Świadomość łaski Bożej

Miejmy zawsze żywą świadomość prawdy, że znajdujemy się w stanie nadprzyrodzonym.

 Gdyby trzeba było pokazać jedną tylko rzecz, która jest naszym szczególnym wstydem – na której wspomnienie powinniśmy rzucić się twarzą w proch – to byłoby nią z pewnością to, że po całych dniach żyjemy tak, jakby w ogóle nie było Ducha Świętego, jak gdybyśmy byli tymi Efezjanami, którzy zapytani przez Apostoła, czy otrzymali Ducha Świętego. Gdy uwierzyli, odpowiedzieli mu: Nawet nie słyszeliśmy, że jest jakiś Duch Święty (Dz 19,2). Żyjemy w świecie i jesteśmy światowi; żyjemy na ziemi i z powodu ziemi jesteśmy ziemscy; żyjemy dla przyjemności, dla handlu, dla pieniędzy, dla zabijania czasu, dla rozrywek, dla dogadzania naszym zachciankom. Są i tacy, którzy żyją dla jeszcze gorszych rzeczy, bo żyją w pysze, w łakomstwie, w zazdrości, w zawiściach, w zawziętości i w złości jeden przeciw drugiemu. Inni żyją w rzeczach jeszcze gorszych, jeśli to w ogóle możliwe. Marnują swoje lata, lubując się i tarzając w grubych grzechach zmysłowych, a przecież i oni zostali uczynieni świątynią Ducha Świętego. I oni kiedyś narodzili się na nowo, są odrodzeni, zostali uczynieni synami Boga i dziedzicami Jego królestwa – i przez całą wieczność będą na sobie nosili znamię swojego odrodzenia, nie dające się zatrzeć znamię, wyciśnięte na ich duszy u źródła chrzcielnego. I będą też nosić drugie jeszcze znamię: znamię swojego Bierzmowania. Będą to dwaj straszliwi, Boscy świadkowie, którzy zwrócą się przeciwko nim; jawne dowody ich nieposłuszeństwa przez zasmucanie Ducha Świętego aż po doszczętne zagaszenie w sobie Jego światła i śmierć w swoich grzechach.

Czy nie jest prawdą, że wystarczy rozejrzeć się po świecie, żeby z każdej strony zobaczyć ludzi żyjących tak, jak gdyby nigdy nie zostali odrodzeni w Duchu? Żyją jak urodzeni z ciała i tylko dla ciała. Żyją dla świata, innego celu życia nie znają. Straszne to słowa, jakie mówi o nich Apostoł: Człowiek cielesny – powiada – nie pojmuje tego, co jest Ducha Bożego, bo głupstwem jest dla niego i nie może rozumieć, bo to się rozsądza duchowo (1 Kor 2,14). Znaczy to, że sprawy Ducha Bożego mogą być rozeznane tylko duchowo, duchowo mogą być poznawane, duchowo smakowane.

A teraz pytam, czy kupcy  i handlarze; rozpustnicy i światowcy; ludzie goniący za stanowiskami i pyszałki; chciwcy, gwałtownicy i krzywdziciele – czy wszyscy oni nie spędzają całego swojego życia w tej ślepocie człowieka cielesnego? Słowo cielesny w tekście oryginalnym znaczy „zwierzęcy” – animalis; chodzi o człowieka z ciała i krwi, z cielesnym rozumem i cielesną, pozbawioną Ducha Bożego, wolą. Taki jest – dlatego, że odpadli od łaski Chrztu – stan całych rzesz chrześcijan, ludzi ochrzczonych.

Zbadajmy więc, proszę, samych siebie przez obliczem Bożym. Czy mamy na sobie któryś ze wspomnianych wyżej znaków? Jeśli mamy, to znaczy, że zasmucamy, jak mówi Apostoł, danego nam na Chrzcie Ducha. Kto wie, może już utraciliśmy Jego łaskę. Jeśli jesteśmy nieczuli na te prawdy, kto wie, może bierze się to stąd, że nie umiemy już nawet poznać, że otrzymana na Chrzcie nasza niewinność już nie istnieje, w wyryty na nas charakter Chrztu już teraz, w tej chwili, jest na nas jak znamię potępienia, i że łaska Ducha Bożego od nas odeszła. Duch bowiem Święty karności uciecze przed obłudnością i oddali się od myśli, które są bez rozumu, a odpędzony będzie przez nadchodzącą nieprawość (Mdr 1,5).

Człowiek duchowy, mówi Apostoł, rozsądza wszystko, a sam od nikogo nie bywa sądzony (1 Kor 2,15).

Któż to jest człowiek duchowy? To ten, który posłuszny jest Duchowi Chrztu i swojego odrodzenia; ten, który niewinność na Chrzcie otrzymaną albo zachował nienaruszoną, albo utraconą odzyskał przez pokutę i żyjąc w świętej bojaźni Bożej oczyszcza siebie, każdego dnia wzywając Ducha Świętego, żeby uświęcił go całego; w każdej myśli, uczuciu wzruszeniu; żeby oświecił jego pojmowanie znajomością prawdy; żeby uświęcił jego serce i oczyścił je z wszelkiej skazy grzechu; żeby natchnął jego wolę wielkodusznym posłuszeństwem. Kto żyje takim życiem; kto ma świadomość tej nadprzyrodzonej pomocy, która jest w nim; kto pozostaje wierny obowiązkom stanu, w jakim go Opatrzność postawiła na świecie i wypełnia je, jak może najlepiej, bo wypełnia je nie dla ludzi, ale dla Boga – kto konsekwentnie pamięta o tym, że jest przeznaczony do życia wiecznego, ale jeszcze może wypaść z łaski; o tym, że ten świat nie jest miejscem jego spoczynku, że jego dom i ojczyzna są w wieczności, że tu na ziemi jest tylko pielgrzymem i przechodniem; kto żyje sercem oderwanym od świata i nieskażonym przez świat – ten jest człowiekiem, który żyje życiem nadprzyrodzonym.

Zapytajmy każdy samego siebie: którym z tych dwóch rodzajów życia żyjemy?

Czy mamy świadomość tego, że jest w nas życie nadprzyrodzone?

 

Przewodnik życia w Duchu Świętym; Henry Kard. Manning.

 

 

Uczynki przez Najświętszą Maryję Pannę

Spełniając swoje uczynki przez Najświętszą Dziewicę, porzucasz swoje własne intencje i działania, jakkolwiek byłyby dobre i znane, aby zatracić się, jeśli tak można powiedzieć, w intencjach i działaniach Najświętszej Dziewicy, chociaż są ci one nieznane; i w ten sposób stajesz się uczestnikiem wzniosłości Jej intencji, które były tak czyste, że oddała Ona więcej chwały Bogu najmniejszym swoim uczynkiem, na przykład przędąc kądzielą, robiąc ścieg igłą, niż św. Wawrzyniec na ruszcie przez swe okrutne męczeństwo, a nawet niż wszyscy święci swoimi najbardziej bohaterskimi czynami: dlatego podczas pobytu na ziemi zdobyła Ona tak niesłychany nadmiar łask i zasług, iż łatwiej można by policzyć gwiazdy na nieboskłonie, krople wody w morzu i ziarna piasku na plaży, niż Jej zasługi i łaski; i oddała Bogu więcej chwały niż wszyscy aniołowie i święci kiedykolwiek Mu oddali i jeszcze oddadzą. Cud Maryi! Potrafisz dokonywać cudów łaski tylko w tych duszach, które chcą się zatracić w Tobie.

Ponieważ dusza przez tę praktykę uważa się za nic to, co sama myśli i czyni, a znajdując oparcie i upodobanie jedynie w zamierzeniach Maryi, aby zbliżyć się do Jezusa Chrystusa, a nawet do Niego przemawiać, o wiele bardziej praktykuje pokorę niż dusze, które działają same z siebie, a oparcie i niedostrzegalne upodobanie mają tylko we własnych zamierzeniach; tym samym szczytniej oddaje chwałę Bogu, którego doskonale wychwalają pokorni i cichego serca.

Ponieważ Najświętsza Dziewica, chcąc z wielkiej miłości przyjąć w swoje dziewicze dłonie dar naszych uczynków, nadaje im przedziwne piękno i blask; sama je ofiarowuje Jezusowi Chrystusowi i łatwo zrozumieć, że nasz Pan jest w ten sposób bardziej uwielbiony, niż gdybyśmy to my je ofiarowali naszymi zbrodniczymi rękami.

Wreszcie ponieważ zawsze, kiedy myślisz o Maryi, Ona za Ciebie myśli o Bogu; zawsze, kiedy chwalisz i czcisz Maryję, Maryja razem z tobą chwali i czci Boga. W Maryi wszystko odnosi się do Boga, nazwałbym Ją więzią Boga, albo echem Boga, które wyraża i powtarza tylko Boga. Kiedy ty mówisz: Maryja, Ona mówi: Bóg. Święta Elżbieta wychwalała Maryję i nazwała Ją błogosławioną, gdyż Maryja uwierzyła; Maryja, wierne echo Boga, zaintonowała: Magnificat anima mea Dominum: Wielbi dusza moja Pana. To, co Maryja uczyniła wówczas, czyni każdego dnia; kiedy Ją wychwalamy, miłujemy, oddajemy Jej cześć albo coś Jej dajemy, Bóg jest wychwalany, miłowany, otaczany czcią: dajemy Bogu przez Maryję i w Maryi.

 

Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, Traktat o Prawdziwym Nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny (TPN 223-225)

Wola i chęć

Wola jako narzędzie wysiłku

1.Jeżeli istnieje jakieś prawo powszechne, to jest nim przede wszystkim prawo wysiłku. Wysiłek odgrywa ważną rolę we wszystkich dziedzinach i to w sposób tak nieprzerwany, że wydaje się niemal nierozłączny z samym prawem istnienia. Widzimy, jak rośliny wysilają się, by zdobyć trochę ziemi, powietrza, przestrzeni, jak zwierzęta okrutnie walczą i tępią się nawzajem. A czymże jest współzawodnictwo między ludźmi, jeśli nie ciągłym wysiłkiem, by zagarnąć czy to kawał ziemi, czy garść złota, czy wreszcie zdobyć sławę? Niestety, wiemy aż nadto dobrze, jak ożywiona jest ta działalność, z jakim uporem jest ona połączona, jak przykra nieraz staje się dla innych!

Wysiłek to dążenie do wyjścia ze stanu mniej doskonałego.

Wysiłek jest więc przejawem życia w jego rozwoju; obdarzony jest przy tym przedziwną mocą, która nie tylko czyni go zdolnym do zużytkowania działających w nas środków, ale ponadto wydobywa na jaw potęgi nowe, dotychczas w nas uśpione, noszące w sobie słaby zarodek życia. Niektórzy wielcy myśliciele, posuwając zbyt daleko to spostrzeżenie, doszli do wniosku, że wysiłek stwarzany jest przez potrzebę, sam zaś stwarza sobie narzędzia. Jest to oczywisty błąd; ma tu miejsce nie stworzenie, ale wytworzenie; bywa jednak ono jednak niekiedy tak nieoczekiwane że staje się podobne do stworzenia.

2. Czyżby życie duchowe nie miało podlegać temu ogólnemu prawu wysiłku? By tak było trzeba by, żeby życie to nie napotykało na swej drodze przeszkód. Nie ma tu oczywiście pola do bratobójczej walki; Królestwo Boże jest dość obszerne, by przygarnąć nas wszystkich; ta szlachetna i dobroczynna walka skierowana jest przeciw wszystkiemu, co się sprzeciwia porządkowi Bożemu, dobru ludzkiemu, naszemu własnemu dobru. Czy spośród wszystkich stworzeń tylko my jedni mieliśmy się wyrzec wysiłku, a z nim rozwoju?

Jak to! Więc inni wznoszą się i walczą, żeby dojść wyżej w sferze celów pospolitych, doczesnych, choć los ich zabiegów jest tak smutny, skoro giną wraz z nimi, wzbogacając ziemię jeszcze jedną więcej warstwą prochu, a my po to, żeby dać rozrost nadprzyrodzonemu życiu naszych dusz, żeby rozszerzać wśród innych Królestwo Boże, żeby zdobywać to nowe niebo, krainę nieskończonego szczęścia, nie znajdujemy nic oprócz zniewieściałości, oprócz gnuśności?!

Królestwo Niebieskie gwałt cierpi i gwałtownicy je porywają – mówi Pismo Święte (Mt 11, 12).

Oto warunek życia Bożego w naszej upadłej naturze. Życie Boże daje się doskonale przyswoić naszej naturze, tylko jednak lepszej jej części. To co jest w niej złe, niskie – póki żyje, stawia opór. Póki żyje! A żyje w nas, żyje w tobie, duszo pobożna!

Gdy tylko chcemy wykonać jakiś akt cnoty, czy nie odczuwamy zaraz w naszych upodobaniach, chwilowych potrzebach lub po prostu w naszych przyzwyczajeniach jakiegoś oporu, który trzeba przezwyciężyć? Później, kiedy wejdziemy na wyżyny, kiedy wstąpimy w okres zdobytej swobody, silnego zjednoczenia się z Bogiem, jeszcze spotykamy się z wysiłkiem, wówczas jednak nie będzie on już walką, ale raczej potęgą, która wznosić nas będzie w górę! Przygotowujmy się zatem do tej błogiej, radosnej gorliwości przyszłej gorliwością dzisiejszą, pełną cierpień i trudu!

Ileż to razy, aby odbyć nasze ćwiczenia pobożne, aby je ożywić, będziemy musieli, według słów św. Ignacego, trahere mentem: ciągnąć naszą oporną uwagę.

Ile wysiłku potrzeba, by w czasie naszych zajęć wytrwać w jakiejś formie zjednoczenia z Bogiem! Ile walki, by jako tako podtrzymać chwiejną cnotę!

3. U dusz pozbawionych pobożności brak wysiłku daje się łatwo wytłumaczyć zupełnym brakiem ideałów religijnych.

Po co się przezwyciężać, zadawać sobie gwałt, skoro prawie wcale nie zna się Boga? W tej chwili jednak zwracamy się do osób pobożnych, oświeconych w wierze oraz dobrze usposobionych i pytamy je: Skąd u was ta oziębłość granicząca niekiedy z nikczemnością? Pochodzi ona z wrodzonej nam słabości woli, tej władzy, która ma nami rządzić Choroba naszego wieku daje się odczuć i w pobożności: nie chcemy silnie, nie umiemy chcieć!

W młodości narodów potężna wola wybucha nieraz ponad miarę, pod starość rozprzęga się i słabnie!

 

Co to znaczy chcieć?

1. Chcieć to postanowić. Wola silna zaczyna od namysłu, każe zamilknąć wszystkiemu, co odzywać się nie ma prawa, wsłuchuje się w głos rozsądku, a następnie powiada: chcę. Niekiedy za siłę woli uważamy natarczywość naszych pragnień lub gwałtowność postanowień. To błędne pojęcie. Wchodzi tu w grę nie wola, ale namiętność ze wszystkimi swoimi cechami: gorączkowością, niepokojem, a także niestałością. Wola opiera się na rozumie; gwałtowność, żywość na wrażeniach.
2. Chcieć to wykonywać odważnie to, co rozważnie postanowiliśmy. Są ludzie, którzy się ciągle wahają: kiedy już trzeba działać, jeszcze się namyślają. Te lękliwe umysły są zbytnio przewidujące: każda wątpliwość je powstrzymuje; zapominają, że każdy najrozsądniejszy nawet krok jest poniekąd niepewny! Namyślając się w chwili działania, osłabiamy się.
3. I wreszcie chcieć – to wytrwać. Bez ciągłości w działaniu nic się nie udaje; bez wielkiej wytrwałości nikt nie jest w stanie wykonać trudnej sprawy udoskonalenia siebie. Bywają natury, które zrażają się trudnościami. Skoro działamy zgodnie z rozumem, zgodnie z wolą Bożą, cóż znaczą przeszkody: czy nie należało ich z góry przewidywać? Najczęściej jest to po prostu sprzeciw otoczenia, nagany, krzyk opinii, tak zwykle skory do wszelkiej krytyki! Wobec takich przeszkód powinniśmy trwać nieporuszenie i w spokoju iść raz wytkniętą drogą.

Chcieć przy zachowaniu tych trzech warunków znaczy być człowiekiem charakteru, mieć pewną wartość. Stanowczość w działaniu jest zazwyczaj wybitną cechą ludzi obdarzonych wysokim rozumem; przewyższają ich w tym względzie tylko ludzie głębokiej wiary i święci.

Strzeżmy się dość rozpowszechnionego błędu: nie sądźmy, że pokora i roztropność każą nam czynić postanowienia w sposób chwiejny, wykonywać je lękliwie, a wreszcie porzucać je, skoro tylko spotkamy się z oporem.

Nie nazywajmy tego pokorą – powiada św. Franciszek Salezy – ale raczej głupotą! Nie przypisujmy roztropności postępowania ogromnie nieroztropnego, bo odbierającego ducha. Pokora i roztropność to dobrzy doradcy; zapewniając mądrość w postanowieniu, pozwalają mężnie dążyć do wykonania go.

 

 

Wg „Spowiedź Przygotowanie do Sakramentu Pokuty”, Warszawa 2005

Pokora potrzebna do zbawienia

Bez pokory nie możemy się zbawić, o tym dał nam naukę Chrystus Pan w żywym przykładzie.

Oto kiedy razu pewnego Jego uczniowie spierali się ze sobą o to, kto z nich będzie większym w królestwie niebieskim, wtedy Pan Jezus wezwał dziecię i postawił je pośrodku nich i rzekł im: Zaprawdę powiadam wam, jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie się jako dziatki, nie wnijdziecie do królestwa niebieskiego (Mat. 18, 1-3).

Potrzeba się nawrócić, a nawrócenie musi rozpocząć się od porzucenia pychy, zaprzestania  szukania własnego wywyższenia, w czym jest początek każdego grzechu, trzeba stać się małym jak dziecię i tak przyjść na nowo do utraconego pierwotnego stanu, względnej bezgrzeszności. I tu dziecko danym jest za przykład nie tylko w tym, że jest małe wzrostem, ale jeszcze bardziej w tym, że jest małym w grzechu i w rozumieniu o sobie, i że jako takie czuje się szczęśliwym w zupełnej zależności od swoich rodziców. Podobnie trzeba stać się dzieckiem Boga, i tak zachować się wobec Niego jak się dzieci zachowują wobec swych rodziców, którzy je kochają, opiekują się nimi, są dla nich powagą, a dzieci w miłości rodzicom wierzą, od nich są we wszystkim zależne, są im uległe.

To, co dzieci czynią z natury, to chrześcijanin czynić ma ze zrozumieniem, z przekonaniem i z wolną wolą; a do tego potrzeba pokory.

Przez pychę zatraca się usposobienie dziecięce względem Boga, traci się też pojęcie o tym, jak na objawieniu Bożym zasadza się chrześcijańska wiara, i jak Kościół ustanowiony przez Chrystusa, wsparty Duchem Świętym, jest powagą w rzeczach odnoszących się do zbawienia.

Dla człowieka pysznego jest jedyną powagą jego własny płytki i ograniczony rozum, wsparty przy tym zdaniami umysłów przewrotnych, odwróconych od wiary; dla niego nic nie znaczy cudowna moc chrześcijaństwa, trwającego tyle wieków, żadną nieprzyjacielską siłą nie zwalczona; niczym mu są światła, jak tylu Doktorów Kościoła i geniuszów, których chrześcijaństwo wydało, on swoim głupim rozumem przenosi swoje zdanie o rzeczach, na których się nie rozumie, nad orzeczenia tych powag i samego Kościoła, i pycha jego nie pozwala mu na światło Bożej prawdy oczu otworzyć.

Jakżeż to smutne!

Dziecko wierząc rodzicom którzy przecież mylić się mogą, może być w błąd wprowadzone, lecz chrześcijanin, wierząc Kościołowi, żadną miarą nie może być w błąd wprowadzonym, bo Bóg, który prawdę swoją powierzył Kościołowi, uczynił go, jak św. Paweł mówi, filarem i utwierdzeniem prawdy (1 Tym. 3, 15). Jako Ojciec Bóg stworzywszy wszystko dla Siebie, nie mógł ludzi pozostawić bez prawdy Swojej w rzeczach największej wagi, nie mógł zatem chcieć religii bez danego z nieba objawienia. To zaś, co dla zdrowego rozumu tak jasne, to dla pychą zamąconego rozumu jest ciemnym; sprawia to duch ciemności, ojciec pychy; tu więc, a nie gdzie indziej jest przyczyna wszelkiej niewiary: niemożebność przyjęcia światła Bożego w duszy zmazanej grzechem pychy.

 

Ks. Jan Adamski; Pokora podstawą życia chrześcijańskiego; Wyd. św. bp J.S.Pelczara Rzeszów 2017

Raj Boga

Nie ma i nigdy nie będzie stworzenia, w którym Bóg, poza sobą samym i w sobie samym, byłby większy niż w Najświętszej Maryi, nie wyłączając ani błogosławionych, ani cherubinów, ani najwyższych serafinów w samym raju…

Maryja jest rajem Boga, i Jego niewysłowionym światem, który nawiedził Syn Boży, by dokonać w nim cudów, by go strzec i mieć w nim upodobanie. Stworzył świat dla człowieka pielgrzyma, to właśnie ten świat; stworzył świat dla człowieka błogosławionego, jest nim raj; ale stworzył jeszcze inny świat dla siebie, któremu nadał imię Maryja; świat prawie nieznany śmiertelnikom na ziemi i niepojęty dla aniołów i błogosławionych tam w górze, w niebie, którzy podziwiając Boga tak wzniosłego i tak wywyższonego, dalekiego im wszystkim, tak oddzielonego i tak ukrytego w swoim świecie, w Najświętszej Maryi, wołają dniem i nocą: Święty, Święty, Święty.

Szczęśliwa, po trzykroć szczęśliwa jest dusza na ziemi, której Duch Święty objawia tajemnicę Maryi, by ją poznała; i dla której otwiera ten zamknięty ogród, by weszła; ten zdrój zapieczętowany, aby zanurzyła się w nim i piła wielkimi łykami żywe wody łaski! Ta dusza znajdzie w tym umiłowanym stworzeniu tylko Boga samego, nic ze stworzenia; lecz Boga jednocześnie nieskończenie świętego i wzniosłego, nieskończenie łaskawego i odpowiedniego do jej słabości. Ponieważ Bóg jest wszędzie, można Go wszędzie znaleźć; nie ma jednak miejsca, gdzie stworzenie mogłoby Go znaleźć bliższego mu i bardziej odpowiedniego do jego słabości niż w Maryi, gdyż właśnie z tego względu w Nią zstąpił. Wszędzie indziej jest On Chlebem mocnych i aniołów; ale w Maryi jest Chlebem dzieci…

Niech więc nikt nie sądzi, jak kilku fałszywych proroków, że Maryja , będąc stworzeniem, jest przeszkodą w zjednoczeniu ze Stwórcą, to już nie Maryja żyje, to sam Jezus Chrystus, to sam Bóg żyje w Niej. Jej przemienienie w Boga przewyższa przemienienie świętego Pawła i innych świętych, bardziej niż nieba przewyższa ziemię swą wzniosłością.

Maryja została stworzona tylko dla Boga i daleka jest od tego, by zatrzymywać duszę dla siebie, przeciwnie, rzuca ją w ramiona Boga i jednoczy z Nim z tym większą doskonałością, im dusza bardziej się z Nią jednoczy. Maryja jest wspaniałym echem Boga, które odpowiada jedynie: Bóg, kiedy do Niego wołamy: Maryja, która wielbi tylko Boga, kiedy wraz ze świętą Elżbietą nazywamy Ją błogosławioną. Gdyby fałszywi prorocy, którzy zostali tak nędznie oszukani przez złego ducha nawet w modlitwie, umieli znaleźć Maryję, a przez Maryję Jezusa, a przez Jezusa Boga, nie upadliby tak bardzo. Gdy ktoś raz znalazł Maryję, a przez Maryję Jezusa, a przez Jezusa Boga Ojca, to znalazł wszelkie dobro, mówią święte dusze: Kto mówi wszystko, nie wyklucza niczego, wszelka łaska i wszelka przyjaźń u Boga; wszelkie bezpieczeństwo od nieprzyjaciół Boga; wszelka prawda przeciw kłamstwu; wszelka łaskawość i wszelkie zwycięstwo wbrew trudom zbawienia; wszelka słodycz i wszelka radość w goryczach życia.

Nie jest tak, że ten, kto znalazł Maryję przez prawdziwe nabożeństwo, jest wolny od krzyża i cierpień, przeciwnie; jest nimi bardziej osaczony niż ktokolwiek inny, gdyż Maryja, będąc Matką żyjących, daje wszystkim swoim dzieciom cząstki Drzewa Życia, którym jest krzyż Jezusa, ale ciosając dla nich dobre krzyże, daje im łaskę znoszenia ich cierpliwie, a nawet radośnie; tak że krzyże, które daje tym co do Niej należą, są raczej słodkimi krzyżami niż krzyżami gorzkimi; albo jeśli czują oni w nich przez jakiś czas gorycz kielicha, który trzeba wypić, by być przyjacielem Boga, to pociecha i radość, jakie ta dobra Matka zsyła po smutku, pobudzają ich z mocą do znoszenia jeszcze cięższych i bardziej gorzkich krzyży.

 

Tajemnica Maryi; Święty Ludwik Maria Grignion de Montfort

Pobożność prawdziwa

Pobożność prawdziwa oświeca umysł, rozgrzewa serca, rozszerza pogląd – fałszywa zaś zacieśnia formułkami, zaciemnia zabobonem, oziębia samolubstwem.

Pobożność prawdziwa uspokaja, rozwesela, upraszcza – fałszywa jest źródłem niepokojów, smutków, skrupułów, udręczeń, komplikacji.

Pobożność prawdziwa sprawia, że „jarzmo Pańskie jest wdzięczne, a brzemię jego lekkie” – fałszywa zaś przeciąża i przygniata mnogością praktyk i nabożeństw.

Pobożność prawdziwa wypełnia służbę Bożą w duchu i w prawdzie – fałszywa trzyma się ciasno litery prawa.

Pobożność prawdziwa obdarza tych, którzy ją pełnią, wolnością prawdziwą dzieci Bożych – fałszywa kształci niewolników formułek i recept.

Pobożność prawdziwa uczy w duchu Bożym spełniać każdy obowiązek – fałszywa odrywa od obowiązku rzeczywistego, a tworzy fikcyjne powinności, według własnego upodobania.

Pobożność prawdziwa trzyma na drodze cnót cichych i ukrytych – fałszywa lubuje się w nadzwyczajnościach.

Pobożność prawdziwa buduje i pociąga bliźniego, jest najwymowniejszym kazaniem do Boga skłaniającym – fałszywa gorszy i od miłości Bożej odstręcza.

Pobożność prawdziwa jest najpiękniejszym kwiatem rozumu ludzkiego – fałszywa jest wielkim nierozumem, nielogicznością, karykaturą dobra.

Pobożność prawdziwa odrywa człowieka od siebie, a jednoczy go z Bogiem i bliźniemu poświęca – fałszywa zasłania człowiekowi Boga i bliźniego, a w sobie wyłącznie pogrąża.

 

O pobożności prawdziwej i fałszywej; Cecylia Plater-Zyberkówa; Wydawnictwo Monumen; Poznań 2016

Niewystarczające poświęcenie Rosji

Abyśmy mogli zrozumieć, o co dokładnie prosi Maryja, porównajmy Jej prośbę z Tuy ze słowami jakie wypowiedziała w lipcu 1917 roku. 13 lipca 1917 roku Matka Boża oznajmiła: „Przybędę, aby prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię świętą wynagradzającą w pierwsze soboty miesiąca. Jeżeli Moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój.” Niepokalana nie powiedziała „Moje życzenie”, ale „Moje życzenia”, a zatem chodzi o wypełnienie ich obu.

13 czerwca 1929 roku w Tuy Matka Boża podała cztery warunku poświęcenia Rosji, pragnąc, aby Ojciec Święty:

  1. W jedności „z wszystkimi biskupami świata”
  2. Dokonał poświęcenia
  3. Rosji
  4. Niepokalanemu Sercu Maryi.

13 maja 1930 roku s. Łucja wyjaśniła wolę niebios i podała dwa kolejne warunki:

  1. „uroczysty akt wynagrodzenia i poświęcenia Rosji Najświętszym Sercom Jezusa i Maryi”;
  2. „obietnica, że po zakończeniu prześladowania Kościoła (przez tych, którzy idą śladami błędów Rosji) zatwierdzi on i poleci praktykowanie nabożeństwa wynagradzającego”.

 

W 1942 roku s. Łucja ujawniła drugą część tajemnicy wraz z prośbą o poświęcenie Rosji. Od tego momentu różni papieże dokonywali aktów konsekracji, które – choć częściowo odpowiadały prośbie Matki Bożej – to jednak nie spełniały dokładnie Jej życzeń. W tabelce pokazano stopień w jakim, akty poświęcenia dokonane przez Piusa XII, Pawła VI i Jana Pawła II odnoszą się do sześciu wymogów, wymienionych powyżej.

Synteza poświęcenia Rosji przez papieży

 

Data
Papież
W jedności z wszystkimi biskupami
Poświęcenie
Rosji
Niepokalanemu Sercu Maryi
Publiczne wynagrodzenie
Zatwierdzenie nabożeństwa wynagradzającego
Październik 1942Pius XIINIETAKNIE(3)TAKNIENIE
Grudzień 1942Pius XIINIETAKNIE(3)TAKNIENIE
Czerwiec 1952Pius XIINIETAKTAKTAKNIENIE
Listopad 1964Paweł VINIE(1)NIE(2)NIENIENIENIE
Czerwiec 1981Jan Paweł IINIENIE(2)NIENIENIENIE
Grudzień 1981Jan Paweł IINIENIE(2)NIENIENIENIE
Maj 1982Jan Paweł IINIE(1)TAKNIE(3)NIENIENIE
Marzec 1984Jan Paweł IITAKTAKNIE(3)NIENIENIE

 

Uwagi do tabelki:

  1. Paweł VI nie wydał żadnego polecenia biskupom. Jan Paweł II jedynie ogłosił, że akt konsekracji został dokonany w „duchowej łączności” z biskupami,
  2. Podczas tych aktów używano słów „zawierzyć”, a nie „poświęcić”.
  3. Formuła użyta przez Piusa XII brzmiała „[…] przede wszystkim tym, którzy okazują szczególne nabożeństwo do Ciebie, i w których krajach nie ma domu, gdzie nie czczono by Twej świętej ikony”. Jan Paweł II użył następujących wyrażeń: „W szczególny sposób zawierzamy Ci i poświęcamy tych ludzi i te narody, które tego zawierzenia i poświęcenia najbardziej potrzebują” oraz „zwłaszcza te narody, których konsekracji i zawierzenia od nas oczekujesz”.

 

Te wszystkie próby poświęcenia Rosji łączy fakt, że żadna z nich nie była związana z publicznym aktem wynagrodzenia, a żaden z papieży nie zatwierdził komunii wynagradzającej w pierwsze soboty miesiąca. Z ośmiu wymienionych aktów tylko w pięciu przypadkach użyto prawidłowego słowa „poświęcenie” (consecratio), jedynie konsekracja dokonana przez Piusa XII została skierowana do Niepokalanego Serca Maryi, natomiast Jan Paweł II był jedynym papieżem, który zrobił co w jego mocy, żeby zaangażować biskupów. Rosja została wymieniona tylko raz – w 1952 roku; w siedmiu innych przypadkach ten kraj został wcale zapomniany bądź wzmiankowano o nim ogólnikowo.

Podsumowując, że chociaż wymienione konsekracje świata przyniosły pewne owoce, to jednak poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi nie zostało jeszcze dokonane w taki sposób, w jaki prosiła o to Matka Boża. Dwa fakty potwierdzają ten wniosek. Po pierwsze, 25 lat po ostatniej konsekracji nadal nie doszło do zapowiedzianego w Fatimie nawrócenia Rosji. Po drugie, s. Łucja – pomimo wielu głosów mówiących co innego – aż do 1989 roku konsekwentnie twierdziła, że dokonane do tamtej pory akty poświęcenia nie są zgodne z życzeniem Matki Bożej.

Potwierdzenie ze strony s. Łucji?

W watykańskim dokumencie z 2001 roku dotyczącym Fatimy kard. Bertone tak się wyraził na temat aktu poświęcenia dokonanego 25 marca 1984 r. przez Jana Pawła II: „Siostra Łucja osobiście potwierdziła, że taki uroczysty i powszechny akt odpowiadał temu, czego żądała Matka Boża”. Kardynał powołał się na list karmelitanki z 8 listopada 1989 r. Do 1989 roku s. Łucja wyraźnie stała na stanowisku – które jest podane wyżej – że doszło jedynie do poświęcenia świata, bez wspomnienia Rosji i z pominięciem aktu wynagrodzenia.

Z listem cytowanym przez kard. Bertone wiąże się kilka poważnych problemów:

  1. Skoro akt poświęcenia z 1984 r. był zgodny z prośbami Matki Bożej, to dlaczego s. Łucja potwierdziła ten fakt dopiero pięć lat później?
  2. Dlaczego aż do 1988 roku s. Łucja była innego zdania, twierdząc, że konsekracja nie została jeszcze dokonana?
  3. W listach pisanych przed 1982 r. s. Łucja podaje argumenty, które potwierdzają, że dokonane do tamtej pory akty poświęcenia były niewystarczające: nie pojawiło się w nich słowo „Rosja”; konsekracje były dokonywane jedynie przez papieża bez udziału wszystkich biskupów; nie użyto w nich kluczowych terminów, takich jak „poświęcenie Rosji” i „Niepokalane Serce Maryi”. Na jakiej podstawie s. Łucja miałaby później twierdzić, że akt poświęcenia dokonany w 1984 był zadowalający? Przecież argumenty, których karmelitanka używała do wykazania, że poprzednie próby konsekracji nie były wystarczające, można zastosować również i w tym przypadku.
  4. Dlaczego s. Łucji nie pozwolono na publiczną wypowiedź w tej kwestii? Czy nie powinien dziwić nas fakt, że zdecydowano się na formę listowną? Czy nie byłoby lepiej usłyszeć, jak wizjonerka z Fatimy osobiście potwierdza akt poświęcenia Rosji?
  5. Dokument opublikowany przez Watykan zawiera jedynie kopię jednego zdania z listu s. Łucji. Nie podano adresata listu. W kontekście pojawiających się pytań o przyczynę tak radykalnej zmiany w postawie s. Łucji dotyczącej poświęcenia Rosji zadziwia fakt, że Watykan podał jedynie mały fragment tak ważnego dokumentu.
  6. Kardynał powołuje się tylko na jeden list z lat 1989-2000, jednak czy po 1989 r. s. Łucja nie pisała innych listów, np. do swoich bliskich, w których potwierdzałaby, że poświęcenie Rosji zostało dokonane zgodnie z prośbami Matki Bożej? Jeśli po 1988 r. zmieniał zdanie, to z pewnością starałaby się poinformować o tym każdego, komu wcześniej mówiła, że konsekracja nie została dokonana.
  7. 13 maja 1991 r. papież Jan Paweł II spotkał się z s. Łucją. Dlaczego wtedy nie potwierdziła ona swej aprobaty dla dokonanej przez niego konsekracji?
  8. W okresie od 1989 r. do 1990 r. napisano na komputerze pięć listów, na których rzekomo widnieje podpis s. Łucji. Według tych listów konsekracja Rosji została dokonana i to właśnie jeden z tych listów był cytowany przez kard. Bertone. Jednak s. Łucja nie potrafiła korzystać z komputera: wszystkie dokumenty, jakie po sobie zostawiła, są pisane odręcznie. Dlaczego w wieku 82 lat do pisania listów miałaby nagle zacząć używać komputer? Jeśli nawet tak było, to dlaczego użyła takiej formy jedynie pięć razy?
  9. List cytowany przez kardynała zawiera poważne błędy. Wspomniano w nim o tym, że papież Paweł VI poświęcił Rosję podczas swojej pielgrzymki do Fatimy. Jednak w tamtym czasie Paweł VI nie dokonał żadnego aktu poświęcenia. Kardynał twierdził, że konsekracje dokonane przez 1984 rokiem były niewystarczające ze względu na brak jedności wszystkich biskupów, jednak s. Łucja podkreśliła, że w konsekracji dokonanej w 1982 r. zabrakło wzmianki o Rosji, jak również w akcie z 1984 r. Rosja nie została wymieniona.
  10. Dlaczego kard. Bertone nie otrzymał od s. Łucji listu potwierdzającego jego słowa podczas wizyty w Fatimie w kwietniu 2000 r.?
  11. Dlaczego w Watykanie nie mówiono wcześniej o tym „dowodzie s. Łucji”? List pojawił się znienacka i miał być ostatecznym argumentem w debacie, którą kard. Bertone podsumował następująco: „Z tego powodu wszystkie dyskusje i jakiekolwiek nowe wnioski są bezpodstawne”.

Komentarz

Zdaje się, że kwestia poświęcenia Rosji poruszyła serca papieży pomimo ich krytycznego podejścia do pism s. Łucji. Dołożono wszelkich starań, aby stworzyć pozory, że wypełniono prośby Matki Bożej, nie zważając na obiektywne dowody jasno wskazujące, że warunki poświęcenia Rosji nie zostały zachowane. Dlaczego dokonano tych aktów konsekracji, przy jednoczesnym pominięciu ich warunków? Ponieważ były one nie do zaakceptowania przez tych, którzy przylgnęli do „ducha soboru”’ ponieważ były im one solą w oku, stojąc w sprzeczności z ich zasadami.

 
Karol Stehlin; Gwiazda przewodnia czasów ostatecznych, część III.
 

150 Pozdrowień Maryi

Dlaczego w Psałterzu jest sto pięćdziesiąt pozdrowień Maryi? Z radością posłuchajmy tu samej Błogosławionej Dziewicy Maryi, która przytoczyła dwadzieścia powodów tego. Oto one:

  1. „ponieważ w Psałterzu Dawidowym jest sto pięćdziesiąt psalmów, w których zawierają się symboliczne Ojcze nasZdrowaś tak jak owoc w kwiecie;
  2. ponieważ otrzymałam sto pięćdziesiąt niezwykle cennych duchowych radości w poczęciu Syna i noszeniu Go w sobie – były to ekstazy, widzenia, objawienia i natchnienia;
  3. ponieważ doznałam stu pięćdziesięciu radości przy rodzeniu i karmieniu piersią Syna;
  4. ponieważ doznałam stu pięćdziesięciu radości ze słów i czynów Syna podczas Jego publicznej działalności;
  5. ponieważ w czasie męki Syna znosiłam sto pięćdziesiąt najcięższych cierpień różnego rodzaju – jak bardzo kochałam, tak bardzo też współcierpiałam;
  6. z powodu stu pięćdziesięciu najważniejszych darów, które Chrystus przyniósł światu, od swego przyjścia do odejścia z niego;
  7. z powodu stu pięćdziesięciu cierpień które znosił Chrystus, z których każde miało dziesięć odniesień: I – do Boga; II – do własnej duszy; III – do ciała; IV – do świętych; V – do Mnie; VI – do uczniów; VII – do Żydów; VIII – do Judasza; IX – do ludów; X – do dusz w czyśćcu. Oprócz tego cierpiał, ogólnie rzecz biorąc, w piętnastu różnych rzeczach, czyli w swych zmysłach: w pięciu wewnętrznych i pięciu zewnętrznych oraz wpięciu władzach wyższych (umysł, wola, skłonność do pożądań i gniewu oraz siła poruszania);
  8. z powodu stu pięćdziesięciu radości Syna i moich z Jego zmartwychwstania;
  9. z powodu stu pięćdziesięciu owoców męki Pana
  10. z powodu stu pięćdziesięciu cnót najpotrzebniejszych dla zbawienia(chodzi zaś o cnoty teologiczne, kardynalne, główne, moralne i osiem błogosławieństw);
  11. z powodu stu pięćdziesięciu wad przeciwnych tym cnotom;
  12. z powodu stu pięćdziesięciu nieszczęść świata, do których należą: głód, pragnienie, zimno, gorąco, nagość, zniesławienie, krzywda, choroba, niezgoda, ogień, powodzie, dzikie zwierzęta, niewola, ignorancja, itp.;
  13. z powodu stu pięćdziesięciu zagrożeń życia, a są pośród nich: choroba, smutek, terror, niepewność, ataki demonów, wyrzuty sumienia, utrata dóbr, pozbawienia używania członków, niecierpliwość, osłabienie itp.;
  14. z powodu stu pięćdziesięciu lęków przez Sądem, takich jak choćby: lęk przed Sędzią, lęk przed Jego asystentami, napaści demonów, wyjawienie, grzechów, wieczna niesława, strach, lęk z powodu własnego sumienia, wyrzuty sumienia, rozpacz, złośliwość, pragnienie śmierci, gniew wzbudzony przez stworzenia itp.;
  15. z powodu stu pięćdziesięciu najcięższych kar piekła odpowiadających tyluż wadom: podobne rzeczy są również w czyśćcu, a takie rzeczywistości są przeogromne od strony: duszy, ciała, demonów, Boga, miejsca, ognia, zmysłów, utraconej chwały i wieczności potępienia;
  16.  
  17. z powodu stu pięćdziesięciu bardziej ogólnych radości Błogosławionej Maryi i Chrystusa w niebie;
  18. z powodu stu pięćdziesięciu najważniejszych pomocy dawanych psałterzystom;
  19. z powodu stu pięćdziesięciu dni albo godzin uprzedzania o śmierci dawanych pobożnym psałterzystom w celu przygotowania się do niej;
  20. z powodu stu pięćdziesięciu szczególnych radości dawanych psałterzystom z racji kultu w formie Psałterza, a co ważne, radości tym będą odpowiadały również proporcjonalnie nagrody w postaci wieńca”.

Na te słowa oblubieniec tak odpowiedział: „O, Maryjo, najsłodsza radości serca, kto by rozważył to wszystko, całego siebie by oddał w sławieniu Cię przez odmawianie Psałterza”. Na to Maryja: „Powiadam ci: błogosławieni w chwale bez przerwy powtarzają Ojcze naszZdrowaś z najwyższą radością, dziękując Bogu za daną im chwałę i modląc się za świat”.

 

Znalezione w Psałterzu Jezusa i Maryi; błogosławionego Alana z la Roche

Życie wyobraźnią

Ach, to życie wyobraźni! My nie rozumiemy dobrze, jakie ono miejsce w życiu zajmuje naszym, inaczej czuwalibyśmy nad nim w daleko inny sposób. Powiedzieć można, że jaka wyobraźnia, taki człowiek, jakie wyobraźni życie, takie i życie człowieka. I znowu można powiedzieć, że jeżeli nieczystość zmysłów przyrównana być może do kanałów, czyli ścieków, przez które plugastwo przepływa, tedy wyobraźnię przyrównać potrzeba do ściekowiska samego, w którym plugastwo samo w sobie grzęźnie i z sobą samym w fermentację wchodzi.

Powiedziałem, że jaka wyobraźnia, taki człowiek! I powtarzam, bo to, niestety widoczna jak na dłoni. Ledwie dziesiąty może rządzi się rozumem i rzeczywistością, a może tysięczny rozumem chrześcijańskim nadprzyrodzonym i rzeczywistością Bożą i wiekuistą; wszyscy inni, miliony – wyobraźnią. Szczęśliwy jeszcze ten, kto ma poczucie, kto ma czyste serce; takie serce obroni go i od wyobraźni; ale takich niewiele! Zresztą wszędzie wyobraźnia panuje i rządzi; ona nie wie i ani się troszczy o to, co rzeczywistość, co obowiązek, co wola Boża szczególniej; ani się pyta o to. Ona idzie na ślepo, pozwala sobie wszystkiego, żyje i panuje samowolnie, samowładnie, po tyrańsku, urojeniami, kaprysami, widzimisiami, zachciankami, sympatiami, antypatiami, goniąc za tym tylko, co się podoba, co na tę chwilę szczęśliwym uczyni i tak na oślep pędzi naprzód, a biedne popychadło tej szalonej samorządności, człowiek, ani pomyśli nawet o tym, by się obejrzeć, aby się wstrzymać, a tym mniej, aby kiedykolwiek zwyciężyć siebie i do rzeczywistości świętej, do Boga się obrócić. Istne zwierzątko; trzy rzeczy go wiodą: instynkt, wyobraźnia, apetyt! I to człowiek? I to dzieło Boże? I to dusza Krwią Chrystusa zbawiona? Męką Jego okrutną tak drogo odkupiona? O człowieku! Czyżeś ty raczej nie jeden z tych oprawców Chrystusowych, którzy Jego skronie cierniami przebodli? Czyś nie jeden z tych okrutniejszych albo szaleńczych, którzy biorą ową trzcinę fatalną do ręki i uderzają raz po razie, bez miary i liczby, po tej koronie boleści? Czy przesadzę, jeżeli zapytam, czy nie gorzej jeszcze czynisz: tamci przez godzinę jaką bawili się w swoją grę okrutną, a twoja wyobraźnia tej gry nigdy nie przerywa, a ty od rana do wieczora i znowu od wieczora do rana tylko kolce dawać umiesz Zbawicielowi swemu. O nieszczęśliwy!

Ach, wiemci, wiem, że wielu z was, o ludzie żyjący wyobraźnią, nie wiedzą, co czynią, że nigdy się nie zastanowią: ależ w tym wina wasza, w tym nieszczęście, że nie myślicie o tym, co czynicie, i nie zastanowicie się nigdy nad tym waszym nieszczęściem.

O Jezu mój, o Zbawicielu, gdyby ci ludzie wiedzieli, coś Ty za nich wycierpiał, choćby w tym cierniem ukoronowaniu Twoim! Gdyby uczuli całą tej boleści, że tak powiem, i głębokość, i szerokość, i długość, a szczególniej długość, przeciągłość, okrutniejszą niż okrucieństwo Męki samej!

 

Piotr Semenenko CR; Kazania o męce i śmierci Pana Jezusa; Oficyna Wydawnicza Viator, Warszawa 2001

Pochwała Krzyża

Krzyż jest dobry i drogocenny z bardzo wielu powodów:

  1. Ponieważ upodabnia nas do Jezusa Chrystusa;
  2. Ponieważ czyni nas godnymi dziećmi Ojca przedwiecznego, godnymi członkami Jezusa Chrystusa i godnymi świątyniami Ducha Świętego. Bóg Ojciec karze wszystkie dzieci, które przyjmuje: to są wyrocznie: „castigat… omnem filius quem recipit”(Hbr 12,6). Jezus Chrystus przyjmuje za swoich tylko tych, którzy niosą swój krzyż. Duch Święty ociosuje i wygładza wszystkie żywe kamienie niebieskiego Jeruzalem, to znaczy wybranych;
  3. Krzyż jest dobry, ponieważ oświeca umysł i daje mu więcej rozeznania niż wszystkie księgi świata: qui non est tentatus, guid scit(Syr 34,9: Kto nie był kuszony, cóż wie?)?
  4. Ponieważ, kiedy się go dobrze niesie, jest przyczyną, pokarmem i świadectwem miłości. Rozpala ogień boskiej miłości w sercu, odrywając je od stworzeń. Podtrzymuje i pomnaża tę miłość; i jak drewno jest strawą ognia, tak Krzyż jest strawą miłości. Jest najpewniejszym świadectwem, że kocha się Boga. Tym właśnie świadectwem posłużył się Bóg, by nam pokazać, że nas kocha; i jest to także świadectwo, jakiego Bóg od nas oczekuje, byśmy Mu pokazali, że Go kochamy;
  5. Krzyż jest dobry, ponieważ jest obfitym źródłem wszelkiego rodzaju słodkości i pociech; i rodzi w duszy radość, pokój i łaskę;
  6. Wreszcie jest dobry, ponieważ gotuje temu, kto go niesie, bezmiar chwały w niebie: immensum gloriae pondus operatur(2 Kor 4,17).

Gdybyśmy znali cenę Krzyża, kazalibyśmy odprawiać nowenny, jak święty Piotr z Alkantary, by otrzymać ten subtelny kawałek raju. Mówilibyśmy za świętą Teresą: „Aut pati, aut mori: Cierpieć albo umrzeć”; albo za świętą Marią Magdaleną Pazzi: „Non mori, sed pati: Nie umrzeć, ale cierpieć”. Ze świętym Janem od Krzyż prosilibyśmy jedynie o łaskę cierpienia czegoś dla Niego: „pati et contemni pro te”(Cierpieć i być wzgardzonym dla Ciebie). W niebie z rzeczy ziemskich ceni się jedynie Krzyż, mówił ten Doktor Kościoła do pewnej sługi Bożej po śmierci. „Mam krzyże, których cena jest tak wielka, mówił Pan do jednego ze swych sług, że jest to wszystko, co moja najdroższa Matka przy całej swej wszechmocy może uzyskać ode Mnie dla swoich wiernych sług”.

Mędrcze tego świata, światowcu, w ogóle nie rozumiesz tego tajemnego języka. Nazbyt kochasz przyjemności, nazbyt poszukujesz uciech, zbytnio kochasz dobra tego świata, zbytnio obawiasz się wzgardy i upokorzeń, jednym słowem, jesteś zbyt wielkim nieprzyjacielem Krzyża Jezusa. Cenisz, a nawet wychwalasz Krzyż w ogóle; ale nie swój, przed którym uciekasz jak możesz albo który wleczesz jedynie wbrew sobie, szemrząc, niecierpliwiąc się i skarżąc. Zdaje mi się, że widzę krowy, które rycząc, ciągnęły pod przymusem arkę przymierza, w której znajdował się to co najcenniejsze na świecie: trahentes et mugientes(1 Sm 6,12).

Nieskończona jest liczba głupców i nieszczęśników, powiada Mądrość(Koh 1,15), ponieważ liczba tych, którzy nie znają ceny Krzyża i noszą go wbrew sobie, jest nieskończona. Jednak wy pozostali, prawdziwi uczniowie Mądrości Przedwiecznej, którzy popadliście w wiele pokus i udręk, którzy cierpicie wiele prześladowań dla sprawiedliwości, którzy jesteście uważani za śmiecie świata, pocieszajcie się, weselcie się, drżyjcie z radości, gdyż Krzyż, który nosicie, jest cennym darem, który wzbudza zazdrość szczęśliwych; oni jednak nie są już do niego zdolni. Cokolwiek z czci, chwały, cnoty jest w Bogu i w samym Jego Duchu Świętym, spoczywa na was, gdyż wasza nagroda jest wielka w niebie, a nawet na ziemi, dzięki łaskom duchowym, jakie dla was uzyskuje.

Miłość Mądrości Przedwiecznej; Święty Ludwik Maria Grignion de Montfort

 

Szemranie… – ofiarować Bogu

Szemranie! Wszak to wyraźny bunt przeciwko samemu Bogu, przeciwko Jego woli. Jak to? – Bóg daje ci do zniesienia drobnostkę, a ty ją odrzucasz – mówisz: „nie chcę tego lub owego – nie podobna mi żyć z tą osobą, znieść tę niesłuszną uwagę, to upokorzenie!… Całą noc czuwałabym chętnie na modlitwie, ale poddać wolę swoją, woli Bożej, nie, tego nigdy nie potrafię!”

Jestże to prawdziwa pobożność! Oj! Podejrzana bardzo twoja pokuta, jeśli z tych cierpień, które wprost od Boga pochodzą, korzystać nie chcesz… To nie duch pokuty pędzi cię do ostrości życia, ale pycha, żądza nadzwyczajności i wyróżnienia, żądza choćby tych oklasków, które człowiek sam sobie daje… jest to miłość własna, kryjąca się pod płaszczykiem umartwienia.

Pięknie w aureoli męczenników wyglądalibyśmy, przeto po tę aureolę ręką sięgamy – jednak bez męczeństwa! O, jakże się szatan z nas natrząsa!

Niestety! Jakże często życiem pokazujemy, że tylko ustami lub wyobraźnią ofiarowaliśmy się Bogu na cierpienie, a w gruncie, według słów św. Pawła, nieprzyjaciółmi krzyża Chrystusowego jesteśmy, gdyż mamy ducha całkiem ziemskiego, który szuka wygódek i spełnienia woli własnej, goni za tym co bohaterskie, a pomija gruntownie cnoty pokory, cierpliwości i poddania się woli Bożej.

Często wszelako – wyznać należy – przyczyną powyższych złudzeń jest brak zastanowienia.

Nie zdaje ci się, aby te drobne codzienne przykrostki miały jaką istotną wartość, nie przypuszczasz, aby było można z nich jaką duchową korzyść odnieść, nie przygotowujesz się więc na przyjęcie ich.

Gdyby Bóg dopuścił jaką większą próbę, być może, że zniósłbyś ją lepiej; gdyby przypadło na ciebie większe cierpienie, przypomniałbyś sobie zapewne, że ono od Boga pochodzi, ofiarowałbyś je Bogu na chwałę, ale te drobne, wstręt i niechęć tylko w tobie budzą.

Te drobne przykrości, którymi życie jest zasłane, mają jednak w rozporządzeniach Bożych niepospolite znaczenie i bodaj czy nie najbardziej ważą na szali naszych zasług. Te drobne próby, małe upokorzenia, nieprzyjemności – bądź od zwierzchników, od rodziców, rodzeństwa, bądź od podwładnych… te małe umartwienia w jedzeniu – choćby przesolenie lub przydymienie potrawy, chleb czerstwy itp., ten niedostatek tej lub owej rzeczy, ten brak tego lub owego, co się wydawało niezbędne, to niedospanie, to towarzystwo osoby uprzykrzonej, niecierpliwiącej, ta konieczność zniesienia czyjego złego humoru, to przybycie czyjeś nie w porę, odrywające cię od najważniejszego zajęcia, przerywając modlitwę,, ta niesprawiedliwość tobie wyrządzona, ten zaduch, to zimno w pokoju, ta niedołężna usługa, ta oschłość w modlitwie, te roje roztargnień przy rozmyślaniu, te pokusy nie dające ci wytchnienia itp., one to przede wszystkim – wiedz o tym dobrze – stanowią krzyż chrześcijanina, krzyż twój, który każdego dnia dźwigać musisz do końca życia. To są drogie perły, które skwapliwie zbierać należy, a z których aniołowie uplotą ci kiedyś koronę w niebie; to są nieustanne upominki Oblubieńca twej duszy, który o tobie nie zapominając, wciąż ci nastręcza drobne krzyżyki dla wyćwiczenia cię w cnocie – słowem, dla większej chwały Bożej i uświęcenia twego. Są to skarby bez ceny, droższe nad wszystkie klejnoty tego świata, a których wartość istotną dopiero w wieczności poznasz.

Cierpienia większe rzadko kiedy się trafiają, czekając przeto na nie, skąpo byś uzbierał zasług na niebo, wówczas gdy tych drobnych, co dzień znaleźć możesz wiele i z nich każdego dnia piękny bukiet ofiarować Bogu.

 

O pobożności prawdziwej i fałszywej; Cecylia Plater-Zyberkówa; Wydawnictwo Monumen; Poznań 2016

Wizja Różańca

Ukazało się [bł. Alanowi z la Roche] piętnaście królowych, majestatem swym nieskończenie górujących nad ziemianami; każdą z nich otaczały ich własne dwórki. 1. Pierwsze pięć, razem ze swymi pięćdziesięcioma dziewczętami, niosły ze sobą tyle samo niezwykle pięknych róż. Na pierwszej z nich widać było wypisane złotymi literami słowo: Ave; na drugie – Maryja; na trzeciej łaska (łac. gratia); na czwartej – pełna (łac.plena); na piątej – Pan (łac. Dominus). 2. Następne pięć królowych, razem z pięćdziesięcioma dziewczętami przynosiły pięć bezcennych pereł. Na pierwszej z nich było wyryte: z Tobą (łac. tecum); na drugiej – błogosławiona (łac. benedicta); na trzeciej – Ty (łac. tu); na czwartej – między niewiastami (łac. in mulieribus); na piątej – i błogosławiony (łac. et benedictus). 3. Ostatnie pięć, razem z pięćdziesięcioma dziewczętami, przynosiły Matce Bożej pięć gwiazd. Na pierwszej z nich widniała inskrypcja: owoc (łac. fructus); na drugiej – łono (łac. ventris); na trzeciej – Twojego (łac. tui); na czwartej Jezus, a na piątej – Chrystus. Wtedy Syn powiedział do swej Matki: „Najsłodsza Matko, najdroższa Oblubienico, trzy są niebieskie cesarstwa, stanowiące razem jedno(cesarstwo): Ojca, Syna i Ducha, z każde z nich posiada pięć własnych królestw. Słuszną jest przeto rzeczą, żebyś była Królową Niebios – nie tylko uczestniczką i wspólniczką, jak wszyscy święci, ale właśnie Królową tych cesarstw. Odwagi zatem!”

I: Cesarstwo Ojca

Należy do niego pięć królestw: 1. Ojcostwo; 2. Jedność; 3. Moc; 4. Wieczność; 5. Stworzenie. Każde z osobna i wszystkie razem są niezmierzone, godne uwielbienia i Boskie.

Ad. 1: Święta Dziewica i Matka tak tutaj mówi z pokorą do Ojca Wszechmocnego, Cesarza: „Bądź pozdrowiony, Ojcze, Bycie nad bytami. Od siebie i od wszystkich moich ofiaruję tę różę, daną mi uprzednio z Twojej łaski.” Jednocześnie z rąk pierwszej królowej wzięła różę z napisem Ave i ofiarowała ją Ojcu za cesarskie królestwo Ojcostwa. Po otrzymaniu „róży ojcostwa” Ojciec rzekł: „Godna to i chwalebna róża! Za to będziesz na zawsze królową królestwa Ojca jako jedyna Matka wszystkich stworzeń. Przez swoje Ave zrodziłaś mojego Syna, Stwórcę wszystkich rzeczy”. Błogosławionemu Alanowi wydawało się, że cały dwór niebieski zapisał w księdze ten dar dla Maryi i dla Jej psałterzystów.

Ad. 2: Stanąwszy przed Królem i przed królestwem Jedności, Maryja wręczając różę, mówi: „Ave Królu świateł! Oto »róża jedności« nieskończonej, od której pochodzą wszystkie rzeczy. Ja Maryja, ofiaruję ją od siebie i od wszystkich moich sług, moich psałterzy stów, jak wiesz i jak chcesz”. Otrzymawszy różę, Król rzekł: „Będziesz błogosławioną Królową królestwa mojej Jedności. Chcę, żeby jedność bytów, wszystkich razem i każdego z osobna, były pod Twoją władzą”.

Ad. 3: Stanęła następnie przed Królem i przed królestwem Mocy i ofiarując różę ze słowem łaska, powiedziała: „Bądź pozdrowiony, najłaskawszy Królu, to dar ode Mnie i od moich sług, psałterzystów. Spodziewam się, że Ci się spodoba.” Król Jej rzekł: „Podoba mi się, podobała i będzie podobać. Bądź Królową mojej Mocy, a każda moc w niebie i na ziemi będzie Ci poddana. Bo Ty zrodziłaś Syna, Moc Ojca, który jest Łaską świata”.

Ad. 4: Stanąwszy przed Królem i w królestwie Wieczności, z pokorą mówiła: „Przyjmij ode Mnie i od moich sług różę pełna ”. Król na to: „Matko całej Wieczności, w nagrodę za Twe zasługi przyjmij, Królowo, to królestwo Wieczności”.

Ad. 5: Gdy w ten sam sposób ofiarowała różę Królowi i królestwo Stworzenia, Pan rzekł: „Królowa otrzymuje to królestwo Stworzenia, ponieważ zrodziła Syna Stwórcę. Jakaż to była radość wszystkich!”

II: Cesarstwo Syna

Zgodnie z przymiotami Syna pięć królestw Radości: 1. Synostwo; 2. Słowo; 3. Mądrość; 4. Odkupienie; 5. Opatrzność. Królowa, która miała stanąć przed Królem i przed każdym z tych królestw, szła pokornie za Przewodnikiem.

Ad. 1: Powiedziawszy to samo, co zawsze mówiła, ofiaruje za siebie i za swoich perłę z inskrypcją z Tobą Królowi Synostwa i królestwu synów Bożych.

Ad. 2: Tak samo daje Królowi perłę błogosławionaś dla królestwa Słowa wcielonego, i Królowa je otrzymuje.

Ad. 3: Dla królestwa Mądrości daje Królowi perłę Twój, i staje się Królową Mądrości.

Ad. 4: Królestwu Odkupienia daję perłę między niewiastami, i staje się Królową Odkupienia.

Ad. 5: Królestwu Opatrzności daję perłę i błogosławiony, i otrzymuje to królestwo. Wtedy rozlegają się nowe odgłosy radości niebian i przedziwne wyrazy chwały.

III. Cesarstwo Ducha (Świętego)

Również to Cesarstwo ma pięć królestw, podobnie jak jest pięć właściwości Ducha Świętego: 1. Uświęcanie; 2. Obdarzanie darami; 3. Posyłanie; 4. Okazywanie łaski; 5. Ocalanie.

Ad. 1: Królowi Duchowi Uświęcicielowi pokorna Dziewica ofiaruje gwiazdę za słowem owoc. Król rzecze Jej: „Najdroższa Przyjaciółko, weź w posiadanie królestwo wszystkich duchów – niech pełnią Twoją wolę. Bo chętnie poczęłaś owoc Ducha Świętego”.

Ad. 2: Ofiarującej królestwu Darów gwiazdę łono Król mówi: „Będziesz Królową Darów Bożych, nikomu nie będzie dany żaden dar naturalny, moralny, żaden dar łaski i chwały bez Twej współpracy i Twojego pośrednictwa”.

Ad. 3: Ofiarującej gwiazdę twój królestwu Misji Król mówi: „Jak przez pośrednictwo Tego błogosławionego łona zostały dane światu wszystkie dobra, tak też najważniejsza misja mojego ukazania się jest poznawana za pośrednictwem posłania do Ciebie Syna. Dlatego będziesz Królową wszystkich misji w obydwu światach i bez Twojej zgody nie dokona się żadna zmiana”.

Ad. 4: Ofiarującej gwiazdę Jezus królestwu Wszelkich Łaski i Dobroci Król mówi: „Będziesz Królową Dobroci, Ja zaś nikomu nie dam żadnego dobra bez Twego pośrednictwa”.

Ad. 5: Ofiarującej gwiazdę Chrystus królestwu Ocalania Król mówi: „Nie chcę, żeby bez Ciebie cokolwiek było ocalone, zarówno w naturze, jak i w łasce. Bo Ty Królowo wszystko zachowująca zrodziłaś Zbawiciela świata”.

A oto zakończenie

Na koniec najświętsza Maryja, w imieniu swoim i wszystkich psałterzystów, oddała siebie samą Trójcy Świętej. Bóg zaś rzekł Jej: „Chcę tego i postanawiam, żebyś udzielone Ci dary miała na wieki. Będziesz triclinium Trójcy Świętej. Ja będę cały w Tobie, a Ty, całkowicie przemieniona, będziesz we Mnie – nie z powodu wniebowzięcia, lecz dlatego że otoczono Cię chwałą szczególną. Nie sprzeciwie się w niczym Twej woli.” Następnie dodał: „Ponieważ dla odnowienia dziesięciu kategorii (łac. praedicamenta) natury te piętnaście darów połączyłaś z Moimi dziesięcioma przykazaniami i Moimi głównymi dziesięcioma cnotami przeciwnymi dziesięciu wadom tego świata, dlatego chcę, żebyś pod tą liczbą była wysławiana w Różańcu. Zwracając się do oblubieńca [bł. Alana z la Roche], Oblubienica powiedziała na koniec: „To, co widziałeś i słyszałeś, głoś w swych kazaniach. Nie lękaj się, Ja jestem z tobą i będę wspomagała ciebie i wszystkich moich psałterzystów. Karać będę przeciwstawiających się tobie. Zginą oni, byłeś zresztą świadkiem tego, widziałeś wielu umierających w grzechach. Teraz uważaj jednak”.

Krzyż i my

Mądrość Przedwieczna, oczekując na wielki dzień swojego triumfu na sądzie ostatecznym, chce, by Krzyż był sygnałem, znakiem, bronią wszystkich jej wybrańców.

Nie przyjmuje żadnego dziecka, które nie ma go za znak; nie przyjmuje żadnego ucznia, który nie nosi go na czole bez zawstydzenia, na sercu bez wstrętu, i na ramionach, nie ciągnąc go za sobą albo odrzucając (Mt 16,24;Łk 9,23).

Nie przyjmuje żadnego żołnierza, który nie bierze go za swój oręż, by się bronić, atakować, by zwyciężać i miażdżyć wszystkich nieprzyjaciół i woła do nich:, ufajcie jam zwyciężył (J16.33), w tym znaku zwyciężysz. Ufajcie mi, moi żołnierze: jestem waszym kapitanem, jestem zwycięzcą moich nieprzyjaciół przez Krzyż, i wy także nim będziecie przez ten znak.

Zamknęła w Krzyżu tak wiele skarbów, łask, życia i radości, że daje poznać tylko swoim największym ulubieńcom. Często odkrywa przez swoimi przyjaciółmi, jak przed Apostołami, wszystkie inne swoje tajemnice : wszystko oznajmiłem wam (J 15,15); ale nie tajemnicę Krzyża, przynajmniej jeśli nie zasłużyli na to bardzo wielką wiernością, wielką pracą. Ach! Jak trzeba być pokornym, małym, umartwionym , uduchowionym i wzgardzonym od świata, by poznać tajemnicę Krzyża, który jest jeszcze i dziś, nie tylko pośród Żydów i pogan, Turków i heretyków, mędrców tego wieku i złych katolików, ale i pośród ludzi nazywanych pobożnymi, nawet bardzo pobożnymi, powodem zgorszenia, przedmiotem szaleństwa, wzgardy i ucieczki; nie w sferze myśli, bo nigdy nie mówiło się więcej, nigdy nie pisało się niż dziś o pięknie i wspaniałości Krzyża; ale w praktyce, ponieważ boimy się, skarżymy się, usprawiedliwiamy się, uciekamy, kiedy chodzi o to, by coś wycierpieć.

„Mój Ojcze, mówi któregoś dnia ta Mądrość Wcielona w uniesieniu radości, widząc piękno Krzyża, dziękuje Ci za to, że zakryłeś przed mądrymi i roztropnymi tego wieku skarby i cuda mojego Krzyża, i za to, że objawiłeś je pokornym i małym” (Łk 10,21).

 

Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, Miłość Mądrości Przedwiecznej (MMP 173-174)

Zasada pobożności

Wyraz „pobożność” mieści w sobie znaczenie doskonale odpowiadające w naszej polskiej mowie swojej etymologii. Być pobożnym, znaczy tyle co „żyć po Bożemu”. Pobożność jest to więc życie prowadzone według myśli i woli Bożej, są to przykazania Boże spełnione, jest to zasada Chrystusowa w czyn wprowadzona, jest to duch Chrystusa wszelkie sprawy człowieka ożywiający. I tym się różni pobożność od religijności, że przez religijność wypełniany ściśle przykazania, jako sługa spełniający pańskie rozkazy z obawą i uszanowaniem, przez pobożność zaś wypełniamy przykazania z miłością, a przeto z pewną rączością, jako syn miłujący, który zna wolę ojca i wykonuje ją z pośpiechem.

Wy jesteście przyjaciele moi – mówi Zbawiciel do Apostołów, a w ich osobie do nas wszystkich – jeśli czynić będziecie co wam rozkazuje. Już nie będę was zwał sługami, bo sługa nie wie co czyni Pan jego, lecz was nazwałem przyjaciółmi, bo wszystko com słyszał od Ojca, oznajmiłem wam(J 15, 14-15).

Prawdziwa pobożność zasadza się więc na czynie z wiary i miłości płynącym – istota jest całkowicie wewnętrzna; z wewnątrz uwydatnia się na zewnątrz, przenika nie tylko wszystkie czyny człowieka, jak woda gąbkę przesiąka, ale nadto i zasadę tych czynów, jest ich motorem ukrytym, sprężynąsiłą. Jest to królowanie Chrystusa w duszy, na zewnątrz się odzwierciedlające.

Pobożność nie stanowi odrębnego stanu, jak to wielu sądzi, ale stosuje się do każdego, każdego uszlachetniając i czyniąc go zasługującym na żywot wieczny.

W każdym przeto stanie, na każdym stanowisku i przy każdym obowiązku pobożnym być można i trzeba, każdy obowiązek według myśli Bożej spełniać, bo nie ma tak dalece pochłaniającej pracy, która by nam przeszkadzać mogła w miłowaniu Boga, a na czynnej miłości Bożej cała pobożność zawisłą, jak już wyżej zauważyliśmy.

Święty Paweł wymownie nas tej prawdy uczy: „I któż mnie odłączy – woła on – od miłości Chrystusowej? Utrapienie czy ucisk, czy głód, czy nagość, czy niebezpieczeństwo, czy prześladowanie, czy miecz? Nic nie zdoła mnie odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie Panu naszym”(Rz 8, 35-39). A w innym miejscu pisze: „Chociaż tedy jecie, choć pijecie, choć co innego czynicie, wszystko ku chwale Bożej czyńcie”(1 Kor 10, 31).

Jeśliby córka bardzo swą matkę kochająca, a od niej oddalona, cały dzień ciężką była pracą zajęta, czy jej ta praca przeszkodzi serdecznie matkę miłować i dla niej pracować? Nie ciągle wprawdzie będzie ona o niej myślała, ale od czasu do czasu wspomni na nią, westchnie i zatęskni, i pocieszy się tą myślą, że chociaż matki nie widzi, dla niej jednak wszystkie trudy ponosi.

Podobny stosunek zachodzi pomiędzy duszą pobożną a Bogiem. Prawdziwie pobożnym być może tedy rolnik, rzemieślnik, żołnierz, bankier, młoda panienka, mężatka, a nawet osoba śród świata żyjąca, byle się obyczajów i zasad tego świata strzegła. A na dowód tego, że w każdym stanie pobożnym być można, Kościół nam przedstawia cały poczet świętych, którzy w najróżniejszych stanach i rodzajach prac dostąpili wysokiego stopnia uświętobliwienia.

 

O pobożności prawdziwej i fałszywej; Cecylia Plater-Zyberkówa; Wydawnictwo Monumen; Poznań 2016

O dystrakcji

Czym jest dystrakcja?

Dystrakcja jest to dłuższe lub krótsze oderwanie myśli od przedmiotu, którym w danej chwili zajmować się powinniśmy – jest to błąkanie się jej bezładne pod wpływem wrażeń doznanych – bądź zewnętrznych, bądź wewnętrznych. To błąkanie się myśli bywa mniej lub więcej świadome lub nieświadome, dobrowolne lub niedobrowolne, trwałe lub przejściowe. Powodowane bywa zazwyczaj nieujarzmieniem władz ducha i lenistwem, krócej mówiąc – nieumartwieniem; o tyle zaś człowieka obwinia, o ile jest świadome, dobrowolne, i trwałe, o ile się z nim nie walczy.

Pisze Ewangelista o Zbawicielu: „że wszystko dobrze czynił”. I my także, na wzór Chrystusa, powinniśmy wszystko dobrze czynić; cokolwiek bowiem «czynić warto, warto czynić dobrze». Na to jednak, aby swe czynności spełniać dobrze, niezbędne jest przyłożenie się do czynu władz całej naszej istoty, a więc skupienie ich w kierunku mającej się wykonać czynności. Jedne władze należy skupić i takowych używać, drugie – co najmniej ujarzmić, uciszyć, aby w czynności nie przeszkadzały. Bez tego skupienia, czyli skoncentrowania sił ducha, które zwać zwykliśmy uwagą, żadnej pracy zadowalająco wykonać nie jesteśmy w stanie, a tym bardziej modlić się nie możemy.

Zupełnie machinalnie nic wykonać się nie daje, dowodem czego, że i koń obracający maneż, skoro ulegnie dystrakcji(które i u zwierząt się przytrafiają), wnet przestaje dobrze ciągnąć. Batem zmusza się go do uwagi – a raczej przerywa mu się roztargnienie – i zmusza do skupionej pracy.

Dusza człowieka jest mieszkanką ciała wielce ułomnego i jego wspólniczką w skażeniu pierworodnym, nie dziw tedy, jeśli należyta uwaga w czynnościach – innymi słowy dobre spełnienie czynów – jest człowiekowi niezmiernie trudne, a roztargnienie naturalne; w każdym bowiem czynie ciało przeszkadza duchowi, a duch ciału – ciało swoją ociężałością, a duch swą lotnością.

Nadto tak ciało jak duch mają swe pożądliwości, z których się rodzą namiętności, mniej lub więcej silne, lecz w każdej pracy – bądź duchowej, bądź umysłowej, bądź nawet fizycznej – zawsze bardzo przeszkadzające. I tak np. – pamięć o jakiejś łakotce przeszkadzać będzie dziecku w odrabianiu zadanego ćwiczenia, a rozmarzona głowa zawsze będzie niezdolna do pracy… itp.

Z powyższych przyczyn wrodzonej ułomności natury ludzkiej wszyscy podlegamy dystrakcjom i tylko usilną pracą nad sobą zdobywać możemy uwagę i skupienie. Przyznać tu jednak należy, że najtrudniejsza jest uwaga w modlitwie. Wszelka praca, tak umysłowa, jak i fizyczna, ma to do siebie, że będąc w danej chwili tym co najbardziej zmysły uderza i współdziałania zmysłów wymaga, tym samym najsilniej nas zajmuje, a przeto od innych dalszych przedmiotów odrywa i w sobie skupia. Dlatego to praca jest nieraz dla człowieka skołatanego nieszczęściem niezmiernym dobrodziejstwem – stanowi bowiem dla niego pożądaną dystrakcję, zmuszając go, aby choć przez czas trwania pracy zapomniał o tym, co boli, co duszę przytłacza – a to już jest wielką ulgą. Również praca jest znakomitym lekarstwem przeciwko marzycielskiej skłonności oraz w innych duchowych cierpieniach. Z modlitwą rzecz się ma odwrotnie. Modlitwa będąc czynem czysto duchowym, wewnętrznym – zwykle niczym nie uderza naszych zmysłów; naturalnym, fizycznym sposobem, nie zajmuje nas; przymusowo uwagi naszej nie skupia i nie przykuwa. Owszem, przy modlitwie oderwani ciałem od czynności zewnętrznych, uwolnieni od wszelkiej kontroli, przymusu, a duchem często na wskroś przejęci stworzeniami, całym impulsem dążenia do punktu ciężkości, do stworzeń się zwracamy wyobraźnią. To nam tłumaczy te roje roztargnień, które nas przy modlitwie oblegają i dręczą. «Niepodobieństwem jest – pisze św. Bernard – aby mógł z Bogiem rozmawiać ten, który chociaż milczy, przecież z całym światem rozmawia».

Trudna jest więc modlitwa całkiem skupiona dla ułomnej natury naszej i prawdopodobnie nigdy nie dojdziemy do tego stanu doskonałości, abyśmy zupełnie dystrakcji nie podlegali(zapewne Bóg to dopuszcza, aby nas w pokorze utrzymać) jednak przy pomocy łaski Bożej, i przy naszym współdziałaniu z tą łaską usunąć możemy i powinniśmy wiele z naszych roztargnień, a zwłaszcza wyleczyć się ze stanu ustawicznego błąkania się naszej myśli przy modlitwie – jeśli temu podlegamy.

Najskuteczniejszym lekarstwem w tym względzie jest umartwienie. Umartwienie ciała daje panowanie nad duchem, duch zaś ujarzmiony skłania się do skupionej modlitwy.

(…)

Nawyknienie do dystrakcji nie tylko że stanowi silną zaporę w życiu duchowym, ale nadto przeszkadza nam w bardzo w sprawach doczesnych, w stosunkach z ludźmi, w nauce, w pracy, w spełnianiu zajęć obowiązkowych. Dystrakcja czyni nas niepamiętnymi, nieakuratnymi, niedokładnymi, a nawet często niegrzecznymi.

Zbyteczne zajmowanie się sobą bywa bardzo powszechnym powodem wielu dystrakcji: wówczas dzieje się, że to maleńkie ja zasłania całkowicie i obowiązek, i bliźniego – Boga nawet!

Nieporządek zaś i nielogiczność w myślach bywa najbliższym skutkiem dystrakcji przeszłej w nałóg.

Marzycielstwo – to pewnego rodzaju dystrakcja; dystrakcja zaś – sposobem marzycielstwa.

 

O pobożności prawdziwej i fałszywej; Cecylia Plater-Zyberkówa; Wydawnictwo Monumen; Poznań 2016