Próżność i zniechęcenie

Gdy wada próżności zapanuje w duszy, pod jej działaniem wysychają wszelkie źródła życia duchowego.

Nieustanna chęć podobania się staje na pierwszym planie i wszechwładnie rządzi duszą. To niezliczone starania wokół strojów, to radość z powodzenia, to zgryzota wobec zawodu, w każdym zaś razie ciągły niepokój.

Tysiące drobnych sprzeniewierzeń kiełkuje w umyśle i paczy serce.

I gdzie tu miejsce na myśli, w których nie ma niż pochlebnego, które nie nasuwają się same przez się; gdzie miejsce na to, co niewidzialne i co trzeba w duszy nieustannie odgrzebywać spod naleciałości świata; gdzie miejsce na ćwiczenia pobożne, przeciwne skłonnościom natury, a jednak konieczne?

Sumienie zostaje zagłuszone, siły do oporu się wyczerpują, życie opanowuje lekkomyślność.

 

Zniechęcenie

A oto dusza, która zadawała sobie wysiłki i mimo nich po raz kolejny upadła! I gdyby tylko raz! Ale tyle razy! „Bóg mnie opuszcza – woła. – Wszystkie moje usiłowania na nic!”

Jeśli przy spowiedzi postanawia powrócić do ćwiczeń pobożnych, odważyć się na jakiś wysiłek, uczęszczać do Komunii Świętej, to brak w tym wiary, brak przekonania; zabiera się do pracy pewna, że wkrótce ustanie, bez zapału, bez ufności, zatem bez męstwa.

Źródłem tego przygnębienia bywa nie tylko ciągłe powtarzanie się tych samych upadków, ale te spotykanie się z tymi samymi pokusami, trudnościami, z tym, co nas rani; bywa ono też następstwem wszelkiego niepowodzenia, zawodu, nieszczęścia.

Nie ma nic powszechniejszego nad zniechęcenie, nic bardziej niebezpiecznego – i nic bardziej nieuzasadnionego.

Zniechęcenie to tryumf szatana, to najzwyklejszy jego podstęp. Dusze niedoskonałe dają się wywieść w pole nie raz, ale setki razy i to zawsze w ten sam sposób.

 

Wg „Spowiedź – Przygotowanie do Sakramentu Pokuty”, Warszawa 2005

 

Wierzę w świętych obcowanie

  1. Trzy istnieją potęgi w życiu człowieka, które tworzą społeczności, kształtują język, budują ognisko rodzinne i zbierają skarby. To ciało i krew, nauka i sztuka. Bóg i życie wieczne. Ciało i krew stwarza rodzinę i naród, w których istnieją wprawdzie nici duchowe, czyste zasady moralne, jednakże miłość i tradycja opierają się na pokrewieństwie i powinowactwie. Społeczność ta zna luby dom rodzinny, wonną atmosferę życia pełnego mocy i szczęścia, ale też pełne walk i zawodów. Ponad ogniskami i związkami ciała i krwi stoją społeczności ducha i myśli, wspaniałe, rozwijające nowy rodzaj życia w promiennej atmosferze. Jedność myśli nie zna różnic ciała i krwi, nie zna odrębności narodowych, jej kraina rozciąga się poza kamenie graniczne i słupy rogatek. Karpaty czy Alpy czy Kanał Angielski dla niej nie istnieją. Niezależne od rodzin i narodowości życie duchowe zakłada sobie inne ognisko domowe, innym mówi językiem, inne zbiera skarby, Jego potęgą wiedza, która nie dzieli, lecz jednoczy, ujarzmia nieokiełznane siły przyrody, zatrzymuje piorun, odsłania wnętrze ziemi, otwiera zdroje lecznicze, uzdrawia choroby. Wspaniała to zaiste społeczność! Jej królestwem myśl, jej siłą wynalazek, jej skarbem wiedza, a jej pragnieniem postęp.
  2. Postęp? Dokąd? I świat myśli, jak jest wysoki, tak jest niewystarczający Ciasne są ramy przyrody, nie wiele sił fizycznych zdołaliśmy ujarzmić, postęp dość skromny, a kończący się śmiercią. Nie zadowala nas, bo dusza nasza obdarzona jest zmysłem nieskończoności i wieczności, a tętni w niej myśl nieśmiertelnego życia. Dusza to nie ciało i krew, to nie tylko wiedza i myśl, lecz udział w bycie Boga i jego miłości. Prawdziwie piękne dusze rodzą się nie z ciała, ani z wiedzy, lecz z Boga, i tworzą społeczność dzieci bożych. Kierunek tej społeczności nadaje Nieskończony, jej siłą rozpędową jest miłość Boga, jej atmosferą pragnienie życia wiekuistego, jej językiem prawdziwy język ojczysty, język wiecznej szczęśliwości. Jej skarbem są zasługi nieśmiertelne, jej domami świątynie, jej grobami ołtarze. Klęczy na kolanach z bijącym sercem, promiennym okiem, czystym czołem, na pół otwartemi usty i twarzą rumianą od żaru nabożeństwa. Jej życiem jest cnota, dążeniem wyzwolenie się od śmierci i unicestwienia, ideałem doskonałość, spójnią wewnętrzna miłość Boga i bliźniego. Społeczność ta jest rozległa jak królestwo boże, w niej znikają kraj, języki, narody. Poprzez stulecia toczy się strumień życia tej społeczności głęboki od głębokości jej idei i myśli i uczuć serdecznych i ożywia wszystkie stosunki ludzkie. Nowe pokolenie „trzeci rodzaj”, dostarcza jej członków, nowe pokolenie, złożone z „synów światłości”, którzy świat zwyciężają, a których świat nie godzien.
  3. Popatrz na ten szereg! Tam Jezus, Najświętsza Bogarodzica, dusze świetlane. Ich atmosferą blask i ciepło, miłość i wzniosłość. Z ust Jezusa wychodzi miecz dwusieczny, błyskawica słowa bożego. Ku niemu lecą natarczywym lotem dzikich gołębi ci wszyscy, co go kochają. Przepiękne to dusze, żywe „Te Deum laudamus”. Nie tylko usty śpiewają, ich hymnem ich życie, muzyka najpiękniejsza, najsłodsza. Chwała Boża promienieje z ich postaci, nie światło słoneczne, lecz cnota. Wonne to dusze, róża i lilja ich kwiatami. Na czystych wyżynach mieszkają, żyją tchnieniem lasów.
  4. Co będzie z nami? Do której należymy społeczności? Wyszliśmy ze społeczności ciała i krwi, ale w niej na stałe nie pozostajemy. Gniazdo swoje zakładamy tam tylko na czas wiosny i lata życia ludzkiego. Żyjemy również w społeczności ducha i myśli, nauka jest naszą pociechą, z jej skarbów korzystamy, jej święta obchodzimy, ale nawet jej światło wskazuje drogę wiodącą poza tę społeczność do społeczności świętych, gdzie mieszka Bóg, gdzie wiara zespala, miłość rozgrzewa, gdzie mówią językiem czystych uczuć, gdzie rozkwitają duszę najpiękniejsze. Z niemi stopmy się w jedno wiarą, uczuciem i cnotą, by było „jedno serce i dusza jedna”. Ich przykład jest naszym skarbem, ich łaska naszą siłą, ich pomoc podporą naszej ufności!

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Śmierć grzeszników

Śmierć grzeszników, mówi św. Bernard, jest bardzo zła od strony ich stosunku do świata, który muszą opuścić, gorsza od strony ich stosunku do ciała, z którym muszą się rozłączyć, a najgorsza od strony ognia i nieumierającego robaka, które będą ich udziałem. To prawda, że strasznie jest widzieć się wyrwanym ze świata który się kochało; jeszcze bardziej strasznie, czuć się wyzutym z tak czule kochanego ciała, ale nieskończenie bardziej strasznie widzieć się wtrąconym w otchłań nieszczęśliwej wieczności.

Do tych męczarni dochodzi też mnóstwo innych: przypadłości choroby, bóle ciała, obawy duszy, tęsknoty chwili obecnej, niepokoje przyszłości, wspomnienie przeszłości i jej grzechów, strach przed sądem i tym, co po nim nastąpi, okropność pogrzebu, rozstanie się ze wszystkimi przedmiotami nieuporządkowanego kochania. Tu majątek, tu przyjaciele, tu żona i ubóstwiane dzieci; światło, powietrze, życie – wszystko to trzeba opuścić i to opuścić z nieopisanym bólem, stosownie do stopnia przywiązania, jakie się do tego czuło! Serce, mówi św. Augustyn, nie rozłącza się z tym, co je zajmowało, bez okrutnych boleści. Ten jedynie, mówi pewien filozof, kto mało doznał w życiu pociechy, mało obawia się śmierci.

Ale największą udręką grzesznika w tej ostatecznej godzinie jest jego występne sumienie i straszliwe oczekiwanie losu, na jaki zasłużył. W obliczu śmierci budzi się on z nieszczęsnego uśpienia. Otwiera oczy i widzi nareszcie to, czego nie chciał widzieć, póki żył na świecie. Dzieje się tak dlatego – mówi Euzebiusz Emisseński – że w owej chwili wszelki niepokój o życie teraźniejsze, wszelkie pożądanie godności i bogactw, wszelkie staranie, wszelkie zajęcia rzeczami tego świata ustają, a dusza jest całkowicie oddana myśli o ciężkim rachunku, jaki za kilka chwil będzie musiała zdać; jest całkowicie oddana rozpamiętywaniu sądów Pańskich. Na widok życia, które się oddala, i śmierci, która lezie mu w oczy, człowiek zapomina o teraźniejszości, która mu się wymyka, a całą swoją uwagę zatrzymuje na mającej go właśnie ogarnąć przyszłości. Widzi wtedy, że wszystkie jego uciechy znikły, a zostały tylko grzechy, którymi je okupywał i które pójdą z nim na sąd Boży.

 

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

 

Św. Michał Archanioł

Św. Michale, broń nas w walce!

  1. Św. Michał jest duchem wojowniczym, wodzem dusz walczących. Wojsko to od pierwszych zawiązków, „od krwi niewinnego Abla”, szereguje się z tych, co chcieli dobra moralnego. Olbrzymie to szyki, a nowych bojowników bezustannie werbuje ten, co mówi: „Kto chce iść za mną, niech krzyż swój weźmie na siebie”. Zachwycająca to dla oczu bożych „rewia”, a zarazem wielkie pobojowisko. „Wszyscy święci, jakie cierpieli męki …” „Ciebie chwalebny chór apostołów, ciebie przesławny szereg proroków, ciebie męczenników wielbi hufiec jasny”. W niektórych okresach dziejów straszliwym płomieniem bucha zarzewie walk duchowych, wzniecając pożar na całym świecie ducha. Wtedy pomyślę, iż św. Michał potrząsa swoim mieczem i daje znak, kędy dążyć mamy. Czy nas prowadzi przez ciemności, czy przez środek błyskawic, śmiało idźmy za nim! W dzisiejszym świecie toczy się również zaciekła walka, bój najradykalniejszy o najwyższe zasady, bój o pogląd na świat, wojna „pro aris et focis”. Walka ta od wieków średnich począwszy zaostrza się coraz bardziej… O, wodzu dusz wojujących, naucz nas walczyć i zaufać twemu dowództwu, natchnij nas i uzbrój! Błyskawicą swego umysłu rozświecaj nasze ciemności, przykład kochającej, bohaterskiej wierności twej woli niech zapali nasze serca, byśmy wytrwać zdołali w walkach Kościoła. Spraw, byśmy zrozumieli drogi rozwoju świata i śród zmiennych warunków zachowali dawną głęboką wiarę i miłość.
  2. Walka toczy się koło pytania, czy winien się utrzymać nadal świat duchowy, moralny i społeczny, oparty na wierze i miłości chrześcijańskiej. Wielu rzuciło nań wyrok potępienia. Uczynili to tworzący teorie filozoficzne, z których każdy jest grabarzem systemu innego filozofa, którzy pożywają chleb społeczeństwa zbudowanego na chrześcijańskim porządku, oddychają jego powietrzem, a sami nie są zdolni stworzyć życia realnego. Są to gwałciciele słów i myśli, czarnoksiężnicy, których produkcję ograniczają się do sztuk kuglarskich. Prawda, że coś jednak umieją – umieją podkopywać wiarę, siać zwątpienie i szerzyć przesyt życia. Ich adepci cierpią na blednice myśli, a ci, ci uwolnili się z ich rąk – to także tylko rekonwalescenci, podobni do much jesiennych! O wzniosłe, słodkie, święte chrześcijaństwo, niebo twoje pełne jest blasku, twoja atmosfera przejrzysta, subtelna, a jednak przesycona siłami ważkimi. Weź nas w niewolę, ogarnij nas, by pierwotna siła twych zasad zbudziła w nas życie świeże a potężne, jak życie lasu dziewiczego. Sił nam potrzeba, nie słów, życia, nie teorii! Nam potrzeba nie wegetowania anemicznego, lecz zwycięskiej świadomości własnych sił. Archaniele Michale, broń nas w walce!
  3. Dusze jak much idą na lep żądzy używania. Wieś i miasto współubiegają się w podniecaniu nerwów i zmysłów. Jak woda w brudnych rowach ulic w czasie oberwania chmury, tak w życiu moralnym wzbiera potok nieczystości. Co pomoże polityka społeczna, ochrona pracy, podniesienie płac, jeśli nie ma ducha, to znaczy oszczędności, umiarkowania, zaparcia się, opanowania zmysłów, uczciwości, wierności! Co pomogą mistrzowskie programy polityki społecznej, jeśli się ma do czynienia z bydlętami? Potrzeba ascezy, odporności, zaparcia się wobec podniet złego… Archaniele Michale, broń nas w walce…
  4. Taka więc twoja broń, uwielbiony duchu! Przewalczyłeś boje stuleci. Znasz gorączki umysłu i serca, pychę i mizerność, nienawiść i obojętność. Polecam ci swą duszę w walkach życia i godzinie śmierci. Ty jako „przełożony raju” wprowadź mię do życia wiekuistego. Twe boje są drogami tego życia. I ja też chcę walczyć na tych szlakach.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Podwyższenie św. krzyża

  1. Bóg wywyższył krzyż i zatknął go na czole świata jako święty, chwalebny znak, zwiastujący błogosławieństwo i oznaczający wiekuiste zwycięstwo. To znak pociechy, mocy, nadziei, to skarb i pamiątka równocześnie. Wielki jest krzyż, bo korzeń jego tkwi w sercu Jezusa. Krzyż wyrósł z serca, woli i miłości Jezusa. Jego obraz nosił i pieścił Zbawiciel w swojej duszy, na myśl o krzyżu żywiej biło jego serce. Jakże pragnę, wołał, tego dzieła, które wciąż stoi w przed oczyma mego ducha! Krzyż go boli i przyciąga, krzyż zaćmił jego duszę i rozdarł jego serce w ogrojcu. Tak wówczas na nim zaciążył, że wycisnął z niego krew świętą. Gdy żegnamy się znakiem krzyża, czynimy to zawsze z głębokim uszanowaniem.
  2. Wielki jest krzyż, bo jego owocem żywot wieczny. Z niego wykwitły zasługi Jezusa i oplotły go wieńcem. Z tych zasług płynie nam łaska, własna nasza zasługa i życie wieczne. Każda dusza wypływa z morza rozbicia na belce krzyża Jezusowego, każda po tym drzewie przechodzi ponad przepaścią piekła. Krzyż jest kluczem, otwierającym królestwo niebieskie; jest pługiem, którym Jezus rozorał kamienistą, przeklętą ziemię; jest pniem, po którym wspinają się do góry latorośle szczepu winnego, Chrystusa, a zatem my wszyscy. Drzewo to okrywają wieńce męczenników, dziewic, bohaterów i świętych. Chwalebne to drzewo. Krzyż jest moją mocą, przed nim drży szatan pokonany. Krzyż moją tarczą, moim mieczem, moim kijem pielgrzyma!
  3. Wielki jest krzyż, bo wielkim go czyni męka Jezusa, jego pierś oddychająca z trudem, jego ciało, drżące od bólu i zimna, jego głowa zgorączkowana, jego modły, westchnienia i łzy. Drzewo to Pan objął z miłością, ze wzruszeniem ucałował je i poniósł na swych barkach. Na nim się położył i rozpiął blade swoje dłonie. Na tym drzewie go podniesiono, na nim wysączył krew swą do ostatka. Krzyż chwytał bicie jego serca i drgania jego ciała, krzyż trzymał na swych ramionach i podnosił do góry zamęczoną wieczną ofiarę. W rzymskim kościele św. Wawrzyńca znajduje się kamień marmurowy, noszący na sobie plamy krwi i ślady ognia. Z głębokim wzruszeniem spoglądam na nie: ”Boże, jakie to musiały być męki, które zostawiły po sobie takie znaki!” A co byłoby, gdybym ujrzał prawdziwy krzyż Chrystusa, gdybym skroń przycisnął do jego twardego drewna i powiedział sobie: Na tym drzewie dogorywał umęczony i uwielbiony Chrystus – za mnie?! – Bracia, wysławiajmy krzyż, wieńczmy go różami! Niechaj nie padnie nań cień chrześcijanina zwyrodniałego! Krzyż naprawdę sławić możemy tylko własnym życiem.

 

Narodzenie Najświętszej Panny

Dzień tych narodzin jest uroczystością

  1. dla nieba. Bóg znowu stworzył duszę, której grzech nie skalał. Stworzenie to nie może ulec zniszczeniu, arcydzieło to nietykalne. Bóg Stwórca znowu może powiedzieć: „Tota pulchera, całkiem do mnie należysz”, i ta piękna dusza dziś rozpoczyna drogę żywota. Towarzyszy jej najobfitsza łaska, osobny anioł stróż, osobna opatrzność. „Witaj, witaj, Panno chwalebna!”
  2. Jest uroczystością dla ziemi, nowym świtem. Byliśmy w nocy i daremnie czekaliśmy dnia, wreszcie zajaśniała nad nami ta zorza w królewski płaszcz ubrana, zwiastująca nam dzień. A jak ptaki leśne zaczynają śpiewać i świcie, tak w duszy naszej budzi się pieśń dziękczynna, pełna hołdu… Przyszłaś nareszcie, słodka, śliczna jutrzenko, nadziejo życia naszego! Ile w nas wlewasz siły i ufności!
  3. Jest uroczystością dla chrześcijaństwa. Rodzi się wreszcie pierwsze dziecko boże, królewna nasza. A on nie tylko najpierwsza, lecz i najpiękniejsza i najpotężniejsza. Jako źrenica oka naszego i chwała nasza staje przed nami. Co czynią narody dla królowych, które wyszły z ich własnej krwi i związane są z ich dziejami? „Życie i krew za królowe i panią naszą. Maryję!”
  4. Jest uroczystością dla życia. Maryja jest pączkiem silnego, niepokalanego, niezniszczalnego życia, tego życia wspaniałego, które chlubą okrywa Kościół i zlewa na nas światło. Rodzi się jesienią, kiedy przyroda gotuje się do snu śmierci, jak gdyby chciała zaznaczyć, że w zamierającej naturze rodzi się życie łaski, i że nie potrzebujemy się lękać zwiędnięcia, którzy żyjemy w Bogu. Cieszymy się więc z tego miłego święta jesiennego, w którego prostocie i skromności tętni siła pierwotna i wieczny żywot. „Nie umrę, śpiewa moja dusza lecz żyć będę”.

 

 

Wartość pokory i nabożeństwa do Niepokalanej w życiu wewnętrznym

Przeczytałem książkę […] przeznaczoną dla młodzieży szkolnej. […]

Mam doświadczenia życiowego. Widziałem różne rzeczy. Ale jeżeli chodzi o utratę powołania – to dużo i prawie wyłącznie jest wskutek przekraczania szóstego przykazania Bożego. Zwyczajnie bywa tak, że młodzieńcowi zaczyna brakować pokory, a gdy jej nie ma – to i wszystkich innych cnót też – bo pokora jest ich fundamentem. Pan Bóg za karę dopuszcza na duszę upokorzenia, że wpada w te grzechy i tylko w tym celu, aby się upokorzyła i poznała swój błąd. Często się zdarza, że dusza załamuje się pod ich ciężarem, zamiast gruntować się w pokorze – gruntuje się w pysze. Gdy się coś stanie przeciwko jej honorowi – nadyma się itd.

Nie mówię, że pokusy lub to, co się niedobrowolnie dzieje, jest oznaką tego rodzaju upadków. Oznaką jest świadome i dobrowolne przekraczanie szóstego przykazania Bożego. Dlatego starajmy się o więcej pokory, o umiłowanie ostatniego miejsca, gdyż to jedynie jest gwarancją wytrwania.

Powstanie zaś z podobnych grzechów może być tylko dziełem łaski i dlatego do sprawy musi przyłożyć swą rękę Pośredniczka wszystkich łask. Kto do Niej się ucieknie, Jej się odda – wstanie, choćby u wrót piekła był i nawet świętym zostanie. Diabeł bardzo stara się, aby dusze od Matki Bożej odsunąć. Jeśli bowiem ich nie odsunie – nie ma racji do zdobycia tych dusz. Na temat oddania się Niepokalanej będziecie słyszeć wiele uwag i docinków. Bł. Grigniona biskupi wypędzili z diecezji, mimo że Ojciec Święty ustnie zatwierdził głoszone przez niego nabożeństwo. Jego własny brat, dominikanin, nie chciała z nim rozmawiać. Nie poganie, ale byli największymi przeciwnikami. Bądźcie i wy na to przygotowani. Dlaczego diabeł nie może użyć uczciwych ludzi do walki? Niedawno temu też słyszałem na ten temat od jednej osoby – a ile się przedtem nasłuchałem. O. Peregryn [Haczela] pisał mi, że przecież diabeł przez ludzi Bogu ducha winnych będzie przeszkadzał w pracy. Widać, że dzieło to jest coś warte, bo gdyby było przeciwnie – nie byłoby ataku. Będą mówić, że trzeba to nabożeństwo uregulować, żeby nie było przesady. – A wszystko, aby czci Panu Bogu ująć. To są „obrońcy” chwały Bożej.

Kiedy dusza odda się Niepokalanej, to diabeł, choć ją czasami skłoni do upadku – przyczynia się do jej większej świętości, bo ona jeszcze więcej oddaje się Matce Bożej.

Zawsze górować i sprawdzać się będą słowa Pisma Świętego: „Ona zetrze głowę twoją”[Rdz 3, 15]. Jego wściekłość bierze na to wszystko. Musimy iść w tym kierunku, żeby wszystkie dusze podbić, tym bardziej że widzi się, iż ta droga, jakąśmy obrali, jest jedyna i najskuteczniejsza. Diabeł pragnie dusze zezwierzęcić, oślepić i w niewolę wziąć. Starajmy się względem młodszych tę miłość ku Niepokalanej szerzyć. To jest misja kosztem naszego wygodnictwa. Pewien święty przygotowywał się nawet do rekreacji, by innym coś pożytecznego powiedzieć.

Jako starsi róbcie to za mnie, bo ja nie mogę być wszędzie. Matka Boża nam wszytkim daje, więc i my dajmy.

Niepokalanów, czwartek 3 III 1938r.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

 

Grzech pierworodny

Tegośmy czekali, który zgładzi „grzech świata”, grzech pierworodny.

  1. Ziemia przeznaczona była człowiekowi jako dziecku bożemu. Atoli człowiek nie zadowolił się Bogiem, lecz przywołał dwóch strasznych gości: grzech i śmierć. – Co to jest grzech pierworodny? To wcielenie przekleństwa „precz od Boga!”. Człowiek należał do Boga, który go piastował w odwiecznej swej myśli, stworzył go, w łasce do siebie przygarnął, przybrał za dziecko i wychowywał, obcując z nim poufale. – Taki był stosunek pierwotny Boga do człowieka. Aliści człowiek posłuchał obcych poduszczeń, omamiła go pycha z zatruła zmysłowość. Odwrócił się od Boga i krocząc ścieżkami bałwochwalstwa, złudzeń i nadętego samolubstwa, zabłąkał się w ciemności i rozpoczął smutną grę błędów i pomyłek, tragedię ludzką. – co za szkoda, co za okropna strata! Sprzeciwiajmy się kierunkowi, tkwiącemu w grzechu pierworodnym. Bądźmy oddani jedynie Bogu. Do czego też chce należeć całem usposobieniem, jego czcząc i jego słuchając. Uczucia przeciwne będę zwalczał jako bunt.
  2. A nie tylko duch się zaćmił w zbuntowanym człowieku, w nim samym również wybuchła rebelia. W jego krwi, popędach i skłonnościach zbudziło się zwierzę. Odwróciwszy się od uroczego świata duchowego, zniżył się do kultu pięknego ciała, szedł śladami węża, jadł ziemię, ubierał się z skóry zwierząt i krył się po lasach, słowem zwyrodniał. Odtąd trapiony gorączką krwi, nieokiełznany, zdziczały człowiek nosi w sobie wszystkie stygmaty i choroby dekadencji. Stał się słaby i zwiędły na ciele i na duszy, stał się człowiekiem zwierzęcym. „Wo Götter nicht regieren, dort spucken Gespenster”. Nawet ciało tam tylko silne i zdrowe, gdzie włada niem silna dusza. – Ujmę w karby całego człowieka, by wlać weń duszę, czyli myśl, charakter i siłę,.
  3. W ślad za grzechem przyszła śmierć. Umrzesz, boś zgrzeszył! Zrozumiał to niebawem Adam, gdy ujrzał przed sobą Abla, zamordowanego ręką brata. Śmierć – co za ohydna, zimna, okrutna, nieprzeparta potęga. Za jej dotknięciem chwyta nas zgroza. Jej oddech mrozi nas, krew nam ścina. Zniszczenie znaczy jej drogę. Bezwład ogarnia żyły i nerwy człowieka, rozpadamy się w proch. O duszo, pierwiastki piękna i siły, jakże zapatrujesz się na śmierć, którąś sprowadziła na siebie swoim buntem? – Będę odwracał się od grzechu z tym samym wstrętem, jaki czuję do śmierci, z jakim życie ucieka przed unicestwieniem. Chcę żyć! Życie – to muzyka dla mnie, to moja pieśń radosna!

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

 

Jacek – uczeń Dominika

Wesołe niebo z radości wykrzyka,
Gdy wchodzi w niebo uczeń Dominika,
Jacek, nasz ziomek, dwojakiej korony
Chwałą uczczony

On świątobliwie wiódł życie zakonne,
Wiary nauczał ludy zabobonne,
Z niego cnót wszelkich wzięły grunta mocne
Kraje północne.

W pokoju wiecznym królujesz wysoko,
Na nas mizernych, Jacku, skłoń swe oko;
Oddal, które ma nędze i uciski
Ten padół niski.

Bogu cześć, chwała i niezmierne dzięki,
Z których ty, Jacku, królujesz na wieki,
Broń swej ojczyzny, broń kraju naszego
Chrześcijańskiego!

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich – Św. Jacek Odrowąż

 

 

Wniebowzięcie

Marja wzięta jest do nieba, weselą się aniołowie.

  1. Najsilniej pachnie łąka, kiedy ją koszą. „Róża mistyczna” zaś wtedy najcudowniejszą wydawał woń, gdy zrywał ją Pan, a woń ta czarowna napełniła wtedy ziemię całą i do dziś nas wszystkich upaja…
    Uleciała dziś z ziemi do nieba dusza najpiękniejsza, perła świata spadła na łono Boga. – Śmierć jej nie była połączona z bólem lub trwogą. My kurczowo trzymamy się życia i lękamy się przyszłości. Św. Dziewica przeciwnie z całego serca pragnęła śmierci bo nie miała się czego obawiać. Śmierć nie była dla niej bramą, lecz łukiem triumfalnym, grób nie był przepaścią, lecz błoniem kwiecistem. Ona naprawdę idzie do domu swego, a Bóg pocałunkiem wita jej duszę. Odchodzi z tego świata „in osculo Domini”. Starajmy się, póki jesteśmy na ziemi, upodobnić się do Boga i róść w jego łasce. Wtedy zawsze ku niemu podążać będziemy, a śmierć nie będzie dla nas groźna.
  2. Nic piękniejszego nad zwłoki Najśw. Dziewicy. Żadnego w nich niemasz zepsucia, rozkładu. Tak chciał Jezus. Jak on sam miał grób chwalebny, tak matce chciał zapewnić grób kwiecisty. Jak trzeciego dnia zmartwychwstał, tak i matka jego miała powstać z martwych. Jak on wstąpił do nieba, tak i ona miała być wzięta do raju niebieskiego. Piękna to zmarła, ta „arka przymierza!” Nie rozkłada się, ciało niepokalane stoi pod szczególną opieką opatrzności, wspaniałej duszy mieszkanie nie może w proch się rozsypać. – Oto jak należy wychowywać i uszlachetniać ciało. Jedynie duchem, zwłaszcza duchem karności i czystości moralnej.
  3. Pod wpływem duszy uwielbionej przeduchowiło się jej ciało i zmieniło swój wygląd. Oblicze jej zajaśniało jak twarz anioła, piękność nieskalanej Dziewicy i powab Matki Bożej zlał się w jedno z majestatem uwielbionej Królowej. Nie nosi wieńca ani korony, użyczając tylko zewnętrznej piękności, bo ona całą jest urodą promienną, najwspanialszym arcydziełem Boga. – Jezus po nią przychodzi. Powiedział, iż wróci i zabierze ją. Odprowadza swą matkę. Archanioł Michał pozdrawia „niewiastę mężną”. Gabriel „pełną łaski”, aniołowie zaś pytają się ze zdumieniem: „Któraż to jest, która idzie jako zorza powstająca?” Jakie to wejście uroczyste! Jaki tron, jaka potęga będzie jej udziałem! Odtąd naszego królestwa niebieskiego pierwszą gwiazdą jest „Panna chwalebna”, Pani nasza!

 

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Wzięta do nieba Maryja Królowa

 

Wzięta do nieba Maryja Królowa,
Już jaśnieje w koronie,
Odeszła od nas Matka Jezusowa,
Siedzi z Synem na tronie;
Wydają nieba tryumf wesoły,
Wielbią Królowę Święci z Anioły,
Widząc ją na boskim łonie
Ze dwunastu gwiazd uwita korona
Panieńskie wieńczy skronie,
I nad Anielskie chóry wyniesiona
Blisko przy Boskim tronie;
Dziw wielki w niebie, każdy się pyta:
Cóż to za Pani, którą Bóg wita
I sadza po prawej stronie?
Piękna jak księżyc, jak słońce wybrana,
miesiąc pod jej nogami,
Na niej purpura ze słońca utkana,
Haftowana gwiazdami;
Z dworem Aniołów weszła do chwały,
Równych widoków nieba nie miały
Z takimi wspaniałościami.
Odchodzisz od nas, o Matko jedyna,
Byś nam zjednała Boga,
Więc racz się wstawiać do swojego Syna
Zawsze, gdy na nas trwoga,
Ażeby od nas odwrócił wojny,
Uśmierzył burze, dał czas pokoju,
Niech twoja sprawi przyczyna.

Amen.

 

Zaślepienie, ciemność świata

granada_fray_luisCo jeszcze powiększa niebezpieczeństwo świata – co sprawia, że jest ono niemal nie do uniknięcia – to zaślepienie tych, którzy są temu światu oddani. Egipt został niegdyś pokryty okropnymi ciemnościami. Były one tak gęste, że można było namacać je ręką. Przez całe trzy dni nikt nie mógł ruszyć się z miejsca, w którym go te ciemności zastały; nikt nie był w stanie niczego wokół siebie dojrzeć. Podobne, i głębsze jeszcze, są ciemności rozlane po świecie.  Rzuć okiem na to, co się tam dzieje. Zobacz złudzenia, które tam panują, szaleństwa, jakie się tam dzieją, i powiedz mi, czy zaślepienie nie jest tam powszechne? Czy może być większe zaślepienie niż to, żeby tak bardzo cenić ludzi, a tak mało Boga?! Żeby mieć tak wielkie poszanowanie dla praw ludzkich, a tak wielką pogardę dla praw Bożych?! Żeby tak gorliwie pracować dla całkiem zwierzęcego ciała, a zapominać o duszy, w której jaśnieje żywy obraz Majestatu Bożego? Żeby bezustannie zbierać zasoby do życia, które jutro się skończy, a nie robić niczego dla wieczności, która ma nastąpić zaraz po tym jutrze? Żeby się wyniszczać dla spraw ziemskich, a nie zrobić jednego kroku dla dóbr niebieskich? Czy może być większe zaślepienie, niż ten stan lenistwa i gnuśności, w jakim żyjemy, jakbyśmy mieli nigdy nie przestać żyć: pomimo pewności naszej śmierci, pomimo pewności, że ta straszliwa godzina, postanowi o naszym losie na wszystkie wieki wieków? Gdyby ludzie mieli zapewnienie życia na wieki, czy postępowaliby inaczej niż teraz, gdy nie mają wątpliwości o niechybnej śmierci? Jakie może być większe zaślepienie, niż okupywanie zaspokojenia cielesnej chuci ceną niewysłowiony rozkoszy nieba? Czy być tak rzutkim w sprawach majątku, a tak niedbałym o własne sumienie? Czy tak dbać o to, by utrzymać w porządki sprawy doczesne, a tak mało o to, by przyzwoicie urządzić swoje własne życie? Wszystkie te niedorzeczności i tysiące jeszcze innych są tak na świecie normalne, że jeśli się im dobrze przyjrzysz, cały świat wyda ci się jakby zaczarowany. Zobaczysz ludzi, którzy mają oczy, a nie widzą, mają uszy, a nie słyszą, ostro widzą rzeczy świata, a są kretami w sprawie wieczności. Św. Paweł, powalony na drodze do Damaszku, otwiera oczy i nie widzi nic. Oto obraz nędznego miłośnika świata: wszystko widzący dla świata, jest on zupełnie ociemniały dla Boga.

 

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

 

 

Zrzeczmy się nałogu

Zrzeczmy się, zrzeczmy się nałogu
Obmierzłego ludziom, Bogu,
Porzućmy nałóg pijaństwa,
Co gubi domy i państwa,

Tępi rozum, duszę szpeci,
Niszczy zdrowie, żądze nieci,
Mądrość pożera i cnotę,
Sprowadza hańbę, sromotę,

Gwałci samo przyrodzenie,
Marnuje czas, dobre mienie,
Śmierć przyspiesza w życia kwiecie
Karę w tym i przyszłym świecie.

Puśćmy się ślady świętymi,
Postanówmy być trzeźwymi;

Trzeźwość wiary, cnoty stróżem,
Nakazana prawem Bożem.

Kro wstrzemięźliwość przyrzeka,
Powinność pełni człowieka,
Z odwagą chrześcijanina
Walczyć sam z sobą zaczyna.

Wstrzemięźliwość wzmocni siły,
Sercu zwróci pokój miły,
Do dzieł szlachetnych pobudzi
W obliczu Boga i ludzi;

Zjedna szacunek i sławę,
Zbawienia ułatwi sprawę,
W niebie wieniec nagotuje,
Gdzie Bóg ze Świętymi króluje.

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich – Bractwo Trzeźwości

 

 

 

Szkaplerz – herb Maryi

Dworzanie noszą na sukniach wyszyte herby i godła swej królowej, a nawet ubranie jej koloru. Podobnie dworzanie Maryi noszą szkaplerz, jakby herb Maryi, na znak, że całe życie poświęcają Jej służbie, że pragnie wszędzie bronić Jej honoru i zawsze wstępować w Jej ślady. Ten rodzaj czci, jeżeli z nim łączy się pobożne życie, jest bardzo miły Maryi, a dla nas bardzo korzystny. Szkaplerz bowiem jest z jednej strony godłem, po którym Najświętsza Panna poznaje swoje sługi, z drugiej jest jakby suknią, którą Ona ochrania swe dzieci od mrozu świata, i jakby tarczą, w którą je uzbraja do walki. Kiedy Izraelici walczyli z Filistynami, wychodził z obozu filistyńskiego mąż olbrzymiego wzrostu i olbrzymiej siły, aby wyzywać Izraelitów do walki. Wśród ogólnego popłochu występuje do boju młody pasterz Dawid, a za całą broń ma kij w ręku, pięć kamieni z potoku, które wkłada do torby, i procę do wyrzucania kamieni. Tak uzbrojony wychodzi naprzeciw olbrzymowi, strzela do niego kamieniami z procy, trafia go w czoło, powala na ziemię i zabija. Takim Dawidem jest każdy chrześcijanin, bo on musi walczyć z Goliatem, to jest szatanem. A gdzie jego broń? Oto kij, to jest krzyż Chrystusa, w którym jest nasze zwycięstwo; pięć kamieni, to jest pięć ran Jezusowych, z których płynie nasza moc; dalej proca, to jest Różaniec, i torba pasterska, to jest szkaplerz. Dlatego też święci, stając do walki, zbroili się w szkaplerz. Noś i ty szkaplerz – czy karmelitański, czy Niepokalanego Poczęcia, czy co lepsze, jeden i drugi, albo na mocy przywileju św. Piusa X zamiast szkaplerzy medalik poświęcony przez upoważnionego do tego kapłana. Pod szkaplerzem czy pod medalikiem miej czyste i prawdziwie pobożne serce.

 

 

Józef Sebastian Pelczar; Życie Duchowe; t2, Wyd. Św. Stanisława BM; Kraków 2012

 

Witaj, kwiecie Szkaplerza

Witaj, kwiecie Szkaplerza, Panno ozdobiona,
Nad wszystkich nieba Świętych jesteś wywyższona.Wita cię, piękna różdżko, ogród Karmelowy,
Tobie służyć, wychwalać, jest zawsze gotowy.

Ciebie, różo kwitnąca, zdawna już świat cały
Błagał, byś mu przywilej chciała dać wspaniały.

Dałaś, lilio wdzięczna, Szkaplerz, znak zbawienia
Dla całego na świecie ludzkiego plemienia.

W nim cię wszyscy chwalimy, za to dziękujemy,
Że w twej szacie pomocy wszelkiej doznajemy.Bądź nam łaskawą Matką z miłosierdzia twego,
Przybądź nam z twym Szkaplerzem czasu potrzebnego.

Pokaż nam Syna twego, jakoś pokazała
Sługom twym, Karmelitom, kiedyć brzmiała chwała.

O Pani nieba ziemi i Świętych kochanie!
Sprządź nam w czystem niebie po śmierci mieszkanie.

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich – O Najświętszej Maryi Pannie Szkaplerznej