Smutek a samozakłamanie

Pomyślmy o smutku i o tym, z jak wielu szat ogałaca on duszę. Tak, to prawda. Smutek to jeden z najbardziej krzepkich robotników pracujących dla Boga. Dokonuje wielkich rzeczy i pracuje z niezwykłą sumiennością. Jednak smutek nie potrafi poradzić sobie z samozakłamaniem. To nie jego specjalność, a wręcz przeciwnie – często zdarza się, że smutek wzmaga siłę naszego samozakłamania. W wielu wypadkach smutek zagraża nam wielkim oderwaniem od rzeczywistości i przytłumia nasze sumienie. W jednej chwili ustawia on naszą duszę w wystudiowanej pozie, a zaraz potem wtrąca ją w chaos. Smutek stawia przed nami krzywe zwierciadło, w którym widzimy się dziwaczni i zdeformowani. Pocieszenie nagle zamienia się w pochlebstwo, wkradają się pokusy ziemskich wygód, modlitwa zaczyna przypominać zrzędzenie. W domu wypełnionym smutkiem panuje atmosfera przyzwolenia i rozluźnienia, może za wyjątkiem żałobnych domów biedaków. I tym sposobem w smutku bardzo często tracimy z oczu Boga, a bezwiednie koncentrujemy się na sobie. Zbyt wielu jest takich, którzy okresy swego smutku widzą raczej jako przerwy w życiu duchowym, niż jako czas bujnego wzrostu. Nawet wówczas, gdy smutek nas uświęca, nie wyzwala nas z samozakłamania. Po prostu nie ma po temu zdolności. Chwalebny smutek! Niestety, jakże podle się z nim obchodzimy! Jakże często wbrew jego intencjom postawienia nas w prawdzie czynimy z niego tajnego współpracownika naszego samozakłamania! To jednak nie smutku wina, lecz nasza.

 

O samozakłamaniu; Frederick Wiliam Faber; Warszawa 2016