Napomnienie do pokuty

A byli niektórzy na ten czas, oznajmując mu o Galilejczykach, których krew zmięszał Piłat z ofiarami ich. A odpowiedziawszy Jezus, rzekł im: Mniemacie, że ci Galilejczycy nad wszystkie inne Galilejczyki grzeszniejszymi byli, iż takowe rzeczy ucierpieli? Nie, powiadam wam; lecz, jeśli pokutować nie będziecie, wszyscy także zginiecie. (Łk 13, 1-3 )

Moja grzeszność.

  1. Wielka to łaska, gdy kto odczuwa swą grzeszność. Taki patrzy sercem. – Rzućmy okiem na całe swe życie. Czy nie wypada nam przejąć się uczuciami św. Pawła, który poczytywał się za największego grzesznika, lub uczuciami św. Magdaleny, św. Małgorzaty z Kortony i tych wszystkich, których głęboka skrucha odpowiadała ciężarowi popełnionych grzechów. I ja również zgrzeszyłem przeciw Bogu(niewiarą, brakiem czci i ufności, szemraniem, przeklinaniem…), przeciw sobie (nieumiarkowaniem, brakiem panowania nad sobą, zmysłowością, nieczystością, lenistwem, tchórzostwem, samolubstwem…), przeciw bliźniemu(obmową, szkalowaniem, wyjawianiem powierzonych sekretów, zazdrością, nienawiścią, niesprawiedliwością, udawaniem, gwałtownością…). Jakie wyrzuty czyni mi dekalog i pięcioro przykazań kościelnych? Ile to grzechów, popełnionych myślą i uczuciem, ile uchybień w przyjmowaniu sakramentów św.! Ilu duszom dałem zgorszenie! Doprawdy, potop grzechu, morze błota! „Nie będzie trwał duch mój w człowieku, gdyż jest ciałem”(Rodz. 6,3).
  2. Odczuwajmy gorycz grzechu przejmijmy się wstrętem do niego. Grzech wyzuwa nas z charakteru istoty rozumnej i wyciska na nas piętno zwierzęcości. Niewiara gasi światło duszy, brak nadziei wtrąca ją w wieczną, zimną noc, zamiast ewangelii bodźcami życia stają się ciało, ślepe popędy, namiętności. – Dziczeje człowiek w swym życiu uczuciowym wbrew lakierkom, pachnidłom i frakowi. Kultura jest tylko blichtrem, jeśli się nie opiera na moralności. – Bez Boga człowiek-sługa staje się buntownikiem przeciw Bogu, ale też jednocześnie niewolnikiem innej potęgi, której kajdany odtąd dźwiga. – Grzech jest trucizną, która zamienia krew w ropę, wykrzywia oblicze, przytępia zmysły. A krew to łaska, oblicze to podobieństwo boże, zmysły to cnoty. – W dużej mierze grzech już tutaj na ziemi czyni z ludzi potwory. Ciało pada ofiarą zgnilizny, dusza staje się podobna do cuchnącego bagna. Wieniec spadł z jej głowy, zaprzepaściła swe zasługi. I płacze też anioł stróż, zakrywszy sobie dłonią oblicze. Smutek ogarnia serce Jezusa, łaski zbawienia poszły na marne.
  3. Jakim bezprawiem jest grzech wobec Boga, jaką krzywdzącą wyrządzam zniewagę! Staje w najostrzejszym przeciwieństwie do jego suwerenności, przeczy jego panowaniu, władzy, prawom i świętości. Sprzeciwia się boskiej jego istności, jest w gruncie zaprzeczeniem Boga. – Dusza, która nosi w sobie obraz Boga, zaciera znamię swego szlachectwa, spada do poziomu bydła, wala się w błocie i potwornieje. Nie istnieje już dla niej nieskończona doskonałość i świętość i ideał absolutny, który dyktuje prawa i hojnie wspiera łaską swe stworzenia, by mogły należną oddawać mu cześć i winną okazywać miłość. Bóg pragnie wychować dusze królewskie, a one siedzą na gnojowisku i gardzą nim. Jaki będzie tego koniec? „I obnażą cię z szat twoich i pobiorą naczynie ozdoby twojej i zostawią cię nagą i zelżywości pełną.” (Ez 16, 39)

 

 

Rozmyślania o Ewangelji; ks bp dr. Ottokar Prohaszka; Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1931

 

Granice posłuszeństwa

Ks. Piotr Teilhard de Chardin SI (1881-1955)

Bóg objawił nam tajemnicę Trójcy Świętej – Jedynego Boga w Trzech Osobach, zdefiniowany dogmat wiary katolickiej. Nie będąc w stanie zrozumieć tej tajemnicy w pełni, wiemy jednak że doktryna ta jest prawdziwa – ponieważ objawił ją sam Bóg. Kościół zaś podaje nam ją do wierzenie na mocy swego najwyższego autorytetu nauczycielskiego.

Mogłoby się zdarzyć – aby Bóg do tego nie dopuścił – że pewnego dnia wasz proboszcz (lub biskup a nawet sam papież lub III Sobór Watykański) stwierdzi: „Myliliśmy się przez te wszystkie lata. W rzeczywistości w Bogu są Cztery Osoby”.

Nawet gdyby taka absurdalna sytuacja rzeczywiście miała miejsce, nie musielibyście czekać aż kolejny papież czy też IV Sobór Watykański wypowiedź tę skoryguje. Odnosząc się do tej kwestii definicja doktrynalna już istnieje.

Bóg nie mógłby objawić minionym pokoleniom czegoś, co nie byłoby prawdziwe, i co mogłoby zostać uzupełnione lub skorygowane w czasach późniejszych. Jak to określił I Sobór Watykański, definicje doktrynalne są niezmienne z samej swej natury, prawdziwość ich nie zależy od późniejszych opinii papieży, kardynałów, biskupów i księży. To co prawdziwe było wczoraj, nie może przestać być prawdziwe dziś ani jutro. To niemożliwe.

Obecnie jednak wielu katolików mówi: „Cóż, tak nauczano przed II Soborem Watykańskim. Obecnie Kościół już tego nie uczy. Słuchamy głosu zwyczajnego i żywego Magisterium. Obecnie papież i biskupi uznali za oficjalną doktrynę Kościoła Nową Teologię Henriego de Lubaca i Hansa Urs von Balthasara”.

Prawdą jest, że papieże i biskupi w trakcie minionego półwiecza w wielkim stopniu przyczynili się do obecnego zamieszania w kwestiach doktrynalnych. Nie ma jednak znaczenia, kto nowinki takie propaguje. Jeśli papież ani obradujący pod jego przewodnictwem sobór nie bronią dogmatu wiary, wówczas słowa ich muszą być oceniane wedle nieomylnych probierzy prawdziwego Magisterium Kościoła. Jeśli to, co jakiś człowiek mówi, sprzeczne jest ze stałym i powszechnym nauczaniem Kościoła, albo jakąkolwiek z jego uroczystych definicji, wówczas człowiek taki rozpowszechnia nauczanie fałszywe.

Błąd jest błędem. Żadna ludzka władza nie jest w stanie tego zmienić – nawet sam papież.

Dlatego właśnie każda doktryna musi być osądzana w oparciu o niezmienne definicje.  Przypadkach wątpliwych możemy przyjąć podejrzane nauczanie jedynie z zastrzeżeniem, natomiast w sytuacji gdy w oczywisty sposób sprzeczne jest ono ze zdefiniowanymi dogmatami katolickimi, musimy trzymać się artykułów wiary w takim dokładnie rozumieniu, w jakim zostały one zdefiniowane – a równocześnie unikać nauk głoszących coś przeciwnego.

Vaticanum II nie może być uważany za „Supersobór”, wymazujący nauczanie wszystkich soborów poprzednich, żaden sobór nie jest bowiem władny tworzyć doktryny wedle swego widzimisie.

Jako, że II Sobór Watykański nie chciał definiować dogmatów ani potępić błędów, wszystkie elementy jego nauczania, które nie były wcześniej głoszone przez nieomylne Magisterium (czy to nadzwyczajne czy też powszechnie i zwyczajne) muszą być oceniane  świetle uprzedniego nauczania, a zwłaszcza uroczystych definicji doktrynalnych. To nieomylne Magisterium jest probierzem użyteczności i ortodoksji Vaticanum II – a nie odwrotnie.

Obecnie jednak ludzie starają się redefiniować dogmaty katolickie w świetle Vaticanum II, nawet wbrew uroczystym definicjom. Niezdrowość tej sytuacji uznał sam kard. Ratzinger (który później został papieżem Benedyktem XVI):

„Drugi Sobór Watykański nie został potraktowany jako część całej, żywej Tradycji Kościoła, ale jako koniec Tradycji, nowy start od zera. Prawda jest taka, że sobór ten w ogóle nie zdefiniował żadnego dogmatu i świadomie wybrał skromną rangę soboru zaledwie pastoralnego. A jednak wielu traktuje go tak, jakby uczynił on z siebie superdogmat odbierający ważność wszystkim pozostałym”.

Św. Feliksowi III, papieżowi z V wieku, przypisywana jest następująca maksyma odnosząca się do obrony prawdy:

„Brak sprzeciwu wobec błędu jest jego zatwierdzeniem, a nie bronienie prawdy oznacza jej tłumienie”.

Słowa te są prawdziwe zwłaszcza w odniesieniu do sprzeciwiania się błędom doktrynalnym oraz obrony prawdziwej wiary – niezależnie od tego, kto te błędy głosi. Nawet papieżowi wolno się opierać, gdyby postępował w sposób sprzeczny z wiarą lub wyrządzał szkodę Kościołowi.

 

Fatima – życie lub śmierć; ks. Mikołaj Gruner; Wydawnictwo Antyk Marcin Dybowski

 

Bracia Sołuńscy – apostołowie Słowian

Święty Cyryl i Metody byli rodzonymi braćmi. Urodzili się w Tesalonikach (zwane też Sołuń, a dzisiaj Saloniki). Ich rodzinne miasto było wielonarodowościowe i używano w nim wielu języków. Starszy z braci – Metody urodził się ok. 815 roku i otrzymał na chrzcie imię Michał, młodszy Konstantyn urodził się ok. 827 roku jako najmłodszy z siedmiorga dzieci. Ich ojciec Leon był wyższym urzędnikiem na dworze cesarskim w Bizancjum. Michał, po ukończeniu szkół został również urzędnikiem i pełnił obowiązki zarządcy prowincji. Około roku 840 wstępuje do klasztoru i przyjmuje imię Metody.

Około 855 roku do tego samego klasztoru gdzie przełożonym był Metody wstępuje jego młodszy brat Konstantyn; imię Cyryl przyjmuje w ostatnich dniach swojego życia. Po ukończeniu nauk był bibliotekarzem przy kościele Hagia Sophia w Konstantynopolu, stolicy Cesarstwa Bizantyjskiego. Był również wykładowcą filozofii w cesarskiej szkole. Zasłynął erudycją i mądrością, tak że współcześni nadali mu zaszczytny przydomek Filozof.

Na prośbę cesarza Michała III obaj bracia wyruszają do kraju Chazarów na Krym, aby pomóc chrześcijanom w sporach religijnych z Saracenami i Żydami. Konstantyn przygotowuje się bardzo starannie, uczy się języka hebrajskiego oraz syryjskiego. Po udanej misji przez kolejne pięć lat przebywają na misji wśród ludów bułgarskich.

W roku 863 przybywa do Cesarstwa Bizantyjskiego poselstwo od księcia Moraw Rościsława z prośbą o misjonarzy znających język słowiański. W ówczesnym czasie państwo morawskie obejmowało: Morawy, Słowację, Czechy, Łużyce, Śląsk, Panonię (dzisiejsze Węgry) i prawdopodobnie Małopolskę. Były to tereny gdzie spory wpływ mieli misjonarze języka niemieckiego. Konstantyn i Metody urodzeni w Sołuniu gdzie spora część mieszkańców była pochodzenia słowiańskiego znali ich język i zwyczaje. Po rozpoczęciu misji szybko okazało się, że znajomość języka to jest za mało. Chrześcijaństwo jest religią księgi – liturgia, modlitwy, nakazy i zakazy powinny być zapisane by nie ulegały zmianom. Konstantyn tworzy alfabet zwany głagolicą oparty na alfabecie greckim. Język jakiego używa w tłumaczeniach jest to prasłowiański dialekt sołuński. Język ten był używany przed rozpadem jedności języka Prasłowian na różne gwary. Używany jest on do dzisiaj w kościele grekokatolickim oraz w prawosławiu i znany jako język staro-cerkiewno-słowiański. Uczeń Konstantyna i Metodego ułożył w oparciu o głagolicę inny alfabet – cyrylicę, którego nazwa nawiązuje do imienia św. Cyryla i jest używany do dnia dzisiejszego. Konstanty przetłumaczył żywoty świętych oraz założył szkołę tłumaczy. Jego uczniowie używając głagolicy przetłumaczyli w 8 miesięcy Pismo Święte na język dostępny dla niewykształconego ludu.

Tłumaczenie ksiąg liturgicznych spotkało się z niezrozumieniem ze strony kleru frankońskiego i niemieckiego. Uważano wtedy, że jedynymi językami liturgii mogą być hebrajski, grecki i łacina. Bracia odwołali się w tym względzie do Rzymu. Po trzech latach bracia sołuńscy opuszczają Morawy i przez Panonię udają się do Wenecji by tam uzyskać święcenia kapłańskie dla swoich uczniów. W podróży dociera do nich wezwanie z Rzymu, stawienia się przed papieżem. Docierają do Stolicy Piotrowej w 867 roku gdy papieżem jest Hadrian II, który przyjmuje ich bardzo serdecznie, spełnia ich prośby i potwierdza słuszność stosowania ksiąg w języku słowiańskim.

Niestety Konstantyn, mimo młodego wieku, czuje zbliżającą się śmierć. Wstępuje do zakonu i przyjmuje imię Cyryl. Umiera na rękach swojego brata 14 lutego 869 roku. Pochowany jest w kościele pod wezwaniem św. Klemensa. Przybywając do Rzymu bracia przekazali papieżowi relikwie św. Klemensa, rzymskiego papieża (trzeciego następcy św. Piotra) odnalezione przez nich w czasie pobytu na Krymie, gdzie poniósł męczeńską śmierć ok. 101 roku.

Papież Hadrian wyświęca Metodego na arcybiskupa Panonii i Moraw oraz mianuje go legatem dla ludności słowiańskiej. Pomimo poparcia papieża misja Metodego spotyka się ze sprzeciwem niemieckiej hierarchii kościelnej która z poparciem króla Ludwika Niemieckiego więzi go na wyspie Reichenau na Jeziorze Bodeńskim. Dzięki papieżowi Janowi VIII w roku 873 Metody zostaje uwolniony i powraca do swojej pracy. Umiera 6 kwietnia 885 roku prawdopodobnie w Welehradzie na Morawach. Dzieło świętych Cyryla i Metodego zostało w dużym stopniu zniszczone najazdem Madziarów. Dzieło Braci Sołuńskich przetrwało w słowiańskich narodach Bułgarii, Serbii i Chorwacji. Dzięki ich pracy kultura Słowian mogła rozwijać język oraz tworzyć piśmiennictwo, które dało możliwość formowania się narodów. Działalność misyjna św. Cyryla i Metodego prowadzona była w łączności z Patriarchatem w Konstantynopolu oraz ze Stolicą Apostolską w Rzymie. Papież Pius XI w liście apostolskim „Quod Sanctum Cirillum”, określił obu braci „synami Wschodu, z urodzenia Bizantyńczykami, z pochodzenia Grekami, z misji Rzymianami, z owoców apostolskich Słowianami”.

Przedstawiani są jako misjonarze ze zwojami pisma z alfabetem łacińskim, księgą i krzyżem, ubrani w ornaty kościoła zachodniego lub jako biskupi słowiańscy. Są patronami Moraw oraz Europy. Wspomnienie obchodzone jest 14 lutego oraz 5 lipca.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W lutym 2017 ROKU.

Samozakłamanie

Istnieją pewne sposoby – zarazem niezawodne i niezbędne – by stać się prawdomównym wobec samego siebie. To, czy osiągnęliśmy już tę cnotę, poznamy po tym, czy podjęliśmy środki do jej pozyskania. Całe wewnętrzne zepsucie naszej natury jest ni mniej ni więcej jak tylko surowcem naszego samozakłamania. Przewrotność tego zepsucia leży w jego zafałszowaniu, a osoba, którą najbardziej chcemy w ten sposób oszukać, jesteśmy my sami. Cały świat świadkiem, z jakim powodzeniem to czynimy. Toteż, jeśli rzeczywiście chcemy siebie odkłamać, musimy włożyć ogromny trud w poznanie samych siebie i – jeśli to tylko możliwe – wszystkich plusów i minusów naszej złożonej i wewnętrznie sprzecznej natury, nie mamy po prostu szans działać w prawdzie. Nie jest jednakże rzeczą łatwą poznać siebie. Wprost przeciwnie – to najtrudniejsza rzecz na świecie. Czy więc rzeczywiście podejmiemy trud poznania siebie samych? Czy rzeczywiście uczciwie badamy nasze sumienie? Czy jesteśmy w tym dokładni? Doprawdy możemy swobodnie przypuszczać, że niewiele jest osób troszczących się o zbawienie swojej duszy, dla których codzienne i regularne obowiązki duchowe składają się z czegoś więcej niż tylko rachunku sumienia. Tak więc, jaka jest nasza obowiązkowość w tej sprawie? A nasza dokładność? A wytrwałość? A nasz prawdziwy wgląd na to, jak ważny jest rachunek sumienia? Jeżeli nie staramy się usilnie poznać samych siebie, możemy być w zasadzie pewni, że nie jesteśmy wobec siebie prawdomówni. A że niestety podobne wysiłki są wielce nieprzyjemne, nie można ich podejmować, nic o tym samemu nie wiedząc. Tylko ciężko ranny na polu bitwy może czasem nie być świadom bólu, jakiego doznaje.

 

O samozakłamaniu; Frederick Wiliam Faber; Warszawa 2016