Św. Józef wzorem pracy

Św. Józef żyje w niezrównanej bliskości z Chrystusem. Z zakasanymi rękawy, w szorstkim fartuchu skórzanym, z rękoma stwardniałymi stoi przed nami jako przedstawiciel pracy, a nie pozostaje w żadnym przeciwieństwie do Mistrza, który się modli, rozmyśla i naucza. Te dwa rodzaje pracy, praca rąk i praca ducha, zlewają się właściwie w jedno i stanowią w swem zespoleniu zadania człowieka na ziemi.

  1. Fizyka zna różnorodne prace wykonywane przez wiatr, wodę, elektryczność lub parę. Wydmy piaszczyste i góry są tworami wielkich sił przyrody. Pracę wykonuje również ptak latający, pszczoła, mrówka, wół. Człowiek już pracuję, gdy zbiera orzechy kokosowe na brzegach rzeki Kongo; większą wykona pracę, kiedy orze, sieje, zbiera plon; a jeszcze większą, kiedy swymi huczącymi i stukającymi maszynami chce zdobyć panowanie nad siłami przyrody. Praca to potęga człowieka, który chce przekształcić przyrodę podług własnych pomysłów i własnej woli. Stwarza sobie owy świat, gdy tworzy. Póki nie tworzy, nie jest człowiekiem w całej pełni. W tej pracy ujawnia się jego duch samodzielny, kształtujący, świadomy siebie. „Sztuka jest taką pracą, która świadomie życie kształtuje. Natura uczyniła tylko stworzenie a sztuka ludzi”, powiada Schiller. Mocą tego świadomego kształtowania człowiek stał się mniej zależny od przyrody. Taki też był zamiar Boga co do pracy. Będę ją szanował i cenił, będę rozwijał wszystkie swe zdolności, wiedząc, że przez to stanę się i szlachetniejszy i wolniejszy. O Panie, pragnę życia i bytu, pełnego treści!
  2. Któraż praca jest najdonioślejsza? Kształtowanie samego siebie, zmierzające do tego, by człowiek nie był rzeczą, ale osobą, by nie ciążyła na nim przyroda ciężarem przygniatającym, by nie ścierało go w proch cierpienie. I w tej pracy, urabiającej świadomość i osobowość, stoi przed nami jako wzniosły ideał Pan Jezus. Człowiek czuje, że jest przeciwstawiony materii, światu, złemu, że powinnością jego jest być jako potęga nad tym wszystkim górująca. To nasze wielkie zadanie. Kto się go nie ima, nie jest istotą duchową. Bierność duszy jest przyczyną bezowocności licznych wysiłków i małego postępu duchowego. Nie pracujemy około duszy dość świadomie i odpowiednio do naszej psychiki.
  3. Jakie siły mamy do rozporządzenie naszego w tej pracy? 1) Łaska. Bóg poddaje myśl, która budzi zapał i zagrzewa do wysiłków, byśmy się stali podobni do Chrystusa. 2) Nasza indywidualność, w której tkwi wiele dobrych przymiotów i darów w zawiązku. Trzeba je rozbudzić i wyzbyć się surowizny swych popędów, swej jednostronności. 3) Przyroda, na której łonie się orzeźwiamy i odzyskujemy giętkość ducha i dobry humor. 4) Dobre otoczenie, które udziela nam własnego ducha, własnego usposobienia. Bezduszne środowisko może nas zwarzyć; trudno śród takiego otoczenia rozwijać się pomyślnie i w kierunku idealnym. Złe otoczenie psuje duszę, jego powietrze wywołuje rodzaj motylicy duchowej. Jeśli zmuszeni jesteśmy przebywać w takim środowisku, nie dajmy się mu przygnieść. Śpiewajmy sercem pieśni pobożne, by rozbudzić w sobie radosny zapał, by nie popaść w małoduszność. Unikajmy zwady i usuwajmy się od takich towarzystw, o ile tylko można. Postanówmy zajęcia około domu lub w ogrodzie. Postanówmy sobie silnie: Nie weźmiesz góry nade mną, szara, bezduszna tępoto!

Mało na ziemi ludzi, pnących się w górę, ku ideałom, a strasznie dużo wałkoniów. Ideałów, idei i życia duchowego serdecznie mało. – O święty Józefie, naucz nas życia bożego nawet pod strzechą słomianą. Wszak i ty mieszkałeś wygodniej.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Leżajsk – u Bernardynów

Leżajsk – to pięknie położone w dolinie Sanu miasto w północnej części województwa podkarpackiego. Leży na skraju dawnej Puszczy Sandomierskiej. Leżajsk został lokowany w 1397 roku jako miasto królewskie.

Zachowało się wiele bardzo ciekawych zabytków. Dziś zwiedzimy jeden z najbardziej okazałych.

Zapraszamy do zespołu klasztornego ojców bernardynów z kościołem Zwiastowania NMP, w którym znajdują się jedne z najcenniejszych w Europie organy z drugiej połowy XVII wieku.

Zapraszamy do galerii.

Święty ze Skoczowa

Jan Sarkander urodził 20 grudnia 1576 roku w Skoczowie nad Wisłą w Księstwie Cieszyńskim jako podwładny Piastów Cieszyńskich. Rodzice jego Grzegorz Maciej i Helena z Góreckich byli średnio zamożną szlachtą. Miał on czterech braci, z których Mikołaj został księdzem diecezjalnym – Jan był najmłodszym wśród nich. W wieku 12 lat umiera jego ojciec i matka z synami przeprowadza się do Przybora na Morawach. Tam w szkole parafialnej Jan pobiera pierwsze nauki, później zaś w Ołomuńcu w kolegium jezuickim. Studia z filozofii podjął w Ołomuńcu i kontynuował je w Pradze. Uzyskał doktorat w 1603 roku. Decyzja o wstąpieniu do stanu duchownego była podjęta po śmierci narzeczonej (według innych źródeł – żony w rok po ślubie) w 1607 roku.
Jako wikary pracuje w różnych miejscowościach i w roku 1616 zostaje proboszczem w Holeszowie.
Początki XVII wieku w Czechach były dla Kościoła Katolickiego bardzo ciężkie. Ludność była w większości husycka i protestancka. Wiele parafii katolickich przestało istnieć, a kościoły zostały odebrane katolikom. On sam w Skoczowie był ochrzczony w małym kościółku przyszpitalnym gdyż pozostałe zostały przejęte przez heretyków.
W roku 1614 wielkorządcą Moraw zostaje katolik Władysław Popiel Lobkovic. To on odbiera husytom należące wcześniej do katolików świątynie i przekazuje jezuitom, oni zaś proponują ks. Jana Sarkandra, który dał się już poznać jako niezłomny i gorliwy obrońca wiary katolickiej. Umiał łączyć w sobie pokorę z żarliwym przypominaniem o prawach Kościoła katolickiego i jego wiernych. Pomagał potrzebującym, pocieszał cierpiących, napominał błądzących. W ciągu pierwszego roku pracy w Holeszowie powróciło na łono Kościoła 250 błądzących dusz.
Gorliwość i efekty pracy wywołały prześladowania ze strony heretyckich protestantów i husytów. Święty Sarkander musiał się ukrywać przez pewien czas i nie mógł nawet odprawiać Mszy świętej.
W roku 1618 wybucha w Czechach powstanie przeciwko cesarzowi Ferdynandowi II, które jest początkiem wojny trzydziestoletniej. Była to jedna z najdłuższych wojen w Europie. Sejm czeski zdetronizował katolickiego Ferdynanda i obwołał królem Czech kalwina Fryderyka V. Na Morawach uwięziono biskupa ołomunieckiego i członków jego kapituły i wypędzono członków zakonu jezuitów. Aresztowany został wielkorządca Moraw baron Lobkovic.
Po stronie cesarstwa jako Liga Katolicka walczą Austria, Hiszpania oraz Rzeczpospolita udzielając wsparcie wojskowego, natomiast w obozie heretycki zwanym Unią Protestancką jest Szwecja, Dania, Niderlandy, księstwa niemieckie i niestety katolicka Francja.
Parafianie z Holeszkowa wymogli na Janie Sarkandrze opuszczenie parafii. Udaje się z pielgrzymką do Częstochowy gdzie przebywa miesiąc. W drodze powrotnej dowiaduje, że heretycy zajęli kościół w Holeszkowie. W listopadzie 1619 roku Jan Sarkander jest z powrotem w swojej parafii gdzie została zaledwie garstka wiernych.
Nan początku lutego 1620 roku na prośbę cesarza Ferdynanda II na Morawach pojawiają się wojska słynne z grabieży, rabunku pułkownika Lisowskiego zwane lisowczykami. Na wieść o ich zbliżaniu się, proboszcz Sarkander zgromadził w kościele wiernych i mieszkańców i udał się w procesji eucharystycznej naprzeciw nadciągającym wojskom ufając, że cześć do Najświętszego Sakramentu powstrzyma awanturników. Tak też się stało – lisowczycy ominęli Holeszków.
To wydarzenie była dla większości heretyckiej powodem do oskarżenia ks. Jana Sarkandra o sprowadzenie wojsk polskich na Morawy. Dnia 13 lutego aresztowano księdza proboszcza i jeszcze tego samego dnia odbył się nad nim sąd. Domagano przyznania się zdrady stanu oraz narodu. Ksiądz Jan nie chciał się przyznać do zarzucanych mu czynów dlatego zastosowano wobec niego tortury. W wyniku wyciągania popękały ścięgna a kości wychodziły ze stawów. Przypalano mu pierś pochodniami. W kolejnym przesłuchaniu zażądano wyjawienia tajemnicy spowiedzi barona Lobkovica, który często przyjmował sakrament pokuty u holeszkowskiego proboszcza. Po odmowie zeznań przystąpiono ponownie do tortur, ściskania głowy żelazną obręczą, przywiązywania do nóg ciężkich kamieni by mięśnie i ścięgna naprężyć aż do ich naderwania. Trwało to trzy godziny. Kiedy odniesiono go do celi był na wpół żywym trupem. Ksiądz Sarkander męczył się w więzieniu jeszcze miesiąc, zmarł 17 marca 1620 roku w ołomunieckim więzieniu mając 44 lata. Szczegóły procesu oraz męczeństwa zostały opisane przez naocznego świadka, sędziego miejskiego, jako katolik zmuszony został przez heretyków do udziału w przesłuchaniach księdza.

Dopiero po tygodniu od śmierci udało się wydobyć ciało świętego męczennika i pogrzebać w szatach liturgicznych w kościele Najświętszej Maryi Panny w Ołomuńcu.
Do jego grobu przybywali pielgrzymi, a zwłaszcza po klęsce wojsk heretyckich w bitwie na Białej Górze.
Grób zamęczonego kapłana nawiedzili m. in. Jan III Sobieski, cesarze Karol IV i Franciszek I. W czeskim Ołomuńcu znajduje się wiele pamiątek po świętym Janie Sarkandrze; w miejscu dawnego więzienia jest kaplica zwana Sarakandrówką, gdzie znajdują się pamiątki związane z życiem, działalnością i śmiercią świętego. Zachowały się narzędzia tortur m.in. koło zwane skrzypcem. W Skoczowie w kamienicy gdzie się urodził święty jest muzeum jemu poświęcone.
Święty Jan Sarkander beatyfikowany został 6 maja 1860 roku w Rzymie, kanonizacja odbyła się w Ołomuńcu 21 maja 1995 roku. Jest on patronem Moraw, Śląska, dobrej spowiedzi i samych spowiedników. W Polsce jest sześć parafii pod wezwaniem świętego Jana Sarkandra.

Boże, któryś św. Jana męczennika w wyznawaniu prawdziwej wiary umocnić raczył, prosimy Cię udziel nam łaski odważnego trwania w świętej wierze i spraw, abyśmy dzięki Jego wstawiennictwu szerzyli wiarę katolicką wśród błądzących heretyków. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W marcu 2017 ROKU.

Smutek a samozakłamanie

Pomyślmy o smutku i o tym, z jak wielu szat ogałaca on duszę. Tak, to prawda. Smutek to jeden z najbardziej krzepkich robotników pracujących dla Boga. Dokonuje wielkich rzeczy i pracuje z niezwykłą sumiennością. Jednak smutek nie potrafi poradzić sobie z samozakłamaniem. To nie jego specjalność, a wręcz przeciwnie – często zdarza się, że smutek wzmaga siłę naszego samozakłamania. W wielu wypadkach smutek zagraża nam wielkim oderwaniem od rzeczywistości i przytłumia nasze sumienie. W jednej chwili ustawia on naszą duszę w wystudiowanej pozie, a zaraz potem wtrąca ją w chaos. Smutek stawia przed nami krzywe zwierciadło, w którym widzimy się dziwaczni i zdeformowani. Pocieszenie nagle zamienia się w pochlebstwo, wkradają się pokusy ziemskich wygód, modlitwa zaczyna przypominać zrzędzenie. W domu wypełnionym smutkiem panuje atmosfera przyzwolenia i rozluźnienia, może za wyjątkiem żałobnych domów biedaków. I tym sposobem w smutku bardzo często tracimy z oczu Boga, a bezwiednie koncentrujemy się na sobie. Zbyt wielu jest takich, którzy okresy swego smutku widzą raczej jako przerwy w życiu duchowym, niż jako czas bujnego wzrostu. Nawet wówczas, gdy smutek nas uświęca, nie wyzwala nas z samozakłamania. Po prostu nie ma po temu zdolności. Chwalebny smutek! Niestety, jakże podle się z nim obchodzimy! Jakże często wbrew jego intencjom postawienia nas w prawdzie czynimy z niego tajnego współpracownika naszego samozakłamania! To jednak nie smutku wina, lecz nasza.

 

O samozakłamaniu; Frederick Wiliam Faber; Warszawa 2016

Napomnienie do pokuty

A byli niektórzy na ten czas, oznajmując mu o Galilejczykach, których krew zmięszał Piłat z ofiarami ich. A odpowiedziawszy Jezus, rzekł im: Mniemacie, że ci Galilejczycy nad wszystkie inne Galilejczyki grzeszniejszymi byli, iż takowe rzeczy ucierpieli? Nie, powiadam wam; lecz, jeśli pokutować nie będziecie, wszyscy także zginiecie. (Łk 13, 1-3 )

Moja grzeszność.

  1. Wielka to łaska, gdy kto odczuwa swą grzeszność. Taki patrzy sercem. – Rzućmy okiem na całe swe życie. Czy nie wypada nam przejąć się uczuciami św. Pawła, który poczytywał się za największego grzesznika, lub uczuciami św. Magdaleny, św. Małgorzaty z Kortony i tych wszystkich, których głęboka skrucha odpowiadała ciężarowi popełnionych grzechów. I ja również zgrzeszyłem przeciw Bogu(niewiarą, brakiem czci i ufności, szemraniem, przeklinaniem…), przeciw sobie (nieumiarkowaniem, brakiem panowania nad sobą, zmysłowością, nieczystością, lenistwem, tchórzostwem, samolubstwem…), przeciw bliźniemu(obmową, szkalowaniem, wyjawianiem powierzonych sekretów, zazdrością, nienawiścią, niesprawiedliwością, udawaniem, gwałtownością…). Jakie wyrzuty czyni mi dekalog i pięcioro przykazań kościelnych? Ile to grzechów, popełnionych myślą i uczuciem, ile uchybień w przyjmowaniu sakramentów św.! Ilu duszom dałem zgorszenie! Doprawdy, potop grzechu, morze błota! „Nie będzie trwał duch mój w człowieku, gdyż jest ciałem”(Rodz. 6,3).
  2. Odczuwajmy gorycz grzechu przejmijmy się wstrętem do niego. Grzech wyzuwa nas z charakteru istoty rozumnej i wyciska na nas piętno zwierzęcości. Niewiara gasi światło duszy, brak nadziei wtrąca ją w wieczną, zimną noc, zamiast ewangelii bodźcami życia stają się ciało, ślepe popędy, namiętności. – Dziczeje człowiek w swym życiu uczuciowym wbrew lakierkom, pachnidłom i frakowi. Kultura jest tylko blichtrem, jeśli się nie opiera na moralności. – Bez Boga człowiek-sługa staje się buntownikiem przeciw Bogu, ale też jednocześnie niewolnikiem innej potęgi, której kajdany odtąd dźwiga. – Grzech jest trucizną, która zamienia krew w ropę, wykrzywia oblicze, przytępia zmysły. A krew to łaska, oblicze to podobieństwo boże, zmysły to cnoty. – W dużej mierze grzech już tutaj na ziemi czyni z ludzi potwory. Ciało pada ofiarą zgnilizny, dusza staje się podobna do cuchnącego bagna. Wieniec spadł z jej głowy, zaprzepaściła swe zasługi. I płacze też anioł stróż, zakrywszy sobie dłonią oblicze. Smutek ogarnia serce Jezusa, łaski zbawienia poszły na marne.
  3. Jakim bezprawiem jest grzech wobec Boga, jaką krzywdzącą wyrządzam zniewagę! Staje w najostrzejszym przeciwieństwie do jego suwerenności, przeczy jego panowaniu, władzy, prawom i świętości. Sprzeciwia się boskiej jego istności, jest w gruncie zaprzeczeniem Boga. – Dusza, która nosi w sobie obraz Boga, zaciera znamię swego szlachectwa, spada do poziomu bydła, wala się w błocie i potwornieje. Nie istnieje już dla niej nieskończona doskonałość i świętość i ideał absolutny, który dyktuje prawa i hojnie wspiera łaską swe stworzenia, by mogły należną oddawać mu cześć i winną okazywać miłość. Bóg pragnie wychować dusze królewskie, a one siedzą na gnojowisku i gardzą nim. Jaki będzie tego koniec? „I obnażą cię z szat twoich i pobiorą naczynie ozdoby twojej i zostawią cię nagą i zelżywości pełną.” (Ez 16, 39)

 

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

 

Granice posłuszeństwa

Ks. Piotr Teilhard de Chardin SI (1881-1955)

Bóg objawił nam tajemnicę Trójcy Świętej – Jedynego Boga w Trzech Osobach, zdefiniowany dogmat wiary katolickiej. Nie będąc w stanie zrozumieć tej tajemnicy w pełni, wiemy jednak że doktryna ta jest prawdziwa – ponieważ objawił ją sam Bóg. Kościół zaś podaje nam ją do wierzenie na mocy swego najwyższego autorytetu nauczycielskiego.

Mogłoby się zdarzyć – aby Bóg do tego nie dopuścił – że pewnego dnia wasz proboszcz (lub biskup a nawet sam papież lub III Sobór Watykański) stwierdzi: „Myliliśmy się przez te wszystkie lata. W rzeczywistości w Bogu są Cztery Osoby”.

Nawet gdyby taka absurdalna sytuacja rzeczywiście miała miejsce, nie musielibyście czekać aż kolejny papież czy też IV Sobór Watykański wypowiedź tę skoryguje. Odnosząc się do tej kwestii definicja doktrynalna już istnieje.

Bóg nie mógłby objawić minionym pokoleniom czegoś, co nie byłoby prawdziwe, i co mogłoby zostać uzupełnione lub skorygowane w czasach późniejszych. Jak to określił I Sobór Watykański, definicje doktrynalne są niezmienne z samej swej natury, prawdziwość ich nie zależy od późniejszych opinii papieży, kardynałów, biskupów i księży. To co prawdziwe było wczoraj, nie może przestać być prawdziwe dziś ani jutro. To niemożliwe.

Obecnie jednak wielu katolików mówi: „Cóż, tak nauczano przed II Soborem Watykańskim. Obecnie Kościół już tego nie uczy. Słuchamy głosu zwyczajnego i żywego Magisterium. Obecnie papież i biskupi uznali za oficjalną doktrynę Kościoła Nową Teologię Henriego de Lubaca i Hansa Urs von Balthasara”.

Prawdą jest, że papieże i biskupi w trakcie minionego półwiecza w wielkim stopniu przyczynili się do obecnego zamieszania w kwestiach doktrynalnych. Nie ma jednak znaczenia, kto nowinki takie propaguje. Jeśli papież ani obradujący pod jego przewodnictwem sobór nie bronią dogmatu wiary, wówczas słowa ich muszą być oceniane wedle nieomylnych probierzy prawdziwego Magisterium Kościoła. Jeśli to, co jakiś człowiek mówi, sprzeczne jest ze stałym i powszechnym nauczaniem Kościoła, albo jakąkolwiek z jego uroczystych definicji, wówczas człowiek taki rozpowszechnia nauczanie fałszywe.

Błąd jest błędem. Żadna ludzka władza nie jest w stanie tego zmienić – nawet sam papież.

Dlatego właśnie każda doktryna musi być osądzana w oparciu o niezmienne definicje.  Przypadkach wątpliwych możemy przyjąć podejrzane nauczanie jedynie z zastrzeżeniem, natomiast w sytuacji gdy w oczywisty sposób sprzeczne jest ono ze zdefiniowanymi dogmatami katolickimi, musimy trzymać się artykułów wiary w takim dokładnie rozumieniu, w jakim zostały one zdefiniowane – a równocześnie unikać nauk głoszących coś przeciwnego.

Vaticanum II nie może być uważany za „Supersobór”, wymazujący nauczanie wszystkich soborów poprzednich, żaden sobór nie jest bowiem władny tworzyć doktryny wedle swego widzimisie.

Jako, że II Sobór Watykański nie chciał definiować dogmatów ani potępić błędów, wszystkie elementy jego nauczania, które nie były wcześniej głoszone przez nieomylne Magisterium (czy to nadzwyczajne czy też powszechnie i zwyczajne) muszą być oceniane  świetle uprzedniego nauczania, a zwłaszcza uroczystych definicji doktrynalnych. To nieomylne Magisterium jest probierzem użyteczności i ortodoksji Vaticanum II – a nie odwrotnie.

Obecnie jednak ludzie starają się redefiniować dogmaty katolickie w świetle Vaticanum II, nawet wbrew uroczystym definicjom. Niezdrowość tej sytuacji uznał sam kard. Ratzinger (który później został papieżem Benedyktem XVI):

„Drugi Sobór Watykański nie został potraktowany jako część całej, żywej Tradycji Kościoła, ale jako koniec Tradycji, nowy start od zera. Prawda jest taka, że sobór ten w ogóle nie zdefiniował żadnego dogmatu i świadomie wybrał skromną rangę soboru zaledwie pastoralnego. A jednak wielu traktuje go tak, jakby uczynił on z siebie superdogmat odbierający ważność wszystkim pozostałym”.

Św. Feliksowi III, papieżowi z V wieku, przypisywana jest następująca maksyma odnosząca się do obrony prawdy:

„Brak sprzeciwu wobec błędu jest jego zatwierdzeniem, a nie bronienie prawdy oznacza jej tłumienie”.

Słowa te są prawdziwe zwłaszcza w odniesieniu do sprzeciwiania się błędom doktrynalnym oraz obrony prawdziwej wiary – niezależnie od tego, kto te błędy głosi. Nawet papieżowi wolno się opierać, gdyby postępował w sposób sprzeczny z wiarą lub wyrządzał szkodę Kościołowi.

 

Fatima – życie lub śmierć; ks. Mikołaj Gruner; Wydawnictwo Antyk Marcin Dybowski

 

Bracia Sołuńscy – apostołowie Słowian

Święty Cyryl i Metody byli rodzonymi braćmi. Urodzili się w Tesalonikach (zwane też Sołuń, a dzisiaj Saloniki). Ich rodzinne miasto było wielonarodowościowe i używano w nim wielu języków. Starszy z braci – Metody urodził się ok. 815 roku i otrzymał na chrzcie imię Michał, młodszy Konstantyn urodził się ok. 827 roku jako najmłodszy z siedmiorga dzieci. Ich ojciec Leon był wyższym urzędnikiem na dworze cesarskim w Bizancjum. Michał, po ukończeniu szkół został również urzędnikiem i pełnił obowiązki zarządcy prowincji. Około roku 840 wstępuje do klasztoru i przyjmuje imię Metody.

Około 855 roku do tego samego klasztoru gdzie przełożonym był Metody wstępuje jego młodszy brat Konstantyn; imię Cyryl przyjmuje w ostatnich dniach swojego życia. Po ukończeniu nauk był bibliotekarzem przy kościele Hagia Sophia w Konstantynopolu, stolicy Cesarstwa Bizantyjskiego. Był również wykładowcą filozofii w cesarskiej szkole. Zasłynął erudycją i mądrością, tak że współcześni nadali mu zaszczytny przydomek Filozof.

Na prośbę cesarza Michała III obaj bracia wyruszają do kraju Chazarów na Krym, aby pomóc chrześcijanom w sporach religijnych z Saracenami i Żydami. Konstantyn przygotowuje się bardzo starannie, uczy się języka hebrajskiego oraz syryjskiego. Po udanej misji przez kolejne pięć lat przebywają na misji wśród ludów bułgarskich.

W roku 863 przybywa do Cesarstwa Bizantyjskiego poselstwo od księcia Moraw Rościsława z prośbą o misjonarzy znających język słowiański. W ówczesnym czasie państwo morawskie obejmowało: Morawy, Słowację, Czechy, Łużyce, Śląsk, Panonię (dzisiejsze Węgry) i prawdopodobnie Małopolskę. Były to tereny gdzie spory wpływ mieli misjonarze języka niemieckiego. Konstantyn i Metody urodzeni w Sołuniu gdzie spora część mieszkańców była pochodzenia słowiańskiego znali ich język i zwyczaje. Po rozpoczęciu misji szybko okazało się, że znajomość języka to jest za mało. Chrześcijaństwo jest religią księgi – liturgia, modlitwy, nakazy i zakazy powinny być zapisane by nie ulegały zmianom. Konstantyn tworzy alfabet zwany głagolicą oparty na alfabecie greckim. Język jakiego używa w tłumaczeniach jest to prasłowiański dialekt sołuński. Język ten był używany przed rozpadem jedności języka Prasłowian na różne gwary. Używany jest on do dzisiaj w kościele grekokatolickim oraz w prawosławiu i znany jako język staro-cerkiewno-słowiański. Uczeń Konstantyna i Metodego ułożył w oparciu o głagolicę inny alfabet – cyrylicę, którego nazwa nawiązuje do imienia św. Cyryla i jest używany do dnia dzisiejszego. Konstanty przetłumaczył żywoty świętych oraz założył szkołę tłumaczy. Jego uczniowie używając głagolicy przetłumaczyli w 8 miesięcy Pismo Święte na język dostępny dla niewykształconego ludu.

Tłumaczenie ksiąg liturgicznych spotkało się z niezrozumieniem ze strony kleru frankońskiego i niemieckiego. Uważano wtedy, że jedynymi językami liturgii mogą być hebrajski, grecki i łacina. Bracia odwołali się w tym względzie do Rzymu. Po trzech latach bracia sołuńscy opuszczają Morawy i przez Panonię udają się do Wenecji by tam uzyskać święcenia kapłańskie dla swoich uczniów. W podróży dociera do nich wezwanie z Rzymu, stawienia się przed papieżem. Docierają do Stolicy Piotrowej w 867 roku gdy papieżem jest Hadrian II, który przyjmuje ich bardzo serdecznie, spełnia ich prośby i potwierdza słuszność stosowania ksiąg w języku słowiańskim.

Niestety Konstantyn, mimo młodego wieku, czuje zbliżającą się śmierć. Wstępuje do zakonu i przyjmuje imię Cyryl. Umiera na rękach swojego brata 14 lutego 869 roku. Pochowany jest w kościele pod wezwaniem św. Klemensa. Przybywając do Rzymu bracia przekazali papieżowi relikwie św. Klemensa, rzymskiego papieża (trzeciego następcy św. Piotra) odnalezione przez nich w czasie pobytu na Krymie, gdzie poniósł męczeńską śmierć ok. 101 roku.

Papież Hadrian wyświęca Metodego na arcybiskupa Panonii i Moraw oraz mianuje go legatem dla ludności słowiańskiej. Pomimo poparcia papieża misja Metodego spotyka się ze sprzeciwem niemieckiej hierarchii kościelnej która z poparciem króla Ludwika Niemieckiego więzi go na wyspie Reichenau na Jeziorze Bodeńskim. Dzięki papieżowi Janowi VIII w roku 873 Metody zostaje uwolniony i powraca do swojej pracy. Umiera 6 kwietnia 885 roku prawdopodobnie w Welehradzie na Morawach. Dzieło świętych Cyryla i Metodego zostało w dużym stopniu zniszczone najazdem Madziarów. Dzieło Braci Sołuńskich przetrwało w słowiańskich narodach Bułgarii, Serbii i Chorwacji. Dzięki ich pracy kultura Słowian mogła rozwijać język oraz tworzyć piśmiennictwo, które dało możliwość formowania się narodów. Działalność misyjna św. Cyryla i Metodego prowadzona była w łączności z Patriarchatem w Konstantynopolu oraz ze Stolicą Apostolską w Rzymie. Papież Pius XI w liście apostolskim „Quod Sanctum Cirillum”, określił obu braci „synami Wschodu, z urodzenia Bizantyńczykami, z pochodzenia Grekami, z misji Rzymianami, z owoców apostolskich Słowianami”.

Przedstawiani są jako misjonarze ze zwojami pisma z alfabetem łacińskim, księgą i krzyżem, ubrani w ornaty kościoła zachodniego lub jako biskupi słowiańscy. Są patronami Moraw oraz Europy. Wspomnienie obchodzone jest 14 lutego oraz 5 lipca.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W lutym 2017 ROKU.

Samozakłamanie

Istnieją pewne sposoby – zarazem niezawodne i niezbędne – by stać się prawdomównym wobec samego siebie. To, czy osiągnęliśmy już tę cnotę, poznamy po tym, czy podjęliśmy środki do jej pozyskania. Całe wewnętrzne zepsucie naszej natury jest ni mniej ni więcej jak tylko surowcem naszego samozakłamania. Przewrotność tego zepsucia leży w jego zafałszowaniu, a osoba, którą najbardziej chcemy w ten sposób oszukać, jesteśmy my sami. Cały świat świadkiem, z jakim powodzeniem to czynimy. Toteż, jeśli rzeczywiście chcemy siebie odkłamać, musimy włożyć ogromny trud w poznanie samych siebie i – jeśli to tylko możliwe – wszystkich plusów i minusów naszej złożonej i wewnętrznie sprzecznej natury, nie mamy po prostu szans działać w prawdzie. Nie jest jednakże rzeczą łatwą poznać siebie. Wprost przeciwnie – to najtrudniejsza rzecz na świecie. Czy więc rzeczywiście podejmiemy trud poznania siebie samych? Czy rzeczywiście uczciwie badamy nasze sumienie? Czy jesteśmy w tym dokładni? Doprawdy możemy swobodnie przypuszczać, że niewiele jest osób troszczących się o zbawienie swojej duszy, dla których codzienne i regularne obowiązki duchowe składają się z czegoś więcej niż tylko rachunku sumienia. Tak więc, jaka jest nasza obowiązkowość w tej sprawie? A nasza dokładność? A wytrwałość? A nasz prawdziwy wgląd na to, jak ważny jest rachunek sumienia? Jeżeli nie staramy się usilnie poznać samych siebie, możemy być w zasadzie pewni, że nie jesteśmy wobec siebie prawdomówni. A że niestety podobne wysiłki są wielce nieprzyjemne, nie można ich podejmować, nic o tym samemu nie wiedząc. Tylko ciężko ranny na polu bitwy może czasem nie być świadom bólu, jakiego doznaje.

 

O samozakłamaniu; Frederick Wiliam Faber; Warszawa 2016

Muzyka łagodzi obyczaje?

Wolfgang Amadeusz Mozart, 1756 – 1791

Pewien nastolatek nazwiskiem David Merrell, pod koniec XX wieku, postanowił sprawdzić w jaki sposób muzyka wpływa na zachowanie ssaków. W tym celu przeprowadził doświadczenie na tradycyjnych myszach. 72 myszy jednakowe co do wagi i wieku podzielił na trzy grupy. Zanim dokonał podziału na grupy myszy zostały wpuszczone do labiryntu. Potrzebowały średnio 10 minut na jego przebycie.

Przez kolejne trzy tygodnie, co drugi dzień były pojedynczo wpuszczane do tego samego labiryntu. Pierwsza z grup słuchała przez 10 godzin dziennie muzyki Mozarta, druga grupa słuchała muzyki heavy metalowej grupy „Anthrax”, trzecia grupa, kontrolna, natomiast przebywała w ciszy.

Po trzech tygodniach grupa kontrolna zredukowała czas przebycia labiryntu do 5 minut, grupa poddana słuchaniu klasycznej muzyki Mozarta pokonywała labirynt w 1,5 minuty. Myszy słuchające muzyki heavy metalowej potrzebowały średnio 30 minut na pokonanie znanego już labiryntu. Widać było, że są ogłupiałe i nawet nie potrafią znaleźć wyjścia kierując się zapachem poprzedniczek. Doświadczenie zakończyło się niepowodzeniem gdyż myszy z grupy słuchającej ciężkiego rocka pozagryzały się nawzajem.

To doświadczenie pokazuje, że powiedzenie o łagodzeniu obyczajów przez muzykę należy uściślić: „Muzyka klasyczna łagodzi obyczaje” oraz może wpływać pobudzająco lub hamująco na rozwój intelektu.

Święty Jan Chryzostom czyli Złotousty

Jan urodził ok. 350 roku w Antiochii syryjskiej, jednym z ważniejszych miast starożytności w obrębie Morza Śródziemnego. Pochodził ze znaczącej rodziny, ojciec jego Sekundus, oficer cesarski zmarł niedługo po narodzeniu syna. Wychowaniem jego zajęła się, pochodząca z Gracji, matka – Antuza. Uczył się u słynnego retora Libaniusza wraz z św. Bazylim. W nauce czynił duże postępy i wykazywał zaangażowanie, tak że jego mistrz widział w nim swojego następcę.

Chrzest przyjął w wieku lat dwudziestu. Było to wydarzenie bardzo znaczące w jego życiu – wstępuje do stanu duchownego. Po śmierci matki udaje się na pustkowie. Zamieszkuje w grocie i prowadzi życie ascetycznego pustelnika. Po czterech latach, że względu na stan zdrowia, powraca do Antiochii. Pełni tu funkcję lektora, w 381 roku przyjmuje święcenia diakonatu a w 385 roku święcenia kapłańskie mając już ok. 36 lat. To w tym czasie głosząc kazania w świątyniach antiocheńskich zyskał przydomek „Złotousty” (Chryzostom). W roku 387 lud Antiochii wystąpił przeciwko cesarzowi Teodozjuszowi I Wielkiemu, m in. rozbijając jego pomniki w mieście. Jan głosząc, sławne później, Mowy Wielkopostne, ganił popędliwość ludu ale równocześnie bronił go przez karą. Cesarz odstąpił od karania winnych a mieszkańcy mieli w pamięci zasługę ich kaznodziei.

W 397 roku umiera patriarcha Konstantynopola abp Nektariusz, dwór cesarski i wierni pragnęli by to właśnie Jan sprawował ten urząd. Św. Jan przystąpił do ciężkiej pracy walcząc z nadużyciami i zepsuciem obyczajów, rozluźnieniem zasad wśród kleru jak i deprawacją samego dworu cesarskiego. Udało mu się doprowadzić do pojednania ze Stolicą Apostolską biskupa Antiochii Flawiana. Na swoim dworze zniósł wszelki przepych, nigdy nie bywał na ucztach, ani sam ich nie wydawał. Swoimi dochodami dzielił się z nędzarzami a w nauczaniu pocieszał, napominał jak i karał bez względu na stan i osobę.

Jedna z form celebracji Boskiej Liturgii w Kościele Wschodnim jest autorstwa św. Jana Antiocheńskiego, jest ona stosowana przez większą część roku liturgicznego m. in. w obrządku grekokatolickim.

Święty Jan Chryzostom należy do Ojców Kościoła, jest jednym z Doktorów Kościoła, uznawany za największego kaznodzieję Wschodu. Jest z jednym z najbardziej twórczych autorów. Do naszych czasów zachowało się 17 traktatów,  ponad 700 autentycznych kazań oraz komentarze do Ewangelii św. Mateusza i Listów Pawłowych (Listy do Rzymian, Koryntian, Efezjan i Hebrajczyków) oraz ponad 240 listów.

W swoich kazaniach przedstawiał znikomość rzeczy materialnych i niestałość bogactw ziemskich. Nauczał, że grzesząc szkodzimy najbardziej sobie samym. W księdze „O kapłaństwie” wysławiał godność tego stanu, językiem prostym ale znakomitym stylem. „Bóg dał kapłanom taką moc, jakiej nie użyczył ani aniołom, ani archaniołom: tym, co mieszkają na ziemi, zlecił, by szafowali tym, co jest w niebie”.

Wysyłał misjonarzy na ziemie będące we władaniu Arabów i innych pogańskich ludów. „Nośmy więc krzyż Chrystusa jak wieniec, bo wszystko, co się do nas odnosi, przez krzyż się wypełnia. Gdy trzeba się odrodzić przez chrzest, to przed krzyżem; gdy trzeba spożyć ów tajemniczy pokarm, zostać wyświęconym na kapłana lub uczynić coś innego, wszędzie staje obok nas ten znak zwycięstwa. Dlatego z wielką gorliwością znaczymy go na domach, na drzwiach, na oknach, na czole…”

Mówił sam o sobie, że boi się tylko Boga i grzechu. Jego samego zaś bali się ci, którym letniość, rozprężenie, chaos w Kościele były wygodne. „Dlaczego wszyscy nie będziemy zbawieni? Dlatego, że nie wszyscy będą tego chcieli. Łaska, która jest darmowa, zbawia tylko pragnących dostąpić zbawienia, a tych, którzy tego nie chcą, nie zbawia.”

Święty Jan w swoim napominaniu nie szczędził dworu cesarskiego i w końcu doszło do starcia z cesarzową Eudoksją. Cesarzowa w porozumieniu z biskupami niezadowolonymi z działań patriarchy Konstantynopola, zwołała nielegalny synod nazwany później „pod Dębem” od nazwy miejscowości Onercia – Dąb. Cesarz Arkadiusz nakazał Janowi opuszczenie swojej siedziby i udania się do Bitynii. Lud, dowiedziawszy się o wygnaniu ich pasterza, podniósł bunt, który doprowadził do powrotu Jana do Konstantynopola. Został on powitany radośnie w mieście, lecz niebawem miało to ulec zmianie. Cesarzowa Eudoksja doprowadziła do ponownego synodu gdzie zasiedli sami przeciwnicy Złotoustego patriarchy, gdzie postanowiono pozbawić Jana urzędu patriarchy. Pod zbrojną eskortą udał się do portu i wsiadł na statek. Miejscem jego pobytu było dzikie pogranicze dzisiejszej Armenii. Spędził tu około roku i z tego okresu pochodzą 243 listy pisane głównie do przyjaciół. Święty Jan Chryzostom zmarł z wycieńczenia w drodze do kolejnego miejsca zesłania. Umarł ze słowami „Bogu dzięki za wszystko” na ustach. Było to 14 września 407 roku. Dnia 27 stycznia 438 roku sprowadzono jego relikwie do Konstantynopola, od 1627 roku umieszczone zostały w Rzymie w Bazylice św. Piotra.

Papież Pius V w roku 1568 ogłosił św. Jana Chryzostoma doktorem Kościoła. Jest on patronem kaznodziejów i Konstantynopola. Należy do jednego z czterech wielkich doktorów Kościoła Wschodniego. W ikonografii przedstawiany jest z krótką spiczastą bródką oraz łysiną czołową odziany w szaty biskupie. Na ikonach spotykane jest często przedstawienie „Trzech Wielkich Hierarchów” – św. Bazyli Wielki, św. Grzegorz Teolog i św. Jan Chryzostom. W sztuce zachodniej atrybutem św. Jana Złotoustego jest księga, osioł i pisarskie pióro.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W styczniu 2017 ROKU.

Bojaźń Boża

Ojciec Jacek Woroniecki napisał książkę poświęconą Bożemu Miłosierdziu zatytułowaną „Tajemnica Miłosierdzia Bożego”. Analizując Stary Testament pokazuje nam, że nadzieja jest tam na pierwszym miejscu – podtrzymywana i umacniana Bożym Miłosierdziem. Widać to choćby w Księdze Psalmów gdzie na 150 psalmów niemal 100 dotyczy miłosierdzia Bożego i nadziei jaką ono powinno wzbudzać. Oprócz nadziei jako odpowiedzi na Boże Miłosierdzie winniśmy okazywać również bojaźń Bożą oraz miłosierdzie względem bliźniego.

Wystąpienie Lutra i jego wypaczenia wiary katolickiej dotyczyło również bojaźni Bożej. Nieporozumieniem i błędem jest pogląd, że przedmiotem bojaźni Bożej jest sam Bóg. Boga nie można się bać, bać się należy zła. Bóg jest najwyższym Dobrem i On sam nie może być przedmiotem bojaźni czy też strachu. W relacji do Boga możemy obawiać się kary jaka może nas spotkać w związku z naszym zachowaniem względem Niego lub też obawa by zło nie obróciło się wobec Boga. Żadne zło nie może zaszkodzić Bogu w jakikolwiek sposób, ale może umniejszyć Jego chwałę na ziemi wśród ludzi.

Podobnie jest między ludźmi, boimy się kogoś lub boimy się o kogoś. Gdy jesteśmy mali boimy się ojca i jego kary gdy coś przeskrobiemy, a gdy dorośniemy boimy się o niego, by mu swoim zachowaniem lub też postępowaniem nie sprawić przykrości lub smutku.

Obawa czy też strach przed potępieniem był przez protestantów odrzucany jako niegodny chrześcijanina, uważany był za coś złego i uwłaczającego godności ochrzczonych wiernych.

Strach przed złem jest czymś naturalnym, wrodzonym i jako taki nie jest ani dobry ani zły. Zły staje się wtedy gdy pod jego wpływem dokonujemy złych czynów (odnosi się to do wszystkich naszych uczuć, jeśli pod ich wpływem popełniamy grzech to należy je eliminować a pielęgnować uczucia wzmacniające cnoty by osiągnąć zbawienie). Jeśli pod wpływem strachu przed piekłem i potępieniem nawrócimy się lub tylko poprawimy nasze życie to taki strach jest dobry i spełnił swoje zadanie. Kościół Katolicki od XVI do XVIII wieku kilkukrotnie orzekał, że obawa potępienia wiecznego  nie jest czymś złym i niegodnym ale wręcz przeciwnie, jest godziwa i nadprzyrodzona gdyż wynika z objawionych nam prawd wiary oraz pochodzi z natchnienia Bożego.

Bojaźń Boża nie ogranicza się tylko do obawy przed karami jakie nam grożą. Ponad tą bojaźnią jest bojaźń synowska czyli obawa by nie wyrządzić krzywdy Bogu przez obrazę Jego majestatu lub zuchwale oczekując Jego Miłosierdzia. Pierwsza z nich określana bywa bojaźnią niewolniczą a druga jest tą, która w ramach rozwoju życia duchowego powinna zajmować coraz więcej miejsca i być dominującą w naszej duszy. Człowiek żyjący na ziemi nie może pozbyć się obawy przed karami, gdyż jest słaby i łatwo ulega pokusom. Za dawniej popełnione winy może być jeszcze wiele do spłacenia Bożej sprawiedliwości, ostrzeżenie w Piśmie jest wyraźne: „Za odpuszczone winy nie bądź bez bojaźni” (Syr 5,5). Dlatego też cnota pokuty zawsze powinna być obecna w życiu katolika, czyli żal za grzechy minione, postanowienie poprawy, to jest czuwanie nad swą wolą by się od Boga nie odwracała, i w końcu chęć wynagrodzenia Bogu za obrazę przez czyny pokutne.

Bojaźń synowska jest zaliczana do jednego z siedmiu darów Ducha Świętego. Według proroctwa Izajasza sam Chrystus miał w sobie bojaźń Bożą (Iz 11,2). Bojaźń Boża jest początkiem mądrości (Syr 1,16), to ona powinna stać na straży naszych działań by cześć dla Boga nie poniosła żadnego uszczerbku. Dlatego też jest ona impulsem do skruchy i pokuty, utrzymując duszę w chęci wynagrodzenia Bogu za winy własne jak również za cudze. Lęk czy też strach przed karą jest początkiem, wstępem bojaźni Bożej. Pełnią bojaźni jest lęk synowski który powinien przenikać nas na wskroś. „Syn cześć oddaje ojcu, a sługa panu swemu. Jeśli tedy Ojcem Ja jestem, gdzie jest cześć moja? A jeślim Ja Pan, gdzie jest bojaźń moja? Mówi Pan zastępów do was, o kapłani, którzy gardzicie imieniem moim”(Ml 1,6).

Bojaźń synowska chroni miłosierdzie Boże przed lekkomyślnym jego potraktowaniem, oraz przed lekceważenie Prawa Bożego. Wszystkie przejawy Boże Miłosierdzia jakie nas spotykają winny pobudzać i wzmacniać bojaźń synowską wobec Stwórcy.

Najbardziej znaczącym przejawem nie liczenia się z miłosierdziem Bożym jest lekceważenie grzechów powszednich. Spotyka się ludzi, którzy chcąc być katolikami nie czynią rzeczy które wydają się im grzechami ciężkimi jak zabójstwo, kradzież, oszczerstwo, grzechy nieczystości. Wiele z takich grzechów wynika z ułomności natury człowieka. Nim się człowiek zastanowił już coś powiedział, szybko zrobił nie zauważając, że przekroczył przykazania Boże. Od takich upadków nikt z nas nie może się uchronić, jedynie Najświętsza Maryja Panna była wyjęta spod takich grzechów. Są również grzechy lekkie, które popełniane są z całą świadomością, wiemy, że nie odwracają nas od Boga, nie sprzeciwiają się miłości Boga ani miłości bliźniego stąd są grzechami lekkimi.

Bojaźń Boża ma uchronić nas od popełniania grzechów śmiertelnych jak również porzucenia i poprawy w grzechach lekkich. To właśnie ona daje nam wrażliwość i delikatność sumienia byśmy dobrowolnie nie uchybiali Boskiemu majestatowi.

Za niezliczone dowody miłosierdzia Bóg oczekuje od nas bezgranicznego zaufania oraz abyśmy na nic sobie dobrowolnie nie pozwalali, co by godziło w Jego Miłosierdzie lub w jakikolwiek sposób je umniejszało. Tak jak to jest przedstawione w zakończeniu psalmu 141 (PS146,11) „Pan kocha się w tych, którzy mają Jego bojaźń i którzy pokładają nadzieję w Jego Miłosierdziu”.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W grudniu 2016 ROKU.

Statystyki roku 2017

W roku 2017 było – 94,608 wizyt na stronie. Goście przeczytali ogółem 1,640,110 razy strony i wpisy.

Skąd byli odwiedzający? Z Polski oraz innych krajów:

 

L.p.KrajIlość przeczytanych stron
1Polska1,550,705
2Stany Zjednoczone26,061
3Rosja10,468
4Niemcy5,661
5Wielka Brytania3,154
6Ukraina2,686
7Francja2,083
8Izrael1,647
9Włochy1,386
10Węgry1,157
11Holandia1,157
12Japonia1,137
13Kanada1,116
14Chiny1,026
15Irlandia792
16Rumunia585
17Szwecja566
18Indie550
19Czechy369
20Austria320
21Norwegia318

 

Co było czytane?

 

L.p.Strona/wpisIlość czytań w roku
1Malachi Martin „Przejście przez pustynię apostazji. Podręcznik survivalu dla katolików”9,158
2Archanioł Rafał6,937
3Świadectwo z seminarium5,606
4Galeria zdjęć z Uchania4,525
5Święta Anna4,447
6Emanuel hrabia Małyński3,811
7Święty Michał Archanioł3,755
8Galeria zdjęć z Leśniowa3,595
9Święta Agata Sycylijska3,576
10Św. Jan od Krzyża do charyzmatyków i Odnowy w Duchu Świętym3,522
1114 Świętych Wspomożycieli3,267
12Galeria zdjęć z Radecznicy3,236
13Galeria zdjęć z Czerwińska nad Wisłą3,230
14Zadania zakonu wobec dogmatu3,150
15Galeria zdjęć z Wysokiego Koła3,134
16Klękanie a kucanie3,107
17Okrągły Stół i Magdalenka3,016
18Walka postu z karnawałem, rzecz o hedonizmie i ascezie2,981
19Objawienia w Fatimie2,936
20Królestwo Grażyny2,906
21Nasze wycieczki2,898

 

 

Siedem grzechów głównych

Kiedy korzeń drzewa jest podcięty, wszystkie gałęzie, które z niego ciągnęły soki i Zycie, natychmiast usychają. Wyrwijmy z naszych dusz te zatrute korzenie, a wszystkie złe skłonności, z nich biorące początek, przez samo to zostaną zniszczone. Taki przykład pozostawili nam wszyscy mistrzowie życia duchowego. Wszyscy oni te właśnie grzechy gromili z całą mocą swojego pióra, w silnym przekonaniu, że gdy raz pokonają tych nieprzyjaciół, żaden inny już głowy nie podniesie.

Wszystkie grzechy, mówi św. Tomasz, pochodzą źródłowo z miłości własnej, wszystkie są skutkiem żądzy jakiegoś dobra pożądanego przez tę miłość własną. To jest początek owych trzech pożądliwości  wskazanych przez św. Jana: pożądliwość ciała, pożądliwość oczy i pychy żywota; czyli miłości rozkoszy, miłości bogactw i miłości zaszczytów. Miłość rozkoszy rodzi trzy grzechy główne: nieczystość, obżarstwo i lenistwo; z ukochania godności bierze początek pycha, a z miłości bogactw – chciwość. Pozostałe dwa grzechy główne, to jest gniew i zazdrość służą za pomocników tym rozmaitym występnym skłonnościom. Gniew powstaje przeciw przeszkodom, które sprzeciwiają się spełnieniu naszych życzeń; zazdrość – przeciw tym, którzy nas podchodzą i uprzedzają w uzyskaniu jakiegoś dobra poszukiwanego przez naszą miłość własną, Takie zatem jest pochodzenie grzechu: potrójna pożądliwość, pierwszy zarodek grzechów głównych, skąd wynika wszelka nieprawość. Przeciw tym właśnie grzechom powinniśmy skierować wszystkie nasze wysiłki i całą uwagę. Są to olbrzymy, których najpierw trzeba pokonać, jeżeli chcemy podbić resztę nieprzyjaciół, którzy z naszą szkodą przywłaszczyli sobie ziemię obiecaną.

Na samym czele postawię pychę, będącą nieuporządkowaną miłością własnej godności. Święci uważają ten grzech za ojca, za króla wszystkich grzechów. Pysze nigdy w myśli twojej, ani w słowie twoim panować nie dopuszczaj. Bo od niej początek wzięło wszystkie zatracenie (Tb 4,14).

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

 

Światowe życie

Jak nieliczni są nawet wśród dobrych ludzi ci, którzy znają samych siebie! Wiele z tego, co uważają oni za działanie łaski w nich, stanowi po prostu opatrznościowy zbieg okoliczności. I tak na przykład, gdy światowość wzbudza w jakimś człowieku słuszną obawę, myśli on sobie- niewykluczone, że nawet z Bożą pomocą – że nie ma w nim ku niej żadnego pociągu. Owszem, sporo w nim zła, jest tego świadom, ale przecież nie ma pociągu do światowości. Lecz naraz okoliczności jego życia ulegają zmianie. Staje się bogaty, albo zaczyna obracać się w nowym towarzystwie, a może poprawia się jego stan zdrowia – i oto może sobie już pozwolić na to, na co wcześniej nie mógł. I patrzcie, już jest przesiąknięty światowością! Wcale nie wchodzi w nią stopniowo lub z oporami, pod presją pokusy, lecz ot, tak po prostu – światowy od razu, beż żadnych dodatkowych zmian, z dnia na dzień pełen światowości, którą od zawsze nosił w swym sercu. Tak jak nikt nie ma siły bardzo się gniewać, gdy mu słabo i mdleje, tak i światowość tego człowieka nie mogła ujawnić się we wcześniejszych okolicznościach jego życia. Jednak drzemała w nim zawsze. Setki ludzi jest przenikniętych światowością, są po prostu światowi aż do szpiku kości, a jednak pochlebiają sobie tym, że świat zupełnie ich nie pociąga. Prawdą jest więc, że bardzo mało wiemy o sobie i o naszych prawie niewyczerpanych możliwościach czynienia zła, zła, które skrywamy w zamknięciu naszych dusz. Czyż życie na każdym kroku nie przysparza nam okazji do przykrych odkryć na temat nas samych? Może nieprzyjemne, ale jednak cenne są to odkrycia i warto na nie zwracać uwagą. Czyż mądre byłoby unikanie tego rodzaju odkryć, tylko dlatego że teraz zakłócają nasz spokój, skoro w dniu sądu będziemy pytani o to, jaki użytek z nich zrobiliśmy? Życie wewnętrzne, w którym nie dopuszczamy sporej dozy zaniepokojenia, życiem wewnętrznym w ogóle nie jest. To tylko jakiś magiczny sposób schlebiania miłości własnej. Wyobraźmy sobie system duchowy, którego celem jest sprawienie, by wszyscy czuli się swobodnie i komfortowo, i w którym naczelną zasadą jest unikanie wszelkich niewygód. Doprawdy byłby on śmiechu wart w samej swej istocie, lecz lepiej się nie śmiać, bo przecież cóż straszniejszego dla duszy niż pomylić się, co do swego przeznaczenia wiecznego?

 

O samozakłamaniu; Frederick Wiliam Faber; Warszawa 2016

 

Święty Jan Ewangelista

Jan Ewangelista, zwany również Janem Apostołom, Janem Teologiem zmarł najprawdopodobniej w 100 roku od narodzenia Chrystusa. Według przekazów miał wtedy ok. 100 lat. Jak podaje św. Ambroży w chwili powołania go przez Jezusa miał 22 lub 25 lat i był najmłodszym wśród apostołów. Urodził się w Betsaidzie, ojciec jego Zebedeusz był dosyć zamożnym rybakiem na jeziorze Genezaret, matka Salome być może była krewną Chrystusa. Bratem Jana jest Jakub zwany Starszym lub Większym gdyż było dwóch Apostołów o tym imieniu. Jan razem z swym bratem Jakubem byli uczniami Jana Chrzciciela, a następnie byli pierwszymi powołanymi przez Chrystusa. Jan był również umiłowanym uczniem Zbawiciela, i wraz ze swoim bratem nazwani zostali „Synami Gromu” – Boanerges. Był on świadkiem wskrzeszenia córki Jaira, oraz przemienia na Górze Tabor. Był wśród wybranych w trakcie modlitwy Jezusa w Ogrójcu.

O gorliwości jak również porywczości Jana można znaleźć przykłady w Ewangelii: razem z bratem Jakubem chcieli rzucić ogień z nieba na Samarytan, którzy nie przyjęli Jezusa (Łk 9, 51-54), zabraniał człowiekowi nie będącemu uczniem Jezusa, wypędzać złe duchy w Jego imię, według przekazów w późnym wieku kiedy spotkał w łaźni heretyka Cerynta zawołał – „uchodźmy stąd, aby się na nas mury nie zawaliły, gdyż znajduje się tu wróg prawdy”.

Jan odznaczał się miłością i przywiązaniem do Chrystusa swym czystym sercem – Ojcowie Kościoła i pisarze kościelni są jednomyślni co do bezżenności tego Apostoła. To jemu Jezus pozwolił spoczywać na swojej piersi podczas Ostatniej Wieczerzy. To dzięki niemu św. Piotr został wpuszczony do domu arcykapłana. Jako jedyny spośród Apostołów stał pod krzyżem Zbawiciela. Według objawień św. Anieli z Foligno ból Jana stojącego pod Krzyżem, patrzącego na ból ukochanego Mistrza i Jego Matki był tak wielki, że można go nazwać więcej niż męczennikiem. To właśnie jemu Zbawiciel powierza w opiekę swoją Matkę. Jan, jako jedyny z Apostołów umiera śmiercią naturalną.

Gdy Maria Magdalena zawiadomiła uczniów, że grób Pański jest pusty to właśnie Jan przybył jako pierwszy na to miejsce. Ale zaczekał na Piotra i dopiero za nim wszedł do grobowca. I napisał o sobie w Ewangelii: ujrzał i uwierzył(J 20,8) gdy pozostali Apostołowie wątpili aż do ukazania się im zmartwychwstałego Zbawiciela. Jan razem z Piotrem dokonali pierwszego cudu, gdy w imię Jezusa ukrzyżowanego uzdrowili chromego od urodzenia i to oni obaj zostali aresztowani i uwięzieni za przepowiadanie Chrystusa zmartwychwstałego.

Św. Paweł w Liście do Galatów (Gal 2,9) określa Jana i jego brata Jakuba filarami Kościoła. Po Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny Jan udaje się do Azji Mniejszej by głosić Dobrą Nowinę. Zanim osiadł w Efezie skutecznie nawracał w Smyrnie, Pergamonie, Tiatyrze, Sardes, Filadelfii(miasto na terenie dzisiejszej Turcji obecnie – Alaşehir) i Laodycei.

Za panowania cesarza Domicjana (81-96 r. AD) Jan zostaje aresztowany i wysłany do Rzymu. Przy bramie prowadzącej do Lacjum zwanej Porta Latina został wrzucony do kotła z wrzącą oliwą. Jak podają zgodnie kronikarze tamtych czasów: św. Hieronim oraz Tertulian św. Jan cudem uniknął śmierci a z tego wydarzenia wyszedł żwawszy i silniejszy niż był przedtem. Jeszcze do roku 1906 obchodzone było święto ku czci św. Jana w Oleju. Cesarz próbował otruć Jana, ale kielich z zatrutym winem pękł gdy Apostoł uczynił nad nim znak krzyża. Zatrwożony Domicjan nakazał zesłać Jana na wyspie Patmos. Na tej skalistej i bezludnej wyspie miał zginąć powolną śmiercią. Chrześcijanie nie zapomnieli o ostatnim Apostole Chrystusa. Według przekazów to właśnie na Patmos powstała Ewangelia św. Jana jak również Apokalipsa – jedyna księga prorocza Nowego Testamentu.

Św. Jan pisząc swoją Ewangelią znał treść Ewangelii synoptyków (Mateusz, Marek i Łukasz) dlatego też jego opisy nie powtarzają tego co już zostało napisane a uzupełniają wydarzenia bliższymi szczegółami i podają fakty przez synoptyków opuszczone. Jan adresuje swoją Ewangelię do chrześcijan w Azji Mniejszej i wykazuje, że Jezus jest postacią historyczną i jest prawdziwie Synem Bożym. Tradycja przypisuje Janowi za symbol orła gdyż polotem i głębią przedstawionej nauki Zbawiciela przewyższał pozostałych Ewangelistów.

Następcą Domicjana był Nerwa (96-98 r. AD) i według podań to on miał uwolnić św. Jana z wygnania. Św. Jan powrócił do Efezu i tu zmarł śmiercią naturalną. Wśród uczniów św. Jana Teologa był św. Polikarp ze Smyrny(zginął śmiercią męczeńską w 156 r. AD), oraz św. Papiasz z Herapolis (zamęczony razem ze św. Polikarpem ).

Św. Jan Apostoł pochowany został w Efezie, z którego dzisiaj pozostały tylko ruiny a na nich powstała mała wioska turecka. W 1936 roku przeprowadzono badania archeologiczne które potwierdziły istnienia grobu tego Apostoła.

Święty Jan Ewangelista jest patronem Albanii i całej Azji Mniejszej oraz aptekarzy, bednarzy, dziewic, zawodów związanych z pisaniem i przepisywaniem czyli: introligatorów, kopistów, kreślarzy, litografów, papierników, pisarzy jak również owczarzy płatnerzy, ślusarzy teologów i wdów. Wspomnienie Jego obchodzimy 27 grudnia. Atrybutami jego są: orzeł, diakon Prochor, gołębica, kielich z hostią, kielich zatrutego wina z wężem. Kult św. Jana był zawsze bardzo żywy o czym może świadczyć bazylika na Lateranie pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela i Jana Apostoła, Matka i Głowa Wszystkich Kościołów Miasta i Świata.

W Warszawie w kościele pod wezwaniem św. Brata Alberta i św. Andrzeja Apostoła, świątyni środowisk twórczych przy placu Teatralnym, znajdują się relikwie św. Jana Apostoła. W sąsiednich Gołąbkach z części parafii Piastów, Żbików i Babice powołano w 1945 roku parafię pod wezwaniem św. Jana Apostoła.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W grudniu 2016 ROKU.