Pochwała „Pozdrowienia anielskiego”

Pisze bł. Alan z la Roche:

W kartuzji znajdującej się gdzieś w Anglii Jezus Chrystus nasz Pan raczył objawić się pewnemu pobożnemu człowiekowi, a teraz wiem, że w tym samym czasie trzem innym osobom, które wtedy spędzały noc na modlitwie, została objawiona ta sama rzecz przez św. Jana Ewangelistę, opiekuna Dziewicy Maryi i że jest to całkowicie pewne objawienie. Jego treść jest zaś następująca:

  1. Każdy ma codziennie przez piętnaście lat na cześć Najdroższej Krwi wylanej przez Pana pobożnie odmawiać piętnaście Ojcze nasz i tyleż Zdrowaś Maryja. Po tym okresie, gdy minie całe piętnaście lat – co równa się liczbie kropli Krwi wylanej przez Pana – i gdy każdą jedną kroplę w odpowiedni sposób pozdrowi, niech sprawuje kult miły Bogu i Matce Bożej
  2. W tym samym czasie (jeśli przez cały ten okres będzie wolny od grzechu śmiertelnego) będzie mógł otrzymać od Boga następujące pięć specjalnych łask. Oto one:
    1. Wykluczenie potępienia trzech dusz z jego rodziny, które umrą w tym roku; Bóg bowiem okaże im miłosierdzie, dzięki zasługom tych modlitw, święcie ofiarowanych z myślą o zasługach Krwi przelanej dla naszego odkupienia;
    2. Dzięki zasługom Krwi Pańskiej zasłuży sobie to, że nie umrze i nie straci łaski, a wolny od wszelkiej zmazy grzechu, tak jakby dopiero co wyszedł z chrzcielnicy, będzie mógł zostać przedstawiony Chrystusowi Sędziemu jako zasługujący na radość błogosławionych duchów;
    3. Dostąpi również tych samych zasług i chwały, które symbolizuje mały wieniec wawrzynowy męczenników, tak jakby sam przelał krew za Chrystusa, to zaś jako nagroda za codzienne dzielenie cierpień Chrystusa i za uczestniczenie w zasługach Jego męki;
    4. Podobnie rzecz się będzie miała z duszami zmarłych, które chce dopuścić do uczestnictwa w zasługach tych modlitw wstawienniczych; miłosierny Bóg potrafi dać błogosławiony odpoczynek tym duszom, uwolnionych od męki czyśćca;
    5. Kto rozpocznie te modlitwy z mocnym i pewnym postanowieniem odmawiania ich przez piętnaście lat i w pierwszym roku albo w jednym z następnych umrze, otrzyma przyobiecane łaski tak samo, jakby żył do końca owych piętnastu lat.
  3. Niech teraz członek bractwa różańcowego, miłośnik i zelant Twego najświętszego Imienia, Maryjo wysłucha, tych pochwał:
    1. Raduje się niebo, zdumiewa się cała ziemia;
    2. Szatan ucieka, drży piekło;
    3. Świat traci wartość, serce rozpływa się z miłości;
    4. Senność zanika, ciało słabnie;
    5. Smutek przemija, nowa radość nadchodzi;
    6. Wzrasta pobożność, rodzi się skrucha;
    7. Nadzieja rośnie, przybywa pociech;
    8. Odnawia się duch, potęguje uczucie, kiedy mówię AVE MARIA!

 

Słodycz tego błogosławionego Pozdrowienia jest tak wielka, że nie sposób jej wyrazić ludzkimi słowami, bo zawsze okazuje się wznioślejsza i głębsza. I taka jest ta modlitwa pozdrawiająca. Niewiele słów wielka tajemnica; krótka oracja, wzniosła moc. Słodsza niż miód, cenniejsza od złota; trzeba ją nieustannie przeżuwać w ustach serca i często powtarzać czystymi wargami. Jest spleciona z niewielu słowami, a rozlewa się szerokim potokiem niebiańskiej słodyczy.

 

Psałterza Jezusa i Maryi; błogosławionego Alana z la Roche.

 

Odrzucenie „dobrych” uczynków

„Wszelka latorośl we mnie nie przynosząca owocu (Ojciec) odetnie ją.” O, cóż za straszna groźba! A czyż my na nią nie zasługujemy? I cóż znaczy to odcięcie, o którym mówi Chrystus Pan? Znaczy ono, że te dusze, które uporczywie odrzucają dobre natchnienia łaski Bożej, głuche są na wyrzuty sumienia, skarane będą tym, że Ojciec niebieski przestanie je nawiedzać pociągiem swej łaski i napomnieniem, „puści je aby szły drogą swoją”, drogą szeroką, którą wiodą namiętności, a którą świat ściele, drogą egoizmu i zmysłowości śród zamętu rozproszenia. Odetnie je w tym życiu od płodnego krzewu winnej macicy, aby je mógł na całe wieki odrzucić w ogień wieczny, jako złe i nieużyteczne ziele.

W powyższej groźbie Chrystusa uderza nas swoją osobliwością jedno słowo, mające głębokie znaczenie. Wszelką latorośl we mnie nie przynoszącą owocu – mówi Zbawiciel. A więc są dusze przynoszące owoc, jednak nie w Chrystusie – i te mają być odcięte – któreż to są?

Są to wszystkie dusze, pełniące najlepsze czyny, lecz bez czystej intencji lub bez intencji żadnej, albo też nie w złączeniu z Chrystusem, bo w stanie grzechu śmiertelnego – pełniące dobre czyny z pobudki filantropii światowej, dla rozgłosu, względów ludzkich, lub jakiej innej pobudki czysto przyrodzonej. Co dla Boga nie zostało poczęte, przez Boga w wieczności wynagrodzone nie będzie: tych owoców Bóg nie przyjmuje – płaci za nie doczesną nagrodą, ale w wieczności – odrzuca!

Nie zabezpieczajmy się więc tym, że liczne dobre uczynki spełniamy, za które świat nas chwali, ale raczej badajmy, jaka ich pobudka i czy w złączeniu z Chrystusem są wykonywane?

 

 

O pobożności prawdziwej i fałszywej; Cecylia Plater-Zyberkówa; Wydawnictwo Monumen; Poznań 2016

O roztropności w ascezie

Kiedy demon obżarstwa, który toczył liczne i częste walki, nie może zniszczyć utrwalonej wstrzemięźliwości, wtedy nakłania umysł do pragnienia najsurowszej ascezy. Wskutek tego pokazuje również towarzyszy Daniela, ich ubogie życie i nasiona (por. Dn 1,12), którymi się żywili i przypomina o pewnych innych anachoretach, którzy zawsze tak żyli albo zaczęli żyć, i przynagla, aby stać się ich naśladowcą, by chwytając się nieumiarkowanej wstrzemięźliwości utracić nawet tę umiarkowaną, skoro ciało nie poradziło sobie z powodu własnej słabości. W istocie demon ów błogosławi ustami, a złorzeczy w sercu, że nie godzi się, aby oni stali się mu posłuszni, ani żeby powstrzymywali się od chleba, oleju i wody. Taką dietę wypróbowali braci jako najlepszą – i to nie do sytości, a raz na dzień.

Dziwię się bowiem, że ktoś sycąc się chlebem i wodą będzie mógł otrzymać wieniec beznamiętności. Beznamiętnością nie nazywam wyzbycia się grzechu uczynkiem – to nazywa się wstrzemięźliwością – lecz to, co niszczy duchowo namiętne myśli. Ją to nazwał też św. Paweł duchowym obrzezaniem Żyda, który jest w nim wewnątrz (Rz 2,29). Jeśli ktoś się lęka tego, co zostało powiedziane, niech sobie przypomni „naczynie wybrania”, Apostoła, który w głodzie i pragnieniu dopełnił biegu swego życia (2 Kor 11,27; 2Tm 4,7). Tego demona naśladuje także przeciwnik prawdy, demon acedii, podpowiadając wytrzymałemu najsurowszą anachorezę, zachęcając do rywalizacji z Janem Chrzcicielem i pierwszego spośród anachoretów, Antoniego, aby nie wytrzymując stałej i nieludzkiej anachorezy uciekł ze wstydem opuściwszy miejsce, a ów potem chwaląc się powiedziałby: Okazałem się mocniejszy od niego (Ps 12,5).

Nieczyste myśli przyswajają sobie treści dla swego wzrostu i zwracają się ku wielu rzeczom. Nawet morza wielkie przemierzają duchowo i nie odmawiając sobie wędrówki długimi drogami wskutek gorączki własnej namiętności. Jeśli tylko zostaną oczyszczone, stają powściągliwsze niż przedtem, nie mogąc zwrócić się ku licznym rzeczom wskutek słabej siły namiętności. Stąd też są wzbudzane raczej wbrew naturze i – jak mówi mądry Salomon (Prz 7,12) – czas jakiś tułając się na zewnątrz, zbierają ścierń w celu zarządzonego bezprawnie wyrabiania cegieł, nie otrzymując już więcej słomy od Egipcjan (por. Wj 5,6-19). Trzeba więc z czujnością strzec serca, by zostało ocalone niczym gazela z sideł i niczym ptaszek z potrzasku (por. Prz 6,5). Łatwiej jest oczyścić nieczystą duszę niż przywrócić do zdrowia oczyszczoną, a potem znowu zranioną, ponieważ demon smutku nie pozwala na to, lecz podczas modlitwy ciągle stawia przed oczy obraz grzechu.

Nie znają demony naszych serc, jak sądzą niektórzy ludzie, albowiem jest tylko jeden znawca serc (por. Dz. 1,24; 15,8), który zna umysł ludzi i własnoręcznie ukształtował ich serca (Ps 32, 15). Po wypowiedzianym słowie i po pewnych poruszeniach ciała poznają większość poruszeń w sercu. Te właśnie rzeczy chciałem teraz przedstawić w sposób jasny, ale powstrzymał mnie święty kapłan {tj św. Makary Aleksandryjski}. Powiedział, że czymś niegodnym jest ujawniać publicznie takie rzeczy i wkładać je do uszu ludzi nie wtajemniczonych, skoro i ten, kto obcuje z kobietą w okresie jej menstruacji, według prawa, zaciąga winę (por. Kpł 15, 19-24).

Ponadto [wspomnę], że po takich znakach poznają to, co ukryte w sercu, i dzięki temu zdobywają środki przeciwko nam. Często przecież złorzecząc niektórym daliśmy dowód na to, że nie mamy miłości względem nich; dlatego też natknęliśmy się na demona pamiętania złego. I natychmiast dopuściliśmy złe myśli przeciwko owym ludziom, co do których myśli nie mieliśmy wcześniej pojęcia, że nas nachodzą. Dlatego słusznie Duch Święty wyrzuca nam: Zasiadłszy, przemawiasz przeciwko bratu swemu, znieważasz syna swojej matki (PS 49, 20) i otwierasz drzwi myślom pamiętania złego, i wzbudzasz umysł w czasie modlitwy, ciągle przedstawiając sobie twarz swego wroga, czyniąc go bogiem. Albowiem z pewnością to, na co spogląda modlący się umysł, należy także uznać za jego boga.

Umiłowani, uciekajmy, przed chorobą lżenia kogoś. Ani też nigdy nie wspominajmy źle nikogo, i nie odwracajmy spojrzenia, kiedy wspomina się bliźniego. Wszystkie gesty badają złe demony z ciekawością i niczego, co nas dotyczy, nie pozostawiają bez zbadania: ani lżenia, ani siedzenia, ani stania, ani mówienia, ani chodzenia, ani patrzenia. Wszystko z ciekawością badają, wszystkim potrząsają, cały dzień knują podstęp przeciwko nam, aby znieważyć pokorny umysł w czasie modlitwy i zgasić jego błogosławione światło. Czy słyszysz, co święty Paweł mówi do Tytusa? W nauczaniu głoś mowę nieskażoną, zdrową, wolną od zarzutu, ażeby przeciwnik odstąpił ze wstydem, nie mogąc nic złego o nas powiedzieć (Tt 2,8). Błogosławiony Dawid modli się mówiąc: Wyzwól mnie od zniewagi ludzi (Ps 118,134, LXX), nazywając ludźmi także demonów ze względu na rozumność ich natury. Przecież i Zbawiciel w Ewangeliach nazwał człowiekiem wroga, który zasiał w nas kąkol (Mt 13, 25).

Naturę rozumną pogrążoną w śmierci przez zło wskrzesza Chrystus przez kontemplację wszystkich światów. Jego Ojciec zaś duszę, obumarłą śmiercią Chrystusa, wskrzesza przez poznanie samego siebie. I staje się to, co powiedział Paweł: Jeśli umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że i z Nim żyć będziemy (Rz 6,8; 2Tm 2,11).

Kiedy umysł, skoro wyzuł się ze starego człowieka, przyoblecze tego, który jest z łaski (por. Kol 3,9-10), wtedy ujrzy również swój stan w czasie modlitwy podobny do szafirowego bądź niebieskiego koloru, który Pismo nazywa miejscem Boga oglądanym przez starców na górze Synaj (Wj 24,10).

 

Ewagriusz z Pontu, O różnych rodzajach złych myśli, TYNIEC Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2015

Umiłowanie pochwał

Jednym ze źródeł samozakłamania jest dopuszczanie do tego, by inni nas oszukiwali. Nie zawsze łatwo to odróżnić od oszukiwania siebie samego, jednak pewna różnica istnieje. Jeśli wystawiamy się na pochwały lub jeśli jawnie przystajemy na nie, narażamy się na oszustwo ze strony innych, często zupełnie bez ich winy. Nawet w połowie nie przyznajemy się do tego umiłowania pochwał, jakie w rzeczywistości w sobie nosimy. Jest to niedorzeczność właściwa nawet najpokorniejszym z nas. Żyjemy modlitwą i sakramentami, a przy tym aż rwiemy się do pochwał. Czyż widział kto kiedy człowieka, któremu by na nich nie zależało? Najwznioślejszy, najsztywniejszy i najbardziej napuszony człowiek zmięknie łaskawie i życzliwie złagodnieje, gdy dojdzie go syreni głos pochwały. Chłodni zadziwiająco szybko odtają pod delikatnym, ciepłym powiewem pochlebstwa, z dostojności zstąpi nawet do figlarności pod jego nieodpartym urokiem.

Jednak największymi miłośnikami pochwał są ludzie cisi. Należą do gatunku przeżuwaczy – dla nich własne „ja” to strawa, którą żyją i żują, i która, o dziwo, wcale nie wydaje się im gorzka. Jak spragnione wielbłądy na pustyni, które z lubością chłepcą wodę  nawet najbardziej błotnistej kałuży, tak i my łakniemy pochwał bez względu na ich rodzaj i jakość. Nie ważne, jak bardzo byłyby absurdalne, jak niezasłużone, jak wielce przesadzone, mądrzy i poważni ludzie i tak łykną je ze smakiem. Nie istotne, skąd pochwała pochodzi, czy wynika może z dziecinnej lub zniewieściałej niemożności wydania własnego sądu. Przywiązujemy do niej niezwykłą wagę, ogromnie jest dla nas istotna, żywimy się nawet jej okruchami w sposób, który powinien nas sromotnie zawstydzić. Jedyne, czego oczekujemy, to to, by ci, którzy raczą nas, duże bobasy, słodziutkim klikiem pochwał, zachowali pewne zasady dobrego smaku. Zasady te mogą być różne i zależą od charakteru danej nacji. Irlandczyka należy chwalić inaczej niż Anglika, jeszcze inaczej Amerykanina i Francuza, a i to każdego z nich odmiennie. Chwaleni chcemy być wszyscy, w przeciwnym bowiem razie zaczynamy się dąsać. Małpy podchodzą śmiertelnie poważnie do kwestii wzajemnego iskania się. Cóż, to małpy. My zaś jesteśmy ludźmi obdarzonymi rozumem: jak więc możemy powstrzymać uśmiech ironii, gdy angażujemy się w coś podobnie absurdalnego? Jest tak, ponieważ nie znamy samych siebie. Czyż spotkał kto kiedy wybitnego miłośnika pochlebstw, który nie byłby przekonany, że jest ponad opinię bliźnich? I czyż znał kto kiedy człowieka szczycącego się swą niezależnością od sądów otoczenia, który w istocie nie byłby służalczym nikczemnikiem i małostkowym, płaszczącym się i próżnym oszustem?

 

O samozakłamaniu; Frederick Wiliam Faber; Warszawa 2016

Różne rodzaje myśli

Spośród myśli jedne wypierają, drugie natomiast są wypierane. Tak więc złe wypierają dobre, z kolei złe są wypierane przez dobre. Duch Święty bierze pod uwagę myśl najpierw wzbudzoną i na jej podstawie oskarża nas bądź pochwala.  Podajmy następujący przykład: mam pewien zamiar okazania gościnności i mam go ze względu na Pana, lecz myśl ta zostaje odsunięta, kiedy nadchodzi kusiciel podpowiadający, by okazywać gościnność ze względu na ludzką chwałę. Z kolei inny przypadek: mam zamiar okazania gościnności, żeby się ludziom okazać (Mt 6,5). Lecz i ta myśl zostaje odsunięta, kiedy nadchodzi lepsza myśl, która motyw praktykowania cnoty wiąże z naszym Panem i przynagla nas abyśmy nie czynili tych rzeczy za względu na ludzi. Jeśli więc przez swoje dzieła nadal pozostaniemy przy pierwszych myślach, gdy kuszą nas drugie, to będziemy mieli nagrodę tylko za myśli postawione na pierwszym miejscu. Dlatego że jesteśmy ludźmi i walczymy z demonami, nie możemy utrzymać myśli prawej na trwałe bez naruszania, a z kolei skoro posiadamy nasiona cnót, nie możemy zachować w sobie złej myśli bez jej zrewidowania. Gdyby jednak jakaś wypierająca myśl utrzymywała się, to zasiądzie ona w miejscu myśli wypieranej, a potem człowiek będzie działać kierując się nią.

Spostrzegliśmy po długiej obserwacji, że na tym polega różnica pomiędzy myślami anielskimi, ludzkimi i demonicznymi, iż po pierwsze: anielskie myśli badają naturę rzeczy i zgłębiają ich duchowe zasady. Badają na przykład, z jakiego powodu powstało złoto i dlaczego będąc zmieszane z piaskiem rozproszone jest w dolnych warstwach ziemi i znajduje się je z wielkim mozołem i trudem. Jakim sposobem po znalezieniu opłukuje się je wodą i kładzie do ognia, a następnie oddaje się w ręce rzemieślników, którzy wykonują świeczniki do namiotu, kadzielnicę, moździerze i czary (por. Wj 25,22-39; 27,1-3), z których nie pije już więcej, za łaską naszego Zbawcy, król babiloński (Dn 5,2.3; Jr 52,18-19) ale Kleofas, który przynosi serce pałające (Łk 24, 18.32) wskutek tych tajemnic. Myśl zaś demoniczna ani nie zna takich rzeczy, ani nie poznaje. Podpowiada zuchwale tylko to, by posiąść materialne złoto, i zapowiada uciechę i chwałę, które z tego wynikną. Natomiast myśl ludzka ani nie zabiega o posiadanie, ani nie wnika w to, czego symbolem jest złoto, lecz jedynie wprowadza do umysłu czystą kategorię złota, oddzieloną od namiętnej zachłanności. Tę samą prawdę należy powiedzieć również o innych rzeczach, trzymając się duchowo tej reguły.

 

Ewagriusz z Pontu, O różnych rodzajach złych myśli, TYNIEC Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2015

O gorliwości

Po świecie krążą różne pojęcia o gorliwości: niedokładne lub zagmatwane; tymczasem jej właściwe znaczenie daje się określić w dwóch słowach: gorliwość to aktywność duchowa.

Jeżeli ta aktywność jest owocem wrażenia chwili i ogranicza się do przemijającego zapału, nie można jej nazwać stanem gorliwości; tego rodzaju gorliwości nie będziemy tu rozpatrywać.

Stan gorliwości – to aktywność ustawiczna, czyli aktywność spowodowana poważną przyczyną i wsparta odpowiednim usposobieniem.

Poważną przyczyną aktywności jest wola stanowczo zdecydowana; odpowiednie usposobienie zasadza się na usuwaniu przeszkód, a zwłaszcza wad właściwych naturze ludzkiej.

Pod wpływem łaski dusza gorliwa działa, modli się, wykonuje dobre uczynki szybko, często i z łatwością, wprowadzając w życie cechy pobożności wymienione przez św. Franciszka Salezego. Pobożność i ustawiczna gorliwość to pojęcia jednoznaczne.

Co więcej, aktywność duchowa to sam rdzeń, istota gorliwości, a nie jeden z jej przymiotów.

Przekonanie o tym jest niesłychanie ważne; w nim znajduje się odpowiedź na niepokoje tych dusz, które sądzą, że nie mają gorliwości, bo nie czują w sobie zapału. Oziębłość, chłód, gorzkość, pokusy mogą spotykać zarówno duszę gorliwą, jak i oziębłą – tylko aktywność duchowa jest wyłącznym przywilejem gorliwości, cechą, po której można rozpoznać gorliwość.

Zastanówmy się głębiej nad tą różnicą. Gorliwość nie oznacza koniecznie gorliwości uczucia; ta ostatnia jest tylko jedną z jej odmian.

Może być gorliwość stanowcza, która wypełnia wszystko, czego Bóg żąda, mimo, że nie znajduje w tym zadowolenia; może być gorliwość uczucia, która czyni to samo z zadowoleniem i upodobaniem.

Gorliwość stanowcza – to zapał woli; gorliwość uczucia – to połączony zapał woli i uczucia. W gruncie rzeczy gorliwość ma swoje siedlisko jedynie w woli, istotą jej jest aktywność duchowa.

A jednak, czy moja dusza naprawdę nie jest oziębła, skoro nie ma żadnego pociągu do rzeczy Boskich? Wszystko stało mi się obojętne, uciążliwe, nawet nudne; w modlitwie nic nie umiem powiedzieć, o niczym myśleć, a gdy trzeba mówić o Bogu, robię to bez zapału.

Prawda, że cechy te mogą być objawem oziębłości; jednak gorliwość też ich nie wyklucza – rozróżnić to bardzo łatwo.

Czy chcesz szczerze wszystkiego, czego Bóg od ciebie żąda? Innymi słowy, czy, ogólnie rzecz biorąc, wiernie wypełniasz obowiązki stanu, swoje postanowienia? Jeżeli tak, to znaczy, że mimo przeciwstawnych pozorów dusza twoja jest gorliwa, bo napisano: Nie każdy, który mówi: Panie, Panie wnijdzie do Królestwa Niebieskiego, ale który czyni wolę Ojca Mego, który jest w niebiesiech (Mt 7, 21).

Twój stan to próba. Próbę tę niekiedy Bóg zsyła bezpośrednio, najczęściej jednak wprowadza tu w grę czynniki drugorzędne: nadmiar zajęć, znużenie fizyczne lub moralne, ciężkie zmartwienia. Czy można wymagać od kogoś chorego, dotkniętego smutkiem, żeby miał zapał i ochoczość? I to dużo, gdy ma dobrą wolę! Jeśli niektóre będące w podobnym usposobieniu dusze mogą myśleć, modlić się, działać, odczuwać to samo jak przedtem, to trzeba w tym widzieć szczególny przywilej natury lub łaski, przywilej bardzo rzadki, i nie można czynić sobie wyrzutów za to, że się go nie ma. Bez wątpienia Bóg mógłby zrobić dla ciebie ten niewielki cud, ale On woli zostawić rzeczy w naturalnemu biegowi, żeby cię zahartować w walce, uświęcić w upokorzeniu i cierpieniu.

 

 

Wg „Spowiedź Przygotowanie do Sakramentu Pokuty”, Warszawa 2005

 

Czym jest łaska?

Pełne i całkowite znaczenie łaski możemy opisać następująco: „jest to Boska obecność i działanie Boga Ducha Świętego w duszy człowieka”. Gdzie działa, tam jest. Nie wolno nam, gdy mówimy o Jego działaniu, zapominać p Jego obecności, tak jak nie wolno nam redukować tego działania do jakiejś czynności przejściowej, jakiegoś wpływu zewnętrznego czy jakiejś, jak mówią nasi niewierzący, „siły”.

Są dwa rodzaje łaski: jest stworzona i łaska niestworzona. Łaska stworzona to wlana do duszy cecha nadprzyrodzona. Taką łaską jest wiara, jest nadzieja, jest miłość. Są to cechy nadprzyrodzone wlane do naszych serc. Ale niestworzona łaska Boża to Bóg Sam, mieszkający w duszy, Źródło i Zdrój wszelkich innych darów. To dlatego, każdy chrześcijanin znajduje się w stanie nadprzyrodzonym – chyba, rzecz jasna, że jest odrzucony, że jest w grzechu śmiertelnym, bo wtedy Duch Święty w nim nie mieszka. Kto jakimkolwiek grzechem śmiertelnym, czy to cielesnym czy duchowym, wygnał Ducha Świętego ze swojego serca, ten bez wątpienia w stanie łaski nie jest; a mimo to i tak jeszcze pozostaje w stanie łaski nadprzyrodzonym. Narodził się duchowo na Chrzcie, jest zatem odrodzony, jest synem Bożym – i synem Bożym, tyle że odrzuconym, będzie i pozostanie na wieki wieków, choćby w ciemnościach zewnętrznych. Tak więc i duchowo umarły jest jeszcze w stanie nadprzyrodzonym, bo nadal ma w sobie wiarę i nadzieję; ponieważ jednak nie ma w sobie miłości – a więc nie ma też łaski uświęcającej Ducha Świętego – jest duchowo umarły.

Ci jednak, którzy znajdują się w stanie nadprzyrodzonym żyją życiem łaski, są świątynią Ducha Świętego i przedmiotem Jego szczególnej miłości. Duch Święty bezustannie przenika ich umysł światłem wiary, ich serce działaniem miłości, a ich wolę Swoim własnym natchnieniem; i stąd bierze się wzrost i dojrzewanie tej wiary, nadziei i miłości, którą każdy chrześcijanin otrzymuje na Chrzcie.

Takie jest pełne i całkowite znaczenie słowa łaska; i w takim znaczeniu powinniśmy go używać, tym bardziej, że jest to wyraz pospolity i techniczny, którego pełna jest cała teologia katolicka, i który często spotykamy także na kartach Nowego Testamentu.

Należy przy tym jednak ściśle rozróżniać różne rodzaje łask ujęte w tym jednym terminie. Według teologii katolickiej, łaska, czyli działanie Ducha Świętego, dzieli się na trzy następujące rodzaje.

Po pierwsze, jest łaska tzw uprzedzająca. Znaczy to, że Bóg Swoim działaniem idzie przed nami w każdym dobrym uczynku, jaki spełniamy. Jak przewodnik, który idzie przodem ze światłem, pokazując drogę tym, których prowadzi, tak samo Duch Boży oświeca nas i prowadzi po drodze życia.

Po drugie jednak, mało byłoby tego, że nas prowadzi, gdyby nas także nie wspomagał, byśmy za Jego światłością szli. Tych, których prowadzi, także umacnia. Idzie z nimi i daje im towarzyszące wsparcie Swojej własnej mocy. I to jest Jego łaska współdziałająca.

I wreszcie, po trzecie, Sam dokonuje tego, co Sam rozpoczął. Jak mówi Apostoł: Mamy ufność w tym właśnie, że Ten który rozpoczął w was dobre dzieło, wykona je do dnia Jezusa Chrystusa.

Jest więc łaska trojaka: uprzedzająca, która idzie przed nami; towarzysząca, czyli współdziałająca, która wspiera nas w drodze; i dopełniająca, która dzieło Boże w nas spełnia i wieńczy. Jednak te trzy rodzaje są tylko trojaką formą jednego działania obecnej w nas Boskiej Osoby Ducha Świętego.

 

 

Przewodnik życia w Duchu Świętym; Henry Kard. Manning.

Osiem myśli namiętnych

Zdaniem Ewagriusza z Pontu jest osiem głównych namiętnych myśli, które atakują dusze człowieka, odciągając ją od działania zgodnie ze swoją naturą. Są to: obżarstwo, pożądanie seksualne (nieczystość), chciwość, smutek, gniew (złość), acedia, próżność (szukanie ludzkiej chwały) i pycha. Nazywa je po grecku logismoi albo innym razem demonami co można przetłumaczyć właśnie jako myśli namiętne albo, używając języka współczesnej psychologii, jako „pragnienia kompulsywne”. Z tych ośmiu myśli namiętnych: Obżarstwo, nieczystość i chciwość rodzą się w pożądliwej części duszy, smutek i gniew w popędliwej części, acedia jest myślą złożoną, natomiast próżność i pycha powstają w racjonalnej części duszy. Mnich z Pontu postrzega całą kategorię ośmiu namiętnych myśli jako system relacji przyczynowo-skutkowych powiązany między sobą. Tak więc pierwszą myślą namiętną, która atakuje mnicha i każdego człowieka, jest obżarstwo. Duchowa zaś walka w tej przestrzeni dotyczy nie tylko zwyczajnego spożywania pokarmów, ale fizycznego przetrwania człowieka. Stąd demon obżarstwa nie kusi tylko do zwykłego przejadania się, lecz wzbudza lęk przed głodem i szybką śmiercią z powodu niedostatku pokarmu.  Kto ulega obżarstwu, następnie szybko wpada w sidła demona pożądania seksualnego, gdyż „obżarstwo jest matką nieczystości”. Podobnie demon chciwości nie kusi człowieka tylko pragnieniem posiadania większej ilości pieniędzy czy jakichkolwiek środków materialnych, ale wywołuje lęk przed pozostaniem bez środków do życia i koniecznością bycia zależnym od pomocy innych ludzi. Frustracja zaś w jednej z tych trzech przestrzeni, czyli obżarstwa w sensie zabezpieczenia fizycznego przetrwania, pożądania seksualnego w znaczeniu zaznawania przyjemności czy też jakiejś formy przetrwania w potomstwie i chciwości w sensie zabezpieczenia materialnego, prowadzi do pobudzenia namiętnych myśli popędliwej części duszy czyli smutku lub gniewu. Wiele wskazuje na to, iż Ewagriusz miał tutaj na myśli złość przeżywaną tylko w dwojaki sposób: jako złość do samego siebie lub do innych ludzi: przeżywaną wsobnie w postaci właśnie smutku lub na zewnątrz jako gniew wobec innych.

 

Istota acedii

Acedia jest według naszego mnicha szóstą w kolejności pojawiania się namiętną myślą i rodzi się z jednoczesnego pobudzania pożądliwej i popędliwej części duszy. Jej istotę Ewagriusz przedstawia następująco: „Acedia jest jednoczesnym i długotrwałym pobudzeniem popędliwości o pożądliwości, ta pierwsza złości się na to, co obecne, druga zaś pożąda tego, co nieobecne”. Acedia jest więc jednoczesnym i długotrwałym pobudzeniem pożądliwości i popędliwości i nie pojawia się ona w sytuacji pobudzenia tylko np. pożądliwości i jej frustracji, gdyż to zrodzi, co najwyżej, smutek, ani też nawet przy jednoczesnym pobudzeniu pożądliwości i popędliwości, lecz trwającym krótko. Dalej, choć teoretycznie acedia może pojawić się poprzez jednoczesne pobudzenie jednej z myśli namiętnych pożądliwej części duszy, czyli obżarstwa, nieczystości lub chciwości i jednej z myśli namiętnych popędliwej części duszy, to jednak w praktyce rodzi się ona poprzez jednoczesne i długotrwałe pobudzanie gniewu i pożądliwości. Nie każde jednak ich pobudzanie będzie zaraz przyczyną acedii, ale tylko takie, które dotyczy tego samego przedmiotu pragnień. Warunkiem sine qua non powstania w duszy człowieka jest pojawienia się nienawiści: gniewu do tego, co jest, i pożądania tego, czego nie ma i co obecnie jest nieosiągalne. Człowiek nienawidzi tego, co jest: miejsca, w  którym żyje, pracy, wieku, stanu zdrowia, rodziny, żony, męża, pensji, przyjaciół, stanowiska, itd. I jednocześnie pożąda innego miejsca do życia, pracy, wieku, zdrowia, żony, męża, dzieci, pensji, stanowiska, przyjaciół itp. niemożliwych do osiągnięcia tu i teraz. Kto ulega acedii, nienawidzi tego, co jest, pożąda zaś tego, czego nie ma. Taka jednoczesna i długotrwałą niechęć do tego, co jest, połączona z pragnieniem tego, co aktualnie niedostępne, paraliżuje naturalne funkcję duszy człowieka do tego stopnia, iż nie jest on w takim stanie zdolny myśleć, chcieć ani czuć.

 

Wstęp do Acedia – duchowa depresja; wybór tekstów; TYNIEC Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2011.

Mądrość światowa

Mądrość świata to całkowita uległość wobec zasad i mód świata; to nieustanne dążenie do wielkości i uznania; to nieustanne i sekretne poszukiwanie jego przyjemności i jego korzyści, nie w sposób ordynarny i krzykliwy, popełniając jakiś gorszący grzech, ale w sposób wyrafinowany, zwodniczy i dyplomatyczny; inaczej w oczach świata nie byłaby to mądrość, ale rozwiązłość.

Mędrzec tego świata jest człowiekiem, który umie dobrze dbać o swoje sprawy i obrócić wszystko na swoją korzyść doczesną, choć pozornie wcale nie chce tego czynić; który zna sztukę maskowania się i zręcznego zwodzenia, tak by nikt tego nie spostrzegł; który mówi lub robi jedno, a myśli drugie; któremu nie umknie nic ze światowych manier i uprzejmości; który potrafi dostosować się do wszystkiego, by osiągnąć swe cele, nie troszcząc się zbytnio o chwałę i sprawę Bożą; który dokonuje potajemnej ale śmiertelnej ugody prawdy z kłamstwem, Ewangelii ze światem, cnoty z grzechem, Jezusa Chrystusa z Belialem; który chce uchodzić za uczciwego człowieka, ale nie za dewota; który z łatwością lekceważy, zatruwa albo oskarża wszelkie pobożne praktyki, które nie pasują do jego praktyk. Mędrzec życiowy wreszcie jest człowiekiem, który kierując się jedynie światłem zmysłów i ludzkiego rozumu, stara się tylko przybrać pozory chrześcijanina i uczciwego człowieka, nie wkładając wiele wysiłku w to, by podobać się Bogu czy żałować, przez pokutę, za grzechy, jakie popełnił przeciwko Jego boskiemu Majestatowi.

Postępowanie tego życiowego mędrca opiera się na poczuciu honoru, na tym, „co oni powiedzą”, na zwyczaju, na dobrej kuchni, na korzyści, na robieniu ważnych min, na zabawianiu towarzystwa. Oto siedem niewinnych, jak sądzi, pobudek którymi się kieruje, by wieść spokojne życia.

Są też szczególne cnoty, które kanonizują go pośród światowców, takie jak brawura, subtelność, dyplomacja, umiejętność postępowania, galanteria, uprzejmość, wesołość. Uważa za wszelki grzech obojętność, głupotę, ubóstwo, prostactwo, bigoterię.

Przestrzega, najwierniej jak może, przykazań świata:

Dobrze poznasz świat;

Będziesz człowiekiem obytym;

Będziesz dobrze dbał o własne interesy;

Zachowasz to, co do ciebie należy;

Wydobędziesz się z nędzy;

Znajdziesz sobie przyjaciół;

Będziesz obracał się w eleganckim świecie;

Będziesz dobrze jadł;

Nie będziesz popadał w melancholię;

Będziesz unikał dziwactwa, prostactwa, bigoterii.

Nigdy jeszcze świat nie był tak zepsuty jak teraz, ponieważ nigdy nie był tak wyszukany, tak mądry na swój sposób ani tak przebiegły. Tak zręcznie posługuje się prawdą, by podsunąć kłamstwo, cnotę, by usprawiedliwić grzech, a nawet słowami Jezusa Chrystusa, by usprawiedliwić własne słowa, że najwięksi mędrcy Boży często dają się im zwieść.

 

Miłość Mądrości Przedwiecznej; Święty Ludwik Maria Grignion de Montfort

Uczynki przez Najświętszą Maryję Pannę

Spełniając swoje uczynki przez Najświętszą Dziewicę, porzucasz swoje własne intencje i działania, jakkolwiek byłyby dobre i znane, aby zatracić się, jeśli tak można powiedzieć, w intencjach i działaniach Najświętszej Dziewicy, chociaż są ci one nieznane; i w ten sposób stajesz się uczestnikiem wzniosłości Jej intencji, które były tak czyste, że oddała Ona więcej chwały Bogu najmniejszym swoim uczynkiem, na przykład przędąc kądzielą, robiąc ścieg igłą, niż św. Wawrzyniec na ruszcie przez swe okrutne męczeństwo, a nawet niż wszyscy święci swoimi najbardziej bohaterskimi czynami: dlatego podczas pobytu na ziemi zdobyła Ona tak niesłychany nadmiar łask i zasług, iż łatwiej można by policzyć gwiazdy na nieboskłonie, krople wody w morzu i ziarna piasku na plaży, niż Jej zasługi i łaski; i oddała Bogu więcej chwały niż wszyscy aniołowie i święci kiedykolwiek Mu oddali i jeszcze oddadzą. Cud Maryi! Potrafisz dokonywać cudów łaski tylko w tych duszach, które chcą się zatracić w Tobie.

Ponieważ dusza przez tę praktykę uważa się za nic to, co sama myśli i czyni, a znajdując oparcie i upodobanie jedynie w zamierzeniach Maryi, aby zbliżyć się do Jezusa Chrystusa, a nawet do Niego przemawiać, o wiele bardziej praktykuje pokorę niż dusze, które działają same z siebie, a oparcie i niedostrzegalne upodobanie mają tylko we własnych zamierzeniach; tym samym szczytniej oddaje chwałę Bogu, którego doskonale wychwalają pokorni i cichego serca.

Ponieważ Najświętsza Dziewica, chcąc z wielkiej miłości przyjąć w swoje dziewicze dłonie dar naszych uczynków, nadaje im przedziwne piękno i blask; sama je ofiarowuje Jezusowi Chrystusowi i łatwo zrozumieć, że nasz Pan jest w ten sposób bardziej uwielbiony, niż gdybyśmy to my je ofiarowali naszymi zbrodniczymi rękami.

Wreszcie ponieważ zawsze, kiedy myślisz o Maryi, Ona za Ciebie myśli o Bogu; zawsze, kiedy chwalisz i czcisz Maryję, Maryja razem z tobą chwali i czci Boga. W Maryi wszystko odnosi się do Boga, nazwałbym Ją więzią Boga, albo echem Boga, które wyraża i powtarza tylko Boga. Kiedy ty mówisz: Maryja, Ona mówi: Bóg. Święta Elżbieta wychwalała Maryję i nazwała Ją błogosławioną, gdyż Maryja uwierzyła; Maryja, wierne echo Boga, zaintonowała: Magnificat anima mea Dominum: Wielbi dusza moja Pana. To, co Maryja uczyniła wówczas, czyni każdego dnia; kiedy Ją wychwalamy, miłujemy, oddajemy Jej cześć albo coś Jej dajemy, Bóg jest wychwalany, miłowany, otaczany czcią: dajemy Bogu przez Maryję i w Maryi.

 

Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, Traktat o Prawdziwym Nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny (TPN 223-225)

Wola i chęć

Wola jako narzędzie wysiłku

1.Jeżeli istnieje jakieś prawo powszechne, to jest nim przede wszystkim prawo wysiłku. Wysiłek odgrywa ważną rolę we wszystkich dziedzinach i to w sposób tak nieprzerwany, że wydaje się niemal nierozłączny z samym prawem istnienia. Widzimy, jak rośliny wysilają się, by zdobyć trochę ziemi, powietrza, przestrzeni, jak zwierzęta okrutnie walczą i tępią się nawzajem. A czymże jest współzawodnictwo między ludźmi, jeśli nie ciągłym wysiłkiem, by zagarnąć czy to kawał ziemi, czy garść złota, czy wreszcie zdobyć sławę? Niestety, wiemy aż nadto dobrze, jak ożywiona jest ta działalność, z jakim uporem jest ona połączona, jak przykra nieraz staje się dla innych!

Wysiłek to dążenie do wyjścia ze stanu mniej doskonałego.

Wysiłek jest więc przejawem życia w jego rozwoju; obdarzony jest przy tym przedziwną mocą, która nie tylko czyni go zdolnym do zużytkowania działających w nas środków, ale ponadto wydobywa na jaw potęgi nowe, dotychczas w nas uśpione, noszące w sobie słaby zarodek życia. Niektórzy wielcy myśliciele, posuwając zbyt daleko to spostrzeżenie, doszli do wniosku, że wysiłek stwarzany jest przez potrzebę, sam zaś stwarza sobie narzędzia. Jest to oczywisty błąd; ma tu miejsce nie stworzenie, ale wytworzenie; bywa jednak ono jednak niekiedy tak nieoczekiwane że staje się podobne do stworzenia.

2. Czyżby życie duchowe nie miało podlegać temu ogólnemu prawu wysiłku? By tak było trzeba by, żeby życie to nie napotykało na swej drodze przeszkód. Nie ma tu oczywiście pola do bratobójczej walki; Królestwo Boże jest dość obszerne, by przygarnąć nas wszystkich; ta szlachetna i dobroczynna walka skierowana jest przeciw wszystkiemu, co się sprzeciwia porządkowi Bożemu, dobru ludzkiemu, naszemu własnemu dobru. Czy spośród wszystkich stworzeń tylko my jedni mieliśmy się wyrzec wysiłku, a z nim rozwoju?

Jak to! Więc inni wznoszą się i walczą, żeby dojść wyżej w sferze celów pospolitych, doczesnych, choć los ich zabiegów jest tak smutny, skoro giną wraz z nimi, wzbogacając ziemię jeszcze jedną więcej warstwą prochu, a my po to, żeby dać rozrost nadprzyrodzonemu życiu naszych dusz, żeby rozszerzać wśród innych Królestwo Boże, żeby zdobywać to nowe niebo, krainę nieskończonego szczęścia, nie znajdujemy nic oprócz zniewieściałości, oprócz gnuśności?!

Królestwo Niebieskie gwałt cierpi i gwałtownicy je porywają – mówi Pismo Święte (Mt 11, 12).

Oto warunek życia Bożego w naszej upadłej naturze. Życie Boże daje się doskonale przyswoić naszej naturze, tylko jednak lepszej jej części. To co jest w niej złe, niskie – póki żyje, stawia opór. Póki żyje! A żyje w nas, żyje w tobie, duszo pobożna!

Gdy tylko chcemy wykonać jakiś akt cnoty, czy nie odczuwamy zaraz w naszych upodobaniach, chwilowych potrzebach lub po prostu w naszych przyzwyczajeniach jakiegoś oporu, który trzeba przezwyciężyć? Później, kiedy wejdziemy na wyżyny, kiedy wstąpimy w okres zdobytej swobody, silnego zjednoczenia się z Bogiem, jeszcze spotykamy się z wysiłkiem, wówczas jednak nie będzie on już walką, ale raczej potęgą, która wznosić nas będzie w górę! Przygotowujmy się zatem do tej błogiej, radosnej gorliwości przyszłej gorliwością dzisiejszą, pełną cierpień i trudu!

Ileż to razy, aby odbyć nasze ćwiczenia pobożne, aby je ożywić, będziemy musieli, według słów św. Ignacego, trahere mentem: ciągnąć naszą oporną uwagę.

Ile wysiłku potrzeba, by w czasie naszych zajęć wytrwać w jakiejś formie zjednoczenia z Bogiem! Ile walki, by jako tako podtrzymać chwiejną cnotę!

3. U dusz pozbawionych pobożności brak wysiłku daje się łatwo wytłumaczyć zupełnym brakiem ideałów religijnych.

Po co się przezwyciężać, zadawać sobie gwałt, skoro prawie wcale nie zna się Boga? W tej chwili jednak zwracamy się do osób pobożnych, oświeconych w wierze oraz dobrze usposobionych i pytamy je: Skąd u was ta oziębłość granicząca niekiedy z nikczemnością? Pochodzi ona z wrodzonej nam słabości woli, tej władzy, która ma nami rządzić Choroba naszego wieku daje się odczuć i w pobożności: nie chcemy silnie, nie umiemy chcieć!

W młodości narodów potężna wola wybucha nieraz ponad miarę, pod starość rozprzęga się i słabnie!

 

Co to znaczy chcieć?

1. Chcieć to postanowić. Wola silna zaczyna od namysłu, każe zamilknąć wszystkiemu, co odzywać się nie ma prawa, wsłuchuje się w głos rozsądku, a następnie powiada: chcę. Niekiedy za siłę woli uważamy natarczywość naszych pragnień lub gwałtowność postanowień. To błędne pojęcie. Wchodzi tu w grę nie wola, ale namiętność ze wszystkimi swoimi cechami: gorączkowością, niepokojem, a także niestałością. Wola opiera się na rozumie; gwałtowność, żywość na wrażeniach.
2. Chcieć to wykonywać odważnie to, co rozważnie postanowiliśmy. Są ludzie, którzy się ciągle wahają: kiedy już trzeba działać, jeszcze się namyślają. Te lękliwe umysły są zbytnio przewidujące: każda wątpliwość je powstrzymuje; zapominają, że każdy najrozsądniejszy nawet krok jest poniekąd niepewny! Namyślając się w chwili działania, osłabiamy się.
3. I wreszcie chcieć – to wytrwać. Bez ciągłości w działaniu nic się nie udaje; bez wielkiej wytrwałości nikt nie jest w stanie wykonać trudnej sprawy udoskonalenia siebie. Bywają natury, które zrażają się trudnościami. Skoro działamy zgodnie z rozumem, zgodnie z wolą Bożą, cóż znaczą przeszkody: czy nie należało ich z góry przewidywać? Najczęściej jest to po prostu sprzeciw otoczenia, nagany, krzyk opinii, tak zwykle skory do wszelkiej krytyki! Wobec takich przeszkód powinniśmy trwać nieporuszenie i w spokoju iść raz wytkniętą drogą.

Chcieć przy zachowaniu tych trzech warunków znaczy być człowiekiem charakteru, mieć pewną wartość. Stanowczość w działaniu jest zazwyczaj wybitną cechą ludzi obdarzonych wysokim rozumem; przewyższają ich w tym względzie tylko ludzie głębokiej wiary i święci.

Strzeżmy się dość rozpowszechnionego błędu: nie sądźmy, że pokora i roztropność każą nam czynić postanowienia w sposób chwiejny, wykonywać je lękliwie, a wreszcie porzucać je, skoro tylko spotkamy się z oporem.

Nie nazywajmy tego pokorą – powiada św. Franciszek Salezy – ale raczej głupotą! Nie przypisujmy roztropności postępowania ogromnie nieroztropnego, bo odbierającego ducha. Pokora i roztropność to dobrzy doradcy; zapewniając mądrość w postanowieniu, pozwalają mężnie dążyć do wykonania go.

 

 

Wg „Spowiedź Przygotowanie do Sakramentu Pokuty”, Warszawa 2005

Raj Boga

Nie ma i nigdy nie będzie stworzenia, w którym Bóg, poza sobą samym i w sobie samym, byłby większy niż w Najświętszej Maryi, nie wyłączając ani błogosławionych, ani cherubinów, ani najwyższych serafinów w samym raju…

Maryja jest rajem Boga, i Jego niewysłowionym światem, który nawiedził Syn Boży, by dokonać w nim cudów, by go strzec i mieć w nim upodobanie. Stworzył świat dla człowieka pielgrzyma, to właśnie ten świat; stworzył świat dla człowieka błogosławionego, jest nim raj; ale stworzył jeszcze inny świat dla siebie, któremu nadał imię Maryja; świat prawie nieznany śmiertelnikom na ziemi i niepojęty dla aniołów i błogosławionych tam w górze, w niebie, którzy podziwiając Boga tak wzniosłego i tak wywyższonego, dalekiego im wszystkim, tak oddzielonego i tak ukrytego w swoim świecie, w Najświętszej Maryi, wołają dniem i nocą: Święty, Święty, Święty.

Szczęśliwa, po trzykroć szczęśliwa jest dusza na ziemi, której Duch Święty objawia tajemnicę Maryi, by ją poznała; i dla której otwiera ten zamknięty ogród, by weszła; ten zdrój zapieczętowany, aby zanurzyła się w nim i piła wielkimi łykami żywe wody łaski! Ta dusza znajdzie w tym umiłowanym stworzeniu tylko Boga samego, nic ze stworzenia; lecz Boga jednocześnie nieskończenie świętego i wzniosłego, nieskończenie łaskawego i odpowiedniego do jej słabości. Ponieważ Bóg jest wszędzie, można Go wszędzie znaleźć; nie ma jednak miejsca, gdzie stworzenie mogłoby Go znaleźć bliższego mu i bardziej odpowiedniego do jego słabości niż w Maryi, gdyż właśnie z tego względu w Nią zstąpił. Wszędzie indziej jest On Chlebem mocnych i aniołów; ale w Maryi jest Chlebem dzieci…

Niech więc nikt nie sądzi, jak kilku fałszywych proroków, że Maryja , będąc stworzeniem, jest przeszkodą w zjednoczeniu ze Stwórcą, to już nie Maryja żyje, to sam Jezus Chrystus, to sam Bóg żyje w Niej. Jej przemienienie w Boga przewyższa przemienienie świętego Pawła i innych świętych, bardziej niż nieba przewyższa ziemię swą wzniosłością.

Maryja została stworzona tylko dla Boga i daleka jest od tego, by zatrzymywać duszę dla siebie, przeciwnie, rzuca ją w ramiona Boga i jednoczy z Nim z tym większą doskonałością, im dusza bardziej się z Nią jednoczy. Maryja jest wspaniałym echem Boga, które odpowiada jedynie: Bóg, kiedy do Niego wołamy: Maryja, która wielbi tylko Boga, kiedy wraz ze świętą Elżbietą nazywamy Ją błogosławioną. Gdyby fałszywi prorocy, którzy zostali tak nędznie oszukani przez złego ducha nawet w modlitwie, umieli znaleźć Maryję, a przez Maryję Jezusa, a przez Jezusa Boga, nie upadliby tak bardzo. Gdy ktoś raz znalazł Maryję, a przez Maryję Jezusa, a przez Jezusa Boga Ojca, to znalazł wszelkie dobro, mówią święte dusze: Kto mówi wszystko, nie wyklucza niczego, wszelka łaska i wszelka przyjaźń u Boga; wszelkie bezpieczeństwo od nieprzyjaciół Boga; wszelka prawda przeciw kłamstwu; wszelka łaskawość i wszelkie zwycięstwo wbrew trudom zbawienia; wszelka słodycz i wszelka radość w goryczach życia.

Nie jest tak, że ten, kto znalazł Maryję przez prawdziwe nabożeństwo, jest wolny od krzyża i cierpień, przeciwnie; jest nimi bardziej osaczony niż ktokolwiek inny, gdyż Maryja, będąc Matką żyjących, daje wszystkim swoim dzieciom cząstki Drzewa Życia, którym jest krzyż Jezusa, ale ciosając dla nich dobre krzyże, daje im łaskę znoszenia ich cierpliwie, a nawet radośnie; tak że krzyże, które daje tym co do Niej należą, są raczej słodkimi krzyżami niż krzyżami gorzkimi; albo jeśli czują oni w nich przez jakiś czas gorycz kielicha, który trzeba wypić, by być przyjacielem Boga, to pociecha i radość, jakie ta dobra Matka zsyła po smutku, pobudzają ich z mocą do znoszenia jeszcze cięższych i bardziej gorzkich krzyży.

 

Tajemnica Maryi; Święty Ludwik Maria Grignion de Montfort

Pobożność prawdziwa

Pobożność prawdziwa oświeca umysł, rozgrzewa serca, rozszerza pogląd – fałszywa zaś zacieśnia formułkami, zaciemnia zabobonem, oziębia samolubstwem.

Pobożność prawdziwa uspokaja, rozwesela, upraszcza – fałszywa jest źródłem niepokojów, smutków, skrupułów, udręczeń, komplikacji.

Pobożność prawdziwa sprawia, że „jarzmo Pańskie jest wdzięczne, a brzemię jego lekkie” – fałszywa zaś przeciąża i przygniata mnogością praktyk i nabożeństw.

Pobożność prawdziwa wypełnia służbę Bożą w duchu i w prawdzie – fałszywa trzyma się ciasno litery prawa.

Pobożność prawdziwa obdarza tych, którzy ją pełnią, wolnością prawdziwą dzieci Bożych – fałszywa kształci niewolników formułek i recept.

Pobożność prawdziwa uczy w duchu Bożym spełniać każdy obowiązek – fałszywa odrywa od obowiązku rzeczywistego, a tworzy fikcyjne powinności, według własnego upodobania.

Pobożność prawdziwa trzyma na drodze cnót cichych i ukrytych – fałszywa lubuje się w nadzwyczajnościach.

Pobożność prawdziwa buduje i pociąga bliźniego, jest najwymowniejszym kazaniem do Boga skłaniającym – fałszywa gorszy i od miłości Bożej odstręcza.

Pobożność prawdziwa jest najpiękniejszym kwiatem rozumu ludzkiego – fałszywa jest wielkim nierozumem, nielogicznością, karykaturą dobra.

Pobożność prawdziwa odrywa człowieka od siebie, a jednoczy go z Bogiem i bliźniemu poświęca – fałszywa zasłania człowiekowi Boga i bliźniego, a w sobie wyłącznie pogrąża.

 

O pobożności prawdziwej i fałszywej; Cecylia Plater-Zyberkówa; Wydawnictwo Monumen; Poznań 2016

Święta Katarzyna ze Sieny

Przedstawiając jej życiorys na początku można zadać przewrotne pytanie: czy analfabeta może zostać doktorem Kościoła? W jej przypadku będzie to odpowiedź twierdząca.

Urodziła się 25 marca 1347 roku w Sienie (Włochy) jako jedna z bliźniaczek w rodzinie bardzo wielodzietnej – były jako 23 i 24 dzieci swych rodziców Jakuba Benincasy i Monny Lapy Piangenti. Jej bliźniaczka Joanna zmarła w dzieciństwie – natomiast wdzięk, urok i rezolutność małej Kasi zachwycały nie tylko rodziców ale i krewnych oraz sąsiadów.

Była pobożnym dzieckiem i już w wieku siedmiu lat złożyła Bogu w ofierze swoje dziewictwo. Jej matka chciała by prowadziła życie jak inne dziewczynki w jej wieku – natomiast ona sama chciała wieść życie pokutne. Nie mogąc w domu rodzicielskim urządzić pustelni – własne serce zamieniła w celę zakonną. Z miłości do Chrystusa pracowała nad swoim charakterem, między innymi upatrując w woli rodziców wolę Zbawiciela. Pomimo sprzeciwów w 1363 roku wstępuje do zakonu tercjarskiego dominikanek w Sienie. Tam prowadziła surowe życie zakonne. Jadła skąpo, bardzo mało spała, spędzała dużo czasu na modlitwie i często biczowała się do krwi.

W 1367 roku pod koniec karnawału zostaje w mistyczny sposób zaślubiona Chrystusowi – jako znak tego pojawił się ślad obrączki na jej palcu. Była również obdarzona śladami męki Chrystusa – stygmatami i koroną cierniową.

W tym samym czasie dostała polecenie wyjścia z samotni do rodziny i do tych co jej potrzebują.

Jej działania były nietypowe, miała cięty, ostry język, raczej brak ogłady, porywczy charakter oraz mówiła prawdę prosto w oczy. Mimo tego była orędowniczką pokoju jak i skutecznym mediatorem w sporach.

Katarzyna zaczęła nie tylko przemawiać ale również wysyłała listy do kapłanów, biskupów a nawet samego papieża. Listy były przez nią dyktowane skrybom i według relacji jej spowiednika, była w stanie dyktować nawet cztery listy jednocześnie, nie myląc wątków, nie mieszając faktów, nie tracąc nic z głębi przekazu. Jej nauczanie zostało sprawdzone przez trybunał świętej inkwizycji jako wolne od błędów herezji i zgodne z nauką Kościoła.

Czas, w którym żyła był okresem, w którym papież urzędował w Awinionie. To dzięki napomnieniem, namowom, prośbom i modlitwom Katarzyny Sieneńskiej jak również jej pobycie w tej rezydencji, papież Grzegorz XI w 1377 roku przeniósł z powrotem swoją siedzibę do Rzymu.

Owocami jej działań były liczne nawrócenia ludzi z różnych warstw społecznych. Tak samo martwiła się o duszę biednego rozbójnika jak i błądzącego kardynała. To były dla niej dusze potrzebujące ratunku.

W czasie trwającej dżumy w mieście poświęciła się posłudze chorym i potrzebującym z heroicznym oddaniem. Za kolejnego papieża Urbana VI w Kościele doszło do tzw. wielkiej schizmy zachodniej. Część kardynałów nie zgadza się z wyborem papieża i wybierają spomiędzy siebie antypapieża który przyjmuje imię Klemensa VII. Katarzyna pisze listy do kapłanów i kardynałów, którzy nie uznają prawowitego papieża. Napomina ich i nakłania do jedności z władcą Rzymu. Adresatami jej listów są również królowie i władcy ówczesnej Europy. Jednocześnie pociesza i umacnia papieża Urbana oraz zanosi w jego intencji wiele modlitw.

Oprócz listów perłą mistyki katolickiej jest jej „Dialog o Bożej opatrzności”. Zawarte w nim są zapisy jej rozmów mistycznych z Panem Bogiem. Dialogi te spisywane były na bieżąco przez dominikanów. Powstały najprawdopodobniej między 1377 a 1378 rokiem.

Jej życie duchowe znane jest nam z relacji zatytułowanej „Żywot świętej Katarzyny ze Sieny” autorstwa bł. Rajmunda z Kapui, który był jej spowiednikiem i przewodnikiem duchowym.

„Sam niejednokrotnie byłem świadkiem, jak tłum tysiąca i więcej ludzi, zwołany przez jakąś niewidzialną trąbę, zbiegał się z gór i innych okolic Sieny, aby zobaczyć Katarzynę i jej słuchać. Nawet jej słów nie potrzeba było, sam jej widok wystarczał, aby ludzie kruszyli się ze swoich zbrodni. Płakali i żałowali za swoje grzechy, i biegli do spowiedników (wśród których i ja byłem). Spowiadali się zaś z taką skruchą, że nie było wątpliwości, iż wielka obfitość łaski została wylana z góry w ich serca. Zdarzało się to nie jeden czy dwa razy, ale bardzo często.

Z tego względu świętej pamięci papież Grzegorz XI, uradowany i szczęśliwy z takiego pożytku dusz, upoważnił mnie oraz dwóch moich towarzyszy do odpuszczania takich grzechów, które rozwiązać mogą tylko biskupi. Ten, co jest Prawdą, która nie oszukuje i nie da się oszukać, wie, jak wielu zbrodniarzy i obciążonych wielkimi grzechami przychodziło wówczas do nas.

Przychodzili tacy, którzy nigdy jeszcze się nie spowiadali, oraz tacy, którzy nigdy jeszcze ważnie nie przyjęli sakramentu pokuty. Często na czczo staliśmy aż do samego wieczora i nie byliśmy w stanie wysłuchać wszystkich, którzy chcieli się spowiadać.

Żeby zaś wyznać własną niedoskonałość oraz płodność tej świętej dziewicy, tak się cisnęli ludzie do spowiedzi, że wielokrotnie byłem zmęczony i prawie nieprzytomny od tej pracy ponad siłę. Ona zaś nieustannie się modliła i jak zwyciężczyni zagarniając łup, tym bardziej radowała się w Panu. Pozostałym zaś synom i córkom nakazywała, aby usługiwali nam, pracującym przy sieciach, które ona zarzuciła.”

Katarzyna Benincasa zmarła z wycieńczenia 29 kwietnia 1380 roku mając 33 lata. Uroczyście beatyfikowana przez papieża Piusa II 26 czerwca 1461 roku w bazylice św. Piotra. W 1866 roku ogłoszona została patronką Rzymu. Papież Paweł VI w 1970 roku ogłosił ją Doktorem Kościoła. Jest patronką Europy, Włoch, Rzymu, Sieny oraz pielęgniarek, strażników i strażaków, osób cierpiących oraz kobiet, które poroniły. Jej atrybutami w ikonografii są: lilia, książka, krzyż, korona cierniowa, biało-czarny habit dominikański, stygmaty na dłoniach, serce gorejące. Wspomnienie jej obchodzimy w dzień jej śmierci – 29 kwietnia.

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W kwietniu 2019 ROKU.

Życie wyobraźnią

Ach, to życie wyobraźni! My nie rozumiemy dobrze, jakie ono miejsce w życiu zajmuje naszym, inaczej czuwalibyśmy nad nim w daleko inny sposób. Powiedzieć można, że jaka wyobraźnia, taki człowiek, jakie wyobraźni życie, takie i życie człowieka. I znowu można powiedzieć, że jeżeli nieczystość zmysłów przyrównana być może do kanałów, czyli ścieków, przez które plugastwo przepływa, tedy wyobraźnię przyrównać potrzeba do ściekowiska samego, w którym plugastwo samo w sobie grzęźnie i z sobą samym w fermentację wchodzi.

Powiedziałem, że jaka wyobraźnia, taki człowiek! I powtarzam, bo to, niestety widoczna jak na dłoni. Ledwie dziesiąty może rządzi się rozumem i rzeczywistością, a może tysięczny rozumem chrześcijańskim nadprzyrodzonym i rzeczywistością Bożą i wiekuistą; wszyscy inni, miliony – wyobraźnią. Szczęśliwy jeszcze ten, kto ma poczucie, kto ma czyste serce; takie serce obroni go i od wyobraźni; ale takich niewiele! Zresztą wszędzie wyobraźnia panuje i rządzi; ona nie wie i ani się troszczy o to, co rzeczywistość, co obowiązek, co wola Boża szczególniej; ani się pyta o to. Ona idzie na ślepo, pozwala sobie wszystkiego, żyje i panuje samowolnie, samowładnie, po tyrańsku, urojeniami, kaprysami, widzimisiami, zachciankami, sympatiami, antypatiami, goniąc za tym tylko, co się podoba, co na tę chwilę szczęśliwym uczyni i tak na oślep pędzi naprzód, a biedne popychadło tej szalonej samorządności, człowiek, ani pomyśli nawet o tym, by się obejrzeć, aby się wstrzymać, a tym mniej, aby kiedykolwiek zwyciężyć siebie i do rzeczywistości świętej, do Boga się obrócić. Istne zwierzątko; trzy rzeczy go wiodą: instynkt, wyobraźnia, apetyt! I to człowiek? I to dzieło Boże? I to dusza Krwią Chrystusa zbawiona? Męką Jego okrutną tak drogo odkupiona? O człowieku! Czyżeś ty raczej nie jeden z tych oprawców Chrystusowych, którzy Jego skronie cierniami przebodli? Czyś nie jeden z tych okrutniejszych albo szaleńczych, którzy biorą ową trzcinę fatalną do ręki i uderzają raz po razie, bez miary i liczby, po tej koronie boleści? Czy przesadzę, jeżeli zapytam, czy nie gorzej jeszcze czynisz: tamci przez godzinę jaką bawili się w swoją grę okrutną, a twoja wyobraźnia tej gry nigdy nie przerywa, a ty od rana do wieczora i znowu od wieczora do rana tylko kolce dawać umiesz Zbawicielowi swemu. O nieszczęśliwy!

Ach, wiemci, wiem, że wielu z was, o ludzie żyjący wyobraźnią, nie wiedzą, co czynią, że nigdy się nie zastanowią: ależ w tym wina wasza, w tym nieszczęście, że nie myślicie o tym, co czynicie, i nie zastanowicie się nigdy nad tym waszym nieszczęściem.

O Jezu mój, o Zbawicielu, gdyby ci ludzie wiedzieli, coś Ty za nich wycierpiał, choćby w tym cierniem ukoronowaniu Twoim! Gdyby uczuli całą tej boleści, że tak powiem, i głębokość, i szerokość, i długość, a szczególniej długość, przeciągłość, okrutniejszą niż okrucieństwo Męki samej!

 

Piotr Semenenko CR; Kazania o męce i śmierci Pana Jezusa; Oficyna Wydawnicza Viator, Warszawa 2001