Kary czyśćcowe

Idąc za głosem Bożym, święta Małgorzata Maria ofiarowała się nieraz na ratunek dusz zatwardziałych, winnych nadużycia łask i zagrożonych zupełnym opuszczeniem. Wówczas czuła się pogrążona w rozpaczy, jakiej doznaje dusz potępionych w chwili swego rozłączenia z ciałem, a było to stan tak okropny, że nie miała słów na jego określenie. Dnia jednego podczas pracy ujrzała z nagła przed sobą zakonnicę jeszcze żyjącą i dobitnie od Pana Jezusa usłyszała te wyrazy: „Patrz, oto zakonnica z imienia tylko, którą gotów jestem wyrzucić z mego Serca i zostawić samej sobie”. Słysząc to Święta, przejęta niewypowiedzianą trwogą, upadła twarzą na ziemię i długo tak pozostawała, nie mogąc przyjść do siebie. Nareszcie wzruszona litością bez granic dla tej biednej duszy, zaofiarowała się za nią Sprawiedliwości Bożej, której gniew natychmiast przeciwko niej się obrócił, skutkiem czego doświadczyła niewysłowionego ucisku serca i rozdzierającej boleści. Przytłoczono niezmiernym ciężarem, widziała uzbrojonego przeciw sobie i już uderzyć ją mającego Boga; widziała pod swoimi stopami rozwarte piekło gotowe na jej pożarcie, a obok tego wszystko w swym wnętrzu w buncie i nieładzie. Nieprzyjaciel ścigał ją na każdym kroku i gwałtownie wiódł do rozpaczy. Nie mogła ujść przed jego napaścią, ani się skryć przed jego wzrokiem; doznawała przy tym strasznego zawstydzenia, myśląc, że jej cierpienia były wszystkim znane. Niezdolna nawet do modlitwy, we łzach tylko znajdowała ulgę. „Ach, wołała, jakże to straszna rzecz wpaść w ręce Boga żyjącego!” Albo znowu padając twarzą na ziemię: „Bij, mój Panie, mówiła, siecz, pal, niszcz wszystko, co Ci się nie podoba; nie oszczędzaj ni życia, ni ciała, ni krwi mojej, byłeś tylko zbawił duszę na wieki”.

Swoje modlitwy, pokuty i cierpienia ofiarował również za dusze w czyśćcu cierpiące, które nazywała swoimi dobrymi przyjaciółkami, i wzajemnie uciekała się do tychże dusz z prośbą o modlitwę w innych potrzebach. Mianowicie podczas adoracji, jaką odprawiała corocznie w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek, polecała dusze skazane na męki czyśćcowe miłosierdziu Serca Jezusowego, bo sam Pan Jezus tego zażądał. Ona też, będąc mistrzynią nowicjuszek, wprowadziła zwyczaj odbywania z nimi procesji do grobów sióstr na cmentarzu zakonnym. Jej modlitwy umartwienia i Komunie święte niejednej duszy wyjednały skrócenie kary. Oto pewnego dnia, gdy zostawała na adoracji, ukazał się jej zmarły dawniej przeora benedyktynów w Paray-le-Monial, żaląc się na straszne męki czyśćcowe jako karę za trzy winy, z których pierwsza ta była, że skutkiem zbytecznego przywiązania do sławy, przedkładał własny interes nad chwałę Boga; drugą, że wykraczał przeciw miłości bratniej; trzecia, że się kierował zbyt naturalnym uczuciem ku stworzeniom. Potem przez wzgląd na spowiedź, jaką raz święta Małgorzata Maria przed nim odprawiła, prosił ją o odstąpienie wszystkich pokutnych uczynków, które spełni w przeciągu trzech miesięcy. Przyrzekła to, kierując się litością, i przez trzy miesiące zadawała sobie surowe umartwienia, aż wreszcie wpadła w chorobę, ale duszy otworzyły się przez to bramy niebieskie.

 

Nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusowego według objawień danych św. Małgorzacie Marii i żywot tejże świętej; Św. bp Józef Sebastian Pelczar; Wydawnictwo Świętego Biskupa Józefa Sebastiana Pelczara, Rzeszów 2017.

 

 

Pycha i pokora

Mamy przykłady wielkich grzeszników przypuszczonych potem do wielkich przywilejów, szczególniej wybranych, podczas kiedy wielu po niewielu grzechach jako odrzuceni pogrążonymi są w piekle. Bo jak św. Paweł Apostoł mówi w liście do Tymoteusza: Zna Pan tych, którzy są Jego (2Tym 2,19). – Jednych widzi leżących w grzechach, ale pragnących wydobycia się z tej sromotnej niewoli i o pomoc do Boga wołających i do miłosierdzia Jego uciekających, w czym ich dobroć Boża nie zawiedzie; a drugich widzi zaufanych w ich niby cnocie, raczej w tym, że się zaliczają do porządnych ludzi, więc o zbawienie swoje się nie troszczących, w pokorze do łaski Bożej się nie udających.

Pierwszych Bóg w wyrokach swoich zaliczył do wybranych, znając ich jako swoich, a drudzy sami się wykluczyli z liczby wybranych, przeto widzi ich pośród odrzuconych, gdyż nie zna ich jako swoich.

Ks. Jan Adamski; Pokora podstawą życia chrześcijańskiego; Wyd. św. bp J.S.Pelczara Rzeszów 2017

Nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa

Jaki jest cel takiego nabożeństwa?

  1. Weszło na naszym niebie jak gwiazda lśniąca, by promieniować w duszę naszą wielką postać Jezusa i godny uwielbienia majestat jego osobistości. Ukochał was, głosi to nabożeństwo, i pragnie od was wdzięczności wzajemnej. Cześć Najświętszego Serca wprowadza nas w świat wewnętrzny Jezusa, z którego wykwitło życie najpiękniejsze i wytrysła ewangelia, i chce dla tego świata cudnego wzniecić zapał. Chce, byśmy kochali to serce, czcili, hołd mu składali, przejednywali je i o łaskę prosili. A zarazem chce, byśmy je naśladowali, jak gdyby mówiło: Kto chce być szczęśliwy, niech stworzy w sobie serce, „Sursum corda”.
  2. Cześć Najświętszego Serca pomaga nam szczególniej przyswoić sobie ducha wiary. Do każdego poznania Boga potrzeba serca. Wiara bez uczuć natchnionych nie może się ostać. Oczy, pragnące ujrzeć Jezusa, muszą być oświecone ogniem serca. W każdej naszej wielkiej myśli tętni zapał serca. Dlatego też życzy apostoł wiernym „oświeconych oczu serca”. Dlatego też Jezus „dał nam zmysł” jak gdyby ewangelia chciała powiedzieć: dał nam serce. – Tych, co szukają łaski bożej, Jezus zwraca na drogi szlachetnych, czystych uczuć, na ścieżki dobrego serca. Wiara nasza zawładnąwszy serce, będzie „wiarą serca”.
  3. Nabożeństwo to dopomaga do życia na modłę życia Jezusowego. Najświętsze Serce było organem tego życia. Serce dostarcza wielkich i subtelnych motywów, woli silnej, kochającej, namiętnej. Tylko serce wydaje męczenników. Wielkie wysiłki, boje i zwycięstwa biorą początek z natchnienia serca. „Schätze schafft die Liebe”. Czego nie kochamy, to nie ma dla nas wartości. Jeśli Boga nie kocham, nie mam Boga. Jeśli Jezusa nie miłuje, jestem bez Zbawcy. Jeśli zatem nie ma we mnie miłości, noszę piekło w sobie tutaj na ziemi, a zapadnę tez w piekłona tamtym świecie. – Kochaj gorąco, służ serce i duszą, walcz, pracuj. Najlepsza to miłość samego siebie.

Czego nas uczy to nabożeństwo?

  1. Cześć do Najświętszego Serca Jezusowego jest dla nas nauką. Kto wejrzy do duszy Jezusa, temu się będzie wydawać, że patrzy z góry na rozległą, piękną, wspaniałą okolicę. Nie tylko oko nasze wtedy patrzy, lecz i dusza napełnia się uczuciem wielkości. Królewski duch odsłania się nam w Zbawicielu, kiedy w swych przypowieściach powiada: „Ja jestem dobry pasterz, który krew swoją oddaje, który umie także na pustkowiu o głodzie i chłodzie chodzić za swoją owieczką, który dla dziewięćdziesięciu dziewięciu pozostałych nie zapomina o zagubionej setnej. A gdy ją odnajdzie, pieści ją, wkłada na barki, i tak wraca do domu, że nie czuję zmęczenia. Wielka wtedy jego radość, tak wielka, iż słyszy śpiewanie aniołów. Wie, że jego radość podzielają także aniołowie w niebie… Oto wielki styl, oto charakter, dusza, świat uczuć, świat wewnętrzny, kwitnący nawet na pustyni. Oto dusza, której świat jest siłą i kwieciem, młodością i ogniem, majestatem królewskim, a zarazem powabem dziecięcia. W nieskończonych perspektywach, w których ogląda Boga, staje przed nią wizja bolesna, widzenie człowieka zgubionego” i ona wskazuje mu kierunek drogi i zachęca do poszukiwań: „Idź, idź za zgubionym! Teraz on ci ciężarem póki jeszcze nie twoim. Ale przestanie ci ciążyć, skoro go weźmiesz na barki swoje, bo wtedy będzie twoim. Póki się trudzisz, bądź silny, aby gdy odnajdziesz tego, którego szukasz, moc twoja zamieni się w radość”.
  2. Wielki ten styl naśladujmy, nie kurcząc się w nasz drobne miary i ramy, ale dążąc stale otwartą drogą ku otaczającej nas nieskończoności. Należy wyrabiać w sobie zmysł do wielkich myśli bożych, choćby nawet sprzeciwiały się naszym dzisiejszym modnym poglądom, naszym zapatrywaniom parafialnym. Zawsze winniśmy wyrywać się z naszych ziemskich horyzontów ku widnokręgom bożym i ku tamtym wyższym ciążyć i dążyć, lecz nie tak, by zrywać wszelką łączność z zadaniami doczesnymi. Grawitujmy ku Bogu przez pokorne przyswajanie sobie jego myśli, tak jak pączek ciąży na zewnątrz, kiedy pęka, jak kwiat, kiedy się rozchyla, jak źródło kiedy się wydobywa z głębi na wierzch. Wszak wszystko rozwija się na zewnątrz, by tem bardziej pozostawać w sobie. Dusza również powinna wyprężać się ku wielkiej nieskończoności i otwierać się dla niej. Powinna chętnie przyswajać sobie wielkie prawdy boże, że nas stworzył, choć jest nieskończony i nie potrzebuje nikogo, że nas odkupił, że tutaj obecny w Najświętszym Sakramencie, że Nieskończonego posiąść można i nasycić się jego bezpośrednią obecnością. Z tych faktów cieszyć się należy, a nie wątpić o nich. Cóż ptakowi po skrzydłach, jeśli siedzi na gałęzi pomazanej klejem? Co rzece po falach, jeśli do dna zamarznięta? A po cóżby istniało światło słoneczne, gdybyśmy się zamykali w piwnicach?
  3. Co wielkie, wzniosłe, potężne i budzące zapał powinniśmy przeżywać w duszy i w czyn obracać. Kto wątpi, kto wszystko przeżuwa na miazgę, tego dusza rozstrojona, nieharmonijna, niesymetryczna. Myśl jego jak klocki plątają się między nogami i wytrącają go z równowagi. Podobny jest do źle zbudowanego statku, który, spuszczony na wodę kładzie się na bok. Można źle budować okręty i źle wychowywać dusze, nie dając im równowagi i symetrii. Dobrze wychowana dusza podobna jest do statku, puszczającego się na szeroki ocean, lub do latającego ptaka. Nie traci równowagi wobec nieskończoności, nie lęka się głębin, pędzi naprzód, lata i dosięga celu. Takie dusze są proste i pełne ufności, wzrok ich jest otwarty i czysty, a zmysł praktyczny. Wiedzą, że czyn jest dzieckiem rodzonym myśli, a słowo tylko czynu macochą. Taka dusza działa, praktykuje to, czego uczy święta wiara, i nie odstępuje od form, lubo nie wykonywa ich mechanicznie, lecz wlewa w nie świadomość i treść. Chodzi na Mszę świętą jak ten, co umie przeżywać nastrój ostatniej wieczerzy. Umie odmawiać różaniec, lecz tak, że zatapia się w jego tajemnicach, by nabrać z nich świeżego życia.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Doczesne przyjemności

Powiem ci o miłości niedoskonałej. Nie zamilczę przed tobą o złudzeniu, jakiemu ulegają ci, co kochają Boga dla swej własnej pociechy. Wiedz o tym, że jeśli sługa Boży kocha Go niedoskonale, szuka nie tyle Boga, ile pociechy, dla której Go kocha.

Przekonać się o tym można przez to, że kiedy mu braknie pociechy duchowej lub doczesnej, smuci się. O pociechy doczesne chodzi przede wszystkim ludziom tego świata, którzy spełniają pewne czyny cnoty, dopóki im się dobrze powodzi. Lecz kiedy spotka ich przykrość, którą zsyłana jest dla ich dobra, doznają zamieszania w tej odrobinie dobra, które czynili. Gdyby ich spytać, skąd to zniechęcenie twoje, odpowiedzą: „Bo spotkało mnie nieszczęście, i to nieliczne dobro, które czyniłem, wydaje mi się stracone, gdyż nie spełniam go już, jak sądzę, z tym sercem i z tą ochotą, jak to czyniłem dawniej. Powodem tego jest udręczenie, którego doznałem, bo przedtem, zdaje mi się, z większym pokojem i pogodą serca, czyniłem więcej, niż czynię teraz”. Mówiąc tak, łudzą się co do źródła własnej przyjemności.

Nieprawdą jest, że udręczenie jest przyczyną tego, iż mniej kochają i mniej działają. Czyny, które się spełnia w czasie udręczenia, mają przez się taką samą wartość, co dzieła dokonywane przedtem w czasie pociechy; mogłyby nawet mieć wartość większą, gdyby się z nimi łączyła cierpliwość. Prawdą jest, że właśnie z pomyślności czerpali swą radość, a miłość, którą żywili dla Boga, okazywali Mu w tych nielicznych czynach cnoty. Serce ich było spokojne, bo zadowalali się tym skąpym działaniem. Gdy zabrakło im pociechy, która była całą ich radością, zdaje im się, że stracili pokój, który, zdaniem swoim, znajdowali w pełnieniu cnoty.

Łudzą się, dzieje się z nimi jak z człowiekiem, który ma ogród. Człowiek ten upatruje przyjemność w przebywaniu w swoim ogrodzie i w jego uprawianiu. Zdaje mu się, że lubuje się w uprawie ogrodu, podczas gdy naprawdę pociąga go tylko ogród. Jedno zdarzenie objaśni go co do prawdy uczuć. Człowiek traci ogród i odtąd nie znajduje upodobania w ogrodnictwie. Gdyby główną przyjemność widział w samej pracy dal ogrodu, nie przestałaby mu się ona podobać, choć nie posiada on już swego ogrodu. Tak samo ten, który lubuje się w pełnieniu cnoty bardziej niż w pociechach zewnętrznych, nie opuści się w dobrych uczynkach, nie przestanie, o ile nie chce, znajdować w nich spoczynku dla ducha. Gdy przyjdzie niepowodzenie, nie będzie taki jak ów, co utracił ogród.

Poszukiwanie więc własnej przyjemności łudzi ludzi co do własnych czynów. Mówią oni zwykle: „Wiem, że czyniłem lepiej dawniej i znajdowałem w tym więcej pociechy, zanim zostałem tak doświadczony. Przyjemnością było dla mnie czynić dobrze. Teraz nie bawi mnie to, i nie zajmuje wcale”. Sąd ich jest równie fałszywy jak ich słowa. Gdyby szukali zadowolenia w czynieniu dobra, dla miłości samego dobra i cnoty, nie straciliby ochoty, przeciwnie, wzmogłaby się ona i wzrosła. Lecz ponieważ pełnienie cnoty oparte było tylko na własnym ich zadowoleniu zmysłowym, przeto słabnie i ginie.

Oto złudzenie, w które popada większość ludzi, czyniąc dobrze. Oszukują się sami przez poszukiwanie własnej przyjemności.

Słudzy Boga, trwający jeszcze w tej miłości niedoskonałej szukają i kochają Go przez przywiązanie do pociechy i radości, którą w Nim znajdują. Ponieważ Bóg nagradza wszelkie dobro, które się czyni, dając więcej lub mniej, wedle miary miłości tego, który ją otrzymuje, więc Bóg udziela pociech duchowych, już to w ten, już to w inny sposób, w czasie modlitwy. Jeśli to czyni, to nie dlatego, aby dusza nieświadomie czyniła zły użytek z pociechy i zamiast kochać przede wszystkim Boga, który ją nam daje, zważała więcej na pociechę, która została jej dana. Bóg chce, aby dusza ceniła bardziej uczucie miłości, z jakim otrzymuje dary i swoją niegodność, niż przyjemność własnej pociechy.

 

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012

Pochwała cierpienia

Rozważ skutki dobrej i złej woli. W dobrej – często serce psuje się przez pychę, podczas gdy w złej oczyszcza się przez cierpienie. W pierwszej człowiek sam siebie zapomina, w drugiej – pamięta o Bogu. Pomyślność rozprasza najczęściej jego dobre uczynki, podczas gdy cierpienie okupuje mnóstwo jego przeszłych nieprawości i umacnia duszę przeciw niebezpieczeństwu popełnienia nowych. Trapi cię ciężka choroba – pomyśl sobie, że zdrowie byłoby zgubne dla twojej niewinności i że Bóg, odbierając ci je, chciał ci odebrać możność grzeszenia. On wie, że lepiej jest tracić przytomność w bólu, niż być zdrowym w nieprawości. Z pewnością, nie może ten dobry Ojciec z upodobaniem patrzeć, jak Jego dzieci jęczą w ucisku, ale cieszy się widząc, że przez odmawianie sobie rzeczy godziwych, powstają one z upadków, których powodem stało się dla nich używanie rzeczy zakazanych. Zrozum więc, że jeśli Pan karze cię na tym świecie, to dlatego, by ci przebaczyć na tamtym, i że obchodzi się tu z tobą z miłosierną surowością dlatego, by w wieczności nie wywierać przeciwko tobie całej srogości sprawiedliwego i nieubłaganego gniewu. Najstraszniejszym znakiem gniewu Bożego jest, kiedy nie podnosi się on przeciwko tobie. Skoro więc nie chcesz być karany na tym świecie z dziećmi, spodziewaj się być potępionym w piekle z czartami. Ach! Powtarzaj raczej za św. Bernardem: Tu mnie, Panie, siecz, tu mnie karz, tu nie przepuszczaj, byłeś nie odrzucił na wieki! Zamiast narzekania, podziwiaj, błogosław tkliwą pieczołowitość tego dobrego Mistrza, który prowadzi cię za rękę i trzyma na wodzy twoje żądze i złe skłonności. Lekarze Pozwalają na wszystko chorym, którzy nie mają szans na przeżycie, tym natomiast, którzy mogą wyzdrowieć, nakazują ścisłą dietę i surowo zabraniają im wszystkiego, co mogłoby im zaszkodzić. Ojciec także odbiera rozpustnemu synowi pieniądze, które mu pomagają w grzechu, co nie przeszkadza, że później przekazuje mu cały majątek. Jest to obraz postępowania względem nas najwyższego. Lekarza naszych dusz, najbardziej kochającego Ojca, najtkliwszego ze wszystkich ojców.

Przypatrz się Zbawicielowi wśród męczarni, jakie ponosi On od tych właśnie, którzy winni Mu są życie! Piekielne usta okrywają Jego święte oblicze plwocinami, a On nie odwraca głowy. Ostre kolce rozdzierają Jego najświętsze skronie tysiącznymi ranami, a On zachowuje łagodność baranka. W gorączce okrutnego pragnienia podają mu gorzki napój, On go bez skargi, bez szemrania przyjmuje. Obrzucają Go obelgami i znieważają szyderczymi pokłonami – On nawet jednego słowa nie wypowiada. W końcu prowadzą Go na śmierć; to cel, to kres Jego pożądania. Śpieszy, biegnie naprzeciw niej, szczęśliwy, że może uwolnić od niej nas. O, podli i nikczemni ludzie! Jak może wam być ciężko cierpieć z woli Bożej za własne grzechy, skoro On Sam tyle wycierpiał, by wyjednać nam tych grzechów przebaczenia? Przyszedł na świat święty, niewinny, wolny od wszelkiej zmazy, a zszedł z niego w najokrutniejszych, niesłychanych mękach. Trzeba było, aby Chrystus cierpiał i w ten sposób wszedł do Swojej chwały, własnym przykładem przekonuje nas o prawdzie słów. Czy nie lepiej więc, prze pokorne poddanie się nędzom tego życia, obrócić je sobie na pożytek, dla odpokutowania za grzechy i dodania ozdoby przygotowanej nam w niebie korony, niż tracić wszystkie te korzyści, poddając się niecierpliwości, która powiększa tylko ciężary, bo i tak, i tak – radzi nie radzi – cierpieć musimy, jeśli taka jest wola Boża, której nic się nie oprze.

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

Patron Korony Królestwa Polskiego

Florian z Lauriacum, zwany tak od miejsca swojej śmierci, urodził ok. 250 roku w Zeiselmaue w Dolnej Austrii. O jego rodzicach nie zachowały się informacje. Zaciągnął się do wojska rzymskiego stacjonującego nieopodal i doszedł do stopnia oficera w wojsku rzymskich. Według przekazów podlegał mu oddział gaśniczy w wojsku stacjonującym w dzisiejszej Górnej Austrii.

 Na początek wieku IV przypadają prześladowania chrześcijan związane z edyktem i polityką prowadzoną przez cesarza Dioklecjana. Prześladowania chrześcijan dotyczyły również wojska i żołnierzy rzymskich. Jednostka Floriana składała się z chrześcijan – zostali oni uwięzieni przez gorliwego namiestnika prowincji gdzie Florian pełnił służbę. Florian, którego ominęło to niebezpieczeństwo udał się do miejsca uwięzienia swoich podwładnych. Po drodze spotkał żołnierzy szukających wyznawców Chrystusa. Florian poinformował ich, że nie muszą daleko szukać gdyż on sam jest chrześcijaninem. Został aresztowany i postawiony przed namiestnikiem prowincji Akwilinem. Gorliwy namiestnik zaczął nakłaniać Floriana do złożenia ofiary pogańskim bóstwom. Święty żołnierz odparł, że służy Chrystusowi  nie od dzisiaj i dlatego ani sam diabeł nie ma nad nim mocy, ani namiestnik cesarski nic nie mogą mu zrobić, poza uszkodzeniem ciała. Akwilin skazał więźnia na ubiczowanie. Dodatkową karą było szarpanie ciała żelaznymi hakami. Florian został wyprowadzony na most na rzece Ennes gdzie miał zostać utopiony. Przed śmiercią poprosił o chwilę modlitwy. Żołnierze widzą gorliwość modlitwy oraz blask bijący od umęczonego skazańca nie mieli śmiałości wykonać wyroku. W końcu znalazł się jeden gorliwiec który zepchnął Floriana z mostu. Święty Florian zginął szybko gdyż kamień młyński był uwiązany do jego ciała. Zuchwały wykonawca wyroku został porażony nagłą ślepotą. Zwłoki zamęczonego żołnierza wypłynęły na brzeg i według przekazów strzeżone były przez wielkiego orła. Sam święty Florian ukazał się we śnie pobożnej niewieście, która odnalazła ciało i wyprawiła mu chrześcijański pogrzeb.

Z czasem nad jego grobem wystawiono klasztor i kościół benedyktynów i powstało miasto Sankt Florian.

W 1177 roku najmłodszy syn księcia Bolesława Krzywoustego, Kazimierz II zwany później Sprawiedliwym objął we władanie księstwo krakowskie, dające mu zwierzchnictwo nad pozostałymi dzielnicami rządzonymi przez Piastów. W 1184 roku dzięki jego staraniom oraz biskupa krakowskiego Gedki do Krakowa zostały sprowadzone relikwie św. Floriana. Była to translacja relikwii czyli przeniesienia ciała świętego w całkiem nowe miejsce. Książę Kazimierz Sprawiedliwy wyszedł pieszo, siedem mil od miasta, celem przyjęcia świętych relikwii, wśród jego świty był między innymi bł. Mistrz Wincenty Kadłubek. Relikwie umieszczono w nowo wystawionej, okazałej świątyni na Kleparzu w Krakowie.

W 1185 roku poświęcono ołtarz św. Floriana w katedrze wawelskiej i tam znajdują się jego relikwie. Na Kleparzu zaś pozostały relikwie ramienia świętego.

Florian oficjalnie świętym chroniącym od ognia stał się dopiero w XVI wieku. W 1528 roku wielki pożar w Krakowie zniszczył znaczną cześć miasta. Z dzielnicy zupełnie zniszczonej w kataklizmie ocalał jedynie kościół pod wezwaniem świętego Floriana. Odczytano to jako znak, że pod jego opieką nic złego nie spotka nas od ognia.

Ziemie piastowskie w czasach rozbicia dzielnicowego nie posiadały świętego pochodzącego ze swoich stron i stąd też święty Florian został patronem księstwa krakowskiego. Święty Stanisław ze Szczepanowa kanonizowany został w 1253 roku i jego kult z czasem przyćmił pamięć i cześć dla świętego Floriana.

W 1436 roku biskup krakowski kardynał Zbigniew Oleśnicki ustanowił: świętego Floriana, świętego Wacława, św. Wojciecha i świętego Stanisława głównymi patronami Korony Królestwa Polskiego (pełna nazwa państwa polskiego od koronacji Władysława Jagiełły do rozbiorów – w skrócie „Królestwo Polskie” lub „Korona”).

W czerwcu 1939 roku Metropolita Krakowski Adam Stefan książę Sapieha w obecności członków krakowskiej kapituły metropolitalnej, biskupa Michała Godlewskiego i profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego dokonał otwarcia trumny świętego Stanisława Biskupa Męczennika oraz św. Floriana. Zachowały się protokoły z dokonanych czynności jak i opisy zawartości trumien.

Z zachowanych protokołów wynika, że relikwie świętego Floriana umieszczono w marmurowej trumnie pośrodku katedry wawelskiej. Po kanonizacji św. Stanisława i jego relikwie umieszczono w tej samej trumnie, pośrodku ołtarza.

W XVI wieku do katedry został ufundowany relikwiarz ręki św. Stanisława a na początku wieku XVII sprawiono podobny relikwiarz ręki św. Floriana i w procesjach na Skałce były noszone oba relikwiarze.

Miejscem szczególnego kult św. Stanisława była Skałka, a św. Floriana Kleparz, natomiast katedra wawelska łączy w sobie oba te kulty przechowując ich relikwie razem w jednej trumnie, czcząc św. Floriana tak samo jak św. Stanisława.

Święty Florian został zamęczony w dniu 4 maja 304 roku w miejscowości Lauriacum – dzisiejsze Lorch w Górnej Austrii. W ikonografii przedstawiany jest w stroju rzymskiego oficera z naczyniem do gaszenia ognia lub też gaszącego pożar. Czasami trzyma w ręku chorągiew. Atrybutami jego są kamień młyński, krzyż, kolczuga, miecz, palma męczeńska, płonący dom, orzeł, tarcza, zbroja. Jest patronem strażaków, hutników i koksowników, kominiarzy, garncarzy, piekarzy jak również Górnej Austrii (kraj związkowy Austrii), miasta Linz oraz Chorzowa.

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W maju 2018 ROKU.

Święty Jerzy

Jerzy urodził się między 256 a 285 rokiem, w Kapadocji, jest to kraina w dzisiejszej Turcji. Nieścisłości i braki dokładnych informacji o jego życiu związane jest z podbojem Azji Mniejszej przez Turcję oraz niszczenia i zacierania wszelkich śladów chrześcijaństwa na zajętych terenach. Według przekazów rodzicami jego byli Geroncjusz oraz Polocronia,  bardzo pobożne małżeństwo, które długi czas nie posiadało dzieci. Zanosili liczne prośby do Boga o łaskę macierzyństwa i dopiero w późnej starości doczekali się syna, któremu nadali imię Jerzy.

Był szlachetnym człowiekiem i był przykładem życia dla swoich rówieśników. Po śmierci ojca przenosi się z matką do Jerozolimy.

W dorosłym życiu postanawia wstąpić do wojska. Według przekazów jego ojciec był również rzymskim żołnierzem. Dzięki męstwu, znakomitemu wykształceniu doszedł do stanowiska trybuna. W czasie pobytu cesarza Dioklecjana w Nikomendii należał do garnizonu i osobistej ochrony imperatora.

Jerzy był wierzącym żołnierzem rzymskim. Początek IV wieku to czas, gdy cesarz Dioklecjan zamierza przywrócić kulty pogańskie i wytępić chrześcijaństwo. Rozpoczynają się prześladowania chrześcijan ze szczególnym uwzględnieniem armii rzymskiej.

Według przekazów Jerzy odmówił złożenia ofiary bóstwom rzymskim. Licząc się z możliwością śmierci posiadany majątek oddał biednym. Za opór wobec zarządzenia cesarza spotkała go sroga kara. Rozpięty na kole został cudownie uzdrowiony i miał objawienie, w którym Chrystus poprosił go: „Bądź stałym w wierze, albowiem przez ciebie wielu nawróci się do Mnie”. Źródła podają, że w kolejnych dniach miał rozszarpane usta, wezwany był czarnoksiężnik Atanazjusz mający za zadanie osłabić wiarę Jerzego. Nic to nie dało a sam Jerzy miał wskrzesić umarłego, który zaświadczył przed Dioklecjanem, że Chrystus jest Bogiem. Według niektórych przekazów męczarnie trwały 7 lat. Ostatecznie został ścięty mieczem w Lod (Lydda, Diospolis) dnia 23 kwietnia 303 roku. Pochowany został również w Lyddzie.

Herb Gruzji

Z tego okresu pochodzi bardzo wielu męczenników, ale tylko święty Jerzego posiada tytuł Wielkiego Męczennika. O wyjątkowości jego męczeństwa i śmierci świadczyć może szybkość i zasięg kultu świętego Jerzego. W samym tylko Egipcie i na Cyprze było ok. 60 kościołów wzniesionych ku jego czci. Nie było kościoła by nie było w nim wizerunku tego świętego żołnierza. Na Kaukazie cała prowincja została nazwana jego imieniem – Gruzja po łacinie Georgia. Imię Jerzy z greckiego Georgios znaczy rolnik. Dlatego też jest on również patronem rolników.

Ze świętym Jerzym związana jest historia pokonania smoka. Jakub de Voragine w „Złotej legendzie” tak opisuje świętego Jerzego i jego walkę ze smokiem. Jerzy, rodem z Kapadocji, trybun wojskowy przybył do miasta Silena (dzisiejsza Cyrena) w prowincji Libia. W pobliżu miasta miał swoją siedzibę smok, który zarażał ludzi swoim oddechem. Mieszkańcy, chcąc go ugłaskać żywili go owcami ale również ludźmi. Kolejne ofiary były wybierane przez losowanie i pewnego razu los padł na córkę królewską. Święty Jerzy przechodząc niedaleko zobaczył i usłyszał płaczącą dziewczynę, gdy się dowiedział przyczyny jej rozpaczy rzekł tylko: „Nie bój się, bo ja w imię Chrystusa cię obronię”. Jerzy wsiadł na konia przeżegnał się i uderzył na smoka zabijając go. Wdzięczne miasto porzuciło pogaństwo i przeszło na chrześcijaństwo. W średniowiecznych przekazach włócznia czy też miecz, którym pokonany został smok nazywał się Ascalon.

Kult święto Jerzego był bardzo rozpowszechniony w średniowiecznej Anglii. W XI wieku było tam ok. 70 kościołów pod wezwaniem tego męczennika. Zdobycie Antiochii w 1098 roku, w trakcie I wyprawy krzyżowej, uważane było przez jej uczestników, za zrealizowane przy pomocy armii poległych żołnierzy pod wodzą św. Jerzego.

Pod koniec XIV wieku arcybiskup Canterbury w Anglii ogłosił św. Jerzego patronem królestwa i nakazał obchodzić dzień jemu poświęcony tak samo uroczyście jak Boże Narodzenie. Został ogłoszony opiekunem niemieckiej szlachty. Kult świętego Jerzego w czasach wypraw krzyżowych był tym czynnikiem, który wojowników wyruszających na wyprawę czynił rycerzami. Tam rodził się etos rycerski przedstawiony w traktacie św. Bernarda z Clairvaux „O pochwale nowego rycerstwa”. Tam są początki pasowania na rycerza, uroczystego przypinania ostróg, zapinania pasa, poświęcenia miecza.

Święty Jerzy jest patronem wielu państw, oprócz już wymienionych również, Portugalii, Holandii, Szwecji, Litwy, Bośni, Serbii, Czarnogóry i Etiopii, chrześcijan palestyńskich jak i archidiecezji białostockiej, wileńskiej, oraz wielu miast m.in. Neapolu, Katalonii, oraz uzdrowiska w Lądku Zdroju. Jest również patronem wędrowców, górników, żołnierzy, kowali, bednarzy, artystów, więźniów oraz skautów i harcerzy.

Jest święty Jerzy jednym z Czternastu Wspomożycieli. Za pontyfikatu Jana XXIII został usunięty z kanonu świętych jako postać legendarna.

Znalazłem anegdotę Stefana Kisielewskiego, która dobrze to komentuje.

Zadzwonił do Kisielewskiego rozgniewany Stanisław Cat-Mackiewicz(były premier rządu emigracyjnego) ze słowami: -Co ten wasz szef wyrabia? – …Jaki szef? – No ten Jan XXIII. – A cóż ci takiego złego zrobił Papież? – Jak to, skasował św. Jerzego, czy on zwariował? Święty Jerzy, patron Litwy, patron Anglii. – Tak, ale podobno św. Jerzy nie istniał. Na co Cat-Mackiewicz odpowiedział: No i co z tego. A Pan Bóg istnieje?

W ikonografii przedstawiany jest najczęściej jako rycerz na koniu zabijający smoka. Jego atrybutami są anioł z wieńcem laurowym lub koroną, baranek, biała chorągiew, koń, palma męczeństwa, smok, smok zabity.

 

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W kwietniu 2018 ROKU.

Bądźmy z Chrystusem!

Jesteśmy chrześcijanami: bądźmy tedy z Chrystusem, a nie z jego sędziami. O, niech nas Bóg strzeże, abyśmy mieli Chrystusa sprzedać za trzydzieści srebrników! Niech nas Bóg strzeże wydać na niego Kajfaszowe potępienie. Lecz jeśli nie chcemy być Judaszami, strzeżmy oczy nasze i wyobraźnię od pożądania dóbr tego świata i wszelkiej chciwości; nie sądźmy z Judaszem, że pieniądz lepszy niż Bóg. Jeśli z Annaszem spółki mieć nie chcemy, strzeżmy umysł nasz i rozum od ufności w siebie i zarozumiałości. Niech z Annaszem nie sądzimy, że nasz sąd i nasze widzimisie mędrsze, niż prawda Boża. Jeśli nie chcemy Kajfaszem zostać, strzeżmy duszę naszą od chęci panowania, od chęci posiadania innych, od zazdrości bezbożnej. Niech z Kajfaszem nie sądzimy, że nasza wola, chęć świętsze, niż przykazanie Boże. W ten sposób tylko nie będziemy sędziami Chrystusa. W ten sposób także do tego przyjdziemy, że będziemy prawdziwie z Chrystusem. Niech wierzymy, że Bóg Dobro, Prawda, Pan, a przykazania Jego Zakon Żywota. A wtedy dopiero prawdziwie i rzeczywiście z Chrystusem będziemy, kiedy nas chciwość zdradzi, kiedy nas duma odepnie, kiedy nas zazdrość potępi. O, szczęśliwi, trzykroć szczęśliwi kiedy to nas spotka! Cieszmy się wtedy i radujmy, wyskakujmy i weselmy się, bośmy wtenczas prawdziwie z Chrystusem. Tak jak Apostołowie cieszyli się i szli weseląc się, ibant gudentes, sprzed oblicza zboru żydowskiego, iż godni byli z Chrystusem cierpieć, z Chrystusem być osądzeni, z Chrystusem odepchnięci, z Chrystusem potępieni, tak i my wtenczas cieszmy się i weselmy, bośmy wtenczas prawdziwie Chrystusowi, bośmy wtenczas pewni, że jak z Chrystusem współcierpimy, tak z Chrystusem będziemy współuwielbieni!

 

Ks. Piotr Semenenko Kazania o męce i śmierci Pana Jezusa; Viator Warszawa 2001

 

Wszechmogący, dobry Panie

Wszechmogący, dobry Panie,
O jak jawne Twe kochanie
Człowieka, stworzenia Swego,
Łaski Twojej niewdzięcznego.Stworzyłeś go tak nadobnym,
Twarzy Twej świętej podobnym;
Wszystko coś na świecie sprawił,
Pod władzęś człowieka stawił.

Lecz stał Ci się nieposłusznym,
Gardząc przykazaniem słusznym,
Stąd zasłużył potępienia,
Niewdzięczne łask Twych stworzenie.

Wszak Ty Pan miłosierny,
By nie zginął człek mizerny,
Przyrzekłeś mu odkupienie
Przez Syna Twego wcielenie.

Gdy przyszedł czas Twej litości,
Dałeś Anioła jasności,
Żeby Maryi objawił,
Co w niej Bóg Duch święty sprawił.

Że miała porodzić Syna,
Przez którego grzechów wina
Ma być męką wypłacona,
Dusza ludzka odkupiona.

Więc przeszedł Syn na świat Boski,
Cierpiał smutek, wszelkie troski;
Jeszcze mu się mało zdało,
Wydał na krzyż Swoje ciało.Szósty dzień przed Wielkanocą,
Kiedy wjeżdżał dziwną mocą
Do Jerozolimskiej bramy,
wyszły Mu dziatki z palmami.

Wdzięczne Mu głosy śpiewały,
Króle Go swym wyznawały:
Witaj, Zbawicielu świata,
Przez długie czekany lata!

O jak prędka jest odmiana
W ludzkim afekcie do Pana!
Bo po krótkim potem czasie
Ciągną do miasta w hałasie,

A jak łotra związanego
Prowadzą Syna Bożego
I niesławą ochydzają
Zdrajco, łotrze, nań wołają.

Amen

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich – o Męce Pańskiej

 

 

Pożyteczne trudności

O pożytku z trudności

  1. To dobrze, że niekiedy napotykamy trudności i przeszkody, bo one zmuszają człowieka, aby wejrzał w swoje serce i przypomniał sobie, że jest tu tylko przechodniem i nie ma prawa budować nadziei na żadnej rzeczy tego świata.
    To dobrze, że cierpimy czasem zarzuty i oskarżenia i że niektórzy źle o nas myślą, nawet jeśli staramy się i czynimy dobrze. To pomaga nam wyrobić w sobie pokorę i nie dopuszcza do nas próżnego rozgłosu. Wtedy bowiem, kiedy ludzie nie doceniają nas i niedobrze o nas sądzą, usilniej szukamy naszego wewnętrznego świadka – Boga.
  2. Dlatego człowiek powinien opierać się wyłącznie na Bogu, aby nie musiał szukać nieustannie potwierdzenia siebie u ludzi. Człowiek dobrej woli, dopiero kiedy gnębią go pokusy albo złe myśli, pojmuje, jak bardzo potrzebny mu jest Bóg i już wie, że bez Niego nie mógłby zdziałać nic dobrego.
    A przecież kiedy jest smutny, jęczy i modli się, aby Bóg odjął mu cierpienie. Czasem wydaje mu się, że nie warto żyć dłużej, przywołuje śmierć, aby uwolnić się od bólu i móc przebywać z Chrystusem. Dopiero wtedy zaczyna rozumieć, że tu, na świecie, nie ma trwałego bezpieczeństwa i pokoju.

 

O naśladowaniu Chrystusa; Tomasz a Kempis – Cz. I; rozdział XII

Droga potępionych

Ci którzy Boga nie posiadają, nie mogą być nasyceni, choćby posiedli cały świat, gdyż rzeczy stworzone są mniejsze niż człowiek; są bowiem stworzone dla człowieka, nie człowiek dla nich. Nie mogą więc być przez nie nasyceni. Tylko Bóg może ich nasycić. Przeto ci biedacy, tkwiąc w takiej ślepocie, są głodni; nigdy się nie mogą nasycić, ciągle pożądają tego, czego nie mogą posiąść, bo nie proszą o to Boga, który może im to dać.

Chcesz wiedzieć, czemu cierpią? Wiesz, jakie miłość zawsze zadaje cierpienie, gdy człowiek traci coś, z czym się utożsamił. Tamci utożsamili się przez miłość z ziemią w różny sposób; stali się ziemią.

Ten utożsamia się z bogactwem, ten z zaszczytami, ten z dziećmi; jeden opuszcza Boga by służyć stworzeniom, tamten czyni z ciała swego nieczyste grube zwierzę. I tak, bez względu na stan, pożądają ziemi i pasą się nią. Chcieliby, aby rzeczy te były stałe, a one stałe nie są: przemijają jak wiatr. Albo śmierć odrywa ich od tego, co kochają, lub to co kochają, odbiera im boże zarządzenie. Pozbawieni tych dóbr bardzo cierpią. Im większą była ich nieuporządkowana miłość posiadania, tym większą jest boleść straty. Gdyby byli posiadali te rzeczy jako pożyczone, a nie własne, zostawiliby je teraz bez żalu. Smucą się, bo nie mają tego, czego pragną. Bo, świat nie może ich nasycić; nie będąc syci, cierpią.

Jakże nęka oścień sumienia! Jakież męki sprawia żądza zemsty, która ustawicznie trawi duszę i uśmierca ją, zanim zabiła nieprzyjaciela; pierwsza ginie dusza od noża nienawiści.

Jakąż męką znosi skąpiec, który z chciwości umniejsza swe potrzeby! Jakież udręki doznaje zawistny, który wiecznie gryzie się w sercu swoim i nie daje mu radować się szczęściem bliźniego. Wszystkie rzeczy, które ludzie kochają zmysłowo, są im źródłem strapienia i nieumiarkowanych obaw. Wzięli na ramiona krzyż diabła i mają przedsmak piekła, życie jest dla nich pełne chorób wszelkiego rodzaju i jeśli się nie poprawią, czeka ich śmierć wieczna.

Oto ci, ranieni cierniami licznych udręczeń, umęczają się jeszcze sami nieuporządkowaną wolą własną. Ci niosą krzyż w sercu i w ciele: dusza i ciało przechodzą katusze i męki bez żadnej zasługi, bo nie znoszą trudów z cierpliwością, lecz z niecierpliwością, ponieważ zdobyli i posiadali złoto i rozkosze świata z nieuporządkowaną miłością. Pozbawieni życia łaski i porywu miłości, stali się drzewami martwymi; także wszystkie uczynki ich są martwe. Ze smutkiem idą przez rzeką, gdzie toną; i dochodzą do wody śmierci; przechodzą z nienawiścią w sercu przez bramę diabła i otrzymują potępienie wieczne.

 

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012

 

Przez Belzebuba wyrzuca czarty

Niektórzy jednak z nich rzekli: Mocą Belzebuba, księcia czartowskiego, wypędza szatanów… Ale on, znając ich myśli rzekł do nich: Każde królestwo, szarpane w sobie niezgodą, pustoszeje, a dom na dom się zwali. (Łuk. 11, 15-17).

  1. I oni także byli ludźmi, którzy sądzili, że pragną tego co dobre, z przecież tak krzywo myśleli o Panu. Oto na jakie zaćmienie i spaczenie narażone jest podmiotowa pojmowanie rzeczy. Może ono być całkowicie przesiąknięte pierwiastkami uczuciowymi i dlatego wszystko rozumieć opacznie, nawet Chrystusa. O takich mówi Pan: „Plemię jaszczurcze, pełni jesteście jadu, który wyrzucacie z siebie słowem i czynem. Jesteście jak te zwierciadła wklęsłe, wszystko się w waszym umyśle wykrzywia”. – Bo też do poznania prawdy potrzeba duszy oczyszczonej, kornej, uporządkowanej, podniosłej. Upodobanie i nieupodobanie, niechęć i sympatia silnie na sąd wpływają. Potrzeba badać gruntownie i wyzwalać swój umysł, by osiągnąć cnotę. Tu szerokie pole do pracy.
  2. Ale jeśli palcem bożym czarty wypędzam, zaiste przyszło już do was królestwo boże. O posłannictwie Jezusa wątpić niepodobna. Jego wpływ czyni każdego lepszym i szlachetniejszym i wszystkich zbliża do Boga. To jest właśnie palec boże, ujawniający się w jego dziele. Gdyby był zły, byłoby się to raz po raz okazało. Sam powiada trafnie przy innej sposobności: „Dobry człowiek z dobrego skarbca wydobywa rzeczy dobre, a człowiek zły ze złego skarbca złe rzeczy wydaje”. „Dobry skarbiec” – to zapas dobra, nagromadzonego w duszy. Ja w ulu miód się zbiera z mnóstwa kwiatów, jak w zbiornikach wód górskich mieszczą się kryształowe głębię, tak „dobry skarbiec” powinien się gromadzić w naszych duszach. A nie jest to nic innego, jeno dobra wola, czyli wola odpowiadająca celowi, położeniu i zadaniu. „Zły skarbiec” – to usposobienie ducha zaćmione, zatrute, wypaczone. Smutny to skarbiec, zaiste! Jak wzniosłe wobec tego ono słowo, które zapowiada pokój na ziemi ludziom dobrej woli.
  3. Ale powiadam wam: z każdego słowa próżnego, jakie wymówią ludzie, zdadzą rachunek w dzień sądu (Mat 12,36). We wszystkim należy postępować według prawideł moralnych. Każde słowo, każdy dowcip, dobry humor, konwersacja, gawęda, wszystko powinno być odbiciem pięknej, dobrej duszy. Mowa lekkomyślna, krytykująca, uszczypliwa, nieszanująca, zmrażająca, podobna do słoty jesiennej, która tworzy jedynie błoto i zgniliznę. Zwłaszcza obmową będę się brzydził, wiedząc, że będę musiał z niej zdać rachunek w dzień sądu. Będę się także brzydził owemi niedokładnymi, niesumiennymi sposobami wyrażania się, które osobę drugich stawiają w fałszywym świetle, powiększając lub umniejszając prawdę. Będę się brzydził w konwersacji tym cieniowanie, które jak strzały godzą w bliźniego, ową paplaniną, która obrabia tylko błędy i słabostki drugich i nieświadomie podnieca w nas złośliwość i samolubstwo. Świadomie dobrotliwa i „wykwintna” dusza unika tego wszystkiego, czuwa nad sobą, pobudza się do życzliwości dla drugich, tak przestaje i rozmawia z bliźnim, by w niczym nie przypominać much targowych, os lub żuków.

 

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Natura i łaska

 

  1. Przemyśl dobrze działanie natury i łaski, bo są one całkiem odmienne i ukryte, trudno je rozpoznać nawet człowiekowi żyjącemu życiem duchowym, obdarzonemu światłem wewnętrznym. Bo wszyscy w jakiś sposób dążą do dobra i zawsze jest coś dobrego w ich słowach lub czynach, toteż łatwo się dać uwieść pozorom.
    Natura jest podstępna, potrafi przyciągać, usidlać i omamiać, a zawsze ma za cel siebie, łaska zaś jest prosta, omija zło pod każdą postacią, nie stosuje żadnych sztuczek i działa wyłącznie dla Boga, bo Jego ma na celu.
  2. Naturze obca jest myśl o śmierci, nie chce być ujarzmiona i tłumiona, nie chce nikomu podlegać ani sama poddawać się komuś, łaska zaś usilnie dąży do śmierci swojego ja, buntuje się przeciwko popędom, chce być podległa, pragnie być pokonana, nie pożąda własnej wolności.
    Lubi trwać w posłuszeństwie, nie pragnie nad nikim panować, ale zawsze chce żyć, trwać i pozostawać pod władzą Boga i gotowa jest poddać się pokornie każdemu dla Boga.
    Natura pracuje dla własnej korzyści i do tego zmierza, aby od drugiego coś skorzystać, łaska zaś szuka nie tego, co dla człowieka wygodne i pożyteczne, ale co potrzebne wszystkim. Natura chętnie przyjmuje oznaki czci i szacunku, łaska zaś odnosi wiernie cześć i chwałę wyłącznie dla Boga.
  3. Natura lęka się pogardy i wstydu, łaska zaś cieszy się, że może cierpieć obelgi dla imienia Jezusa. Natura lubi odpoczynek i spokój fizyczny, laska zaś rwie się do trudu.
    Natura poszukuje rzeczy ciekawych i pięknych, odpycha od siebie szpetne i pospolite, łaska zaś kocha to, co proste i pokorne, nie brzydzi się brzydotą, nie waha się odziać w znoszone łachmany.
    Natura ogląda się na to, co doczesne, cieszy się z zysku, smuci po stracie, złości ją byle krzywdzące słówko, łaska spogląda ku temu, co wieczne, nie przywiązuje się do tego, co przemija, nie zważa na żadną utratę, nie gniewa się z powodu ostrych słóa., bo skarb swój i radość złożyła w niebie, gdzie nic nie ginie.
  4. Natura jest chciwa, chętniej bierze, niż daje, lubi mieć i posiadać, łaska jest otwarta i ogarniająca, unika posiadania, zadowala się małym uważa, że większym szczęściem jest dawać niż otrzymywać.
    Natura lgnie do innych istot, do własnego ciała, do rozrywek i rozmów, łaska ciąży ku Bogu i ku dobru, odrzuca to, co stworzone, odwraca się od światowości, gardzi pragnieniami ciała, nie lubi się uzewnętrzniać, wstydzi się być na pokaz.
    Natura chętnie zatrzymuje sobie jakąś pociechę, w której znajduje swoje zadowolenie, ale łaska tylko od Boga pragnie pociechy i zadowolić ją może ponad wszystko, co widzialne, tylko najwyższe dobro.
  5. Natura robi wszystko dla zysku i własnego dobra, nie umie nic zrobić bezinteresownie, ale zawsze oczekuje za dobro równej mu w cenie albo wyższej jeszcze zapłaty, albo chociaż czci i zaszczytu, zawsze więc starannie wyważa swoje gesty i dary.
    Łaska zaś nie żąda niczego doczesnego, nie czeka nagrody, bo pragnie jako nagrody samego Boga, a z konieczności rzeczy doczesnych wybiera tylko te, które mogą służyć osiągnięciu rzeczy wiecznych.
  6. Natura cieszy się z mnóstwa przyjaciół i bliskich, chlubi się szlachectwem i urodzeniem, uśmiecha się do możnych, zaleca do majętnych, przyklaskuje sobie podobnym, łaska zaś kocha nawet nieprzyjaciół, nie chwali się tłumem przyjaciół nie ceni sobie miejsca społecznego ani urodzenia, chyba że jest z nim związana większa cnota.
    Sprzyja raczej ubogim niż bogatym, współczuje więcej niewinnym niż możnym, raduje się z uczciwym, a nie z przeniewiercą, zachęca dobrych, by o lepsze łaski szli w zawody i upodabniali się w cnotach do Syna Bożego. Natura uskarża się na najmniejszy trud i niedostatek, łaska spokojnie znosi ubóstwo
  7. Natura wszystko do siebie ściąga, o siebie walczy, o swoje się dopomina, łaska wszystko sprowadza do Boga, od którego pochodzi każde istnienie, sobie nie przypisuje nic dobrego i nic zuchwale dla siebie nie żąda, nie upiera się przy swoim i nie wynosi swojego zdania ponad cudze, ale w każdej myśli i w każdym rozumowaniu podporządkowuje się wiecznej mądrości i Bożej ocenie.
    Natura chce wiedzieć to, co niewiadome, i słyszeć ciągle nowości, chce się ujawniać na zewnątrz i doświadczać wszystkiego przez zmysły, pragnie uznania i takiego działania, z którego mogłaby czerpać podziw i sławę, łaska nie dba o nowiny, nie wychwytuje ciekawostek. Wszystko to pochodzi z grzechu pierworodnego, bo nie ma na ziemi nic nowego i nic trwałego.
    Uczy się więc powściągać zmysły, unikać próżnego zadowolenia i ostentacji, pokornie ukrywać się z tym, co godne pochwały i podziwu, a w każdej rzeczy i w każdej dziedzinie wiedzy szukać owocu pożytecznego, czci i chwały Bożej. Nie chce, aby mówiono o niej i o jej sprawach, ale pragnie, aby w darach jej błogosławiono Boga, który wszystko daje z nadmiaru miłości.
  8. To jest łaska, światło nadprzyrodzone, szczególny dar Boży, znamię wybranych i obietnica zbawienia. Ona to unosi człowieka ponad ziemię ku umiłowaniu nieba i z człowieka cielesnego czyni duchowego.
    Im bardziej więc człowiek przezwycięża i opanowuje naturę, tym więcej łaski spływa na niego i tak przez codzienne ponawiane obcowanie z Bogiem człowiek wewnętrzny urabia się na obraz Boga.

 

O naśladowani Chrystusa; Tomasz a Kempis – Cz. III; rozdział LIV

 

 

 

Mistrz Wincenty

Błogosławiony Wincenty Kadłubek urodził się około 1150 roku. O miejsce jego narodzin spierają się dwie miejscowości: Kargowa pod Stopnicą oraz Karwowa niedaleko Opatowa. Również data urodzin jak i pochodzenie rodziców jest dyskusyjne. Jan Długosz podaje, że pochodził z rodu Porajów herbu Róża, ale są informacje, że mógł należeć do rodu Lisów oraz że jego ojcem był palatyn Stefan brat wojewody krakowskiego Mikołaja (Mikory).

Nauki zaczął pobierać w Stopnicy a następnie w szkole katedralnej w Krakowie. Odbył studia w uniwersytecie w Paryżu oraz w Bolonii. Po raz pierwszy pojawia się w dokumencie Kazimierza Sprawiedliwego w 1189 roku. Zapewne już wtedy miał święcenia kapłańskie. Pracuje na dworze księcia Kazimierza i w tym czasie tworzy zasady pracy kancelarii książęcej obsługującej władcę i jego dwór w funkcjach państwowych oraz dyplomatycznych.

W 1194 roku zaczął pisać „Kronikę polską” – największe dzieło swego życia jak i literatury ówczesnych czasów.

Bł. Wincenty Kadłubek wg rys. J. Matejki

W tym samy roku umiera książę Kazimierz Sprawiedliwy a Mistrz Wincenty zostaje prepozytem (przełożony kapituły kanoników czyli osób żyjących według określonych zasad; dawniej kanonikiem mogła zostać osoba nie posiadająca święceń) kolegiaty w Sandomierzu.

W roku 1207 umiera biskup krakowski Pełka i jego następcą zostaje wybrany Wincenty Kadłubek. Biskup Kadłubek był zwolennikiem reform mających na celu uniezależnienie Kościoła od władzy świeckiej oraz wprowadzenie celibatu wśród duchownych. Brał udział w synodach lokalnych mających na celu realizację tych reform: w Borzykowie 1210, w Matyczowie 1212, w Gnieźnie 1213 i w Sieradzu 1213, w Wolborzu 1214.

Wspierał szczególnie zakony bożogrobowców i cystersów. Biskup Wincenty Kadłubek z Krakowa był uczestnikiem IV soboru powszechnego Kościoła katolickiego w 1215 roku, który odbył się w Rzymie, na Lateranie. Był szerzycielem kultu św. Floriana, (relikwie jego prawdopodobnie sprowadził do Krakowa) oraz św. Stanisława Biskupa Męczennika. Jego kult do Najświętszego Sakramentu obrazuje wprowadzenie w kościołach tzw. wiecznej lampki przed tabernakulum.

Po dziesięciu latach urzędowania w 1218 roku składa rezygnację i wstępuje do klasztoru. Udaje się do opactwa cystersów w Jędrzejowie, gdzie wcześniej sam konsekrował kościół. Zgodnie z ascetyczną zasadą: „Bogu wszystko – sobie nic” pozostawia swój majątek rodowy, bogactwo i zaszczyty urzędu i – jak podaje tradycja – pieszo i boso jak pokutnik udaje się do klasztoru. Opat Teodoryk z zakonnikami wychodzi mu naprzeciw a na miejscu ich spotkania usypany został w 1918 roku Kopiec Spotkania, który można oglądać do dnia dzisiejszego. Zostaje pierwszym Polakiem cystersem.

Według niektórych przekazów w Jędrzejowie napisał czwartą cześć „Kroniki polskiej”.  Umarł 8 marca 1223 roku i został pochowany w prezbiterium klasztornego kościoła.

Błogosławiony Wincenty Kadłubek znany jest nam jako autor „Kroniki polskiej” (Chronica Polonorum) dzieła obejmującego historię Polski od zamierzchłych czasów do 1202 roku. Dziś można spotkać głosy zarzucające Kadłubkowi fantazjowanie i fikcję w opisywaniu początków państwowości piastowskiej.

Mistrz Wincenty jest przedstawicielem szkoły która naukę historii pojmuje, jako zestawienie faktów i objaśnień literackich mających na celu wyjaśnienie i zrozumienie u odbiorcy współczesnych mu wydarzeń. Dzieło Mistrza Wincentego było pisane z myślą przewodnią którą była teza, że najważniejszą wartością w życiu człowieka i społeczności jest dobro ojczyzny.

Dzieło to powstało z miłości do ojczyzny i literatury starożytnej. To Mistrz Wincenty Kadłubek jest twórcą określenia państwa polskiego terminem Rzeczpospolita. Czerpiąc z prac Cycerona i jego poglądów na rządy prawa, Kadłubek przystosował jego poglądy do XIII wiecznych realiów. To od niego pochodzi twierdzenie, że Polska nie jest własnością monarchy ale społeczeństwa, które rządzi się ustanowionym prawem i samo wybiera władców. Patriotyzm to, według Wincentego, gotowość do zbrojnej obrony niepodległości Polski oraz codziennej obrony wolności Polaków. Opiera się ona na przestrzeganiu przez obywateli i władzę praworządności. Od starożytnych pisarzy przyjął, że państwo opiera się na dwóch filarach – wojsku i prawie na wzór republiki rzymskiej.

Już w XIII wieku dzieło Mistrza Wincentego używane było do nauczania historii w krakowskiej szkole katedralnej a w wieku XIV stało się podręcznikiem w Akademii Krakowskiej.

Tekst Kroniki został zapisany w języku łacińskim. Dzieło Mistrza zwanego Kadłubkiem jest napisane tak kunsztowną łaciną, że trudno było to przełożyć na język polski, dlatego też pełne tłumaczenie opublikowane zostało po żmudnej pracy dopiero w 1974 roku.

Kronika Mistrza Kadłubka była źródłem dla literatury polskiej. Korzystali z niej Jan Kochanowski, Hieronim Morsztyn, Wacław Potocki, Ignacy Krasicki, Adam Mickiewicz, Cyprian Kamil Norwid, Stanisław Wyspiański czy też Henryk Sienkiewicz.

Z Kroniki pochodzą przysłowia: rzadko kruk krukowi oko wydziobuje, ryby łatwiej łowi się w mętnej wodzie, gdzie dwóch się kłóci, tam trzeci korzysta.

Grób Mistrza Wincentego nawiedzali m.in.: Konrad Mazowiecki, król Kazimierz Wielki, Jan Długosz, Jan Zamoyski, Michał Zebrzydowski.

13 listopada 1634 roku synod krajowy wystosował prośbę o kanonizację Mistrza Wincentego Kadłubka co zostało dokonane przez papieża Klemensa XIII w 1764 roku.

Błogosławiony Wincenty Kadłubek jest patronem archidiecezji warmińskiej oraz diecezji kieleckiej i sandomierskiej oraz miasta Jędrzejowa.

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W marcu 2018 ROKU.