Nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa

Jaki jest cel takiego nabożeństwa?

  1. Weszło na naszym niebie jak gwiazda lśniąca, by promieniować w duszę naszą wielką postać Jezusa i godny uwielbienia majestat jego osobistości. Ukochał was, głosi to nabożeństwo, i pragnie od was wdzięczności wzajemnej. Cześć Najświętszego Serca wprowadza nas w świat wewnętrzny Jezusa, z którego wykwitło życie najpiękniejsze i wytrysła ewangelia, i chce dla tego świata cudnego wzniecić zapał. Chce, byśmy kochali to serce, czcili, hołd mu składali, przejednywali je i o łaskę prosili. A zarazem chce, byśmy je naśladowali, jak gdyby mówiło: Kto chce być szczęśliwy, niech stworzy w sobie serce, „Sursum corda”.
  2. Cześć Najświętszego Serca pomaga nam szczególniej przyswoić sobie ducha wiary. Do każdego poznania Boga potrzeba serca. Wiara bez uczuć natchnionych nie może się ostać. Oczy, pragnące ujrzeć Jezusa, muszą być oświecone ogniem serca. W każdej naszej wielkiej myśli tętni zapał serca. Dlatego też życzy apostoł wiernym „oświeconych oczu serca”. Dlatego też Jezus „dał nam zmysł” jak gdyby ewangelia chciała powiedzieć: dał nam serce. – Tych, co szukają łaski bożej, Jezus zwraca na drogi szlachetnych, czystych uczuć, na ścieżki dobrego serca. Wiara nasza zawładnąwszy serce, będzie „wiarą serca”.
  3. Nabożeństwo to dopomaga do życia na modłę życia Jezusowego. Najświętsze Serce było organem tego życia. Serce dostarcza wielkich i subtelnych motywów, woli silnej, kochającej, namiętnej. Tylko serce wydaje męczenników. Wielkie wysiłki, boje i zwycięstwa biorą początek z natchnienia serca. „Schätze schafft die Liebe”. Czego nie kochamy, to nie ma dla nas wartości. Jeśli Boga nie kocham, nie mam Boga. Jeśli Jezusa nie miłuje, jestem bez Zbawcy. Jeśli zatem nie ma we mnie miłości, noszę piekło w sobie tutaj na ziemi, a zapadnę tez w piekłona tamtym świecie. – Kochaj gorąco, służ serce i duszą, walcz, pracuj. Najlepsza to miłość samego siebie.

Czego nas uczy to nabożeństwo?

  1. Cześć do Najświętszego Serca Jezusowego jest dla nas nauką. Kto wejrzy do duszy Jezusa, temu się będzie wydawać, że patrzy z góry na rozległą, piękną, wspaniałą okolicę. Nie tylko oko nasze wtedy patrzy, lecz i dusza napełnia się uczuciem wielkości. Królewski duch odsłania się nam w Zbawicielu, kiedy w swych przypowieściach powiada: „Ja jestem dobry pasterz, który krew swoją oddaje, który umie także na pustkowiu o głodzie i chłodzie chodzić za swoją owieczką, który dla dziewięćdziesięciu dziewięciu pozostałych nie zapomina o zagubionej setnej. A gdy ją odnajdzie, pieści ją, wkłada na barki, i tak wraca do domu, że nie czuję zmęczenia. Wielka wtedy jego radość, tak wielka, iż słyszy śpiewanie aniołów. Wie, że jego radość podzielają także aniołowie w niebie… Oto wielki styl, oto charakter, dusza, świat uczuć, świat wewnętrzny, kwitnący nawet na pustyni. Oto dusza, której świat jest siłą i kwieciem, młodością i ogniem, majestatem królewskim, a zarazem powabem dziecięcia. W nieskończonych perspektywach, w których ogląda Boga, staje przed nią wizja bolesna, widzenie człowieka zgubionego” i ona wskazuje mu kierunek drogi i zachęca do poszukiwań: „Idź, idź za zgubionym! Teraz on ci ciężarem póki jeszcze nie twoim. Ale przestanie ci ciążyć, skoro go weźmiesz na barki swoje, bo wtedy będzie twoim. Póki się trudzisz, bądź silny, aby gdy odnajdziesz tego, którego szukasz, moc twoja zamieni się w radość”.
  2. Wielki ten styl naśladujmy, nie kurcząc się w nasz drobne miary i ramy, ale dążąc stale otwartą drogą ku otaczającej nas nieskończoności. Należy wyrabiać w sobie zmysł do wielkich myśli bożych, choćby nawet sprzeciwiały się naszym dzisiejszym modnym poglądom, naszym zapatrywaniom parafialnym. Zawsze winniśmy wyrywać się z naszych ziemskich horyzontów ku widnokręgom bożym i ku tamtym wyższym ciążyć i dążyć, lecz nie tak, by zrywać wszelką łączność z zadaniami doczesnymi. Grawitujmy ku Bogu przez pokorne przyswajanie sobie jego myśli, tak jak pączek ciąży na zewnątrz, kiedy pęka, jak kwiat, kiedy się rozchyla, jak źródło kiedy się wydobywa z głębi na wierzch. Wszak wszystko rozwija się na zewnątrz, by tem bardziej pozostawać w sobie. Dusza również powinna wyprężać się ku wielkiej nieskończoności i otwierać się dla niej. Powinna chętnie przyswajać sobie wielkie prawdy boże, że nas stworzył, choć jest nieskończony i nie potrzebuje nikogo, że nas odkupił, że tutaj obecny w Najświętszym Sakramencie, że Nieskończonego posiąść można i nasycić się jego bezpośrednią obecnością. Z tych faktów cieszyć się należy, a nie wątpić o nich. Cóż ptakowi po skrzydłach, jeśli siedzi na gałęzi pomazanej klejem? Co rzece po falach, jeśli do dna zamarznięta? A po cóżby istniało światło słoneczne, gdybyśmy się zamykali w piwnicach?
  3. Co wielkie, wzniosłe, potężne i budzące zapał powinniśmy przeżywać w duszy i w czyn obracać. Kto wątpi, kto wszystko przeżuwa na miazgę, tego dusza rozstrojona, nieharmonijna, niesymetryczna. Myśl jego jak klocki plątają się między nogami i wytrącają go z równowagi. Podobny jest do źle zbudowanego statku, który, spuszczony na wodę kładzie się na bok. Można źle budować okręty i źle wychowywać dusze, nie dając im równowagi i symetrii. Dobrze wychowana dusza podobna jest do statku, puszczającego się na szeroki ocean, lub do latającego ptaka. Nie traci równowagi wobec nieskończoności, nie lęka się głębin, pędzi naprzód, lata i dosięga celu. Takie dusze są proste i pełne ufności, wzrok ich jest otwarty i czysty, a zmysł praktyczny. Wiedzą, że czyn jest dzieckiem rodzonym myśli, a słowo tylko czynu macochą. Taka dusza działa, praktykuje to, czego uczy święta wiara, i nie odstępuje od form, lubo nie wykonywa ich mechanicznie, lecz wlewa w nie świadomość i treść. Chodzi na Mszę świętą jak ten, co umie przeżywać nastrój ostatniej wieczerzy. Umie odmawiać różaniec, lecz tak, że zatapia się w jego tajemnicach, by nabrać z nich świeżego życia.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Pochwała cierpienia

Rozważ skutki dobrej i złej woli. W dobrej – często serce psuje się przez pychę, podczas gdy w złej oczyszcza się przez cierpienie. W pierwszej człowiek sam siebie zapomina, w drugiej – pamięta o Bogu. Pomyślność rozprasza najczęściej jego dobre uczynki, podczas gdy cierpienie okupuje mnóstwo jego przeszłych nieprawości i umacnia duszę przeciw niebezpieczeństwu popełnienia nowych. Trapi cię ciężka choroba – pomyśl sobie, że zdrowie byłoby zgubne dla twojej niewinności i że Bóg, odbierając ci je, chciał ci odebrać możność grzeszenia. On wie, że lepiej jest tracić przytomność w bólu, niż być zdrowym w nieprawości. Z pewnością, nie może ten dobry Ojciec z upodobaniem patrzeć, jak Jego dzieci jęczą w ucisku, ale cieszy się widząc, że przez odmawianie sobie rzeczy godziwych, powstają one z upadków, których powodem stało się dla nich używanie rzeczy zakazanych. Zrozum więc, że jeśli Pan karze cię na tym świecie, to dlatego, by ci przebaczyć na tamtym, i że obchodzi się tu z tobą z miłosierną surowością dlatego, by w wieczności nie wywierać przeciwko tobie całej srogości sprawiedliwego i nieubłaganego gniewu. Najstraszniejszym znakiem gniewu Bożego jest, kiedy nie podnosi się on przeciwko tobie. Skoro więc nie chcesz być karany na tym świecie z dziećmi, spodziewaj się być potępionym w piekle z czartami. Ach! Powtarzaj raczej za św. Bernardem: Tu mnie, Panie, siecz, tu mnie karz, tu nie przepuszczaj, byłeś nie odrzucił na wieki! Zamiast narzekania, podziwiaj, błogosław tkliwą pieczołowitość tego dobrego Mistrza, który prowadzi cię za rękę i trzyma na wodzy twoje żądze i złe skłonności. Lekarze Pozwalają na wszystko chorym, którzy nie mają szans na przeżycie, tym natomiast, którzy mogą wyzdrowieć, nakazują ścisłą dietę i surowo zabraniają im wszystkiego, co mogłoby im zaszkodzić. Ojciec także odbiera rozpustnemu synowi pieniądze, które mu pomagają w grzechu, co nie przeszkadza, że później przekazuje mu cały majątek. Jest to obraz postępowania względem nas najwyższego. Lekarza naszych dusz, najbardziej kochającego Ojca, najtkliwszego ze wszystkich ojców.

Przypatrz się Zbawicielowi wśród męczarni, jakie ponosi On od tych właśnie, którzy winni Mu są życie! Piekielne usta okrywają Jego święte oblicze plwocinami, a On nie odwraca głowy. Ostre kolce rozdzierają Jego najświętsze skronie tysiącznymi ranami, a On zachowuje łagodność baranka. W gorączce okrutnego pragnienia podają mu gorzki napój, On go bez skargi, bez szemrania przyjmuje. Obrzucają Go obelgami i znieważają szyderczymi pokłonami – On nawet jednego słowa nie wypowiada. W końcu prowadzą Go na śmierć; to cel, to kres Jego pożądania. Śpieszy, biegnie naprzeciw niej, szczęśliwy, że może uwolnić od niej nas. O, podli i nikczemni ludzie! Jak może wam być ciężko cierpieć z woli Bożej za własne grzechy, skoro On Sam tyle wycierpiał, by wyjednać nam tych grzechów przebaczenia? Przyszedł na świat święty, niewinny, wolny od wszelkiej zmazy, a zszedł z niego w najokrutniejszych, niesłychanych mękach. Trzeba było, aby Chrystus cierpiał i w ten sposób wszedł do Swojej chwały, własnym przykładem przekonuje nas o prawdzie słów. Czy nie lepiej więc, prze pokorne poddanie się nędzom tego życia, obrócić je sobie na pożytek, dla odpokutowania za grzechy i dodania ozdoby przygotowanej nam w niebie korony, niż tracić wszystkie te korzyści, poddając się niecierpliwości, która powiększa tylko ciężary, bo i tak, i tak – radzi nie radzi – cierpieć musimy, jeśli taka jest wola Boża, której nic się nie oprze.

 

Św. Ludwik z Granady; Przewodnik grzeszników; Wydawnictwo AA

Pożyteczne trudności

O pożytku z trudności

  1. To dobrze, że niekiedy napotykamy trudności i przeszkody, bo one zmuszają człowieka, aby wejrzał w swoje serce i przypomniał sobie, że jest tu tylko przechodniem i nie ma prawa budować nadziei na żadnej rzeczy tego świata.
    To dobrze, że cierpimy czasem zarzuty i oskarżenia i że niektórzy źle o nas myślą, nawet jeśli staramy się i czynimy dobrze. To pomaga nam wyrobić w sobie pokorę i nie dopuszcza do nas próżnego rozgłosu. Wtedy bowiem, kiedy ludzie nie doceniają nas i niedobrze o nas sądzą, usilniej szukamy naszego wewnętrznego świadka – Boga.
  2. Dlatego człowiek powinien opierać się wyłącznie na Bogu, aby nie musiał szukać nieustannie potwierdzenia siebie u ludzi. Człowiek dobrej woli, dopiero kiedy gnębią go pokusy albo złe myśli, pojmuje, jak bardzo potrzebny mu jest Bóg i już wie, że bez Niego nie mógłby zdziałać nic dobrego.
    A przecież kiedy jest smutny, jęczy i modli się, aby Bóg odjął mu cierpienie. Czasem wydaje mu się, że nie warto żyć dłużej, przywołuje śmierć, aby uwolnić się od bólu i móc przebywać z Chrystusem. Dopiero wtedy zaczyna rozumieć, że tu, na świecie, nie ma trwałego bezpieczeństwa i pokoju.

 

O naśladowaniu Chrystusa; Tomasz a Kempis – Cz. I; rozdział XII

Natura i łaska

 

  1. Przemyśl dobrze działanie natury i łaski, bo są one całkiem odmienne i ukryte, trudno je rozpoznać nawet człowiekowi żyjącemu życiem duchowym, obdarzonemu światłem wewnętrznym. Bo wszyscy w jakiś sposób dążą do dobra i zawsze jest coś dobrego w ich słowach lub czynach, toteż łatwo się dać uwieść pozorom.
    Natura jest podstępna, potrafi przyciągać, usidlać i omamiać, a zawsze ma za cel siebie, łaska zaś jest prosta, omija zło pod każdą postacią, nie stosuje żadnych sztuczek i działa wyłącznie dla Boga, bo Jego ma na celu.
  2. Naturze obca jest myśl o śmierci, nie chce być ujarzmiona i tłumiona, nie chce nikomu podlegać ani sama poddawać się komuś, łaska zaś usilnie dąży do śmierci swojego ja, buntuje się przeciwko popędom, chce być podległa, pragnie być pokonana, nie pożąda własnej wolności.
    Lubi trwać w posłuszeństwie, nie pragnie nad nikim panować, ale zawsze chce żyć, trwać i pozostawać pod władzą Boga i gotowa jest poddać się pokornie każdemu dla Boga.
    Natura pracuje dla własnej korzyści i do tego zmierza, aby od drugiego coś skorzystać, łaska zaś szuka nie tego, co dla człowieka wygodne i pożyteczne, ale co potrzebne wszystkim. Natura chętnie przyjmuje oznaki czci i szacunku, łaska zaś odnosi wiernie cześć i chwałę wyłącznie dla Boga.
  3. Natura lęka się pogardy i wstydu, łaska zaś cieszy się, że może cierpieć obelgi dla imienia Jezusa. Natura lubi odpoczynek i spokój fizyczny, laska zaś rwie się do trudu.
    Natura poszukuje rzeczy ciekawych i pięknych, odpycha od siebie szpetne i pospolite, łaska zaś kocha to, co proste i pokorne, nie brzydzi się brzydotą, nie waha się odziać w znoszone łachmany.
    Natura ogląda się na to, co doczesne, cieszy się z zysku, smuci po stracie, złości ją byle krzywdzące słówko, łaska spogląda ku temu, co wieczne, nie przywiązuje się do tego, co przemija, nie zważa na żadną utratę, nie gniewa się z powodu ostrych słóa., bo skarb swój i radość złożyła w niebie, gdzie nic nie ginie.
  4. Natura jest chciwa, chętniej bierze, niż daje, lubi mieć i posiadać, łaska jest otwarta i ogarniająca, unika posiadania, zadowala się małym uważa, że większym szczęściem jest dawać niż otrzymywać.
    Natura lgnie do innych istot, do własnego ciała, do rozrywek i rozmów, łaska ciąży ku Bogu i ku dobru, odrzuca to, co stworzone, odwraca się od światowości, gardzi pragnieniami ciała, nie lubi się uzewnętrzniać, wstydzi się być na pokaz.
    Natura chętnie zatrzymuje sobie jakąś pociechę, w której znajduje swoje zadowolenie, ale łaska tylko od Boga pragnie pociechy i zadowolić ją może ponad wszystko, co widzialne, tylko najwyższe dobro.
  5. Natura robi wszystko dla zysku i własnego dobra, nie umie nic zrobić bezinteresownie, ale zawsze oczekuje za dobro równej mu w cenie albo wyższej jeszcze zapłaty, albo chociaż czci i zaszczytu, zawsze więc starannie wyważa swoje gesty i dary.
    Łaska zaś nie żąda niczego doczesnego, nie czeka nagrody, bo pragnie jako nagrody samego Boga, a z konieczności rzeczy doczesnych wybiera tylko te, które mogą służyć osiągnięciu rzeczy wiecznych.
  6. Natura cieszy się z mnóstwa przyjaciół i bliskich, chlubi się szlachectwem i urodzeniem, uśmiecha się do możnych, zaleca do majętnych, przyklaskuje sobie podobnym, łaska zaś kocha nawet nieprzyjaciół, nie chwali się tłumem przyjaciół nie ceni sobie miejsca społecznego ani urodzenia, chyba że jest z nim związana większa cnota.
    Sprzyja raczej ubogim niż bogatym, współczuje więcej niewinnym niż możnym, raduje się z uczciwym, a nie z przeniewiercą, zachęca dobrych, by o lepsze łaski szli w zawody i upodabniali się w cnotach do Syna Bożego. Natura uskarża się na najmniejszy trud i niedostatek, łaska spokojnie znosi ubóstwo
  7. Natura wszystko do siebie ściąga, o siebie walczy, o swoje się dopomina, łaska wszystko sprowadza do Boga, od którego pochodzi każde istnienie, sobie nie przypisuje nic dobrego i nic zuchwale dla siebie nie żąda, nie upiera się przy swoim i nie wynosi swojego zdania ponad cudze, ale w każdej myśli i w każdym rozumowaniu podporządkowuje się wiecznej mądrości i Bożej ocenie.
    Natura chce wiedzieć to, co niewiadome, i słyszeć ciągle nowości, chce się ujawniać na zewnątrz i doświadczać wszystkiego przez zmysły, pragnie uznania i takiego działania, z którego mogłaby czerpać podziw i sławę, łaska nie dba o nowiny, nie wychwytuje ciekawostek. Wszystko to pochodzi z grzechu pierworodnego, bo nie ma na ziemi nic nowego i nic trwałego.
    Uczy się więc powściągać zmysły, unikać próżnego zadowolenia i ostentacji, pokornie ukrywać się z tym, co godne pochwały i podziwu, a w każdej rzeczy i w każdej dziedzinie wiedzy szukać owocu pożytecznego, czci i chwały Bożej. Nie chce, aby mówiono o niej i o jej sprawach, ale pragnie, aby w darach jej błogosławiono Boga, który wszystko daje z nadmiaru miłości.
  8. To jest łaska, światło nadprzyrodzone, szczególny dar Boży, znamię wybranych i obietnica zbawienia. Ona to unosi człowieka ponad ziemię ku umiłowaniu nieba i z człowieka cielesnego czyni duchowego.
    Im bardziej więc człowiek przezwycięża i opanowuje naturę, tym więcej łaski spływa na niego i tak przez codzienne ponawiane obcowanie z Bogiem człowiek wewnętrzny urabia się na obraz Boga.

 

O naśladowani Chrystusa; Tomasz a Kempis – Cz. III; rozdział LIV

 

 

 

Komunia święta

W jaki sposób nie tylko powinniśmy, ale wręcz musimy przyjmować Komunię świętą? Nie różnimy się od małego dziecka, które wraz z jego matką zaproszono na świąteczne przyjęcie. Dziecko widzi wspaniałe potrawy na stole i i intuicyjnie przeczuwa, że wszystkie są bardzo dobre, jednak nie ma pojęcia, od czego zacząć i nie wie, jakie potrawy połączone ze sobą dadzą razem przepyszny posiłek. Dziecko nie może samo sobie pomóc. Nie wie, które z dań są dobre i odeszłoby od stołu głodne, niezależnie od tego, jak suty posiłek by przygotowano. Na szczęście jego matka jest tam wraz z nim i to ona dokonuje wyboru: kładzie potrawy na talerzu, a następnie karmi je nimi. Podobni jest z nami przy nieskończenie obfitym stole Eucharystii. W życiu duchowym jesteśmy jak małe dzieci, nieświadomi i słabi. Co wiemy o boskiej strawie, która została dla nas przygotowana? Tak naprawdę nie wiemy, co jest dla nas najlepsze i jeśli spróbujemy „obsłużyć się” sami, przyjmują niebiański chleb jedynie z naszą własną mądrością, wtedy jak to małe dziecko sprawimy, że posiłek upadnie na ziemię i rozlejemy cenny napój, następnie zaś odejdziemy od stołu głodni! Jednak gdy Maryja jest przy nas, wszystko się zmienia. Ona daje nam to, co jest dla nas najlepsze i pilnuje, żeby wspaniały posiłek nie upadł na ziemię. Bardzo dobrze zna swojego Syna i Jego łaski, bardzo dobrze zna też nas samych – jest przecież naszą Matką. Gdy zatem jesteśmy wypełnieni dobrymi myślami i przeczuciami, będziemy miłować Jej Serce, Ona zaś będzie wielbić Boga, dziękować Mu i wznosić błagania w nas i przez nas. Krótko mówiąc, obecność Niepokalanego Serca Maryi w naszych serca stworzy najlepsze możliwe warunki do godnego i owocnego przyjęcia tego sakramentu.

 

„Gwiazda przewodnia czasów ostatecznych” – cz. II; ks. Karol Stehlin FSSPX

Kim jest Niepokalana

Na ogół zdawać się może, że znamy już, wiemy już, kim jest Matka Boża, ale właściwie musimy przyznać, że bardzo mało o tym wiemy. Jest o tym trochę książek, ale to wszystko mało, są to tylko pierwsze próbki. To jest jakby nieznany świat.

Ogólnie ludzie od samego początki istnienia znali i wiedzieli, że jest Bóg, ale to poznanie było niedoskonałe. Za bóstwo uważali stworzenia, jednak wiedzieli, że coś tam wyżej jest. Tylko tajemnica Trójcy Przenajświętszej była na ogół prawie nieznana. Dopiero, aby ludzie mogli Pana Boga lepiej poznać, druga Osoba Trójcy Przenajświętszej staje się człowiekiem, przychodzi na ten świat, ażeby ludzi lepiej poznali Trójcę Przenajświętszą. To jest pierwszy etap do doskonałego poznania Pana Boga. Ale, żeby i ten Syn Boży był lepiej poznany, jest trzecia Osoba Trójcy Przenajświętszej i przy zesłaniu Ducha Przenajświętszego było to poznanie.

Wszelkie łaski płyną od Ojca przez Syna i Ducha świętego. W Bogu Ojcu jest jedna natura i jedna osoba, w Synu Bożym jedna osoba i dwie natury, a w Duchu Świętym są jakoby dwie osoby i dwie natury, bo Matka Najświętsza z Duchem Przenajświętszym jest najściślej zjednoczona. I o tym pierwsi chrześcijanie wiedzieli, chociaż wiele z tych prawd było w zawiązku, nie były rozwinięte. Dlatego w przyszłości wiele jeszcze dogmatów będzie ogłoszonych.

Zastanawiając się nad tym, że łaski płyną od Ojca przez Syna i Ducha Przenajświętszego, dochodzimy do wniosku, Pośredniczką wszystkich łask jest Matka Najświętsza. Jak to jest, trudno nam dociec, trudno zrozumieć, ale gdyby kto twierdził, że Niepokalana jest wcieleniem Ducha Przenajświętszego, byłoby to prawdziwe[1].

Matka Boża jest po to, aby lepiej poznano Ducha Przenajświętszego. To są rzeczy tak głębokie, tak ponad rozum ludzki, że nigdy nie wyczerpiemy tego poznania, Tak samo, jeśli chodzi o Matkę Najświętszą, to mówimy, że jest Oblubienicą Ducha Przenajświętszego. Każda łaska przychodzi na ziemię od ojca przez Syna i Ducha. Co zrobić, żeby tak korzystnie poznać, kim jest Matka Najświętsza? Nasamprzód nie zaufać swemu rozumowi. Rozum jest za słaby, by mógł sobie dać radę. Tu nie wystarczy rozumować sobie. Rozumowanie może na manowce sprowadzić. Trzeba łaski, trzeba światła nadnaturalnego, trzeba modlitwy. Tylko modlitwą można wyprosić to poznanie, kim jest Matka Najświętsza. To jest środek skuteczny do tego poznania.

Trzeba więc prosić, i to z pokorą, trzeba to sobie jasno przedstawić, że nawet sprawiedliwy siedem razy na dzień upada[por. Prz 24,16], nawet tej którego nazwać można sprawiedliwym, a cóż dopiero my… Matka Najświętsza jest bez najmniejszej skazy grzechowej, jest święta, łaski pełna[por. Łk 1,28], że była godna zostać Matką Boga samego. Z jakąż więc pokorą my niegodni musimy stanąć przed Nią.

Ale i modlitwa o tę łaskę, byśmy poznali, kim jest Matka Przenajświętsza, niech będzie z pokorą, głęboką pokorą. Doskonały wzór takiej modlitwy pozostawił nam Duns Szkot mówiąc: „Dozwól mi chwalić Cię, o Panno Przenajświętsza, i daj mi moc przeciwko nieprzyjaciołom Twoim”. Więc z taką pokorą musimy się do Niej modlić jako do Niepokalanej, jako do będącej w najściślejszym zjednoczeniu z Bogiem. Pokornie prośmy, żeby była tak łaskawa, żeby dozwoliła, żebyśmy mogli Ją chwalić, mogli Ją wielbić.

Oczywiście, ta pokorna modlitwa nie wyklucza myślenia o tym, czytania o tym, rozmawiania o tym… Czytać dużo o Matce Najświętszej, myśleć o Niej często, często rozmawiać. Ale jako podstawa jest modlitwa, pokorna modlitwa. I nie tylko czytać, ale i modlić się przed czytaniem. I w tej rozmowie prosić, żeby Ona oświeciła, bo nie jesteśmy godni tej łaski poznania, kim Ona jest.

 

Niepokalanów, sobota 25 wrzesień 1937.

 

[1] Ewangelia wskazuje na wyjątkowe działanie Ducha Świętego w Maryi (por. Łk 1,35 – „Duch święty zstąpi na Ciebie…”), jednak zjednoczenie trzeciej Osoby Boskiej z Najświętszą Maryją Panną nie należy pojmować na sposób wcielenia Słowa Bożego.

Cel życia – akt oddania

Pan Bóg stworzył cię dla Siebie. Jego miłość (Bóg jest miłością) żąda miłości Twojej, Jego nieskończoność chce Twojej nieskończoności, o ile nią jesteś. Na to Cię Pan Jezus odkupił, i wymaga od Ciebie tego podwójnego tytułu. Jako tedy stworzenie miłujące Boga miłość, musisz się oddać Jemu przez zupełne oddanie się. Oto warunki: Oddanie się powinno być potrójne i jedno, według samychże warunków istnienia Boga i stworzenia.

  1. Jesteś myślą Bożą, w której (kiedy się stanie doskonałą w Tobie) szuka upodobania ze swojej chwały;
  2. Jesteś rzeczą Bożą, w której Bóg znowu szuka upodobania swojej przyjemności;
  3. Jesteś w końcu stworzeniem, dziełem żywym, w którem szuka upodobania swego zatwierdzenia się, swego panowania, swego królestwa.

Nad to wszystko i w jedności tych względów jesteś osobą, inną niż Bóg, ale zależną od Boga, w której Bóg chce mieć, żeby tak powiedzieć, inną inność, obraz i podobieństwo doskonałe Siebie samego, i w której szuka upodobania swojej miłość. Czy rozumiesz to wszystko? Wtedy rozumiesz także dlaczego Ty istniejesz, i jak masz uczynić oddanie się.

Najprzód. Trzeba uwierzyć w to wszystko i uwierzyć w tę miłość i w to wszystko co chce uczynić – On.

Po wtóre. Trzeba się oddać, aby po zniszczeniu w Sobie tego wszystkiego co jest przeciwne, uczynił Sam On w Tobie i z Tobą wszystko co chce i czego pragnie.

Tym sposobem akt uroczysty, musi mieć ten wyraz: „Mój Boże! Jestem nicestwem, któreś stworzył z miłością i dla miłości Twojej. Jestem Twoją myślą, aby być Twoją chwałą. Jestem Twoją rzeczą, aby być Twoją przyjemnością. Jestem Twoim stworzeniem, aby być Twoim królestwem. Jestem tym nicestwem osoby, która stać się winna Twoim dzieckiem, Twoją oblubienicą, dla upodobania Twojej miłości. Wierzę w to, dziękuje Ci za to, i oddaje się bezwarunkowo na Twoje upodobanie, na Twoją wolę, na Twoje działanie. Oto ja służebnica Pańska niech mi się stanie według Słowa Twego”.

To ostatnie zdanie: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według Słowa Twego” zawiera samo w sobie całą istotę tego aktu.

Ks. Piotr Semenenko Listy duchowne; Drukarnia „Czasu” Kraków 1924

 

Nic dla siebie i o sobie

Twoje nic dla siebie i o sobie jest ujemne, a akt oddania się na miłość jest dodatni. Owo pierwsze może być najdoskonalsze w Tobie, a to drugie nie być wcale. Twoje ja może się wyrzec wszystkiego, może wszystko odtrącić, może nawet nie pragnąć już niczego (rzecz arcytrudna wszelako), a mimo to może pozostać samo w sobie, i nie oddać się! Pójdzie jak ów pustelnik na pustynię, który się tam wybierze ze wzgardy dla świata, z głębokiego przekonania o jego nicestwie, a nawet zgrozie; ale nie pójdzie tam z miłości dla ukrytego aż tak daleko Boga. Twoje ja jest tym pustelnikiem, tak mi wszystko mówi, który już nic nie ma i niczego nie pragnie, ale jest zawsze sobą i nie przestaje być sobą. A tu właśnie o co innego idzie, o całą stroną dodatnią, o czyn i życie; a tym czynem jest oddanie się na miłość, a tem życiem jest samaż miłość, to jest Jezus, żyjąca, osobista miłość, która aa miejscu Twojego ja ma w Tobie stanąć i żyć, być wszystkiem, być Twoim nowem, przemienionym ja, samym Jezusem powtórzonym w Tobie i w Tobie żyjącym. W tymże naszym Najmiłościwszym Panu, w tej naszej jedynej miłości, jakże pragnę, aby się ta zmiana, to przemienienie już stało w Tobie, abyś już zaczęła przestawać być sobą, a zaczęła stawać się i być Jezusem! Powiesz mi, i bardzo słusznie: Cóż pocznę? Tego sama uczynić nie mogę! Wiem, że trzeba prosić; ależ to czynię. Czym nie powiedziała przedtem jeszcze: „Proszę Boga o miłość Jezusa, to pewna; ale proszę, bo On chce, ale to też niezawodna”. Czyż to nie jest to, com czynić powinna? Czyż to nie jest owo oddanie się?

Nie! Wielka jest głębia owego oddania się, przepaść bez dna. Możesz prosić o miłość zostając sobą; możesz pragnąć miłości nie oddając się na zniszczenie siebie na jej ołtarzu całopalnym; może prosić o nią dlatego, że On chce, a jednak nie tak jak On chce; możesz nawet prosić o taką miłość jakiej On chce, a jednak nie z takiego gruntu, nie o to samo na dnie rzeczy. Na dnie powinny być dwie rzeczy: naprzód oddanie Twojego ja na takie zniszczenie, aby w Tobie nic nie pozostało Twego i zgoła Ciebie; pozostać mają tylko ramy, że tak powiem, Twojej osobistości, jestestwa zupełnie próżne; a w tych ramach, w tej próżni treść ma być Jego, ma być On sam; a druga rzecz, która ma być na dnie, to właśnie On, On jako Twój początek jedyny, wszystko w Tobie rozpoczynający; On, który już jest Twoim celem i końcem, ma być tedy początkiem; a tutaj początkiem samejże miłości, którą mieć będziesz dla Niego z Niegoż samego. Nie tylko o miłość, dlatego że On chce, bo wtedy mogłaby to być miłość Twoja własna, nie zapoczątkowana przez Niego; ale masz prosić, aby po owem oddaniu się na zniszczenie całego Twojego ja, choćby nawet, jeśli to być może, z miłością dla Niego, ale z miłością własną Twoją, aby po takim oddaniu się, On dał ci swoje serce, swój umysł, swoją duszę, które wtedy staną się Twoje, i tem samem dał Ci swoją miłość dla siebie samego (boć On, jako człowiek, kochał swoją własną Osobę Bożą), a ta miłość stanie się wtedy Twoją, prawdziwie Twoją, ale nie Twoją własną, tylko wspólną Twoją z Jezusem i Jezusa z Tobą. Wtenczas, wtenczas dopiero przestaniesz być sobą; ziszczą się owe dwie wielkie rzeczy: oddanie się, a za miłość. Pókiś tego nie zrobiła, niceś nie zrobiła, przynajmniej nic dodatniego; i choćby w Twojej modlitwie nic nie było dla siebie i nic o sobie, choćbyś nawet prosiła o miłość Jezusa dlatego, że On chce, mimo to nie przestaniesz być sobą, i twoje ja nie oddało się, a bez oddania się nie masz i możesz mieć miłości.

 

Ks. Piotr Semenenko Listy duchowne; Drukarnia „Czasu” Kraków 1924

 

Ufność Bogu

Twoja ufność w Oblubieńcu Twoim Boskim powinna być bez granic. Najpierwszym przedmiotem tej ufności powinno być to, że On Cię strzeże; strzeże jak źrenicy oka swego, strzeże, byś na drodze żywota snać o kamień nie obraziła nogi, strzeże tem bardziej, byś nie upadła. Powinnaś ufać, że On odpędzi od Ciebie fałsz wszelki, On, który Ci dał tę już łaskę, że prawdę kochasz, a fałsz nienawidzisz. Tylko ci w fałsz wpadają, którzy nie mają miłości Prawdy. A gdybyś nawet przypadkiem i wpadła w coś podobnego, On Ci nie da ani chwili pokoju, póki nie wyciągnie. Ufności, ufności; a zarazem prosić Go o prawdę, prosić o tę surowość w nieznoszeniu fałszu, a zawsze ufności! Nieufność rani Go, rani serce Jego; pod pozorem pokory nie jest pokorą, a przedewszytkiem nie jest miłością. Jakto? Byłażby miłość mogąca przypuścić nieufność? Widzisz tedy, co popełniasz, kiedy Mu nie ufasz! I cóż dziwnego, że On Cię karci za to? Że czujesz i boleść, i obawę, i gorycz? Szukasz po wszystkich kątach duszy, jakie tego stanu przyczyny? – a to przyczyna siedzi w samym duszy środku, i jest ta nieszczęśliwa nieufność, ta małoduszność, to niedowierzanie. Tego Boskiego Oblubieńca dusz naszych trzeba podejmować jak Boga prawdziwego we wnętrzach naszych; mieć największe wyobrażenie o Jego dobroci, wierności, opiece, jednem słowem, miłości; a według wyobrażenia i pewność i ufność. Z innemi uczuciami już Go nie mamy za Boga, jakim jest, za Boga miłości, Boga Oblubieńca.

 

Ks. Piotr Semenenko Listy duchowne; Drukarnia „Czasu” Kraków 1924

 

Cierpliwość

Cierpliwość jest królową. Siedząc na skale męstwa jest zawsze zwycięska, nigdy nie jest zwyciężona. Nie jest sama, lecz ma za towarzyszkę wytrwałość. Jest rdzeniem miłości. Ona to rozstrzyga o szacie miłości, czy jest to szata godowa, czy nie. Jeśli na szacie jest rozdarcie, niedoskonałość, brak cierpliwości wyjawi to natychmiast.

Wszystkie inne cnoty mogą wprowadzać w błąd. Mogą okazywać się doskonałe, choć takie nie są, o ile nie przeszły próby cierpliwości. Lecz jeśli ta słodka cierpliwość jest rdzeniem miłości w duszy, dowodzi tym samym, że wszystkie cnoty są żywe i doskonałe. Jeśli nie dostarcza tego dowodu, świadczy to, że cnoty są jeszcze niedoskonałe, że nie doszły jeszcze do stołu najświętszego krzyża, gdzie cierpliwość została poczęta w poznaniu siebie i w poznaniu mej dobroci w sobie, i gdzie została urodzona przez świętą nienawiść i namaszczenie prawdziwą pokorą.

Cierpliwości tej nie jest odmówiony pokarm, którym jest chwała moja, i zbawienie dusz. Żywi się ona nim nieustannie. Oto prawda. Spójrz, najmilsza córko, na słodkich i chwalebnych męczenników, którzy przez cierpliwość spożywali ten pokarm duszy. Śmierć ich dawał życie. Wskrzeszali zmarłych i rozpraszali ciemności grzechów śmiertelnych. Świat z wszystkimi wielkościami swymi i książęta z całą swą potęgą nie mogli obronić się przed nimi. Tryumfowali nad nimi mocą tej królowej, słodkiej cierpliwości (por. Hbr 11, 33-38). Cnota ta jest jak światło na świeczniku.

Oto chwalebny owoc , który wdają łzy zjednoczone z miłością bliźniego. Dusza spożywa ten pokarm w towarzystwie nieskalanego Branka, Jednorodzonego Syna mego, w płomiennym i bolesnym pragnieniu, w nieznośnym smutku z powodu obrazy wyrządzonej Mi, Stwórcy. Smutek ten jednak nie przygnębia: dusz nie cierpi z powodu niego, gdyż miłość przez prawdziwą cierpliwość zabiła wszelką bojaźń i miłość własną, które czynią ją wrażliwą na cierpienie. Ten smutek jest pełen słodyczy; przedmiotem jego jest tylko wyrządzona Mi obraza i zguba bliźniego, i ma on swe źródło w miłości. Przeto smutek ten użyźnia duszę; jest on dla niej jednocześnie przyczyną radości, gdyż daje jej niewątpliwy dowód zjednoczenia ze Mną prze łaskę.

 

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012

 

Pociechy i próby

Stan pociech duchowych budzi nasze zdolności, nadaje im giętkość i moc. Nic wówczas nie kosztuje. Ten, kto jest napełniony miłością – mówi autor „Naśladowania Chrystusa” – biega, lata, weseli się i nic go nie powstrzyma. Jest to stan, w którym uczucie działa samo, porywając za sobą wolę, której całe zadanie polega tylko na zezwalaniu. Stan ten jest darem nieba, podobnie jak ciepło słoneczne: roznieca on żar pragnień, mnoży pomysły, wzbogaca uczucia, wywołuje rozkwit duchowy.

Czas próby przyrównać można do skalistej, nawiedzanej wichrami krainy, do mroźnej zimy, do bezpłodnej pustyni. Trzeba tam żyć z nabytych zapasów, bronić się cudami niemalże wysiłku, pomysłowości, wytrwania. Serce musi być wytężone ile tylko można. I po co? Na pozór po to, żeby po prostu żyć jako tako. Jednak po cichu dokonuje się w głębi duszy praca: serce mężnieje, muskuły stają się odporniejsze, wzmaga się życie.

Pociech to okres, w którym otrzymujemy czarowne i piękne światła: korzystajmy z nich, aby wznieść nasz ideał jak najwyżej. To okres łatwych i licznych aktów, wyrabiajmy więc w sobie wówczas dobre nawyki. Nawyk przynosi największą pomoc woli.

Próba to okres działania woli. Niczego nie odczuwamy; wydaje się nam, że niczego nie kochamy… Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko chcieć tych wszystkich pięknych rzeczy, które poznaliśmy, zebraż je – może zaschłe, ale zawsze jeszcze wonne – i ofiarować Bogu, który zna ich wartość; nie pozostaje nam nic innego, jak wyrażać uczucia, a przynajmniej pragnienia, które zawsze są prawdziwe, jak działać z czystych pobudek, wielkodusznie, wytrwale, z wielką korzyścią dla woli, która gdy działa tylko sama, bardziej się rozwija. O pstępie nie stanowi upodobanie, ale prawdziwa miłość, a tę mamy: miłość, która Boga stawia na pierwszym miejscu, miłość wierną, która dąży do tego, co Bogu milsze, która mówi: „Nie umiem Mu powiedzieć, że Go kocham, ale Mu tego dowiodę.”

U niektórych dusz wola bywa słaba, nie umie iść naprzód, jeśli nie jest wspierana pociechami. Dusz te powinny umieć na te pociechy zasłużyć, potem zaś utrzymywać je. „Naśladowanie Chrystusa” mówi, że brak pociech wynika często z naszej winy.

 

Wg „Spowiedź Przygotowanie do Sakramentu Pokuty”, Warszawa 2005

 

Procesja Didymosa

„Wiara rodzi się z tego, co się słyszy,
tym co się słyszy jest
słowo Chrystusa” (Rz 10,17)

Ostatnio uczestniczyłem w rekolekcjach, w których było również wystawienie Najświętszego Sakramentu oraz „procesja”. Określenie procesja specjalnie użyte jest w cudzysłowie – dlaczego to będzie jasne po przeczytaniu całości.
Była ewangelizacja wykorzystująca najnowsze środki techniczne tzn film. Wyświetlany był film pokazujący realną obecność Boga w Najświętszym Sakramencie. Film był trochę chaotyczny i przez to przekaz był nie do końca zrozumiały.
Po seansie było wystawienie Najświętszego Sakramentu na ołtarzu. Prowadzący wieczór przywołał przypowieść z Ewangelii o uzdrowieniu niewiasty, która dotknęła się szaty Pana Jezusa i została przez to uzdrowiona. Zbawiciel powiedział jej, że to jej wiara ją uzdrowiła (Mk 5, 25-34). Kierując się tą przypowieścią – obecny ksiądz, na sugestię prowadzącego, rozpoczął procesyjnie obchodzenie całego kościoła. Zatrzymywał się co parę kroków, pochylał Najświętszy Sakrament aby każdy z obecnych mógł własnoręcznie dotknąć monstrancji.
Trochę to było zastanawiające i na pewno nowe. O tyle to było zastanawiające, że np procesja w Boże Ciało wygląda trochę inaczej. Nie ma fizycznego dotykania monstrancji, jest cześć oddawana poprzez klękanie na oba kolana. Co do przytoczonej przypowieści to odnosiła się ona do osób nieochrzczonych oraz było to w czasie działalności i nauczania Jezusa. Po Jego śmierci a szczególnie po Zmartwychwstaniu sytuacja zmieniła się zasadniczo. Tutaj możemy przywołać zdarzenie ze świętym Tomaszem Apostołem zwanym Didymos. Stwierdził on, że dopiero kiedy dotknie ran Chrystusa, kiedy włoży dłoń w przebity bok Jezusa wtedy dopiero uwierzy. Chrystus pojawił się i to wystarczyło niewiernemu Tomaszowi, nie musiał już dotykać Zbawiciela tylko powiedział „Pan mój i Bóg mój”. Chrystus zaś tak rzekł: „Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Wystarczyło samo ukazanie się Jezusa by uwierzyć. Tu nie ma już potrzeby fizycznego dotykania ponieważ łaska Boża nie potrzebuje fizycznego kontaktu. Efektem zaś „procesji”, takiej jak przedstawiono na początku (stąd ten cudzysłów), jest osłabienie wiary w obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, jest również osłabieniem wiary w Zmartwychwstanie Pańskie.

Prośmy dziś Świętego Ducha

Prośmy dziś Świętego Ducha,
Byśmy byli prawej wiary,
Jako na to przysłuszna,
Aby był Pan Bóg przy tej chwili,
Gdy się dusza z ciałem rozdzieli,
Tak, o Boże daj!
O Maryja, cna Dziewica,
Porodziłaś Królewicza,
Niebieskiego dziedzica,
Porodziłaś Go bez boleści,
Zbaw nas z smutku i żałości,
Smutku i żałości,
Amen.

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich – Pieśni na Zielone Świątki

Znaczenie Wniebowstąpienia Pańskiego

  1. Jest to tryumfalny wjazd Chrystusa do krainy, w której Chrystus jest Królem, do królestwa cnoty, piękności i siły, do królestwa dusz. Na ziemi znajdujemy tylko drogę do tej krainy, pewną, ale osypaną kurze. Miasto boże jeszcze nie gotowe, dopiero na placu budowlanym wre praca. Zamiast muzeum widzimy warsztat, na którym robota wymaga wiele znoju i mozołu. Tu na ziemi widzimy korzenie żywota wiecznego; kwiat jego wonny rozchyla się dopiero w światłości bożej. – Tutaj zakłada się dopiero panowanie Chrystusa. Tutaj toczy się walka, w niebie dopiero cieszą się zwycięstwem. „Obyś tylko zwyciężył”, woła pobojowisko, wołają ruiny. Z pobojowiska tworzy się skiby i bruzdy pola chwały, z gruzów buduje się nowa dzielnica „Miasta Bożego”. Tu na ziemi pracujemy, budujemy, walczymy, wtedy też i zwyciężymy.
  2. Pan dochodzi do wiecznych bram, a one otwierają się przed nim. „Chrystus stawszy się najwyższym Kapłanem dóbr przyszłych… przez własną krew wszedł do raz do Świątyni, nalazłszy wieczne odkupienie”(Żyd. 9, 11). Tam przedstawił na wieczne czasy Ojcu swe dzieło, zapewnił temu dziełu powodzenie i błogosławieństwo, i wziął w posiadanie swe dziedzictwo. W tem nasza ufność! „Takiego mamy najwyższego Kapłana, który usiadł na prawicy stolicy wielmożności na niebiesiech” (Żyd. 8.1). Niech nas to zapali do przywiązania i wierności. Jego jesteśmy własnością, jego moc, zstępująca z najwyższego nieba, wlewa w nas siłę i podnosi nas. Wnet krople jego krwi uderzą w nas ognistymi językami, a jego tchnienie urośnie w szumiący wicher.
  3. Świat zagrobowy to świat całkiem nowy. Tak niepodobny do naszego, jak las do morza, albo jak pieśń skowronka do skrawka papieru. „Oko nie widziało, ucho nie słyszało”. Z tego, co tu na ziemi oko widzi, a ucho słyszy, „tamtego” świata skonstruować niepodobna. To świat nadzmysłowy. By stanąć na jego poziomie, należy nam wznieść swe myśli ponad kategorie barw, dźwięków i wszystkiego, co cielesne, a cele swe ponad sferę dóbr zmysłowych. Jakie przebudzenie przyniesie nam śmierć, jaki będzie nasze spotkanie z Chrystusem! Kiedy zmieni się forma bytu, a dusza napełni się Nowem życiem, nowemi myślami, wizjami, uczuciami, kiedy w niej się otworzą boskie głębie na przyjęcie oceanu siły i radości, wówczas zrozumiemy słowa Pisma św. „Jak wielki jest dom boży i niezmierne miejsce osiadłości jego” (Bar 3, 24).

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Zwycięstwo Boga-człowieka nad śmiercią

Atoli idźcie, powiedzcie uczniom jego i Piotrowi… One więc wyszły, u uciekły od grobowca, bo zdjął je strach i zdumienie (Mar 16, 7-8)

Na wywróconym kamieniu grobowym jakby na piedestale króluje tajemnicza potęga Chrystusa, zwyciężająca grzech i śmierć. Nas również ogarnia pewien rodzaj świętej grozy, gdy zastanawiamy się nad zwycięstwem, które Chrystus odniósł nad niewiarą.

  1. Triumf Chrystusa to jasne światło, rozpraszające noc zwątpienia, to pokój niewzruszony, który gładzi wzburzone fale, to pewność, którą przeciwstawiamy wszystkim swym niepokojom, to rękojmia prawdy, przez nas wyznawanej: On jest Synem Bożym. Już w wieczór Wielkiego Piątku błyska promień tego światła, kiedy setnik mówi: Zaiste, ten był Synem Bożym. Co na Golgocie było brzaskiem, zamieniło się tutaj w promienisty wschód słońca. Nie na krzyżu, ale w chwalebnym zmartwychwstaniu objawił nam Bóg, że Chrystus jest jego Synem. Niewiara, świętokradzka zbrodnia ukrzyżowania, wreszcie zwycięski obłęd wyparcia się Boga domagał się tego najwyższego objawienia. Powstał z martwych, zatem jest Bogiem.
  2. Istota Chrystusa była tajemnicza. Dokoła niego odzywają się wątpliwości. Podwójna ciemność śmiertelności i śmierci pochłonęła go. Prawda, że trzymał w rękach pochodnię wiary apostoł, który powiedział: Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego. Wszelako w dniu Wielkiego Piątku i ta pochodnia zgasła. Mesjasz umarł, wszystko przepadło! Gałązka palmowa ufności również uschła w rękach apostołów. Należało więc na nowo zapalić pochodnię, ale nie od ziemskiego ognia, lecz od blasku wiecznego, od światłości wiekuistej. U grobu Chrystusowego sam Bóg zapala lampę i ukazuje ją nam: Lumen Christi. Deo gratias.
  3. Wszystko musiało dziać się w ten sposób, tak a nie inaczej. Chrystus musiał nad bramą śmierci zatknąć swój sztandar zwycięski, musiał okazać się panem życia w objęciach śmierci. A w tych ramach chwalebny jego obraz staje przed oczyma świata tysiąc razy jaśniejszy niż w cichej nocy betlejemskiej. „Szalejcie, mówi Jezus, gniew wasz bezsilny, posiadam tron królewski i podnóżek. Diadem swój perłowy przyniosłem sobie z głębokości, w której wy wszyscy doznaliście rozbicia, wszyscy, wszyscy, Faraony i Cezary, satrapy i mędrcy, prorocy i poeci. Wieniec swój wawrzynowy zerwałem na niwach wiekuistego żywota. Patrzcie, jaką śpiewam pieśń zwycięstwa”. Nie rozumieją jej ci, co nie kochają. Lecz ci, co miłością zjednoczeni z Chrystusem, patrzą nań z zachwytem i tęsknotą i wołają: „Jezu, Jezu, drogi twoje samotne są drogami chwały. Ty jeden możesz niemi chodzić. Szczęśliwiśmy, żeś przyszedł do nas w takiej mocy i chwale”.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931