DEKALOG – X przykazanie

Dziesiąte przykazanie (za Biblią): nie pożądaj żadnej rzeczy bliźniego twojego.

Bóg poprowadził nas przez Dekalog od obowiązków względem Niego poprzez zakazy i nakazy regulujące nasze relacje z bliźnimi do dziesiątego przykazania. Zasadniczo wszystko zostało już powiedziane odnośnie czynów człowieka. Pozostała jednak cała sfera ludzkich myśli, pragnień, uczuć i woli-wewnętrzny stan duszy człowieka.
To właśnie tego obszaru dotyczy dziesiąte przykazanie. Sam Pan Jezus Chrystus w kazaniu na górze wskazał na nią jako źródło grzechu mówiąc o pożądliwym patrzeniu na niewiastę czy gniewie równym grzechowi zabicia kogoś.
Ludzkim umysłem nie jesteśmy w stanie przeniknąć myśli innych ludzi a i nasze są zakryte przed innymi. Ludzkie myśli, pragnienia, akty woli pozostają stale dostępne jedynie Bogu i On będzie nas osądzał za nie.
Dziesiąte przykazanie wskazuje na zagrożenia, jakie są we wnętrzu każdego z nas. Mogą one czasem same być grzeszne lub prowadzić nas do złych uczynków. Pożądanie cudzych dóbr może doprowadzić człowieka do kradzieży, zabójstwa, obmowy, oszczerstwa, niesprawiedliwego traktowania, przemocy wobec innych, fałszywego świadectwa.
Dziesiąte przykazanie potępia zazdrość, chciwość, pychę, samolubstwo, przywiązanie do dóbr doczesnych.
„Bo wszystko, co jest na świecie, pożądliwość ciała i pożądliwość oczu, i pycha życia nie jest z Ojca ale ze świata. I świat przemija wraz z pożądliwością swoją” napisał św. Jan w swoim liście (1 Jana 2:16,17).
Oprócz świata zewnętrznego, który zwodzi nas różnymi okazjami, również szatan atakuje nasze zmysły, pamięć, wyobraźnię, uczucia, wolę, charakter pokusami wszelkiego rodzaju. Początek tych pokus to spotkanie Adama i Ewy z wężem kuszącym ich do złamania zakazu pana Boga. Pan Jezus był też kuszony przez szatana i zwycięsko wyszedł z tej walki.
Natura człowieka jest również źródłem wielu pokus. W każdym człowieku jest wiele złych skłonności, nasza wola jest słaba i skażona, rozum bywa zaślepiony a uczucia nie zawsze są wzniosłe.
W swoim życiu człowiek wciąż walczy z pokusami. Gdy człowiek postanawia zrealizować pokusę wpada w pułapkę grzechu. Często sami wystawiamy się na działanie zła biorąc udział w nieodpowiednich imprezach, przez przebywanie w złym towarzystwie, oglądanie niewłaściwych filmów, czytanie nieodpowiednich książek, szukanie kontrowersyjnych treści i obrazów itp.
Boguszyce - avaritia-chciwoscGrzechy przeciwko Boguszyce - invidia - zazadroscdziesiątemu przykazaniu- chciwość (avaritia) i zazdrość (invidia) w taki sposób przedstawił nieznany z nazwiska artysta ponad 450 lat temu w polichromii na ścianach kościoła w Boguszycach koło Rawy Mazowieckiej.
Popatrzmy na chciwość i zazdrość oczami współczesnego człowieka.
Z powodu chciwości:
-.przywłaszczyłem sobie – bo leżało bez opieki,
– jeździłem na gapę – bo to tylko parę groszy i nikt nie zbiednieje,
– wykorzystałem cudzy błąd – bo ekspedientka pomyliła się przy wydawaniu reszty; to jej problem,
– nie przyznałem się – bo stłukłem szybę przypadkowo, namalowałem graffiti na ścianie budynku, naśmieciłem i nikt tego nie widział,
– oszukiwałem – bo w tych automatach łatwo podmienić monety,
kradłem – bo akurat nikt nie patrzył, głupio było nie skorzystać.
Z powodu zazdrości:
– odbiłam chłopaka koleżance opowiadając o niej nieprawdziwe rzeczy,
– koleżanka/kolega z pracy nie awansowali, bo doniosłam na nich do przełożonego,
– dostałam nagrodę przypisując sobie osiągnięcia koleżanki/kolegi.
Chciwość i zazdrość razem są często źródłem pogoni za dobrami materialnymi kosztem naszych najbliższych: współmałżonków, dzieci, rodziny i znajomych, dla których nie mamy czasu. Z zapamiętaniem pogrążamy się w pracy, aby zdobyć środki na spłatę zaciągniętych kredytów na domy, samochody, wakacje i rozrywki.
Reklama współczesna najczęściej nie jest źródłem informacji o produktach a służy do pobudzania w nas pożądliwości rzeczy. Jest też często wraz z modą i fałszywie pojętą pozycją społeczną i prestiżem źródłem nadmiernego konsumpcjonizmu i zabiegania o rzeczy zbędne.
Współczesnym wyrazem grzechu pożądania rzeczy cudzych jest również wszechobecne przypisywanie sobie gotowych prac (całych lub fragmentów) zamieszczanych w Internecie, kupowanie prac wykonanych przez innych na zamówienie. Postępek ten dotyczy zarówno wypracowań szkolnych, jak i prezentacji maturalnych czy prac magisterskich.
Zabiegamy, kradniemy stanowiska, prestiż, uczucia, bo brak nam poczucia tożsamości i własnej wartości. Brak ten wyrasta z nie przyjęcia zbawczego działania Chrystusa.
Prawdziwe pokładanie ufności w Panu uwalnia nas od lęku o nasz byt codzienny i środki do życia. Pamiętanie o obecności Boga i Jego wszechmocy chroni nas od popadania w pychę.
Korzystanie z Bożej Miłości, szczególnie poprzez Sakramenty święte wzbudza w nas pragnienie obdarowywania miłością i troską naszych bliźnich a nie kierowanie się tylko samolubnymi pragnieniami.
O życiu z Bogiem i dla Boga napisał Apostoł Paweł kończąc list do Filipian: „Wreszcie, bracia, myślcie tylko o tym, co prawdziwe, co poczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, co jest cnotą i godne pochwały, a pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie” (Flp 4,7-8).

 

Pierwotnie tekst był opublikowany w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w grudniu 2011 roku

Krzysztof Starzyński – Uśpiony agent

Krzysztof Starzyński ur. 2 listopada 1923 r. w Warszawie, bratanek ostatniego przedwojennego prezydenta rodzinnego miast. Całą okupację spędził w Warszawie kończąc szkołę średnią i rozpoczynając studia w Szkole Głównej Handlowej. W dniu wybuchu Powstania Warszawskiego zgłasza się do Armii Krajowej na ochotnika. Po paru dniach zostaje zaproszony na spotkanie z szefem wywiady AK podpułkownikiem K. Irankiem-Osmeckim. Dostaje propozycję działania w głębokiej konspiracji po upadku powstania. Ma za zadanie przeniknąć do organów bezpieczeństwa rządu lubelskiego. Dalszy udział w Powstaniu zaangażowany jest jako sanitariusz.
Po ‘wyzwoleniu’ wstępuje do PPR kontynuuje studia i zostaje zwerbowany do VII Departamentu MBP. W połowie 1948 roku wyjeżdża do Londynu razem z drugim agentem, Janiną Ejdys jako małżeństwo. W listopadzie 1949 roku zaczęły się czystki, Starzyński zdążył skontaktować się z brytyjskim kontrwywiadem i uniknąć powrotu do kraju oraz niechybnego procesu i więzienia.
Na Krzysztofa Starzyńskiego został wydany zaocznie wyrok śmierci za zdradę.
Brytyjski wywiad umożliwia im wyjazd do Australii (pod przybranymi nazwiskami; jako małżeństwo Stevenson) i w połowie 1950 roku wylądowali w Sydney. W Austrii przebywali do roku 1954, okazało się, że istnieją poszlaki, iż mogą być poszukiwani.
Przenieśli się na Fidżi do miasteczka Lambasa. Jeszcze w Anglii Starzyński zdał egzaminy z księgowości i uzyskał dyplom umożliwiający mu pracę w tym zawodzie, jego ‘żona’ skończyła kursy i posiadała wiele dyplomów ze stenografii oraz pisania na maszynie. Na Fidżi Krzysztof Starzyński pracował w wielu instytucjach.
Po informacji o Październiku ’56 jego dotychczasowa ‘żona’ postanowiła powrócić do Australii i myślała o powrocie do Anglii i Polski. Wtedy zakończył się ich związek który został skojarzony przez funkcjonariuszy UB.
W lutym 1962 Starzyński dostaje informację, że Janina Ejdys została znaleziona martwa w swoim mieszkaniu w Sydney. Dochodzenie policji ustaliło, ze została otruta. Sprawców nie znaleziono.
Krzysztof Starzyński związał się(wzięli ślub kościelny i cywilny) z mieszkanką Fidżi imieniem Lusi. Z tego związku urodziło się dwóch synów; starszy Stefan i młodszy Andrzej oraz córka Anna.
W 1965 zaprosił na Fidżi swoją matkę i chciał aby zamieszkała z nimi na stałe. Po przybyciu na miejsce okazało się, że warunki klimatyczne panujące na Fidżi nie sprzyjają starszej kobiecie. Po roku powróciła do Polski.
Do Polski Krzysztof Starzyński przyjechał dopiero w roku 1989. Jest członkiem Związku Powstańców Warszawy(leg. Nr 2423) oraz Związku więźniów Politycznych Skazanych Na Karę Śmierci w Okresie Reżimu Komunistycznego(leg. Nr 91).

DEKALOG – II przykazanie

O Imieniu Jezus

„Nie będziesz brał imienia Pana Boga swego nadaremno”

„Niech będzie Bóg uwielbiony.
Niech będzie uwielbione święte Imię Jego.
Niech będzie uwielbiony Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek.
Niech będzie uwielbione Imię Jezusowe.”

                                                            Akty strzeliste

Zastanawiałam się, co oznacza dla mnie żyjącej w XXI wieku to przykazanie? Czy jest jedynie przestrogą przed bluźnierstwem, niepotrzebnym zaklinaniem się w imię Boga i lekkomyślnym używaniem imienia Boga jako przerywnika w mowie codziennej?
Czy wystarczy w rachunku sumienia odpowiedzieć sobie: nie przysięgam na Boga, nie rzucam bluźnierstw, nie przeplatam imieniem Boga wypowiadanych słów, nie przeklinam,  aby uznać, że nie naruszam zapisanego w Dekalogu w drugim przykazaniu zakazu.
To nie wszystko; to zbyt mało.
To Boże przykazanie oprócz tego, że zabrania pod grzechem niewłaściwego używania imienia Boga, nakazuje nam świadome życie chrześcijańskie, dumę ze swojej wiary i życie według niej. To świadome życie chrześcijańskie oznacza dla mnie żywą wiarę, poszukiwanie osobowej relacji z Bogiem, szacunek dla Boga, pokładanie w Nim ufności, obronę Jego imienia w razie potrzeby oraz szerzenie kultu tego imienia. Chciałabym szerzej napisać o pozytywnej stronie drugiego przykazania, o łączności z Bogiem poprzez Jego imię, o oddaniu Bogu swojego życia i realizowania w nim Bożych planów.
Mojzesz i krzak SandroBoticelliJuż w Starym Testamencie Bóg z gorejącego krzaku objawił Mojżeszowi swoje imię „ Jestem, Który Jestem” (Wj 3,14). A potem św. Jan Ewangelista mówił „Na początku było Słowo, a ono było u Boga i Bogiem było Słowo” (J 1.1). Jasno mamy określone dwa światy: Boski-nieskończony, wieczny i świat rzeczy i ludzi stworzony przez Boga, ograniczony ziemskim czasem. Objawione stworzeniom imię Boga jest symbolem zbawczej obecności Boga w naszym życiu a jednocześnie jest dla nas niepojętą tajemnicą.
Nazwy nadawane rzeczom czy ludziom mają odróżniać jednych od drugich. Nie można tego zastosować do Boga, który jest ponad Wszystkim. Imię Boga jest więc samym Bogiem.
Wszystkie określenia przypisywane Bogu tylko w nieskończenie małym stopniu opisują Jego.
Bóg jest Doskonałością. Bóg jest Niewysłowiony a więc nie możemy nadać mu imienia adekwatnego do tego, kim jest.
Jezus Chrystus w czasie Ostatniej Wieczerzy ujawnił „kto mnie widzi, widzi i Ojca” (J 14,9) a zapowiadając swoja Mękę powiedział Apostołom, że stanie się to „abyście uwierzyli…żem ja jest” (J 13.19). Sam nauczył nas modlitwy Pater Noster, którą od ponad 2000 tysięcy lat wypowiadają chrześcijanie na całym świecie „ Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się Imię Twoje, przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi…”.
Imię Boga oznacza w Piśmie Świętym Osobę.
Jezus Chrystus dokonał zbawienia przez siebie, przez swoje imię. Święty Paweł napisał w Liście do Rzymian (10,13): „Albowiem każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony”.
Jeśli wyznajemy, że Jezus jest Panem naszego życia, to wyrażamy gotowość do wzięcia udziału w dziele zbawienia dokonanym przez Jego imię, „w Imię Jezusa”.
A więc powinniśmy czcić imię Jezusa za oddanie w męce swojego życia na wybawienie nas od skutków grzechu pierworodnego. Święty Paweł napisał w sposób bardzo osobisty o Jezusie:„który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie” (Gal 2,20). Każdy z nas może za nim powtórzyć: dla mnie Jezus narodził się, dla mnie cierpiał, dla mnie umarł. Jezus ze swą Miłością przychodzi do każdego z nas, wzmacnia nas i pociesza i czeka na nas w niebie. Jeśli źródło Miłości nieustannie bije dla ludzi, to grzechem przeciw drugiemu przykazaniu są smutek, gorycz, utrata wiary i brak zaufania.
Łącznikiem z Bogiem jest modlitwa. Może ona być różnego rodzaju. Przez modlitwę możemy wielbić Boga, wzbudzać (kształtować) w sobie postawę nadziei i zawierzenia Bogu, który jest dla każdego z nas Stwórcą, Ojcem, Zbawicielem, Bratem i Przyjacielem.
Tak jak dziękujemy Bogu za życie, za dobro, które nas spotyka, za piękny świat, który nas otacza, tak powinniśmy polecać się Bożej opiece w naszych trudnościach, problemach i kłopotach.
W obecnych czasach ludzie są narażeni na stres i zdenerwowanie, wiele spraw nas irytuje, niepowodzenia napełniają nas złością, nieposłuszeństwo dzieci wyprowadza nas z równowagi-najczęściej skutkuje to przeklinaniem losu, jaki nas spotyka i obrażaniem Pana Boga. Zapominamy, że Bóg nigdy nie jest źródłem zła. Jeśli nie rozumiemy losu to pozostaje nam zaufać temu, który pragnie naszego dobra, naszego szczęścia, który nas zbawił i za nas oddał życie.
Przykładem zawierzenia mocy Boga, niemożliwym do wytłumaczenia na ludzki sposób jest ocalenie katolików japońskich w Nagasaki i Hiroszimie. Pod wpływem nawoływań dwóch mistyków pół roku przed zrzuceniem bomb atomowych, codziennie modlili się i odmawiali różaniec. Domy, w których modlili się w czasie ataku atomowego ocalały nieuszkodzone wraz z nimi i całym dobytkiem. Wiele komisji po zakończeniu wojny nie potrafiło wyjaśnić fenomenu ocalenia ludzi i budynków.
witraż krzew gorejacyW wieku XV powstała litania do Imienia Jezus, papież Klemens XII (+ 1534) pozwolił na osobne oficjum i Mszę świętą o Imieniu Jezus. Papież Innocenty XIII rozciągnął to święto na cały Kościół (1721), a papież św. Pius X wyznaczył je na niedzielę po Nowym Roku lub – gdy tej zabraknie – na 2 stycznia. Najnowsze, trzecie wydanie Mszału Rzymskiego, przypisało je jako wspomnienie dowolne na dzień 3 stycznia.
Możesz wielbić Imię Boga odmawiając litanię do Imienia Jezus.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus

 

Pierwotnie tekst był opublikowany w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w lutym 2011 roku

Wiara jest cnotą

Odmawiając różaniec przywołujemy na początku trzy cnoty Boskie: wiarę, nadzieję i miłość. Zadałem sobie pytanie: czym jest wiara? Jeśli wiara jest cnotą, to nie może być uczuciem. Cnota to postawa, zdolność i skłonność woli do czynienia dobrego a unikania złego.
„Wiara jest to cnota nadprzyrodzona, która pod natchnieniem i z pomocą łaskiksiega sprawia, że przyjmujemy za prawdę to, co Bóg objawił i przez Kościół do wierzenia podaje, przyjmujemy zaś to za prawdę, nie dlatego żebyśmy przyrodzonym światłem rozumu przejrzeli wewnętrzną prawdziwość tych prawd, lecz przez wzgląd na powagę samego Boga, który to objawił, a który się ani mylić, ani w błąd wprowadzać nie może”.

Jest to definicja wiary z katechizmu Piotra kardynała Gaspariego, która pozwala mi zrozumieć, czym jest wiara. Wiara jest decyzją rozumu, przyjęciem za prawdę rzeczy, których nie można wykazać. Nie ma możliwości udowodnienia, że w Przenajświętszym Sakramencie jest obecny Jezus. Przerasta to nasze ludzkie pojęcie. Tę prawdę przekazuje nam Objawienie. Od strony fizycznej Hostia jest tylko chlebem. Wiara mówi nam, że pod postacią Chleba ukryty jest Chrystus, Syn Boga. To właśnie jest jedna z Tajemnic wiary katolickiej, podobnie jak Niepokalane Poczęcie NMP, Wniebowzięcie NMP czy Zmartwychwstanie. To są zdarzenia, których ludzki rozum nie potrafi wytłumaczyć.
drzewo zyciaWyznajemy, że Bóg jest Stworzycielem nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. Nie mamy możliwości stwierdzić, sprawdzić, jak powstał świat, ziemia i gwiazdy. Nie ma możliwości powtórzenia tego zdarzenia. Możemy jedynie przyjąć za prawdę to, co podane jest w wyznaniu wiary. Alternatywą jest przyjęcie za prawdę tego, że istnienie człowieka jest rzeczą przypadku.
Wiara jako taka nie stoi w sprzeczności z nauką. Narzędzia naukowe nie mają zastosowania do badania prawd wiary. Nauka i wiara opisują rzeczywistość z różnych punktów widzenia.
Dokonując aktu zawierzenia przyjmujemy na siebie obowiązek zgłębiania wiary i jej poszerzania przez poznawanie i przyjmowanie za prawdę nauczania Kościoła od czasu Apostołów do dziś. Kościół przekazuje nam niezmienne i prawdziwe Objawienie Boże.
Bycie katolikiem nakłada na nas obowiązek życia zgodnie z wymogami wiary. Wybierając tylko te przykazania i/lub prawdy, które nam się podobają, popadamy w herezję. Odrzucanie lub podważanie tylko w jednym twierdzeniu czy jednej sprawie nauki Kościoła Katolickiego w sferze wiary i etyki, prowadzi do utraty łaski wiary.
Z wiarą jest podobnie jak z tamą na rzece – tylko pełna, bez uszczerbków jest skuteczna. Wyjmując z tamy choćby jedną belkę, jeden kamień osłabiamy całość tamy powodując uszkodzenie, a w konsekwencji jej nieprzydatność a nawet zagrożenie dla nas i innych.

PIERWOTNIE TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W STYCZNIU 2011 ROKU.

Eutanazja zwierząt

 

Potworek językowy funkcjonujący w otaczającej nasz rzeczywistości. Pod pojęciem „eutanazji” rozumiane było spowodowanie śmierci osoby na jej wyraźne życzenie. Nie wnikam tu w ocenę takiego działania tylko o jej zakres. Dotyczy eutanazja tylko ludzi i występuje tylko na życzenie, prośbę czy usilne naleganie osoby na której ma być dokonana. Pisząc tą informację poszukałem definicji eutanazji. Dziś definiuje się ją tak: eutanazja «spowodowanie śmierci osoby nieuleczalnie chorej wywołane współczuciem» wg internetowego słownika języka polskiego – http://sjp.pwn.pl/slownik/2557257/eutanazja.
Definicja taka niesie dla nas duże niebezpieczeństwo. Nie daj Boże zapadniemy na chorobę nieuleczalną, co jest dosyć częstym zjawiskiem a nie musi być związane z szybką śmiercią. Z wieloma chorobami nieuleczalnymi można żyć latami stosując większe lub mniejsze wymagania higieny, zachowania czy też diety. Przedstawiając swoją dolegliwość najbliższym czy też innym osobom narażamy się na możliwość iż kierowani współczuciem mogą dokonać na nas eutanazji. Definicja jest mętna bo z drugiej strony jasno jest powiedziane, że „spowodowanie śmierci osoby”. Zwierzę nie jest osobą. Pod względem językowym mamy osoby i rzeczy; zwierzęta już nie są rzeczami zaczynają być określane jak osoby. Eutanazja przestała być śmiercią na życzenie.

Mamy tu przykład uczłowieczania zwierząt, stanowienia praw dla nich(a gdzie są ich obowiązki?), zrównywania zwierząt z ludźmi. Zjawisko które narasta z każdym rokiem.

Dojrzewanie w oczach antropologów

Pierwsze obyczajowe tabu naszej kultury pękło po opublikowaniu przez młodą amerykańską badaczkę Margaret Mead pracy dotyczącej obyczajów panujących na archipelagu Samoa. Mead przebywała na Samoa w 1925 roku, swoją publikację zatytułowała Dojrzewanie na Samoa. Wynikało z niej jasno, że mieszkańcy wysp za nic mają rygory moralne, a współżycie z wieloma partnerami i partnerkami jest obyczajową normą. Swoboda ta nikogo nie krępuje, wszyscy są szczęśliwi i czują się wolni. Młoda antropolożka zachwyciła się tym rajskim życiem i prawdę o nim przeniosła wprost do skostniałego purytańskiego świata białych Amerykanów. Wielu uczonych z radością powitało te rewelacje i uznało je za objawienie. Przez całe dziesięciolecia wierzono, że wśród „dzikich” panuje nieskrępowana konwenansami swoboda obyczajowa, a monogamia zachodniej cywilizacji to wynik wiary w grzech pierworodny. Nie wiadomo właściwie, dlaczego akurat w grzech pierworodny, bo przecież inne monoteistyczne religie także zabraniają rozwiązłości i regulują ostro sprawy seksu, a o grzechu pierworodnym nie wspominają.
Publikacja Margaret Mead nie uwolniła Zachodu z ciasnego gorsetu surowych obyczajów, ale wyznaczyła kierunek, w którym przez następne dziesięciolecia rozwijała się myśl wielu uczonych zajmujących się antropologią. Ich badania dążyły wprost do sformułowania takiej mniej więcej konkluzji: skoro „dzicy” mogą i jest to u nich naturalne, to my też możemy i to także będzie naturalne. Niepokój co do autentyczności zachowań ludzi cywilizowanych w sferze seksu został na razie zasiany w głowach uniwersyteckiej elity.
(…)
Margaret Mead i jej osiągnięcia naukowe zostały wprost wyśmiane w roku 1983 przez australijskiego badacza Dereka Freemana z uniwersytetu w Canberze, który mieszkał wśród Samoańczyków i prowadził tam badania prawdziwe, a nie symulowane. Na ich podstawie dowiódł, że życie tych ludzi w niczym nie przypomina tego, co znajduje się w książkach Mead. Mieszkańcy Samoa żyją w świecie regulowanym bardzo surowymi zasadami moralnymi, nie ma tam mowy o jakichś nieodpowiedzialnych zachowaniach seksualnych. Freeman dotarł także do kobiety, która przed półwieczem udzielała informacji amerykańskiej badaczce. Przyznała ona, że wraz z koleżanką miały niezłą zabawę, odpowiadając na pytania młodej białej kobiety, która przyjechała na wyspy z gotową tezą do udowodnienia. Nikt dziś nie traktuje poważnie badań Margaret Mead, nie mają one żadnej wartości naukowej.

Jest to fragment artykułu umieszczonego w 2009 roku na portalu 02.pl

Mamy to pokazane na czym opiera się tzw „rewolucja seksualna” Zachodu. Widać, że walka z cywilizacją łacińska jest bez pardonu i stosowane są wszelkie możliwe chwyty. Poza tym pokazuje, że wielu naukowców czy też osób które za takie chcą uchodzić, daje się oszukać czy też nabrać bardzo prostym ludziom. Panią Mead, jej rozmówczyni proste a pewnie i prymitywne dziewczynki okłamały w sposób koncertowy i kłamstwa te były podłożem do do zanegowania dorobku wielu stuleci cywilizacji łacińskiej.

Kościół i edukacja

W cyklu artykułów chciałbym przybliżyć i przypomnieć działania i osiągnięcia Kościoła Katolickiego w budowie naszej łacińskiej cywilizacji. W szczególności teksty będą dotyczyły szkolnictwa i nauki, sądownictwa, medycyny i opieki nad chorymi i biednymi oraz kultury i sztuki. Na początku przypatrzmy się działaniu Kościoła na polu szeroko rozumianej edukacji. Edukacji pojmowanej nie tylko jako nauczanie w szkołach, ale i rozwój wiedzy w różnych dziedzinach ludzkiej działalności.
Czytanie średniowiecznego manuskryptu w szkolePo upadku Imperium Rzymskiego (V w. n.e.) nastąpiła ogólna zapaść na kontynencie europejskim- upadek kultury, obyczajów, nauki oraz szkolnictwa. Powstające wówczas zakony, takie jak najstarszy Zakon Świętego Benedykta, zajmowały się pracą u podstaw. Z jednej strony zakonnicy przepisywali księgi z czasów greckich, rzymskich, Biblię i żywoty Świętych, a z drugiej strony uprawiali ziemię, karczowali lasy, zakładali ogrody i sady i propagowali oraz nauczali nowych metod upraw.
Klasztory wprowadziły uprawę roli metodą trójpolówki (co 3 lata 1/3 pola była ugorowana), co było dużym osiągnięciem na owe czasy.klasa w średniowiecznej szkole
Opactwa benedyktyńskie i wyrosłe z ich ducha klasztory cysterskie były centrami (nie tylko dla najbliższej okolicy, ale często dla ludzi z odległych miejscowości) wiedzy z dziedziny technik uprawy ziemi, hodowli bydła i koni, pszczelarstwa, warzelnictwa, sadownictwa i zielarstwa. Były one swoistymi szkoła rolniczymi i ośrodkami powstawania i nauki zawodów rzemieślniczych (piekarzy, młynarzy, lutników, tkaczy) dla całego regionu. Z kolei to stawało się bazą do rozwoju nauk, głównie medycyny.
Przykładowo w cysterskim klasztorze w Wąchocku (1179 r. ) powstały średniowieczne kuźnie i ważny punkt wytopu żelaza działający przez kilkaset lat.
Z uwagi na to, że łacina była językiem liturgii i językiem kościoła istniała konieczność jej nauki dla kandydatów na księży i zakonników. Realizowane to było w szkołach przy katedrach biskupich. Z czasem zaczęły powstawać szkoły przy zakonach i parafiach. Przykładem jest szkoła przy kolegiacie św. Michała w Płocku z ok. 1180 roku, która prowadzona najpierw przez benedyktynów, potem jezuitów i w końcu upaństwowiona działa nieprzerwanie w tym samym miejscu do dnia dzisiejszego (LO im. Marszałka St. Małachowskiego).
uniwersytet w OxfordzieByły też szkoły pałacowe, gdzie nauczali duchowni. Już w IX wieku do nauki dopuszczono osoby świeckie. W tymże IX wieku niektóre szkoły kościelne przyjęły organizację na wzór cechów i szybko przekształciły się w uniwersytety. W cywilizacji łacińskiej do pierwszych uniwersytetów zalicza się uczelnie w Bolonii, Paryżu i Oxfordzie.
Kadry nauczające dla powstających uniwersytetów zapewniał Kościół Katolicki. Na powołanie uniwersytetu była potrzebna zgoda papieża. Uniwersytet jest więc tworem Kościoła, świata chrześcijańskiego, jego kultury i jego duchowości.
Obecny sposób organizacji uczelni jest wzorowany na Uniwersytecie Paryskim (ok. 1100 r.).
Trwające wieki zasady funkcjonowania uniwersytetu, to:
– po pierwsze jest to korporacja uczonych i studentów. Rozgraniczenie ich funkcji i kompetencji, stopni i fakultetów ma służyć tokowi studiów i pracy intelektualnej, wytwarzać wewnętrzną organizację tej społeczności, ale także formować korporacyjne kryterium uczoności i mądrości.
Debata doktorów w Uniwersytecie Paryskim– po drugie powołaniem uniwersytetu jest służba prawdzie, jej odkrywanie i przekazywanie innym. Z wolnością nauki związane są takie nieodłączne cechy jak wrażliwość etyczna, szczerość, odwaga, pokora, uczciwość, bo zasady wolności badań naukowych nie wolno oddzielać od odpowiedzialności etycznej każdego uczonego. Z tym wiąże się
– zasada trzecia jedności badań naukowych i nauczania, które obok wolności nauki i autonomii grona nauczycielskiego są podstawowymi założeniami klasycznego modelu uniwersytetu.
Powstały w XVI wieku zakon jezuitów tworzył i prowadził na ziemiach polskich kolegia nauczające młodzież szlachecką. Były to szkoły 5-6 letnie z nowoczesnym programem nauczania. Istnieją do dnia dzisiejszego szkoły średnie, których początkami były kolegia jezuickie, np. Liceum Ogólnokształcące im. Piotra Skargi w Pułtusku, I LO (Collegium Gostomianum) w Sandomierzu. Kolegium jezuickie powołane w 1570 roku w Wilnie po 9 latach istnienia zostało podniesione do rangi uniwersytetu przez króla Stefana Batorego za zgoda papieża Grzegorza XIII (istnieje do dziś jako Uniwersytet Wileński).Wykład w Uniwersytecie Bolońskim
W połowie XVII wieku rozpoczyna działalność na ziemiach Rzeczpospolitej zakon pijarów. Jest to zgromadzenie zakonne założone w celu tworzenia bezpłatnych szkół powszechnych. Zgromadzenie zakłada w Warszawie Collegium Nobilium, które staje się szybko jedną z najlepszych szkół wyższych w Rzeczpospolitej.
Kolegium pijarskie działało też w nieodległym Łowiczu, gdzie już w 1670 roku otwarto szkołę dla dzieci i młodzieży. Przy Kolegium Łowickim Ojców Pijarów odbywały się Kapituły Prowincjalne. Na jednej z nich w roku 1753 staraniem ks. Stanisława Konarskiego została uchwalona reforma szkolnictwa, najpierw pijarskiego – zatwierdzona przez papieża Benedykta XIV, a potem całości szkolnictwa przez powołanie Komisji Edukacji Narodowej, pierwszego ministerstwa oświaty w Polsce. Pijarzy działający przy kolegiach łowickim i warszawskim wnieśli wielki wkład w kulturę i naukę naszej ojczyzny w wiekach XVII i XVIII.
Trudno zaprzeczać wkładowi Kościoła w rozwój edukacji szkolnej i ogólnej społeczeństw.
W czasach nam współczesnych wiele szkół podstawowych, średnich i uniwersytetów prowadzonych przez Kościół i zgromadzenia zakonne ma wysoką pozycję w rankingach i prezentuje wysoki poziom nauczania.

 

PIERWOTNIE TEKST  ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W STYCZNIU 2012 ROKU.

 

Natępny temat – Prawo

Matka Boża Łaskawa

Książka ks. dr Józefa Marii Bartnika SJ i Ewy J.P. Storożyńskiej „Matka Boża Łaskawa a Cud nad Wisłą” przybliża nam nie tylko okoliczności Cudu nad Wisłą w 1920 roku, ale także historię kultu patronki stolicy. Autorzy przypominają nam początki kultu Matki Bożej Łaskawej, która obrana została za patronkę Warszawy w roku 1652 po cudownej interwencji i ocaleniu miasta przed zarazą. Był to początek opieki Niepokalanej nad miastem.

cudnadwisla

Dokładniej opisana jest Jej interwencja w 1920 roku. Autorzy przypominają, jak ważny był to moment dla Polski, która właśnie odzyskała po latach niewoli niepodległość, ale i dla Europy, której groziło rozlanie się bolszewickiej rewolucji i kolejna wojna. Opisane są przygotowania Warszawy w czerwcu i lipcu, gdy wiadomo było, że Armia Czerwona zbliża się coraz bardziej do stolicy. Cytowany w książce pisarz Adam Grzymała-Siedlecki, korespondent wojenny w roku 1920, w swojej książce „Cud Wisły” przytacza czynniki duchowe, jakie złożyły się na zwycięstwo. Było to:

„…– publiczne zawierzenie Polski Sercu Jezusowemu 19 czerwca 1920 r. przez najwyższe władze kościelne, w którym oficjalny udział wzięli Naczelnik Państwa i przedstawiciele władzy;
– powtórzenie zawierzenia przez Konferencję Episkopatu Polski na Jasnej Górze w dniach 26-27 lipca;
– ponowienie aktu obrania Maryi Królową Polski, dokonane przez Episkopat Polski na Jasnej Górze 26-27 lipca;
– nowenny błagalno-pokutne, połączone z procesjami i całodziennym czuwaniem przed Przenajświętszym Sakramentem w całej Polsce, a szczególnie w Warszawie (6-15 sierpnia);
– nowenna błagalno-pokutna na Jasnej Górze w intencji ocalenia Ojczyzny (7-15 sierpnia);
– nowenna o wstawiennictwo Matki Bożej i ratunek dla Polski, odprawiana w każdej świątyni w kraju;
– apel biskupów polskich do Ojca Świętego o modlitwę za Polskę;
– apel biskupów polskich do episkopatów świata o modlitwę za Polskę;
– apel biskupów do narodu – jego owocem było 105 714 zgłoszeń do Armii Ochotniczej gen. Józefa Hallera.

Te płynące z milionów serc gorące błagania wzruszyły serce Najczulszej z Matek i wyjednały łaskę Jej dwukrotnego publicznego ukazania się podczas walk na przedpolach stolicy, co w konsekwencji zmieniło bieg historii Polski, Europy i świata. JE Arcybiskup Józef Teodorowicz powiedział, że Maryja „w wielkie swe święta […] zwykła czynić […] swe zmiłowania.” Prawdziwość tych słów potwierdzili… sami bolszewicy!”.

Autorzy książki pokazują nam, że nie tylko przygotowania militarne były źródłem zwycięstwa. Przywołując czasem mało znane fakty, pokazują, że siła modlitwy, czynnik duchowy w historii ma nie mniejsze znacznie niż czynniki materialne. Poszukują powodów, dla których nie chlubimy się tą cudowną interwencją.

Jak już wspomnieliśmy, w okresie międzywojennym ukazanie się Matki Bożej podczas Bitwy Warszawskiej było dla wielu, szczególnie dla ateistów i członków lóż masońskich, ze wszech miar niewygodne. Dla tych osób fakt ten był po prostu… nie do przyjęcia! W ich mniemaniu kompromitował polską armię i mógł negatywnie wpłynąć na wizerunek odrodzonej Polski. Bo cóż by Europa o Polakach pomyślała, gdyby do jej uszu doszło, że do pokonania bolszewików przyczyniła się sama Bogurodzica? Może utarłby się pogląd, że Polacy nie są zdolni do samodzielnej obrony własnego terytorium…

Pomimo tuszowania sprawy fakt dwukrotnego zjawienia się Najświętszej Maryi stał się powszechnie znany dzięki lekarzom, sanitariuszom i innym osobom, które posługiwały w obozach jenieckich i dalej przekazywały usłyszane świadectwa. Bolszewicy zaś chętnie dzielili się swoimi przeżyciami – poranek 14 sierpnia w Ossowie i noc 15 sierpnia w Mostkach Wólczańskich i Wólce Radzymińskiej były najbardziej wstrząsającymi chwilami ich życia. Na własne oczy ujrzeli Bożiju Matier. Informacje o zjawieniu się Bogurodzicy pochodziły także od mieszkańców okolic Radzymina, Wyszkowa, Zambrowa i Marek, pośrednich świadków zdarzenia. Przekazywali oni dalej to, o czym dowiedzieli się od bolszewików. Relacjonowali także to, co sami widzieli: ich przerażenie i trwogę. Fakty te były więc powszechnie znane. Jednak nie można było o nich pisać, temat ten stał się tabu!”.

MBLaskawa

Historia obrazu Matki Bożej Łaskawej pokazuje, że w trudnych i ciężkich momentach naszej historii Matka Boża była zawsze przy nas. Opiekowała się nami i wspierała nasze starania i naszą walkę. Cud na Wisłą był kulminacją tejże opieki i największym jej przejawem. Niestety pokładanie całkowitej ufności w Maryi zostało zapomniane i zarzucone i w tragicznych momentach Powstania Warszawskiego zabrakło miejsca na modlitwę i oddanie się w Jej opiekę.
Autorzy, po analizie materiałów źródłowych, próbują wskazać przyczynę swoistej „zdrady” mieszkańców Warszawy i Polski:

Po przewrocie majowym w latach 1926-1939 Polską niepodzielnie rządziła masoneria. Zdecydowana większość polskich premierów była członkami lóż, czyli wyznawcami Lucyfera, a więc wrogami Kościoła! Ci spośród pracowników Ministerstwa ds. Wyznań, którzy należeli do lóż masońskich, zadbali o to, by wyciszyć i zatuszować sprawę publicznego objawienia się mocy Boga. Chodziło o to, by za parę lat nikt już w Polsce o tym nie pamiętał, choć ” Żadnemu narodowi [Bóg] tak nie uczynił” (Ps 147, 20).

Przekazując czytelnikom wiedzę na temat wydarzeń historycznych i namacalnej opieki Matki Bożej Łaskawej, autorzy zachęcają do polecania Jej naszych problemów. Czeka gotowa nam służyć, jeśli tylko Ją o to poprosimy i skruszy strzały „gniewu Bożego” jak przedstawił malarz na Jej wizerunku.

Książka została napisana w przejrzysty sposób. Interesujące są również przypisy, które stanowią cenne uzupełnieni toku narracji i pokazują szerzej tło opisywanych wydarzeń. Czytelnik może podążać za relacją autorów lub zagłębić się w treści materiałów źródłowych poszerzających wiedzę.

PIERWOTNIE TEKST BYŁ OPUBLIKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISERICORDIA” SANKTUARIUM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W OŻAROWIE MAZOWIECKIM W LISTOPADZIE 2012 ROKU

Bajka pierwsza – Historia pewnego pocałunku – Jej pocałunku

cornflowerzappavothJej i Jego pocałunek zobaczyli się pierwszy raz, gdy Pan i Pani spotkali się przypadkowo na spacerze w Puszczy Kampinoskiej.
W wędrówce puszczańskim szlakiem uczestniczyło więcej osób, ale ci dwaj-Jej i Jego pocałunek- od razu zaczęli się sobie przyglądać z zainteresowaniem i ciekawością.
Za tydzień był kolejny spacer po Puszczy, za dwa tygodnie wyprawa całodzienna do Łowicza.
Jej pocałunek zapisywał w postaci bajek ciekawsze zdarzenia z ich spotkania, poznawania się, przyjaźni i miłości. Może kiedyś znajdziecie zbiór tych bajek w księgarni.
Bajki zaczynają się tak:
1. Historia pewnego pocałunku – Jej pocałunku
Spotkanie

Pocałunki mieszkają w każdym z nas. Wypełniają każdą wolna przestrzeń. Jest ich mnóstwo. Mają swoje rodziny, przyjaciół i wrogów oraz wielu znajomych. Są jak ludzie: spokojne, rozważne, dokładne, szalone, radosne, powolne i szybkie, malutkie jak dzieci, ciężkie, czasem senne, czułe i tkliwe ale i swawolne. Są też pocałunki –niespokojne duchy i awanturnicy.
Ten, o którym opowiadam, nie wyróżniał się niczym specjalnym.
Był pocałunkiem odruchowym, rutynowym. Nie miał praktycznie żadnego wyrazu, czegoś, co by go wyróżniało spośród tysięcy innych pocałunków. Może dlatego, że był jeszcze bardzo młody-dziecko niemalże. Nie miał pragnień, nie był ciekawy świata, bał się jego niebezpieczeństw. Był to po prostu pocałunek nieśmiały. Szybko wyfruwał, muskał Jego policzek i prędko chował się w Niej, gdzie od dawna mieszkał. Z czasem jednak stał się bardziej ciekawy. Niejednokrotnie zadawał sobie pytanie jak też może być w innych miejscach niż na policzku. Gdy On mówił, opowiadał, pytał – chęć sprawdzenia miejsca skąd się głos wydobywał stawała się coraz bardziej natarczywa. Jak jest po tamtej stronie? Jak jest u Niego? Jej pocałunek oceniał, że może być tam bardzo cieplutko, bezpiecznie i cicho. Jego wargi były otoczone przecież wianuszkiem wąsów i brody. Trochę jednak obawiał się, że może się zagubić a włosy mogą okazać się twarde i nieprzyjazne. Pomógł przypadek. Okazało się, że po drugiej stronie-u Niego – mieszka bardzo podobny –Jego pocałunek. To on miał odwagę zajrzeć w jej wargi. Pocałunki spotkały się. Jej pocałunek skorzystał z zaproszenia. Poczuł ulgę, jego ciekawość została zaspokojona. Okazało się, że na Jego ustach było jak w gniazdku-ciepłym, miłym, miękkim i bezpiecznym. Było przyjemnie. Nawet bardzo. Ale w domu- u Niej – było się u siebie, wszystko było znane i pewne. Szybko więc wracał. W zaśnięciu zaczęła mu jednak przeszkadzać myśl o Nim, chęć poznania, zaprzyjaźnienia się z Jego pocałunkiem. Bał się jednak, że tam może nie być dla niego miejsca, Jego pocałunek nie był co prawda gburem, wydawał się zachęcać i zapraszać do siebie ale nigdy nic nie wiadomo. Dopóki się nie sprawdzi.

Poznawanie
Czas biegł, świat wypiękniła wiosna swoimi barwami, kwiatami i intensywnością życia wszystkich stworzeń. Jej nieśmiały pocałunek doroślał, nabierał odwagi. Zatrzymywał się trochę dłużej u Niego. Starał się zaprzyjaźnić z Jego pocałunkiem. Przyglądał się siedząc bezpiecznie za Jej rzęsami wyrazowi Jego twarzy. Śledził poruszenia oczu, ruch warg, podnoszenie i opadanie skrzydełek nosa, przesuwanie się bruzdy na czole, słoneczne promienie dobroci i uśmiechu wybiegające czasami z kącików oczu, podskoki policzków w uśmiechu i błysk światła w oku. Bardzo go intrygowały oczy, które czasem lśniły jak tafla jeziora skąpana promieniami księżyca i gęste, długie brwi nad oczami. Zapragnął bardzo zamieszkać tam, choć na chwilkę.
Był jednak dobrze wychowany i czekał na zaproszenie. Gdy je dostawał – nie wierzył i czekał dalej, i znów. I pewnie czekałby tak do końca świata a nawet dłużej gdyby nie….

Wyznanie
Pewne czerwcowe popołudnie zapowiadało się zwyczajnie: impreza na świeżym powietrzu, ludzie, atrakcje, rozrywki, jedzonko, rozmowy. Nic nie wskazywało na  niezwykłe zdarzenia.
No może ten czerwony kwiat pod rondem Jej kapelusza, ekstrawagancki strój, uśmiech i spojrzenia znajomych.
Potem- długo potem- Jej pocałunek wyrzucał sobie, że nie sprawdził, czy Jemu ona się podobała, nie zajrzał w Jego usta, nie podpytał Jego pocałunku. Zachował się jak ostatnia gapa i w ważnym momencie nie był dobrze przygotowany. Wyrzucał sobie też, że nie potrafił odczytać znaków, jakie się pojawiły u Niej. A tak był pewien, że ją dobrze zna.
Jego pocałunek był tego wieczoru inny. Zdecydowany, silny, czuły, pełen ciepła i wilgoci. Jej pocałunek nie pisnął nawet, nie protestował. Poczuł, że znalazł siłę, wsparcie, że został zabrany, porwany w nową podróż- szaloną, ciekawą, może niebezpieczną, ale pełną radości i słońca. Jej pocałunek stał się pełen odwagi, zapragnął zaryzykować tę wspaniałą przygodę.
Trochę już poznał Jego pocałunek, więc nie czuł się obco. Czuł się wspaniale. Nie był już samotny. Od tamtego wieczoru wiedział, że chce być razem z Jego pocałunkiem, razem odkrywać świat.
Następny dzień utwierdził Jej pocałunek, że dzieje się coś ważnego. Mógł bezkarnie buszować po Jego ustach, i brodzie, i czole, i policzkach, i szyi. Mógł sprawdzić jak jest po drugiej stronie warg, od wnętrza, nie czuł się zagubiony-wszędzie miał za przewodnika, tuż obok Jego pocałunek. Podejrzał jak Ona pisze nocą do Niego: „przepełniona twoją czułością i bliskością”. Był zadowolony. Nie znał jeszcze słowa „szczęśliwy”.
Przyszedł jednak poranek kolejnego dnia i pytania.

Rzeczywistość
Czy to, co się stało, działo się naprawdę? Może to wymysły i marzenia jego wyobraźni? Sam zadawał sobie pytanie czy kieruje nim chęć przygody, czy kuszą niezbadane zakątki, czy przyjaźń z Jego pocałunkiem nie przeważa wierności do Niej? Pytał i pytał, czasem opadał z sił po fali zwątpień, ogarniał go smutek i strach na przemian z radością i pragnieniem trwania w Jego cieple i karmienia się Jego dobrocią. Tak, tak, znalazł sposób na wydobywanie Jego dobroci. Jej pocałunek nie przypuszczał nawet, że jest kluczem do tej dobroci. Muskał Go wargami i otwierał skarbczyki tej dobroci. Ile tego jest w Nim! A jaka różnorodność-dobroć codzienna i od święta, dla ludzi, dla zwierząt, do wspomnień, dla obcych i znajomych, dla Niej wreszcie i dla Jej pocałunku. Jej pocałunek stał się szczęśliwy, że znalazł drugi dom-źródło siły, spokoju i harmonii, miejsce życzliwe i piękne, pełne zakamarków do zwiedzania i kryjówek do odkrywania, miejsce cudownej bliskości i jedności.

Wspólna droga?
Rozpoczął się nowy okres w życiu Jej pocałunku. Ma on jedną cechę. Jest przepełniony pragnieniem bycia razem z Jego pocałunkiem. Co zrobią On i Ona, Jej pocałunek nie wie.
On wie, czego sam pragnie. Poczeka.
Zamknął się rozdział odnalezienia się Jego i Jej pocałunków. On i Ona próbują nazwać to, co ich łączy. Teraz będziecie mogli przeczytać, jakie miałem przygody, zaskoczenia, spotkania w tej drodze.
Ale o tym w kolejnej bajeczce.
Koniec

Punktowość moralności

Pojawił się ostatnimi czasy pogląd jakoby ocena człowieka była całościowa, gdzie wszystkie uczynki oceniane są łącznie. Nie neguje się, że każdy uczynek rzutuje na ocenę globalną, ale rozstrzygające ma być ogólna intencja woli. Idea globalności moralnej nie mieści się w tradycji Magisterium. Kościół zawsze nauczał o momentalności, punktowości osądu moralnego. Wieczne przeznaczenie chrześcijanina decyduje się w momencie śmierci. Całe życie chrześcijanina jest przygotowaniem do tej decyzji która ma skutki na całą wieczność.

Globalność moralności wydaje się „po ludzku” słuszniejsza, wydaje się, że jakość moralna ludzkiego życia winna być oceniana na podstawie całego życia. Jest to ważna a jednocześnie trudna prawda religii gdyż mamy odmienne odczucia. A jednak religia katolicka naucza, że wieczne  przeznaczenie zależy od stanu moralnego w jakim znajduje się człowiek w chwili swojej śmierci. Osąd moralny dokonuje się w punkcie czasowym a nie w całym aspekcie życia. Śmierć i następujący zaraz sąd jest egzaminem do którego przygotowujemy się przez całe swoje życie. Nasze uczynki i nasze zaniechania mają wpływ na nasze przygotowanie do tego najważniejszego sprawdzianu. Tu będzie widać jak wyglądało nasze przygotowanie. I tak jak na egzaminie nie będziemy mogli powiedzieć, „uczyłem się”, trzeba wykazać się wiedzą. Tak samo w momencie śmierci mamy pokazać i przedstawić nasz stan moralny na ten dany moment. Dlatego tak ważne jest przygotowanie się do śmierci a wezwanie modlitewne „od nagłej i niespodziewanej śmierci – wybaw nas Panie” jest tak aktualne. Dlatego dziwi gdy wielu ludzi mówi, że wolą śmierć z zaskoczenia, we śnie.
Pojawi się wniosek – czyli można przez całe życie postępować według własnego widzimisie a w ostatniej godzinie westchnąć do Boga, głęboki żal za grzechy i zbawienie mamy załatwione. Osoby tak mówiące zapominają o grzechach przeciwko Duchowi Świętemu. Pierwszy z nich: Grzeszyć zuchwale w nadziei Miłosierdzia Bożego. Grzeszyć, dlatego, że Bóg jest miłosierny, jest równoznaczne z ubliżaniem Mu i lekceważeniem Jego dobroci. Jeśli przez całe życie omijamy Boga, żyjemy z daleko od niego to siłą rzeczy nie będziemy się uciekali do Niego w godzinie śmierci. Jest to złudne i fałszywe oczekiwanie. Poza tym śmierć i to co po niej następuje jest egzaminem z życia. Powyższe podejście jest podobne do tego jakby uczeń przez 5 lat opuszczał szkołę i nie uczył się w ogóle a przyszedł na egzamin maturalny z nadzieją na jego zdanie.

Czytając Iota Unum

Łaźniew

Centrum Miłosierdzia świętego Alojzego Orione w Łaźniewie

W czerwcu ubiegłego roku w czasie wypraw weekendowych 6 km za granicami Ożarowa  w kierunku zachodnim zauważyliśmy z mężem nowy billboard. Zwracał uwagę tym, że nie reklamował bielizny, super promocji w markecie ani miejsc w hotelu Mazurkas a Centrum Miłosierdzia w Łaźniewie.
Już wcześniej przyciągał nasz wzrok malutki, zagubiony wśród pól cmentarzyk, aleja starych drzew prowadząca do parku lub lasu i tablica Łaźniew 1 km. Takie skupiska drzew z aleją dojazdową najczęściej obiecują stare siedliska, ukryte kościółki lub dworki. Postanowiliśmy zbadać, co kryje się obok nas.
Droga wśród drzew zaprowadziła nas do kompleksu budynków mieszczących dzieła prowadzone przez Zgromadzenie Księży Orionistów:
1. Zakład Opiekuńczo- Leczniczy dla 75 obłożnie chorych pacjentów Widok ośrodkawymagających całodobowej opieki lekarskiej i pielęgniarskiej oraz rehabilitacji. Dla tych osób prowadzona jest przez wykwalifikowany Widok ośrodkapersonel terapia zajęciowa, jest zapewniona pomoc psychologa, pomoc pracownika socjalnego i stały kontakt z kapelanem. Do Zakładu trafiają osoby ze skierowaniem Widok ośrodkazaakceptowanym przez NFZ, który częściowo dofinansowuje ich pobyt w Zakładzie.
2. Dom Opieki dla osób starszych i niepełnosprawnych dla 30 pensjonariuszy.
3. Ośrodek dla Bezdomnych dla 75 osób, do którego kierowane są osoby ze szpitali, z ośrodków pomocy społecznej, bezdomni z ulicy bez żadnego ubezpieczenia. Uzyskują oni pomoc w wyrobieniu dokumentów tożsamości, orzeczeń o stopniu niepełnosprawności, pomoc w znalezieniu pracy, mają zapewniony czasowy pobyt w ośrodku

Sala Ćwiczeń Sprzęt do rehabilitacjiĆwiczenia rehabilitacyjne

 

 

 

 

 

 

Historia tego miejsca jest bardzo ciekawa. W 1908 roku ksiądz Franciszek Toporski zwany „ojcem sierot” kupił majątek w Łaźniewie jako zaplecze dla budowanego razem z kościołem św. Jakuba na Placu Narutowicza w Warszawie, Ośrodka Wychowawczego dla chłopców. Ośrodek na ulicy Barskiej, zwany „Antoninem-od patrona św. Antoniego) został otwarty w 1913 roku. Chłopcy z najbiedniejszych rodzin z Warszawy i okolic, sieroty, ulicznicy będący pensjonariuszami domu spędzali w majątku w Łaźniewie wakacje, uprawiali pole, hodowali warzywa i owoce, wypiekali chleb. Dziś powiedzielibyśmy, że było to wychowanie przez pracę.Ksiądz Toporski założył w Łaźniewie szkołę ogrodniczą dla chłopców z sierocińca. Od 1920 roku w prowadzeniu sierocińca pomagały sprowadzone do Łaźniewa siostry służebniczki starowiejskie (zgromadzenie założone przez bł. Edmunda Bojanowskiego). W 1939 roku pracę wychowawczą z chłopcami przejęli księża Orioniści.
Wejście do kościołaW 1950 roku ksiądz Prymas kardynał Stefan Wyszyński erygował w Łaźniewie parafię a w 1960 roku zakończono budowę kościoła pod wezwaniem św. Antoniego.
Miejsce to było naznaczone duchem niesienia pomocy bliźnim i przyciągało kolejne dzieła.
W 1963 roku księża orioniści w Łaźniewie rozpoczęli duszpasterstwo chorych. Przyjęli Kościół parafialny św. Antoniegooni pod swój dach turnusy rekolekcyjno-rehabilitacyjne czyli wczaso-rekolekcje dla chorych i niepełnosprawnych zorganizowane przez świeckie osoby (panią Teresę Strzembosz i Anielę Lossow) działające w katolickim Duszpasterstwie Dobroczynnym. Turnusy zostały przeniesione z Domu Rekolekcyjnego Księży Pallotynów w Otwocku do parafii księży Orionistów w Łaźniewie.
W organizację pierwszych turnusów włączyli się parafianie, Pallotyni, siostry niepokalanki z Szymanowa oraz księża diecezjalni.
Te turnusy trwają do dnia dzisiejszego. Stały się fundamentem rozwoju Łaźniewa w służbie ludziom starszym, chorym, niepełnosprawnym i bezdomnym.
Z latami wykształciły się trzy formy działalności opisane przez nas na początku tekstu a 17 czerwca 2009 roku otwarto rozbudowane i wyremontowane Centrum Miłosierdzia świętego Alojzego Orione. W rozwoju Centrum brała udział nie tylko polska prowincja Orionistów ale i włoska.Pensjonariusze Zakładu, Domu Opieki i Ośrodka mają oparcie w kościele znajdującym się tuż obok. Park zaprasza do spacerów, rozrzucone w nim stacje Drogi Krzyżowej pozwalają na oderwanie się od swoich cierpień w modlitwie, oczyszczone i uporządkowane stawy z pięknym molo oświStaw i moloetlonym latarniami pozwalają w kontakcie z przyrodą czerpać umocnienie w swoich słabościach i chorobach.
Cztery kapliczki (NMP, św. Antoniego, Św. Józefa oraz Jezusa Jezu ufam TobieMiłosiernego) przyciągają swoich czcicieli do modlitwy.
Patron Centrum Alojzy Orione (1872-1940) nazywany jest „świętym Miłosierdzia”. Jest on założycielem Zgromadzenia Zakonnego Małe Dzieło Boskiej Opatrzności, zatwierdzonego oficjalnie przez Papieża Piusa X w roku 1906.
Jego zawołaniem jest Pawłowe: „Instaurare Omnia in Christo – Odnowić wszystko w Chrystusie”, a swój program wyraża słowami Dantego: „Nasza miłość nigdy nie zamyka drzwi„.
Wierzymy, że nie zamknie ich dla naszych bliskich, znajomych, chorych jeśli potrzebowaliby takiej pomocy i opieki.

05-870 Błonie, Łaźniew, Aleja Księży Orionistów 1
tel.
22 731 99 34, 22 731 61 46, 22 731 99 93

Zdjęcia z Łaźniewa

Pierwotnie tekst był opublikowany w miesieczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w lutym 2010 roku

Nowe Miasto nad Pilicą

Klasztor Braci Mniejszych Kapucynów i Sanktuarium bł. Honorata Koźmińskiego

Przeczytałam w prasie fragment uchwały Senatu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 16 października 2008 roku:
Nowe Miasto nad Pilicą
Senat „uznaje błogosławionego ojca Honorata Koźmińskiego za godny naśladowania wzór Polaka oddanego sprawom Ojczyzny, wzór działacza społecznego, którego nie zniechęcały i nie zniechęciły skrajnie trudne warunki, poświęcającego się obronie godności Polaków w zniewolonym kraju (…) oddaje hołd Jego postawie moralnej, wierności wartościom oraz oddaniu ojczyźnie” by w ostatnich zdaniach zwrócić się do „środowisk wychowawczo-oświatowych i naukowych z apelem o popularyzowanie wiedzy o postaci i zasługach o. Honorata Koźmińskiego”.
Robię szybki rachunek sumienia. Co wiem o błogosławionym Honoracie Koźmińskim? Dlaczego ma być dla mnie i innych Polaków wzorem do naśladowania? Kiedy on żył, gdzie?
Nowe Miasto nad Pilicą

Internet pomaga mi dowiedzieć się czegoś o Błogosławionym jako człowieku: studiował architekturę w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie, przeżył kryzys wiary w młodości (brzmi to całkiem współcześnie), był więźniem Cytadeli Warszawskiej za konspiracyjną działalność antyrosyjską, po nawróceniu wstąpił do zgromadzenia Ojców Kapucynów i otrzymał święcenia kapłańskie w 1852 roku, pracował jako duszpasterz w Warszawie, pisał.
Nadal nie widzę uzasadnienia dla uchwały Senatu RP. Takich jak on było wielu.
Historia, wiara i umiłowanie Ojczyzny uczyniły go bohaterem.
Po upadku Powstania Styczniowego zaborca dokonał kasaty klasztorów 1864 roku ograniczając ich liczbę i czyniąc zakonników więźniami aż do śmierci ostatniego zakonnika.
W trudnych dla Polski i Polaków czasach Ojciec Honorat postanowił podtrzymywać w rodakach ducha narodowego, pomagać w zachowaniu wiary, uczynić z wiary tarczę przed zniewoleniem i rusyfikacją. Obrał drogę powoływania bezhabitowych, tajnie działających zgromadzeń zakonnych opartych na formule III Zakonu Franciszkańskiego.
Założył 26 zgromadzeń zakonnych (20 żeńskich, 4 męskie oraz 2 zakony habitowe żeńskie).
Jak to zrobił? Z konfesjonału i poprzez korespondencję, gdyż zaborca

Nowe Miasto nad Pilicązabronił mu głoszenia kazań. Mógł tylko spowiadać. Zmarł po 24 latach pobytu w klasztorze w Nowym Mieście nad Pilicą w 1916 roku nie doczekawszy odzyskania przez Polskę niepodległości.
Jego dzieło do dziś jest żywe-działa 16 z założonych przez niego zgromadzeń. Jeśli usłyszysz: Felicjanki, Kapucynki, Serafitki, Westiarki Jezusa, wiedz, że to dzieło Błogosławionego.
Członkowie założonych przez niego skrytych zgromadzeń podjęli pracę na rzecz najbardziej potrzebujących (wśród młodzieży szkolnej i rzemieślniczej, w fabrykach, na wsi, w przytułkach dla osób samotnych, starych i upośledzonych). Stworzyli sieć placówek opiekuńczych, szkolnych, pielęgniarskich, ambulatoriów, domów schronienia oraz innych instytucji. Ich dzieła jednoczyły Polaków pod zaborem, dawały siłę do nie poddawania się przemocy i złu, pozwoliły dotrwać do niepodległości.

Nowe Miasto nad Pilicą

Błogosławiony w Nowym Mieście nad Pilicą ma swój klasztor, swoje muzeum, swój pomnik, swój plac, jest patronem miasta.
Honorat Koźmiński pozostawił nam przepis na silne, świadome społeczeństwo, przepis na żarliwość społeczną, przepis na pracę w warunkach skrajnie trudnych.
Ten przepis to rozwój duchowy, który tworzy fundament i rusztowanie dla wartości, według których warto żyć, którym warto być wiernym i które przynoszą owoce nie tylko nam, ale naszym rodzinom, społeczności i Ojczyźnie.
Dodatkowo pokazuje nam, że do podjęcia życia według zasad nie są potrzebne dobra materialne, że potencjalnie każdy człowiek ma takie możliwości.
Skorzystajmy z tego przepisu i zastosujmy go do rzeczywistości każdego z nas. Może warto spróbować? Wiem, że warto spróbować.

Ciekawostki związane z Nowym Miastem nad Pilicą:

– Od 1873 przez następne 40 lat funkcjonował w NMnadP pierwszy w Królestwie Polskim zakład przyrodoleczniczy założony przez dr Jana Bielickiego. Leczono głównie chorych na gruźlicę oraz osoby wyczerpane nerwowo stosując masaże i różnorodne kąpiele. Sanatorium przyjmowało kuracjuszy z Łodzi i Warszawy, ale także przybywali chorzy z Moskwy, Petersburga, Londynu a nawet Nowego Jorku.
– Pałac Granowskich
– Pieta Gostomska z XV w. w kościele parafialnym, odpust 15 września: Matki Bożej Bolesnej – Piety Gostomskiej.
– Obraz drzewo genealogiczne Jezusa w kościele parafialnym
– Muzeum Bł. Honorata Koźmińskiego w klasztorze kapucynów, 2 sierpnia odpust Matki Bożej Anielskiej.
– opis spotkania w 1894 roku z o. Honoratem w NMnadP w książce Władysława St. Reymonta „Pielgrzymka do Częstochowy”
– Muzeum Regionalne

Zdjęcia z Nowego Miasta nad Pilicą

Pierwotnie tekst  został opublikowany w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w styczniu 2010 roku.

Miedniewice

Sanktuarium Matki Bożej Miedniewickiej Pani Mazowsza w Świętorodzinnym Obrazie

Docieram w słoneczne listopadowe popołudnie do Miedniewic.Sanktuarium w Miedniewicach
Pod murem kościoła i klasztoru rękę do gości wyciąga Jezus dźwigający krzyż. Figura wydaje się tandetna, ale gest wymowny. Po chwili jestem na dziedzińcu Sanktuarium. Pielgrzyma wita kolumna z figurą Matki Boskiej depczącej głowę węża. Już wiem, że to kraina Maryi…
Po obu stronach zapraszają krużganki. Pielgrzymi właśnie tu przygotowują się w drodze do cudownego obrazu.
Sanktuarium w MiedniewicachA wszystko zaczęło się tak: Otworzyłam przypadkowo znaleziony w sieci plik pod tytułem „Francuzi i Włosi w okolicach Sochaczewa”. W nim odnalazłam opis sanktuarium pielgrzymkowego w Miedniewicach zaprojektowanego i budowanego przez Włochów w XVIII wieku. Nazwiska projektodawców też nie były obce: Józef II Fontana, Tomasz II Bellotti – to członkowie rodzin słynnych włoskich architektów.
W myśli pojawia się błyskawiczna decyzja na „tak” i rozpoczyna się przygoda…
Budynek świątyni tchnie powagą, mimo że ściany domagają się remontu. W kruchcie tę dostojność miejsca podkreśla tekst wyryty na niewielkiej kamiennej tablicy. Wpadające przez otwarte drzwi światło dnia wydobywa blask resztek złota na płycie. Każdy nawiedzający Sanktuarium uzyskuje odpust zupełny „dnia każdego, w całym roku od Piusa  VII, papieża wiecznie nadany roku 1817”.Sanktuarium w Miedniewicach
Makieta kościoła i klasztoru porusza wyobraźnię.
Wnętrze zaskakuje pielgrzyma. Majestatycznie wyglądają czarne dębowe ołtarze. W centrum ołtarza głównego na straży tabernakulum stoją dwa orły ze świętymi relikwiami, nad nimi dwa Anioły prezentują wiernym cudowny obraz, wyżej króluje Jezus Chrystus na krzyżu a nad nim czuwa i przenika wszystko Duch Święty.
Historia tego obrazu zaczyna się tak:
W 1675 roku pobożny gospodarz Jakub Trojańczyk przywiózł z odpustu w Studziannej drzeworyt przedstawiający Świętą Rodzinę przy posiłku. Wkrótce obraz ten zasłynął cudami.
  Wzruszające jest przedstawienie Świętej Rodziny: „Iezvs, Marya i Iozeph” w barokowych strojach spożywają w blasku świecy posiłek – kaszę, chleb, gruszki, wiśnie i jabłka.
Od razu przychodzi mi do głowy myśl, jak ważnym miejscem dla rodziny jest stół, jak ważne są wspólne posiłki.
Każdy może pielgrzymować do MB Miedniewickiej zanosząc jej radości, rozterki, problemy i trudności, jakie przeżywamy w rodzinach. MB wysłucha każdego wierzącego w Jej pośrednictwo.

Dodatkowe informacje:
-odpust w  Zesłanie Ducha Świętego i 2 sierpnia, w dniu Matki Bożej Anielskiej,
– tajne przejście w jednym z konfesjonałów,
– krypty w podziemiach świątyni.

Więcej zdjęć Sanktuarium Matki Bożej Miedniewickiej Pani Mazowsza w Świętorodzinnym Obrazie w Miedniewicach

Pierwotnie tekst był opublikowany w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim w maju 2009 roku

Rzecz o grzechach cudzych

Są w nauczaniu Kościoła Katolickiego grzechy, które popełniane przez innych, obciążają nasze sumienie. Są to grzechy cudze, za które my odpowiadamy.
Katechizm Kościoła Katolickiego wymienia je wszystkie:

  • do grzechu namawiać
  • grzech nakazywać
  • na grzech drugich zezwalać
  • innych do grzechu pobudzać
  • grzech drugich pochwalać
  • na grzech drugich milczeć
  • grzechu nie karać
  • do grzechu drugim pomagać
  • grzechu innych bronić.

Sama ta lista pokazuje, że każdy z nas codziennie jest narażony na odpowiedzialność za grzechy innych. Nasza postawa, ocena, reakcja wobec tych grzechów decyduje czy sami popełniamy grzech. Tymczasem w codziennym życiu, zagonieniu, braku refleksji często nie zauważamy grzechów cudzych, które obciążają nasze konto, za które będziemy musieli odpokutować. Często zdarza się, że z tych grzechów korzystamy. Coraz częściej nie reagowanie na grzechy jest czynione z wyrachowaniem.
Każdy z nas słyszał niejeden raz:„nie chcę zwracać innym uwagi, bo nie chcę by mnie zwracano uwagę”, „każdy (ja też) ma prawo sam decydować, co jest dobre, a co złe”, „może to jest grzechem, ale wszyscy tak czynią”, „ludzie są wolni i nikt nie ma prawa ich ograniczać”, „nie ma grzechów, bo nikogo nie zabił i nie okradł”, „nie potępiam grzechu innych, bo sam ulegam pokusom” i najczęstsze „to nie moja sprawa”.maupy

Ciche przyzwolenie na grzechy cudze prowadzi do osłabienia, negowania i nie podporządkowywania się normom etycznym, moralnym a nawet przepisom prawa. Za normę określającą, co jest dobrem czy złem często przyjmuje się powszechność jakiejś postawy czy zjawiska.
Przyzwolenie społeczne na zjawisko mieszkania ze sobą młodych ludzi bez sakramentu małżeństwa spowodowało, że w potocznym rozumieniu jest to wyznacznik nowoczesności a nawet znak współczesnych czasów.
Nie zauważa się, że jest to nieustannym łamaniem szóstego przykazania Bożego i grzechem wymienionym w punktach 3, 5 i 6 na początku tekstu.
Z grzechami cudzymi mamy do czynienia w przypadku aborcji. Ci, którzy namawiają do niej, dają pieniądze, uczestniczą w zabiegu (lekarz i pielęgniarki), ustanawiają przepisy zezwalające na aborcję, jak również wyborcy głosujący na partie popierające aborcję popełniają grzech.
Powszechnie już akceptujemy nieskromny, wyzywający ubiór, wulgarny język, agresywny sposób bycia, hałaśliwe zachowanie na ulicy, w środkach transportu i innych miejscach publicznych.
Pozwoliliśmy wszyscy rozplenić się w różnych instytucjach kumoterstwu i nepotyzmowi. Nie dziwi nas zatrudnianie członków bliższej i dalszej rodziny w instytucjach lub firmach im podległych, „ustawianie” przetargów, wydawanie zezwoleń, podpisywanie umów z naruszeniem interesów ludzi a czasem i państwa, załatwianie spraw nieoficjalną drogą.
Nie reagowanie, nie przeciwstawianie się grzechom innych, z którymi się stykamy, jest naszym uczestnictwem w tych grzechach. Ma też destrukcyjny wpływ na naszą postawę moralną, osłabia ją, burzy przyjęty system wartości. W skali całego państwa prowadzi do swoistego zdziczenia społeczeństwa, patologii i poważnych zaburzeń relacji międzyludzkich.
Niedawno odbyły się wybory do Sejmu i Senatu RP. Nie tylko w tych, ale w każdych innych wyborach również ci, którzy nie idą głosować biorą na siebie odpowiedzialność za wynik wyborów. Często nie bierzemy tego w ogóle pod uwagę.
Jeśli nawet będziemy bardziej czujni i zauważymy oraz zareagujemy na grzechy cudze, to trudno nam przyznać się do tego, że sami jesteśmy też dla innych źródłem grzechów, często dając zły przykład czy siejąc zgorszenie.
Nie rażą nas coraz brutalniejsze sceny w filmach i serwisach informacyjnych, gry komputerowe oparte na przemocy i agresji, piosenki pełne obscenicznych treści i wulgarnych słów. Oglądamy, kupujemy, zachwycamy się…
Przy okazji, na własne życzenie niszczymy się również emocjonalnie poszukując coraz większych dawek adrenaliny, coraz bardziej szokujących pożywek dla oka, ucha i ciała.

Życie zgodnie z przykazaniami Bożymi nie jest dla człowieka ograniczeniem, gdyż jest różnica między wolnością a samowolą. Czynienie zła nie jest przejawem wolności a nasze zachowanie nie może być warunkowane modą, reklamą czy wzorcami rodem z seriali telewizyjnych.

 

Tekst pierwotnie ukazał się w miesięczniku „Misericordia” Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim, nr 11(100) 2011

Po co jeździmy na pielgrzymki?

Rok 2007 rozpoczął się niecodziennym pragnieniem czytania Psalmów. Wewnętrzne wezwanie było tak przekonywujące, że codziennie czytałam po 5 psalmów. W lutym usłyszałam w ogłoszeniach po Mszy św., że jesienią będzie pielgrzymka do Ziemi Świętej. Bez namysłu zapisałam się.
Postanowiłam też sprawdzić jak to jest na pielgrzymkach. W marcu wyruszyłam na jednodniową pielgrzymkę do Sanktuarium w Skępem i do Chełmna. Zaczęłam zapisywać swoje refleksje. Pojechałam na kolejne pielgrzymki aż do tej ostatniej – do Ziemi Świętej.
W kolejnych tekstach można przeczytać jak zmieniałam się ja, grupa, z którą jeździłam i moje postrzeganie świata.
Refleksje są uniwersalne i mam nadzieję, że wielu odnajdzie w nich i swoje spostrzeżenia. Zapraszam do czytania.

1. Refleksje nieuczesane

Wróciliśmy z pielgrzymki do Chełmna i Skępego.
Nie będę opisywała, co mi się podobało i co na mnie wywarło największe wrażenie.
W ciągu kilku dni dzielących wyprawę od spotkania w gronie pielgrzymujących wędrowały mi po głowie różne myśli i refleksje.
Podzielę się teraz nimi z Wami.
Są one następujące:
1. W skali mikro
2. W skali makro
3. Refleksje natury ogólnej

W skali mikro
Chełmno jest dla mnie skarbnicą, ogrodem detali. Detali architektonicznych, krajobrazowych, rzeźbiarskich, malarskich, wyposażenia świątyń, urbanistycznych.
Ich bogactwo na tle surowych gotyckich cegieł we wnętrzach świątyń, na murach budowli, murach miejskich, na tle nieba zachwyca i przyciąga wzrok. Daje wrażenie podróży odkrywającej kolejne skarby.

W skali makro
Bogactwo zabytkowych budowli, pagórkowate ukształtowanie terenu miasta, zamykające mury miejskie i otwierające wspaniałe perspektywy punkty widokowe sprawiają, że chce się być w tym mieście, chodzić jego ulicami, tropić nowe odkrycia. Przy okazji zdumiała mnie zachowana do dnia dzisiejszego funkcjonalność Rynku Wielkiego-za ratuszem targowisko z warzywami, owocami, ciuchami, przed Ratuszem dziedziniec paradny.

Refleksje natury ogólnej
Dopadły mnie aż trzy.
Pierwsza to taka, że potocznie uważa się, że człowiek współczesny i nowoczesny lubi, najlepiej się czuje, akceptuje i utożsamia się z prostotą linii, z geometrycznymi kształtami, z oszczędną kolorystyką. Mając w oczach bogactwo małego miasteczka Chełmna zdałam sobie sprawę, że nam się to wmawia. Człowiek wzrastał przez wieki w otoczeniu bogactwa i różnorodności, takie dzieła też tworzył. Jedyną formą geometryczną w przyrodzie, która przychodzi mi na myśl w tej chwili, to plaster miodu.
Druga to taka, że zwiedzanie nowych miejsc, odbywanie pielgrzymek jest jak poznawanie drugiego człowieka.
Wystarczy tylko chcieć, uwolnić się z pęt codzienności, zmienić na ten jeden dzień pielgrzymki swój harmonogram, zmienić perspektywę. Na ten jeden dzień zostawić zakupy, gotowanie obiadu, pranie i prasowanie, działkę. Tylko jeden dzień i aż jeden dzień.
Trzecia powstała dopiero po pytaniu, które mnie dopadło: Po co jeździmy na pielgrzymki, po co wędrujemy z Księdzem Stanisławem do nowych Sanktuariów?
Mamy w Ożarowie swoje Sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Mamy Chrystusa Błogosławiącego, świętą Faustynę, Matkę Bożą-miejsca, gdzie możemy przynosić swoje modlitwy, dziękować za łaski i dobro, które nas spotyka. Zaraz sama sobie udzieliłam odpowiedzi, że nie chodzi nam o to, aby znaleźć „lepsze”, „skuteczniejsze” miejsca kultu, aby ustawić Sanktuaria według ważności. Przecież Matka Boża, Jezus Chrystus, Święci są jedyni i wciąż ci sami tu i teraz i zawsze i wszędzie.

Po co wiec?
Co nam to daje?

Każdy z nas obecnych na spotkaniu odpowie z pewnością inaczej, każdy może to zrobić w swoim wnętrzu i każdy może to zrobić po swojemu, każdy odpowie „swoimi słowami”.
Ja głośno wypowiem swoje refleksje.
Wędrowanie do Sanktuariów pomaga nam w naszej samotności, w zagubieniu wśród większych i mniejszych problemów życia codziennego, rodzinnego, zdrowia, cierpienia.
Włącza nas do ogromnej rodziny rodzaju ludzkiego i dobitnie pokazuje, że inni tez mają problemy, mają prośby, mają podziękowania, mają marzenia i dziękczynienia.
Nie jesteśmy sami. Przybywamy do miejsc, do których pielgrzymowano od 300, 500 czy 700 lat.
Pielgrzymowanie do Sanktuariów uczy nas dystansu do własnych problemów. Powoduje, że stają się one „oswojone” a przez to znajdujemy siłę do zmagania się z nimi. Zwraca na koniec nas samych w kierunku innych ludzi, chociażby tych współpielgrzymujących, czyni nas współczującymi i otwartymi, wyzwala nas z kręgu własnych problemów, zdejmuje z nas ciężar naszych problemów – a jeśli nawet nie do końca, to sprawia, że staje się on do zniesienia.
To wydało mi się najważniejsze.
19.07.2007 r.

Tworzenie wartości