Święty Jan z Dukli

Jan z Dukli urodził się około 1414 roku w południowej części Dukli na tzw. Wyższym Przedmieściu przy ul. Kaczyniec. Rodzice jego byli średnio zamożnymi mieszczanami, których było stać na posłanie syna na nauki. Uczył się w nieodległym Krośnie oraz w Akademii Krakowskiej. Wśród kolegów szkolnych byli późniejsi święci: Jan Kanty oraz Szymon z Lipnicy.

Po ukończeniu nauki chcąc poznać wolę Bożą osiadł nieopodal Dukli w lesie pod górą Cergową. Pobudował tam kapliczkę ku czci Matki Bożej i surową ascezą umartwiał w sobie resztki przywiązań do rozkoszy ówczesnego świata. Prawdopodobnie w roku 1440 postanawia wstąpić do zakonu franciszkanów w Krośnie. Po uzyskaniu święceń zostaje kaznodzieją, który to urząd przypadał jedynie najbardziej uzdolnionym z braci, według zaleceń św. Franciszka. Zdobył uznanie jako kaznodzieja i dobry przewodnik dusz ukazujący w sakramencie pokuty Boże miłosierdzie. Kilkukrotnie był wybierany na gwardiana, czyli przełożonego klasztorów w Krośnie i we Lwowie. Piastował również urząd kustosza kustodii ruskiej z siedzibą we Lwowie.

W 1461 roku pojawili się we Lwowie bernardyni należący do rodziny zakonów franciszkańskich. Wrócili oni do surowej i bardziej ascetycznej, pierwotnej reguły św. Franciszka.

Święty Jan z Dukli pragnąc żyć w ubóstwie i możliwie wiernie naśladować św. Franciszka wstąpił do bernardynów w 1463 roku. Z zachowanych informacji wynika, że nie pełnił w tym zakonie żadnych funkcji, był szczęśliwy mogąc pracować jako spowiednik i kaznodzieja. Kronikarz zakonny o. Jan z Komorowa podaje, że gdy Jan z Dukli pierwszy raz usłyszał czytaną przy wspólnym stole bernardyńską regułę zakonną, rzewnie zapłakał. Tenże kronikarz pisze: „Przebywając w chórze okazywał wielką gorliwość w modlitwie i kilkakrotnie w ciągu dnia odmawiał Oficjum o Błogosławionej Dziewicy Maryi”, oraz „niekiedy znajdowano go w nocy na modlitwie zalanego łzami. Zdarzało się to najczęściej wtedy, gdy wszyscy bracia pogrążeni byli w głębokim śnie”.

Pytany przez młodych współbraci, która droga jest lepsza: życie w pustelni czy w zgromadzeniu zakonnym, takiej udzielił odpowiedzi:

„Co do mnie, nieskończenie dziękuję Bogu, że mnie do zakonu powołać raczył. Życiu pustelniczemu brakuje wielu (w org. schodzi na wielu) pomocy duchownych, które tylko we wspólnem, zakonnem pożyciu znaleźć można. W życiu na pustyni dwie wielkie niedogodności napotyka człowiek: jedna, że gdy mu brak będzie (w org. schodzić będzie na) jakiej cnoty, o tem nikt go nie ostrzeże, i w wadach swoich leżeć może na zawsze; druga że oprócz bogomyślności i umartwień ciała, w innych cnotach niełatwo się wyćwiczy, bo skądże nabędzie pokory, kiedy nie będzie tam nikogo, kto by go upokarzał? Skądże cierpliwości, jeśli nie napotyka prześladowców albo złośliwych języków, które mu przycinają? Ale przede wszystkiem jakże on nabędzie wielkich zasług posłuszeństwa, kiedy przełożonego nad sobą nie ma. Pozostawmy tamte drogi dla małej liczby szczególnie do tego wybranych przez Boga, a sami trwajmy w powołaniu, do którego nas zawezwać raczył”.

Psalmy brewiarzowe odmawiał z pamięci, przechadzając się pomiędzy stallami, aby przezwyciężać senność. Miał szczególne nabożeństwo do Matki Bożej, wyrazem tego było odmawianie nawet kilka razy dziennie Godzinek ku Jej czci. Swój wolny czas spędzał na wykonywaniu różnych posług w ogrodzie czy też w kuchni klasztornej.

j-z-DukliHistoria przekazała nam wiele historii z życia św. Jana z Dukli, a wśród nich piękną opowieść o cnocie posłuszeństwa. Było to w Krośnie, gdy już był zwolniony z obowiązków gwardiańskich. Postanowił w każdej rzeczy pytać o wolę i rozkaz swoich przełożonych. Pewnego dnia, gdy już ubrany w ornat z kielichem w ręku wychodził do Mszy św., zauważył przełożonego w zakrystii. Zwrócił się z pokornym pytaniem o ołtarz, przy którym ma składać Ofiarę: „Dokąd, Ojcze, każesz mi iść za Mszą świętą?”. Przełożony zajęty pilnymi sprawami i zamyślony zbył go niecierpliwie – „do Lwowa!” (ok. 170 km). Święty Jan nie widząc w tym nic nadzwyczajnego skłonił się, wyszedł z zakrystii, przeszedł przez kościół, wyszedł na ulicę i udał się w kierunku Lwowa. Po godzinie drogi był już w Komborni (ok. 10 km) gdzie zatrzymał się na odpoczynek. Nie chcąc łamać postu eucharystycznego jedynie obmył twarz w wodzie nad strumykiem. Nagle poczuł się uniesiony w górę – dwaj młodzieńcy niewypowiedzianej urody na skrzydłach unieśli go w kierunku Lwowa. W okolicach Prałkowic pod Przemyślem pobłogosławił rolnikom pracującym na polu, którzy w zdumieniu i zachwycie upadli na kolana na taki widok. Święty Jan z Dukli posłuszny otrzymanemu rozkazowi tego dnia odprawił Mszę św. we Lwowie.

Źródło św. Jana z Dukli jest do dzisiaj w Komborni i słynie ze swoich właściwości leczniczych.

28 września 1484 roku Jan z Dukli zmarł we Lwowie. Już za życia był traktowany jak święty a kult jego z chwilą śmierci przybrał na sile. To jemu przypisywano ocalenie miasta w 1648 roku: „Ten niespodziewany odwrót nieprzyjaciela, a z nim ocalenie miasta, przypisywano cudowi i opowiadano, że Chmielnicki i Tuhaj-bej ujrzeli w chmurach wieczornych nad klasztorem Bernardynów postać zakonnika klęczącego z wzniesionymi rękami i widokiem tym przestraszeni dali znak do odwrotu. OO. Bernardyni uznali, że to był błogosławiony Jan z Dukli; toteż po opuszczeniu Lwowa przez kozaków, całe miasto udało się do jego grobu z procesyją, złożyło na jego grobie koronę, a w następnym roku wystawiło przed kościołem Bernardynów kolumnę, która do dziś dnia istnieje”. Po 1945 roku rzeźbę Jana z Dukli usunięto z kolumny zastępując ją kamienną wazą.

W 1733 r. papież Klemens XII ogłosił Jana z Dukli błogosławionym, a papież Jan Paweł kanonizował go w 1997 roku. Jest św. Jan z Dukli patronem Korony Królestwo Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, Lwowa oraz rycerstwa polskiego. Czczony jest także przez Ormian oraz wyznawców prawosławia. Do jego grobu pielgrzymowali: Zygmunt III Waza, Władysław IV, Jan Kazimierz, Michał Korybut Wiśniowiecki i Jan III Sobieski, a także hetmani Stanisław Żółkiewski i Jan Zamoyski.

Od 1945 roku jego relikwie były przechowywane w Rzeszowie, a w 1974 roku zostały przeniesione do kościoła OO. Bernardynów w Dukli.

Na pamiątkę 600.lecia urodzin ubiegły, 2014 rok, był ogłoszony przez Sejm Rzeczpospolitej Polskiej Rokiem św. Jana z Dukli.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W PAŹDZIERNIKU 2015 ROKU.

Ludobójstwo wołyńskie a Boże Miłosierdzie

Miłosierdzie Boże nie może stać w sprzeczności ani w żadnej opozycji do Bożej Sprawiedliwości, gdyż w Bogu nie ma żadnej sprzeczności. Boże Miłosierdzie objawia się po wyznaniu grzechów – to grzesznik jest stroną inicjującą. To w odpowiedzi na inicjatywę grzesznika, Boże Miłosierdzie obejmuje skruszonego grzesznika.

Przebaczenie i prośba o przebaczenie w odniesieniu do ludobójstwa na Wołyniu jest obecnie nadużyciem cnoty Miłosierdzia Bożego. Aby prosić o przebaczenie na początku należy jasno określić, za jakie działania, za jakie czyny przepraszamy i prosimy o przebaczenie. Gdy to nie jest określone, gdy pozostawiamy tu niedomówienie cierpi Boża Sprawiedliwość.

Przebaczenie nie może powodować zapominania krzywd (krzywdy wyrządzone przez Niemcy hitlerowskie opisywane są do dnia dzisiejszego a miejsc upamiętniających to ludobójstwo jest wiele, mimo orędzia biskupów polskich ze znamiennym zdaniem „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”). Wtedy nikt nie miał wątpliwości kto jest ofiarą a kto sprawcą zła.

Przebaczenie sprawcom nie może powodować, że ofiary są usuwane z pamięci. Dzisiaj każda nawet próba upamiętnienia ofiar ludobójstwa na Wołyniu wywołuje głosy o Miłosierdziu.

Zanim zaczniemy mówić o przebaczeniu dla zbrodniarzy, najpierw musi być oddany szacunek i hołd ofiarom. Przebaczenie nie może wyprzedzać pamięci o ofiarach. Jeśli ofiary nie są uczczone jako pierwsze, to tak naprawdę akceptujemy i przyzwalamy na zbrodnicze czyny.

Ofiarom należy się szacunek i pamięć a sprawcom można okazać miłosierdzie. Miłosierdzie nie może zastępować pamięci o ofiarach, o ich męce, o ich tragedii.

Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary” – Najpierw upamiętnienie ofiar w później można mówić o przebaczeniu. Nie może być przebaczenia bez hołdu i pamięci dla niewinnych ofiar ludobójstwa.

Doktryna Giedroycia

W latach 60tych Jerzy Giedroyć, redaktor naczelny paryskiej „Kultury”, sformułował nową koncepcję polityki zagranicznej przyszłej Polski. Koncepcja opierała się – w ogromnym uproszczeniu – na założeniu, że Rosja nie jest w stanie stanowić zagrożenia dla Polski, jeżeli oba państwa będzie przedzielać pas niezależnych krajów powstałych z byłych republik radzieckich. Dlatego celem Polski jest zarówno wspieranie powstania tych państw, jak i dbanie o dobrosąsiedzkie stosunki z nimi tak, aby na powrót nie wpadły na orbitę Rosji. Podstawowym warunkiem tych dobrosąsiedzkich stosunków jest wyrzeczenie się na zawsze wszelkich nastrojów rewizjonistycznych.

Po przewrocie z 1989 roku, doktryna Giedroycia stała się jednym z głównych drogowskazów polskiej polityki zagranicznej. Przejawiało się to chociażby w blankietowym uznawaniu wszystkich postsowieckich republik, aktywnym wspieraniu ich na arenie międzynarodowej i obronie ich interesów nawet wtedy gdy byliśmy o to nie proszeni. Co więcej, działo się to często kosztem pozostawienia polskich mniejszości samych sobie, puszczaniu w niepamięć wydarzeń historycznych, niewspieraniu polskich przedsiębiorców mających problemy z tamtejszymi władzami czy wręcz na poświęcaniu polskich interesów (sztandarowym przykładem był tu rurociąg północny). Nie za bardzo za to udało się zaskarbić przyjaźń owych państw, gdyż przynajmniej niektóre z nich swoją tożsamość oparły w znacznej mierze na nacjonalizmie i antypolonizmie.

Od odzyskania niepodległości minęły już 22 lata, a doktryna Giedroycia do niedawna była aksjomatem naszej polityki. Wydaje się, że dopiero w ostatnich latach następuje przewartościowanie naszych stosunków ze wschodnimi partnerami.

http://www.historycy.org/index.php?showtopic=84125&mode=linear

W końcu lat 50. minionego stulecia Juliusz Mieroszewski oraz Jerzy Giedroyć sformułowali doktrynę geopolityczną, która zawierała się w prostej maksymie: „nie może być wolnej Polski bez wolnej Litwy, Białorusi i Ukrainy”. Jerzy Giedroyć pierwszy zwrócił oczy rodaków na Wschód, w stronę narodów dotąd przez nich lekceważonych, zupełnie nieobecnych na mapie Europy podbitej przez Związek Radziecki. Redaktor naczelny paryskiej „Kultury” nawoływał do uznania podmiotowości Białorusinów, Ukraińców, Litwinów, udzielenia im pomocy w odzyskaniu niepodległości bez względu na to, czy będą oni w przyszłości lojalni wobec Polski czy nie. Uznawał bowiem, że sam fakt istnienia niepodległych sąsiadów odsuwa od Polski niebezpieczeństwo ponownego starcia z Rosją.
Po 1989 roku Rzeczpospolita zaczęła realizować doktrynę Giedroycia, wspierając dążenia sąsiednich narodów do uzyskania samodzielności politycznej. My nigdy nie zapomnimy, że Polska jako jedna z pierwszych uznała niezależność Białorusi, a stosunki polityczne nawiązała długo przed uzyskaniem przez nasz kraj niepodległości.

http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/artykul,689,Doktryna_ULB_?_koncepcja_Giedroycia_i_Mieroszewskiego_w_XXI_wieku

Patrząc z perspektywy czasu na założenia tej doktryny jest ona dla naszego państwa a zwłaszcza narodu ideą ze wszech miar szkodliwą i zabójczą. Prowadzi ona do sytuacji gdy interes obcego państwa(Litwy, Ukrainy) stoi wyżej niż interes tam mieszkających Polaków. Jak to działa, widać w realizacji umów międzynarodowych, gdy w imię tejże doktryny nie domagamy się praw dla naszych rodaków na Litwie mimo podpisanych umów. Podobnie dzieje się na Ukrainie, gdy popieramy nawet ruchy ewidentnie antypolskie aby tylko doprowadzić do przyjęcia Ukrainy do UE. Wspieramy inne kraje kosztem naszych rodaków tam zamieszkałych.
Poświęcanie interesów Polaków mieszkających za granicami kraju w bardzo szybkim czasie doprowadzi do tego, że nie będzie tam nikogo kto będzie się deklarował jako Polak. Jest to doktryna samobójcza dla narodu, jest to doktryna rozpaczy i braku nadziei. W latach 60 XX wieku mogła mieć rację bytu, natomiast w XXI wieku jest jak najbardziej szkodliwa i destrukcyjna.

Emanuel hrabia Małyński

ur. Żurne na Wołyniu 26.03.1875 – zm. Lozanna 17.05.1938

Palac Zurne

Nieistniejący pałac w Żurnem, fot. w zbiorach Muzeum Krajoznawczego w Bereznem

Urodził się jako jedyny dziedzic majątku Małyńskich. Rodzicami jego byli Michał Małyński herbu Poraj, dubieński marszałek szlachty, oraz baronówna Annette von Wrangel zu Addinal pochodząca z kurlandzkiej arystokracji. Na chrzcie świętym otrzymał imiona Marek, Emanuel, Wit i czasami pojawia się jako dwie niezależne osoby z imionami Marek lub Emanuel.
W dzieciństwie był raczej chuderlawy i niskiego wzrostu. Przejawiał niezwykłe zdolności sportowe – jeździł konno, wspaniale grał w tenisa, doskonale strzelał, rozmiłowany był w fechtunku szpadą.
W roku 1903 odziedziczył fortunę po swoim wuju Janie Małyńskim. Pozwoliło to na zakup mieszkania w Paryżu oraz prowadzenie wystawnego życia. W tym czasie był niepokonanym w całej Francji w zawodach strzeleckich z pistoletu i rewolweru.

Pojawia się pytanie dlaczego prawie nic o nim nie wiemy, dlaczego warto go poznać i zapamiętać?

Fahrman Malynskiego 1911 - Berezne

Samolot typu Fahrman E. Małyńskiego, 1911 – Berezne

Hrabia Małyński posiada imponujący a nieznany w Polsce dorobek pisarski. Trzydzieści dziewięć książek wydanych w języku francuskim, angielskim i polskim (2 pozycje). Był lekceważony w Polsce, uważany za „kresowego oryginała” i dandysa. Jego nazwiska nie ma w opasłych encyklopediach jak i w monografiach poświęconych polskiemu ziemiaństwu. Brak o nim informacji w pracach traktujących o polskiej idei konserwatywnej. Został wypędzony ze zbiorowej pamięci. Plany ładu powojennego po I wojnie światowej i jego poglądy krytycznie i szeroko komentowano w USA, Australii i Nowej Zelandii. Książki hrabiego recenzowano, omawiano, krytykowano, zwalczano, chwalono głównie w Paryżu, Madrycie, Londynie.
Pozostaje on autorem nieznanym dla Polaków natomiast w katolicko-tradycjonalistycznych kręgach francuskich cieszy się sporym zainteresowaniem. Dla współczesnego katolickiego publicysty zagranicznego jego poglądy są przykładem rzadkiego polityczno-religijnego profetyzmu.
Był fundatorem nagrody w szermierczym turnieju „Challenge de Małyński” we Francji. Wśród wielu znajomych z różnych i najwyższych sfer byli również bracia Wright. Lotnictwo to była kolejna pasja hrabiego. W czasie pierwszej wojny światowej zaliczany był do czołówki światowego lotnictwa i zaangażowany w prace nad nowymi konstrukcjami.
Kolejną pasją Małyńskiego były podróże. Z zachowanych informacji wynika, że zwiedził USA i Kanadę, Indie i Australię. Do roku 1910 kompanem w podróżach był towarzysz jego zabaw dziecinnych a później służący Sylwester Hermaszewski.

Serwis stolowy Muzeum Berezne

Serwis stołowy w zbiorach Muzeum Krajoznawczego w Bereznem

Tradycjonalizm Małyńskiego nie był związany z żadną partią czy stronnictwem polskim czy też zagranicznym. Wyrósł z postawy feudalno-arystokratycznego ziemiaństwa wołyńskiego.
Dla Małyńskiego wojna była wstrząsem. Szybko zauważył, że „sprawiedliwe” zakończenie wojny jest równoznaczne z triumfem zasad rewolucji. Zauważył, że wojna wybuchła znacznie wcześniej, w umysłach ludzi, którym wciskano ją jako narodowy konflikt ze szczytnymi intencjami. Wszędzie stosowano zasadę J.J. Rousseau: „Wolność zasadza się na likwidacji odrębności i zależności jednostki od społeczeństwa”. Wprowadzano w praktykę zasady rewolucji. Powszechny pobór do wojska ubezwłasnowolnił rodzinę, kobiety zagoniono do fabryk. Pozbawiono prawa własności rzesze mieszkańców Europy. Wszystko uznano za własność państwa. W wyniku działań wojennych jednostka została podporządkowana całkowicie społeczeństwu, a własność poddana kontroli państwa.

Zdaniem E. Małyńskiego zwycięstwo bolszewizmu wynikało z kryzysu duchowego. W swoich rozważaniach przedstawił augustiański model dwóch wojujących porządków. Ład tradycjonalistyczny, civitas Dei, uosabiany jest przez katolicyzm, monarchizm, arystokratyzm, uniwersalistyczną zasadę i organiczny porządek feudalny. Przeciwko niemu stał rewolucyjny civitas mundi, reprezentowany przez egalitarną demokrację, nacjonalistyczny partykularyzm, materialistyczną redukcję człowieka, kapitalistyczny kult wydajności i dominację ilości nad jakością. Ucieleśnieniem antyporządku jest komunizm, który stanowi według Małyńskiego najpełniejszy wyraz satanicznej tyranii.

okladka

Okładka książki autorstwa E. Małyńskiego

Podstawowy błąd po roku 1815 polegał na traktowaniu rewolucji jako lokalnych wystąpień pospólstwa, mających charakter ograniczony i zwyczajowy. Monarchowie spoglądali na siebie nieufnie, prowadząc rywalizację między sobą, spychając na dalszy plan interesy cywilizacji i nadrzędnej pozycji religii. Ignorowano fakt, że rewolucja przybrała postać wielonurtowej, ukrytej, ideologicznej wojny, toczonej przeciwko monarchii. Powstawały demokratyczne republiki walczące z „ciemnotą religijną”. Wprowadzano postępową sekularyzację zwalczając zasady uniwersalistyczne. Budowano państwa realizujące partykularne interesy narodowe. Upowszechniało się upaństwawianie środków produkcji.
Walcząc z rewolucją w XIX wieku ustawiano armaty a obok nich stoły do pertraktacji. Emanuel Małyński uważał, że w tym zakresie nic się nie zmieniło do dnia dzisiejszego.
Twierdził, że walcząc z lewicą, powinno zaczynać się od wody święconej a kończyć na szpadzie. Ograniczenie się do obrony to śmierć – szpadzista, jakim był Małyński, wiedział o tym doskonale.
Szybko przekonano się, że rewolucja z nikim nie paktuje oraz że każda demokracja (liberalna, socjalistyczna, narodowa) – według K. Marksa – prowadzi zawsze do komunizmu.
Porównując ład wersalski z ładem wiedeńskim Małyński zwracał uwagę, że politycy zrobili wszystko, co było w ich mocy, aby stworzyć warunki do wybuchu nowej wojny w niedalekiej przyszłości. Rozbito Austro-Węgry, budując mozaikę narodowych państewek, niestabilnych, skłóconych i zależnych od światowej finansjery. Reasumując, Małyński zauważał:

  • Zniszczono wszystkie państwa oparte na dawnym porządku społeczno-politycznym.
  • Rozbito Austro-Węgry szczególnie znienawidzone przez amerykańskich parweniuszy.
  • Dokonano postępowego rozbioru Węgier.
  • Usankcjonowano niemiecką rewolucję i upadek cesarstwa.
  • Upokorzono pokonanych m.in. reparacjami wojennymi niemożliwymi do spłacenia nawet przez sześć dekad, a kraj pozbawiono armii gdy było zagrożenie rewoltą komunistyczną.
  • Podzielono Imperium Osmańskie, zagarniając dla siebie potrzebne obszary.
  • Wspierano nacjonalistyczny ruch młodoturecki, który jest odpowiedzialny za ludobójstwo Ormian.
  • Pilnowano by krzywda nie stała się stawiającej pierwsze kroki władzy radzieckiej.

Warto wiedzieć, że Małyński znał wiele osób, które tworzyły ład systemu powojennego. Co proponował Emanuel Małyński?

  • Restauracja systemu przedwojennego z korektą o wynik wojny.
  • Likwidacja systemu demokratycznego.
  • Budowa ogólnoeuropejskiego ruchu prawicowego, konserwatywnego stojącego na straży Christianitas.
  • Powierzenie zwierzchnictwa nad Europą papiestwu.
  • Oddłużenie Europy.
  • Ograniczenie działania systemu kredytowego.
  • Budowa zjednoczonej Europy zdolnej do oparcia się groźbie komunizmu.
  • Bezwzględne zwalczanie wewnętrzne ruchów lewicowych.
  • Ekspansja Europy na wschód.

Na wiele lat przed ujawnieniem szczegółów współpracy między amerykańskimi, finansowymi elitami a bolszewikami hrabia miał świadomość istniejących zależności pomiędzy współczesnym kapitalizmem a komunistyczną rewolucją. Zapewne nie byłby zdziwiony jałtańsko-poczdamskim rozbiorem Europy.
Amerykanizacja wymaga dłuższego czasu oddziaływania i cierpliwości w oczekiwaniu na polityczne efekty. Droga ta wytyczona w krajach gdzie jest wieloletnia tradycja parlamentarnej demokracji, zsekularyzowane społeczeństwo, gdzie funkcjonuje burżuazja i wyznawany jest materializm, agnostycyzm i liberalizm.
Socjalizm i komunizm jest to środek szybki i w części skuteczny. Podporządkowanie życia ludzkiego biurokracji, ateizacja, ubezwłasnowolnienie i pauperyzacja pozwalają na wprowadzenie zmian w społeczeństwie nie tkniętym ideologiami liberalizmu czy demokracji. Hrabia Emanuel Małyński pisał: „Komunizm, ograniczając prywatną sferę i rozszerzając władzę biurokracji, przekształca się w despotyzm wszechwładnego posiadacza nie tylko towarów, ale również ciał i dusz”.
Amerykanizm jak i komunizm z socjalizmem dążą do tego samego: budowa świata złożonego z jednakowych i wymienialnych monad, stworzenie anonimowego społeczeństwa, egalitarnego i ekonomicznego, opartego na materialnych wartościach produkcji i konsumpcji. Realizuje się to poprzez eliminację religii z życia codziennego, zanik myślenia metafizycznego i refleksyjnego, pozbawienie ostatnich form własności, niszczenie więzi rodzinnych, ujednolicenie kultury, mody, wrażliwości.

Trwa nowa era w historii świata, żyjemy w czasach realnej apokalipsy.

 

Streszczenie artykułu  „Wypędzony z pamięci”;  Ryszarda Mozgola

Zurne elektrownia

Żurne elektrownia, obecnie budynek mieszkalny

Żurne oficyna

Żurne oficyna (stróżówka), obecnie budynek mieszkalny

 

 

 

 

 

Meble palacowe Muzeum Berezne

Meble pałacowe – Muzeum Krajoznawcze w Bereznem

Zurne zabudowania gospodarcze

Żurne zabudowania gospodarcze, obecnie szpital gruźliczy

 

 

 

 

 

Zurne wieza cisnien

Żurne wieża ciśnień

La Gauchete reklama prasowa

La Gauchete reklama prasowa

 

Biblioteka Kresowa

14 grudnia 2013 roku nastąpiło otwarcie dla szerokiej publiczności Biblioteki Kresowej. Jest to seria wydawnicza oferowana czytelnikom przez Wydawnictwo TRIO i Fundację Lwów i Kresy.

Pierwszą książkę z tej serii prezentowały: pani Bogusława Radziwon z Wydawnictwa, pani Aleksandra Biniszewska reprezentująca Fundację Lwów i Kresy, pan Krzysztof Masłoń krytyk literacki i dziennikarz oraz autor pan Wiesław Helak, reżyser filmowy i scenarzysta.

Miejscem prezentacji był dwór kresowy Biniszewicze w Kuklówce Radziejowickiej.

Dwór, będący Muzeum Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich zaprasza gości mottem wypisanym nad drzwiami:

„Bóg stworzył Człowieka, Człowiek Rodzinę, Rodzina Ojczyznę, Jam Dwór Polski, co strzeże tego mężnie”.

Dwor-Biniszewicze

Na skrzydełkach pierwszej pozycji z Biblioteki Kresowej wydawca napisał:

Biblioteka Kresowa

Jest inicjatywą Salonu Tradycji Polskiej i Wydawnictwa TRIO, której myślą przewodnią jest kultywowanie i propagowanie najlepszych polskich tradycji kulturalnych, społecznych i politycznych Szczególnie zwrócimy uwagę na twórców pochodzących z Kresów jak i utworów przybliżających te tereny.

Kresy Wschodnie lub Kresy. Czym są dzisiaj dla Polaków? Utraconym terenem prawie sześciu przedwojennych województw czy też wielką raną po amputacji połowy ciała narodu? Czy świadomość narodowa wędruje wraz z ludźmi, a kulturowe dziedzictwo istnieje w oderwaniu od miejsca? Czy przyjęły się w okrojonym wymiarze na tzw. Ziemiach Odzyskanych, czy też są raczej na kształt stopy przyszytej na plecach w miejsce skrzydeł, która co prawda żyje, lecz sprawia tępy ból? Czy wreszcie jest możliwe myślenie o przyszłości w oderwaniu od tej wielkiej i po 70.latach wciąż bolesnej operacji?

Jak sytuuje nas rana kresowa w Europie? Czy pomaga rozumieć, przy całej różnicy kontekstów i odpowiedzialności, problematykę innych przesiedlonych? I jak wpłynie na nas ewentualne przyjęcie Ukrainy czy Białorusi do Unii Europejskiej? UE jako wspólnota narodów i jednocześnie jako wspólnota ojczyzn?

Pytania te nie dotyczą tylko kresowian i ich potomków. Jedni odsuwają je, inni poświęcają się im z pasją oraz kultywują pamięć, pracują w poszukiwaniu odpowiedzi. Oddają się zbieraniu materialnego, kulturowego, intelektualnego i duchowego dziedzictwa. Biblioteka Kresowa powstaje, aby ten plon udostępnićW.Helak scenariusze_syberyjskie_calaOkladka wszystkim.

Otwierającą pozycją Biblioteki Kresów są „Scenariusze syberyjskie” Wiesława Helaka. Składa się ona z czterech tekstów: Buriacki Bóg – pokazuje historię Benedykta Dybowskiego sławnego zoologa, badacza Bajkału, powstańca styczniowego, zesłańca na Syberię; Jakuty – o Wacławie Sieroszewskim, zesłańcu z 1879r. który żył między Jakutami i Tunguzami, etnografie i prozaiku; Paczurland – pokazujący brata Józefa Piłsudskiego, Bronisława, spiskowca, katorżnika, badacza Ajnów i Niwchów; Żebyście zdechli – w oparciu o wspomnienia z Kazachstanu Grażyny Jonkajtys-Luba z lat 1940-1946 oraz przekazy rodzinne.
http://www.poczytaj.pl/275386
Wiesław Helak jest autorem kolejnych książek o tematyce kresowej. Zapraszamy do kupowania i czytania tych niezwykłych książek.Możesz je znaleźć w Wydawnictwie TRIO, w sklepie internetowym http://www.wkrainieksiazki.pl i wielu innych sklepach internetowych oraz księgarniach.

Wiesław Helak „Lwowska noc”
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-7436-304-4
Liczba stron: 328

W.Helak Lwowska noc okladka

Nota o książce

To pierwsza na polskim rynku powieść o Lwowie, której akcja toczy się w latach 1939–1946, kiedy Lwów należał jeszcze do Polski. Przedstawia tragiczne dzieje rodziny polskiego nauczyciela z Kresów Wschodnich, Józefa Sztendera, jego żony Marii i ich dzieci, których życie burzy istniejący konflikt polsko-ukraiński podsycany przez bolszewików i hitlerowców. Dogadanie się Niemców z Sowietami umożliwiło Armii Czerwonej i oddziałom NKWD zajęcie miasta i od początku szykanowanie Polaków. Aresztowania i przesłuchiwania przez NKWD, rozstrzeliwania, wyrzucanie z mieszkań, wywózki na Syberię. Tego wszystkiego doświadcza główny bohater, jego rodzina, sąsiedzi i znajomi. Józef Sztender jest też świadkiem mordu na lwowskich profesorach. Mimo ciągłego zagrożenia życia, miotany pomiędzy trzema wrogami, ma jeszcze odwagę ratować swoich żydowskich sąsiadów. Za tę decyzję jego rodzina zapłaci cenę najwyższą. Lwowska noc to panorama wydarzeń okupacyjnych we Lwowie i okolicach ukazana w niezwykle poruszających obrazach, które były również udziałem najbliższej rodziny autora. Piękna, chwytająca za serce opowieść o miłości i poświeceniu w wielokulturowym środowisku Kresów.
Link do sklepu internetowego: http://www.wkrainieksiazki.pl/lwowska-noc-p-280.html

Wiesław Helak „Tryhubowa”
Wyd. I, form. A5, opr. brosz., 374 s.
ISBN 978-83-7436-334-1
Wydane wspólnie z Muzeum Lwowa i Kresów

W.Helak Tryhubowa

Niezwykła, fascynująca opowieść o polskim losie. Poznajemy dzieje bohatera od dzieciństwa, które przypadło w czasach stalinowskich, aż po lata współczesne. Plastyczny i wyrazisty opis egzystencji ludzi, którzy wyrwani z korzeniami, rzuceni w obce środowisko usiłują w tych warunkach normalnie żyć. Jednakże doświadczenie przymusowego wysiedlenia z Kresów, z ukochanej Tryhubowej, a potem wywózki na Syberię w latach 1940–1946 sprawia, że żyją w strachu i niepewności, szczególnie w początkowych latach PRL-u. Mimo to kultywują tradycję i wiarę, pamiętają o bliskich i dbają o nieliczne pamiątki ocalałe z tej zawieruchy wojennej. To powieść o miłości – do ukochanej kobiety, do rodziców, do ojczyzny i do Boga, opowieść chwytająca za serce.