Społeczeństwo bez praw

Dwunasty stopień nadużycia, to społeczeństwo bez prawa, które gardząc słowem Bożym i przepisami prawa – różnorakimi błędnymi drogami wplątuje się w sidła przeniewierstwa. Owe to drogi przeniewierczego społeczeństwa tak w rodzaju ludzkim pokazuje prorok: „Wszyscyśmy zbłądzili jak owce, każdy z nas obrócił się ku własnej drodze”(Iż 53,6). O tych drogach mówi też Mądrość ustami Salomona: „Jest droga, która zdaje się człowiekowi sprawiedliwa, ale w końcu prowadzi do śmierci” (Prz 14, 12). Na te zaś drogi zguby wchodzi się wtedy, gdy prze niedbałość porzuca się jedyną drogę królewską, która nie skręca ani na lewo, ani na prawo, a rą jest prawo Boże. Pan nasz, Jezus Chrystus, cel „prawa dla usprawiedliwienia każdego wierzącego” (Rz 10, 4), tak o tej drodze mówi: „Ja jestem drogą, i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze mnie” (J 14, 6), a do wejścia na nią zaprasza słowami: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię” (Mt 11, 28); wszystkich bez wyjątku, „albowiem u Boga nie ma względu na osobę” (Rz 2, 11), bez względu na to, czy to Żyd, czy Grek, mężczyzna czy kobieta, sługa czy wolny, barbarzyńca, czy Scyta; lecz wszystkim we wszystkich – Chrystus; wszyscy bowiem są jednym w Jezusie Chrystusie (Gal 3, 28).

Skoro zaś Chrystus jest „celem prawa” (Rz 10, 4), kto jest bez prawa – staje się bez Chrystusa; dlatego też społeczeństwo bez prawa, jest społeczeństwem bez Chrystusa.

Jest więc nadużyciem społeczeństwo bez prawa w epoce Ewangelii, kiedy to Apostołowie otrzymali misję jej głoszenia wszystkim narodom (Mt 28, 19); kiedy grzmot ewangeliczny rozbrzmiewa we wszystkich częściach świata; kiedy narody nie szukające sprawiedliwości, dostąpiły sprawiedliwości (Rz 9, 30); kiedy ci, co niegdyś byli dalekimi, stali się bliskimi w krwi Chrystusa (Ef 2, 13); którzy kiedyś nie byli, a teraz są – ludem Bożym w Chrystusie (Rz 9, 25; Oz 2, 22); kiedy nastał „czas pomyślny i dzień zbawienia” (2 Kor 6, 2) oraz czas ochłody w obliczu Najwyższego; kiedy w każdym narodzie jest obecny świadek zmartwychwstania i kiedy sam Pan zapewnia: „A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20).

Nie bądźmy więc w obecnym czasie przejściowym – bez Chrystusa, aby w przyszłości Chrystus – nie był bez nas!

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

Ludność bez dyscypliny

Czym jest dyscyplina

Jedenasty stopień nadużycia, to ludność bez dyscypliny, która nie dając się ująć w ryzy dyscypliny[1] zaciska na swej szyi pętlę zagłady. Nie uniknie bowiem gniewu Bożego, kto nie ujął siebie w karby dyscypliny.

Dlatego do ludzi niezdyscyplinowanych woła głos psalmisty: „Chwyćcie się nauki (dyscypliny), by kiedyś nie rozgniewał się Pan” (Ps 2, 12).

Zaś dyscyplina to uporządkowana naprawa obyczajów i przestrzeganie odziedziczonych po przodkach zasad postępowania. O tej to dyscyplinie apostoł Paweł mówi tak: „Trwajcież w dyscyplinie (karności); Bóg odnosi się do was jako do synów. Lecz jeśli jesteście bez dyscypliny wszystkich obowiązującej, nie jesteście synami, ale dziećmi nieprawymi” (Hbr 12, 7.8). Zatem dzieci nieprawe są bez dyscypliny i nie są zdolne do dziedziczenia królestwa niebieskiego. Natomiast jeśli jako synowie znoszą ojcowską dyscyplinę poprawczą, niech mają nadzieję, że  stosownym czasie otrzymają dziedzictwo. Tę to dyscyplinę głosił Izajasz, zwracając się do niesfornego ludu: „Przestańcie czynić zło! Zaprawiajcie siew dobrem!” (Iż 1, 16-17), a wtórował mu psalmista „Odstąp od złego, czyń dobrze”(Ps 33, 15).

Nieszczęsnym jest więc człowiek odrzucający dyscyplinę, bo kto rozrywa dyscyplinę Kościoła Chrystusowego porywa się na coś, czego nie zrobili nawet żołnierze przybijający Pana do krzyża, którzy nie rozdarli Jego szaty. Albowiem jak szata okrywa całe ciało prócz głowy, tak dyscyplina okrywa i zdobi cały Kościół – oprócz Chrystusa, którzy jest głową Kościoła i tej dyscyplinie nie podlega. Owa szata była „całą tkana od góry do dołu” (J 19, 23), a ową dyscyplinę Kościołowi daje i ją scala Pan z nieba. O niej to, gdy po zmartwychwstaniu miał wstąpić do Ojca, powiedział Pan do swych apostołów: „Wy zaś zostańcie w mieście, aż będziecie obleczeni mocą z wysoka.” (Łk 24, 49). Zatem szata, która okrywa ciało Chrystusa, jest dyscypliną Kościoła; kto bowiem jest poza tą dyscypliną, jest poza ciałem Chrystusa; a więc „nie rozdzierajmy jej ale rzućmy o nią losy, do kogo należy ma należeć” (J 19, 24). To znaczy: nie zwalniajmy się z żadnego z przykazań Pańskich, lecz każdy niechaj się trzyma tego, do czego powołał Pan.

 

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000


[1] Disciplina według Izydora pochodzi od łac. discendo – uczenie się. Wyraz ten, występuje wiele razy w Biblii, różnie bywa tłumaczony na język polski: nauka, karność, karanie, ćwiczenie, wychowanie, posłuszeństwo. Sine [bez] disciplina oznacza tu niesforność, zdziczenie, co prowadzi do anarchii i osłabienia państwa.

Biskup niedbały

Powinność biskupa wobec owiec i wobec siebie

Dziesiąty stopień nadużycia to biskup niedbały, to jest taki, który domaga się od ludzi czci należnej stanowisku, ale wobec Boga, którego jest posłannikiem(2 Kor 5, 20), nie dba o przyzwoite wykonywanie swojego posługiwania. Pierwsze bowiem, co należy zbadać u biskupa jest: jaka godność mieści się w jego nazwie. Otóż skoro nazwa „biskup” jest wyrazem grecki, oznacza stróża, nadzorcę.

Dlaczego zaś stróżem i czego się wymaga od niego jako stróża, wyjaśnił sam Pan, gdy zwracając się do osoby proroka Ezechiela, podał treść biskupiego stanowiska: „Ustanowiłem cię stróżem nad pokoleniami izraelskimi. Gdy usłyszysz słowo z usta moich, a nie zawołasz, by niezbożny zawrócił z nieprawej drogi, to wprawdzie ów niezbożny umrze z powodu swej nieprawości, ja jednak odpowiedzialnym za jego krew uczynię ciebie. A jeśli ty oznajmisz niezbożnemu, a on się nie nawróci, on wprawdzie umrze w swej nieprawości, lecz ty ocaliłeś duszę swoją”(Ez 3, 17-19).

Należy więc do biskupa, jako stróża wszystkich, pilnie zwracać uwagę na grzechy, a gdy je zauważy, poprawiać je słowem i działaniem – jeśli może. Jeśli jednak jego starania są bezskuteczne, ma się odsunąć od towarzystwa sprawców zbrodni, zgodnie z poleceniem Pana w Ewangelii: „Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, upomnij go w cztery oczy; jeśli cię posłucha, pozyskasz swego brata. A jeśli cię nie posłucha, weź ze sobą jednego albo dwóch, żeby na zeznaniu dwóch albo trzech świadków opierała się całą sprawa. Jeśli i tych nie usłuchał, donieś Kościołowi, a jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jako poganin i celnik”(Mt 18, 15-18). Takim porządkiem ma być wyrzucony każdy, kto by nie chciał zgodzić się z nauczycielem lub z biskupem. A kto takim porządkiem został wyrzucony, nie powinien być przyjęty przez jakiegoś innego nauczyciela czy biskupa, albowiem w Prawie napisano o kapłanie, że „wdowy i odrzuconej od męża nie pojmie za żonę”(Kpł 21,7). Jeśli by zatem katolik łączył się z wydalonym przez biskupa bez jego pozwolenia, przekracza prawo świętego kapłaństwa, które w chrześcijaństwie jest „plemieniem wybranym”(1P 2, 9). Takim to ma być biskup w stosunku do tych, których stróżem został ustanowiony.

Jakim zaś ma być osobiście, wyłożył apostoł Paweł: aby wstępujący na stopień biskupi był trzeźwy, roztropny, czysty, mądry, skromny, gościnny, trzymający swe dzieci w uległości – z wszelką czystością, mający dobre świadectwo u tych, co są zewnątrz, nauczający zasad prawdziwych, przed objęciem biskupstwa mający nie więcej, niż jedną żonę; nie gwałtownik, nie krętacz, nie pijak i nie nowo nawrócony (1 Tm 3, 2-4). Czynieniem tego ma popierać treść głoszonej ustami nauki. Niechże więc niedbali biskupi strzegą się, by w dzień karania nie odniosły się do nich słowa oskarżenia Pana, wypowiedziane do proroka: „Pasterze moi zmarnowali mój lud i nie paśli moich owiec, ale paśli samych siebie”(Ez 34, 8).

Ci których Pan ustanowił rządcami nad swoją służbą, niechże się postarają, aby jej dali na czas należną porcję pszenicy (Łk 12, 42), mianowicie nauki czystej i wypróbowanej, iżby w chwili przyjścia Pana byli godni usłyszeć: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w małych rzeczach, nad wielkimi cię postawię, wejdź do radości twego Pana”(Mt 25, 23).

 

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

Król nieprawy

Sprawiedliwość królewska. Zła wynikłe z niesprawiedliwości króla. Dobra wynikające ze sprawiedliwości króla.

Dziewiąty stopień nadużycia to król nieprawy[1], albowiem król nie może być nieprawym, ale nieprawych naprawiaczem; dlatego sam powinien dbać o godność swego tytułu: w pojęciu bowiem tytułu króla mieści się powinność służenia podwładnym kierownictwem. A jakżeż będzie mógł poprawiać innych człowiek, który nie poprawia własnych obyczajów, jeśli stają się nieprawe?

Albowiem sprawiedliwością króla tron się podnosi, a prawdą króla rząd narodów staje się trwałym. Zaś sprawiedliwość polega na tym, by nikogo nie uciskał niesprawiedliwym sprawowaniem władzy, spory ludzkie sądził bezstronnie, brał w obronę przybyszów, sieroty i wdowy, powściągał kradzieże, karał przeniewierstwa, nie wynosił nieprawych, bezczelnych i błaznów nie popierał, wytracał nieludzkich, karał śmiercią ojcobójców i krzywoprzysięzców, bronił Kościoła, biednych żywił, sprawy państwa powierzał ludziom rzetelnym, na doradców brał ludzi starszych, mądrych i trzeźwych, nie dawał posłuchu magom, wieszczkom i szarlatanom, nie decydował w gniewie, ojczyzny mężnie i uczciwie bronił przed wrogiem, we wszystkim pokładał ufność w Bogu, nie wynosił się powodzeniami, przeciwności znosił cierpliwie, miał wiarę katolicką w Boga, nie pozwalał swym dzieciom postępować niezbożnie, w oznaczonych godzinach oddawał się modlitwie, nie brał pokarmu przez właściwą porą, albowiem „biada ci kraju, którego królem chłopię i gdzie książęta już z rana ucztują” (Ekl 10, 16). Oto co sprawia dobrobyt w państwie obecnie, a króla prowadzi do lepszego królestwa w niebie.

Kto zaś królestwem nie rządzi według tych praw, naraża swe rządy na wiele niepowodzeń. Stąd bowiem pokój pośród ludzi doznaje częstego zakłócenia, a także wybuchają niezadowolenia z rządu, zbiory ziemne marnieją, usługi społeczne źle funkcjonują, wiele różnych nieszczęść niszczy dobrobyt państwa, śmierć drogich osób i dzieci przygnębia ludzi, kraj niszczą napady nieprzyjacielskie, marnieje bydło i woły robocze, wiosną i zimą burze przeszkadzają ziemi przynosić plony, a morzu służyć żegludze, niekiedy uderzenia piorunów niszczą nasiona, pączki i kwiaty na drzewach.

Nade wszystko zaś niesprawiedliwość króla nie tylko rzuca cień na oblicze rządów aktualnych, ale nawet zaciemnia możliwość dziedziczenia rządów przez własne dzieci i krewnych. Przecież z powodu występków Salomona Pan odebrał królestwo Izraela z rąk jego synów i je rozproszył (3 Krl 11, 31), zaś z powodu sprawiedliwości króla Dawida pozostawił na zawsze w Jeruzalem światło z jego potomstwa.

Oto dla myślących jest oczywiste, jak wielkie sprawiedliwość króla ma znaczenie na ziemi: z niej bowiem pochodzi pokój między narodami, bezpieczeństwo ojczyzny, ochrona ludu, moc narodu, zabezpieczenia chorych, radość ludzi, umiarkowany klimat, spokój na morzach, urodzaj ról, opieka nad ubogimi, zabezpieczenie dziedzictwa dzieciom, a dla samego króla nadzieja na przyszłe szczęście w niebie.

Niechże więc król ma na uwadze, że jak na tronie ludzkim dano mu pierwsze miejsce, tak też i w karaniu, jeśli nie postępował sprawiedliwie, będzie pierwszym. Wszystkich bowiem grzeszników, których w tym życiu miał pod sobą, w przyszłym karaniu nieubłaganie będzie miał nad sobą.

 

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

 

1 Rozdział ten bywał czytany wobec króla przed koronacją. Był przyjęty przez synody już w VII wieku i opracowywany m. in. przez św. Tomasza w Sumie Teologicznej.

Pyszałkowaty biedak

O ubóstwie w duchu. Pokora ubogiego. Biedak szlachetny

Ósmym stopniem nadużycia jest pyszny biedak, który nic nie mając unosi się pychą; a przecież apostoł Paweł nawet bogatym tego świata przykazał, „aby się nie pysznili” (1 Tm 6, 17). Bo cóż może być bardziej głupie niż człowiek wdeptany w ziemię ostateczną biedą. Zamiast iść na końcu z pokorą i zatroskaniem, on nadyma swój umysł przeciw Bogu. Jest to występek, których tych, co byli na samym szczycie niebios, powalił w otchłań. Czegóż więc zachciewa się temu, co się pyszni na ziemi jakby jakiś potentat, a który oczom ludzi powinien ukazywać się jako maluczki?

Aby ubóstwo nie zasmucało, niech ubodzy słuchają jaką nagrodę wyznaczył Bóg ubogim. Powiedział bowiem: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5, 3). Słuszne bowiem jest zarządzenie miłościwego sędziego, że królestwo w niebie dał tym, którym nie dał udziału w ziemskim królestwie śmiertelników, by na stolicy niebieskiej był bogaczem człowiek, który na ziemi miał nic.

Niechże więc strzegą się biedni, aby będąc pozbawionymi królestwa na ziemi z biedy czy z konieczności, nie pozbawili się także królestwa niebieskiego na skutek nieroztropności umysłu. Gdy bowiem zrządzeniem Bożym przypadło im w udziale ubóstwo konieczne, od ich woli zależy czy są ubogimi w duchu. Bo królestwo niebieskie nie jest obiecane każdemu, lecz tylko tym, u których brakowi bogactwa towarzyszy pokora. Albowiem ubogi, ale pokorny, jest „ubogim w duchu”: na zewnątrz wygląda na ubogiego, ale nigdy nie nadyma się pychą, zaś w dążeniu do królestwa niebieskiego pokora umysłu bardziej pomaga, niż brak majątku materialnego. Za ubogich w duchu mogą być uważani ludzie pokorni, bogactwo doczesne posiadający we właściwy sposób; natomiast pyszałkowaci golcy bez wątpienia będą pozbawieni należnego ubogim błogosławieństwa. O obydwóch Pismo Święte tak się wyraża: „Jest jakoby bogaty, choć nic nie ma, i jest jakoby ubogi, choć ma wiele bogactw” (Prz 13, 7). A więc jakoby ubogim choć ma wiele bogactw – jest bogacza ubogi w duchu, a nic nie mający – jakoby bogaczem jest pyszny biedak – wewnętrzną żądzą ducha. Tak więc szlachetne ubóstwo – to pokora umysłu, a wyimaginowane bogactwo – to wypaczenie ducha.

Niechże więc ubodzy starają się uznać za takich, jakimi są: a nie mogąc faktycznie osiągnąć rzeczy których pragną, niechże zaprzestaną wynosić się w myśli chorobliwą dumą.

 

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

 

Przekorny chrześcijanin

Przyczyny przekorności

Czy na świecie coś zasługuje na miłowanie?

Siódmy stopień nadużyć to chrześcijanin przekorny, to jest taki, który wiarą i chrztem przybrał imię Chrystusowe, a na przekór Chrystusowej nauce i powołaniu, miłuje bezwartościowe rzeczy tego świata. Wszystkiego bowiem do czego dąży uparcie, pożąda się albo z miłowania rzeczy dla niej samej, albo z miłowania innej rzeczy kryjącej się pod odrażającą szatą. Tak np. wojnę, która jest czymś odrażającym, toczą obie strony z ogromnym zapałem z miłości zwycięstwa i wolności. I do wielu umiłowanym nęcących ułud podąża się usilnie pomimo odrażających trudów i lęków. Z tego wynika, że nie można do niczego dążyć, jak tylko do w nadziei umiłowanej i spodziewanej nagrody. Kto zatem z jakiegokolwiek powodu uparcie zmierza do jakiejś rzeczy tego świata, daje tym oczywisty dowód, że ją miłuje. Że zaś miłowanie rzeczy tego świata jest zakazane słowami Ducha Świętego, wskazuje Jan Ewangelista: „Nie miłujcie świata, ani tego, co jest na świecie” (1J 2,15).

Bo miłość świata i miłość Boga nie może zamieszkiwać na równi w jednym sercu, jak te same oczy nie mogą równocześnie patrzeć na niebo i na ziemię. Należy się więc zastanowić, czy rzeczywiście na ziemi jest coś, co należy miłować, oraz co jest owym światem, którego Słowo Pańskie zabrania miłować. Otóż jest zabronione miłowanie ziemi i wszystkiego co się z niej rodzi: metale, zwierzęta, piękność ubioru, smak potraw – i wszystkiego co się z tym łączy. Natomiast nakazana jest tylko miłość bliźniego, dla którego to wszystko zostało uczynione. Rzeczy te przecież, jako nietrwałe, nie mogą towarzyszyć zmierzającym do niebieskiej ojczyzny. Natomiast bliźni, będący współdziedzicami króla nieprzemijającego, miłują się wzajemnie godziwie. Zatem jest nakazane niemiłowanie tego, co na świecie nie na zawsze pozostanie i razem ze światem zginie, a także samego świata. Bliźni zaś, będący cząstką królestwa niebieskiego na ziemi wśród istot najmniejszych, słusznie jest miłowany przez dążących do królestwa niebieskiego, jako że będzie on na zawsze współdziedzicem owej najwyższej ojczyzny.

Miłowanie ząs świata obecnego jest zakazane z tego powodu, aby ta miłość nie oderwała człowieka od miłowania Boga. Nie powinno się więc zmierzać do tego, czego nie wolno miłować. Dlatego chrześcijanin upodobniony do Chrystusa imieniem, powinien upodabniać się do Niego również obyczajem. Albowiem nikt nie jest właściwie chrześcijaninem, chyba że zrównuje się obyczajem z Chrystusem. Zaś o Chrystusie tak pisze prorok: „Oto sługa mój, którego wybrałem, wybrany mój, w którym upodobała sobie dusza moja. Nie będzie się wadził ani będzie wołał, nikt nie posyszy na ulicach głosu jego”(Iż 42, 1-2;Mt 12, 18-19).

Otóż Chrystus, nie wadził się ani wołał, a więc i ty jeśli, pragniesz utrzymać z Chrystusem podobieństwo obyczaju, nie wadź się, abyś nie stał się w Kościele chrześcijaninem fałszywym; przecież Chrystus nakazał swoim zwolennikom: „nie nazywajcie się nauczycielami, jeden jest bowiem nauczyciel wasz, Chrystus; ani ojcami nie nazywajcie nikogo na ziemi, jeden jest bowiem ojciec wasz, który jest w niebiesiech, a wszyscy jesteście braćmi” (Mt 23, 8. 9); a tym gdy go proszą nakazał mówiąc: „Wy tak się modlić będziecie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie, święć się imię Twoje” (Mt 6,9), wierzy, że Ojca i ojczyznę ma w niebie; tę zaś ojczyznę posiądzie tylko ten, kto się wyzwolił z przywiązania ojczyzny ziemskiej.

 

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

Pan bezecny

Trzy rzeczy konieczne dla rządzących (na wyższym stanowisku jedni stają się lepsi, inni gorsi)

Szósty stopień nadużycia to pan bezecny[1]. Na nic się bowiem przyda posiadanie władzy, jeśli władający jest pozbawiony tężyzny cnoty. Tę zaś tężyznę cnoty stanowi nie tyle siła fizyczna, konieczna dla władców świeckich, ile raczej siła wewnętrzna, przejawiająca się dobrymi obyczajami. Często bowiem utrata charakteru władczego wynika z niedbalstwa duchowego, czego przykładem jest kapłan Heli, który stanowczym upomnieniem nie ukrócił występku swych synów karząc ich występki; Pan nie oszczędził i jego za milczące na nie pozwolenie(1 Krl 2, 27-36).

Władający musi mieć trzy zdolności: budzenie lęku, wydawanie zarządzeń i wzbudzanie miłości. Jeśli bowiem pan nie jest lubiany i jeśli się go nie boją, jego zarządzenia nie mogą być skuteczne. Ma więc zdobyć miłość dobroczynnością i przystępnością, a bojaźń wzbudzać sprawiedliwym karaniem – nie osobistych krzywd, lecz za łamanie prawa Bożego. Dlatego, ponieważ wielu opiera się na nim, on sam powinien mieć oparcie w Bogu, jako że On ustanowił go wodzem i On jako mocniejszego utwierdził, iżby mógł dźwigać ciężary mnóstwa. Jeśli bowiem słup nie będzie stał mocno i nie będzie oparty na czymś trwałym, wszystko co się na nim opiera zawali się, a on sam, pozbawiony tężyzny własnej mocy, razem z ciężarem zwali się na ziemię. Tak i władca, jeśli nie ma mocnego oparcia o Boga, on sam i wszystko co się na nim opiera, wnet zginie.

Wypełnianiem urzędu jedni zbliżają się do Boga, drugich wyższe stanowisko czyni gorszymi. I tak Mojżesz skoro wziął na siebie wodzostwo ludu, bardziej poufale rozmawiał z Bogiem (Wj 33,11), natomiast Saul, syn Cisa, gdy wziął berło królewskie, obrażał Boga pyszałkowatym nieposłuszeństwem (1 Krl 15,11). Gdy król Salomon wstąpił na tron swego ojca Dawida, Bóg obdarzył go niezwykłym darem mądrości, by rządził licznym ludem (3 Krl 3,12); przeciwnie było z jego sługą Jeroboamem: zająwszy część królestwa domu Dawida, doprowadził dziesięć pokoleń izraelskich, sąsiadujących z Samarią, do kultu bałwanów (3 Krl 12, 27-30). Te przykłady wskazują, że postawieni na wyższym szczeblu jedni wzrastają w doskonałości, inni natomiast przerostem władzy stają się gorszymi.

Z tego można wnosić, że ci co wznoszą się wyżej, mogą to czynić dzięki mocy ducha i dzięki pomocy Boskiej; ci natomiast, co stają się gorsi, popadają w błąd z powodu niedołęstwa i niedbalstwa ducha. Stąd też nie można dawać władzy człowiekowi bez cnotliwego charakteru, a tego w żaden sposób nikt nie osiągnie bez pomocy Boskiej. Bez żadnej bowiem pomocy i bez własnej mocy ducha nie będzie w stanie spełnić swego zadania, jako że dzieła wielkie zwykle napotykają na wielkie sprzeciwy i napastliwości. Dlatego każdy przywódca o to, jako pierwsze, winien całym wysiłkiem ducha starać się, aby we wszystkim nigdy nie tracić ufności w pomoc Boga. Jeśli bowiem od początku swej działalności będzie miał pomoc Boga, nikt nie zdobędzie się na lekceważenie jego władzy, bo „nie masz władzy, jeno od Boga” (Rz 13, 1). On bowiem podnosi biedaka ze śmierci i wprowadza go w grono książąt ludu (Ps 112, 7), On strąca mocarzy z tronu, a wywyższa poniżonych (Łk 1, 52), aby wszystko, co na świecie podlegało Bogu i aby wzrastała chwała Boga.

 

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

 

1 – „Pan” oznacza przełożonego, ojca rodziny, dyrektora, pracodawcę, itp. każdego, kto musi mieć poważanie i posłuch podwładnych.

Niewiasta bez wstydliwości

Dwojaka wstydliwość: Ducha i ciała

Piąty stopień nadużycia to niewiasta bez wstydliwości. Jak bowiem u mężczyzn całość dobrych obyczajów sprawia i zachowuje roztropność, tak u kobiet, żywicielką, opiekunką i stróżem wszystkich moralnie pięknych czynów jest wstydliwość. Albowiem wstydliwość czuwa nad zachowaniem czystości, powściąga chciwość, unika sporów, łagodzi gniewliwość, panuje nad lubieżnością, nakłada miarę chciwości, krępuje rozwiązłość, wystrzega się opilstwa, nie dopuszcza do gadatliwości, przeciwstawia się pędowi do obżarstwa, kradzieżą z miejsca gardzi. Krótko mówiąc, wszystko co pcha do występku – powściąga, a wszystkie cnoty i cokolwiek jest godne pochwały wobec Boga i dobrych ludzi – zasila.

Życie bez wstydu nie ma co oczekiwać na pochwałę ludzką w tym życiu, ani na nagrodę u Boga w życiu przyszłym. Natomiast życie wstydliwe ma dobre imię wśród ludzi i cieszy się nadzieją szczęścia przyszłego. Współczesnych pociąga do naśladowania, potomnym zastawia miłe wspomnienia. Przyjemność znajduje tylko w tym, co moralnie dobre i na to tylko przyzwala; ducha karmi usilnym wmyślaniem i wczytywaniem się w Pismo św. Z dobrych uczynków przeszłości bierze przykład, a najściślej wiąże się z tym, co doskonałe.

Jest stwierdzone, że prawdziwa wstydliwość urzeczywistnia się w dwojaki sposób: postawą i wyglądem ciała, i wewnętrzną dążnością ducha. Według Apostoła sposobem zewnętrznym dajemy przykład ludziom, a sposobem wewnętrznym spełniamy dobre uczynki wobec Boga.

Wstydliwość bowiem ciała polega na niepożądaniu rzeczy cudzych i na unikaniu wszystkiego co brudne, na woli niejedzenia przed wyznaczonym czasem, na nierozśmieszaniu, na niemówieniu słów bezsensownych i fałszywych, na stosownym ubieraniu się i uczesaniu włosów, na niewdawaniu się w niestosowne towarzystwo, na niepatrzeniu z góry na nikogo, na nierzucaniu bezmyślnie oczyma na wszystkie strony, na chodzie niekokieteryjnym i kuszącym, na nieokazywaniu wobec nikogo jego niższości w poczynaniu dobrych dzieł, na niezadawaniu nikomu wzgardy i zawstydzenia, na nieznieważaniu nikogo, na niezazdroszczeniu dobrym, na niedrwieniu ze starszych, na niesprzeczaniu się z lepszymi, na nierozmawianiu o tym na czym się nie zna; a z tego, co wie, niemówieniu wszystkiego – to czyni człowieka miłym dla ludzi, a Bogu przyjemnym.

Zaś wstydliwość ducha polega na czynieniu wszystkiego co dobre raczej ze względu na oczy Boga niż dla oczu ludzkich, na opanowaniu dążności do myśli brzydkich, na uważaniu wszystkich za lepszych od siebie, na niezazdroszczeniu nikomu, na nie pokładaniu ufności w sobie samym, na polecaniu wszystkich swoich spraw pomocy Boskiej, na stawaniu w obecności Bożej, na niezanieczyszczaniu umysłu heretyckim znieprawieniem, na zgadzaniu się zawsze z tym, co katolickie, na przylgnięciu tylko do Boga, na składaniu Chrystusowi czystości wewnętrznego umysłu, na zaprzestaniu wszystkich zaczętych dobrych dzieł dopiero z chwilą śmierci, na mężnym nieprzejmowaniu się obecnymi udręczeniami ducha, na niemiłowaniu na ziemi niczego, poza bliźnim, na widzeniu skarbu godnego całej miłości w niebie – a za wszystkie dobre uczynki spodziewaniu się nagrody od Boga w niebie.

Wstydliwość zdobi ludzi szlachetnych, wynosi nisko postawionych, uszlachetnia nienależących do stanu szlacheckiego, upiększa wzgardzonych, ubogaca trudzących się, daje pociechę udręczonym, wzmaga wszelką piękność; jest ozdobą pobożności, chroni przed występkami, pomnaża zasługi, tworzy przyjaźń ze Stwórcą wszystkiego – z Bogiem.

 

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

 

Bogacz sknera

Nie należy miłować tego, co nie może odwzajemnić się miłością

Czwarty stopień nadużycia to bogacz bez miłosierdzia, który co mu zbywa z własnego użytku przechowuje na przyszłość, a nie rozdziela między potrzebujących i nic nie mających. Skutkiem tego jest, że dobytek ziemski z wielką pilnością przechowuje, ale traci wieczysty skarb ojczyzny niebieskiej. Do szukania tego skarbu Pan Jezus zachęcał bogatego młodzieńca, któremu, gdy go pytał o drogę doskonałą, tak odpowiedział: ”Jeżeli chcesz być doskonałym, idź, sprzedaj wszystko, co masz, i daj ubogim; a przyjdź i pójdź za mną, a będziesz miał skarb w niebie” (Mt 19,21). Tego skarbu nikt z ludzi nie może posiąść, jak tylko ten, kto niesie ulgę biednym, albo sam jest biednym. Niech nie śpi na swoich skarbach, bo tymi może pomóc biednemu. Bogacz choćby zgromadził wiele, sam tego zużyć nie jest w stanie, ponieważ natura jednego człowieka nie potrzebuje zbyt wiele. Cóż zatem bardziej głupiego, niż z powodu wyżywienia i odzienia jednego człowieka utracić całą rozkosz królestwa niebieskiego i narazić się na wieczne męki piekła, bez nadziei na pocieszenie? Cóż zatem kiedyś musi się utracić, to należy dobrowolnie rozdać – dla nagrody wieczystej. „To bowiem co widzialne, przemija, to zaś co niewidzialne, trwa wiecznie” (2Kor 4,18). Dokąd bowiem jesteśmy w doczesności rzeczy doczesne nam służą potrzebom doczesnym, a gdy stąd odejdziemy, to co wieczyste będzie dawało radość wieczystą.

Dlatego nie powinniśmy miłować rzeczy, których nie będziemy potrzebować na zawsze, zwłaszcza, że czyjeś skarby, role i wszystko co posiada wskazują, że chciwy bogacz jest pozbawiony rozsądku: ponieważ całą siłą serca miłuje rzeczy, które go nigdy nie miłują. Sama bowiem natura rzeczy wskazuje, że miłość złota i srebra, ziem, strojów, potraw, kruszców, zwierząt, jest miłowaniem rzeczy które nie mogą się odwzajemnić miłością. Cóż zatem jest bardziej nierozsądne niż miłowanie czegoś, co cię nie może miłować wzajemnie, a zaniedbywanie owego, kto dał wszystko w twe posiadanie – z miłości. Z tego to powodu Bóg przykazał, abyśmy nie miłowali świata, lecz miłowali bliźniego (Mt 22 39); bo bliźni może odpłacić się miłością za miłość, a że świat tego uczynić nie może – wątpliwości nie ma. Tak to Pan przykazał miłować nieprzyjaciół (Mt 5,44), by ową miłość nieprzyjaciela uczynić przyjacielem. Każdy więc chciwy bogacz, jeśli chce mieć bogactwa wieczyste, niech zawczasu utraci bogactwa nietrwałe, rozdając je ubogim. Jeśli bowiem nie sprzeda tego, co miłuje, nie będzie mógł kupić tego, czego pragnie. Dlatego bowiem najsprawiedliwszy sędzia nazwie na sądzie chciwców przeklętymi, ponieważ tym, którzy przechodzili koło ich mieszkań, nie powiedzieli: „Błogosławieństwo Pańskie nad wami, błogosławimy wam w imię Pana” (Ps 128, 8). Bogacze-sknery są nieszczęśliwi, bo podlegają wieczystemu potępieniu z powodu rzeczy przemijających. Przeciwnie zaś „błogosławieni są miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”(Mt 5, 7). Szczęśliwym jest miłosierny, bo w tej cnocie Bóg domaga się nie majątku – lecz serca.

 

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

 

Nieposłuszny wyrostek

Cztery znaczenia wyrazu „ojciec”

Trzeci stopień nadużycia to młodzieniec nieposłuszny, przez co świat schodzi z drogi wskazanego przez rozum porządku. Jakże bowiem może liczyć na służebność dla siebie w podeszłym wieku ktoś, kto w młodości gardził okazywaniem posłuszeństwa wobec starszych.

Weszło to nawet w starożytne przysłowie, że nie będzie umiał rządzić taki, co przedtem odmówił komuś służebności. Dlatego to i Pan Jezus w czasie swego życia ziemskiego, gdy jeszcze nie doszedł do wymaganego prawem wieku nauczyciela, posłusznie spełniał polecenia rodziców (Łk 2,51). Zatem, jak od starców wymaga się trzeźwości i dojrzałości moralnej, tak od młodzieży słusznie wymaga się usłużności, podległości i posłuszeństwa. Dlatego to i w przykazaniach Prawa jako pierwszy obowiązek nakazana jest cześć ojca i matki (Wj 20, 12). Chociaż bowiem własny ojciec albo nie żyje, albo jest niegodny, to jednak jest dowiedzione, że aż do osiągnięcia dojrzałego i godnego wieku, synowie powinni darzyć ojcowską czcią jakiegoś żyjącego i jej godnego ojca.

Pismo św. mówi o ojcach w poczwórnym znaczeniu: ze względu na zrodzenie, ród, upominanie i wiek. O ojcu rodzonym mówi Jakub do Labana: „gdyby bojaźń ojca mego Izaaka nie była przy mnie, zabrałbyś wszystko, co moje” (Rdz 31, 4,2). Mówi się o ojcach rodu np. gdy Pan mówił z krzewu gorejącego do Mojżesza: „Jam jest Bóg ojców twoich, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba”(Wj 3,6). O ojcostwie ze względu na upominanie i wiek mówił Mojżesz: „spytaj ojca swego, a oznajmi tobie; starszych twoich, a powiedzą ci” (Pp 32, 7).

Jeśli więc rodzony ojciec albo nie żyje, albo jest niegodziwy, wyrostek powinien być posłuszny upominaniem kogoś starszego. Bo jakże osiągnie cześć w starości, kto nie wytrzymał trudu dyscypliny w młodości? A nad czym człowiek pracuje, to będzie i zbierał. „Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się przyjemne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości” (Hbr 12,11). Jak więc nie będzie owoców na drzewie, na którym nie było pączków i kwiatu, tak i nie może osiągnąć w starości powinnej czci człowiek, który w młodości nie pracował nad zdobyciem jakowejś dyscypliny. A jakże można zdobyć dyscyplinę bez posłuszeństwa? Tak więc wyrostek bez posłuszeństwa jest zarazem wyrostkiem bez dyscypliny: ponieważ i samo posłuszeństwo, które jest matką wszystkich dyscyplin, wymaga wielkiego wysiłku, a miarę tego bierze od Chrystusa Pana, który z posłuszeństwa dla Ojca aż do śmierci, podjął się dobrowolnie zniewagi krzyża (Flp 2,8).

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

 

Niereligijny starzec

O dwóch rzeczach niestarzejących się w człowieku

Drugi stopień nadużycia to bezreligijny starzec, w którym członki człowieka zewnętrznego starzeją się, natomiast siły ducha: to jest członki człowieka wewnętrznego nie nabierają większej siły. Wypada bowiem, by ludzie starzy byli bardziej zainteresowani sprawą religii; bo przeżyty wiek kwiecisty mają już za sobą. Jak bowiem wśród drzew to nadaje się do odrzucenia, które po obfitym kwitnieniu nie daje ogrodnikowi dobrych owoców; tak i wśród ludzi ten bywa odrzucony, kto młodzieńczy wiek kwitnięcia ma już za sobą, a nie jest w stanie dać dojrzałych owoców dobrych uczynków w okresie zestarzenia się ciała. Cóż bowiem może być bardziej niedorzeczne niż umysł, który nie wysila się w dążeniu do doskonałości: gdy wszystkie zdolności cielesne zużyte starością zmierzają ku zamarciu – gdy wzrok ciemnieje, uszy z trudnością słyszą, włosy wypadają, twarz blednieje, ilość zębów wypadaniem zmniejsza się, skóra staje się sucha, oddech nieprzyjemny, pierś ogarnia duszność, kaszel staje się głośny i nagły, kolana drżą, a nogi i stopy puchną. Wszystko to przygniata.

Wszystkie te objawy wskazują na szybko zbliżającą się ruinę domu ciała. Cóż więc pozostaje staremu człowiekowi, jak pomyślenie o przygotowaniu się do bliskiego już życia przyszłego? Dla ludzi młodych koniec obecnego życia jest niepewny, dla starych świadomość odejścia z tego świata jest dojrzalsza.

Niechże więc człowiek czuwa nad dwiema częściami, które razem z ciałem nie starzeją się i całego człowieka ciągną ze sobą do grzechu, mianowicie serce i język. Serce niezmordowanie wymyśla nowe knowania i intrygi, zaś język niestrudzenie gada o tym, co wymyśliło serce. Niechże więc starzec strzeże się, by owe odmładzające się części nie wprowadziły zamieszania w całą jego harmonię i nie naraziły na śmieszność powagi reszty jego ciała sprawami bezsensownymi. Każdy bowiem człowiek powinien zważać na to, co jest godne dostojnemu wiekowi, by czynił to, co jego życia, jego wieku i jego stanowiska nie naraża na lekceważenie.

 

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

 

Mędrzec bez czynów

Jest to pierwsza cześć utworu znane również pod tytułem: „O dwunastu nadużyciach tego świata”, czasami w podtytule dodawano: „ Owe to 12 nadużyć zadusza sprawiedliwość. Oto jest 12 nadużyć, którymi koło wieków, jeśli się da nimi uwieść, jeśli sprawiedliwość nie uratuje – słusznym wyrokiem Bożym stacza się w mroki zagłady”. Autor nie jest znany – autorstwo przypisywano m. in.: św. Cyprianowi, biskupowi Kartaginy, św. Augustynowi biskupowi Hippony jak też św. Patrykowi apostołowi Irlandii. Zebrane zostały tu prawidłowości i zasady uporządkowanego i praworządnego życia zbiorowego. Spostrzeżenia mają swoje źródło w refleksji nad upadkiem Rzymu – dlaczego tak dobrze zorganizowane państwo jak Rzym przestał istnieć.

 

12-stopniPierwszy stopień nadużyć jest, jeśli mędrzec i głosiciel nie czyni dobrze, to znaczy nie wypełnia czynem tego, czego naucza mową. Słuchacze bowiem nie zechcą wykonać słów nauczanych, gdy zauważą, że czyny głoszącego są niezgodne ze słowami, które głosił. Albowiem nigdy powaga mówcy wywrze skutku, jak tylko wtedy, gdy w sercu słuchaczy utrwali ją świadczące o niej dobre działanie – zwłaszcza, jeśli nauczający popadnie w występne nałogi, a nie dba o leczenie swych ran lekarstwem pouczeń innego nauczyciela. Stąd i sam Pan w Ewangelii, pouczając uczniów aby dbali o to, by ich nauczanie szło w parze z dobrym działaniem, dał im takie upomnienie: „jeśli sól zwietrzeje, czymże się ją solić będzie?”(Mt 5,3). To znaczy: jeśli błądzi nauczyciel, jakiż inny nauczyciel zdolny będzie doprowadzić go do poprawy? oraz: ”Jeśli światło, które w tobie jest, jest ciemnością, jakże wielka będzie sama ciemność?”(Mt 6,23). Jeśli bowiem oko zaprzestanie spełniać czynności widzenia, któż będzie się mógł domagać, by tę czynność spełniały ręce, albo nogi, czy inne członki?

Niechże więc ci, co nauczają innych, zastanowią się, aby nie spotkały ich większe kary, gdyby spowodowali zatratę większej ilości ludzi. Bo i Salomon, gdy rozszedł się ze swoją wielką mądrością, samą własną przewiną zgotował ruinę całego królestwa narodu izraelskiego. Komu więc powierzono wiele, wiele utraci, jeśli nie wypełnia poprawnie zleconego mu obowiązku zarządcy. Komu bowiem dane jest więcej, więcej od niego się wymaga; a sługa, który znając wolę pana nie wypełnia jej, będzie chłostany większymi batami i srożej karany (Łk 12, 47).

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

Spotkałem się określeniem, że istotą liberalizmu jest brak związku pomiędzy tezami a działaniami. W dniu dzisiejszym jest coraz większe zezwolenie na funkcjonowanie takich „mędrców” w społeczeństwie.