Religia Kanta

W zeszłym wieku (tj. w XVIII), kiedy ilość zarozumiałych głów przekładała się na wielość różnych tłumaczeń Pisma Świętego, pojawił się osobliwy człowiek i zaprezentował swój wykład nauki moralnej, która obok siebie nie dopuszcza wiary. Był to Emmanuel Kant (zm. W 1804r.), profesor filozofii na Uniwersytecie Królewieckim w Prusach. Będąc wychowanym wśród wolności sumienia nakierowanej na wszystko, wydał nieodrodne owoce od swojego szczepu, z którego wyszedł. Pobudzony rządzą zdobycia sławy, umyślił szukać jej w nowości, dosyć szczęśliwy, według swojego zdania, że trafił na błąd, którego nikt przed nim przynajmniej jawnie nie odważył się nauczać i popierać. Dumny ze swoich pierwszych sukcesów, ogłosił w swych pismach, że pokaże dokąd rozum ludzki zdoła sięgnąć swoim objęciem. Uwielbiany i naśladowany przez wielu, usiłował postawić na gruzach starej prawdy nowy błąd i kłamstwo. Swoje rozumienie Pisma Świętego nazwał moralnym i oparł je na tych niby niewzruszonych zasadach:

  1. Zmysły są jedynym sposobem, przez który rozum może przekonać się o istnieniu i własnościach rzeczy; do czego zmysły nie dojdą, tego rozum nie może twierdzić z pewnością.
  2. Rozum w religii nie może mieć ani udziału, ani zasługi; wszystkie zatem rzeczy, które należą tylko do rozumu, i w zgłębianiu których na próżno się on wysila, nie mają żadnej wartości.
  3. Wszelka religia polega tylko na przyzwoitych i uczciwych obyczajach, tę zaś uczciwość nabywa się przez cnoty towarzyskie, którymi kojarzą się i utrzymują związki społeczeństwa.

Położywszy te zasady wnosił:

– Iż tylko nauki przyrodzone, oparte na doświadczeniu zmysłowym, mają niezawodną pewność. Reszta, gzie rozum musi badać albo upokarzać się przed powagą Objawienia, jest zajęciem niegodnym człowieka i wprost przeciwnym jego szlachetnemu przeznaczeniu.

– Prawdy podane w Piśmie Świętym do wierzenia rozumowi, jeżeli nie dają naciągnąć jakimś sposobem do ukształtowania woli i poprawy obyczajów, można je odrzucić chociażby były najściślej przykazane.

Takie są jego zasady, dążące wprost do usunięcia wszelkich tajemnic z religii, tak dalece, że nawet sam Syn Boży, u tego bezbożnika, nie był czymś innym, jak tylko pięknym pomysłem i zebraniem towarzyskich cnót, wystawionym w myśli na kształt osoby miłej Bogu. Gdy zaś do tłumaczenia Pisma Świętego tylko sam rozum wyznacza, i jeszcze tak go ogranicza, aby zgoła nic nie stanowił, nic nie wnioskował, o czym by się wpierw przez zmysły nie przekonał, któż tu nie widzi, że tym jednym zamachem dąży do zniweczenia prawd odwiecznie utrzymywanych między wszystkimi narodami? Bo któż chwyciwszy się tej zasady, będzie jeszcze chciał wierzyć, tak jak zawsze wierzono, w nieśmiertelność duszy, w wieczne nagrody i kary, w Boga albo wprost przez siebie, albo przez posługę aniołów, objawiającego ludziom swoją wolę, gdyż o tym rozum jego ani oko, ani ucho, ani żaden inny zmysł przekonać nie jest w stanie.

Zatem Kant, Emmanuel z imienia, co znaczy „Bóg z nami”, jest czystym bezbożnikiem, i zdaje się nosić to piękne imię tylko dlatego, żeby ciągle sprzeciwiać się Bogu swoimi szkaradnymi błędami. Wszakże pomimo to, że wytyczył prostą drogę do zagłady Bóstwa, do zniszczenia religii i do zhańbienia rozumu, wzbudził jednak w wielu podziw. Poszły za jego nauką szkoły, akademie, towarzystwa uczone, uważno go za wielkiego mędrca, chwalono jego przenikliwość i głębokość rozumu, i jeszcze dziś o jego zasługi w świecie uczonym spór wiodą. Jakby było trudno ocenić stopień nagrody dla tego, który zamienił Boską cześć w towarzyską korzyść, wymyślił religię bez wiary, uwięził rozum w ciemnych granicach zmysłów i wskazał drogę do życia rozpustnego.

To są smutne obłąkania, które Bóg dopuszcza na odszczepieńców od Kościoła rzymskokatolickiego, że nigdy nie mogą utrzymać jednomyślności między sobą. Przed trzema wiekami w Wittenberdze i w Genewie wiara zastępowała wszystko, a dobre uczynki zgoła nie były potrzebne do zbawienia, zaś za czasów Kanta uczynki i cnoty towarzyskie w Królewcu stanowiły całą religię, a wiara na nic się nie zdała.

Wzdryga się zdrowy rozum na bredzenie, których nawet pogańscy filozofowie dopuścić nie śmieli, jak widać z ich wyroczni i tajemnic. Ale (powie ktoś) za mędrcem naszym stoją wyroki Pisma Świętego, gdzie tyle przekazów jest o dobroczynności, o wspólnej zgodzie, o darowaniu uraz. Tak jest, te wykonać trzeba, lecz i czego wiara nas uczy – nie zaniedbywać. Inaczej byłoby to podobnie jak z tych słów Chrystusa: „Nie sądźcie a nie będziecie sądzeni”(Mt 7,1) wnosić, że do wiecznego uszczęśliwienia się dosyć jest unikać płochego posądzenia, a zabójcom, cudzołożnikom, niedowiarkom niebo obiecywać, dokąd ich jednak sam Chrystus nie dopuszcza (Ap 22,15). Wyroki Pisma Świętego nie są więc wszystkie zamknięte w jednym punkcie, ale są podzielone na te, w które potrzeba wierzyć i te które wypełniać koniecznie potrzeba. Bo jeżeli nam zalecono „abyśmy przez dobre uczynki pewne czynili wybranie nasze” (2 P 1,10) tedy również przykazano, „żebyśmy podbijali wszelki rozum pod posłuszeństwo Chrystusowe”(2 Kor 10, 5).

Skoro więc chcemy trzymać się takiej religii, jaką Chrystus ustanowił i podał przez Ewangelię, tedy powinniśmy niezbędnie wierzyć w to, co Ewangelia ta podaje nam do wierzenia. Wyraźnie bowiem Chrystus rzekł: „Przepowiadajcie Ewangelię wszelkiemu stworzeniu, Kto uwierzy i ochrzci się, zbawiony będzie, a kto nie wierzy, będzie potępiony”(Mk 16, 15). I św. Paweł też naucza: że „bez wiary niepodobna jest podobać się Bogu”(Hbr 11, 6). Cały człowiek jest obowiązany czcić Boga, bo cały przez Niego jest stworzony; a zatem i rozum swój powinien uniżyć przez Jego Boskim Majestatem. To zaś dzieje się dopiero wtedy, gdy się wierzy w to, czego się nie widzi się i rozumem nie pojmuje. „Bo wiara jest gruntem tych rzeczy, których się spodziewamy, wywodem rzeczy niewidzialnych”, mówi św. Paweł (Hbr 11, 1). Religia Kanta niby to bez wiary wyciągnięta z Ewangelii, nie jest religią Chrystusa, ale Kanta. A że pozwala każdemu żyć według własnych upodobań, doszło do tego, że znalazła wielu stronników, wśród tych, którym smakuje bydlęce życia.

 

Ks. Franciszek Pouget

 

„Protestantyzm potępiony przez papieży”; Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu; Sandomierz 2012

 

Większe zobowiązanie

Rzeczą słuszną jest, że kto więcej otrzymuje, więcej oddaje i więcej jest zobowiązany temu, od kogo otrzymuje. Wielce był Mi zobowiązany człowiek za istnienie, które mu dałem, stwarzając go na obraz i podobieństwo moje. Winien był oddawać Mi chwałę, a on Mi ją odebrał, aby oddawać ją sobie. Przeto przekroczył rozkaz, który mu dałem, i stał Mi się nieprzyjacielem. Ja pokorą mą zniszczyłem pychę jego, uniżając się i przyjmując wasze człowieczeństwo; wydobywając was z niewoli diabła, uczyniłem was wolnymi. I nie tylko dałem wam wolność, lecz jeśli spojrzysz jasno, widzisz, że człowiek stał się Bogiem, a Bóg stał się Człowiekiem przez zjednoczenie natury Boskiej z naturą ludzką.

Czyż ludzie nic mi nie winni za to, że otrzymali skarb krwi, która odrodziła dla łaski? Widzisz, o ile bardziej są zobowiązani względem Mnie po odkupieniu niż przed odkupieniem. Są zobowiązani oddawać Mi cześć i chwałę, idąc w ślady wcielonego Słowa, Jednorodzonego Syna mojego. Lecz nie wywiązują się z tego długu miłości do Mnie i ukochania człowieka, z prawdziwą i rzeczywistą cnotą.

Nie czyniąc tego, choć wielce winni Mnie kochać, wpadają w większy grzech. Przeto Ja, przez Boską sprawiedliwość, nakładam na nich surowszą karę, dając im potępienie wieczne. Fałszywy chrześcijanin otrzymuje większą karę niż poganin; przez Boską sprawiedliwość trawi go ogień, który go nie strawi, lecz tym bardziej go dręczy, że udręczony czuje, iż żre go robak sumienia. Ten robak jednak nie trawi (por. Mk 9, 43), gdyż potępieni nie tracą istnienia, przez żadną mękę, której doznają. Mówię ci, że proszą o śmierć i nie mogą jej osiągnąć, bo nie mogą stracić istnienia. Tracą istnienie łaski przez winę swoją, lecz nie istnienie.

Wina więc skutkuje o wiele większą karą po odkupieniu krwią niż przedtem, gdyż ludzie więcej otrzymali.

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012

Grzech dla czynienia dobra?

Światło rozeznania, które, wypływa z miłości, daje bliźniemu miłość uporządkowaną, która nie pozwala duszy czynić sobie szkody przez grzech, aby przynieść pożytek bliźniemu. St.CatherineofSienaGdyby jeden jedyny grzech wystarczył, aby ocalić cały świat od piekła lub dokonać wielkiego czynu, nie byłoby to miłością uporządkowaną przez rozeznanie, lecz pozbawioną rozsądku, bo nie wolno stać się winnym grzechu, nawet dla spełnienia czynu wielkiej cnoty lub przyniesienia korzyści bliźniemu. Oto porządek nakazany przez święte rozeznanie. Dusza zwraca wszystkie swe moce ku służeniu Bogu mężnie z całą gorliwością i kocha bliźniego miłością tak wielką, że gotowa jest oddać życie ciała dla zbawienia duszy tysiąc razy, jeśliby to było możliwe, znosić wszystkie cierpienia i katusze, by zapewnić bliźniemu życie łaski, i oddać mienie doczesne dla cielesnego wspomożenia go.
To sprawia światło rozeznania, które wypływa z miłości. Widzisz, jakie obowiązki względem bliźniego nakłada na duszę, która pragnie łaski. Winna kochać Jezusa miłością nieskończoną i bez miary, bliźniego z miarą, miłością uporządkowaną, nie czyniąc szkody sobie przez grzech dla pożytku bliźniego. O tym poucza św. Paweł, gdy mówi, że miłość winno zaczynać się od siebie, inaczej pożytek bliźniego nie byłby doskonały. Bo kiedy w duszy nie ma doskonałości, wszystko, co ona czyni dla siebie i dla innych, jest niedoskonałe.
Nie godzi się, aby dla zbawienia stworzeń, które są skończone i stworzone przez Boga, obrażano Tego, który jest Dobrem nieskończonym. Wina nie byłaby cięższa i większa niż owoc, który by z niej wyniknął. W żadnym więc razie nie powinnaś popełniać grzechu.

 
Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012

Język Lutra

Sam język nowego herezjarchy nadaje już jego dziełu piętno szatańskie, bo jakże on się wyraża o rzeczach najświętszych? Trzeba, mówi Bossuet, pomimo wstrętu powtórzyć jego słowa, aby dać poznać jak duch ciemności opanował lidera nowej reformy. Papież według niego był tylko „osłem, mułem, kretem, maciorą, antychrystem itd.”. „Papież – mówi Luter – tak przepełniony diabłami, że nimi oddycha, pluje itd.”. Nie kończmy, dodaje Bossuet, tego, czego Luter nie wstydził się powtórzyć razy kilkadziesiąt. Trudno wypowiedzieć, jak ten apostoł reformy wyrażał się o bullach papieskich; a Rzym nazywał zawsze, „Sodomą, Babilonem, prostytutką apokaliptyczną, stolicą antychrysta itd”. Martin_Luther,_1529Kardynałów, arcybiskupów, biskupów i księży nazywał zawsze „klechami, mnichami itd”. Świętych Kościoła katolickiego tytułował „gromadą drapieżnych lwów, wieprzami Epikura, rozszalałymi libertynami, psami pragnącymi kąpać się we krwi”. Doktorzy katoliccy, kaznodzieje, spowiednicy, zakonnicy, zakonnice, to rodzaj „obrzydliwych owadów i węży, którzy przez msze, cześć świętych i odpusty więżą u stóp słonia ludzkość całą”. Najwięcej jednak obelg rzucał na dominikanów. Teologów uniwersytetów lipskiego i sorbońskiego nazywał „kretami, obłudnikami, osłami, ubranymi w birety doktorskie”. I o świętych Ojcach wyrażał się tak samo. „Ojcowie Kościoła – mówi Luter – to głupcy, piszący niedorzeczności o bezżeństwie”. „Ja lepiej rozumiem tekst apostolski, niż tysiąc Augustynów”. „Święty Grzegorz Wielki, wykładał zasady najbardziej nierozumne”. „Święty Augustyn często błądził, i dlaczegóż go umieścili w rzędzie świętych, kiedy nie miał prawdziwej wiary?”. „Uważam św. Hieronima za heretyka; pisał tylko głupstwa o poście i bezżeństwie, a jego dzieło przeciwko Jowinianowi jest przepełnione zgorszeniami”. „Święty Bazyli także niewiele wart i nie dałbym za niego i jednego włosa”. „Święty Chryzostom, to gaduła, a św. Tomasz, to potwór teologiczny”. Przestańmy już, kończy Bossuet, i drżyjmy nad sprawiedliwością Pana Boga, który, aby ukorzyć naszą dumę dozwolił na podstawie bluźnierstw wznieść gmach nowej wiary. Pierwsi reformatorzy, przyjaciele Lutra nie mogli pokryć jego szalonych wybuchów. „Drżę z trwogi – pisze Melanchton – myśląc o namiętnościach Lutra, wrą one w nim z siłą herkulesową”. „Luter – mówi Hospiniusz – to uwiedziony przez szatana, pełen dumy i zarozumiałości człowiek”. Erazm nawet pisał do Lutra: „Jęczymy wszyscy nad nieszczęsnym rozdarciem, jakie szerzysz po świecie przez twój umysł uparty, wyuzdany i buntowniczy”. Oto kilka główniejszych rysów z charakteru twórcy Reformy.

 

Ks. Jean-Joseph Rivaux

„Protestantyzm potępiony przez papieży”; Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu; Sandomierz 2012

Skutki grzechu

  1. Panie mój, Tyś jest nieskończenie miłosiernym Bogiem. Kochasz wszystkie rzeczy, które stworzyłeś. Jesteś miłośnikiem dusz. Jakże więc to wytłumaczyć, Panie, że przebywam w świecie tak nieszczęsnym jak ten, który mnie otacza? Czy możliwe, żeby to był świat, który Ty stworzyłeś – tak pełen bólu i cierpienia? Któż spośród synów Adama może bez cierpienia przebyć drogę od urodzenia do śmierci? Jak wiele uciążliwych słabości i chorób! Jak wiele przeraźliwych wydarzeń! Jak wiele udręk straszliwych! Jak depcze ludzi i łamie ból, niedola, zamęt namiętności i nieustanny lęk! Jak okropne klęski ciągle szaleją na ziemi: wojna, głód, zaraza! Dlaczego tak jest mój Boże? Dlaczego tak jest, moja duszo? Zatrzymaj się nad tym i zapytaj siebie samą: Dlaczego tak jest? Czyżby Bóg zmienił swoją naturę? Bo jednak niedobra stała się ziemia!
  2. Boże mój, wiem bardzo dobrze, dlaczego istnieją wszystkie te niedole. Ty natury swej nie zmieniłeś, ale człowiek zniszczył swoją naturę. Zgrzeszyliśmy, Panie, i dlatego nastąpiła ta zmiana. Wszystkie niedole, które widzę i w których uczestniczę, są owocem grzechu. Nie byłoby ich, gdybyśmy nie zgrzeszyli. Są one tylko pierwszą częścią kary za grzech. Są niedoskonałym i zamglonym obrazem tego, czym jest grzech. Grzech jest czymś nieskończenie gorszym niż głód, niż wojna, niż zaraza. Pomyślmy nawet o najohydniejszej z chorób, takiej, w której ciało marnieje i rozkłada się, krew jest zatruta, głowa, serce, płuca, wszystkie organy rozprzężone, nerwy rozstrojone, niepokój, maligna – wszystko to jest niczym w porównaniu ze straszliwą chorobą duszy, którą nazywamy grzechem. Wszystko to są tylko jego skutki, wszystko to są jego cienie, nic więcej. Sama przyczyna jest innego rodzaju, jej nikczemność jest czymś bardzo odmiennym i znacznie większym niż te wszystkie niedole. Boże mój, poucz mnie o tym! Pozwól mi zrozumieć ogrom tego zła, które mnie gnębi, a ja nie wiem o tym. Poucz mnie, czym jest grzech.
  3. Wszystkie te okropne bóle ciała i duszy są owocem grzechu, ale są niczym w porównaniu z karą, jaką trzeba będzie ponieść za grzech w życiu przyszłym. Najostrzejsze, najbardziej przenikliwe bóle cielesne niczym są w porównaniu płomieniami piekła; najpotworniejsza groza czy udręka niczym jest w porównaniu z nigdy nie umierającym robakiem sumienia; najgorsze odarcie, utrata majątku, opuszczenie przez przyjaciół, zupełna samotność na ziemi niczym jest w porównaniu z utratą Bożego oblicza. Wiekuista kara jest dopiero prawdziwą miarą zła grzechu. Boże mój, poucz mnie o tym. Otwórz oczy moje i serce – usilnie o to Cię błagam – i spraw, abym rozumiał, w jak okropnym lesie śmierci jestem zabłąkany. I nie tylko poucz mnie o tym, ale prze miłosierdzie Twoje i łaskę wyprowadź mnie z niego.

 

Rozmyślania i modlitw; John Henry Newman; IW PAX 1967.