O herezji liberalizmu

Zarażony liberalizmem katolik zachowuje skarb swojej tolerancji i swojej miłości bliźniego dla zaprzysięgłych nieprzyjaciół Wiary, dla najbardziej heroicznych obrońców Wiary ma on natomiast jedynie sarkazm i obelgę.

Nie ma zatem żadnego grzechu przeciwko miłości bliźniego w nazywaniu zła złem, jego autorów – podżegaczami, jego uczniów – złymi ludźmi, a wszystkich służących mu czynów, słów i pism – niegodziwymi, złymi i nikczemnymi.

Różnica między katolikami a liberałami polega na tym, że patrzą oni na apostołów błędu jako na wolnych obywateli, praktykujących po prostu swoje pełne prawo do myślenia w sprawach religii tak jak im się podoba. Katolicy natomiast widzą w nich zdeklarowanych nieprzyjaciół Wiary, której mamy obowiązek bronić. Nie widzimy w ich błędach po prostu wolnych przekonań, lecz naganne i formalne herezje, jak uczy nas na ten temat prawo Boże.

Istnieje tylko jedna prawda, nie pozostawiająca żadnego miejsca na sprzeciw i sprzeczność. Zaprzeczanie tej prawdzie jest nierozumne; to umieszczanie fałszu na poziomie prawdy. Na tym polega głupota i grzech liberalizmu.

 

Z książki ks. dr Felixa Sarda y Salvany, Liberalizm jest grzechem. Wydawnictwo WERS, Poznań 1995.

Zarządzanie przez strach

Ptasia grypa, świńska grypa, zmiękczenie mózgu(!), choroba szalonych krów to najbardziej znane i ogólnoświatowe obawy. Ostatnio dochodzi również strach przed zagrożeniem zewnętrznym, wojną. Ciekawym jest, że o epidemiach nie słychać. Jak na razie cicho jest również o molestowaniu dzieci, chociaż temat pojawia się i znika w zastanawiających sytuacjach. Do tych strachów zaliczyłbym jeszcze „sprawę małej Madzi”, „sprawę Olewnika”, a ostatnio Trynkiewicza.

Dla mediów takie tematy są bardzo pożądane. Działają silnie na emocję odbiorcy, mocno pobudzają ciekawość i powodują chęć śledzenia rozwoju zdarzeń. Powodują, że następnego dnia będziemy śledzili dalsze wiadomości w tym temacie. Mediom o to chodzi. Utrwala się w odbiorcy emocjonalne podejście do rzeczywistości. Na drugi plan schodzą racjonalne przesłanki, twarde argumenty i gołe fakty.

Ekipa rządząca też potrafi takie sytuacje wykorzystywać. Z jednej strony jest odwrócenie uwagi od rzeczywistych problemów i zagrożeń. Jest to takie życie w wirtualnym świecie, gdzie mówi się o rzeczach tak naprawdę mało ważnych i w zdecydowanej większości nas nie dotyczących. Świat się nie zawali, ani nasze życie nie ulegnie żadnej zmianie, gdy zrezygnujemy ze śledzenia tych wydarzeń. Drugim efektem jest rozładowanie społecznych emocji. Z jednej strony nastraszenie społeczeństwa zagrażającą epidemią a następnie ogłoszenie o końcu zagrożenia powoduje rozładowanie emocji. Emocji niepożądanych przez rządzących, wynikających ze złej polityki rodzinnej, społecznej, oświatowej, itd. Rozładowaniu emocji służy w pewnym sensie również, coroczna impreza w okolicach Nowego Roku, narodowa zbiórka funduszy na cel wyznaczony przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.

Media kreują się na czwartą władzę w państwie. Tak naprawdę to czasami są pierwszą władzą, gdyż to, co nie jest po ich myśli, jest niszczone. Przedstawiane jest w takim świetle, że odbiorcy dla świętego spokoju chcą tego co im „podpowiadają” w telewizji, prasie i portalach internetowych. I raczej nie ma możliwości kontrolowania tej władzy jak i rozliczania. Każda próba rozliczania kwitowana jest stwierdzeniem i ograniczaniu wolności słowa – stąd media są bezkarne i działają samowolnie.

Życzenia Wielkanocne

Zmartwychwstały ukazuje się Matce, Rogier van der Weyden, ok. 1440

Nie zna śmierci Pan żywota, chociaż przeszedł przez jej wrota
Rozerwała grobu pęta ręka święta. Alleluja!

Twój Adamie dług spłacony, okup ludzki dokończony;
Wnijdziesz w niebo z szczęśliwymi dziećmi Twymi. Alleluja!

Przez Twe święte zmartwychwstanie z grzechów powstać daj nam, Panie
Potem z Tobą królowanie. Alleluja, Alleluja!

Wielu łask Zmartwychwstałego Pana
życzą Grażyna i Rafał

Wielkanoc 2014

Słowo w ciszy

Ewangelia św. Jana zaczyna się: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo”.cisza w lesie-d
Słowo było początkiem i jest Bogiem, Ono jest najważniejsze. Słowo jest nadawane przez Nadawcę i musi być odebrane przez odbiorcę. Każdy z nas jest odbiorcą Słowa, nie tylko katolik, ale każdy człowiek. Aby odebrać Słowo należy się wyciszyć gdyż Bóg przemawia do nas w ciszy. Cisza jest Jego domeną, hałas zakłóca nam obraz Boga. Zgiełk i gwar powodują, że Bóg staje się coraz bardziej odległy, mniej wyraźny, w tumulcie coraz trudniej Go odnaleźć, coraz trudniej Go usłyszeć i zrozumieć.

Codzienna bieganina powoduje, że tempo życia jest bardzo szybkie, co chwila nowe wrażenia; tu jesteśmy zdziwieni, za chwilę śmiejemy się by zaraz popaść w smutek nad tragedią przekazywaną w wiadomościach. Stajemy się powierzchowni, tępi się nasza wrażliwość na innych ludzi, szukamy nowinek, sensacji, wrażeń. Przebiegamy poranne wiadomości przy śniadaniu, następnie kupujemy gazetę by dowiedzieć się, co nowego wydarzyło się w polityce, co się dzieje w gospodarce, w pracy słuchamy radia by być na bieżąco, przeglądamy gazetki reklamowe, aby nie ominęła nas żadna cudowna promocja.. Z uwagą śledzimy losy gwiazd oraz innych osób znanych tylko z tego, że są znane. Z ciekawością czytamy, co będzie w następnym odcinku naszych ulubionych seriali. Żyjemy nierealnym życiem. Chcemy odpocząć od pracy, codziennych problemów, stresów i wieczorem zasiadamy przed telewizorem lub idziemy do kina. Zamieniamy jeden zgiełk i hałas na inny.

W takim tumulcie, zgiełku i hałasie nie da się usłyszeć Boga. Aby usłyszeć Boga musi być cisza nie tylko zewnętrzna, ale i wewnętrzna. Gdy w nas samych nie ma spokoju to żaden głos z zewnątrz nie dotrze gdyż uwaga nasza pochłonięta jest wewnętrznym rozgardiaszem. Naszą energię pochłania zaprowadzanie ładu i porządku w naszych sprawach, w nas samych. Dopiero, gdy jesteśmy wewnętrznie poukładani i wyciszeni to jesteśmy zdolni na słuchanie tego, co do nas dociera, na refleksję i kontemplację. Do tego jest potrzebna cisza zewnętrzna. Dlatego mamy ciszę w klasztorach, nie słyszymy tam głośnych rozmów, śmiechów, nawoływań i bieganiny. Cisza jest również w kościele, gdyż chcąc słyszeć Boga nie powinniśmy być rozpraszani hałasami, gwarem rozmów czy też głośną muzyką.

Jest anegdota o Arystotelesie, kiedy to pewien uczeń przeszkodził mistrzowi wbiegając do jego pokoju z chęcią przekazania mu bardzo interesującej według niego informacji. Filozof zapytał go najpierw: Czy to coś dobrego? – Raczej nie, odpowiedział uczeń. Czy jest w tym coś budującego? Nic szczególnego. Czy jest konieczne bym o tym wiedział? Niespecjalnie. W takim razie, powiedział Arystoteles, jeśli to nic dobrego, budującego, ani koniecznego, milczenie będzie cenniejsze od wszystkiego, co mógłbym usłyszeć.

Apostoł Jakub w swoim liście pisze: „Niech każdy człowiek będzie skory do słuchania, a powolny do mówienia i powolny do gniewu” (Jak 1,19). Bóg dał dwoje uszu i jeden język i używajmy tych organów w takiej proporcji.

Jezus w Ewangelii św. Marka nakazuje nam słuchanie Słowa Bożego. „Zbliżył się także jeden z uczonych w Piśmie, który im się przysłuchiwał, gdy rozprawiali ze sobą. Widząc, że Jezus dobrze im odpowiedział, zapytał Go: Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań? Jezus odpowiedział: Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg, nasz Pan jest jeden” (Mk 12,28-29). Jak widać słuchanie jest wstępem do przykazań, jest tym, od czego zaczyna się wiara. Jest to przypomnienie nauczania Starego Testamentu gdzie nakaz słuchania był na samym początku, był wstępem do Dekalogu: „Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił” (Pwt 6,4-5).

Będąc w górach lub na pustyni ma się wrażenie, że Bóg dostępny jest fizycznie. W tych miejscach panująca cisza i bezkres uzmysławiają nam potęgę Boga i naszą słabość. Widzimy swoją małość wobec potęgi świata stworzonego przez Boga i zaczynamy wsłuchiwać się w te bezkresne przestrzenie. Rozpoczyna się poznawanie Boga, bo zaczynamy słuchać, zamieniamy się w słuch.

Św. Paweł w liście do Rzymian wyjaśnia, czym jest słuchanie: „Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa”(Rz 10,17).

Jak widać nie ma to być słuchanie dowolne, ma to być słuchanie Słowa Bożego. Cytat ten pokazuje również, że słuchanie treści ze słowem Bożym sprzecznych może być źródłem niewiary. Tu widać jak duże znaczenie ma słuchanie. Jest ważne to, czego słuchamy jak również to, jak słuchamy. Jest jasnym, że jeśli nasze słuchanie będzie nieuważne, zakłócane hałasem to nasza wiara będzie płytka, podatna na nastroje i emocje, słaba. Diabeł jest mistrzem hałasu, zagłuszania oraz przekręcania wszystkiego, co mówi do nas Bóg. Dlatego stara się zakłócać naszą ciszę, burzyć ład i tłumić głos Boga.

Wzorem odbierania Słowa Bożego może być Najświętsza Maryja Panna i jej pokorne przyjęcie woli Boga i nasłuchiwanie Jego głosu i poleceń. Drugim przykładem słuchania i wypełniania boskich zaleceń jest św. Józef. Mamy w nim obraz doskonałego wsłuchiwania się w Słowo Boże. Jest on również przykładem posłuszeństwa oraz zaufania usłyszanemu Słowu. Nie było w nim wahania, gdy usłyszał słowa anioła, że ma uciekać do Egiptu.cisza w gorach_m

Błogosławiony, który odczytuje, i którzy słuchają słów Proroctwa, a strzegą tego, co w nim napisane, bo chwila jest bliska (Ap 1,3).

 

PIERWOTNIE TEKST ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W MAJU  2013 ROKU.

10 bajka – Opowieść o lesie, który się nie spotkał

Jej pocałunek wciąż jest oszołomiony. Sprawy toczą się tak szybko, że nie może nadążyć. Owszem, słyszał, jak Pan zapraszał Panią na wyjazd do Kazimierza, ale to było tak daaawno. Zapomniał o tym, a tu pośpiech, szykowanie, ranne wstawanie i w drogę. Jedynym pocieszeniem była bliskość Jego pocałunku. Rano był jednak tak śpiący, że odłożył powitanie, spotkanie i zabawę na później. I tak Jego pocałunek spał tak dobrze ukryty w brodzie Pana, że nie mógł go, mimo starań, dojrzeć. Zasnął słodko w oczekiwaniu na lepsze czasy.
I lepsze czasy nadeszły. Leniwy poranek, słoneczne dzionki, spacery po uliczkach biegnących to w górę, to w dół, rozmowy, nowi ludzie, rejs statkiem po Wiśle. Zakończenie tej wyprawy było czymś, co Jej pocałunek zapamięta na zawsze. Pan i Pani ruszyli śmiesznym, żółtym pojazdem zwanym melexem w nieznanym kierunku, poza miasto. Pełen oczekiwania Jej pocałunek robił zakłady z Jego pocałunkiem o to, co je za chwilę spotka.
Dotarli na miejsce. Nazwa na tablicy była nieco myląca: Korzenny Dół. Jej pocałunek najpierw pomyślał, że to będzie miejsce pachnące piernikami, goździkami i cynamonem, skórką pomarańczową i cytrynową i miodem, bo „korzenny” kojarzył mu się jedynie z przyprawami, których jego Pani używa do ciast a w szczególności do ulubionych pierników.
Nic podobnego. Nie było żadnych Kazimierz Dolnyzapachów. Pan i Pani weszli w tunel, którego ściany były dużo wyższe od nich. Podwyższały je rosnące gęsto na brzegach drzewa. Drzewa zaplatały swoje konary nad głowami Pana i Pani, szemrały listkami. Na wysokości wzroku widać było ich korzenie i korzenie krzewów oraz roślin rosnących na brzegach tej rozpadliny w ziemi.
Po przejściu kilku metrów wąwóz zamknął się nad nimi. Jedynie słońce przebijające się przez listowie i wiatr odgarniający zasłony z liści pozwalały czuć się tu, na ziemi a nie w jakimś nierealnym świecie. Pod baldachimem z gałęzi drzew, korytarzem wyłożonym bogato boazerią korzeni i wyrzeźbionym wodą i wiatrem lessem wędrował Jego i Jej pocałunek wraz z Panią i Panem Korzennym Wąwozem. To było niesamowite przeżycie! Jej pocałunek czuł się tak, jakby ktoś okazał mu ogromne zaufanie-pokazał mu swoje wnętrze, obnażył siebie z wierzchnich szat, otworzył serce. Zapomniał o całym świecie, nawet o Jego pocałunku.
Teren wznosił się, wąwóz zawijał, zakręcał jak leniwy wąż szukający najlepszej ekspozycji na słoneczne promienie. Gdy dno wąwozu zrównało się z powierzchnią ziemi Pan i Pani zatrzymali się. Jej pocałunek kątem oka ujrzał otwierającą się zieloną płaską przestrzeń, tak nudną i smutną, że aż brzydką.
Pani i Pan chyba też nie chcieli rozstawać się z magicznym światem wąwozu i szybko odwrócili się od widoku na powierzchni. Rozpoczęli wędrówkę w dół wąwozu. Jej pocałunek zauważył, że droga z powrotem jest zupełnie inna niż pod górę. Wąwóz jest inny, korzenie wyglądają inaczej. Widział, że niektóre drzewa dokonują wręcz heroicznych wysiłków, aby utrzymać się na krawędziach wąwozu, inne zaplatają swoje korzenie w piękne warkocze, aby uczynić je mocniejszymi i zdolnymi do utrzymania drzewa w pionie.
Kazimierz DolnySą i takie, które wymyśliły metodę gęstych sieci-siatek opasujących lessowe ściany wąwozu.
Jej pocałunek zadumał się. Co się wydarzyło w tym niesamowitym miejscu? Kto spowodował odkrycie wnętrza ziemi? Dlaczego drzewa nie poddają się?
Cichutko zapytał o to Jego pocałunku, który podziwiał drzewa i wąwóz z niekłamanym zachwytem. Spotkało go ogromne zaskoczenie.
Jego pocałunek powiedział: A może było to tak.
-Jak?- zapytał Jej pocałunek niecierpliwie ale i z ciekawością.
– Dawno temu stok pagórka, na którym stoimy porastała trawa. Wierzchołki pagórków pokrywał las. Las postanowił dotrzeć aż do podnóża góry, na której wyrósł wiele lat temu. Na górze często wiało, paliło też słońce, było już bardzo ciasno. Łąki na stoku zachęcały do zamieszkania. Na pomysł zasiedlenia wpadły drzewa z lasów na okalających łąkę pagórkach. Pomału ruszyły w dół. Rozsiewały najpierw pojedyncze drzewa, te przyciągały następne. Za dużymi drzewami odważyły się mniejsze, bardziej wątłe krzaczki a na końcu i jednoroczne rośliny. Drzewa z pagórków były już bardzo blisko. Słyszały już szelest swoich liści. Szumiały z radością, że minie jeszcze kilka lat i będą mogły stać blisko siebie, zaczepiać się konarami, łaskotać gałązkami i muskać listkami. Na razie te najsilniejsze okrywały swoimi gałęziami bardziej wątłe, aby ochronić je przed słońcem i wiatrem. Patrzyły na drzewa z sąsiedniego pagórka-były takie piękne, smukłe, z pełnym radości listowiem. Stroiły swoje gałęzie jak najpiękniej, wyciągały je ku górze i na spotkanie upragnionych, długo oczekiwanych sąsiadów. Zaczęły nawet układać wspólne pieśni przenoszone usłużnie przez zjawiający się od czasu do czasu figlarny wiatr. Wiatr uwielbiał być posłańcem i przenosić dźwięki, szelesty, liściaste słowa, stukot gałęzi, szmer listków, śpiew ptaków, skrzypienie pni. Szczęście było bardzo, bardzo blisko. Pewnego dnia niebo pokryło się szarym kocem chmur. Chmury ciemniały i ciemniały, opadały złowieszczo coraz niżej, dotykały już koron drzew na szczytach pagórków i tam też te korony je zatrzymały. Lunął deszcz, padało przez tydzień. Woda spływała z chmur wprost na szczyt najbliższego pagórka, sunęła po stoku aż do podnóża góry. Początkowo łąka i zbliżające się do siebie z sąsiednich pagórków drzewa były zadowolone, umyły się bardzo dokładnie, zrobiły mnóstwo zapasów wody na bezdeszczowe dni. Deszcz jednak nie przestawał padać a wody było za dużo. Znalazła sobie ona drogę właśnie pomiędzy drzewami, wyrywała trawę, żłobiła coraz głębszy korytarz w ziemi.
Ulewa minęła, drzewa nie przejęły się zbytnio, wiedziały, że poradzą sobie z tą wyrwą w ziemi, która je przedzielała i swoimi korzeniami przekroczą ją, aby połączyć się z dawna oczekiwanymi drzewami z naprzeciwka.Kazimierz Dolny
Myliły się jednak bardzo. Każdy kolejny mały czy średni deszcz a już ulewy w szczególności pogłębiały przerwę między drzewami. Wąwóz wił się omijając silne korzenie największych drzew, które spotykał na swojej drodze. Mijały lata, ściany wąwozu rosły, rosły, stęsknione i zrozpaczone drzewa połączyły swoje korony nad wąwozem pocieszając się dotykiem swoich gałązek i liści.
Lęk przed upadkiem do głębokiego wąwozu kazał drzewom wymyślać różne sposoby zabezpieczeń, aby uniknąć zagłady.
Jej pocałunek tak się zasłuchał w opowieść Jego pocałunku, że ze zdziwieniem zobaczył, że znów Pan i Pani stoją u wlotu do wąwozu pod tablicą Korzenny Dół.
Jej pocałunek był zachwycony opowieścią Jego pocałunku. Rozpierała go duma, że ma tak zdolnego towarzysza. Był pewien, że Pan pochwali swój pocałunek i podziękuje za piękną, troszkę smutną opowieść o nie spełnionych marzeniach.
On sam obieca wieczorem swojej Pani, że będzie starał się jak najwięcej nauczyć od Jego pocałunku, będzie czytał, będzie słuchał i oglądał filmy, nauczy się opowiadać historie podobne do tej o Korzennym Wąwozie.

Koniec.

Św. Jan od Krzyża do charyzmatyków i Odnowy w Duchu Świętym

Nigdy zatem nie powinna dusza ośmielać się pragnąć i dopuszczać do siebie tych objawień, choćby nawet były, jak mówię, od Boga. Gdyby bowiem pragnęła je przyjmować, spadnie na nią sześć przykrych następstw.

Pierwsze: pomniejszy swoją wiarę, doświadczenie bowiem zmysłowe bardzo osłabia wiarę, ponieważ wiara, jak mówiliśmy, przekracza wszelkie odczucie zmysłowe. Nie zamykając oczu na te wszystkie rzeczy zmysłowe, pozbawia się środka zjednoczenia z Bogiem.

Drugie: objawienia te nie odrzucone są przeszkodą dla ducha, bo na nich zatrzymuje się dusza (12) i duch nie może wzlecieć do tego, co jest niewidzialne. To właśnie była jedna z przyczyn, dla których Zbawiciel powiedział uczniom, iż lepiej jest, by On odszedł od nich, bo inaczej nie przyjdzie Duch Święty (J 16, 7). Dlatego również Marię Magdalenę, która po Zmartwychwstaniu przypadła do Jego stóp, oddalił, by umocniła się w wierze (J 20, 17).

Trzecie: dusza, zatrzymując się na posiadaniu tych objawień, nie dąży do prawdziwego wyrzeczenia i ogołocenia ducha.

Czwarte: traci wewnętrzny skutek i ducha tych objawień, albowiem zwraca oczy na to, co w nich zmysłowe, a co stanowi wartość podrzędną. Dlatego nie otrzymuje już tak obficie ducha, którego one sprawiają, ten bowiem udziela się i zachowuje dzięki wyrzeczeniu się wszystkiego co odczuwalne i bardzo różne od czystej duchowości.

Piąte: traci łaski Boże, gdyż je sobie przywłaszcza i nie korzysta z nich należycie. Przywłaszczać je zaś sobie i nie korzystać z nich, to znaczy pragnąć ich, uważać je za swoje. A przecież Bóg nie daje ich duszy na własność, dusza nie powinna zapominać, że są one własnością Boga.

Szóste: pożądanie tych objawień otwiera drogę szatanowi, by mógł duszę oszukiwać innymi widziadłami, które umie on bardzo naśladować i przedstawić je duszy jako dobre. Mówi bowiem Apostoł, (s.219) że diabeł może się przemienić w anioła światłości (2 Kor 11, 14). Za łaską Bożą będziemy jeszcze mówili o tym przedmiocie w trzeciej księdze, w rozdziale o łakomstwie duchowym.

 

Jest przeto zawsze rzeczą stosowną, by dusza odrzucała te zjawiska z zamkniętymi oczami, od kogokolwiek by pochodziły. Jeżeli tego nie uczyni, da miejsce zjawom diabelskim i taką moc szatanowi, że nie tylko jedne zjawy będzie przyjmować za drugie, lecz tym sposobem mnożyć się będą te od złego ducha, a ustawać te od Boga i dojdzie do tego, że pozostaną same diabelskie. Doświadczyło tego wiele dusz nieostrożnych i nieroztropnych, które do tego stopnia się czuły bezpieczne przyjmując te rzeczy, że wiele spośród nich musiało wielkiego użyć trudu, by wrócić do Boga przez czystą wiarę. A niemało było takich, które nie mogły wcale wrócić, gdyż szatan już je zbyt usidlił. Przeto pożytecznie jest zamykać się i bronić przed nimi wszystkimi. Odrzucając bowiem złe, unika się błędów diabelskich, a odrzucając dobre, unika się przeszkody w wierze i duch zbiera z nich owoce. Jeśli wówczas, kiedy dusza je przyjmuje, Bóg je odbiera (ponieważ zagarnia je na własność, nie wykorzystując ich odpowiednio), a szatan wprowadza i pomnaża swoje, znajdując dla nich miejsce i okazję – to przeciwnie, gdy dusza wyrzeka się ich i jest im przeciwna, zły duch zaczyna ustępować, widząc, że nie sprawia szkody, Bóg zaś zwiększa i pomnaża łaski w tej pokornej i ogołoconej duszy, stawiając ją nad wieloma, jak owego sługę, który był wierny w małym (Mt 25, 21).

 

Droga na Górę Karmel ks.II rozdz: 11, akapit: 7-8

Niedziela Palmowa

palmyNiedziela Palmowa jak we fleszu zapowiada to, co wydarzy się w ciągu Wielkiego Tygodnia i zakończy Zmartwychwstaniem Pana Jezusa – czyli wykonaniem planu zbawienia ludzkości przez Syna Bożego.
wjazdSymbolizuje nadejście Królestwa Niebieskiego i przedstawia jego Króla-Jezusa Chrystusa. Wkracza On wraz z orszakiem ludzi do Jerozolimy i jest witany przez rzesze zwykłych ludzi oddających mu cześć, rozścielających przed nim płaszcze i zerwane z drzew gałązki palmowe i oliwne.
Król niebieski przybywa do narodu wybranego, do swojego Kościoła symbolizowanego przez Jerozolimę.
Jego przyjście zapowiedzieli prorocy Starego Testamentu, Jego zbawcza misja została też zapowiedziana. Jezus rozpoczął jej wykonywanie 33 lata wcześniej w dniu swoich narodzin dla świata ziemskiego w Betlejem. Jest oczekiwanym Mesjaszem (Chrystus jest greckim tłumaczeniem hebrajskiego pojęcia „Mesjasz”, które znaczy „namaszczony”).
Zasiada na pokornym ośle jak na tronie a nie dosiada osiodłanego wierzchowca, który symbolizuje w czasach Jezusa ziemskie bogactwo i władzę.
Prorok Zachariasz zapowiadał w Starym Testamencie: „Oto Król twój przychodzi do ciebie łagodny, siedzący na osiołku, źrebięciu oślicy” (Zach 9,9).
Wjazd na zarekwirowanym osiołku realizuje wiec zapowiedziany przez proroków motyw królewski. Rozkładanie płaszczy miało również swą tradycję w królestwie Izraela. Było ono jednym z gestów obrzędu intronizacji króla.
Zwykli ludzie odczytują ten przekaz od razu i wiedzą, że Jezusowi nie chodzi o doczesną władzę ani potęgę Izraela wśród narodów. Lud obwołuje go Synem Dawida, tym, który przynosi im zbawienie. (Łk 1, 32).
„A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno:
Hosanna Synowi Dawida!
Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie!
Hosanna na wysokościach! (Mt.21, 9). A „Hosanna” oznacza „zbaw więc!”, „daj zbawienie!”.
Dzień wcześniej Jezus okazał swoją władzę nad śmiercią. W Betanii, w domu Marii i Marty wskrzesił ich brata Łazarza po 4 dniach od jego śmierci. Tym cudem zapowiedział też Swoje zmartwychwstanie po zbliżającej się śmierci krzyżowej oraz zbawienie dla tych, którzy w Niego uwierzą.
Powiedział: „Choroba [Łazarza] ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą” (J 11,4).
Do Marty zaś wypowiedział te słowa: „Zmartwychwstanie brat twój….Jam jest Zmartwychwstanie i życie; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Czy wierzysz w to?” (J 11, 23.25).wjazd2
To, co zdarzyło się na chwałę Pana stało się też bezpośrednią przyczyną pojmania, skazania i ukrzyżowania Pana Jezusa. ”Tego więc dnia postanowili Go zabić.” (J 11,53).
Królewski wjazd do Jerozolimy był też zapowiedzią śmierci Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, który jako Król Niebios i Ziemi oddaje życie za ludzi poprzez śmierć, aby odkupić nasze winy i zapewnić nam życie wieczne.
Dlatego też w Niedzielę Palmową nie tylko święcimy przed mszą świętą palmy (zwyczaj pochodzi z XI wieku) i idziemy z palmami w procesji wokół kościoła na wzór odbywających się od IV wieku procesji w Jerozolimie, ale też w skupieniu i ciszy rozważamy Drogę Krzyżową i śmierć Chrystusa. Według tradycji rzymskiej nazywana jest ona Niedzielą Męki Pańskiej. Poświęcone palmy powinny być przechowywane, aby w następnym roku mogły zostać spalone na popiół, którym są posypywane nasze głowy w Środę Popielcową.
W Polsce Palmami Wielkanocnymi umownie nazwano gałązki wierzby lub leszczyny o rozkwitniętych pąkach, które z czasem zaczęto przyozdabiać kwiatami, trawami, wstążkami. Gałązki ścinano zwykle w Środę Popielcową i wstawiano do wody, by zdążyły zazielenić się do Niedzieli Palmowej, nazywanej też Wierzbną, Różdżkową lub Kwietną.
Wielkanocnym Palmom przypisuje się nadzwyczajne właściwości; wiążą się z nimi liczne wierzenia i zwyczaje. Połknięcie jednej poświęconej bazi wróżyło zdrowie i bogactwo. Zatykanie palmy za obraz lub krzyż chroniło dom od nieszczęść a z kolei zatknięta w polu miała zapewniać urodzaj, ochronę plonów i Boże błogosławieństwo.
Historia wjazdu Jezusa Chrystusa do Jerozolimy oraz Jego ukrzyżowania w Wielki Piątek pokazuje nam również  jak niebezpieczną rzeczą jest bezkrytyczne korzystanie z demokratycznego prawa do realizacji woli większości i łatwość bycia ofiarą manipulacji. Wielu wznoszących okrzyki „Hosanna!” w czasie Palmowej Niedzieli za kilka dni wołało do Piłata „ukrzyżuj Go!”.
Trzymając palmy w dłoniach na swojej drodze wiary w zbawienie wołajmy do Jezusa: Hosanna, hosanna! Daj zbawienie!.
Swoimi grzechami, zaniedbaniami i zaniechaniami nie dołączajmy do tych, którzy krzyżują naszego Pana.

Tekst pierwotnie ukazał się w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w kwietniu 2012 roku

 

Święty Marek Ewangelista

LewŚwięty Marek, zwany także Janem (Dz 12, 12), był synem Marii, właścicielki jerozolimskiego domostwa, w którym zbierała się pierwotna gmina chrześcijańska i krewnym Barnaby (Kol 4, 10). Prawdopodobnie ochrzcił go sam św. Piotr Apostoł (l P 4,13). Wśród apostołów dojrzewał do pracy misyjnej. Praca ta pociągała go widocznie, ponieważ widzimy go najpierw u boku Pawła Apostoła w czasie jego pierwszej wyprawy misyjnej (Dz 13). Przeszli oni wtedy całą wyspą Cypr od Salaminy aż do Pafos (obecnie Baffa) i głosili słowo Boże w synagogach żydowskich (Dz 13,2-6). Marek pełnił tam funkcję, którą można by porównać z posługą diakona: jako wysłannik apostolski zawiadamiał on poszczególne synagogi o przybyciu misjonarzy; pomagał im także przy udzielaniu chrztu i innych czynnościach religijnych. Znał doskonale całą treść nauczania Piotra, którą spisał w Ewangelii. Lew_Sw._Marek
Jak do tego doszło, dowiadujemy się od Papiasza (160 r.), biskupa Hierapolis. Świadectwo Papiasza zachowało się do naszych czasów, ponieważ Euzebiusz z Cezarei (340 r.) umieścił je w swojej Historii Kościoła. Czytamy tam, że „w sercach słuchaczy Piotrowych światło wiary płonęło takim blaskiem, że było im za mało, iż raz tylko słuchali opowiadania nauki Bożej. Usilnie przeto prosili Marka, towarzysza Piotrowego, by im na piśmie pozostawił pamiątkę ustnie podanej nauki; prosić zaś nie przestawali, póki nie spełnił ich życzenia. W ten sposób spowodowali napisanie ewangelii według Marka. O tym, co się stało, miał się Piotr dowiedzieć przez objawienie Ducha Świętego. Cieszyła go ich gorliwość i zgodził się na to, by to pismo czytano w kościołach. Marek, który był tłumaczem Piotra, spisał dokładnie wszystko, co zachował w pamięci, ale nie według porządku tego, co mówił i czynił Pan. Ani bowiem Pana nie słyszał, ani nie należał do Jego grona, i tylko później był towarzyszem Piotra. Otóż Piotr stosował nauki do potrzeb słuchaczy. Nie popełnił więc Marek żadnego błędu jeśli w szczegółach tak pisał, by nic nie opuścić z tego, co słyszał, oraz by nie pisać jakiej nieprawdy”. Przypuszcza się, że Piotr przejrzał i poprawił tekst Marka. Już Klemens Aleksandryjski (211 r.) podaje, iż Piotr zgodził się, aby Ewangelię napisaną przez Marka czytano w kościołach.
sw_Marek_lewNatchniony tekst Ewangelii według świętego Marka skierowany jest do chrześcijan nawróconych z pogaństwa. Dlatego Marek tłumaczy na język grecki wyrazy aramejskie i wyjaśnia zwyczaje żydowskie. Prostym językiem i dokładnie opisuje on przede wszystkim cuda dokonane przez Chrystusa.
Ewangelię swoją pisał zapewne w Rzymie, gdyż przypomina znanych w rzymskiej gminie chrześcijańskiej: Aleksandra i Rufusa (Mk 15, 21) jako świadków pośrednich męki Pańskiej.
Marek w swojej Ewangelii wspomina, że podczas pojmania Pana Jezusa znalazł się tam pewien młodzieniec, który szedł za Nim owinięty jedynie prześcieradłem. Kiedy go chcieli chwycić, zostawił prześcieradło i uciekł (M 14,51-52). Przypuszcza się, że owym młodzieńcem był właśnie św. Marek. Tradycja podaje, że Piotr wysłał go do Egiptu jako biskupa Aleksandrii.Zabojstwo_Sw._Marka Zakładał tam nowe gminy chrześcijańskie. Jest uważany za założyciela kościoła w Aleksandrii i pierwszego biskupstwa w tym mieście. Tam również poniósł śmierć męczeńską. Jak podaje legenda, pewnego dnia wrogo nastawieni do chrześcijan mieszkańcy Aleksandrii napadli na Marka przy ołtarzu, zacisnęli mu sznur na szyi i kazali wlec koniom, aż umarł. Został pochowany ok. 68 roku pod kościołem, który założył. Według tradycji św. Marek przepływał kiedyś w okolicach Wenecji i podczas sztormu udzielił pomocy miejscowym żeglarzom. Dlatego Wenecjanie obrali go za swojego patrona, w IX wieku wykradli relikwie Ewangelisty z kościoła w Aleksandrii, przewieźli do Wenecji i wybudowali na jego cześć wspaniałą bazylikę. Miasto_Sw._Marka
Dzień św. Marka (25 IV) zbiegł się przypadkowo z procesją błagalną, praktykowaną od starożytnych czasów dla uproszenia u Boga dobrych urodzajów. Tak św. Marek stał się orędownikiem u Boga o dobrą pogodę i obfite plony. Jest on także patronem pisarzy, notariuszy, robotników budowlanych, murarzy, wikliniarzy, szklarzy, malujących na szkle, hodowców bydła. Uważany jest też za patrona nagłej śmierci; wzywany w czasie burzy i gradobicia.
Zwłaszcza notariusze widzą w nim swojego patrona. Był bowiem towarzyszem apostołów Pawła i Piotra, którym usługiwał: pisał dyktowane listy, tłumaczył nauki Piotra i pozostawił po sobie Ewangelię, w której chodziło mu o doprowadzenie czytelnika do wiary w Bóstwo Jezusa Chrystusa.
Marek Ewangelista jest uznawany za świętego przez Kościół Katolicki, anglikański, ewangelicki, prawosławny, koptyjski i ormiański.
W ikonografii św. Marek ukazywany jest w stroju arcybiskupa, w paliuszu albo jako biskup wschodniego rytu. Trzyma w dłoni zamkniętą lub otwartą księgę ze słowami: „Pax tibi Marce, evangelista meus” (Pokój z tobą Marku, mój ewangelisto).Symbolizuje go m.in. lew ze skrzydłami – jeden z ewangelicznych zwierząt, lew u stóp, drzewo figowe, zwój.
Jest patronem Wenecji, Bergamo, Aleksandrii, Albanii, Egiptu, wyspy Reichenau na jeziorze Bodeńskim w Niemczech.
Relikwie świętego Marka znajdują się w Wenecji oraz w klasztorze w Reichenau.
W Polsce jest kilka świątyń pod wezwaniem świętego Marka – m.in. w Warszawie, Krakowie, Poznaniu. Najstarszą jest gotycki kościół w KrakowieKosciol_sw. Marka, według Długosza ufundowany przez księcia Bolesława Wstydliwego w 1263 roku. Od drugiej połowy wieku XIII do początku XIX kościół był związany ze sprowadzonymi z Pragi zakonnikami reguły św. Augustyna (Kanonicy Regularni od Pokuty), zwanymi w Polsce od imienia patrona “Markami” a od noszonego kapelusza „Rogaczami”. Rokokowa ambona w tym kościele ma kształt godła zakonu Marków – serca z krzyżem unoszonego przez anioła. W kościele działa od 600 lat bractwo świętej Zofii, którego członkowie oprowadzają po świątyni św. Marka Ewangelisty oraz po Giedroycianum, gdzie są zebrane pamiątki związane z osobą pochodzącego z książęcego rodu błogosławionego Michała Giedroycia.

 

PIERWOTNIE TEKST ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W KWIETNIU 2012 ROKU.

O grzechach naszych w Wielkim Poście

W małym drewnianym kościółku w Słopanowie w Wielkopolsce ujrzałam zabawną polichromię. W XVII wieku, gdy kościółek powstawał, malarz przedstawił diabła trzymającego lewą ręką za kołnierz karczmarkę a prawą zapisującego jej grzechy na wołowej skórze. Karczmarka trzyma kufel w swojej lewej ręce a nad nim wskazany został jej główny grzech.
W mojej głowie natychmiast pojawiają się skojarzenia:

– powiedzenie „I na wołowej skórze by tego nie spisał” oznaczające coś niekończącego się (najlepiej gdyby to nie była niekończąca się lista naszych grzechów),

– mitologiczna Dydona, która odzyskuje ziemie zagarnięte po śmierci jej męża przez chciwego brata, króla Tyru tnąc skórę wołu na paski i obejmując pasem grunta (król obiecał jej ziemię jaką da radę okryć skórą wołu),

– opowieść Wojskiego z „Pana Tadeusza” o sprytnym fortelu, którego użył, aby żaden z pojedynkujących się nie zginął od kuli wystrzelonej z odległości skóry niedźwiedziej- pociął skórę niedźwiedzia na pasy i pojedynkujący znaleźli się w za dużej odległości do oddania śmiertelnego strzału. A pojedynek po czasie doprowadził ich do przyjaźni.
Po tej małej „burzy mózgu” zaczynam analizować.
Polichromia satyryczna w swojej treści i uproszczona w formie.

slopa

Czyżby?
Czy to tylko satyra? Czy to ludowy obrazek, o którym po jakimś czasie zapomnę? Czy przedstawiona sytuacja dotyczy tylko zamierzchłej przeszłości?
Zadałam sobie te pytania. oglądając zdjęcia z wyprawy po Wielkopolsce. I zaczęłam szukać odpowiedzi.
Umieszczenie obrazu przy wejściu głównym do kościoła, pod chórem już było pewnym przesłaniem. Puściłam wodze fantazji i wyobraziłam sobie, co budowniczy i projektodawca oraz malarz polichromii chcieli powiedzieć ówczesnym ludziom: Pamiętaj człowieku, że jesteś grzeszny, że grzechy twoje są liczne, zostaw je za drzwiami, wyspowiadaj się, wejdź czysty, odpowiesz za swoje grzechy przed Bogiem, pamiętaj, diabeł cię kusi a grzechy idą na twoje konto.
Postanowiłam sprawdzić, co diabeł zapisał na wołowej skórze. Jakie grzechy były ważne dla ludzi 300 lat temu? Używając powiększenia i troszkę zgadując odcyfrowałam listę grzechów. Oto ona:
Spał 120 razy,

Gadał 3000 razy,

Nie modlił się 220 razy,

Śmiał się 4000 razy,

Obmawiał 500 razy,

Bluźnił 8000 razy,

Kaczmarze lichwiarze,

Nie dolewała

W odniesieniu do karczmarki wszystko stało się jasne i oczywiste: główny grzech-„nie dolewała” czyli mniej nalewała niż zapłacono, pożyczała pieniądze zarabiając na lichwie i lista jej grzechów osobistych.
Czy to tylko wykaz grzechów sprzed 300 lat?
Patrząc na odszyfrowaną listę robię rachunek sumienia. Nie modliłam się, zapominając choćby o zwykłym znaku krzyża rano? Obmawiałam…? gdy niewinne z pozoru ploteczki sąsiedzkie i firmowe stawały się nagle czymś więcej, Śmiałam się?…  a raczej wyśmiewałam z innych, z sytuacji, nie w porę, czasami, Bluźniłam?… kłóciłam się używając niekoniecznie brzydkich,  ale w gniewie wypowiadanych, raniących słów… wszystko takie aktualne, jakby przez te 300 lat nic się nie zmieniło…
I stawałam się coraz poważniejsza. To i moje grzechy są spisane na wołowej skórze w Słopanowie.
Moje, Twoje, każdego z nas…
W tym szczególnym okresie, jakim jest Wielki Post, stara polichromia stała się dla mnie pretekstem do porządnego rachunku sumienia. Może ten tekst będzie takim pretekstem dla Ciebie…

Galeria zdjęć z kościoła św. Mikołaja w Słopanowie (XVII w.)

Pierwotnie tekst był opublikowany w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w marcu 2009 roku