Wielkanocne symbole pełne głębi

W najbliższym czasie będziemy obchodzić Święta Wielkiej Nocy. Nie tak dawno w rozmowach o przygotowaniach do nich usłyszałam: „Od jakichś trzech lat nie święcimy święconki, nie malujemy pisanek, nie…,
Podczas Niedzieli Wielkanocnej tylko podzieliliśmy się jajkiem, po czym każdy poszedł robić, co chce,
Jeśli nie będę chciała się oczyścić z „grzechu”, zmienić postępowania, to nie skłoni mnie do tego ani Wielkanoc, ani wszelkie postanowienia czy inne związane z tym obrzędy. Ja muszę chcieć,
Ja tam mam swoje własne układy z Bogiem i nie potrzebuję do tego obrządków”.

Czyżby dla niektórych nic nie pozostało z istoty okresu Wielkiego Postu, Wielkiego Tygodnia i Niedzieli Wielkanocnej?

Wielu z nas skupia się w tym okresie jedynie na zewnętrznych symbolach: pisankach, palmach, zajączkach, baziach, kurczaczkach i lukrowanych babkach. Stwarza się atmosferę krainy bezkresnej szczęśliwości.

A co z głębią tego Święta? Czy będziemy jej szukać?

ChrystusDla każdego prawdziwego katolika najważniejsze Święto w kościele to Wielkanoc.
Dzieje się tak, gdyż Święta te najpełniej wyrażają istotę naszej wiary, istotę chrześcijaństwa. Stawiają w centrum Jezusa i wydarzenia zbawcze jego męki, śmierci i zmartwychwstania. To Jezus, nasz Pan, zaprasza nas do wejścia w świat misterium paschalnego. Chrystus swoją męką i zmartwychwstaniem wysłużył nam „nowy akt stworzenia”, staliśmy się w nim dziećmi Boga, wolnymi od grzechu pierworodnego, z otwartą drogą do szczęścia wiecznego, ze świadomością, że przez Jezusa zwyciężony został szatan, grzech i śmierć.

Przygotowujemy się długo do przeżywania tych Świąt:

pościmy 40 dni w Wielkim Poście, czynimy różne postanowienia dotyczące zmiany naszego życia czy postępowania. Czasem nasze ofiary, pokutę i jałmużnę ofiarowujemy za innych – tych, których kochamy a oni potrzebują pomocy, duszom zmarłych, które czekają na nasze modlitwy i umartwienia,
– w Środę Popielcową od IV wieku głowy wiernych posypywane są popiołem ze spalonych zeszłorocznych palm wielkanocnych,
– w Niedzielę Palmową poprzedzającą Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego zanosimy do kościoła palmy do poświęcenia, aby te symbole zmartwychwstania i nieśmiertelności duszy chroniły nasz dom i żyjących w nim od chorób i wszelkiego zła,
– w zadumie i skupieniu staramy się uczestniczyć w Świętym Triduum Męki i Zmartwychwstania Pańskiego,
adorujemy krzyż, który jest znakiem naszego zbawienia,
święcimy w Wielką Sobotę jajko, będące dla nas symbolem nowego życia,
stawiamy wielkanocnego baranka na świątecznych stolach, gdyż jest on symbolem ofiary, którą za nas złożył Jezus Chrystus, ale też symbolem zwycięstwa Zmartwychwstałego nad śmiercią, złem i grzechem,
– w Niedzielę Wielkanocną dzielimy się w domach poświęconym jajkiem składając sobie życzenia.

Niech Zmartwychwstanie Pańskie, które przynosi odkupienie, trwa w nas i naszych rodzinach, niech przenika naszą codzienność i otwiera nas na działanie Bożej Miłości.
To jest dobry czas na odrodzenie naszego rodzinnego życia.
Spróbujmy wybaczać sobie, okazywać szacunek i miłość, zdobyć się na większą troskę o naszych chorych czy starych bliskich, poszukać wspólnego języka z dziećmi, poprawić sposób traktowania siebie nawzajem.Baranek

Wielkanocny baranek obecny na świątecznych stołach, w zdobieniach szat liturgicznych, w tabernakulach i antepediach ołtarzowych jest dla katolików symbolem ofiary, którą za nas złożył Jezus Chrystus, ale też symbolem zwycięstwa Zmartwychwstałego nad śmiercią, złem i grzechem.

Przez cały rok każda niedziela uobecnia nam radość ze Zmartwychwstania Jezusa, radość nowego życia w Nim a każdy piątek przywołuje wydarzenia męki i śmierci naszego Pana.

W Kościele nie ma rzeczy przypadkowych. Wszystkie obrzędy, znaki, gesty, kolory, ceremonie, wydarzenia mają swój głęboki sens i są zakorzenione w Piśmie Świętym i w Tradycji.
Z radością i dumą opowiadajmy historię i znaczenie Zmartwychwstania Pańskiego słowami pieśni:

Zwycięzca śmierci, piekła i szatana,
Wychodzi z grobu dnia trzeciego z rana
Naród niewierny trwoży się, przestrasza
Na cud Jonasza. Alleluja!
Ustąpcie od nas smutki, troski, żale,
Gdy Pan Zbawiciel tryumfuje w chwale;
Ojcu swojemu już uczynił zadość,
Nam niesie radość. Alleluja![1]

Starajmy się poszukiwać i odnaleźć w okresie Świat Wielkanocnych znaczenie i głębię obrzędów, przygotowań, symboli. Nie pozwólmy, aby pozbawione treści stały się pustymi znakami tego okresu, trwającymi tylko chwilę, ale nie przynoszącymi żadnych owoców.
Mnie osobiście ze Świętami Zmartwychwstania Pańskiego kojarzy się słowo alleluja.
„Alleluja to po prostu radość, która samą siebie śpiewa, radość, pragnąca wyrazić to, czego słowa nie mogą wyrazić. Czyż naprawdę w tym dniu Zmartwychwstania Pańskiego nie potrafimy choć raz zapomnieć o wszystkim, co nędzne i małe, wobec tej ogromnej, wspaniałej szansy naszego Jutra, szansy danej nam już dziś?”[2].

 

 

 

[1] Tekst i melodia ks. Michał Marcin Mioduszewski (1837 r.)

[2] Kardynał Joseph Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI, 1979 r.

Baranek Boży

Z Wielkanocą kojarzy się nam nieodłącznie, święconka, w której, można znaleźć pisanki, baranka a od niedawna kurczaczka, zajączka czy kaczuszkę. Wielkanoc jest świętem Baranka i to On powinien być przede wszystkim w naszym koszyczku, na kartach wielkanocnych i świątecznym stole. Symbol Baranka swoim początkiem sięga opisanego w Starym Testamencie przygotowania Żydów do ucieczki z Egiptu. ofiaraBóg nakazał Izraelitom spożycie baranka w zamkniętym domu i naznaczenie jego krwią drzwi aby uchronić się od Anioła Śmierci. Spożywany miał być na stojąco i w stroju podróżnym.

Drugim miejscem w Starym Testamencie gdzie przywołany jest obraz baranka w skardze proroka Jeremiasza. „Ja zaś, jak baranek oswojony, którego prowadzą na rzeź, nie wiedziałem, że powzięli przeciw mnie zgubne plany” (Jr 11,19). W księdze proroka Izajasza jest kilka odniesień do baranka Jeremiaszowego. Przytaczany obraz baranka ma dwie charakterystyczne cechy: jest cichy i łagodny oraz daje się łatwo prowadzić na zabicie. Widzimy, że prorok dobrowolnie, bez sprzeciwu poddaje się cierpieniu, które ofiaruje w intencji zbawienia dla innych. Ofiara Baranka staje się wzorem dla tych, którzy są szczególnie powołani przez Boga.

Stary Testament w Księdze Rodzaju opisuje gotowość Abrahama, wezwanego przez Boga, do złożenia na górze Moria swojego jedynego syna w ofierze. Z woli Boga ofiarą w ostateczności stał się baranek.

ofiara barankaOpisywane w Starym Testamencie ofiary z baranka były zapowiedzią i symbolem ofiary Jezusa Chrystusa w Nowym Testamencie. Św. Jan Chrzciciel przed chrztem Jezusa tak Go określił: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (J 1, 29). Wskazał tymi słowami na przyszłą ofiarę Jezusa, który, jak baranek zapowiadany przez Jeremiasza, będzie cichy i pokorny oraz zostanie uśmiercony. Zapowiada, że śmierć ma być dobrowolna i przyjęta z łagodnością i spokojem. Będzie to również ofiara, jak ofiara baranka Paschalnego. Tak jak w Starym Testamencie w czasie ucieczki z niewoli egipskiej ofiara baranka pozwoliła Żydom na uchronienie się przed śmiercią, tak teraz ofiara Baranka Bożego daje nam życie wieczne. W przytoczonej zapowiedzi św. Jana Chrzciciela jest również podany cel i owoce ofiary Baranka Bożego. Ma to być zgładzenie naszych grzechów. Tak jak krwią baranka paschalnego zostali Żydzi odkupieni w Starym Testamencie, tak krew Jezusa, będzie odkupieniem dla wszystkich wierzących. Ostatnia Wieczerza jest również nawiązaniem do ofiary baranka gdyż odbyła się w żydowskie święto Paschy.

Do śmierci Jezusa Chrystusa w jerozolimskiej świątyni rano i wieczorem składano Bogu ofiarę z baranka. Ofiara Jezusa na Krzyżu, Jego śmierć zakończyła krwawą ofiarę ze zwierząt. Odtąd składana jest ofiara bezkrwawa, z Chleba i Wina, która ma zadośćuczynić i zapłacić Bogu za grzechy tych, co mu zawierzą.

Figura baranka jest obrazem Odkupiciela jak to przedstawia św. Piotr w liście: „Wiecie bowiem, że z waszego, odziedziczonego po przodkach, złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa jako Baranka niepokalanego i bez zmazy. On był wprawdzie przewidziany przed stworzeniem świata, dopiero jednak w ostatnich czasach się objawił ze względu na was. Wyście przez Niego uwierzyli w Boga, który wzbudził go z martwych i udzielił mu chwały, tak, że wiara wasza i nadzieja są skierowane ku Bogu” (1 P 1,18-21).

 

Tekst pierwotnie ukazał się w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w kwietniu 2013 roku.

Zakazana spowiedź furtkowa

Tak zwana spowiedź furtkowa może prowadzić do poważnej szkody psychicznej i duchowej penitenta – napisali członkowie Komisji Wydziału Teologicznego KUL. O jakie dokładnie niebezpieczeństwa chodzi? Publikujemy cały dokument wydany przez Komisję.

 

 

  1. W ostatnim czasie jesteśmy świadkami pojawienia się nowej formy sprawowania sakramentu pokuty w postaci tzw. spowiedzi furtkowej. Jej geneza nie jest do końca jasna. Zwykle wskazuje się na założony w 2006 r. Krąg Miłosierdzia Kapłanów, skupiający księży żyjących charyzmatem Wspólnoty Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia w Rybnie koło Sochaczewa. Jak dotąd nie ma też jasno sprecyzowanej definicji „spowiedzi furtkowej”. Już sama nazwa jest niejasna i tajemnicza. Niektórzy mówią tu o spowiedzi generalnej połączonej z modlitwą o uwolnienie. Takie określenie jest jednak mylące i może wprowadzać w błąd. Jak wynika z dostarczonych komisji materiałów, istota tej spowiedzi polega na zamykaniu „furtek” (stąd nazwa „furtkowa”), które grzech (osobisty lub „pokoleniowy”) otwarł przed szatanem, dając mu w ten sposób pewną władzę nad człowiekiem. Cechą charakterystyczną „spowiedzi furtkowej” jest wysoce rozbudowany, aczkolwiek ograniczony do pierwszego przykazania Dekalogu (stąd nie jest to spowiedź generalna) rachunek sumienia oraz modlitwa o uwolnienie, czasem przybierająca formę uroczystego egzorcyzmu. Tego rodzaju praktyka domaga się pogłębionej refleksji oraz oceny teologicznej i pastoralnej.

 

  1. Różne opisy „spowiedzi furtkowej” sugerują, że mamy tu do czynienia z pewnego rodzaju synkretyzmem, polegającym na łączeniu sakramentu pokuty z elementami psychoterapii i egzorcyzmu. Te trzy elementy należy wyraźnie od siebie oddzielić, gdyż stanowią one trzy różne płaszczyzny niesienia pomocy człowiekowi. Ich przekraczanie jest w większości przypadków przekraczaniem granic własnych kompetencji, co może prowadzić do poważnej szkody psychicznej i duchowej penitenta. W tym aspekcie „spowiedź furtkowa” jawi się jako prawdziwe zagrożenie duchowe. Trzeba ponadto zauważyć, że przyzwolenie na wprowadzenie nowej formy sakramentu pokuty, i to bez zgody kompetentnych władz kościelnych (!), może uruchomić lawinę kolejnych pomysłów na „ulepszanie” tego sakramentu. Przykładem tego może być praktykowana już spowiedź połączoną z uzdrawianiem obrazu ojca. Taka sytuacja grozi chaosem, a ostatecznie rozbiciem jednego Sakramentu Pokuty i Pojednania. W pogoni za nadzwyczajnością wierni mogą nie chcieć „zwykłej” spowiedzi jako w ich przekonaniu bezwartościowej. Grozi to pojawieniem się księży-specjalistów, namaszczonych lub samozwańczych „guru”, dysponujących monopolem na sprawowanie takiej czy innej formy sakramentu pokuty.

 

  1. Istotną kwestią w praktykowaniu tzw. spowiedzi furtkowej jest badanie poprzez bardzo obszerny zestaw pytań, aż na trzech poziomach (penitent, rodzina, przodkowie), czy w przeszłości popełnione grzechy nie są nadal otwartymi „furtkami” dla złego dycha, które należy zamknąć. W takim rozumowaniu sugeruje się, że potomstwo ponosi konsekwencje za grzechy przodków, co byłoby nawiązaniem do przekonania Starego Testamentu o odpowiedzialności zbiorowej. Potwierdza go powiedzenie w formie przysłowia: „Ojcowie jedli zielone winogrona, a zęby ścierpły synom” (Jr 31,29; Ez 18,2). Cytujący go prorocy Jeremiasz i Ezechiel jednomyślnie twierdzą, że zasada odpowiedzialności zbiorowej jest jednak błędna i nie należy się nią posługiwać (Jr 31,30; Ez 18,3-4). Nikt nie ponosi odpowiedzialności za winy przodków. Wprawdzie historia ludzi, całego narodu, jest historią grzechu, ale o śmierci czy życiu duchowym rozstrzyga postawa każdego człowieka w danej sytuacji (por. Pwt 24,16). W duchu odpowiedzialności indywidualnej każdy osobiście odpowiada za swoje postępowanie przed Bogiem. W całej pełni potwierdza to Nowy Testament, w którym nie spotykamy się z jakimś przypadkiem odwoływania się do grzesznej przeszłości przodków, aby w ten sposób uzasadnić aktualną obecność demonicznych związań.

 

  1. Poważnym nadużyciem jest wprowadzanie w ryt sakramentu pokuty modlitwy o uwolnienie, której tekst przyjmuje czasem formę uroczystego egzorcyzmu. Dodatkowa modlitwa o uwolnienie podważa skuteczność wcześniej udzielonego sakramentalnego rozgrzeszenia. Należy pamiętać, że sama spowiedź jest już egzorcyzmem, a uwolnienie od winy jest owocem doświadczenia absolutnego usprawiedliwienia, jakie otrzymuje się w rozgrzeszeniu. To samo dotyczy innych elementów „spowiedzi furtkowej”, których nie przewidują Obrzędy pokuty. Trzeba stanowczo podkreślić, że sakramenty są dobrem Kościoła i żaden kapłan nie ma prawa samowolnego wprowadzania nowych elementów do rytu sakramentalnego ustalonego przez kompetentną władzę kościelną. Wszelkie innowacje w tym zakresie, czynione bez wiedzy i zgody odpowiednich instancji, są nadużyciem.

 

  1. Groźne jest również szukanie nowych spowiedników, by zlokalizować „furtkę” i ją zamknąć ostatecznie. Wiąże się z tym wielokrotne powtarzanie tej samej spowiedzi aż do skutku. Tego rodzaju praktyka może doprowadzić do skrupułów oraz osłabienia wiary w nieograniczoną moc Bożego miłosierdzia. Ponadto zakłada ona, że jakiś grzech niewyznany bez winy penitenta (np. wskutek zapomnienia) pozostaje nieodpuszczony i nadal może stanowić „furtkę” dla złego ducha. Jest to niezgodne z nauką Kościoła, wedle której do ważności spowiedzi wymagana jest zawsze i koniecznie zupełność formalna wyznania grzechów, niekoniecznie zaś materialna.

 

  1. Nieuzasadnione jest także przekonanie, że tylko określone wykroczenia otwierają „furtkę” dla złego ducha. W konsekwencji rachunek sumienia w „spowiedzi furtkowej” ogranicza się do jednego (zwykle pierwszego) przykazania, co poważnie narusza integralność tego sakramentu. Do tego dochodzi spowiadanie się z cudzych grzechów (tzw. grzechów pokoleniowych). Kościół nie zna takiej praktyki. Wręcz przeciwnie, zgodnie z nauczaniem kościelnym wszystkie przykazania Dekalogu stanowią integralną całość, w związku z czym przekroczenie jednego z nich jest także naruszeniem pozostałych (por. Jk 2,10-11; KKK 2069). Katechizm Kościoła Katolickiego idąc za Soborem Trydenckim stwierdza wyraźnie, że podczas spowiedzi winno się wyznać wszystkie grzechy śmiertelne, „chociaż byłyby najbardziej skryte i popełnione przeciw dwu ostatnim przykazaniom Dekalogu, ponieważ niekiedy ciężej one ranią duszę i są bardziej niebezpieczne niż te popełnione jawnie” (KKK 1456).

 

  1. Zastrzeżenia budzi również sposób, w jaki przy okazji „spowiedzi furtkowej” przeprowadzany jest rachunek sumienia. Spowiednik nie może zapominać, że podstawą sakramentu pokuty jest wolność penitenta i świadomość jego sumienia. Przygotowując się do spowiedzi, penitent sam powinien dokonać aktu samooceny, a następnie wyrazić żal za swoje grzechy i postanowienie poprawy. Spowiednik nie może więc zastępować go w szukaniu prawdy o własnym życiu. Robienie z penitentem monstrualnie rozbudowanego rachunku sumienia, i to wyłącznie pod kątem grzechów, które miałyby otworzyć „furtki” dla szatana, jest koncentrowaniem się na nim jako głównym sprawcy zła, a nie na pełnej prawdzie o człowieku. Sama spowiedź to nie pora na robienie rachunku sumienia z penitentem. Dodatkowe pytania mają służyć między innymi uściśleniu materii grzechu, wyjaśnieniu kwestii wątpliwych, niejasno czy zdawkowo sformułowanych. Nie należy więc w trakcie spowiedzi czynić notatek (np. dotyczących grzechów, nazw demonów itp.), zagrażających naruszeniem tajemnicy spowiedzi.

 

  1. Miejscem uwrażliwiania wiernych na różnego rodzaju zagrożenia duchowe jest szeroko rozumiane nauczanie kościelne. Dobrym miejscem ku temu jest wspólnotowe słuchanie słowa Bożego w obrzędzie pojednania wielu penitentów z indywidualną spowiedzią czy też nabożeństwa pokutne w ramach dalszego przygotowania wiernych do sakramentu pojednania. Przed indywidualną spowiedzią, w homilii lub kierowanym przez celebransa rachunku sumienia, jest stosowny moment, by uwrażliwiać wiernych na niebezpieczeństwa różnych zniewoleń. Wierni świadomi owych zagrożeń, pouczeni jak przygotowywać się do spowiedzi i w jaki sposób wyznawać grzechy, będą się dobrze i owocnie spowiadać.

 

  1. W przypadku spraw trudnych i patologicznych ich rozwiązanie nie jest możliwe w konfesjonale. Istnieją też problemy życiowe, które nadają się na dłuższą rozmowę poza konfesjonałem, czy może wymagałyby kierownictwa duchowego. W samej spowiedzi zamiast tracić czas na szukanie szatańskich „furtek” należy otwierać wiernych na słowo Boże, na zaufanie w moc Bożej łaski, na przemianę w myśleniu, by żyć Ewangelią w realiach swego życia i powołania. W takiej perspektywie „spowiedź furtkowa” jawi się nawet jako szatańska prowokacja. Sakrament pokuty zamiast stać się miejscem spotkania człowieka z miłosierną miłością Boga, która uzdrawia i leczy, staje się napawającą lękiem konfrontacją z siłami zła. Dlatego zamiast zamykać „furtki” przed szatanem, należy jeszcze bardziej otwierać penitenta na Chrystusa, a w Nim na nowość życia chrześcijańskiego, by trwało w nim „nasienie Boże” (słowo Boże, łaska, Duch Święty), bo tylko taki człowiek nie może grzeszyć (por. 1 J 3,9).

 

  1. „Spowiedź furtkowa” budzi również szereg zastrzeżeń o charakterze dogmatycznym i religiologicznym. Z punktu widzenia duszpasterskiego warto zapytać, na czym polega jej „sukces”? Dlaczego wierni chcą się w ten sposób spowiadać? Wydaje się, iż głównym motywem jest tutaj doświadczenie zniewolenia jakimś konkretnym złem. Człowiek ma poczucie, że nie panuje nad swoim życiem; wydaje mu się, że jakaś mroczna siła trzyma go na uwięzi i ściąga w dół. W takiej perspektywie „spowiedź furtkowa” jawi się jako konkretna oferta wyzwolenia. Trzeba jednak zauważyć, iż źródła zniewolenia człowieka mogą być bardzo różne. Niekoniecznie mają one charakter demoniczny, o czym zdają się zapominać zwolennicy „spowiedzi furtkowej”. Zgodnie ze świadectwem biblijnym, pierwszym i podstawowym źródłem zniewolenia jest grzech (hamartía). Nie jest on tylko aktem nieposłuszeństwa względem Boga, ale także mocą, która bierze człowieka w niewolę i nim zawłada: „każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu” (J 8,34; por Ga 4,3). Tej zniewalającej mocy grzechu nie należy identyfikować z mocą złego ducha. Biblia ukazuje wprawdzie związek między nim a grzechem, jednak nie ma on charakteru koniecznościowego (jeśli w rycie chrzcielnym jest mowa o szatanie, „który jest głównym sprawcą grzechu”, to sformułowanie to odnosi się do faktycznego porządku zbawienia). Człowiek mógł był zgrzeszyć także bez pomocy szatana. Właściwe źródło grzechu nie leży więc poza człowiekiem, ale w nim samym. Jest nim wolność – jedyna „furtka”, przez którą zło ma do niego przystęp: „[…] grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować” (Rdz 4,7). Błędne jest zatem nazywanie grzechu „furtką”, przez która szatan niepostrzeżenie wkrada się w życie człowieka i staje się jego cichym reżyserem. Wizja taka może stać się niebezpieczną strategią spychania winy na innych, a nawet postrzegania siebie w kategoriach ofiary: „Wąż mnie zwiódł i zjadłam” (Rdz 3,23). W konsekwencji demonizowanie rzeczywistości może prowadzić do wymawiania się od odpowiedzialności za zło, u którego początku stoją nasze osobiste decyzje i czyny. W Sakramencie Pokuty i Pojednania człowiek otrzymuje szansę stanięcia w prawdzie i doświadczenia wyzwalającej mocy Bożego miłosierdzia. Wciąż jednak pozostaje w nim „zarzewie grzechu” (fomes peccati), które Sobór Trydencki nazywa także „pożądliwością” (concupiscentia). Określenia te wskazują na pewną skłonność ludzkiej woli do zła. Jest ona skutkiem grzechu pierworodnego i pozostaje także w człowieku usprawiedliwionym przez Chrystusa – a więc po chrzcie świętym. Do tego dochodzą różne skłonności naturalne, których źródła tkwią w konkretnych uwarunkowaniach biologicznych, społecznych i kulturowych. Swoją rolę mogą odgrywać także różnego rodzaju zranienia w sferze psychicznej i duchowej, sięgające nieraz głębokich pokładów ludzkiej osobowości. W takiej perspektywie staje się jasne, że sakramentu pokuty nie można traktować w sposób magiczny. Uzdrowienie/wyzwolenie, które rzeczywiście się w nim dokonuje, jest procesem, gdyż ma ono zawsze na uwadze ludzką wolność i respektuje całą złożoną strukturę ludzkiej osoby. Niestety, przy okazji „spowiedzi furtkowej” element ten niemal wcale nie dochodzi do głosu. W konsekwencji zachodzi niebezpieczeństwo składania penitentowi nierealnych obietnic, których niespełnienie spotęguje w nim tylko poczucie rozczarowania i frustracji. W życiu duchowym nie ma automatyzmu. Nie można w jednym momencie przekreślić dwudziestu lat życia w nałogu lub zmagania się z jakimś bolesnym problemem i zacząć wszystko od nowa. Nie taka jest biblijna wizja człowieka i zbawienia. Łaska Boża nie jest jakimś „dobrym fatum”, które niejako za plecami człowieka wszystko prowadzi ku dobremu. Gratia supponit naturam. Bóg nie łamie natury, ale respektuje prawa, które sam jej nadał.

 

  1. W ostatnim czasie spotykamy się z przesadnym podkreślaniem roli szatana w życiu jednostek i całych społeczności. Mówi się nawet o „złu pokoleniowym”, którego destruktywna moc może przetrwać nawet wody chrztu świętego. Nietrudno dostrzec w tym pewne tendencje dualistyczne, które nie znajdują żadnego uzasadnienia w chrześcijańskiej wizji Boga, świata i człowieka. Kościół od samego początku głosił, że całe stworzenie jest dobre, gdyż ma swoje źródło w Bogu, który jest dobrem absolutnym (por. Rdz 1,18; Mdr 1,14; Dz 11,5-10). Nie ma zatem jakiejś złej energii (duchowej lub materialnej), która przenikałaby rzeczywistość, i którą można by wykorzystać w dobrym bądź złym celu (np. przy pomocy magicznych zaklęć, radiestezji itd.). Także szatan jest ontologicznie dobry, a zło, które czyni, wynika z wolności jego decyzji. Zło jest brakiem należnego dobra (privatio boni), w związku z czym nie może być ani bytem substancjalnym, ani żadnym pozytywnym stanem rzeczy (wszystko co jest, jest dobre: ens et bonum convertuntur). W przeciwnym razie należałoby przyjąć istnienie dwóch pryncypiów, będących źródłem dobra i zła, co jednak pozostaje w głębokiej sprzeczności z chrześcijańską nauką o stworzeniu. Jeśli mówi się czasem o „złu metafizycznym” (Leibniz), to akcentuje się jedynie egzystencjalną i istotową ograniczoność bytu na tle bytu absolutnego. Teologia chrześcijańska nie wyklucza wprawdzie działań szatańskich i demonicznych, jednak ich nie eksponuje. Chrześcijanin żyje świadomością, że Chrystus pokonał moce szatańskie, i że to Jego zwycięstwo ma charakter ostateczny i nieodwołalny (por. J 12,31; Ef 1,20-22; Kol 2,15; Ap 12,9). Szatan w żadnym wypadku nie jest równym przeciwnikiem Boga. Nie przysługuje mu też żadna władza nad człowiekiem. Dzięki zwycięstwu Chrystusa na krzyżu człowiek odzyskał utraconą wolność i może stać się uczestnikiem królestwa Bożego. To wyzwolenie człowieka jest wyzwoleniem „od”, a jednocześnie wyzwoleniem „ku”; wyzwoleniem, umożliwiającym podejmowanie czynów prowadzących do zbawczego zjednoczenia z Bogiem i ukazujących w świecie Chrystusowe zwycięstwo na krzyżu. W kontekście „spowiedzi furtkowej” oznacza to: samo zamykanie „furtek” nie wystarczy; o wiele bardziej trzeba otwierać człowieka na Boga i Jego zbawcze słowo (por. Mt 12,43-45; Łk 11,24-26).

 

  1. Charakterystyczne dla zwolenników „spowiedzi furtkowej” demonizowanie rzeczywistości wiąże się ze zdecydowanie negatywną oceną religii niechrześcijańskich, zwłaszcza religii Wschodu. Należy stanowczo stwierdzić, iż nie jest to stanowisko Kościoła katolickiego. Sobór Watykański II stwierdza wyraźnie: „Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co w religiach owych prawdziwe jest i święte. Ze szczerym szacunkiem odnosi się do owych sposobów działania i życia, do owych nakazów i doktryn, które chociaż w wielu wypadkach różnią się od zasad przez niego wyznawanych i głoszonych, nierzadko odbijają promień owej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi” (DRN 2).

 

  1. Mając na uwadze wszystkie poczynione uwagi, postuluje się, by władza kościelna oficjalnie zakazała praktyki tzw. spowiedzi furtkowej. Jej potrzebę dobrze spełnia wypróbowana i przyjęta w Kościele praktyka spowiedzi generalnej, którą dla uniknięcia nieporozumień należy nazywać „generalną”, a nie „furtkową” czy jakąkolwiek inną. Warto również zachęcać wiernych do korzystania z kierownictwa duchowego oraz różnego rodzaju rekolekcji. Tam, gdzie zachodzi uzasadniona konieczność, należy zachęcać do skorzystania z pomocy psychoterapeuty lub diecezjalnego egzorcysty.

 

Lublin, 28.01.2015 r.

 

http://www.pch24.pl/spowiedz-furtkowa-to-zagrozenie-duchowe-,34648,i.html

 

decyzja-KEP

Rzadko do tej pory zgadzałem się ze stanowiskiem KUL zwłaszcza w sprawach duchowych. Tu jasne i jednoznaczne – co prawda punkt 12 jest dyskusyjny, w nawiązaniu do dogmatu poza Kościołem nie ma zbawienia obowiązującego każdego katolika, również teologów.

Natomiast cieszę się, że Konferencja Episkopatu Polski podjęła taką decyzję.

 

 

 

Maryja – znalazczyni łask

Maryja wyprasza łaski szczególnie grzesznikom, bo dla grzeszników stała się Matką Bożą. Prawdziwa to Estera, która swoim wstawiennictwem osłania nędznych ludzi przed karą Króla Niebieskiego i nie odrzuca nawet największego winowajcy, żebrzącego Jej litości, ale go przyjmuje na łono swego miłosierdzia. Ona wszystkich, którzy się oddają Jej opiece, strzeże i prowadzi do zbawienia. Słusznie dlatego nazwana jest gwiazdą, świecącą wszystkim w ziemskiej pielgrzymce i drabiną grzeszników do nieba.

Fresk za głównym ołtarzem w kościele górnym Sanktuarium Nawiedzenia

Pewnego razu przyszedł do św. Bernarda jeden wielki grzesznik i zawołał prawie z rozpaczą: „Ach, grzechy moje tak wielkie, że niemożliwe, abym znalazł przebaczenie i łaskę u Boga”, „Nie, mój synu – odrzekł na to święty mąż – nie trzeba rozpaczać, bo choćbyś się lękał, czy znajdziesz łaskę u Boga, to jednak miej nadzieję, że ją znajdziesz u Maryi. Wszakże Ona nie na darmo, jest «łaski pełna», jak Ją nazwał sam anioł”. Po czym otworzywszy Pismo Święte, przeczytał te słowa: „Nie bój się , Maryjo, bo znalazłaś łaskę u Boga”. I tak dalej mówił: „Maryja znalazła łaskę? Jak to, czyż Ona kiedy łaskę straciła, iż ją potrzebowała odnaleźć? Broń Boże! Lecz można także znaleźć to, co inni zgubili. Otóż i ty zgubiłeś łaskę Bożą przez grzechy, a Maryja znalazła tę twoją łaskę. Więc nie smuć się ani nie upadaj na duchu, ale biegnij czym prędzej do Matki Bożej, a upadłszy do Jej stóp, błagaj: „Matko łaski Bożej, wejrzyj na mnie nędznego! Oto ja zgubiłam łaskę Bożą, a tyś ją znalazła. Matko, Matko, wróć mi utraconą łaskę, wyjednaj przebaczenie u Syna, a potem bądź moją Opiekunką i podporą, bym już tak lekkomyślnie nie grzeszył i tak niegodziwie nie lekceważył Niebieskiego Ojca”.

Kimkolwiek zatem jesteś, miły czytelniku, jeżeli chcesz się bezpiecznie zbawić, wzywaj opieki Maryi; bo jak dziecko nie może żyć bez mleka matki, tak chrześcijanin bez opieki Maryi nie może być zbawiony. Jeżeli jesteś grzesznikiem, błagaj Ucieczkę Grzesznych o wyproszenie ci łaski nawrócenia. Jeżeli jesteś sprawiedliwy, módl się do Wspomożenia wiernych o łaskę wytrwania w miłości i o coraz doskonalsze naśladowania Jezusa Chrystusa. W smutku proś o pociechę, w ubóstwie o chleb, w chorobie o zdrowie, w pokusie o zwycięstwo, w całym życiu o zbawienie, a z pewnością doświadczysz, jak potężną jest Ona Pośredniczką, bo wzywając Ją, nie poddasz się rozpaczy; idąc za Nią, nie zbłądzisz; gdy Ona będzie cię podtrzymywać, nie upadniesz; gdy Ona cię zasłoni, nie będziesz się bał; gdy Ona cię poprowadzi, nie zmęczysz się; gdy Ona okaże się łaskawa, szczęśliwie dojdziesz do celu.

 

Św. J.S. Pelczar Życie duchowe, t2.

 

 

Św. Józef – opiekun Boga

Z kart Ewangelii niewiele dowiadujemy się na temat św. Józefa. Jemu samemu poświęcono zaledwie 26 wierszy w Piśmie Świętym. Wiele informacji o nim przekazanych jest przez Tradycję. Wiadomo, że był z rodu Dawida. Różnice w rodowodzie podawanym u św. Mateusza i św. Łukasza większość badaczy tłumaczy tym, że św. Józef był rzeczywistym synem Jakuba potomka Salomona, a legalnym synem Helego potomka Natana.
Pomimo pochodzenia z królewskiego rodu żył skromnie i zarabiał na życie pracą fizyczną jako cieśla. To Bóg wybrał go na męża dla Dziewicy. Wszyscy niezamężni mężczyźni z rodu Dawida mieli w oznaczonym dniu złożyć w świątyni laski.

sw.Jozef-2Tylko laska Józefa zakwitła i na niej usiadła gołębica symbolizująca Ducha Świętego. Z przekazów Tradycji Józef jak i Maryja złożyli śluby czystości i przyszłość swoją zgodnie widzieli jako białe małżeństwo. Ogromnym ciosem i tragedią dla Józefa było odkrycie, że jego żona, tak cnotliwa, pełna miłości, dobroci i bez skazy jest w stanie błogosławionym. Było to dla niego tak niezrozumiałe i trudne, że postanowił opuścić Maryję by w samotności poświęcić się Bogu. „Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie” (Mt 1,19). Powstrzymuje go interwencja we śnie anioła, który wyjawia mu tajemnicę poczęcia Zbawiciela.
Święty Józef przyjmuje i w pełni akceptuje misję jaką mu powierza Bóg. Jego postawa pełna jest ufności i wiary. Przed samym rozwiązaniem Maryi przychodzi nakaz udania się do miejsca rodowego. Związane to było ze spisem ludności Imperium Rzymskiego i koniecznością zapisania się w księgach rodowych. Dla Józefa i Maryi oznaczało to podróż z Nazaretu do Betlejem czyli przebycie pieszo ok. 150 km. W ówczesnych czasach dystans taki pokonywało się w czasie 10 dni. Św. Józef jako opiekun Maryi oraz mającego się narodzić dziecka jest odpowiedzialny za nich. Niemożliwe jest znalezienie noclegu i w ostateczności godzą się na zatrzymanie w stajni. Mimo tych trudności, Józef nie traci zaufania do Boga i Jego poleceń.
Pojawiają się kolejne znaki potwierdzające wyjątkowość misji narodzonego w Betlejem Syna– pokłon pasterzy oraz przybycie mędrców przedstawianych jako Trzej Królowie. To stanowi kolejny dowód dla Józefa, że inni ludzie też posiadają wiedzę o Dziecku i jego przyszłym królestwie.
Dzięki zaufaniu Bogu unika Józef ze swoją rodziną tragedii – zazdrosny o władzę Herod pragnie pozbyć się przyszłego króla żydowskiego. „Oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić». On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu” (Mt 2,13-14).
Czytając powyższy fragment nie zawsze uświadamiamy sobie co to oznaczało w praktyce. Wstać i z noworodkiem oraz żoną wyemigrować do Egiptu przemierzając ok. 600 km pieszo. Każdy z nas potrzebuje spakować się, zrobić zaopatrzenie w żywność i wodę, przemyśleć trasę podróży. Św. Józef musi natychmiast uciekać z Maryją i Nowonarodzonym pod osłoną nocy. Gotowość do spełnienia woli Boga dodaje mu sił i nie wywołuje strachu przed nieznaną drogą.
Według opisów wędrówki Świętej Rodziny po Egipcie Teofila Patriarchy Aleksandryjskiego z IV wieku przemierzyli oni łącznie trasę ok. 2 tys. km w okresie 3 lat.

sw.Jozef-3Nie jest wykluczone, że przemieszczanie się po dalekim Egipcie było związane z ukrywaniem się przed wysłannikami Heroda.
Po śmierci Heroda Józef zostaje poinformowany we śnie przez anioła, że może wracać do ziemi izraelskiej. Z niezachwiana ufnością Józef zostawił wszystko i wyruszył z rodziną w drogę powrotną.
Kierując się wskazówkami anioła Święta Rodzina osiedla się w Nazarecie.
Ostatni raz św. Józef jest wspomniany w Nowym Testamencie w momencie odnalezienia dwunastoletniego Jezusa w świątyni.
Przez następne lata Jezus żył, mieszkał i pracował z rodziną w Nazarecie. Uczył się zawodu ciesielskiego od Józefa i był posłuszny rodzicom. W chwili rozpoczęcia publicznej działalności przez Jezusa, jego ziemski opiekun najprawdopodobniej już nie żył. Jego śmierć i pogrzeb były wyjątkowe ze względu na obecność przy nim Jezusa Chrystusa i Najświętszej Maryi Panny. Każdy katolik pragnąłby mieć te Osoby przy swojej śmierci.
Św. Józef jest patronem rodziny. Wybrany został na opiekuna Maryi oraz Jezusa na ziemi. Daje nam przykład jaki powinien być ojciec, jakie ma posiadać cechy, czym ma się kierować w życiu. Ojcowie Kościoła i pisarze zaznaczają niezwykłość cnót św. Józefa gdyż zadania mu powierzone wymagały całkowitego zawierzenia Bogu. Zapewne z tego powodu jest on również patronem dobrej śmierci.
Święty Józef jest patronem czystości gdyż sam żył w czystości i miał pod swoją opieką dziewictwo Najświętszej Maryi Panny. Jest patronem i obrońcą dziewic.
8 grudnia 1870 roku św. Józef został ogłoszony patronem Kościoła Powszechnego. Jako opiekun młodocianego Jezusa w jego ziemskim życiu wydaje się być przeznaczonym do opieki nad Mistycznym Ciałem. Tak jak dbał o rozwój Dziecka, o jego potrzeby i chronił Je, tak proszony jest o opiekę nad Ciałem Kościoła czyli jego wiernymi.
Święty Józef patronuje wielu świątyniom, parafiom, krajom, miastom i diecezjom. W Polsce jest patronem Krakowa, Kalisza, Swarzędza oraz diecezji kujawsko-kaliskiej. W Kaliszu znajduje się narodowe sanktuarium św. Józefa. W roku 1670 za sprawą św. Józefa został tu uleczony chłop, mieszkaniec wsi Szulec. W ramach wdzięczności ufundował on obraz Świętej Rodziny umieszczony dziś w kaliskiej bazylice kolegiackiej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.
Kult świętego Józefa wzmaga się z każdym rokiem a uczelnie rozwijają naukę zwaną józefologią.
W ikonografii przedstawiany jest z narzędziami ciesielskimi lub lilią – symbolem czystości a jego święto obchodzimy 19 marca.

 

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W MARCU 2014 ROKU.

Skutki Komunii

Niektóre dusze przyjmują często Komunię Świętą, a mimo to nie postępują w życiu duchowym. Są bowiem próżne, zarozumiałe z powodu swej pobożności, nieumartwione, niecierpliwe, kłótliwe itp. Można te dusze porównać do chorych na płuca, którzy jedzą zdrowe pokarmy, a jednak nie odnoszą stąd należytego pożytku. Jak to się dzieje, że Komunia św. nie daje spodziewanego skutku? Może to wina Komunii Św.? Lecz któż zdoła przypuścić, aby światło nie oświecało, ogień nie ogrzewał, skarb nie wzbogacał, siła nie wzmacniała? Pan Jezus zapewnia, że kto godnie spożywa, „ma życie w sobie”. Ojcowie Kościoła uczą, że jedna Komunia św., należycie przyjęta, może uświęcić duszę. Dlaczego więc tyle dusz, pomimo tak licznych Komunii św. wcale nie należy do świętych?

François, Claude (dit Frère Luc) - Saint Bonaventure

François, Claude (dit Frère Luc) – Saint Bonaventure

Oto dlatego, że nie tak przyjmują Komunię św. jak powinni przyjmować. „Jeżeli – mówi św. Bonawentura – nie czujecie żadnych skutków tego pokarmu duchowego, który przyjęliście, znak to, że wasza dusza jest albo chora, albo umarła”. Podobnie twierdzi znakomity kardynał Bona:” Powszechna to jest Ojców świętych nauka, że Bóg zwykle takim się okazuje dla duszy, jaką dusza przedstawia się dla Boga. I dlatego Chrystus Pan w Eucharystii dla jednych jest owocem życia i chlebem anielskim, i manną ukrytą, i rajem rozkoszy, i ogniem pochłaniającym, i trzecim niebem, gdzie słyszą tajemna słowa, których nie godzi się człowiekowi mówić. Dla drugich, przeciwnie, jest chlebem niesmacznym, niemającym żadnej życiodajnej mocy, tak że ich dusza brzydzi się tym bardzo delikatnym pokarmem. W ten sposób śmiercią jest dla złych, życiem dla dobrych, a jakie kto ma serce dla Boga, takim też znajdzie Boga dla siebie”.

Życie duchowe; Św. J.S. Pelczar, str 315 t2

Wandea – w obronie Boga i króla

Francja drugiej połowy XVIII wieku była mocarstwem – silnym, bogatym, uprzemysłowionym i zaludnionym. Jak w każdym państwie, bez względu na okres historyczny, były problemy społeczne nie w pełni rozwiązywane przez rządzących. Rosnące niezadowolenie społeczne było podsycane przez pisarzy encyklopedystów, filozofów i myślicieli. Zwalczano i wyszydzano Kościół i wiarę katolicką, honor, szlachetność i rycerskość. Szerzyła się niewiara, bezbożność nawet wśród księży. Objawem słabości duchowej był kryzys moralny. Na tronie Francji zasiadał Ludwik XVI – człowiek słaby, chwiejny, bez własnego zdania. Zdecydowana i konsekwentna postawa władcy w wielu przypadkach mogła powstrzymać narastającą falę rewolucji. Niestety, król Francji nie był zdolny do takich działań.
Początki rewolucji we Francji wydawały się być łagodne, ale dosyć szybko objawiło się jej antykościelne oblicze – plądrowanie i burzenie kościołów, podpalanie klasztorów w ramach niszczenia bazy materialnej, aż do delegalizacji Kościoła i zakazu wyznawania wiary w Boga. W niedługim czasie zaczęto posyłać księży na śmierć z użyciem gilotyny. Dnia 21 stycznia 1793 roku w Paryżu został ścięty król Francuzów, Ludwik XVI. Hasłem rewolucji było: Wolność, Równość, Braterstwo albo Śmierć – często zapomina się o ostatnim członie hasła. Ten, kto nie popierał rewolucji, kto się przeciwstawiał bestialstwu i zbrodni, był niszczony jak Wandea, jeden z departamentów Francji, gdzie zamieszki rewolucyjne nie znalazły poparcia. Był to teren, na którym ok. 100 lat wcześniej, wśród wiosek, miast i parafii, misje i rekolekcje prowadził św. Ludwik Maria Grignon de Montfort. Święty wznosił tam kalwarie, szerzył nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusa, zakładał bractwa różańcowe i podejmował wiele innych pobożnych dzieł.

wandeaDnia 12 marca 1793 roku rząd rewolucyjny ogłosił pobór do wojska. Na listach poborowych nie umieszczono jednak zwolenników rewolucji, którzy nawoływali: „Do broni, Obywatele!”. Było to bezpośrednią przyczyną wybuchu gniewu. Chłopi nie wiedzieli, jak mają dalej postępować. Poprosili znanego z prawości i głębokiej wiary Jakuba Cathelineau o przewodzenie. Stał się on twórcą armii wandejskiej i jej religijnego ducha. Jego pobożność stała się źródłem nadania mu przydomka „święty z Andegawenii”. Opór Wandejczyków był protestem o podłożu na wskroś religijnym. Stanowił spontaniczny sprzeciw wobec rewolucji, był obroną Boga i króla, religii katolickiej i księży. Armia wandejska szła do boju parafiami, w marszu odmawiając różaniec lub śpiewając pieśni religijne. Wandejczyków rozpoznawano po modlitwie, rewolucjonistów po przekleństwach i bluźnierstwach.
Dnia 19 marca 1793 roku w pierwszej bitwie pod Saint-Vincent-Sterlanges odniesiono zwycięstwo, 11 kwietnia zwyciężono pod Chemille, 5 maja zdobyto Thouars, a 18 czerwca zajęto Angers. 14 lipca podczas próby zdobycia Nantes ginie ukochany wódz Wandejczyków, Jakub Cathelineau. Katolicka armia wandejska wycofuje się z oblegania miasta.
W odpowiedzi na zwycięstwa Wandejczyków rewolucyjna Republika postanawia zniszczyć Wandeę. „Zniszczcie Wandeę, a uratujecie Ojczyznę. Trzeba wyniszczyć doszczętnie tę buntowniczą rasę, podpalić ich lasy, ściąć zbiory, porwać ich stada. Niech terror będzie na porządku dziennym”. Tak nawołują rewolucjoniści w Paryżu. Rząd Francji wydaje dekret o eksterminacji Wandei – wszystko ma być spalone, a buntownicy wyniszczeni. Do pacyfikacji niepokornego departamentu wysłany został gen. F. J. Westermann, dowódca bardzo dobry, ale bez moralności i bez litości, okrutny dla przeciwników. Nazwany został Rzeźnikiem Wandei i tak jest znany w historii. Jego żołnierze palą i niszczą wszystko – stodoły, domy, zbiory, masakrują ludzi i zwierzęta. Dzieci i starcy wrzucani są żywcem do pieca. Jest to przykład ludobójstwa, pierwszej takiej zbrodni w nowoczesnym świecie. Do tej pory nie walczono bezpośrednio z ludnością cywilną, wojny były prowadzone między armiami. Pacyfikacja Wandei została przeprowadzona w bezprzykładnie bestialski sposób. Generał Grignon, dowódca pierwszej kolumny, zachęcał swych żołnierzy takimi słowami: „Towarzysze, wkraczamy do kraju ogarniętego powstaniem. Rozkazuję wam zatem palić wszystko, co nadaje się do spalenia, i brać pod bagnety każdego mieszkańca, którego spotkacie na swej drodze. Wiem, że mogą być jacyś patrioci w tym kraju; wszystko jedno, musimy poświęcić wszystkich”.
Dowódca dywizji, Caffin, pisze do generała Turreau: „Dla dobra Republiki – nie ma już mieszkańców Echaubrognes; nie pozostał nawet jeden dom. Nic nie umknęło narodowej zemście”.
Oficer policji, Gannet, w raporcie pisze: „Amey (dowódca jednej z dywizji) każe rozpalić w piecach i, gdy są już dobrze rozpalone, wrzuca tam kobiety i dzieci”.
Chirurg Thomas pisze: „Widziałem palone żywcem kobiety i mężczyzn. Widziałem (…) czternasto- i piętnastoletnie dziewczęta, które masakrowano, przerzucano z bagnetu na bagnet maleńkie dzieci, pozostawiając je obok martwych matek na bruku”.
„Napisawszy własną ręką w nagłówku dokumentu dewizę: „Wolność, Braterstwo, Równość albo Śmierć”, generał L. M. Turreau (organizator tzw. kolumn piekielnych) wysyła następującą instrukcję swym porucznikom: „Wszyscy bandyci, którzy zostaną znalezieni z bronią w ręku lub będzie im to dowiedzione, mają pójść pod bagnety. W ten sam sposób traktujcie kobiety, dziewczęta i dzieci. (…) Osoby tylko podejrzane również mają nie być oszczędzane. Wszystkie wioski, miasteczka, (…) wszystko, co może być spalone, ma być wydane na pastwę płomieni”.
wandea2Armia wandejska walczyła pod znakiem Najświętszego Serca Jezusa z wyrastającym z niego krzyżem. Do dowódców wojsk wandejskich należeli: Karol de Bonchamps, człowiek o niezwykłych talentach wojskowych, młodziutki Henryk de la Rochjacquelein – nieprawdopodobnie odważny i rycerski, Maurycy d’Elbee – opanowany odważny i rozumny, Mikołaj Stofflet – szorstki, surowy, ale znakomity dowódca, Ludwik de Lescure – głęboko pobożny, Antoni de la Tremoille – szlachetny i pełen brawury oraz Franciszek Atanazy de Charette – pełen odwagi, fantazji i uporu, ten, który walczył najdłużej. Jego dewizą było: „Walczyć – często, dać się pobić – czasami, dać się zniszczyć – nigdy!”.

Wszyscy ci dowódcy zginęli, walcząc za wiarę katolicką, w obronie kościołów oraz wolności modlitwy i oddawania czci Bogu. Ostatni z nich, A. de Charette, rozstrzelany został 29 marca 1796 roku w Nantes na placu Viarme. Wszyscy podążyli drogą męczeństwa za wiarę – zrealizowali najkrótszy i najtrudniejszy przepis na niebo.

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W MARCU 2014 ROKU.

Czy cierpienie to dar Boga?

W oparciu o Księgę Mądrości Przedwiecznej bł. Henryka Suzo1.

Świat traktuje cierpienie ze wstrętem, uważa je za porażkę ludzkości. W oczach zaś Chrystusa ma ono wartość i godność niezmierną. Udręka człowieka uśmierza gniew Boga i zjednuje Jego łaski. Cierpienie czyni człowieka podobnym do Chrystusa. Jest to zakryte dobro, którego nie można nabyć za żadną cenę. Z człowieka ziemskiego czyni ono człowieka niebiańskiego. Cierpienie wyobcowuje z tego świata, a za to daje przyjaźń z Chrystusem, z samym Bogiem. Pomniejsza liczbę przyjaciół, a łaskę powiększa. Ten, kogo Chrystus dopuszcza do przyjaźni ze sobą, musi najpierw zaprzeć się całego świata. Kto poznałby dobrze wartość cierpienia, przyjmowałby je od Boga jak najwspanialszy dar.cierpienie1

Jest bardzo wielu ludzi, którzy byli otumanieni grzechem i żyli jakby w głębokim śnie. Dopiero cierpienie ich obudziło i wezwało do dobrego życia. Iluż jest ludzi podobnych do dzikich zwierząt i ptaków zamkniętych w klatce – cierpienie czyni z człowieka więźnia, który podobnie jak zwierzę chętnie wyrwałby się z tej niewoli przy pierwszej okazji i w ten sposób uciekł od swego wiecznego szczęścia. Cierpienie chroni od ciężkich upadków, zmusza człowieka do poznania siebie, czyni go bardziej skupionym i ufniejszym względem bliźnich. Utrzymuje duszę w pokorze. Uczy cierpliwości. Cierpliwość zaś stoi na straży czystości i gotuje wieniec wiecznej szczęśliwości.

Każdy chory jest przekonany, że właśnie jego spotkało największe nieszczęście. Każdy żebrak, że jest on najbiedniejszym ze wszystkich. Gdyby spotkało nas inne cierpienie, skarżylibyśmy się tak samo. Nie ma człowieka, który by cierpieniu nie zawdzięczał jakiegoś dobra, niezależnie od tego czy żyje jeszcze w grzechu, czy zalicza się już do początkujących dążących do doskonałości lub jest już blisko doskonałości. Tak jak ogień oczyszcza żelazo, uszlachetnia złoto i przydaje piękna klejnotom, tak cierpienie działa na duszę człowieka. Gładzi grzech, skraca czyściec, oddala pokusy, usuwa winy, odnawia ducha, rodzi prawdziwą ufność, sumienie czyste, wielką i stałą odwagę. Ono karci skazane na obumarcie ciało, karmi też szlachetną duszę, przeznaczoną do życia wiecznego. Przywraca świeżość duszy, tak jak łagodna majowa rosa odświeża piękne róże. Cierpienie daje duchowi mądrość, a człowiekowi – doświadczenie.

Cóż wie człowiek, który nie cierpiał? Cierpienie jest rózgą chłoszczącą z miłością i ojcowskim napomnieniem przeznaczonym dla wybranych. Tego, kogo Bóg wybrał, naznacza cierpieniem. Jest ono drogą do Boga. W cierpieniu sprawdzają się wszystkie cnoty. Wtedy możemy zobaczyć jak postąpiliśmy w cnotach, w zaufaniu dla woli Boga. Przyozdabia ono człowieka, buduje bliźniego, przynosi chwałę Bogu. Cierpliwość w cierpieniu jest żywą ofiarą, jest słodką wonią szlachetnego balsamu przed Boskim obliczem, jest przedmiotem podziwu dla wszystkich niebiańskich zastępów. Patrzą one z podziwem i uznaniem dla cierpiących, gdyż sami nie mogą dostąpić tej chwały.

Tomasz a Kempis w Naśladowaniu Chrystusa pisze:

O czym mówisz, synu? Przestań się skarżyć, pomyśl o mojej męce i męce świętych. Jeszcze nie musiałeś trwać aż do krwi. Jakże to mało, co cierpiałeś, w porównaniu do tych, którzy tyle przeszli i tak strasznie byli kuszeni, tak ciężko udręczeni, tak nieustannie doświadczani i ćwiczeni. Trzeba więc, żebyś pamiętał o tych wielkich ciężarach, jakie ponoszą inni, aby lżej ci było dźwigać własne, małe. A jeśli nie wydają ci się małe, popatrz, czy nie czyni ich takimi twoja niecierpliwość. A zresztą czy małe, czy wielkie, staraj się znosić wszystkie równie cierpliwie.cierpienie2
Im lepiej przygotujesz się do cierpienia, tym mądrzej uczynisz i tym większą zdobędziesz zasługę; łatwiej ci będzie znosić ból, jeśli duchem i ćwiczeniem nastawisz się na dzielne jego przyjęcie. Nie mów: Nie zdołam tego znieść od takiego człowieka i nie powinienem nawet czegoś podobnego doświadczać. Wyrządził mi ciężką krzywdę i zarzuca mi takie rzeczy, jakie mi nigdy w głowie nie postały; od kogoś innego chętnie zniosę cierpienie wiedząc, że znieść je powinienem. Jakże niemądre to słowa, bo nie zważają na samą cierpliwość jako dobro ani na tego, kto ją nagradza, ale raczej na osobę i krzywdy przez nią zadane.

Nie jest cierpliwy naprawdę ten, kto nie chce cierpieć więcej, niż to mu się wydaje stosowne, i woli cierpieć z powodu tego, kto mu jest miły. Człowiek rzeczywiście cierpliwy nie zważa na to, kto go doświadcza cierpieniem, czy przełożony, czy równy mu, czy niższy od niego, czy dobry i święty, czy też przewrotny i zły. Lecz niezależnie od człowieka, od tego, co i ile mu się zdarzy, wszystko przyjmuje z wdzięcznością z ręki Boga i widzi w tym wielką korzyść dla siebie, bo w oczach Bożych nawet najmniejszy ból przecierpiany dla Boga nie może pozostać bez zasługi.

Szykuj się więc do walki, jeśli chcesz odnieść zwycięstwo. Bez walki nie zdołasz zdobyć nagrody cierpliwości. Nie chcesz cierpieć, więc odmawiasz nagrody. Lecz jeśli pragniesz osiągnąć nagrodę, walcz dzielnie, znoś wszystko cierpliwie. Bez trudu nie ma odpoczynku, tak samo bez walki nie ma zwycięstwa”.

Cierpienie w życiu ziemskim jest zawsze skończone, zawsze ma kres, chociażby z chwilą śmierci. Nagroda za cierpienie jest wieczna, nie ma granic.

Cierpiących świat nazywa nieszczęśliwymi, tragicznymi, godnymi pożałowania.

Chrystus jednak nazywa ich błogosławionymi, bo są Jego wybrańcami.


1 Bł. Henryk Suzo (1295-1366) – mistyk, teolog, dominikanin
 
 

 

PIERWOTNIE TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W KWIETNIU 2014 ROKU.

O gniewie dobrym i złym

O gniewie dobrym i złym

Gniew jako skłonność wrodzona, jest rozjątrzeniem albo oburzeniem duszy na coś przykrego i na tego, który sprawia przykrość, wyrządza krzywdę, nadwyręża prawo Boskie albo ludzkie i porządek moralny. Gniew sam przez się jest czymś obojętnym, a staje się dobry lub zły ze względu na swój przedmiot, swoją pobudkę i swoje przejawy.

W znaczeniu moralnym gniew nie jest samym rozjątrzeniem się, lecz zarazem nieuporządkowanym pragnieniem zemsty[1]. Samo rozjątrzenie się, mianowicie pierwszy wybuch, często jest bez winy, bo nie zależy od woli. Dopiero gdy się z nim łączy nieumiarkowana żądza zemsty, objawiająca się albo wewnątrz, albo na zewnątrz, a mająca swą siedzibę w woli, staje się grzechem.

Powiedziałem: nieuporządkowana żądza zemsty, bo nie każda zemsta, a więc nie każdy gniew jest grzechem. Jak długo pies jest trzymany na obroży, nikomu nie szkodzi, ale strzeże domu, lecz gdy zerwie łańcuch, biada temu, na kogo się rzuci. Tak i gniew, dopóki nad nim panuje rozum, może być pomocny, bo podobny do psa broni domu duchowego. Lecz gdy zerwie się spod panowania rozumu, rzuca się nie tylko na ludzi, ale i na Pana Boga. Dlatego wyróżnia się gniew dobry i zły. Jeżeli król karze złych poddanych, ojciec nieposłuszne dzieci, nauczyciel leniwych uczniów, pan niewierne sługi – wtedy gniew jest sprawiedliwy, a więc nie jest grzeszny. Warunkiem jednak jest to, by kara ta była istotnie zasłużona, nie przekraczała słusznych granic, nie była wykonana bezrozumnie i niesprawiedliwie, wreszcie aby wypływała nie z pragnienia zemsty lecz z dobrej pobudki, jaką jest wzgląd na chwałę Boga, dobro bliźniego, lub społeczeństwa i zachowanie sprawiedliwości.

Taki gniew jest obowiązkiem przełożonych, a ci, którzy go nie czują, „są gnuśni, śpiący i jakby umarli”[2]. Takiego gniewu nie miał Heli, dlatego ściągnął na siebie gniew Boży. Taki gniew miał św. Stanisław biskup, gdy upominał okrutnego a rozpustnego Bolesława II, albo św. Benedykt, gdy karcił złych zakonników. Trudno jednak utrzymywać gniew w należytych karbach; dlatego wszyscy przełożeni powinni wyryć sobie w sercu te słowa św. Grzegorza: ”Skoro cię napada gniew, uspokój duszę, zwycięż siebie, odłóż karę i dopiero gdy odzyskasz spokój, karz według sądu. Gniew bowiem w karaniu powinien iść za rozumem, a nie wyprzedzać go”[3].

Wolno również oburzać się na nieprawość i występki, na herezje i odstępstwa, znieważenia Boga, na krzywdy wyrządzone Kościołowi i ojczyźnie, na podłość i zgorszenie, zwłaszcza gdy zło zagraża nam samym, gdy nas ktoś kusi do grzechu albo chce nam odebrać niewinność. Taki gniew jest dobry, ponieważ dobra jest jego motywacja, byleby nie przekraczał należytych granic. Pismo Święte upomina nas: Gniewajcie się, a nie grzeszcie!(Ef 4, 26). Takim gniewem zapłonął Mojżesz, gdy zstępując z góry Synaj, ujrzał swój lud u stóp bałwana. Taki gniew miał w sercu św. Jan Chrzciciel, gdy wołał do faryzeuszów: Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? (Mt 3, 7). Taki był gniew Najświętszego Zbawiciela, gdy wypędzał przekupniów ze świątyni albo wypominał obłudę faryzeuszom. Taki był gniew św. Pawła, gdy ukarał czarnoksiężnika Elimasa. Taki był gniew św. Alojzego, gdy karcił starego szlachcica za bezwstydne słowa wypowiedziane w jego obecności. Taki był gniew świętych gdy ich namawiano do grzechu. Taki gniew jest pożyteczny, bo jest dla duszy niejako żołnierzem, stojącym na straży, który chwyta natychmiast za broń, skoro tylko rozum wzywa na pomoc. Wolno wreszcie odczuwać doznane krzywdy i upomnieć się o wymiar sprawiedliwości, byle w godziwy sposób.

W innych razach, mianowicie jeżeli pragnie zemsty ten, do którego zemsta nie należy; jeżeli żądza odwetu płynie z nierozsądnych pobudek, np. z nienawiści czy podrażnionej miłości własnej; jeśli kara bywa wymierzana nienależycie, chociaż jest sprawiedliwa – wtedy gniew sprzeciwia się rozumowi, a więc jest grzechem. O takim gniewie mówimy teraz. Różne są objawy gniewu, bo czasem prędko powstaje i prędko gaśnie, czasem powoli wzrasta i trwa dłużej.

Cóż częstszego niż gniew? Nie ma serca człowieczego, do którego by się nie wcisnął, nie ma położenia i wieku, którego by nie atakował. Przecież już małe dziecko gniewa się w kolebce, a starzec niecierpliwi się w ostatniej chwili. Dopiero wielką pracą dochodzili święci do tego, że się oduczyli gniewać, a niektórzy musieli długo walczyć z wrodzoną drażliwością temperamentu. Tak np. św. Alfons Liguori, chociaż bogaty w cnoty heroiczne, był czasem przykry dla swoich podwładnych, bo żądał za wiele.

Cóż brzydszego niż gniew? Patrz na człowieka miotanego gniewem, jak mu serce bije, całe ciało się trzęsie, język się plącze, twarz płonie, oczy się iskrzą, a z ust wypływa potok szkaradnych słów, istny to obraz szaleńca. Opowiada pogański lekarz Galenus, że raz widział człowieka, który nie mogąc otworzyć drzwi, aż się pienił z szalonej złości, zgrzytał zębami, kąsał klucz, kopał drzwi, a przeciw bogom miotał najstraszliwsze przekleństwa. Ten widok wyleczył Galenusa z choroby gniewu[4].

Cóż szkodliwszego niż gniew? On zaślepia rozum, odbiera sercu pokój, niszczy w rodzinie zgodę, sprowadza kłótnie, rozdwojenie, przekleństwa, bluźnierstwa, często nawet morderstwa. Przecież srogi król czeski, Wacław, rozgniewawszy się na kucharza, że mu przypalił kapłona, kazał go wbić na rożen i upiec na ogniu. Inny okrutnik, Ludwik Surowy, książę bawarski, kazał w napadzie gniewu ściąć własną żonę i zamordować trzy inne niewinne osoby. Słusznie też zalicza się gniew do grzechów głównych, bo jest ze swej natury grzechem ciężkim. I to tym cięższym, im więcej w nim złośliwości, im dłużej trwa, im gorsze jest zło, które się bliźniemu wyrządza lub życzy, im większe stąd zgorszenie i szkodliwsze następstwa. Nadto gniew jest ojcem wielu innych grzechów. Nie darmo zatem Pan grozi: A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi (Mt 5, 22).

 

 

Życie Duchowe, J.S.Pelczar t.2


[1] Por. św. Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna, I-II, q.46,a.4
[2] Św. Jan Chryzostom, Homilia do Psalmu 131.
[3] Św. Grzegorz Wielki, List 51, Do Leancjusza.
[4] Scaramelli, Directorium asceticum, III, X, VI.