Roratna świeca

Roraty, adwentowe msze odprawiane przed wschodem Słońca, są śladem średniowiecznych i nawet wcześniejszych zaleceń zawartych w księgach liturgicznych do odprawiania nabożeństw poświęconych Najświętszej Maryi Pannie w okresie Adwentu. Nazwa pochodzi od pierwszych słów pieśni na wejście Rorate caeli (łac. spuśćcie niebiosa). W pieśni tej błagano o nadejście Mesjasza. I my w popularnej pieśni adwentowej prosimy o to:
swieca roratna

Niebiosa, rosę spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury!
O wstrzymaj, wstrzymaj, Twoje zagniewanie,
I grzechów naszych zapomnij już, Panie.

W czasie odprawiania mszy roratnej jest zapalana dodatkowa świeca, często bogato zdobiona maryjnymi symbolami i kolorami.  Świeca ta symbolizuje Maryję.
Najświętsza Panna przyjęła wolę Boga Ojca i czeka wraz z nami na narodzenie Jezusa Chrystusa. Jej „fiat – niech mi się tak stanie” stało się zapowiedzią nadejścia Światłości tego świata, dlatego msza roratna jest odprawiana na granicy nocy i dnia.
Świeca symbolizuje więc oczekiwanie całej ludzkości na nadejście Tego, który ma odkupić nasze grzechy poprzez swoją ofiarę.
Wątły płomień tej jednej świecy, ledwo rozświetlający mrok w kościele jest zapowiedzią potężnej mocy, jasności, która wkrótce pojawi się na świecie. Jest też symbolem nadziei ludzi na zbawienie, podczas gdy mrok, z którego się wyłania to świat ludzkiego grzechu, słabości, niedoskonałości.
Roraty przypominają wiernym czas Zwiastowania i Narodzenia naszego Pana. Jest to też wciąż aktualna zapowiedź ponownego przyjścia Jezusa w Dniu Ostatecznym.
Światło roratnej świecy przyciąga nasz wzrok i skupia naszą uwagę. Jest nam bliskie, bo słabe i drżące, ale też napełnia nas nadzieją i rozpala serce miłością. Swą kruchością ośmiela nas i zmusza do troski i ochrony. Chcemy je zabrać ze sobą. Jest jedno a więc jest jedno dla każdego. Czujemy, że jest w stanie prowadzić nas bezpiecznie do Jezusa Chrystusa.
Ale zanim pójdziemy za tym światłem, nikły płomień roratnej świecy oświetla nasze słabości, błędy i grzechy. Rozpoznane przy blasku tej świecy mogą być skutecznie usuwane przez nas. Tym bardziej, ze płomyczek oświetla też nasze obowiązki rodzinne, zawodowe, obywatelskie, nasze relacje z innymi i postawy wobec bliźnich. Pozwala nam lepiej widzieć i odróżniać dobro od zła.
aveŚwiatło jest symbolem Chrystusa, gdyż prorocy zapowiadali Go jako światłość, a także sam Chrystus mówi o sobie: „Ja jestem światłością świata, kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8,12).
Zwyczaj odprawiania mszy roratnej pojawił się w Polsce u początków chrześcijaństwa za czasów Bolesława Chrobrego. Najprawdopodobniej przez św. Wojciecha, który znał je z pobytu w klasztorze benedyktynów w Rzymie na Awentynie (989-992 r.). Również sprowadzeni przez Bolesława Chrobrego do Polski, za przyczyną św. Romualda, kameduli pielęgnowali to nabożeństwo.
Natomiast zwyczaj umieszczania na ołtarzu świecy roratnej pochodzi z czasów Bolesława Wstydliwego (XIII w.). Wówczas na początku Adwentu król, umieszczając w czasie rorat na ołtarzu zapaloną świecę, oświadczał: „Gotów jestem na sąd Boży”, za nim czynił to Prymas Polski, używając słów św. Marcina „ Paratus sum ad Adventum Domini” (Gotów jestem na przyjęcie Pana), po nich zaś kolejno: senator, ziemianin, rycerz, mieszczanin i chłop powtarzali słowa króla.
Wieki trwające odprawianie mszy roratnej w Polsce jest źródłem tożsamości i szczególnego nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny, która przynosi nam nadzieję zbawienia – Jezusa.

 

Tekst był opublikowany w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w grudniu 2012 roku

Szlachetność cierpienia

Błogosławiony Henryk Suzo w Księdze Mądrości Przedwiecznej, wyd. „W drodze”, Poznań 1983, przekazuje nam słowa Jezusa Chrystusa  o cierpieniu z objawienia prywatnego:

 

Świat odwraca się od cierpienia ze wstrętem, w Moich oczach zaś posiada ono godność niezmierną. Ludzka udręka uśmierza Mój gniew i Moją łaskę zjednuje. Cierpienie czyni człowieka miłym w moich oczach. Ten bowiem, kto cierpi, do Mnie jest podobny. Cierpienie – to dobro zakryte. Nie można go nabyć za żadną cenę. A gdyby nawet ktoś sto lat na kolanach błagał Mnie o łaskę dobrego cierpienia, jeszcze by jej nie wysłużył. Z człowieka ziemskiego czyni ono człowieka niebiańskiego. Cierpienie wyobcowuje z tego świata, a za to daje Moją wierną przyjaźń. Pomniejsza liczbę przyjaciół, a łaskę powiększa. Ten, kogo dopuszczam do przyjaźni ze sobą, musi najpierw zaprzeć całego świata. To najpewniejsza droga, najkrótsza i najszybsza. Kto poznałby dobrze wartość cierpienia, przyjmowałby je od Boga jak najwspanialszy dar.

Ach, iluż jest ludzi, którzy byli dziećmi śmierci wiecznej, w głębokim śnie pogrążonymi. Dopiero cierpienie ich obudziło i wezwało do dobrego życia. Ileż jest ludzi podobnych do dzikich zwierząt i ptaków zamkniętych w klatce! – cierpienie czyni z nich więźniów, którzy podobnie jak one, wyrwaliby się przy pierwszej okazji i w ten sposób uciekli od swego wiecznego szczęścia. Cierpienie chroni od ciężkich upadków, zmusza człowieka do poznania siebie, czyni go bardziej skupionym i ufniejszym względem bliźnich. Cierpienie utrzymuje duszę w pokorze. Uczy cierpliwości. Cierpliwość zaś stoi na straży czystości i gotuje wieniec wiecznej szczęśliwości.

Nie ma człowieka, który by cierpieniu nie zawdzięczał jakiegoś dobra, niezależnie od tego czy jest jeszcze w grzechu, czy zalicza się już do początkujących, dążących do doskonałości lub już doskonałych. Cierpienie oczyszcza bowiem żelazo, uszlachetnia złoto i przydaje piękna klejnotom. Gładzi grzech, skraca czyściec, oddala pokusy, usuwa winy, odnawia ducha, rodzi prawdziwą ufność, sumienie czyste, wielką i stałą odwagę. Wiedz, że jest to napój zbawienny i ziele dobroczynne, lepsze od wszystkich rajskich ziół. Ono karci skazane na obumarcie ciało, karmi zaś szlachetną duszę, przeznaczoną do życia wiecznego. Przywraca świeżość duszy, tak jak łagodna majowa rosa odświeża piękne róże. Daje duchowi mądrość, a człowiekowi – doświadczenie.

Cóż wie człowiek który nie cierpiał. Cierpienie jest rózgą chłoszczącą z miłością, i ojcowskim napomnieniem przeznaczonym dla wybranych. Cierpienie pociąga i popycha człowieka do Boga, czy chce on tego czy nie. Kto z radością znosi cierpienia, temu służą radość i cierpienie, przyjaciele i nieprzyjaciele. Ileż to razy okiełznałeś żelaznym wędzidłem swoich szczerzących zęby wrogów; obezwładniłeś ich miłymi słowy i swoją cierpliwością w cierpieniu.

Raczej bym stworzył cierpienie z niczego, niż Moich przyjaciół pozostawił bez cierpienia. W nim przecież sprawdzają się wszystkie cnoty, ono przyozdabia człowieka, buduje bliźniego, przynosi chwałę Bogu. Cierpliwość w cierpieniu jest żywą ofiarą, jest słodka wonią szlachetnego balsamu przed Moim Boskim obliczem, jest przedmiotem podziwu dla wszystkich niebiańskich zastępów. Żadnego zręcznego rycerza nie podziwiano tak w turnieju, jak cierpiącego człowieka podziwiają wszystkie zastępy niebiańskie. Człowiekowi cierpiącemu służą za podczaszych wszyscy święci, kosztowali oni bowiem przed nim tego napoju i zgodnie go zapewniając, że nie zawiera trucizny i jest zbawienny.

Wytrwałe znoszenie utrapień, jest czymś większym niż wskrzeszenie zmarłych czy dokonywanie innych cudów. To wąska droga prowadząca prosto do bramy niebios. Cierpienie czyni człowieka towarzyszem męczenników, prowadzi do chwały i do zwycięstwa nad wszystkimi wrogami. Przyodziewa duszę szatą szkarłatną i purpurową, za wieniec ma ona czerwone róże, za berło – zielone palmy(por. Ap 7,9). Jest rubinem jarzącym się w sprzączce płaszcza dziewicy. Dusza ta, ogarnięta porywem wolności, śpiewa przez całą wieczność słodkim głosem pieśń nową. Nie potrafi jej zaśpiewać cały chór aniołów, ponieważ one nigdy nie cierpiały. Słowem: cierpiących świat nazywa nieszczęśliwymi, Ja jednak nazywam ich błogosławionymi, bo są Moimi wybrańcami.

 

 

Gregoriański śpiew Kościoła

„Chorał gregoriański jest śpiewem własnym liturgii rzymskiej i w liturgii on powinien zajmować pierwsze miejsce”, II Sobór Watykański, Konstytucja o liturgii, rozdział VI poświęcony muzyce.

choral14 listopada 1963 roku II Sobór Watykański zalecił kultywowanie tradycji śpiewu chorału gregoriańskiego. Musimy poznać jego źródła i zrozumieć jego miejsce i zadanie w liturgii.
Pomaga nam w tym wyznanie Tomasza Mertona, konwertyty, cystersa trapisty, pisarza i współczesnego mistyka, dotyczące śpiewu gregoriańskiego: „Ciepło śpiewu gregoriańskiego jest pełne surowej powagi. Ukrywa się głęboko pod powierzchnią zwykłego wzruszenia i dlatego nigdy cię nie nuży. Ta muzyka wciąga cię w głąb, gdzie kołysze cię w skupieniu i pokoju i gdzie odnajdujesz Boga. Spoczywa w Nim i On cię uzdrawia swoją ukrytą mądrością”.
Początki muzyki kościelnej wywodzą się z tradycji synagogalnej, greckiej i bizantyjskiej. Pierwsze śpiewy liturgiczne w kościele to psalmy i hymny. Muzyka w Kościele jest uzupełnieniem liturgii i jej integralną częścią a chorał gregoriański jest śpiewem kościelnym występującym od początku Kościoła katolickiego. Jest on modlitwą śpiewaną przez jedną lub kilka osób. Melodyka dostosowana jest do skali przeciętnego głosu ludzkiego. Nigdy nie miał być śpiewem koncertowym czy też estradowym. Jest śpiewem jednogłosowym, bez względu ile osób śpiewa zawsze brzmi jedna i ta sama melodia (choć nie wszystkie średniowieczne melodie udało się odtworzyć). I ta sama melodia trwa przez wieki aż do dzisiejszych czasów.

choral2Daje to uczestnikom liturgii poczucie trwania w Kościele w czasie i przestrzeni.. Chorał śpiewa się w języku łacińskim.

Chorał gregoriański jest muzyką wokalną dostosowaną do słów. Oznacza to, że tekst jest najważniejszy. Melodie gregoriańskie nie istnieją same dla siebie, są stworzone, aby uwypuklić tekst liturgiczny, z którym stoją w najściślejszym związku; melodia oddaje i podkreśla znaczenie słów. Melodia chorału jest dla tekstu dźwiękową szatą – ubiera go i ozdabia. Unika jednak ozdobników muzycznych i indywidualnych popisów wokalnych gdyż służy modlitwie, czyli rozmowie duszy z Bogiem. Stąd słuchając śpiewu chorałowego mamy odczucie dostojności i powagi, skupienia i „dotykania” Boga. Wszystko, co w naszej muzyce współczesnej, tak świeckiej jak i para religijnej, jest mdłe, sentymentalne, romantyczne, zniewieściałe – nie występuje w chorale gregoriańskim. Można powiedzieć zatem, że bogactwo tkwi w jego prostocie. To powoduje, że ten śpiew jest męski w swoim wyrazie i brzmieniu.
Śpiewy chorałowe są wtopione w liturgię. Chorał i liturgia to jedna nierozerwalna całość, jak dusza i ciało.
Wartość śpiewu gregoriańskiego jest doceniana i jest on stawiany kompozytorom i artystom za wzór, który wskazuje jak kościelna muzyka ma wyglądać i jakie cechy powinna posiadać. Wielu współczesnych wykonawców stylizuje swoją muzykę na wzór średniowiecznej nuty gregoriańskiej.
Chorał gregoriański zajmuje zaszczytne miejsce w liturgii Kościoła.
Jego rozkwit rozpoczął się za pontyfikatu św. Grzegorz Wielkiego w VI w. gdy papież zebrał i uporządkował zbiór używanych w liturgii melodii. Dzieło św. Grzegorza bardzo szybko rozszerzyło się na terenach dzisiejszych Włoch, a przez jego uczniów trafiło do Anglii. We Francji śpiew ten wprowadzany został przez króla Pepina. Na cześć św. Grzegorza Wielkiego nazwano zbiór tych melodii carmen gregorianum. Pierwszy raz użył tego określenia papież Leon IV około 850 roku.

choral3Historycy i badacze dziejów Kościoła wymieniają wśród źródeł chorału gregoriańskiego księgi liturgiczne rękopiśmienne lub drukowane. Najstarsze teksty zawarte są w sakramentarzach: leoniańskim (V w.), galezjańskim (VII-VIII w.) oraz gregoriańskim (VIII w.). Z tych ksiąg powstały następnie mszały (Missalia plenaria), w Polsce najstarszym tego typu mszałem jest rękopis pochodzący z opactwa benedyktyńskiego Niederaltaich k. Pasawy (ok. 1070-1131).
Innymi źródłami są kantatoria, zawierające śpiewy solowe liturgii mszalnej, antyfonarze, graduały oraz procesjonały. Najstarsze rękopisy tych źródeł zawierające chorał gregoriański zachowały się w bibliotekach opactw benedyktyńskich Sankt Gallen, Metz, Einsiedeln, Monte Cassino.
W Polsce opracowano wydanie śpiewów oparte na dawnych rękopisach. Graduał i Antyfonarz zatwierdzone zostały w 1621 i 1628 roku przez Synod Piotrkowski i Uniwersytet Jagielloński.
Prace nad rekonstrukcją chorału gregoriańskiego rozpoczęto w XIX w. Największe znaczenie zyskali benedyktyni z opactwa Solesmes we Francji, którzy zrekonstruowali średniowieczną wersję chorału gregoriańskiego (słynna szkoła solesmeńska). Ich praca została zaakceptowana przez papieża Leona XIII a papież Pius X w encyklice Tra le Sollecitudini z 22 listopada 1903 roku zlecił im nową redakcję ksiąg liturgicznych. (tzw. Editio Vaticana). Następnie Pius XI ogłosił konstytucję Divini cultus, dotyczącą pielęgnowania chorału gregoriańskiego, a Pius XII wydał 2 encykliki potwierdzające dawne przepisy. W 1957 r. benedyktyni przygotowali nowe wydanie Graduału rzymskiego, które zostało ostatecznie zatwierdzone przez Sobór Watykański II zwołany przez papieża Jana XXIII w 1963 roku.

PIERWOTNIE TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LISTOPADZIE 2012 ROKU.

 

Następny temat – Architektura

Wartość uwagi, skupienia

Działający na platformie telekomunikacyjnej firmy [jakiejś] serwis [jakiś].pl umożliwia bezpłatne dzwonienie na dowolny numer stacjonarny w Polsce i na świecie. Koszt połączeń pokrywany jest przez reklamy wideo wyświetlane na ekranie monitora w trakcie trwania połączenia.
Serwis nie wymaga rejestracji, płacenia abonamentu, kupowania dodatkowego sprzętu, czy pobierania jakiegokolwiek oprogramowania. Na stronie www.[jakis].pl wpisać należy swój numer telefonu stacjonarnego oraz numer telefonu stacjonarnego naszego rozmówcy w kraju lub za granicą. Z przedstawionej listy należy wybrać nazwę firmy, która zapłaci za rozmowę – tzw. sponsora połączenia. Następnie nasz telefon oddzwania do nas. Podnosimy słuchawkę i po chwili następuje łączenie z rozmówcą. Jakość połączeń jest taka, jak podczas połączenia w tradycyjnych sieciach telekomunikacyjnych.
W czasie kiedy użytkownik prowadzi rozmowę telefoniczną, a na ekranie wyświetlane są reklamy, co jakiś czas, obok tych reklam pojawia się specjalny migający zegar odmierzający sekundy. Jeżeli przed upływem 10 sekund użytkownik nie kliknie w ten zegar, jego połączenie zostaje zakończone. To jest właśnie mechanizm, który powoduje, że użytkownicy korzystający z naszego serwisu oglądają z uwagą wszystkie wyświetlane przez nas reklamy – mówi o pomyśle prezes zarządu spółki.

 

Nie podaje linka, ani nazwy firmy bo nie jest to reklama. Jest to tylko zdziwienie i zastanowienie jaką wartość ma nasza uwaga. Ile trudu poświęcają firmy by zdobyć naszą uwagę, aby rozproszyć nasz skupienie. Czy my sami potrafimy zadbać o tą wartość którą posiadamy a która jest tak cenna dla mediów, reklamodawców?

 

Szybka śmierć

Rozmawiając z różnymi osobami(jak również czytając badania CBOS) spotkałem się z poglądem, że szybka śmierć jest najlepsza. Parę osób przekonywało mnie, że śmierć w czasie snu, poprzez zamarznięcie jest najlepszą jaka może nas spotkać. A najlepiej aby to stało się w momencie gdy będziemy jeszcze silni. Dobrze byłoby, aby śmierć wyprzedziła niedołęstwo, cierpienie, starość. Najlepiej aby śmierć przyszła do nas z zaskoczenia.
Zastanawiam się skąd takie podejście, skąd takie chęci, skąd takie pragnienia? Myślę, że są one skutkiem braku nadziei. Osoby wypowiadające takie chęci, nie mają nadziei na życie wieczne. Wygląda  na to, że nie wierzą, iż po śmierci może być cokolwiek. Śmierć bowiem nie jest końcem naszego  jestestwa. Jest to tylko przejście w inny wymiar. Śmierć jest egzaminem do wieczności. Jest  to sprawdzian, jak przygotowaliśmy się w naszym doczesnym życiu na życie wieczne. Śmierć z  zaskoczenia sprawia, że nie jesteśmy przygotowani i dlatego dużo trudniej będzie nam dostąpić  Zbawienia. Nie darmo Kościół od wieków nauczał, że „nagła a niespodziewana śmierć” jest tragedią od której należy się strzec.

Sanktuarium Róży Duchownej na Świętej Górze Gostyńskiej

Sanktuarium Róży Duchownej na Świętej Górze GostyńskiejZbaczanie z obranej drogi, skok w bok nie kojarzą się najlepiej. Tym razem było zupełnie inaczej. Ogromna zielona kopuła i liczne szczyty wież oraz potężne mury wznoszące się ponad koronami drzew porastającymi niewielkie wzgórze pod Gostyniem, przyciągały wręcz magnetycznie i zmusiły do odwiedzenia tego miejsca.
Na szczycie góry króluje kościół zwany „cudem włoskim na polskiej ziemi” ufundowany w 1675 roku przez Adama Konarzewskiego i faktycznie wzniesiony przez wdowę po nim Zofię Opalińską. Zachwycona kościołem Santa Maria Della Salute w Wenecji zamówiła u jego twórcy Baltazara Longhema projekt dla świątyni na Świętej Górze. Budowę prowadzili sprowadzeni z Włoch Jerzy i Jan Catenacci. Włoski pierwowzór został zmodyfikowany, bo kościół wenecki stał w zwartej miejskiej zabudowie a Święta Góra pod Gostyniem ofiarowała rozległą przestrzeń pod zabudowę. Opiekę nad budową przejęła następnie synowa Teofila z Leszczyńskich Konarzewska, która sprowadziła słynnego architekta Pompeo Ferrariego do wzniesienia głównej kopuły i wykończenia budowli. Włoski architekt pracował wraz z mistrzem murarskim Janem Adamem Stierem około 13 lat (do 1731 roku). Kolejną fundatorką została córka Teofili, Weronika z Konarzewskich Mycielska.
Licząca 50 m wysokości kopuła z 10.metrową latarnią oraz sklepienia zostały pokryte w 1746 roku freskami przez Jerzego Wilhelma Neunhertza. Prawie wiek później Frank i Bauer pokryli freskami mniejsze kopuły w prezbiterium. Nawę główną przykrytą kopułą otacza wianuszek kaplic z ołtarzami św. Józefa, św. Barbary, św. Karola Boromeusza, MB Różańcowej, Jezusa Ukrzyżowanego i św. Filipa Neri. Historia życia i świętości tego ostatniego została przedstawiona na freskach pokrywających kopułę główną.
Związane jest to z faktem, iż miejscem kultu opiekują się od 345 lat księża filipini (z przerwą 45 lat po kasacie zakonu w 1876 roku przez zaborców i 6 lat w czasie okupacji hitlerowskiej).
Z inicjatywy fundatora Adama Konarzewskiego w 1668 roku ks. Stanisław Grudowicz, wykładowca Akademii Lubrańskiego w Poznaniu założył na Świętej Górze Kongregację Oratorium św. Filipa Neri. Dla członków Kongregacji, zwanych ojcami filipinami, wybudowano obok kościoła ogromny klasztor, w którym w dniu dzisiejszym funkcjonuje Dom Pielgrzyma i Centrum Rekolekcyjne. Pracują w nich siostry służebniczki Najświętszej Marii Panny, zgromadzenia założonego przez bł. Edmunda Bojanowskiego urodzonego w nieodległym Grabonogu. Przed bazyliką stoi pomnik jemu poświęcony, bo trudno zapomnieć o jego zasługach, gdy jako świecki człowiek założył nie tylko zgromadzenie służebniczek ale też Bractwo Ochroniarek kształtujące młode osoby chcące się poświęcić pracy z dziećmi i biednymi. W Grabonogu otworzył ochronkę „Dom miłosierdzia” dla sierot, ponadto apteki dla biednych, wypożyczalnie książek oraz czytelnie.
Kościół z przełomu XVII i XVIII wieku, który stoi do dnia dzisiejszego w nie zmienionej bryle i kształcie, jest domem dla cudownego, słynącego łaskami obrazu Matki Boskiej Róży Duchownej Gostyńskiej.
Papież Paweł VI ustanowił dzień 5 października jej świętem i zatwierdził specjalny formularz mszalny ku Jej czci. Papież Benedykt XVI w roku 2012 ofiarował Złotą Różę z okazji Jubileuszu 500.lecia uznania jej cudownych interwencji.
Obraz przedstawia MB siedzącą z Dzieckiem na balkonie. Matka Boża na lewym ręku trzyma Chrystusa a prawą dłonią ofiarowuje Mu rozwinięty kwiat białej róży.
Aniołowie trzymają nad Jej głową złotą koronę a w tle rozpościera się widok na Gostyń. i Świętą Górę ze świątynią z 1512 roku poprzedzającą obecną budowlę. To świadczy, że kult w tym miejscu jest starszy niż wiek obecnej świątyni.
Święta Góra ma aż trzy obiekty słynące łaskami i cudami.
Jest to opisany obraz Matki Bożej Gostyńskiej Róży Duchownej, gotycko-renesansowa Pieta z kościoła szachulcowego z 1512 roku oraz drewniany krucyfiks (obecnie w ołtarzu Chrystusa Ukrzyżowanego).
Kult obrazu Matki Bożej Róży Duchownej został zatMB Roża Gostynskawierdzony przez biskupa poznańskiego już w 1512 roku.  Filipini, którzy objęli Świętą Górę w 1668 roku rozpoczęli spisywanie cudów i łask otrzymanych od Boga za pośrednictwem Matki Bożej Gostyńskiej. Księga cudów posłużyła w kolejnych badaniach przeprowadzonych w 1726 roku w celu potwierdzenia cudownych zdarzeń. Została opublikowana w Poznaniu w tym samym roku pod zawiłym barokowym tytułem: „Prospekt wesoły, Miłosiernych Oczu, Przenajświętszej Maryi, na smutne ludzkiey niedoli przypadki…”. Księga cudów uzupełniana jest do dnia dzisiejszego i stanowi zapis niezmiernej dobroci i miłości Pana Naszego i pełnego oddania się i zawierzenia Bogu za pośrednictwem Gostyńskiej Matki Pana Jezusa.
Księża filipini są strażnikami i opiekunami cudownego wizerunku od prawie trzystu pięćdziesięciu lat. Dali świadectwo swej wiary i patriotyzmu w różnych sytuacjach: w okresie reformacji uchronili obraz, choć łaskami słynąca Pieta została wrzucona do studni a w czasach „Kulturkampfu”, czyli walki rządu pruskiego z kościołem katolickim i przejawami polskości kapłan filipin ks. Bernard Preibisz namalował 14 ogromnych fresków przedstawiających polskich Świętych i Błogosławionych.
Sanktuarium na Świętej Górze Gostyńskiej zaprasza w sposób szczególny w dni swoich największych uroczystości: Tygodniowy Odpust Zesłania Ducha Świętego, Uroczystość św. Filipa Neri (26 maja), Święto Róży Duchownej z poświęceniem kwiatów róż (25 czerwca), Odpust Wniebowzięcia NMP (15 sierpnia), Matki Bożej Bolesnej – Pielgrzymka chorych (15 września) oraz na Flipińskie Dni Młodzieży (ostatni tydzień lipca), Festiwal Muzyki Oratoryjnej MUSICA SACROMONTANA wrzesień/październik. W najbliższym czasie 12 października ks. prałat Jarosław Cielecki COr, dyrektor Vatican Service News z Rzymu poprowadzi rekolekcje przybliżając św. Charbela z Libanu.

Tekst był opublikowany w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w październiku 2013 roku.

Dzień otwarty w krematorium

Kremacja zwłok była zakazana i potępiana w Kościele Katolickim od samego początku. Sprzeciwiało się to historii Zbawiciela który został pogrzebany a nie skremowany. Dlatego też od początku wierni chcieli być chowani w sposób taki jak ich Przewodnik, jak Jezus Chrystus.
Dodatkowym czynnikiem było to, że poganie w zdecydowanej większości palili swoich zmarłych i jednym z wyróżników bycia chrześcijaninem był sposób chowania zmarłych.
Szacunek dla ciała ludzkiego wymagał aby ciało było pochowane z całych należnym szacunkiem dla śmierci. Spalenie ciała zmarłych sprzeciwia się określeniu „zaśnięcia” – które pokazuje, że śmierć nie jest czymś ostatecznym lecz tylko progiem i wstępem do wieczności. Spalenie, zniszczenie ciała które było nam pomocą w drodze do wieczności jest jakby zanegowaniem naszego doczesnego życia.

Trzeba tu podać, że papież Benedykt VIII w liście Detestandae feritatis abusum  z 1299 roku potępił paleni zwłok zmarłych jako proceder obrzydliwy dla Boga oraz ludzi i zagroził automatyczną ekskomuniką (latae sententiae) wszystkim, którzy go praktykowali, nakazując odmawiać katolickiego pochówku zwłokom, które zostały w ten sposób potraktowane. W wiekach takie zdarzenia nie pojawiały się aż do czasów Rewolucji we Francji. Na samym jej początki pojawiły się projekty palenia zmarłych – były one nastawione na walkę z nauczaniem o zmartwychwstaniu ciał i życiu wiecznym Kościoła Katolickiego. W roku 1886 w maju oraz grudniu, w 1892 oraz 1897 Święte Oficjum potępiło kremację jako „obrzydliwe nadużycie”. Na wykonawców takich rzeczy nakładano surowe kary, wzbronienie przystępowania do sakramentów i odmowa chrześcijańskiego pogrzebu. Również Kodeks prawa kanonicznego z roku 1917 potwierdzał taką naukę dotyczącą kremacji.

Kremacja uniemożliwia w wielu przypadkach udowodnienie przestępstwa lub oczyszczenia się niewinnej osoby z fałszywych zarzutów.

Za pontyfikatu Pawła VI nastąpiło zerwanie z Tradycją zakazu kremacji.
A dziś możemy spotkać plakaty reklamujące kremację i zachęcające do niej.

Cm. Północny w Warszawie

Zezwolenie w krajach zachodnich na kremację zwłok prowadzi do różnych dziwnych zjawisk jak np: odzysk metali szlachetnych ze spalonych zwłok. W Czechach, gdzie kremacja bardzo popularna, nawet do 30% prochów nie jest odbieranych przez bliskich. Trudno jest nam to zrozumieć, gdyż przy pochówku do ziemi taka sytuacja nie jest możliwa. Nawet gdy nie ma bliskich dokonuje się grzebanie zwłok. Jest to zgodne z przykazaniem kościelnym by zmarłych pogrzebać. Przy kremacji spotyka się często, że prochy w urnie przechowywane są w mieszkaniu np.: na półce.

Pomimo zezwolenie na kremację, to mając na względzie nauczanie Kościoła Katolickiego przez prawie 2 tys. lat nie powinniśmy tego promować, ani pochwalać czy też zalecać. Katolikom pragnącym wybrać taki rodzaj pochówku powinniśmy przedstawić i wyjaśnić dlaczego to nie jest dobre rozwiązanie.

Piąty – Dziennik nieobecności

ksiazkaJej pocałunek, mimo, że zajęty swoimi sprawami, zauważył, że dużo się pozmieniało u jego Pani. Pan zniknął, a z nim i Jego pocałunek, w domu pojawił się pies a Pani zaczęła codziennie coś pisać. Najbardziej go bolało to, że Jego pocałunek nie uprzedził go o wyjeździe, nie przygotował na nieobecność. Powie mu cały swój żal, gdy tylko ten niewdzięcznik znów się pojawi. Teraz postanowił pożalić się Pani.
I tu spotkała go niespodzianka. Pani widzi dobre strony rozstania. Niemożliwe! Jak ona może cieszyć się, że Jego nie ma! Jego Pani postanowiła nauczyć go odnajdywania dobrych stron w smutnych lub przykrych wydarzeniach. Obiecała mu, że będzie mu dawała swoje codzienne zapiski. Jej pocałunek postanowił dołączyć je do dziennika obserwacji. To będzie kolejny materiał i kolejne dowody w sprawie „bycia parą”, którą rozpracowuje wraz z Jego pocałunkiem.

4 sierpnia

na trasieWróciłam do domu o 12 w południe. Ścisnęło mnie za gardło, gdy zobaczyłam, że Raga odwinęła koc, którym przykryte jest moje łóżko i obleczony koc, pod którym sypiam, aby położyć się na kołdrze, na której spał jej Pan.
Włączyłam komputer, sprawdziłam czy nie było pilnych maili z pracy. Gdzie tylko nie popatrzyłam pojawiał się pies. Zaczęłam się zastanawiać co mam robić z „tym nowym” w moim domu, w mojej codzienności. Przeleciało mi przez myśl, że może trzeba do niej mówić jak do człowieka, zgadywać, co ona chce patrząc na mnie, zabawiać.
Po chwili uspokoiłam się jednak i postanowiłam traktować ją jakby zawsze była w moim domu. Pomogło.
Burza, która się przetoczyła między 14 a 15 troszkę mnie zmartwiła. Pewnie mój kochany przemókł do suchej nitki. Uspokoiłam się ufnością w opiekę Bożą nad pielgrzymami.
Przeczytałam artykuł o „ultimatum” z „Zawsze Wierni”. Lubię ten sposób pisania. Jasny, konkretny, pełen spokoju i pewności. Prowadzi czytelnika przez mroczny i gesty las informacji i faktów medialnych.
O dwudziestej usiadłam na sofie w dużym pokoju i patrząc na drzewa widoczne przez otwarte drzwi balkonu przywołałam twarz i głos Twój w myślach. Czy one były tak głośne, że Raga je usłyszała? Nie wiem, stanęła przy mnie a potem się położyła i nadstawiła się do pieszczot. Dreszcz mnie przeszedł. Skąd wiedziała, że myślę o jej Panu? Skąd wyczuła, że przypłynęła do mnie fala wspomnień wszystkich chwil czułości? Zobaczę, jak będzie jutro.

5 sierpnia
Właśnie wróciłam z zakupów, na które wybrałam się z psem. Muszę się przyzwyczaić z nią poruszać. Wyobraziłam sobie, że tak się przyzwyczajam do obecności drugiego człowieka na co dzień.
Trzeba myśleć, trzeba mówić, trzeba się troszczyć, trzeba uważać na samochody, trzeba znaleźć miejsce w rękach na smycz, poszukać bezpiecznego miejsca do postoju przed sklepem, gdy ja robię zakupy, trzeba nakarmić, trzeba wyprowadzić, trzeba zgadnąć czego oczekuje patrząc w oczy i nic nie mówiąc, trzeba pochwalić, trzeba popieścić, trzeba zrobić wyrzuty gdy potrzeba, trzeba być sprawiedliwym, trzeba być stanowczym, trzeba zaakceptować, że wypadają jej włosy i fruwają wszędzie itd. Cieszę się bardzo, że obecność Ragi tyle pozytywnych działań i odczuć wywołała we mnie. Będę teraz siebie obserwowała jak mi idzie radzenie sobie z obecnością stworzenia w moim życiu. Zawsze przecież mogę się pocieszyć, ze każdy kolejny dzień nieobecności skraca czas mieszkania z psem pod jednym dachem. Na razie nie jest mi to potrzebne. Szybko się uczę. I widzę dużo przyjemności w nowym stanie.
Próbowałam zrobić jej zdjęcie, ale odpoczywa po zakupach.
Chciałam to zdjęcie wysłać przyjaciółce w Anglii. Zrobię to innym razem. Nadeszła też podpowiedź w sprawie prezentu na ślub Agatki -łyżeczki do kawy i widelczyki do ciast pod nazwą Rapsodia. Pomyślałam, że będę z Rafałem dostarczycielem prezentu, który kojarzy się ze słodkościami, chwilami rozkoszy i aromatu. To chyba dobrze? Mnie się to podoba. A Tobie kochany?
Dziś też napisałam odpowiedź do Kasi, która chce przyjechać z narzeczonym Dawidem do mnie na ostatnie dni sierpnia. Prosiłam Rafała, aby wspólnie ze mną przyjął tę parę. Zgodził się, więc zaproponowałam jej, że w sobotę ja z Rafałem ich  gdzieś zabierzemy a w niedzielę ona będzie przewodnikiem dla swojego chłopaka (od kilku lat spędzała u mnie wakacyjny tydzień wraz z siostrą). Rafał się zgodził, że służąc innym też można się radować własnym szczęściem i świętować rocznicę poznania. 31 sierpnia jest ostatnim dniem pierwszego roku naszej znajomości, w którym tak dużo się wydarzyło i tak dużo zmieniło w moim życiu.
1 września zacznie się drugi rok naszej znajomości. Był pomysł na wymyślenie obchodów tej rocznicy 31 sierpnia. Właściwie nic nie stoi na przeszkodzie połączyć jedno z drugim.
Ciekawa jestem, co On wymyśli. Lubię niespodzianki. Są namacalnymi dowodami myślenia o kimś lub o czymś. Znaki niewidzialnych myśli, to bardzo ciekawa sprawa. Ja też bym chciała coś oryginalnego wymyślić. Może uda mi się napisać specjalną bajkę dla Niego. Jest taka jedna o tytule „Miłość jak muzyka”. Napisałam ją dzisiaj, ale jeszcze nie wiem czy to będzie moja niespodzianka. Tym bardziej, że jest osnuta na bazie jednego z maili do Niego.  A poza tym czy jemu się podobają bajki? To poważny mężczyzna.

Dziś raniutko dokończyłam trzecią bajeczkę Jej pocałunku. O „byciu parą”.
Jak widzisz, co siądę do komputera, to słowa same cisną się na klawisze i muszę je zapisywać. Najpierw dyktował mi je Mój pocałunek a teraz i Ja zaczęłam zapisywać swoje myśli i przeżycia. Epidemia doprawdy. Ciekawa jestem, co Ty na to powiesz.
Przygotowuję się na środowe spotkanie z Tobą. Piekę drożdżowe bułeczki z wisienkami, które niedawno zrobiłam. Nie lękam się, że mi nie wyjdą. Dzięki twojej historii o pieczeniu ciast przez twoją mamę, wiem, że będziesz wyrozumiały, gdy nie wyrosną lub wyjdzie zakalec. Dziękuję ci, że mi opowiedziałeś to wspomnienie. Dodaje mi otuchy.

6 sierpnia

buleczkiA oto radosne, rumiane bułeczki z kropelką czerwonej słodyczy wiśni we wnętrzu. Dziś rano je sfotografowałam. Już są przygotowane do podróży na pielgrzymkę. Umieściłam mały znaczek-to smok, który nadzorował pieczenie bułeczek. Też jest zadowolony ze swojego dzieła. Starsza pani, która wczoraj wieczorem mnie odwiedziła też dostała kilka. Niech wszyscy się cieszą.
Długo mnie dziś nie było w domu. Pojechałam na Stadion po pelerynę i płaszcz przeciwdeszczowy. Dla Niego. Lubię te długie jazdy autobusami (pod warunkiem, że mam miejsce siedzące). Rozmyślam wtedy do woli a czasem nawet modlę się. Pomyślałam, że pewnie dlatego nie odczuwam zmęczenia i zdenerwowania długimi podróżami po mieście miejską komunikacją.
Pierwszy raz Raga została tak długo w moim domu. Zastałam rozgrzebane łóżko w miejscu mojej poduszki i sierść na kocu. To w tym miejscu piesek uspokajał swój niepokój, że został opuszczony i porzucony. Pomyślałam – do czego ja się przytulę podczas 10 dni nieobecności? Czy można przytulić się do myśli?
Wyprawa na miejsce noclegu Pielgrzymki Tradycji była czasem radosnego oczekiwania mimo zapomnienia komórki, korka pewnie 30 kilometrowego z powodu marszu do Tarczyna pielgrzymkowej „17”  i szukania wśród lasów i plątaniny dróg małej wioski. Zabrałam psa mimo niechęci Zbuja (samochód pełen sierści). Niech i stworzenie ma swoją radość.

Widziałam tylko Jego w gromadzie pielgrzymowiczów. Podeszłam i dotknęłam od tyłu ramienia, jego imię zginęło w gwarze kolacyjnie rozochoconych głosów. Nie poczuł i nie zareagował, odeszłam więc aby mu nie przeszkadzać. Ksiądz Karol zaśmiał się, że On niczego nie widzi ani nie słyszy. Poznał mnie Jasiek. Potem było już lepiej choć myślałam, że się mnie wstydzi.
Był trochę inny. W znacznej mierze nieobecny tu i teraz, chodził przecież ścieżkami Pana i wsłuchiwał się w Jego głos. Nie chciałam go wyrywać z tego skupienia, to było takie piękne, poważne i mistyczne. Wystarczyło mi, że trzymał mnie za rękę. Powiedział jednak coś w taki sposób, że zasmuciłam się ogromnie. Tym stwierdzeniem, zawisłym w głosie pytaniem a raczej sceptycyzmem sprawił, że zabolało mnie to bardzo. To wątpienie w moje istnienie, w moje uczucia do niego, w ich prawdziwość. Myślami widziałam jego oczekiwanie, że za moment pojawi się zła, samolubna, pełna roszczeń i żądań kobieta, że uśmiech zniknie z jej twarzy, że skończy się ta gra czy zabawa w miłość.

Znów natarczywie przypłynęły słowa wiersza „Pukam do drzwi kamienia…”.
Postanowiłam cieszyć się chwilą, która jest i przegoniłam smutne myśli.
W czasie powrotu spoglądałam na zapadającą noc. Jak to pięknie się dzieje-to przejście od jasności do ciemności. Wyobraziłam sobie, że jestem w szklance z wodą, do której ktoś wlewa gęsty, ciemny sok owocowy. Na początku woda i sok są w szklance osobno, walczą trochę ze sobą, sok próbuje znaleźć dla siebie miejsce, rozepchnąć wodę. A potem zawiera jakieś przymierze, przytula się do wody rozchodząc się w niej coraz bardziej i bardziej. I wtedy zapada ciemność.
Widziałam też na tle jaśniejącego jeszcze zachodem słońca nieba betonowe podpory pod nieistniejącą jeszcze drogę. Mrok otulił ich krawędzie, zaokrąglił je, wyszlachetnił szarość betonu i spowodował, że wyobraziłam sobie zalaną oceanem Atlantydę. Mogła tak wyglądać.
Pędzące jeden za drugim z naprzeciwka tiry  kojarzyły się z wyobrażeniami dementorów z Harrego Pottera J. Rowling lub nazguli- Czarnych Jeźdźców, upiorów Pierścienia  z Władcy Pierścieni J,R.R. Tolkiena.
zbujMoje opowieści zostały jednak skomentowane przez Zbuja jako fakt kompletnego „zaczadzenia” po spotkaniu z Nim, wymagającego leczenia farmakologicznego. Dobrze, że ta diagnoza została wypowiedziana z miłością i zrozumieniem w głosie i nie musiałam chować swoich myśli i wyobrażeń głęboko w sobie.

 

7 sierpnia
Dziś rano po przebudzeniu pomyślałam z czułością, niech Go Matka Boża okrywa swoim płaszczem opieki w czasie pielgrzymowania. Niech się umacnia, rośnie w siłę Bożą mocą, oczyszcza się z pyłu dnia codziennego, wykuwa swoją radość życia, miłość do świata i ludzi.
Znów jednak wrócił wiersz Wisławy Szymborskiej (kiedyś już mnie prześladował na początku naszej znajomości):
Pukam do drzwi kamienia.
– to ja wpuść mnie.
Chcę wejść do twojego wnętrza,
Rozejrzeć się dokoła,
Nabrać ciebie jak tchu.

– odejdź- mówi kamień.-
jestem szczelnie zamknięty.

i potem

-nie mam drzwi- mówi kamień.

Łzy wymykają mi się z kącików oczu.
To nie o Nim ten wiersz. Czasem otwiera swoje drzwi, czasem je uchyla, a ja widzę smugę światła i bijące, zapraszające ciepło. Będę cierpliwie czekała na przyjęcie, na zaproszenie, na miejsce dla siebie.
Jaka szkoda, że nie jestem niematerialna, jak myśl czy wyobrażenie. Mogłabym być – nie zajmując miejsca.
Cieszę się, że to napisałam. Wypiję jeszcze herbatę i będę mogła pracować.
Pies lubi stukot klawiszy, leży koło mnie i zasypia ukołysany ich dźwiękiem.
Toczy się dzień po spotkaniu na pielgrzymkowym szlaku.
Pół godziny z Tobą szło mi opornie, byłam rozbita i nie mogłam się skupić. Postanowiłam zamienić spotkanie na modlitwę i to mnie uspokoiło.
Dziś wieczorem Raga była na randce z Cobim –ślicznym shitsu. Dołączył jeszcze jeden kawaler. Cobi zabawnie podskubywał ją. Takie psie zaczepki i zaproszenie do zabawy.
Raga jest bardzo rozważna. Nie pobiegła z Cobim sprawdzać czy można się pobawić z jeżem.
Postanowiłam pobyć dziś w szponach nałogu i uruchomiłam mahjonga. Układałam kostki i wciąż chciałam osiągnąć lepszy wynik. Tak się zmęczyłam, że zasnęłam w oka mgnieniu. I o to chodziło.

 8 sierpnia
Doszłam do równowagi. Czasem wydaje mi się, że słyszę Twój głos i czuję Twoją obecność. Pewnie powiesz-to imaginacja…
Dziś przed 9 powędrowałam z Ragą do Eli. Ja podlewałam kwiaty na tarasie a Raga zwiedzała ogródek lub leżała w trawie. Wyglądała jak sfinks, tyle, że nie na piachu a w zieloniutkiej trawie.
Po powrocie od razu poczułam przypływ weny i napisałam uwagi do opakowania śniadaniówki a potem otworzyłam dziennik. Te minuty rozmowy z Tobą poprzez to pisanie napełniają mnie radością. Przez głowę przelatują różne pomysły na teraz i do realizacji w bliskiej i dalszej przyszłości.
Zapragnęłam nagle zrobić porządek w szafie. Zastanawiam się – dlaczego teraz mi to przychodzi do głowy. Domyślam się- trzeba zrobić miejsce dla Ciebie.
A może to wyrzuty sumienia, że mam bałagan i wiele niepotrzebnych rzeczy.
Zadzwonił Andrzej z prośbą o twoje nazwisko. Będziesz miał swoją wizytówkę przy weselnym stole.

9 sierpnia
Rano Raga przyszła do mojego łóżka na czochranie. Od razu pomyślałam o Tobie. Czy Ty też ją czochrasz po przebudzeniu? Zapytam cię o to, gdy wreszcie się spotkamy.
Po wczorajszym wieczornym spotkaniu z tobą powiedziałam ci sms’em dobranoc z radością, która mi zawsze w związku z Tobą towarzyszy. Wszystko inne powiem Ci, gdy się spotkamy.
Dziś goście. Odkurzamy, odkurzamy, bo dzieci lubią bawić się na podłodze. Mała Julia też. Napiszę ci jak się udało „spontaniczne” sugerowanie imienia dla synka Michała i Joasi, który ma się urodzić w grudniu.
Oczywiście, że się udało. Nie jest wykluczone, że będzie Michał T. czyli Michał Tomasz.
Lubię imię Tomasz, i nie tylko dlatego, że to imię mojego brata. Jest w tym imieniu coś niekonwencjonalnego, jest ciepłe, ale i dojrzałe, poważne. Było miło tylko smucą mnie ogromne straty w smokach. motylekJula uczyła smoki latać. Stłoczone w kapeluszu, miotane porywami wiatru smoki potraciły nóżki i rączki. Nie zauważyliśmy, że potrząsa smokami w kapeluszu. Trudno, może część uda się wyleczyć. Będzie to dla mnie trudne, bo brakuje mi cierpliwości. Jak widać oprócz przytuliska smoki potrzebują jeszcze lecznicy –chirurgii plastycznej.
Obejrzałam słynne zdjęcia z latania w Turcji. Wygląda to super. Na tym zdjęciu Michał w powietrzuJunior też jest, choć niewidoczny. Dorosły facet natomiast nie jest Michałem tylko jego bratem Piotrkiem. Michał za dużo ważył w komplecie z żoną i dziećmi. Poleciał z żoną Piotrka. Dobrze, że tylko w czasie latania ta zamiana.
Już chcą się umawiać na kolejne spotkanie aby poznać Ciebie. Bardzo byli oboje zainteresowani gdzie Cię poznałam. Generalnie wszyscy uważają, że to ściema z tym poznaniem w lesie. Musiałam to opowiedzieć detalicznie. No i pokazać Cię-na tapecie w komputerze. Bardzo by mi się przydała jakaś mała sesja fotograficzna. Nawet taka malutka, tyciunia. Proszę Cię-zgódź się!
Michał zajął się robieniem panoram. Ma program, który składa panoramę z serii zdjęć wyszukując wspólne fragmenty. To bardzo ciekawe. Tyle ciekawych rzeczy można robić! Wystarczy aby wszystkich ludzi obdzielić. Samo oglądanie cudzych dzieł, to ogromna przyjemność.
Jutro niedziela. Bez ciebie, bez mszy.
Postanowiłam pójść na powitanie nowego proboszcza. Ostatecznie trzeba wiedzieć, kto został gospodarzem parafii.
Dobranoc Radości. Dobranoc. Dobranoc.

 10 sierpnia
Piszę dopiero wieczorem. Dzień pełen wrażeń. Wprowadzenie nowego proboszcza bardzo piękne. Proboszcz bardzo dobrze, konkretnie i dobitnie mówił. Już wiem, dlaczego dziś musiałam być w kościele w Ożarowie. W Ewangelii z tej i poprzedniej niedzieli i w kazaniach padły słowa i była zawarta argumentacja pasująca do odpowiedzi na twoje powracające pytanie dlaczego obdarzam Cię uczuciem. Aż podskakiwałam wewnętrznie, gdy tego słuchałam. Jaka szkoda, że nie zapamiętałam wszystkiego. Postaram się napisać to, co jest najważniejsze i na co naprowadziły mnie słuchane teksty. Przede wszystkim słowa Chrystusa „dajcie, co posiadacie”. Zrozumiałam, że chciałabym abyś dawał mi, obdarowywał mnie tym, co posiadasz – swoją zwyczajnością (i niezwyczajnością też), swoimi niedoskonałościami, swoimi grzechami, swoimi słabościami – po prostu sobą. Nie obdarzam uczuciem swoich wyobrażeń ale człowieka, którego wciąż poznaję i takiego jaki jest.
Ma on dobrego Przewodnika, który prowadzi go, jak Chrystus Piotra po wodzie Jeziora Galilejskiego (o tym też dziś było).
Moja Radości, tyle było dziś wrażeń, że ich opisanie przełożę na jutro. Dziś sporządziłam tylko listę tematów:
– 1 Nordic Walking
– 2 Hoja x 11 + 3 w drodze
– 3 Mapa
– 4 Strzelanie z wiatrówki
– 5 Podarunek spod choinki
Powiedziałam Ci dobranoc i przesłałam pocałunek sms’em.

Ad 1
MadziaTo nie ja tylko malutka Madzia, której czwarte urodziny świętowaliśmy. Jedna z cioć miała ze sobą kijki do spacerowania. Po krótkiej lekcji Nordic Walking udzielonej i mnie z zapałem podobnym do zapału Madzi przemierzałam trawnik przed domem Michała. Fajne ćwiczenia. Podobno teraz bardzo modne. Michał już się szykuje do kupienia kijków dla mnie w prezencie.

 

 

Ad 2

hojaTo niesamowite. Po raz trzeci w tym roku zakwita hoja. Kolejne razy są coraz intensywniejsze. Wieczorem pokój spowity jest zapachem. Nasze wieczorne spotkania odbywają się w powietrzu przesyconym słodką wonią. Napełnia ona moje nozdrza, drażni wargi, łaskocze policzki i osiada na rzęsach. Jest 11 kwiatostanów. Trzy kolejne szykują się do kwitnienia. Usiądziemy wieczorem w piątek razem na kanapce gdzie się ostatnio z Tobą spotykałam w myślach i pooddychamy wonnym powietrzem. Będzie cudownie, bo razem i blisko Ciebie. O dwudziestej za oknem zapada pomału zmierzch. Niebo jest fiołkowo-różowo-niebieskie. Powietrze z ciepłego robi się porcelanowe-chłodne i dźwięczące. W piątek nie będę sama i napełnię się tym błogim uczuciem wieczornego spokoju. Ty-to moje ukochane miejsce-bezpieczne i pełne łagodności.

Ad 3

mapaPrzy komputerze leży plan pielgrzymki, który dostałam od Niego. Sprawdzam wieczorem w programie przebieg codziennej marszruty, patrzę czy idą przez las czy w otwartym terenie. Wiem, że obiecał mnie nieść w kieszonce na trasie pielgrzymki ale mógł przecież zapomnieć o mnie i zostawić w bagażu. Zabezpieczam się przynajmniej w ten sposób. Gdy wróci opowie mi jak wędrował, jak się modlił, jak rozmawiał. Bardzo chciałabym, aby mi opowiedział…

Ad 4

celMaciek ma nowe hobby-strzelanie z wiatrówki. Przez to strzelanie spóźniliśmy się na urodziny Madzi. Postanowiliśmy się zabawić w Wilhelma Tella. Na zdjęciu nasze cele. Oczywiście żartuję. Dał mi postrzelać. Od liceum nie miałam broni w ręku. Wiał silny wiatr i lufa poruszała się uniemożliwiając wycelowanie. No może trochę emocje były za duże. Dobrze, ze trafiłam w tarczę (były na desce 4 małe tarcze, celowałam w prawą dolną, trafiłam w lewą górną). Dzięki temu uniknęłam naśmiewań Maćka, który lubi wytykać niepowodzenia. Pięć kolejnych strzałów oddałam siedząc w kucki i opierając lufę o poręcz krzesła. Dwie 10, 9, 8 i 7 zostały trafione- już we właściwej tarczy-prawej dolnej.

Ad 5

prezent9 sierpnia dotarł do mnie prezent spod choinki z poprzedniego roku. Odbył długą drogę. Jest dowodem ciepłych uczuć i na szczęście dotarł do ich adresata. Wiele razy zdarza się, że nie zdążymy z wyrazami naszych uczuć, sympatii, życzliwości czy pamięci. Mam w pamięci dwie takie historie i bardzo mnie one bolą. Staram się mówić więc ludziom co do nich czuje, doceniać ich, dziękować im za dobro, którego od nich doświadczam.

 

11 sierpnia
Dziś sennie, mży deszczyk, cichutko pluszcze po listkach rosnących pod blokiem lip, leciutko puka w blaszane parapety za oknami. Zdążyłam wrócić z Ragą z podlewania kwiatów na tarasie u Eli zanim wypełnił całą przestrzeń miedzy niebem a ziemią kropelkami wody.
A ty mokniesz, pomalutku przemakasz. A ja zasypiam przy komputerku, zasypiam.
Od pewnego czasu myślałam dlaczego pies nie wpadł na pomysł siedzenia w kuchni na narożnikowej kanapce. Niepotrzebnie się zastanawiałam. On tam od dawna siadywał, a nawet sypiał, tylko troszkę po kryjomu. Wczoraj zamknęłam sypialnie…i zastałam psa na kanapce w kuchni. Na noc też się tam ułożył. Ma tyle już „swoich” miejsc w mieszkaniu a szuka nowych.
Przyzwyczajam ją do czesania. Lubi to, ale używam do tego „ludzkiej” szczotki do włosów. Taka specjalna dla psiej sierści może nie być taka przyjemna w użyciu.
Prezent ślubny kupiłam. Oksydowanie wykonają na środę. 6 zł od jednej sztuki kosztuje.
Od południa świeci słońce, więc pewnie wyschłeś w drodze. To głupie takie wyobrażanie sobie. W drodze możesz mieć zupełnie inna pogodę niż ja tutaj. Ale jak myślę, to jesteś blisko mnie- ot tak- na odległość myśli.
Raga towarzyszyła mi znów w czasie naszego wieczornego spotkania.

12 sierpnia

Nie jest wykluczone, że spotkasz się w czwartek ze Zbujem, który wybiera się do Częstochowy i powiedział, że modlitwa to tylko z wami.
Dziś porozmawiałam z moją przyjaciółką Małgosią, która przyjechała do mamy i na ślub bratanka. To ta sama, z którą planowałam nasze spotkanie w kwietniu. Dziś mogłam o Tobie jej opowiadać. Jaka to przyjemność móc mówić o bliskiej osobie. Jest tak jakby ona stała obok i uśmiechała się. Choć Ty zapewne byś mruczał zaprzeczając moim słowom. Będę je tak długo powtarzała, aż przestaniesz mruczeć.
Zaczyna się czas powrotów. Jutro wraca Ela z pielgrzymki, w piątek wracasz Ty. Właściwie żyję oczekiwaniem Twego powrotu. To też przyjemne uczucie. Źródło Radości.
Od wczoraj marzę sobie, że będzie taki moment, kiedy poprosisz mnie abym coś dla Ciebie zrobiła. Nie wiem, co to będzie, ale bardzo czekam na ten moment. Wyobrażam sobie, jak mówisz do mnie ugotuj mi zupę pomidorową z lanymi kluseczkami lub zjadłbym kotlety, które kiedyś smażyłaś a może upiecz sernik- taką mam na niego ochotę. Takie proste życzenia. A ja poczuję się jak wróżka i je spełnię machając różdżką i rozsiewając złoty pył.
zloty pylPozwól mi spełnić jakieś swoje marzenie!
Dziś dowiedziałam się, dlaczego tak lubię pieszczoty i przytulanie.  Otóż przeczytałam w Internecie:
Hormony miłości
Skąd się biorą irracjonalne zachowania zakochanych? Z biologicznego punktu widzenia to sprawka ”hormonu przytulania”, czyli oksytocyny.
W czasie odbieranych jako przyjemne kontaktów cielesnych, jak pieszczoty i czułości, zwiększa się jego wydzielanie.
Hormon ten wzmaga zdolność wczuwania się w sytuację innego człowieka, wzmacnia zdolność współodczuwania.
Oksytocyna wprawdzie nie uzdrawia, ale w sytuacjach socjalnych zmniejsza poziom strachu i stresu.
Osoby, którym podano oksytocynę stały się bardziej ufne w stosunku do obcych. Natomiast w magazynie ”Neuron” przeczytamy o tym, że pod wpływem tej substancji badani nawet po utracie zaufania nie tracą wiary w innych.
Wysoki poziom oksytocyny wpływa też na wysoki poziom wierności.
Koniec wieści z Internetu.

Wczoraj wieczorem Zbuj zarzucił na mnie przynętę w postaci linku do strony Bractwa z planem pielgrzymkowym na dzień 14 i 15 sierpnia. Powiedział też, aby wzmocnić działanie przynęty, że wybiera się samochodem w czwartek do Częstochowy. Pokusa była dla mnie ogromna. Zdusiłam ją jednak i postanowiłam czekać w domu na Ciebie, przygotować dom na powitanie, poczekać aż mi wszystko opowiesz, dać ci odpocząć i samemu przeżywać do końca Pielgrzymkę. Nie odpisałam więc.
Zbuj dziś nie wytrzymał i zadzwonił, mówiąc wprost jaki był jego zamysł. I wychodzi na to, że on będzie dobrym Zbujem, który Cię powita w Częstochowie, zobaczy cię, wyjdzie ci na spotkanie, będzie rozmawiał i wspólnie z wami się modlił. A ja jestem niedobra…
Serce każe mi co innego a rozsądek coś przeciwnego. Na razie decyzji nie zmieniam. Czekam w domu. Na jutro zaplanowałam pieczenie sernika a tu właśnie jutro ma nie być ciepłej wody z powodu konserwacji pieca. Piekę rano, co prawda dziś zabrakło w sklepie sera na sernik ale obiecują na jutro dostawę.
Zauważyłam, że Raga wyciąga mnie na spacerki. Nie przewidziałam jej sprytu. Nieprawda, że między blokami nie leżą patyczki, które ja mam rzucać a ona przynosić. Znalazła taki i zabawa się rozpoczęła. Nie mam siły tak daleko i pięknie rzucać jak Ty ale się starałam.  Dołączył piękny coli. Raga była zainteresowana patykiem, on Ragą. Ona biegła po patyk a on za nią. Niestety rzucałam patyk na mało używanym parkingu za blokami i patyk poleciał nie tam gdzie trzeba. Raga kompletnie ignorowała coli. A on nie chciał się rozstać. Odprowadził nas aż pod drzwi. Raga nareszcie była szczęśliwa. Niedawno zaczęła skakać do góry, gdy z nią wychodzę. Bardzo zabawnie wygląda.
W najbliższą niedzielę podobno jest u Benona ślub pary z forum Frondy. Ciekawa jestem czy zechcesz się wybrać?
Dziś rozmawiając ze Zbujem pomyślałam, że powinien się znaleźć na obchodach rocznicy naszej znajomości. Ojca tej  znajomości nie zaprosić, to byłoby karygodne!
Nie mam jeszcze pomysłu ale może mnie oświeci. Pierwsze skojarzenie, to spacer po Kampinosie w rocznicę tego pierwszego lub wypad do Szymanowa na różaniec, bo obraz Ciebie z różańcem mam wciąż pod powiekami.

13 sierpnia
Upiekłam rano sernik (raczej skończył się piec po dwunastej w południe). Chciałam ci zrobić przyjemność. Prezent ślubny przywiozłam z Warszawy. Oksydowanie bardzo uszlachetniło widelczyki i łopatkę. Taka patyna dająca skojarzenia z tradycją, domem od pokoleń, pamiątkami rodzinnymi, słowem „od zawsze”. I pomału wpadam w panikę – tradycyjną kobiecą panikę- w co się ubrać?
Jestem zmęczona. Dziś tylko w myślach udało mi się w czasie naszego spotkania powtarzać Twoje imię, i to w czasie rozmowy z gościem.
Wróciłam przed 18. Przygotowałam kolację dla mnie  (raczej obiad) i dla Ewy, która zapowiedziała się z wizytą. Zadzwonił Oli, ze chciałby z Teresą zrobić sobie przerwę w drodze na urlop nad Jeziorak w poniedziałek 18 sierpnia i zanocować u mnie. Zadzwoniła Małgosia (mieszkająca na stałe w Stanach) aby pożegnać się przed powrotem do domu. Już drugi raz nie wystarcza czasu aby się z nią spotkać.
Miał jeszcze przyjść pan Krzysio sprawdzić kran nad wanną. Na szczęście nie przyszedł.
Oczywiście byłam jeszcze na spacerze z psem. I zrobiłam pikantne pikle.
A przed snem studiowałam rozkłady jazdy pociągów, busów do Łodzi i z powrotem oraz plan miasta aby zlokalizować dworzec Łódź Fabryczna, ulicę Sienkiewicza, ulicę Piotrkowska, Pałac Poznańskich i Manufakturę. Na szczęście wszystko jest w miarę blisko. Rozbawiła mnie informacja, że w związku ze 175  rocznicą urodzin Izraela Poznańskiego w niedziele 24 sierpnia wstęp do jego Pałacu (muzeum- a jego fabryka to Centrum Manufaktura) jest bezpłatny. Sam widzisz jakie nas atrakcje czekają w Łodzi. Z imprezy na imprezę.
Msza w Łodzi jest o godzinie 17.
Dobranoc Kochany. Jutro wkraczasz do Częstochowy. Próbuję sobie wyobrazić jaka to radość, jakie przeżycie. Smutno mi, że nie jadę. Nawet pani Halina jutro rano rusza, podobno też ze Straży jadą jutro 2 autokary.

14 sierpnia
Dzień dobry Kochanie.
Skupiam się od rana na Twojej radości z osiągnięcia celu Pielgrzymki.
Od rana na dworze panuje słoneczna cisza. Malutki wiaterek jest za słaby aby odganiać promienie słoneczne. Mam wrażenie jakby powietrze było wypełnione gorącą watą.
Zrobię tylko jeden projekt z pracy i zabiorę się za zupę. Przypomniało mi się, że kiedy moja siostra zdecydowała się na wstąpienie do zakonu prześladowała mnie scena spotkania Jezusa z Martą i Marią i jego słowa: ”Ty Marto krzątasz się …  a Maria wybrała to, co właściwe” Tak to mniej więcej brzmi. Trudno mi powiedzieć czy była to zazdrość o wybór zakonnej drogi, czy poczucie mniejszej wartości. Teraz też mi się to przypomniało. Pewnie w związku z tym, że zamiast wszystko rzucić, nie martwić się o psa, o obiad, o sprzątanie i zakupy, i pojechać ze Zbujem do Częstochowy, ja to wszystko robię. Staram się tłumaczyć sobie to faktem różnych ról, jakie mamy do spełnienia w życiu. Wszystkie one są przecież potrzebne.
Chciałabym abyś zaakceptował to, że jestem Martą. Troszkę obawiam się, że pomyślisz, że nie mam żadnych przeżyć religijnych, że moja wiara jest płytka.
Już się martwię, że będzie mi brakowało Ragi. Może zostawisz mi ją do poniedziałku?
Zadzwoniłeś! Twój głos poruszył mnie do głębi, napełnił ciepłą muzyką. Wkrótce będziemy razem. Radość nadchodzi.
Dobranoc Najdroższy.

15 sierpnia
Byłam na mszy. Przygotowałam dla nas obiad. Wyjęłam sernik. Umyłam owoce.
I czekam. Jestem cała czekaniem.
Na zakończenie dziennika nieobecności chcę Ci powiedzieć, że jestem z Ciebie dumna.
Dziękuje Ci też, że dałeś mi sposobność przeżywania tej Pielgrzymki razem z Tobą. To była też moja Pielgrzymka. Dzięki Tobie, mój kochany.
Koniec dziennika nieobecności.

koniec

Sto lat …miłości do Ojczyzny

1 i 2 listopada – cała Polska mmilosc ojczyznyobilizuje się w tych dniach. Ludzie jadą z jednego krańca kraju na drugi, aby odwiedzić groby swoich bliskich. Dobrze, że pamiętamy o rodzinnych grobach, dobrze, że mobilizujemy się do sprzątania i modlitwy przy nich czy uczestnictwa we mszach świętych odprawianych na cmentarzach. Często zamawiamy też msze święte za zmarłych ze swoich rodzin.
Ale z roku na rok przybywa tych, którzy tłumacząc się zapracowaniem, zapalą wirtualne świeczki na wirtualnych cmentarzach za całkiem rzeczywiste pieniądze. I na tym poprzestaną.
Coraz więcej dziedzin życia podlega wirtualizacji. Stoimy u progu ogromnych zmian w tym zakresie.
Wzrasta mobilność ludzi, poszukują oni pracy w dużych miastach, za granicą, budują w nowych miejscach domy za uzyskane kredyty. Często młodzi ludzie są wykorzenieni ze swoich środowisk, z rodziny, z ojczyzny. Bardzo często budują wirtualny świat, który nie pomaga im odnaleźć się ani w rodzinie, którą zakładają, ani w środowisku pracy ani na koniec w społeczeństwie –w swojej ojczyźnie. Pojawiają się groźne zjawiska: zapamiętania niewolniczego w pracy, pożądania wciąż nowych dóbr, niezdrowa rywalizacja w posiadaniu przedmiotów, rozwody, brak cierpliwości i poszanowania dla inności drugiego człowieka, brak czasu dla własnych dzieci. Trauma, depresja, psychoterapie- o tym słyszymy coraz częściej. Czujemy się zagubieni w świecie, gdzie coraz trudniej spotkać życzliwego, uśmiechniętego człowieka, który znajdzie czas, aby nas wysłuchać.
Warto może w tych dniach zadumy przy grobach swoich bliskich pomyśleć, jak możemy się bronić przed złym wpływem tych zjawisk.. Moim zdaniem pielęgnowanie pamięci o zmarłych może nas chronić przed problemami wynikającymi z wirtualizacji życia.
Przede wszystkim znajomość losów swojej rodziny pozwala na budowanie silnej tożsamości, szczególnie młodego pokolenia. Z historii życia członków naszych rodzin, którzy już odeszli z tego świata możemy uczyć się historii, możemy czerpać wzory sumiennej pracy zawodowej, zaangażowania w sprawy lokalnej społeczności czy oddania swojej rodzinie. Każda historia jest niepowtarzalna, każda może mieć wartość dla tych, którzy zostali. Zbierajmy wspomnienia o tych, którzy odeszli, powtarzajmy anegdoty z ich życia, podpiszmy zdjęcia, które pozostały, opowiadajmy dzieciom o ich rodzicach, dziadkach czy protoplastach ich rodziny. Jeśli pamięć będzie żywa i intensywna, będą wciąż blisko nas wypełniając pustkę, która czasem się pojawia, poczucie osamotnienia będzie mniej dokuczliwe a czasem będą też źródłem rady w różnych życiowych sytuacjach.
Poczucie ciągłości, znajomość swoich korzeni jest dobrym lekarstwem na wyalienowanie ludzi we współczesnym świecie.
Możemy zachęcić dzieci do stworzenia przy pomocy dostępnych programów drzewa genealogicznego ich rodziny, prezentacji multimedialnej ze zdjęciami i nagranymi głosami członków rodziny czy albumów zdjęciowych.
Takie właśnie refleksje przyszły mi do głowy, gdy patrzyłam na pomnik rodziny Jabłońskich na cmentarzu w Zamościu. Ojciec –powstaniec styczniowy, więzień Cytadeli i zesłaniec na Sybir, syn zamordowany w Katyniu. Ten pomnik „opowiada” nam w prostych słowach i datach historię patriotyzmu tej rodziny.

Tekst został pierwotnie opublikowany w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w listopadzie 2011 roku

Święty papież Grzegorz Wielki

g.wielkiServus servorum Dei” – „sługa sług Bożych”, tym mianem nazywał siebie i swoją posługę św. Grzegorz I Wielki. Ta dewiza jest używana do dzisiaj przez papieży.

Urodził się w 540 roku w rodzinie rzymskich patrycjuszy. Wychowywał się wśród świętych, gdyż jego rodzice to święta Sylwia i święty Gordian Anicjusz, dwie siostry ojca, które zostały zakonnicami to święte Farsylia i Emiliana. Jego pradziadkiem w linii prostej był papież Feliks III (483–492), zaś dalszym krewnym papież Agapit (535–536). Był spokrewniony z senatorskim rodem Anicjuszów. Zmarł w roku 604 i został kanonizowany zaraz po swojej śmierci a w roku 1298 ogłoszony przez papieża Bonifacego VIII Doktorem Kościoła. Grzegorz otrzymał staranne wykształcenie. Posługiwał się w mowie łaciną i greką, znał gramatykę łacińską, retorykę oraz podstawy prawa. Piastował wiele cywilnych urzędów aż do namiestnika Rzymu. W dniu śmierci swojego ojca, w 575 roku zrezygnował z funkcji publicznych i wstąpił do Zakonu Świętego Benedykta. Rodzinną willę znajdującą się w centrum miasta przeznaczył na klasztor dla dwunastu towarzyszy a majątek, który odziedziczył, na fundację nowych klasztorów oraz na cele charytatywne. W 579 roku przyjął święcenia diakonatu. Delegowany przez papieża Pelagiusza II spędził 5 lat jako poseł na cesarskim dworze w Konstantynopolu a po powrocie w roku 586 z tej misji powrócił do klasztoru.

Po śmierci Pelagiusza II, 7 lutego 590 roku, wybrano Grzegorza przez aklamację, na tron papieski. Był pierwszym w historii papiestwa zakonnikiem. Zgodnie z wyznawaną regułą zakonu św. Benedykta przystąpił do porządkowania życia Kościoła rzymskiego i powszechnego w duchu posłuszeństwa, atmosfery miłości, szacunku dla każdego człowieka i budowy życia wspólnotowego.

Na początku swojego pontyfikatu, gdy Rzymowi zagrażała morowa zaraza, zalecił wiernym z ufnością oddać się pod opiekę Maryi i zarządził trzydniową procesję do kościoła Santa Maria Maggiore. W tej procesji, brał udział osobiście w pokutnej szacie. Przekazy głoszą, że trzeciego dnia, gdy procesja przechodziła koło grobowca cesarza Hadriana, dał się słyszeć w powietrzu śpiew:

Królowo Niebieska, wesel się! Alleluja. Albowiem, któregoś zasłużyła nosić, Alleluja.

Już zmartwychwstał, jako powiedział, Alleluja”, a papież, kapłani i lud odpowiedzieli: „Módl się za nami do Boga, Alleluja!”

Równocześnie pojawił się na grobowcu promienisty anioł, chowający miecz do pochwy. Od tej chwili zaraza ustała, a grobowiec otrzymał nazwę zamku Świętego Anioła.

Papież Grzegorz codziennie osobiście głosił wiernym Słowo Boże. Pozostawił po sobie spuściznę literacką w postaci wielu homilii, komentarzy biblijnych, listów oraz ksiąg porządkujących życie kościelne.

W Kościele podjął zdecydowaną walkę z symonią (handel godnościami i urzędami kościelnymi, sakramentami oraz dobrami duchowymi.) i nepotyzmem (obsadzanie stanowisk i przydzielanie godności członkom rodziny). Optował za tym, by duchowni przestrzegali celibatu, który w ówczesnych czasach nie był obligatoryjny. Nie zawahał się usunąć z Kurii rzymskiej osoby niegodne, podobnie uczynił z niegodnymi biskupami i proboszczami w Rzymie i innych diecezjach włoskich. Uporządkował też finanse papieskie.

Przywrócił karność wśród duchowieństwa i odbudował struktury organizacyjne w Kościele łacińskim. Stał na straży niezależności Kościoła od władz świeckich. Wezwał Kościół do podjęcia działań misyjnych, w szczególności na nowych terenach, które jeszcze nie przyjęły Ewangelii. Głównymi kierunkami misyjnymi były wówczas tereny dzisiejszej Anglii i Hiszpanii. Był zdania, że stagnacja i bezczynność ze strony duchowieństwa mogą doprowadzić do wyparcia chrześcijaństwa z terenów, które dopiero je przyjęły. Od tego czasu Stolica Apostolska przejęła przewodnictwo w kwestii misyjnej.

Papież Grzegorz I podjął rozmowy doktrynalne z patriarchą Konstantynopola w kwestii zachowania hierarchii w Kościele i nie dopuścił do wybuchu konfliktu. W tradycji Kościołów wschodnich święty Grzegorz nosi przydomek Dialog.

Przypisuje się św. Grzegorzowi uporządkowanie i usystematyzowanie śpiewu liturgicznego, zwanego później chorałem gregoriańskim. Według tradycji liturgiczne melodie chorałowe zapisano w Antyfonarzu (Antiphonarius). Jego oryginał zaginął już w X wieku, zachowały się tylko ręczne odpisy.g.wielki-papiez

W Liturgii ustalił ostateczne brzmienie Kanonu Rzymskiego, do którego wprowadził modlitwę „Ojcze Nasz”. Od czasów Grzegorza Wielkiego do 1969 roku Kanon Rzymski nie był modyfikowany i uznawany jest za najbogatszą w formie Modlitwę eucharystyczną. W roku 600 papież Grzegorz wprowadził łacinę, jako jedyny język liturgii Kościoła zachodniego.

Od Grzegorza pochodzi również zwyczaj odprawiania gregorianki, czyli Mszy świętych za zmarłego celebrowanych w ciągu trzydziestu kolejnych dni.

Papież Grzegorz zmarł 12 marca 604 r. Jego grób, który znajduje się w watykańskiej Bazylice św. Piotra, ozdabia inskrypcja, w której nazwany jest Konsulem Boga (Consul Dei).

Święty jest patronem Anglii oraz uczniów, studentów, nauczycieli, chórów i muzyków.

W ikonografii Grzegorz Wielki przedstawiany jest, jako starzec w szatach pontyfikalnych oraz tiarze. Jego atrybutami są: anioł, trzy kwitnące hostie, krzyż pontyfikalny, otwarta księga, parasol – oznaka papiestwa.

Najczęściej spotykana kompozycja przedstawia Grzegorza piszącego, nad którym unosi się gołąb – symbol Ducha Świętego.

Wspomnienie liturgiczne obchodzone jest 3 września.

Modlitwa do świętego Grzegorza:

Święty Grzegorzu, wypraszaj łaski dla ojca świętego, naszych pasterzy i kapłanów, aby potrafili łączyć w sobie ciepło i pokorę wobec ludzi, ze stanowczością w plenieniu ich grzechów. Wspieraj wiernych chrześcijan, aby potrafili głęboko przeżywać tajemnice wiary, których uczestnikami stają się poprzez Liturgię Kościoła. Spraw, aby nie zabrakło nam nigdy gorliwości w porządkowaniu swojego życia i krzewieniu dobra.

 

PIERWOTNIE TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LISTOPADZIE 2012 ROKU.