O błogosławieństwo kraju

Boże! którego dobroć się unosi,
Gdy Cię cnotliwe serce o co prosi,
Wysłuchaj modły, które ten lud czyni
W Twej świątyni.

 

Błogosław Panu, który nami włada,
Niech tron swych ojców szczęśliwie posiada;
Na szczęściu ludu niech swą wielkość kładzie
W męstwie i radzie.

 

Niech pobożność krwi jego nie ginie,
Co wzorem cnoty w dziejach świata słynie;
By dobrych królów wiekopomna chwała
We wnukach została.

 

Błogosław, Panie, i temu rządowi,
Które złe znosi, a dobro stanowi;
W pracy, gdzie idzie o szczęśliwość ludu,
Niech nie zna trudu.

Męstwu wojsk naszych daj ogromne siły,
By sławę ojców swoich odnowiły;
Niech w nich najezdnik odpór znajdzie wszędzie
W swoim zapędzie.

 

Niech się na ziemi tej zbrodzień nie rodzi,
Co depcąc prawa szczęścia braci szkodzi,
Zdradą i fałszem żyjąc niespokojny
Krwi chce i wojny.

 

Pokój wam daje, wyrzekłeś to, Panie,
Niech głos ten prawem świata zostanie,
By zgoda sprzęgła sąsiedzkie narody
Wśród ich swobody.

 

Kazałeś ziemi, aby nas karmiła,
Deszcz i pogodę Twa ręka przesyła;
Niech więc z jej daru rolnik chleb swój kraje
I nędznym daje.

 

Tak obdarzeni Twojemi łaskami,
Prosim Cię, Panie, z pokorą i łzami:
Odpuść nam winy, niech nas w dobrym stanie
Wieczność zastanie. Amen

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich

 

 

Uroczystość Wszystkich Świętych

Jest to jedna z najwspanialszych, najwznioślejszych uroczystości Kościoła św., jego apoteoza i apologia. „Społeczność Świętych” oddziela się tutaj od hałaśliwej, zgiełkliwej, chaotycznej „gromady nieświętych”.

  1. Dusza człowieka światowego jest niespokojna, burzliwa, natrętna. Szuka tego, co lepsze. Taki jej instynkt, będący zarazem dla niej pokutą. Ma słuszność, wysilać się musi, bo człowiek rządzony jedynie popędem przyrodzonym, nieokrzesany jest i przyziemny. Wszak był mieszkańcem jaskiń, ludożercą, był dziki. Potem przebył ogromny rozwój dziejowy, doszedł do obecnego stopnia cywilizacji i mieszka dziś w Paryżu, Londynie, Warszawie. Zbudował sobie miasta, teatry, uprawia sztuki piękne i łamie sobie głowę pytaniem, co jeszcze będzie z niego. Na czoło tego niespokojnego, rwącego potoku wysuwa się chrześcijaństwo to, co ma najlepszego: „Dii estis”, jesteście bogami, i wskazuje na społeczność świętych. To nie ludzie ziemscy, ale „bogowie”. Na czele idzie Jezus Chrystus, Bóg wcielony, po nim idą Najświętsza Panna, dziewice czyste jak lilie… młodzieńcy z wińcami na głowach… dusze ofiarne, proste, nieskalane… bohaterzy i wyrobnicy… to dokonywa się proces przebóstwienia. Nieskończenie miłujący Bóg zakochany jest w duszach, ich życie jest dla niego skarbem (wszystko w nim zasługą), ich tchnienie ostatnie jest mu klejnotem („droga przed oblicznością Pańską śmierć świętych jego”). Żyje w nich swą łaską i rozbudza pragnienie żywota wieczystego. Vita… Vita aeterna – to kadencja ewangelii, jej finał harmonijny. Już tu na ziemi Bóg wskazuje zdroje żywota i piękne, szczęśliwe życie w ośmiu błogosławieństwach. O Chryste, kochać będę to życie, w niem wieczna młodość! Wiem, że jedynie przez Ciebie zdołam je posiąść. Do braci swoich w niebie, których kocham, wienienem stać się podobnym.
  2. Powiadają, że smutne to życie, które nie kocha rozkwieconej ziemi, błękitnego nieba, wonnej róży, marmuru lśniącego, które się nie uśmiecha, a marzy o śmierci. Przeciwnie! Życie święte kocha to wszystko. Lecz gdy zamracza się błękitne niebo, więdnie róża, kruszeje marmur, miłość świętych wychodzi daleko poza to wszystko i stwarza harmonie między ziemią a grobem, czasem a wiecznością, rozkwitem róż a znikomością. W głąb się spuszcza, a na skrzydłach wiary wznosi się w górę w żywot wiekuisty. W ośmiu błogosławieństwach ujmuje wszelkie wyzwolenie duszy i życia, czy je nazywają ubóstwem czy łzą, męczeństwem lub prześladowaniem. O boski, radosny, harmonijny żywocie, ten tylko oburza się na ciebie, kto nigdy nie ujrzał twego oblicza. Ja cię znam i kocham.
  3. Sądzono, że to życie podłe i nikczemne, że obrzydzenie i nienawiść ma do siebie, że poczytuje się za nieczyste i grzeszne i chce , by po nim deptano. Biczuje się i nie myje się nigdy, nie buduje domów lecz wydrąża sobie pieczary w ścianie skalnej. – Rysy zewnętrzne nie stanowią świętości. Także w psychologii życia duchowego zdarzają się objawy chorobliwe, przesady chwilowo modne, których naśladować nie ma potrzeby. Faktem jest, że przychodzimy na świat w grzechu pierworodnym i sami również grzeszymy, bolejemy zaś nad tym dlatego tylko, żeby dostąpić chwały, a w żalu i w pokucie pracujemy także tylko dla chwały. Zresztą życie duchowe podobne jest do fabryki budowlanej. Są tu wiadra z wapnem, skały piaski, kamieni i cegieł, a wśród nich uwijają się młoty i motyki. Dopiero dzięki tym przyborom i pracom powstaje dom lub świątynia. Dusza nasza jest takim terenem budowlanym. Pracuje na nim ogień, żelazo, łzy, krew, a skoro tylko wyrośniesz ze swych ułomności, powstanie z ciebie „świątynia boża”.
  4. Mniemano, że to życie bezsilne i tchórzowskie, jest słabe, bo miłosierne, bo miłuje cierpiącego i nędzarza. Mówi o litości i smuci się nad cudzą niedolą. Podnosi na duchu ubogiego i żebraka, nad którym się roztkliwia. Tak, to prawda. Lecz czyni to z miłości, która mocna jak śmierć. Zniża się, lecz po to, by podnosić do góry. „Mocna jak śmierć”, pełna łaski. Ten boży pierwiastek działa w niej, w jego mocy ściera się ze światem i nie lęka się.
  5. A gdzie rodzą się takie dusze? W obcowaniu Świętych. Tam żyje wiara, tam bije siedem zdrojów łaski, sakramenty św., tam Przenajświętsza Ofiara, klucz do bram wieczności, tam wspólna praca nad wielkimi zadaniami, tam samopomoc(zasługa) i pomoc wzajemna (modlitwa, miłość, wstawiennictwo, odpusty). A zatem jest ideał i jest siła w społeczności świętych. Zapalajmy się do czynu, mówiąc sobie: Powiodło się tym i tamtym, czemu by mnie nie miało się udać? W życiu duchowym panuje wieczna wiosna, w niej przebywają dusze uwielbione. Wszelako istnieje także wieczna śmierć, w której żyje dusza, zdruzgotana ku wiecznej dla siebie udręce. Ma też dusza swe lato, kiedy wydaje owoc, wreszcie jesień w życiu duszy, pora niedostatku, smutku, melancholii, opadu liści, ogołocenia i nagości, a jesienią tą jest ogień czyśćcowy na drugim świecie.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

 

Szermierze Różańca

Głosiciele, obrońcy, krzewiciele i szermierze Różańca, nie powinni być pozbawieni należnej im chwały. Oto dlaczego:

  1. 1.Są oni wielkimi anioła Boga, którzy w niebie oświecali swym światłem najmniejszych, ażeby zajmowali pierwsze miejsce w miłości i oddawaniu czci Bogu Stwórcy. 2. Są, jak dobry Abel, tymi, którzy krzewią kult Boga; są jak Set, wzywającymi imienia Pana (zob. Rdz 4). 3. Są jak drugi Noe (Zob. Rdz 7), bo ocalają wiele dusz w arce bractwa. Oni rzeczywiście budują na znak pokoju Arkę przymierza dla grzeszników i błagają, żeby gołębica wzniosła się wysoko do kuszonych z gałązką oliwną Bożej łaskawości. 4. Są także jak Abram, bo wyzwalają więźniów z rąk grzeszników(zob. Rdz 14). 5. Są też jak Izaak, bo kopią studnie łaski i błogosławieństwa(zob. Rdz 26).
  2. 6.Budują podobnie jak Jakub drabinę do nieba(zob. Rdz 28), po której grzesznicy mogą wrócić do Boga. 7. Jak Izaak(zob. Rdz 26) zasiewają pola łask i w spichlerzach gromadzą przeobfite zbiory. 8. Dobre łaski i ich sława wznoszą się niczym snopy Józefa(Rdz 37) i stają się obiektem podziwu i czci dla innych. 9. Są jak Józef w Egipcie zbawcami świata, który podtrzymywany jest modlitwami Psałterza. 10. Jak Mojżesz pasą swymi modlitwami wierne owce, rózgą pokuty dokonują wielkich i przedziwnych rzeczy w nawracaniu grzeszników. Równie wiele czynią w świętych rozmowach, gdy zadają wielkich szkód demonom w celu wyzwalania z niewoli grzechów, gdy sprowadzają z nieba mannę łaski i Eucharystii, wreszcie, gdy dobywają ze skał łzy pokuty i doprowadzają braci na górę niebiańskiego, wiecznego odpoczynku.
  3. 11.Jak Jozue przeprowadzają przez Jordan świata suchą nogą, przez to, że zarówno dobrych, jak i złych kształtują i zaprawiają do kultu Bożego przykładem, zasługami i słowem. 12. Są Samuelem(1 Sm 8), ucząc lud i zachęcając go do prowadzenia godnego życia. 13. Są Dawidem(1 Sm 17), zabijając procą Różańca szatańskiego Goliata z pomocą pięciu najczystszych kamieni pięćdziesiątek. 14. Są Eliaszem (1 Krl 19) jako żarliwi obrońcy Prawa, piętnujący i zabijający zbuntowanych i prowadzący do zbawienia tych, którzy się opamiętają. 15. Są Elizeuszem, gdy dokonują mocą Różańca niezwykłych znaków i cudów.
  4. 16.To dumni Jeremiasze, co to noszą wszędzie zawieszony na szyi Różaniec, mówiąc jednocześnie grzesznikom o nieprawości i pokucie. 17. To Daniele, co to przez okna ran Chrystusa zanoszą do domu Bożego swe nieustanne modlitwy. 18. To Zorobabele wyprowadzający wielu z niewoli babilońskiej. 19. To Izajasze przez modlitwę i rozważania pilnie zgłębiający i głoszący wcielenie Chrystusa, mękę i źródła Jego nauki. 20. To Ezdrasze i Nehemiasze, którzy ożywiają przytłumiony i niemal wygasający ogień miłości, czym przywracają zapomniane Prawo i odbudowują świątynię jerozolimską.
  5. 21.Są oni towarzyszami Gabriela w pozdrawianiu Maryi i często o nim mówiącymi światu. 22. Są współbraćmi aniołów, głoszącymi pokój bractwu ludziom dobrej woli, sławiącymi Chrystusa zrodzonego z nienaruszonego łona Dziewicy. 23. Są uczniami i naśladowcami Chrystusa; są apostołami przekazującymi światu ewangelię Pozdrowienia [anielskiego] i Modlitwy [Pańskiej]. 24. Są orędownikami pogan i chorych, prowadzącymi ich do Chrystusa, żeby ich uzdrowił. 25. Są obecni przy przemienień Pana, są świadkami i głosicielami konania Jego w Ogrójcu, ukrzyżowania na Górze i wstąpienia do nieba. Znalazłem te rzeczy i przeczytałem w Mariale Jana ze Monte, kaznodziei nieodłącznego towarzysza kaznodziejstwa naszego świętego ojca Dominika.

 

Znalezione w Psałterzu Jezusa i Maryi; błogosławionego Alana z la Roche

 

Woda z kałuży

Od marca 1984 aż do maja 2019 roku obowiązywał zakaz organizowania pielgrzymek przez parafie, dekanaty, diecezje do Medjugorie. Mimo to takie „wyjazdy” były organizowane, w niektórych parafiach nawet w sposób cykliczny. Spotkałem się z opiniami osób które odwiedziły to miejsce(prywatne nawiedzenia nie były objęte tym zakazem). Nie spotkałem się z krytycznymi uwagami – raczej wszyscy byli zadowoleni, przedstawiali wiele korzyści duchowych, jak i informacji o nawróceniach. Próbując przedstawić oficjalne stanowisko Watykanu oraz początki objawień jak i losy pierwszych księży którzy mieli styczność z widzącymi, otrzymywałem odpowiedź, że przecież są tam nawrócenia, że odmawiany jest Różaniec, że tyle duchowych przeżyć, że nie może to być coś złego. Patrząc na oficjalne stanowisko Kościoła w sprawie „objawień” w Medjugorie nasuwa się porównanie do spragnionego wędrowca na pustyni. On, aby zaspokoić swoje pragnienia, będzie pił wodę z każdej napotkanej kałuży i będzie szczęśliwy, że ją znalazł. Nie patrzy na to czym ta woda jest, skąd jest, co w sobie zawiera – dla niego ważne jest, że gasi pragnienie.

J. Malczewski „Zatruta studnia” (1905)

Medjugorie jest niestety taką duchową zatrutą studnią do której można odnieść obraz Jacka Malczewskiego. Powołana przez biskupa Ratko Perića komisja nie stwierdziła nadprzyrodzoności w wydarzeniach w Medjugorie. Episkopat byłej Jugosławii jak i Kongregacja Nauki Wiary zgadza się z wnioskami tej komisji. Oczywiście modlić się można w każdym miejscu i łaskami jesteśmy obdarowywani na każdej Mszy świętej. Natomiast są miejsca gdzie łaski spływają na nas znacznie obficiej i są to miejsca szczególne. Do nich należą z pewnością miejsca objawień. Miejscami autentycznych i zatwierdzonych przez Kościół objawień są np. Gietrzwałd, Fatima, Lourdes, Guadalupe – te najbardziej znane.

Dlaczego nie gasić pragnienia wodą z czystego źródła, wodą która prawdziwe gasi pragnienie, z której korzystano przez pokolenia?

Tak licznie odwiedzane Medjugorie świadczy o pustyni duchowej w naszym życiu. Świadczy, że naszych potrzeb duchowych nie zaspokaja coniedzielna Msza św. – potrzebujemy więcej duchowości. W naszym pragnieniu zadowalamy się nawet wodą z kałuży, bo jest mokra i również ugasi pragnienie. Nie zwracamy w ogóle uwagi na niebezpieczeństwa, ważne jest dla nas zaspokojenie pragnienia – pragnienia duchowego przeżycia, autentycznej modlitwy, pragnienia sacrum.

 

Święta Jadwiga śląska

Przyszła święta i patronka Polski urodziła się w Andechsie na terenie dzisiejszych Niemiec. Dokładna data nie jest znana – było to między 1178 a 1180 rokiem. Rodzicami jej byli Bertold IV von Andechs oraz Agnieszka von Rochlitz z rodu Wettynów(z tego rodu pochodzili późniejsi królowie Rzeczpospolitej August II i August III). Miała czterech braci oraz trzy siostry, jedna z nich została żoną Andrzeja króla Węgier, a druga żoną króla Francji. Nauki pobierała w klasztorze sióstr benedyktynek w Kitzingen nad Menem. Do programu nauczania wówczas należała nauka łaciny, Pisma Świętego, dzieł Ojców Kościoła, żywotów świętych jak również haftu, malowania, muzyki oraz pielęgnacja chorych. Rodzice podjęli decyzje, że Jadwiga zostanie wydana za Henryka Brodatego księcia śląskiego. W wieku lat dwunastu przybyła na dwór swego przyszłego małżonka. Było to z jej strony podporządkowanie się woli rodziców, gdyż ona sama chciałaby zostać w klasztorze. Z przekazów zachowanych do dziś wiemy natomiast, że byłą wierną żoną i wspierała męża radą i pomocą. Gdy Henryk dostał się do niewoli Konrada Mazowieckiego nie zgodziła się zorganizowanie wyprawy w celu odbicia księcia, ale sama udała się w drogę na Mazowsze i padła do nóg księcia Konrada, który nie spodziewał się takiej sytuacji i uwolnił z niewoli Henryka Brodatego.

Jadwiga z poświęceniem wypełniała obowiązki żony, matki jak i księżnej. Bardzo dobrze poznała język polski gdyż samodzielnie odwiedzała chorych i ubogich wypytując o ich potrzeby. Aby móc lepiej wspierać potrzebujących stworzyła szpital objazdowy. Księżna Jadwiga była osobą skromną i oddaną swoim poddanym. Aby nie wyróżniać się od nich, sama chodziła boso. Nie podobało się to jej mężowi który wymógł na spowiedniku aby nakazał jej noszenie obuwia. Księżna, posłusznie wypełniając polecenie spowiednika zaczęła nosić buty… przywieszone na sznurku.

Oddanie się sprawom biednych i chorych było u Jadwigi działaniem życiowym. To za jej przyczyną powstał szpital Św. Ducha we Wrocławiu, w księstwie było to pierwszy tego typu ośrodek. W Środzie Śląskiej został założony szpital dla trędowatych kobiet. Wyprosiła u męża nadanie ziemi w Oleśnicy Małej dla rycerskiego zakonu templariuszy, który po kasacie zakonu, przejęli joannici(zwani również kawalerami maltańskimi).

Również z inicjatywy księżnej śląskiej powstało we Wrocławiu hospicjum dla duchownych. Na swoim dworze stale utrzymywała trzynaście kalekich osób (ta znamienna liczba miała przypominać Jezusa oraz dwunastu Apostołów).

Dwór jej znany był z dobrych obyczajów oraz żelaznej dyscypliny. Otaczała swoich podwładnych macierzyńską troską. Dbała aby jej urzędnicy nie uciskali kmieci, wstawiał się do męża o złagodzenie kar. W czasie klęsk nakazywała rozdawać żywność dla poszkodowanych. Dbała również o więźniów posyłając im jedzenie i odzież oraz wypraszając zamianę kary uwięzienia na pracę przy budowie kościołów lub klasztorów.

Jadwiga miała siedmioro dzieci, do pełnej dojrzałości weszli tylko Henryk II Pobożny, oraz Gertruda – ksieni założonego przez Jadwigę klasztoru w Trzebnicy.

W roku 1201 umarł Bolesław I Wysoki ojciec Henryka Brodatego, jednym z pierwszych działań młodych rządzących było ufundowanie opactwa cysterskiego w Trzebnicy w 1202 roku. Pierwsze mniszki przybyły w początkach 1203 roku przysłane przez brata księżnej Jadwigi Ekberta biskupa Bambergii. Opatką została nauczycielka i opiekunka Jadwigi z czasu jej nauki w klasztorze. Pod szczególną opieką Henryka Brodatego klasztor rozwijał się prężnie dając początek kolejnym pięciu opactwom.

W roku 1209 oboje małżonkowie składają przed biskupem wrocławskim Wawrzyńcem ślub dozgonnej czystości. Jadwiga miał wówczas ok. 30-37 lat, a jej mąż 42 lata. Na pamiątkę tego ślubu Henryk zapuścił brodę, stąd też otrzymał przydomek Brodaty.

W 1238 roku umiera książę Henryk Brodaty, Jadwiga przekazuje władzę synowi Henrykowi Pobożnemu i zamieszkuje w klasztorze sióstr cysterek w Trzebnicy.

Rok 1241 jest tragiczny – już w styczniu od wschodu zaczynają docierać rozpoznawcze oddziały zagonów mongolskich. Henryk Pobożny wraz z rycerstwem śląskim, małopolskim oraz wielkopolskim na początku kwietnia stoczył bitwę pod Legnicą.

Jadwiga w tym czasie przebywała w Krośnie Odrzańskim i w sennym widzeniu ujrzała jak aniołowie unoszą do nieba modlącego się Henryka ze śląskim sztandarem. Powiedziała: „Jak fruwa ptak, tak szybko odleciał ode mnie mój syn i nigdy więcej nie zobaczę go już w tym życiu”. Wieść o klęsce i śmierci syna nie była dla niej zaskoczeniem. Do rozpaczającej synowej powiedziała: „To jest wolą Bożą i musi nam się podobać to, czego Bóg chce i to, co się Bogu podoba”.

Święta Jadwiga Śląska zmarła 14 października 1243 roku, pochowano ją dwa dni później w klasztornym kościele w Trzebnicy. W 20 lat później wybudowano ku jej czci specjalną kaplicę a w 1680 roku przeniesiono jej ciało do grobowca w którym spoczywają po dzień dzisiejszy.

Jej kult rozpoczął zaraz po jej śmierci. Dnia 12 marca 1267 roku papież Klemens IV dokonał kanonizacji Jadwigi i była czczona jako patronka Polski i całego Śląska.

W ikonografii przedstawiana jest boso w habicie cysterskim lub płaszczu książęcym, z mitrą książęcą na głowie, w ręku trzyma buty, makietą kościoła lub klasztoru. Jest patronką Polski, Śląska, archidiecezji wrocławskiej, i diecezji w Gorlitz oraz miast: Andechs, Berlina, Krakowa, Trzebnicy i Wrocławia.

W 2017 Sejmik Województwa Dolnośląskiego nadał jej tytuł Honorowego Obywatela Dolnego Śląska CIVI HONORARIO

 

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W październiku 2018 ROKU.

Salome XXI wieku

Najbardziej znana Salome, to ta opisana w Nowym Testamencie – była córką Herodiady, żony króla Galilei i Perery, Heroda Antypasa. Matka jej bardzo chciała uciszyć św. Jana Chrzciciela, który głośno i publiczne piętnował związek Herodiady z królem. Nie mogąc nakłonić męża do pozbycia się proroka, spowodowała, że na uczcie wydanej przez króla, zatańczyła Salome. Król oczarowany jej tańcem obiecał spełnić jej życzenia. Za podpowiedzią matki poprosiła o głowę proroka Jana Chrzciciela. I dostała ją na złotej tacy.

Kim jawi się w tej przypowieści Salome? To tylko dziecko, które tak naprawdę nie zdawało sobie sprawy z toczących się wokół niej zdarzeń. Zaufała dorosłym, a w tym przypadku swojej matce. Została potraktowana przedmiotowo. Została wykorzystana, przez rodzoną matkę, do walki politycznej. Do zmuszenia władcy by dokonał rzeczy, co do której nie był przekonany i miał świadomość, że nie jest to działanie za które poddani będą go chwalić. Salome zaś była zadowolona, że mogła spełnić życzenie swojej matki – nie patrząc na to, że dokonało się to przez śmierć człowieka, a w tym przypadku proroka.

W naszych czasach pojawiły się również sytuację, że dzieci są wykorzystywanych przez dorosłych do osiągnięcia jakichś celów – czy to politycznych czy też ideowych. Za tymi dziećmi również stoją ich rodzice czy też opiekunowie. Mają oni również zaufanie tychże dzieci i tak naprawdę traktują je przedmiotowo. Jeśli nastolatek wypowiada się na tematy, co do których naukowcy (którzy kończyli nie jedną uczelnię) nie mają wyrobionego zdania, to od razu rodzi się pytanie – kto podpowiada takiej młodej osobie, kto nią kieruje? Młodym ludziom wydaje się, że już uczestniczą w życiu dorosły, wydaje się im, że już zmieniają świat. A tak naprawdę są tylko narzędziem w innych rękach, są manipulowani przez dorosłych.

 

 

Dlaczego 150 „Zdrowaś Mario”?

W rozdziale V pięknej pozycji jaką jest „Psałterz Jezusa i Maryi” błogosławionego Alana de la Roche przytaczana jest argumentacja za tym aby Różaniec (Psałterz Maryi, jak go określa bł. Alan) miał 150 razy powtarzaną modlitwę „Zdrowaś Mario”.

  1. Powód ku temu nie ma nic wspólnego z zabobonem ale jest to naśladowanie Kościoła. Różaniec bowiem odpowiada takiej samie liczbie psalmów z Księgi Psalmów.
  2. Psałterz Dawidowy jest proroczą zapowiedzią Chrystusa i Jego Matki, dlatego ich cnoty i doskonałość czcić należy tyloma właśnie Pozdrowieniami Anielskimi.
  3. Motyw mistyczny odnosi się do pełnej różnych treści liczby 150, na co są liczne przykłady. Wśród nich: budowa Arki, Przybytek Mojżesza, świątynia Salomona i wizja Ezechiela.
  4. Motyw fizyczny. Filozofowie i teologie utrzymują, że jest jedenaście sfer niebieskich:
    1. Empirejska;
    2. Pierwsza ruchoma;
    3. Krystaliczna lub wodna;
    4. Firmament gwiaździsty;
    5. Niebo Saturna;
    6. Jowisza
    7. Marsa;
    8. Słońca;
    9. Wenery;
    10. Merkurego;
    11. Księżyca.

Oprócz tego istnieją cztery pierwsze zasady i dlatego każdy człowiek potrzebuje tych piętnastu elementów do życia w sposób zgodny z naturą. Dołącza się do tego fakt, że każdy z tych elementów na dziesięć różnych sposobów wpływa na życie ludzkie. Sposoby te zwane również kategoriami są następujące:

  1. Substancja,
  2. Jakość,
  3. Ilość,
  4. Relacja,
  5. Działanie,
  6. Namiętność(gwałtowne uczucie),
  7. Położenie,
  8. Pora(czas),
  9. Gdzie(przestrzeń),
  10. Możność

 

Jak widać każdy człowiek ma w sobie 150 naturalnych dyspozycji. Ponieważ wszystkie one i każda z nich trwają niezmiennie lub podlegają zmianom pod panowaniem Chrystusa i opieką Matki Bożej, stosowną jest rzeczą, kto chce w nich trwać i usuwać wszelkie sprzeciwiające się im zło, powinien sławić i czcić Jezusa i Maryję taką samą ilością Pozdrowień Anielskich.

Tego samego dowodzi motyw moralny. Jest przecież piętnaście najważniejszych cnót chrześcijańskich:

  1. Trzy cnoty teologalne – wiara, nadziej i miłość;
  2. Siedem cnót głównych – pokora, hojność, czystość, uprzejmość, wstrzemięźliwość, cierpliwość i pobożność;
  3. Cztery cnoty kardynalne – roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie i męstwo(tej ostatniej towarzyszy jeszcze abstynencja).

I tak mamy w każdym chrześcijaninie 150 bezwzględnie koniecznych dyspozycji moralnych. A ponieważ wszelkie dobro pochodzi z wysoka, dlatego nie tylko dla otrzymywania różnych dóbr od Boga, ale i do unikania przeciwnego im zła, koniecznym jest zwracanie się do Boga i Matki Bożej tą samą ilością Pozdrowień.

 
Motyw moralny przeciwstawia się następującym piętnastu wadom lub grzechom:

  1. Niewierność,
  2. Rozpacz,
  3. Presumpcja(zarozumiałość),
  4. Nienawiść,
  5. Pycha,
  6. Chciwość,
  7. Rozpusta,
  8. Zazdrość,
  9. Obżarstwo,
  10. Gniew,
  11. Gnuśność,
  12. Nieroztropność,
  13. Bojaźliwość,
  14. Nieufność,
  15. Bezbożność,

Ta sama ilość odpowiada wielkości nagród w niebie za wszystkie cnoty oraz ilość kar w piekle za przewinienia jak również i ilości nieszczęść jakie się przydarzają w życiu doczesnym.

Dlatego należy przestrzegać i pilnować ilości 150 modlitw w Różańcu.

Jest również motyw naturalny który również prowadzi do takiej ilości modlitw. Każdy człowiek posiada piętnaście władz naturalnych. Mamy pięć zmysłów zewnętrznych(wzrok, słuch, węch, smak i dotyk) i pięć wewnętrznych. Zmysły wewnętrzne to: zmysł wspólny[1], wyobraźnia, fantazja, ocena i pamięć. Każdy z nas posiada jeszcze pięć władz wyższych: motywacja, zmysłowość, umysł czynny, umysł bierny i wolę. Powinniśmy służyć Bogu zgodnie z Dekalogiem, dlatego też trzeba te piętnaście dyspozycji naturalnych pomnożyć przez dziesięć przykazań Dekalogu. I mamy tu 150 czynów zasługujących za które przyobiecanych jest tyle samo nagród na ziemi i tyle samo w niebie.

 

 


[1] Zmysł wspólny (sensus communis) stanowi „korzeń”, zasadę zmysłów zewnętrznych, ponieważ jego aktem jest postrzeganie aktów właśnie tych zmysłów. Zmysł wspólny odróżnia zmysłowe jakości właściwe dla poszczególnych zmysłów(oko – np. kolor żółty; smak – np. słodycz; węch – np.kwiatostan lipy; dotyk – np. kleistość), następnie wydaje sąd stwierdzający dokonywanie się postrzegania przez zmysły zewnętrzne – „widzę, że widzę” (czego z pewnością żaden ze zmysłów nie potrafi). Właściwym przedmiotem zmysłu wspólnego są  tzw. „wspólne przedmioty  zmysłowe”, nieuchwytne przez konkretne zmysły, np. ruch, liczba, kształt, wielkość. Źródło

Pochwała miłości

Wielka to rzecz miłość, wielkie dobro, ona czyni lekkim to, co ciężkie, i spokojnie znosi wszelkie niepokoje. Bo dźwiga ciężar bez ciężaru, a każdą gorycz zaprawia słodyczą i daje jej smak wyborny. Szlachetna miłość Jezusa popycha do czynienia rzeczy wielkich i pobudza do pragnienia coraz doskonalszych.

Miłość pragnie wznosić się wysoko, a nie grzęznąć w niskich popędach. Miłość pragnie być wolna i obca wszelkiej ziemskiej czułostkowości, aby nic nie przeszkadzało jej wewnętrznemu spojrzeniu, aby żadne przemijające szczęście nie uwikłało jej w drodze i nie zepchnęło w nieszczęście.

Nic łagodniejszego od miłości, nic silniejszego, nic wyższego, nic ogromniejszego, nic szczęśliwszego, nic pełniejszego i lepszego w niebie i na ziemi, bo miłość wywodzi się z Boga i dlatego tylko w Bogu może spoczywać wzniesiona ponad całe stworzenia.

Kto kocha – fruwa, biegnie, cieszy się, wolny i nieskrępowany. Wszystkim wszystko oddaje, wszystko we wszystkim posiada, bo spoczywa wysoko ponad wszystkim, tam, skąd wypływa i pochodzi wszelkie dobro. Miłość nie patrzy na dary, ale obraca się całą ku temu, kto daje, wznioślejsza niż samo posiadanie. Miłość nie zna miary, jej płomień przepala wszelkie miary.

Miłość nie odczuwa ciężaru, nie liczy trudu, nie mierzy zamiary na siły, nie tłumaczy się niemożliwością, sądzi, że wszystko może, wszystko potrafi. Porywa się więc na wszystko, wszystko zdobywa i osiąga tam, gdzie ten, kto nie kocha, znużony odpada.

Miłość czuwa i śpi nie śpiąc. Zmęczona, nie nuży się, spętana, nie daje się spętać, pełna trwogi – nieustraszona, jak płomień żywy i płonąca pochodnia wybucha w górę i bez szkody wszystko przenika.

Kto kocha, zna to wielkie wołanie. Żarliwa miłość ducha brzmi wielkim krzykiem w uszach Boga: Boże mój, moja miłości, należysz cały do mnie, jak i ja cały jestem Twój.

 

O naśladowaniu Chrystusa; Tomasz a Kempis – Cz. III; rozdział V

 

Święty Robert Bellarmin

Robert Franciszek Romulus Bellarmin przyszedł na świat 4 października 1542 roku, w Toskanii, w Montepulciano. Rodzina była zacna i majętna, a matka jego Cintia z domu Cervini była siostrą papieża Marcelego II. W 1557 roku zakon jezuitów otworzył w jego rodzinnym mieście szkołę, w której Robert był jednym z pierwszych uczniów. Po ukończeniu szkoły decyduje się, w 1560 roku, na wstąpienie do zakonu jezuitów. Studiuje w latach 1560-1567 filozofię w Kolegium Rzymskim oraz we Florencji i Mondovi oraz w Padwie i Lowanium (Leuven) w Belgii. W 1570 roku kończy studia w Belgii i otrzymuje święcenia kapłańskie. Zostaje nauczycielem oraz pełni funkcję prefekta studiów i dyrektora duchowego na uczelni w Lowanium.

W Belgii toczą się wówczas zażarte dyskusje między protestantami i katolikami. Robert bierze w nich czynny udział. W tym okresie powstają jego pierwsze pisma w obronie wiary katolickiej: „Wykaz heretyków”, „Konkluzje o sakramentach” oraz „O pisarzach kościelnych”.

Działalność, skuteczność i przywiązanie do nauki Kościoła Katolickiego zostają zauważone i w roku 1576 zostaje przeniesiony do Rzymu. W Kolegium Rzymskim prowadzi zajęcia z tych samych tematów co w belgijskim Lowanium. W latach 1586-1593 w trzech tomach ukazuje się dzieło, które przynosi mu największą chwałę – są to „Dysputy i kontrowersje o spornych kwestiach wiary chrześcijańskiej” w skrócie „Kontrowersje”. Zawarte jest tu podsumowanie nauki Kościoła Katolickiego i wiary katolickiej. Robert Bellarmin przytacza cytaty z ponad 250 autorów katolickich i ponad 50 niekatolickich. W ciągu kolejnych 30 lat ukazało się 20 wydań w różnych językach.

W 1597 roku papież Klemens VIII ustanawia Roberta Bellarmina swoim doradcą oraz egzaminatorem biskupów. Został powołany również na stanowisko inkwizytora. Z uwagi na ilość zleconych zadań miał żartobliwy przydomek „tragarz kurii rzymskiej”. Był skromnym, ascetycznym człowiekiem, tytanem pracy, wzbudzającym podziw swoją wiedzą. W tym samym 1597 roku ukazuje się drukiem „Katechizm”, który niebawem przetłumaczony będzie na 56 języków i doczeka się ponad 400 wydań. Katechizm Bellarmina składa się z czterech zasadniczych części omawiających Credo, modlitwę, przykazania i Sakramenty. W dodatkowych rozdziałach prezentowane są cnoty, błogosławieństwa ewangeliczne, dary Ducha Świętego, grzechy i rzeczy ostateczne. Jest on maksymalnie skondensowanym zbiorem zasad wiary katolickiej, bez zbędnych komentarzy. Został tak skonstruowany by odbiorcy mogli wyuczyć się na pamięć podanych formuł. Z tego to powodu był wzorem dla katechizmów do XX wieku.

Jego publikację spowodowało powołanie na uczelniach protestanckich katedr „antybellarminowskich”.

W 1599 roku zostaje kardynałem a w 1602 roku arcybiskupem Kapui. Jako biskup Bellarmin przyjął zasadę by nie gromadzić majątku, nie wspierać krewnych natomiast wspierać i pomagać ubogim oraz być zawsze zakonnikiem. Postanowień tych trzymał się do śmierci i stąd też nie przyjął wysokiej pensji ofiarowanej mu przez króla Hiszpanii Filipa III.

Dla chwały Bożej nie wahał się sprzeciwić nawet samemu papieżowi – co możemy poznać czytając „O głównym obowiązku papieża” w którym wylicza siedem głównych nadużyć najważniejszego urzędu w Kościele Katolickim.

Jako biskup Kapui okazał się gorliwym duszpasterzem oraz utalentowanym administratorem. W ciągu trzech lat trzykrotnie wizytował całą swoją diecezję oraz zwołał trzy synody. We wszystkie niedzielę oraz dni świąteczne osobiście głosił kazania. W tym też czasie wydał „Wyjaśnienia symbolu dla proboszczów” zawierające materiały do kazań.

Po śmierci papieża Klemensa VIII uzyskał na konklawe nawet kilka głosów przy wyborze kolejnego papieża. Nowy papież Paweł V czyni go członkiem wielu kongregacji.

Robert Bellarmin jako inkwizytor przygotował akt oskarżenia, sprecyzowany w postaci ośmiu zarzutów, w procesie Giordano Bruno. Włoski dominikanin nie został skazany za propagowanie teorii Kopernika ani za poglądy naukowe. Skazany został za negowanie bóstwa Jezusa Chrystusa, za głoszenie, że był On sprytnym sztukmistrzem; twierdzenie, że Duch Święty jest „duchem wszechświata”, że szatan będzie zbawiony. Głoszenie takich poglądów i brak chęci ich odwołania karany był śmiercią również w krajach protestanckich.

Będąc już arcybiskupem i kardynałem Robert Bellarmin brał udział w 1616 roku w procesie Galileusza. Był to pierwszy proces włoskiego naukowca, na którym został upomniany aby nie przedstawiał teorii Kopernika jako faktu ale jako właśnie teorię, co wówczas było zgodne z prawdą.

Drugi proces Galileusza odbył się w roku 1633 i dotyczył złamania nałożonego na Galileusza zakazu (w opublikowanej rozprawie naukowej w formie dialogu jedna z postaci o imieniu Simplicio, co może znaczyć „matołek”, wypowiada się słowami papieża Urbana VII). Skazany został na dożywotni areszt domowy, złagodzony do 3 lat („uwięzienie” odbywał w willi Medyceuszów oraz w pałacu arcybiskupa Sienny, prowadząc działalność naukową, przyjmując gości) oraz odmawianie cotygodniowo siedmiu psalmów pokutnych przez okres trzech lat. Odmawianie tych psalmów Galileusz czynił do końca życia. Należy tu zaznaczyć, że teoria Kopernika nie została uznana przez Kościół Katolicki za heretycką i zakazaną w głoszeniu czy też nauczaniu.

W 1618 Robert Bellarmin został prefektem Kongregacji Indeksu, zajmującej się publikowaniem „Indeksu ksiąg zakazanych” (spis dzieł, których katolikom nie wolno było czytać, posiadać, rozpowszechniać bez zezwolenia władz kościelnych).

W 1620 roku wydaję drukiem „O sztuce dobrego umierania”. Święty Robert Bellarmin zmarł 17 września 1621 roku. Dopiero papież Pius XI w 1923 roku dokonał jego beatyfikacji, w 1930 ogłoszony go świętym i w następnym roku Doktorem Kościoła. Relikwie jego przechowywanie są w Rzymie, natomiast peleryna kardynalska w Muzeum Towarzystwa Jezusowego Prowincji Polski Południowej w Starej Wsi k. Brzozowa na Podkarpaciu.

Wspomnienie liturgiczne św. Roberta Bellarmina obchodzone jest 17 września. Jest on patronem katechetów i kanonistów.

 

 

TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM We wrześniu 2018 ROKU.

Imię Maryi

Imię to jest znakiem w krainie myśli, uczucia, woli, namiętności i cierpienia. Znak to, który sieje blaski lub pomrokę, budzi słodką radość lub zaprawia goryczą. Jakie znaczenie ma dla mnie imię Maryi?

  1. Oznacza blask i światłość świt życia duchowego, promieniowanie wszelkiej cnoty, jak pokory, prostoty, posłuszeństwa, skromności, zgadzania się z wolą Bożą. Atoli w szczególności oznacza ono nienaruszoną, dostojną czystość, która rozlana jest po obliczu Najświętszej Panny i po całym jej jestestwie, oznacza wcielone, chwałą uwieńczone dziewictwo. Imię Marji jest słupem ognistym dla zmysłowego, zbrukanego świata. W zepsutej naszej naturze raz po raz budzą się chuci cielesne, często wybucha ponury ogień nieczystości, wzniecający pokusy w myślach, pragnieniach i słowach. Ogień ten wkrada się do duszy przez oczy, umie się uśmiechać, schlebiać, oczarować, a poczucie wstydu utrudnia potem wyznawanie tych grzechów na spowiedzi. Im bardziej będziemy kochać Maryję, której samo imię już jest czystym blaskiem, tym większy wstręt i obrzydzenie ogarnie nas do wszystkiego, co lubieżne. Pismo święte z naciskiem podnosi jej potęgę: „Któraż to jest… ta piękna i straszna jak wojsko uszykowane?” A skąd taka jej moc? 1. Z piękności i jasności jej duszy, wszystko podbijającej. Jej się poddajmy, a wyzwolimy się z nagabywań złego. „Wywyższyłam się jako palma…” 2. Z jej wstawiennictwa. Ona Matką i obroną dzieci bożych.
  2. „Marja” znaczy gorycz. Ona matką Syna, przybitego do krzyża, zatem i sama do tego krzyża była przygwożdżona. Przystaje więc do niej to imię. Przypominając sobie jej gorzkie przejścia, uczuwamy współczucie i boleść. I z cicha szepczemy jej imię: „Mario, morze goryczy”, przyjmij moje pozdrowienia, wieleś ucierpiała, wieleś zniosła, by stać się moją matką. Gdy słyszę twe imię, gorzkość morza przychodzi mi na myśl, atoli imię twoje zawsze dla mnie słodkie. Gdy zgorzknieje mi kiedykolwiek życie, będę sobie przypominał imię św. Dziewicy, ono mię napełni pociechą i otuchą.
  3. „Marja” znaczy także tyle, co „pani, władczyni”. Kiedy Izraelici przeprawili się przez morze Czerwone, a Egipcjanie utonęli w falach, Marja, siostra Mojżesza, zanuciła hymn zwycięstwa, a za nią szły niewiasty, bijące w bębny i ugrupowane w chóry śpiewaczek. Marja ta jest typem Najświętszej Panny, która również umie zwyciężać i wznosić hymny triumfalne. Zwyciężyła grzech, który nigdy nie miał do niej przystępu, i potężna była przez miłość Syna Bożego, który był jej poddany. Jest panią pokoleń, składających jej hołdy i błogosławiących jej, pokoleń, które się do niej uciekają i u niej znajdują ukojenie… O Marjo, twoim chcę być sługą!

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

Medjugorie – pochwała nieposłuszeństwa

O objawieniach w Medjugorie chyba każdy z katolików słyszał. Ale dla porządku przytoczę tło historyczne wydarzeń. Przez czterysta lat Bośnia i Hercegowina, gdzie położona jest diecezja Mostar w której znajduje się Medjugorie, była pod panowaniem tureckim. Dopiero w drugiej połowie XIX wieku ludność uzyskała swobodę wyznawania wiary katolickiej. Kościół katolicki na tym terenie przetrwał dominacje muzułmańską dzięki obecności i pracy franciszkanów. Byli oni tolerowani przez państwo tureckie. Z początkiem XX wieku zaczęto budować normalne struktury kościelne: parafie, dekanaty, biskupstwa. Zakonnicy franciszkańscy niechętnie oddawali dotychczasowe obszary swojej pracy, nie zauważając, że ich praca powinna ulec zmianie wobec zmiany sytuacji polityczno-społecznej. Stąd wynikały nieporozumienia między zakonem franciszkanów a biskupem Mostaru.

Same objawienia rozpoczęły się w dzień narodzenia św. Jana Chrzciciela roku Pańskiego 1981. Miejscowy biskup Pavao Żanić przyjmuje wobec nich postawę otwartą i broni franciszkanów jak i samych widzących przed atakami prasy i władz laicko-komunistycznej Jugosławii.

Tak, jak to jest w takich przypadkach, bp Żanić powołuje komisję celem której jest zbadanie tej sprawy. Pod koniec marca 1984 roku ukazuje się komunikat z pracy komisji. Stwierdza on, że zdecydowaną większością głosów członków komisji – non constat de supernaturalitate (nie stwierdza się nadprzyrodzoności). Zawiera on również zalecenia aby nie organizować pielgrzymek do Medjugorie, nie publikować o nim artykułów, nie składać w prasie oświadczeń o objawieniach i cudownych uzdrowieniach, nie organizować publicznych prezentacji widzących, nie wyróżniać w jakikolwiek sposób widzących w czasie liturgii. W tym samym roku w kolejnym komunikacie zawarte jest zdanie: „W orędziach z Medjugoria zauważa się trudności o charakterze dyscyplinarnym i teologicznym”. Obecny biskup miejsca Ratko Perić stwierdza zaś, że objawienia nie są nadprzyrodzone.

 

W 1991 roku ukazał się komunikat Konferencji Episkopatu Jugosławii na zakończenie prac komisji przez siebie powołanej. Zawarte są tam stwierdzenia: „Na podstawie przeprowadzonych do tej pory badań nie można stwierdzić, że chodzi o nadnaturalne objawienia”. Wnioski tej komisji były zgodne z wcześniejszymi zaleceniami.

 

Jednym z powodów zastrzeżeń był np. list wysłany przez Ivana jednego z widzących do biskupa Żanića w którym znalazły się słowa jakoby wypowiedziane przez Gospę: „Powiedz Ojcu Biskupowi, że proszę go o jak najszybsze uznanie wydarzeń w parafii w Medjugoriu (…) Przesyłam mu przedostatnie ostrzeżenie. Jeżeli się nie nawróci i nie poprawi, to dosięgnie go mój sąd, jak również sąd mego Syna Jezusa. Jeżeli nie wprowadzi w czyn tego, co mu przekazuję, to zechciej mu powiedzieć, że nie znalazł drogi mego Syna Jezusa”. W objawieniach pojawiała się również obrona franciszkanów w ich nieposłuszeństwie biskupowi miejsca jak i swojemu generałowi.

 

Kongregacja Nauki Wiary w latach 1995-96 podtrzymała opinie Konferencji Episkopatu Jugosławii dodając: „Z tego wynika, że nie należy organizować oficjalnych, tak parafialnych, jak diecezjalnych pielgrzymek do Medjugoria, rozumianego jako miejsce autentycznych objawień maryjnych, bo byłoby to niezgodne z tym, co stwierdzili poprzednio biskupi byłej Jugosławii”.

 

Jakie są owoce objawień w Medjugorie?

Popatrzmy na trzech pierwszych kapłanów którzy byli przy początkach objawień – proboszcz Jozo Zovko, jego wikary Tomislav Vlasić oraz kolejny opiekun kościelny widzących ks. Slavko Barbarić.

Proboszcz Zovko twierdził, że również ma objawienia – obecnie nie wolno mu mieszkać w Bośni-Hercegowinie ani też publicznie wypowiadać się na temat tych objawień.

Ojciec Vlasić – określał siebie jako „kierownika duchowego wybranego przez Gospę”. Odsunięty od widzących, zakłada wspólnotę „Krajilce mira”, i w późniejszych latach ma dziecko z jedną z sióstr ze wspólnoty. Usunięty z zakonu franciszkanów, porzucił stan kapłański.

Ksiądz Barbarić otwarcie sprzeciwia się biskupowi w decyzji o zakończeniu objawień w kościele parafialnym. W jego postanowieniu popiera go Gospa : „Życzę sobie, aby Slavko pozostał tutaj i zaopiekował się wszystkimi szczegółami i transkrypcjami, abyśmy mieli jasny obraz wszystkiego na koniec mojej wizyty”. Według objawień Gospy ksiądz Barbarić będzie żył aż do końca objawień – tymczasem zmarł on w 2000 roku a objawienia trwają nadal.

Ciężko jest uwierzyć, że Matka Boga wspiera nieposłuszeństwo względem nakazów biskupa. Nieposłuszeństwo jest grzechem pierworodnym człowieka – to nim zgrzeszyli nasi rodzice, Adam i Ewa. Również upadli aniołowie swoim hasłem „non serviam”(nie będę służył) okazali nieposłuszeństwo Bogu.

Trzeba zaznaczyć, że to nie widzący, charyzmatycy, czy też wizjonerzy lecz biskupi ustanowieni zostali przez Ducha Świętego by kierować Kościołem Bożym.

Początek objawień w Medjugorie przypada na pontyfikat św. Jana Pawła II który cały czas w swoim pontyfikacie popierał stanowisko Konferencji Episkopatu z 1991 roku. A mimo to pielgrzymki(określane mianem „wycieczek”) do Medjugorie były organizowane. Pojawiają się informacje, że polski papież prywatnie popierał Medjugorie. To by tylko znaczyło, że papież tak naprawdę, nie popiera własnego oficjalnego stanowiska. Świadczyłoby to tylko o dwulicowości nauczania papieskiego.

W maju 2019 roku został zniesiony zakaz organizowania pielgrzymek do Medjugorie. Zniesienie tego zakazu nie spowodowało aby istniejące zastrzeżenia straciły swoją wartość. „Watykański rzecznik prasowy poinformował, że nie należy tej decyzji interpretować jako uznania domniemanych objawień, do jakich miało tam dojść”.

 

 

O Najświętszej Maryi Pannie Częstochowskiej

Witaj, Jutrzenko rano powstająca,
Śliczna jak miesiąc, jak słońce świecąca,
Ty świecisz w miłej światu Częstochowie,
Gdzie czołem biją świata monarchowie.Tobie z dwunastu gwiazd koronę dano,
Panią cię świata wszystkiego nazwano,
Na Jasnej Górze, jaśniejesz nad słońce,
Tu lud upada do nóg swej Patronce.

Pocieszycielko ludzi utrapionych,
Do ciebie, Panno, w nędzy niezliczonych
Lud się ucieka i prosi serdecznie,
By za przyczyną twoją żył bezpiecznie.

Pamiętaj, Panno, na Polską koronę,
Którąś raz wzięła pod swą obronę,
Wszakżeś jest Polską, Marya, Królową,
Której Bóg oddał za tron Czestochową.

Tam twoje serce, kędy skarb przebywa,
Gdzie królewski stół twój obraz nakrywa,
Niech odrobiny z niego nam spadają,
Twoi synowie niech głodu nie znają.

Otwórz twój skarbiec, niech mamy twe dary,
Któreś tu synom dawała bez miary;
Niech dziatki twoje doznają twej mocy,
Strzeż nas, o Panno, jak we dnie, tak w nocy,Lubośmy Boga, ciężko rozgniewali,
Jednakżeśmy się do ciebie udali;
Obróć na nas twe miłosiernie oczy,
Niech nieprzyjaciel od twych sług wyboczy.

Zastaw nas, Matko, twojemi piersiami,
I Syn twój niech nas zasłoni ramionami,
Niech gniew Boski w miłość się obróci,
Z złotym pokojem ku nam się nawróci.

A my cię za to, ludzie utrapieni,
Gdy będziem przez cię, Panno, pocieszeni,
Wychwalać będziem tu póki żyjem,
A potem wiecznie, gdy w Bogu zaśniemy.

 

Amen.

 

Ze Zbioru pieśni nabożnych katolickich

 

Działanie ducha własnego

Natura, czyli duch własny, zwykle szuka tego, co się podoba zmysłowości i co schlebia miłości własnej, a jeżeli rwie się do dobrego, wybiera to, co jest piękne, wielkie i miłe, a nie to, co pomnaża chwałę Bożą. We wszystkim szuka swego zadowolenia siebie samą ma na celu. Ustawicznie też zwraca się ku sobie, tak iż ośrodkiem jej działania jest jawne lub ukryte „ja”. Jest zmysłowa i żądna pociech, lubi wygody, dobry stół, miłą zabawę, czułą przyjaźń. Jeżeli wyrzeka się pociech ziemskich, wówczas szuka duchowych, do których lgnie z całą siłą. Jest leniwa i rozmiłowana w gnuśnym spoczynku. Jeżeli zaś działa, to gwałtownie i hałaśliwie, z stąd z pośpiechem i niepokojem. Jest przywiązana do swojej woli, a nie chce być krępowana i nie znosi innego jarzma oprócz tego, które sama wybiera. Jest chciwa czci i sławy, pragnie być widziana i chwalona, a obawia się zawstydzenia i wzgardy. Jest samolubna i wszystko czyni dla własnej korzyści, a chociaż zdaje się uczynkami mierzyć do Boga, trafia jednak do siebie. Jest ciekawa, lubi nowinki, rozrywki i zajęcia zewnętrzne; przeciwnie, skupienie i czuwanie nad sobą nie należą do jej przyjaciół.

W działaniu nie troszczy się o intencję, lecz całą uwagę zwraca na to, by czyn był okazały na zewnątrz, bo pragnie wewnętrzną próżnię wypełnić zewnętrznym blaskiem. Stroni od rzeczy małych i niskich, a za to nierozważnie rwie się do wielkich i błyskotliwych, niby to licząc na pomoc Bożą, a w istocie na własne siły. Jeżeli podoba się jej jakaś czynność, z taką radością, a nawet z gorączkowością ją spełnia, że z trudnością daje się od niej oderwać. Jeżeli się jej nie podoba, wtedy ją opuszcza albo wykonuje z niedbalstwem i wstrętem. Nadto natura przywiązuje się łatwo do tego, co czyni. Jeżeli jej ktoś przeszkadza, smuci się i gniewa, a nawet broni z uporem. Ponieważ się opiera na sobie, jest niestała i chwiejna, łatwo zraża się przeszkodami lub przechodzi z jednej czynności do drugiej, bo jej normą postępowania nie jest wola Boża, ale własne zachcianki. Jeżeli jest pod wpływem miłego wrażenia, rozpuszcza swe skrzydła i szybkim lotem zdąża ku niebu; rozpłomieniona, wyrzuca z siebie niczym iskry, postanowienia, ofiary i śluby. Lecz gdy zetnie mróz zawodu lub cierpienia, pada zemdlona na ziemię i jest jakby martwa. Lubi się rozczulać i wylewać łzy, tak jednak, że ich źródło nie tryska z opok łaski, ale z mielizny naturalnej czułości, dlatego te łzy nie mają wartości. Czasem nawet walczy ze sobą, nie wzbrania się przed umartwieniem, nie lęka się cierpień, lecz gdybyśmy zbadali intencję, poznalibyśmy, że szuka w tym siebie. Tak jest jednak przebiegła i chytra, że tę pobudkę ukrywa nie tylko przed ludźmi, ale i przed sobą.

 

Józef Sebastian Pelczar; Życie Duchowe; t2, Wyd. Św. Stanisława BM; Kraków 2012

 

Najświętsza Maryja Panna i współczesne grzechy

Maryja pozwala nam zrozumieć, że wiara nie jest jakimś subiektywnym doświadczeniem, uczuciem, stanem emocjonalnym, jakimś głosem wydobywającym się na powierzchnię z głębin samoświadomości czy podświadomości człowieka. Niepokalana wzywa nas do wiary będącej świadomym i dobrowolnym aktem rozumu, który przyjmuje prawdę objawioną nie dlatego, że sam coś zrozumiał, tylko dlatego, że tę prawdę objawił Bóg.

Szczególnie pomocna jest mądrość Maryi w kwestii rozpoznania błędów godzących w czystość wiary. Niektóre błędy noszą jaskrawe znamiona i przez to łatwo je rozpoznać. Inne mają barwy maskujące, co sprawia, że nie tylko trudno je rozpoznać, ale i zapobiec ich wnikaniu do oficjalnych dokumentów Kościoła (jak to miało miejsce podczas ostatniego soboru). Wobec takich uchybień ubranych w szaty prawdy człowiek wydaje się, bez pomocy mądrości Maryi, niemal zupełnie bezbronny.

Przede wszystkim chodzi tu o następujące błędy: ekumenizm z „dialogiem międzyreligijnym”, wolność religijna zrównująca prawdę z fałszem i kolegializm zmieniający ustrój Kościoła. Bez mądrości Maryi trudno też dostrzec istotę różnicy między tradycyjną i posoborową liturgią Mszy świętej. Maryja jest na wskroś antyekumeniczna. Należy w Niej widzieć przeciwniczkę wszystkich herezji, które detronizują Jej Syna. Niemożliwym jest wyobrazić Ją sobie w „dialogu” z wyznawcami pogańskich religii. Ona cała jest afirmacją wyłącznej chrześcijańskiej prawdy. Zapatrzona w Chrystusa, żyjąca tajemnicami Trójcy Przenajświętszej, niejako oddychając prawdą, wobec niechrześcijańskiego świata może tylko pragnąć jego nawrócenia. Każdemu człowiekowi przykładem swego życia chrystocentrycznego mówi, że Chrystus jest jedynym i prawdziwym Synem Bożym, drugą osobą Trójcy Przenajświętszej, wcielonym Bogiem, a nie jedną z wielu wybitnych, równorzędnych postaci w panteonie bohaterów. Przypomina nam, że nikt nie ma prawa do swobodnego wyboru religii bez uwzględnienia tego, czy jest ona prawdziwa czy fałszywa. Wszyscy zaś mają obowiązek wybrać i przyjąć religię prawdziwą. Nie wolno zrównywać religii prawdziwej z fałszywymi wierzeniami, bo Chrystus nie jest równy Mahometowi, Buddzie, Mojżeszowi, Wisznu, Zoroasterowi czy Konfucjuszowi. Mądrość Maryi prowadzi do Chrystusa jako do tego, który jest ponad wszystkimi i który jest prawdą!

Cały wszechświat został stworzony jako jedna wielka hierarchia, na czele której stoi sam Chrystus. Hierarchicznym musi więc też być Kościół. Chrystus uczynił św. Piotra widzialną głową Kościoła. Władza papieska nie może być zależna od takich czy innych „gremiów”, „kolegiów” lub „rad”. Kościół jest organizmem monarchicznym, a nie demokratycznym. Kościół ma w osobie Chrystusa – swego króla, a jeśli tak, to nie może być zarządzany przez reprezentantów większości obywateli republiką.

Maryja pokazuje nam też, że grzech niszczący wiarę powinien nas przerażać nie z powodu kary, ale przede wszystkim jako obraza Chrystusa. Modlitwa dziękczynna jest wznioślejsza od błagalnej, a prośby o dobra duchowe (nawrócenie i uświęcenie) są szlachetniejsze od próśb o pomyślność doczesną. Widzimy, że do poznanej prawdy nie można przylgnąć w jakimś stopniu, częściowo. Prawda wymaga przylgnięcia całkowitego. W jej świetle należy postrzegać całą rzeczywistość, zarówno tę stworzoną (wszechświat), jak i stwarzającą, a więc samego Boga. Postrzegać w prawdzie Boga znaczy wierzyć w Niego. Ta wiara jest obowiązkiem człowieka i źródłem duchowego życia.

Życie Maryi stanowi piękne potwierdzenie słów proroka Habakuka: „Sprawiedliwy przez wiarę swą żyć będzie”(Ha 2,4b). Życie społeczne nie może osiągnąć swej pełni, jeśli jego uczestnicy nie są ludźmi prawdziwie wierzącymi. Wiara jest cnotą wlaną, nadprzyrodzoną; o nią powinniśmy przede wszystkim prosić Maryję.

 

ks. Karol Stehlin FSSPX, Immaculata – Sapientia, Misericordia, Caritas, Te Deum 2014

 

 

Ufność i nadzieja w Bogu!

Panie, cóż jest moją ufnością w tym życiu, jakaż jest największa moja pociecha wśród tego, co widzę pod słońcem? Czyż nie Ty to jesteś, Panie, Boże mój, którego miłosierdzie jest bez granic? Gdzież było mi dobrze bez Ciebie? Albo kiedyż mogło być źle, gdy Ty byłeś przy mnie?

Wolę być ubogim z Tobą niż bogatym bez Ciebie. Wybieram raczej ziemskie pielgrzymowanie z Tobą niż posiadanie nieba bez Ciebie. Gdzie Ty, tam niebo, a gdzie nie ma Ciebie – tam śmierć i piekło. Ciebie pragnę i dlatego nie przestaje do Ciebie wzdychać, wołać i krzyczeć.

Nikomu nie mogę w pełni zaufać, że w potrzebie przyjdzie mi na pewno z pomocą, tylko Tobie, Boże. Tyś moja nadzieja i ufność, Tyś zawsze niezawodny mój Pocieszyciel.

Każdy szuka swego: Ty pragniesz tylko mojego zbawienia i mojej doskonałości i wszystko mi na dobre obracasz.

A nawet poddając mnie różnym pokusom i trudnościom, wszystko to czynisz dla mojego pożytku, bo tych, których kochasz, zwykłeś na tysiące sposobów próbować. A w tych próbach nie mniej powinienem Cię kochać i wielbić, jak wówczas, gdy napełniasz mnie niebiańskim ukojeniem.

W Tobie więc, Panie Boże, pokładam całą moją nadzieję, w Tobie moja ucieczka, w Tobie składam każde moje cierpienie i mękę, bo wszystko, co dostrzegam poza Tobą, jest nędzne i nietrwałe.

Nie pomogą mi rozliczni przyjaciele, nie zdołają przyjść mi z pomocą możni, nie potrafią udzielić rady czy odpowiedzi mądrzy, nie pocieszą mnie uczone księgi, nie dadzą wolności drogocenne przedmioty, nie zabezpieczy miejsce ukryte ani żadne zacisze, jeżeli Ty sam nie przyjdziesz, nie wspomożesz, nie pokrzepisz, nie pocieszysz, nie pouczysz, nie ubezpieczysz.

Wszystko, co wydaje się prowadzić do pokoju i szczęścia, jest bez Ciebie niczym i nic naprawdę szczęścia nie daje. Bo celem wszelkiego dobra i wzniosłością życia, i głębią mowy Ty jesteś i w Tobie nad wszystko mieć można nadzieję, to największa pociecha Twoich sług.

Ku Tobie biegną moje oczy, Tobie ufam, Boże, Ojcze miłosierdzia. Pobłogosław i uświęć moją duszę niebiańskim swoim błogosławieństwem, aby stała się Twoim świętym mieszkaniem, siedzibą Twojej chwały wiekuistej i aby w niej jako w świątyni Twojego bóstwa nie znalazło się nic, co mogłoby urazić oczy Twojego majestatu.

Spójrz na mnie w wielkiej Twojej dobroci i bezmiernej litości i wysłuchał prośby ubogiego sługi, dalekiego wygnańca w cienistej krainie śmierci. Broń mnie i zachowaj duszę Twego nędznego sługi pośród niebezpieczeństw tego kruchego życia, a z pomocą łaski prowadź mnie drogą pokoju do ojczyzny wiekuistej światłości

Amen.

 

O naśladowaniu Chrystusa; Tomasz a Kempis – Cz. III; rozdział LIX