11. Bajeczka o magicznym słowie

Pamiętacie Różdżkę Czułości? Przybyła niepostrzeżenie jakiś czas temu (w bajce nr 6).
Obiecałem wam, że napiszę, czy udało się nam, tzn. mnie –Jej pocałunkowi i Jego pocałunkowi ją zatrzymać na dłużej-może nawet na zawsze.
Było to tak: Dni toczyły się leniwie, pełne codziennych zajęć. Jej pocałunek mógłby z zamkniętymi oczami wymienić codzienne czynności swojej Pani: wstawanie, ubieranie, jedzenie, praca, jazda autobusem i tramwajem, powroty do domu, sprzątanie, robienie zakupów, gotowanie, pranie…Znacie to przecież-zawsze tak samo i zawsze to samo.
Niezupełnie. Jej pocałunek zauważył, że koniec tygodnia jest nieco inny. Pani więcej pracuje w domu, w mieszkaniu rozchodzi się rozkoszny zapach pieczonego ciasta.
Jej pocałunek lubi zgadywać, co tym razem Pani upiecze. Bawi się tym doskonale. Gdy wieczorem w piątek przyjeżdża Pan, zanim Pani wypaple, co zrobiła, zadaje szybciutko pytanie Jego pocałunkowi. Ten konkurs jest bardzo zabawny. Jego pocałunek też lubi tę zabawę. Nagrody są takie mu miłe, takie czułe i tkliwe. Są też nagrody pocieszenia. Jej pocałunek zawsze ma mnóstwo pomysłów.
Tym razem pyszny sernik czekał w kuchni, obiad był przygotowany, dom wypełniony zapachami.
Jej pocałunek czuł coraz częściej coś bardzo poważnego między Panem a Panią. Nawet Jego pocałunek ostatnio mruczał coś o decydującym spotkaniu.
Na razie postanowił nie analizować przyczyn napięcia tylko przygotować się na dobrą zabawę z Jego pocałunkiem. Konkurs „co Ona upiekła?” odpadał, bo zapach sernika od drzwi zdradzał odpowiedź.
Od samego wejścia Jego pocałunek robił do niego dziwne miny, pokazywał palcem na Pana, a raczej na kieszeń Jego marynarki i łapał się za głowę. Jej pocałunek niewiele zrozumiał z tej migowej i minowej mowy. Już miał się nadąsać gdy usłyszał głos Pana pełen ciepła i czułości. Udobruchany kiwnął na Jego pocałunek zapraszając go do zabawy. Pani wyszła do kuchni zrobić herbatę.
A tu pełne zaskoczenie! Pan szybko wyjął coś z kieszeni, upewnił się czy Pani nie nadchodzi i położył „to coś” obok filiżanki Pani.
Już miał uczynić wyrzuty Jego pocałunkowi, że nie zdradził sekretu tajemniczego, małego pudełeczka, ale ciekawość przeważyła. Wspólnie z Jego pocałunkiem próbowali poważyć wieczko pudełka. Nic z tego. Było mocno zaciśnięte. Nie pozostawało nic innego jak poczekać na Panią. Pocałunki stanęły po obu stronach pudełeczka w oczekiwaniu na rozwój wydarzeń.
bukiet makow Nareszcie Pani przyszła z kuchni z herbatą. Od razu zauważyła niespodziankę przy swoim nakryciu. Popatrzyła z czułością na Pana – Jej pocałunek zauważył lśnienie w Pani oczach – i bez słowa otworzyła czerwone, aksamitne pudełko. W środku był pierścionek. Światło odbiło się od szlifowanego oczka i rozsypało drżące blaski w powietrzu. Jej i Jego pocałunek westchnęły z zachwytu. Było tak, jak gdy przybyła po raz pierwszy Różdżka Czułości (w bajce nr 6).
Pocałunki w pierwszej chwili pomyślały, że to magiczna sztuczka Różdżki.
Padły jednak nieśmiałe słowa: „Kocham Cię. To pierścionek mojej mamy”.
Wszystko stało się jasne. Pocałunki padły sobie w objęcia. Czekały na ten moment, który kończył ich żmudne poszukiwania dotyczące „bycia parą”.
Różdżka Czułości tym razem była również obecna.
Koniec.

10 bajka – Opowieść o lesie, który się nie spotkał

Jej pocałunek wciąż jest oszołomiony. Sprawy toczą się tak szybko, że nie może nadążyć. Owszem, słyszał, jak Pan zapraszał Panią na wyjazd do Kazimierza, ale to było tak daaawno. Zapomniał o tym, a tu pośpiech, szykowanie, ranne wstawanie i w drogę. Jedynym pocieszeniem była bliskość Jego pocałunku. Rano był jednak tak śpiący, że odłożył powitanie, spotkanie i zabawę na później. I tak Jego pocałunek spał tak dobrze ukryty w brodzie Pana, że nie mógł go, mimo starań, dojrzeć. Zasnął słodko w oczekiwaniu na lepsze czasy.
I lepsze czasy nadeszły. Leniwy poranek, słoneczne dzionki, spacery po uliczkach biegnących to w górę, to w dół, rozmowy, nowi ludzie, rejs statkiem po Wiśle. Zakończenie tej wyprawy było czymś, co Jej pocałunek zapamięta na zawsze. Pan i Pani ruszyli śmiesznym, żółtym pojazdem zwanym melexem w nieznanym kierunku, poza miasto. Pełen oczekiwania Jej pocałunek robił zakłady z Jego pocałunkiem o to, co je za chwilę spotka.
Dotarli na miejsce. Nazwa na tablicy była nieco myląca: Korzenny Dół. Jej pocałunek najpierw pomyślał, że to będzie miejsce pachnące piernikami, goździkami i cynamonem, skórką pomarańczową i cytrynową i miodem, bo „korzenny” kojarzył mu się jedynie z przyprawami, których jego Pani używa do ciast a w szczególności do ulubionych pierników.
Nic podobnego. Nie było żadnych Kazimierz Dolnyzapachów. Pan i Pani weszli w tunel, którego ściany były dużo wyższe od nich. Podwyższały je rosnące gęsto na brzegach drzewa. Drzewa zaplatały swoje konary nad głowami Pana i Pani, szemrały listkami. Na wysokości wzroku widać było ich korzenie i korzenie krzewów oraz roślin rosnących na brzegach tej rozpadliny w ziemi.
Po przejściu kilku metrów wąwóz zamknął się nad nimi. Jedynie słońce przebijające się przez listowie i wiatr odgarniający zasłony z liści pozwalały czuć się tu, na ziemi a nie w jakimś nierealnym świecie. Pod baldachimem z gałęzi drzew, korytarzem wyłożonym bogato boazerią korzeni i wyrzeźbionym wodą i wiatrem lessem wędrował Jego i Jej pocałunek wraz z Panią i Panem Korzennym Wąwozem. To było niesamowite przeżycie! Jej pocałunek czuł się tak, jakby ktoś okazał mu ogromne zaufanie-pokazał mu swoje wnętrze, obnażył siebie z wierzchnich szat, otworzył serce. Zapomniał o całym świecie, nawet o Jego pocałunku.
Teren wznosił się, wąwóz zawijał, zakręcał jak leniwy wąż szukający najlepszej ekspozycji na słoneczne promienie. Gdy dno wąwozu zrównało się z powierzchnią ziemi Pan i Pani zatrzymali się. Jej pocałunek kątem oka ujrzał otwierającą się zieloną płaską przestrzeń, tak nudną i smutną, że aż brzydką.
Pani i Pan chyba też nie chcieli rozstawać się z magicznym światem wąwozu i szybko odwrócili się od widoku na powierzchni. Rozpoczęli wędrówkę w dół wąwozu. Jej pocałunek zauważył, że droga z powrotem jest zupełnie inna niż pod górę. Wąwóz jest inny, korzenie wyglądają inaczej. Widział, że niektóre drzewa dokonują wręcz heroicznych wysiłków, aby utrzymać się na krawędziach wąwozu, inne zaplatają swoje korzenie w piękne warkocze, aby uczynić je mocniejszymi i zdolnymi do utrzymania drzewa w pionie.
Kazimierz DolnySą i takie, które wymyśliły metodę gęstych sieci-siatek opasujących lessowe ściany wąwozu.
Jej pocałunek zadumał się. Co się wydarzyło w tym niesamowitym miejscu? Kto spowodował odkrycie wnętrza ziemi? Dlaczego drzewa nie poddają się?
Cichutko zapytał o to Jego pocałunku, który podziwiał drzewa i wąwóz z niekłamanym zachwytem. Spotkało go ogromne zaskoczenie.
Jego pocałunek powiedział: A może było to tak.
-Jak?- zapytał Jej pocałunek niecierpliwie ale i z ciekawością.
– Dawno temu stok pagórka, na którym stoimy porastała trawa. Wierzchołki pagórków pokrywał las. Las postanowił dotrzeć aż do podnóża góry, na której wyrósł wiele lat temu. Na górze często wiało, paliło też słońce, było już bardzo ciasno. Łąki na stoku zachęcały do zamieszkania. Na pomysł zasiedlenia wpadły drzewa z lasów na okalających łąkę pagórkach. Pomału ruszyły w dół. Rozsiewały najpierw pojedyncze drzewa, te przyciągały następne. Za dużymi drzewami odważyły się mniejsze, bardziej wątłe krzaczki a na końcu i jednoroczne rośliny. Drzewa z pagórków były już bardzo blisko. Słyszały już szelest swoich liści. Szumiały z radością, że minie jeszcze kilka lat i będą mogły stać blisko siebie, zaczepiać się konarami, łaskotać gałązkami i muskać listkami. Na razie te najsilniejsze okrywały swoimi gałęziami bardziej wątłe, aby ochronić je przed słońcem i wiatrem. Patrzyły na drzewa z sąsiedniego pagórka-były takie piękne, smukłe, z pełnym radości listowiem. Stroiły swoje gałęzie jak najpiękniej, wyciągały je ku górze i na spotkanie upragnionych, długo oczekiwanych sąsiadów. Zaczęły nawet układać wspólne pieśni przenoszone usłużnie przez zjawiający się od czasu do czasu figlarny wiatr. Wiatr uwielbiał być posłańcem i przenosić dźwięki, szelesty, liściaste słowa, stukot gałęzi, szmer listków, śpiew ptaków, skrzypienie pni. Szczęście było bardzo, bardzo blisko. Pewnego dnia niebo pokryło się szarym kocem chmur. Chmury ciemniały i ciemniały, opadały złowieszczo coraz niżej, dotykały już koron drzew na szczytach pagórków i tam też te korony je zatrzymały. Lunął deszcz, padało przez tydzień. Woda spływała z chmur wprost na szczyt najbliższego pagórka, sunęła po stoku aż do podnóża góry. Początkowo łąka i zbliżające się do siebie z sąsiednich pagórków drzewa były zadowolone, umyły się bardzo dokładnie, zrobiły mnóstwo zapasów wody na bezdeszczowe dni. Deszcz jednak nie przestawał padać a wody było za dużo. Znalazła sobie ona drogę właśnie pomiędzy drzewami, wyrywała trawę, żłobiła coraz głębszy korytarz w ziemi.
Ulewa minęła, drzewa nie przejęły się zbytnio, wiedziały, że poradzą sobie z tą wyrwą w ziemi, która je przedzielała i swoimi korzeniami przekroczą ją, aby połączyć się z dawna oczekiwanymi drzewami z naprzeciwka.Kazimierz Dolny
Myliły się jednak bardzo. Każdy kolejny mały czy średni deszcz a już ulewy w szczególności pogłębiały przerwę między drzewami. Wąwóz wił się omijając silne korzenie największych drzew, które spotykał na swojej drodze. Mijały lata, ściany wąwozu rosły, rosły, stęsknione i zrozpaczone drzewa połączyły swoje korony nad wąwozem pocieszając się dotykiem swoich gałązek i liści.
Lęk przed upadkiem do głębokiego wąwozu kazał drzewom wymyślać różne sposoby zabezpieczeń, aby uniknąć zagłady.
Jej pocałunek tak się zasłuchał w opowieść Jego pocałunku, że ze zdziwieniem zobaczył, że znów Pan i Pani stoją u wlotu do wąwozu pod tablicą Korzenny Dół.
Jej pocałunek był zachwycony opowieścią Jego pocałunku. Rozpierała go duma, że ma tak zdolnego towarzysza. Był pewien, że Pan pochwali swój pocałunek i podziękuje za piękną, troszkę smutną opowieść o nie spełnionych marzeniach.
On sam obieca wieczorem swojej Pani, że będzie starał się jak najwięcej nauczyć od Jego pocałunku, będzie czytał, będzie słuchał i oglądał filmy, nauczy się opowiadać historie podobne do tej o Korzennym Wąwozie.

Koniec.

Dziewiąta bajka – Jak pocałunki żeglowały. Bajka nieco melancholijna.

Jej pocałunek od rana czuł pewne napięcie u swojej Pani. Uspokajał się patrzeniem na Pana i Jego pocałunek. Oni obaj zachowywali spokój i opanowanie. Jego Pani troszkę udawała, że ta ostatnia sierpniowa niedziela nie różni się od tych niedziel, które minęły.
Przyczyna niepokoju wkrótce wyszła na jaw. Żeglowanie. Wyprawa nad Zegrze, spotkanie w podobnym składzie jak rok wcześniej, gdy Pani spotkała Pana wpływały ekscytująco na Panią. Jej pocałunek nauczył się być dobrym obserwatorem. Na razie najlepiej wychodziło mu obserwowanie swojej Pani, ale robił postępy i potrafił już obserwować i Pana i Jego pocałunek-pod warunkiem, że przebywali dostatecznie blisko. Miał pewne trudności z Jego pocałunkiem, który wykorzystywał każdą sposobność do chowania się w zakamarkach brody i wąsów swojego Pana. Był jednak uparty i cierpliwy i najczęściej udawało mu się wypatrzeć niecnotę i obserwować go do woli. Czasem tylko Pani i Pan trochę mu w tym przeszkadzali.zeg1
Wyruszyli wreszcie na wspólną wyprawę. Z lądu wszystko wyglądało cudownie. Słońce, wiatr, białe żagle na wodzie, kolorowe motylki żagielków desek surfingowych, chmurki na niebie. Sielanka, bajkowe odczucia. Jej pocałunek wdychał wiaterek, kolor wody kojarzył mu się z kolorem oczu Pana Jego pocałunku, czuł już kołysanie fal a biała łódka przyciągała, aby położyć się na niej i spać wygrzewając w promieniach słońca. Droga do tej upragnionej chwili była jednak długa. Żagle trzeba było postawić, uwolnić się od nadbrzeżnej kei i wypłynąć na wodę. Na łodzi pełno było kolorowych lin zasupłanych w dziwne sploty. zeg2Jej pocałunek denerwował się czy poradzą sobie ze wszystkimi żeglarskimi sprawami. Dowiedział się od Jego pocałunku, że ten pierwszy raz żegluje. Nie dziwcie się, że Jej pocałunek tak to przeżywał. Wspomnienia przewinęły mu film z wypraw na Mazury z jego Panią. Wspomnienia, jak to wspomnienia-powróciły tylko pięknymi obrazami. Film nie miał dłużyzn, nie ukazywał trudów, wysiłku, lęku i  niebezpieczeństw. Pokazywał piękne obrazy, przywoływał ciekawe wrażenia, cudowne samopoczucie i błogostan.
W rzeczywistości, gdyby nie pomoc Małgosi, i Pana Jego pocałunku nie wypłynęliby na wodę. Najważniejszy był Zbuj (pamiętacie go z wyprawy na postój pielgrzymki).zeg3 On dzierżył ster i zarządzał załogą. Jej pocałunek postanowił w domu porządnie się zastanowić co to znaczy „zarządzać ludźmi”, czy w każdej sytuacji trzeba innymi „zarządzać”, kiedy tego się nie robi, jaka jest różnica między „zarządzaniem” a „proszeniem” i „współpracą”, czy „zarządzanie” jest czymś dobrym, czy nie polega  na straszeniu innych. Mnóstwo pytań wywołał „zarządzający” załogą Zbuj.
Było pięknie. Sami popatrzcie. Chmurki jak stada białych baranków galopowały po niebie. Panie-chmurki wciąż przeglądały się w wodzie sprawdzając czy nie pobrudziły sukienek, czy są najpiękniejsze, czy są szybsze od koleżanek. Przed oczami Jej pocałunku białe chmurki i ich odbicia zlewały się, niebo z wodą łączyły i świat wydał się niebieską chustką w białe baranki. Białe żagle jachtów zlewały się z odbiciami chmurek. Idealny obraz!
zeg4zeg5zeg6zeg7zeg8Po sąsiedzku przepływali inni żeglarze na swoich łódkach, czasem motorówka z hałasem burzyła niebieskość fal, orała w nich głębokie bruzdy, które nieprzyjemnie kołysały łódką. Czasem obcy gość przyciągał wzrok niespotykanym krojem żagla czy brakiem steru.
Brzeg niekiedy zaskakiwał widokiem patrolu łabędzi z wyrośniętymi młodymi łabędziątkami o szarym jeszcze upierzeniu. zeg9Wysepki kusiły do przybicia szuwarowymi zakątkami cichości, piękna i spokoju. Jej pocałunek rozmarzył się. Cały świat pozostał na brzegu. To niesamowite uczucie odłączenia się od ziemi i ludzi! zeg10Na lądzie pozostały troski i zmartwienia, cierpienia, nie załatwione sprawy, nie wykonane telefony, nie napisane maile, telewizor, samochody, budynki, hałas i stada ludzi idących to w jedną to w drugą stronę. Na wodzie było odświętnie, uporządkowanie. Jej pocałunek szybko odkrył, że na wodzie rządził wiatr. Na niebie też. W pewnej chwili zrobiło się ciemniej, chłodny wiatr wywołał gęsią skórkę na rękach i nogach Pani. Woda z niebieskiej stała się stalowa. Grzeczne, malutkie fale zdenerwowane brakiem ciepła słonecznego podnosiły się, wyciągały szyje aby zobaczyć gdzie ukryło się słońca i czy jeszcze wyjrzy aby ogrzać ich brzuszki.  Żagle napięły się, zaczęły łopotać a łódź przechyliła się bardzo na jedną burtę. Brzeg migał pod dziwnymi kątami jakby fikał koziołki. Jej pocałunek był przerażony, najchętniej schowałby się w kokpicie wraz ze swoją Panią, Panem i Jego pocałunkiem. zeg11Na wszelki wypadek przymknął oczy i schował się pod bluzką Pani. Pan ostrzegał Panią gdy nadbiegała kolejna fala przechylająca łódkę. Sam dzielnie balansował zmieniając burty w zależności od zanurzenia. Jego pocałunek ma niesamowite przeżycia i może być dumny ze swojego Pana – pomyślał.
Szkwały były jednak krótkie, wiatr cichł i wszystko wracało do normy. Gdy zaświeciło słońce wszyscy szybko zapominali o minionym niebezpieczeństwie.
Jej pocałunek postanowił zbierać kolejne dowody na to, że światem rządzi wiatr. Rozszerzył swoje spostrzeżenie na świat, bo skoro wiatr rządzi wodą i niebem, to i światem może.
Łódź kierowana sterem, pchana wiatrem zakosami zdążała do portu.
Jej pocałunek w cichości snuł swoje rozważania.
Może i można by mieszkać i żyć w oderwaniu od świata, ludzi, ich spraw i codzienności, czasem szarości ale Jej pocałunek zatęsknił za lądem, za przytulnym mieszkaniem Pani, za przyjaciółmi, którzy ją odwiedzają, za komputerem na którym pracuje, za muzyką, której wraz z Panią słucha, za robieniem zakupów, za gotowaniem, za spotkaniami z Panem i Jego pocałunkiem. Stwierdził, że lubi życie na ziemi, choć takie na wodzie bardzo go pociąga.
Wieczorem, w domowym zaciszu porozmawia z Jego pocałunkiem, co jemu się bardziej podoba. Może Jego pocałunek wymyśli sposób, aby pogodzić marzenia z rzeczywistością. Chociaż czasami. Jej pocałunek wierzy, że to możliwe.
Koniec

Bajka ósma – telefon

Kilka dni po wydarzeniu opisanym jako ślub, wieczorem Jej pocałunek zbudził się z leciutkiej drzemki, w którą zapadł, gdy jego Pani rozmawiała długo przez telefon. Słyszał, co prawda,  słowo ślub przewijające się w rozmowie ale nie było to już monstrum, kbukiet z makamitórego tak się obawiał kilka dni temu i zasnął sobie cichutko ukołysany głosem Pani. Zbudziła go cisza i brak tego głosu. Pani czytała maila. Zauważył dziwne wahanie po jego przeczytaniu. Pani zastanawiała się długo, aż wzięła telefon i zadzwoniła. Zaciekawiony Jej pocałunek wychylił się mocno, wspiął na Pani uszko i wtedy usłyszał! Głos Pana! Aż podskoczył-to oznaczało, że Jego pocałunek jest blisko. Cichutko zawołał, ale nie było odpowiedzi. Głos Pana napełniał ucho Pani głębokimi dźwiękami, odmieniał Jej głos. Jej pocałunek słyszał czułość i radość pojawiającą się w głosie Pani i narastającą z każdą chwilą rozmowy. Wyciągnął ręce na powitanie Jego pocałunku a ten niecnota nie zjawiał się. Co się stało? Dlaczego? Czy zrobił mu jakąś przykrość? Jeśli tak, to niechcący!
Jej pocałunek szalał z niepokoju. Usłyszał w pewnej chwili słowa Pana „do zobaczenia-wkrótce”. W głosie Pana było ciepło i czułość. I wtedy Jej pocałunek zrozumiał, że telefon pozwala słyszeć tylko głosy, druga osoba jest niewidzialna. Jest tylko słyszalna. Poznał też, że mimo to można sobie przekazać pewne sygnały, tak, jak to zrobił Jego pocałunek przemycając tę czułość w głosie Pana w słowach „do zobaczenia”. Uspokoił się, uśmiechnął, połaskotał Panią z miłością i poszedł spać.

Koniec

Siódma Bajka – Ślub

Coś dziwnego dzieje się u Pani. Przychodzą inne panie. Pani ubiera wciąż nowe ciuszki. Wszystkie światła są zapalone. Pani obraca się przed dużym lustrem i śmieję się lub na jej twarzy pojawia się cień zawodu i niezadowolenia. Jej pocałunek nadstawił uszy, aby dowiedzieć się o co chodzi. Czy to nowa zabawa Pani? Bal przebierańców?
Nie, nic z tych rzeczy-ślub!
Komputer był wolny, bo Pani zajęta była strojami, wpisał w wyszukiwarce Google „ślub” i… przeraził się-mnóstwo stron, wciąż ktoś chciał coś sprzedać, fotografować lub oferował kwiaty i usługi. Był nawet humor małżeński. Żadnej wypowiedzi tych, co ślub mają brać, brak definicji z Wikipedii, co to jest ślub.
W końcu na 10 stronie pojawił się wpis z definicją:
ślub (język polski)paczek maku
 wymowa: IPA: /ɕlup/
 znaczenia:
rzeczownik, rodzaj męski
(1.1) akt zawarcia małżeństwa
(1.2) uroczysta przysięga

 odmiana: (1) lp ślub, ~u, ~owi, ~, ~em, ~ie, ~ie; lm ~y, ~ów, ~om, ~y, ~ami, ~ach, ~y
przykłady:
(1.1) O ostatnim ślubie następcy tronu gazety rozpisywały się przez tydzień.
(1.2) Król złożył ślub, że pokona najeźdźcę lub sam zginie.
składnia: (1.1) ślub z +N
kolokacje: (1.1) wziąć ślub z kimś; ślub kościelny/cywilny; dawać/udzielać komuś ślubu; (1.2) złożyć ślub(y) wobec Boga/Ojczyzny/Narodu/…; złamać ślub(y)
synonimy: (1.1) wesele; (1.2) ślubowanie, przysięga, przyrzeczenie, zobowiązanie
antonimy: (1.1) rozwód
wyrazy pokrewne: (1.1) przym. przymiotnik ślubny; (1.2) czas. czasownik ślubować
związki frazeologiczne:
etymologia:
uwagi: (1.2) znaczenie w lm liczba mnoga często jest takie samo, jak w lp liczba pojedyncza
tłumaczenia:
angielski: (1.1) wedding; (1.2) vow
chorwacki: (1.1) vjenčanje nrodzaj nijaki
duński: (1.1) bryllup nrodzaj nijaki
francuski: (1.1) mariage mrodzaj męski
grecki: (1.1) γάμος mrodzaj męski
hiszpański: (1.1) boda frodzaj żeński
niemiecki: (1.1) Trauung frodzaj żeński, Eheschließung frodzaj żeński
rosyjski: (1.1) свадьба mrodzaj męski; (1.2) присяга frodzaj żeński, клятва frodzaj żeński
włoski: (1.1) nozze frodzaj żeński lmliczba mnoga, matrimonio mrodzaj męski
Źródło: http://pl.wiktionary.org/wiki/%C5%9Blub

Rzeczownik, odmiana, składnia, kolokacje, synonimy, antonimy, związki frazeologiczne, etymologia…
Jej pocałunek przestraszył się nie na żarty. Ślub, to rzecz straszna!
Jedyną pociechą było to, że wybierał się tam też Jego pocałunek. Postanowili, że będą się trzymać bliziutko, nie dadzą się zaskoczyć żadnej niespodziance, a jeśli będzie taka potrzeba, to staną w obronie swojego Pana i Pani gdyby ślub zaczął im jakoś zagrażać.
Oba pocałunki nie wiedzą jak wyglądało dotarcie na ślub. Pan i Pani tak poważnie rozmawiali, że oba zasnęły bardzo mocno i na bardzo długo.
W obcym miejscu, w katedrze oba pocałunki z zaciekawieniem obserwowały rozwój wydarzeń. Pojawiła się zjawiskowa Panna Młoda w pianie tiulu i atłasowych fal, spowita długim welonem. Długie włosy Pana Młodego falowały przy każdym ruchu.
Niektórzy goście kręcili się niespokojnie, ale generalnie pocałunki czuły w powietrzu radość, życzliwość i pozytywne myśli. Uroczystość przy ołtarzu, przysięganie sobie w obliczu Boga było bardzo podniosłe.
Najbardziej przejęły się słowami „aż do śmierci”. Popatrzyły na siebie poważnie i już wiedziały, że do dziennika obserwacji należy dołożyć rozdział śmierć do rozdziałów miłość, przyjaźń, bliskość i muzyka. Pociechą były słowa „nie opuszczać”. Jej pocałunek już wiedział, że nie chciałby być „opuszczony”, bez względu na to, co miałoby oznaczać określenie „ nie opuszczać aż do śmierci”. Nie był tylko pewien, jakie zdanie na ten temat ma Jego pocałunek. Niepewność, co do tego, co czuje i o czym myśli Jego pocałunek została zdmuchnięta rozwojem zdarzeń związanych ze zjawiskiem ślub.
Najpierw życzenia, które Pan i Pani musieli złożyć osobiście. Przy tej okazji Jej pocałunek (a z pewnością i Jego pocałunek też) dostali malutki prezencik od pocałunków Młodej Pary. Były to cieplutkie, pełne miłości życzenia szczęścia. Jej pocałunek stwierdził, że widocznie ludzie biorą ślub, aby rozdawać swoją miłość i szczęście innym począwszy od gości na weselu. Postanowił to zapamiętać na całe życie. Może zapiszą to z Jego pocałunkiem w dzienniku obserwacji, aby dobrze utrwalić tę mądrość.
Przyjęcie weselne, niespodzianki, śpiewy, zabawy i tańce były fantastyczne. Pan i Pani unosili swoje pocałunki w rytm muzyki, raz spokojnej, raz żywej i skocznej. Jej pocałunek szepnął Jego pocałunkowi, że to cudownie być na ślubie i bawić się na weselu. Oba pocałunki zauważyły, że Pan i Pani doskonale się bawią, nie rozstają się i na dodatek pamiętają, że one – Ich pocałunki- tak bardzo lubią być razem. Były im wdzięczne za to.
Ze swojego malutkiego doświadczenia życiowego wiedziały, że jak jest ludziom dobrze, to zapominają o innych jakby chcieli ukryć i zakopać swoje szczęście na potem, schować je przed innymi i z nikim się nim nie dzielić.
Biedni ci ludzie. Nie wiedzą, że radość i szczęście wzmagają się, rosną, powiększają, gdy mogą spacerować przed oczami innych, gdy mogą się odbijać w oczach innych, gdy mogą przeciągać się w ramionach kochających się, gdy mogą przytulać płaczące dzieci, gdy mogą dawać prezenciki, karmić zgłodniałych, pokazywać drogę zbłąkanym, pocieszać smutnych, odwiedzać chorych, pomagać słabym, modlić się za potrzebujących modlitwy.
Jej pocałunek zdumiał się tym, co napisał. Przypomniał sobie określenie na to, o czym pisał-filozofia życiowa. Może i taki rozdział dopisze w dzienniku obserwacji?

Koniec

6 Bajka – Przybycie Różdżki Czułości

nowy chaber i mak malyJej pocałunek przeczytał to, co napisała Jego Pani o czekaniu i dumie i zaczął się zastanawiać nad tym, czy on coś odczuwa i jak można to nazwać. Przypomniał sobie, że z Jego pocałunkiem postanowili badać sprawę „bycia parą” i prowadzić dziennik obserwacji. Gdy tylko wysnuli takie piękne plany Pan i Jego pocałunek zniknęli. Przestraszył się, że Jego pocałunek już nie wróci a jeśli nawet wróci, to może go nie poznać. Sam może być odmieniony. Niespokojny Jej pocałunek szybko zrobił rachunek sumienia ze wszystkich swoich psot. Pomyślał jednak, że lepiej nie martwić się na zapas i poczekać na spotkanie z Jego pocałunkiem.
Wreszcie przyszedł ten moment.
Siedział ukryty pod leciutko wywiniętą dolną wargą Jego Pani i czekał. Badawczo spoglądał na Niego. Próbował odgadnąć gdzie ukrył się Jego pocałunek i czy w ogóle przybył na spotkanie. Pan wyglądał bardzo uroczyście i odświętnie. Dopiero, gdy Pan objął Jego Panią wypatrzył tego niecnotę-Jego pocałunek- który nie przygotował go na tak długie rozstanie a teraz siedział ukryty w brodzie Pana. Tylko czubeczek głowy było widać z gęstwiny włosów, które bardzo urosły w czasie pielgrzymki. Wyglądał jednak tak rozbrajająco, uśmiechał się tak czule i przepraszająco, że Jej pocałunek wybaczył mu natychmiast rozstanie i wybiegł mu na spotkanie. Spotkanie Jej i Jego pocałunku było bardzo radosne. Jego pocałunek opowiadał Jej pocałunkowi swoje przeżycia z wędrówki z Panem. Mówił jak rozmyślał o Jej pocałunku, jak przypominał sobie wszystkie spotkania i zabawy, jak pragnął odwiedzić wszystkie poznane już kryjówki. Z kolei Jej pocałunek pokazał dziennik nieobecności wklejony do ich dziennika obserwacji. Jej pocałunek zaprosił Jego wraz z pocałunkiem do przeczytania tego dziennika. Siedział niedaleko ze swoją Panią i obserwował reakcję Pana na pisanie Pani.
Wydało mu się, że Pan cieszył się, że jego Pani myślała o nim przez czas rozstania. Ale pewien nie był. Poczuł natomiast, że Jego pocałunek stał się mu tak bliski, że chciałby być z nim bez przerwy. Może należy zapisać w dzienniku obserwacji „bycia parą”, że Jej i Jego pocałunek są prawdziwymi przyjaciółmi. Nie jest wykluczone, że trzeba utworzyć w dzienniku nowy rozdział o przyjaźni.
I wtedy wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Pojawił się nowy gość. Był dość nieuchwytny. Delikatny jak mgiełka, ożywczy jak tchnienie wiosny. Wypełnił ciszę, jaka zapadła między Panią a Panem drżeniem powietrza przypominającym dźwięk najcichszych, najdelikatniejszych dzwoneczków. Drobinki powietrza zaczęły promieniować prawie nieodczuwalnym ciepłem przypominającym tchnienie oddechu. Niektóre z nich stawały się materialne, jaśniejące i utworzyły powłoczkę poświaty przypominającą srebrną łuskę na falach jeziora przy księżycu.
Jej i Jego pocałunek patrzyły oniemiałe na „nowe”, które przybyło w odwiedziny do Pani i Pana. Było tak cudownie. Zupełnie jak w bajce. Jej pocałunek pomyślał, że to musi być Różdżka Czułości. Nazwa ta przyszła mu błyskawicznie do głowy gdyż niedawno Jego Pani pisała coś o czarodziejskiej różdżce sypiącej złotym pyłem.
Wieczorem przed snem Jej pocałunek zapisał w dzienniku obserwacji „bycia parą”, że Pan i Pani przygarnęli do siebie nieziemską istotę-Różdżkę Czułości. Następnego dnia Jego pocałunek dopisał w dzienniku, że istota pojawia się najczęściej, gdy kończą się słowa, w ciszy i zawsze, gdy Pan i Pani są blisko siebie, uśmiechają się do siebie, patrzą na siebie. Pocałunki odbyły naradę jak zatrzymać cudowną istotę na zawsze u Pani i Pana. Przede wszystkim postanowiły, że będą grzeczniejsze, bardziej odpowiedzialne i dorosłe, aby Pan i Pani więcej czasu mogli poświęcić nowej istocie. Wymyśliły też, że wysprzątają wszystkie swoje kryjówki i zakamarki z myślą, że może któreś miejsce spodoba się na mieszkanie Różdżce Czułości. Postanowiły też wyścielić te kryjówki najdelikatniejszymi muśnięciami i dotykiem swoich pocałunków. Wszystko po to, aby zatrzymać na zawsze Różdżkę Czułości i móc obserwować jej cuda i grzać się w jej cieple, podkradać mieniący się blask do smarowania nim ust Pani i brody Pana, tańczyć przy dźwiękach dzwoneczków i łaskotać uśmiechy, które pojawiały się po dotknięciu Różdżki.
Za jakiś czas napiszę wam czy Różdżka Czułości zamieszkała na stałe z Panem, Panią i Ich pocałunkami.

Koniec

Piąty – Dziennik nieobecności

ksiazkaJej pocałunek, mimo, że zajęty swoimi sprawami, zauważył, że dużo się pozmieniało u jego Pani. Pan zniknął, a z nim i Jego pocałunek, w domu pojawił się pies a Pani zaczęła codziennie coś pisać. Najbardziej go bolało to, że Jego pocałunek nie uprzedził go o wyjeździe, nie przygotował na nieobecność. Powie mu cały swój żal, gdy tylko ten niewdzięcznik znów się pojawi. Teraz postanowił pożalić się Pani.
I tu spotkała go niespodzianka. Pani widzi dobre strony rozstania. Niemożliwe! Jak ona może cieszyć się, że Jego nie ma! Jego Pani postanowiła nauczyć go odnajdywania dobrych stron w smutnych lub przykrych wydarzeniach. Obiecała mu, że będzie mu dawała swoje codzienne zapiski. Jej pocałunek postanowił dołączyć je do dziennika obserwacji. To będzie kolejny materiał i kolejne dowody w sprawie „bycia parą”, którą rozpracowuje wraz z Jego pocałunkiem.

4 sierpnia

na trasieWróciłam do domu o 12 w południe. Ścisnęło mnie za gardło, gdy zobaczyłam, że Raga odwinęła koc, którym przykryte jest moje łóżko i obleczony koc, pod którym sypiam, aby położyć się na kołdrze, na której spał jej Pan.
Włączyłam komputer, sprawdziłam czy nie było pilnych maili z pracy. Gdzie tylko nie popatrzyłam pojawiał się pies. Zaczęłam się zastanawiać co mam robić z „tym nowym” w moim domu, w mojej codzienności. Przeleciało mi przez myśl, że może trzeba do niej mówić jak do człowieka, zgadywać, co ona chce patrząc na mnie, zabawiać.
Po chwili uspokoiłam się jednak i postanowiłam traktować ją jakby zawsze była w moim domu. Pomogło.
Burza, która się przetoczyła między 14 a 15 troszkę mnie zmartwiła. Pewnie mój kochany przemókł do suchej nitki. Uspokoiłam się ufnością w opiekę Bożą nad pielgrzymami.
Przeczytałam artykuł o „ultimatum” z „Zawsze Wierni”. Lubię ten sposób pisania. Jasny, konkretny, pełen spokoju i pewności. Prowadzi czytelnika przez mroczny i gesty las informacji i faktów medialnych.
O dwudziestej usiadłam na sofie w dużym pokoju i patrząc na drzewa widoczne przez otwarte drzwi balkonu przywołałam twarz i głos Twój w myślach. Czy one były tak głośne, że Raga je usłyszała? Nie wiem, stanęła przy mnie a potem się położyła i nadstawiła się do pieszczot. Dreszcz mnie przeszedł. Skąd wiedziała, że myślę o jej Panu? Skąd wyczuła, że przypłynęła do mnie fala wspomnień wszystkich chwil czułości? Zobaczę, jak będzie jutro.

5 sierpnia
Właśnie wróciłam z zakupów, na które wybrałam się z psem. Muszę się przyzwyczaić z nią poruszać. Wyobraziłam sobie, że tak się przyzwyczajam do obecności drugiego człowieka na co dzień.
Trzeba myśleć, trzeba mówić, trzeba się troszczyć, trzeba uważać na samochody, trzeba znaleźć miejsce w rękach na smycz, poszukać bezpiecznego miejsca do postoju przed sklepem, gdy ja robię zakupy, trzeba nakarmić, trzeba wyprowadzić, trzeba zgadnąć czego oczekuje patrząc w oczy i nic nie mówiąc, trzeba pochwalić, trzeba popieścić, trzeba zrobić wyrzuty gdy potrzeba, trzeba być sprawiedliwym, trzeba być stanowczym, trzeba zaakceptować, że wypadają jej włosy i fruwają wszędzie itd. Cieszę się bardzo, że obecność Ragi tyle pozytywnych działań i odczuć wywołała we mnie. Będę teraz siebie obserwowała jak mi idzie radzenie sobie z obecnością stworzenia w moim życiu. Zawsze przecież mogę się pocieszyć, ze każdy kolejny dzień nieobecności skraca czas mieszkania z psem pod jednym dachem. Na razie nie jest mi to potrzebne. Szybko się uczę. I widzę dużo przyjemności w nowym stanie.
Próbowałam zrobić jej zdjęcie, ale odpoczywa po zakupach.
Chciałam to zdjęcie wysłać przyjaciółce w Anglii. Zrobię to innym razem. Nadeszła też podpowiedź w sprawie prezentu na ślub Agatki -łyżeczki do kawy i widelczyki do ciast pod nazwą Rapsodia. Pomyślałam, że będę z Rafałem dostarczycielem prezentu, który kojarzy się ze słodkościami, chwilami rozkoszy i aromatu. To chyba dobrze? Mnie się to podoba. A Tobie kochany?
Dziś też napisałam odpowiedź do Kasi, która chce przyjechać z narzeczonym Dawidem do mnie na ostatnie dni sierpnia. Prosiłam Rafała, aby wspólnie ze mną przyjął tę parę. Zgodził się, więc zaproponowałam jej, że w sobotę ja z Rafałem ich  gdzieś zabierzemy a w niedzielę ona będzie przewodnikiem dla swojego chłopaka (od kilku lat spędzała u mnie wakacyjny tydzień wraz z siostrą). Rafał się zgodził, że służąc innym też można się radować własnym szczęściem i świętować rocznicę poznania. 31 sierpnia jest ostatnim dniem pierwszego roku naszej znajomości, w którym tak dużo się wydarzyło i tak dużo zmieniło w moim życiu.
1 września zacznie się drugi rok naszej znajomości. Był pomysł na wymyślenie obchodów tej rocznicy 31 sierpnia. Właściwie nic nie stoi na przeszkodzie połączyć jedno z drugim.
Ciekawa jestem, co On wymyśli. Lubię niespodzianki. Są namacalnymi dowodami myślenia o kimś lub o czymś. Znaki niewidzialnych myśli, to bardzo ciekawa sprawa. Ja też bym chciała coś oryginalnego wymyślić. Może uda mi się napisać specjalną bajkę dla Niego. Jest taka jedna o tytule „Miłość jak muzyka”. Napisałam ją dzisiaj, ale jeszcze nie wiem czy to będzie moja niespodzianka. Tym bardziej, że jest osnuta na bazie jednego z maili do Niego.  A poza tym czy jemu się podobają bajki? To poważny mężczyzna.

Dziś raniutko dokończyłam trzecią bajeczkę Jej pocałunku. O „byciu parą”.
Jak widzisz, co siądę do komputera, to słowa same cisną się na klawisze i muszę je zapisywać. Najpierw dyktował mi je Mój pocałunek a teraz i Ja zaczęłam zapisywać swoje myśli i przeżycia. Epidemia doprawdy. Ciekawa jestem, co Ty na to powiesz.
Przygotowuję się na środowe spotkanie z Tobą. Piekę drożdżowe bułeczki z wisienkami, które niedawno zrobiłam. Nie lękam się, że mi nie wyjdą. Dzięki twojej historii o pieczeniu ciast przez twoją mamę, wiem, że będziesz wyrozumiały, gdy nie wyrosną lub wyjdzie zakalec. Dziękuję ci, że mi opowiedziałeś to wspomnienie. Dodaje mi otuchy.

6 sierpnia

buleczkiA oto radosne, rumiane bułeczki z kropelką czerwonej słodyczy wiśni we wnętrzu. Dziś rano je sfotografowałam. Już są przygotowane do podróży na pielgrzymkę. Umieściłam mały znaczek-to smok, który nadzorował pieczenie bułeczek. Też jest zadowolony ze swojego dzieła. Starsza pani, która wczoraj wieczorem mnie odwiedziła też dostała kilka. Niech wszyscy się cieszą.
Długo mnie dziś nie było w domu. Pojechałam na Stadion po pelerynę i płaszcz przeciwdeszczowy. Dla Niego. Lubię te długie jazdy autobusami (pod warunkiem, że mam miejsce siedzące). Rozmyślam wtedy do woli a czasem nawet modlę się. Pomyślałam, że pewnie dlatego nie odczuwam zmęczenia i zdenerwowania długimi podróżami po mieście miejską komunikacją.
Pierwszy raz Raga została tak długo w moim domu. Zastałam rozgrzebane łóżko w miejscu mojej poduszki i sierść na kocu. To w tym miejscu piesek uspokajał swój niepokój, że został opuszczony i porzucony. Pomyślałam – do czego ja się przytulę podczas 10 dni nieobecności? Czy można przytulić się do myśli?
Wyprawa na miejsce noclegu Pielgrzymki Tradycji była czasem radosnego oczekiwania mimo zapomnienia komórki, korka pewnie 30 kilometrowego z powodu marszu do Tarczyna pielgrzymkowej „17”  i szukania wśród lasów i plątaniny dróg małej wioski. Zabrałam psa mimo niechęci Zbuja (samochód pełen sierści). Niech i stworzenie ma swoją radość.

Widziałam tylko Jego w gromadzie pielgrzymowiczów. Podeszłam i dotknęłam od tyłu ramienia, jego imię zginęło w gwarze kolacyjnie rozochoconych głosów. Nie poczuł i nie zareagował, odeszłam więc aby mu nie przeszkadzać. Ksiądz Karol zaśmiał się, że On niczego nie widzi ani nie słyszy. Poznał mnie Jasiek. Potem było już lepiej choć myślałam, że się mnie wstydzi.
Był trochę inny. W znacznej mierze nieobecny tu i teraz, chodził przecież ścieżkami Pana i wsłuchiwał się w Jego głos. Nie chciałam go wyrywać z tego skupienia, to było takie piękne, poważne i mistyczne. Wystarczyło mi, że trzymał mnie za rękę. Powiedział jednak coś w taki sposób, że zasmuciłam się ogromnie. Tym stwierdzeniem, zawisłym w głosie pytaniem a raczej sceptycyzmem sprawił, że zabolało mnie to bardzo. To wątpienie w moje istnienie, w moje uczucia do niego, w ich prawdziwość. Myślami widziałam jego oczekiwanie, że za moment pojawi się zła, samolubna, pełna roszczeń i żądań kobieta, że uśmiech zniknie z jej twarzy, że skończy się ta gra czy zabawa w miłość.

Znów natarczywie przypłynęły słowa wiersza „Pukam do drzwi kamienia…”.
Postanowiłam cieszyć się chwilą, która jest i przegoniłam smutne myśli.
W czasie powrotu spoglądałam na zapadającą noc. Jak to pięknie się dzieje-to przejście od jasności do ciemności. Wyobraziłam sobie, że jestem w szklance z wodą, do której ktoś wlewa gęsty, ciemny sok owocowy. Na początku woda i sok są w szklance osobno, walczą trochę ze sobą, sok próbuje znaleźć dla siebie miejsce, rozepchnąć wodę. A potem zawiera jakieś przymierze, przytula się do wody rozchodząc się w niej coraz bardziej i bardziej. I wtedy zapada ciemność.
Widziałam też na tle jaśniejącego jeszcze zachodem słońca nieba betonowe podpory pod nieistniejącą jeszcze drogę. Mrok otulił ich krawędzie, zaokrąglił je, wyszlachetnił szarość betonu i spowodował, że wyobraziłam sobie zalaną oceanem Atlantydę. Mogła tak wyglądać.
Pędzące jeden za drugim z naprzeciwka tiry  kojarzyły się z wyobrażeniami dementorów z Harrego Pottera J. Rowling lub nazguli- Czarnych Jeźdźców, upiorów Pierścienia  z Władcy Pierścieni J,R.R. Tolkiena.
zbujMoje opowieści zostały jednak skomentowane przez Zbuja jako fakt kompletnego „zaczadzenia” po spotkaniu z Nim, wymagającego leczenia farmakologicznego. Dobrze, że ta diagnoza została wypowiedziana z miłością i zrozumieniem w głosie i nie musiałam chować swoich myśli i wyobrażeń głęboko w sobie.

 

7 sierpnia
Dziś rano po przebudzeniu pomyślałam z czułością, niech Go Matka Boża okrywa swoim płaszczem opieki w czasie pielgrzymowania. Niech się umacnia, rośnie w siłę Bożą mocą, oczyszcza się z pyłu dnia codziennego, wykuwa swoją radość życia, miłość do świata i ludzi.
Znów jednak wrócił wiersz Wisławy Szymborskiej (kiedyś już mnie prześladował na początku naszej znajomości):
Pukam do drzwi kamienia.
– to ja wpuść mnie.
Chcę wejść do twojego wnętrza,
Rozejrzeć się dokoła,
Nabrać ciebie jak tchu.

– odejdź- mówi kamień.-
jestem szczelnie zamknięty.

i potem

-nie mam drzwi- mówi kamień.

Łzy wymykają mi się z kącików oczu.
To nie o Nim ten wiersz. Czasem otwiera swoje drzwi, czasem je uchyla, a ja widzę smugę światła i bijące, zapraszające ciepło. Będę cierpliwie czekała na przyjęcie, na zaproszenie, na miejsce dla siebie.
Jaka szkoda, że nie jestem niematerialna, jak myśl czy wyobrażenie. Mogłabym być – nie zajmując miejsca.
Cieszę się, że to napisałam. Wypiję jeszcze herbatę i będę mogła pracować.
Pies lubi stukot klawiszy, leży koło mnie i zasypia ukołysany ich dźwiękiem.
Toczy się dzień po spotkaniu na pielgrzymkowym szlaku.
Pół godziny z Tobą szło mi opornie, byłam rozbita i nie mogłam się skupić. Postanowiłam zamienić spotkanie na modlitwę i to mnie uspokoiło.
Dziś wieczorem Raga była na randce z Cobim –ślicznym shitsu. Dołączył jeszcze jeden kawaler. Cobi zabawnie podskubywał ją. Takie psie zaczepki i zaproszenie do zabawy.
Raga jest bardzo rozważna. Nie pobiegła z Cobim sprawdzać czy można się pobawić z jeżem.
Postanowiłam pobyć dziś w szponach nałogu i uruchomiłam mahjonga. Układałam kostki i wciąż chciałam osiągnąć lepszy wynik. Tak się zmęczyłam, że zasnęłam w oka mgnieniu. I o to chodziło.

 8 sierpnia
Doszłam do równowagi. Czasem wydaje mi się, że słyszę Twój głos i czuję Twoją obecność. Pewnie powiesz-to imaginacja…
Dziś przed 9 powędrowałam z Ragą do Eli. Ja podlewałam kwiaty na tarasie a Raga zwiedzała ogródek lub leżała w trawie. Wyglądała jak sfinks, tyle, że nie na piachu a w zieloniutkiej trawie.
Po powrocie od razu poczułam przypływ weny i napisałam uwagi do opakowania śniadaniówki a potem otworzyłam dziennik. Te minuty rozmowy z Tobą poprzez to pisanie napełniają mnie radością. Przez głowę przelatują różne pomysły na teraz i do realizacji w bliskiej i dalszej przyszłości.
Zapragnęłam nagle zrobić porządek w szafie. Zastanawiam się – dlaczego teraz mi to przychodzi do głowy. Domyślam się- trzeba zrobić miejsce dla Ciebie.
A może to wyrzuty sumienia, że mam bałagan i wiele niepotrzebnych rzeczy.
Zadzwonił Andrzej z prośbą o twoje nazwisko. Będziesz miał swoją wizytówkę przy weselnym stole.

9 sierpnia
Rano Raga przyszła do mojego łóżka na czochranie. Od razu pomyślałam o Tobie. Czy Ty też ją czochrasz po przebudzeniu? Zapytam cię o to, gdy wreszcie się spotkamy.
Po wczorajszym wieczornym spotkaniu z tobą powiedziałam ci sms’em dobranoc z radością, która mi zawsze w związku z Tobą towarzyszy. Wszystko inne powiem Ci, gdy się spotkamy.
Dziś goście. Odkurzamy, odkurzamy, bo dzieci lubią bawić się na podłodze. Mała Julia też. Napiszę ci jak się udało „spontaniczne” sugerowanie imienia dla synka Michała i Joasi, który ma się urodzić w grudniu.
Oczywiście, że się udało. Nie jest wykluczone, że będzie Michał T. czyli Michał Tomasz.
Lubię imię Tomasz, i nie tylko dlatego, że to imię mojego brata. Jest w tym imieniu coś niekonwencjonalnego, jest ciepłe, ale i dojrzałe, poważne. Było miło tylko smucą mnie ogromne straty w smokach. motylekJula uczyła smoki latać. Stłoczone w kapeluszu, miotane porywami wiatru smoki potraciły nóżki i rączki. Nie zauważyliśmy, że potrząsa smokami w kapeluszu. Trudno, może część uda się wyleczyć. Będzie to dla mnie trudne, bo brakuje mi cierpliwości. Jak widać oprócz przytuliska smoki potrzebują jeszcze lecznicy –chirurgii plastycznej.
Obejrzałam słynne zdjęcia z latania w Turcji. Wygląda to super. Na tym zdjęciu Michał w powietrzuJunior też jest, choć niewidoczny. Dorosły facet natomiast nie jest Michałem tylko jego bratem Piotrkiem. Michał za dużo ważył w komplecie z żoną i dziećmi. Poleciał z żoną Piotrka. Dobrze, że tylko w czasie latania ta zamiana.
Już chcą się umawiać na kolejne spotkanie aby poznać Ciebie. Bardzo byli oboje zainteresowani gdzie Cię poznałam. Generalnie wszyscy uważają, że to ściema z tym poznaniem w lesie. Musiałam to opowiedzieć detalicznie. No i pokazać Cię-na tapecie w komputerze. Bardzo by mi się przydała jakaś mała sesja fotograficzna. Nawet taka malutka, tyciunia. Proszę Cię-zgódź się!
Michał zajął się robieniem panoram. Ma program, który składa panoramę z serii zdjęć wyszukując wspólne fragmenty. To bardzo ciekawe. Tyle ciekawych rzeczy można robić! Wystarczy aby wszystkich ludzi obdzielić. Samo oglądanie cudzych dzieł, to ogromna przyjemność.
Jutro niedziela. Bez ciebie, bez mszy.
Postanowiłam pójść na powitanie nowego proboszcza. Ostatecznie trzeba wiedzieć, kto został gospodarzem parafii.
Dobranoc Radości. Dobranoc. Dobranoc.

 10 sierpnia
Piszę dopiero wieczorem. Dzień pełen wrażeń. Wprowadzenie nowego proboszcza bardzo piękne. Proboszcz bardzo dobrze, konkretnie i dobitnie mówił. Już wiem, dlaczego dziś musiałam być w kościele w Ożarowie. W Ewangelii z tej i poprzedniej niedzieli i w kazaniach padły słowa i była zawarta argumentacja pasująca do odpowiedzi na twoje powracające pytanie dlaczego obdarzam Cię uczuciem. Aż podskakiwałam wewnętrznie, gdy tego słuchałam. Jaka szkoda, że nie zapamiętałam wszystkiego. Postaram się napisać to, co jest najważniejsze i na co naprowadziły mnie słuchane teksty. Przede wszystkim słowa Chrystusa „dajcie, co posiadacie”. Zrozumiałam, że chciałabym abyś dawał mi, obdarowywał mnie tym, co posiadasz – swoją zwyczajnością (i niezwyczajnością też), swoimi niedoskonałościami, swoimi grzechami, swoimi słabościami – po prostu sobą. Nie obdarzam uczuciem swoich wyobrażeń ale człowieka, którego wciąż poznaję i takiego jaki jest.
Ma on dobrego Przewodnika, który prowadzi go, jak Chrystus Piotra po wodzie Jeziora Galilejskiego (o tym też dziś było).
Moja Radości, tyle było dziś wrażeń, że ich opisanie przełożę na jutro. Dziś sporządziłam tylko listę tematów:
– 1 Nordic Walking
– 2 Hoja x 11 + 3 w drodze
– 3 Mapa
– 4 Strzelanie z wiatrówki
– 5 Podarunek spod choinki
Powiedziałam Ci dobranoc i przesłałam pocałunek sms’em.

Ad 1
MadziaTo nie ja tylko malutka Madzia, której czwarte urodziny świętowaliśmy. Jedna z cioć miała ze sobą kijki do spacerowania. Po krótkiej lekcji Nordic Walking udzielonej i mnie z zapałem podobnym do zapału Madzi przemierzałam trawnik przed domem Michała. Fajne ćwiczenia. Podobno teraz bardzo modne. Michał już się szykuje do kupienia kijków dla mnie w prezencie.

 

 

Ad 2

hojaTo niesamowite. Po raz trzeci w tym roku zakwita hoja. Kolejne razy są coraz intensywniejsze. Wieczorem pokój spowity jest zapachem. Nasze wieczorne spotkania odbywają się w powietrzu przesyconym słodką wonią. Napełnia ona moje nozdrza, drażni wargi, łaskocze policzki i osiada na rzęsach. Jest 11 kwiatostanów. Trzy kolejne szykują się do kwitnienia. Usiądziemy wieczorem w piątek razem na kanapce gdzie się ostatnio z Tobą spotykałam w myślach i pooddychamy wonnym powietrzem. Będzie cudownie, bo razem i blisko Ciebie. O dwudziestej za oknem zapada pomału zmierzch. Niebo jest fiołkowo-różowo-niebieskie. Powietrze z ciepłego robi się porcelanowe-chłodne i dźwięczące. W piątek nie będę sama i napełnię się tym błogim uczuciem wieczornego spokoju. Ty-to moje ukochane miejsce-bezpieczne i pełne łagodności.

Ad 3

mapaPrzy komputerze leży plan pielgrzymki, który dostałam od Niego. Sprawdzam wieczorem w programie przebieg codziennej marszruty, patrzę czy idą przez las czy w otwartym terenie. Wiem, że obiecał mnie nieść w kieszonce na trasie pielgrzymki ale mógł przecież zapomnieć o mnie i zostawić w bagażu. Zabezpieczam się przynajmniej w ten sposób. Gdy wróci opowie mi jak wędrował, jak się modlił, jak rozmawiał. Bardzo chciałabym, aby mi opowiedział…

Ad 4

celMaciek ma nowe hobby-strzelanie z wiatrówki. Przez to strzelanie spóźniliśmy się na urodziny Madzi. Postanowiliśmy się zabawić w Wilhelma Tella. Na zdjęciu nasze cele. Oczywiście żartuję. Dał mi postrzelać. Od liceum nie miałam broni w ręku. Wiał silny wiatr i lufa poruszała się uniemożliwiając wycelowanie. No może trochę emocje były za duże. Dobrze, ze trafiłam w tarczę (były na desce 4 małe tarcze, celowałam w prawą dolną, trafiłam w lewą górną). Dzięki temu uniknęłam naśmiewań Maćka, który lubi wytykać niepowodzenia. Pięć kolejnych strzałów oddałam siedząc w kucki i opierając lufę o poręcz krzesła. Dwie 10, 9, 8 i 7 zostały trafione- już we właściwej tarczy-prawej dolnej.

Ad 5

prezent9 sierpnia dotarł do mnie prezent spod choinki z poprzedniego roku. Odbył długą drogę. Jest dowodem ciepłych uczuć i na szczęście dotarł do ich adresata. Wiele razy zdarza się, że nie zdążymy z wyrazami naszych uczuć, sympatii, życzliwości czy pamięci. Mam w pamięci dwie takie historie i bardzo mnie one bolą. Staram się mówić więc ludziom co do nich czuje, doceniać ich, dziękować im za dobro, którego od nich doświadczam.

 

11 sierpnia
Dziś sennie, mży deszczyk, cichutko pluszcze po listkach rosnących pod blokiem lip, leciutko puka w blaszane parapety za oknami. Zdążyłam wrócić z Ragą z podlewania kwiatów na tarasie u Eli zanim wypełnił całą przestrzeń miedzy niebem a ziemią kropelkami wody.
A ty mokniesz, pomalutku przemakasz. A ja zasypiam przy komputerku, zasypiam.
Od pewnego czasu myślałam dlaczego pies nie wpadł na pomysł siedzenia w kuchni na narożnikowej kanapce. Niepotrzebnie się zastanawiałam. On tam od dawna siadywał, a nawet sypiał, tylko troszkę po kryjomu. Wczoraj zamknęłam sypialnie…i zastałam psa na kanapce w kuchni. Na noc też się tam ułożył. Ma tyle już „swoich” miejsc w mieszkaniu a szuka nowych.
Przyzwyczajam ją do czesania. Lubi to, ale używam do tego „ludzkiej” szczotki do włosów. Taka specjalna dla psiej sierści może nie być taka przyjemna w użyciu.
Prezent ślubny kupiłam. Oksydowanie wykonają na środę. 6 zł od jednej sztuki kosztuje.
Od południa świeci słońce, więc pewnie wyschłeś w drodze. To głupie takie wyobrażanie sobie. W drodze możesz mieć zupełnie inna pogodę niż ja tutaj. Ale jak myślę, to jesteś blisko mnie- ot tak- na odległość myśli.
Raga towarzyszyła mi znów w czasie naszego wieczornego spotkania.

12 sierpnia

Nie jest wykluczone, że spotkasz się w czwartek ze Zbujem, który wybiera się do Częstochowy i powiedział, że modlitwa to tylko z wami.
Dziś porozmawiałam z moją przyjaciółką Małgosią, która przyjechała do mamy i na ślub bratanka. To ta sama, z którą planowałam nasze spotkanie w kwietniu. Dziś mogłam o Tobie jej opowiadać. Jaka to przyjemność móc mówić o bliskiej osobie. Jest tak jakby ona stała obok i uśmiechała się. Choć Ty zapewne byś mruczał zaprzeczając moim słowom. Będę je tak długo powtarzała, aż przestaniesz mruczeć.
Zaczyna się czas powrotów. Jutro wraca Ela z pielgrzymki, w piątek wracasz Ty. Właściwie żyję oczekiwaniem Twego powrotu. To też przyjemne uczucie. Źródło Radości.
Od wczoraj marzę sobie, że będzie taki moment, kiedy poprosisz mnie abym coś dla Ciebie zrobiła. Nie wiem, co to będzie, ale bardzo czekam na ten moment. Wyobrażam sobie, jak mówisz do mnie ugotuj mi zupę pomidorową z lanymi kluseczkami lub zjadłbym kotlety, które kiedyś smażyłaś a może upiecz sernik- taką mam na niego ochotę. Takie proste życzenia. A ja poczuję się jak wróżka i je spełnię machając różdżką i rozsiewając złoty pył.
zloty pylPozwól mi spełnić jakieś swoje marzenie!
Dziś dowiedziałam się, dlaczego tak lubię pieszczoty i przytulanie.  Otóż przeczytałam w Internecie:
Hormony miłości
Skąd się biorą irracjonalne zachowania zakochanych? Z biologicznego punktu widzenia to sprawka ”hormonu przytulania”, czyli oksytocyny.
W czasie odbieranych jako przyjemne kontaktów cielesnych, jak pieszczoty i czułości, zwiększa się jego wydzielanie.
Hormon ten wzmaga zdolność wczuwania się w sytuację innego człowieka, wzmacnia zdolność współodczuwania.
Oksytocyna wprawdzie nie uzdrawia, ale w sytuacjach socjalnych zmniejsza poziom strachu i stresu.
Osoby, którym podano oksytocynę stały się bardziej ufne w stosunku do obcych. Natomiast w magazynie ”Neuron” przeczytamy o tym, że pod wpływem tej substancji badani nawet po utracie zaufania nie tracą wiary w innych.
Wysoki poziom oksytocyny wpływa też na wysoki poziom wierności.
Koniec wieści z Internetu.

Wczoraj wieczorem Zbuj zarzucił na mnie przynętę w postaci linku do strony Bractwa z planem pielgrzymkowym na dzień 14 i 15 sierpnia. Powiedział też, aby wzmocnić działanie przynęty, że wybiera się samochodem w czwartek do Częstochowy. Pokusa była dla mnie ogromna. Zdusiłam ją jednak i postanowiłam czekać w domu na Ciebie, przygotować dom na powitanie, poczekać aż mi wszystko opowiesz, dać ci odpocząć i samemu przeżywać do końca Pielgrzymkę. Nie odpisałam więc.
Zbuj dziś nie wytrzymał i zadzwonił, mówiąc wprost jaki był jego zamysł. I wychodzi na to, że on będzie dobrym Zbujem, który Cię powita w Częstochowie, zobaczy cię, wyjdzie ci na spotkanie, będzie rozmawiał i wspólnie z wami się modlił. A ja jestem niedobra…
Serce każe mi co innego a rozsądek coś przeciwnego. Na razie decyzji nie zmieniam. Czekam w domu. Na jutro zaplanowałam pieczenie sernika a tu właśnie jutro ma nie być ciepłej wody z powodu konserwacji pieca. Piekę rano, co prawda dziś zabrakło w sklepie sera na sernik ale obiecują na jutro dostawę.
Zauważyłam, że Raga wyciąga mnie na spacerki. Nie przewidziałam jej sprytu. Nieprawda, że między blokami nie leżą patyczki, które ja mam rzucać a ona przynosić. Znalazła taki i zabawa się rozpoczęła. Nie mam siły tak daleko i pięknie rzucać jak Ty ale się starałam.  Dołączył piękny coli. Raga była zainteresowana patykiem, on Ragą. Ona biegła po patyk a on za nią. Niestety rzucałam patyk na mało używanym parkingu za blokami i patyk poleciał nie tam gdzie trzeba. Raga kompletnie ignorowała coli. A on nie chciał się rozstać. Odprowadził nas aż pod drzwi. Raga nareszcie była szczęśliwa. Niedawno zaczęła skakać do góry, gdy z nią wychodzę. Bardzo zabawnie wygląda.
W najbliższą niedzielę podobno jest u Benona ślub pary z forum Frondy. Ciekawa jestem czy zechcesz się wybrać?
Dziś rozmawiając ze Zbujem pomyślałam, że powinien się znaleźć na obchodach rocznicy naszej znajomości. Ojca tej  znajomości nie zaprosić, to byłoby karygodne!
Nie mam jeszcze pomysłu ale może mnie oświeci. Pierwsze skojarzenie, to spacer po Kampinosie w rocznicę tego pierwszego lub wypad do Szymanowa na różaniec, bo obraz Ciebie z różańcem mam wciąż pod powiekami.

13 sierpnia
Upiekłam rano sernik (raczej skończył się piec po dwunastej w południe). Chciałam ci zrobić przyjemność. Prezent ślubny przywiozłam z Warszawy. Oksydowanie bardzo uszlachetniło widelczyki i łopatkę. Taka patyna dająca skojarzenia z tradycją, domem od pokoleń, pamiątkami rodzinnymi, słowem „od zawsze”. I pomału wpadam w panikę – tradycyjną kobiecą panikę- w co się ubrać?
Jestem zmęczona. Dziś tylko w myślach udało mi się w czasie naszego spotkania powtarzać Twoje imię, i to w czasie rozmowy z gościem.
Wróciłam przed 18. Przygotowałam kolację dla mnie  (raczej obiad) i dla Ewy, która zapowiedziała się z wizytą. Zadzwonił Oli, ze chciałby z Teresą zrobić sobie przerwę w drodze na urlop nad Jeziorak w poniedziałek 18 sierpnia i zanocować u mnie. Zadzwoniła Małgosia (mieszkająca na stałe w Stanach) aby pożegnać się przed powrotem do domu. Już drugi raz nie wystarcza czasu aby się z nią spotkać.
Miał jeszcze przyjść pan Krzysio sprawdzić kran nad wanną. Na szczęście nie przyszedł.
Oczywiście byłam jeszcze na spacerze z psem. I zrobiłam pikantne pikle.
A przed snem studiowałam rozkłady jazdy pociągów, busów do Łodzi i z powrotem oraz plan miasta aby zlokalizować dworzec Łódź Fabryczna, ulicę Sienkiewicza, ulicę Piotrkowska, Pałac Poznańskich i Manufakturę. Na szczęście wszystko jest w miarę blisko. Rozbawiła mnie informacja, że w związku ze 175  rocznicą urodzin Izraela Poznańskiego w niedziele 24 sierpnia wstęp do jego Pałacu (muzeum- a jego fabryka to Centrum Manufaktura) jest bezpłatny. Sam widzisz jakie nas atrakcje czekają w Łodzi. Z imprezy na imprezę.
Msza w Łodzi jest o godzinie 17.
Dobranoc Kochany. Jutro wkraczasz do Częstochowy. Próbuję sobie wyobrazić jaka to radość, jakie przeżycie. Smutno mi, że nie jadę. Nawet pani Halina jutro rano rusza, podobno też ze Straży jadą jutro 2 autokary.

14 sierpnia
Dzień dobry Kochanie.
Skupiam się od rana na Twojej radości z osiągnięcia celu Pielgrzymki.
Od rana na dworze panuje słoneczna cisza. Malutki wiaterek jest za słaby aby odganiać promienie słoneczne. Mam wrażenie jakby powietrze było wypełnione gorącą watą.
Zrobię tylko jeden projekt z pracy i zabiorę się za zupę. Przypomniało mi się, że kiedy moja siostra zdecydowała się na wstąpienie do zakonu prześladowała mnie scena spotkania Jezusa z Martą i Marią i jego słowa: ”Ty Marto krzątasz się …  a Maria wybrała to, co właściwe” Tak to mniej więcej brzmi. Trudno mi powiedzieć czy była to zazdrość o wybór zakonnej drogi, czy poczucie mniejszej wartości. Teraz też mi się to przypomniało. Pewnie w związku z tym, że zamiast wszystko rzucić, nie martwić się o psa, o obiad, o sprzątanie i zakupy, i pojechać ze Zbujem do Częstochowy, ja to wszystko robię. Staram się tłumaczyć sobie to faktem różnych ról, jakie mamy do spełnienia w życiu. Wszystkie one są przecież potrzebne.
Chciałabym abyś zaakceptował to, że jestem Martą. Troszkę obawiam się, że pomyślisz, że nie mam żadnych przeżyć religijnych, że moja wiara jest płytka.
Już się martwię, że będzie mi brakowało Ragi. Może zostawisz mi ją do poniedziałku?
Zadzwoniłeś! Twój głos poruszył mnie do głębi, napełnił ciepłą muzyką. Wkrótce będziemy razem. Radość nadchodzi.
Dobranoc Najdroższy.

15 sierpnia
Byłam na mszy. Przygotowałam dla nas obiad. Wyjęłam sernik. Umyłam owoce.
I czekam. Jestem cała czekaniem.
Na zakończenie dziennika nieobecności chcę Ci powiedzieć, że jestem z Ciebie dumna.
Dziękuje Ci też, że dałeś mi sposobność przeżywania tej Pielgrzymki razem z Tobą. To była też moja Pielgrzymka. Dzięki Tobie, mój kochany.
Koniec dziennika nieobecności.

koniec

Bajka czwarta – miłość jak muzyka

4. Miłość jak muzyka

chaber i mak maleJej pocałunek musi wam wyjawić pewną tajemnicę. Odkrył ją, gdy wieczorem siedział znużony dniem w kąciku ust swojej Pani. Była niedziela, późny wieczór-noc właściwie.
Jej pocałunek usnął po spotkaniu z Jego pocałunkiem w kąciku uśmiechniętych ust swojej Pani. Zbudziło go lekkie stukanie. To były dźwięki klawiszy klawiatury Pani komputera. Stukały w rytm słów pisanych ręką Pani. Przeciągnął się leniwie i już miał zasnąć ponownie, gdy zauważył, że Pani tak czule się uśmiecha. Do kogo?! W pokoju był tylko on-Jej pocałunek i Ona. Z ciekawości postanowił sprawdzić, co Ona pisze i do kogo.
Mogło to się okazać ważne i godne zapisania w dzienniku obserwacji „Co to znaczy być parą”. Już sobie wyobrażał, jak się pochwali Jego pocałunkowi zdobyciem ważnych danych.
Pani pisała do Niego:
Miłość jest jak muzyka
a my tę muzykę tworzymy każdą chwilą naszej bliskości, naszych pieszczot, pocałunków, bycia we dwoje i z innymi, tęsknoty za nieobecnym, kochanym człowiekiem, radości spotkania, intensywności myślenia.
Dziękuję ci za to, że chcesz tworzyć tę muzykę ze mną, dla mnie, we mnie.
Czuję jeszcze pulsujące ciepło twoich dłoni na swoich ramionach.
Czuję na sobie twój wzrok wypełniony dobrocią.
Czuję to.
Zaśnij kochany ukołysany naszą muzyką (widzisz jaki mamy dorobek-naszą
muzykę) i wstań napełniony radością i siłą z dzielenia rzeczywistości z drugą osobą.
Czule cię całuję.

Jej pocałunek prawie się rozpłakał czytając słowa pojawiające się na ekranie po naciśnięciu kolejnych klawiszy. On nie potrafi tak pisać!
Opowie wszystko, co zobaczył i przeczytał Jego pocałunkowi. Już sam widzi, że w dzienniku obserwacji trzeba dołożyć dział dotyczący zjawiska miłość, bliskość i muzyka. Pracy przybędzie. Pomyślał z przestrachem czy da radę wraz z Jego pocałunkiem zgłębić to wszystko. Była jednak noc, Pani uśmiechała się do napisanych słów tak czule i ciepło. Pomyślał, że wszystko będzie dobrze, że pomyśli o wszystkim następnego dnia.  I zasnął.

Koniec

Trzecia bajka – Historia rozważania bycia parą

3. Historia rozważania o byciu „parą”

mak i chaber maleJej pocałunek bardzo lubi rozmyślać. Oczywiście, jak nie jest zajęty czymś innym. Tak naprawdę, to lubi, ale zbyt często nie rozmyśla, bo „tego innego” jest tak dużo, tak wiele go interesuje, że na rozmyślania nie pozostaje zbyt dużo czasu. Czasem jednak powracają obrazy, słowa, zdarzenia, które działy się przed chwilą, niedawno czy nawet w odległej przeszłości. Jej pocałunek widzi te słowa, te zdarzenia w zupełnie innym świetle. Dostrzega ich ważność.
Możecie powiedzieć, że ma spowolniony refleks lub jest gapą. Zapewniam was, że tak nie jest. Proszę was nie doprowadzajcie Go do łez takimi podejrzeniami.
Tak było i ostatnim razem. Pamiętacie ostatnią opowieść Jego pocałunku o pewnym spotkaniu i prezencie? Była tak niedawno. A myśl przybiegła nieoczekiwanie w zupełnie innym czasie. Jej pocałunek przypomniał sobie, że Jego rodzina w czasie niedawnego spotkania o Jego Pani i o Nim powiedziała „para”.
Mhy, ciekawe, jak to rozumieć? Czy coś mają wypisane na twarzach? Czy coś po nich widać? Czy zawsze jak pojawia się On i Ona, to już jest para? Czy podpisali jakąś umowę na bycie parą i określili warunki bycia nią? Tyle pytań i wątpliwości cisnęło się na myśl Jej pocałunkowi, że postanowił wszystko zbadać przy najbliższej okazji Jej i Jego spotkania sam na sam.
Jej pocałunek już wie, że pewne sprawy omawia się tylko we dwoje. Tak też mówi Jego pocałunek. A to już trzeba brać pod uwagę. On nie uznaje żartów w takich sprawach.
Jej pocałunek poprosił o pomoc Jego pocałunek i obaj postanowili zbadać, co łączy ich Panią i Pana i co oznacza „być parą”.
Trzeba było stworzyć miły klimat do rozmowy. Nie będę opowiadać szczegółów. O jednym was zapewniam – pocałunki wiedzą jak to się robi. W największym skrócie wygląda to tak: najpierw pytają się o pozwolenie, potem wymieniają ukłony, następnie znów się pytają o zgodę na bliskość. Wygląda to jak dworski taniec pokazywany nieraz w filmach kostiumowych. Zachęcone oznakami zadowolenia swoich właścicieli szukają miejsc, które nie zostało jeszcze obdarowane pieszczotami Ich pocałunków. Czasem miejsca się powtarzają, bo trudno spamiętać wszystkie pocałunki na wszystkich spotkaniach. Pocałunki bawią się doskonale próbując na wyścigi odnaleźć nowe, interesujące miejsce do ucałowania.
Zdarza się, że czasem Jej i Jego pocałunek tak się rozbrykają, że zapominają o Bożym świecie, o Pani i Panu też.
Muszą wysłuchać od czasu do czasu łagodnej perswazji i malutkiej reprymendy. Zapada wtedy cisza. Pocałunki sprawdzają ostrożnie miny Jej i Jego, przymilają się łaskocząc delikatnie, muskają i pytają czy już mogą rozpocząć zabawę od nowa. Przerwy nie są, na szczęście, zbyt długie.
Jej i Jego pocałunek wiedzą, jak bardzo są kochane przez Nią i przez Niego. Cieszą się z tego i dziękują Im za tę miłość.
Pocałunki nie znalazły od razu odpowiedzi na pytanie o istotę i fakt bycia parą. Postanowiły rozpocząć obserwacje. Monitoring-to słowo też jest im znane.
Szybko plan został ułożony, zadania podzielone miedzy Jej i Jego pocałunek, dziennik obserwacji został utworzony. W komputerze oczywiście. Jej i Jego pocałunek potrafią posługiwać się komputerem. Są z tego bardzo dumne. Nawet wiedzą, że jest taka kraina jak Internet. Zaglądały tam kilka razy. Ileż tam ciekawych rzeczy! Robią to jednak gdy Pani i Pana nie ma w pobliżu. Nie chcą ich opuszczać  gdy On i Ona są razem.
Zapisy z dziennika obserwacji przedstawimy wam wkrótce.
Koniec

Druga bajka – Historia pewnego spotkania

2. Historia pewnego spotkania

mak malyZaproszenie
Pewnego dnia Jej pocałunek otrzymał nieoczekiwane zaproszenie – zupełnie z zaskoczenia, tak w środku tygodnia- na wieczorne spotkanie, gdzieś tu niedaleko. Gdyby nie to, że zaproszenie przekazał Jego pocałunek, wykręciłby się ….bólem głowy na przykład. Wytłumaczenie z pewnością by się jakieś znalazło. Z mieszachaber maly odroconynymi uczuciami, z obawą, ale i z zaciekawieniem Jej pocałunek ruszył na spotkanie. Najbardziej obezwładniała go myśl, że to spotkanie rodzinne. Sami obcy-Jego rodzina. W panice zapomniał, kto jest  kim. Przez głowę przelatywały imiona wujków, braci ciotecznych, dzieci, cioć starszych i młodszych, które On wymieniał opowiadając o bliskich. Pomyślał tylko, że trzeba zrobić bardzo porządne drzewo genealogiczne. Tak-znał to słowo i widział takie drzewa w muzeum, w książkach, w Internecie. Niektóre wyglądały strasznie. Miały potężne korzenie a korony złożone z ogromnej ilości konarów. Na konarach, jak jabłka na jabłoni, wisiały tarcze z portretami. Czasem tarcze były puste- to tarcze tych, którzy nie lubili się fotografować lub…. byli ogromnymi psotnikami. Myśl o psotnikach bardzo go rozbawiła: czy wujek Marian miał wąsy?, ciocia Hela kok a kuzyn Maciej długi, wąski nos? Tego nikt nie będzie wiedział.
Zdecydował szybko w myślach, że zaprosi kiedyś Jego do Niej i razem zrobią takie drzewo dla Niego. Jej pocałunek jest gotów, jeśli On poprosi, zrobić i Jej drzewo genealogiczne. No, może nie drzewo, ale koronę z najbliższych gałęzi.
Dotarli na spotkanie. Jej pocałunek postanowił na wszelki wypadek nie wychylać się za bardzo, naśladować Jego pocałunek, słuchać i patrzeć i jak najwięcej zapamiętać.
Nie udało się! Porwała go wesoła atmosfera, żywiołowe rozmowy, radosne śmiechy, smakowite kąski i dobre napoje. Bardzo zapragnął stać się częścią tej gromady pogodnych ludzi. Już miał się zamartwiać czy zostanie zaproszony i przyjęty do rodzinnego grona, gdy usłyszał a po chwili zobaczył jak jedna z kuzynek wsuwa Jego Pani coś do ręki.

Prezent
Cudowne słowo, pełne obietnic, niespodzianki a czasem marzeń. Okrągłe z zadowolenia i otwarte z ciekawości. Ona lubi prezenty. Już samo słowo prezent wywołuje w niej dreszczyk emocji. Jej pocałunek wie to doskonale, obserwuje jak Ona jest zadowolona i pełna ciekawości, gdy usłyszy to słowo i dotknie tego czegoś, co jest prezentem a za chwilę stanie się Jej własnością. Niedawno zrozumiał też, że choć prezenty przestają po ich poznaniu być prezentami, pięknymi niespodziankami, to dreszczyki pozostają. Ona przypina byłym prezentom jakieś niewidzialne znaczki i dzięki tym znaczkom wie, które dreszczyki należą do danego prezentu. Jej pocałunek śledzi to od pewnego czasu bardzo skrupulatnie. Nawet kwiaty, w szczególności te od Niego, dostają takie etykietki.
Znów rozmyślania pociągnęły Jej pocałunek na manowce opowieści o prezencie wręczonym w czasie spotkania. Jej pocałunek za to przeprasza.
To było złote serce do zawieszania na szyi.

dwa sercaDopiero uważne i spokojne spojrzenie pokazało jego piękno:
– motyw roślinny, który jest na wierzchu przypomina Drzewo Życia.
– serduszko jest otwierane
– serduszko ma duszę (choć jest z metalu, to wewnątrz zawiera mięciutkie serce z czerwonego atłasu)
Jej pocałunek patrzył czy prezent Jej się podoba, potem postanowił sprawdzić, czy Jemu to się podoba. A wreszcie znudzony nieprzeniknionymi minami obojga zaczął się zastanawiać czy Jej będzie ładnie z tym serduszkiem na szyi. Czerwona poduszeczka była tak cudna i słodka, że zapragnął się do niej przytulić. Atłasowe serduszko miało dwa brzuszki-może wystarczy miejsca i dla Jego pocałunku?
Koniecznie postanowił to sprawdzić. Oczywiście nie na spotkaniu -.jest przecież dobrze wychowanym Jej pocałunkiem. Zrobi to, gdy będą już w domu.
Czyż prezenty nie są piękne?
Czyż spotkania nie są ciekawe?
Jej pocałunek stwierdził, że chyba lubi rodzinne spotkania u Niego, nawet jeśli nie zawsze będą prezenty.
Koniec

Bajka pierwsza – Historia pewnego pocałunku – Jej pocałunku

cornflowerzappavothJej i Jego pocałunek zobaczyli się pierwszy raz, gdy Pan i Pani spotkali się przypadkowo na spacerze w Puszczy Kampinoskiej.
W wędrówce puszczańskim szlakiem uczestniczyło więcej osób, ale ci dwaj-Jej i Jego pocałunek- od razu zaczęli się sobie przyglądać z zainteresowaniem i ciekawością.
Za tydzień był kolejny spacer po Puszczy, za dwa tygodnie wyprawa całodzienna do Łowicza.
Jej pocałunek zapisywał w postaci bajek ciekawsze zdarzenia z ich spotkania, poznawania się, przyjaźni i miłości. Może kiedyś znajdziecie zbiór tych bajek w księgarni.
Bajki zaczynają się tak:
1. Historia pewnego pocałunku – Jej pocałunku
Spotkanie

Pocałunki mieszkają w każdym z nas. Wypełniają każdą wolna przestrzeń. Jest ich mnóstwo. Mają swoje rodziny, przyjaciół i wrogów oraz wielu znajomych. Są jak ludzie: spokojne, rozważne, dokładne, szalone, radosne, powolne i szybkie, malutkie jak dzieci, ciężkie, czasem senne, czułe i tkliwe ale i swawolne. Są też pocałunki –niespokojne duchy i awanturnicy.
Ten, o którym opowiadam, nie wyróżniał się niczym specjalnym.
Był pocałunkiem odruchowym, rutynowym. Nie miał praktycznie żadnego wyrazu, czegoś, co by go wyróżniało spośród tysięcy innych pocałunków. Może dlatego, że był jeszcze bardzo młody-dziecko niemalże. Nie miał pragnień, nie był ciekawy świata, bał się jego niebezpieczeństw. Był to po prostu pocałunek nieśmiały. Szybko wyfruwał, muskał Jego policzek i prędko chował się w Niej, gdzie od dawna mieszkał. Z czasem jednak stał się bardziej ciekawy. Niejednokrotnie zadawał sobie pytanie jak też może być w innych miejscach niż na policzku. Gdy On mówił, opowiadał, pytał – chęć sprawdzenia miejsca skąd się głos wydobywał stawała się coraz bardziej natarczywa. Jak jest po tamtej stronie? Jak jest u Niego? Jej pocałunek oceniał, że może być tam bardzo cieplutko, bezpiecznie i cicho. Jego wargi były otoczone przecież wianuszkiem wąsów i brody. Trochę jednak obawiał się, że może się zagubić a włosy mogą okazać się twarde i nieprzyjazne. Pomógł przypadek. Okazało się, że po drugiej stronie-u Niego – mieszka bardzo podobny –Jego pocałunek. To on miał odwagę zajrzeć w jej wargi. Pocałunki spotkały się. Jej pocałunek skorzystał z zaproszenia. Poczuł ulgę, jego ciekawość została zaspokojona. Okazało się, że na Jego ustach było jak w gniazdku-ciepłym, miłym, miękkim i bezpiecznym. Było przyjemnie. Nawet bardzo. Ale w domu- u Niej – było się u siebie, wszystko było znane i pewne. Szybko więc wracał. W zaśnięciu zaczęła mu jednak przeszkadzać myśl o Nim, chęć poznania, zaprzyjaźnienia się z Jego pocałunkiem. Bał się jednak, że tam może nie być dla niego miejsca, Jego pocałunek nie był co prawda gburem, wydawał się zachęcać i zapraszać do siebie ale nigdy nic nie wiadomo. Dopóki się nie sprawdzi.

Poznawanie
Czas biegł, świat wypiękniła wiosna swoimi barwami, kwiatami i intensywnością życia wszystkich stworzeń. Jej nieśmiały pocałunek doroślał, nabierał odwagi. Zatrzymywał się trochę dłużej u Niego. Starał się zaprzyjaźnić z Jego pocałunkiem. Przyglądał się siedząc bezpiecznie za Jej rzęsami wyrazowi Jego twarzy. Śledził poruszenia oczu, ruch warg, podnoszenie i opadanie skrzydełek nosa, przesuwanie się bruzdy na czole, słoneczne promienie dobroci i uśmiechu wybiegające czasami z kącików oczu, podskoki policzków w uśmiechu i błysk światła w oku. Bardzo go intrygowały oczy, które czasem lśniły jak tafla jeziora skąpana promieniami księżyca i gęste, długie brwi nad oczami. Zapragnął bardzo zamieszkać tam, choć na chwilkę.
Był jednak dobrze wychowany i czekał na zaproszenie. Gdy je dostawał – nie wierzył i czekał dalej, i znów. I pewnie czekałby tak do końca świata a nawet dłużej gdyby nie….

Wyznanie
Pewne czerwcowe popołudnie zapowiadało się zwyczajnie: impreza na świeżym powietrzu, ludzie, atrakcje, rozrywki, jedzonko, rozmowy. Nic nie wskazywało na  niezwykłe zdarzenia.
No może ten czerwony kwiat pod rondem Jej kapelusza, ekstrawagancki strój, uśmiech i spojrzenia znajomych.
Potem- długo potem- Jej pocałunek wyrzucał sobie, że nie sprawdził, czy Jemu ona się podobała, nie zajrzał w Jego usta, nie podpytał Jego pocałunku. Zachował się jak ostatnia gapa i w ważnym momencie nie był dobrze przygotowany. Wyrzucał sobie też, że nie potrafił odczytać znaków, jakie się pojawiły u Niej. A tak był pewien, że ją dobrze zna.
Jego pocałunek był tego wieczoru inny. Zdecydowany, silny, czuły, pełen ciepła i wilgoci. Jej pocałunek nie pisnął nawet, nie protestował. Poczuł, że znalazł siłę, wsparcie, że został zabrany, porwany w nową podróż- szaloną, ciekawą, może niebezpieczną, ale pełną radości i słońca. Jej pocałunek stał się pełen odwagi, zapragnął zaryzykować tę wspaniałą przygodę.
Trochę już poznał Jego pocałunek, więc nie czuł się obco. Czuł się wspaniale. Nie był już samotny. Od tamtego wieczoru wiedział, że chce być razem z Jego pocałunkiem, razem odkrywać świat.
Następny dzień utwierdził Jej pocałunek, że dzieje się coś ważnego. Mógł bezkarnie buszować po Jego ustach, i brodzie, i czole, i policzkach, i szyi. Mógł sprawdzić jak jest po drugiej stronie warg, od wnętrza, nie czuł się zagubiony-wszędzie miał za przewodnika, tuż obok Jego pocałunek. Podejrzał jak Ona pisze nocą do Niego: „przepełniona twoją czułością i bliskością”. Był zadowolony. Nie znał jeszcze słowa „szczęśliwy”.
Przyszedł jednak poranek kolejnego dnia i pytania.

Rzeczywistość
Czy to, co się stało, działo się naprawdę? Może to wymysły i marzenia jego wyobraźni? Sam zadawał sobie pytanie czy kieruje nim chęć przygody, czy kuszą niezbadane zakątki, czy przyjaźń z Jego pocałunkiem nie przeważa wierności do Niej? Pytał i pytał, czasem opadał z sił po fali zwątpień, ogarniał go smutek i strach na przemian z radością i pragnieniem trwania w Jego cieple i karmienia się Jego dobrocią. Tak, tak, znalazł sposób na wydobywanie Jego dobroci. Jej pocałunek nie przypuszczał nawet, że jest kluczem do tej dobroci. Muskał Go wargami i otwierał skarbczyki tej dobroci. Ile tego jest w Nim! A jaka różnorodność-dobroć codzienna i od święta, dla ludzi, dla zwierząt, do wspomnień, dla obcych i znajomych, dla Niej wreszcie i dla Jej pocałunku. Jej pocałunek stał się szczęśliwy, że znalazł drugi dom-źródło siły, spokoju i harmonii, miejsce życzliwe i piękne, pełne zakamarków do zwiedzania i kryjówek do odkrywania, miejsce cudownej bliskości i jedności.

Wspólna droga?
Rozpoczął się nowy okres w życiu Jej pocałunku. Ma on jedną cechę. Jest przepełniony pragnieniem bycia razem z Jego pocałunkiem. Co zrobią On i Ona, Jej pocałunek nie wie.
On wie, czego sam pragnie. Poczeka.
Zamknął się rozdział odnalezienia się Jego i Jej pocałunków. On i Ona próbują nazwać to, co ich łączy. Teraz będziecie mogli przeczytać, jakie miałem przygody, zaskoczenia, spotkania w tej drodze.
Ale o tym w kolejnej bajeczce.
Koniec