Spostrzeżenie młodego seminarzysty

bł. Rolando Rivi – seminarzysta

W drugiej połowie lat 60 XXI wieku pewna kuria wydała list zakazujący propagowania na terenie diecezji przesłania z pewnego miejsca objawień. Właściwie nie napisano tego wprost – kiedy się jednak czytało ów list, takie właśnie odnosiło się wrażenie, przynajmniej przy pierwszej jego lekturze. Dopiero czytając go po raz drugi, młody seminarzysta zauważył, że w istocie zakaz taki w nim nie został sformułowany. Było całkowicie jasne, że kanclerz lub też inna osoba, będąca autorem tego listu pragnęła by odbiorcy uwierzyli, że zakaz taki został wydany, jednak po dokładnym przeczytaniu całego listu nigdzie nic takiego nie było.

Młody seminarzysta miał możliwość i zapytał wicekanclerza: „Gdy po raz pierwszy przeczytałem ten list, zrozumiałem, iż zakazuje on pewnych rzeczy, jednak po powtórnej jego lekturze dostrzegłem, że żaden zakaz tego rodzaju nie został sformułowany. Czy coś przeoczyłem?”

Z uzyskanej odpowiedzi, jak sam podaje, dowiedział się więcej o teologii i prawie kanonicznym, niż podczas wielu godzin wykładów. Była to bardzo smutna lekcja, ale każdy katolik powinien z tym się zapoznać. Seminarzysta usłyszał w odpowiedzi: „Zrozumiałeś list właściwie. Celowo napisaliśmy go w taki sposób”.

Tak więc celowo zostało stworzone wrażenie, wydania formalnego zakazu, wiążącego sumienie, a w istocie taki zakaz nie został ogłoszony!

W wielu kwestiach tak właśnie postępowano przez ostatnich 50 lat i niestety nadal takie podejście jest obecne.

 

Społeczeństwo bez praw

Dwunasty stopień nadużycia, to społeczeństwo bez prawa, które gardząc słowem Bożym i przepisami prawa – różnorakimi błędnymi drogami wplątuje się w sidła przeniewierstwa. Owe to drogi przeniewierczego społeczeństwa tak w rodzaju ludzkim pokazuje prorok: „Wszyscyśmy zbłądzili jak owce, każdy z nas obrócił się ku własnej drodze”(Iż 53,6). O tych drogach mówi też Mądrość ustami Salomona: „Jest droga, która zdaje się człowiekowi sprawiedliwa, ale w końcu prowadzi do śmierci” (Prz 14, 12). Na te zaś drogi zguby wchodzi się wtedy, gdy prze niedbałość porzuca się jedyną drogę królewską, która nie skręca ani na lewo, ani na prawo, a rą jest prawo Boże. Pan nasz, Jezus Chrystus, cel „prawa dla usprawiedliwienia każdego wierzącego” (Rz 10, 4), tak o tej drodze mówi: „Ja jestem drogą, i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze mnie” (J 14, 6), a do wejścia na nią zaprasza słowami: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię” (Mt 11, 28); wszystkich bez wyjątku, „albowiem u Boga nie ma względu na osobę” (Rz 2, 11), bez względu na to, czy to Żyd, czy Grek, mężczyzna czy kobieta, sługa czy wolny, barbarzyńca, czy Scyta; lecz wszystkim we wszystkich – Chrystus; wszyscy bowiem są jednym w Jezusie Chrystusie (Gal 3, 28).

Skoro zaś Chrystus jest „celem prawa” (Rz 10, 4), kto jest bez prawa – staje się bez Chrystusa; dlatego też społeczeństwo bez prawa, jest społeczeństwem bez Chrystusa.

Jest więc nadużyciem społeczeństwo bez prawa w epoce Ewangelii, kiedy to Apostołowie otrzymali misję jej głoszenia wszystkim narodom (Mt 28, 19); kiedy grzmot ewangeliczny rozbrzmiewa we wszystkich częściach świata; kiedy narody nie szukające sprawiedliwości, dostąpiły sprawiedliwości (Rz 9, 30); kiedy ci, co niegdyś byli dalekimi, stali się bliskimi w krwi Chrystusa (Ef 2, 13); którzy kiedyś nie byli, a teraz są – ludem Bożym w Chrystusie (Rz 9, 25; Oz 2, 22); kiedy nastał „czas pomyślny i dzień zbawienia” (2 Kor 6, 2) oraz czas ochłody w obliczu Najwyższego; kiedy w każdym narodzie jest obecny świadek zmartwychwstania i kiedy sam Pan zapewnia: „A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20).

Nie bądźmy więc w obecnym czasie przejściowym – bez Chrystusa, aby w przyszłości Chrystus – nie był bez nas!

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

Przekorny chrześcijanin

Przyczyny przekorności

Czy na świecie coś zasługuje na miłowanie?

Siódmy stopień nadużyć to chrześcijanin przekorny, to jest taki, który wiarą i chrztem przybrał imię Chrystusowe, a na przekór Chrystusowej nauce i powołaniu, miłuje bezwartościowe rzeczy tego świata. Wszystkiego bowiem do czego dąży uparcie, pożąda się albo z miłowania rzeczy dla niej samej, albo z miłowania innej rzeczy kryjącej się pod odrażającą szatą. Tak np. wojnę, która jest czymś odrażającym, toczą obie strony z ogromnym zapałem z miłości zwycięstwa i wolności. I do wielu umiłowanym nęcących ułud podąża się usilnie pomimo odrażających trudów i lęków. Z tego wynika, że nie można do niczego dążyć, jak tylko do w nadziei umiłowanej i spodziewanej nagrody. Kto zatem z jakiegokolwiek powodu uparcie zmierza do jakiejś rzeczy tego świata, daje tym oczywisty dowód, że ją miłuje. Że zaś miłowanie rzeczy tego świata jest zakazane słowami Ducha Świętego, wskazuje Jan Ewangelista: „Nie miłujcie świata, ani tego, co jest na świecie” (1J 2,15).

Bo miłość świata i miłość Boga nie może zamieszkiwać na równi w jednym sercu, jak te same oczy nie mogą równocześnie patrzeć na niebo i na ziemię. Należy się więc zastanowić, czy rzeczywiście na ziemi jest coś, co należy miłować, oraz co jest owym światem, którego Słowo Pańskie zabrania miłować. Otóż jest zabronione miłowanie ziemi i wszystkiego co się z niej rodzi: metale, zwierzęta, piękność ubioru, smak potraw – i wszystkiego co się z tym łączy. Natomiast nakazana jest tylko miłość bliźniego, dla którego to wszystko zostało uczynione. Rzeczy te przecież, jako nietrwałe, nie mogą towarzyszyć zmierzającym do niebieskiej ojczyzny. Natomiast bliźni, będący współdziedzicami króla nieprzemijającego, miłują się wzajemnie godziwie. Zatem jest nakazane niemiłowanie tego, co na świecie nie na zawsze pozostanie i razem ze światem zginie, a także samego świata. Bliźni zaś, będący cząstką królestwa niebieskiego na ziemi wśród istot najmniejszych, słusznie jest miłowany przez dążących do królestwa niebieskiego, jako że będzie on na zawsze współdziedzicem owej najwyższej ojczyzny.

Miłowanie ząs świata obecnego jest zakazane z tego powodu, aby ta miłość nie oderwała człowieka od miłowania Boga. Nie powinno się więc zmierzać do tego, czego nie wolno miłować. Dlatego chrześcijanin upodobniony do Chrystusa imieniem, powinien upodabniać się do Niego również obyczajem. Albowiem nikt nie jest właściwie chrześcijaninem, chyba że zrównuje się obyczajem z Chrystusem. Zaś o Chrystusie tak pisze prorok: „Oto sługa mój, którego wybrałem, wybrany mój, w którym upodobała sobie dusza moja. Nie będzie się wadził ani będzie wołał, nikt nie posyszy na ulicach głosu jego”(Iż 42, 1-2;Mt 12, 18-19).

Otóż Chrystus, nie wadził się ani wołał, a więc i ty jeśli, pragniesz utrzymać z Chrystusem podobieństwo obyczaju, nie wadź się, abyś nie stał się w Kościele chrześcijaninem fałszywym; przecież Chrystus nakazał swoim zwolennikom: „nie nazywajcie się nauczycielami, jeden jest bowiem nauczyciel wasz, Chrystus; ani ojcami nie nazywajcie nikogo na ziemi, jeden jest bowiem ojciec wasz, który jest w niebiesiech, a wszyscy jesteście braćmi” (Mt 23, 8. 9); a tym gdy go proszą nakazał mówiąc: „Wy tak się modlić będziecie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie, święć się imię Twoje” (Mt 6,9), wierzy, że Ojca i ojczyznę ma w niebie; tę zaś ojczyznę posiądzie tylko ten, kto się wyzwolił z przywiązania ojczyzny ziemskiej.

 

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

Ludobójstwo wołyńskie a Boże Miłosierdzie

Miłosierdzie Boże nie może stać w sprzeczności ani w żadnej opozycji do Bożej Sprawiedliwości, gdyż w Bogu nie ma żadnej sprzeczności. Boże Miłosierdzie objawia się po wyznaniu grzechów – to grzesznik jest stroną inicjującą. To w odpowiedzi na inicjatywę grzesznika, Boże Miłosierdzie obejmuje skruszonego grzesznika.

Przebaczenie i prośba o przebaczenie w odniesieniu do ludobójstwa na Wołyniu jest obecnie nadużyciem cnoty Miłosierdzia Bożego. Aby prosić o przebaczenie na początku należy jasno określić, za jakie działania, za jakie czyny przepraszamy i prosimy o przebaczenie. Gdy to nie jest określone, gdy pozostawiamy tu niedomówienie cierpi Boża Sprawiedliwość.

Przebaczenie nie może powodować zapominania krzywd (krzywdy wyrządzone przez Niemcy hitlerowskie opisywane są do dnia dzisiejszego a miejsc upamiętniających to ludobójstwo jest wiele, mimo orędzia biskupów polskich ze znamiennym zdaniem „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”). Wtedy nikt nie miał wątpliwości kto jest ofiarą a kto sprawcą zła.

Przebaczenie sprawcom nie może powodować, że ofiary są usuwane z pamięci. Dzisiaj każda nawet próba upamiętnienia ofiar ludobójstwa na Wołyniu wywołuje głosy o Miłosierdziu.

Zanim zaczniemy mówić o przebaczeniu dla zbrodniarzy, najpierw musi być oddany szacunek i hołd ofiarom. Przebaczenie nie może wyprzedzać pamięci o ofiarach. Jeśli ofiary nie są uczczone jako pierwsze, to tak naprawdę akceptujemy i przyzwalamy na zbrodnicze czyny.

Ofiarom należy się szacunek i pamięć a sprawcom można okazać miłosierdzie. Miłosierdzie nie może zastępować pamięci o ofiarach, o ich męce, o ich tragedii.

Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary” – Najpierw upamiętnienie ofiar w później można mówić o przebaczeniu. Nie może być przebaczenia bez hołdu i pamięci dla niewinnych ofiar ludobójstwa.

Pan bezecny

Trzy rzeczy konieczne dla rządzących (na wyższym stanowisku jedni stają się lepsi, inni gorsi)

Szósty stopień nadużycia to pan bezecny[1]. Na nic się bowiem przyda posiadanie władzy, jeśli władający jest pozbawiony tężyzny cnoty. Tę zaś tężyznę cnoty stanowi nie tyle siła fizyczna, konieczna dla władców świeckich, ile raczej siła wewnętrzna, przejawiająca się dobrymi obyczajami. Często bowiem utrata charakteru władczego wynika z niedbalstwa duchowego, czego przykładem jest kapłan Heli, który stanowczym upomnieniem nie ukrócił występku swych synów karząc ich występki; Pan nie oszczędził i jego za milczące na nie pozwolenie(1 Krl 2, 27-36).

Władający musi mieć trzy zdolności: budzenie lęku, wydawanie zarządzeń i wzbudzanie miłości. Jeśli bowiem pan nie jest lubiany i jeśli się go nie boją, jego zarządzenia nie mogą być skuteczne. Ma więc zdobyć miłość dobroczynnością i przystępnością, a bojaźń wzbudzać sprawiedliwym karaniem – nie osobistych krzywd, lecz za łamanie prawa Bożego. Dlatego, ponieważ wielu opiera się na nim, on sam powinien mieć oparcie w Bogu, jako że On ustanowił go wodzem i On jako mocniejszego utwierdził, iżby mógł dźwigać ciężary mnóstwa. Jeśli bowiem słup nie będzie stał mocno i nie będzie oparty na czymś trwałym, wszystko co się na nim opiera zawali się, a on sam, pozbawiony tężyzny własnej mocy, razem z ciężarem zwali się na ziemię. Tak i władca, jeśli nie ma mocnego oparcia o Boga, on sam i wszystko co się na nim opiera, wnet zginie.

Wypełnianiem urzędu jedni zbliżają się do Boga, drugich wyższe stanowisko czyni gorszymi. I tak Mojżesz skoro wziął na siebie wodzostwo ludu, bardziej poufale rozmawiał z Bogiem (Wj 33,11), natomiast Saul, syn Cisa, gdy wziął berło królewskie, obrażał Boga pyszałkowatym nieposłuszeństwem (1 Krl 15,11). Gdy król Salomon wstąpił na tron swego ojca Dawida, Bóg obdarzył go niezwykłym darem mądrości, by rządził licznym ludem (3 Krl 3,12); przeciwnie było z jego sługą Jeroboamem: zająwszy część królestwa domu Dawida, doprowadził dziesięć pokoleń izraelskich, sąsiadujących z Samarią, do kultu bałwanów (3 Krl 12, 27-30). Te przykłady wskazują, że postawieni na wyższym szczeblu jedni wzrastają w doskonałości, inni natomiast przerostem władzy stają się gorszymi.

Z tego można wnosić, że ci co wznoszą się wyżej, mogą to czynić dzięki mocy ducha i dzięki pomocy Boskiej; ci natomiast, co stają się gorsi, popadają w błąd z powodu niedołęstwa i niedbalstwa ducha. Stąd też nie można dawać władzy człowiekowi bez cnotliwego charakteru, a tego w żaden sposób nikt nie osiągnie bez pomocy Boskiej. Bez żadnej bowiem pomocy i bez własnej mocy ducha nie będzie w stanie spełnić swego zadania, jako że dzieła wielkie zwykle napotykają na wielkie sprzeciwy i napastliwości. Dlatego każdy przywódca o to, jako pierwsze, winien całym wysiłkiem ducha starać się, aby we wszystkim nigdy nie tracić ufności w pomoc Boga. Jeśli bowiem od początku swej działalności będzie miał pomoc Boga, nikt nie zdobędzie się na lekceważenie jego władzy, bo „nie masz władzy, jeno od Boga” (Rz 13, 1). On bowiem podnosi biedaka ze śmierci i wprowadza go w grono książąt ludu (Ps 112, 7), On strąca mocarzy z tronu, a wywyższa poniżonych (Łk 1, 52), aby wszystko, co na świecie podlegało Bogu i aby wzrastała chwała Boga.

 

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

 

1 – „Pan” oznacza przełożonego, ojca rodziny, dyrektora, pracodawcę, itp. każdego, kto musi mieć poważanie i posłuch podwładnych.

Niewiasta bez wstydliwości

Dwojaka wstydliwość: Ducha i ciała

Piąty stopień nadużycia to niewiasta bez wstydliwości. Jak bowiem u mężczyzn całość dobrych obyczajów sprawia i zachowuje roztropność, tak u kobiet, żywicielką, opiekunką i stróżem wszystkich moralnie pięknych czynów jest wstydliwość. Albowiem wstydliwość czuwa nad zachowaniem czystości, powściąga chciwość, unika sporów, łagodzi gniewliwość, panuje nad lubieżnością, nakłada miarę chciwości, krępuje rozwiązłość, wystrzega się opilstwa, nie dopuszcza do gadatliwości, przeciwstawia się pędowi do obżarstwa, kradzieżą z miejsca gardzi. Krótko mówiąc, wszystko co pcha do występku – powściąga, a wszystkie cnoty i cokolwiek jest godne pochwały wobec Boga i dobrych ludzi – zasila.

Życie bez wstydu nie ma co oczekiwać na pochwałę ludzką w tym życiu, ani na nagrodę u Boga w życiu przyszłym. Natomiast życie wstydliwe ma dobre imię wśród ludzi i cieszy się nadzieją szczęścia przyszłego. Współczesnych pociąga do naśladowania, potomnym zastawia miłe wspomnienia. Przyjemność znajduje tylko w tym, co moralnie dobre i na to tylko przyzwala; ducha karmi usilnym wmyślaniem i wczytywaniem się w Pismo św. Z dobrych uczynków przeszłości bierze przykład, a najściślej wiąże się z tym, co doskonałe.

Jest stwierdzone, że prawdziwa wstydliwość urzeczywistnia się w dwojaki sposób: postawą i wyglądem ciała, i wewnętrzną dążnością ducha. Według Apostoła sposobem zewnętrznym dajemy przykład ludziom, a sposobem wewnętrznym spełniamy dobre uczynki wobec Boga.

Wstydliwość bowiem ciała polega na niepożądaniu rzeczy cudzych i na unikaniu wszystkiego co brudne, na woli niejedzenia przed wyznaczonym czasem, na nierozśmieszaniu, na niemówieniu słów bezsensownych i fałszywych, na stosownym ubieraniu się i uczesaniu włosów, na niewdawaniu się w niestosowne towarzystwo, na niepatrzeniu z góry na nikogo, na nierzucaniu bezmyślnie oczyma na wszystkie strony, na chodzie niekokieteryjnym i kuszącym, na nieokazywaniu wobec nikogo jego niższości w poczynaniu dobrych dzieł, na niezadawaniu nikomu wzgardy i zawstydzenia, na nieznieważaniu nikogo, na niezazdroszczeniu dobrym, na niedrwieniu ze starszych, na niesprzeczaniu się z lepszymi, na nierozmawianiu o tym na czym się nie zna; a z tego, co wie, niemówieniu wszystkiego – to czyni człowieka miłym dla ludzi, a Bogu przyjemnym.

Zaś wstydliwość ducha polega na czynieniu wszystkiego co dobre raczej ze względu na oczy Boga niż dla oczu ludzkich, na opanowaniu dążności do myśli brzydkich, na uważaniu wszystkich za lepszych od siebie, na niezazdroszczeniu nikomu, na nie pokładaniu ufności w sobie samym, na polecaniu wszystkich swoich spraw pomocy Boskiej, na stawaniu w obecności Bożej, na niezanieczyszczaniu umysłu heretyckim znieprawieniem, na zgadzaniu się zawsze z tym, co katolickie, na przylgnięciu tylko do Boga, na składaniu Chrystusowi czystości wewnętrznego umysłu, na zaprzestaniu wszystkich zaczętych dobrych dzieł dopiero z chwilą śmierci, na mężnym nieprzejmowaniu się obecnymi udręczeniami ducha, na niemiłowaniu na ziemi niczego, poza bliźnim, na widzeniu skarbu godnego całej miłości w niebie – a za wszystkie dobre uczynki spodziewaniu się nagrody od Boga w niebie.

Wstydliwość zdobi ludzi szlachetnych, wynosi nisko postawionych, uszlachetnia nienależących do stanu szlacheckiego, upiększa wzgardzonych, ubogaca trudzących się, daje pociechę udręczonym, wzmaga wszelką piękność; jest ozdobą pobożności, chroni przed występkami, pomnaża zasługi, tworzy przyjaźń ze Stwórcą wszystkiego – z Bogiem.

 

Krótkie moralia chrześcijańskie, redakcja naukowa Artur Andrzejuk, Warszawa-Londyn 2000

 

Piekło istnieje naprawdę

Istnienie piekła jest dogmatem wiary. Negowanie czy też wątpienie w jego istnienie jest grzechem. Jest to negowaniem Bożego ładu w porządku stworzenia. Prawda o wiecznej karze potępionych jest ściśle powiązana z innymi prawdami wiary takimi jak upadek człowieka, Wcielenie i Odkupienie. Jaki byłby cel przyjścia Zbawiciela na ziemię gdyby nie było piekła? Po co cierpienie i ofiara na Krzyżu? Brak wiecznego piekła oznacza, że możemy sami, swoimi zasługami dostąpić zbawienie, że możemy w jakimś tam czasie skończonym to osiągnąć. Zanegowanie piekła prowadzi do odrzucenia Boga-Człowieka i Jego misji a w konsekwencji do odrzucenia Objawienia i samego Boga.pieklo

Jeśli nie ma piekła nie ma ładu moralnego.

Podstawą i fundamentem ładu moralnego jest rozróżnienie dobra i zła. Różnią się one między sobą co do celów jakie sobie stawiają jak i różne są ich konsekwencje. Jeśli usuniemy karę wiecznego cierpienia to w ostatecznym rozrachunku występki, podłości jak i cnoty czy zasługi będą prowadzić do tego samego celu. Okaże się wtedy, że każdy, postępujący w dowolny sposób, czy był narzędziem zła, czy też był siewcą dobra, osiągnie zbawienie.
W dniu dzisiejszym popularnym jest twierdzenie, że piekło istnieje, ale jest puste. Jest to tylko pewna odmiana zaprzeczenia istnienia piekła. Jeżeli piekło miałoby być puste, to znaczy, że nie ma znaczenia jak człowiek postępuje w życiu doczesnym gdyż kara wieczna go ominie. Miłosierdzie Boże samo przez się nie ratuje z każdego grzechu i nie znosi kar piekielnych. Mający wolną wolę człowiek musi się do niego odwołać.
Piekło jest dalszym ciągiem grzechu śmiertelnego. Jest przeniesieniem tego grzechu przez próg śmierci do wieczności. Grzech ciężki, śmiertelny jest dobrowolnym i świadomym odwróceniem się od Boga jako celu ostatecznego i postawieniem dóbr materialnych jako celu życia. Do momentu śmierci zawsze możemy zawrócić z błędnej drogi. Umierając z ciężkim grzechem na sumieniu odrzucamy Boga na całą wieczność. Stan naszej duszy w chwili śmierci jest wyznacznikiem naszej wieczności. Po śmierci nie ma możliwości nawrócenia się, zmiany postępowania, odrzucenia grzechu. Dla grzesznika, po śmierci Bóg jawi się jako wróg i dlatego pała on ku Niemu nienawiścią. Jedynym jego pragnieniem jest zwalczać Boga na wszelkie sposoby. Grzesznik woli przebywać w piekle gdyż nie ma tam Boga, nie musi Go znosić. Jednak świadomość Jego istnienia, jak i utraty na wieczność przygotowanego miejsca w niebie, jest źródłem kolejnych mąk.
Grzesząc, człowiek postępuje przeciwko przykazaniom jak również wbrew rozumowi i naturze. Bóg jest naszym celem, oglądanie Go w wieczności jest szczęściem wiecznym. Grzech powoduje, że cel ten staję się nieosiągalny gdyż jedną z kar piekielnych jest brak nadziei na zbawienie, jest to pewność, że Boga już nigdy nie zobaczymy. Natura ludzka wszelkimi siłami dąży do szczęścia, pragnie ładu a w piekle dusze wiedzą, że tego nie będzie nigdy i w żadnym przypadku. Grzech ciężki jest czynem fizycznie skończonym, ale moralnie nieskończonym, jest winą nieskończoną, ponieważ jest obrazą nieskończonego Majestatu Bożego; dlatego też kara jest nieskończona – nie pod względem intensywności – ale jest wieczna pod względem trwania.
pieklo2Najbardziej znaną karą dla dusz potępionych jest ogień piekielny, ogień wieczny. Kara ta nie jest żadną przenośnią ani metaforą: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!” (Mt 25, 41). Natury tego ognia nie znamy ale opierając się na objawieniu możemy powiedzieć, że jest on podobny do ognia ziemskiego. Ogień ziemski trawi i niszczy materię, ogień wieczny trawi duszę ale jej nie niszczy. Dusza jest nim palona przez całą wieczność ale nie jest niszczona. Grzechy są dla tego ognia jakby paliwem, tym co daje intensywność jego palącemu działaniu. Dusze, które za życia nie chciały poddać się Bogu a poddały się zmysłom czyli materii teraz muszą cierpieć również na sposób podobny do cierpień materialnych.
To nie Bóg „wymyślił” ogień piekielny. Należałoby powiedzieć, że ogień ten jest dziełem samego grzesznika gdyż jest on naturalnym wynikiem grzechu, przez który człowiek duszę swoją poddaje pod panowanie zmysłów i materii.
Grzechy są naszym balastem duchowym, jeśli ich nie „zostawimy” na ziemi, nie uwolnimy się od nich w życiu doczesnym to pociągną nas na wieczność w otchłań piekła.
Z chwilą śmierci kończy się czas, dusza przechodzi od „zanurzenia” w czasie do wieczności. Trudno jest nam sobie wyobrazić świat bez czasu, czyli wieczne „teraz”, gdy nie ma wczoraj ani jutro, gdzie zawsze jest teraz. Gdy jest „teraz” to nie ma możliwości zmiany naszego życia gdyż do tego potrzebny jest czas, dlatego chwila śmierci jest tym momentem, w którym wchodzimy do wieczności i ta chwila określa, jest podstawą naszego życia duchowego. Boże Miłosierdzie nie ma tu już zastosowania, gdyż nie ma możliwości zmiany naszego „punktu wejścia” czyli chwili śmierci i tego jak byliśmy do niej przygotowani. pieklo3Przebaczenie i okazanie miłosierdzia duszom potępionym byłoby zaprzeczeniem Bożych darów, gdyż posiadamy wolną wolę i decyzją grzesznika jest wybór piekła i odwrócenie się od Boga.
Jest nauką wiary, że kary potępionych są różne i odpowiadają ciężkości winy. Im bardziej człowiek za życia odwrócił się od Boga, im większa jest jego zatwardziałość w złym, im większa nienawiść do Boga, tym bardziej przeżywana jest utrata Boga.

Tak jak sprawiedliwego czeka szczęście i życie wieczne tak przeznaczeniem grzesznika jest wieczna męka i potępienie.

„I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego” (Mt 25 46).

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LISTOPADZIE 2014 ROKU.

Słowa a uczynki nasze

Ten jest jedyny i nieomylny znak łask i widzeń, prawdziwie od Boga pochodzących. Bo co mi to pomoże, choćbym na samotnej modlitwie najgłębiej była skupiona i najgorętsze do Pana zasyłała akty miłości i cuda Mu przyrzekała czynić w służbie Jego, jeślibym potem, wyszedłszy z modlitwy, za pierwszą, jaka mi w drogę wejdzie, okazją czyniła wręcz przeciwnie? Ale źle powiedziałam: co mi to pomoże? Bardzo pomaga, owszem, i wielki pożytek przynosi każda chwila spędzona z Bogiem, a i to postanowienie, choć dla naszej nieudolności pozostaje potem bez skutku, boska Jego łaskawość czasem dopomaga nam spełnić.

http://www.easyart.com/art-prints/Heinrich-Hofmann/Christ-And-The-Rich-Young-Ruler-10730.html

Heinrich Hofmann – Chrystus i bogaty młodzieniec

Może kiedy ześle nam tę swoją pomoc w sposób zrazu dla nas nieprzyjemny, jak to nieraz czyni z duszą nazbyt małoduszną, że zsyła na nią wielkie jakie, wstrętne dla niej, utrapienia, z którego potem zwycięsko ją wyprowadzi. I dusza, poznawszy w tym przejściu skuteczność Jego łaski, łatwiej pozbywa się strachów, które ją wstrzymywały, i ochotniejszym sercem ofiaruje siebie Panu na spełnienie wszelkiej Jego woli. Chciałam więc tylko powiedzieć, że z samych uczuć, aktów i postanowień czynionych na modlitwie, mały jest pożytek w porównaniu z tym wielkim, jaki dusza odnosi, gdy z aktami i słowami zgadzają się uczynki. Choć nie każda zdoła wykonać od razu wszystko, co sobie postanawia, niech stopniowo zdąża do celu, wciąż na nowo pobudzając ku temu swoją wolę. Niech jednak pamięta, że bez tego naginania woli, do którego w tym zakątku klasztornym obfitą co dzień znajdzie sposobność, modlitwa, chociażby tego pragnęła, nie przyniesie jej wielkiego pożytku.

Twierdza wewnętrzna; św. Teresa od Jezusa

Życie wewnętrzne

Na czym polega życie wewnętrzne?

Często o tym mówimy, lecz trzeba wciąż powtarzać by nie zapomnieć. Przede wszystkim trzeba, by to pióro czy pędzel były posłuszne. Stąd trzeba usuwać różne opory i przeszkody, które nie pozwalają dobrze dać się kierować. W życiu wewnętrznym tymi przeszkodami są wady, które trzeba pousuwać, wykorzenić. Do tego zmuszają rozmyślania, rachunek sumienia by poznać wady, poznać cnoty i do Pana Jezusa się upodobnić.

Jest to walka z samym sobą i dlatego taka trudna. Łatwiej jest rozwijać działalność na zewnątrz, niż walczyć z umiłowanymi swoimi wadami. Miłość własna kocha te wady i nie chce ich się pozbyć. Te wady umie nawet pokrywać cnotami. Na przykład, gdy kto nie słucha, to mówi o niezłomności woli i charakteru; kto ostygł w modlitwie, myśli o pracy zewnętrznej. I miłość własna potrafi to brać za cnoty.

mid_24834Taka wada jest jakby szkodliwą rośliną. Odciąć łodygę, to z korzenia wyrośnie druga, wyrwać korzeń, zostaną w ziemi drobne korzonki i znów po niejakim czasie odrosną. Wady zawsze odrastają i zawsze trzeba je wyrywać, jak odrosną. (…)

Sprawa własnego zbawienia i uświęcenia jest o wiele ważniejsza od pracy nad duszami innych. Bardzo jest ważne, żebyśmy w tej pracy nad innymi nie zapomnieli o własnej duszy, bo nasze zbawienie i uświęcenie jest najważniejsze. Gdyby wolą Bożą było, by to wszystko zacieśnić, chętnie należy się do tego zastosować.

Pan Bóg czasami tak kieruje, żeby z naszych dobrych chęci była ofiara. Zachoruje na przykład najgorliwsza dusza; Pan Bóg chce tej ofiary, by przez nią oczyścić jej intencję, bo miłość własna wszędzie się wciska i wywołuje chociażby zadowolenie z rezultatów jej działalności .Nam się zdaje, że dla chwały Niepokalanej pracujemy, ale do tego wmiesza się miłość własna i brudzi tę intencję. Gdy Pan Bóg złoży chorobą taką duszę, to ta intencja łatwiej się oczyszcza. Dlatego zawsze mówię, że infirmeria jest u nas najwydatniejszym działem.

W tej robocie apostolskiej nawrócenie i uświęcenie jest skutkiem tylko i jedynie łaski Bożej. Modlitwą te łaski Boże możemy zdobyć.

Pamiętajmy więc o życiu wewnętrznym, o walce z samym sobą. Starajmy się przede wszystkim być doskonałym narzędziem, dać się Niepokalanej kierować, bo to jest istota świętości. Trzeba też potrafić spokojnie spoczywać, gdy Matka Najświętsza ten pędzelek odłoży.

 

Niepokalanów, niedziela 13 marca 1938 r., do braci profesów solemnych na rozmyślaniu.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

 

Naśladowanie świętych

Aby się zachęcić do naśladowania świętych, czytaj ich żywoty i rozważaj ich prace, walki i ofiary oraz nagrodę, jaką im Pan wyznaczył w niebie. Pamiętaj, że święci nie byli jakimiś istotami nadziemskimi i anielskimi, ale wszyscy, prócz Najświętszej Panny, musieli staczać twarde boje z pożądliwością, która i po chrzcie św. tkwi i burzy się w ciele. Pamiętaj również, że wszyscy mamy być świętymi, chociaż nie będziemy czynić cudów. swieci_panscyPrzecież do wszystkich powiedział Bóg: Bądźcie świętymi, Bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz! (Kpł 19,2). Idźmy zatem w ślady naszych braci, którzy już wywalczyli palmę zwycięstwa i otrzymali koronę chwały, bo i cóż zresztą zdoła nas wymówić? Czy nasza słabość? Lecz i święci nie byli od niej wolni i czasem dopuszczali się małych uchybień. Czy pokusy? Lecz i święci ich doświadczali. Czy zły świat? Ale on i dawniej nie był lepszy. Czy obowiązki stanu? Lecz nie ma stanu, który by nie wydał świętych. Czy wątłe zdrowie? Ale wielu świętych przez całe życie chorowało. Czy życie splamione grzechami? Ale niektórzy święci nawrócili się dopiero w późnym wieku. Czy może brak łaski? I to nie, bo Pan nikomu nie skąpi swojej łaski, trzeba tylko wyciągnąć po nią rękę w modlitwie, a zwłaszcza kołatać do Serca Jezusowego, utajonego w Najświętszym Sakramencie, przez Niepokalaną Dziewicę. Wprawdzie miara łask dla różnych jest różna, bo Bóg kocha rozmaitość, ale każdy z nas może z tymi łaskami, jakich mu Pan użycza lub pragnie użyczać, stać się świętym, to jest może ustrzec się grzechu, a czynić dobrze. Cóż nas zatem wstrzymuje? Oto nasze lenistwo, lękające się chwilowego trudu.franciszkanie_pl_6

 

Św. J.S. Pelczar „Życie Duchowe”;  t2

 

Posłuszeństwo

Posłuszeństwo jest bardzo miłe Bogu. Ono jest milsze niż modlitwa, bo wymaga od nas zwycięstwa nad samym sobą, podczas gdy modlitwa daje nam pociechę. Jest milsze niż umartwienie ciała, bo jest umartwieniem miłości własnej i „pokutą ducha”. Jest milsze niż jałmużna, bo jest ofiarą z tego, co nam jest najdroższe i co wyłącznie do nas należy, to jest z naszej woli, a raczej z samowoli. Stąd i Bóg najbardziej tę ofiarę ceni i najhojniej ją nagradza. Opowiadają, że pewien święty pustelnik widział raz w zachwyceniu chóry błogosławionych, którzy na ziemi byli pustelnikami. Pierwszy chór tworzyli ci, którzy swoje choroby znosili cierpliwie, a nawet czynili Bogu za nie dzięki; w drugim byli ci, którzy gościnnie podejmowali podróżnych i pielęgnowali chorych. W trzecim byli ci, którzy wyrzekłszy się świata i ludzkiego towarzystwa, w samotnej pustelni zajmowali się jedynie Bogiem, w czwartym zaś ci, którzy zaparli się własnej woli i całe życie spędzili w doskonałym posłuszeństwie. Ci ostatni odznaczali się szczególną chwałą, na ich szyi błyszczał złoty łańcuch, na ich skroni jaśniała droga korona. „Cóż to znaczy?” – spytał zdziwiony pustelnik. Anioł zaś, którzy mi służył za przewodnika, odrzekł: „Wybrani trzech pierwszych chórów wprawdzie dużo uczynili dobrego, lecz szli w tym za własną wolą, chociaż dobrą, podczas gdy święci czwartego chóru nawet w dobrych rzeczach wyrzekali się własnej woli, poddając ją z miłości Bogu woli przełożonych”.[1]

sulpicjusz_1Zdarza się nawet, że Bóg doskonałe posłuszeństwo nagradza cudem. Opowiada Sulpicjusz Sewerus, że do jednego z egipskich klasztorów przyszedł pewien młodzieniec, prosząc o przyjęcie. Przełożony owego klasztoru, chcąc go wypróbować, wbił suchą laskę w ziemię i kazał mu wodą z Nilu, o dwie mile odległego, podlewać ją tak długo, dopóki nie zapuści korzeni i nie zacznie kwitnąć. Młodzieniec skłonił głowę na znak zezwolenia i wziął się do pracy. Minął rok jeden i drugi, a laska była sucha. Mimo to młodzieniec nie zachwiał się w posłuszeństwie. Pan też wynagrodził jego wytrwałość, bo w trzecim roku owa laska puściła korzenie, zazieleniła się i wyrosła w potężne drzewo, które Sulpicjusz Sewerus własnym oczyma oglądał.

Posłuszeństwo jest również korzystne dla duszy, korzystniejsze niż pobożność, tak że „jedna kropla posłuszeństwa ma większe znaczenie niż całe naczynie najwznioślejszej modlitwy”[2]. Ono jest korzystniejsze niż praca lub pokuta, tak że podnieść słomkę z ziemi dla posłuszeństwa większą ma zasługę, niż głosić kazania, pościć, lub biczować się do krwi, ale z własnej woli[3]. Posłuszeństwo jest korzystniejsze niż zachwyty i objawienia, bo gdy z ich powodu łatwo można popaść w złudzenie lub dumę, w posłuszeństwie nie trzeba się tego lękać.

Nieocenione są owoce posłuszeństwa. Ono przede wszystkim strzeże od grzechu. Kto bowiem we wszystkim słucha Pana Boga, a dla Boga swoich przełożonych, ten oczywiście zgrzeszyć nie może.

 

Św. J.S. Pelczar „Życie Duchowe”;  t2

 

 


[1] Sulpicjusz Sewerus, Dialog o cnotach św. Marcina
[2] Św. Magdalena Pazzi
[3] A. Rodrycjusz

Dobry przykład

Pamiętajcie, że Wy będziecie przykładem dla drugich; dla aspirantów, dla postulantów, dla profesów symplicznych i dla tych, którzy jeszcze przyjdą. maksymilian18Wszyscy patrzą na przykład starszych, a właściwie uczą się życia od starszych i według ich postępowania oni postępują. Mogą mieć najpiękniejsze konferencje, lecz jeśli nie będzie dobrego przykładu, nic nie pomoże. Młodzi uważać będą, że konferencja to teoria, a w praktyce to w aspiranturze można postępować tak, w postulanturze tak, w nowicjacie tak, po profesji symplicznej tak, a po wiecznej tak, jak widzieć będą u starszych.

Możecie ogromnie dużo dobrego i złego zrobić swoim przykładem. I dlatego obecnie należy rozpocząć nowe życie, nową pracę nad sobą, i codziennie należy je rozpoczynać od nowa. Nam potrzeba bodźców, które by nas pobudzały do tej pracy. I dobrze, jeśli jest ich dużo. Czy dawanie dobrego przykładu jest obowiązkiem? Tak. Wszyscy z otoczenia mają prawo żądać dobrego przykładu, a ten, kto nie daje dobrego przykładu, grzeszy nie tylko przeciw Panu Bogu, ale i wobec bliźnich – popełnia więc grzechy cudze.

 Niepokalanów, piątek 26 VI 1936, do braci rekolektantów przed profesją solemną

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

Skrupuły

pelczar-1

Św. J. S. Pelczar

Skrupuły są nie tylko cierpieniem, ale i wadą, w skutkach szkodliwą, gdyż odbierają duszy pogodę, wesele, siłę i męstwo, a wtrącają ją w smutek, niepokój, drażliwość, często nawet w zniechęcenie i rozpacz. Jeżeli są gwałtowne i długo trwałe, mogą sprowadzić obłąkanie lub chęć do samobójstwa. One wstrzymują duszę od dobrego, przedstawiając jej widmo grzechu na każdym kroku. Odwracają od ważnych obowiązków, a zajmują drobnostkami, odstraszają od modlitwy i Komunii św., a wiodą do duchowego lenistwa. Ponieważ zaś rodzą błędne sumienie, stają się dlatego źródłem wielu grzechów. Słusznie powiedział uczony Gerson, że sumienie zbyt ciasne i skrupulatne jest nieraz szkodliwsze aniżeli szerokie, bo pierwsze jest drogą bez końca, która jedynie powoduje zmęczenie, a do kresu, to jest do zbawienia nie prowadzi. Dusza chorobliwie skrupulatna nie przynosi ani Bogu chwały, ani ludziom zbudowania, ani sobie szczęścia. Bóg nie ma bowiem upodobania w służbie pełnej zamieszania i trwogi, ludzie gorszą się jej dziwactwem i zrażają się do życia pobożnego, ona sama staje się dla siebie i dla drugich nieznośnym ciężarem, a tylko szatan, który lubi łowić w mętnej wodzie, ma stąd pociechę i korzyść. Trzeba zatem lękać się tej słabości, tym niebezpieczniejszej, że się jej nie widzi. Jak bowiem wariat nie uwierzy nigdy, że jest wariatem, tak dusza skrupulatna nie chcę się zazwyczaj przyznać do swoich skrupułów.

Aby ustrzec się tej słabości, staraj się poznać zakres swoich obowiązków, abyś mógł zawsze rozróżnić, do czego jesteś obowiązany pod grzechem. A co ci jest tylko polecone jako środek do doskonałości. Módl się zatem o światło z góry i o pokój wewnętrzny, a za przewodnika życia miej sumienie prawdziwe i pewne, to jest kierujące się prawem Bożym, i słuchaj zawsze jego głosu. Chociażby sumienie było w błędzie, ale bez twojej winy, i przedstawiało coś mylnie za dobre, co dobrem nie jest, jeżeli idziesz za jego głosem, nie grzeszysz, czynisz bowiem to, co w dobrej wierze za dozwolone uważasz. Przeciwnie, gdyby sumienie przedstawiało coś jako zło, choćby to złem nie było, nie godzi się tego czynić, bo byłoby to złem dla ciebie, a więc czyn twój byłby grzechem.

 

Św. J.S. Pelczar „Życie Duchowe”; str 338 – t2

Nie obmawiać

Przed kilkoma dniami powiedziałem braciom o tym, co już kilka lat temu powiedziałem, a mianowicie o zgorszeniu przeciwko szóstemu przykazaniu Bożemu. I powiedziałem, że każdy obowiązany jest w przeciągu 24 godzin donieść o tym przełożonemu, gdyż inaczej będzie tak samo karany jak ten, który dał zgorszenie. Dla zgorszenia nie mamy być miłosierni, bo i Pan Jezus powiedział, ż lepiej kamień młyński przywiązać gorszycielowi u szyi i wrzucić w głębokości morskie (Mt 18,6).
Dziś chcę powiedzieć o drugiej rzeczy mniej ważnej od tamtej, ale również wielkiego znaczenia.
maksymilian14Mianowicie, nie krytykować. Co to znaczy nie krytykować? Czy to znaczy, że nie mamy nic mówić i o wadach? Nie! Każda rzecz stworzona jest ograniczona – ma swoje granice – i należy je ciągle udoskonalać, usuwać wady i niedoskonałości. Ale krytykować, to znaczy mówić o wadach bliźniego do tych, którzy nie mają obowiązku i nie mogą zła naprawić. Kto mówi o wadach współbrata drugiemu bratu, który nie ma obowiązku i nie może zła naprawić, grzeszy przeciwko ósmemu przykazaniu Bożemu.
Dalej, jeżeli jakaś obmowa, przejdzie przez kilka ust, zniekształca się i wówczas mogą już być rzeczy nieprawdziwe, a więc będzie oszczerstwem, czyli grzechem jeszcze cięższym od obmowy.
Mówiąc tylko o wadach bliźniego, nie przedstawiamy całej rzeczywistości, bo każdy człowiek prócz wad ma i cnoty – dodatnie strony.
Wiemy z katechizmu, że każdy, kto zgrzeszył obmową, obowiązany jest krzywdę naprawić – wynagrodzić. W jaki sposób? Najlepiej postawić siebie w jego położeniu i tak naprawić, jak byśmy chcieli, aby nam wynagrodzono, a więc czy przez sprostowanie nieprawdziwej wiadomości, czy przez podanie również dodatnich stron.
Myśląc o tym, jak byśmy chcieli, aby nam wynagrodzono, najlepiej bliźniemu wynagrodzimy.
Dalej, chciałem podkreślić również, aby poza furtą nie wyrządzić krzywdy obmową całej rodzinie. Ten kto słucha, zna tylko złe strony, które mu się powie, a nie wie, jak jest w rzeczywistości. Ze szczegółu sądzi o całości. I to jest bardzo ważna rzecz.

Niepokalanów, niedziela 26 VII 1936 r.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

 

 

 

Dusza w grzechu

Znam osobę, której było dane oglądać w widzeniu duszę w stanie grzechu śmiertelnego[1]. Widziała tę nieszczęsną duszę, pogrążoną jakby w ciemnym lochu, związaną za ręce i nogi, ślepą i niezdolną uczynić nic dobrego, co by miało zasługę przed Bogiem. Słusznie więc powinniśmy się litować nad niedolą grzeszników, nie zapominając przy tym, że był czas, kiedy i my sami w podobnym stanie żyliśmy i że nad nimi także może Pan jeszcze okazać swoje miłosierdzie, jak je okazał nad nami.

teresaO to Go ustawicznie błagajmy i niech ten będzie główny cel i przedmiot naszych modlitw. Modlić się za dusze leżące w grzechu śmiertelnym, prawdziwie to wielka jałmużna i uczynek w najwyższym stopniu miłosierny. Przedstawmy sobie człowieka, zakutego w ciężkie kajdany, przywiązanego za ręce do słupa, umierającego z głodu, nie iżby mu brakło pożywienia, owszem, ma je tuż pod bokiem i wyborne, ale mając ręce związane, sięgnąć po nie i do ust go podnieść nie może. I tak mdlejąc od nieznośnego głodu, już kona, już prawie umiera. Czy nie byłoby to okrucieństwem patrzeć na niego z założonymi rękami, a nie podać mu strawy, którą by się posilił? Ale co znaczy cała niedola tego człowieka w porównaniu z tysiąckroć gorszym, okropnym stanem grzesznej duszy, która skuta kajdanami, spętana więzami grzechu, pozbawiona łaski, która jest pokarmem i jej życiem, umiera śmiercią nie jak tamten doczesną, ale śmiercią wieczną! Czy nie widzicie, jakie by to było szczęście i dla niej, i dla was, gdybyście modlitwą waszą skruszyli jej kajdany? A więc na miłość Boga proszę was, nigdy w waszych modlitwach nie zapominajcie o tych nieszczęsnych duszach

 

Twierdza wewnętrzna; św. Teresa od Jezusa

 

 


[1] Tą osobą była ona sama czyli św. Teresa.