Msza Trydencka

Określenie trydencka pochodzi od miasta Trydent gdzie odbył się w latach 1545-1563 sobór, na którym oczyszczono Mszę z naleciałości i dodatków narosłych przez 1500 lat. W konstytucji apostolskiej Quo Primus Papież św. Pius V określił porządek celebracji Mszy. Określenie „Msza Wszechczasów” pochodzi z tej konstytucji. Dodatkowo dokument ten stwierdzał, że w celebracji nic nie może być zmienione, ujęte ani dołożone. W XIX wieku papież Leon XIII ułożył modlitwę do Michała Archanioła, która jest odmawiana po zakończeniu Mszy św., po ostatnim błogosławieństwie.
Pomimo obowiązywania konstytucji apostolskiej św. Piusa V, papież Paweł VI w roku 1969 wprowadził zmiany i to dosyć zasadnicze w sposobie odprawiania Mszy świętej. Wprowadzony ryt Mszy określa się jako NOM (Novus Ordo Missae) lub Msza posoborowa.

Dlaczego Msza Trydencka dziś w XXI wieku?
Nie jest to przejaw jakiejś archaizacji ani tęsknoty za niezrozumiałą dziś łaciną. Zarzutów w stosunku do chcących uczestniczyć we Mszy Trydenckiej jest bardzo wiele. Dlaczego Msza Trydencka w niedzielę a nie „normalna” Msza? Niech każdy sam odpowie sobie na to pytanie. Pomocne może być porównanie Mszy Wszechczasów z NOM (odprawianym około 45 lat), które można znaleźć w sieci (VERBUM TRADITIONIS czy też „Zawsze Wierni”).
Missa_tridentina_002Wybór Mszy Trydenckiej, chęć uczestnictwa w niej i tylko w niej jest przejawem pewnej postawy. To nie jest jednorazowy kaprys czy zachcianka. Wrzawa czy Mszę taką odprawiać czy nie, spory o korzyści jakie mamy z NOM, wytykanie niezrozumienia słów wypowiadanych przez kapłana może skłonić do uczestnictwa we Mszy Wszechczasów. Ciekawość można zaspokoić idąc pierwszy raz na taką Mszę. Każde następne uczestnictwo odmienia nasze patrzenie, uwrażliwia nas i prowadzi do ostatecznej decyzji wyboru Mszy Wszechczasów. Pierwsze wrażenia to piękno liturgii. Tu widać, że każdy gest, każdy skłon, ma swoje znaczenie i swoje miejsce. Widać podniosłość celebracji, tu na ołtarzu jest Bóg,  wiedzą o tym wszyscy i stosownie do obecności Najwyższego się zachowują. Nie ma rozbieżności między deklaracjami a zachowaniem. Jeśli jest tu Bóg to należy Mu się szacunek i należy go okazywać w każdej chwili. Jest tu niezgoda na letniość wiary.
Jak się modlimy tak wierzymy. Msza jest wyrazem naszej wiary. Msza Trydencka swoimi korzeniami sięga do czasów Apostołów. Msza Wszechczasów ma za sobą tysiące lat, i całe zastępy nawróconych na misjach. Poprowadziła do świętości niezliczoną liczbę świętych.
Mamy mnóstwo męczenników, którzy nie wahali się oddać życia za wiarę, za Chrystusa, a często i za możliwość uczestniczenia we Mszy Św.
Ryt Mszy, sposób odprawiania nie może być zmieniany w zależności od mody, czy też świadomości wiernych lub kapłanów. Bóg jest niezmienny w swojej istocie, jest stały wczoraj, dziś i na zawsze. Zmiany świadczą tylko o słabości człowieka, o jego grzeszności. Jeśli mamy oddawać Bogu cześć, chwałę to sposób powinien być stały i niezmienny gdyż dotyczy to Stwórcy całego świata. Sposób odprawiania powinien być niezmienny tak samo jak Bóg któremu składana jest ofiara na Mszy św.

Czy możemy uczestniczyć w takiej Mszy bez żadnych sankcji kościelnych, czy nie grzeszymy będąc na Mszy Trydenckiej?
Papież Jan Paweł II powołał komisję kardynałów którzy mieli udzielić odpowiedzi na dwa pytania:

  1.  Czy papież Paweł VI dał prawo biskupom do zakazywania celebracji mszy trydenckiej?
  2. Czy księża mają prawo do publicznych i prywatnych celebracji mszy trydenckich bez ograniczeń, nawet jeżeli biskup miejsca nie wyrazi na to zgody?

Według opinii 9 kardynałów msza ta nigdy nie została zakazana i żaden biskup nie może zabronić żadnemu katolickiemu księdzu jej odprawiania. Komisja uznała też, że żaden duchowny nie może być zmuszany do celebrowania zreformowanej mszy oraz nie może być karany za przywiązanie do starego rytu. Komisja zarekomendowała papieżowi opublikowanie wniosków z jej prac w formie oficjalnego dokumentu.
Jeśli Msza jest dozwolona dla kapłanów to i wierni mogą w niej uczestniczyć bez żadnych problemów.

Jedna myśl nt. „Msza Trydencka

  1. Pewnego dnia celebrując Mszę świętą ad orientem ks. Dwight Longenecker stał się świadomy różnicy. „Kiedy odczytywałem z Mszału słowa liturgii stało się tak, jakby były one żywe. Jakby były przepełnione znaczeniami, nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć. Słowa z każdej strony wyraźnie się odróżniały, to podkreślało poszczególne prawdy wiary, każdą doktrynę. Tak, jakby każde słowo, każda litera posiadała kosmiczną wagę – nie dlatego, że same słowa wydawały się żywe, ale z powodu ich wiecznego znaczenia i żywej, pulsującej prawdy, którą oddawały; prawdy, która była tak samo żywa jak gwiazdy, które znajdują się daleko nade mną, tak bliska, jak mój własny oddech”.

    „Wtedy pomyślałem o znaczeniu zdań: Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo… A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. Tak, jakby tajemnica Wcielenia stawała się ponownie wraz z wypowiedzeniem tych słów. Coś się stało. Doszło do wymiany między tym światem a wiecznością. Słowa i czynności liturgii stały się żywe, choć zawsze wiedziałem, że tak się dzieje, nie zawsze to sobie tak uświadamiałem” – czytamy na blogu amerykańskiego duchownego.

    „Liturgia nie służy kapłanowi, to ksiądz jest sługą liturgii. Dzieje się tak tylko wtedy, gdy poddaję się liturgii, gdy żyję liturgią i pozwalam jej żyć we mnie – wówczas ukazuje się jej najpełniejsze znaczenie. Dlatego sytuacja, w której kapłan stara się uczynić liturgię znaczącą poprzez własne dodatki, swoją osobowość i komentarze, jest błędem i parodią. Wbrew temu wystarcza formalny charakter liturgii, prostota gestów i godność wypowiadanych słów – to one przekazują tajemnicę”.

    Read more: http://www.pch24.pl/versus-deum–czyli-blizej-boga,23737,i.html#ixzz35XECINM9

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *