Pokuta – Sakramentem Miłosierdzia

Rozważanie niewyczerpanej wielkości Miłosierdzia Bożego najlepiej zacząć od uświadomienia sobie głębi i skutków grzechu. Grzech jest powszechny w codzienności każdego z nas. Jest jednak lekceważony, spychany na margines a nawet wyśmiewany i wyszydzany. Wstydzimy się przyznać do grzechu czy błędu nawet przed samym sobą, odkładamy poprawę naszego postępowania w nieskończoność. Sami decydujemy co jest grzechem a co nie, lekceważąc nauczanie Kościoła i wybierając z niego to co nam odpowiada lub jest wygodne.
Grzech w ogólności jest przekroczeniem prawa Bożego: przez złą myśl, złe pragnienie, złe słowo, zły czyn lub przez zaniedbanie uczynku dobrego, do którego jesteśmy zobowiązani. Grzech śmiertelny jest świadomym i dobrowolnym przekroczeniem prawa Bożego w rzeczy ważnej. Jest zdeptaniem woli Bożej, buntem przeciw Bożemu panowaniu. Grzech jest wzgardą okazaną Bogu, wzgardą dla mądrości Bożej, wzgardą miłości Bożej, wzgardą świętości Bożej. Nieskończona jest godność obrażanego Boga i dlatego grzech jest tak wielkim złem. Człowiek jednak w swojej ułomności i pysze wartościuje zło. Próbuje umniejszać grzech rozróżniając mniejsze i większe zło lub uzależnia wielkość grzechu od ilości złych uczynków. Zapominamy, że obrażamy Nieskończonego Boga i każdy pojedynczy grzech jest Jego obrazą. Jest tak wielką obrazą, że jeden grzech położony na szali wagi przeważy wszelkie dobro wszystkich stworzeń.
Wszystko – oprócz grzechu – zostało stworzone przez Boga. Jest więc dobre, bo od Niego pochodzi. Grzech jest największym złem, bo nie pochodzi od Stwórcy.
Grzech jest tak wielką obrazą Boga, że tylko Bóg może go zgładzić swoją przelaną krwią. Najwspanialszym przejawem Bożego Miłosierdzia jest Zmartwychwstanie Pana Jezusa, które odkupiło nasze grzechy. Miłosierdzie Boże jest dostępne człowiekowi w Sakramencie Pokuty w każdym momencie jego życia. Ten sakrament jest najwspanialszym dziełem Bożego Miłosierdzia.
To człowiek musi wyjść naprzeciw Bożemu Miłosierdziu przyjmując ten sakrament.

pokutaPrzypowieść o synu marnotrawnym (Łk, 15, 11-32), który wziął od ojca przypadającą mu część i poszedł w świat gdzie stracił wszystko doszczętnie, pokazuje działanie Miłosierdzia w naszym życiu codziennym. Widzimy nędzę życia grzesznego człowieka w brudzie, chłodzie, głodzie i poniżeniu. Ostatecznie syn decyduje się wrócić do domu ojca. Postanawia rzucić się do nóg i prosić o przebaczenie oraz o zaliczenie w poczet chociażby najniższych sług. Widzimy jak wygląda Boże Miłosierdzie na przykładzie ojca witającego marnotrawnego syna. Ojciec ucieszył się wielce i kazał sługom ubrać syna w najkosztowniejsze ubranie i przygotować ucztę aby się weselić z odzyskania syna.
Tak samo Miłosierdzie czeka na każdego, który zgrzeszył. Każdy nasz grzech, którego całą ohydę, spustoszenie i nędzę poznaliśmy, jest nam odpuszczony przez Boże Miłosierdzie. Spowiedź jest tym co leczy skutki grzechu. Za każdym razem sakrament ten czerpie z Bożego Miłosierdzia i do niego się odwołuje. Tak wielkie jest Miłosierdzie, że w jednej chwili możemy obmyć się z brudu grzechu w Krwi Chrystusa. Wracamy do przyjaźni z Bogiem, odzyskujemy życie duszy oraz jej piękno, siłę, pokój i dawne zasługi. Boże Miłosierdzie w sakramencie pokuty przebacza tyle razy, ile razy człowiek z żalem wyznaje swoje grzechy. Przebacza wszędzie, przebacza natychmiast, gdy widzi prawdziwą skruchę, nie żądając wiele od duszy. Wystarczy skrucha i chęć poprawy by otworzyć Miłosierdziu naszą duszę i dać możliwość działania gdyż nie działa ono automatycznie, potrzebna jest nasza współpraca.
Konsekwencje i całe zło grzechu poznać można w opisie grzechu pierwszych rodziców. Pierwsi rodzice posiadali pełną harmonię duszy i ciała. W duszy panował błogi ład i spokój, ciało zaś, obdarzone nadto przywilejem nieśmiertelności, słuchało doskonale duszy, która wszystkie żądze trzymała na wodzy. Grzech zepsuł tę harmonię, zniszczył pierwotną sprawiedliwość, dary nadprzyrodzone i przywileje. Zepsucie weszło do natury człowieka. Wola osłabła i stała się bardziej skłonna do grzechu. Namiętności i zmysłowa pożądliwość wyzwoliły się spod władzy rozumu. Te skutki wzmacniają się i nawarstwiają po każdym grzechu.
Według św. Augustyna Pan Bóg wykonuje trojaki sąd nad grzesznikiem: sąd miłosierdzia na chrzcie św., sąd miłosierdzia i sprawiedliwości w sakramencie pokuty oraz sąd sprawiedliwości po śmierci i na końcu świata. Widać tu, że Miłosierdzie Boże działa i odnosi się tylko do naszego życia doczesnego. Po śmierci będziemy zdani tylko na Bożą Sprawiedliwość.

 

 

PIERWOTNIE TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W KWIETNIU 2014 ROKU.

Piekło istnieje naprawdę

Istnienie piekła jest dogmatem wiary. Negowanie czy też wątpienie w jego istnienie jest grzechem. Jest to negowaniem Bożego ładu w porządku stworzenia. Prawda o wiecznej karze potępionych jest ściśle powiązana z innymi prawdami wiary takimi jak upadek człowieka, Wcielenie i Odkupienie. Jaki byłby cel przyjścia Zbawiciela na ziemię gdyby nie było piekła? Po co cierpienie i ofiara na Krzyżu? Brak wiecznego piekła oznacza, że możemy sami, swoimi zasługami dostąpić zbawienie, że możemy w jakimś tam czasie skończonym to osiągnąć. Zanegowanie piekła prowadzi do odrzucenia Boga-Człowieka i Jego misji a w konsekwencji do odrzucenia Objawienia i samego Boga.pieklo

Jeśli nie ma piekła nie ma ładu moralnego.

Podstawą i fundamentem ładu moralnego jest rozróżnienie dobra i zła. Różnią się one między sobą co do celów jakie sobie stawiają jak i różne są ich konsekwencje. Jeśli usuniemy karę wiecznego cierpienia to w ostatecznym rozrachunku występki, podłości jak i cnoty czy zasługi będą prowadzić do tego samego celu. Okaże się wtedy, że każdy, postępujący w dowolny sposób, czy był narzędziem zła, czy też był siewcą dobra, osiągnie zbawienie.
W dniu dzisiejszym popularnym jest twierdzenie, że piekło istnieje, ale jest puste. Jest to tylko pewna odmiana zaprzeczenia istnienia piekła. Jeżeli piekło miałoby być puste, to znaczy, że nie ma znaczenia jak człowiek postępuje w życiu doczesnym gdyż kara wieczna go ominie. Miłosierdzie Boże samo przez się nie ratuje z każdego grzechu i nie znosi kar piekielnych. Mający wolną wolę człowiek musi się do niego odwołać.
Piekło jest dalszym ciągiem grzechu śmiertelnego. Jest przeniesieniem tego grzechu przez próg śmierci do wieczności. Grzech ciężki, śmiertelny jest dobrowolnym i świadomym odwróceniem się od Boga jako celu ostatecznego i postawieniem dóbr materialnych jako celu życia. Do momentu śmierci zawsze możemy zawrócić z błędnej drogi. Umierając z ciężkim grzechem na sumieniu odrzucamy Boga na całą wieczność. Stan naszej duszy w chwili śmierci jest wyznacznikiem naszej wieczności. Po śmierci nie ma możliwości nawrócenia się, zmiany postępowania, odrzucenia grzechu. Dla grzesznika, po śmierci Bóg jawi się jako wróg i dlatego pała on ku Niemu nienawiścią. Jedynym jego pragnieniem jest zwalczać Boga na wszelkie sposoby. Grzesznik woli przebywać w piekle gdyż nie ma tam Boga, nie musi Go znosić. Jednak świadomość Jego istnienia, jak i utraty na wieczność przygotowanego miejsca w niebie, jest źródłem kolejnych mąk.
Grzesząc, człowiek postępuje przeciwko przykazaniom jak również wbrew rozumowi i naturze. Bóg jest naszym celem, oglądanie Go w wieczności jest szczęściem wiecznym. Grzech powoduje, że cel ten staję się nieosiągalny gdyż jedną z kar piekielnych jest brak nadziei na zbawienie, jest to pewność, że Boga już nigdy nie zobaczymy. Natura ludzka wszelkimi siłami dąży do szczęścia, pragnie ładu a w piekle dusze wiedzą, że tego nie będzie nigdy i w żadnym przypadku. Grzech ciężki jest czynem fizycznie skończonym, ale moralnie nieskończonym, jest winą nieskończoną, ponieważ jest obrazą nieskończonego Majestatu Bożego; dlatego też kara jest nieskończona – nie pod względem intensywności – ale jest wieczna pod względem trwania.
pieklo2Najbardziej znaną karą dla dusz potępionych jest ogień piekielny, ogień wieczny. Kara ta nie jest żadną przenośnią ani metaforą: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!” (Mt 25, 41). Natury tego ognia nie znamy ale opierając się na objawieniu możemy powiedzieć, że jest on podobny do ognia ziemskiego. Ogień ziemski trawi i niszczy materię, ogień wieczny trawi duszę ale jej nie niszczy. Dusza jest nim palona przez całą wieczność ale nie jest niszczona. Grzechy są dla tego ognia jakby paliwem, tym co daje intensywność jego palącemu działaniu. Dusze, które za życia nie chciały poddać się Bogu a poddały się zmysłom czyli materii teraz muszą cierpieć również na sposób podobny do cierpień materialnych.
To nie Bóg „wymyślił” ogień piekielny. Należałoby powiedzieć, że ogień ten jest dziełem samego grzesznika gdyż jest on naturalnym wynikiem grzechu, przez który człowiek duszę swoją poddaje pod panowanie zmysłów i materii.
Grzechy są naszym balastem duchowym, jeśli ich nie „zostawimy” na ziemi, nie uwolnimy się od nich w życiu doczesnym to pociągną nas na wieczność w otchłań piekła.
Z chwilą śmierci kończy się czas, dusza przechodzi od „zanurzenia” w czasie do wieczności. Trudno jest nam sobie wyobrazić świat bez czasu, czyli wieczne „teraz”, gdy nie ma wczoraj ani jutro, gdzie zawsze jest teraz. Gdy jest „teraz” to nie ma możliwości zmiany naszego życia gdyż do tego potrzebny jest czas, dlatego chwila śmierci jest tym momentem, w którym wchodzimy do wieczności i ta chwila określa, jest podstawą naszego życia duchowego. Boże Miłosierdzie nie ma tu już zastosowania, gdyż nie ma możliwości zmiany naszego „punktu wejścia” czyli chwili śmierci i tego jak byliśmy do niej przygotowani. pieklo3Przebaczenie i okazanie miłosierdzia duszom potępionym byłoby zaprzeczeniem Bożych darów, gdyż posiadamy wolną wolę i decyzją grzesznika jest wybór piekła i odwrócenie się od Boga.
Jest nauką wiary, że kary potępionych są różne i odpowiadają ciężkości winy. Im bardziej człowiek za życia odwrócił się od Boga, im większa jest jego zatwardziałość w złym, im większa nienawiść do Boga, tym bardziej przeżywana jest utrata Boga.

Tak jak sprawiedliwego czeka szczęście i życie wieczne tak przeznaczeniem grzesznika jest wieczna męka i potępienie.

„I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego” (Mt 25 46).

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LISTOPADZIE 2014 ROKU.

Dusze czyśćcowe

Żyjących katolików na ziemi nazywamy Kościołem wojującym, gdyż muszą walczyć aż do śmierci z pokusami i grzechami. Dusze w niebie, ci, którzy są już zbawieni, nazywamy Kościołem tryumfującym. Dusze tych, którzy przebywają w czyśćcu określamy Kościołem cierpiącym. Te trzy części Kościoła są świętych obcowaniem i tworzą mistyczne ciało Chrystusowe, którego głową jest Bóg-Człowiek.
Czyściec jest miejscem oczyszczenia duszy. Jest wiele dusz schodzących z tego świata, które nie zdążyły w pełni odpokutować za grzechy ciężkie lub też zeszły z grzechami lekkimi. Skażenie choćby grzechem lekkim jest przeszkodą do oglądania Bożej chwały. Czyściec dla tych dusz jest miejscem przejściowym, skąd po oczyszczeniu dostępują one zbawienia wiecznego.
O czyśćcu możemy dowiedzieć się już z 2 Księgi Machabejskiej (12, 46) – „Dlatego właśnie sprawił, że złożono ofiarę przebłagalną za zabitych, aby zostali uwolnieni od grzechu”. Jezus nauczał: „Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym”(Mt 12, 34). Z tego wynika, że są winy, które mogą być odpuszczone w naszym życiu doczesnym, jak i są takie, które będą odpuszczone w życiu przyszłym. Sobór florencki w roku 1439 w dekrecie dla Greków orzekł:czysciec „Jeśliby prawdziwie pokutujący zakończyli życie w miłości Boga jeszcze przed godnym zadośćuczynieniem czynami pokutnymi za popełnione grzechy i zaniedbania, wówczas dusze ich zostaną po śmierci oczyszczone karami czyśćcowymi. Do złagodzenia tego rodzaju kar dopomaga wstawiennictwo wiernych żyjących, a mianowicie ofiary Mszy św., modlitwy, jałmużny i inne akty pobożności, które zgodnie z postanowieniami Kościoła jedni wierni zwykli ofiarować za innych wiernych”.
Kary w czyśćcu są takie same jak i w piekle. Jedyna różnica to świadomość, że będąc w czyśćcu mamy nadzieję zbawienia, mamy nadzieję przebywania w Bożej obecności. Najgorszą, najbardziej dotkliwą karą i cierpieniem w piekle jest świadomość, że nie ma dla nas żadnej nadziei, że cierpienia nigdy się nie skończą i nie przynoszą żadnego zmniejszenia winy.
Miłość Boga jak i miłość bliźniego skłania nas, aby wstawiać się za duszami czyśćcowymi, aby modlić się o złagodzenie kar dla nich. Modląc się za zmarłych mamy na myśli właśnie dusze w czyśćcu będące – wzywamy zbawionych do pomocy i wstawiennictwa za nimi przed Bogiem. Potępionym nasze modlitwy są już zbędne – im już nic nie jest w stanie pomóc. Duszom w czyśćcu będącym i tam cierpiącym nasze modlitwy są bardzo potrzebne. Wypraszają tym duszom skrócenie kar. Mamy obowiązek modlić się za tych, którzy z naszej winy, z powodu naszych zgorszeń i zaniedbań popadli w grzech i cierpią w czyśćcu. Powinniśmy modlić się również za dusze naszych rodziców, krewnych, dobroczyńców, znajomych jak i za dusze tych, o których nikt nie pamięta w modlitwie. Nigdy nie mamy pewności czy modlimy się za dusze oczyszczającą się w czyśćcu czy potępioną. Ufamy jednak, że miłosierny Bóg skieruje nasze modlitwy najbardziej potrzebującym duszom czyśćcowym.
Jak możemy pomóc duszom czyśćcowym?

  1. Ofiarować Mszę św, w ich intencji,
  2. Każde cierpienie ofiarować w ich intencji (zastępcze cierpienie pokutne przynosi im dużą ulgę),
  3. Odmawiać Różaniec będący po Mszy św. najbardziej skutecznym środkiem pomocy duszom czyśćcowym,
  4. Odprawiać Drogę Krzyżową,
  5. Ofiarować odpusty w ich intencji przez nawiedzenie kościoła lub kaplicy 2 listopada i odmówienie tam, Ojcze Nasz i Wierzę w Boga; a w dniach 1-8 listopada nawiedzenie cmentarza z modlitwą za zmarłych (za nawiedzenie cmentarza w inne dni przewidziany jest odpust cząstkowy). To są odpusty przypisane tylko duszom czyśćcowym. Wszystkie inne odpusty możemy również ofiarować w ich intencji.

m.simmaPatronami dusz czyśćcowych są Św. Michał Archanioł oraz św. Odilo, który jako młody człowiek został mnichem i pełniąc funkcję opata w Cluny dał się poznać, jako wybitny reformator i organizator stanu zakonnego w pierwszej połowie XI wieku.Znane są objawienia dusz czyśćcowych np. św. Małgorzacie Marii Alacoque, św. Janowi Bosko, św. Brygidzie. W XX wieku w Niemczech żyła Maria Simma, do której dusze czyśćcowe zwracały się z prośbą o pomoc. Dzięki jej modlitwom i pokutom, wiele dusz dostąpiło skrócenia mąk. Swoje doświadczenia opisała w książce dostępnej w księgarniach „Moje przeżycia z duszami czyśćcowymi”. Maria Simma pisze: „Wielu ludzi trafia do piekła, ponieważ za mało się za nich modlimy. Należy codziennie rano i wieczorem odmawiać modlitwę za konających: „O najłaskawszy Jezu, miłośniku dusz naszych, błagam Cię, przez konanie Najświętszego Serca Twego i przez boleść Matki Twej Niepokalanej, obmyj we krwi Twojej grzeszników całego świata, co dziś umrzeć mają. Serce Jezusa konającego zlituj się nad konającymi.
Któryś cierpiał za nas rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!”.

 

PIERWOTNIE TEKST ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LISTOPADZIE 2013 ROKU.

Wiara katolika i wiara modernisty

O zasadniczej różnicy istniejącej między nauką modernistyczną a katolicką możemy się łatwo przekonać z prostego zestawienia jednej z drugą. Weźmy przede wszystkim na uwagę naukę o wierze w ogóle. Co znaczy wierzyć? Według katechizmu katolickiego wie­rzyć znaczy uznawać za prawdę co Bóg obja­wił i dlatego, że objawił. Według katechizmu modernistów wierzyć: to odczuwać w duszy coś tajemniczego, lgnąć sercem i uczuciem do tego, co Boskie, co niepoznawalne, doznawać poruszeń i dotknięć Bożych. Gdy więc kate­chizm katolicki uważa wiarę za akt rozumu, nie wykluczając woli, modernizm wyznacza jej siedzibę w sercu i uważa za uczucie szczególniejszego rodzaju. Gdy katechizm ka­tolicki jako przedmiot wiary podaje to, co Bóg objawił, a rozumie przez to pewne prawdy szczegółowe, które krótko zebrane są w Składzie Apostolskim, według modernizmu przedmiotem wiary są wewnętrzne po­ruszenia uczucia religijnego, które początkowo bywają bardzo nieokreślone i dopiero powoli pod wpływem pracy „żywotnej” stają się coraz więcej doskonałe, tak iż dadzą się ująć w formuły religijne zwane dogmatami. Gdy katechizm katolicki jako motyw i pobudkę wiary podaje powagę Boga objawiającego, który jako wszystkowiedzący, nieomylny i najświętszy ani zbłądzić ani w błąd wprowadzić nie może, katechizm modernistyczny podaje za pobudkę wiary doświadczenie osobiste czyli powagę własnego „ja”, własnych aspiracji, własnych potrzeb i korzyści.

Te same różnice istnieją przy nauce poszczególnych artykułów wiary i prawd pokrewnych, a uwydatnione zostały dosadnie w potępionych 65 tezach Sylabusa, jako nie­zgodnych z nauką katolicką, o powadze urzędu nauczycielskiego, o Piśmie św., o objawieniu, o Chrystusie, o Sakramentach, o Kościele. Gdy np. według nauki katolickiej do Kościoła należy wykład Ksiąg św., którego się mają trzymać i uczeni, według modernistów „wy­kładu kościelnego Ksiąg św. nie ma się wpra­wdzie lekceważyć, wszakże powinien on podle­gać dokładniejszemu ocenianiu i sprostowaniu przez egzegetów” (teza 2). Gdy według nauki Kościoła Bóg jest autorem Pisma św., według modernistów „ci, co tak wierzą, zdradzają zbyt wielką łatwowierność i nieuctwo” (teza 9). Gdy według nauki Kościoła objawienie jest faktem historycznym i zewnętrznym w myśl słów św. Pawła, „że Bóg wielu sposobami mówi przez patriarchów i proroków, na koniec mówił przez Syna swego”, według modernistów „objawienie nie mogło być czym innym, jak tylko nabytą przez człowieka świadomością o swoim do Boga stosunku” (teza 20).
Gdy dogmaty w pojmowaniu katolickim są prawdami przez Boga objawionymi, o czym Kościół poręcza swą powagą, według moder­nistów „dogmaty, które Kościół podaje, nie są prawdami z nieba zesłanymi, lecz są wynikiem pewnego tłumaczenia faktów religijnych, które duch ludzki zdobył żmudną pracą” (teza 22). Gdy według nauki katolickiej opartej przede wszystkim na Ewangeliach, Jezus Chrystus to Bóg prawdziwy i człowiek prawdziwy, jednorodzony Syn Ojca niebieskiego, który dla nas i dla naszego zbawienia przyjął za sprawą Ducha Świętego naturę ludzką, narodził się z Maryi Panny, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion, trze­ciego dnia zmartwychwstał, wstąpił na nie­biosa i siedzi na prawicy Ojca; według moder­nistów Bóstwo Jezusa Chrystusa nie da się udowodnić z Ewangelii; miano „Syn Boży” oznacza tylko tyle, co Mesjasz; Chrystus nie zawsze posiadał świadomość swej godności mesjanicznej; Jego zmartwychwstanie nie jest właściwie faktem historycznym, lecz fak­tem należącym wyłącznie do dziedziny nad­przyrodzonej, który ani nie został udowodnio­ny ani udowodnić się nie da; nauka o śmierci przebłagalnej Chrystusa nie jest nauką Ewan­gelii, lecz św. Pawła itp. (tezy 27-38).
Gdy według nauki katolickiej Sakramenty są zna­kami widzialnymi, sprawującymi z ustanowienia Chrystusa łaskę niewidzialną; według moder­nistów „sakramenty stąd wzięły początek, że Apostołowie i ich następcy tłumaczyli myśl jakąś i zamiar Chrystusa pod wpływem pewnych okoliczności i wypadków” (teza 40); a co się tyczy działalności Sakramentów, to według modernistów „zmierzają one jedynie do tego, aby przypominały człowiekowi obecność Stwo­rzyciela zawsze dobroczynną” (teza 41).
Gdy według nauki katolickiej Kościół zostający pod naczelnym zwierzchnictwem Papieża jako na­stępcy św. Piotra, jest pochodzenia Chrystu­sowego – według modernistów „obcą była Chrystusowi myśl ustanowienia Kościoła jako społeczności, mającej trwać na ziemi przez długi szereg wieków; raczej według mniema­nia Chrystusa miało przyjść już w najbliższym czasie królestwo niebieskie wraz z końcem świata” (teza 52), a „Szymon Piotr nie domyślał się nawet nigdy, że Chrystus zlecił mu prymat w Kościele” (teza 55). Gdy według nauki Ko­ścioła prawdy wiary zawsze tak rozumiano jak dzisiaj – według modernistów „główne arty­kuły Składu Apostolskiego nie miały dla pierw­szych chrześcijan tego samego znaczenia, jakie mają dla chrześcijan nowych czasów” (teza 62).

 

Ks. dr Andrzej Dobroniewski tak pisał w: Modernizm i moderniści, ponad sto lat temu.

Błędy Marcina Lutra

1. Heretyckim poglądem, ale napotykanym jest to, że sakramenty Nowego Przymierza dają łaskę usprawiedliwiającą tym, którzy nie stawiają przeszkody.
2. Przeczyć temu, że u dziecka po chrzcie pozostaje grzech to jest tyle, co znieważać [naukę] Pawła i Chrystusa.
3. Zarzewie grzechu, nawet jeżeli nie ma żadnego aktualnego grzechu, przeszkadza duszy wychodzącej z ciała wejść do nieba.
4. Niedoskonała miłość zbliżającego się do śmierci niesie ze sobą z konieczności wielki lęk, który sam przez się wystarcza, by spowodować karę czyśćca i przeszkadza wejściu do królestwa.
5. To, że są trzy części pokuty – żal, wyznanie i zadośćuczynienie – nie jest oparte ani na Piśmie Świętym ani na nauce dawnych świętych doktorów chrześcijańskich.
6. Żal, do którego prowadzi roztrząsanie, pozbieranie i wstręt do grzechów, wskutek którego ktoś w goryczy swej duszy (por. Iz 38, 15) wspomina minione życie, ważąc ciężar grzechów, ich wielkość, szkaradność, utratę szczęśliwości wiecznej oraz oczekujące na niego wieczne potępienie, taki żal czyni człowieka obłudnikiem, a nawet większym grzesznikiem.
7. Całkiem prawdziwe i lepsze od wszystkich nauk podanych dotąd o żalu jest powiedzenie: „Zresztą nie czynić zła jest najwyższą pokutą; najlepszą pokutą jest nowe życie”.
8. Żadną miarą nie odważaj się wyznawać grzechów powszednich ani nawet wszystkich śmiertelnych, ponieważ niemożliwe jest, abyś poznał wszystkie śmiertelne. Stąd w pierwotnym Kościele wyznawano tylko publiczne grzechy śmiertelne.
9. Gdy chcemy wszystko bezwarunkowo wyznać, nic innego nie czynimy jak to, że miłosierdziu Bożemu nic nie chcemy pozostawić do przebaczenia.
10. Nikomu nie są odpuszczone grzechy, jeśli nie wierzy, że są mu odpuszczane, gdy odpuszcza kapłan; owszem grzech pozostawałby, gdyby nie wierzył, że został odpuszczony; albowiem nie wystarcza odpuszczenie grzechu i udzielenie łaski, lecz należy jeszcze wierzyć, że jest odpuszczony.
11. Żadną miarą nie ufaj, że jesteś rozgrzeszony ze względu na twój żal, lecz ze względu na słowo Chrystusa: „Cokolwiek rozwiążesz itd. (Mt 16, 19). Stąd, powiadam, ufaj, jeśli otrzymałeś rozgrzeszenie kapłana i wierz mocno, że jesteś prawdziwie rozgrzeszony, jakkolwiek nie przedstawiałaby się sprawa żalu.
12. Jeśli – co niemożliwe – wyznający (grzechy) nie żałował albo kapłan nie rozgrzeszał poważnie, tylko dla żartu, jeśli jednak wierzy, że został rozgrzeszony, to z całą pewnością jest rozgrzeszony.
13. W sakramencie pokuty i uwolnieniu od winy Papież lub biskup nie czyni więcej niż najniższy kapłan; owszem, gdzie nie ma kapłana, to samo czyni jakikolwiek chrześcijanin, nawet kobieta i dziecko.
14. Nikt nie musi odpowiadać kapłanowi, czy żałuje, ani kapłan pytać.
15. Wielki jest błąd tych, którzy do sakramentu Eucharystii przystępują, polegając na tym, że się spowiadali, że nie poczuwają się do jakiegoś grzechu śmiertelnego, że odmówili wcześniej swoje modlitwy i uczynili przygotowanie; ci wszyscy sąd wyrok spożywają i piją. Lecz jeśli wierzą i ufają, że osiągną tam łaskę, to tylko ta wiara czyni ich czystymi i godnymi.
16. Właściwą radą wydaje się to, że Kościół miałby na Soborze powszechnym postanowić, że świeccy powinni przystępować do komunii pod obiema postaciami; Czesi przystępujący do komunii pod obiema postaciami nie są heretykami, lecz schizmatykami.
18. Odpusty są pobożnym oszustwem wiernych i zwolnieniem od dobrych uczynków; zalicza się je do rzeczy dozwolonych, lecz nie do tych, które przynoszą korzyść (por. 1 Kor 6, 12; 10, 23).
19. Odpusty dla tych, którzy je prawdziwie zyskują nie mają znaczenia, jeśli chodzi o odpuszczanie kary należnej za grzechy uczynkowe wobec Bożej sprawiedliwości.
20. Zwodzi się tych, którzy wierzą, że odpusty są zbawienne i użyteczne dla owoców duchowych.
21. Odpusty są konieczne tylko dla (odpuszczenia) grzechów publicznych i w sposób właściwy udziela się ich jedynie zatwardziałym i niepohamowanym (w grzechu).
22. Jest sześć rodzajów ludzi, dla których odpusty nie są ani konieczne, ani pożyteczne: mianowicie zmarli lub umierający, chorzy; ci, którzy mają prawną przeszkodę; ci, którzy nie popełnili ciężkich grzechów; ci, którzy popełnili ciężkie grzechy, ale nie publiczne; ci, którzy czynią rzeczy lepsze.
23. Ekskomuniki są tylko karami zewnętrznymi i nie pozbawiają człowieka wspólnych duchowych modlitw Kościoła.
24. Chrześcijan należy nauczyć, że powinni bardziej miłować ekskomunikę, niż się jej lękać.
25. Biskup Rzymski, następca Piotra, nie jest zastępcą Chrystusa ustanowionym nad wszystkimi Kościołami całego świata przez samego Chrystusa w osobie świętego Piotra.
26. Słowo Chrystusa do Piotra: „Cokolwiek zwiążesz na ziemi” itd. (Mt 16, 19), odnosi się wyłącznie do tego, co związał sam Piotr.
27. Pewne jest, że w mocy Kościoła lub Papieża nie leży ustanawianie prawd wiary ani norm moralności, czyli dobrych uczynków.
28. Gdyby Papież z wielką częścią Kościoła myślał w ten lub inny sposób i nawet nie błądził, to nie jest jeszcze grzechem lub herezją myśleć coś przeciwnego, zwłaszcza w rzeczy niekoniecznej do zbawienia, dopóki by Sobór powszechny jednego nie potępił, a drugiego nie pochwalił.
29. Otwarła się przed nami droga osłabienia władzy Soborów i swobodnego przeciwstawienia się ich uchwałom oraz osądzenia ich dekretów i ufnego wyznania, co wydaje się prawdziwe, czy zostało przyjęte czy odrzucone przez jakikolwiek Sobór.
30. Niektóre artykuły Jana Husa potępionego przez Sobór w Konstancji są bardzo chrześcijańskie, bardzo prawdziwe i ewangeliczne i nawet Kościół powszechny nie mógł ich potępić.
31. W każdym dobrym uczynku sprawiedliwy grzeszy.
32. Uczynek dobry, nawet najlepiej wykonany, jest grzechem powszednim.
33. Palenie heretyków jest przeciwko woli Ducha.
34. Walczyć przeciwko Turkom to sprzeciwiać się Bogu, który przez nich nawiedza nasze nieprawości.
35. Nikt nie jest pewny, czy nie popełnia ciągle grzechu śmiertelnego z powodu głęboko ukrytej wady pychy.
36. Wolna wola po grzechu jest pustą nazwą, a kiedy czyni to, co jest w jej mocy, grzeszy śmiertelnie.
37. Czyśćca nie można udowodnić z ksiąg Pisma Świętego zawartych w kanonie.
38. Dusze w czyśćcu nie są pewne swojego zbawienia, przynajmniej nie wszystkie; nie udowodniono ani żadnymi dowodami rozumowymi ani z Pisma Świętego, że są one poza stanem zasługiwania lub pomnażania miłości.
39. Dusze w czyśćcu grzeszą bez przerwy, jak długo szukają odpoczynku i boją się kar.
40. Dusze wyzwolone z czyśćca poprzez wstawiennictwo żyjących są mniej szczęśliwe niż wtedy, gdyby same sobie zadośćuczyniły.
41. Prałaci kościelni i władcy świeccy nie postąpiliby źle, gdyby zniszczyli wszystkie torby żebracze.

 

Wszystkie wyżej wymienione artykuły i każdy z osobna jako błędy, jak jest to już powiedziane, heretyckie lub skandaliczne, lub fałszywe, lub obrażające pobożne uszy, lub zwodzące umysły ludzi prostych i sprzeciwiające się katolickiej prawdzie, potępiamy, obalamy i całkowicie odrzucamy.

 

Leon X. Exsurge Domine – Potępienie błędów Marcina Lutra.

 

Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan w Holandii zdominowała polemika wokół słów katolickiego prymasa tego kraju, kard. Willema Eijka. Oświadczył on, że potępienie nauczania Marcina Lutra na Soborze Trydenckim, np. na temat Eucharystii, jest zawsze aktualne. Dlatego także dzisiaj protestanci nie mogą przyjmować Komunii Świętej w Kościele katolickim.

W wywiadzie dla protestanckiego dziennika „Reformatorisch Dagblad” hierarcha wyjaśnił, że orzeczeń soborowych się nie odwołuje. To, co zostało powiedziane na Soborze Trydenckim jest nadal ważne, tym bardziej że Sobór Watykański II miał jedynie charakter duszpasterski. Na Soborze Trydenckim dokonano korekty nadużyć w Kościele, które doprowadziły do rozłamu w XVI w.

Całość informacji

Osiemnaście reguł św. Ignacego Loyoli „o trzymaniu z Kościołem”

Do zachowania prawdziwej postawy, jaką powinniśmy przyjąć w Kościele wojującym  należy przestrzegać następujących reguł.

Reguła 1. Rezygnując z wszelkiego własnego sądu, trzeba mieć umysł gotowy i skory do okazania posłuszeństwa we wszystkim prawdziwej oblubienicy Chrystusa, Pana naszego, czyli naszej świętej Matce, Kościołowi hierarchicznemu.
Reguła 2. Pochwalać spowiedź przed kapłanem i przyjmowanie Najświętszego Sakramentu raz w roku, jeszcze bardziej w każdym miesiącu, a jeszcze lepiej każdego tygodnia, z zachowaniem wymaganych i należnych warunków.
Reguła 3. Chwalić częste słuchanie Mszy świętej, a także śpiewy, psalmy, długie modlitwy w kościele i poza nim. Podobnie godziny ustanowione w pewnych porach, przeznaczone na całe Boże oficjum i na wszelkie modlitwy i godziny kanoniczne.
Reguła 4. Wychwalać zakony, dziewictwo i wstrzemięźliwość, małżeństwo zaś nie tak jak te.
Reguła 5. Wychwalać śluby zakonne posłuszeństwa, ubóstwa i czystości, i inne sposoby doskonałego wyrzeczenia się. Trzeba też zwrócić uwagę, że ponieważ śluby się wiążą z doskonałością ewangeliczną, nie powinno się czynić ślubu co do rzeczy, które od niej oddalają, na przykład, że ktoś będzie kupcem lub że zawrze związek małżeński.
Reguła 6. Wychwalać relikwie świętych, oddawać im cześć i modlić się do świętych. Chwalić trzeba odprawianie stacji, pielgrzymowanie, odpusty, jubileusze, krucjaty i zapalanie świec w świątyniach.
Reguła 7. Chwalić postanowienia o postach i o wstrzemięźliwości, na przykład podczas Wielkiego Postu, dni krzyżowych, wigilii, piątków i sobót. Podobnie pokuty nie tylko wewnętrzne, ale i zewnętrzne.
Reguła 8. Wychwalać ozdabianie i budowanie kościołów, podobnie jak obrazy – i oddawać im cześć odpowiednio do tego, co przedstawiają.
Reguła 9. Wreszcie wychwalać wszystkie przykazania kościelne i być wewnętrznie gotowym do wyszukiwania dowodów w ich obronie, a nigdy do ich zwalczania.
Reguła 10. Powinniśmy być gotowi do uznania i pochwalania zarówno dekretów i poleceń, jak i obyczajów naszych przełożonych. Chociaż bowiem czasami nie są one godne pochwały, to jednak występowanie przeciw nim czy to podczas publicznych przemówień, czy to w rozmowach z ludźmi prostymi zrodziłoby raczej szemranie i zgorszenie wśród ludzi – i to zarówno przeciw przełożonym świeckim, jak duchownym. Toteż jak z jednej strony jest rzeczą szkodliwą mówić źle do ludzi pod nieobecność przełożonych, tak może być rzeczą pożyteczną, jeżeli się rozmawia o złych obyczajach z tymi, którzy mogą temu zaradzić.
Reguła 11. Wychwalać naukę [teologii] pozytywnej i scholastycznej. Jest bowiem raczej właściwością doktorów pozytywnych, na przykład świętego Hieronima, świętego Augustyna, świętego Grzegorza itd. wzbudzanie uczuć , żeby we wszystkim kochać Boga, naszego Pana, i służyć Mu, natomiast cechą teologów scholastycznych, na przykład świętego Tomasza, świętego Bonawentury i Mistrza Sentencji itd., jest raczej określanie lub wyjaśnianie dla naszych czasów rzeczy koniecznych do zbawienia wiecznego i do lepszego zwalczania i ujawniania wszelkich błędów i fałszów. Doktorzy scholastyczni bowiem, ponieważ są bardziej nowocześni, nie tylko opierają się na właściwym rozumieniu Pisma świętego oraz na Doktorach świętych i pozytywnych, ale też oświeceni mocą Bożą, wspomagają się soborami, kanonami i postanowieniami świętej naszej Matki, Kościoła.
Reguła 12. Powinniśmy się wystrzegać czynienia porównań między nami, którzy jeszcze żyjemy, a błogosławionymi, którzy żyli w dawnych czasach. Popełnia się bowiem niemały błąd, jeżeli się mówi, że ten więcej wie niż święty Augustyn, tamten to drugi święty Franciszek albo i lepszy od niego, a ów to drugi święty Paweł w dobroci i świętości itd.
Reguła 13. By we wszystkim utrafić w sedno, powinniśmy być zawsze gotowi wierzyć, iż białe, które widzę, jest czarne, jeżeli się tak wypowie Kościół hierarchiczny, w przekonaniu, że między Chrystusem, naszym Panem i Oblubieńcem, a Kościołem, Jego Oblubienicą, działa ten sam Duch, który nami kieruje i rządzi ku zbawieniu innych dusz. Świętą Matką naszą, Kościołem, rządzi bowiem i kieruje ten sam Duch i Pan nasz, który nam dał dziesięć przykazań.
Reguła 14. Chociaż jest pełną prawdą, że zbawić się może tylko człowiek przeznaczony i mający łaskę i wiarę, to jednak trzeba bardzo uważać na sposób rozmawiania i rozprawiania o tych wszystkich sprawach.
Reguła 15. Nie powinniśmy mieć zwyczaju wiele mówić o przeznaczeniu. Ale jeśli czasami w jakiś sposób się o tym mówi, trzeba tak mówić, żeby ludzi prostych nie wprowadzić w błąd jakiś, jak to się zwykło dziać, kiedy się mówi: już jest postanowione, czy mam być zbawiony czy potępiony – i czy będę dobrze postępował czy źle, nic się już nie zmieni. Przez to [ludzie] gnuśnieją i zaniedbują pełnienie uczynków, które prowadzą do zbawienia i postępu duchowego.
Reguła 16. Również trzeba zwrócić uwagę, żeby mówiąc o wierze wiele i z naciskiem, a bez rozróżnień i objaśnień, nie dawać ludziom sposobności do gnuśności i lenistwa w pełnieniu uczynków, i to zarówno przed tym, nim wiara zostanie ukształtowana przez miłość, jak i później.
Reguła 17. Podobnie nie powinniśmy tak wiele mówić o łasce i kłaść na nią tak wielkiego nacisku, by to zrodziło truciznę [błędu] znoszącą wolność woli. Tak więc można o wierze i o łasce mówić w miarę możliwości i za pomocą łaski Bożej ku większej chwale Jego Boskiego Majestatu, nie w taki jednak sposób – zwłaszcza w naszych tak niebezpiecznych czasach – żeby ucierpiały dobre uczynki i wolna wola, albo żeby je lekceważono.
Reguła 18. Chociaż ponad wszystko należy cenić usilną służbę Bogu, naszemu Panu, z czystej miłości, to jednak powinniśmy wielce wychwalać bojaźń Jego Boskiego Majestatu. Bo nie tylko bojaźń synowska jest rzeczą pobożną i świętą, ale także bojaźń służebna pomaga w wydobyciu się z grzechu śmiertelnego, jeżeli się człowiek nie zdobędzie na coś innego, lepszego albo bardziej pożytecznego. A kiedy się z niego wydobędzie, łatwo dojdzie do bojaźni synowskiej, która w całości jest miła i przyjemna Bogu, naszemu Panu, jest bowiem tożsama z miłością Boga.

(z Ćwiczeń duchowych św. Ignacego Loyoli)

 

A jak to wygląda w naszym przypadku, czy są to reguły którymi jesteśmy w stanie kierować się w życiu?

Lamentabili

I. O fałszywym dążeniu do nowości

Do opłakanych następstw w naszych czasach, porzucających wszelkie ograniczenia, prowadzi pogoń za nowinkami w badaniach podstaw rzeczy. Sprawia ona, że odrzucając dziedzictwo ludzkości często popada się w najpoważniejsze błędy, które stają się szczególnie zgubne, gdy dotyczą nauk świętych, wykładu Pisma świętego i głównych tajemnic Wiary. Szczególnie godne ubolewania jest to, że także wielu autorów katolickich przekracza granice wytyczone przez Ojców Kościoła i sam Kościół święty. Pod pozorem poważniejszej krytyki oraz w imię metody historycznej zmierzają oni do takiego rozwoju dogmatów, który okazuje się ich skażeniem.
Nasz Ojciec Święty, z Opatrzności Bożej papież Pius X, polecił więc, aby Kongregacja Świętej Inkwizycji zebrała i potępiła te błędy, ciągle rozsiewane wśród wiernych, aby nie zakorzeniły się w ich duszach i nie zatruły czystej wiary. Dlatego po dokładnym zbadaniu tych kwestii i po wysłuchaniu wniosków Księży Konsultorów, Ich Eminencje Kardynałowie – Inkwizytorzy Generalni w sprawach Wiary i moralności uznali, że należy potępić i odrzucić następujące zdania, które niniejsza Ogólna Ustawa potępia i odrzuca:

II. O powadze Magisterium autentycznego

 

  1. Prawo kościelne, które nakazuje uprzednią cenzurę książek religijnych dotyczących Pisma świętego, nie odnosi się do autorów uprawiających naukową krytykę lub egzegezę ksiąg Starego i Nowego Testamentu.
  2. Interpretacją Pisma św., jaką daje Kościół, nie należy co prawda pogardzać, ale podlega ona dokładniejszym osądom i poprawkom egzegetów.
  3.  Orzeczenia i cenzury kościelne nakładane za zbyt swobodną i wyraźniejszą egzegezę dowodzą, że Wiara Kościoła jest sprzeczna z historią, dogmaty katolickie wcale nie zgadzają się z rzeczywistymi początkami religii chrześcijańskiej.
  4. Magisterium Kościoła nie może nawet poprzez definicje dogmatyczne określić właściwego sensu Pisma Świętego.
  5. Ponieważ w depozycie Wiary zawarte są jedynie prawdy objawione, to Kościół nie może pod żadnym względem oceniać poglądów o umiejętnościach ludzkich.
  6. Kościół słuchający współpracuje w taki sposób z nauczającym w określaniu prawd wiary, iż Kościół nauczający powinien tylko zatwierdzać powszechne opinie Kościoła słuchającego.
  7. Kościół, potępiając błędy, nie ma prawa wymagać od wiernych żadnego z ich strony wewnętrznego uznania za prawdę orzeczeń przez Kościół wydawanych.
  8. Należy uważać za wolnych od wszelkiej winy tych, którzy nie liczą się z potępieniami Świętej Kongregacji Indeksu i innych Świętych Kongregacji Rzymskich.

 

III. O natchnieniu i prawdziwości Pisma świętego

  1. Wiara, że Bóg jest rzeczywistym Autorem Pisma święte­go, jest zbytnią naiwnością lub brakiem wiedzy.
  2. Natchnienie ksiąg Starego Testamentu polega na tym, że autorzy żydowscy przekazali prawdy religijne w pewnym szczególnym aspekcie, który albo wcale, albo w małym stopniu był znany poganom.
  3. Natchnienie Boże nie rozciąga się aż do tego stopnia na całość Pisma świętego, by wszystkie i poszczególne jego części chroniło od wszelkiego błędu.
  4. Egzegeta, który pragnie owocnie uprawiać studia biblijne powinien zwłaszcza odrzucić wszelką uprzednią opinię o nadprzyrodzonym pochodzeniu Pisma świętego, które winien tłumaczyć tak jak inne dokumenty czysto ludzkie.
  5. Ewangeliści i chrześcijanie drugiego oraz trzeciego pokolenia zmyślili przypowieści ewangeliczne, aby wytłumaczyć małe powodzenie misji Chrystusa wobec Żydów.
  6. Ewangeliści w wielu opowiadaniach podawali nie to, co rzeczywiście miało miejsce, ale to, co uważali, że przyniesie większą korzyść odbiorcom, chociażby to było fałszywe.
  7. Do czasu ustalenia i określenia kanonu poszerzano Ewangelię ciągłymi dodatkami i poprawkami, tak że pozostał w nich słaby tylko i niepewny ślad nauki Chrystusa.
  8. Opowiadania Jana nie są właściwie historią, lecz tylko mistyczną kontemplacją Ewangelii, zaś mowy zamieszczone w jego Ewangelii są teologicznymi rozważaniami o tajemnicy zbawienia i pozbawione są prawdy historycznej.
  9. Czwarta Ewangelia przesadnie podkreśla cuda nie tylko dlatego, by okazały się one bardziej niezwykłymi, lecz także aby się stały odpowiedniejszymi do uwydatnienia dzieła i chwały Słowa Wcielonego.
  10. Jan uważa się wprawdzie za świadka Chrystusa, ale w istocie jest tylko wybitnym świadkiem życia chrześcijańskiego, czyli życia Chrystusa w Kościele u schyłku pierwszego stulecia.
  11. Egzegeci niekatoliccy oddali lepiej prawdziwy sens Pisma Świętego od egzegetów katolickich.

 

IV. O objawieniu i wierze

  1. Objawienie było tylko uświadomieniem sobie przez człowieka swego stosunku do Boga.
  2. Objawienie, które stanowi przedmiot wiary katolickiej, nie zakończyło się wraz z Apostołami.
  3. Dogmaty, które Kościół podaje jako objawione, nie są prawdami pochodzenia Boskiego, ale są pewną interpretacją faktów religijnych, którą z dużym wysiłkiem wypracował sobie umysł ludzki.
  4. Może zaistnieć i rzeczywiście istnieje sprzeczność między zdarzeniami przedstawionymi w Piśmie św., a dogmatami Kościoła, które są na nich oparte. Patrząc więc krytycznie można odrzucić jako fałszywe te fakty, w które Kościół wierzy jako w najpewniejsze.
  5. Nie należy potępiać takiego egzegety, którego rozumo­wanie prowadzi do wniosku, iż dogmaty są fałszywe albo wątpliwe z punktu widzenia historycznego, a wystarczy, by nie zaprzeczał wprost samym dogmatom.
  6. Wiara jako przyzwolenie umysłu opiera się ostatecznie na sumie prawdopodobieństw.
  7. Dogmaty wiary należy pojmować według ich funkcji praktycznej, tzn. jako obowiązujące w działaniu, nie zaś jako zasady wierzenia.

 

V. O osobie i działalności Chrystusa

  1. Ewangelie nie dowodzą Bóstwa Jezusa Chrystusa, lecz jest ono dogmatem, który świadomość chrześcijańska wyprowadziła z pojęcia mesjasza.
  2. Jezus spełniający swe posłannictwo nie uczył, że jest Mesjaszem, ani nie dowodził tego Swymi cudami.
  3. Można uznać, że Chrystus historyczny jest znacznie niższy od Chrystusa wiary.
  4. W Ewangelii nazwa «Syn Boży» odpowiada zawsze tylko nazwie «Mesjasz» i nie oznacza, że Chrystus jest prawdziwym i współistotnym Synem Bożym.
  5. Nauka o Chrystusie przekazana przez Pawła, Jana i przez Sobory: Nicejski, Efeski i Chalcedoński nie odpowiada nauce Jezusa, ale jest nauką o Jezusie sformułowaną przez świadomość chrześcijańską.
  6. Nie można pogodzić naturalnego sensu tekstów ewangelicznych z nauką teologów katolickich o świadomości i nieomylnej wiedzy Jezusa Chrystusa.
  7. Jeżeli nie kierujemy się uprzedzeniami, to jest jasne, że Jezus albo błędnie nauczał o bliskim już panowaniu Mesjasza, albo że większa część jego nauki zawarta w Ewangeliach synoptycznych nie jest autentyczna.
  8. Krytyk nie może przypisywać Chrystusowi nieograniczonej wiedzy, chyba żeby przyjąć – co jest historycznie nie do przyjęcia i sprzeciwia się poczuciu moralnemu – że Chrystus jako człowiek posiadał wiedzą Bożą i mimo to nie chciał udzielić uczniom i potomnym wiadomości o tylu rzeczach.
  9. Chrystus nie zawsze posiadał świadomości swej godno­ści mesjańskiej.
  10. Zmartwychwstanie Zbawiciela nie jest właściwie faktem historycznym, lecz należy do porządku czysto nadprzyrodzonego. Z tego powodu nie jest ono udowodnione, nie daje się udowodnić i zostało powoli wywnioskowane przez świadomość chrześcijańską z innych faktów.
  11. Wiara w Zmartwychwstanie Chrystusa od początku dotyczyła nie tyle faktu Zmartwychwstania, lecz nieśmiertelnego życia Chrystusa u Boga.
  12. Nauka o śmierci Chrystusa dla odkupienia ludzi nie jest nauką ewangeliczną, lecz tylko pawłową.

 

VI. O sakramentach w ogóle i szczegółowo

  1. Poglądy Ojców Soboru Trydenckiego na temat początku sakramentów, które niewątpliwie wywarły wpływ na ich orzeczenia dogmatyczne, bardzo się różnią od słusznych poglądów dzisiejszych historyków i badaczy chrześcijaństwa.
  2. Sakramenty powstały w wyniku interpretacji przez Apostołów lub ich następców myśli i zamiarów Chrystusa pod wpływem i za zachętą okoliczności i wydarzeń.
  3. Sakramenty mają tylko przypominać człowiekowi o obecności zawsze dobroczynnego Stwórcy.
  4. Społeczność chrześcijańska wprowadziła konieczność chrztu, przyjmując go jako konieczny obrządek i połączyła go z obowiązkami wyznania chrześcijańskiego.
  5. Zwyczaj udzielania chrztu dzieciom był owocem ewolucji dyscyplinarnej i przyczynił się do podziału jednego sakramentu na dwa, czyli na chrzest i pokutę.
  6. Nie ma podstaw aby uznać, że obrzęd sakramentu bierzmowania był w użyciu u Apostołów, a w pierwotnym chrześcijaństwie nie rozróżniano dwóch sakramentów: chrztu i bierzmowania.
  7. Nie wszystko, co opowiada św. Paweł o ustanowieniu Eucharystii (l Kor 11, 23-25), jest faktem historycznym.
  8. We wczesnym Kościele nie istniało pojęcie chrześcijanina-grzesznika, którego Kościół rozgrzesza swoim autorytetem. Kościół bardzo powoli przyzwyczaił się do tego pojęcia i nawet gdy pokuta została uznana za instytucję Kościoła, to nie nazywano jej sakramentem, gdyż sakrament taki byłby uważany za uwłaczający.
  9. Wbrew poglądom Ojców Soboru Trydenckiego słowa Pana: „Przyjmijcie Ducha Świętego, którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20, 22-23) nie dotyczą sakramentu pokuty.
  10. Jakub nie zamierzał ogłosić w swoim liście (Jk 5, 14—15) żadnego sakramentu Chrystusowego, lecz tylko chciał zalecić pewien pobożny zwyczaj. Jeżeli zaś w tym zwyczaju widzi jakiś środek łaski, to nie traktuje go tak bezwzględnie, jak teologowie, którzy ustanowili pojęcie i liczbę sakramentów.
  11. Gdy wieczerza chrześcijańska stopniowo nabierała charakteru czynności liturgicznej, to jej zwykli przewodnicy uzyskali charakter kapłański.
  12. Starsi spełniający funkcje nadzorcze na zebraniach chrześcijan zostali przez Apostołów ustanowieni kapłanami lub biskupami dla zapewnienia porządku w rozwijających się gminach, ale nie mieli we właściwym znaczeniu kontynuować posłannictwa i władzy apostolskiej.
  13. Małżeństwo stosunkowo późno mogło stać się w Kościele sakramentem Nowego Prawa, gdyż najpierw konieczne było powstanie pełnej nauki teologicznej o łasce i o sakramentach.

 

VII. O ustanowieniu i rozwoju Kościoła

  1. Chrystus nie zamierzał założyć Kościoła jako społeczności trwającej na ziemi przez wieki, gdyż wierzył w bliskie nadejście królestwa niebieskiego i w koniec świata.
  2. Organiczny ustrój Kościoła podlega zmianie, a społeczność chrześcijańska, podobnie jak społeczność ludzka, podlega ciągłej ewolucji.
  3. Dogmaty, sakramenty i hierarchia, zarówno co do pojęcia, jak i co do rzeczywistości, są tylko sposobem wyjaśnienia i etapem ewolucji świadomości chrześcijańskiej, która zewnętrznymi przyrostami pomnożyła i udoskonaliła mały zarodek ukryty w Ewangeliach.
  4. Szymon Piotr nigdy nawet nie podejrzewał, że otrzymał od Chrystusa prymat w Kościele.
  5. Kościół Rzymski stał się głową wszystkich Kościołów wskutek przyczyn czysto politycznych, a nie na mocy rozporządzenia Opatrzności Bożej.

 

VIII.O niezmienności i postępie nauki chrześcijańskiej

  1. Kościół jest wrogiem postępu nauk przyrodniczych i teologicznych.
  2. Prawda zmienia się wraz z człowiekiem, ponieważ rozwija się wraz z nim, w nim i przez niego.
  3. Chrystus nie ogłosił żadnej określonej całościowo nauki, stosownej dla wszystkich czasów i ludzi, ale raczej zapoczątkował pewien ruch religijny zastosowany lub dający się zastosować do różnych czasów i do różnych miejsc.
  4. Nauka chrześcijańska była z początku żydowską, lecz na skutek stopniowego rozwoju stała się najpierw pawłową, następnie janową, aż wreszcie grecką i powszechną.
  5. Można bez sprzeczności głosić, że żaden rozdział Pisma św. (od pierwszego rozdziału Księgi Rodzaju aż do ostatniego rozdziału Księgi Apokalipsy), nie zawiera nauki w pełni zgodnej z nauką Kościoła w tych samych kwestiach i żaden rozdział Pisma św. nie ma tego samego znaczenia dla krytyka, co dla teologa.
  6. Główne artykuły Składu Apostolskiego nie miały takiego samego znaczenia dla pierwszych chrześcijan, jakie mają dla chrześcijan współczesnych.
  7. Kościół nie jest zdolny skutecznie obronić etyki ewangelicznej, ponieważ niezmiennie trwa przy swych poglądach, których nie można pogodzić ze współczesnym postępem.
  8. Postęp nauk wymaga reformy pojęcia nauki chrześcijańskiej o Bogu, stworzeniu. Objawieniu, Osobie Słowa Wcielonego i o Odkupieniu.
  9. Współczesnego katolicyzmu nie da się pogodzić z prawdziwą wiedzą bez przekształcenia go w pewien chrystianizm bezdogmatyczny, to jest w szeroki i liberalny protestantyzm.

 

Fragmenty dekretu .Świętego Oficjum Lamentabili (1907)

Watykan o Medjugorie

Dotychczas Stolica Apostolska za miarodajne uznaje stanowisko episkopatu byłej Jugosławii z 1991 r., w myśl którego nie można potwierdzić nadprzyrodzonego charakteru zjawisk zachodzących w Medjugorie. Mimo to, przybywający tam wierni powinni być otoczeni opieką duszpasterską. Do tamtejszego sanktuarium nie można organizować pielgrzymek oficjalnych do chwili, kiedy nie zostanie ono uznane za miejsce autentycznych objawień.

Nadal obowiązująca wykładnia Stolicy Apostolskiej zawarta jest w dwóch listach ówczesnego sekretarza Kongregacji Nauki Wiary, abp. Tarcisio Bertone.

W pierwszym, wystosowanym 23 marca 1996 r. do bp. Léon’a Taverdet’a z Langres podkreślono, że na podstawie dotychczasowych badań nie można stwierdzić nadprzyrodzonego charakteru objawień czy zjawisk zachodzących w Medjugorie. Mimo to wielu przybywających tam wiernych wymaga opieki duszpasterskiej biskupa i diecezji, a także innych biskupów, aby w Medjugorie rozwijano pobożność maryjną, zgodną z nauką Kościoła. Jako że nie jest to miejsce potwierdzonych objawień Matki Bożej, nie można organizować pielgrzymek oficjalnych na poziomie diecezjalnym ani też parafialnym. Byłoby to bowiem sprzeczne ze stanowiskiem miejscowego episkopatu.

W drugim liście, z 26 maja 1998 r. ówczesny sekretarz Kongregacji Nauki Wiary zaznacza, że pierwszą instancją badającą autentyczność objawień jest zawsze miejscowy episkopat, w tym wypadku Bośni i Hercegowiny. Podkreśla, że wolno organizować pielgrzymki prywatne, pod warunkiem, by nie uważać ich za uwiarygodnienie aktualnie zachodzących w Medjugorie wydarzeń. Wymagają one bowiem badań ze strony Kościoła.

Jak zaznaczył półtora roku temu emerytowany prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. José Saraiva Martins, nawrócenia i cuda nie są dostatecznym argumentem świadczącym o autentyczności objawień w Medjugorie. Ubolewał on też z powodu konfliktu osób propagujących Medjugorie z lokalnym biskupem. Zaznacza, iż Matka Boża nigdy nie zachęcałaby do nieposłuszeństwa względem hierarchy, nawet jeśli postępowałby on niesłusznie.

http://ekai.pl/wydarzenia/komentarze/x43018/brak-stanowiska-w-sprawie-medjugorie/

 

Obecnie nie organizuje się pielgrzymek tylko wyjazdy turystyczne i wtedy mogą być organizowane przez parafię i nie tylko. Są realizowane wyjazdy na międzynarodowe spotkania młodych organizowane w Medjugorie. Oficjalnie nie jest to pielgrzymka, oficjalnie jest to wyjazd na spotkanie młodych i można powiedzieć , że z objawieniami nie ma to nic wspólnego.  Organizowanie wyjazdów nawet na takie spotkania młodych jest uwiarygodnianiem kontrowersyjnych objawień. Jest to klasyczne podejście faryzejskie, gdy wiemy jakie są zakazy i trzymamy się tylko zapisu prawa. Nie przywiązujemy żadnej wagi do przesłania i wymowy i wymagań przepisów.

Potwierdzenie stanowiska Stolicy Apostolskiej za papieża Franciszka.

Stolica Apostolska przypomniała biskupom USA, że za miarodajne uznaje stanowisko episkopatu byłej Jugosławii z 1991 r., w myśl którego nie można potwierdzić nadprzyrodzonego charakteru zjawisk zachodzących w Medjugorie.(…)
Duchownym i wiernym świeckim nie wolno brać udziału w spotkaniach, konferencjach, czy uroczystościach publicznych podczas których autentyczność takich „objawień” traktowana byłaby jako pewna. Dlatego, aby uniknąć zgorszenia czy zamieszania, abp Müller prosi, aby biskupi byli w tej sprawie informowani jak najszybciej.

 

 

Szóste przykazanie – Nie cudzołóż

 

MagdalenaStary Testament potępiał czyny związane z przekraczaniem przepisów prawa. W Dekalogu pod pojęciem cudzołóstwa rozumie się wszystkie grzechy nieczystości. Znaczenie biblijnych określeń nieczystości obejmuje takie zjawiska jak: nierząd, rozpusta, wszeteczeństwo, moralna słabość, rozwiązłość, lubieżność, wyuzdanie.
Za grzech nieczystości Bóg karze srogo i nieubłaganie. Gdy ludzie dopuszczali się wielkich rozwiązłości Bóg pożałował, że ich stworzył i ukarał ich potopem. Żaden inny grzech nie wywołał takiej reakcji. „A widząc Bóg, że wiele było złości ludzkiej na ziemi i wszystka myśl serca była napięta ku złemu po wszystek czas, żal mu było, że uczynił człowieka na ziemi” (Rodz. 6,5-6).
Drugim przykładem boskiej kary jest całkowita zagłada Sodomy i Gomory. Już samo to, że nazwy tych miast weszły do powszechnego użytku jako określenie bałaganu, rozpusty i rozboju, pokazuje ogrom i natężenie grzechu nieczystości.
W nauczaniu Pana Jezusa zapisanym w Nowym Testamencie grzechem jest również sama chęć dokonania zakazanego czynu. Nazywa je Jezus Chrystus grzechami serca człowieka, który sam decyduje się na taki czyn.

„Albowiem z serca wychodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, porubstwa, kradzieże, fałszywe świadectwa, bluźnierstwa. Te plamią człowieka”(Mt 15, 19-20).

W szczególności Jezus Chrystus wymienia grzech cudzołóstwa. Kojarzy nam się on przede wszystkim jako fizyczna zdrada w związku małżeńskim. Romans pozamałżeński nie jest jedyną zdradą. Jest nią także wycofanie ze związku swoich uczuć, czasu, uwagi i szacunku, dzięki którym małżeństwo żyje, a nie jest polem walki. Zdarza się, że kariera i ambicje jednego z małżonków i ludzie, którzy mogą być pomocni w osiągnięciu celu, stają się ważniejsi niż mąż czy żona.
Brak uczciwości w małżeństwie jest również grzechem cudzołóstwa. Uczciwość małżeńska to także lojalność, wspieranie się w chorobie i niedostatku, nie zawieranie egoistycznych sojuszy przeciw żonie czy mężowi. Przez każde kłamstwo, niewinne oszustwa i mówienie niepełnej prawdy zostaje naruszona uczciwość w związku. Uczciwość małżeńska oznacza, że jeśli współmałżonek w wyniku choroby, kalectwa lub starości straci to, co było jego urokiem, jeśli przez jakiś czas albo już zawsze będzie potrzebował bardziej wsparcia niż będzie je w stanie dawać, to go nie opuszczę.
Szóste przykazanie dotyczy nie tylko obrony życia małżeńskiego. Obejmuje ono każdego człowieka w jego poszczególnych okresach życia – dziecko, nastolatka, osoby niezamężne, narzeczonych, małżonków i wdowców czy osoby samotne. Dotyczy najsilniejszego z instynktów – instynktu zachowania gatunku związanego bezpośrednio z seksualnością człowieka. Jest to najpiękniejszy dar Boga, przez to, że dotyczy powoływania życia. Wymaga od nas szczególnej uwagi oraz uczenia się korzystania z niego.
Do grzechu cudzołóstwa zalicza się: cudzołóstwo w myślach, spojrzeniu i sercu oraz w mowie (nieprzyzwoite żarty, dwuznaczne dowcipy itp.), cudzołóstwo w strojach i zachowaniu (flirt, uwodzenie, tańce itp.), pornografię (czasopisma i zdjęcia pornograficzne, obrazy i filmy erotyczne), bałwochwalstwo równoznaczne z duchowym cudzołóstwem, w tym spirytyzm i wróżbiarstwo, przedmałżeńskie lub pozamałżeńskie życie seksualne, rozwód, konkubinat czy wolne związki.

Wszystkie te zjawiska zalewają nas współcześnie szeroką falą. Są obecne wszędzie: w prasie, w telewizji, w internecie, w kinie i teatrze, w reklamach oraz na ulicy. Gwarancją sukcesu filmu stały się tzw. „sceny łóżkowe”, zaparkowane w mieście auta zasypywane są ofertami i reklamami usług erotycznych. Coraz powszechniejszym zjawiskiem są wieczory panieńskie i kawalerskie, które mają pozwolić narzeczonym zabawić się erotycznie przed zbliżającym się ślubem. Od lat 90-tych następuje w Polsce rozwój klubów tzw. „swingersów” praktykujących seks grupowy w swoich związkach małżeńskich i partnerskich. Jak podają statystyki dotyczy to ok. 4% małżeństw czyli ok. 200 tysięcy osób. Opinia publiczna niemal codziennie jest wstrząsana doniesieniami o różnego rodzaju przestępstwach na tle seksualnym a wiele pism swoje wydania zapełnia takimi informacjami. Często nie problemy codzienne naszego życia ale romanse i zdrady aktorów, celebrytów czy polityków są treścią naszych rozmów i komentarzy. Nagość i odwołanie się do skojarzeń erotycznych zdają się gwarantować sukces reklamowanym produktom – nawet jeśli są to ocieplenia budynków.

Sposób ubierania podkreślający seksualność lub nadmiernie eksponujący nagość w połączeniu z wyzywającym czy uwodzącym sposobem zachowania jest stałą prowokacją do grzechu nieczystości. Dajemy się uwieść również innym pokusom takim jak: stanowiska, samochody, podróże, zasobne konta, tytuły naukowe, pochodzenie. Służba zdrowia poszerzyła zakres świadczonych usług o pomoc medyczną w walce z uzależnieniami związanymi z nieczystością (erotomanią, seksoholizmem).

Natężenie przedstawionych zjawisk jest tak duże, że powoduje naszą obojętność i może, w nieodległej przyszłości, spowodować akceptację i zdjęcie z nich znamion grzechu.
Szóste przykazanie Dekalogu pozwala nam zrozumieć i pojąć jak niebezpieczne dla człowieka są skutki grzechów nieczystości.
Pierwszym i zasadniczym skutkiem życia w grzechu nieczystości jest utrata wiary. Rozbudzenie zmysłów, dostarczanie im wciąż nowych doznań i emocji powoduje uzależnienie człowieka, który kierując się zaspokajaniem swoich pragnień coraz bardziej oddala się od Boga. Traci łaskę wiary, przestaje korzystać z sakramentów. Życie w rozpuście skutkuje również utratą innych dóbr, takich jak: szczerość, otwartość, radość życia, szacunek wzajemny, miłość czy zaufanie. Skutki są nie tylko duchowe – jak żaden inny grzech – kara za nieczystość przychodzi już w życiu doczesnym w postaci chorób wenerycznych, AIDS oraz wyniszczenia, wycieńczenia i „wypalenia” człowieka.

Chrystus

Człowiek został stworzony na wzór i podobieństwo Boga, będącego źródłem Miłości. Święty Augustyn napisał:”Stworzyłeś nas Boże dla siebie i niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie”.
Abyśmy przez grzech nieczystości nie zgubili drogi do Boga pamiętajmy o słowach Jezusa Chrystusa z Kazania na Górze:

„Błogosławieni czystego serca albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5,8).

 

PIERWOTNIE TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W CZERWCU 2011 ROKU.

Czcij ojca swego i matkę swoją

Pierwsze trzy przykazania Dekalogu odnoszą się do Boga i do naszych obowiązków względem Niego. Pozostałe dotyczą naszego życia w społeczeństwie oraz naszych wzajemnych relacji. Tę część Dekalogu otwiera przykazanie nakazujące okazywać część swojemu ojcu i swojej matce. Przykazanie to dotyczy nas nie tylko w wieku dziecięcym, ale również, w wieku dorosłym. Będąc dzieckiem mamy naturalną skłonność do szukania przewodnika, nauczyciela i autorytetu. Będąc dorosłymi sami chcemy pełnić te role. Jednocześnie więzi łączące nas z rodzicami ulegają osłabieniu. receJest to naturalna kolej rzeczy, gdyż często zdobywamy wykształcenie, podejmujemy pracę zawodową poza domem rodzinnym, czy rozpoczynamy własne życie rodzinne. Osłabienie kontaktów często powoduje osłabienie lub zanik czci dla rodziców. Dlatego też będąc już dorosłymi powinniśmy zwrócić szczególną uwagę na przestrzeganie tego przykazania. To wtedy jest czas i możliwość „odpłaty” za nasze wychowanie. To wtedy możemy podziękować za nieprzespane noce rodziców strzegących naszego zdrowia. To jest czas zadośćuczynienia za ich wyrzeczenia, trudy, zmartwienia w procesie naszego wychowania.
A nawet gdy doświadczymy braku miłości rodzicielskiej czwarte przykazanie Dekalogu nas obowiązuje.
Obserwujemy często dzieci w naszym otoczeniu. Dziwi nas niegrzeczne ich zachowanie, podnoszenie głosu na rodziców, nieposłuszeństwo, żądania zaspokajania kaprysów, skupianie uwagi rodziców za wszelka cenę i w każdy sposób, odmowa uczestnictwa w domowych obowiązkach. Nie możemy mieć o to pretensji do dzieci, bo w okresie dzieciństwa to rodzice muszą nauczyć swoje dzieci szacunku do siebie samych. Warto może przypomnieć, że szacunek (cześć) dla rodziców w okresie dzieciństwa wyraża się w fundamentalnych zasadach:
– gdy rodzice mówią-dziecko milczy; milcząc najlepiej się słyszy, co mówią inni,
– prośba rodziców powinna być wykonana; uczenie dzieci posłuszeństwa nie może polegać na przekupywaniu ich prezentami, słodyczami czy obietnicami,

Za zachowanie dzieci odpowiedzialność ponoszą rodzice, na nich ciąży obowiązek ich wychowania do dojrzałości osoby ludzkiej, do podjęcia swych zadań we wspólnocie, w społeczeństwie, w kościele.
Jako dorośli wyrażamy cześć w stosunku do swoich rodziców poświęcając im nasz czas, dzieląc się z nimi naszymi problemami i z uwagą wysłuchując ich rad. Urządzając się w naszym dorosłym życiu, nawet odnosząc sukces pozwalający nam na życie na najwyższym poziomie nie możemy zapominać, i co najważniejsze, wstydzić się swoich rodziców bez względu na ich status. Imponowanie swojemu otoczeniu nie może się odbywać kosztem naszych rodziców.
staroscDla starzejących się rodziców najbliższymi osobami pozostają ich dzieci. Obowiązek opieki nad rodzicami regulują również przepisy prawa. Litera prawa pozostanie pusta, jeśli w okresie starości nie będą towarzyszyć starszym dorosłe już dzieci, dla których wiele poświęcili i do których mają zaufanie. We współczesnym świecie coraz trudniej jest żyć w zgodzie z czwartym przykazaniem. Obserwujemy jak mało jest rodzin wielodzietnych gdzie można było dzielić się obowiązkami względem rodziców. Widzimy zanik rodzin wielopokoleniowych gdzie można było przyzwyczajać się do widoku słabości starszego wieku i uczyć się opieki.
Promowany styl życia współczesnego człowieka wymaga od niego zdobywania wciąż nowych dóbr materialnych, wspinania się po szczeblach kariery, dorównania w posiadaniu innym ludziom i …bycia wiecznie młodym. W tym wyścigu zaczyna brakować, lub często już nie ma, miejsca dla starzejących się rodziców.
Współczesny świat znalazł rozwiązanie dla tych trendów. Są to powstające w błyskawicznym tempie Domy Opieki.
Nasi europejscy sąsiedzi w Holandii uczynili już następny krok w rozwiązywaniu problemu starych ludzi. Zalegalizowana jest tam eutanazja, czyli uśmiercenie człowieka przez lekarza na jego własną prośbę lub za zgodą osób najbliższych. Nikt nie analizuje, nie docieka, co oznacza wypowiadanie przez starych ludzi pragnienia śmierci.
Bardzo często prośba o rychłą śmierć wynika z chęci zwrócenia na siebie uwagi, jest krzykiem osoby samotnej. Legalizacja eutanazji jest całkowitym zanegowaniem czwartego i piątego przykazania Dekalogu.
Jakie są efekty legalizacji tego procederu? Pierwszym efektem widocznym dla każdego pacjenta jest zmiana w samych lekarzach. Wprowadzenie możliwości uśmiercania pacjenta powoduje upadek medycyny jako nauki i służby potrzebującym. Lekarz przestaje być tym, który leczy, który ma za zadanie przywrócić nam zdrowie czy uśmierzyć ból i ulżyć w dolegliwościach. Staje się za to urzędnikiem i sędzią dla pacjentów, podejmując decyzję czy leczyć danego pacjenta czy też proponować mu eutanazję. Następuje zerwanie zaufania miedzy pacjentem a lekarzem. Pacjenci zaczynają się bać lekarzy gdyż nie jest tajemnicą, że w Holandii nagminne jest nadużywanie tego prawa i niedobrowolna eutanazja jest zjawiskiem bardzo częstym.

Czy legalizacja eutanazji i do nas dotrze?
Od nas zależy, czy tak będzie.
Miejmy przed oczami Boskie przykazanie okazywania czci ojcu i matce, również przez opiekowanie się nimi w ich starości i niedołęstwie. Nie popierajmy uregulowań prawnych takich jak eutanazja – to jest ślepa ulica prowadząca na manowce nasze człowieczeństwo.
Czwarte przykazanie dotyczy relacji wzajemnych między rodzicami a dziećmi. Nakazuje dzieciom szacunek dla ich rodziców, w szczególności w ich starości a rodziców zobowiązuje do wychowania dzieci, aby potrafiły wywiązać się z tego obowiązku szacunku i czci. Tę podwójną relację dobrze ilustruje sztuka Edmunda Morrisa „Drewniany talerz”.
Młode małżeństwo wraz z wujostwem po wielu perypetiach oddaje do Domu Starców swojego ojca. Z tą decyzją nie chce zgodzić się jedynie przyjaciel dziadka i wnuczka.
Dziadek miał przygotowany w domu drewniany talerz, na którym jadał posiłki z uwagi na rozbijanie naczyń spowodowane trzęsieniem się rąk na starość. Wnuczka zatrzymuje ten talerz po dziadku uzasadniając to swojej matce słowami: „Zatrzymam ten talerz, bo i ty kiedyś będziesz stara”.

Pierwotnie tekst był opublikowany w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w kwietniu 2011 roku

Miłość

Trzecią z cnót teologicznych jest miłość. Trzecią, ale to wcale nie znaczy, że mniej ważną niż wiara czy nadzieja. Wszystkie one prezentują stałą zdolność i skłonność woli do czynienia dobrego a unikania złego.
Miłość, jak określa to Pismo święte, jest wieczna. Po naszej śmierci nie mówimy o wierze i nadziei, gdyż poznajemy już Boga i nasze miejsce w wieczności a miłość pozostaje niezmienna. Czym więc jest ta cnota, której nawet śmierć nie może zniweczyć?
Jest to nasza postawa wobec Boga i bliźniego. Miłość więc nie jest uczuciem.
Miłość do Boga polega na wypełnianiu jego przykazań, na czynieniu jego woli ukazanej nam przez Jezusa Chrystusa. „Jeśli mnie kto miłuje, będzie strzegł słów moich, a Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i mieszkanie u niego uczynimy. Kto mnie nie miłuje, słów moich nie przestrzega. A słowa, któreście słyszeli, nie są moje, ale tego, który mnie posłał, Ojca.” (J 14,23-24).
Aby realizować miłość do Boga musimy poznawać i zgłębiać nauczanie Jezusa i wciąż odpowiadać na pytanie, jaka jest wola Boga wobec mojej osoby, jakie Bóg ma plany w stosunku do mnie, jakie oczekiwania, co powinienem robić aby wypełnić Jego wolę.
Wsparciem będzie odpowiedź na pytanie jak postąpiłby na moim miejscu Jezus lub Maryja Panna. Żywoty i życiorysy świętych podają nam konkretne przykłady realizowania woli Boga w życiu codziennym. Pomoc w odpowiedzi na te pytania znajdziemy również w rekolekcjach. Realizacją miłości do Boga jest życie zgodne z nauczaniem przekazywanym nam od ponad dwóch tysięcy lat przez Kościół Katolicki.
„Będziesz miłował Pana Boga swego całym sercem swoim, całą swoją duszą i całym swoim umysłem” (Mt 22, 37).
BogojciecMiłość do Boga może mieć różne odcienie. Możemy mówić o miłości życzliwości, o miłości zadowolenia objawiającej się w adoracji Chrystusa w Najświętszym sakramencie, w udziale we Mszy świętej, w czytaniu Pisma świętego czy rozważaniu tajemnic Bożych. Możemy też okazywać Bogu miłość pierwszeństwa poprzez oddawanie Mu zawsze pierwszego miejsca w naszym sercu i naszych wyborach przez pamięć na to, że jest naszym Stwórcą.
Kolejną jest miłość współczucia wyrażająca się chęcią udziału w cierpieniu Jezusa Chrystusa i Jego Matki Bolesnej. Jest to również chęć wynagrodzenia za współczesne zniewagi, obelgi, bluźnierstwa i obojętności. Jest to postawa małego Franciszka z Fatimy: „Bóg jest tak smutny! Jeśli tylko mógłbym go pocieszyć!”.
Natomiast miłość wdzięczności jest odpłacaniem Bogu w szczery i gorliwy sposób za dobro, którym nas stale obdarza, za niezliczone dary, które stają się naszym udziałem, za łaski, jakich doświadczamy przez całe nasze życie na ziemi i za bezmiar Jego miłości.
Miłość pragnienia to dążenie do zjednoczenia z Bogiem dające ludziom pełnię szczęścia. Nasze ludzkie doświadczenia pokazują nam, że nie odnajdujemy szczęścia w ziemskich i materialnych rzeczach. Niedosyt, jaki odczuwamy zaspokaja jedynie Bóg, do którego dążymy.
Zwieńczeniem jest miłość uwielbienia. Jest to doskonała miłość człowieka do Boga. Polega na zatopieniu się w Bogu, na nieustannym adorowaniu Go, na oddaniu Mu swojej duszy. To stan ekstazy opisywany w dziełach chrześcijańskich mistyków jak św. Jan od Krzyża czy święta Teresa od Jezusa. Jest to dar Boga dla duszy, nie można na niego zasłużyć ani się go nauczyć.
„Drugie zaś podobne jest temu: będziesz miłował bliźniego twego, jak samego siebie” (Mt 22,39).
Czym jest miłość bliźniego? synojca
Jest to postawa otwartości na drugiego człowieka, postawa rozpoznawania jego oczekiwań i ich zaspokajanie. Naszym darem dla bliźniego może być czas, jaki mu poświęcimy, rady, jakich mu będziemy udzielali, wsparcie materialne, gotowość do rezygnacji z własnych ambicji, chęć służenia drugiemu w potrzebie. To, co dajemy ma się przyczyniać do rozwoju intelektualnego, moralnego, duchowego, społecznego drugiej osoby, a w konsekwencji do osiągnięcia przez tę osobę zbawienia, czyli pełni doskonałości w niebie.
Miłość do bliźniego jest przeciwieństwem egoizmu. Praktykując tę cnotę przestajemy patrzeć na świat i ludzi poprzez pryzmat swoich korzyści, przyjemności i odczuć.
Wzorem i źródłem postawy miłości do bliźniego jest sam Jezus Chrystus. Przez swoje ziemskie życie i nauczanie pokazał nam jak mamy traktować ludzi, którzy stają na naszej drodze: dobrych i złych, sprzyjających nam i nieżyczliwych, tych, którzy nas kochają i tych, którzy zadają nam ból czy cierpienie.
Pięknym aktem miłości do bliźniego jest przysięga małżeńska. Narzeczeni deklarują i przysięgają sobie miłość, wierność i uczciwość. To przysięga postawy na całe życie. Kapłan błogosławiąc obrączki podkreśla główne elementy tej postawy mówiąc: „Niech ci, którzy będą je nosić, trwają w Twym pokoju, zgadzają się z Twoją wolą, żyją i wzrastają w Twojej miłości i niech się doczekają podeszłego wieku, a poprzez liczne potomstwo niechaj sięgają w daleką przyszłość. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen”.
Miłości do Boga i miłości do bliźniego towarzyszą uczucia. Mogą one nas wspierać i umacniać w praktykowaniu miłości, mogą dostarczać przyjemnych wrażeń, wzruszających przeżyć, wzniosłych momentów i szczęśliwych chwil w naszym życiu. Pojawiają się też uczucia negatywne, mało przyjemne, czasem destrukcyjne: ból, cierpienie, strach, pokusy, poczucie winy czy niskiej wartości, kompleksy. Wszystkie one są ulotne i zmienne i nie mogą służyć do budowania naszej postawy i podejmowania decyzji. Uświadomienie sobie tej prawdy uwalnia nas z życia w niewoli uczuć i emocji na rzecz świadomego życia, w którym uczucia i emocje pełnią służebną rolę wobec przyjętej przez nas postawy.
Cnota miłości kończy opisywanie cnót kardynalnych. Są one wszystkie darami Bożymi. Przyjęcie tych cnót wymaga decyzji rozumu i woli człowieka. Każda z trzech cnót: wiara, nadzieja i miłość przyjęta przez człowieka określa jego postawę w życiu. Praktykowanie tych cnót pozwala nam uporządkować nasze życie, określić hierarchię wartości, którymi chcemy się kierować oraz porządek spraw. Mamy obowiązek rozwijania ich, pogłębiania i doskonalenia się w ich używaniu przez całe życie.

 

PIERWOTNIE TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W MARCU 2011 ROKU.

Nadzieja

Drugą z trzech cnót teologicznych jest nadzieja.

Według Katechizmu Katolickiego, nadzieja sprawia, że „dla zasług Jezusa Chrystusa oparci na dobroci, wszechmocy i wierności Boga, z ufnością oczekujemy żywota wiecznego i łask potrzebnych do jego osiągnięcia, bo Bóg obiecał żywot wieczny tym, którzy będą wykonywać dobre uczynki”. jezuufamTobie
Żywot wieczny jest naszym celem, jest szczęściem, do którego zostaliśmy stworzeni, które zostało dla nas przygotowane, którego oczekujemy i do którego dążymy.
W drodze do tego celu cnota nadziei pozwala nam znosić dolegliwości życia doczesnego. Jest dla ludzi źródłem cierpliwości w trudnościach i męstwa w prześladowaniach. To właśnie nadzieja, przypominając o czekającym nas życiu wiecznym, dodaje nam sił, wzmacnia wolę, mimo trudności w życiu osobistym, mimo zalewania nas codziennie informacjami o nieszczęściach, wojnach i katastrofach, mimo niepewności dnia jutrzejszego.
Pojawia się wątpliwość, czy podporządkowanie swojego życia osiągnięciu dla siebie samego szczęścia wiecznego nie jest przejawem egoizmu?
Już kardynał Tomasz Kajetan w XVI wieku zapisał, że tak nie jest gdyż pragniemy własnego zbawienia ze względu na Boga, bo jest dobry.
Dlatego że Bóg jest dobry, pokładamy w Nim nadzieję. Prawdziwa nadzieja zakłada głęboką pokorę, ponieważ jedynie będąc pokornymi możemy dostrzec, że do osiągnięcia szczęścia potrzebujemy Boga. W istocie jednak naszą jedyną nadzieją jest fakt, że Bóg jest dobry i wierny, a my ze względu na Boga pragniemy Go dla siebie.
Cnota nadziei jest nam potrzebna, gdyż mamy braki i niedoskonałości, które jedynie Bóg może uleczyć.
Osoby, które nie potrafią, nie próbują wzbudzić w sobie pokory wobec Boga, są samolubne i pyszne. Pragną rzeczy nie dla siebie, ale ze względu na siebie, ponieważ postrzegają samych siebie jako centrum wszelkiej wartości. Uważają, że mogą być szczęśliwi bez Boga, albo że Bóg ma obowiązek spełniać wszystkie ich zachcianki. Zapominają, że to Bóg jest celem aktu nadziei, a nie my sami.

Rozpacz i zuchwałość to grzechy, które niszczą nadzieję.

W rozpaczy tracimy najpierw poczucie własnej wartości, potem tracimy ufność w Boga i Jego opiekę, czujemy się niegodni łask i darów bożych mających nas doprowadzić do życia wiecznego, porzucamy czynienia dobra. W dobie dzisiejszej rozpacz ma często cechy podobne depresji.
Zuchwałość pojawia się, gdy w swojej lekkomyślności zakładamy, że do uzyskania szczęścia wiecznego nie jest nam potrzebna łaska Boża lub nasze osobiste starania. Twierdzimy, że Bóg nie jest nam potrzebny, że potrafimy sobie dawać radę w życiu bez Niego.
Głosimy, że do Boga uciekają się tylko życiowi nieudacznicy, a człowiek sukcesu nie potrzebuje Boga. Często podkreśla się, że człowiekowi XXI wieku Bóg, wiara, czy też religia nie są już potrzebne a nadzieję pokłada się w osiągnięciach nauki czy też dokonaniach ludzi. Są to złudne nadzieję, które wcześniej czy też później prowadzą do rozczarowania.
Cnota teologiczna nadziei została nam dana przez Boga. Nie zwalnia nas to od jej pielęgnowania. Brak dbałości i troski o zachowanie nadziei powoduje, że osłabiamy się w swoich postawach i zasadach, odstępujemy od nich. Prowadzi to do zerwania więzi łączącej nas z Panem Bogiem.

 

PIERWOTNIE TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LUTYM 2011 ROKU.

DEKALOG – X przykazanie

Dziesiąte przykazanie (za Biblią): nie pożądaj żadnej rzeczy bliźniego twojego.

Bóg poprowadził nas przez Dekalog od obowiązków względem Niego poprzez zakazy i nakazy regulujące nasze relacje z bliźnimi do dziesiątego przykazania. Zasadniczo wszystko zostało już powiedziane odnośnie czynów człowieka. Pozostała jednak cała sfera ludzkich myśli, pragnień, uczuć i woli-wewnętrzny stan duszy człowieka.
To właśnie tego obszaru dotyczy dziesiąte przykazanie. Sam Pan Jezus Chrystus w kazaniu na górze wskazał na nią jako źródło grzechu mówiąc o pożądliwym patrzeniu na niewiastę czy gniewie równym grzechowi zabicia kogoś.
Ludzkim umysłem nie jesteśmy w stanie przeniknąć myśli innych ludzi a i nasze są zakryte przed innymi. Ludzkie myśli, pragnienia, akty woli pozostają stale dostępne jedynie Bogu i On będzie nas osądzał za nie.
Dziesiąte przykazanie wskazuje na zagrożenia, jakie są we wnętrzu każdego z nas. Mogą one czasem same być grzeszne lub prowadzić nas do złych uczynków. Pożądanie cudzych dóbr może doprowadzić człowieka do kradzieży, zabójstwa, obmowy, oszczerstwa, niesprawiedliwego traktowania, przemocy wobec innych, fałszywego świadectwa.
Dziesiąte przykazanie potępia zazdrość, chciwość, pychę, samolubstwo, przywiązanie do dóbr doczesnych.
„Bo wszystko, co jest na świecie, pożądliwość ciała i pożądliwość oczu, i pycha życia nie jest z Ojca ale ze świata. I świat przemija wraz z pożądliwością swoją” napisał św. Jan w swoim liście (1 Jana 2:16,17).
Oprócz świata zewnętrznego, który zwodzi nas różnymi okazjami, również szatan atakuje nasze zmysły, pamięć, wyobraźnię, uczucia, wolę, charakter pokusami wszelkiego rodzaju. Początek tych pokus to spotkanie Adama i Ewy z wężem kuszącym ich do złamania zakazu pana Boga. Pan Jezus był też kuszony przez szatana i zwycięsko wyszedł z tej walki.
Natura człowieka jest również źródłem wielu pokus. W każdym człowieku jest wiele złych skłonności, nasza wola jest słaba i skażona, rozum bywa zaślepiony a uczucia nie zawsze są wzniosłe.
W swoim życiu człowiek wciąż walczy z pokusami. Gdy człowiek postanawia zrealizować pokusę wpada w pułapkę grzechu. Często sami wystawiamy się na działanie zła biorąc udział w nieodpowiednich imprezach, przez przebywanie w złym towarzystwie, oglądanie niewłaściwych filmów, czytanie nieodpowiednich książek, szukanie kontrowersyjnych treści i obrazów itp.
Boguszyce - avaritia-chciwoscGrzechy przeciwko Boguszyce - invidia - zazadroscdziesiątemu przykazaniu- chciwość (avaritia) i zazdrość (invidia) w taki sposób przedstawił nieznany z nazwiska artysta ponad 450 lat temu w polichromii na ścianach kościoła w Boguszycach koło Rawy Mazowieckiej.
Popatrzmy na chciwość i zazdrość oczami współczesnego człowieka.
Z powodu chciwości:
-.przywłaszczyłem sobie – bo leżało bez opieki,
– jeździłem na gapę – bo to tylko parę groszy i nikt nie zbiednieje,
– wykorzystałem cudzy błąd – bo ekspedientka pomyliła się przy wydawaniu reszty; to jej problem,
– nie przyznałem się – bo stłukłem szybę przypadkowo, namalowałem graffiti na ścianie budynku, naśmieciłem i nikt tego nie widział,
– oszukiwałem – bo w tych automatach łatwo podmienić monety,
kradłem – bo akurat nikt nie patrzył, głupio było nie skorzystać.
Z powodu zazdrości:
– odbiłam chłopaka koleżance opowiadając o niej nieprawdziwe rzeczy,
– koleżanka/kolega z pracy nie awansowali, bo doniosłam na nich do przełożonego,
– dostałam nagrodę przypisując sobie osiągnięcia koleżanki/kolegi.
Chciwość i zazdrość razem są często źródłem pogoni za dobrami materialnymi kosztem naszych najbliższych: współmałżonków, dzieci, rodziny i znajomych, dla których nie mamy czasu. Z zapamiętaniem pogrążamy się w pracy, aby zdobyć środki na spłatę zaciągniętych kredytów na domy, samochody, wakacje i rozrywki.
Reklama współczesna najczęściej nie jest źródłem informacji o produktach a służy do pobudzania w nas pożądliwości rzeczy. Jest też często wraz z modą i fałszywie pojętą pozycją społeczną i prestiżem źródłem nadmiernego konsumpcjonizmu i zabiegania o rzeczy zbędne.
Współczesnym wyrazem grzechu pożądania rzeczy cudzych jest również wszechobecne przypisywanie sobie gotowych prac (całych lub fragmentów) zamieszczanych w Internecie, kupowanie prac wykonanych przez innych na zamówienie. Postępek ten dotyczy zarówno wypracowań szkolnych, jak i prezentacji maturalnych czy prac magisterskich.
Zabiegamy, kradniemy stanowiska, prestiż, uczucia, bo brak nam poczucia tożsamości i własnej wartości. Brak ten wyrasta z nie przyjęcia zbawczego działania Chrystusa.
Prawdziwe pokładanie ufności w Panu uwalnia nas od lęku o nasz byt codzienny i środki do życia. Pamiętanie o obecności Boga i Jego wszechmocy chroni nas od popadania w pychę.
Korzystanie z Bożej Miłości, szczególnie poprzez Sakramenty święte wzbudza w nas pragnienie obdarowywania miłością i troską naszych bliźnich a nie kierowanie się tylko samolubnymi pragnieniami.
O życiu z Bogiem i dla Boga napisał Apostoł Paweł kończąc list do Filipian: „Wreszcie, bracia, myślcie tylko o tym, co prawdziwe, co poczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, co jest cnotą i godne pochwały, a pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie” (Flp 4,7-8).

 

Pierwotnie tekst był opublikowany w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w grudniu 2011 roku

DEKALOG – II przykazanie

O Imieniu Jezus

„Nie będziesz brał imienia Pana Boga swego nadaremno”

„Niech będzie Bóg uwielbiony.
Niech będzie uwielbione święte Imię Jego.
Niech będzie uwielbiony Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek.
Niech będzie uwielbione Imię Jezusowe.”

                                                            Akty strzeliste

Zastanawiałam się, co oznacza dla mnie żyjącej w XXI wieku to przykazanie? Czy jest jedynie przestrogą przed bluźnierstwem, niepotrzebnym zaklinaniem się w imię Boga i lekkomyślnym używaniem imienia Boga jako przerywnika w mowie codziennej?
Czy wystarczy w rachunku sumienia odpowiedzieć sobie: nie przysięgam na Boga, nie rzucam bluźnierstw, nie przeplatam imieniem Boga wypowiadanych słów, nie przeklinam,  aby uznać, że nie naruszam zapisanego w Dekalogu w drugim przykazaniu zakazu.
To nie wszystko; to zbyt mało.
To Boże przykazanie oprócz tego, że zabrania pod grzechem niewłaściwego używania imienia Boga, nakazuje nam świadome życie chrześcijańskie, dumę ze swojej wiary i życie według niej. To świadome życie chrześcijańskie oznacza dla mnie żywą wiarę, poszukiwanie osobowej relacji z Bogiem, szacunek dla Boga, pokładanie w Nim ufności, obronę Jego imienia w razie potrzeby oraz szerzenie kultu tego imienia. Chciałabym szerzej napisać o pozytywnej stronie drugiego przykazania, o łączności z Bogiem poprzez Jego imię, o oddaniu Bogu swojego życia i realizowania w nim Bożych planów.
Mojzesz i krzak SandroBoticelliJuż w Starym Testamencie Bóg z gorejącego krzaku objawił Mojżeszowi swoje imię „ Jestem, Który Jestem” (Wj 3,14). A potem św. Jan Ewangelista mówił „Na początku było Słowo, a ono było u Boga i Bogiem było Słowo” (J 1.1). Jasno mamy określone dwa światy: Boski-nieskończony, wieczny i świat rzeczy i ludzi stworzony przez Boga, ograniczony ziemskim czasem. Objawione stworzeniom imię Boga jest symbolem zbawczej obecności Boga w naszym życiu a jednocześnie jest dla nas niepojętą tajemnicą.
Nazwy nadawane rzeczom czy ludziom mają odróżniać jednych od drugich. Nie można tego zastosować do Boga, który jest ponad Wszystkim. Imię Boga jest więc samym Bogiem.
Wszystkie określenia przypisywane Bogu tylko w nieskończenie małym stopniu opisują Jego.
Bóg jest Doskonałością. Bóg jest Niewysłowiony a więc nie możemy nadać mu imienia adekwatnego do tego, kim jest.
Jezus Chrystus w czasie Ostatniej Wieczerzy ujawnił „kto mnie widzi, widzi i Ojca” (J 14,9) a zapowiadając swoja Mękę powiedział Apostołom, że stanie się to „abyście uwierzyli…żem ja jest” (J 13.19). Sam nauczył nas modlitwy Pater Noster, którą od ponad 2000 tysięcy lat wypowiadają chrześcijanie na całym świecie „ Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się Imię Twoje, przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi…”.
Imię Boga oznacza w Piśmie Świętym Osobę.
Jezus Chrystus dokonał zbawienia przez siebie, przez swoje imię. Święty Paweł napisał w Liście do Rzymian (10,13): „Albowiem każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony”.
Jeśli wyznajemy, że Jezus jest Panem naszego życia, to wyrażamy gotowość do wzięcia udziału w dziele zbawienia dokonanym przez Jego imię, „w Imię Jezusa”.
A więc powinniśmy czcić imię Jezusa za oddanie w męce swojego życia na wybawienie nas od skutków grzechu pierworodnego. Święty Paweł napisał w sposób bardzo osobisty o Jezusie:„który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie” (Gal 2,20). Każdy z nas może za nim powtórzyć: dla mnie Jezus narodził się, dla mnie cierpiał, dla mnie umarł. Jezus ze swą Miłością przychodzi do każdego z nas, wzmacnia nas i pociesza i czeka na nas w niebie. Jeśli źródło Miłości nieustannie bije dla ludzi, to grzechem przeciw drugiemu przykazaniu są smutek, gorycz, utrata wiary i brak zaufania.
Łącznikiem z Bogiem jest modlitwa. Może ona być różnego rodzaju. Przez modlitwę możemy wielbić Boga, wzbudzać (kształtować) w sobie postawę nadziei i zawierzenia Bogu, który jest dla każdego z nas Stwórcą, Ojcem, Zbawicielem, Bratem i Przyjacielem.
Tak jak dziękujemy Bogu za życie, za dobro, które nas spotyka, za piękny świat, który nas otacza, tak powinniśmy polecać się Bożej opiece w naszych trudnościach, problemach i kłopotach.
W obecnych czasach ludzie są narażeni na stres i zdenerwowanie, wiele spraw nas irytuje, niepowodzenia napełniają nas złością, nieposłuszeństwo dzieci wyprowadza nas z równowagi-najczęściej skutkuje to przeklinaniem losu, jaki nas spotyka i obrażaniem Pana Boga. Zapominamy, że Bóg nigdy nie jest źródłem zła. Jeśli nie rozumiemy losu to pozostaje nam zaufać temu, który pragnie naszego dobra, naszego szczęścia, który nas zbawił i za nas oddał życie.
Przykładem zawierzenia mocy Boga, niemożliwym do wytłumaczenia na ludzki sposób jest ocalenie katolików japońskich w Nagasaki i Hiroszimie. Pod wpływem nawoływań dwóch mistyków pół roku przed zrzuceniem bomb atomowych, codziennie modlili się i odmawiali różaniec. Domy, w których modlili się w czasie ataku atomowego ocalały nieuszkodzone wraz z nimi i całym dobytkiem. Wiele komisji po zakończeniu wojny nie potrafiło wyjaśnić fenomenu ocalenia ludzi i budynków.
witraż krzew gorejacyW wieku XV powstała litania do Imienia Jezus, papież Klemens XII (+ 1534) pozwolił na osobne oficjum i Mszę świętą o Imieniu Jezus. Papież Innocenty XIII rozciągnął to święto na cały Kościół (1721), a papież św. Pius X wyznaczył je na niedzielę po Nowym Roku lub – gdy tej zabraknie – na 2 stycznia. Najnowsze, trzecie wydanie Mszału Rzymskiego, przypisało je jako wspomnienie dowolne na dzień 3 stycznia.
Możesz wielbić Imię Boga odmawiając litanię do Imienia Jezus.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus

 

Pierwotnie tekst był opublikowany w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w lutym 2011 roku

Wiara jest cnotą

Odmawiając różaniec przywołujemy na początku trzy cnoty Boskie: wiarę, nadzieję i miłość. Zadałem sobie pytanie: czym jest wiara? Jeśli wiara jest cnotą, to nie może być uczuciem. Cnota to postawa, zdolność i skłonność woli do czynienia dobrego a unikania złego.
„Wiara jest to cnota nadprzyrodzona, która pod natchnieniem i z pomocą łaskiksiega sprawia, że przyjmujemy za prawdę to, co Bóg objawił i przez Kościół do wierzenia podaje, przyjmujemy zaś to za prawdę, nie dlatego żebyśmy przyrodzonym światłem rozumu przejrzeli wewnętrzną prawdziwość tych prawd, lecz przez wzgląd na powagę samego Boga, który to objawił, a który się ani mylić, ani w błąd wprowadzać nie może”.

Jest to definicja wiary z katechizmu Piotra kardynała Gaspariego, która pozwala mi zrozumieć, czym jest wiara. Wiara jest decyzją rozumu, przyjęciem za prawdę rzeczy, których nie można wykazać. Nie ma możliwości udowodnienia, że w Przenajświętszym Sakramencie jest obecny Jezus. Przerasta to nasze ludzkie pojęcie. Tę prawdę przekazuje nam Objawienie. Od strony fizycznej Hostia jest tylko chlebem. Wiara mówi nam, że pod postacią Chleba ukryty jest Chrystus, Syn Boga. To właśnie jest jedna z Tajemnic wiary katolickiej, podobnie jak Niepokalane Poczęcie NMP, Wniebowzięcie NMP czy Zmartwychwstanie. To są zdarzenia, których ludzki rozum nie potrafi wytłumaczyć.
drzewo zyciaWyznajemy, że Bóg jest Stworzycielem nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. Nie mamy możliwości stwierdzić, sprawdzić, jak powstał świat, ziemia i gwiazdy. Nie ma możliwości powtórzenia tego zdarzenia. Możemy jedynie przyjąć za prawdę to, co podane jest w wyznaniu wiary. Alternatywą jest przyjęcie za prawdę tego, że istnienie człowieka jest rzeczą przypadku.
Wiara jako taka nie stoi w sprzeczności z nauką. Narzędzia naukowe nie mają zastosowania do badania prawd wiary. Nauka i wiara opisują rzeczywistość z różnych punktów widzenia.
Dokonując aktu zawierzenia przyjmujemy na siebie obowiązek zgłębiania wiary i jej poszerzania przez poznawanie i przyjmowanie za prawdę nauczania Kościoła od czasu Apostołów do dziś. Kościół przekazuje nam niezmienne i prawdziwe Objawienie Boże.
Bycie katolikiem nakłada na nas obowiązek życia zgodnie z wymogami wiary. Wybierając tylko te przykazania i/lub prawdy, które nam się podobają, popadamy w herezję. Odrzucanie lub podważanie tylko w jednym twierdzeniu czy jednej sprawie nauki Kościoła Katolickiego w sferze wiary i etyki, prowadzi do utraty łaski wiary.
Z wiarą jest podobnie jak z tamą na rzece – tylko pełna, bez uszczerbków jest skuteczna. Wyjmując z tamy choćby jedną belkę, jeden kamień osłabiamy całość tamy powodując uszkodzenie, a w konsekwencji jej nieprzydatność a nawet zagrożenie dla nas i innych.

PIERWOTNIE TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W STYCZNIU 2011 ROKU.