Na uroczystość Trójcy Przenajświętszej

Przyjdź Trójco prosim ubóstwo,
Równa jasność, jedno Bóstwo,
Ty, Panie, jesteś wszystkiego
Początkiem bez końca wszego.Wojska niebieskie Cię sławią,
Chwałę Twą, pokłonem bawią,
I trójna machina świata
Błogosławią w wieczne lata.

Ot jesteśmy i my niscy
Słudzy Twoi, i kłaniam wszyscy;

Nie gardź żądzą i proźbami,
Z niebieskiemi łącz hymnami,Jednem światłem wyznawamy,
Przed niem trójnie upadamy,
Alfa, Omega zowiemy,
Że wszelki duch chwali, wiemy.

Chwała Bogu przedwiecznemu,
Chwała Jednorodzonemu,
Chwała Duchowi Świętemu,
Bogu w Trójcy jedynemu.

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich – na uroczystość Trójcy Przenajświętszej

 

Smutek Ducha Św.

Nie zasmucajcie Ducha Świętego Bożego (Ef 4,30)

  1. Dusza moja zachwyca się na myśl, że zasmucić możemy Ducha św. Jeśli to bowiem prawda, tedy pewnym także, że nas kocha i o nas się troszczy. I w istocie Duch św. ma powody do głębokiego smutku. Pierwszym jest piekło, przedmiot jego „gniewu posępnego”, drugim śmierć, która stanęła w poprzek jego woli, chcącej odżyć człowieka życiem nieśmiertelnym, trzecim grzech, „albowiem Duch Święty karności uciecze przed obłudnością” (Mądr 1,5). Zasmucając Ducha Św. właściwie sami siebie pogrążamy w smutku. Zwolna bowiem zanikają nasze prawdziwe radości, jakich doznają dusze, napełnione Bogiem, a nasz zmysły i skłonności zaczynają smakować sobie w ziemi. Duch natomiast i łaska wydają się nam czymś mglistym i nierealnym, na obliczu odbija się nuda i występują rysy starcze. Znak to, że zaczyna się rozkład. Niech nas Bóg od tego uchowa! Służmy więc Panu w czystości i „w radości”.
  2. Ducha nie gaście (1 Tes 5,19). Duch św. jest płomieniem ognistym, atoli ogień można zgasić, ducha można zabić. Często i lekkomyślnie popełniane grzechy powszednie gaszą z wolna życie wewnętrzne i przywiązanie do Boga, oziębiają tego ducha subtelnego i delikatnego, Nie dziw, że dusza lekkomyślna, nie dbająca o małe grzeszki, wpada także w grzech ciężki. Będę więc czuwał nad sobą i unikał wszelkiej dobrowolnej obrazy Boga. Chcę być wrażliwy na wszystko, co się odnosi do życia łaski.
  3. Nie odganiajcie Ducha … postępowaniem niskim, nieszlachetnym. Powinienem czuć głęboko, że Duch Św. zasługuje na uwagę, na gotowość do usług, uprzejmość i że zawsze wypada mi być na wysokości takiego wytwornego usposobienia. Dusza może sprostaczeć, utracić godność nieskazitelności i piękno poprawności, tak że ledwo odczuwać będzie natchnienia Ducha. Otóż przez wrażliwość moralną mogę zostać narzędziem Ducha Św., w którem Duch ten będzie mieszkał i przez które będzie działał. Ale mogę stać się również złamaną lutnią, zamuloną laguną. Będę więc uważał na pobudzenia i natchnienia Ducha Świętego.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

 

Niepokalane Serce Maryi

Objawienie Niepolanego Serca Maryi było wyjawienie największego sekretu Maryi oraz celem wydarzeń w Fatimie. To właśnie w Fatimie to Serce zostało objawione światu. Pokazane zostało znaczenie, cel i konieczność uciekania się całej ludzkości do Jej Niepokalanego Serca.

Słowa przekazane dzieciom w Fatimie dotyczą nie tylko ich samych, skierowane są do każdego nas. To jest plan Boży głoszony przez Maryję Pannę dla świata:

„Jezus chce się posłużyć tobą, aby ludzie mnie poznali i pokochali. On pragnie ustanowić na świecie nabożeństwo do Mojego Niepokalanego Serca. Każdemu kto je przyjmie, obiecuję zbawienie; te dusze będą miłe Bogu jak kwiaty umieszczone przeze mnie dla ozdoby Jego tronu.

Moje Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która Cię zaprowadzi do Boga. ”

Mamy tu najpierw czym jest Jej Niepokalane Serce. Wyjawiona został moc Jej Serca i skutki jakie można przez Nie osiągnąć, jeśli tylko zechcemy zastosować się do Jej wskazówek. Następnie Matka Boża ukazała dzieciom swoje Niepokalane Serce. Mogły one obcować w najbliższy możliwy dla ludzi sposób z Rodzicielką Zbawienia. „Przed prawą dłonią Matki Bożej znajdowało się SERCE, otoczone cierniami, które wydawały się je przebijać. Zrozumieliśmy, że było to NIEPOKALANE SERCE MARYI, znieważane przez grzechy ludzkości, które pragnęło zadośćuczynienia”.

We wcześniejszych objawieniach nie było prośby o jakieś specjalne nabożeństwa – Fatima jest pod tym względem pierwszym takim przypadkiem. To pokazuje doniosłość tego nabożeństwa jak również szczególną potrzebę w naszych czasach. Według słów Maryi nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca ma być ustanowione na całym świecie, aby każdy mógł przez Nie się uświęcać i osiągnąć zbawienie. Obietnica zbawienia jest odbiciem obecnego w Niej Boga, który poprzez kult i nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny zsyła nam wszelkie łaski.

W 1930 siostrze Łucji został objawiony sposób praktykowania nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi.

Jest pięć zniewag i bluźnierstw przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi:

  1. bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu,
  2. bluźnierstwa przeciwko Jej Dziewictwu,
  3. bluźnierstwa przeciwko Boskiemu Macierzyństwu i nieuznawanie w Niej Matki ludzi,
  4. znieważanie czynione przez tych którzy usiłują publicznie wpajać w serca dzieci obojętność, pogardę, a nawet odrazę wobec Niepokalanej Matki,
  5. bluźnierstwa, które znieważają Maryję w Jej Świętych wizerunkach.

Z tego powodu dla tych co przez 5 kolejnych miesięcy w pierwsze soboty:

  1. odprawią spowiedź św.,
  2. przyjmą Komunię św.,
  3. odmówią Różaniec,
  4. przez 15 minut będą rozmyślać o 15 tajemnicach Różańca w intencji zadośćuczynienia,

Najświętsza Maryja Panna obiecuje przyjść z pomoc w godzinę śmierci ze wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia.

Mała Łucja usłyszała od Matki Bożej słowa: Nie trać odwagi. Nigdy cię nie opuszczę. Moje Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która cię zaprowadzi do Boga. Słowa i zapewnienia możemy potraktować bardzo osobiście. Mimo naszych grzechów, mimo naszych upadków Orędowniczka nasza będzie zawsze przy nas. Tylko od nas samych zależy czy będziemy chcieli się do niej zwrócić w upadku, od nas zależy czy będziemy trwać w grzechu czy też udamy się Wszechpośredniczką Łask wszelkich, do Matki Miłosierdzia by oczyścić się z brudu grzechu. Ile razy byśmy nie upadli, jak głęboko byśmy nie upadli to Jej Serce jest zawsze otwarte i czeka na zbłąkane dusze. Jest ono dla ucieczką, obroną, schronieniem w walce z pokusami świata, ze słabościami ciała i duszy, w pokonywaniu zniechęcenia. Mamy również pewność, że Niepokalane Serce Maryi zaprowadzi nas do Boga. Prowadzi nas Ono do Boga, nie zbłądzimy w naszej wędrówce, nasze trudy życia nie będą zmarnowane. Jej Niepokalane Serce jest świątynią Ducha Świętego.

 

W oparciu o „Gwiazda przewodnia czasów ostatecznych”; ks. Karola Stehlina FSSPX.

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W MARCU 2017 ROKU.

Reinkarnacja

Kościół odrzuca naukę o reinkarnacji i naucza, że dusza  zaraz po śmierci przechodzi do nowej, ostatecznej i wiecznej formy istnienia: zostaje zbawiona po ewentualnym oczyszczeniu, zwanym czyśćcem, lub też potępiona na zawsze, nigdy jednak nie wciela się ponownie ani w kogoś, ani w coś. Dusza nowego poczętego dziecka zawsze jest stwarzana bezpośrednio przez Trójcę Świętą.

http://www.teologia.pl/m_k/zag03-03.htm

 

Wiara w reinkarnację duszy jest niezgodna z Objawieniem Bożym. Prawdopodobnie wynika ona z błędnych wniosków wyciągniętych ze złudnych doznań psychicznych. Częstym złudzeniem psychicznym jest wrażenie doświadczania „duchowych wędrówek” i wielokrotnych żywotów w różnych ciałach. Sadzę, że rozszczepienie jaźni jest podstawową przyczyną powstania wiary w reinkarnację duszy.(…)

Biblijna wizja powstania świata uczy, że wszystko, cokolwiek istnieje, stworzył Bóg aktem swojej woli – wszystko pojawiło się na rozkaz Boga(niekoniecznie natychmiast). W akcie stwarzającym człowieka, jak w żadnym innym, Bóg wyraża decyzję uczynienia istoty podobnej Sobie. To nie zwierzę stworzył na Swój obraz, ale mężczyznę i kobietę. Nie ma więc duchowego związku pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem! Bóg bardzo plastycznie poucza o tym w swym Objawieniu, gdy ukazuje Adama, który robi przegląd wszystkich żywych istot i odpowiednio je określa – nadaje im imiona – lecz nie znajduje stworzenia równego sobie. Dopiero gdy zobaczył Ewę, powiedział: „ta jest kością z mojej kości i ciałem z mego ciała!”(Rdz 2, 20-24). W ten sposób autor natchniony uczy o identyczności natury kobiety i mężczyzny. W Biblii nie ma też mowy, żeby Bóg stworzył różne gatunki ludzi; wszyscy mają tę samą naturę.

Biblijny opis stworzenia człowieka poucza, że nie dusza, lecz ciało człowieka ma związek z ziemią – pochodzi z ziemi. Niezależnie od tego czy zaistniało ono natychmiast, czy Bóg powoli kierował jego rozwojem, autor natchniony uczy o identyczności składników naszego ciała ze składnikami ziemi. To właśnie oznacza „lepienie z ziemi” i to także przypomina Kościół każdemu człowiekowi podczas posypywania głowy popiołem: „Pamiętaj człowieku, że prochem jesteś i w proch się obrócisz”. Dzięki ziemskiej  naturze naszego ciała, związki chemiczne wchodzące w skład roślin i zwierząt, poprzez odżywianie się nimi, stają się budulcem naszego ciała. Można więc mówić o „reinkarnacji” pierwiastków chemicznych, a nie o reinkarnacji duszy! To te same pierwiastki chemiczne, które wchodzą w skład organizmu roślinnego, są budulcem zarówno ciała zwierzęcego jak i ludzkiego; i odwrotnie: wydalone z ciała zwierzęcego czy ludzkiego, znów mogą wejść w organizm rośliny. Krążenie pierwiastków chemicznych w przyrodzie jest każdemu dobrze znane; nie można jednak w ten sam sposób rozumieć funkcjonowania duszy! Dusza ludzka nie jest materialna. Dzięki niej człowiek przewyższa wszelkie stworzenie na ziemi. Dlatego Bóg polecił ludziom, aby ziemię czynili sobie poddaną i panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem i wszelkim zwierzęciem naziemnym (Rdz 1,28).

Powołanie ludzi do współpracy w kierowaniu światem wymaga podporządkowania się jego Stwórcy. Dlatego tylko człowiekowi Bóg dał przykazanie: „Z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz”(Rdz 2,17). Za złamanie Jego przykazania nie groził Bóg reinkarnacją, lecz śmiercią! W innym miejscu Pisma Świętego czytamy, że po śmierci nie ma powrotu (Syr 38,21) oraz że: „postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd” (Hbr 9, 27). Sąd zaś musi pociągać za sobą wymiar sprawiedliwości – nagrodę lub karę. Na temat wiecznej nagrody lub kary jaka czeka ludzi po śmierci, Pismo Święte podaje wiele dowodów. Nigdzie natomiast nie ma wzmianki o wędrówce duszy, ani o tym, że sąd czeka także zwierzęta. Prawo moralne zwierząt nie dotyczy, więc nie ma logicznych podstaw, by sądzić, że po śmierci czeka je nagroda lub kara nawet w formie lepszego czy gorszego wcielenia!

Na przestrzeni wieków Bóg pouczał, że dusza ludzka jest nieśmiertelna, choć nie odwieczna(nie istniała uprzednio przed poczęciem człowieka) oraz, że ma ona związek tylko z jednym ciałem, które kiedyś zmartwychwstanie. Prawdy tej Bóg tak strzegł, że nie pozwalał swemu ludowi naśladować pogan nawet w ich zewnętrznych praktykach, które by sugerowały reinkarnację. Również Jezus Chrystus nie uczył o reinkarnacji, lecz o zmartwychwstaniu i Sam zmartwychwstał. Prawda o zmartwychwstaniu była podstawową dobrą nowiną, jaką Apostołowie i pierwsi chrześcijanie głosili całemu światu. Chociaż za czasów Jezusa żyli ludzie wierzący w reinkarnację, to jednak Jezus nigdy tego poglądu nie potwierdził. Mówił o ponownym duchowym narodzeniu się, ale nie przez reinkarnację, lecz przez chrzest. Św. Paweł także pisze o wyzbyciu się „starego” człowieka i obleczeniu się w „nowego”, ale ma na myśli, nie reinkarnację, lecz zerwanie z grzechem, by żyć w łasce uświęcającej. Błędnie niektórzy zwolennicy reinkarnacji powołują się na Pismo Święte, jakoby były w nim dowody za istnieniem wędrówki dusz. Powołują się na to, że w Ewangelii jest mowa o Janie Chrzcicielu jako o Eliaszu(por. Mt 11, 14), ale nie biorą pod uwagę faktu co wspólnego miał Jan Chrzciciel z Eliaszem. Przecież jest wyraźnie powiedziane, że Jan Chrzciciel będzie działał „w duchu i mocy Eliasza”(Łk 1, 17). I faktycznie działał on w duchu i mocy Eliasza, czyli z taką gorliwością i stanowczością jaką miał Eliasz, co nie oznacza, że posiadał on duszę Eliasza! Zresztą sam Jan Chrzciciel, zapytany czy jest Eliaszem, odrzekł: „nie jestem”(J 1, 21). Mamy też dowód z Góry Tabor na to, że Jan Chrzciciel nie był reinkarnacją duszy Eliasza, gdyż obok Jezusa – w chwale – ukazał się wraz z Mojżeszem właśnie Eliasz, a nie Jan Chrzciciel! W ogóle nigdzie na kartach Pisma Świętego, ani w nauce Apostołów, czy Ojców Kościoła nie ma argumentów przemawiających za reinkarnacją.

Chrześcijaństwo, które wierzy w jedyność osoby ludzkiej (każdy człowiek jest jedyny w oczach Bożych) i w jej jedność(osoba ludzka jest cielesno-duchowa), wyklucza wszelką perspektywę wędrówki duszy z jednego ciała do drugiego. Jezus Chrystus w pełni odkupił wszystkich ludzi, pokonują grzech i śmierć, jak to jest napisane: „Jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni” (1 Kor 15, 22). Zbawieni po swym zmartwychwstaniu staną się podobni do Chrystusa i będą mieć udział w Jego chwale i szczęściu nie mającym końca. Tak więc nie da się pogodzić wiary chrześcijańskiej w zmartwychwstanie wszystkich ludzi z okultystyczną wiarą w reinkarnację duszy.

 

Michaela Pawlik OP; Nie dajcie się uwieść … ; Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu; Sandomierz 2008

Objawienia fatimskie – modlitwa i cierpienie

Objawienie Matki Bożej w Fatimie początek swój ma 13 maja 1917 roku. Słowa jakie przekazała Łucji, Franciszkowi oraz małej Hiacyncie skierowane również do nas, żyjących 100 lat po tych wydarzeniach.

Pierwszymi słowami Matki Bożej są: „Nie bójcie się, nic złego wam nie zrobię”. Łucja wyjaśniała później, że strach jaki wtedy odczuwali był strachem przed nadchodzącą burzą. Pojawienie Maryi wywołało w nich jedynie zaskoczenie. Czytając dzisiaj słowa Matki Bożej możemy je odnieść do całego przekazu z Fatimy. Nie powinniśmy się obawiać orędzia przekazanego dzieciom. Mamy tu zapewnienie, że podążając za Maryją, za jej wskazaniami nic złego nas nie może spotkać.

Dzieci są zainteresowane tym, czy pójdą do nieba oraz czy ich zmarłe koleżanki są w niebie. Pytania te pokazują nam to co tak naprawdę ważne jest w życiu. Czy będę zbawiony, czy będę w niebie? Reszta jest podporządkowana temu ostatecznemu celowi. Odpowiedź Maryi jest różna w zależności kogo dotyczy pytanie. Jedna ze zmarłych koleżanek jest w niebie, druga będzie w czyśćcu do końca świata. Co do samych wizjonerów odpowiedź jest również złożona. Franciszek pójdzie do nieba, ale musi odmówić wiele różańców – czyli musi się dużo modlić. Mała Hiacynta też szybko będzie w niebie, ale czeka ją wiele cierpienie. Cierpienie nie ominie również Łucji chociaż będzie musiała dłużej czekać na dostanie się do nieba. Jej zadanie jest tu na ziemi.

Orędzie fatimskie zawiera się w dwóch słowach: modlitwa i cierpienie. Patrząc na dzieci fatimskie i ich zadania, to cierpienia w drodze do nieba, w uzyskaniu zbawienia jest dwukrotnie więcej niż modlitwy. Nie bójmy się cierpienie, ono jest złe tylko wtedy gdy nie wiemy co z nim zrobić. W momencie gdy zechcemy ofiarować nasze cierpienie w czyjejś intencji, jako zadośćuczynienie za swoje grzechy, czy też jako przebłaganie za grzechy innych zaczyna ono przynosić nam łaski. Cierpienie przybliża nas do Chrystusa, może być naśladowaniem Go w drodze na Kalwarię.

Cierpienie Łucji zaczęło się już w dniu pierwszego objawienia. Jej rodzina a zwłaszcza matka byli przekonani, że Łucja kłamie. Stała się „czarną owcą” w rodzinie, gdyż uważano, że przynosi wstyd rodzinie a otoczenie drwi z niej jak również z rodziny. 10-letnia Łucja tak opisuje swoje przeżycia: „Byłam przytłoczona goryczą, widziałam swą matkę tak mocno zdenerwowaną i chcącą za wszelką cenę zmusić mnie do przyznania się do kłamstwa. Tak bardzo chciałam zrobić to, czego sobie życzyła, ale jedynym sposobem by to zrobić było kłamstwo. Od kołyski wpajała swym dzieciom wielki strach przed kłamstwem i karała chłostą to z nas, które powiedziało nieprawdę.”(…)

„Moje siostry trzymały stronę mamy i dookoła mnie panowała atmosfera najwyższego potępienia i drwiny. Wtedy przypominałam sobie dawne dni i pytałam siebie: „Gdzie są te wszystkie uczucia, jakie moja rodzina miała dla mnie jeszcze tak niedawno?” Moją jedyną ulgą był płacz przed Bogiem, gdy składałam mu to w ofierze.”

Spotyka się głosy dusz pobożnych które nie potrafią zrozumieć dlaczego spotyka ich cierpienie. Wydaje się nam, że obietnica dana Łucji przez samą Matkę Bożą powinna dać jej radość i szczęście już tu, na ziemi. Zapominamy o słowach Zbawiciela: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa”(Łk 9 23-24).

Nawrócenie, wiara i wierność Zbawicielowi i jego Matce są często powodem do negatywnych reakcji. Reakcja taka może być od dobrych ludzi jak również od naszych najbliższych. Święci Pańscy musieli przejść przez takie doświadczenie. To jest plan Boży. Jeśli mamy osiągnąć zbawienie to musimy przejść przez ogień prób. Nie jest żadną zasługą być wiernym Chrystusowi gdy wiedzie się nam dobrze i jesteśmy radośni i szczęśliwi. Hiacynta i Łucja pokazują nam czym naprawdę jest wierność, wiara, zaufanie. Mimo cierpienia, mimo wyszydzania, wyśmiewania, poniżania nie mają wątpliwości w żadnym momencie że idą drogą do Boga. Modlą się za tych którzy przynoszą im cierpienie, ofiarowując swój ból Bogu.

W oparciu o książkę ks. Karola Stehlina FSSPX „Gwiazda przewodnia czasów ostatecznych”.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LUTYM 2017 ROKU.

Bogarodzica

Bogarodzica, dziewica, Bogiem sławiona Marya!
U twego Syna hospodyna, Matko zwolona, Marya!
Zjiści nam, spuści nam – Kyrie eleison
Twego Syna Chrzciciela zbożny czas.
Usłysz głosy, napełnij myśli człowiecze;
Słysz modlitwę jenże cię prosimy:
To dać raczy, jegoż prosimy:
Daj na świecie zbożny pobyt,
Po żywocie Rajski przebyt – Kyrie eleison.Narodził się dla nas Syn Boży,
Wto wierzaj człowiecze zbożny:
Iż przez trud Bóg Swój lud
Odjął djabłu z straży.
Przydał nam zdrowia wiecznego,
Starostę skował piekielnego:
Śmierć podjął, wspomnionął
Człowieka pierwszego.
Jeszcze trudy cierpiał bezmierne,
Jeszcze był nie przyśpiał za wierne,
Aże sam Bóg zmartwychwstał.Adamie, ty Boży kmieciu,
Ty siedzisz u Boga w wiecu;
Domieść nas, swe dzieci,
Gdzie królują już Święci.
Tam radość, tam miłość,
Tam widzenie Twórca
Anielskie bez końca;
Tu się nam zjawiło djable potępienie.Ni srebrem ni złotem nas z piekła odkupił,
Mocą Swą zastąpił;
Dla ciebie człowiecze, dał Bóg przekłuć sobie
Bok, ręce, nodze obie,
Krew święta szła, z boku na zbawienie tobie.Wierzże w to człowiecze,
Iż Jezus Bóg prawy cierpiał za nas rany,
Swą świętą Krew, przelał za nas Chrześcijany.
O duszy o grzesznej sam Bóg pieczą ima,
Djabłu ją odejma,
Gdzie to sam króluje,
Tamją k’Sobie przyjmuje.Już nam czas, godzina, grzechów się kajaci,
Bogu chwałę daci
Ze wszemi siłami Bogu miłowaci.
Marya Dziewica prosi Syna swego,
Króla niebieskiego,
Aby nas uchował ode wszego złego.
Wszyscy święci proście, nas grzesznych wspomożcie,
Byśmy z wami przebyli,
Jezu Chrysta chwalili.Tegoż nas domieści, Jezu Chryste miły,
Byśmy z Tobą byli,
Gdzie się nam radują już niebieskie siły.
Amen, Amen, Amen, Amen, Amen, Amen, Amen, tako Bóg daj,
Byśmy poszli wszyscy w Raj,
Gdzie królują Anieli.

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich – O Najświętszej Maryi Pannie

Witaj, dniu święty!

 

Witaj, dniu święty, żądany!
Na wszytek świat zawołany.
Gdy Pan piekło burząc wstaje,
Zwycięzca nieba dostaje.

Oto gdy się Pan odradza,
wszytek się świat z nim odmładza,
Wszystko z Panem swym stworzenie
Ma swych darów przywrócenie.

Gdy Pan bowiem tryumfuje,
Każda się rzecz z Nim raduje;

Drzewa liściem, kwieciem trawa
Chwały Pańskiej moc wyznawa.

Gdy piekielne prawo znosi,
A w niebo się Pan podnosi,
Wszystko Panu chwałę daje,
Okrąg nieba, ziemskie kraje.

Bóg co był ukrzyżowany,
Wszędzie za króla przyznany
I wszystko Stwórcy stworzenie
Daje pokłon, modły, pienie.

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich – na Wielkanoc

 

 

 

Owoce odkupienia

Pokusa nie byłaby pokusą, nie mogłaby nikogo ze złą intencją zgrzeszenia przystępującego do siebie skutecznie oszukać, gdyby nie miała pozoru zadowolenia i dania wszystkiego, czego zła intencja pragnie i szuka. Więc ona daje, a ta znajduje.

Patrz tedy na Ewę. Widzi naprzód i znajduje, że ten owoc jest piękny dla oczu. Nie Boży owoc, nie z drzewa żywota owoc jest piękny, śliczny, cudowny i dający ludziom piękność i wszelkie jej wdzięki. Nie – ale ten, ten jest piękny dla Ewy i ona to już widzi, i cieszy się, cieszy się po raz pierwszy; ale zarazem wyrządza Bogu obelgę raz jeden.

Widzi i znajduje, że jest rozkoszny na wejrzenie. Nie Boży owoc jest smaczny, jest słodki, przynoszący rozkosz i wszystkie pociechy ale ten owoc, jej własny, ten jest dla niej prawdziwie smaczny i rozkoszny; i Ewa z rozkoszą to widzi i z dziwnym zadowoleniem się cieszy, cieszy po raz drugi; ale też i po raz drugi wyrządza obelgę Bogu.

Widzi i znajduje, że ten owoc jest dobry do jedzenia; ach, jaki dobry, pożyteczny i skuteczny. Nie Boży owoc jest dobry do jedzenia; to jest, nie Boży owoc daje siłę, zdrowie, nieśmiertelność, żywot wieczny; nie, ale ten dopiero czyni człowieka Bogiem. Tak, tak, dobry owoc do jedzenia i zaraz, zaraz go spożyję i Bogiem zostanę. Tak się Ewa cieszy po raz trzeci i po raz trzeci poniewiera owocem Bożym, a tym samym wyrządza nową obelgę Bogu.

Wielkie, zupełne, całkowite zewsząd zelżenie Boga przez człowieka w tym pożywaniu zakazanego owocu! Ale jakie zelżenie? Zelżenie jako przedmiotu życia, jako pokarmu, w którym Bóg chciał się dać człowiekowi.

O, nieszczęśliwe zaślepienie! O, przeklęty owocu! O, nigdy zadość opłakane pożywanie! O, zgrozy pełne zelżenie Boga mego i owocu żywota wiecznego, po którym nic żalów naszych ukoić by nie mogło, gdyby nie było, Kto by je naprawił.


Więc teraz spojrzymy na Chrystusa, który wszystko naprawia. On Sam przywraca ten owoc żywota, On go nieskończenie podnosi, On go ubóstwia, bo On Człowieczeństwo Swoje błogosławione na ten owoc przemienia i daje nam je do pożywania na żywot wieczny.

Chrystus Pan jako Człowiek ma w sobie wszystkie te warunki Owocu Żywota.

  1. Pulchrum oculis
    Ach, jaki piękny! Speciosus forma prae filii hominum, diffusa est gratia in labiis Tuis.
    Obraz widomy Boga niewidomego, powiada św. Paweł, na Człowieczeństwo Jego patrząc; pierworodny z całego stworzenia.
    Qui Me videt, videt Patrem.
    Et vidimus gloriam Eius, gloriam quasi Unigeniti a Patre, plenum gratiae et veritatis.
    W Jego słowach jaki wdzięk, w Jego nauce jakie światło i mądrość.
    Ego sum lux mundi.
    Jak to światło jest pięknością świata, tak On pięknością rodzaju ludzkiego.
    A to wszystko nam daje: z Nim się połączymy jako z przedmiotem życia, a staniemy się podobni.
  2. Delectabile aspektu.
    Prawdziwie smaczny, słodki, rozkoszny.
    Si tamen gustastis, quam suavis est Dominus.
    A ta cała słodycz w Sakramencie Żywota.
    Ego sum panis vitae.
    Ja jestem chlebem żywota
    Panis verus, qui de coelo descendi.
    Chleb żywy, który z nieba zstąpiłem.
  3. Bonum ad vescendum.
    Si quis manducaverit ex hoc, pane vivet in aeternum.
    Jeżeli kto będzie pożywał z tego chleba, żyć będzie na wieki.
    Habet vitam aeternam in se ipso manentem.
    Ma on życie wieczne zawsze w nim zostające.
    In Me manet, et Ego in eo.
    On we mnie zostaje, a Ja w nim.

O, Chryste Panie, teraz widzę, że Ty jesteś prawdziwy Owoc Żywota. Jak prawdziwie sam Bóg przez Ciebie, przez Człowieczeństwo Twoje staje się nam jako pokarm, abyśmy mieli Jego Samego za życia.

O, Panie, więc coraz więcej i więcej rozumiem, jak Adam Boga obraził, odrzucając z góry Ciebie Samego, utajonego, przedwzorowanego, zapowiedzianego w tym drzewie żywota w raju, i jak Ty teraz w Człowieczeństwie Swoim tę obelgę odpłacić musisz. Już idę za tobą, już będę na tę odpłatę patrzył.

 

Piotr Semenenko CR; Kazania o męce i śmierci Pana Jezusa; Oficyna Wydawnicza Viator, Warszawa 2001

Smutnaś, Matko

Smutnaś, Matko, gdy w Ogrójcu,
Modlił się Syn Bogu Ojcu,
Tam przez zdrajcę jest wydany
I od żydów poimany.

Smutnaś, Matko, gdy zwleczony,
Wstydem u słupa sieczony,
Srodze biczami katowan
Od żydów wszego świata Pan.

Smutnaś, Matko, gdy cierniową
Koronę na Jego głowę
Kładli, pastwiąc się żydowie,
Czyniąc srogie rany w głowie.

Smutnaś, Matko, gdy skazany
Na śmierć srogą Pan nad pany;
Wziął krzyż na ramię zemdlone,
Grzechy by były zgładzone.

Smutnaś, Matko, rozbitego
Widząc na krzyżu swojego
Syna, gdy Bogu oddawał
Duszę, tobie Jana dawał.

Przez te smutki, któreś miała
I często w nich omdlewała,
Błagaj nam Syna swojego
Czasu skonania naszego.

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich – O Najświętszej Matce Bolesnej.

 

Sąd Piłata

Piłat, gdy Jezus powiedział, że On jest Prawdą, Nauczycielem Prawdy, nie miał chęci zaprzeczenia, ale wziąwszy to na swój rozumek płytki a próżny, ściągnął ramiona i pół litując się, rzekł do Jezusa: A co to jest prawda? I natychmiast, jakby rzecz najmędrszą, najważniejszą, najniezbitszą powiedział, obraca się, odchodzi od Prawdy, którą ma przecie przed sobą, zostawia ją, myśląc, że zostawia Chrystusa pod mniemanym wrażeniem swej głębokiej filozofii, wychodzi do Żydów i mówi: Ja w Nim żadnej nie znajduje winy. I tym chętniej, tym bardziej teraz chce Go z ich rąk uwolnić, im bardziej jest przekonany, że Go zadziwił swoim rozumem, że w nim znalazł podziwiacza.

O, Piłacie! Jakże ty ciągle żyjesz w potomkach twoich! O, jakże wszyscy próżni mędrkowie i mędrkujący próżnisie materialni, cieleśni, żywy twój portret w sobie noszą. Taki sowizdrzał nauką i rozumem spotka się z prawdą Bożą, z nauką Kościoła, zajrzy jej w oczy: A co to jest? – powie, obróci się i idzie dalej, i goni za fraszką, goni za marnostką, za fałszywym ideałem, za fałszywym szczęściem, za cackiem, za lalką, a prawdzie Bożej jako raz tył podał, tak się więcej nie obróci. Prawda woła za nim; jej poważne głosy przez rozmaite osoby dochodzą uszu jego, ale on na każdy głos taki odpowiada swoim: A co to jest? Jeśli mu mówi Kościele, on: Albo to jest Kościół? Jeśli mu mówi o Chrystusie: Albo to jest Chrystus? Jeśli mu mówi o wierze: Albo to jest wiara? Jeśli mu mówią o Bogu: Albo to jest Bóg? I za każdą odpowiedzią, za każdym co to jest, przyniesie ci jakiś argumencik, wygłosi ci jakąś cytację przestarzałą, przegniłą, którą już tysiąc razy zbito, tysiąc razy w niwecz obrócono, on ci to przynosi jako rzecz nową i wykłada z upodobaniem, tak że ci się na sercu aż litościwo robi, że może w głowie człowieka powstać niedorzeczność taka – on ci ją roztacza jak paw swoje pióra, a potem obraca się jak Piłat i z zadowoleniem odchodzi. O, Piłacie, Piłacie! Jakiś był za czasów twoich, takiś sam i dzisiaj, taki sam podobno będziesz zawsze!

 
Piotr Semenenko CR; Kazania o męce i śmierci Pana Jezusa; Oficyna Wydawnicza Viator, Warszawa 2001

 

 

Jezu Chryste, Boże w ciele

 

Jezu Chryste, Boże w ciele,
Dla mnieś cierpiał mąk, prac wiele;
Na krzyżuś się ofiarował,
Abyś mi życie ofiarował,Proszę Cię dla gorzkiej męki;
Nie wypuść mnie z Twojej ręki;
Przy ostatnim życia zgonie
Trzymaj mnie w Twojej obronie;Gdy mi słupem staną oczy,
Głuchota uszy otoczy,
Zapach mi cale ustanie
A smak mi gorzkością stanie;Gdy się język zacznie podać,
Nie będę mógł sobą władać,
W ten czas, O Jezu, mój Boże,
Niech mnie litość Twa wspomoże.Przyjmij mą duszę do Siebie,
Niech się z Tobą cieszę w niebie;
I ciało gdy zmartwychwstanie,
Niech ci wiecznie służy, Panie

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich – o Męce Pańskiej

 

 

Skupienie i milczenie

sw._m.m.kolbeNadmierna wesołość, czyli tzw. „pusty śmiech”, jest dowodem pustki duchowej i przyprowadza duszę do roztrzepania, utrudniając jej z własnej winy skupienie na modlitwie i rozmyślaniu. Stąd też jest dużą przeszkodą do ścisłego złączenia się z Bogiem.

Również duże braki daje się spostrzegać nieraz w zachowaniu milczenia zakonnego. Niby się załatwia sprawy urzędowe, a jednak wiele wchodzi niepotrzebnych żartów, śmiechów i słów zbytecznych. Wszystkie te odchylenia w milczeniu zakonnym nie tylko że nie przynoszą  w danej pracy dobrych skutków, lecz przeciwnie – powodują (ponieważ są już poza prawem ustaw zakonnych) zawsze szkodę, choćby na pierwszy rzut oka nic ujemnego nie dało się zauważyć. Musimy zawsze pamiętać, iż zło jakiekolwiek by nie było, nigdy nie rodzi dobrych owoców, lecz tylko złe, skażone.

Milczenie, według zdania ojców i mistrzów życia duchowego, jest ostoją i fundamentem życia głęboko wewnętrznego. Dusza skupiona, zachowująca wiernie milczenie, tyle ustawicznie słyszy natchnień i świętych wskazówek od Ducha Przenajświętszego, który jedynie w sercu uciszonym przemawia i porywa ku sobie. „W zamieszaniu nie ma Boga” (3 Kr 19,11). On przebywa w ciszy i w spokoju.

Dusza roztrzepana zawsze chodzi po pochyłej ścieżce życia, gdyż na głębsze wnijście w siebie nie ma nigdy czasu.

Czasami można zauważyć na rekreacji, iż niektórzy bracia, zwłaszcza młodsi, bawią się w jakieś wywijanie rękami, coś w rodzaju boksu, lub dotykaniem się wzajemnym – niepotrzebnym; albo podczas szybkiego biegu specjalnie zderzają się. Te wszystkie wolne żarty i zabawy w zakonie nie powinny mieć miejsca, jako zupełnie nielicujące z zakonną godnością.

Jakkolwiek zakonnika winna cechować ta radość święta, Boża – jednakowoż wszystko musi być w granicach skromności zakonnej.

U osób Bogu poświęconych winien być wyrażony i odbity jak najidealniej obraz życia Jezusa, Boga-Człowieka.

Wspomniane zabawy nieraz w dużym stopniu ujemnie wpływają na ducha i przynoszą niemałą szkodę, budząc w wyobraźni zmysłowe pokusy

 

Niepokalanów, 16.X.1936r.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

Pragnienie świętości

Święta Scholastyka pytała raz swego brata św. Benedykta, co trzeba robić, aby zostać świętą. Ten jej odpowiedział, że trzeba chcieć. Jak ktoś chce się uświęcić, to Pan Bóg da mu łaskę. Więc świętym zostanie ten, kto świętym będzie chciał zostać. Łaskę zaś do świętości otrzymujemy przez ręce Matki Niepokalanej i tylko przez Jej ręce.

 

W Niepokalanowie są różni bracia: jedni dopiero początkujący, inni złożyli śluby na trzy lata, a są już i tacy, chociaż ich mało, co po ślubach wieczystych, więc są już oddani Niepokalanej na zawsze, a w akcie poświęcenia czytacie, że mamy do Niepokalanej należeć na zawsze. Tu jednak, na tym świętym miejscu w Niepokalanowie, trzeba to pojąć doskonalej; więcej, na zawsze i owocniej możemy nad zdobyciem świata pracować. Tu przez posłuszeństwo Matka Najświętsza wskazuje nam środki, jak mamy do zdobycia tego świata dla niej pracować.

 

Ktoś powie, ja kuję łacinę, ja gotuje, czy to są wszystko środki? Wszystko, co tylko tu spełniamy, jest środkiem, jeżeli tylko intencja jest dobra, bo celem całego Niepokalanowa jest zdobyć świat dla Niepokalanej, a właśnie tych różnych rzeczy dla całości potrzeba. Jeżeli czynności swoje spełniamy dlatego, że Niepokalana sobie życzy, to wszystko jest środkiem. Kto jednak spełnia swoje obowiązki nie tak, jak Ona sobie tego życzy, a więc niedbale i niestarannie, albo znowu dlatego, że mu to sprawia przyjemność, on to lubi, to wtenczas takie uczynki nie mają nadprzyrodzonej wartości. Dlatego im więcej trudności spotykamy, tym chętniej się do obowiązku garnijmy. Niejednokrotnie wstręt, który odczuwamy przy spełnianiu obowiązków, wyratuje nas od miłości własnej. Zwyczajnie jest tak, że jak jest coś przyjemnego, to ludzie chętnie to wykonują, a jak mniej przyjemne, to przeciwnie. Jest to egoizm, kierowanie się pobudką miłości własnej, a nie miłością Matki Bożej, miłością do Pana Boga.

Tu cokolwiek spełniamy z posłuszeństwa, jest wielką rzeczą. A doskonałość każdej czynności zależna jest od doskonałości naszej intencji. Taki na przykład wyjazd do Japonii nie jest większą rzeczą, niż spełnienie drobnego polecenia przełożonych, tu, w Niepokalanowie. Jakiś kaznodzieja głosił kazanie, a braciszek pod amboną odmawiał różaniec i okazało się, że braciszek pobożnym odmówieniem różańca więcej nawrócił niż kaznodzieja kazaniem. Na drugim świecie dopiero zobaczymy, kto był przyczyną tylu nawróceń w dalekiej Afryce, Japonii czy gdzie indziej. Nikt tu nie może powiedzieć, że jego czynności są ważniejsze, a innych nieważne. Wartość każdego naszego uczynku, czy wielkiego, czy małego, w oczach Boga zależna jest od czystości naszej intencji. Nieraz może ci, co przedtem i teraz przyszli, dziwią się, że Niepokalanów w tak krótkim czasie robi się coraz dłuższy i szerszy. Nie nasz to rzecz, ale sprawa Niepokalanej. Każdy w każdym razie ma się starać jak najlepiej spełniać swoje obowiązki.

 

A spełniać mamy swoje obowiązki sumiennie dlatego, że jest to wola Niepokalanej, a nie dla czego innego. Uczucie samo nie jest istotą. Im więcej oschłości, pokus, dziękujmy Matce Najświętszej, bo zdobędziemy sobie więcej zasług. Darmo do nieba się nie idzie. Jak nie mamy walki, to nie mamy zwycięstwa. Diabeł po prostu przysparza nam zasług, jeżeli my jesteśmy oddani Niepokalanej. Jak bowiem kiedyś się zdarzy, że wpędzi kogoś do upadku, to wtedy z większą jeszcze pokorą i ufnością udajmy się do Niepokalanej, a otrzymamy więcej jeszcze łask, a więc i świętość większa. I wtedy wściekłość chwyta szatana, że nam nic nie może poradzić. Niczym się nie należy zrażać. Choćby najgorsze przychodziły nam do głowy myśli i wyobrażenia, jeżeli ich nie chcemy, wszystko w porządku. Jak się zdarzy upadek, upokorzyć się, powstać i iść dalej. Jedna ze świętych mawiała, gdy się jej zdarzył upadek: to są kwiaty z mojego ogrodu, Panie Jezu. I nie dziwić się, żeśmy upadli. Nie mówić: jak to, ja tyle lat już w zakonie przebywam i jeszcze tak zgrzeszyłem? Owszem, dziwić się i dziękować Niepokalanej, żeśmy gorzej nie upadli, bo do tego jesteśmy zdolni. Więc nie zrażajcie się i nie zniechęcajcie się żadnymi trudnościami, przeciwnościami, a nawet upadkami. Modlić się tylko trzeba i wszystko, wszystko oddać Niepokalanej. Często wzywać Matki Najświętszej, jak tego sobie życzył św. O. Franciszek. On to dobrze wiedział, jakimi środkami najpewniej dojdziemy do zbawienia i uświęcenia. Toteż i sam głosił cześć Niepokalanej, i braci swoich do tego zachęcał, i to na siedem wieków przed ogłoszeniem dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny.

Cała istota uświęcenia w wielkiej mierze zależy od tego, dla kogo i jak wykonuje się swoje czynności i obowiązki. Przełożeni coś każą, a my mamy jakąś rację, to ją należy przedstawić, ale jak mimo wszystko każą, to robić tak, jak każą. Im więcej dostosujemy się do poleceń przełożonych, tym więcej pełnimy wolę Niepokalanej, a tym samym bardziej się uświęcimy. Pan Jezus wiedział, jaki jest najlepszy środek uświęcenia i dlatego go obrał. Przez trzydzieści lat był posłuszny [por. Łk 2,51], a zaledwie przez trzy lata nauczał. A więc pamiętajcie: każdy w swoim zakresie niech apostołuje doskonałym spełnianiem swoich obowiązków i niech nie czeka, aż pojedzie na misje. Co się jutro z nami stanie, my nie wiemy. Dziś więc czyńmy wszystko dobrze. Starajmy się jak najbardziej we wszystkim dostosować do woli Niepokalanej, by Ona mogła nami jak najswobodniej kierować. Czy nam coś przyjdzie spełnić łatwiejszego, czy trudniejszego, to wszystko jedno, Ona tak chce, więc czy łatwe, czy trudne, to czyńmy. Gdy tak czynić będziemy, to się nam wszystko uda. A uda się i w życiu, i przy śmierci, i w wieczności.

 

 

 

Niepokalanów, środa, 30 VIII 1933, w przeddzień wyjazdu do Japonii.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

Śmierć duchowa

Św. Józef Pelczar zdj.: https://www.sercanki.org.pl/

Ufaj Bogu, a nie opieraj się na sobie. Jeżeli zatem masz spełnić jakiś obowiązek, spełnij go przy pomocy łaski Bożej nie tylko dokładnie na zewnątrz, ale także wewnątrz, to jest z nadprzyrodzonej pobudki, a szczególnie z miłości ku Bogu, i miej ten zwyczaj by codziennie rani ofiarować wszystkie swoje sprawy Boskiemu Sercu Zbawiciela. Przez Najświętszą Pannę. Podobnie jeżeli masz wykonać jakiś dobry uczynek nadobowiązkowy albo akt jakiejś cnoty, wznieś najpierw duszę do Boga, bo Bóg nikomu nie odmawia łaski modlitwy. Wyznając swoją niemoc, poproś o łaskę do należytego spełnienia tego uczynku czy też aktu cnoty i połącz się ze Zbawicielem, oddając Mu wszystkie władze duszy i ciała, po czym wzbudziwszy dobrą intencję, spełnij doskonale twą czynność. Podobnie do zwyciężenie pokusy nie zabieraj się, wyłącznie licząc na własne siły, zwłaszcza gdy jest natarczywa i niebezpieczna, bo łatwo możesz ponieść klęskę albo zwycięstwo będzie bez wielkiej korzyści dla duszy. Upokorzywszy się wyznaniem własnej słabości, wezwij pomocy Pana Boga, aby On sam walczył w tobie i z tobą zwyciężał.

W ten sposób wszystkie twoje uczynki będą „pełne”, bo Bóg będzie ich początkiem, środkiem i końcem. Oto jest ostatnia i główna tajemnica życia duchowego.

Pojmujesz teraz, że aby dojść do doskonałego zjednoczenia z Bogiem, trzeba najpierw wyniszczyć siebie, to znaczy wyrzucić z siebie nie tylko to, co jest złe lub zepsute i co od Boga odrywa – bo to jest obowiązkiem wszystkich chrześcijan – ale i to, co jest niedoskonałe i co przeszkadza ścisłemu związkowi z Bogiem, czyli trzeba całkowicie „umrzeć dla siebie”.

Kiedy ta śmierć jest całkowita? Gdy człowiek umiera, traci nie tylko bogactwa i pociechy ziemskie, ale nawet używanie zmysłów i władz ciała, bo dusza odłącza się od ciała i przestaje na nie działać. Ciało, pozbawione życia, kładą do ciasnej trumny i zamykają w ciemnym grobie, po którym często depczą ludzie, a nawet zwierzęta, gdzie ciało wydane jest na pastwę zgnilizny, a wreszcie obraca się w proch. Podobnie dzieje się z człowiekiem który doskonale obumiera sobie i światu. Gardzi on dobrami i pociechami świata, za nic ma jego sławę i zaszczyty, odrywa serce od stworzeń, umartwia swe zmysły i żądze, tak że staje się jakby niewidzącym, niesłyszącym i nieczułym, tam gdzie można obrazić Boga i splamić swą duszę. Życie zewnętrzne nie pochłania go, owszem, wśród największego gwaru rozmawia z Bogiem w świątyni swego serca. Miłość własna, która była przedtem duszą jego spraw, przestaje zatruwać dobre czynności, tak że życie, które jest tylko naturalne, obumiera w nim. Już nie szuka własnej pociechy, nie ubiega się o własną korzyść, nie pragnie spełnienia własnej woli, natomiast zamyka się w ciasnej „trumnie” woli Bożej i woli przełożonych, której nigdy nie chce opuścić. Wstępuje do grobu swego nicestwa, swojej nędzy i swego zepsucia, głęboko upokarzając się przed Bogiem i ludźmi. Pozwala po sobie deptać, to jest znosi upokorzenia i wzgardę. Wreszcie rozsypuje się w proch, czyli niejako przestaje istnieć sam dla siebie, bo nie myśli o sobie, nie szuka siebie, nie działa z siebie i dla siebie.

Taka jest śmierć duszy, zwana przez mistrzów duchowych „mistyczną”. Dopiero z tej śmierci rodzi się życie. Jak bowiem ciało, rozsypujące się w proch, Pan kiedyś ożywi i wskrzesi, tak duszy, która doskonale umarła dla siebie, daje Pan życie nadprzyrodzone, swoje życie, a to w tym większej mierze, im jej śmierć była doskonalsza.

 

Józef Sebastian Pelczar; Życie Duchowe; t2, Wyd. Św. Stanisława BM; Kraków 2012

 

Odwlekanie nawrócenia

granada_fray_luisŚw. Izydor: Niech ten, kto chce mieć pewność przebaczenia przy śmierci, czyni pokutę, póki się czuje pełen siły i zdrowia. Niech teraz opłakuje swoje nieprawości, bo kto poprawę nierządnego życia planuje sobie na jego ostatnie chwile, ten wystawia się na największe niebezpieczeństwo. Jeśli nawet nie godzi się twierdzić, że jego potępienie jest nieuniknione, to nie można też ukrywać, że jego zbawienie jest mocno wątpliwe.

Straszne to zaiste słowa, ale te, które Euzebiusz z Cezarei wkłada w usta swojego mistrza, umierającego we włosiennicy i na popiele, są jeszcze straszniejsze . Nie śmiem ich tu powtórzyć w całej ostrości wyrażeń: bałbym się, że doprowadzą one dusze słabe do rozpaczy. Kto chciałby się z nimi zapoznać, niech w czwartym tomie Dzieł św. Hieronima przeczyta list Euzebiusza do biskupa Damaszku, dotyczący chwalebnej śmierci jego święto mistrza. Tu przytoczę tylko jeden ustęp. Niektórzy zatwardziali grzesznicy powiedzą może: „Nawrócę się przy śmierci”. O, smutna pociecho! Jaki pożytek może mieć wtedy to lekarstwo dla człowieka, który całe życie przeżył nie myśląc o pokucie (chyba, że we śnie!). Uwikłany w światowe interesy, znękany bólami ciała, szarpany żałosnym wspomnieniem dzieci, które przyszło mu opuścić, dostatków, których już nie ma używać, tak ze wszystkich stron ściśnięty strachem, żalem, boleściami – jakże potrafi on wznieść serce do Boga i szczerze dokonać wtedy tego, co odpychał od siebie, póki tylko miał nadzieję życia? Czego zresztą i teraz by jeszcze nie zrobił, gdyby miał nadzieję, że wyzdrowieje? Jaka więc będzie ta pokuta, co wtedy się zaczyna, gdy kończy się życie? Znam niejednego światowego bogacza, któremu po powstaniu z ciężkiej choroby wraz z odzyskaniem zdrowia ciała pogorszył się stan duszy. Nie boję się powiedzieć, bo jestem o tym przekonany i nauczyło mnie tego długie doświadczenie, że szczęśliwy koniec człowieka, którego życia było zawsze nieporządne – który nigdy nie uląkł się grzechu i był stale niewolnikiem próżności – otóż, że szczęśliwy koniec takiego człowieka jest dziwem, jest wielkim cudem.

Takie są obawy tego świętego męża względem pokuty, która zaczyna się dopiero na łożu śmierci.

 

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA