Święty Sebastian

O dacie i miejscu jego urodzin nie mamy żadnych informacji. Znamy opis jego śmierci nieznanego autora oraz informacje zawarte w komentarzu do Psalmu u św. Ambrożego. Ojciec jego pochodził ze znamienitej rodziny w Narbonne (południe Francji), matka zaś pochodziła z Mediolanu. Dzięki zamożności i stanowisku rodziny we wczesnej młodości dostał się na dwór cesarski. Został dowódcą gwardii u Marka Aurelego Probusa.  Również u cesarza Dioklecjana był dowódcą pierwszej kohorty a sam władca chętnie widział go w swoim towarzystwie. Dioklecjan chciał oprzeć swoją władzę na powrocie do starych kultów i wierzeń pogańskich. W związku z tym za jego rządów rozpoczęły się kolejne prześladowania chrześcijan. Sebastian był świadkiem cierpienia wielu przyjaciół ale zdawał sobie sprawę, że będąc nierozpoznanym jako chrześcijanin może uwięzionym współwyznawcom ulżyć w cierpieniu.

Św. Sebastian, norymberski drzeworyt z końca XV w.

Wśród więźniów znaleźli się również potomkowie bogatego rodu rzymskiego, dwaj bracia bliźniacy Marek i Marcelinus. Pomimo tortur i silnych nacisków nie wyparli się wiary w Chrystusa. Cesarzowi bardzo zależało na złamaniu przedstawicieli znamienitej rodziny. Do miejsca ich uwięzienia przyprowadzono najbliższych: rodziców narzekających na brak synowskiej opieki, żony rozpaczające nad utratą mężów i przyszłymi nieszczęściami oraz ich dziećmi zalewającymi się łzami. Silni w swoim wyborze bliźniacy zaczęli mieć wątpliwości.

Podczas tych perfidnych tortur obecny Sebastian przestraszył się, że te dwie mężne dusze zaprą się Boga i przez grzech apostazji będą potępione na wieki. Wystąpił i powiedział: „Bracia, odwagi! Rycerze Chrystusa, bądźcie mężni! Nie dajcie sobie wydrzeć błyszczącej korony męczeńskiej! Za łaską Chrystusa stanęliście jako bohaterowie na placu boju i macie w ranach na ciele waszym i w kajdanach na waszych rękach zwycięską palmę Chrystusa. Czyż na szlochanie niewiast i na krzyk dzieci chcecie się okazać tchórzami? Ach, gdyby ci, których widzicie płaczących, wiedzieli, co wy wiecie i czego się spodziewacie, gdyby wiedzieli, że po tym znikomym życiu ziemskim następuje życie wieczne, którego w nagrodę waszej wiernej miłości dla Chrystusa staniecie się uczestnikami i wnijdziecie do Jego wiecznej, niewypowiedzianej chwały i rozkoszy, wtedy by nad wami nie płakali, ale by wam szczęścia życzyli, a sami by się smucili, że Chrystusa nie wyznają i nie mogą za Niego umrzeć!”

Następnie przedstawił miałkość życia doczesnego i szczęście w wieczności, napominając obecnych oraz podtrzymując więźniów, iż wydawało się, że to sam anioł pojawił się między nimi. Na koniec rzekł uroczyście: „Jeślim jest sługą prawdziwego Boga, – jeżeli to, co powiedziałem, jest prawdą Boską, natenczas błagam Cię, Chryste Panie, rozwiąż tej wierzącej niewieście język!” W tym momencie Zoe, żona Nikostrata dozorcy więzienia, niema od sześciu lat, odzyskała mowę.

Nikostrat, jego żona i rodzice uwięzionych braci poprosili Sebastiana o chrzest i razem z nimi jeszcze 64 osoby przyjęło sakrament przystąpienia do Kościoła.

Sebastian wraz z kapłanem Polikarpem rozpoczął działalność misyjną wśród pogan. Informacja o jego działalności dość szybko doszła do władz oraz samego cesarza. Monarcha zarzucił swemu oficerowi zdradę i niewdzięczność – Sebastian był niewzruszony i powiedział: „Cesarzu, nigdy łaski twej nie zapomniałem i życie za ciebie gotów jestem położyć. We wszystkim chcę ci być posłusznym, co się przykazaniom Boskim nie sprzeciwia; jednakże rozkazy Boga świętsze mi są, aniżeli twoje. Wiedz także, cesarzu, że potęgę swą w głównej mierze modłom chrześcijan zawdzięczasz”. Rozgniewany cesarz rozkazał łucznikom afrykańskim rozstrzelać Sebastiana. Ciało jego, naszpikowane strzałami, przypominające jeżozwierza pozostawione zostało na miejscu egzekucji. Pod osłoną nocy, pobożna niewiasta imieniem Irena przyszła pogrzebać ciało chrześcijanina. Ze zdumieniem stwierdziła, że mimo głębokich ran Sebastian żyje. Zabrała go do domu i otoczyła troskliwą opieką. Mimo wielu ran, żołnierski organizm poradził sobie ze słabością i męczennik powrócił do zdrowia.

Chrześcijanie prosili go by opuścił miasto Rzym i nie narażał powtórnie swego życia. „Uczynię, jak Bóg chce” – odpowiedział.  Po gorącej i długiej modlitwie udał się w kierunku świątyni pogańskiej i zajął miejsce, gdzie cesarz musiał przechodzić, a zobaczywszy go zawołał: „Cesarzu, zaprzestań krwawych okrucieństw! Wiedz, że cię w błąd wprowadzają ci, którzy oczerniają przed tobą chrześcijan. Oni się modlą za ciebie, a ty ich prześladujesz, chociaż nie masz wierniejszych od nich poddanych”. Gdy zdumiony imperator zapytał: „Ty jesteś ów Sebastian, którego niedawno kazałem zabić?” Usłyszał w odpowiedzi: „Jam jest – Bóg zachował mnie przy życiu, abym ci jeszcze raz wobec ludu mógł oświadczyć, że chrześcijanie są niewinni, a ty niesprawiedliwie krew ich przelewasz!” Dioklecjan rozkazał zatłuc go pałkami a ciało wrzucić do Cloaca Maxima. Ciało jego wydobyła pobożna niewiasta imieniem Lucyna i pochowała ze czcią w rzymskich katakumbach – był to 287 lub 288 rok po narodzeniu Chrystusa w dniu 20 stycznia.

Święty Sebastian jest jednym z głównych patronów Rzymu. Nad jego grobem zbudowano kościół pod jego wezwaniem – to obecnie bazylika św. Sebastiana za Murami. W miejscu męczeństwa stoi bazylika św. Sebastiana na Palatynie. W bazylice św. Piotra w Watykanie jest kaplica św. Sebastiana z doczesnymi szczątkami papieża Polaka.

Święty Sebastian jest patronem Castel Gandolfo, Rio de Janeiro, papieskiej Gwardii Szwajcarskiej, Niemiec, inwalidów wojennych, chorych na choroby zakaźne, kamieniarzy, łuczników, myśliwych, ogrodników, rusznikarzy, strażników, strzelców, rannych i żołnierzy. Przedstawiany jest jako młodzieniec przywiązany do drzewa, związany i przeszyty strzałami. Męczeństwo św. Sebastiana było inspiracją do powstania wielu dzieł sztuki a malarze tacy jak Rubens, Bellini, van Dyck, Tycjan, El Greco, Veronese zostawili po kilka wersji malarskich przedstawiających jego życie i męczeństwo.

 

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W styczniu 2018 ROKU.

Grzech powszedni wobec bliźniego

Mało jest wśród nas rozwinięte poczucie odpowiedzialności; przyczyną tego jest nasza lekkomyślność, która nie lubi badać rzeczy aż do głębi. A przecież zło, którego nie widzimy – jakkolwiek nie będzie nam poczytane za winę – powoduje mimo to zgubne skutki.

  1. W znaczeniu ogólnym można powiedzieć, że wszystkie nasze grzechy powszednie, nawet te, o których wiemy tylko my sami, są dla innych szkodliwe. Przyczynę tego łatwo zrozumieć. Wszystko, co uszczupla siłę moralną, co nas osłabia i pozbawia łaski – czyni nas zarazem mniej zdolnymi do wypełniania naszych obowiązków, jakiebykolwiek one nie były. Nasze braki nie pozwalają nam stanąć na wysokości zadania; nie uchybia się bezkarnie roztropności, dobroci, odwadze…
  2. Nasze upadki w części bywają widoczne, w części można się ich domyśleć. Tu występuje nowy rodzaj odpowiedzialności: przykład, jaki dajemy. Ludzie skłonni są postępować tak, jak widzą to u innych, a jeśli już dawniej postępowali tak samo, wówczas przekonanie, że nie oni jedni zachowują się w ten sposób, utwierdza ich w złu. Przez każde z tych uchybień przynosimy rodzinie lub społeczeństwu naukę zła… Czy podobna wyliczyć, ile złego uczymy, do ilu grzechów w ten sposób upoważniamy? Każda dusza, nawet cnotliwa, przeraziłaby się, gdyby Bóg ukazał jej wszystkie tego typu skutki, spowodowane przez złe zachowanie się w kościele, przez zbyt lekką rozmowę, przez tysiączne uchybienia uważane za mało znaczące. Napisano jest bowiem: Biada człowiekowi onemu, przez którego zgorszenie przychodzi! (Mt 8,7).
  3. Skutkiem grzechów powszednich jest nie tylko odpowiedzialność za nasze uchybienia i przykłady; powodują one przeważnie czyjąś przykrość i tak:

– zbyt ostra wypowiedź rani i zbija z tropu;

– niesłuszna wymówka popycha do buntu;

– najlżejsze okazanie pogardy zraża niekiedy na zawsze;

– brak czujności może spowodować czyjąś ruinę moralną…

 

Dałoby się tu wyliczyć wiele szkód, jakie powoduje jedno chociażby tylko drobne sprzeniewierzenie się obowiązkom stanu. Prawa moralne są dla utrzymania porządku między ludźmi tym, czym prawa fizyczne są we wszechświecie – wszelkie ich naruszenie musi powodować zamęt.

Być sumiennym znaczy nie tylko unikać złego, gdy się je widzi, ale starać się je przewidzieć. Od tej poważnej odpowiedzialności może być wolny tylko ten, kto nie pozwala sobie na żaden grzech.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Kim jest Niepokalana

Na ogół zdawać się może, że znamy już, wiemy już, kim jest Matka Boża, ale właściwie musimy przyznać, że bardzo mało o tym wiemy. Jest o tym trochę książek, ale to wszystko mało, są to tylko pierwsze próbki. To jest jakby nieznany świat.

Ogólnie ludzie od samego początki istnienia znali i wiedzieli, że jest Bóg, ale to poznanie było niedoskonałe. Za bóstwo uważali stworzenia, jednak wiedzieli, że coś tam wyżej jest. Tylko tajemnica Trójcy Przenajświętszej była na ogół prawie nieznana. Dopiero, aby ludzie mogli Pana Boga lepiej poznać, druga Osoba Trójcy Przenajświętszej staje się człowiekiem, przychodzi na ten świat, ażeby ludzi lepiej poznali Trójcę Przenajświętszą. To jest pierwszy etap do doskonałego poznania Pana Boga. Ale, żeby i ten Syn Boży był lepiej poznany, jest trzecia Osoba Trójcy Przenajświętszej i przy zesłaniu Ducha Przenajświętszego było to poznanie.

Wszelkie łaski płyną od Ojca przez Syna i Ducha świętego. W Bogu Ojcu jest jedna natura i jedna osoba, w Synu Bożym jedna osoba i dwie natury, a w Duchu Świętym są jakoby dwie osoby i dwie natury, bo Matka Najświętsza z Duchem Przenajświętszym jest najściślej zjednoczona. I o tym pierwsi chrześcijanie wiedzieli, chociaż wiele z tych prawd było w zawiązku, nie były rozwinięte. Dlatego w przyszłości wiele jeszcze dogmatów będzie ogłoszonych.

Zastanawiając się nad tym, że łaski płyną od Ojca przez Syna i Ducha Przenajświętszego, dochodzimy do wniosku, Pośredniczką wszystkich łask jest Matka Najświętsza. Jak to jest, trudno nam dociec, trudno zrozumieć, ale gdyby kto twierdził, że Niepokalana jest wcieleniem Ducha Przenajświętszego, byłoby to prawdziwe[1].

Matka Boża jest po to, aby lepiej poznano Ducha Przenajświętszego. To są rzeczy tak głębokie, tak ponad rozum ludzki, że nigdy nie wyczerpiemy tego poznania, Tak samo, jeśli chodzi o Matkę Najświętszą, to mówimy, że jest Oblubienicą Ducha Przenajświętszego. Każda łaska przychodzi na ziemię od ojca przez Syna i Ducha. Co zrobić, żeby tak korzystnie poznać, kim jest Matka Najświętsza? Nasamprzód nie zaufać swemu rozumowi. Rozum jest za słaby, by mógł sobie dać radę. Tu nie wystarczy rozumować sobie. Rozumowanie może na manowce sprowadzić. Trzeba łaski, trzeba światła nadnaturalnego, trzeba modlitwy. Tylko modlitwą można wyprosić to poznanie, kim jest Matka Najświętsza. To jest środek skuteczny do tego poznania.

Trzeba więc prosić, i to z pokorą, trzeba to sobie jasno przedstawić, że nawet sprawiedliwy siedem razy na dzień upada[por. Prz 24,16], nawet tej którego nazwać można sprawiedliwym, a cóż dopiero my… Matka Najświętsza jest bez najmniejszej skazy grzechowej, jest święta, łaski pełna[por. Łk 1,28], że była godna zostać Matką Boga samego. Z jakąż więc pokorą my niegodni musimy stanąć przed Nią.

Ale i modlitwa o tę łaskę, byśmy poznali, kim jest Matka Przenajświętsza, niech będzie z pokorą, głęboką pokorą. Doskonały wzór takiej modlitwy pozostawił nam Duns Szkot mówiąc: „Dozwól mi chwalić Cię, o Panno Przenajświętsza, i daj mi moc przeciwko nieprzyjaciołom Twoim”. Więc z taką pokorą musimy się do Niej modlić jako do Niepokalanej, jako do będącej w najściślejszym zjednoczeniu z Bogiem. Pokornie prośmy, żeby była tak łaskawa, żeby dozwoliła, żebyśmy mogli Ją chwalić, mogli Ją wielbić.

Oczywiście, ta pokorna modlitwa nie wyklucza myślenia o tym, czytania o tym, rozmawiania o tym… Czytać dużo o Matce Najświętszej, myśleć o Niej często, często rozmawiać. Ale jako podstawa jest modlitwa, pokorna modlitwa. I nie tylko czytać, ale i modlić się przed czytaniem. I w tej rozmowie prosić, żeby Ona oświeciła, bo nie jesteśmy godni tej łaski poznania, kim Ona jest.

 

Niepokalanów, sobota 25 wrzesień 1937.

 

[1] Ewangelia wskazuje na wyjątkowe działanie Ducha Świętego w Maryi (por. Łk 1,35 – „Duch święty zstąpi na Ciebie…”), jednak zjednoczenie trzeciej Osoby Boskiej z Najświętszą Maryją Panną nie należy pojmować na sposób wcielenia Słowa Bożego.

Stacja – Anioł Boży

Chrystus się nam narodził

W pewnym amerykańskim szpitalu, na oddziale położniczym w momencie przyjścia na świat każdego dziecka włączane są dzwoneczki. Ich brzmienie dociera do wszystkich pacjentek, ich pociech, rodzin czekających na wieści z porodówki i personelu szpitalnego. Czysty dźwięk niesie wszystkim radość z narodzenia maleństwa i pośrednio nakazuje być w gotowości gdyby ta bezbronna istota potrzebowała pomocy. Uwaga wszystkich skupiona jest na nowonarodzonym dziecku.

„Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (Łk 2,4-7).

I to Maleństwo było długo oczekiwane a wieść o Jego narodzeniu rozeszła się po świecie z ludzką i Bożą pomocą:

„Gdy się Chrystus rodzi,

I na świat przychodzi,
Ciemna noc w jasności
Promienistej brodzi.

Aniołowie się radują,
Pod niebiosy wyśpiewują;
Gloria, gloria, gloria,
In excelsis Deo!”.

Było wiele innych znaków, o których głosi XIX.wieczna kolęda „Dzisiaj w Betelem” śpiewana na melodię poloneza:

 „Chrystus się rodzi,
nas oswobodzi,
Anieli grają,
króle witają,
pasterze śpiewają,
bydlęta klękają,
cuda, cuda ogłaszają.” czy inna polonezowa kolęda „Bóg się rodzi” napisana ponad 200 lat temu przez Franciszka Karpińskiego: „Bóg się rodzi, moc truchleje,
Pan niebiosów obnażony!
Ogień krzepnie, blask ciemnieje,
Ma granice Nieskończony…”.
Chrystus się nam narodził, przyszło na świat nasze Zbawienie.

„(…) anioł rzekł do nich: ‘Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie’. I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: ‘Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania’” (Łk 2,10-14).

Wyczekiwany cztery tygodnie Adwentu, narodził się.

I jest od ponad dwóch tysięcy lat wśród nas. 

Czy próbujesz, starasz się słuchać Jezusa? Czy o Nim myślisz i zastanawiasz się, jakie życiowe zadania ci powierzył? Myślałeś kiedyś, że dziecko, na które czekasz, matka i ojciec, którymi powinieneś się zaopiekować, gdy są słabi jak ty, gdy byłeś dzieckiem, niedołężna i samotna sąsiadka są jak znaki na niebie, jak głos Anioła Bożego wzywającego cię do Jezusa?

Czy jesteś gotów wygospodarować czas dla bliskich, tylko dla nich, nie dzielony z telewizją i komputerem?

Czy umiesz rozmawiać o codziennych sprawach w swojej rodzinie? Czy wybrałeś już drogę do Pana, z Panem – czy jeszcze ważniejszy jest wyjazd na działkę, budowa domu, zakup nowych mebli, wycieczka zagraniczna, nowe auto czy ciuchy?

Czy bierzesz przykład z pasterzy, z mędrców i spieszysz lub tylko westchniesz dziękując Panu Jezusowi za Jego dar – Odkupienia, Miłości i Miłosierdzia dla ciebie?

Czy twoja wiara jest źródłem radości i twojej siły? Czy potrafisz mówić o swojej wierze i dzielić się z innymi radością bycia dzieckiem Bożym?

Święty Paweł Apostoła pisał do Rzymian:

„Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła. Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom” (Rz 13, 12-14).

Św. Tomasz Apostoł

Święty Tomasz jest jednym z uczniów i apostołów. Nie znamy daty ani miejsca jego urodzenia, jak również daty i okoliczności śmierci. Jego imię – Tomasz( z języka aramejskiego – bliźniak) jak i występujący w Piśmie św. przydomek Didymos (bliźniak w języku greckim) mogą świadczyć, że posiadał rodzeństwo. Nie zachowała się żadna informacja o jego rodzinie.
W Ewangeliach wymieniany jest w czterech sytuacjach. Pierwszy raz gdy Pan Jezus zamierza udać się ponownie do Jerozolimy, gdy wcześniej Żydzi chcieli Go ukamienować, Tomasz mówi: „Pójdźmy i my, abyśmy z Nim umarli” (J, 11, 16).
Drugim momentem jest zdarzenie w trakcie Ostatniej Wieczerzy i słowa Pana Jezusa: „A dokąd Ja idę, wiecie, i drogę wiecie. Mówi mu Tomasz: Panie, nie wiemy, dokąd idziesz, a jakże możemy znać drogę? Mówi mu Jezus: Jam jest drogą, i prawdą, i życie. Nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie”

Najbardziej znanym fragmentem z Tomasze jest sytuacja w Wieczerniku gdy Pan Jezus po Zmartwychwstaniu ukazał się uczniom a wśród nich Tomasz nie był obecny. „Tomasz zaś, jeden ze dwunastu, którego zwą Didymus, nie był z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Mówili mu więc inni uczniowie: Widzieliśmy Pana. Ale on im rzekł: Jeśli nie ujrzę w ręku jego przebicia gwoździ, a nie włożę palca mego na miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej w bok jego, nie uwierzę. A po ośmiu dniach byli znów uczniowie jego w domu, i Tomasz z nimi. Przyszedł Jezus drzwiami zamkniętymi i stanął w pośrodku i rzekł: Pokój wam! Potem rzekł Tomaszowi: Włóż tu palec twój, i oglądaj ręce moje i wyciągnij rękę twoją, i włóż w bok mój; a nie bądź niewierny, ale wierny.
Odpowiedział Tomasz i rzekł mu: Pan mój i Bóg mój!
Powiedział mu Jezus: Dlatego żeś mię ujrzał, Tomaszu, uwierzyłeś: błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20, 24-29)
Tomasz zwany Didymos wymieniany jest wśród innych apostołów podczas objawienia Chrystusa nad jeziorem Genezaret: „A ukazał się tak: byli razem Szymon Piotr i Tomasz, zwany Didymus, i Nathanael, który był od Kany Galilejskiéj, i synowie Zebedeuszowi i inni dwaj z uczniów jego”.
Według przekazów Tomasz Apostoł miał głosić Ewangelię ludom żyjącym na terenie dzisiejszego Iranu oraz w Indiach. Poniósł męczeńską śmierć po przebiciu włócznią, w Calaminie prawdopodobnie w 67 roku. Pochowany został na przedmieściach Madrasu. W III wieku relikwię jego ciała przeniesiono do Edessy, następnie na wyspę Chios by w roku 1258, za sprawą krzyżowców, przeniesione zostały do Ortony we Włoszech.
O działalności św. Tomasza Apostoła w Indiach dowiadujemy się z zachowanych licznie apokryfów. Co to są apokryfy? Słowo „ápókryphos” pochodzi z języka greckiego i oznacza ukryty, tajemny. Pierwotnie chodziło o księgo przeznaczone dla wtajemniczonych, dla wybranych odbiorców. W szerszym znaczeniu oznacza to dzieło o niepewnej, wątpliwej, podejrzanej autentyczności. W chwili obecnej określenie to stosuje się do ksiąg i pism żydowskich lub wczesnochrześcijańskich które pod względem treści podobne są do ksiąg biblijnych, ale nie zostały uznane przez Kościół Katolicki za natchnione i nie należą do kanonu Pism Świętych. Są wśród nich np.: Apokalipsa Barucha, Apokalipsa Abrahama, Testament Abrahama, Apokalipsa Eliasza, Ewangelia Marii Magdaleny, Ewangelia Judasza, Apokalipsa Piotra jak i te dotyczące św. Tomasza – Historia Abgara, Apokalipsa Tomasza, Dzieje Tomasza i Ewangelia Tomasza.
Apokryf Dzieje Tomasza powstał w IV/V wieku i opisuje podróż Apostoła do Indii jako architekta na zaproszeni tamtejszego króla Gondafora. Tomasz nie zbudował pałacu królowi ale żarliwie głosił Dobrą Nowinę. Dzięki jego nauczaniu król z całą rodziną nawrócił się na chrześcijaństwo. Miał założyć 6 świątyń na wybrzeżu oraz jedną w głębi kraju. Tu może pojawić się pytanie: dlaczego ewangelia św. Tomasza nie jest w kanonie? Ojcowie Kościoła w II i III wieku nie mieli wątpliwości, że są tylko cztery Ewangelię. Św. Ireneusz podaje ciekawy argument: „Jest jasne, że nie ma więcej ani mniej, tylko te cztery Ewangelie. Ponieważ istnieją cztery strony świata, w którym żyjemy, i cztery główne wiatry, a Kościół jest rozsiany po całym świecie. A dalej, filarem i utwierdzeniem Kościoła jest Ewangelia i Duch życia, wobec tego Kościół ma cztery filary, które ze wszystkich stron tchną nieskazitelnością i ludzi darzą życiem”. Wiele współczesnych sensacyjnych doniesień o odkryciu pism starożytnych mających odsłonić skrywane tajemnice Kościoła, lub życia Jezusa, przytacza mało znane apokryfy, które już przez Ojców Kościoła w starożytności zostały uznane za nie w pełni wiarygodne.
Kiedy w 1517 roku portugalscy żeglarze i kupcy dotarli do Mylapore pokazano im grób Apostoła. Z chrześcijan św. Tomasza wywodzi się Kościół Syromalabarski – jeden z katolickich Kościołów obrządku wschodniego.
Wspomnienie Św. Tomasza Apostoła w kościele katolickim obchodzono 21 grudnia, a w roku 1969 przeniesiono je na dzień 3 lipca.
Uważany jest za patrona Indii i Portugalii, Rygi, Zamościa, architektów, budowniczych, cieśli, geodetów, kamieniarzy, murarzy, stolarzy, małżeństw i teologów.
Jest adresatem modlitw wiernych w chwilach zwątpień.
W Polsce jest 14 parafii i 9 kościołów pod wezwaniem św. Tomasza Apostoła. Dnia 10 października 2007 roku ks. abp Carlo Ghidelli z diecezji Lanciano-Ortona uroczyście przekazał część relikwii św. Tomasza Apostoła do kościoła pod wezwaniem tego świętego w Warszawie na Ursynowie.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W grudniu 2017 ROKU.

Znaczenie modlitwy

Bez wątpienia należy kłaść jak największy nacisk na znaczenie modlitwy w dziele postępu duchowego; łatwo się jednak omylić, żądając od niej tego, czego dawać nie ma; stąd po zuchwałej nadziei następuję nieuzasadnione zniechęcenie.

„Modlę się, nawet dużo się modlę i mimo to ciągle nie mam gorliwości. Moje modlitwy nie zapobiegły nawet powtórzeniu się opłakanych upadków. Po co zatem modlitwa, skoro nie daje ona ani postępu, ani panowania nad sobą, ani też wytrwania?”

Nie jest zadaniem modlitwy dawać te wszystkie rzeczy, ma ona natomiast prowadzić do ich zdobycia. Modlitwa nie ogranicza, a tym bardziej nie zastępuje wysiłku osobistego, ale go podtrzymuje i dopełnia. Nie ma nas wznieść do doskonałości od razu i w sposób cudowny – ma nam pomagać  w walce.

Gdyby Bóg dał modlitwie tę moc, jaką jej przypisuje, byłoby to naruszeniem porządki naturalnego.

Porządek moralny, wymaga, aby zwykłym warunkiem naszej obrony i naszego postępu był osobisty wysiłek; wymaga ponadto, aby cnota była dziełem czasu i wielokrotnych czynów. Prawa te są mądre, odpowiadają naszej naturze i szanują naszą godność osobistą, godność istot wolnych.

Jesteśmy wolni, ale wskutek upadku słabi. Modlitwa jest jak ręka dziecka, które uwiesza się u ramienia ojca. Czy dziecko ma koniecznie chcieć, by je na tym ręku niesiono? Czy droga jest aż tak ciemna? Prośmy o światło, ale gdy je mamy, idźmy naprzód. – Modlitwa powinna przede wszystkim prosić o łaskę, która jest pokarmem duszy, i o przebaczenie, którego nieustannie potrzebuje nasza nędza; wolno także prosić z dziecięcym poddaniem o niektóre radości tego świata, ale nigdy nie możną żądać, żeby Bóg zwolnił nas od wysiłków.

Modlitwa to wzruszający wynalazek miłości Bożej; to ona wytwarza między Bogiem a duszą bliski i ścisły stosunek, jak między ojcem a dzieckiem. Gdyby nie potrzeba modlitwy, ileż serc nigdy by przemówiło! Jeżeli jednak Ojciec pragnie, by dziecko go wzywało, to Bóg chce, by nie ograniczało się ono do samego wzywania.

To prawda, że w porządku nadprzyrodzonym nie możemy nic zrobić sami, ale jest również prawdą, że Bóg nie ma zamiaru obywać się bez naszego współudziału. Dusza, która by zapoznając te warunki zbawienia, myślała, że wytrwa i dojdzie do doskonałości przy pomocy własnej tylko woli, przekona się prawdzie słów Pisma Świętego: Jeśli Pan nie zbuduje domu, próżno pracowali, którzy go budują (Ps. 126, 1).

I przeciwnie: dusza, która zaniedbując wysiłku poprzestaje tylko na modlitwie, naraża się na to, że zawsze będzie niedoskonała. Św. Ignacy streszcza te myśli w trafnym zdaniu: Czyń tak, jakby Bóg nie miał ci przyjść z pomocą; zrucaj się do Niego tak, jakbyś nie mógł się niczego spodziewać po sobie.

 

Wg „Spowiedź Przygotowanie do Sakramentu Pokuty”, Warszawa 2005

Co to jest adwent?

Wstępujemy w szczególni pociągający i miły okres roku kościelnego, w adwent. Cztery niedziele adwentu obchodzić będziemy z należytą gorliwością, a potem zawita w nasze progi święta wigilia, noc najświętsza, rozbrzmiewająca radosnym „gloria”, i dzień uroczysty Bożego Narodzenia ze swą potrójną Mszą.

  1. Cóż to jest ten adwent? Jest to okres przedświąteczny, pamiątka odległej przeszłości. Obchodzimy w tym okresie oczekiwania i tęsknoty dawnych wieków. Śpiewamy na nowo antyfony, w których szlocha ból i płacze nadzieja całych tysiącleci. Cofamy się pamięcią do dni proroków Izraela. Wstępujemy w święty mrok, który ich otaczał, i zakrywamy niejako oblicze duszy naszej zasłoną ich wieszczych wizji. I po co to czynimy? Ażeby tym gorętszą zapłonąć radością, gdy pomyślimy, że oto z tej przeszłości wyłoniła się piękna, słodka teraźniejszość. Zastanawiamy się nad tym, ile to gorących żądz i tęsknot musiało przebić niebiosa, zanim się otworzyły. Ale w końcu się otwarły, a to dla nas rzeczą najważniejszą. Przypominamy sobie, ile łez gorących zrosiło ziemię, by sprowadzić na nią wiosnę. I oto nareszcie ta wiosna nadeszła. Dzięki niebu! Naśladujemy w czasie adwentu matkę, przekomarzającą się ze swym dziecięciem. Matka zasłania sobie twarz przed maleństwem, by zaraz potem spojrzeć na nie z uśmiechem szczęścia. Bo też my jesteśmy „szczęsnymi posiadaczami”, nam dano pożywać owoców owych tęsknic tylowiekowych, nas to Pan tym wszystkim obdarzył.
  2. Atoli ów adwent miniony zwraca uwagę naszą na adwent obecny, w którym Pan dopiero nadchodzi. Tak, Pan ku nam idzie! W tym znaczeniu całe nasze życie jest adwentem. Gody po obecnym adwencie nastaną dla nas, gdy po śmierci ujrzymy łaskawe i pełne miłosierdzia oblicze Chrystusa. Pierwsze to spojrzenie, które dusza, zmarła w stanie łaski, rzuci na Pana, będzie kresem adwentu życiowego. „Mitis atque festivus Christi Jezu tibi aspectus appereat!” Oby to się stało, oby i dusza moja, o Jezu, ujrzała twe łaskawe, promienne oblicze!
  3. Życie nasze do samej śmierci pozostaje pod znakiem adwentu. Jakież jego cechy? 1) Mrok. Drogi życia, prowadzące na tamten świat, są drogami mrocznymi. Umysł nasz pogrążony ciemnościach, poglądy na świat niepewne. Powątpiewanie i kapryśne hasła postępu czyhają dokoła nas. Kto nas tedy poprowadzi pewną drogą śród tej nocy ku naszemu celowi? Jedynie Kościół święty. 2) Oczekiwanie. Z zapartym tchem nasłuchujemy, z natężoną uwagą rozglądamy się wokół i pytamy: Jak stoi sprawa mojej duszy i kiedy umrę? Nie możemy się na dobre uspokoić, nawet we śnie sprawa ta trapi wyobraźnię. Gdy pomyślimy o niepewności naszego zbawienia, dreszcz zimny nas ogarnia. A nasze nadzieje są tak wielkie, tak napięte do najwyższego stopnia. Rozbudzili je prorocy, tyle nam zapowiadając. 3) Wiara i ufność w Zbawicielu-Bogu. Deus ipse veniet. „Bóg sam przyjdzie”, prawda ta uczy nas wierzyć przede wszystkim w niebo, a tylko w piekło, uczy nas wierzyć w Boga-Zbawcę. Ufajmy więc i gorąco pragnijmy zbawienia, módlmy się o nie wołaniem tęsknoty onych trzech tysięcy lat!
    Duch adwentu – to nie duch bierny, ale czynny, naglący do pracy. „Przyobleczcie się w Chrystusa!” woła ten duch. Podczas adwentu życia naszego powinniśmy ukształtować w duszach swoich Chrystusa. Życie człowieka to sznur, rozpięty nad przepaścią między światem zwierzęcości a światem świętości. Przeprawa na drugą stronę odbywa się śród niebezpieczeństw. Bo też wielkość życia ludzkiego na tym właśnie polega, że nie celem jest, lecz jedynie pomostem. Niechaj się więc wypręża, niech weźmie rozmach! Jego psychologią musi być wysiłek, trud i walka. Niech asceza chrześcijańska nigdy nie wyradza się w gnuśność i marnotę! Walcz, człowiecze, i ufaj bez granic!

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Cel życia – akt oddania

Pan Bóg stworzył cię dla Siebie. Jego miłość (Bóg jest miłością) żąda miłości Twojej, Jego nieskończoność chce Twojej nieskończoności, o ile nią jesteś. Na to Cię Pan Jezus odkupił, i wymaga od Ciebie tego podwójnego tytułu. Jako tedy stworzenie miłujące Boga miłość, musisz się oddać Jemu przez zupełne oddanie się. Oto warunki: Oddanie się powinno być potrójne i jedno, według samychże warunków istnienia Boga i stworzenia.

  1. Jesteś myślą Bożą, w której (kiedy się stanie doskonałą w Tobie) szuka upodobania ze swojej chwały;
  2. Jesteś rzeczą Bożą, w której Bóg znowu szuka upodobania swojej przyjemności;
  3. Jesteś w końcu stworzeniem, dziełem żywym, w którem szuka upodobania swego zatwierdzenia się, swego panowania, swego królestwa.

Nad to wszystko i w jedności tych względów jesteś osobą, inną niż Bóg, ale zależną od Boga, w której Bóg chce mieć, żeby tak powiedzieć, inną inność, obraz i podobieństwo doskonałe Siebie samego, i w której szuka upodobania swojej miłość. Czy rozumiesz to wszystko? Wtedy rozumiesz także dlaczego Ty istniejesz, i jak masz uczynić oddanie się.

Najprzód. Trzeba uwierzyć w to wszystko i uwierzyć w tę miłość i w to wszystko co chce uczynić – On.

Po wtóre. Trzeba się oddać, aby po zniszczeniu w Sobie tego wszystkiego co jest przeciwne, uczynił Sam On w Tobie i z Tobą wszystko co chce i czego pragnie.

Tym sposobem akt uroczysty, musi mieć ten wyraz: „Mój Boże! Jestem nicestwem, któreś stworzył z miłością i dla miłości Twojej. Jestem Twoją myślą, aby być Twoją chwałą. Jestem Twoją rzeczą, aby być Twoją przyjemnością. Jestem Twoim stworzeniem, aby być Twoim królestwem. Jestem tym nicestwem osoby, która stać się winna Twoim dzieckiem, Twoją oblubienicą, dla upodobania Twojej miłości. Wierzę w to, dziękuje Ci za to, i oddaje się bezwarunkowo na Twoje upodobanie, na Twoją wolę, na Twoje działanie. Oto ja służebnica Pańska niech mi się stanie według Słowa Twego”.

To ostatnie zdanie: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według Słowa Twego” zawiera samo w sobie całą istotę tego aktu.

Ks. Piotr Semenenko Listy duchowne; Drukarnia „Czasu” Kraków 1924

 

Święta Gertruda Wielka

Święta Gertruda urodziła się w święto Trzech Króli 1256 roku w Turyngii. Prawdopodobnie we wczesnym dzieciństwie została sierotą i dlatego w wieku pięciu lat została oddana do klasztoru sióstr benedyktynek w Helfcie k. Eisleben (późniejszym miejscu urodzenie Marcina Lutra). Gertruda z Helfty jest jedną z największych mistyczek średniowiecza. Nad wykształceniem dziewczynki pieczę miała św. Mechtylda z Hackeborn, która prowadziła szkołę przyklasztorną oraz była kantorką, a przepiękny głos i zapał w śpiewie sprawiły, że nazywano ją „słowikiem Chrystusa”. Starsza siostra Mechtyldy Gertruda z Hackeborn była ksienią klasztoru. Z powodu zbieżności imion obie Gertrudy są często ze sobą mylone. Święta Gertruda z Helfty nie była ksienią. Otrzymała staranne wykształcenie, biegle opanowała łacinę, retorykę, znajomość Pisma św. oraz pism Ojców Kościoła. Pracowała przez całe swoje życie jako kopista. Dnia 27 stycznia 1281 roku miała przeżycie mistyczne, doświadczyła głębokiego nawrócenia: „nie od grzechu do pobożności oczywiście, ale od pobożności do Boga Żywego”.

Swoje przeżycia mistyczne św. Gertruda zawarła w dziele  „Zwiastun Bożej miłości”. Autorką jest ona sama jak również jedna z sióstr, której mistyczka opowiedziała o otrzymanych łaskach. Święta Gertruda jest samodzielną autorką „Ćwiczeń” – w których zawarte są rady pomocne zakonnicom do przeżywania ważnych wydarzeń, np. śluby wieczyste, konsekracja dziewic, udział w sakramentach.

„Zwiastun Bożej miłości” znany również pod tytułem „Objawienia” powstał na wyraźnie życzenie Jezusa. Podczas jednego z objawień Gertruda usłyszała pytanie, czy pragnie zdrowia czy cierpienia. Zakonnica odpowiedziała: „Wszechmogący Boże, proszę, daj mi to, co podoba się Tobie. Nie dbaj o moje pragnienia. Ja wierzę, że to, co od Ciebie otrzymam, będzie dla mnie najlepszym darem”. Święta Gertruda została obdarzona szczególną więzią z Chrystusem – doświadczyła łaski spoczywania w Sercu Jezusa. Zaczęła szukać początków nabożeństwa do Serca Jezusowego w Piśmie Świętym. Chrystus Pan odpowiedział jej, że nabożeństwo to jest zarezerwowane na czasy ostateczne, na czas gdy wiara ostygnie w sercach ludzi. Wezwania jakie znajdują się w litanii do Najświętszego Serca Jezusowego znaleźć można w pismach mistyczki z Turyngii. Objawienia św. Gertrudy są przygotowaniem do objawień Serca Pana Jezusa jakie miała św. Małgorzata Maria Alacoque w 1674 roku.

Święta Gertruda Wielka jest świętą Chrystusowego człowieczeństwa, pokazuje nam w jaki sposób Bóg jest bliski człowiekowi. Jej miłość do Chrystusa ma cechę poufałości, która jednak nie wyklucza adoracji oraz z zapałem i radością ogarnia wszystkie dary Boże jakie człowiek otrzymał.

Cnota czystości była przez nią szczególnie umiłowana i wspierana przez Boże łaski poprzez zachowania od pokus cielesnych.

Słowa Pana Jezusa zapisane w „Zwiastunie Bożej miłości”: „Jeśli ktoś poświęci Mi codziennie przynajmniej jedną godzinę w pełnym skupieniu, zgotuje Mi przez to miłe, gościnne przyjęcie. Jeśli ktoś będzie się starał dzień w dzień ćwiczyć w jakiejś cnocie, przyjmę to, jakby Mnie okrył piękną szatą. Podobnie, jeśli ktoś odniesie zwycięstwo walcząc z jakąś wadą lub pokusą, uznam, że Mnie odwiedził i otoczył czułą troską w chorobie. Kto zaś by się modlił żarliwie za grzeszników albo za dusze czyśćcowe, przyjmę to z taką wdzięcznością, jakby Mnie często odwiedzał w więzieniu, by złagodzić me odosobnienie czułymi słowami swego pocieszenia”.

Bazylika św. Justyny (Padwa) – Ekstaza Św. Gertrudy – Piotr Liberi

Święta Gertruda z Helfty miała również szczególne umiłowanie do dusz w czyśćcu cierpiących. Złożyła akt heroicznej miłości za te dusze, czyli ofiarowała za nie wszystkie swoje czyny i akty pokuty nie zostawiając sobie nic co mogłoby być zadośćuczynieniem za jej grzechy. Przed śmiercią usłyszała pocieszenie od Jezusa: „Bądź pewna, moja córko, że twoje umiłowanie zmarłych nie będzie ci przeszkodą. Wiedz, że ten hojny dar, jaki złożyłaś ze wszystkich swoich uczynków duszom czyśćcowym, szczególnie mi się spodobał, a na dowód tego oświadczam, iż wszystkie kary jakie musiałabyś znosić w życiu przyszłym, zostały ci odpuszczone,- co więcej, w nagrodę za twą szczodrość tak pomnażam wagę twoich zasług, że będziesz się w niebie cieszyć wieczną chwałą”.

Doświadczenia mistyczne nie powodowały braku cierpienia. Pragnąc naśladować Chrystusa, zadawała sobie rozmaite pokuty i umartwienia, Bóg nie oszczędził jej dodatkowych cierpień, zarówno fizycznych, jak i duchowych. Święta zakonnica cierpiała nie tylko duchowo, ale również z powodu słabego zdrowia. Święta Gertruda zmarła w klasztorze w Helfcie mając zaledwie czterdzieści sześć lat. Jej „Objawienia” pisane po łacinie, przetłumaczono na wszystkie języki europejskie i rozpowszechniono.

Jej kult, na prośbę króla polskiego Augusta II Sasa, w 1732 roku, rozciągnięty został na cały Kościół.

W 2012 roku powołana została Komisja, której zadaniem jest przygotowanie postulatu o nadanie św. Gertrudzie z Helfty tytułu Doktora Kościoła. Atrybutami świętej są: Serce Jezusowe, krzyż i książka.

Święta mistyczka jest patronką Peru i miasta Tarragony w Hiszpanii a jej wspomnienie liturgiczne obchodzimy 16 listopada.

Modlitwa Św. Gertrudy za dusze czyśćcowe (Jednorazowe odmówienie tej modlitwy wybawia z Czyśćca 1000 dusz)

 

 Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci, Najdroższą Krew Boskiego Syna Twego, Pana naszego, Jezusa Chrystusa w połączeniu ze wszystkimi Mszami św. dzisiaj na całym świecie odprawianymi, za dusze w Czyśćcu cierpiące, za umierających, za grzeszników na świecie, za grzeszników w Kościele powszechnym, za grzeszników w mojej rodzinie, a także w moim domu. Amen.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W listopadzie 2017 ROKU.

O potępieniu

Męką potępionych jest również widok szczęśliwości sprawiedliwych. Widok ten wzmaga ich kaźń, jak  w sprawiedliwych kara potępionych wzmaga radość z dobroci Bożej. Bo światłość uwydatnia ciemność, a ciemność światło. Toteż dla potępionych będzie męką widok szczęśliwych; z przerażeniem czekają ostatniego dnia sądu, gdyż wiedzą, że będzie on dla nich wzmożeniem katuszy.

Istotnie, gdy usłyszą straszliwy głos: Surgite mortui, venite ad iudicium(Powstańcie zmarli, stańcie przed sądem), dusza wróci z ciałem, które w sprawiedliwych będzie uwielbione, a w potępionych udręczone na wieku. Potępieni okryją się wstydem i hańbą w obliczu Prawdy i wszystkich błogosławionych. Robak sumienia toczyć wtedy będzie rdzeń drzewa, to jest duszę, i pożerać korę, to jest ciało.

Wypominana im będzie: krew za nich wylana, działa duchowe i doczesne miłosierdzia Bożego, dokonana dla nich przez Syna Bożego, ich własne powinności względem bliźniego, zapisane w świętej Ewangelii. Oskarżeni będą za okrucieństwa względem bliźniego, za pychę i miłość własną, za rozpustę i chciwość; widok miłosierdzia, którego od Boga doznali, srodze zaostrzać będzie naganę.

W chwili śmierci dusza sama słyszy oskarżenie, lecz na sądzie powszechnym odnosić się ono będzie jednocześnie do duszy i ciała; bo ciało było towarzyszem i narzędziem duszy, w czynieniu dobra i zła, wedle tego co podobało się woli własnej.

Każdy czyn dobry i zły spełniony jest za pośrednictwem ciała. Toteż słusznie, dusze wybrane, otrzymują chwałę i szczęście nieskończone ze swymi ciałami uwielbionymi, aby odebrały nagrodę za trudy, które razem poniosły dla Boga. Tak samo ciała złych będą dzielić ich męki wieczne, gdyż były narzędziem grzechu.

Odświeżą się więc i wrosną męki grzeszników, gdy z ciałem staną przed obliczem Syna Bożego. Cóż za potępienie ich nędznej zmysłowości i nieczystości, widzieć naturę ludzką w człowieczeństwie Chrystusa zjednoczoną z czystością Boga. Ujrzą tę glinę Adama, z której uczyniona jest natura ludzka, wyniesioną ponad wszystkie chóry aniołów, gdy oni pogrążeni będą przez błędy swoje w głębokości piekła.

Ujrzą szczodrobliwość i miłosierdzie jaśniejące w błogosławionych, którzy otrzymali owoc krwi Baranka; ujrzą wszystkie cierpienia, które znieśli i które zdobią ich ciała, jak haft suknię, nie przez moc ciała, lecz jako skutek pełni duszy, która odbija w ciele nagrodę swych trudów, gdyż było ono towarzyszem jej w pełnieniu cnoty. Jak twarz człowieka odbija się w zwierciadle, tak w ciele prześwieca owoc trudów.

Patrząc na taką godność, której są pozbawieni, ci mieszkańcy ciemności czują, że rośnie ich męka i wstyd, gdyż na ciele ich udręczonym i umęczonym zjawia się piętno niegodziwości, które popełnili. Wtedy na głos straszliwy, który usłyszą: „Idźcie przeklęci w ogień wieczny” (Mt 25, 41), pójdzie ich dusza wraz z ciałem, otoczona całym zaduchem ziemi, żyć z diabłami, bez pociechy nadziei, każda na swój sposób, wedle miary i rozmaitości popełnionych grzechów. Skąpy, pogrążony w smrodzie chciwości, płonąc będzie w ogniu wraz z dobrami tego świata, które tak chciwie pokochał. Okrutnik płonąć w nim będzie ze swym okrucieństwem; rozpustnik ze swą rozpustą i niecnymi pożądaniami; niesprawiedliwy ze swymi niesprawiedliwościami, zawistny i zawzięty na bliźniego ze swą nienawiścią. Ta nieuporządkowana miłość własna, sprzęgnięta z dumą, z której wyszły wszystkie złości, będzie palić i zadawać mękę nieznośną; tak wszyscy będą ukarani, każdy na swój sposób, zarazem na duszy i ciele.

Oto nędzny koniec tych, którzy idą drogą dolną, przez rzekę, nie odwracając się, aby poznać swoje winy i prosić o miłosierdzie Boże. Tak dochodzą do bramy kłamstwa, bo idą za nauką diabła, który jest ojcem kłamstwa, i diabeł jest sam bramą, przez którą dochodzą do potępienia wiecznego.

Natomiast wybrani, idąc drogą górną, przez most, kroczą drogą prawdy, a prawda ta sama jest bramą. Przeto rzekła Prawda: „Nikt nie przychodzi do Ojca mego, jeno przez Mnie” (J 14, 6). On jest bramą i drogą, którą trzeba iść, aby przyjść do zbawiania, morza pokoju.

 

 

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012

 

Zagubiony Sakrament

Przez prawie dwa tysiące lat Kościół Katolicki w szczególny sposób przygotowywał swoich wyznawców do ostatnich chwil życia doczesnego i początków życia w wieczności. Moment śmierci niesie za sobą wielki lęk któremu podlegał również Jezus Chrystus w Ogrójcu. Zbawiciel został pokrzepiony przez anioła by podołać tej ostatecznej przeprawie. Kościół Katolicki również chce nas pokrzepić, przygotować do tej wielkiej chwili naszego życia czyli do wieczności i otworzyć bramy nieba czyli do śmierci i dlatego ustanowiony został specjalny sakrament: Ostatnie Namaszczenie.

Na początku lat 70 XX wieku został wydany dokument papieża Pawła VI wprowadzający nie tylko nową nazwę – Sakrament chorych, ale również zmianę formy, materii, podmiotu jak i skutku istniejącego Sakramentu.

Według tradycyjnego nauczania zawartego w katechizmie kard. Gaspariego skutki wywierane przez ten Sakrament są następujące:

  1. Pomnaża łaskę uświęcającą;
  2. Podnosi chorego na duszy i pomaga mu w walce z pokusami, zwłaszcza w chwili zgonu;
  3. Gładzi pozostałości grzechów i odpuszcza grzechy powszednie, a nawet śmiertelne, gdy chory niemający świadomości ich, ma przynajmniej żal niedoskonały za nie, a już nie może się spowiadać;
  4. Czasem odwraca chorobę, jeżeli to jest a korzyścią dla duszy chorego.

Każdy z Sakramentów Kościoła Katolickiego został ustanowiony ze względu na jeden skutek, natomiast przyjęcie Sakramentu przez wiernego może powodować również dodatkowe skutki. Jak wyjaśnia św. Tomasz z Akwinu głównym skutkiem Ostatniego Namaszczenia jest leczenie z choroby grzechu, wzmocnienia osłabionej duszy gdy już brak sił potrzebnych do uczynków życia łaski lub chwały. Sakrament ma pomóc w usunięciu pozostałości grzechu – słabości duchowej tkwiącej w umyśle która łatwo może skłaniać do grzechu.

Drugorzędne skutki to zmniejszenie kary doczesnej jak również według nauczania Soboru Trydenckiego – „usuwanie winy, jeśli są jeszcze do odpokutowania, oraz pozostałości grzechu”. Aby przyjęcie Ostatniego Namaszczenia było w pełni owocne należy je przyjąć po spowiedzi lub przynajmniej po wzbudzeniu doskonałego aktu żalu. Jeśli jest to dla zbawienia grzesznika korzystne może nastąpić poprawa zdrowia cielesnego przyjmujące Sakrament Ostatniego Namaszczenia.

 

Według przyjętego po Soborze Watykańskim II nauczania przyjęcie określenia „sakrament chorych” ma znaczenie większe niż tylko słownikowe. Sakrament, używając poświęconego oleju ma dać przede wszystkim zdrowie i uzdrowić chorego. Działanie Sakramentu, według posoborowego nauczania,  przejawia się przede wszystkim w skutkach doczesnych, materialnych w  zdrowiu fizycznym. Sakrament udzielany jest osobom nie będącym w niebezpieczeństwie śmierci.

Zmiany te powodują, że wiele osób przyjmujących Sakrament Chorych przyjmuje go nieważnie.

W instrukcji Episkopatu Polski podane jest:

4.f) Sakramentu chorych można udzielić tym, którzy utracili przytomność, jeżeli roztropnie przypuszcza się, że w stanie świadomości prosiliby o ten sakrament.
Wolno też udzielić namaszczenia warunkowo wkrótce po zgonie.

Słowo biskupów do duchowieństwa z okazji nowej księgi Liturgicznej: Sakramenty Chorych (Instrukcja)
Warszawa, dnia 14 grudnia 1979 roku.
171 Konferencja Plenarna Episkopatu Polski

https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TA/TAL/kkbids/instrukcja_sakrament_chorych.html

Bizantynizm

…duch bizantynizmu, ażeby mieć tym większy wpływ, ażeby tym bardziej oszukiwać i zwodzić, a tym samym, ażeby tym bardziej odwracać uwagę od wewnętrznego udoskonalenia, przekształcił się w pewien system i przybrał koloryt doktrynerskich zasad. Głównie obrzędowe formalności postawił za cel całej działalności duchowej, zamiast życia z wiary nadprzyrodzonej i łaski, i dlatego pod tą zewnętrzną formalnością wytworzyło się zapuszczenie i zgniły rozkład w całym życiu cerkiewno-religijnym. I tutaj powtórzyło się to, co powiedział Chrystus do faryzeuszy: bizantynizm stał się grobem pobielonym, a wewnątrz pełnym martwych kości i zgnilizny.

Już wcześniej, zanim nastał całkowity podział z Kościołem Katolickim, Cerkiew Bizantyjska pokłoniła się władzy cesarskiej, bo pozwalała świeckim władcom mieszać się do czysto cerkiewnych spraw i o nich decydować, a kiedy nastało całkowite zerwanie, wtedy Cerkiew na Wschodzie stała się całkowitą niewolnicą władzy świeckiej, religijne życie wewnętrzne całkowicie zamarło, a obrzędowa formalność przybrała znaczenie niemal dogmatu, a to stało się tym łatwiej, że Cerkiew Wschodnia, poddawszy się w niewolę władzy świeckiego państwa, przyjęła u siebie także formę i sposób zarządzania świeckiego państwa, które rządzi, używając jedynie zewnętrznej siły fizycznej, a nie dba o wewnętrzne udoskonalenie podlegającym sobie świeckich. I w ten sposób Cerkiew Wschodnia, zamiast poddać się prawemu następcy św. Piotra jako Namiestnika Chrystusowego i zachować swoją siłę i dostojeństwo, wpadła w poniżającą niewolę świeckich władców. Jednym słowem, zwierzchnikiem Cerkwi na Wschodzie stał się świecki władca, wytworzył się cezaropapizm, który podobny jest do dziwadła, bo z ludzkim ciałem, a z głową zwierzęcia.

I ten bizantyjski system zniszczył człowieka wewnętrznego, wprowadził ducha świeckiego, na zewnątrz, niemal w twierdzy, obwarował się granitowym murem sztywnej i martwej obrzędowości, uniemożliwiając w ten sposób powrót i połączenie z macierzystym Kościołem Katolickim.

Z tej przyczyny wszelkie próby Kościoła Katolickiego, ażeby opamiętać i nawrócić Wschód, okazały się dotąd bez powodzenia. Były wprawdzie wypadki, gdzie Wschód szukał połączenia, ale to działo się tylko z zewnętrznych pobudek politycznych, i dlatego nawrócenie było jedynie przejściowe, znów kończyło się schizmą.

Jednym z tych wypadków, i to najznaczniejszym, był Sobór w Ferrarze i Florencji. Wtedy Grekom groziło niebezpieczeństwo do Turków i tym sposobem pokazali ochotę połączenia z Kościołem Katolickim. Jednak ich zachowanie dobitnie pokazało, że ten ich zamiar nie był szczery. Papież Eugeniusz IV dał znaczną sumę na utrzymanie Greków w czasie Soboru. Grecy przyszli prosić o pomoc przeciwko Turkom, a tymczasem ich zachowanie było pełne hardości i zarozumiałości. Chociaż wola ówczesnego cesarza greckiego była dobra, jednak i on chciał zaznaczyć swoją suwerenność, bo chciał wjechać na koniu do kaplicy na pierwsze posiedzenia Soboru i wziął bardzo za złe służbie, która mu w tym przeszkodziła. W końcu kazał zanieść się do kaplicy na tronie. Dopóki nie dano mu satysfakcji, nie chciał brać udziału w żadnym posiedzeniu. Co więcej, aby go udobruchać, musiał Papież nakazać wybić nową bramę w swoim pałacu. Tron cesarza greckiego musiał być dokładnie tak wielki i tak samo przystrojony, jak dla cesarza rzymskiego. Jeszcze większa okazała się hardość patriarchy konstantynopolitańskiego, który raczej chciał wyjechać, niż złożyć należne Papieżowi homagium, który później, ażeby uspokoić Greków, zostawił im do wyboru formę przywitania. Szesnaście posiedzeń zabrała dysputa nad „Filioqe”, a biskup Dozyteusz z Monemavasii krzyczał: „Raczej wolimy umrzeć, niż się zlatynizować”. I to działo się w czasie kiedy Grecy przyszli prosić o łaskę, kiedy państwo bizantyjskie równało się ruinie, kiedy miecz turecki uderzył prawie w bramy Konstantynopola. W końcu podpisano unię, ale na jak długo? Cesarza, który podpisał unię, przy jego powrocie tłum przyjął pokłonami, a mnisi byli tymi, którzy podjudzali publikę. Nienawiść do „Genotyków”(Złączonych) była tak wielka, że w wielu miejscowościach zabroniono im procesji chrześcijańskiej. I to wszystko musiało sprowadzić karę Bożą – i ona nadeszła. Na tronie tureckim zasiadł Mahomet II i za niego skończyła się dola Konstantynopola. Cesarz Konstantyn XII w największym niebezpieczeństwie znów zwrócił oczy do Rzymu, który pomimo wielu zawodów, wysłał swojego legata do Konstantynopola. Dnia 12 grudnia 1492 roku Legat papieski odprawił uroczystą Mszę Świętą na znak, że jedna wiara, jedna modlitwa i jedna święta ofiara łączy Wschód i Zachód. Jednak Grecy, nie widząc zachowanego swojego obrządku, jak na przykład wlewania ciepłej wody do kielicha, opuścili Sobór św. Sofii i udali się po radę do mnicha Genadiusza, który wprawdzie uchodził za świętego, ale zarazem był najbardziej zawziętym wrogiem Kościoła Katolickiego. A ten mnich zarzucił bezbożność Rzymianom i im złorzeczył. Nawet mnisi, „czyści jak aniołowie, a hardzi jak diabli”, zerwali wszelką łączność z łacinnikami, publika przeklinała „Genotyków”, marynarze pili na pohybel Papieża, i „jego niewolników”, a sam admirał Notaras oświadczył, że woli widzieć w Konstantynopolu turban Mahometa niż tiarę papieża albo kapelusz kardynalski. Całkiem podobnie, jak kiedyś krzyczeli faryzeusze, że woleli cesarza rzymskiego niż Chrystusa Króla. Przez całą zimę, ten ostatni czas do opamiętania, trwała szalona agitacja na ambonach przeciwko Genotykom, nie wolno było nawet w chwili śmierci przyjmować Wiatyku z rąk Genotyków. Sobór św. Sofii omijano jako dom bałwochwalstwa… I wyczerpało się miłosierdzie Boże. Turcy zdobyli Konstantynopol, w walce poległ ostatni cesarz grecki, a kiedy zawołanie „Allah” rozległo się na ulicach miasta, wtedy tysiące ludzi schroniło się do Soboru św. Sofii, jednak siekiery wroga wyrąbały drzwi i straszliwe wydarzenia zohydziły to miejsce święte. Tabernakulum połamano, krzyż zerwano, nakryto czapką janczarską i obnoszono z gromkim krzykiem: „Oto Bóg chrześcijan”. Przez osiem godzin trwało mordowanie i rabunek. Tak zakończyło się greckie państwo i Cerkiew na Wschodzie. Patriarcha musiał żebrać u Turków na utrzymanie, Sobór św. Sofii obrócono na turecki meczet, a jeden Grek, który przeżył ten straszliwy upadek Konstantynopola, pisał tak: „Widziałem żołnierzy ubranych w święte szaty, a inny prowadził psy na smyczy, która była zrobiona z pasa wysokiego kapłana; ten pił z kielicha, a drugi jadł z pateny; tam widziałem mniszki z wysokiego rodu, które wcześniej przeklinały Unię, a teraz znieważane stały się ofiarą dla boga Mahometa”.

Państwo Bizantyjskie upadło, a Cerkiew straciła całkiem swoje znaczenie. Pozostał tylko szumny tytuł Patriarchy Ekumenicznego, pozostała forma bez treści, Fanaron, rezydencja patriarchy w Konstantynopolu, bez żadnego wpływu. Duch Bizantyjski zdeprawował cały Wschód, sprowadziwszy rozkład życia duchowego.

Jednak on sam nie zaginął, przeniósł swoje panowanie gdzie indziej, a dokładnie do Rosji, gdzie jego panowanie doszło do pełnego rozkwitu. Tutaj cezaropapizm wykazał pełną swoją władzę. Car rosyjski przywłaszczył sobie pełną, nieograniczoną władzę nad Cerkwią, stał się jej zwierzchnikiem. Patriarchat w Moskwie zlikwidowano, natomiast ustanowiono jako najwyższą instytucję cerkiewną „Świątobliwy Synod”, którego zwierzchnikiem był świecki urzędnik, zwany „ober-prokuratorem”. Cerkiew w Rosji nie miała żadnej możności swobodnych ruchów, była uważana i używana jako polityczna ekspozytura i wypełniała jej funkcje. Mimo wielkich i kapiących złotem świątyń, życie duchowe było w staniu upadku. Państwo gnębiło sumienie poddanych, a cerkiew była bezradna, czy raczej stała na usługach państwa. Zamiast kultu religijnego, który przenikałby wnętrze duszy, było tylko przywiązanie do zewnętrznego obrzędu, które graniczyło z zabobonem. Pod zewnętrzną, powiedzieć można zabobonną religijnością, wzmagał się coraz bardziej rozkład duchowy. Fałszywy i błędny mistycyzm stworzył wiele sekt, które nie mając w państwowej cerkwi zaspokojenia duchowego, szukały go w swoich różnych wymysłach, nieraz rażących albo absurdalnych aż do dziwactwa. Również życie polityczne, społeczne stało się nieznośne. Za każdego mieszkańca miała myśleć policja państwowa i urząd państwowy, a kto by poważył się myślec inaczej, czekało go więzienie lub zesłanie na Syberię. Najwięcej więzień, i najbardziej różnorodnych, znajduje się w Rosji. Pod tym względem przewyższyła wszystkie państwa na całym świecie. Policja zaglądał w każdy zakątek domu, śledziła każdy krok mieszkańców, szpiedzy nawet w czasie pokoju pracowali bez ustanku. Stąd zrodziło się znane przekupstwo i łapownictwo, bo tylko w ten sposób można było uwolnić się od szykan policyjnych czy urzędowych. Jednym słowem, atmosfera była duszna i ciężka. I z tej przyczyny powstały dwie Rosje: jedna państwowa, a druga ukryta, podziemna. Tę ostatnią wychowywali Dostojewscy, Tołstoje, Gorkowie i inni. Tutaj, w podziemiu dojrzewały wszelkie nurty destrukcyjne, począwszy od socjalizmu, a skończywszy na anarchizmie i nihilizmie.

 

 

Błogosławiony Męczennik

Grzegorz Chomyszyn

Biskup Stanisławowski (obrządku greko-katolickiego)

„Dwa Królestwa” – Wydawnictwo AA; Kraków 2017; str 244-248

Nic dla siebie i o sobie

Twoje nic dla siebie i o sobie jest ujemne, a akt oddania się na miłość jest dodatni. Owo pierwsze może być najdoskonalsze w Tobie, a to drugie nie być wcale. Twoje ja może się wyrzec wszystkiego, może wszystko odtrącić, może nawet nie pragnąć już niczego (rzecz arcytrudna wszelako), a mimo to może pozostać samo w sobie, i nie oddać się! Pójdzie jak ów pustelnik na pustynię, który się tam wybierze ze wzgardy dla świata, z głębokiego przekonania o jego nicestwie, a nawet zgrozie; ale nie pójdzie tam z miłości dla ukrytego aż tak daleko Boga. Twoje ja jest tym pustelnikiem, tak mi wszystko mówi, który już nic nie ma i niczego nie pragnie, ale jest zawsze sobą i nie przestaje być sobą. A tu właśnie o co innego idzie, o całą stroną dodatnią, o czyn i życie; a tym czynem jest oddanie się na miłość, a tem życiem jest samaż miłość, to jest Jezus, żyjąca, osobista miłość, która aa miejscu Twojego ja ma w Tobie stanąć i żyć, być wszystkiem, być Twoim nowem, przemienionym ja, samym Jezusem powtórzonym w Tobie i w Tobie żyjącym. W tymże naszym Najmiłościwszym Panu, w tej naszej jedynej miłości, jakże pragnę, aby się ta zmiana, to przemienienie już stało w Tobie, abyś już zaczęła przestawać być sobą, a zaczęła stawać się i być Jezusem! Powiesz mi, i bardzo słusznie: Cóż pocznę? Tego sama uczynić nie mogę! Wiem, że trzeba prosić; ależ to czynię. Czym nie powiedziała przedtem jeszcze: „Proszę Boga o miłość Jezusa, to pewna; ale proszę, bo On chce, ale to też niezawodna”. Czyż to nie jest to, com czynić powinna? Czyż to nie jest owo oddanie się?

Nie! Wielka jest głębia owego oddania się, przepaść bez dna. Możesz prosić o miłość zostając sobą; możesz pragnąć miłości nie oddając się na zniszczenie siebie na jej ołtarzu całopalnym; może prosić o nią dlatego, że On chce, a jednak nie tak jak On chce; możesz nawet prosić o taką miłość jakiej On chce, a jednak nie z takiego gruntu, nie o to samo na dnie rzeczy. Na dnie powinny być dwie rzeczy: naprzód oddanie Twojego ja na takie zniszczenie, aby w Tobie nic nie pozostało Twego i zgoła Ciebie; pozostać mają tylko ramy, że tak powiem, Twojej osobistości, jestestwa zupełnie próżne; a w tych ramach, w tej próżni treść ma być Jego, ma być On sam; a druga rzecz, która ma być na dnie, to właśnie On, On jako Twój początek jedyny, wszystko w Tobie rozpoczynający; On, który już jest Twoim celem i końcem, ma być tedy początkiem; a tutaj początkiem samejże miłości, którą mieć będziesz dla Niego z Niegoż samego. Nie tylko o miłość, dlatego że On chce, bo wtedy mogłaby to być miłość Twoja własna, nie zapoczątkowana przez Niego; ale masz prosić, aby po owem oddaniu się na zniszczenie całego Twojego ja, choćby nawet, jeśli to być może, z miłością dla Niego, ale z miłością własną Twoją, aby po takim oddaniu się, On dał ci swoje serce, swój umysł, swoją duszę, które wtedy staną się Twoje, i tem samem dał Ci swoją miłość dla siebie samego (boć On, jako człowiek, kochał swoją własną Osobę Bożą), a ta miłość stanie się wtedy Twoją, prawdziwie Twoją, ale nie Twoją własną, tylko wspólną Twoją z Jezusem i Jezusa z Tobą. Wtenczas, wtenczas dopiero przestaniesz być sobą; ziszczą się owe dwie wielkie rzeczy: oddanie się, a za miłość. Pókiś tego nie zrobiła, niceś nie zrobiła, przynajmniej nic dodatniego; i choćby w Twojej modlitwie nic nie było dla siebie i nic o sobie, choćbyś nawet prosiła o miłość Jezusa dlatego, że On chce, mimo to nie przestaniesz być sobą, i twoje ja nie oddało się, a bez oddania się nie masz i możesz mieć miłości.

 

Ks. Piotr Semenenko Listy duchowne; Drukarnia „Czasu” Kraków 1924

 

Św. Franciszek z Asyżu

W 1182 roku od narodzenia Chrystusa, w środkowych Włoszech, w bogatej rodzinie kupców Bernardone przyszedł na świat chłopiec, któremu nadano imię Jan. Rodzice pragnęli by ich syn osiągnął więcej niż oni sami – pragnęli dla niego stanu szlacheckiego. Dlatego też nie szczędzono mu pieniędzy na zabawy, które organizował dla rówieśników. Ojciec jego dostarczał mu ubrania na modłę francuską, dlatego nazywany był Francesco (czyli Francuzik), co stało się jego imieniem. Na początku XIII wieku został okrzyknięty królem  młodzieży asyskiej. Chcąc sprostać pragnieniom rodziców bierze udział w wojnie między Asyżem a Perugią. Dostaje się do niewoli i spędza w niej cały rok, wychodząc osłabionym i trawionym chorobą. Zostaje pasowany na rycerza i w roku 1205 udaje się na kolejną wyprawę wojenną. We śnie słyszy wezwanie Boga, słyszy pytanie: „Franciszku, komu lepiej służyć, Panu czy słudze?” Odpowiedź jego brzmi – „Panu”. Wraca do Asyżu, po drodze zamienia się z napotkanym żebrakiem na ubranie. Oddaje się modlitwie i pokucie. W trakcie modlitwy w kościele św. Damiana słyszy wezwanie: „Franciszku, napraw mój Kościół”. Widząc stan kościoła, w którym się modlił, postanawia  zadbać o zaniedbaną świątynie. W ciągu dwóch lat odrestaurował trzy kaplice w okolicach Asyżu. Chcąc pozyskać potrzebne fundusze wynosi z domu bele sukna. Ojciec Franciszka reaguje bardzo stanowczo i w konsekwencji wydziedzicza syna. Franciszek jest również zasadniczy i stanowczy – postanawia nadać temu urzędowy i oficjalny charakter: na publicznym placu, w obecności biskupa, rozbiera się do naga, składa ubranie przez swoim ojcem i mówi: „Kiedy wyrzekł się mnie ziemski ojciec, mam prawo Ciebie, Boże, odtąd wyłącznie nazywać Ojcem”.

W niedługim czasie znajdują się inne osoby pragnące żyć według zasad Franciszka. Pod koniec lutego 1208 roku słyszy na Mszy Św. czytaną Ewangelię – „Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski” (Mt 10, 10). To była droga jego życia. Postanawia spisać regułę życia według Ewangelii i wraz z braćmi udaje się do Rzymu celem uzyskania akceptacji papieża.

Kościół ówczesnego czasu przeżywał poważny kryzys. Wielkie bogactwo dostojników kościelnych oraz ich ambicje powodowały głosy niezadowolenia i krytyki niższych warstw społecznych. Wielkością św. Franciszka było, że naprawę widział wewnątrz Kościoła, w zgodzie z doktryną katolicką, w aprobacie papieża dla wybranej drogi.

Jest 1209 rok gdy papież Innocenty III zatwierdził regułę życia ubogiego według rad Ewangelii i nazwę dla nich – Bracia Mniejsi.

Miły w obejściu i delikatnej budowy Franciszek był obdarzony wrażliwością i bujną wyobraźnią, przenikliwym umysłem, zdolnością do refleksji ale i silną wolą. Miał poczucie realizmu, intuicję jak również szczerość i prostotę wobec innych. Miał duszę poety, kochał życie i odkrywał obecność Boga w całym stworzeniu jak i widział Jego doskonałość w rzeczach materialnych.

 Franciszek wraz ze swoimi braćmi osiada w Porcjunkuli, gdzie wokół kapliczki Matki Bożej Anielskiej było ich centrum wspólnotowe.

W roku 1212 przyłącza się do Biedaczyny z Asyżu Klara Offreduccio, która przyjmując regułę Franciszka zakłada zgromadzenie nazwane od jej imienia zakonem św. Klary. Powstają również wspólnoty pokutników, małżonków, które połączono i nadano im ramy organizacyjne. Jest to początek trzeciego zakonu. Owoce jego działania były wspaniałe: w 1221 roku na kapitule zakonu było trzy tysiące braci a rok później zgromadziło się pięć tysięcy członków jego zakonu.

Franciszek głosił pokutę wędrując od miasta do miasta. Już w 1217 roku chciał udać się do Francji, co się nie udało. Udała się wyprawa na Wschód w celu ewangelizacji pogan. W 1219 roku udaje się wraz z piątą wyprawą krzyżowców do Egiptu. Spotyka się z sułtanem Al-Kemelem i proponuje mu porzucenie Mahometa i przyjęcie Chrystusa. Sułtan propozycji nie przyjmuje, ale daje Franciszkowi glejt na poruszanie się po całym swoim państwie – co Biedaczyna wykorzystuje udając się do miejsc świętych w Palestynie.

Na Boże narodzenie 1223 roku święty Franciszek w Greccio, we Włoszech, wkłada do żłobu, przy którym stoi wół i osioł, małe dzieciątko i odczytuje fragment Ewangelii o narodzeniu Pana Jezusa. Jest to początek jasełek, szopek bożonarodzeniowych oraz teatru nowożytnego.

W połowie września 1224 roku, w trakcie modlitwy i czterdziestodniowego postu przed uroczystością św. Michała Archanioła doznaje łaski objawienia Chrystusa oraz otrzymuje stygmaty – widoczne ślady Męki Pańskiej.

Jego radość, spontaniczność, prostota, dziecinna ufność a zwłaszcza szczerość i prawość powodowały, że znalazł bardzo wielu naśladowców życia w ubóstwie i wielbieniu Boga. Jego wpływ na życie duchowe i artystyczne w średniowieczu był bardzo znaczący oraz jego życie i działania mają oddźwięk również w czasach współczesnych.

Surowe pokuty, trudy apostolstwa a zwłaszcza paląca miłość do Chrystusa wyczerpały siły Franciszka.

3 października 1226 roku umiera w Porcjunkuli, gdzie został przeniesiony tuż przed śmiercią. W dwa lata później papież Grzegorz IX dokonał kanonizacji Franciszka z Asyżu.

Święty Franciszek jest patronem wielu zakonów, Włoch, Asyżu, Akcji Katolickiej, aktorów, ekologów, niewidomych, robotników, ubogich, więźniów, kupców, harcerzy. Przedstawiany jest w habicie franciszkańskim, czasami ze stygmatami, w otoczeniu ptaków, zwierząt. Wspomnienie św. Franciszka obchodzimy 4 października.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W październiku 2017 ROKU.