Nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa

Jaki jest cel takiego nabożeństwa?

  1. Weszło na naszym niebie jak gwiazda lśniąca, by promieniować w duszę naszą wielką postać Jezusa i godny uwielbienia majestat jego osobistości. Ukochał was, głosi to nabożeństwo, i pragnie od was wdzięczności wzajemnej. Cześć Najświętszego Serca wprowadza nas w świat wewnętrzny Jezusa, z którego wykwitło życie najpiękniejsze i wytrysła ewangelia, i chce dla tego świata cudnego wzniecić zapał. Chce, byśmy kochali to serce, czcili, hołd mu składali, przejednywali je i o łaskę prosili. A zarazem chce, byśmy je naśladowali, jak gdyby mówiło: Kto chce być szczęśliwy, niech stworzy w sobie serce, „Sursum corda”.
  2. Cześć Najświętszego Serca pomaga nam szczególniej przyswoić sobie ducha wiary. Do każdego poznania Boga potrzeba serca. Wiara bez uczuć natchnionych nie może się ostać. Oczy, pragnące ujrzeć Jezusa, muszą być oświecone ogniem serca. W każdej naszej wielkiej myśli tętni zapał serca. Dlatego też życzy apostoł wiernym „oświeconych oczu serca”. Dlatego też Jezus „dał nam zmysł” jak gdyby ewangelia chciała powiedzieć: dał nam serce. – Tych, co szukają łaski bożej, Jezus zwraca na drogi szlachetnych, czystych uczuć, na ścieżki dobrego serca. Wiara nasza zawładnąwszy serce, będzie „wiarą serca”.
  3. Nabożeństwo to dopomaga do życia na modłę życia Jezusowego. Najświętsze Serce było organem tego życia. Serce dostarcza wielkich i subtelnych motywów, woli silnej, kochającej, namiętnej. Tylko serce wydaje męczenników. Wielkie wysiłki, boje i zwycięstwa biorą początek z natchnienia serca. „Schätze schafft die Liebe”. Czego nie kochamy, to nie ma dla nas wartości. Jeśli Boga nie kocham, nie mam Boga. Jeśli Jezusa nie miłuje, jestem bez Zbawcy. Jeśli zatem nie ma we mnie miłości, noszę piekło w sobie tutaj na ziemi, a zapadnę tez w piekłona tamtym świecie. – Kochaj gorąco, służ serce i duszą, walcz, pracuj. Najlepsza to miłość samego siebie.

Czego nas uczy to nabożeństwo?

  1. Cześć do Najświętszego Serca Jezusowego jest dla nas nauką. Kto wejrzy do duszy Jezusa, temu się będzie wydawać, że patrzy z góry na rozległą, piękną, wspaniałą okolicę. Nie tylko oko nasze wtedy patrzy, lecz i dusza napełnia się uczuciem wielkości. Królewski duch odsłania się nam w Zbawicielu, kiedy w swych przypowieściach powiada: „Ja jestem dobry pasterz, który krew swoją oddaje, który umie także na pustkowiu o głodzie i chłodzie chodzić za swoją owieczką, który dla dziewięćdziesięciu dziewięciu pozostałych nie zapomina o zagubionej setnej. A gdy ją odnajdzie, pieści ją, wkłada na barki, i tak wraca do domu, że nie czuję zmęczenia. Wielka wtedy jego radość, tak wielka, iż słyszy śpiewanie aniołów. Wie, że jego radość podzielają także aniołowie w niebie… Oto wielki styl, oto charakter, dusza, świat uczuć, świat wewnętrzny, kwitnący nawet na pustyni. Oto dusza, której świat jest siłą i kwieciem, młodością i ogniem, majestatem królewskim, a zarazem powabem dziecięcia. W nieskończonych perspektywach, w których ogląda Boga, staje przed nią wizja bolesna, widzenie człowieka zgubionego” i ona wskazuje mu kierunek drogi i zachęca do poszukiwań: „Idź, idź za zgubionym! Teraz on ci ciężarem póki jeszcze nie twoim. Ale przestanie ci ciążyć, skoro go weźmiesz na barki swoje, bo wtedy będzie twoim. Póki się trudzisz, bądź silny, aby gdy odnajdziesz tego, którego szukasz, moc twoja zamieni się w radość”.
  2. Wielki ten styl naśladujmy, nie kurcząc się w nasz drobne miary i ramy, ale dążąc stale otwartą drogą ku otaczającej nas nieskończoności. Należy wyrabiać w sobie zmysł do wielkich myśli bożych, choćby nawet sprzeciwiały się naszym dzisiejszym modnym poglądom, naszym zapatrywaniom parafialnym. Zawsze winniśmy wyrywać się z naszych ziemskich horyzontów ku widnokręgom bożym i ku tamtym wyższym ciążyć i dążyć, lecz nie tak, by zrywać wszelką łączność z zadaniami doczesnymi. Grawitujmy ku Bogu przez pokorne przyswajanie sobie jego myśli, tak jak pączek ciąży na zewnątrz, kiedy pęka, jak kwiat, kiedy się rozchyla, jak źródło kiedy się wydobywa z głębi na wierzch. Wszak wszystko rozwija się na zewnątrz, by tem bardziej pozostawać w sobie. Dusza również powinna wyprężać się ku wielkiej nieskończoności i otwierać się dla niej. Powinna chętnie przyswajać sobie wielkie prawdy boże, że nas stworzył, choć jest nieskończony i nie potrzebuje nikogo, że nas odkupił, że tutaj obecny w Najświętszym Sakramencie, że Nieskończonego posiąść można i nasycić się jego bezpośrednią obecnością. Z tych faktów cieszyć się należy, a nie wątpić o nich. Cóż ptakowi po skrzydłach, jeśli siedzi na gałęzi pomazanej klejem? Co rzece po falach, jeśli do dna zamarznięta? A po cóżby istniało światło słoneczne, gdybyśmy się zamykali w piwnicach?
  3. Co wielkie, wzniosłe, potężne i budzące zapał powinniśmy przeżywać w duszy i w czyn obracać. Kto wątpi, kto wszystko przeżuwa na miazgę, tego dusza rozstrojona, nieharmonijna, niesymetryczna. Myśl jego jak klocki plątają się między nogami i wytrącają go z równowagi. Podobny jest do źle zbudowanego statku, który, spuszczony na wodę kładzie się na bok. Można źle budować okręty i źle wychowywać dusze, nie dając im równowagi i symetrii. Dobrze wychowana dusza podobna jest do statku, puszczającego się na szeroki ocean, lub do latającego ptaka. Nie traci równowagi wobec nieskończoności, nie lęka się głębin, pędzi naprzód, lata i dosięga celu. Takie dusze są proste i pełne ufności, wzrok ich jest otwarty i czysty, a zmysł praktyczny. Wiedzą, że czyn jest dzieckiem rodzonym myśli, a słowo tylko czynu macochą. Taka dusza działa, praktykuje to, czego uczy święta wiara, i nie odstępuje od form, lubo nie wykonywa ich mechanicznie, lecz wlewa w nie świadomość i treść. Chodzi na Mszę świętą jak ten, co umie przeżywać nastrój ostatniej wieczerzy. Umie odmawiać różaniec, lecz tak, że zatapia się w jego tajemnicach, by nabrać z nich świeżego życia.

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931