Szemranie… – ofiarować Bogu

Szemranie! Wszak to wyraźny bunt przeciwko samemu Bogu, przeciwko Jego woli. Jak to? – Bóg daje ci do zniesienia drobnostkę, a ty ją odrzucasz – mówisz: „nie chcę tego lub owego – nie podobna mi żyć z tą osobą, znieść tę niesłuszną uwagę, to upokorzenie!… Całą noc czuwałabym chętnie na modlitwie, ale poddać wolę swoją, woli Bożej, nie, tego nigdy nie potrafię!”

Jestże to prawdziwa pobożność! Oj! Podejrzana bardzo twoja pokuta, jeśli z tych cierpień, które wprost od Boga pochodzą, korzystać nie chcesz… To nie duch pokuty pędzi cię do ostrości życia, ale pycha, żądza nadzwyczajności i wyróżnienia, żądza choćby tych oklasków, które człowiek sam sobie daje… jest to miłość własna, kryjąca się pod płaszczykiem umartwienia.

Pięknie w aureoli męczenników wyglądalibyśmy, przeto po tę aureolę ręką sięgamy – jednak bez męczeństwa! O, jakże się szatan z nas natrząsa!

Niestety! Jakże często życiem pokazujemy, że tylko ustami lub wyobraźnią ofiarowaliśmy się Bogu na cierpienie, a w gruncie, według słów św. Pawła, nieprzyjaciółmi krzyża Chrystusowego jesteśmy, gdyż mamy ducha całkiem ziemskiego, który szuka wygódek i spełnienia woli własnej, goni za tym co bohaterskie, a pomija gruntownie cnoty pokory, cierpliwości i poddania się woli Bożej.

Często wszelako – wyznać należy – przyczyną powyższych złudzeń jest brak zastanowienia.

Nie zdaje ci się, aby te drobne codzienne przykrostki miały jaką istotną wartość, nie przypuszczasz, aby było można z nich jaką duchową korzyść odnieść, nie przygotowujesz się więc na przyjęcie ich.

Gdyby Bóg dopuścił jaką większą próbę, być może, że zniósłbyś ją lepiej; gdyby przypadło na ciebie większe cierpienie, przypomniałbyś sobie zapewne, że ono od Boga pochodzi, ofiarowałbyś je Bogu na chwałę, ale te drobne, wstręt i niechęć tylko w tobie budzą.

Te drobne przykrości, którymi życie jest zasłane, mają jednak w rozporządzeniach Bożych niepospolite znaczenie i bodaj czy nie najbardziej ważą na szali naszych zasług. Te drobne próby, małe upokorzenia, nieprzyjemności – bądź od zwierzchników, od rodziców, rodzeństwa, bądź od podwładnych… te małe umartwienia w jedzeniu – choćby przesolenie lub przydymienie potrawy, chleb czerstwy itp., ten niedostatek tej lub owej rzeczy, ten brak tego lub owego, co się wydawało niezbędne, to niedospanie, to towarzystwo osoby uprzykrzonej, niecierpliwiącej, ta konieczność zniesienia czyjego złego humoru, to przybycie czyjeś nie w porę, odrywające cię od najważniejszego zajęcia, przerywając modlitwę,, ta niesprawiedliwość tobie wyrządzona, ten zaduch, to zimno w pokoju, ta niedołężna usługa, ta oschłość w modlitwie, te roje roztargnień przy rozmyślaniu, te pokusy nie dające ci wytchnienia itp., one to przede wszystkim – wiedz o tym dobrze – stanowią krzyż chrześcijanina, krzyż twój, który każdego dnia dźwigać musisz do końca życia. To są drogie perły, które skwapliwie zbierać należy, a z których aniołowie uplotą ci kiedyś koronę w niebie; to są nieustanne upominki Oblubieńca twej duszy, który o tobie nie zapominając, wciąż ci nastręcza drobne krzyżyki dla wyćwiczenia cię w cnocie – słowem, dla większej chwały Bożej i uświęcenia twego. Są to skarby bez ceny, droższe nad wszystkie klejnoty tego świata, a których wartość istotną dopiero w wieczności poznasz.

Cierpienia większe rzadko kiedy się trafiają, czekając przeto na nie, skąpo byś uzbierał zasług na niebo, wówczas gdy tych drobnych, co dzień znaleźć możesz wiele i z nich każdego dnia piękny bukiet ofiarować Bogu.

 

O pobożności prawdziwej i fałszywej; Cecylia Plater-Zyberkówa; Wydawnictwo Monumen; Poznań 2016