Uroczystość Wszystkich Świętych

Jest to jedna z najwspanialszych, najwznioślejszych uroczystości Kościoła św., jego apoteoza i apologia. „Społeczność Świętych” oddziela się tutaj od hałaśliwej, zgiełkliwej, chaotycznej „gromady nieświętych”.

  1. Dusza człowieka światowego jest niespokojna, burzliwa, natrętna. Szuka tego, co lepsze. Taki jej instynkt, będący zarazem dla niej pokutą. Ma słuszność, wysilać się musi, bo człowiek rządzony jedynie popędem przyrodzonym, nieokrzesany jest i przyziemny. Wszak był mieszkańcem jaskiń, ludożercą, był dziki. Potem przebył ogromny rozwój dziejowy, doszedł do obecnego stopnia cywilizacji i mieszka dziś w Paryżu, Londynie, Warszawie. Zbudował sobie miasta, teatry, uprawia sztuki piękne i łamie sobie głowę pytaniem, co jeszcze będzie z niego. Na czoło tego niespokojnego, rwącego potoku wysuwa się chrześcijaństwo to, co ma najlepszego: „Dii estis”, jesteście bogami, i wskazuje na społeczność świętych. To nie ludzie ziemscy, ale „bogowie”. Na czele idzie Jezus Chrystus, Bóg wcielony, po nim idą Najświętsza Panna, dziewice czyste jak lilie… młodzieńcy z wińcami na głowach… dusze ofiarne, proste, nieskalane… bohaterzy i wyrobnicy… to dokonywa się proces przebóstwienia. Nieskończenie miłujący Bóg zakochany jest w duszach, ich życie jest dla niego skarbem (wszystko w nim zasługą), ich tchnienie ostatnie jest mu klejnotem („droga przed oblicznością Pańską śmierć świętych jego”). Żyje w nich swą łaską i rozbudza pragnienie żywota wieczystego. Vita… Vita aeterna – to kadencja ewangelii, jej finał harmonijny. Już tu na ziemi Bóg wskazuje zdroje żywota i piękne, szczęśliwe życie w ośmiu błogosławieństwach. O Chryste, kochać będę to życie, w niem wieczna młodość! Wiem, że jedynie przez Ciebie zdołam je posiąść. Do braci swoich w niebie, których kocham, wienienem stać się podobnym.
  2. Powiadają, że smutne to życie, które nie kocha rozkwieconej ziemi, błękitnego nieba, wonnej róży, marmuru lśniącego, które się nie uśmiecha, a marzy o śmierci. Przeciwnie! Życie święte kocha to wszystko. Lecz gdy zamracza się błękitne niebo, więdnie róża, kruszeje marmur, miłość świętych wychodzi daleko poza to wszystko i stwarza harmonie między ziemią a grobem, czasem a wiecznością, rozkwitem róż a znikomością. W głąb się spuszcza, a na skrzydłach wiary wznosi się w górę w żywot wiekuisty. W ośmiu błogosławieństwach ujmuje wszelkie wyzwolenie duszy i życia, czy je nazywają ubóstwem czy łzą, męczeństwem lub prześladowaniem. O boski, radosny, harmonijny żywocie, ten tylko oburza się na ciebie, kto nigdy nie ujrzał twego oblicza. Ja cię znam i kocham.
  3. Sądzono, że to życie podłe i nikczemne, że obrzydzenie i nienawiść ma do siebie, że poczytuje się za nieczyste i grzeszne i chce , by po nim deptano. Biczuje się i nie myje się nigdy, nie buduje domów lecz wydrąża sobie pieczary w ścianie skalnej. – Rysy zewnętrzne nie stanowią świętości. Także w psychologii życia duchowego zdarzają się objawy chorobliwe, przesady chwilowo modne, których naśladować nie ma potrzeby. Faktem jest, że przychodzimy na świat w grzechu pierworodnym i sami również grzeszymy, bolejemy zaś nad tym dlatego tylko, żeby dostąpić chwały, a w żalu i w pokucie pracujemy także tylko dla chwały. Zresztą życie duchowe podobne jest do fabryki budowlanej. Są tu wiadra z wapnem, skały piaski, kamieni i cegieł, a wśród nich uwijają się młoty i motyki. Dopiero dzięki tym przyborom i pracom powstaje dom lub świątynia. Dusza nasza jest takim terenem budowlanym. Pracuje na nim ogień, żelazo, łzy, krew, a skoro tylko wyrośniesz ze swych ułomności, powstanie z ciebie „świątynia boża”.
  4. Mniemano, że to życie bezsilne i tchórzowskie, jest słabe, bo miłosierne, bo miłuje cierpiącego i nędzarza. Mówi o litości i smuci się nad cudzą niedolą. Podnosi na duchu ubogiego i żebraka, nad którym się roztkliwia. Tak, to prawda. Lecz czyni to z miłości, która mocna jak śmierć. Zniża się, lecz po to, by podnosić do góry. „Mocna jak śmierć”, pełna łaski. Ten boży pierwiastek działa w niej, w jego mocy ściera się ze światem i nie lęka się.
  5. A gdzie rodzą się takie dusze? W obcowaniu Świętych. Tam żyje wiara, tam bije siedem zdrojów łaski, sakramenty św., tam Przenajświętsza Ofiara, klucz do bram wieczności, tam wspólna praca nad wielkimi zadaniami, tam samopomoc(zasługa) i pomoc wzajemna (modlitwa, miłość, wstawiennictwo, odpusty). A zatem jest ideał i jest siła w społeczności świętych. Zapalajmy się do czynu, mówiąc sobie: Powiodło się tym i tamtym, czemu by mnie nie miało się udać? W życiu duchowym panuje wieczna wiosna, w niej przebywają dusze uwielbione. Wszelako istnieje także wieczna śmierć, w której żyje dusza, zdruzgotana ku wiecznej dla siebie udręce. Ma też dusza swe lato, kiedy wydaje owoc, wreszcie jesień w życiu duszy, pora niedostatku, smutku, melancholii, opadu liści, ogołocenia i nagości, a jesienią tą jest ogień czyśćcowy na drugim świecie.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

 

Imię Maryi

Imię to jest znakiem w krainie myśli, uczucia, woli, namiętności i cierpienia. Znak to, który sieje blaski lub pomrokę, budzi słodką radość lub zaprawia goryczą. Jakie znaczenie ma dla mnie imię Maryi?

  1. Oznacza blask i światłość świt życia duchowego, promieniowanie wszelkiej cnoty, jak pokory, prostoty, posłuszeństwa, skromności, zgadzania się z wolą Bożą. Atoli w szczególności oznacza ono nienaruszoną, dostojną czystość, która rozlana jest po obliczu Najświętszej Panny i po całym jej jestestwie, oznacza wcielone, chwałą uwieńczone dziewictwo. Imię Marji jest słupem ognistym dla zmysłowego, zbrukanego świata. W zepsutej naszej naturze raz po raz budzą się chuci cielesne, często wybucha ponury ogień nieczystości, wzniecający pokusy w myślach, pragnieniach i słowach. Ogień ten wkrada się do duszy przez oczy, umie się uśmiechać, schlebiać, oczarować, a poczucie wstydu utrudnia potem wyznawanie tych grzechów na spowiedzi. Im bardziej będziemy kochać Maryję, której samo imię już jest czystym blaskiem, tym większy wstręt i obrzydzenie ogarnie nas do wszystkiego, co lubieżne. Pismo święte z naciskiem podnosi jej potęgę: „Któraż to jest… ta piękna i straszna jak wojsko uszykowane?” A skąd taka jej moc? 1. Z piękności i jasności jej duszy, wszystko podbijającej. Jej się poddajmy, a wyzwolimy się z nagabywań złego. „Wywyższyłam się jako palma…” 2. Z jej wstawiennictwa. Ona Matką i obroną dzieci bożych.
  2. „Marja” znaczy gorycz. Ona matką Syna, przybitego do krzyża, zatem i sama do tego krzyża była przygwożdżona. Przystaje więc do niej to imię. Przypominając sobie jej gorzkie przejścia, uczuwamy współczucie i boleść. I z cicha szepczemy jej imię: „Mario, morze goryczy”, przyjmij moje pozdrowienia, wieleś ucierpiała, wieleś zniosła, by stać się moją matką. Gdy słyszę twe imię, gorzkość morza przychodzi mi na myśl, atoli imię twoje zawsze dla mnie słodkie. Gdy zgorzknieje mi kiedykolwiek życie, będę sobie przypominał imię św. Dziewicy, ono mię napełni pociechą i otuchą.
  3. „Marja” znaczy także tyle, co „pani, władczyni”. Kiedy Izraelici przeprawili się przez morze Czerwone, a Egipcjanie utonęli w falach, Marja, siostra Mojżesza, zanuciła hymn zwycięstwa, a za nią szły niewiasty, bijące w bębny i ugrupowane w chóry śpiewaczek. Marja ta jest typem Najświętszej Panny, która również umie zwyciężać i wznosić hymny triumfalne. Zwyciężyła grzech, który nigdy nie miał do niej przystępu, i potężna była przez miłość Syna Bożego, który był jej poddany. Jest panią pokoleń, składających jej hołdy i błogosławiących jej, pokoleń, które się do niej uciekają i u niej znajdują ukojenie… O Marjo, twoim chcę być sługą!

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa

Jaki jest cel takiego nabożeństwa?

  1. Weszło na naszym niebie jak gwiazda lśniąca, by promieniować w duszę naszą wielką postać Jezusa i godny uwielbienia majestat jego osobistości. Ukochał was, głosi to nabożeństwo, i pragnie od was wdzięczności wzajemnej. Cześć Najświętszego Serca wprowadza nas w świat wewnętrzny Jezusa, z którego wykwitło życie najpiękniejsze i wytrysła ewangelia, i chce dla tego świata cudnego wzniecić zapał. Chce, byśmy kochali to serce, czcili, hołd mu składali, przejednywali je i o łaskę prosili. A zarazem chce, byśmy je naśladowali, jak gdyby mówiło: Kto chce być szczęśliwy, niech stworzy w sobie serce, „Sursum corda”.
  2. Cześć Najświętszego Serca pomaga nam szczególniej przyswoić sobie ducha wiary. Do każdego poznania Boga potrzeba serca. Wiara bez uczuć natchnionych nie może się ostać. Oczy, pragnące ujrzeć Jezusa, muszą być oświecone ogniem serca. W każdej naszej wielkiej myśli tętni zapał serca. Dlatego też życzy apostoł wiernym „oświeconych oczu serca”. Dlatego też Jezus „dał nam zmysł” jak gdyby ewangelia chciała powiedzieć: dał nam serce. – Tych, co szukają łaski bożej, Jezus zwraca na drogi szlachetnych, czystych uczuć, na ścieżki dobrego serca. Wiara nasza zawładnąwszy serce, będzie „wiarą serca”.
  3. Nabożeństwo to dopomaga do życia na modłę życia Jezusowego. Najświętsze Serce było organem tego życia. Serce dostarcza wielkich i subtelnych motywów, woli silnej, kochającej, namiętnej. Tylko serce wydaje męczenników. Wielkie wysiłki, boje i zwycięstwa biorą początek z natchnienia serca. „Schätze schafft die Liebe”. Czego nie kochamy, to nie ma dla nas wartości. Jeśli Boga nie kocham, nie mam Boga. Jeśli Jezusa nie miłuje, jestem bez Zbawcy. Jeśli zatem nie ma we mnie miłości, noszę piekło w sobie tutaj na ziemi, a zapadnę tez w piekłona tamtym świecie. – Kochaj gorąco, służ serce i duszą, walcz, pracuj. Najlepsza to miłość samego siebie.

Czego nas uczy to nabożeństwo?

  1. Cześć do Najświętszego Serca Jezusowego jest dla nas nauką. Kto wejrzy do duszy Jezusa, temu się będzie wydawać, że patrzy z góry na rozległą, piękną, wspaniałą okolicę. Nie tylko oko nasze wtedy patrzy, lecz i dusza napełnia się uczuciem wielkości. Królewski duch odsłania się nam w Zbawicielu, kiedy w swych przypowieściach powiada: „Ja jestem dobry pasterz, który krew swoją oddaje, który umie także na pustkowiu o głodzie i chłodzie chodzić za swoją owieczką, który dla dziewięćdziesięciu dziewięciu pozostałych nie zapomina o zagubionej setnej. A gdy ją odnajdzie, pieści ją, wkłada na barki, i tak wraca do domu, że nie czuję zmęczenia. Wielka wtedy jego radość, tak wielka, iż słyszy śpiewanie aniołów. Wie, że jego radość podzielają także aniołowie w niebie… Oto wielki styl, oto charakter, dusza, świat uczuć, świat wewnętrzny, kwitnący nawet na pustyni. Oto dusza, której świat jest siłą i kwieciem, młodością i ogniem, majestatem królewskim, a zarazem powabem dziecięcia. W nieskończonych perspektywach, w których ogląda Boga, staje przed nią wizja bolesna, widzenie człowieka zgubionego” i ona wskazuje mu kierunek drogi i zachęca do poszukiwań: „Idź, idź za zgubionym! Teraz on ci ciężarem póki jeszcze nie twoim. Ale przestanie ci ciążyć, skoro go weźmiesz na barki swoje, bo wtedy będzie twoim. Póki się trudzisz, bądź silny, aby gdy odnajdziesz tego, którego szukasz, moc twoja zamieni się w radość”.
  2. Wielki ten styl naśladujmy, nie kurcząc się w nasz drobne miary i ramy, ale dążąc stale otwartą drogą ku otaczającej nas nieskończoności. Należy wyrabiać w sobie zmysł do wielkich myśli bożych, choćby nawet sprzeciwiały się naszym dzisiejszym modnym poglądom, naszym zapatrywaniom parafialnym. Zawsze winniśmy wyrywać się z naszych ziemskich horyzontów ku widnokręgom bożym i ku tamtym wyższym ciążyć i dążyć, lecz nie tak, by zrywać wszelką łączność z zadaniami doczesnymi. Grawitujmy ku Bogu przez pokorne przyswajanie sobie jego myśli, tak jak pączek ciąży na zewnątrz, kiedy pęka, jak kwiat, kiedy się rozchyla, jak źródło kiedy się wydobywa z głębi na wierzch. Wszak wszystko rozwija się na zewnątrz, by tem bardziej pozostawać w sobie. Dusza również powinna wyprężać się ku wielkiej nieskończoności i otwierać się dla niej. Powinna chętnie przyswajać sobie wielkie prawdy boże, że nas stworzył, choć jest nieskończony i nie potrzebuje nikogo, że nas odkupił, że tutaj obecny w Najświętszym Sakramencie, że Nieskończonego posiąść można i nasycić się jego bezpośrednią obecnością. Z tych faktów cieszyć się należy, a nie wątpić o nich. Cóż ptakowi po skrzydłach, jeśli siedzi na gałęzi pomazanej klejem? Co rzece po falach, jeśli do dna zamarznięta? A po cóżby istniało światło słoneczne, gdybyśmy się zamykali w piwnicach?
  3. Co wielkie, wzniosłe, potężne i budzące zapał powinniśmy przeżywać w duszy i w czyn obracać. Kto wątpi, kto wszystko przeżuwa na miazgę, tego dusza rozstrojona, nieharmonijna, niesymetryczna. Myśl jego jak klocki plątają się między nogami i wytrącają go z równowagi. Podobny jest do źle zbudowanego statku, który, spuszczony na wodę kładzie się na bok. Można źle budować okręty i źle wychowywać dusze, nie dając im równowagi i symetrii. Dobrze wychowana dusza podobna jest do statku, puszczającego się na szeroki ocean, lub do latającego ptaka. Nie traci równowagi wobec nieskończoności, nie lęka się głębin, pędzi naprzód, lata i dosięga celu. Takie dusze są proste i pełne ufności, wzrok ich jest otwarty i czysty, a zmysł praktyczny. Wiedzą, że czyn jest dzieckiem rodzonym myśli, a słowo tylko czynu macochą. Taka dusza działa, praktykuje to, czego uczy święta wiara, i nie odstępuje od form, lubo nie wykonywa ich mechanicznie, lecz wlewa w nie świadomość i treść. Chodzi na Mszę świętą jak ten, co umie przeżywać nastrój ostatniej wieczerzy. Umie odmawiać różaniec, lecz tak, że zatapia się w jego tajemnicach, by nabrać z nich świeżego życia.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Przez Belzebuba wyrzuca czarty

Niektórzy jednak z nich rzekli: Mocą Belzebuba, księcia czartowskiego, wypędza szatanów… Ale on, znając ich myśli rzekł do nich: Każde królestwo, szarpane w sobie niezgodą, pustoszeje, a dom na dom się zwali. (Łuk. 11, 15-17).

  1. I oni także byli ludźmi, którzy sądzili, że pragną tego co dobre, z przecież tak krzywo myśleli o Panu. Oto na jakie zaćmienie i spaczenie narażone jest podmiotowa pojmowanie rzeczy. Może ono być całkowicie przesiąknięte pierwiastkami uczuciowymi i dlatego wszystko rozumieć opacznie, nawet Chrystusa. O takich mówi Pan: „Plemię jaszczurcze, pełni jesteście jadu, który wyrzucacie z siebie słowem i czynem. Jesteście jak te zwierciadła wklęsłe, wszystko się w waszym umyśle wykrzywia”. – Bo też do poznania prawdy potrzeba duszy oczyszczonej, kornej, uporządkowanej, podniosłej. Upodobanie i nieupodobanie, niechęć i sympatia silnie na sąd wpływają. Potrzeba badać gruntownie i wyzwalać swój umysł, by osiągnąć cnotę. Tu szerokie pole do pracy.
  2. Ale jeśli palcem bożym czarty wypędzam, zaiste przyszło już do was królestwo boże. O posłannictwie Jezusa wątpić niepodobna. Jego wpływ czyni każdego lepszym i szlachetniejszym i wszystkich zbliża do Boga. To jest właśnie palec boże, ujawniający się w jego dziele. Gdyby był zły, byłoby się to raz po raz okazało. Sam powiada trafnie przy innej sposobności: „Dobry człowiek z dobrego skarbca wydobywa rzeczy dobre, a człowiek zły ze złego skarbca złe rzeczy wydaje”. „Dobry skarbiec” – to zapas dobra, nagromadzonego w duszy. Ja w ulu miód się zbiera z mnóstwa kwiatów, jak w zbiornikach wód górskich mieszczą się kryształowe głębię, tak „dobry skarbiec” powinien się gromadzić w naszych duszach. A nie jest to nic innego, jeno dobra wola, czyli wola odpowiadająca celowi, położeniu i zadaniu. „Zły skarbiec” – to usposobienie ducha zaćmione, zatrute, wypaczone. Smutny to skarbiec, zaiste! Jak wzniosłe wobec tego ono słowo, które zapowiada pokój na ziemi ludziom dobrej woli.
  3. Ale powiadam wam: z każdego słowa próżnego, jakie wymówią ludzie, zdadzą rachunek w dzień sądu (Mat 12,36). We wszystkim należy postępować według prawideł moralnych. Każde słowo, każdy dowcip, dobry humor, konwersacja, gawęda, wszystko powinno być odbiciem pięknej, dobrej duszy. Mowa lekkomyślna, krytykująca, uszczypliwa, nieszanująca, zmrażająca, podobna do słoty jesiennej, która tworzy jedynie błoto i zgniliznę. Zwłaszcza obmową będę się brzydził, wiedząc, że będę musiał z niej zdać rachunek w dzień sądu. Będę się także brzydził owemi niedokładnymi, niesumiennymi sposobami wyrażania się, które osobę drugich stawiają w fałszywym świetle, powiększając lub umniejszając prawdę. Będę się brzydził w konwersacji tym cieniowanie, które jak strzały godzą w bliźniego, ową paplaniną, która obrabia tylko błędy i słabostki drugich i nieświadomie podnieca w nas złośliwość i samolubstwo. Świadomie dobrotliwa i „wykwintna” dusza unika tego wszystkiego, czuwa nad sobą, pobudza się do życzliwości dla drugich, tak przestaje i rozmawia z bliźnim, by w niczym nie przypominać much targowych, os lub żuków.

 

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Popielec

Dziś Kościół posypuje popiołem nasze głowy, wprowadzając nas w post i przed oblicze męki Chrystusowej. Zachęca nas przez to usilnie do skruchy i pokuty, jako też do wielkodusznej miłości ku cierpiącemu Zbawicielowi

  1. Chcemy się upokorzyć w popiele. Popiół oznajmia nam, że czeka nas śmierć, zwiędnięcie naszego życia, obrócenie się w proch naszej cielesności i zmysłowości i kara za grzechy nasze. Proch jesteś, prochem się staniesz! Śmierć jest dziełem człowieka, płodem nieszczęsnego artyzmu. Wszak pierwszy umarły był ofiarą bratobójstwa! Adam ze zgrozą spoglądał na to dzieło. Śmierć mówi także o życiu, zarówno o tym, któreśmy przeżyli, jak i o tym którym żyć będziemy. Wielka to łaska rzucić okiem wstecz na całą swą przeszłość w chwili, kiedy się żywo odczuwa obecność śmierci. Jeśli życie było dobre, wtedy śmierć będzie piękna jak zorza wieczorna, pełna zapachu borów i pól, wtedy jasnym blaskiem święcić będzie ufność w oczach strudzonego pracownika. Jeśli zaś życie było złe, wtedy śmierć przychodzi jak noc bezgwiezdna, przykrywająca swym całunem ruiny. W każdym razie śmierć wzywa do zwrotu w siebie. Wszak żyjesz jeszcze, jeszcze masz w ręku daną ci przez łaskę możność pokierowania losem swojego życia. Wejdź w siebie i powiedz sobie: Mało żyłem, dużo zmarnowałem, ale jeszcze moim jest to piękne, urocze życie, i natychmiast rozpocznę żyć prawdziwie.
    Przez cichą tę dolinę przed laty już trzydziestu,
    Nad brzegiem szedłem strugi słuchając fal szelestu,
    Dziś znowu w tę dolinę z tęsknotą mknę tajemną:
    Trzydzieści lat pierzchnęło jak lekka mgła przede mną.
    (Tennyson)
  2. Nie po to przenosimy się myślą w chwilę śmierci, by się smucić, i więdnąć, lecz by życiu przysporzyć dzielności i radości, by nabrać ducha i zakwitnąć. Będę usilnie o to się starał, by nie zaniedbać ani okruszyny dobrego, które mogę spełnić, lecz by wyzyskać ją według sił, bo jeszcze mam czas. Myśl ta napełnia me serce słodkim uczuciem, pod jej wpływem brzydki kościotrup obleka się w piękne ciało i skrzydła anielskie i wznosi się ku Panu. On mię postawił w zmiennej kolei istnienia i znikomości, wszelako po to jedynie, by życie moje nabrało treści bogatej. Czy nie zmarnowałem swego życia? Czy moja praca życiowa nie była przygotowaniem dzieła śmierci, zaniku i rozkładu? Od śmierci nauczę się piękności, a od rozkładu życia.
  3. Chcę pościć z Jezusem, który przez 40 dni nie przyjmował pokarmu, a chętnie chcę to czynić, bo tak nakazuje Kościół, mistrzyni dusz, wyćwiczonych w karności. W tym wyrzeczeniu się tkwi znakomity pierwiastek wychowawczy, bo ujmujący w karby pragnienia oczu i podniebienia, podnoszący ducha i przysparzający także ciału czystości i giętkości. Gęsta, zwierzęca, karmiąca niskie popędy krew rozrzedza i odświeża się i nabiera większej energii, a nadto post mój jest pokutą za moje winy.
  4. Muszę wejść w siebie i oczyścić się pokutą, jeśli chcę wniknąć głębiej w mękę Jezusa. Do tego bowiem potrzeba ducha, wrażliwej, szlachetnej duszy o wielkim stylu. Chcę zrozumieć ducha ofiary i odczuć, że Jezus za mnie cierpi. Z jakim ciśnieniem serca wstępuje w świat tropikalny tej ognistej duszy, tego cierpiącego Jezusa. Tutaj widzę przed sobą bezdenną przepaść i szczyty niebosiężne. I czekam, pogrążony w tęsknej modlitwie, na anioła współczucia, by poruszył w mym wnętrzu wody uzdrawiające czułości i serdecznego wzruszenia. Zdejm obuwie, święte to miejsce! Niech oczy moje skąpią się we łzach, bym lepiej widział, niech kolano moje przywrze do ziemi, bym szybciej postępował na drodze krzyżowej. Prawdziwie święty to czas, święcie też chce go przepędzić.

 

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

O czystości

Słyszeliście, że powiedziano w starym zakonie: Nie cudzołóż (Mat 5,27)

    1. Wobec tego starodawnego prawa świat jest słaby. W sposób brutalny gwałci delikatny zmysł czystości, zwarza i pożera siły młodości w samym kwiecie, wysusza źródło naszych dążeń idealnych, niweczy ich poezję. Wraz z czystą krwią wyczerpuje się siłą żywotna i o dzisiejszej młodzieży moglibyśmy zaśpiewać najżałobniejszą elegię. „Cinis est cor ejus”, spopielało jej serce. Nieczystość przytępia zmysł wrażliwości na ideały. A przecież wszystko w życiu powinno służyć kierunkowi idealnemu. Obcowanie z przyrodą, nauczanie, sztuka, gimnastyka powinno niby podawać rękę religii w celu wspólnego popierania rozwoju życia czystego, moralnego, by każde dziecko boże wychowywać na osobistość świadomą swej wyższości duchowej i panującą nad swymi instynktami. Będę dążył do urzeczywistnienia tego ideału w sobie, nie będę zważał na opór natury, lecz wolą nieugiętą będę przestrzegał nakazu Boga, wsparty jego łaską.
    2. Nie ma przykazań bożych bez łaski potrzebnej do ich spełnienia. Bóg do swego rozkazu zawsze dołącza łaskę. Toteż po pierwsze mamy być głęboko przekonani, że jak raczej winniśmy umrzeć niż świadomie przyzwolić na myśl grzeszną, tak Bóg zawsze daje łaskę do zwyciężenia pokusy. Przekonania to niech nas pobudza do modlitwy, ilekroć stajemy wobec wielkiego obowiązku czystości i związanych z nim walk gorących. A ile razy jesteśmy wplątani w takie utarczki, módlmy się do Boga, by napełniła nas święta jego bojaźń i nienawiść do grzechu. Prośmy o moc do oparcia się pokusie. Zamknijmy oczy i wszedłszy w siebie, wołajmy w głębi serca: Panie ratuj!
      Po wtóre powinniśmy wyrobić w sobie wysoki szacunek dla czystości i widzieć w niej świętą wolę Boga, który wkłada na nas obowiązek czystości jako warunek rozwoju natury i jej zdolności i jako tajemnicę jej siły. W walkach, toczonych w obronie czystości, upatrywać mamy sposobności stwierdzenia owej mocy woli i charakteru, która jest warunkiem zasadniczym szlachetnych uczuć i pięknego, wzniosłego, uszczęśliwiającego świata wewnętrznego. Według Pisma św. „reprobus sensus” czyli nikczemny, przewrotny sposób myślenia i czucia rozwija się w duszach nieczystych. Prawda tych słów stwierdza również nadmierne podniecenie seksualne świata społecznego.
      Po trzecie winniśmy sobie zdać sprawę z przyrodzonych swych popędów, trafnie je oceniając, tudzież z wszystkiego, co podniecać zdolne naszą zmysłowość i wobec tych wrogich sił zająć postawę poprawną. Życie niższe ma ogniska: samolubstwo i żądzę używania. Samolubstwo paczy poznanie, używanie zatruwa zmysły. Należy ujarzmić te siły przyrodzone i wychować je do harmonii z cnotą przez rygor prawa. Nie wolno wyzwalać popędów cielesnych, przeciwnie należy je tłumić. Wiek nowożytny chce bez przymusu i walki moralnej zaradzić seksualizmowi i w snach gorączkowych i namiętnych wybuchach szału rozkoszy majaczy o wolnej miłości, o nowym urządzaniu stosunków płciowych, któryby zapewniało zaspokojenie nieokiełznanym żądzom ciała. Wobec tych haseł zawierzmy słowu Chrystusa: „Miecz przyniosłem a nie pokój”. Tu istotnie miecza potrzeba, tu trzeba rąbać i zwyciężać, dopiero wtedy nastanie pokój.
    3. Uszlachetniajmy zmysły, zwłaszcza oczy. Nie oglądajmy i nie czytajmy nic takiego, co by pobudzać mogło do grzechu. W pięknie kształtów szukajmy jedynie myśli bożej, ukrytego ducha. Prawdziwe piękno bowiem budzi nie tylko uczucia, lecz także myśli. Wielu ludzi uroda ciała przyprawiła o choroby, nawet o pomieszanie zmysłów. Kult piękna osłabia siły nasze, gdy zatrzymuje się na powierzchni. W pięknie kształtu zmysłowego powinniśmy się zawsze dopatrywać znamion ducha, treści duchowej, pierwiastka wzruszającego, działającego na umysł i serce. Zwróćmy również i na to uwagę, że nieczystość niszczy szlachetną, piękną miłość i skłonność serca. Profanuje duszę i spycha ją do poziomu haniebnego ślepej i dzikiej namiętności. Nieczysty upadla siebie i przedmiot swojej miłości, wyzuwa ją z błogiego uczucia własnej godności, traci świadomość, że jest istotą rozumną. – Bracia, ujmujmy w karby pierwiastek zwierzęcy, życie instynktów, poddawajmy je wymaganiom cnoty. Walczmy z zapałem, natchnieni bojaźnią i miłością Boga. W czasie pokus zanośmy modły do Pana i uciekajmy się do jego św. sakramentów. Spowiedź i komunia św. same jedne wystarczają, by wychować pokolenie czyste, jeśli używać będziemy tych środków łaski z żywą świadomością i głęboką wiarą. Oto chleb anielski, pokrzepienie wędrowców bojujących, zdolne zrównać z aniołami pielgrzymów życia!

 

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

 

 

Grzech powszedni wobec bliźniego

Mało jest wśród nas rozwinięte poczucie odpowiedzialności; przyczyną tego jest nasza lekkomyślność, która nie lubi badać rzeczy aż do głębi. A przecież zło, którego nie widzimy – jakkolwiek nie będzie nam poczytane za winę – powoduje mimo to zgubne skutki.

  1. W znaczeniu ogólnym można powiedzieć, że wszystkie nasze grzechy powszednie, nawet te, o których wiemy tylko my sami, są dla innych szkodliwe. Przyczynę tego łatwo zrozumieć. Wszystko, co uszczupla siłę moralną, co nas osłabia i pozbawia łaski – czyni nas zarazem mniej zdolnymi do wypełniania naszych obowiązków, jakiebykolwiek one nie były. Nasze braki nie pozwalają nam stanąć na wysokości zadania; nie uchybia się bezkarnie roztropności, dobroci, odwadze…
  2. Nasze upadki w części bywają widoczne, w części można się ich domyśleć. Tu występuje nowy rodzaj odpowiedzialności: przykład, jaki dajemy. Ludzie skłonni są postępować tak, jak widzą to u innych, a jeśli już dawniej postępowali tak samo, wówczas przekonanie, że nie oni jedni zachowują się w ten sposób, utwierdza ich w złu. Przez każde z tych uchybień przynosimy rodzinie lub społeczeństwu naukę zła… Czy podobna wyliczyć, ile złego uczymy, do ilu grzechów w ten sposób upoważniamy? Każda dusza, nawet cnotliwa, przeraziłaby się, gdyby Bóg ukazał jej wszystkie tego typu skutki, spowodowane przez złe zachowanie się w kościele, przez zbyt lekką rozmowę, przez tysiączne uchybienia uważane za mało znaczące. Napisano jest bowiem: Biada człowiekowi onemu, przez którego zgorszenie przychodzi! (Mt 8,7).
  3. Skutkiem grzechów powszednich jest nie tylko odpowiedzialność za nasze uchybienia i przykłady; powodują one przeważnie czyjąś przykrość i tak:

– zbyt ostra wypowiedź rani i zbija z tropu;

– niesłuszna wymówka popycha do buntu;

– najlżejsze okazanie pogardy zraża niekiedy na zawsze;

– brak czujności może spowodować czyjąś ruinę moralną…

 

Dałoby się tu wyliczyć wiele szkód, jakie powoduje jedno chociażby tylko drobne sprzeniewierzenie się obowiązkom stanu. Prawa moralne są dla utrzymania porządku między ludźmi tym, czym prawa fizyczne są we wszechświecie – wszelkie ich naruszenie musi powodować zamęt.

Być sumiennym znaczy nie tylko unikać złego, gdy się je widzi, ale starać się je przewidzieć. Od tej poważnej odpowiedzialności może być wolny tylko ten, kto nie pozwala sobie na żaden grzech.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Co to jest adwent?

Wstępujemy w szczególni pociągający i miły okres roku kościelnego, w adwent. Cztery niedziele adwentu obchodzić będziemy z należytą gorliwością, a potem zawita w nasze progi święta wigilia, noc najświętsza, rozbrzmiewająca radosnym „gloria”, i dzień uroczysty Bożego Narodzenia ze swą potrójną Mszą.

  1. Cóż to jest ten adwent? Jest to okres przedświąteczny, pamiątka odległej przeszłości. Obchodzimy w tym okresie oczekiwania i tęsknoty dawnych wieków. Śpiewamy na nowo antyfony, w których szlocha ból i płacze nadzieja całych tysiącleci. Cofamy się pamięcią do dni proroków Izraela. Wstępujemy w święty mrok, który ich otaczał, i zakrywamy niejako oblicze duszy naszej zasłoną ich wieszczych wizji. I po co to czynimy? Ażeby tym gorętszą zapłonąć radością, gdy pomyślimy, że oto z tej przeszłości wyłoniła się piękna, słodka teraźniejszość. Zastanawiamy się nad tym, ile to gorących żądz i tęsknot musiało przebić niebiosa, zanim się otworzyły. Ale w końcu się otwarły, a to dla nas rzeczą najważniejszą. Przypominamy sobie, ile łez gorących zrosiło ziemię, by sprowadzić na nią wiosnę. I oto nareszcie ta wiosna nadeszła. Dzięki niebu! Naśladujemy w czasie adwentu matkę, przekomarzającą się ze swym dziecięciem. Matka zasłania sobie twarz przed maleństwem, by zaraz potem spojrzeć na nie z uśmiechem szczęścia. Bo też my jesteśmy „szczęsnymi posiadaczami”, nam dano pożywać owoców owych tęsknic tylowiekowych, nas to Pan tym wszystkim obdarzył.
  2. Atoli ów adwent miniony zwraca uwagę naszą na adwent obecny, w którym Pan dopiero nadchodzi. Tak, Pan ku nam idzie! W tym znaczeniu całe nasze życie jest adwentem. Gody po obecnym adwencie nastaną dla nas, gdy po śmierci ujrzymy łaskawe i pełne miłosierdzia oblicze Chrystusa. Pierwsze to spojrzenie, które dusza, zmarła w stanie łaski, rzuci na Pana, będzie kresem adwentu życiowego. „Mitis atque festivus Christi Jezu tibi aspectus appereat!” Oby to się stało, oby i dusza moja, o Jezu, ujrzała twe łaskawe, promienne oblicze!
  3. Życie nasze do samej śmierci pozostaje pod znakiem adwentu. Jakież jego cechy? 1) Mrok. Drogi życia, prowadzące na tamten świat, są drogami mrocznymi. Umysł nasz pogrążony ciemnościach, poglądy na świat niepewne. Powątpiewanie i kapryśne hasła postępu czyhają dokoła nas. Kto nas tedy poprowadzi pewną drogą śród tej nocy ku naszemu celowi? Jedynie Kościół święty. 2) Oczekiwanie. Z zapartym tchem nasłuchujemy, z natężoną uwagą rozglądamy się wokół i pytamy: Jak stoi sprawa mojej duszy i kiedy umrę? Nie możemy się na dobre uspokoić, nawet we śnie sprawa ta trapi wyobraźnię. Gdy pomyślimy o niepewności naszego zbawienia, dreszcz zimny nas ogarnia. A nasze nadzieje są tak wielkie, tak napięte do najwyższego stopnia. Rozbudzili je prorocy, tyle nam zapowiadając. 3) Wiara i ufność w Zbawicielu-Bogu. Deus ipse veniet. „Bóg sam przyjdzie”, prawda ta uczy nas wierzyć przede wszystkim w niebo, a tylko w piekło, uczy nas wierzyć w Boga-Zbawcę. Ufajmy więc i gorąco pragnijmy zbawienia, módlmy się o nie wołaniem tęsknoty onych trzech tysięcy lat!
    Duch adwentu – to nie duch bierny, ale czynny, naglący do pracy. „Przyobleczcie się w Chrystusa!” woła ten duch. Podczas adwentu życia naszego powinniśmy ukształtować w duszach swoich Chrystusa. Życie człowieka to sznur, rozpięty nad przepaścią między światem zwierzęcości a światem świętości. Przeprawa na drugą stronę odbywa się śród niebezpieczeństw. Bo też wielkość życia ludzkiego na tym właśnie polega, że nie celem jest, lecz jedynie pomostem. Niechaj się więc wypręża, niech weźmie rozmach! Jego psychologią musi być wysiłek, trud i walka. Niech asceza chrześcijańska nigdy nie wyradza się w gnuśność i marnotę! Walcz, człowiecze, i ufaj bez granic!

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Mistrzu, co nam czynić trzeba?

A rzesze pytały go, mówiąc:
Cóż więc począć mamy?..
Przychodzili też i celnicy…
i mówili doń:
Mistrzu, co nam czynić trzeba? (Łk 3,10, 12)

  1. Odpowiedź mogła być tylko taka: Czyńcie to, czego chce Bóg. Stoimy pod panowaniem wewnętrznych nakazów,, które żądają, byśmy czynili to, a tamto zaniechali. Ideały i cnoty przyświecają nam jako gwiazdy przewodnie; w ich moralnej piękności, w ich nakazach, które nam stawiają, ujawnia się nam wola B oża, a jej wcielenie staje przed nami w osobie Chrystusa. On to chce, bym działał tak a nie inaczej, a co nakazuje, czyni sam, by dać mi przykład. Tę wszechwładną wolę bożą czytam w swej duszy, w najgłębszych jej tajniach, stamtąd ją wydobywam wraz ze światem pojęć, a następnie ubraną w szczegóły pozytywne słyszę z ust Chrystusa i oglądam wyrażoną w jego życiu. Czuję, że stoję pod prawem, atoli prawo to nie ja dyktuje. Jak nie stanowię praw natury, tak też nie mogę dyktować przepisów woli Boga. Cóżbym mógł podyktować?… Nie dyktować, lecz wykonywać jest moim zadaniem. Tego się będę trzymał, bo tak sam Bóg rozporządził. Pod Jego prawem czuję, że stoję na swoim miejscu żem cząstką całości, dlatego wierzę i spodziewam się, że władcza i potężna wola Boga, która mną kieruje, uzupełni cząstkowość moją i moją niedostateczność. Pan będzie moją pomocą, on daje zarówno prawo, jak i łaskę. On zniża się do mnie jako ideał, On sam toruje mi drogę. To moje credo w dziedzinie moralności, Wierzę, iż powinnością moją słuchać woli najwyższej, wiem jednak i to, że wola ta pomaga mi być posłusznym.
  2. Wolę Bożą winienem spełniać w całym ciągu swego życia, we wszystkich jego stosunkach i okolicznościach. Człowiek nie jest kołem w maszynie, ani kamykiem w potoku, ani zżółkłym liściem na wichrze, lecz wszędzie winien czynić zadość wymaganiom świata moralnego i stwierdzać je własnym czynem wbrew oporowi, jaki mu stawiają jego lekkomyślność, przyzwyczajenia, popędy, skłonności i namiętności, choroby i niedostatki. Powinien idealny ten świat, odsłaniający się w mym wnętrzu, i postulaty jego przeszczepiać również w świat zewnętrzny, a kiedy się łamie i rwie, zapewniać mu na powrót bezwzględną powagę. Na to potrzeba mocy, potrzeba karności. Do tej karności powinienem się przymuszać, ile razy namiętności moje stawiają mi opór, a gdzie namiętności nie sprawiają kłopotu, tam niemniej należy szlachetnie usposobioną uległość i moralne pobudki wprowadzać do swego życia, by utrzymać je na wysokim poziomie moralnym. Nie wolno mi być komediantem, leniuchem lub niedołęgą. Uległość dla woli Bożej to wola płodna, szlachetna i silna, która objawia się w zamiłowaniu do pracy, w przestrzeganiu porządku, w czystości, panowaniu nad sobą, akuratności, wierności, sumienności, prostocie, litości, współczuciu, życzliwości, sprawiedliwości, szlachetności, wdzięczności, wielkoduszności, szacunku dla drugich, skromności, przystojności, łagodności, pokorze, umiarkowaniu, trzeźwości, cierpliwości, męstwie. Ilekroć wzbudzam uczucia odpowiednie tym cnotom, jestem pewny, iż obejmuję wolę Bożą.
  3. Na tych cnotach zasadzają się dobre uczynki. Stanowią je nie tylko modlitwa, post i jałmużna, lecz cała treść naszej świadomości wchodzi tutaj w grę. To, jak czuję i myślę, jakim okiem spoglądam na świat i ludzi, jak oceniam Boga i życie, jak jestem dobry, cierpliwy, wyrozumiały, łagodny, stanowczy, roztropny, z jakim zamiarem pracuje, mówię, obcuję z innymi, cierpię, słowem: całe moje życie może być dobrym uczynkiem.
    Moralnym jest owo piękne, szlachetne, wdzięczne życie, którym włada prawo i karność jako rytm i harmonia. – Moralność to świadoma siebie, skierowana do ideału wola. To nie tylko altruizm, nie tylko poświęcenie samego siebie, nie tylko poszanowanie dla człowieka i dla prawa cywilnego, nie tylko humanitaryzm i piecza o bezpieczeństwo osobiste, to nie tylko urządzenia dobroczynne i uczucia społeczne. To wszystko tylko podrzędne objawy życia moralnego, które w mniejszym lub większym stopniu mogą się znaleźć również w człowieku pospolitym lub nawet niemoralnym i nie rozstrzygają jeszcze o ogólnym poziomie etycznym. Moralność osobista to świadomie szlachetna wola, zacne usposobienie jednostki ludzkiej, czy ona pustelnikiem, czy żebrakiem. Moralność to wielkość duszy, jej piękność i żywotność, to atmosfera, promień słoneczny i żywiczny zapach leśny mej duszy, to moje strefa klimatyczna. Z domku nazaretańskiego, niby tchnienie niebios, płynie ku nam woń najwznioślejszej moralności. Tej woni tak mało na ziemi, a mogłoby jej wszędzie być wiele. Niech Duch Święty udzieli jej moim uczynkom!

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

 

Cel nabożeństwa do Najświętszego Serca Jezusowego

  1. Weszło na naszym niebie jak gwiazda lśniąca, by promieniować w duszę naszą wielką postać Jezusa i godny uwielbienia majestat jego osobistości. Ukochał was, głosi to nabożeństwo, i pragnie od was wdzięcznej wzajemności. Cześć Najświętszego Serca wprowadza nas w świat wewnętrzny Jezusa, z którego wykwitło życie najpiękniejsze i wytrysła ewangelia, i chce dla tego świata cudnego wzniecić zapał. Chce, byśmy kochali to serce, czcili, hołd mu składali, przejednywali je i o łaskę prosili. A zarazem chce, byśmy je naśladowali, jak gdyby mówiło: Kro chce być szczęśliwy, niech stworzy w sobie serce. „Sursum corda”.
  2. Cześć Najświętszego Serca pomaga nam szczególniej przyswajać sobie ducha wiary. Do każdego poznania Boga potrzeba serca. Wiara bez uczuć natchnionych nie może się ostać. Oczy, pragnące ujrzeć Jezusa, muszą być oświecone ogniem serca. W każdej naszej wielkiej myśli tętni zapał serca. Dlatego też życzy apostoł wiernym „oświeconych oczu serca”. Dlatego też Jezus „dał nam zmysł”, jak gdyby ewangelia chciała powiedzieć: dał nam serce. – Tych, co szukają łaski bożej, Jezus zwraca na drogi szlachetnych, czystych uczuć, na ścieżki dobrego serca. Wiara nasza zawładnąwszy sercem, będzie „wiarą serca”.
  3. Nabożeństwo to dopomaga do życia na modłę życia Jezusowego. Najświętsze Serce było organem tego życia. Serce dostarcza wielkich i subtelnych motywów, woli silnej, kochającej, namiętnej. Tylko serce wydaje męczenników. Wielkie wysiłki, boje i zwycięstwa biorą początek z natchnień serca. „Schätze schafft die Liebe”. Czego nie kochamy, to nie ma dla nas wartości. Jeśli boga nie kocham, nie mam Boga. Jeśli Jezusa nie miłuje, jestem bez Zbawcy. Jeśli zatem nie ma we mnie miłości, noszę piekło w sobie tutaj na ziemi, a zapadnę też w piekło na tamtym świecie. – Kochaj gorąco, służ sercem i duszą, walcz, pracuj. Najlepsza to miłość samego siebie.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Znaczenie Wniebowstąpienia Pańskiego

  1. Jest to tryumfalny wjazd Chrystusa do krainy, w której Chrystus jest Królem, do królestwa cnoty, piękności i siły, do królestwa dusz. Na ziemi znajdujemy tylko drogę do tej krainy, pewną, ale osypaną kurze. Miasto boże jeszcze nie gotowe, dopiero na placu budowlanym wre praca. Zamiast muzeum widzimy warsztat, na którym robota wymaga wiele znoju i mozołu. Tu na ziemi widzimy korzenie żywota wiecznego; kwiat jego wonny rozchyla się dopiero w światłości bożej. – Tutaj zakłada się dopiero panowanie Chrystusa. Tutaj toczy się walka, w niebie dopiero cieszą się zwycięstwem. „Obyś tylko zwyciężył”, woła pobojowisko, wołają ruiny. Z pobojowiska tworzy się skiby i bruzdy pola chwały, z gruzów buduje się nowa dzielnica „Miasta Bożego”. Tu na ziemi pracujemy, budujemy, walczymy, wtedy też i zwyciężymy.
  2. Pan dochodzi do wiecznych bram, a one otwierają się przed nim. „Chrystus stawszy się najwyższym Kapłanem dóbr przyszłych… przez własną krew wszedł do raz do Świątyni, nalazłszy wieczne odkupienie”(Żyd. 9, 11). Tam przedstawił na wieczne czasy Ojcu swe dzieło, zapewnił temu dziełu powodzenie i błogosławieństwo, i wziął w posiadanie swe dziedzictwo. W tem nasza ufność! „Takiego mamy najwyższego Kapłana, który usiadł na prawicy stolicy wielmożności na niebiesiech” (Żyd. 8.1). Niech nas to zapali do przywiązania i wierności. Jego jesteśmy własnością, jego moc, zstępująca z najwyższego nieba, wlewa w nas siłę i podnosi nas. Wnet krople jego krwi uderzą w nas ognistymi językami, a jego tchnienie urośnie w szumiący wicher.
  3. Świat zagrobowy to świat całkiem nowy. Tak niepodobny do naszego, jak las do morza, albo jak pieśń skowronka do skrawka papieru. „Oko nie widziało, ucho nie słyszało”. Z tego, co tu na ziemi oko widzi, a ucho słyszy, „tamtego” świata skonstruować niepodobna. To świat nadzmysłowy. By stanąć na jego poziomie, należy nam wznieść swe myśli ponad kategorie barw, dźwięków i wszystkiego, co cielesne, a cele swe ponad sferę dóbr zmysłowych. Jakie przebudzenie przyniesie nam śmierć, jaki będzie nasze spotkanie z Chrystusem! Kiedy zmieni się forma bytu, a dusza napełni się Nowem życiem, nowemi myślami, wizjami, uczuciami, kiedy w niej się otworzą boskie głębie na przyjęcie oceanu siły i radości, wówczas zrozumiemy słowa Pisma św. „Jak wielki jest dom boży i niezmierne miejsce osiadłości jego” (Bar 3, 24).

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Zwycięstwo Boga-człowieka nad śmiercią

Atoli idźcie, powiedzcie uczniom jego i Piotrowi… One więc wyszły, u uciekły od grobowca, bo zdjął je strach i zdumienie (Mar 16, 7-8)

Na wywróconym kamieniu grobowym jakby na piedestale króluje tajemnicza potęga Chrystusa, zwyciężająca grzech i śmierć. Nas również ogarnia pewien rodzaj świętej grozy, gdy zastanawiamy się nad zwycięstwem, które Chrystus odniósł nad niewiarą.

  1. Triumf Chrystusa to jasne światło, rozpraszające noc zwątpienia, to pokój niewzruszony, który gładzi wzburzone fale, to pewność, którą przeciwstawiamy wszystkim swym niepokojom, to rękojmia prawdy, przez nas wyznawanej: On jest Synem Bożym. Już w wieczór Wielkiego Piątku błyska promień tego światła, kiedy setnik mówi: Zaiste, ten był Synem Bożym. Co na Golgocie było brzaskiem, zamieniło się tutaj w promienisty wschód słońca. Nie na krzyżu, ale w chwalebnym zmartwychwstaniu objawił nam Bóg, że Chrystus jest jego Synem. Niewiara, świętokradzka zbrodnia ukrzyżowania, wreszcie zwycięski obłęd wyparcia się Boga domagał się tego najwyższego objawienia. Powstał z martwych, zatem jest Bogiem.
  2. Istota Chrystusa była tajemnicza. Dokoła niego odzywają się wątpliwości. Podwójna ciemność śmiertelności i śmierci pochłonęła go. Prawda, że trzymał w rękach pochodnię wiary apostoł, który powiedział: Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego. Wszelako w dniu Wielkiego Piątku i ta pochodnia zgasła. Mesjasz umarł, wszystko przepadło! Gałązka palmowa ufności również uschła w rękach apostołów. Należało więc na nowo zapalić pochodnię, ale nie od ziemskiego ognia, lecz od blasku wiecznego, od światłości wiekuistej. U grobu Chrystusowego sam Bóg zapala lampę i ukazuje ją nam: Lumen Christi. Deo gratias.
  3. Wszystko musiało dziać się w ten sposób, tak a nie inaczej. Chrystus musiał nad bramą śmierci zatknąć swój sztandar zwycięski, musiał okazać się panem życia w objęciach śmierci. A w tych ramach chwalebny jego obraz staje przed oczyma świata tysiąc razy jaśniejszy niż w cichej nocy betlejemskiej. „Szalejcie, mówi Jezus, gniew wasz bezsilny, posiadam tron królewski i podnóżek. Diadem swój perłowy przyniosłem sobie z głębokości, w której wy wszyscy doznaliście rozbicia, wszyscy, wszyscy, Faraony i Cezary, satrapy i mędrcy, prorocy i poeci. Wieniec swój wawrzynowy zerwałem na niwach wiekuistego żywota. Patrzcie, jaką śpiewam pieśń zwycięstwa”. Nie rozumieją jej ci, co nie kochają. Lecz ci, co miłością zjednoczeni z Chrystusem, patrzą nań z zachwytem i tęsknotą i wołają: „Jezu, Jezu, drogi twoje samotne są drogami chwały. Ty jeden możesz niemi chodzić. Szczęśliwiśmy, żeś przyszedł do nas w takiej mocy i chwale”.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Św. Józef wzorem pracy

Św. Józef żyje w niezrównanej bliskości z Chrystusem. Z zakasanymi rękawy, w szorstkim fartuchu skórzanym, z rękoma stwardniałymi stoi przed nami jako przedstawiciel pracy, a nie pozostaje w żadnym przeciwieństwie do Mistrza, który się modli, rozmyśla i naucza. Te dwa rodzaje pracy, praca rąk i praca ducha, zlewają się właściwie w jedno i stanowią w swem zespoleniu zadania człowieka na ziemi.

  1. Fizyka zna różnorodne prace wykonywane przez wiatr, wodę, elektryczność lub parę. Wydmy piaszczyste i góry są tworami wielkich sił przyrody. Pracę wykonuje również ptak latający, pszczoła, mrówka, wół. Człowiek już pracuję, gdy zbiera orzechy kokosowe na brzegach rzeki Kongo; większą wykona pracę, kiedy orze, sieje, zbiera plon; a jeszcze większą, kiedy swymi huczącymi i stukającymi maszynami chce zdobyć panowanie nad siłami przyrody. Praca to potęga człowieka, który chce przekształcić przyrodę podług własnych pomysłów i własnej woli. Stwarza sobie owy świat, gdy tworzy. Póki nie tworzy, nie jest człowiekiem w całej pełni. W tej pracy ujawnia się jego duch samodzielny, kształtujący, świadomy siebie. „Sztuka jest taką pracą, która świadomie życie kształtuje. Natura uczyniła tylko stworzenie a sztuka ludzi”, powiada Schiller. Mocą tego świadomego kształtowania człowiek stał się mniej zależny od przyrody. Taki też był zamiar Boga co do pracy. Będę ją szanował i cenił, będę rozwijał wszystkie swe zdolności, wiedząc, że przez to stanę się i szlachetniejszy i wolniejszy. O Panie, pragnę życia i bytu, pełnego treści!
  2. Któraż praca jest najdonioślejsza? Kształtowanie samego siebie, zmierzające do tego, by człowiek nie był rzeczą, ale osobą, by nie ciążyła na nim przyroda ciężarem przygniatającym, by nie ścierało go w proch cierpienie. I w tej pracy, urabiającej świadomość i osobowość, stoi przed nami jako wzniosły ideał Pan Jezus. Człowiek czuje, że jest przeciwstawiony materii, światu, złemu, że powinnością jego jest być jako potęga nad tym wszystkim górująca. To nasze wielkie zadanie. Kto się go nie ima, nie jest istotą duchową. Bierność duszy jest przyczyną bezowocności licznych wysiłków i małego postępu duchowego. Nie pracujemy około duszy dość świadomie i odpowiednio do naszej psychiki.
  3. Jakie siły mamy do rozporządzenie naszego w tej pracy? 1) Łaska. Bóg poddaje myśl, która budzi zapał i zagrzewa do wysiłków, byśmy się stali podobni do Chrystusa. 2) Nasza indywidualność, w której tkwi wiele dobrych przymiotów i darów w zawiązku. Trzeba je rozbudzić i wyzbyć się surowizny swych popędów, swej jednostronności. 3) Przyroda, na której łonie się orzeźwiamy i odzyskujemy giętkość ducha i dobry humor. 4) Dobre otoczenie, które udziela nam własnego ducha, własnego usposobienia. Bezduszne środowisko może nas zwarzyć; trudno śród takiego otoczenia rozwijać się pomyślnie i w kierunku idealnym. Złe otoczenie psuje duszę, jego powietrze wywołuje rodzaj motylicy duchowej. Jeśli zmuszeni jesteśmy przebywać w takim środowisku, nie dajmy się mu przygnieść. Śpiewajmy sercem pieśni pobożne, by rozbudzić w sobie radosny zapał, by nie popaść w małoduszność. Unikajmy zwady i usuwajmy się od takich towarzystw, o ile tylko można. Postanówmy zajęcia około domu lub w ogrodzie. Postanówmy sobie silnie: Nie weźmiesz góry nade mną, szara, bezduszna tępoto!

Mało na ziemi ludzi, pnących się w górę, ku ideałom, a strasznie dużo wałkoniów. Ideałów, idei i życia duchowego serdecznie mało. – O święty Józefie, naucz nas życia bożego nawet pod strzechą słomianą. Wszak i ty mieszkałeś wygodniej.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Napomnienie do pokuty

A byli niektórzy na ten czas, oznajmując mu o Galilejczykach, których krew zmięszał Piłat z ofiarami ich. A odpowiedziawszy Jezus, rzekł im: Mniemacie, że ci Galilejczycy nad wszystkie inne Galilejczyki grzeszniejszymi byli, iż takowe rzeczy ucierpieli? Nie, powiadam wam; lecz, jeśli pokutować nie będziecie, wszyscy także zginiecie. (Łk 13, 1-3 )

Moja grzeszność.

  1. Wielka to łaska, gdy kto odczuwa swą grzeszność. Taki patrzy sercem. – Rzućmy okiem na całe swe życie. Czy nie wypada nam przejąć się uczuciami św. Pawła, który poczytywał się za największego grzesznika, lub uczuciami św. Magdaleny, św. Małgorzaty z Kortony i tych wszystkich, których głęboka skrucha odpowiadała ciężarowi popełnionych grzechów. I ja również zgrzeszyłem przeciw Bogu(niewiarą, brakiem czci i ufności, szemraniem, przeklinaniem…), przeciw sobie (nieumiarkowaniem, brakiem panowania nad sobą, zmysłowością, nieczystością, lenistwem, tchórzostwem, samolubstwem…), przeciw bliźniemu(obmową, szkalowaniem, wyjawianiem powierzonych sekretów, zazdrością, nienawiścią, niesprawiedliwością, udawaniem, gwałtownością…). Jakie wyrzuty czyni mi dekalog i pięcioro przykazań kościelnych? Ile to grzechów, popełnionych myślą i uczuciem, ile uchybień w przyjmowaniu sakramentów św.! Ilu duszom dałem zgorszenie! Doprawdy, potop grzechu, morze błota! „Nie będzie trwał duch mój w człowieku, gdyż jest ciałem”(Rodz. 6,3).
  2. Odczuwajmy gorycz grzechu przejmijmy się wstrętem do niego. Grzech wyzuwa nas z charakteru istoty rozumnej i wyciska na nas piętno zwierzęcości. Niewiara gasi światło duszy, brak nadziei wtrąca ją w wieczną, zimną noc, zamiast ewangelii bodźcami życia stają się ciało, ślepe popędy, namiętności. – Dziczeje człowiek w swym życiu uczuciowym wbrew lakierkom, pachnidłom i frakowi. Kultura jest tylko blichtrem, jeśli się nie opiera na moralności. – Bez Boga człowiek-sługa staje się buntownikiem przeciw Bogu, ale też jednocześnie niewolnikiem innej potęgi, której kajdany odtąd dźwiga. – Grzech jest trucizną, która zamienia krew w ropę, wykrzywia oblicze, przytępia zmysły. A krew to łaska, oblicze to podobieństwo boże, zmysły to cnoty. – W dużej mierze grzech już tutaj na ziemi czyni z ludzi potwory. Ciało pada ofiarą zgnilizny, dusza staje się podobna do cuchnącego bagna. Wieniec spadł z jej głowy, zaprzepaściła swe zasługi. I płacze też anioł stróż, zakrywszy sobie dłonią oblicze. Smutek ogarnia serce Jezusa, łaski zbawienia poszły na marne.
  3. Jakim bezprawiem jest grzech wobec Boga, jaką krzywdzącą wyrządzam zniewagę! Staje w najostrzejszym przeciwieństwie do jego suwerenności, przeczy jego panowaniu, władzy, prawom i świętości. Sprzeciwia się boskiej jego istności, jest w gruncie zaprzeczeniem Boga. – Dusza, która nosi w sobie obraz Boga, zaciera znamię swego szlachectwa, spada do poziomu bydła, wala się w błocie i potwornieje. Nie istnieje już dla niej nieskończona doskonałość i świętość i ideał absolutny, który dyktuje prawa i hojnie wspiera łaską swe stworzenia, by mogły należną oddawać mu cześć i winną okazywać miłość. Bóg pragnie wychować dusze królewskie, a one siedzą na gnojowisku i gardzą nim. Jaki będzie tego koniec? „I obnażą cię z szat twoich i pobiorą naczynie ozdoby twojej i zostawią cię nagą i zelżywości pełną.” (Ez 16, 39)

 

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

 

Dlaczego powołuje pasterzy?

  1. Chór aniołów w górze i chór pasterzy w dole, majestat i prostota, odprawiały pierwsze nabożeństwo Bożego Narodzenia. Wzniosły i prosty jest także Bóg w tajemnicy Wcielenia. Oblicze jego jaśnieje baskiem wieczności, a przecież jest to twarz dziecięcia. Wiarą, która szuka nieskończoności w prostocie, trafiamy do Boga, do pełni bytu, znajdujemy Pana w Betlejem i w Najświętszym Sakramencie Ołtarza, Co za zdumiewająca i uszczęśliwiająca skromność! Tu poznajemy wartość wiekuistą swych drobnych, powszednich uczynków. Przechodzimy śmiało nad otchłanią nieskończoności, by zbliżyć się do Boga ze słowem: „Ojcze nasz”. – Wszakże nie w Betlejem zniżył się do nas po raz pierwszy. Uczyniło to już wtedy, kiedy w myśli układał świat, ślimaka, falę szemrzącą, ruchliwy promyk słońca. Atoli dowiódł nieskończonej miłości, kiedy stał się dzieciną, by przez swe poniżenie podnieść człowieczeństwo do godności bożej i obdarzyć je mocą łaski. – Kłaniam się Tobie, pokorna Dziecino, przemów do mnie. Przedkładam Ci jedną wielką sprawę, sprawę mej duszy nieśmiertelnej, jedynego mego skarbu. Naucz mię, proszę, odwagi dzieci bożych która nie miesza się bliskością Boga, lecz sercem i usty dziecięcemi odzywam się do Niego. Naucz mię, Panie, prostoty, która wszędzie znajdzie Boga i napełnia serce pogodą, weselem i szczęściem.
  2. Powołuje pasterzy, bo dusz ich nie obciąża jarzmo i brzemię życia światowego, Siła tych ludzi jeszcze nie złamana, ich serca i umysł nie zatrute pracą kulturalną, gorączkową walką ekonomiczną. To nie zwiędłe, zblazowane dusze, które znużyły się i zgorzkniały życiem, dl których wiara i religia co najwyżej maścią kojącą i odrobiną pociechy. Uchowaj Boże! Szukać jedynie plastra i pociechy i na wszystko biadać – to nastrój szpitalny. Religia nie jest chorobliwą uczuciowością, lecz żarliwą służbą, oddawaną Panu i Bogu naszemu. Nie bądźmy trzymającymi się ledwo na nogach wyzdrowieńcami, któryby w Panu chcieli widzieć jedynie pielęgniarza chorych. Nasza służba Bogu powinna być życiem, w którem tętni moc i dzielność, dla Boga winniśmy żyć i umierać. Zabierzmy się tedy do tej służby z zapałem młodzieńczym, z wysoko sięgającymi aspiracjami i bezinteresownie.
  3. Powołuje pastuszków, bo to ludzie zahartowani, nie rozpieszczeni. W deszczu, na wichrze, śród zimowej nocy gwiaździstej czuwają przy swoich trzodach. Do takich typów ma pociąg osobliwy ten, który sam jest pasterzem dusz. – Wybredny komfort nie jest mieszkaniem odpowiednim dla duszy. Jej gniazdo usłane z suchych, chropowatych gałęzi jak gniazdo dzikiego gołębia. I niedostatek także przyczynia się do wychowania duszy, bo roślina ta lubi grunt kamienisty. Można pokochać skały, na których życie wewnętrzne rozwija swój przepych. „I nostri benedetti sassi”, mawiali mieszkańcy wyspy Veglia, kiedy z okolic pięknych i żyznych wracali do domu. Drogie, błogosławione skały, skały wyżyn wiary i zaparcia się! Błogosławione skały, z których wyrasta i na których rozkwita życie słodsze, szlachetniejsze, bardziej duchowe.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931