Samozakłamanie

Istnieją pewne sposoby – zarazem niezawodne i niezbędne – by stać się prawdomównym wobec samego siebie. To, czy osiągnęliśmy już tę cnotę, poznamy po tym, czy podjęliśmy środki do jej pozyskania. Całe wewnętrzne zepsucie naszej natury jest ni mniej ni więcej jak tylko surowcem naszego samozakłamania. Przewrotność tego zepsucia leży w jego zafałszowaniu, a osoba, którą najbardziej chcemy w ten sposób oszukać, jesteśmy my sami. Cały świat świadkiem, z jakim powodzeniem to czynimy. Toteż, jeśli rzeczywiście chcemy siebie odkłamać, musimy włożyć ogromny trud w poznanie samych siebie i – jeśli to tylko możliwe – wszystkich plusów i minusów naszej złożonej i wewnętrznie sprzecznej natury, nie mamy po prostu szans działać w prawdzie. Nie jest jednakże rzeczą łatwą poznać siebie. Wprost przeciwnie – to najtrudniejsza rzecz na świecie. Czy więc rzeczywiście podejmiemy trud poznania siebie samych? Czy rzeczywiście uczciwie badamy nasze sumienie? Czy jesteśmy w tym dokładni? Doprawdy możemy swobodnie przypuszczać, że niewiele jest osób troszczących się o zbawienie swojej duszy, dla których codzienne i regularne obowiązki duchowe składają się z czegoś więcej niż tylko rachunku sumienia. Tak więc, jaka jest nasza obowiązkowość w tej sprawie? A nasza dokładność? A wytrwałość? A nasz prawdziwy wgląd na to, jak ważny jest rachunek sumienia? Jeżeli nie staramy się usilnie poznać samych siebie, możemy być w zasadzie pewni, że nie jesteśmy wobec siebie prawdomówni. A że niestety podobne wysiłki są wielce nieprzyjemne, nie można ich podejmować, nic o tym samemu nie wiedząc. Tylko ciężko ranny na polu bitwy może czasem nie być świadom bólu, jakiego doznaje.

 

O samozakłamaniu; Frederick Wiliam Faber; Warszawa 2016

Bojaźń Boża

Ojciec Jacek Woroniecki napisał książkę poświęconą Bożemu Miłosierdziu zatytułowaną „Tajemnica Miłosierdzia Bożego”. Analizując Stary Testament pokazuje nam, że nadzieja jest tam na pierwszym miejscu – podtrzymywana i umacniana Bożym Miłosierdziem. Widać to choćby w Księdze Psalmów gdzie na 150 psalmów niemal 100 dotyczy miłosierdzia Bożego i nadziei jaką ono powinno wzbudzać. Oprócz nadziei jako odpowiedzi na Boże Miłosierdzie winniśmy okazywać również bojaźń Bożą oraz miłosierdzie względem bliźniego.

Wystąpienie Lutra i jego wypaczenia wiary katolickiej dotyczyło również bojaźni Bożej. Nieporozumieniem i błędem jest pogląd, że przedmiotem bojaźni Bożej jest sam Bóg. Boga nie można się bać, bać się należy zła. Bóg jest najwyższym Dobrem i On sam nie może być przedmiotem bojaźni czy też strachu. W relacji do Boga możemy obawiać się kary jaka może nas spotkać w związku z naszym zachowaniem względem Niego lub też obawa by zło nie obróciło się wobec Boga. Żadne zło nie może zaszkodzić Bogu w jakikolwiek sposób, ale może umniejszyć Jego chwałę na ziemi wśród ludzi.

Podobnie jest między ludźmi, boimy się kogoś lub boimy się o kogoś. Gdy jesteśmy mali boimy się ojca i jego kary gdy coś przeskrobiemy, a gdy dorośniemy boimy się o niego, by mu swoim zachowaniem lub też postępowaniem nie sprawić przykrości lub smutku.

Obawa czy też strach przed potępieniem był przez protestantów odrzucany jako niegodny chrześcijanina, uważany był za coś złego i uwłaczającego godności ochrzczonych wiernych.

Strach przed złem jest czymś naturalnym, wrodzonym i jako taki nie jest ani dobry ani zły. Zły staje się wtedy gdy pod jego wpływem dokonujemy złych czynów (odnosi się to do wszystkich naszych uczuć, jeśli pod ich wpływem popełniamy grzech to należy je eliminować a pielęgnować uczucia wzmacniające cnoty by osiągnąć zbawienie). Jeśli pod wpływem strachu przed piekłem i potępieniem nawrócimy się lub tylko poprawimy nasze życie to taki strach jest dobry i spełnił swoje zadanie. Kościół Katolicki od XVI do XVIII wieku kilkukrotnie orzekał, że obawa potępienia wiecznego  nie jest czymś złym i niegodnym ale wręcz przeciwnie, jest godziwa i nadprzyrodzona gdyż wynika z objawionych nam prawd wiary oraz pochodzi z natchnienia Bożego.

Bojaźń Boża nie ogranicza się tylko do obawy przed karami jakie nam grożą. Ponad tą bojaźnią jest bojaźń synowska czyli obawa by nie wyrządzić krzywdy Bogu przez obrazę Jego majestatu lub zuchwale oczekując Jego Miłosierdzia. Pierwsza z nich określana bywa bojaźnią niewolniczą a druga jest tą, która w ramach rozwoju życia duchowego powinna zajmować coraz więcej miejsca i być dominującą w naszej duszy. Człowiek żyjący na ziemi nie może pozbyć się obawy przed karami, gdyż jest słaby i łatwo ulega pokusom. Za dawniej popełnione winy może być jeszcze wiele do spłacenia Bożej sprawiedliwości, ostrzeżenie w Piśmie jest wyraźne: „Za odpuszczone winy nie bądź bez bojaźni” (Syr 5,5). Dlatego też cnota pokuty zawsze powinna być obecna w życiu katolika, czyli żal za grzechy minione, postanowienie poprawy, to jest czuwanie nad swą wolą by się od Boga nie odwracała, i w końcu chęć wynagrodzenia Bogu za obrazę przez czyny pokutne.

Bojaźń synowska jest zaliczana do jednego z siedmiu darów Ducha Świętego. Według proroctwa Izajasza sam Chrystus miał w sobie bojaźń Bożą (Iz 11,2). Bojaźń Boża jest początkiem mądrości (Syr 1,16), to ona powinna stać na straży naszych działań by cześć dla Boga nie poniosła żadnego uszczerbku. Dlatego też jest ona impulsem do skruchy i pokuty, utrzymując duszę w chęci wynagrodzenia Bogu za winy własne jak również za cudze. Lęk czy też strach przed karą jest początkiem, wstępem bojaźni Bożej. Pełnią bojaźni jest lęk synowski który powinien przenikać nas na wskroś. „Syn cześć oddaje ojcu, a sługa panu swemu. Jeśli tedy Ojcem Ja jestem, gdzie jest cześć moja? A jeślim Ja Pan, gdzie jest bojaźń moja? Mówi Pan zastępów do was, o kapłani, którzy gardzicie imieniem moim”(Ml 1,6).

Bojaźń synowska chroni miłosierdzie Boże przed lekkomyślnym jego potraktowaniem, oraz przed lekceważenie Prawa Bożego. Wszystkie przejawy Boże Miłosierdzia jakie nas spotykają winny pobudzać i wzmacniać bojaźń synowską wobec Stwórcy.

Najbardziej znaczącym przejawem nie liczenia się z miłosierdziem Bożym jest lekceważenie grzechów powszednich. Spotyka się ludzi, którzy chcąc być katolikami nie czynią rzeczy które wydają się im grzechami ciężkimi jak zabójstwo, kradzież, oszczerstwo, grzechy nieczystości. Wiele z takich grzechów wynika z ułomności natury człowieka. Nim się człowiek zastanowił już coś powiedział, szybko zrobił nie zauważając, że przekroczył przykazania Boże. Od takich upadków nikt z nas nie może się uchronić, jedynie Najświętsza Maryja Panna była wyjęta spod takich grzechów. Są również grzechy lekkie, które popełniane są z całą świadomością, wiemy, że nie odwracają nas od Boga, nie sprzeciwiają się miłości Boga ani miłości bliźniego stąd są grzechami lekkimi.

Bojaźń Boża ma uchronić nas od popełniania grzechów śmiertelnych jak również porzucenia i poprawy w grzechach lekkich. To właśnie ona daje nam wrażliwość i delikatność sumienia byśmy dobrowolnie nie uchybiali Boskiemu majestatowi.

Za niezliczone dowody miłosierdzia Bóg oczekuje od nas bezgranicznego zaufania oraz abyśmy na nic sobie dobrowolnie nie pozwalali, co by godziło w Jego Miłosierdzie lub w jakikolwiek sposób je umniejszało. Tak jak to jest przedstawione w zakończeniu psalmu 141 (PS146,11) „Pan kocha się w tych, którzy mają Jego bojaźń i którzy pokładają nadzieję w Jego Miłosierdziu”.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W grudniu 2016 ROKU.

Siedem grzechów głównych

Kiedy korzeń drzewa jest podcięty, wszystkie gałęzie, które z niego ciągnęły soki i Zycie, natychmiast usychają. Wyrwijmy z naszych dusz te zatrute korzenie, a wszystkie złe skłonności, z nich biorące początek, przez samo to zostaną zniszczone. Taki przykład pozostawili nam wszyscy mistrzowie życia duchowego. Wszyscy oni te właśnie grzechy gromili z całą mocą swojego pióra, w silnym przekonaniu, że gdy raz pokonają tych nieprzyjaciół, żaden inny już głowy nie podniesie.

Wszystkie grzechy, mówi św. Tomasz, pochodzą źródłowo z miłości własnej, wszystkie są skutkiem żądzy jakiegoś dobra pożądanego przez tę miłość własną. To jest początek owych trzech pożądliwości  wskazanych przez św. Jana: pożądliwość ciała, pożądliwość oczy i pychy żywota; czyli miłości rozkoszy, miłości bogactw i miłości zaszczytów. Miłość rozkoszy rodzi trzy grzechy główne: nieczystość, obżarstwo i lenistwo; z ukochania godności bierze początek pycha, a z miłości bogactw – chciwość. Pozostałe dwa grzechy główne, to jest gniew i zazdrość służą za pomocników tym rozmaitym występnym skłonnościom. Gniew powstaje przeciw przeszkodom, które sprzeciwiają się spełnieniu naszych życzeń; zazdrość – przeciw tym, którzy nas podchodzą i uprzedzają w uzyskaniu jakiegoś dobra poszukiwanego przez naszą miłość własną, Takie zatem jest pochodzenie grzechu: potrójna pożądliwość, pierwszy zarodek grzechów głównych, skąd wynika wszelka nieprawość. Przeciw tym właśnie grzechom powinniśmy skierować wszystkie nasze wysiłki i całą uwagę. Są to olbrzymy, których najpierw trzeba pokonać, jeżeli chcemy podbić resztę nieprzyjaciół, którzy z naszą szkodą przywłaszczyli sobie ziemię obiecaną.

Na samym czele postawię pychę, będącą nieuporządkowaną miłością własnej godności. Święci uważają ten grzech za ojca, za króla wszystkich grzechów. Pysze nigdy w myśli twojej, ani w słowie twoim panować nie dopuszczaj. Bo od niej początek wzięło wszystkie zatracenie (Tb 4,14).

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

 

Marzycielstwo

To najgroźniejszy wróg pobożności u osób młodych; groźny, bo przychodzi mimo wiedzy i woli, opanowuje sumienie i wprowadza doń zamęt; groźny, gdyż powoduje tysiączne usterki. Zawitało do duszy niby promień słońca o nęcącym blasku i oto maluje przed nami przyszłość jasną, barwną pełną życia; wszędzie wiosna, promienne słońce, wonne kwiaty, upajające wrażenia. Smutki chwili obecnej pierzchają, niebezpieczeństwa przyszłości zanikają we mgle. Odmienia się wszystko, czego dotknie różdżka czarodziejki; ale ta czarodziejka to wyobraźnia, jej moc nie sięga poza granicę marzeń. Po przebudzeniu wszystko znika; a przebudzenie to życie rzeczywiste, jakże często ponure, smutne, pełne rozczarowań!… Chcesz wiedzieć, co się z tobą stanie? Popatrz na swoich rodziców. I oni byli tacy jak ty! Na próżno bronisz się przed widokiem tej okrutnej rzeczywistości, uporczywie otaczając się złudzeniami; na próżno budujesz swoje nadzieje na niepewności; twój los będzie taki sam, jak twoich poprzedników; pod cierpliwym, ale nieubłaganym działaniem czasu, kwiaty twoich marzeń jeden po drugim zwiędną i opadną!

 

Marzycielstwo grozi zrujnowaniem całej przyszłości. Nie dość na tym: ono marnuje chwilę obecną; szkody jakie powoduje, są nie do obliczenia.

Czy nie dostrzegasz, że ono paczy twoje pojęcia! Że ci odbiera właściwe rozumienie życia?

Czy nie czujesz, że wywołuje w tobie obrzydzenie do wszystkiego, co powinnaś kochać: do Boga, cnoty, piękna, nawet do twojej rodziny?

Czy nie dostrzegasz – być może z przerażeniem – że skłonność do marzeń rujnuje w tobie wolę, że może bezwiednie jesteś tą skłonnością zupełnie owładnięta? A co jeszcze bardziej smutne, opanowuje cię samolubstwo! Niech kto chce poetyzuje marzycielstwo; nie jest ono niczym innym, jak tylko szukaniem siebie, często bardzo podejrzanego gatunku … Nie o szczęście ludzkości tu chodzi – nie prawda? – ale o twoje osobiste.

A to szczęście, za jakim się ubiegasz, może graniczy z występkiem, może leży tuż nad przepaścią, której sam widok przyprawia cię o zawrót głowy?

Oswajasz się ze złem, przystrajasz je w barwy swoich marzeń, w ich ponęty!

I jaki skutek tego wszystkiego? Natura spaczona, zrujnowana, samolubna, zniechęcona nadwyrężona u samego rdzenia, a może przewrotna, choć nie zdaje sobie z tego sprawy.

Jeśli nie doszło jeszcze do tych wszystkich dewiacji, są one możliwe a nawet prawdopodobne.

 

I cóż się dzieje z pobożnością, gdzie jej zbawienne wymagania, gdzie radości, pełne spokoju? Wygnane, oddane na łup wszechwładnej namiętności! Czy dla takiej duszy może mieć jakiekolwiek znaczenie myśl o Bogu, niewidzialnym, modlitwa w swej jednostajnej formie, czytanie o prawdach oderwanych, liczenie się z sumieniem, tak niezdolnym do skupienia? Jak godny współczucia jest Jezus, gdy musi wstępować do takiej duszy w Komunii Świętej, gdy musi dla niej w Swoim Sercu i w niebie zachować miejsce, którego nie może jej odmówić, gdyż jest ona w stanie łaski!

Jeśli czujesz, że wabi cię ku sobie zdradziecka syrena, która nazywa się marzeniem; jeśli jeszcze nie oplątała cię swoimi sidłami, zatrzymaj się, rozważ, uciekaj do modlitwy, a później zdobądź się na energię. Żadnych półśrodków, żadnych ustępstw! Wytnij całkowicie to, co zepsute, usuń się od wszelkich podejrzanych towarzystw. Szczególnie miej się na baczności w doborze lektur, gdyż są powieści zupełnie moralne, które będą dla ciebie w tym punkcie bardziej niebezpieczne od wyraźnie złych; są również natury zupełnie niewinne, które mają więcej skłonności do marzycielstwa, niż niektóre natury występne.

Unikaj wszystkiego, co pobudza do miękkości, jak niektóre rodzaj muzyki, działające na uczucie powieści, zapachy perfum. Bądź zawsze zajęta; ćwiczenie ciała a zwłaszcza , które wymagają wysiłku, zapobiegają nadmiernej aktywności umysłu.

Nade wszystko zaś uciekaj się do Boga, choćbyś nawet nie czuła do tego żadnej ochoty; nie proś Go jeszcze o pociechy duchowe, które by ci zastąpiły słodycz twoich marzeń; proś tylko o dobrą wolę, o gotowość do używania wskazanych środków, o wytrwanie; pociechy Boże z czasem zostaną ci przydane w dodatku.

Zło zwykło ustępować powoli: nie dziw się, gdy znajdować będziesz w sobie te same skłonności, te same pragnienia; nie dziw się, gdy marzenie będzie miało dla ciebie taki sam urok. Zło budzi się niekiedy na nowo, wzmaga się, ma chwilę przesilenia; wtedy wytrwaj wbrew wszystkiemu, a gdybyś na chwilę upadła, powstań natychmiast. Chwilę przełomu będą coraz rzadsze, mniej gwałtowne i w końcu ustąpią w dal, jak huk oddalającej się burzy.

 

 

 

Wg „Spowiedź Przygotowanie do Sakramentu Pokuty”, Warszawa 2005

 

Dlaczego powołuje pasterzy?

  1. Chór aniołów w górze i chór pasterzy w dole, majestat i prostota, odprawiały pierwsze nabożeństwo Bożego Narodzenia. Wzniosły i prosty jest także Bóg w tajemnicy Wcielenia. Oblicze jego jaśnieje baskiem wieczności, a przecież jest to twarz dziecięcia. Wiarą, która szuka nieskończoności w prostocie, trafiamy do Boga, do pełni bytu, znajdujemy Pana w Betlejem i w Najświętszym Sakramencie Ołtarza, Co za zdumiewająca i uszczęśliwiająca skromność! Tu poznajemy wartość wiekuistą swych drobnych, powszednich uczynków. Przechodzimy śmiało nad otchłanią nieskończoności, by zbliżyć się do Boga ze słowem: „Ojcze nasz”. – Wszakże nie w Betlejem zniżył się do nas po raz pierwszy. Uczyniło to już wtedy, kiedy w myśli układał świat, ślimaka, falę szemrzącą, ruchliwy promyk słońca. Atoli dowiódł nieskończonej miłości, kiedy stał się dzieciną, by przez swe poniżenie podnieść człowieczeństwo do godności bożej i obdarzyć je mocą łaski. – Kłaniam się Tobie, pokorna Dziecino, przemów do mnie. Przedkładam Ci jedną wielką sprawę, sprawę mej duszy nieśmiertelnej, jedynego mego skarbu. Naucz mię, proszę, odwagi dzieci bożych która nie miesza się bliskością Boga, lecz sercem i usty dziecięcemi odzywam się do Niego. Naucz mię, Panie, prostoty, która wszędzie znajdzie Boga i napełnia serce pogodą, weselem i szczęściem.
  2. Powołuje pasterzy, bo dusz ich nie obciąża jarzmo i brzemię życia światowego, Siła tych ludzi jeszcze nie złamana, ich serca i umysł nie zatrute pracą kulturalną, gorączkową walką ekonomiczną. To nie zwiędłe, zblazowane dusze, które znużyły się i zgorzkniały życiem, dl których wiara i religia co najwyżej maścią kojącą i odrobiną pociechy. Uchowaj Boże! Szukać jedynie plastra i pociechy i na wszystko biadać – to nastrój szpitalny. Religia nie jest chorobliwą uczuciowością, lecz żarliwą służbą, oddawaną Panu i Bogu naszemu. Nie bądźmy trzymającymi się ledwo na nogach wyzdrowieńcami, któryby w Panu chcieli widzieć jedynie pielęgniarza chorych. Nasza służba Bogu powinna być życiem, w którem tętni moc i dzielność, dla Boga winniśmy żyć i umierać. Zabierzmy się tedy do tej służby z zapałem młodzieńczym, z wysoko sięgającymi aspiracjami i bezinteresownie.
  3. Powołuje pastuszków, bo to ludzie zahartowani, nie rozpieszczeni. W deszczu, na wichrze, śród zimowej nocy gwiaździstej czuwają przy swoich trzodach. Do takich typów ma pociąg osobliwy ten, który sam jest pasterzem dusz. – Wybredny komfort nie jest mieszkaniem odpowiednim dla duszy. Jej gniazdo usłane z suchych, chropowatych gałęzi jak gniazdo dzikiego gołębia. I niedostatek także przyczynia się do wychowania duszy, bo roślina ta lubi grunt kamienisty. Można pokochać skały, na których życie wewnętrzne rozwija swój przepych. „I nostri benedetti sassi”, mawiali mieszkańcy wyspy Veglia, kiedy z okolic pięknych i żyznych wracali do domu. Drogie, błogosławione skały, skały wyżyn wiary i zaparcia się! Błogosławione skały, z których wyrasta i na których rozkwita życie słodsze, szlachetniejsze, bardziej duchowe.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

 

O bojaźni Bożej

Z braku bojaźni na wiele sobie wobec Boga pozwalamy. W pochopnych prośbach, w niegodnie przyjmowanych sakramentach, w pobieżnych rachunkach sumienia, w pozbawionych skupienia medytacjach, w grze pozorów, w skrywanych wspomnieniach, w sposobie, w jaki odsuwamy Go na bok, stawiając inne rzeczy na pierwszym miejscu – oto w czym używamy sobie bez ograniczeń, mając za nic niezmierzony majestat Boży. Próbujemy skryć przed Nim nasz brak synowskiego zaufania, choć wiemy przecież, jak niedorzeczna jest taka próba. Jesteśmy wszyscy doskonale świadomi, że ukryć się przed Nim nie można, jednak świadomość tę upychamy gdzieś w głębi, aby tylko nie wyszła na wierzch i nie zaczęła formować praktyki naszego życia. Zawzięcie bronimy się przed zdaniem sobie sprawy z Jego niezwykłej wielkości, Jego przemożnej świętości, Jego przejmującej dreszczem bliskości i tak – na tysiące krętackich sposobików nie traktujemy Go wcale jak Boga, w którego rzekomo wierzymy. Czymś strasznym jest myśl, że mielibyśmy być nieuczciwi wobec Boga, jednak tak – tacy właśnie wszyscy jesteśmy i to w naprawdę przerażającym stopniu. Panie, pośpiesz nam z pomocą! Żyjemy w świecie pełnym rozpanoszonej i skomplikowanej nieuczciwości, a jednak stanięcie w niewypowiedzianie jasnym świetle Prawdy i porzucenia wszelkiego zakłamania będzie naszą wiekuistą radością i rozkoszą!

 

O samozakłamaniu; Frederick Wiliam Faber; Warszawa 2016

 

 

Próżność i zniechęcenie

Gdy wada próżności zapanuje w duszy, pod jej działaniem wysychają wszelkie źródła życia duchowego.

Nieustanna chęć podobania się staje na pierwszym planie i wszechwładnie rządzi duszą. To niezliczone starania wokół strojów, to radość z powodzenia, to zgryzota wobec zawodu, w każdym zaś razie ciągły niepokój.

Tysiące drobnych sprzeniewierzeń kiełkuje w umyśle i paczy serce.

I gdzie tu miejsce na myśli, w których nie ma niż pochlebnego, które nie nasuwają się same przez się; gdzie miejsce na to, co niewidzialne i co trzeba w duszy nieustannie odgrzebywać spod naleciałości świata; gdzie miejsce na ćwiczenia pobożne, przeciwne skłonnościom natury, a jednak konieczne?

Sumienie zostaje zagłuszone, siły do oporu się wyczerpują, życie opanowuje lekkomyślność.

 

Zniechęcenie

A oto dusza, która zadawała sobie wysiłki i mimo nich po raz kolejny upadła! I gdyby tylko raz! Ale tyle razy! „Bóg mnie opuszcza – woła. – Wszystkie moje usiłowania na nic!”

Jeśli przy spowiedzi postanawia powrócić do ćwiczeń pobożnych, odważyć się na jakiś wysiłek, uczęszczać do Komunii Świętej, to brak w tym wiary, brak przekonania; zabiera się do pracy pewna, że wkrótce ustanie, bez zapału, bez ufności, zatem bez męstwa.

Źródłem tego przygnębienia bywa nie tylko ciągłe powtarzanie się tych samych upadków, ale te spotykanie się z tymi samymi pokusami, trudnościami, z tym, co nas rani; bywa ono też następstwem wszelkiego niepowodzenia, zawodu, nieszczęścia.

Nie ma nic powszechniejszego nad zniechęcenie, nic bardziej niebezpiecznego – i nic bardziej nieuzasadnionego.

Zniechęcenie to tryumf szatana, to najzwyklejszy jego podstęp. Dusze niedoskonałe dają się wywieść w pole nie raz, ale setki razy i to zawsze w ten sam sposób.

 

Wg „Spowiedź – Przygotowanie do Sakramentu Pokuty”, Warszawa 2005

 

Podwyższenie św. krzyża

  1. Bóg wywyższył krzyż i zatknął go na czole świata jako święty, chwalebny znak, zwiastujący błogosławieństwo i oznaczający wiekuiste zwycięstwo. To znak pociechy, mocy, nadziei, to skarb i pamiątka równocześnie. Wielki jest krzyż, bo korzeń jego tkwi w sercu Jezusa. Krzyż wyrósł z serca, woli i miłości Jezusa. Jego obraz nosił i pieścił Zbawiciel w swojej duszy, na myśl o krzyżu żywiej biło jego serce. Jakże pragnę, wołał, tego dzieła, które wciąż stoi w przed oczyma mego ducha! Krzyż go boli i przyciąga, krzyż zaćmił jego duszę i rozdarł jego serce w ogrojcu. Tak wówczas na nim zaciążył, że wycisnął z niego krew świętą. Gdy żegnamy się znakiem krzyża, czynimy to zawsze z głębokim uszanowaniem.
  2. Wielki jest krzyż, bo jego owocem żywot wieczny. Z niego wykwitły zasługi Jezusa i oplotły go wieńcem. Z tych zasług płynie nam łaska, własna nasza zasługa i życie wieczne. Każda dusza wypływa z morza rozbicia na belce krzyża Jezusowego, każda po tym drzewie przechodzi ponad przepaścią piekła. Krzyż jest kluczem, otwierającym królestwo niebieskie; jest pługiem, którym Jezus rozorał kamienistą, przeklętą ziemię; jest pniem, po którym wspinają się do góry latorośle szczepu winnego, Chrystusa, a zatem my wszyscy. Drzewo to okrywają wieńce męczenników, dziewic, bohaterów i świętych. Chwalebne to drzewo. Krzyż jest moją mocą, przed nim drży szatan pokonany. Krzyż moją tarczą, moim mieczem, moim kijem pielgrzyma!
  3. Wielki jest krzyż, bo wielkim go czyni męka Jezusa, jego pierś oddychająca z trudem, jego ciało, drżące od bólu i zimna, jego głowa zgorączkowana, jego modły, westchnienia i łzy. Drzewo to Pan objął z miłością, ze wzruszeniem ucałował je i poniósł na swych barkach. Na nim się położył i rozpiął blade swoje dłonie. Na tym drzewie go podniesiono, na nim wysączył krew swą do ostatka. Krzyż chwytał bicie jego serca i drgania jego ciała, krzyż trzymał na swych ramionach i podnosił do góry zamęczoną wieczną ofiarę. W rzymskim kościele św. Wawrzyńca znajduje się kamień marmurowy, noszący na sobie plamy krwi i ślady ognia. Z głębokim wzruszeniem spoglądam na nie: ”Boże, jakie to musiały być męki, które zostawiły po sobie takie znaki!” A co byłoby, gdybym ujrzał prawdziwy krzyż Chrystusa, gdybym skroń przycisnął do jego twardego drewna i powiedział sobie: Na tym drzewie dogorywał umęczony i uwielbiony Chrystus – za mnie?! – Bracia, wysławiajmy krzyż, wieńczmy go różami! Niechaj nie padnie nań cień chrześcijanina zwyrodniałego! Krzyż naprawdę sławić możemy tylko własnym życiem.

 

Wartość pokory i nabożeństwa do Niepokalanej w życiu wewnętrznym

Przeczytałem książkę […] przeznaczoną dla młodzieży szkolnej. […]

Mam doświadczenia życiowego. Widziałem różne rzeczy. Ale jeżeli chodzi o utratę powołania – to dużo i prawie wyłącznie jest wskutek przekraczania szóstego przykazania Bożego. Zwyczajnie bywa tak, że młodzieńcowi zaczyna brakować pokory, a gdy jej nie ma – to i wszystkich innych cnót też – bo pokora jest ich fundamentem. Pan Bóg za karę dopuszcza na duszę upokorzenia, że wpada w te grzechy i tylko w tym celu, aby się upokorzyła i poznała swój błąd. Często się zdarza, że dusza załamuje się pod ich ciężarem, zamiast gruntować się w pokorze – gruntuje się w pysze. Gdy się coś stanie przeciwko jej honorowi – nadyma się itd.

Nie mówię, że pokusy lub to, co się niedobrowolnie dzieje, jest oznaką tego rodzaju upadków. Oznaką jest świadome i dobrowolne przekraczanie szóstego przykazania Bożego. Dlatego starajmy się o więcej pokory, o umiłowanie ostatniego miejsca, gdyż to jedynie jest gwarancją wytrwania.

Powstanie zaś z podobnych grzechów może być tylko dziełem łaski i dlatego do sprawy musi przyłożyć swą rękę Pośredniczka wszystkich łask. Kto do Niej się ucieknie, Jej się odda – wstanie, choćby u wrót piekła był i nawet świętym zostanie. Diabeł bardzo stara się, aby dusze od Matki Bożej odsunąć. Jeśli bowiem ich nie odsunie – nie ma racji do zdobycia tych dusz. Na temat oddania się Niepokalanej będziecie słyszeć wiele uwag i docinków. Bł. Grigniona biskupi wypędzili z diecezji, mimo że Ojciec Święty ustnie zatwierdził głoszone przez niego nabożeństwo. Jego własny brat, dominikanin, nie chciała z nim rozmawiać. Nie poganie, ale byli największymi przeciwnikami. Bądźcie i wy na to przygotowani. Dlaczego diabeł nie może użyć uczciwych ludzi do walki? Niedawno temu też słyszałem na ten temat od jednej osoby – a ile się przedtem nasłuchałem. O. Peregryn [Haczela] pisał mi, że przecież diabeł przez ludzi Bogu ducha winnych będzie przeszkadzał w pracy. Widać, że dzieło to jest coś warte, bo gdyby było przeciwnie – nie byłoby ataku. Będą mówić, że trzeba to nabożeństwo uregulować, żeby nie było przesady. – A wszystko, aby czci Panu Bogu ująć. To są „obrońcy” chwały Bożej.

Kiedy dusza odda się Niepokalanej, to diabeł, choć ją czasami skłoni do upadku – przyczynia się do jej większej świętości, bo ona jeszcze więcej oddaje się Matce Bożej.

Zawsze górować i sprawdzać się będą słowa Pisma Świętego: „Ona zetrze głowę twoją”[Rdz 3, 15]. Jego wściekłość bierze na to wszystko. Musimy iść w tym kierunku, żeby wszystkie dusze podbić, tym bardziej że widzi się, iż ta droga, jakąśmy obrali, jest jedyna i najskuteczniejsza. Diabeł pragnie dusze zezwierzęcić, oślepić i w niewolę wziąć. Starajmy się względem młodszych tę miłość ku Niepokalanej szerzyć. To jest misja kosztem naszego wygodnictwa. Pewien święty przygotowywał się nawet do rekreacji, by innym coś pożytecznego powiedzieć.

Jako starsi róbcie to za mnie, bo ja nie mogę być wszędzie. Matka Boża nam wszytkim daje, więc i my dajmy.

Niepokalanów, czwartek 3 III 1938r.

 

Z „Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbego”, WOF Niepokalanów 2009, wyd IV.

 

Piekło pierwszą tajemnicą Fatimy

Objawienie z 13 lipca jest najważniejszą częścią objawień fatimskich. To wtedy Matka Boża obiecała, że w październiku wyjawi kim jest, czego oczekuje i uczyni cud aby wszyscy uwierzyli. Tego dnia przekazana została dzieciom wizja składająca się z trzech części z prośbą by jej nie ujawniały do chwili uzyskania zezwolenia. Dopiera w 1941 roku zostały spisane przez siostrę Łucję. Przesłania te określane są Trzema tajemnicami fatimskimi.

„Pierwszą była wizja piekła. Matka Boża prosiła: «Ofiarujcie się za grzeszników i mówcie często, zwłaszcza gdy będziecie ponosić ofiary: O Jezu, czynię to z miłości dla Ciebie, za nawrócenie grzeszników i za zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi». Przy tych ostatnich słowach rozłożyła znowu ręce jak w dwóch poprzednich miesiącach. Promień światła zdawał się przenikać ziemię i zobaczyliśmy jakby morze ognia. Zanurzeni w tym ogniu byli diabli i dusze w ludzkich postaciach podobne do przezroczystych, rozżarzonych węgli. Postacie były wyrzucane z wielką siłą wysoko wewnątrz płomieni i spadały ze wszystkich stron, jak iskry podczas wielkiego pożaru, lekkie jak puch, bez ciężaru i równowagi wśród przeraźliwych krzyków, wycia i bólu rozpaczy wywołujących dreszcz zgrozy. Diabli odróżniali się od ludzi swą okropną i wstrętną postacią, podobną do wzbudzających strach nieznanych jakichś zwierząt, jednocześnie przezroczystych jak rozżarzone węgle. Przerażeni, podnieśliśmy oczy do Naszej Pani szukając u Niej pomocy. A Ona pełna dobroci i smutku rzekła do nas: Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników”.

Pierwsza tajemnica fatimska dotyczy życia każdego człowieka a zwłaszcza tych którzy żyją w stanie grzechu śmiertelnego, którzy zaniedbują nawrócenie, ignorują Boże nakazy. Wizja piekła która samym swoim widokiem zabiłaby dzieci gdyby łaska od Boga ich nie ochraniała. Niebo albo piekło, wieczne szczęście lub wieczne potępienie to są jedynie ważne sprawy w życiu każdego człowieka. Jest to tak ważne, że Bóg posłał swojego Syna, powołał Kościół Katolicki któremu dał środki do zbawienia potrzebne, a wreszcie objawienia Najświętszej Maryi która ostrzega, wspiera i wskazuje sposoby ochrony przez niebezpieczeństwami. Wizje pokazane dzieciom są odpowiedzią na głosy, że może piekło jest puste. Jest odpowiedzią na głosy, że piekła nie ma. Pokazuje, że piekło jest realne i ci którzy tam są, będą tam cierpieć przez wieczność.

Boże Miłosierdzie pozwala nam na oczyszczenie się z naszych grzechów jakie by one nie były wielkie i ciężkie. Jeśli tylko zechcemy skorzystać z łaski sakramentu miłosierdzia, nawrócić się z grzechu, unikniemy piekła. Boże Miłosierdzie pozwala przyjąć Jego Matce i udzielać skarbów ukrytych w Jej Niepokalanym Sercu. Najświętsza Maryja Panna ogłasza, że przyjdzie raz jeszcze i poprosi o ustanowienia na świcie nabożeństwa do Jej Niepokalanego Serca. Co miało miejsce w objawieniach w Pontevedra, 10 grudnia 1925 roku.

 

W oparciu o „Gwiazda przewodnia czasów ostatecznych”; ks. Karola Stehlina FSSPX.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W KWIETNIU 2017 ROKU.

Smutek Ducha Św.

Nie zasmucajcie Ducha Świętego Bożego (Ef 4,30)

  1. Dusza moja zachwyca się na myśl, że zasmucić możemy Ducha św. Jeśli to bowiem prawda, tedy pewnym także, że nas kocha i o nas się troszczy. I w istocie Duch św. ma powody do głębokiego smutku. Pierwszym jest piekło, przedmiot jego „gniewu posępnego”, drugim śmierć, która stanęła w poprzek jego woli, chcącej odżyć człowieka życiem nieśmiertelnym, trzecim grzech, „albowiem Duch Święty karności uciecze przed obłudnością” (Mądr 1,5). Zasmucając Ducha Św. właściwie sami siebie pogrążamy w smutku. Zwolna bowiem zanikają nasze prawdziwe radości, jakich doznają dusze, napełnione Bogiem, a nasz zmysły i skłonności zaczynają smakować sobie w ziemi. Duch natomiast i łaska wydają się nam czymś mglistym i nierealnym, na obliczu odbija się nuda i występują rysy starcze. Znak to, że zaczyna się rozkład. Niech nas Bóg od tego uchowa! Służmy więc Panu w czystości i „w radości”.
  2. Ducha nie gaście (1 Tes 5,19). Duch św. jest płomieniem ognistym, atoli ogień można zgasić, ducha można zabić. Często i lekkomyślnie popełniane grzechy powszednie gaszą z wolna życie wewnętrzne i przywiązanie do Boga, oziębiają tego ducha subtelnego i delikatnego, Nie dziw, że dusza lekkomyślna, nie dbająca o małe grzeszki, wpada także w grzech ciężki. Będę więc czuwał nad sobą i unikał wszelkiej dobrowolnej obrazy Boga. Chcę być wrażliwy na wszystko, co się odnosi do życia łaski.
  3. Nie odganiajcie Ducha … postępowaniem niskim, nieszlachetnym. Powinienem czuć głęboko, że Duch Św. zasługuje na uwagę, na gotowość do usług, uprzejmość i że zawsze wypada mi być na wysokości takiego wytwornego usposobienia. Dusza może sprostaczeć, utracić godność nieskazitelności i piękno poprawności, tak że ledwo odczuwać będzie natchnienia Ducha. Otóż przez wrażliwość moralną mogę zostać narzędziem Ducha Św., w którem Duch ten będzie mieszkał i przez które będzie działał. Ale mogę stać się również złamaną lutnią, zamuloną laguną. Będę więc uważał na pobudzenia i natchnienia Ducha Świętego.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

 

Objawienia fatimskie – modlitwa i cierpienie

Objawienie Matki Bożej w Fatimie początek swój ma 13 maja 1917 roku. Słowa jakie przekazała Łucji, Franciszkowi oraz małej Hiacyncie skierowane również do nas, żyjących 100 lat po tych wydarzeniach.

Pierwszymi słowami Matki Bożej są: „Nie bójcie się, nic złego wam nie zrobię”. Łucja wyjaśniała później, że strach jaki wtedy odczuwali był strachem przed nadchodzącą burzą. Pojawienie Maryi wywołało w nich jedynie zaskoczenie. Czytając dzisiaj słowa Matki Bożej możemy je odnieść do całego przekazu z Fatimy. Nie powinniśmy się obawiać orędzia przekazanego dzieciom. Mamy tu zapewnienie, że podążając za Maryją, za jej wskazaniami nic złego nas nie może spotkać.

Dzieci są zainteresowane tym, czy pójdą do nieba oraz czy ich zmarłe koleżanki są w niebie. Pytania te pokazują nam to co tak naprawdę ważne jest w życiu. Czy będę zbawiony, czy będę w niebie? Reszta jest podporządkowana temu ostatecznemu celowi. Odpowiedź Maryi jest różna w zależności kogo dotyczy pytanie. Jedna ze zmarłych koleżanek jest w niebie, druga będzie w czyśćcu do końca świata. Co do samych wizjonerów odpowiedź jest również złożona. Franciszek pójdzie do nieba, ale musi odmówić wiele różańców – czyli musi się dużo modlić. Mała Hiacynta też szybko będzie w niebie, ale czeka ją wiele cierpienie. Cierpienie nie ominie również Łucji chociaż będzie musiała dłużej czekać na dostanie się do nieba. Jej zadanie jest tu na ziemi.

Orędzie fatimskie zawiera się w dwóch słowach: modlitwa i cierpienie. Patrząc na dzieci fatimskie i ich zadania, to cierpienia w drodze do nieba, w uzyskaniu zbawienia jest dwukrotnie więcej niż modlitwy. Nie bójmy się cierpienie, ono jest złe tylko wtedy gdy nie wiemy co z nim zrobić. W momencie gdy zechcemy ofiarować nasze cierpienie w czyjejś intencji, jako zadośćuczynienie za swoje grzechy, czy też jako przebłaganie za grzechy innych zaczyna ono przynosić nam łaski. Cierpienie przybliża nas do Chrystusa, może być naśladowaniem Go w drodze na Kalwarię.

Cierpienie Łucji zaczęło się już w dniu pierwszego objawienia. Jej rodzina a zwłaszcza matka byli przekonani, że Łucja kłamie. Stała się „czarną owcą” w rodzinie, gdyż uważano, że przynosi wstyd rodzinie a otoczenie drwi z niej jak również z rodziny. 10-letnia Łucja tak opisuje swoje przeżycia: „Byłam przytłoczona goryczą, widziałam swą matkę tak mocno zdenerwowaną i chcącą za wszelką cenę zmusić mnie do przyznania się do kłamstwa. Tak bardzo chciałam zrobić to, czego sobie życzyła, ale jedynym sposobem by to zrobić było kłamstwo. Od kołyski wpajała swym dzieciom wielki strach przed kłamstwem i karała chłostą to z nas, które powiedziało nieprawdę.”(…)

„Moje siostry trzymały stronę mamy i dookoła mnie panowała atmosfera najwyższego potępienia i drwiny. Wtedy przypominałam sobie dawne dni i pytałam siebie: „Gdzie są te wszystkie uczucia, jakie moja rodzina miała dla mnie jeszcze tak niedawno?” Moją jedyną ulgą był płacz przed Bogiem, gdy składałam mu to w ofierze.”

Spotyka się głosy dusz pobożnych które nie potrafią zrozumieć dlaczego spotyka ich cierpienie. Wydaje się nam, że obietnica dana Łucji przez samą Matkę Bożą powinna dać jej radość i szczęście już tu, na ziemi. Zapominamy o słowach Zbawiciela: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa”(Łk 9 23-24).

Nawrócenie, wiara i wierność Zbawicielowi i jego Matce są często powodem do negatywnych reakcji. Reakcja taka może być od dobrych ludzi jak również od naszych najbliższych. Święci Pańscy musieli przejść przez takie doświadczenie. To jest plan Boży. Jeśli mamy osiągnąć zbawienie to musimy przejść przez ogień prób. Nie jest żadną zasługą być wiernym Chrystusowi gdy wiedzie się nam dobrze i jesteśmy radośni i szczęśliwi. Hiacynta i Łucja pokazują nam czym naprawdę jest wierność, wiara, zaufanie. Mimo cierpienia, mimo wyszydzania, wyśmiewania, poniżania nie mają wątpliwości w żadnym momencie że idą drogą do Boga. Modlą się za tych którzy przynoszą im cierpienie, ofiarowując swój ból Bogu.

W oparciu o książkę ks. Karola Stehlina FSSPX „Gwiazda przewodnia czasów ostatecznych”.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LUTYM 2017 ROKU.

Trwanie w wiecznej Miłości

Wizja nieba w Dzienniczku świętej Faustyny Kowalskiej: Dz 777-778-779, Dz 290, Dz 1121, Dz 1604.

s-faustyna27/XI.[1936]. Dziś w duchu byłam w niebie i oglądałam te niepojęte piękności i szczęście, jakie nas czeka po śmierci. Widziałam, jak wszystkie stworzenia oddają cześć i chwałę nieustannie Bogu; widziałam, jak wielkie jest szczęście w Bogu, które się rozlewa na wszystkie stworzenia, uszczęśliwiając je i wraca do źródła wszelka chwała i cześć z uszczęśliwienia, i wchodzą w głębie Boże, kontemplują życie wewnętrzne Boga Ojca, Syna i Ducha Św., którego nigdy ani pojmą, ani zgłębią.

To źródło szczęścia jest niezmienne w istocie swojej, lecz zawsze nowe, tryskające uszczęśliwieniem wszelkiego stworzenia. Rozumiem teraz św. Pawła, który powiedział: ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani weszło w serce człowieka, co Bóg nagotował tym, którzy Go miłują. I dał mi Bóg poznać jedną, jedyną rzecz, która ma w oczach Jego nieskończoną wartość, a ta jest miłość Boża, miłość, miłość i jeszcze raz miłość – i z jednym aktem czystej miłości Bożej, nie może iść nic w porównanie. O, jakimi niepojętymi względami Bóg darzy duszę, która Go szczerze miłuje. O, szczęśliwa dusza, która się cieszy już tu na ziemi Jego szczególnymi względami, a nimi są dusze małe i pokorne. Ten Wielki Majestat Boży, który głębiej poznałam, który wielbią duchy niebieskie, według stopnia łaski i hierarchii, na które się dzielą, widząc tę potęgę i wielkość Boga, dusza moja nie została przerażona grozą, ani lękiem, nie, nie – wcale nie. Dusza moja została napełniona pokojem i miłością i im więcej poznaję wielkość Boga, tym więcej się cieszę, że takim On jest. I cieszę się niezmiernie Jego wielkością, i cieszę się, że jestem taka maleńka, bo dlatego, że jestem mała nosi mnie na ręku Swym i trzyma mnie przy Sercu Swoim (Dz 777-778-779).

W pewnej chwili kiedy się przejęłam wiecznością i jej tajemnicami, zaczęły mnie męczyć różne niepewności. W tym rzekł do mnie Jezus: dziecię Moje, nie lękaj się domu Ojca swego. Próżne dociekania zostaw mędrcom tego świata. Ja cię zawsze chcę widzieć małym dzieckiem. Pytaj z prostotą o wszystko spowiednika, a Ja ci odpowiem przez usta jego (Dz 290).

6.V.[37] Wniebowstąpienie Pańskie

Dziś od samego rana dusza moja jest dotknięta przez Boga. Po Komunii św. chwilę obcowałam z Ojcem Niebieskim. Dusza moja została pociągnięta w sam żar miłości, zrozumiałam, że żadne dzieła zewnętrzne nie mogą iść w porównanie z miłością czystą Boga… Widziałam radość Słowa Wcielonego i zostałam pogrążona w Troistości Bożej. Kiedy przyszłam do siebie, tęsknota zalała mi duszę, tęsknię za połączeniem się z Bogiem. Miłość ogarniała mnie tak wielka ku Ojcu Niebieskiemu, że ten dzień cały nazywam nieprzerwaną ekstazą miłości. Cały wszechświat wydał mi się jakoby małą kropelką wobec Boga. Nie masz szczęścia większego nad to, że mi Bóg daje poznać wewnętrznie, że jest Mu miłe każde uderzenie serca mojego i kiedy mi okazuje, że mnie szczególnie miłuje. To wewnętrzne przeświadczenie, w którym mię Bóg utwierdza o swej miłości ku mnie i o tym jak Mu jest miła dusza moja, wprowadza w duszę moją głębię pokoju. W dniu tym nie mogłam przyjąć żadnego pokarmu, czułam się nasycona miłością (Dz 1121).

Kiedy podczas adoracji odmawiałam Święty Boże, kilkakrotnie, wtem ogarnęła mnie żywsza obecność Boża i zostałam w duchu porwana przed Majestat Boży. I ujrzałam jak oddają chwałę Bogu Aniołowie i Święci Pańscy. Tak wielka jest ta chwała Boża, że nie chcę się kusić opisywać, bo nie podołam, a przez to aby dusze nie myślały, że to już wszystko com napisała; – Święty Pawle, rozumiem cię teraz, żeś nie chciał opisywać nieba, aleś tylko powiedział, że – ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani w serce człowieka nie wstąpiło, co Bóg nagotował tym co Go miłują, – Tak jest, a wszystko, jak od Boga wyszło, tak też i do Niego wraca, i oddaje Mu doskonałą chwałę. A teraz, gdy spojrzałam na moje uwielbienie Boga – o, jak ono nędzne! A, jaką jest kroplą w porównaniu do tej doskonałej niebieskiej chwały. O, jak dobry jesteś Boże, że przyjmujesz i moje uwielbienie i zwracasz łaskawie ku mnie Swoje Oblicze i dajesz poznać; że miła Ci jest modlitwa nasza (Dz 1604).

Niebo jest to miejsce, gdzie odbieramy nagrodę za naszą wiarę obcując z Bogiem twarzą w twarz, gdzie spełnia się też nadzieja gdyż jesteśmy już zbawieni. Tu jest tylko miłość. Spotkamy się tu z naszymi bliskimi i będą oni bez wad a rysy ich będą jaśniały jasnością. Poznamy tu naszych dobroczyńców, dobrodziejów i tych wszystkich, dzięki którym obdarowani byliśmy łaskami wszelkimi. Dzieci poznają łaski, które spłynęły na nie od rodziców, jak również od innych przyjaznych i życzliwych osób.

Wszyscy zbawieni w niebie zanurzeni są w wiecznej miłości i szczęśliwości.

 

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W marcu 2015 ROKU.

Owoce odkupienia

Pokusa nie byłaby pokusą, nie mogłaby nikogo ze złą intencją zgrzeszenia przystępującego do siebie skutecznie oszukać, gdyby nie miała pozoru zadowolenia i dania wszystkiego, czego zła intencja pragnie i szuka. Więc ona daje, a ta znajduje.

Patrz tedy na Ewę. Widzi naprzód i znajduje, że ten owoc jest piękny dla oczu. Nie Boży owoc, nie z drzewa żywota owoc jest piękny, śliczny, cudowny i dający ludziom piękność i wszelkie jej wdzięki. Nie – ale ten, ten jest piękny dla Ewy i ona to już widzi, i cieszy się, cieszy się po raz pierwszy; ale zarazem wyrządza Bogu obelgę raz jeden.

Widzi i znajduje, że jest rozkoszny na wejrzenie. Nie Boży owoc jest smaczny, jest słodki, przynoszący rozkosz i wszystkie pociechy ale ten owoc, jej własny, ten jest dla niej prawdziwie smaczny i rozkoszny; i Ewa z rozkoszą to widzi i z dziwnym zadowoleniem się cieszy, cieszy po raz drugi; ale też i po raz drugi wyrządza obelgę Bogu.

Widzi i znajduje, że ten owoc jest dobry do jedzenia; ach, jaki dobry, pożyteczny i skuteczny. Nie Boży owoc jest dobry do jedzenia; to jest, nie Boży owoc daje siłę, zdrowie, nieśmiertelność, żywot wieczny; nie, ale ten dopiero czyni człowieka Bogiem. Tak, tak, dobry owoc do jedzenia i zaraz, zaraz go spożyję i Bogiem zostanę. Tak się Ewa cieszy po raz trzeci i po raz trzeci poniewiera owocem Bożym, a tym samym wyrządza nową obelgę Bogu.

Wielkie, zupełne, całkowite zewsząd zelżenie Boga przez człowieka w tym pożywaniu zakazanego owocu! Ale jakie zelżenie? Zelżenie jako przedmiotu życia, jako pokarmu, w którym Bóg chciał się dać człowiekowi.

O, nieszczęśliwe zaślepienie! O, przeklęty owocu! O, nigdy zadość opłakane pożywanie! O, zgrozy pełne zelżenie Boga mego i owocu żywota wiecznego, po którym nic żalów naszych ukoić by nie mogło, gdyby nie było, Kto by je naprawił.


Więc teraz spojrzymy na Chrystusa, który wszystko naprawia. On Sam przywraca ten owoc żywota, On go nieskończenie podnosi, On go ubóstwia, bo On Człowieczeństwo Swoje błogosławione na ten owoc przemienia i daje nam je do pożywania na żywot wieczny.

Chrystus Pan jako Człowiek ma w sobie wszystkie te warunki Owocu Żywota.

  1. Pulchrum oculis
    Ach, jaki piękny! Speciosus forma prae filii hominum, diffusa est gratia in labiis Tuis.
    Obraz widomy Boga niewidomego, powiada św. Paweł, na Człowieczeństwo Jego patrząc; pierworodny z całego stworzenia.
    Qui Me videt, videt Patrem.
    Et vidimus gloriam Eius, gloriam quasi Unigeniti a Patre, plenum gratiae et veritatis.
    W Jego słowach jaki wdzięk, w Jego nauce jakie światło i mądrość.
    Ego sum lux mundi.
    Jak to światło jest pięknością świata, tak On pięknością rodzaju ludzkiego.
    A to wszystko nam daje: z Nim się połączymy jako z przedmiotem życia, a staniemy się podobni.
  2. Delectabile aspektu.
    Prawdziwie smaczny, słodki, rozkoszny.
    Si tamen gustastis, quam suavis est Dominus.
    A ta cała słodycz w Sakramencie Żywota.
    Ego sum panis vitae.
    Ja jestem chlebem żywota
    Panis verus, qui de coelo descendi.
    Chleb żywy, który z nieba zstąpiłem.
  3. Bonum ad vescendum.
    Si quis manducaverit ex hoc, pane vivet in aeternum.
    Jeżeli kto będzie pożywał z tego chleba, żyć będzie na wieki.
    Habet vitam aeternam in se ipso manentem.
    Ma on życie wieczne zawsze w nim zostające.
    In Me manet, et Ego in eo.
    On we mnie zostaje, a Ja w nim.

O, Chryste Panie, teraz widzę, że Ty jesteś prawdziwy Owoc Żywota. Jak prawdziwie sam Bóg przez Ciebie, przez Człowieczeństwo Twoje staje się nam jako pokarm, abyśmy mieli Jego Samego za życia.

O, Panie, więc coraz więcej i więcej rozumiem, jak Adam Boga obraził, odrzucając z góry Ciebie Samego, utajonego, przedwzorowanego, zapowiedzianego w tym drzewie żywota w raju, i jak Ty teraz w Człowieczeństwie Swoim tę obelgę odpłacić musisz. Już idę za tobą, już będę na tę odpłatę patrzył.

 

Piotr Semenenko CR; Kazania o męce i śmierci Pana Jezusa; Oficyna Wydawnicza Viator, Warszawa 2001

Sąd Piłata

Piłat, gdy Jezus powiedział, że On jest Prawdą, Nauczycielem Prawdy, nie miał chęci zaprzeczenia, ale wziąwszy to na swój rozumek płytki a próżny, ściągnął ramiona i pół litując się, rzekł do Jezusa: A co to jest prawda? I natychmiast, jakby rzecz najmędrszą, najważniejszą, najniezbitszą powiedział, obraca się, odchodzi od Prawdy, którą ma przecie przed sobą, zostawia ją, myśląc, że zostawia Chrystusa pod mniemanym wrażeniem swej głębokiej filozofii, wychodzi do Żydów i mówi: Ja w Nim żadnej nie znajduje winy. I tym chętniej, tym bardziej teraz chce Go z ich rąk uwolnić, im bardziej jest przekonany, że Go zadziwił swoim rozumem, że w nim znalazł podziwiacza.

O, Piłacie! Jakże ty ciągle żyjesz w potomkach twoich! O, jakże wszyscy próżni mędrkowie i mędrkujący próżnisie materialni, cieleśni, żywy twój portret w sobie noszą. Taki sowizdrzał nauką i rozumem spotka się z prawdą Bożą, z nauką Kościoła, zajrzy jej w oczy: A co to jest? – powie, obróci się i idzie dalej, i goni za fraszką, goni za marnostką, za fałszywym ideałem, za fałszywym szczęściem, za cackiem, za lalką, a prawdzie Bożej jako raz tył podał, tak się więcej nie obróci. Prawda woła za nim; jej poważne głosy przez rozmaite osoby dochodzą uszu jego, ale on na każdy głos taki odpowiada swoim: A co to jest? Jeśli mu mówi Kościele, on: Albo to jest Kościół? Jeśli mu mówi o Chrystusie: Albo to jest Chrystus? Jeśli mu mówi o wierze: Albo to jest wiara? Jeśli mu mówią o Bogu: Albo to jest Bóg? I za każdą odpowiedzią, za każdym co to jest, przyniesie ci jakiś argumencik, wygłosi ci jakąś cytację przestarzałą, przegniłą, którą już tysiąc razy zbito, tysiąc razy w niwecz obrócono, on ci to przynosi jako rzecz nową i wykłada z upodobaniem, tak że ci się na sercu aż litościwo robi, że może w głowie człowieka powstać niedorzeczność taka – on ci ją roztacza jak paw swoje pióra, a potem obraca się jak Piłat i z zadowoleniem odchodzi. O, Piłacie, Piłacie! Jakiś był za czasów twoich, takiś sam i dzisiaj, taki sam podobno będziesz zawsze!

 
Piotr Semenenko CR; Kazania o męce i śmierci Pana Jezusa; Oficyna Wydawnicza Viator, Warszawa 2001