie spełnia się też nadzieja gdyż jesteśmy już zbawieni. Tu jest tylko miłość. Spotkamy się tu z naszymi bliskimi i będą oni bez wad a rysy ich będą jaśniały jasnością. Poznamy tu naszych dobroczyńców, dobrodziejów i tych wszystkich, dzięki którym obdarowani byliśmy łaskami wszelkimi. Dzieci poznają łaski, które spłynęły na nie od rodziców, jak również od innych przyjaznych i życzliwych osób.

Wszyscy zbawieni w niebie zanurzeni są w wiecznej miłości i szczęśliwości.

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W marcu 2015 ROKU.

Święty Ludwik Maria Grignion de Montfort

Urodził się 31 stycznia 1673 roku we Francji, w Montfot-la-Cane. Jako wyraz swej ogromnej czci do Matki Bożej przybrał drugie imię Maria natomiast dodatek Montfort – pochodzi od miejscowości, w której otrzymał chrzest. Był drugim z osiemnaściorga dzieci adwokata Jana Chrzciciela i jego żony Joanny, córki magistrackiego urzędnika. Rodzina żyła bardzo skromnie, ale bardzo pobożnie – jego dwóch braci zostało kapłanami, jeden dominikaninem i dwie siostry wstąpiły do klasztoru. Nauki pobierał w kolegium jezuickim w nieodległym Rennes gdzie następnie rozpoczął studia teologiczne i filozoficzne. Pod wpływem miejscowego księdza i jego opowieści o życiu wędrownego misjonarza, postanawia misjom poświęć swoje życie. Dzięki swojej matce rozwinął się w nim kult Matki Bożej i za przykładem rodzicielki pomaga ubogim, samotnym i chorym.

sw-ludwikW 1693 roku rozpoczyna studia w Paryżu w ówcześnie znanym seminarium św. Sulpicjusza. Fundusze wystarczają tylko na opłacenie samego seminarium, zamieszkuje wśród najbiedniejszych i podejmuje się pracy jako bibliotekarz.

W 1700 roku otrzymuje święcenia kapłańskie i jeszcze tego samego roku wstępuje do tercjarzy dominikańskich (Trzeci Zakon Dominikański, do którego mogą należeć również ludzie świeccy). Było to podyktowane chęcią nauczenia się odmawiania różańca oraz zakładania bractw różańcowych. Przez sześć lat był kapelanem szpitala w Poitiers oraz brał udział w misjach na terenie Francji. W 1706 roku udaje się z pielgrzymką do Rzymu gdzie uzyskuje od papieża Klemensa XI tytuł misjonarza apostolskiego oraz polecenie uczenia prostych ludzi zasada wiary i odnawiania przyrzeczeń chrzcielnych.

Z pełnym zaangażowaniem oddaje się pracy misyjnej w Bretanii oraz Wandei. W swoim nauczaniu był radykalny, pełen pasji i zapału. Nie rozstawał się z różańcem, w kazaniach gromił grzech, pobudzał słuchaczy do płaczu nad ukrzyżowanym Jezusem i własnymi nędzami. Zwalczał zwłaszcza jansenizm, którego przedstawiciele zaprzeczali wolnej woli i uważali, że bez specjalnej łaski człowiek nie jest w stanie zachować przykazań Bożych. Wygłosił około 200 rekolekcji i misji. Jego żarliwość, pobożność i oddanie Matce Bożej jest podstawą do określenia go klasykiem maryjnej pobożności. Misje prowadzone przez św. Ludwika trwały do 5 tygodni, w trakcie których uczył wiernych śpiewu, zakładał i zapisywał do bractw: Różańca świętego, Pokutników, 44 Dziewic, Milicji św. Michała i Przyjaciół Krzyża.

Do dnia dzisiejszego zachowały się pisma św. Ludwika. Przetrwały szaleństwa Rewolucji Francuskiej dzięki temu, że przeleżały w skrzyni i zostały odnalezione i opublikowane w 1842 roku. Jego najbardziej znane pismo to „Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” – tytuł nadany przez wydawców gdyż nie zachowały się pierwsze strony utworu. Kolejnymi tekstami są: Miłość Mądrości Przedwiecznej, List do Przyjaciół Krzyża oraz Tajemnica Maryi.

Traktat rozpoczyna znamienne zdanie: „Przez Najświętszą Maryję Pannę przyszedł Jezus Chrystus na świat i przez Nią też chce w świecie panować”. Autor pokazuje nam, że nabożeństwo do Matki Boga jest najlepszym sposobem i drogą podążania za Jezusem.

Bóg posłużył się Maryją we wcieleniu Słowa, również pragnie posłużyć się Nią w uświęcaniu dusz. „Bóg Duch Święty udzielił Maryi, swojej wiernej Oblubienicy, niewypowiedzianych darów. Uczynił Ją Szafarką wszystkiego, co posiada, tak, że Ona jedna rozdziela wszystkie dary i łaski, dając, komu chce, ile chce, jak chce i kiedy chce (św. Bernardyn). Toteż nikt z ludzi nie otrzyma żadnego daru niebieskiego, który by nie przeszedł przez Jej dziewicze dłonie, albowiem wolą Boga jest, byśmy, wszystko mieli przez Maryję” (Traktat 25).

sw-ludwikmariaLudzie potrzebują Maryi by osiągnąć cel życia: „nabożeństwo do Najświętszej Dziewicy jest konieczne do zbawienia.”( Traktat 40)

„Prawdziwe nabożeństwo” jest poświęceniem się Maryi w całkowitą niewolę miłości lub w świętą niewolę. Niewola dobrowolna jest najdoskonalsza i Bogu najmilsza. „Nic bardziej na świecie ludzi ze sobą nie łączy, nic bardziej nie sprawia, że jeden człowiek doskonalszą staje się własnością drugiego, niż niewola. Nie ma też dla chrześcijanina niczego, dzięki czemu staje się zupełniejszą własnością Jezusa Chrystusa i Jego Najświętszej Matki, nad dobrowolną niewolę. Przykład dał nam sam Jezus Chrystus, który z miłości ku nam przyjął postać sługi (Flp 2,7), a potem Matka Najświętsza, która się nazwała służebnicą i niewolnicą Pańską (zob. Łk 1,38)” (Traktat 72).

Akt oddania się Najświętszej Maryi Pannie według św. Ludwika Marii Grignion de Montfort realizowali m.in.: Stefan kardynał Wyszyński, papieże św. Pius X, Pius XI, Benedykt XV. Z jego nauczania czerpał św. Maksymilian Maria Kolbe.

Pasja i żarliwość „spaliła” jego siły, zmarł 28 kwietnia 1716 roku mając zaledwie 43 lata. Oprócz pism pozostawił po sobie założone dwa zakony: „Towarzystwo Maryi” i „Zgromadzenie Córek Mądrości (Bożej)”.

W 1888 roku został beatyfikowany przez papieża Leona XIII, a w 1947 roku został kanonizowany przez papieża Piusa XII.

„Prawdziwe nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny jest święte, to znaczy prowadzi duszę do unikania grzechu i do naśladowania cnót Najświętszej Maryi Panny, zwłaszcza Jej głębokiej pokory, żywej wiary, ślepego posłuszeństwa, nieustającej modlitwy, wszechstronnego umartwienia, Boskiej czystości, Jej głębokiego miłosierdzia, Jej heroicznej cierpliwości, Jej anielskiej słodyczy i iście Boskiej mądrości. Oto dziesięć głównych cnót Najświętszej Maryi Panny”( Traktat 108).

To z „Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” świętego Ludwika pochodzi dewiza „Totus Tuus” (Cały Twój) biskupia a potem papieska św. Jana Pawła II.

Wspomnienie Świętego Ludwika Grignion de Montfort obchodzimy 28 kwietnia.

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W kwietniu 2015 ROKU.

Chrystus, Król Miłosierdzia

Święto Miłosierdzia Bożego w Dzienniczku św. Faustyny

Dz 1146, Dz 88, Dz 206, Dz 280, Dz 341, Dz 699, Dz 1041, Dz 1042, Dz 1109, Dz 1517.

 

Nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, otwieram wpierw na oścież drzwi miłosierdzia Mojego (Dz 1146).

Kiedy poszłam na adorację, uczułam bliskość Boga. Po chwili ujrzałam Jezusa i Maryję. Widzenie to napełniło duszę moją radością i zapytałam się Pana: – jaka jest wola Twoja w tej sprawie, w której mi się spowiednik każe spytać? – Jezus mi odpowiedział: jest wolą Moją, aby tu był i niech się nie zwalnia. I zapytałam się Jezusa, czy może być ten napis: „Chrystus, Król Miłosierdzia”. Jezus mi odpowiedział: – Jestem Królem Miłosierdzia, a nie mówił – „Chrystus”. W pierwsza niedzielę po Wielkanocy, pragnę, żeby był publicznie ten obraz wystawiony. Niedziela ta jest świętem Miłosierdzia. Przez Słowo Wcielone daję poznać przepaść Miłosierdzia Mojego (Dz 88).

Na drugi dzień po Komunii św. usłyszałam głos: – córko Moja – patrz w przepaść miłosierdzia Mojego i oddaj temu miłosierdziu Mojemu cześć i chwałę, a uczyń to w ten sposób – zbierz wszystkich grzeszników z całego świata i zanurz ich w przepaść miłosierdzia Mojego. Pragnę się udzielać duszom, dusz pragnę – córko Moja. W święto Moje – w święto Miłosierdzia, będziesz przebiegać świat cały i sprowadzać będziesz dusze zemdlone do źródła miłosierdzia Mojego. Ja je uleczę i wzmocnię (Dz 206).

Jezus każe mi obchodzić to święto miłosierdzia Bożego w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Przez wewnętrzne skupienie i umartwienie zewnętrzne, przez trzy godziny nosiłam pasek modląc się nieustannie za grzeszników i o miłosierdzie dla świata całego i rzekł mi Jezus: wzrok Mój z upodobaniem dziś spoczywa na domu tym (Dz 280).

1934.11.5. w pewnym dniu rano, kiedy otwierałam furtę, żeby wypuścić ludzi naszych, którzy rozwożą pieczywo, wstąpiłam na chwilę do kapliczki, żeby złożyć Jezusowi minutową wizytację i odnowić intencje dnia. Oto Jezu, dziś wszystkie cierpienia, umartwienia, modlitwy – ofiaruję w intencji Ojca św., ażeby zatwierdził to święto Miłosierdzia. Ale Jezu, jedno jeszcze słowo mam Ci powiedzieć, że dziwi mnie bardzo, że każesz mi mówić o tym święcie Miłosierdzia, a przecież takie święto – mówią mi – że jest już, więc po cóż mam o tym mówić?

I odpowiedział mi Jezus: – że kto o nim wie z ludzi? – Nikt. A nawet ci, co głosić mają i pouczać ludzi o tym Miłosierdziu, często sami nie wiedza – dlatego pragnę, ażeby obraz ten był w pierwszą niedzielę po Wielkanocy uroczyście poświęcony i żeby odbierał cześć publiczną, aby każda dusza o tym wiedzieć mogła.

Odpraw nowennę w intencji Ojca św., która ma się składać z 33 aktów, czyli powtórzenie tyle razy tej modlitewki, której cię nauczyłem do Miłosierdzia (Dz 341).

W pewnej chwili usłyszałam te słowa: córko Moja, mów światu całemu o niepojętym miłosierdziu Moim. Pragnę, aby święto miłosierdzia, było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia Mojego; która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii św., dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar; w dniu tym, otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski; niech się nie lęka zbliżyć do Mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jako szkarłat. Miłosierdzie Moje jest tak wielkie, że przez całą wieczność nie zgłębi go żaden umysł, ani ludzki, ani anielski. Wszystko co istnieje wyszło z wnętrzności miłosierdzia Mego. Każda dusza w stosunku do Mnie, rozważać będzie przez wieczność całą miłość i miłosierdzie Moje. Święto miłosierdzia wyszło z wnętrzności Moich, pragnę, aby uroczyście obchodzone było w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Nie zazna ludzkość spokoju, dopokąd nie zwróci się do Źródła Miłosierdzia Mojego (Dz 699).

Gorące pragnienie święta tego rozpala całą duszę moją. W żarliwej modlitwie o przyśpieszenie tego święta doznaję trochę ulgi i rozpoczęłam nowennę w intencji pewnych kapłanów, aby im Bóg udzielił światła i natchnienia, aby się starali o zatwierdzenie święta tego, i aby Duch Boży natchnął Ojca św. w całej tej sprawie.

Nowenna składała się z godziny adoracji przed Najświętszym Sakramentem. Błagałam gorąco Boga o przyśpieszenie święta tego i prosiłam Ducha Świętego o natchnienie pewnych osób w całej tej sprawie. Nowennę tę kończę w Wielki Czwartek (Dz 1041).

23.III.1937. Dziś siódmy dzień tej nowenny. Otrzymałam wielką i niepojętą łaskę: Jezus Najmiłosierniejszy dał mi obietnicę, że doczekam się uroczystości obchodzenia święta tego (Dz 1042).

Zaraz po przebudzeniu ogarnęła mnie obecność Boża i czuję się dzieckiem Bożym. Miłość Boża zalała duszę moją i dał mi poznać, jak wszystko od Jego woli zależne jest i powiedział mi te słowa: pragnę udzielić odpustu zupełnego duszom, które przystąpią do spowiedzi i Komunii św. w święto miłosierdzia Mojego. – I rzekł do mnie: córko Moja, nie bój się niczego. Ja zawsze jestem z tobą, chociaż ci się zdaje, jakoby Mnie nie było, a uniżenie twoje ściąga Mnie z wysokiego tronu i łączę się ściśle z tobą (Dz 1109).

Córko Moja, powiedz, że święto miłosierdzia Mojego, wyszło z wnętrzności [Moich] dla pociechy świata całego (Dz 1517).

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W kwietniu 2016 ROKU.

Witaj, dniu święty!

 

Witaj, dniu święty, żądany!
Na wszytek świat zawołany.
Gdy Pan piekło burząc wstaje,
Zwycięzca nieba dostaje.

Oto gdy się Pan odradza,
wszytek się świat z nim odmładza,
Wszystko z Panem swym stworzenie
Ma swych darów przywrócenie.

Gdy Pan bowiem tryumfuje,
Każda się rzecz z Nim raduje;

Drzewa liściem, kwieciem trawa
Chwały Pańskiej moc wyznawa.

Gdy piekielne prawo znosi,
A w niebo się Pan podnosi,
Wszystko Panu chwałę daje,
Okrąg nieba, ziemskie kraje.

Bóg co był ukrzyżowany,
Wszędzie za króla przyznany
I wszystko Stwórcy stworzenie
Daje pokłon, modły, pienie.

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich – na Wielkanoc

 

 

 

Wielkanoc 2017

Zmartwychwstały Chrystus zwyciężył śmierć i otworzył nam bramę zbawienia. Miejmy odwagę i wytrwałość podążać za Jego przykazaniami w pokonywaniu codziennych przeszkód.

Życzą Grażyna i Rafał

Owoce odkupienia

Pokusa nie byłaby pokusą, nie mogłaby nikogo ze złą intencją zgrzeszenia przystępującego do siebie skutecznie oszukać, gdyby nie miała pozoru zadowolenia i dania wszystkiego, czego zła intencja pragnie i szuka. Więc ona daje, a ta znajduje.

Patrz tedy na Ewę. Widzi naprzód i znajduje, że ten owoc jest piękny dla oczu. Nie Boży owoc, nie z drzewa żywota owoc jest piękny, śliczny, cudowny i dający ludziom piękność i wszelkie jej wdzięki. Nie – ale ten, ten jest piękny dla Ewy i ona to już widzi, i cieszy się, cieszy się po raz pierwszy; ale zarazem wyrządza Bogu obelgę raz jeden.

Widzi i znajduje, że jest rozkoszny na wejrzenie. Nie Boży owoc jest smaczny, jest słodki, przynoszący rozkosz i wszystkie pociechy ale ten owoc, jej własny, ten jest dla niej prawdziwie smaczny i rozkoszny; i Ewa z rozkoszą to widzi i z dziwnym zadowoleniem się cieszy, cieszy po raz drugi; ale też i po raz drugi wyrządza obelgę Bogu.

Widzi i znajduje, że ten owoc jest dobry do jedzenia; ach, jaki dobry, pożyteczny i skuteczny. Nie Boży owoc jest dobry do jedzenia; to jest, nie Boży owoc daje siłę, zdrowie, nieśmiertelność, żywot wieczny; nie, ale ten dopiero czyni człowieka Bogiem. Tak, tak, dobry owoc do jedzenia i zaraz, zaraz go spożyję i Bogiem zostanę. Tak się Ewa cieszy po raz trzeci i po raz trzeci poniewiera owocem Bożym, a tym samym wyrządza nową obelgę Bogu.

Wielkie, zupełne, całkowite zewsząd zelżenie Boga przez człowieka w tym pożywaniu zakazanego owocu! Ale jakie zelżenie? Zelżenie jako przedmiotu życia, jako pokarmu, w którym Bóg chciał się dać człowiekowi.

O, nieszczęśliwe zaślepienie! O, przeklęty owocu! O, nigdy zadość opłakane pożywanie! O, zgrozy pełne zelżenie Boga mego i owocu żywota wiecznego, po którym nic żalów naszych ukoić by nie mogło, gdyby nie było, Kto by je naprawił.


Więc teraz spojrzymy na Chrystusa, który wszystko naprawia. On Sam przywraca ten owoc żywota, On go nieskończenie podnosi, On go ubóstwia, bo On Człowieczeństwo Swoje błogosławione na ten owoc przemienia i daje nam je do pożywania na żywot wieczny.

Chrystus Pan jako Człowiek ma w sobie wszystkie te warunki Owocu Żywota.

  1. Pulchrum oculis
    Ach, jaki piękny! Speciosus forma prae filii hominum, diffusa est gratia in labiis Tuis.
    Obraz widomy Boga niewidomego, powiada św. Paweł, na Człowieczeństwo Jego patrząc; pierworodny z całego stworzenia.
    Qui Me videt, videt Patrem.
    Et vidimus gloriam Eius, gloriam quasi Unigeniti a Patre, plenum gratiae et veritatis.
    W Jego słowach jaki wdzięk, w Jego nauce jakie światło i mądrość.
    Ego sum lux mundi.
    Jak to światło jest pięknością świata, tak On pięknością rodzaju ludzkiego.
    A to wszystko nam daje: z Nim się połączymy jako z przedmiotem życia, a staniemy się podobni.
  2. Delectabile aspektu.
    Prawdziwie smaczny, słodki, rozkoszny.
    Si tamen gustastis, quam suavis est Dominus.
    A ta cała słodycz w Sakramencie Żywota.
    Ego sum panis vitae.
    Ja jestem chlebem żywota
    Panis verus, qui de coelo descendi.
    Chleb żywy, który z nieba zstąpiłem.
  3. Bonum ad vescendum.
    Si quis manducaverit ex hoc, pane vivet in aeternum.
    Jeżeli kto będzie pożywał z tego chleba, żyć będzie na wieki.
    Habet vitam aeternam in se ipso manentem.
    Ma on życie wieczne zawsze w nim zostające.
    In Me manet, et Ego in eo.
    On we mnie zostaje, a Ja w nim.

O, Chryste Panie, teraz widzę, że Ty jesteś prawdziwy Owoc Żywota. Jak prawdziwie sam Bóg przez Ciebie, przez Człowieczeństwo Twoje staje się nam jako pokarm, abyśmy mieli Jego Samego za życia.

O, Panie, więc coraz więcej i więcej rozumiem, jak Adam Boga obraził, odrzucając z góry Ciebie Samego, utajonego, przedwzorowanego, zapowiedzianego w tym drzewie żywota w raju, i jak Ty teraz w Człowieczeństwie Swoim tę obelgę odpłacić musisz. Już idę za tobą, już będę na tę odpłatę patrzył.

 

Piotr Semenenko CR; Kazania o męce i śmierci Pana Jezusa; Oficyna Wydawnicza Viator, Warszawa 2001

Smutnaś, Matko

Smutnaś, Matko, gdy w Ogrójcu,
Modlił się Syn Bogu Ojcu,
Tam przez zdrajcę jest wydany
I od żydów poimany.

Smutnaś, Matko, gdy zwleczony,
Wstydem u słupa sieczony,
Srodze biczami katowan
Od żydów wszego świata Pan.

Smutnaś, Matko, gdy cierniową
Koronę na Jego głowę
Kładli, pastwiąc się żydowie,
Czyniąc srogie rany w głowie.

Smutnaś, Matko, gdy skazany
Na śmierć srogą Pan nad pany;
Wziął krzyż na ramię zemdlone,
Grzechy by były zgładzone.

Smutnaś, Matko, rozbitego
Widząc na krzyżu swojego
Syna, gdy Bogu oddawał
Duszę, tobie Jana dawał.

Przez te smutki, któreś miała
I często w nich omdlewała,
Błagaj nam Syna swojego
Czasu skonania naszego.

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich – O Najświętszej Matce Bolesnej.

 

Sąd Piłata

Piłat, gdy Jezus powiedział, że On jest Prawdą, Nauczycielem Prawdy, nie miał chęci zaprzeczenia, ale wziąwszy to na swój rozumek płytki a próżny, ściągnął ramiona i pół litując się, rzekł do Jezusa: A co to jest prawda? I natychmiast, jakby rzecz najmędrszą, najważniejszą, najniezbitszą powiedział, obraca się, odchodzi od Prawdy, którą ma przecie przed sobą, zostawia ją, myśląc, że zostawia Chrystusa pod mniemanym wrażeniem swej głębokiej filozofii, wychodzi do Żydów i mówi: Ja w Nim żadnej nie znajduje winy. I tym chętniej, tym bardziej teraz chce Go z ich rąk uwolnić, im bardziej jest przekonany, że Go zadziwił swoim rozumem, że w nim znalazł podziwiacza.

O, Piłacie! Jakże ty ciągle żyjesz w potomkach twoich! O, jakże wszyscy próżni mędrkowie i mędrkujący próżnisie materialni, cieleśni, żywy twój portret w sobie noszą. Taki sowizdrzał nauką i rozumem spotka się z prawdą Bożą, z nauką Kościoła, zajrzy jej w oczy: A co to jest? – powie, obróci się i idzie dalej, i goni za fraszką, goni za marnostką, za fałszywym ideałem, za fałszywym szczęściem, za cackiem, za lalką, a prawdzie Bożej jako raz tył podał, tak się więcej nie obróci. Prawda woła za nim; jej poważne głosy przez rozmaite osoby dochodzą uszu jego, ale on na każdy głos taki odpowiada swoim: A co to jest? Jeśli mu mówi Kościele, on: Albo to jest Kościół? Jeśli mu mówi o Chrystusie: Albo to jest Chrystus? Jeśli mu mówi o wierze: Albo to jest wiara? Jeśli mu mówią o Bogu: Albo to jest Bóg? I za każdą odpowiedzią, za każdym co to jest, przyniesie ci jakiś argumencik, wygłosi ci jakąś cytację przestarzałą, przegniłą, którą już tysiąc razy zbito, tysiąc razy w niwecz obrócono, on ci to przynosi jako rzecz nową i wykłada z upodobaniem, tak że ci się na sercu aż litościwo robi, że może w głowie człowieka powstać niedorzeczność taka – on ci ją roztacza jak paw swoje pióra, a potem obraca się jak Piłat i z zadowoleniem odchodzi. O, Piłacie, Piłacie! Jakiś był za czasów twoich, takiś sam i dzisiaj, taki sam podobno będziesz zawsze!

 
Piotr Semenenko CR; Kazania o męce i śmierci Pana Jezusa; Oficyna Wydawnicza Viator, Warszawa 2001

 

 

Święty Benedykt

Benedykt urodził się w 490 roku w Nursji we Włoszech jako brat bliźniak św. Scholastyki. Po ukończeniu pierwszych nauk udał się do Rzymu na dalsze studia. Rozwiązłość i amoralność życia młodzieży skłoniła go do wybrania życia na pustkowiu. W wieku lat dwudziestu zostaje pustelnikiem w Subiaco.

Przez trzy lata mieszkał w grocie, a miejscowi górale, wypasający kozy zaopatrywali go w potrzebną żywność. Przebywając w samotności walczył z różnymi pokusami. sw-benedyktZnany jest sposób Benedykta przezwyciężenia pokusy lubieżności i nieczystości – kuszony mnich pozbył się tych pokus przez wytarzanie się w cierniach i pokrzywach.

Po pewnym czasie, gdy sława jego cnotliwego życia rozniosła się, zaczęli dołączać do niego uczniowie. Założył 12 klasztorów, w których było po 12 jego uczniów. Niechęć miejscowego duchowieństwa była przyczyną przeniesienia się Benedykta z najbardziej sobie oddanymi uczniami do ruin dawnej fortecy rzymskiej na Monte Cassino.

Budowę klasztoru rozpoczął od wyburzenia istniejącej pogańskiej świątyni ku czci Jowisza i Apollona. Było to w roku 525 lub 529 po narodzeniu Chrystusa. To tutaj ułożona została Reguła zakonu, która była podstawą dla wielu rodzin zakonnych w zachodniej Europie.

Życie we wspólnocie wymagało uregulowania. Znanych jest wiele reguł życia zakonnego, ale żadna nie była tak popularna i nie przyniosła takich owoców na przestrzeni wieków jak ta ułożona przez Benedykta. Jedną z jej cech zasadniczych jest umiar. Benedykt pisał: „We wszystkim należy zachować umiar – ze względu na tych, którym brak siły ducha”. Jedynie miłość do Boga nie powinna mieć żadnego umiaru ani żadnych ograniczeń.

Bardzo ważnym elementem życia oprócz modlitwy jest praca. Słynna jest zasada benedyktynów: ora et labora – „módl się i pracuj”. Dla Benedykta praca fizyczna była równie ważna jak praca umysłowa. Reguła zobowiązywał mnichów do zamieszkania w jednym klasztorze aż do śmierci. Duchowość benedyktyńską charakteryzowało „bycie z Bogiem”, czyli codzienne nawracanie się. Asceza zobowiązywała do dystansu wobec wartości doczesnych. Tradycyjna była gościnność klasztorów benedyktyńskich – mnisi mieli widzieć w odwiedzających ich gościach samego Chrystusa. Ład i Pokój zaprowadzany był przez posłuszeństwo oraz harmonię modlitwy i pracy. Święty pustelnik bezwzględnie zwalczał lenistwo i w regule zapisał: „Bezczynność jest wrogiem duszy. Dlatego też bracia winni się zajmować w określonych godzinach pracą fizyczną, a w określonych godzinach czytaniem duchowym”.

Informacje o życiu i działalności Benedykta zachowały się dzięki jednemu z mnichów żyjącemu według reguł zakonu benedyktynów – św. Grzegorzowi Wielkiemu, papieżowi. W „Dialogach” przedstawia przykłady świątobliwych mężów- cudotwórców i opisuje życie Benedykta. Według tych relacji święty był bezkompromisowy w dążeniu do ewangelicznej doskonałości. Posiadał ducha prorockiego – królowi Ostrogotów Totilii przepowiedział zdobycie i zniszczenie Rzymu, panowanie przez 10 lat, utratę wszystkiego i datę śmierci.

Benedykt z Nursji zmarł 21 marca 547 roku w kilka tygodni po śmierci swojej siostry św. Scholastyki, założycielki żeńskiej gałęzi zakonu benedyktynów. Pochowany został w krypcie kościoła na Monte Cassino. W dniu śmierci dwaj zakonnicy mieli jednakowe widzenie: ujrzeli oni niezliczone mnóstwo świateł niebieskich, tworzących niejako drogę wychodzącą z Cassino i sięgającą do Nieba, a zarazem usłyszeli głos: „To jest droga, którą Bogu miły Benedykt wstąpił do Nieba”.

Założony zakon miał przeogromne zasługi dla Kościoła – z niego wyszło 24 papieży, 200 kardynałów, 1600 arcybiskupów i 1500 uznanych przez Kościół Świętych.

Korzystając z Reguły św. Benedykta powstało w historii Kościoła wiele zgromadzeń: cystersi, trapiści, kameduli, kartuzi.

Do Polski synowie św. Benedykta dotarli już za panowania Bolesława Chrobrego. Byli obecni w Poznaniu, Międzyrzeczu, Łęczycy. To z tego zakonu byli pierwsi męczennicy polscy – Pięciu Braci z Międzyrzecza. Benedyktynami byli św. Wojciech oraz św. Bruno, bł. Radzim-Gaudenty pierwszy arcybiskup gnieźnieński. Obecnie klasztory benedyktynów znajdują się w Tyńcu, Mogilnie, Trzemesznie oraz na Świętym Krzyżu.

Święty Benedykt jest głównym patronem Europy i uważany jest za ojca duchowego wszystkich mnichów Zachodu. Reguła św. Benedykta była podstawą dla zakonów działających w okresie chrystianizacji Europy.

 

Jest on również patronem wielu zakonów, architektów, górników, inżynierów, nauczycieli, speleologów, uczniów, wydawców, diecezji tarnowskiej, Francji oraz orędownikiem osób otrutych.

Od wieku XVII znany jest medalik św. Benedykta – medal przedstawia św. Zakonodawcę trzymającego w prawej ręce mały krzyż, a w lewej księgę (świętą Regułę); na obrzeżu widnieje napis: Eius in obitu nostro praesentia muniamur (Niech Jego obecność broni nas w chwili śmierci). Przy postaci świętego – napis: Crux sancti patris Benedicti (Krzyż świętego Ojca Benedykta).

Druga strona medalu (rewers) ma pośrodku wielki krzyż. Nad nim widnieje dewiza zakonu benedyktyńskiego: Pax- Pokój. Na czterech polach wyznaczonych przez ramiona krzyża znajdują się litery: C S P B- Crux Sancti Patris Benedicti (Krzyż Świętego Ojca Benedykta). Na belce pionowej krzyża, od góry do dołu: C S S M L- Crux Sacra Sit Mihi Lux (Krzyż święty niech mi będzie światłem). Na belce poprzecznej: N D S M D- Non Draco Sit Mihi Dux (Diabeł -dosłownie: smok- niech nie będzie mi przewodnikiem).medalik-swb

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W marcu 2015 ROKU.

Jezu Chryste, Boże w ciele

 

Jezu Chryste, Boże w ciele,
Dla mnieś cierpiał mąk, prac wiele;
Na krzyżuś się ofiarował,
Abyś mi życie ofiarował,Proszę Cię dla gorzkiej męki;
Nie wypuść mnie z Twojej ręki;
Przy ostatnim życia zgonie
Trzymaj mnie w Twojej obronie;Gdy mi słupem staną oczy,
Głuchota uszy otoczy,
Zapach mi cale ustanie
A smak mi gorzkością stanie;Gdy się język zacznie podać,
Nie będę mógł sobą władać,
W ten czas, O Jezu, mój Boże,
Niech mnie litość Twa wspomoże.Przyjmij mą duszę do Siebie,
Niech się z Tobą cieszę w niebie;
I ciało gdy zmartwychwstanie,
Niech ci wiecznie służy, Panie

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich – o Męce Pańskiej

 

 

Skupienie i milczenie

sw._m.m.kolbeNadmierna wesołość, czyli tzw. „pusty śmiech”, jest dowodem pustki duchowej i przyprowadza duszę do roztrzepania, utrudniając jej z własnej winy skupienie na modlitwie i rozmyślaniu. Stąd też jest dużą przeszkodą do ścisłego złączenia się z Bogiem.

Również duże braki daje się spostrzegać nieraz w zachowaniu milczenia zakonnego. Niby się załatwia sprawy urzędowe, a jednak wiele wchodzi niepotrzebnych żartów, śmiechów i słów zbytecznych. Wszystkie te odchylenia w milczeniu zakonnym nie tylko że nie przynoszą  w danej pracy dobrych skutków, lecz przeciwnie – powodują (ponieważ są już poza prawem ustaw zakonnych) zawsze szkodę, choćby na pierwszy rzut oka nic ujemnego nie dało się zauważyć. Musimy zawsze pamiętać, iż zło jakiekolwiek by nie było, nigdy nie rodzi dobrych owoców, lecz tylko złe, skażone.

Milczenie, według zdania ojców i mistrzów życia duchowego, jest ostoją i fundamentem życia głęboko wewnętrznego. Dusza skupiona, zachowująca wiernie milczenie, tyle ustawicznie słyszy natchnień i świętych wskazówek od Ducha Przenajświętszego, który jedynie w sercu uciszonym przemawia i porywa ku sobie. „W zamieszaniu nie ma Boga” (3 Kr 19,11). On przebywa w ciszy i w spokoju.

Dusza roztrzepana zawsze chodzi po pochyłej ścieżce życia, gdyż na głębsze wnijście w siebie nie ma nigdy czasu.

Czasami można zauważyć na rekreacji, iż niektórzy bracia, zwłaszcza młodsi, bawią się w jakieś wywijanie rękami, coś w rodzaju boksu, lub dotykaniem się wzajemnym – niepotrzebnym; albo podczas szybkiego biegu specjalnie zderzają się. Te wszystkie wolne żarty i zabawy w zakonie nie powinny mieć miejsca, jako zupełnie nielicujące z zakonną godnością.

Jakkolwiek zakonnika winna cechować ta radość święta, Boża – jednakowoż wszystko musi być w granicach skromności zakonnej.

U osób Bogu poświęconych winien być wyrażony i odbity jak najidealniej obraz życia Jezusa, Boga-Człowieka.

Wspomniane zabawy nieraz w dużym stopniu ujemnie wpływają na ducha i przynoszą niemałą szkodę, budząc w wyobraźni zmysłowe pokusy

 

Niepokalanów, 16.X.1936r.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

Pragnienie świętości

Święta Scholastyka pytała raz swego brata św. Benedykta, co trzeba robić, aby zostać świętą. Ten jej odpowiedział, że trzeba chcieć. Jak ktoś chce się uświęcić, to Pan Bóg da mu łaskę. Więc świętym zostanie ten, kto świętym będzie chciał zostać. Łaskę zaś do świętości otrzymujemy przez ręce Matki Niepokalanej i tylko przez Jej ręce.

 

W Niepokalanowie są różni bracia: jedni dopiero początkujący, inni złożyli śluby na trzy lata, a są już i tacy, chociaż ich mało, co po ślubach wieczystych, więc są już oddani Niepokalanej na zawsze, a w akcie poświęcenia czytacie, że mamy do Niepokalanej należeć na zawsze. Tu jednak, na tym świętym miejscu w Niepokalanowie, trzeba to pojąć doskonalej; więcej, na zawsze i owocniej możemy nad zdobyciem świata pracować. Tu przez posłuszeństwo Matka Najświętsza wskazuje nam środki, jak mamy do zdobycia tego świata dla niej pracować.

 

Ktoś powie, ja kuję łacinę, ja gotuje, czy to są wszystko środki? Wszystko, co tylko tu spełniamy, jest środkiem, jeżeli tylko intencja jest dobra, bo celem całego Niepokalanowa jest zdobyć świat dla Niepokalanej, a właśnie tych różnych rzeczy dla całości potrzeba. Jeżeli czynności swoje spełniamy dlatego, że Niepokalana sobie życzy, to wszystko jest środkiem. Kto jednak spełnia swoje obowiązki nie tak, jak Ona sobie tego życzy, a więc niedbale i niestarannie, albo znowu dlatego, że mu to sprawia przyjemność, on to lubi, to wtenczas takie uczynki nie mają nadprzyrodzonej wartości. Dlatego im więcej trudności spotykamy, tym chętniej się do obowiązku garnijmy. Niejednokrotnie wstręt, który odczuwamy przy spełnianiu obowiązków, wyratuje nas od miłości własnej. Zwyczajnie jest tak, że jak jest coś przyjemnego, to ludzie chętnie to wykonują, a jak mniej przyjemne, to przeciwnie. Jest to egoizm, kierowanie się pobudką miłości własnej, a nie miłością Matki Bożej, miłością do Pana Boga.

Tu cokolwiek spełniamy z posłuszeństwa, jest wielką rzeczą. A doskonałość każdej czynności zależna jest od doskonałości naszej intencji. Taki na przykład wyjazd do Japonii nie jest większą rzeczą, niż spełnienie drobnego polecenia przełożonych, tu, w Niepokalanowie. Jakiś kaznodzieja głosił kazanie, a braciszek pod amboną odmawiał różaniec i okazało się, że braciszek pobożnym odmówieniem różańca więcej nawrócił niż kaznodzieja kazaniem. Na drugim świecie dopiero zobaczymy, kto był przyczyną tylu nawróceń w dalekiej Afryce, Japonii czy gdzie indziej. Nikt tu nie może powiedzieć, że jego czynności są ważniejsze, a innych nieważne. Wartość każdego naszego uczynku, czy wielkiego, czy małego, w oczach Boga zależna jest od czystości naszej intencji. Nieraz może ci, co przedtem i teraz przyszli, dziwią się, że Niepokalanów w tak krótkim czasie robi się coraz dłuższy i szerszy. Nie nasz to rzecz, ale sprawa Niepokalanej. Każdy w każdym razie ma się starać jak najlepiej spełniać swoje obowiązki.

 

A spełniać mamy swoje obowiązki sumiennie dlatego, że jest to wola Niepokalanej, a nie dla czego innego. Uczucie samo nie jest istotą. Im więcej oschłości, pokus, dziękujmy Matce Najświętszej, bo zdobędziemy sobie więcej zasług. Darmo do nieba się nie idzie. Jak nie mamy walki, to nie mamy zwycięstwa. Diabeł po prostu przysparza nam zasług, jeżeli my jesteśmy oddani Niepokalanej. Jak bowiem kiedyś się zdarzy, że wpędzi kogoś do upadku, to wtedy z większą jeszcze pokorą i ufnością udajmy się do Niepokalanej, a otrzymamy więcej jeszcze łask, a więc i świętość większa. I wtedy wściekłość chwyta szatana, że nam nic nie może poradzić. Niczym się nie należy zrażać. Choćby najgorsze przychodziły nam do głowy myśli i wyobrażenia, jeżeli ich nie chcemy, wszystko w porządku. Jak się zdarzy upadek, upokorzyć się, powstać i iść dalej. Jedna ze świętych mawiała, gdy się jej zdarzył upadek: to są kwiaty z mojego ogrodu, Panie Jezu. I nie dziwić się, żeśmy upadli. Nie mówić: jak to, ja tyle lat już w zakonie przebywam i jeszcze tak zgrzeszyłem? Owszem, dziwić się i dziękować Niepokalanej, żeśmy gorzej nie upadli, bo do tego jesteśmy zdolni. Więc nie zrażajcie się i nie zniechęcajcie się żadnymi trudnościami, przeciwnościami, a nawet upadkami. Modlić się tylko trzeba i wszystko, wszystko oddać Niepokalanej. Często wzywać Matki Najświętszej, jak tego sobie życzył św. O. Franciszek. On to dobrze wiedział, jakimi środkami najpewniej dojdziemy do zbawienia i uświęcenia. Toteż i sam głosił cześć Niepokalanej, i braci swoich do tego zachęcał, i to na siedem wieków przed ogłoszeniem dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny.

Cała istota uświęcenia w wielkiej mierze zależy od tego, dla kogo i jak wykonuje się swoje czynności i obowiązki. Przełożeni coś każą, a my mamy jakąś rację, to ją należy przedstawić, ale jak mimo wszystko każą, to robić tak, jak każą. Im więcej dostosujemy się do poleceń przełożonych, tym więcej pełnimy wolę Niepokalanej, a tym samym bardziej się uświęcimy. Pan Jezus wiedział, jaki jest najlepszy środek uświęcenia i dlatego go obrał. Przez trzydzieści lat był posłuszny [por. Łk 2,51], a zaledwie przez trzy lata nauczał. A więc pamiętajcie: każdy w swoim zakresie niech apostołuje doskonałym spełnianiem swoich obowiązków i niech nie czeka, aż pojedzie na misje. Co się jutro z nami stanie, my nie wiemy. Dziś więc czyńmy wszystko dobrze. Starajmy się jak najbardziej we wszystkim dostosować do woli Niepokalanej, by Ona mogła nami jak najswobodniej kierować. Czy nam coś przyjdzie spełnić łatwiejszego, czy trudniejszego, to wszystko jedno, Ona tak chce, więc czy łatwe, czy trudne, to czyńmy. Gdy tak czynić będziemy, to się nam wszystko uda. A uda się i w życiu, i przy śmierci, i w wieczności.

 

 

 

Niepokalanów, środa, 30 VIII 1933, w przeddzień wyjazdu do Japonii.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

Śmierć duchowa

Św. Józef Pelczar zdj.: https://www.sercanki.org.pl/

Ufaj Bogu, a nie opieraj się na sobie. Jeżeli zatem masz spełnić jakiś obowiązek, spełnij go przy pomocy łaski Bożej nie tylko dokładnie na zewnątrz, ale także wewnątrz, to jest z nadprzyrodzonej pobudki, a szczególnie z miłości ku Bogu, i miej ten zwyczaj by codziennie rani ofiarować wszystkie swoje sprawy Boskiemu Sercu Zbawiciela. Przez Najświętszą Pannę. Podobnie jeżeli masz wykonać jakiś dobry uczynek nadobowiązkowy albo akt jakiejś cnoty, wznieś najpierw duszę do Boga, bo Bóg nikomu nie odmawia łaski modlitwy. Wyznając swoją niemoc, poproś o łaskę do należytego spełnienia tego uczynku czy też aktu cnoty i połącz się ze Zbawicielem, oddając Mu wszystkie władze duszy i ciała, po czym wzbudziwszy dobrą intencję, spełnij doskonale twą czynność. Podobnie do zwyciężenie pokusy nie zabieraj się, wyłącznie licząc na własne siły, zwłaszcza gdy jest natarczywa i niebezpieczna, bo łatwo możesz ponieść klęskę albo zwycięstwo będzie bez wielkiej korzyści dla duszy. Upokorzywszy się wyznaniem własnej słabości, wezwij pomocy Pana Boga, aby On sam walczył w tobie i z tobą zwyciężał.

W ten sposób wszystkie twoje uczynki będą „pełne”, bo Bóg będzie ich początkiem, środkiem i końcem. Oto jest ostatnia i główna tajemnica życia duchowego.

Pojmujesz teraz, że aby dojść do doskonałego zjednoczenia z Bogiem, trzeba najpierw wyniszczyć siebie, to znaczy wyrzucić z siebie nie tylko to, co jest złe lub zepsute i co od Boga odrywa – bo to jest obowiązkiem wszystkich chrześcijan – ale i to, co jest niedoskonałe i co przeszkadza ścisłemu związkowi z Bogiem, czyli trzeba całkowicie „umrzeć dla siebie”.

Kiedy ta śmierć jest całkowita? Gdy człowiek umiera, traci nie tylko bogactwa i pociechy ziemskie, ale nawet używanie zmysłów i władz ciała, bo dusza odłącza się od ciała i przestaje na nie działać. Ciało, pozbawione życia, kładą do ciasnej trumny i zamykają w ciemnym grobie, po którym często depczą ludzie, a nawet zwierzęta, gdzie ciało wydane jest na pastwę zgnilizny, a wreszcie obraca się w proch. Podobnie dzieje się z człowiekiem który doskonale obumiera sobie i światu. Gardzi on dobrami i pociechami świata, za nic ma jego sławę i zaszczyty, odrywa serce od stworzeń, umartwia swe zmysły i żądze, tak że staje się jakby niewidzącym, niesłyszącym i nieczułym, tam gdzie można obrazić Boga i splamić swą duszę. Życie zewnętrzne nie pochłania go, owszem, wśród największego gwaru rozmawia z Bogiem w świątyni swego serca. Miłość własna, która była przedtem duszą jego spraw, przestaje zatruwać dobre czynności, tak że życie, które jest tylko naturalne, obumiera w nim. Już nie szuka własnej pociechy, nie ubiega się o własną korzyść, nie pragnie spełnienia własnej woli, natomiast zamyka się w ciasnej „trumnie” woli Bożej i woli przełożonych, której nigdy nie chce opuścić. Wstępuje do grobu swego nicestwa, swojej nędzy i swego zepsucia, głęboko upokarzając się przed Bogiem i ludźmi. Pozwala po sobie deptać, to jest znosi upokorzenia i wzgardę. Wreszcie rozsypuje się w proch, czyli niejako przestaje istnieć sam dla siebie, bo nie myśli o sobie, nie szuka siebie, nie działa z siebie i dla siebie.

Taka jest śmierć duszy, zwana przez mistrzów duchowych „mistyczną”. Dopiero z tej śmierci rodzi się życie. Jak bowiem ciało, rozsypujące się w proch, Pan kiedyś ożywi i wskrzesi, tak duszy, która doskonale umarła dla siebie, daje Pan życie nadprzyrodzone, swoje życie, a to w tym większej mierze, im jej śmierć była doskonalsza.

 

Józef Sebastian Pelczar; Życie Duchowe; t2, Wyd. Św. Stanisława BM; Kraków 2012