Grzech pierworodny

Tegośmy czekali, który zgładzi „grzech świata”, grzech pierworodny.

  1. Ziemia przeznaczona była człowiekowi jako dziecku bożemu. Atoli człowiek nie zadowolił się Bogiem, lecz przywołał dwóch strasznych gości: grzech i śmierć. – Co to jest grzech pierworodny? To wcielenie przekleństwa „precz od Boga!”. Człowiek należał do Boga, który go piastował w odwiecznej swej myśli, stworzył go, w łasce do siebie przygarnął, przybrał za dziecko i wychowywał, obcując z nim poufale. – Taki był stosunek pierwotny Boga do człowieka. Aliści człowiek posłuchał obcych poduszczeń, omamiła go pycha z zatruła zmysłowość. Odwrócił się od Boga i krocząc ścieżkami bałwochwalstwa, złudzeń i nadętego samolubstwa, zabłąkał się w ciemności i rozpoczął smutną grę błędów i pomyłek, tragedię ludzką. – co za szkoda, co za okropna strata! Sprzeciwiajmy się kierunkowi, tkwiącemu w grzechu pierworodnym. Bądźmy oddani jedynie Bogu. Do czego też chce należeć całem usposobieniem, jego czcząc i jego słuchając. Uczucia przeciwne będę zwalczał jako bunt.
  2. A nie tylko duch się zaćmił w zbuntowanym człowieku, w nim samym również wybuchła rebelia. W jego krwi, popędach i skłonnościach zbudziło się zwierzę. Odwróciwszy się od uroczego świata duchowego, zniżył się do kultu pięknego ciała, szedł śladami węża, jadł ziemię, ubierał się z skóry zwierząt i krył się po lasach, słowem zwyrodniał. Odtąd trapiony gorączką krwi, nieokiełznany, zdziczały człowiek nosi w sobie wszystkie stygmaty i choroby dekadencji. Stał się słaby i zwiędły na ciele i na duszy, stał się człowiekiem zwierzęcym. „Wo Götter nicht regieren, dort spucken Gespenster”. Nawet ciało tam tylko silne i zdrowe, gdzie włada niem silna dusza. – Ujmę w karby całego człowieka, by wlać weń duszę, czyli myśl, charakter i siłę,.
  3. W ślad za grzechem przyszła śmierć. Umrzesz, boś zgrzeszył! Zrozumiał to niebawem Adam, gdy ujrzał przed sobą Abla, zamordowanego ręką brata. Śmierć – co za ohydna, zimna, okrutna, nieprzeparta potęga. Za jej dotknięciem chwyta nas zgroza. Jej oddech mrozi nas, krew nam ścina. Zniszczenie znaczy jej drogę. Bezwład ogarnia żyły i nerwy człowieka, rozpadamy się w proch. O duszo, pierwiastki piękna i siły, jakże zapatrujesz się na śmierć, którąś sprowadziła na siebie swoim buntem? – Będę odwracał się od grzechu z tym samym wstrętem, jaki czuję do śmierci, z jakim życie ucieka przed unicestwieniem. Chcę żyć! Życie – to muzyka dla mnie, to moja pieśń radosna!

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

 

O trzech Przenajświętszych Hostyach od żydów poznańskich nożami skłótych w 1399 roku

Jezu w dobroci nigdy nie przebrany,
Od żydów skłóty, powtórnie krwią zlany,
Przez to nowe rany Twoje
I wylane krwawe zdroje
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

Kamienne serca z żydowskiej ulicy
W Świdwińskiej zwanej niegdyś kamienicy
Utopiły w Tobie noże,
W trzech Hostyach wieczny Boże.
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

Takeś cierpliwy, luboś Pan nad Pany,
Choć się krwią twoją zbroczył stół i ściany;
Pomny na te krwawe strugi
Odpuść grzechów naszych długi
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

Żydówka ślepa z krwi, która się toczy,
Zdrowe odbiera z podziwieniem oczy,
I my grzesząc nie widzimy,
Niech przez Twoją krew przejrzymy
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

O utajony Boże w Sakramencie!
Przez pozostałą krew na pawimencie
Niechaj we krwi nie giniemy,
Gdy się na sąd Twój stawimy
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

Z studzienki, w której topiono Twe ciało,
Wiele już ludzi zdrowie odebrało.
Nadewszystko Cię prosimy,
Niechaj dusze uzdrowimy.
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

Mamy tak wiele grzechowego brudu
A z tej studzienki nie brakło dla ludu
Zdrowia ciała lat czterysta;
Niech i dusza będzie czysta.

Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

Na Kalwaryjskiej górze, gdzie skonałeś,
Drogą Krew z boku wraz z wodą wylałeś,
I tu po Krwi żywe wody
Są dotychczas dla ochłody.
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

Niechaj w czyścowym ogniu wiernych dusze,
Które ponoszą straszliwe katusze,
Z tego sklepu folgę mają,
Tym się zdrojem zasilają.
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

My zaś w nagrodę zniewag Twego ciała,
Jakie złość żydów poznańskich zadała,
Oddajemy Ci pokłony
Boże skłuty i zraniony
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

Tym, Boże, cudem pomnażaj w nas wiarę,
Przyjmij błaganie, dzięki, serc ofiarę,
Daj Siebie godnie pożywać,
Hojnie w łaski Twe opływać
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

Byśmy o Panie, Zbawicielu słodki,
Jak bogobojnie niegdyś nasze przodki
W miłości świętej zapale
Żyli zawsze ku twej chwale
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie.

Ach, odwróć gniew Twój od miasta Poznania,
Twojem nas Ciałem zasil w dniu skonania,
Bądź przewodnikiem w podróży
Do wieczności Synu Boży
Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłujże się, zmiłuj:
Jezu w Najświętszym Sakramencie

 

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich – na Boże Ciało

Odwlekanie nawrócenia

granada_fray_luisŚw. Izydor: Niech ten, kto chce mieć pewność przebaczenia przy śmierci, czyni pokutę, póki się czuje pełen siły i zdrowia. Niech teraz opłakuje swoje nieprawości, bo kto poprawę nierządnego życia planuje sobie na jego ostatnie chwile, ten wystawia się na największe niebezpieczeństwo. Jeśli nawet nie godzi się twierdzić, że jego potępienie jest nieuniknione, to nie można też ukrywać, że jego zbawienie jest mocno wątpliwe.

Straszne to zaiste słowa, ale te, które Euzebiusz z Cezarei wkłada w usta swojego mistrza, umierającego we włosiennicy i na popiele, są jeszcze straszniejsze . Nie śmiem ich tu powtórzyć w całej ostrości wyrażeń: bałbym się, że doprowadzą one dusze słabe do rozpaczy. Kto chciałby się z nimi zapoznać, niech w czwartym tomie Dzieł św. Hieronima przeczyta list Euzebiusza do biskupa Damaszku, dotyczący chwalebnej śmierci jego święto mistrza. Tu przytoczę tylko jeden ustęp. Niektórzy zatwardziali grzesznicy powiedzą może: „Nawrócę się przy śmierci”. O, smutna pociecho! Jaki pożytek może mieć wtedy to lekarstwo dla człowieka, który całe życie przeżył nie myśląc o pokucie (chyba, że we śnie!). Uwikłany w światowe interesy, znękany bólami ciała, szarpany żałosnym wspomnieniem dzieci, które przyszło mu opuścić, dostatków, których już nie ma używać, tak ze wszystkich stron ściśnięty strachem, żalem, boleściami – jakże potrafi on wznieść serce do Boga i szczerze dokonać wtedy tego, co odpychał od siebie, póki tylko miał nadzieję życia? Czego zresztą i teraz by jeszcze nie zrobił, gdyby miał nadzieję, że wyzdrowieje? Jaka więc będzie ta pokuta, co wtedy się zaczyna, gdy kończy się życie? Znam niejednego światowego bogacza, któremu po powstaniu z ciężkiej choroby wraz z odzyskaniem zdrowia ciała pogorszył się stan duszy. Nie boję się powiedzieć, bo jestem o tym przekonany i nauczyło mnie tego długie doświadczenie, że szczęśliwy koniec człowieka, którego życia było zawsze nieporządne – który nigdy nie uląkł się grzechu i był stale niewolnikiem próżności – otóż, że szczęśliwy koniec takiego człowieka jest dziwem, jest wielkim cudem.

Takie są obawy tego świętego męża względem pokuty, która zaczyna się dopiero na łożu śmierci.

 

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

Piekło to dusza zamknięta na Miłosierdzie

Wizja piekła w Dzienniczku św. Faustyny: Dz 43, Dz 153, Dz 741, Dz 1698

s-faustynaW pewnej chwili ujrzałam dwie siostry wstępujące do piekła. Ból niewymowny ścisnął mi duszę, prosiłam Boga za nimi i rzekł do mnie Jezus: idź do Matki Przełożonej i powiedz o tym, że te dwie siostry są w okazji popełnienia grzechu ciężkiego. Na drugi dzień powiedziałam o tym Przełożonej. Jedna z nich już jest w gorliwości, a druga w walce wielkiej. (Dz 43)

W pewnym dniu ujrzałam dwie drogi: jedna szeroka, wysypana piaskiem i kwiatami, pełna radości i muzyki i różnych przyjemności. Ludzie idąc tą drogą tańcząc i bawiąc się – dochodzili do końca, nie spostrzegają się, że już koniec. A na końcu tej drogi była straszna przepaść, czyli otchłań piekielna. Dusze te na oślep wpadały w tę przepaść, jak szły, tak i wpadały. A była ich wielka liczba, że nie można było ich zliczyć. I widziałam drugą drogę, a raczej ścieżkę, bo była wąska i zasłana cierniami i kamieniami, a ludzie, którzy nią szli ze łzami w oczach i różne boleści były ich udziałem. Jedni padali na te kamienie, ale zaraz powstawali i szli dalej. A w końcu drogi był wspaniały ogród przepełniony wszelkim rodzajem szczęścia i wchodziły tam te wszystkie dusze. Zaraz w pierwszym momencie zapominały o swych cierpieniach. (Dz 153)

Dziś byłam w przepaściach piekła, wprowadzona przez Anioła. Jest to miejsce wielkiej kaźni, jakiż jest obszar jego strasznie wielki. Rodzaje mąk, które widziałam: pierwszą męką, którą stanowi piekło, jest utrata Boga; drugie – ustawiczny wyrzut sumienia; trzecie – nigdy się już ten los nie zmieni; czwarta męka – jest ogień, który będzie przenikał duszę, ale nie zniszczy jej, jest to straszna męka, jest to ogień czysto duchowy, zapalony gniewem Bożym; piąta męka – jest ustawiczna ciemność, straszny zapach duszący, a chociaż jest ciemność; widzą się wzajemnie szatani i potępione dusze, i widzą wszystko zło innych i swoje; szósta męka jest ustawiczne towarzystwo szatana; siódma męka – jest straszna rozpacz, nienawiść Boga, złorzeczenia, przekleństwa, bluźnierstwa. Są to męki, które wszyscy potępieni cierpią razem, ale to jest nie koniec mąk, są męki dla dusz poszczególne, które są męki zmysłów, każda dusza czym grzeszyła, tym jest dręczona w straszny, i nie do opisania sposób. Są straszne lochy, otchłanie kaźni, gdzie jedna męka odróżnia się od drugiej; umarłabym na ten widok tych strasznych mąk, gdyby mnie nie utrzymywała wszechmoc Boża. Niech grzesznik wie, jakim zmysłem grzeszy, takim dręczony będzie przez wieczność całą; piszę o tym z rozkazu Bożego, aby żadna dusza nie wymawiała się, że nie ma piekła, albo tym, że nikt tam nie był i nie wie jako tam jest.

Ja, Siostra Faustyna, z rozkazu Bożego byłam w przepaściach piekła na to, aby mówić duszom i świadczyć, że piekło jest. O tym teraz mówić nie mogę, mam rozkaz od Boga, abym to zostawiła na piśmie. Szatani mieli do mnie wielką nienawiść, ale z rozkazu Bożego, musieli mi być posłuszni. To com napisała, jest słabym cieniem rzeczy, które widziałam. Jedno zauważyłam, że tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło. Kiedy przyszłam do siebie, nie mogłam ochłonąć z przerażenia, jak strasznie tam cierpią dusze, toteż jeszcze się goręcej modlę o nawrócenie grzeszników, ustawicznie wzywam miłosierdzia Bożego dla nich. O mój Jezu, wolę do końca świata konać w największych katuszach, aniżeli bym miała Cię obrazić najmniejszym grzechem. (Dz 741)

Często towarzyszę duszom konającym i wypraszam im ufność w miłosierdzie Boże i błagam Boga o wielkość łaski Bożej, która zawsze zwycięża. Miłosierdzie Boże dosięga nieraz grzesznika w ostatniej chwili, w sposób dziwny i tajemniczy. Na zewnątrz widzimy, jakoby było wszystko stracone, lecz nie tak jest; dusza oświecona promieniem silnej łaski Bożej ostatecznej, zwraca się do Boga w ostatnim momencie z taką siłą miłości, że w jednej chwili otrzymuje od Boga [przebaczenie] i win i kar, a na zewnątrz nie daje nam żadnego znaku, ani żalu, ani skruchy, ponieważ już na zewnętrzne rzeczy oni nie reagują. O, jak niezbadane jest miłosierdzie Boże. Ale o zgrozo – są też dusze, które dobrowolnie i świadomie tę łaskę odrzucają i nią gardzą. Chociaż już w samym skonaniu, Bóg miłosierny daje duszy ten moment jasny wewnętrzny, że jeżeli dusza chce, ma możność wrócić do Boga. Lecz nieraz u dusz jest zatwardziałość tak wielka, że świadomie wybierają piekło, udaremnią wszystkie modlitwy, jakie inne dusze za nimi do Boga zanoszą i nawet same wysiłki Boże…(Dz 1698)

 

Katechizm Kościoła Katolickiego 1035 – Nauczanie Kościoła stwierdza istnienie piekła i jego wieczność. Dusze tych, którzy umierają w stanie grzechu śmiertelnego, bezpośrednio po śmierci idą do piekła, gdzie cierpią męki, „ogień wieczny”. Zasadnicza kara piekła polega na wiecznym oddzieleniu od Boga; wyłącznie w Bogu człowiek może mieć życie i szczęście, dla których został stworzony i których pragnie.

Bóg stworzył nas bez naszego udziału, bez naszej świadomości, lecz zbawienie nasze bez naszego udziału, bez naszej aktywności i chęci nie jest możliwe, gdyż Bóg nie dokona zbawienia wbrew naszemu życiu, decyzjom i wyborom.

„Mistrzu – spytałem – skąd ten chór boleści,pieklo-f

Kto ów lud taką snadź rozpaczą zdjęty?”

 

On rzekł: „Męczarnię takiej podłej treści

Znoszą w tym miejscu te dusze mizerne,

Które bez hańby żyły i bez cześci.

 

Są zaś wmieszane między owe bierne,

Rzesze aniołów, które samolube,

Żyły, ni wrogie Bogu, ni też wierne.”

 

Dante Alighieri „Boska Komedia” Piekło, pieśń III, tłum. E. Porębowicz

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W lUtym 2015 ROKU.

Potop grzechu

Cały świat ginie wskutek potopu. Tylko osiem osób znajduje schronienie w Arce Noego. Sześćset tysięcy mężów, nie licząc niewiast i dzieci, wychodzi z Egiptu, by wziąć w posiadanie ziemię Chanaan. Bóg wyczerpuje, że tak powiem, Swoją potęgę i dobroć na dobrodziejstwa i cuda, żeby ich tam doprowadzić. Oni Go obrażają. Dwóch tylko z całego ludu ogląda Ziemię Obiecaną. Te wypadki i mnóstwo innych, są według zdania wszystkich Doktorów, obrazem wielkiej liczby gubiących się grzeszników, a małej ilości tych, którzy się zbawią. Są usprawiedliwieniem tego zdania: Wielu wezwanych, lecz mało wybranych. Stąd też to porównanie w Piśmie świętym sprawiedliwych z drogimi kamieniami. I stąd słowo Salomona: Niezmierzona liczba szalonych (Ekl 1,15).

Na widok tego wspólnego niebezpieczeństwa, tego powszechnego potopu, równie dobitnie objawionego w obrazie i w rzeczywistości, jak mógłbyś oprzeć się uczuciu trwogi? Gdyby rodzaj ludzki miał podzielony na dwie równe części, już wtedy można by uschnąć ze strachu. Co mówię? Piekło na wieki jest złem tak straszliwym, że gdyby ze wszystkich ludzi tylko jeden miał być na nie skazany, zaprawdę, powiadam ci, ani jeden nie powinien by nie zadrżeć ze strachu. Jeden z was Mnie wyda (Mt 26, 21), mówi Zbawiciel. Na te słowa zatrwożyli się wszyscy uczniowie – a przecież wszyscy z wyjątkiem jednego mieli w swoim sumieniu rękojmię przeciw tej groźbie. Na wieść o wielkim nieszczęściu nikt nie obroni się przed trwogą. Wyobraź sobie niezliczone tłumy ludzi zgromadzone na ogromnej przestrzeni. Niech się dadzą słyszeć grzmoty i niech Bóg objawi, że piorun padnie na jednego z nich. Czy znajdzie się choć jeden człowiek, który by się nie zląkł właśnie o siebie? A przecież ma paść tylko jedna ofiara: cóż to by było dopiero, gdyby połowa, gdyby większa część miała zginąć? O, człowieku, tak roztropny na rzeczy doczesne, a tak ślepy, tak głupi na wszystko, co dotyczy wiecznego zbawienia! Błyskają ci przed oczyma pociski nieubłaganej sprawiedliwości Bożej. Oświadcza ci Bóg, że niezmiernie mała liczba ma ich uniknąć, a ty pozostajesz zimny, spokojny, nieporuszony! Czyżby piekło miało być mniej groźne od piorunów? Czy może masz od Boga jakieś szczególne zapewnienie czy patent na zbawienie? Nie widzę niczego, na czym byś mógł opierać swoje poczucie bezpieczeństwa. Widzę tylko grzechy, które cię potępiają; grzechy, które ci zwiastują odrzucenie, jeśli się nie poprawisz. A jednak twoje serce jest spokojne! Powiadasz, że cię ubezpiecza Miłosierdzie Boże. Miłosierdzie Boże jest nieskończone, to rzecz niepodważalna. Ogromna większość ludzi zostaje odrzucona, to także niepodważalne. Jeżeli podzielasz ich zbrodnie, to i los ich podzielisz – i to też niepodważalne. Popatrz więc, jak cię zaślepia miłość własna: każe ci liczyć na jakiś wyjątkowy porządek rzeczy, niedostępny dla reszty świata! A w czym ty jesteś tak uprzywilejowany między wszystkimi dziećmi Adama, żeby liczyć, że idąc tą samą drogą co oni, dojdziesz do zupełnie innej mety?

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

 

Czyściec dziełem Bożego Miłosierdzia

Święta Faustyna o czyśćcu: Dz 20, Dz 58, Dz 1738, Dz 1226

Ujrzałam Anioła Bożego, który mi kazał pójść za sobą. s-faustynaW jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. Płomienie, które paliły je nie dotykały się mnie. Mój Anioł Stróż nie odstępował mnie ani na chwilę. I zapytałam się tych dusz, jakie ich jest największe cierpienie? I odpowiedziały mi jednoznacznie, że największym dla nich cierpieniem, to jest tęsknota za Bogiem. Widziałam Matkę Bożą odwiedzającą dusze w czyśćcu. Dusze nazywają Maryję „Gwiazdą Morza”. Ona im przynosi ochłodę. Chciałam więcej z nimi porozmawiać, ale mój Anioł Stróż dał mi znak do wyjścia. Wyszliśmy za drzwi tego więzienia cierpiącego. Usłyszałam głos wewnętrzny, który powiedział: Miłosierdzie Moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe. Od tej chwili ściśle obcuję z duszami cierpiącym (Dz 20).

W pewnej chwili w nocy przyszła jedna z naszych sióstr do mnie, która umarła przed dwoma miesiącami. (…) Ujrzałam ją w strasznym stanie. Cała w płomieniach, twarz boleśnie wykrzywiona. (…) Na drugą noc przyszła znowu, ale ujrzałam ją w straszniejszym stanie, w straszniejszych płomieniach, na twarzy malowała się rozpacz. (…) Jednak w modlitwach nie ustawałam. Po jakimś czasie przyszła znowu do mnie w nocy, ale już w innym stanie. Już nie była w płomieniach, jak przedtem, a twarz jej była rozpromieniona, oczy błyszczały radością i powiedziała mi, że mam prawdziwą miłość bliźniego, że wiele dusz skorzystało z modlitw moich i zachęcała mnie, żebym nie ustawała w modlitwach za duszami w czyśćcu cierpiącymi, i powiedziała mi, że ona już niedługo będzie w czyśćcu pozostawać (Dz 58).

Powiedział mi Pan: – Wstępuj często do czyśćca, bo tam cię potrzebują. Rozumiem, o Jezu mój, znaczenie tych słów, które mówisz do mnie, ale pozwól mi wpierw wstąpić do skarbca miłosierdzia Twego (Dz 1738).

Dziś sprowadź Mi dusze, które są w więzieniu czyśćcowym i zanurz je w przepaści miłosierdzia Mojego, niechaj strumienie Krwi Mojej ochłodzą ich upalenie. Wszystkie te dusze są bardzo przeze Mnie umiłowane, odpłacają się Mojej sprawiedliwości, w twojej mocy jest im przynieść ulgę. Bierz ze skarbca Mojego Kościoła wszystkie odpusty i ofiaruj za nie… O, gdybyś znała ich mękę, ustawicznie byś ofiarowała za nie jałmużnę ducha i spłacała ich długi Mojej sprawiedliwości (Dz 1226).

Czyściec jest stanem, dzięki któremu dusze, które jeszcze nie odpokutowały za grzechy a nie popełniły grzechu ciężkiego, ale są obciążone grzechami lekkimi, powszednimi mogą dostąpić zbawienia. Dzieje się to za przyczyną Bożego Miłosierdzia. Przebywanie dusz w czyśćcu jest czasowe i prowadzi je do zjednoczenia z Bogiem, do możliwości oglądania Boga twarzą w twarz. Z uwagi na to, że Bóg jest doskonały, nic, co jest „zabrudzone” nawet drobną winą, lekkim grzechem, nie może przed Nim stanąć. Miłosierdzie Boże, poprzez czyściec przygotowuje dusze niedoskonałe do osiągnięcia zbawienia. Czyściec jest jedną z trzech części Mistycznego Ciała Kościoła – jest to Kościół pokutujący. Kary czyśćcowe w stosunku do kar piekielnych różnią się tylko tym, że w czyśćcu dusze wiedzą, iż odbywane kary zakończą się. Wiedzą one, że będą oglądały Boga twarzą w twarz, wiedzą, że w niebie czeka na nich miejsce, wiedzą, że w ostateczności dostąpią zbawienia. Poza tym dotkliwość kar, ich natężenie, ciężar, jest takie samo w czyśćcu jak i w piekle. Ogień czyśćcowy oczyszcza duszę, oświeca ją oraz przebóstwia. Jest to chrzest ognia wprowadzający dusze do nieba.

W modlitwie Pańskiej prosimy Boga o odpuszczeni nam win według tego jak sami te winy odpuszczamy bliźnim. Miłosierdzie Boże będzie tak wielkie, obfite i hojne dla nas, jakie mamy miłosierdzie dla naszych bliźnich i dla dusz czyśćcowych. Mamy podane do stosowania w życiu uczynki miłosierdzia wobec ciała i wobec duszy i wedle ich miary będzie Miłosierdzie Boże wobec nas.

My żyjący walcząc z pokusami możemy ulżyć w cierpieniu duszom pokutującym naszymi modlitwami jak również ofiarując Msze święte, podejmując pokutę, jak i uczynki miłosierdzia w ich intencji. Odpusty zupełne lub cząstkowe możemy uzyskać dla siebie lub ofiarować za dusze zmarłych. Jeśli dusza tej osoby jest już zbawiona, łaska odpustu nie ginie, lecz Bóg w Swoim Miłosierdziu przekazuje te łaski duszom najbardziej potrzebującym.

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W styczniu 2015 ROKU.

500 lat herezji

m-luter-pomnik-bielskPowstań, Panie, i osądź sprawę swoją, miej w pamięci karę dla tych, którzy nieustannie pełni są głupoty. Wysłuchaj, Panie, nasze modlitwy, bo lisy już pustoszą winnicę, której prasy sam jedynie wytłaczasz.

Panie, przed Twoim wniebowstąpieniem do Twego Ojca powierzyłeś troskę, kierownictwo i zarząd nad nią św. Piotrowi (który jest jej głową i Twoim wikariuszem), i jego następcom, bo ona jest obrazem Kościoła triumfującego. Dzik leśny niszczy ją, i wszelka dzika bestia żywi się w niej.

Powstań, św. Piotrze, i wypełniaj wspomniany wyżej urząd pasterski, który został ci przekazany od Boga, zważaj na sprawę świętego Kościoła Rzymskiego, który jest matką wszystkich kościołów i nauczycielką wiary, na sprawę Kościoła, który uświęciłeś swoją krwią z Bożego polecenia.

 

Panie Jezu, Zbawicielu nasz, ustanawiając sakramenty święte wskazałeś nam drogę i dałeś środki do osiągnięcia życia wiecznego, Ty ustanowiłeś Piotra i jego następców pasterzem Kościoła Twojego, swoim życiem pokazałeś nam wypełniać przykazania Boże i kochać bliźniego.

W rocznicę tak bolesnych i tragicznych wyborów, pragnę:

  • błagać o Miłosierdzie dla błądzących w oparach błędu i kłamstwa,
  • złożyć dobrowolne zadośćuczynienie za porzucenie sakramentów kapłaństwa, małżeństwa oraz Ofiary Mszy Świętej,
  • głosić Wszechpośrednictwo Łask Najświętszej Maryi Panny oddając hołd i cześć Jej Niepokalanemu Sercu.

 

Panno przemożna, która wyniszczyłaś wszystkie herezje całego świata, wyzwól świat chrześcijański z sideł szatańskich i wejrzyj łaskawie na dusze, zdradą szatańską zwiedzione, aby porzuciwszy wszelką przewrotność heretycką serca błądzących upamiętały się i do jedności prawdy katolickiej wróciły, za Twoim wstawieniem się do Pana naszego Jezusa Chrystusa Syna Bożego, który z Bogiem Ojcem żyje i króluje w jedności Ducha Świętego Bóg po wszystkie wieki wieków. Amen.

 

Módlmy się za heretyków, aby Bóg i Pan nasz wyrwał ich ze wszystkich błędów i raczył ich przywieść do świętej Matki, katolickiego i apostolskiego Kościoła.

Wszechmogący, wieczny Boże, Ty zbawiasz wszystkich, a nie chcesz niczyjej zguby, wejrzyj na dusze podstępem szatana uwiedzione, by wyrzekłszy się wszystkich heretyckich błędów i z mylnej drogi w skrusze serca do jedności Twej wiary powróciły.

 

 

Niewola grzeszników

granada_fray_luis

Ludwik z Granady OP

Najokropniejsza broń, jakiej używa szatan, aby nas podbić, to nasze własne żądze; bo nieporządna miłość, z jaką lgniemy do rozlicznych przedmiotów naszego pożądania, popycha nas do chwytania się wszelkich, choćby i niegodziwych środków, byle tamte osiągnąć, nie zatrzymując się przed żadną przeszkodą, choćby i przed prawem Bożym. I oto początek, przyczyna wszystkich zbrodni. To jest ten bezecny tyran, któremu grzesznicy poddani są i zaprzedani jak niewolnicy, by użyć wyrażenia Apostoła. Grzech nie pozbawił ich zupełnie wolnej woli, którą otrzymują przy stworzeniu w istocie swej niespożytą. Ta przyrodzona władza nie może być całkowicie stłumiona, jakiekolwiek ogromne brzemię nieprawości by na niej nie ciążyło – jest jednak tak dalece przez nie osłabiona, że w swoich nieustających bojach z coraz silniejszą za każdym nowym napadem chucią cielesną najczęściej przegrywa. A cóż boleśniejszego można sobie pomyśleć, niż to, że człowiek, który nosi w swojej duszy obraz Boga, który dzięki swojemu rozumowi może się, jak po promieniu spuszczonym ze światłości niebieskiej, wznieść nad wszystko co stworzone, aż na łono samego Boga – że ten człowiek, jakby na przekór takiej godności, poddaje się ślepej zwierzęcej chuci, zohydza się grzechem, oddaje przewodnictwo nad sobą szatanowi? Powierzywszy się takiemu przewodnikowi, czego innego może się on spodziewać, jeśli nie tego, że spadając z przepaści w przepaść, zatrzyma się dopiero na samym dnie piekieł?

Wyobraź sobie panią, w której znajdziesz wszystko, co tylko szlachetnego w urodzie i cnocie dać mogą urodzenie i natura. Ma ona w swojej służbie niewolnicę, u której brudy duszy nie ustępują w niczym ohydzie i brzydocie ciała. Otóż ta wstrętna kobieta podaje swojemu panu zaczarowany napój, który pozbawia go rozumu. Od tej chwili mąż, nazbyt szczęśliwy, za miłość przywiązanej żony odpłaca już tylko wzgardą i odrazą. Osadza ją w najdalszej części domu, a uwiedziony namiętnością ku swojej obrzydliwej niewolnicy, całą swoją miłość, staranie, czułość zwraca właśnie ku niej. Niczego nie pomyśli, postanowi, nie zrobi inaczej jak tylko przez nią i dla niej. Z jej rozkazu i dla jej przyjemności wydaje, traci na uczty, gry, zabawy i wszelkiego rodzaju zbytki. Nie dość, że wyniósł cudzołożną niewiastę do praw i godności prawej małżonki – trzeba jeszcze, że ta nieszczęśliwa małżonka, poniżona do stanu swojej współzawodniczki, musi teraz być niewolnicą swojej niewolnicy, musi być uległa wszystkim jej wymysłom, wszystkim zachciankom. Czy wierzysz, by szaleństwo człowieka mogło zajść tak daleko? Gdyby się kiedykolwiek coś podobnego zdarzyło, jakież byłoby zdumienie wszystkich, którzy by na to patrzyli! Jak by się każdy brzydził tą bezecną kobietą! Jakie współczucie, jaki politowanie budziłby los tej cnotliwej, nieszczęśliwej małżonki! Jaki powszechny głos oburzenia i pogardy podniósłby się przeciw temu nieuczciwemu i szalonemu mężowi?

 

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

Klękanie a kucanie

Klękanie i kucanie są to dwie postawy które widujemy często w kościele. Jaka jest ich symbolika, każda z postaw coś symbolizuje, coś przekazuje otoczeniu.

Klęcząc pokazujemy swoją uległość wobec tego, przed czym klęczymy. Jest to uległość jak również szacunek oraz prośba. Postawa klęcząca jest okazaniem posłuszeństwa Bogu oraz uznaniem Jego wielkości i majestatu.

Ze strony http://caddicus.blogspot.com/

A czym jest kucanie? Postawa ta symbolizuje chowanie się. Gdy chcemy być niezauważeni to chcemy kucnąć. Kucanie w kościele to chowanie się przed Bogiem (wydaje się nam, że przed Nim można się schować), a z drugiej strony, jest to chowanie się przed spojrzeniem innych wiernych. Nie stoimy gdy inni klęczą, przyjmujemy postawę podobną, nie zauważając, że w swojej symbolice zupełnie odmienną niż postawa klęcząca. Chowamy się przed wzrokiem innych a jednocześnie oszukujemy samych siebie. Kucając nie oddajemy czci w żaden sposób. Jeśli możemy kucnąć, to również możemy klęknąć. Jeśli nie możemy klęknąć, to cześć Bogu możemy okazać poprzez schylenie głowy. Dbanie o wygląd swojego ubrania wyżej cenimy niż cześć należną Bogu. Nie zdziwmy się zatem, że w ostatecznym rozrachunku będziemy odrzuceni przez Boga, gdy w życiu doczesnym nie potrafimy okazać mu szacunku. To, jak postępowaliśmy za życia będzie nam owocowało w wieczności. Gdy chowaliśmy się za życia przed Bogiem, to po śmierci Bóg będzie dla nas schowany.

 

Niepowodzenia i nieszczęścia

Każdemu przeciętnemu człowiekowi potrzebna jest do wytrwania w pobożności pewna miara szczęścia naturalnego. Wierność ich zależna jest bardzo od tego, co Bóg dla nich robi. Przeważnie jednak nie zdają one sobie z tego sprawy. Pobożność ich, podobnie jak ich szczęście, jest poniekąd naturalna. Wydaje im się, że znoszenie nieuniknionych w życiu ludzkim nędz jest wystarczającą próbą na ziemi, i nawet ta próba bardzo im ciąży. Tymczasem nagle horyzont zaciemnia się; ukazuje się na nim groźna mara niebezpieczeństwa.

„O Ty, który wszystko możesz – wołają – oszczędź mi tego srogiego cierpienia! O Ty, którego nigdy nie wzywano na próżno, wejrzyj na mnie; oto błagam Cię na klęczkach, ręce wyciągam ku Tobie, całuję i wznoszę ku niebu krucyfiks, ten zadatek wszelkiego miłosierdzia, a z nim razem to, co chciałbym ocalić za wszelką cenę. O Chryste, przemów, ofiaruj jeszcze raz Swoją Krew; przecież oddałeś w nasze ręce Twoje zasługi, a są to zasługi nieskończone! Jeżeli sam z siebie nie jestem w stanie Cię wzruszyć, to wzywam na pomoc Twoją Matkę, która jest także Matką moją; Jej wszechpotęga nie dopuszcza odmowy.”

Takie błaganie zanosiłeś może w dzień i w nocy, u łoża śmierci ukochanej istoty, w obliczu nadciągającej klęski, w obliczu czegokolwiek, co zagrażało twojemu szczęściu. Ile nowenn odprawiłeś! Jak bardzo prosiłeś wszystkich o modlitwy! Ile Mszy świętych ofiarowałeś na tę intencję! Wydaje się, że ufnością wzywałeś na pomoc całe niebo, wszystkie jego potęgi.

Twoja ufność została zawiedziona: pomimo wszystko nieszczęście nadeszło! Ruina szczęścia stała się zarazem ruiną pobożności. Dusza podobna jest do opustoszałej i pełnej gruzów świątyni. Zagościł w niej na stałe smutek. Rozgoryczone serce nie umie się zdobyć na nic oprócz słów rozpaczy. Dlaczego Bóg tak mnie dotyka! Dlaczego pozwolił, abym tyle modlitw zanosił na próżno! I cóż mi z tego, że zadawałem sobie tyle trudu? A przecież to, o co prosiłem, było godziwe, potrzebne i tak łatwo było Mu mnie wysłuchać! W tym obłędzie jesteśmy gotowi powtórzyć słowa ateisty: znajdując niebo głuchym, uwierzyliśmy, że jest ono puste.

Biedny człowieku, nie znasz wartości religii, ani życia wiecznego własności Boga. Obniżasz cenę Krwi Chrystusowej! Czy nie pojmujesz tego, że niebo, nawet na twoje usilne prośby, nie zawsze może się skłonić na rzecz dobra przemijającego? Że dobra tego rodzaju są nam obiecane tylko warunkowo? Czy myślisz, że ceną Krwi i cierpień Swojego Syna Bóg chce okupić jedynie to szczęście względne, niedoskonałe, może nawet niebezpieczne, szczęście, o które upominasz się w swoim zaślepieniu? Czyż myślisz, że On zezwoliłby, żeby popłynęła Krew Jezusa, żeby okrutne boleści doprowadziły Go aż do śmierci – gdyby chodziło tylko o ocalenie twego szczęścia ziemskiego? A ty sam, czy ośmieliłbyś się odezwać w taki sposób: „ Jezu, przez zasługi gorzkiej męki Twojej, oddaj mi moje radości ziemskie, bo, jeśli mi ich odmówisz, to Cię zupełnie nie rozumiem.”

Nie rozumiemy Boga, bo nie umiemy pojąć Jego wzniosłych zamiarów; nie rozumiemy Go jako przyjaciela, bo myślimy tylko o sobie; nie rozumiemy Jego zamiarów względem siebie, bo On chce, byśmy byli żywym obrazem Jego ukrzyżowania, powołuje nas do współdziałania w dziele Odkupienia, otwiera przed nami pole wielkiej miłości, wielkiej cnoty – pole szczęścia nieskończenie wzmożonego w wieczności!

Skruszmy twardą opokę która czyni nas niesprawiedliwymi. Zapłaczmy łzami poddania się, będzie w nich więcej słodyczy. Połączmy nasze ludzkie cierpienie z cierpieniem Boga, a zaczniemy jedno i drugie rozumieć, może nawet kochać. Czy nasze cierpienia nie bywają nieraz przygotowaniem do wielkich rzeczy, niezbędną ochroną przed tym, co dla nas szkodliwe? Ukochajmy je zatem, tak jak się kocha wszystko – czy miłe, czy przykre – co przynosi prawdziwe szczęście. Szczęście wcale nie jest dla nas stracone. Opuściło ono nieprzyjazną mu ziemię, na której było w stanie wydać tylko nikłe i bezwonne kwiaty, i uleciało do nieba, gdzie jest jego prawdziwa ojczyzna, gdzie znajdzie klimat odpowiedni, aby się w pełni rozwinąć.

 

Wg „Spowiedź – Przygotowanie do Sakramentu Pokuty”, Warszawa 2005

 

Owoce grzeszników

Zacięci w złości i odtrąceni wprost przez Boga, dla niegodziwości swojej, nie chcą za nic przyjąć Jego łaski, odpędzają wyrzuty sumienia i starają się stłumić je nędznymi uciechami, gardząc Bogiem i bliźnim. Powodem tego jest to, że tak korzeń drzewa jest zepsuty, jak i całe drzewo, i wszystko jest dlań przyczyną śmierci. Nieszczęśliwi ci żyją w ustawicznym smutkach, jękach i goryczy.

I jeśli się nie poprawią, póki mają jeszcze czas używać swej wolnej woli, płacz ich doczesny zmieni się w płacz bez końca. To, co było skończone, stanie się nieskończone, gdyż łzy te były wylane przez nieskończoną nienawiść cnoty, to jest przez pragnienie duszy ugruntowane na nienawiści nieskończonej.

Zaprawdę, gdyby zechcieli, oszczędziliby sobie tych łez wiecznych z pomocą Boskiej łaski, gdyby byli jeszcze wolni, pomimo tej nieskończonej nienawiści. Nienawiść może być nieskończona, poprzez dążenie i naturę duszy, lecz tu, na ziemi, akty nienawiści czy miłości, które są w duszy, nie muszą trwać zawsze. Bo dopóki się żyje, można kochać i nienawidzić wedle upodobania.

Gdy jednak umiera się w miłości cnoty, otrzymuje się szczęście, które nie kończy się nigdy; a jeśli umiera się w nienawiści, trwa się w tej nienawiści bez końca, otrzymując potępienie wieczne. Potępieni nie mogą pragnąć dobra, pozbawieni miłosierdzia Bożego i miłości bliźniego, której kosztują święci pańscy między sobą, jako też miłości, która jest w nas, pielgrzymach i podróżnych życia doczesnego, gdzie nas umieścił Stworzyciel, abyśmy doszli do wyznaczonego celu to jest do Zbawienia, Prawdy wiecznej.

Ani modlitwy, ani jałmużny, ani dobre uczynki nie mogą im pomóc. Są oni członkami odciętymi od Bożej miłości, gdyż w ciągu życia nie chcieli zjednoczyć się z posłuszeństwem dla Jego świętych przykazań w mistycznym ciele świętego Kościoła, pod słodką władzą, która rozdaje nam krew nieskalanego Baranka, Jednorodzonego Syna Bożego. Otrzymują owoc potępienia wiecznego, z płaczem i zgrzytaniem zębów.

Są to męczennicy diabła: daje on im taką nagrodą, jaką sam otrzymał.

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012

O prawdziwym Kościele Chrystusowym

O tym, że zbory ewangelików dzisiejszych, luteran, kalwinów, anabaptystów i innych sekciarzy, nie są Kościołami Chrystusowymi ale bożnicami, szatańskimi.

Co dawny chrześcijański doktor Tertulian wyrzekł i pięknie napisał o heretyku Marcjonie, to my też możemy prawdziwie powiedzieć o dzisiejszych ewangelikach, to jest o Lutrze i o jego uczniach. Iż jako osy i szerszenie plastry czynią, tak też czynią kościoły i marcjoniści, i luteranie i kalwini. Mają oni swoje kościoły, ale swoje, tak nowe, jak i cudzołożne. Jeśli poszukasz ich źródła i początku, rychlej znajdziesz go w apostazji (to jest w oderwaniu się albo odszczepieństwie) niźli w ustanowieniu apostolskim. Bo zaczęły się albo od Marcjona (a dziś od Marcina Lutra), albo od któregoś z grona zwolenników Marcjona, a dziś Lutra. W których słowach tego to doktora, mamy kilka znaków kościoła kacerskiego. Albowiem najpierw przyrównał prawdziwy Kościół Chrystusowy do pszczół, a kościół kacerski do os albo szerszeni. Osy i szerszenie są bowiem podobne pszczołom, ale nie są pszczołami, i owszem są dla pszczół szkodliwe i im przeciwne, tak też i heretycy, chociaż wydają i nazywają się chrześcijanami, ale nimi nie są: i owszem są srogimi nieprzyjaciółmi prawych chrześcijan. A jak osy wypędziwszy pszczoły, posiadają ich ule, i trawią ich miody, które wytrawiwszy, także czynią plastry, ale zamiast miodu, jakąś gorzkość znoszą do ula. Tak i heretycy, wypędziwszy gdzie mogli katolików, ich kościoły, dochody i nadania przodków przywłaszczyli sobie, a wytrawiwszy i wyniszczywszy to wszystko, co tylko było dobrego w kościele, sami zamiast miodu czystego słowa Bożego, głoszą zwiedzionym ludziom sam tylko jad i gorzkość bluźnierstw i błędów kacerskich. A to jest znak pierwszy. Drugi znak, że kościoły chrześcijańskie są pierwsze, kacerskie późniejsze, które nie były dawniej nigdzie na świecie, a później powstały i niedawno nastały, wyszedłszy z nas i uczyniwszy oderwanie a następnie od Kościoła chrześcijańskiego powszechnego. Nie były zawsze i wszędzie, i przeto nie są ani nie mogą być prawdziwym Kościołem Chrystusowym, który jest powszechny, który zawsze był i szerzył się po całym świecie. Trzeci znak, że prawdziwy Kościół Chrystusowy jest wierną oblubienicą Chrystusową, która nigdy od oblubieńca swego odstąpić, i żadnym cudzołóstwem zmazana być nie może. A kościoły kacerskie są cudzołożne. Bo odstąpiwszy swego pierwszego oblubieńca Chrystusa Pana, i oderwawszy się od Jego ciała, które jest Jego Kościołem, naśladują cudzołożników i bluźnierców kacerskich, obierają ich sobie za mistrzów i przystają do ich nauk obłędnych, przeklętych i szatańskich, i tak wstrętne z nimi cudzołóstwo płodzą, że już nie od Chrystusa są zwani chrześcijanami, ale od Lutra luteranami, od Kalwina kalwinami, i także od innych, których niemalże jak Boga samego chwalą, mają ich słowa za szczere słowo Boże. Czwarty znak, iż Kościół Chrystusowy jest prawdziwym Kościołem apostolskim, że swe pochodzenie wywodzi od apostołów, porządną i nieprzerwaną sukcesją, tak nauki apostolskiej, jak i nauczycieli, biskupów i namiestników apostolskich. Rzymski Kościół ukazuje swoje źródło i swój początek od świętego Piotra apostoła, przez porządne następstwo biskupów rzymskich, namiestników apostolskich, aż do naszych czasów. Lecz kościoły kacerskie, nie są ani być nie mogą kościołem apostolskim, bo nie mogą pokazać źródła i swego początku od apostołów aż do nas. Ale są to kościoły apostaskie, odstępnicze albo odszczepieńcze. Bo kościoły luterskie, które nie istniały pierwej na świecie, zaczęły się od Lutra apostaty, naszego odstępcy i odszczepieńca, który wyszedł z Kościoła Rzymskiego. A także kościoły zwingliańskie od Zwingliego, kalwińskie od Kalwina, i drugie od innych z nurtu Lutra. Bo ci wszyscy wyszli z jego szkoły…

Już więc, mój miły chrześcijaninie, pamiętaj te nauki, które słyszałeś. A najpierw, iż jako katolicy są podobni pszczołom, tak heretycy osom i szerszeniom, których kościoły są marne i cudzołożne, i nie apostolskie, ale apostatyczne albo odszczepieńcze. Druga, iż nie mogą być Kościołem powszechnym, przeto iż przed Lutrem nigdzie na świecie nie byli, bo ani kościołów, ani biskupów, ani żadnych znaków i pamiątek swojej religii nie mogą pokazać. I Luter ich przodek wyszedłszy do nas, nie udał się do któregoś już istniejącego kościoła, ale zbudował sobie nowy. Trzecia, gdyby wiar luterańska i kalwińska dawno była na świecie przed Lutrem, więc nie dopiero teraz, ale dawno kościoły papieskie byłyby spustoszone, ołtarze i obrazy wyrzucone, i Msze wyniszczone. Czego iż nie było, tedy to znak pewny, że wiara luterańska i kalwińska nigdy przedtem na świecie nie była. Czwarta, choćby ewangelicy dawno przed tym byli gdzieś na świecie: tedy jednak, iż się przez tak długi czas w jamach i jaskiniach kryli i taili, a wiary swej dla bojaźni wyznać nie śmieli, i przez Kościół Rzymski byli stłumieni, potępieni, i zwyciężeni, nie mogą być prawymi wyznawcami i prawdziwym Kościołem Chrystusowym. Piąta, sami się wydają być heretykami, iż Chrystusa Pana i Jego kościół, (który się nigdy zaćmić ani zataić nie może) prze całe tysiąc lat pokazują w ukryciu i w zamknięciu. A na próżno odwołują się do Husa, Hieronima z Pragi, Wiklefa i Berengariusza, bo ci wszyscy w wielu rzeczach i artykułach wiary, są zgoła przeciwni dzisiejszym ewangelikom.

Panie Boże, Ojcze miłosierdzia, racz sam usposobić i oświecić serca chrześcijańskie, które raczyłeś obrać do żywota wiecznego, aby opamiętawszy się zwodziciele i fałszerze, którzy tak wiele dusz odkupionych krwią Twego miłego Syna posyłają do piekła, co najdalej od nich uciekali; a stojąc statecznie i żyjąc pobożnie, sprawiedliwie w prawdziwym a powszechnym Kościele apostolskim, do Ciebie się po śmierci dostali, który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen

Ks. Jakub Wujek SI

 

„Protestantyzm potępiony przez papieży”; Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu; Sandomierz 2012

Religia Kanta

W zeszłym wieku (tj. w XVIII), kiedy ilość zarozumiałych głów przekładała się na wielość różnych tłumaczeń Pisma Świętego, pojawił się osobliwy człowiek i zaprezentował swój wykład nauki moralnej, która obok siebie nie dopuszcza wiary. Był to Emmanuel Kant (zm. W 1804r.), profesor filozofii na Uniwersytecie Królewieckim w Prusach. Będąc wychowanym wśród wolności sumienia nakierowanej na wszystko, wydał nieodrodne owoce od swojego szczepu, z którego wyszedł. Pobudzony rządzą zdobycia sławy, umyślił szukać jej w nowości, dosyć szczęśliwy, według swojego zdania, że trafił na błąd, którego nikt przed nim przynajmniej jawnie nie odważył się nauczać i popierać. Dumny ze swoich pierwszych sukcesów, ogłosił w swych pismach, że pokaże dokąd rozum ludzki zdoła sięgnąć swoim objęciem. Uwielbiany i naśladowany przez wielu, usiłował postawić na gruzach starej prawdy nowy błąd i kłamstwo. Swoje rozumienie Pisma Świętego nazwał moralnym i oparł je na tych niby niewzruszonych zasadach:

  1. Zmysły są jedynym sposobem, przez który rozum może przekonać się o istnieniu i własnościach rzeczy; do czego zmysły nie dojdą, tego rozum nie może twierdzić z pewnością.
  2. Rozum w religii nie może mieć ani udziału, ani zasługi; wszystkie zatem rzeczy, które należą tylko do rozumu, i w zgłębianiu których na próżno się on wysila, nie mają żadnej wartości.
  3. Wszelka religia polega tylko na przyzwoitych i uczciwych obyczajach, tę zaś uczciwość nabywa się przez cnoty towarzyskie, którymi kojarzą się i utrzymują związki społeczeństwa.

Położywszy te zasady wnosił:

– Iż tylko nauki przyrodzone, oparte na doświadczeniu zmysłowym, mają niezawodną pewność. Reszta, gzie rozum musi badać albo upokarzać się przed powagą Objawienia, jest zajęciem niegodnym człowieka i wprost przeciwnym jego szlachetnemu przeznaczeniu.

– Prawdy podane w Piśmie Świętym do wierzenia rozumowi, jeżeli nie dają naciągnąć jakimś sposobem do ukształtowania woli i poprawy obyczajów, można je odrzucić chociażby były najściślej przykazane.

Takie są jego zasady, dążące wprost do usunięcia wszelkich tajemnic z religii, tak dalece, że nawet sam Syn Boży, u tego bezbożnika, nie był czymś innym, jak tylko pięknym pomysłem i zebraniem towarzyskich cnót, wystawionym w myśli na kształt osoby miłej Bogu. Gdy zaś do tłumaczenia Pisma Świętego tylko sam rozum wyznacza, i jeszcze tak go ogranicza, aby zgoła nic nie stanowił, nic nie wnioskował, o czym by się wpierw przez zmysły nie przekonał, któż tu nie widzi, że tym jednym zamachem dąży do zniweczenia prawd odwiecznie utrzymywanych między wszystkimi narodami? Bo któż chwyciwszy się tej zasady, będzie jeszcze chciał wierzyć, tak jak zawsze wierzono, w nieśmiertelność duszy, w wieczne nagrody i kary, w Boga albo wprost przez siebie, albo przez posługę aniołów, objawiającego ludziom swoją wolę, gdyż o tym rozum jego ani oko, ani ucho, ani żaden inny zmysł przekonać nie jest w stanie.

Zatem Kant, Emmanuel z imienia, co znaczy „Bóg z nami”, jest czystym bezbożnikiem, i zdaje się nosić to piękne imię tylko dlatego, żeby ciągle sprzeciwiać się Bogu swoimi szkaradnymi błędami. Wszakże pomimo to, że wytyczył prostą drogę do zagłady Bóstwa, do zniszczenia religii i do zhańbienia rozumu, wzbudził jednak w wielu podziw. Poszły za jego nauką szkoły, akademie, towarzystwa uczone, uważno go za wielkiego mędrca, chwalono jego przenikliwość i głębokość rozumu, i jeszcze dziś o jego zasługi w świecie uczonym spór wiodą. Jakby było trudno ocenić stopień nagrody dla tego, który zamienił Boską cześć w towarzyską korzyść, wymyślił religię bez wiary, uwięził rozum w ciemnych granicach zmysłów i wskazał drogę do życia rozpustnego.

To są smutne obłąkania, które Bóg dopuszcza na odszczepieńców od Kościoła rzymskokatolickiego, że nigdy nie mogą utrzymać jednomyślności między sobą. Przed trzema wiekami w Wittenberdze i w Genewie wiara zastępowała wszystko, a dobre uczynki zgoła nie były potrzebne do zbawienia, zaś za czasów Kanta uczynki i cnoty towarzyskie w Królewcu stanowiły całą religię, a wiara na nic się nie zdała.

Wzdryga się zdrowy rozum na bredzenie, których nawet pogańscy filozofowie dopuścić nie śmieli, jak widać z ich wyroczni i tajemnic. Ale (powie ktoś) za mędrcem naszym stoją wyroki Pisma Świętego, gdzie tyle przekazów jest o dobroczynności, o wspólnej zgodzie, o darowaniu uraz. Tak jest, te wykonać trzeba, lecz i czego wiara nas uczy – nie zaniedbywać. Inaczej byłoby to podobnie jak z tych słów Chrystusa: „Nie sądźcie a nie będziecie sądzeni”(Mt 7,1) wnosić, że do wiecznego uszczęśliwienia się dosyć jest unikać płochego posądzenia, a zabójcom, cudzołożnikom, niedowiarkom niebo obiecywać, dokąd ich jednak sam Chrystus nie dopuszcza (Ap 22,15). Wyroki Pisma Świętego nie są więc wszystkie zamknięte w jednym punkcie, ale są podzielone na te, w które potrzeba wierzyć i te które wypełniać koniecznie potrzeba. Bo jeżeli nam zalecono „abyśmy przez dobre uczynki pewne czynili wybranie nasze” (2 P 1,10) tedy również przykazano, „żebyśmy podbijali wszelki rozum pod posłuszeństwo Chrystusowe”(2 Kor 10, 5).

Skoro więc chcemy trzymać się takiej religii, jaką Chrystus ustanowił i podał przez Ewangelię, tedy powinniśmy niezbędnie wierzyć w to, co Ewangelia ta podaje nam do wierzenia. Wyraźnie bowiem Chrystus rzekł: „Przepowiadajcie Ewangelię wszelkiemu stworzeniu, Kto uwierzy i ochrzci się, zbawiony będzie, a kto nie wierzy, będzie potępiony”(Mk 16, 15). I św. Paweł też naucza: że „bez wiary niepodobna jest podobać się Bogu”(Hbr 11, 6). Cały człowiek jest obowiązany czcić Boga, bo cały przez Niego jest stworzony; a zatem i rozum swój powinien uniżyć przez Jego Boskim Majestatem. To zaś dzieje się dopiero wtedy, gdy się wierzy w to, czego się nie widzi się i rozumem nie pojmuje. „Bo wiara jest gruntem tych rzeczy, których się spodziewamy, wywodem rzeczy niewidzialnych”, mówi św. Paweł (Hbr 11, 1). Religia Kanta niby to bez wiary wyciągnięta z Ewangelii, nie jest religią Chrystusa, ale Kanta. A że pozwala każdemu żyć według własnych upodobań, doszło do tego, że znalazła wielu stronników, wśród tych, którym smakuje bydlęce życia.

 

Ks. Franciszek Pouget

 

„Protestantyzm potępiony przez papieży”; Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu; Sandomierz 2012

 

Większe zobowiązanie

Rzeczą słuszną jest, że kto więcej otrzymuje, więcej oddaje i więcej jest zobowiązany temu, od kogo otrzymuje. Wielce był Mi zobowiązany człowiek za istnienie, które mu dałem, stwarzając go na obraz i podobieństwo moje. Winien był oddawać Mi chwałę, a on Mi ją odebrał, aby oddawać ją sobie. Przeto przekroczył rozkaz, który mu dałem, i stał Mi się nieprzyjacielem. Ja pokorą mą zniszczyłem pychę jego, uniżając się i przyjmując wasze człowieczeństwo; wydobywając was z niewoli diabła, uczyniłem was wolnymi. I nie tylko dałem wam wolność, lecz jeśli spojrzysz jasno, widzisz, że człowiek stał się Bogiem, a Bóg stał się Człowiekiem przez zjednoczenie natury Boskiej z naturą ludzką.

Czyż ludzie nic mi nie winni za to, że otrzymali skarb krwi, która odrodziła dla łaski? Widzisz, o ile bardziej są zobowiązani względem Mnie po odkupieniu niż przed odkupieniem. Są zobowiązani oddawać Mi cześć i chwałę, idąc w ślady wcielonego Słowa, Jednorodzonego Syna mojego. Lecz nie wywiązują się z tego długu miłości do Mnie i ukochania człowieka, z prawdziwą i rzeczywistą cnotą.

Nie czyniąc tego, choć wielce winni Mnie kochać, wpadają w większy grzech. Przeto Ja, przez Boską sprawiedliwość, nakładam na nich surowszą karę, dając im potępienie wieczne. Fałszywy chrześcijanin otrzymuje większą karę niż poganin; przez Boską sprawiedliwość trawi go ogień, który go nie strawi, lecz tym bardziej go dręczy, że udręczony czuje, iż żre go robak sumienia. Ten robak jednak nie trawi (por. Mk 9, 43), gdyż potępieni nie tracą istnienia, przez żadną mękę, której doznają. Mówię ci, że proszą o śmierć i nie mogą jej osiągnąć, bo nie mogą stracić istnienia. Tracą istnienie łaski przez winę swoją, lecz nie istnienie.

Wina więc skutkuje o wiele większą karą po odkupieniu krwią niż przedtem, gdyż ludzie więcej otrzymali.

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012

Grzech dla czynienia dobra?

Światło rozeznania, które, wypływa z miłości, daje bliźniemu miłość uporządkowaną, która nie pozwala duszy czynić sobie szkody przez grzech, aby przynieść pożytek bliźniemu. St.CatherineofSienaGdyby jeden jedyny grzech wystarczył, aby ocalić cały świat od piekła lub dokonać wielkiego czynu, nie byłoby to miłością uporządkowaną przez rozeznanie, lecz pozbawioną rozsądku, bo nie wolno stać się winnym grzechu, nawet dla spełnienia czynu wielkiej cnoty lub przyniesienia korzyści bliźniemu. Oto porządek nakazany przez święte rozeznanie. Dusza zwraca wszystkie swe moce ku służeniu Bogu mężnie z całą gorliwością i kocha bliźniego miłością tak wielką, że gotowa jest oddać życie ciała dla zbawienia duszy tysiąc razy, jeśliby to było możliwe, znosić wszystkie cierpienia i katusze, by zapewnić bliźniemu życie łaski, i oddać mienie doczesne dla cielesnego wspomożenia go.
To sprawia światło rozeznania, które wypływa z miłości. Widzisz, jakie obowiązki względem bliźniego nakłada na duszę, która pragnie łaski. Winna kochać Jezusa miłością nieskończoną i bez miary, bliźniego z miarą, miłością uporządkowaną, nie czyniąc szkody sobie przez grzech dla pożytku bliźniego. O tym poucza św. Paweł, gdy mówi, że miłość winno zaczynać się od siebie, inaczej pożytek bliźniego nie byłby doskonały. Bo kiedy w duszy nie ma doskonałości, wszystko, co ona czyni dla siebie i dla innych, jest niedoskonałe.
Nie godzi się, aby dla zbawienia stworzeń, które są skończone i stworzone przez Boga, obrażano Tego, który jest Dobrem nieskończonym. Wina nie byłaby cięższa i większa niż owoc, który by z niej wyniknął. W żadnym więc razie nie powinnaś popełniać grzechu.

 
Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012